Szybkie i łatwe czytanie – z drugiej strony

Pisząc – wyrażasz siebie. To ma znaczenie. 
L. Korolkiewicz

Jak tworzyć teksty, które czyta się łatwo i szybko.

[artykuł archiwalny – niektóre linki mogą nie działać]

Dużo się mówi o technikach szybkiego czytania, napisano na ten temat sporo książek, dostępne są różne kursy.

Zastanowiło mnie zagadnienie w pewnym sensie odwrotne – jak tworzyć teksty, które czyta się łatwo i szybko.

Zagadnienie jest szersze niż się wydaje przy pierwszym skojarzeniu.

Niewątpliwie sprawa ma znaczenie, zwłaszcza w dobie nadmiaru informacji, gdy mimo wszystko zależy nam na przykuciu uwagi czytelnika, na tym by zrozumiał nasz komunikat, a w przypadku  treści o zabarwieniu reklamowym – by podjadł jakieś działanie. Ci, którzy opanują odpowiednie techniki – zyskują przewagę.

Przyznam, że sam do tej pory przykładałem do tego za małą wagę – zarówno w tekstach jak i przy wykonaniu stron, a i tutejszy tekst jeszcze nie uwzględnia większości technik.
Także środowisko tego bloga narzuca pewne ograniczenia typograficzne i płata figle – nie sposób ustawić dobrze wielkość czcionki.

Zacznijmy od tego, że sztuka pisania jest bardzo starą sztuką, w której kształcono od dawna podobnie jak w erystyce, że sami pisarze, a potem dziennikarze wnieśli duży wkład w rzemiosło, czy nawet – jak powiedziano – sztukę. W podręcznikach pisarstwa kładzie się nacisk na budowę utworu, zależność od gatunku, na mechanizmy psychologiczne, na styl i język, na różne „chwyty” do utrzymania napięcia czy nastroju, itd. (patrz np. miniporadnik  Praktyczny Kurs Pisarstwa).

Sztuka pisania to podstawowy element czytelności tekstów.

W odniesieniu do mniejszych form, zwłaszcza tych w Internecie, bodajże jeszcze większą rolę odgrywa doświadczenie marketingowców w zakresie pisania przekonywujących ofert i reklam, nawet jawnej czy ukrytej perswazji (NLP, tzw. hipnotyczny marketing). Chodzi tutaj nie tylko i nie tyle o szybkość czytania, co zrozumienie treści i podjęcie pewnych działań.

Oczywiście dużo zależy od rodzaju przekazu: czy chodzi tylko o ciekawe opowiedzenie historii/anegdoty, czy o wytłumaczenie czegoś, czy o reklamę itd.

Każdy z tych przekazów może być perełką pisarstwa lub knotem.

Podsumowując te aspekty ogólne, wymieniłbym następujące czynniki poprawiające łatwość i szybkość czytania:

  • Nie za duża objętość tekstu (chociaż zwłaszcza Amerykanie pozwalają sobie na bardzo długie, wciągające i perswazyjne teksty reklamowe i to w myśl zasady: im droższy produkt, tym dłuższe uzasadnienie celowości zakupu)
  • Dobry tytuł/nagłówek – „nośny” i zachęcający do dalszego czytania (np. intrygujące pytanie, zaciekawienie sekretem)
  • Wyjaśnienie na wstępie czego czytelnik może się spodziewać i jakie odniesie korzyści (resume wstępne)
  • Treść ciekawa, intrygująca, nowatorska, na czasie, zaspakajająca jakąś (ważną) potrzebę  czytelnika
  • Brak przeładowania szczegółami i trudnymi pojęciami. Tutaj na przeciw temu postulatowi w publikacjach elektronicznych wychodzi wynalazek hipertekstu – w treści znajdują się odnośniki do zewnętrznych materiałów pogłębiających lub wyjaśniających. Pożądane są krótkie odnośniki definicyjne w postaci wyświetlanych nad terminem „chmurek” – technika stosowana np. czasem w dobrych „helpach” niektórych programów komputerowych. Pomocne są także odnośniki wewnętrzne.
  • Skoncentrowanie się na temacie.
  • Prosty, zrozumiały styl, bez obcej terminologii, zdania możliwie krótkie.
  • Styl wyrazisty, indywidualny (ale nie za bardzo) – często lubimy czytać naszego ulubionego autora.
  • Dbanie o interpunkcję, poprawną składnię i ortografię  (chociaż znana jest teza Grahama Rawlinsona, który robił doktorat z tematu „The Significance of Letter Position in Word Recognition„: Zdognie z nanjwoymszi baniadmai perzporawdzomyni na bytyrijskch […]  nie czamyty wyszistkch lteir w sołwie, ale cłae sołwa od razu. ) 🙂
  • Unikanie innych czynników odwracających uwagę lub denerwujących czytelnika, np. wtręty ideologiczne, zbyt osobiste i dziwaczne, zrażające.
  • Jeśli to stosowne – budowanie dobrego klimatu, przez szczyptę humoru, ośmielanie czytelnika, przykłady z życia.
  • Logika wypowiedzi i układu treści.
  • Podział treści na odpowiednie porcje, stosowanie śródtytułów.
  • Przy większych tekstach – spis treści i/lub indeks, a w publikacjach elektronicznych linkowanie z ww. do fragmentów tekstu.
  • Ilustracje, zobrazowania w postaci prostych tabelek czy wykresów, graficzne przerywniki, itp. > patrz też dalej o typografii.

