Miłość to jedyna wartość, która się mnoży, kiedy się ją dzieli.
Wielu zaczyna dobry dzień dobrą kawą *
Dzień Dobry to był mój projekt na stronę w Internecie pomyślaną jako witryna społecznościowa a raczej web2, w WordPressie.
Już był dość zaawansowany, ale odłożyłem go na czas nieokreślony z powodu innych projektów i pewnych trudności technicznych. Nie wiem, czy do niego wrócę. Przez pewien czas fukcjonował też na L-earn.net jako wpisy i tygodniowy biuletyn o nazwie Dobry Tydzień.
Zamysł był taki, że byłoby to dzienne kalendarium w którym, oprócz zwykłych danych kalendarzowych, było by archiwum dnia z pozytywnymi, wartościowymi wydarzeniami związanymi z tym dniem na przestrzeni lat. Do tego pozytywny cytat /sentencja dnia, jakis dzienny humor, inspirujący obrazek, itp.
Główne przesłanie tego serwisu to „tylko dobre wiadomości” – jako przeciwwaga codziennych wiadomości, które są na ogół złe i zasmucające.
Istotnym elementem miała być możliwość wrzucania przez wszystkich dziennych wpisów o pozytywach, osobistych i dostrzeżonych sukcesach i dobrych wydarzeniach. To one, oprócz „oficjalnych”, historycznych danych z kalendariów, miały tworzyć owe archiwum serwisu.
Czy ktoś byłby zainteresowany kontynuowaniem tego projektu?
Ostatnio wspomniałem ten termin, i na odnośne zapytania odpowiem pokrótce o co chodzi. Z tą ideą zapoznałem się z kursu Optymalizator życia, gdzie jest omówiona dokładnie i poparta przykładami. Sebastian Schabowski, jeden z autorów kursu stosuje na co dzień ten sposób na życie.
Otóż, w skrócie, chodzi o to by nie czekać do wątpliwej co do wysokości emerytury, by nie odkładać marzeń na nieokreślony czas. W szczególności wiele osób marzy o podróżach po świecie ale brak im na to środków, odwagi i czasu. Okazuje się, że istnieją sposoby by podróżowanie i życie za granicą było tańsze niż u nas (!). Tamże także zarabia się znacznie więcej. Tak więc możliwe jest tam pracowanie np. przez pół roku, by zarobić tyle, żeby drugie pół roku móc nie pracować i zająć się tym co przynosi nam satysfakcję i rozwój. Np. podróżowaniem po świecie.
Chociaż osobiście prawie co roku wyjeżdżam gdzieś dwukrotnie i sporo widziałem, to jednak jest to ograniczone 26 dniowym urlopem i związaniem ze stałą pracą w Polsce. Myślę, że zwłaszcza młodym ludziom, odważnym i lepiej gdy z jakimiś kwalifikacjami , stosunkowo łatwo jest zerwać z tymi ograniczeniami. Jak – o tym mówi ww. kurs.
Zresztą, semiretirement, bez świadomości tej nazwy i bez tego kursu stosuje sporo osób. Na myśl przychodzą mi różni „wolni strzelcy”, reporterzy-amatorzy, podróżnicy, pasjonaci turystyki, swoistej filozofii życia.
Przykładem z mojego otoczenia jest dwójka znajomych, młodych ludzi, którzy właśnie niedawno udali się w podróż poślubną … dookoła świata i to na rok.
Nie znam szczegółów finansowania, ale wiem, że nie mają dużych wymagań, to co robią jest ich pasją, na której mogą zarobić. Otóż prowadzą internetowy blog-reportaż z podróży, w którym nagromadzą tyle ciekawego materiału, że będą mogli na jego podstawie sprzedawać reportaże do czasopism lub napisać książkę.
Tego rodzaju wyprawy mogą być też sponsorowane.
