10 myśli wiosennych

Umieć żyć to: żyć lekko bez lekkomyślności;
być wesołym bez swawoli;
mieć odwagę bez brawury,
zaufanie i radosną rezygnację.
Theodor Fontane

wiosna

1. Cudowni ludzie. Nieszczęsny kto ich nie widzi. Oto sprzedawca mięsa. Fach – jak dla mnie – mało ciekawy. O on stale uśmiechnięty, życzliwy, doradza, wybiera klientom najlepsze kawałki. Bardzo sprawny – mimo że załatwia klientów migiem, każdemu powie miłe słowo. Brzydal, a ludzie go kochają…

Przypomniała mi się książka Lillian Glass „Wspaniali ludzie” (Rebis, 2004).

 2. „Przestań się bać a zacznij kochać i śmiać” – nie wiem czyje to, ale to znana konstatacja, że miłość i strach to przeciwne bieguny spektrum uczuć. Przypomina się JPII-go „Nie lękajcie się”.

A co do śmiechu, to taka ciekawostka:

Jedna minuta gniewu (złości, strachu lub innej negatywnej emocji) paraliżuje nasz system odpornościowy na około 6 godzin! Za to 1 minuta szczerego śmiechu WZMACNIA pracę układu odpornościowego na najbliższe 24 godziny. Super, prawda?

 

3. A propos zdrowia.

„Świadomość ludzi o istocie zdrowia, o alternatywnych terapiach, o kłamstwach i mitach medycyny lawinowo rośnie.

To, że publikuję [na ten temat] jakieś doniesienia jest skromnym przyczynkiem na tle zalewu informacji. Nie nadążam nawet z czytaniem ułamka tego, co dostaję w emailach lub widzę w różnych serwisach. Mógłbym równie dobrze zamilknąć, bo przecież nic by się z tego powodu nie stało, nie umniejszyło. Ale sumienie mówi mi że – na ile mogę – trzeba zabierać głos, bo każdy ma swój – choćby najmniejszy – krąg oddziaływania. A przy okazji i sam się uczę…”

Tak zaczynam kwietniowe wiadomości w serwisie LepszeZdrowie. Może zajrzysz?

http://lepszezdrowie.info/news4.15.htm 

Tym razem zwłaszcza: o szczepieniach, leczniczych konopiach, o tłuszczach, prawidłowym oddychaniu, elektrosmogu oraz wychodzeniu ze zdrowotnych opresji.

4. Prawo przyciągania (PP) mówi też o wizualizacji (co prawda technika ta ma i inne zastosowania i koneksje).

Spotkałem 2 szkoły wizualizacji: 1. – jak najprecyzyjniej (np. wg Joe Vitale), 2. ogólnie, bez szczegółów.

Uzasadnienie tej drugiej było takie: jeśli np. wymarzysz sobie dom ze wszystkimi szczegółami i zechcesz by się objawił w twoim życiu w określonym czasie, to nawet Wszechświat będzie miał kłopot aby te WSZYSTKIE szczegóły ‚dostarczyć’ na raz, łatwiej będzie gdy dam Mu więcej swobody.
Skłaniam się ku „2” – wbrew wielu nauczycielom.

Kolejne,  nowe spojrzenie na PP poznałem parę miesięcy temu za sprawą książeczki „Zaginiony Sekret Prawa Przyciągania” (www.bit.ly/ZaginionyS ). Ciekawe.

5. Nadchodzą wybory prezydenckie 2015.

Podoba mi się awans P. Kukiza, który bezpardonowo mówi o politykach i sitwach. Jest emisariuszem środowisk niezależnych, pozapartyjnych.

Dobrze się stanie, gdy uszczknie elektoratu Komorowskiemu.