Badania empiryczne prowadzą do dość oczywistych wniosków. Np. w badaniu Emilii Musiał ( http://www.up.krakow.pl/ktime/ref2004/musial.pdf ) wyłoniono najistotniejsze parametry mające wpływ na czytelność materiału, takie jak:
średnia liczba wyrazów w zdaniu, liczba zdań w tekście, średnia długość zdania i udział wyrazów o frekwencji większej od 1000.
Wyniki mówią, że czytelność treści wzrasta m.in. wówczas, gdy zdanie jest krótkie i zawiera więcej krótkich słów i słów z puli znanych czytelnikowi.

Powyższe dotyczy także takich niewielkich form jak e-maile, gdzie powstała cała mini nauka o ich efektywności w ślad za wiedzą o  pisaniu efektywnych listów handlowych.

Oprócz wymienionych, można by powiedzieć – klasycznych – reguł ogólnych, należy przestrzegać szeregu reguł technicznych, ergonomicznych.

Nie mam tu na myśli ergonomii czytania w zakresie, który nie zależy od autora, tj. oświetlenie kartki (ekranu), odległość oczu i kąt patrzenia itp. Te elementy mają jednak duże znaczenie przy projektowaniu czytników elektronicznych, a zwłaszcza ich ekranów.

Można natomiast mówić o ergonomii z punktu widzenia czytelności i zapewnienia komfortu czytania środkami samego przekazu.

Chodzi głównie o typografię (szeroka dziedzina), a w niej o:

  •     dzielenie tekstu – akapity, odstępy międzyliniowe, wcięcia,   szpaltowanie
  •     szerokość tekstu – pożądana taka, by oko w jednym spojrzeniu obejmowało cały wiersz (duża bouma *)
  •     odpowiednie wyróżnienia
  •     odpowiednia, czytelna czcionka
  •     brak chaosu w zakresie czcionek i wyróżnień
  •     odpowiednie tło.

Poniżej omówię krótko niektóre z powyższych czynników, głównie w odniesieniu do publikacji elektronicznych, co powoduje, że poruszę (łamiąc niestety ww. postulat trzymania się tematu) jeszcze parę innych aspektów łatwości czytania i w ogóle radzenia sobie z przekazem.

W przypadku stron internetowych temat jest częścią szerszego zagadnienia – tzw. webusability lub krócej usability (wielu autorów od Nielsena po Krug’a; mówiąc prościej: łatwości używania),  w szczególności nawigowalność.

Specjaliści  ergonomii  powtarzają, że czytanie informacji z ekranu komputera różni się znacznie od czytania z kartki papieru.
Np. tekst na ekranie czytamy do ok. 20% wolniej niż tekst drukowany (np. wg badań przeprowadzonych przez duńskiego eksperta od ergonomii Jakoba Nielsena).

Do tej pory powstały już dość szczegółowe reguły czytelności, które są rekomendowane przy pisaniu tekstów dla stron internetowych.

Wykorzystując naukowe metody badań (np. eyetracking – agencja e-biznesowa Symetria) ustalono, że:

  • Ważne jest wypunktowanie list i tytułów; tytuły nadawane stronom są szczególnie przydatne przy wejściu na pierwszą stronę serwisu i pozwalają zorientować się w aktualnym położeniu. Użytkownicy odnajdują potrzebna dla siebie informację dużo szybciej gdy znajduje się ona jako jeden z punktów listy, niż gdy była ukryta w tekście. Jeśli wiemy, jakie informacje na stronie są najważniejsze dla użytkowników, możemy je po prostu wyraźnie wyeksponować i liczyć, że użytkownicy do nich trafią. W przypadku bardziej skomplikowanych stron, warto jednak zastosować śródtytuły i kierować użytkowników krok po kroku do celu.
  • Jeśli chodzi o odnośniki, to kolor był wystarczającym sposobem wyróżnienia natomiast podkreślanie linków nie ma wpływu na wydajność (należy również przypomnieć, że podkreślenia pokazują swoją prawdziwą wartość w przypadku osób z trudnościami rozróżniania kolorów)