Weekend jest wyczekiwany z utęsknieniem, ponieważ w ciągu tygodnia praca zawodowa, z której wracam po 17-tej, zabiera mi tyle sił i czasu, że już niewiele energii starcza na zajęcie się sprawami, które mnie naprawdę interesują. Niemniej codziennie spędzam w domu wiele godzin nad swymi sprawami, ale to nie wystarcza by je zrealizować, a jednocześnie podkopuje zdrowie i wyłącza znacznie z życia rodzinnego. Źle się dzieje…
Weekend to okres który wreszcie mogę poświęcić dla rodziny, kultury i koniecznej rekreacji – przynajmniej częściowo. W ciągu tygodnia zbiera się wiele rzeczy odkładanych właśnie na weekend: nie przeczytane gazety i czasopisma, setki (już po wstępnym odsianiu) e-maili i ich załączników, e-booki i zwykłe książki, sprawy „na mieście” na które nie starczyło czasu, porządki i inne prace i reperacje domowe, praca nad własnymi projektami, itd.
Marzę o tym żeby spotykać się z ludźmi, brać udział w seminariach i podobnych imprezach edukacyjnych – czasami udaje mi się to właśnie w weekend, ale generalnie nie lubię gdy jestem przez to zmuszany do kolejnych godzin spędzonych w zamkniętym, dusznym pomieszczeniu, na siedząco, właśnie np. w niedzielę.
Mam często żal do organizatorów, że jakby nie rozumieją że dla wielu osób jest to czas odpoczynku, który zabierają. A już paradoksalnie dla mnie brzmią propozycje sobotnio-niedzielnych nasiadówek na temat zdrowego trybu życia 🙂
Chociaż bardzo konsekwentnie przestrzegam by mieć w soboty i w niedziele zajęcia fizyczne, to niestety, i w weekend wiele mych zajęć sprowadza się znów do siedzenia przed komputerem. Jest to wreszcie okazja by znów zajrzeć na platformy społecznościowe, zobaczyć co u wirtualnych znajomych, wrzucić coś do twittera.
Problemem jest więc czas, a może efektywność. Co do efektywności, to nie mogę powiedzieć, że nie znam metod i że ich nie stosuję. Cały serwis http://www.L-earn.net jest w dużym stopniu poświęcony efektywności osobistej.
Zapewne wiele problemów by odpadło, gdybym nie musiał pracować, był niezależny finansowo. Idę małymi krokami (za małymi!) w tym kierunku – napiszę wkrótce o tym osobno. Powiem teraz tylko tyle, że jestem wręcz bombardowany różnymi propozycjami (90% z zagranicy), jednak ich rozpoznanie i weryfikacja zabiera sporo dodatkowego czasu – często okazuje się, że są albo nie do zastosowania w Polsce, albo podejrzane, albo ryzykowne itd.
Sporo daje mi teraz internetowy kurs „Optymalizacji życia” , chociaż niektóre lekcje znane mi są od dawna i odnośne zalecenia stosuję. Ideą, która rozpala moją wyobraźnię jest zwłaszcza tzw. semiretirement.
Wracam jednak do „syndromu weekendowego”. Otóż zauważyłem od wielu tygodni, że weekend – zamiast przynosić odprężenie, powoduje jednak u mnie dodatkowe napięcie. Notes jest przepełniony setką spraw do zrobienia i nigdy nie udaje się ich w całości wykonać – lista więc narasta.
W dni robocze, zwłaszcza teraz późną jesienią, ranne wstawanie jest trudne i przykre – może to także podświadoma niechęć do mało lubianej pracy. Nadto, ponieważ kładę się zawsze po 12, a wstaję przed 7, to czuję się niewyspany. „Odeśpię w weekend” – niestety w sobotę budzę się nawet jeszcze wcześniej niż normalnie i już nie mogę zasnąć. I w ogóle źle wtedy śpię. W głowie setki myśli i planów na dany dzień…
Dodatkowo, zbliża się koniec roku i konfrontuję się z rocznymi planami – czy zdążę je zrealizować i czy w ogóle…
Ciekawe, czy też tak macie? A może to początek choroby zwanej pracoholizmem?