Nie chcę tu wywlekać setek zarzutów wobec obecnego p. Rezydenta – znajdziesz dziesiątki grup i stron, chociażby na Facebooku, gdzie są one pokazane. Wojciech Sumliński wydał o tym kolejną książkę, a tymczasem zobacz sobie np. to

https://www.youtube.com/watch?v=xbuiF6abVQI 

Refleksja nieco ezoteryczna: klasa polityczna dzieli się na 2 grupy:

a. ‚szatańscy’ wtajemniczeni sprawcy

b. Wykonawcy – ignoranci

Ale ci pierwsi też są ignorantami w tym, że nie wiedzą że ich uczynki  w końcu i ich dosięgną.

6. Powyższe uwagi dotyczą także i głównie PO.

Obserwuję dużą pomysłowość w epitetach pod adresem tej partii. Przytoczę parę mniej dosadnych: POplecznicy mafiozów, POkręceni, POmyleni, Patologia Obywatelska, P-olski O-lewacze, …

Z rzeczowych argumentów mam (między innymi!) taki (niedawno podałem na FB):

Zdrowo myślącego człowieka zdumiewa głupi, prymitywny fiskalizm uprawiany przez rząd.

Najniższy próg zwolnienia podatkowego (bodajże na świecie) i wysokie koszty pracy przez podatki to jeden z powodów ucieczki Polaków zarówno w szarą strefę jak i za granicę.

Obie te patologie ‚wspiera’ koszmarne prawodawstwo oraz biurokracja, kładące kłody pod nogi przedsiębiorcom.

Podobnie podwyższanie podatków ponad poziom optymalny, powyżej którego efekt jest odwrotny do zamierzonego (krzywa Lafera).

Dużo ponad stan optymalny, co dodatkowo prowokuje przedsiębiorców do nieposzanowania pracowników i łamania prawa.

Do tego wyprzedaż lub niszczenie tego, co mogłoby być dźwignią do wyjścia z impasu, tj. własnych bogactw i przemysłu.

Coraz większe zadłużenie, które jest nie tylko finansową pętlą na szyi, ale także narzędziem zniewolenia politycznego przez zagranicznych wierzycieli .

Jeśli rządzący tego nie wiedzą/nie widzą, to są za głupi by rządzić. A jeśli wiedzą i do tego dopuszczają, to świadomie działają na szkodę Polski. Jak to nazwać? (wstaw własne epitety…)

 Zobacz ile płacisz podatków (niezależnie od akcyz, VAT w produktach itp) http://sprawdzpodatki.pl/

7.  Życie potrafi przynieść rozwiązania problemów z których – wydawało by się – nie ma wyjścia.

Zobacz to na przykładzie tej krótkiej historii „Niespodziewany obrót spraw”   http://lepszezdrowie.info/Niespodziewany%20obrot.htm 

8. Ostatnio rzadko bywam na tym blogu, podobnie na innych. Cóż – pochłaniały mnie choroby w  rodzinie, ważne lektury, spacery i wycieczki, które uważam za konieczne dla kondycji i które są przykładem myśli #2 – o korzystaniu z życia. Ponadto sporo czasu zajmują mi próby dorobienia do emerytury.

Co prawda – jak mówi ks.  Janusz Stanisław Pasierb: „Pieniądz jest dobry, ale w przemyśle, w portfelu, w banku, w handlu, w ruchu, nie w środku mózgu i serca”.

Ale ja  „Nie robię tego dla pieniędzy. Robię to dla radości. Ale … im więcej pieniędzy, tym więcej radości…  ”   🙂  (Zasłyszane).

A propos pieniędzy i serca – mam ciągle  przed oczyma pewnego cierpiącego z powodu chorób człowieka,  dodatkowo bez środków na leczenie i życie (dotyczy to i jego żony) – jeśli ktoś myśli o jakimś geście charytatywnym – proszę zajrzeć tutaj  https://www.facebook.com/pietiaaksa  Bardzo przydałby się im laptop na chodzie by mogli się lepiej komunikować ze światem niż przez stary telefon  oraz jakaś prosta praca z domu.