Trzeba wziąć pod uwagę, iż czytelnikami są ludzie w różnym wieku – również ludzie starsi, dla których mała czcionka niejednokrotnie oznacza męczarnię w przeglądaniu zasobów strony. Dodając do tego zaciemnione elementy „pod” tekstem lub w jego okolicy, często użytkownik jest zmęczony po przeczytaniu zaledwie kilku zdań tekstu. Projektant i wykonawca witryny powinni też sprawdzić jej wygląd w różnych przeglądarkach. Niektóre strony przygotowuje sie też w wersji dla niedowidzących oraz w oszczędnej wersji dla wydruku.

Wykonano szereg badań dotyczących ergonomicznej budowy witryn i stron internetowych. W wyniku opracowano teoretycznie optymalny (ogólnie) szablon strony. Webusability wyznacza nam tu podział kolumn, umiejscowienie nawigacji, umiejscowienie logo, okienka szukaj czy zaloguj/wyloguj,  najlepszy kolor przycisku wrzuć do koszyka, krój i wielkość czcionki, stosunek kontrastu pomiędzy kolorem fontu i tła itp.

Tego nie będę omawiał – nie zawsze wszystkie te postulaty możemy spełnić ze względu na zastane środowisko, posiadany szablon czy koncepcję graficzną. Ponadto prowadzi to do nudnej unifikacji a ludzie lubią (i słusznie)  się wyróżniać.

Ważniejsza jest spójność w grafice i nawigacji.

Jeśli mamy na danej stronie kilkanaście rożnych elementów i każdy z nich wyróżnimy inaczej, jeden kolorem, drugi wielkością czcionki lub inna czcionką, inne ramką, jeszcze inny będzie migał itd. to tylko zmęczymy oglądającego.

Taka sama spójność jest potrzebna w nawigacji. Jeśli w jednym miejscu na stronie aby przejść do podstrony mamy “standardowy” podkreślony link, w innym kolorowy przycisk, w innym animowaną strzałkę itd., to nie będzie wiadomo który jest ważniejszy i z którego należy skorzystać.

Warto wiedzieć, że stosowanie się do ww. reguł ważne jest także przy optymalizacji z punktu widzenia wyszukiwarek. Umieszczenie odpowiednich tagów html (np. oznaczenia nagłówków różnych stopni), wymienienie słów kluczowych w tytule i w pobliżu początku tekstu i ich parokrotne powtórzenie w tekście, jest tym,  co podnosi ranking strony w Google i nie tylko.

Z punktu widzenia  szybkości i skuteczności czytania ideałem jest tzw. squeeze page – b. prosta i krótka stroniczka, którym głównym celem jest sprowokowanie czytelnika do zapisania się na listę wysyłkową, albo do innej czynności jak zakup. Gdy strona taka zajmuje cały ekran – nic nie rozprasza naszej uwagi. Podobnie, niekiedy stosowane są sprytne techniki wygaszenia/wyszarzenia okolic tego komunikatu, który nadawca chce nam przekazać.

Coraz częściej stosuje się obraz, jakąś metaforę graficzną do przekazania treści. Nasza kultura staje się coraz bardziej ikonograficzna. Podobno młodzież z tego powodu coraz mniej czyta, a jeśli  – to w Internecie. Stąd niezwykła popularność wideo, zwłaszcza przez kanał YouTube. Osobiście wróżę wielką przyszłość technikom audio w ujęciu interaktywnym, czyli z zastosowaniem sterowania głosem. Bo z trendu  rosnącej szybkości informacji i jej przyrostu może wyniknąć sytuacja, że nawet granicznie możliwe szybkości czytania już nie wystarczą.
Ale to inny temat.

Część ww. uwag odnosi się też do materiałów drukowanych – jest stosowanych np. przez agencje reklamowe i wydawnictwa.

Pewnym zaskoczeniem było dla mnie (podaję jako ciekawostkę), że w odniesieniu do czytelności ulotek medycznych sprawa jest mocno uregulowana – Rozporządzenie MZ z dnia 26 kwietnia 2010 r . w sprawie badania czytelności ulotki (Dz.U.10.84.551 z dn. 18 maja 2010 r.) a nawet wynika z dyrektywy unijnej (!) –  Dyrektywa 2001/83/CE z późniejszymi zmianami – Dyrektywa 2004/27/EC,  i że istnieje Instytut Czytelności   http://www.czytelnosc.pl/ . Jego autorska technika PIL*insight to narzędzie wspierające wieloaspektową analizę ulotki na poziomie racjonalnym i emocjonalnym pod kątem czytelności i zrozumiałości.