Trzeba chyba zmienić strategię swego życia…
… Kiedyś ockniesz się nagle: życie minęło, a szczęście … bywało tak blisko. L. Korolkiewicz
Jaskinie Matali
Powrót z Matali na Krecie zbiegł się z kalendarzowym końcem lata i z faktyczną zmianą klimatu po wylądowaniu w Warszawie.
Było pięknie. Uciekłem z miasta na podobieństwo tego, który „ściskając w ręku kamień zielony wsiadał do pociągu byle jakiego”…
Nie był to byle jaki pociąg ale cel wybrany podwójnie znacząco. Sentymentalnie jako wspomnienie beztroskiej podróży do Stanów na początku lat 70., gdy z hippisowskimi włosami, w cut-offs przemierzałem ówczesną krainę marzeń. Cat Stevens śpiewał wtedy o Matala Bay, gdzie ściągali hippie ze świata. Te ich jaskinie trwają nadal, jak tysiące lat przedtem, a chociaż są wieczorami sprawdzane, czy ktoś tam nie koczuje, to widziałem w górach „tajne” ziemianki i jaskinie w których ktoś mieszka nadal. Zaglądam do jednej – akurat pusta, ale widać dość przyzwoite wyposażenie, książki, radio, kociołki – nadal ktoś szuka tutaj wolności…
Sporo lat później był trzyletni epizod afrykański, gdy swą wolność czułem penetrując głębiny ciepłych wód. Jakże później tęskniłem za tym odczuciem…
Co się stało z moim życiem, że przez tyle lat tam mnie nie było? Może przez to, że parokrotny pobyt w Grecji kontynentalnej w latach osiemdziesiątych zraził żonę gorącem i surowością wypalonej ziemi?
Owszem, szukałem namiastki, owszem zdarzało mi się znaleźć szczęście i nad Bałtykiem, który też kocham. Pisałem kiedyś o tym w innej refleksji http://www.lepszezdrowie.info/wakacyjna_transcendencja.htm.
I oto jestem w miejscach, które prawdziwie odświeżają moje piękne wspomnienia i mają magiczną moc odmłodzenia.
Znów pogrążam się w toń, znów ten dreszczyk emocji przeplatany odczuciem spokoju i ciszy. Niedaleko piękna miejscowość Agia Galini, czyli święty spokój. Tak, tego było mi potrzeba.
Wybieram ustronne dzikie plaże, chociaż dostać się tam nie jest łatwo. Totalne oderwanie od trosk, jakie trapiły mnie jeszcze tydzień temu.
Leżę na gorącej plaży. Ściskam w ręku kamień – niekoniecznie zielony…
Kamień gładki, gładki kamień
głaszczę,
jakże gładki kamień,
piękny kamień plaży,
kamień piękny w ręku,
milion lat w ręku, miliard może,
nad morzem z kamieniem spotkanie…
Czysty, ręką ludzką nie dotknięty,
mój od zarania,
cały, nie pęknięty,
mój, mój, piękny
kamień.
Wokół mnie błękity, jakie błękity!
Przypomina się piosenka Andrzeja Sikorowskiego
Jest taki kraj na południu, gdzie wyspy toną w błękitach
Gdzie Bóg zapomniał o grudniu
I zawsze dźwięczy muzyka…
Połowa września, a piasek tak parzy stopy, że często uciekam do wody. Wracam i pogrążam się w nirwanie. Ma dłoń ściska garść piasku z której sączy się strużka ziarenek – jak w klepsydrze. Zaciskam pięść jeszcze bardziej – czas stanął.
Widziałem w mym hotelu ludzi, którym czas pobytu tutaj się dłuży.
Mój inny wierszyk sprzed lat:
Mieszkasz gdzieś lata, a ulic nie znasz sąsiednich,
śpisz i w karty grasz,
gdyś przyjechał nad Adriatyk
– przedziwny życia lunatyk.