9. Jeszcze o podróżach – zobacz moją nowa stronkę  www.SuperVoyage.pl (kryją się tam wielorakie możliwości o jakich może w ogóle nie wiesz). [już projekt zaniechany].

Ja też niedługo znikam w wojażach i  bytnościach pozawarszawskich (jeśli kiedykolwiek byłeś na tym blogu, to wiesz o moich wpisach z serii „Z pamiętnika letnika”).

10. Tak czy inaczej życzę Ci wiosennego odrodzenia.  Każdy dzień jest nową szansą. Wciąż robi na mnie wrażenie ta stara już piosenka o której wspomniałem tutaj

https://www.facebook.com/notes/leszek-korolkiewicz/to-mo%C5%BCe-by%C4%87-pierwszy-dzie%C5%84-mego-%C5%BCycia/804507312920402

Na kłopoty … perspektywa

Kłopot z życiem polega na tym,
że nie ma okazji go przećwiczyć
i od razu robi się to na poważnie.
Terry Pratchett

pespektywa

Państwa i ich rządy borykają się wciąż z kolejnymi kryzysami i kłopotami.

Właściwie, jeśli uda im się coś zażegnać, to jest to działanie chwilowe, doraźne, często przysłowiowe łatanie dziury.
By wyjść z takich opresji potrzebne są działania z pozycji perspektywy: czasowej i … filozoficznej, a nie dla szybkiej koniunkturalnej korzyści.
Oczywiście pozycja widzenia zależy od pozycji siedzenia, ale to nie sprzyja obiektywizmowi i dobru ogólnemu.
Chociaż nie sympatyzuję z autorem (przynajmniej z niektórymi poglądami) oddam co sprawiedliwe Czesławowi Bieleckiemu, gdy w swej książce „Jest alternatywa” wskazuje takie rozumniejsze postawy (głównie polityczne, ale to polityka dziś rządzi większością spraw).
Ale mądrych ludzi nie brakuje, tyle że nie są dopuszczani do głosu.

By wiedzieć co robić trzeba mieć też perspektywę historyczną – znać źródła postaw, idei, religii, partii, trendów itp. Inaczej skazujemy się na bycie „dziećmi we mgle”.

Z bieżących napięć mieliśmy ostry konflikt związany ze służbą zdrowia, który też jest tylko chwilowo uśmierzony.
O możliwych rozwiązaniach z wyższego poziomu napisałem notatkę Bardziej chora niż pacjenci.

Teraz mamy konflikt związany z górnictwem i energetyką. Oczywiście jest problem ludzki, ale przede wszystkim nie bierze się pod uwagę i nie wyciąga wniosków z zaniedbań wielu dziesięcioleci w inwestycjach oraz w planowaniu kierunków rozwoju energetyki. Jak lepiej można by to rozegrać – może tak: Co z tą energetyką?

W sprawach technicznych ogólnie – bywa że działa się bez dostatecznej perspektywy (=wyobraźni) – np. czy budowanie tysięcy km drogich autostrad okaże się sensowne w obliczu pojazdów, które może za 15 lat będą unosiły się nad ziemią lub nawet latały? Czy dopuszczenie GMO nie zemści się katastrofą biologiczną w perspektywie lat, bo zbagatelizowaliśmy zasadę ostrożności?

Wzrasta światowe zagrożenie terrorystyczne – vide tragedie we Francji, ale i wcześniejsze. Nic nie mam do samego (nie spaczonego) Islamu, ale trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, że większość konfliktów na świecie ma podłoże religijne (lub to podłoże jest cynicznie wykorzystywane przez manipulatorów globalnej władzy).
Od strony politycznej obecne dramaty mają przyczynę w zbyt bezkrytycznej ‚poprawności politycznej’ (Europa) i braku wyobraźni, że gdy owa poprawność idzie  w parze z zaniedbaniem wymogu asymilacji na równych prawach materialnych, to budzi się frustracja.
Przez lata wydawało mi się, że panaceum na to wszystko byłby ‚reset’ na bazie wzajemnego wybaczenia i rozpoczęcia wszystkiego od nowa (np. Izrael-Palestyna). Jednak słowo wybaczenie sugeruje winę drugiej strony i przez to zawiera zalążek kolejnej urazy. Dlatego myślę, że reset prędzej czy później musi nastąpić, ale raczej najpierw na bazie głębokiego ZROZUMIENIA, że wszyscy byli manipulowani przez religie, że nie mieli perspektywy w kwestii sztucznych podziałów. Tę myśl rozwijam w przypowiastce „Perspektywa„.