*Bouma – jednostka kształtu, którą wzrok wyodrębnia i na której skupia się po każdym ruchu gałek ocznych w trakcie śledzenia wzrokiem tekstu w procesie czytania.
Dla dziecka rozpoczynającego naukę czytania, w pierwszej fazie nauki, kiedy wszys
tkie wyrazy są literowane, boumami są właśnie kolejne litery. Sukcesywnie, w miarę nauki, boumami stają się najłatwiej rozpoznawalne grupy liter, a potem sylaby, aż w końcu u osoby umiejącej już czytać, boumami stają się najczęściej odrębne wyrazy, ewentualnie charakterystyczne, najczęściej spotykane złożenia wyrazów i ewentualnie innych towarzyszących im znaków. Osoby umiejące szczególnie szybko czytać, widzą jako boumy dłuższe wyrażenia, a nawet, w skrajnym przypadku, całe wiersze tekstu.
(wikipedia).

Lektura

Chwałowski R.: Podstawy typografii, Helion, 2001.

Maciej Dutko Typografia stron WWW 

 

Rewolucja w MLM?

[ artykuł usunięty – odwoływał do już nie istniejącego projektu; zobacz zastępczo teksty ogólniejsze, chociaż też niektóre podane tam propozycje biznesowe mogą być już nieaktualne]

Systemy sprzedaży sieciowej

lub O działaniu w MLM

Co robię?

Zmierzanie w jednym kierunku to początek drogi,
wzajemne wspieranie się to proces,
a wspólna praca – to prawdziwy sukces.
Henry Ford

Codzienne życie przynosi wiele … „codziennych” spraw, wśród których chcę odnotować  teraz tylko te, które przekładają się na obecność publiczną.

Ta wyraża się głównie na facebooku , twitterze oraz poprzez parę stron internetowych.

Pomysłów i chęci jest wiele,  ale wpadam często w sytuację „zamulenia” w zalewie informacji – głównie mailowych.

Niektóre listy są bardzo ciekawe, niektóre oferty bardzo kuszące. To zabiera wiele czasu, samo przeczytanie nie zawsze wystarcza, pewne propozycje trzeba sprawdzić, po czym często okazuje się, że są jakieś ukryte ograniczenia, koszty, lub że czyjaś oferta z następnego dnia jest lepsza.

Od lat jestem marketingowcem i, z jednej strony powinienem śledzić takie doniesienia, z drugiej  być już uodporniony na „rewelacje”.

Jednak, wśród wielu wiadomości śmieciowych, pojawiają się ostatnio faktycznie pomysły i systemy bardzo nowatorskie, które mogą  usunąć starsze do lamusa.
Znajduję także wiele ciekawych narzędzi do pracy w internecie i do jej lepszego organizowania.

Mam na myśli zwłaszcza materiały amerykańskie. Nie mam nic przeciw naszym krajowym gurus od Internetu, oni też prezentują całe spektrum wartościowych technik marketingowych, sprzedażowych i technicznych – dla ludzi o różnym stopniu zaawansowania.

Jednak odnoszę wrażenie, że stosunkowo niewielu śledzi, co się dzieje w czołówce branży na świecie.

Przykładowo, znane od wielu lat (a poza Internetem od dziesięcioleci) metody up-sell, one-time offer, cross selling, itp. wciąż u nas odkrywa się jako coś nowatorskiego. (oczywiście popularyzacja ich wśród adeptów jest pożyteczna).

Sytuacja taka wynika pewnie w przypadkach, gdy ten czy ów chwali się, że działa w Internecie … JUŻ 4 lata i myśli, że jest autorytetem.

Cóż  – działam w marketingu 20 lat, a w sieci ponad 16 (ważnym doświadczeniem było szefowanie działowi handlowemu i marketingowi w Supermediach – polskiego lidera usług internetowych w latach dziewięćdziesiątych – na początku istnienia tej firmy), ale dotąd nie uważam bym był autorytetem!
Jestem jednak pełen uznania dla młodych speców od spraw technicznych, nowych technik programowania, pozycjonowania itp. Jako facet „starszej daty” wyłączyłem się z tego nurtu dość dawno – stąd amatorskość mych witryn internetowych – dotąd ważniejsze były dla mnie treści, a nie forma czy bajery. Skupiam się przede wszystkim na implementacjach i  metodologiach..