Zawstydź się i przebudź
– choć ci wolno wszystko.
Kiedyś ockniesz się nagle: życie minęło,
a szczęście … bywało tak blisko.
Kreta to nie tylko plaże, to urok wiosek, egzotyczna roślinność, świetne jedzenie, serdeczni ludzie, dumna historia, zabytki, uczucie wolności…
Żona przekonała się (tym razem) do Grecji. Może tu kiedyś osiądziemy?
Najlepszym uniwersytetem ze wszystkich jest kolekcja książek.
Tomas Carlyle
W nielicznych wolnych chwilach zajmuję się teraz prawie wyłącznie serwisem LepszeZdrowie.info Chciałbym aby z nikłych początków nabrał pewnej „masy krytycznej”, która zasłuży na zainteresowanie czytelników. Mniej ważne wydają mi się teraz mechanizmy, to trochę poczeka…
Zwracam uwagę na dział Ściągnij sobie, w którym przybyło sporo darmowych e-booków. Są to przeważnie fragmenty większych całości – dla wstępnego zapoznania z danym tematem.
Jeśli nie ustalasz celów dla siebie, jesteś skazany na pracowanie przy osiąganiu celów kogoś innego.
Brian Tracy
Z zaciekawieniem obserwuję rozwój Internetu.
Coraz szerzej mówi się o Internecie 2 (Web 2) – takiej odmianie sieci, w której strony nie mają właścicieli, lecz są redagowane społecznie i mają mechanizmy interaktywności.
Właściwie nic w tym nowego – podobnie działają niektóre listy dyskusyjne i katalogi stron, automatyczne tablice ogłoszeń, top-listy, różne „wiki” – otwarte i środowiskowe lub tematyczne (np. Atopedia.pl).
Najbardziej znana jest Wikipedia w różnych językach. Powstają silniki takich serwisów (np. Media Wiki), przy pomocy których prawie każdy może stworzyć swój mały Internet.
Słynny katalog DMOZ, chociaż ma właściciela, to jest redagowany przez całą rzeszę społecznych redaktorów.
Z naszych polskich serwisów warto wymienić dość nowe projekty biorące sporo z koncepcji Internetu 2:
iThink.pl – strona „dziennikarstwa obywatelskiego” (a właściwie wszelkich publikacji), na której każdy może się wypisać, ale o tym czy dany wpis się ukaże, decyduje 10 losowo wybranych jurorów-uczestników.
Ciekawym serwisem jest Goldenline.pl – społeczność ludzi zainteresowanych własną karierą, z mechanizmami networkingu służącymi poznawaniu ludzi, tworzeniu grup i wymianie doświadczeń.
W obu tych serwisach trochę się udzielam.
Budowanie internetowych grup ludzi o podobnych zainteresowaniach też nie jest niczym nowym (listy dyskusyjne, fora, podserwisy portalowe).
Dalej:
pytamy.pl
zapytaj.pl
opowiadam.pl
podaj.net
wykop.pl
itp.
Serwis www.L-earn.net – zgodnie z deklaracją złożoną przy jego powstawaniu, też ma być serwisem budowanym przez „net”, czyli sieć współredaktorów. Na razie nie mam jeszcze takiego mechanizmu, ale chętnie zrealizuję ten pomysł. Pracuję teraz wstępnie nad innym serwisem, który ma to wykorzystywać.
Ponieważ taki web 2 to już prawie powszedniość, to bardziej intryguje web 3, który ma podobno wykorzystywać mechanizmy sztucznej inteligencji, w szczególności kontekstowe wyszukiwanie informacji. Czy potrafimy dziś przewidzieć konsekwencje takiego rozwiązania?
Dziś stawiam sobie cele, a co wyjdzie – zobaczymy…
Najważniejszy w każdym działaniu jest początek.
Platon
Witam! Zacząłem dwa dni temu swego bloga od pewnego credo, które popularyzuję na wspomnianej stronie internetowej.