Teraz znów mamy kryzys finansów osobistych w związku ze skokiem wartości franka szwajcarskiego. Chociaż skutki mogą być złagodzone (uważam, że była to krótka operacja spekulacyjna ze strony banksterów światowych [ich inspiracji], ale cena znów się obniży), to winę ponosi cały ‚aparat’ finansowy, który wmawia rzeszom drobnych ciułaczy i inwestorów różne półprawdy. Jedną z nich jest ‚bezpieczeństwo’ banków i realna wartość różnych derywatów (produktów finansowych). Ludzie utracili perspektywę jak to wszystko działa. Cały światowy system finansowy – póki będzie oparty na papierowym pieniądzu bez pokrycia i na lichwiarskim odsetku – jest bardzo kruchy.  Prawdopodobnie niedaleko mu do oparcia się o ścianę absurdu i niewydolności.
Wtedy małe zachwianie może spowodować efekt domina. Tutaj, jako ciekawostkę wspomnę hipotezę  ‚efektu motyla’ .

Wreszcie – różne osobiste niepowodzenia wynikają z braku perspektywy – zarówno w odkryciu kim się jest (mam na myśli – jesteśmy bytem duchowym operującym w materialnym świecie doświadczeń) jak i z braku planowania – w perspektywie dłuższej niż życie z dnia na dzień.

To wszystko wydać się może komuś nieco zwariowane i nierealistyczne, ale – taka jest MOJA perspektywa z pozycji przeżytych lat.
Zapewne poszerzy się o nowe doświadczenia – i o to chodzi…

Co cię interesuje?

Ludzie z celami odnoszą sukcesy ponieważ wiedzą dokąd zmierzają…
To jest aż tak proste.
Earl Nightingale

Powyższe pytanie zawężam (?) tutaj do tego, co interesuje bodajże wszystkich: wolność z fundamentem w „wolności finansowej”.

Zanim przejdę dalej, warto poznać  pogląd na wolność finansową (czym jest), jaką prezentuje Sławek Muturi, np. tutaj:
http://fridomia.pl/o-ksiazce/spis-tresci/rozdzial-1/  (zobacz fragmenty rozdz. 1)

Osobiście nie mam już czasu (ze względu na wiek i możliwości) by pójść drogą długodystansowca wg Sławka (mieszkania na wynajem), zatem jakiś czas temu poszedłem ścieżką dużo mniej ambitną i dla mnie zarówno prostszą i wystarczajacą na ‚dorobienie’ – programy partnerskie.
Może i ty jesteś w takiej sytuacji, zatem  zobacz dla ew. inspiracji co aktualnie wybrałem: http://www.BeFirst.co  [z czasem ta strona została zlikwidowana]

Myślę, że  z niektórych tamtejszych ‚biznesów’ docelowo zrezygnuję (mimo, że są komplementarne) i zostanę przy jednym lub dwóch.
Aktualnie chcę się skupić na S7 – abonamentowa prywatna opieka medyczna.

Wymaga to ode mnie sporej aktywności, wybacz więc, że może zbyt często  widzisz ten temat w moich wpisach.
Niezależnie jednak od tego czym się zajmujesz w kwestii swej wolności finansowej, to zobaczenie tego http://www.bit.ly/marketerzy   http://bit.ly/TwojaOchrona da ci sporo wiedzy o projekcie a ta strona http://bit.ly/NP_S7 jak działać efektywnie jako partner  i jak do tego można zaprzęgnąć systemy niemal automatyczne….