Dlatego czytam i uczę się w tym zakresie dużo. Własne implementacje odkładam na czas …emerytury, gdy zarówno formalnie i czasowo będę mógł  zająć się swoim „biznesem”, a dochody będą potrzebne do uzupełnienia  środków na życie, jak i realizację  paru poważniejszych marzeń. Chyba że mi „przejdzie” lub będę miał inne możliwości…
Moją ideą fix są zarobkowe systemy automatyczne (ich wizjonerem i realizatorem już sporo lat temu był np. Tim Ferris).
Oczywiście, w pełni automatyczne systemy są mało realne (?), ale Ferrisowe 4 godziny pracy w tygodniu – czy to dużo?

Tym bardziej, że nie stronię od pracy – codziennie po ok. 12 godzin i więcej, ale chciałbym ten czas bardziej poświęcić sprawom społecznym, powrócić do idei moich stron hobbystycznych i nie tylko w Internecie…

Zbieram odpowiednie pomysły, narzędzia i kontakty.
Tymczasem od przypadku do przypadku zrobię coś niewielkiego dla wprawy i niedużego dochodu pasywnego w programach partnerskich.

Ostatnio zebrałem parę takich luźnych tematów  i wprowadziłem je pod szyld
„i dla Ciebie”, konkretnie http://www.i-dlaCiebie.pl .

Kogo interesuje NLP, inteligencja finansowa, e-marketing – może znaleźć tam coś ciekawego, następne materiały będę dokładał. Są to tematy w których nauki nigdy za dużo – sam tego doświadczam.

Ostatnio pociągnęły mnie nowe systemy MLM wchodzące do Polski – nie jest to dla mnie nowość merytoryczna (byłem wśród prekursorów Amwaya w Polsce, ale bez sukcesów), lecz intrygujące i obiecujące jest to, jak Internet zmienia ten rodzaj biznesu.

O ile sam Amway i parę innych MLMów już dość dawno to uwzględniły, to młodsze pokolenie, które  wyssało narzędzia internetowe „z mlekiem matki” ostrzy zęby w zupełnie nowych projektach, w których szybko ma szanse zostać liderami.

Ciekawe co się sprawdzi, obserwuję parę z nich, bo wierzę w ten model własnego biznesu. Tym bardziej, że niektóre z tych systemów nie mają wymogów sprzedażowych, które mało kto lubi.

[ część usunięta ze względu na szybką dezaktualizację pewnego pomysłu]

……

Jestem pod wrażeniem facebooka, gdzie stosunkowo w niedługim czasie pozyskałem ponad 1000 interesujących znajomych.

Oprócz niesamowitej wymiany myśli, odczuć i informacji, buduję w ten sposób także swoją potencjalna grupę klientów, sympatyków i współpracowników, z wyjątkową możliwością targetowania.   Przyjemne z pożytecznym!

Dołącz i Ty (/leszek.korolkiewicz).

Podobne możliwości daje mi twitter (@etsaman2), chociaż tam zajmuję sie bardziej sprawami społecznymi, a czasem i polityką.

Spore nadzieje wiążę z najnowszą platformą społecznościową SiteTalk (@sailor1), w którą czynnie się zaangażowałem. Łączy ona cechy facebooka z MLM a nawet z udziałami w firmie. Czy nie chciałbyś być udziałowcem w facebooku? Niestety, tam nie ma takiej możliwości.

Łapię się od czasu do czasu na przesadzeniu z przebywaniem w sieci, ale to i tak nie starcza na realizację internetowych planów i pomysłów. Stąd duże zaniedbania moich starszych witryn – teraz skupiłem się na budowaniu zrębów mych przyszłych przedsięwzięć.

Na szczęście znajduję też czas na rekreację i „zwykłe” lektury – uważam to za niezbędne.

Zatem kończę, by zająć się jedną z kilku na raz czytanych książek 🙂

Ekologiczne?

Zamiast naprawiać świat
poradź sobie najpierw ze swoją głupotą.

Stefan Garczyński.

sztuczne futra
sztuczne futra

Dość powszechnie używa się sformułowania „ekologiczne” do takich wyrobów jak sztuczne futra i kożuchy, torby, buty, galanteria i buty wykonane z różnych plastików.

Na bazie takiego widzenia sprawy powstała moda a nawet ruch społeczny („naprawiaczy świata”) by nie używać futer lub innych produktów odzwierzęcych.

Czy w rzeczywistości są one ekologiczne?

Po pierwsze, jak wiadomo, większość tworzyw sztucznych nie rozkłada się naturalnie, przeciwnie – ich rozpad może trwać setki lat.

Po drugie – niektóre tworzywa zawierają substancje szkodliwe.

Po trzecie – produkcja tworzyw wymaga dużych ilości energii  i wody oraz chemikaliów, z których część stanowi toksyczny odpad produkcyjny.