Zbierałem się długo do tego pisania, dopiero teraz mam więcej wolnego czasu. To, co miałem zrobić w biurze w styczniu, już zrobiłem i mogę popracować z/w domu. Trochę lansowanej przeze mnie telepracy, trochę zajęcia się własnymi sprawami. Fajnie!
Nadgonię sprawy związane z mymi witrynami w Internecie, ale przede wszystkim zająłem się czytaniem – mam duże zaległości. Zaczętych parę książek i odłożonych mnóstwo wycinków z gazet, czasopisma i pliki z Internetu.
Czytam sporo, ale niestety tylko wtedy, gdy czas pozwala. Najbliżsi wiedzą, że zostałem w pewien sposób wynagrodzony za to czytanie, ale to … nasza tajemnica.
Kto to jest ten Vic? To facet z USA, który kiedyś wpadł na doskonały pomysł „internetowej reanimacji” klasyka literatury motywacyjnej Jamesa Allena i darmowego rozdawania jego słynnej książeczki „Tak, jak człowiek myśli”. Wokół tego dzieła i pomysłu Vic zbudował swoje internetowe imperium i stał się milionerem. Oczywiście dziś Vic robi jeszcze tuzin innych rzeczy – kto ciekawy, niech zajrzy na:
Ponad trzy lata temu postanowiłem i ja rozdawać tę książkę jako bonus dla wszystkich, którzy zapiszą się na mój biuletyn L-earNews (możliwe na górze każdej strony serwisu L-earn.net). Dzięki pomocy Vica przetłumaczyłem książeczkę na polski i wydałem w formie e-booka. [później w tym nowym miejscu].
Tu przyjmij go jako mój podarunek powitalny.
Wracając do aktualnych lektur – Lisicki pisze gładko i ciekawie, ale denerwuje mnie jego misyjność (którą uprawiał także na łamach Rzepy – od niedawna jako jej redaktor naczelny).
Pokazuje „jedyny słuszny” kierunek filozoficzny. Jeśli starczy mi czasu i pary, napiszę esej o tym, że może się mylić.
„Wiedza zakazana”* (kupiona w antykwariacie, mimo nie tak dawnego wydania; czyżby już i książka była zakazana?) zapowiada się intrygująco, tym bardziej, że to moja nisza wśród osobistych zainteresowań. Ale dopiero zacząłem – za wcześnie komentować.
Tego bloga chciałbym potraktować jako bardziej osobiste uzupełnienie serwisów WWW.L-earn.net i WWW.StefanGarczynski.pl , w którym będę mógł pokazać tło i kulisy mojej pracy, to będzie miejsce bardziej prywatnych refleksji. Może też być traktowany jako dodatkowa księga gości.
Zapraszam więc serdecznie mych czytelników i tych, co pierwszy raz…
W Warszawie mamy dziś piękną zimę – byłem w parku i zrobiłem sporo zdjęć.
Załączam jedno i pozdrawiam TAK słonecznie.
Leszek
—*
Roger Shattuck Wiedza zakazana. Od Prometeusza do pornografii, przekład Maria Borowska, Universitas 2001
Głównym tematem tej książki jest ludzka ciekawość i jej konsekwencje. Roger Shattuck – wykładowca na Harvardzie – omawia literackie przykłady dążenia do wiedzy, począwszy od Pandory, która zdejmując wieko z puszki, uwolniła smutek, troski i zło, poprzez Fausta, Frankensteina, do bohatera „Obcego” Alberta Camusa. W drugiej części książki analizuje moralne konsekwencje odkryć naukowych. Sporo miejsca poświęca także filozofii Markiza de Sade’a. Wszystkie te przykłady mają pomóc odnaleźć odpowiedź na najważniejsze pytanie, które stawia Roger Shattuck: czy są rzeczy, których nie powinniśmy wiedzieć?
Do największych wartości, jakie posiadamy należy zdrowie i czas. W związku z tym proponuję styl życia, który nazwałem roboczo „szybko-wolno”.