Spełnieni

Nie żałuj, że nie spełniły się twoje marzenia;
pożałowania godnym jest tylko ten, kto nigdy nie marzył.
Marie von Ebner-Eschenbach

Lubię bywać na spotkaniach networkowych, zwłaszcza tych pod egidą Grzegorza Turniaka (szef  http://www.bnipolska.pl ), czy to na typowych meetingach BNI, śniadaniach biznesowych czy w ramach Akademii Rekomendacji.

Dlaczego? Oprócz kontaktów biznesowych, co jest hasłowym celem tych spotkań, jest to także miejsce gdzie poznaję ludzi … spełnionych. To budujące, wręcz magiczne doświadczenie.
Można wiele się nauczyć, cieszyć energią i charyzmą tych ludzi, wejść z nimi w kontakt osobisty. Czyli – jest to i życie towarzyskie. Ostatnio Grzegorz zacytował żarcik twórcy Kabaretu Dudek, Edwarda Dziewońskiego: „Jedyne życie jakie ma sens, to życie towarzyskie„.

Czym są rekomendacje? Czymś znacznie więcej niż wymianą wizytówek, czy ‚swatkowanie’ biznesów. To sztuka promowania i edyfikacji innych. To cała wiedza o relacjach, której uczą kursy BNI. To poznawanie siebie przez innych oraz przez oferowane testy osobowości. To, jak mawia Turniak – aktualizacja swojej mapy rzeczywistości.Poniedziałkowa (8.12.14)  X Akademia Rekomendacji miała hasło „Ekonomia Wdzięczności„.

Nie będę streszczał o co chodzi, pojęcie wzajemności w biznesie i nie tylko – mam nadzieję – jest intuicyjne i znane (książka o tym tytule autora: Gary Vaynerchuk).
Grzegorz zachęcał do wykorzystywania w większym stopniu mediów społecznościowych, ponieważ nie wszyscy ludzie biznesu to jeszcze doceniają, nie wszyscy zauważyli, że dziś sukces buduje się coraz bardziej na jakości relacji z klientem i mediami.

Niezależnie od tego przesłania – tak, jestem wdzięczny, że tam znów byłem.

Spotkałem też starych znajomych, poznałem nowych.

Wykład na ten temat wygłosił Grzegorz Turniak.

Jak zwykle uzyskaliśmy cenną wiedzę biznesową, było doborowe towarzystwo i wspaniała atmosfera.
Wykłady mieli dwaj goście:

* Marek Skała – właściciel firmy szkoleniowej MEGALIT – Instytut Szkoleń, dziennikarz, publicysta miesięcznika „Nasz Rynek Kapitałowy”, autor kilkuset tekstów z zakresu biznesu. Autor książki „Psychologii Zmiany” (ponad 25 000 sprzedanych egzemplarzy). Marek – jak dla mnie – to spektakularny przykład ciekawego, spełnionego życia, pełnego świetnych ludzi. Przykład jak rekomendacje ‚nakręcają’ same kolejne kontakty i bogactwo w różnym rozumieniu tego słowa.

* Sławek Muturi – inwestor w nieruchomości w wąskiej niszy kawalerek na wynajem. Rentier zwiedzający świat. Osiągnął wolność finansową w wieku bodajże 43 lat. Większość roku spędza w ciepłych krajach, odwiedził już wszystkie niepodległe państwa na kuli ziemskiej. Autor książek. (mam: Życie postkorporacyjne i Mieszkania na wynajem – moja droga do wolności finansowej).

Prezentację biznesową (zwyczaj spotkań) miał mój stary znajomy  – Tomek Wiśniewski – mówił o energetyce odnawialnej w kontekście projektów elektrowni wiatrowych.