Po czwarte – jeśli ekologię pojmować w pełni, ekologiczne jest to, co jest zdrowe dla człowieka. Buty ze sztucznej skóry są nieprzewiewne, w zimie chłodne, koszule z tworzyw podobnie, potliwe, nieprzyjemne i często uczulające – itd. itd.

Generalnie – tworzywa sztuczne są „ciałem obcym” w przyrodzie, natura nigdy wcześniej ich nie miała, nie powstały też bakterie, które potrafiłyby rozkładać większość plastików.

Są też szkodliwe gdy dostaną się do organizmów żywych.
Odkryto, że niektóre tworzywa krusząc się wydzielają opary, mini pyłki i włókna szkodliwe dla zdrowia. Znajdują się one zarówno w powietrzu jak i w wodzie. Zbliż się w gorące dni do popularnych „orlików” – powietrze jest przesycone oparami a biegające po „murawie” dzieci (!) wykruszają wspomniane pyłki i oddychają nimi. Dziękuję za taki sport.  Na marginesie – trudno nazwać ekologiem kogoś, kto nie dba o swoje najbliższe otoczenie – swoje ciało. Z plastikami spotykamy się też w codziennym życiu domowym – nie zawsze zdajemy sobie sprawę z czyhających niebezpieczeństw dla zdrowia, jakie stąd się biorą. *
W wodach, zwłaszcza oceanów, utworzyły się nie tylko olbrzymie ławice plastikowych śmieci, ale także wody te są już zanieczyszczone mikrowłóknami. Flora się degeneruje, a fauna cierpi i ginie od tych śmieci.

Nasz system recyklingu jest ograniczony i niewydolny, a w ogóle wiele śmieci trafia do … lasów, stawów  i na otwarte wysypiska.

Produkcja torebek i galanterii (także tej do kuchni, meblowej itp.) z tworzyw jest stosunkowo tania, więc mamy niebywały zalew takich towarów, które podlegają modzie i są nader często i szybko zastępowane kolejnymi. Stoi za tym duży przemysł powiązany z „big oil” który chcąc wypchnąć na rynek jak największą ilość swoich produktów, jest także zamieszany w propagandę przeciw produktom naturalnym. W wyniku tej nagonki i ostracyzmu zanikło wiele tradycyjnych rzemiosł.

No dobrze, ale jaka jest alternatywa?

Powiem rzecz niepopularną w naszym świecie coraz większej poprawności politycznej i ekologicznej.
Otóż, właśnie klasyczne futra i kożuchy, skórzane buty i inne wyroby naturalne SĄ ekologiczne.

Skóra, włókna naturalne rozkładają się szybko i nie zawierają tylu toksycznych elementów co tworzywa sztuczne.

Ale zwierzęta? – zaoponują ekolodzy i wegetarianie.

Wiem, sam przez lata agitowałem i agituję na rzecz zwierząt i czuję problem **.

Powiem tak: hodowla bydła i trzody nie zaniknie tak szybko jakbyśmy chcieli. Zamieszane są zbyt duże interesy a i technicznie to też będzie dość długi proces. Abstrahuję tutaj nawet od polskiego interesu gospodarczego na bazie hodowli, który chętnie przyjęłaby konkurencja zagraniczna. Skoro zabija się zwierzęta dla mięsa, to utylizacja skór jest procesem wtórnym.
Trzeba dodać, że mięso, wbrew propagandzie eko, jest zdrowe, jeśli pochodzi z dobrej hodowli (tj.  w warunkach naturalnych i w czystym środowisku).
Dostarcza niezbędnych kwasów tłuszczowych egzogennych, w przeciwieństiw do diet wysokowęglowodanowych (ale to osobny szeroki temat).
Mam nadzieję, że do czasu kiedy masowa hodowla zmniejszy się lub nawet  zaniknie (prawdopodobnie tak będzie, bo taka produkcja mięsa – poza aspektami etycznymi i zdrowotnymi – jest wysoce ekonomicznie nieefektywna – patrz np.
http://lepszezdrowie.info/niedorzecznosci.htm ), zostaną wynalezione takie tworzywa i procesy, które zapewnią im ekologiczność (np. biodegradowalność) na poziomie produktów naturalnych przy zachowaniu ich zalet.

Poza tym – czy nie ma w ruchu antyfutrzarskim hipokryzji? Czy ci protestujący nie jedzą mięsa? Czy pikietują rzeźnie i masarnie?

Oczywiście – naturalne futra czy kożuszki są droższe, podobnie buty.
Ale czyż nie wolelibyśmy mieć wygodnych, eleganckich i zdrowych butów skórzanych?
Czy kobieta musi mieć np. 20 torebek zamiast kilku eleganckich skórzanych lub materiałowych, które mogą być nawet tańsze od plastikowych?