Jego zawołaniem jest: pracuj szybko (efektywnie), ciesz się życiem powoli.
O szybkości i efektywności działania jest mowa w wielu innych miejscach mojego serwisu www.L-earn.net* . Natomiast dokładniejszego naświetlenia wymaga druga część definicji naszego stylu życia. Na pytanie: po co nam efektywność, jedna z odpowiedzi brzmi – byśmy mieli więcej wolnego czasu. Ale ten wolny czas powinien być zadeklarowany jako czas na upodobania, przyjemności, własny rozwój, odpoczynek. Efektywność nie jest celem sama w sobie, nie powinna być za wszelką cenę.
Niech przyjemności trwają dłużej. Niech nas nie przynagla żaden kierat zajęć. Wiadomo, że istnieją nacje (zwłaszcza „południowcy”), które nie przywiązują tak dużej wagi do czasu jak my – „ludzie północy” – i są z tym szczęśliwi.
Delektujmy się jedzeniem – wolniejsze i uważniejsze spożywanie posiłków wyjdzie nam na zdrowie. Niech seks trwa dłużej (w tym np. sposoby tantryczne). Dajmy sobie czas na codzienne dbanie o ciało, np. lub pełne obmycie (jak zaleca Leonard Orr w swej metodzie duchowego <!> oczyszczania).
Skoro o L. Orr’rze, to miejmy czas na swobodne, świadome oddychanie np. wg jego metody.
Niech nasze modlitwy nie będą pospiesznym wyklepaniem pacierza lecz rozmową z Bogiem, której poświęcajmy tyle czasu, ile ona na to zasługuje.
Nie spieszmy się z wypowiadaniem opinii o innych i w ogóle w wypowiedziach – pamiętajmy, że słowo ma siłę i trzeba je ważyć. Wbrew pozorom zbyt szybkie wartościowanie nie jest dobrym doradcą w efektywnym działaniu – patrz techniki burzy mózgów lub map myśli. Odnosi się to też do starannego działania – znane przysłowie: spiesz się powoli.
Pośpiech to stres – przyczyna utraty zdrowia, spłycenia wrażeń , skrócenia życia.
Czy nie warto żyć dłużej i w zdrowiu?
Wielu przydałoby się zalecić też wolniejszą jazdę samochodem, co przy okazji nie tylko ograniczy ilość wypadków, ale pozwoli lepiej przyjrzeć się temu, co mijamy na swej drodze.
Intensywność wrażeń wcale nie musi brać się z ich szybkości – jak wysłuchanie fragmentu symfonii nie odpowiada wrażeniu z całości.
Modna jest „adrenalina”, życie intensywne. Jestem za – o ile nie oznacza to przesady, nałogowej gonitwy i realnego zagrożenia życia. Uganianie się za kolejnymi wrażeniami stępia naszą wrażliwość, próg pozytywnej reakcji wciąż się podwyższa i przestajemy cieszyć się zwykłymi sprawami.
Wystawianie na szwank swego życia w imię wrażeń doprowadza często do sytuacji, że w ogóle już ich się nie ma, a jeszcze unieszczęśliwia się bliskich.
Ten współczesny pęd to często zwykła zachłanność. Styl „szybko-wolno” przypomina o odwiecznej regule zdrowego umiaru.
Każdy może wprowadzić styl „szybko-wolno”, dopasowując jego elementy i proporcje odpowiednio do swej sytuacji. Ułatwieniem będzie rozszerzenie hasła „szybko-wolno” przez „krótko-długo”.
Co w Twoim przypadku warto robić szybciej lub krócej a co wolniej lub dłużej?
Leszek Korolkiewicz
(opublikowane parę lat temu w L-earn.net, później na LepszeZdrowie.info)
* Dopisek po latach: niestety L-earn.net już nie funkcjonuje – bedzie kiedyś odtworzony w nowej formie i po aktualizacji ok. 600 artykułów tworzonych od 2003 r. …