Już cieszę się na następną Akademię Rekomendacji w styczniu, gdzie wystąpi między innymi Ewa Foley, (Inspiration Seminars International) – cudowna kobieta, którą podziwiam bodajże od dziesięcioleci.
Znane są fiszki motywacyjne Ewy – oto jedna z nich – bardzo a propos naszego spotkania:
Niektórzy ludzie zamiast mostów budują tamy i stają się samotni. Ty jesteś budowniczym mostów” .
Tymczasem wybieram się na coroczne otwarte spotkanie wigilijne u Ewy 13 grudnia 🙂

Od lewej: Tomek Wiśniewski, Sławek Muturi i Grzegorz Turniak
Grzegorz Turniak w czasie swego wystąpienia.

Trudno … nie reklamować

Zdrowie to nie wszystko,
ale bez zdrowia wszystko jest niczym.

… tego, co rozwiązuje problemy prawie wszystkich Polaków. Zdrowie i pieniądze.

Zacznijmy od zdrowia 

Co byś powiedział na stałe prywatne usługi medyczne szybko, tanio a nawet za darmo? Jest to  możliwe dzięki nowemu DUŻEMU przedsięwzięciu związanemu z branżą zdrowia.
Po zapisaniu się na dalsze informacje tutaj  http://i-dlaciebie.pl/2index

dowiesz się jak możesz zadbać o zdrowie swoje i swojej rodziny, jak nie być na łasce NFZ w kwestii skierowań do specjalistów, kolejek, ‚spychotechiki’ i taśmowego traktowania.

Aspekt finansowy

Możesz nawet mieć wcześniejszą emeryturę/rentierstwo – zarabiając na … lekarzach.
Nasza propozycja dotyczy: współpracy z S7 | Opieka Medyczna  [potem S7Health] – działającej w branży medycznej wartej 150 mld zł/rok (!):

– w zakresie dystrybucji abonamentowych pakietów (karnetów) medycznych  – samodzielnie lub z zespołem/siecią sprzedaży

– gdzie za każdego klienta opieki medycznej S7 wypłaca prowizje co miesiąc do końca trwania min. rocznej umowy

– aż do 55% + premie od 10 000 do 100 000 zl oraz + program samochodowy (samochody od MINI, przez BMW 3-5-7, po PORSCHE)

– z możliwością zastania udziałowcem/akcjonariuszem firmy

– w czym oczywiście Ci pomożemy.

Niezagospodarowany olbrzymi rynek klientów indywidualnych i małych firm.

Czyli także biznes… Ale jak go robić?

By mieć więcej czasu i pieniędzy  warto jest mieć/zbudować zespół ludzi, którzy będą wykonywać część pracy za ciebie. Jeśli zatrudnisz pracowników, wykonają za ciebie trochę pracy. Jeśli zatrudnisz najlepszych, będziesz ich tylko nadzorować – większość pracy wykonają oni.

A co powiesz na zatrudnienie całego zespołu najlepszych marketerów, którzy ZA DARMO będą pracować na Twój sukces i wykonają za Ciebie 90% pracy?

[Mam na myśli jedyny taki ZESPÓŁ. Pracują non stop.  Pozyskują dla ciebie klientów. Robią follow-up. Szkolą marketingowo. Zapraszają na spotkania na żywo (przyjadą do Twojego miasta) i do swoich grup wsparcia, poznasz fajnych ludzi. Dlaczego to robią i bezpłatnie? Nie ma w tym tajemnicy – tylko zechciej poznać bliżej to, co robimy
ta opcja – po rozrośnięciu się struktury została wyciszona i ograniczona do okresowych sympozjów].

Długo by wymieniać udogodnienia i korzyści z ‚produktu’ i samego biznesu.
Na początek zachęcam do sprawdzenia tutaj, a potem poprowadzę cię tą ścieżką możliwości…

 

Facebook jako … blog

Perspektywa i przestrzeń możliwości …

Nagłówek mojego profilu FB

Niestety coraz rzadziej tu bywam, ponieważ nieco zniechęciłem się do tego miejsca (blox) – mam tutaj znikomą interakcję z czytelnikami.
Ponadto prowadzę jeszcze parę innych blogów – np. „zawodowe” na www.befirst.co.
[po latach zaniechany]

Dlatego daję pierwszeństwo Facebookowi (FB). Techniczna zaletą FB jest to , że mogę z nim spinać inne blogi – np. ten  wpis ukaże się na FB (chociaż ze sporym opóźnieniem – nie wiem dlaczego).