Kożuszek może być zastąpiony nawet bardziej elegancką kurtką bawełnianą z wkładem puchowym lub też bawełnianym.

Co o tym myślisz?

*   Zobacz późniejszy artykuł BPA- wiesz o tym?
** Kiedyś później napisałem artykuł  Nie jestem wegetarianinem.

DOPISEK po … 14 latach.
Problem narasta. Tak jak np. ekspansja rynku odzieżowego.
Jego globalna wartość w 2024 r. szacowana jest na 1, 79 biliona dolarów.
Przeważająca część tej ogromnej gospodarki nadal  przyczynia się do  degradacji środowiska, wykorzystując tanią siłę roboczą i zaśmieca planetę.

Ponad 60% włókien tekstylnych to obecnie materiały syntetyczne, w przeciwieństwie do bawełny, lnu, konopi a nawet wiskozy. Coraz trudniej znaleźć konfekcję z tych materiałów, chyba że wśród drogich produkóe luksusowych.
Góruje tandeta, której cena w sklepach jest niewspółmierna do wartości. Jeśli takie nasze ubrania znajdą się na wysypisku śmieci – w większości nie ulegną rozkładowi.
Co sekundę trafia tam lub do spalarni odpowiednik jednej śmieciarki.
Nadal procesy recyklingu i utylizacji są niedoskonałe lub/i kosztowne.
Także co roku z prania uwalnianych jest do oceanów aż 500 000 ton mikrowłókien, co odpowiada w masie ilości 50 miliardów plastikowych butelek
Do tego dokładaja się miliony ton detergentów i innych szkodliwych substancji zatruwających wodę i glebę.
W całość tematu wplata się obecnie wzmożona narracja o ociepleniu klimatu, w której (niezależnie od fałszu co do konsensusu naukowego w sprawie udziału człowieka poprzez CO2) jakby pomija się lub marginalizuje wpływ tych śmieci i przemysłowych procesów ich ew. utylizacji na „ekologię klimatyczną”.
Temat ekologii na tym blogu był wzmiankowany wielokrotnie – patrz tagi #eko #ekologia #klimat itp. powiązane.

Internet … ekologiczny

Niespodziewany aspekt Internetu łagodzi te krytykowane.
LK

Internet bardzo zmienił nasze życie. Stał się nie tylko przełomem technologicznym, ale zmienił wiele w sensie społecznym a nawet kulturowym.

Wśród wielu zmian jakie wprowadził zauważam znaczący wpływ na … ekologię.

Niebywały postęp w dostępie do informacji ma duży wpływ na edukację, w tym ekologiczną, umożliwia integrowanie się ludzi wokół spraw ekologii, organizowanie akcji i monitoringu zagrożeń.

W monitoringu społecznym i instytucjonalnym Internet spełnia też rolę czysto techniczną – można budować bazujące na nim systemy powiadamiania, sterowania i interwencji.

Internet umożliwił pracę zdalną, telekonferencje, szkolenie na odległość – wszystkie te wynalazki potencjalnie zmniejszają zapotrzebowanie na fizyczne przemieszczanie się. Oprócz efektu ekonomicznego wprost ma to wpływ na zmniejszenie zużycia benzyny, mniejsze zanieczyszczenie powietrza, oszczędza czas.

Zwłaszcza zimą teoretycznie oszczędza to energię na ogrzewanie tych pomieszczeń, które potrzebne byłyby do zgromadzenia ludzi fizycznie.

E-maile wypierają tradycyjną korespondencję, e-booki i e-prasa zmniejszają udział wydawnictw drukowanych. Wiadomo, to zaoszczędza drzew i różnych zasobów naturalnych i energii używanych do produkcji papieru.

Postępującą zmiana w sposobie dystrybucji plików – z nośników takich jak CD w kierunku ich przesyłania przez Internet, redukuje pośrednio zanieczyszczenia związane z produkcją tych nośników, ich opakowań i zmniejsza potrzeby transportowe. W efekcie będzie też mniej śmieci.

Wyrazem tego trendu jest po części moja stroniczka na FB Future Books.

Internet bardzo zmienił nasze życie. Stał się nie tylko przełomem technologicznym, ale zmienił wiele w sensie społecznym a nawet kulturowym.

Wśród wielu zmian jakie wprowadził zauważam znaczący wpływ na … ekologię.

Niebywały postęp w dostępie do informacji ma duży wpływ na edukację, w tym ekologiczną, umożliwia integrowanie się ludzi wokół spraw ekologii, organizowanie akcji i monitoringu zagrożeń.

W monitoringu społecznym i instytucjonalnym Internet spełnia też rolę czysto techniczną – można budować bazujące na nim systemy powiadamiania, sterowania i interwencji.

Internet umożliwił pracę zdalną, telekonferencje, szkolenie na odległość – wszystkie te wynalazki potencjalnie zmniejszają zapotrzebowanie na fizyczne przemieszczanie się. Oprócz efektu ekonomicznego wprost ma to wpływ na zmniejszenie zużycia benzyny, mniejsze zanieczyszczenie powietrza, oszczędza czas.

Zwłaszcza zimą teoretycznie oszczędza to energię na ogrzewanie tych pomieszczeń, które potrzebne byłyby do zgromadzenia ludzi fizycznie.

E-maile wypierają tradycyjną korespondencję, e-booki i e-prasa zmniejszają udział wydawnictw drukowanych. Wiadomo, to zaoszczędza drzew i różnych zasobów naturalnych i energii używanych do produkcji papieru.

Postępującą zmiana w sposobie dystrybucji plików – z nośników takich jak CD w kierunku ich przesyłania przez Internet, redukuje pośrednio zanieczyszczenia związane z produkcją tych nośników, ich opakowań i zmniejsza potrzeby transportowe. W efekcie będzie też mniej śmieci.

Sądzę że Internet był jednym ze stymulatorów rozwoju szybkich sieci przesyłowych na bazie światłowodów. Ta technologia, jak myślę, ograniczyła zużycie miedzi do produkcji magistrali kablowych, a rozwój lokalnych sieci radiowych – ilość kabli w ogóle.

Prawdopodobnie istnieje jeszcze wiele innych aspektów technicznych i społecznych jakie Internet wniósł i będzie wnosił w zakresie ekologii, ale już ta refleksja uświadamia wielorakość wpływu Internetu na nasze życie.

Co prawda, dbałość o nasze ciała to też ekologia, więc nie dajmy się uwięzić przed ekranami  komputerów i nie zaniedbujmy ruchu, chociażby przy lekcji gimnastyki … z Internetu, jeśli inaczej się nie da 🙂

Sądzę że Internet był jednym ze stymulatorów rozwoju szybkich sieci przesyłowych na bazie światłowodów. Ta technologia, jak myślę, ograniczyła zużycie miedzi do produkcji magistrali kablowych, a rozwój lokalnych sieci radiowych – ilość kabli w ogóle.

Prawdopodobnie istnieje jeszcze wiele innych aspektów technicznych i społecznych jakie Internet wniósł i będzie wnosił w zakresie ekologii, ale już ta refleksja uświadamia wielorakość wpływu Internetu na nasze życie.

Co prawda, dbałość o nasze ciała to też ekologia, więc nie dajmy się uwięzić przed ekranami  komputerów i nie zaniedbujmy ruchu, chociażby przy lekcji gimnastyki … z Internetu, jeśli inaczej się nie da 🙂

Nowe otwarcie

[wpis archiwalny]


Kiedyś stworzyłem szkielet serwisu www.eboox.info do promowania i sprzedaży e-booków (e-książek) i innych publikacji elektronicznych. [później http://www.nextboox.blogspot.com i https://www.facebook.com/futurebooks/ ]

Serwisu tego jednak nie dokończyłem, bo oferta e-booków była jeszcze niewielka, głównie ograniczała się do publikacji Złotych Myśli, których książki są promowane przez tyle innych stron, że wycofałem się z tworzenia jeszcze jednego podobnego serwisu.

Ten temat ma jednak dużą przyszłość, co opisywałem już w pewnym artykule z 2004 r. Istnieją  argumenty biznesowe i praktyczne, do których można dodać względy poznawcze i kulturalne.

Wygląda na to, że jednak wkrótce reaktywuję ten projekt (stopniowo – w miarę wolnego czasu), ponieważ zmieniły się warunki dla e-booków i dla biznesów z nimi związanych.

Zarówno same Złote Myśli wzrosły w siłę i  ofertę, jak i inne wydawnictwa elektroniczne, np. Escape, Dobry Ebook,  i wreszcie, w ślad za Zachodem,  jesteśmy w Polsce świadkami jednego z najbardziej rewolucyjnych przedsięwzięć w handlu internetowym ostatnich lat, wyposażonego w innowacyjne narzędzia do sprzedaży w Internecie.

Będzie to miejsce, w którym będzie można kupić w formie cyfrowej niezliczoną ilość książek, czasopism, książek audio…
Przedsięwzięciu temu towarzyszy już program partnerski – w którym będziesz mógł zarabiać na polecaniu serwisu i wydawnictw.

Czy jesteś na to otwarta/y?
Sądzę, że szansa naprawdę jest niepowtarzalna, a czym szybciej zaczniesz działać, tym więcej możesz zyskać.

A więc Otwieramy!