Jak widzę Facebooka?
To szeroki temat, ale przede wszystkim to platforma społecznościowa. W grupach i na stronach tematycznych możemy się integrować wg zainteresowań i wymieniać materiałami, poglądami.

Ostatnio przyświeca mi idea dawania jako postawa niemal filozoficzna. FB to umożliwia, chociaż warto zadbać by dawać coś wartościowego.

Mam na myśli wiedzę, inspiracje, motywacje, manifestacje piękna (poprzez zdjęcia, wiersze, filmy, impresje…), komunikowanie o wydarzeniach.

Gdzie jest dawanie, tam i odbiorca – sam sporo korzystam na tym, co dają inni.

Przez to wytwarza się i więź pomiędzy ludźmi – często zaczyn  autentycznych znajomości i przyjaźni.  FB jest miejscem dialogu, czasem ostrych dyskusji, które, jeśli nie strywializowane, potrafią dać lepszy ogląd spraw. Jest przecież tyle nabrzmiałych spraw społecznych.

O ile globalizacja ekonomiczna budzi zastrzeżenia, to globalizacja wymiany myśli otworzyła zupełnie nowe możliwości. Można powiedzieć – zmienia świat. Szybka wymiana myśli i faktów pozwala (jeszcze?) na wyzwolenie spod dominacji monopoli informacyjnych i władzy.
Rośnie świadomość ludzi co do spraw, które były dotąd ukrywane. Oczywiście, to jest cecha Internetu w ogóle, ale na FB (i na podobnych platformach) mamy bodajże największą interaktywność i zasięg.

Zatem możemy się integrować nie tylko w dyskusjach ale i w działaniu.

FB coraz bardziej wykorzystywany jest też w biznesie jako dobre medium marketingowe a nawet sprzedażowe.

Nawet jeśli nie wszystkich to dotyczy, to strony firm i osób zaangażowanych w biznes dają specjalistyczna wiedzę, często wartościowe szkolenia. Obecnie FB służy już nie tylko jako medium, które o tym informuje, ale i udostępnia w swych ramach filmy, webinary, kursy w odcinkach.

Nie negując roli innych kanałów w Internecie, zachęcam do FB i zapraszam do siebie

– https://www.facebook.com/leszek.korolkiewicz

Zakładam tam strony (fanpages) i grupy – informacje w zagłębionym profilu.
[ dopisek ex post – zobacz tutejsza stroniczkę Moje blogi ]

Zdrowie i fitness – prosto czy łatwo

Wszys­tko po­win­no być tak pros­te, jak to tyl­ko możli­we, ale nie pros­tsze.

Albert Einstein

przykład prostej metody

W podtytule bloga http://befirst.co/fitness figuruje  „prostsze niż myślisz”.

Podobnie – złożyłem deklarację, że będę mówił o metodach dla każdego.

Odruchowo można pomyśleć – aha, czyli te metody będą łatwe…

Ten artykuł i zrozumienie motta jest bardzo ważne.

 

Przede wszystkim jaka jest relacja pojęć: łatwe < > proste?

Jak dla mnie, proste jest to, co potrafi zrozumieć każdy, a nawet dziecko.

Coś, co nie wymaga jakiegoś formalnego wykształcenia, co nie jest skomplikowane ani bardzo złożone.

Uzupełniając złotą myśl Einsteina, ktoś powiedział, że to co proste bywa na ogół piękne, albo że piękno jest w prostocie.

Chociaż poniższe dywagacje mają zastosowanie do wielu dziedzin życia, skupmy się na temacie zdrowia.

Oto parę przykładów, które omawiałem na http://www.lepszezdrowie.info.

Profilaktyka

jest prostsza od leczenia tego, co już się stało, zwłaszcza zaawansowanych stadiów choroby.

Profilaktyka często sprowadza się do przestrzegania prostych zasad.

Jedną z podstawowych przyczyn chorób jest … złe przeżuwanie pokarmu.

Oczywiście stoi za tym cały łańcuch przyczynowo-skutkowy (małe wykorzystanie wartości odżywczych, obciążenie żołądka, gnicie pokarmu w jelitach itd.)

Czy przeżuwanie jest czymś skomplikowanym, trudnym? Każdy to potrafi – to naturalna wrodzona umiejętność.

Ruch to zdrowie. Proste. Każdy (kto nie jest ułomny) to potrafi.

Zasada nie łączenia grup pokarmowych. Ma duże znaczenie dla trawienia (a większość chorób ma źródło z układu trawiennego, z jelit).  Nie mieszać węglowodanów z białkiem.

Proste – wystarczy odróżniać, co jest co.

Podobnie – proste metody zapobieganiu zakwaszeniu organizmu  

– kolejnej podstawowej przyczynie chorób (np. unikanie wód gazowanych, picie dużej ilości czystej wody, więcej warzyw i owoców, itd.  Nie miejsce tutaj na wykład).

Przyznasz, że picie wody to proste zalecenie.

Cukier tuczy a nawet zabija. Chyba każdy już zna tę prostą zasadę.

Metoda samoleczenia B.S.M.  (jako przykład) – działa nawet bez wiary w jej skuteczność, można stosować „mechanicznie”, równolegle np. z oglądaniem telewizji, czytaniem itp. Proste przykładanie rąk do głowy -wg prostych schematów.

Rekomendowana tutaj metoda ćwiczeń 7 minut  

– ćwiczenia na odchudzanie prostsze niż skomplikowane diety czy długie treningi na siłowni – tym bardziej, że wg precyzyjnych instrukcji wideo.

Myślę, że te parę przykładów wyjaśniło o co chodzi.

Trzeba sobie jednak zdać sprawę, że „prosto” ma wielkiego konkurenta w postaci pojęcia „łatwo”.

Otóż, chociaż proste mogłoby być ze swej natury łatwe, to na ogół wybieramy ŁATWIZNĘ.

Dla ilustracji – przejdźmy przez ww. przykłady.

Profilaktyka? Nic mi nie jest, co się będę przejmował na zapas?

Ale gdy już coś nas dopadnie, to jesteśmy zmuszeni do działania.

Najlepiej, gdy lekarz da coś na szybką poprawę. Przeziębienie – jakiś antybiotyk, aby tylko za parę dni być sprawnym.

Ból głowy – jakiś mocny proszek, mniejsza o przyczyny i skutki.

Oddajemy się biernie lekarzowi – niech z tym coś zrobi za nas.

Zresztą, ta postawa to powszechne nastawienie typu: niech państwo da, niech się tym zajmą politycy… A to specjaliści od komplikowania…

Nawet wolimy zapłacić niż sami poszukać skutecznej, prostej metody.

Dobre przeżuwanie, wartościowe odżywianie. Nie, nam się spieszy. Najłatwiej skoczyć do fastfoodu, kupić jakiś produkt gotowy w sklepie do szybkiego spożycia lub szybkiego odgrzania w mikrofalówce. A że to bezwartościowe, a nawet trujące – o tym wolimy nie wiedzieć lub nie pamiętać

Picie czystej wody? Przyjemniej colę (z dużą! ilością cukru) lub piwo.

Podobnie ze słodyczami – szybkie kalorie, szybkie łatwe zadowolenie, mniejsza o skutki.

Ćwiczenie samodzielne, w domu, o dowolnej porze? Proste, ale wolimy, gdy ktoś nas poprowadzi za rękę, zmusi – nawet jeśli to dużo więcej kosztuje.

Itd. Itd.

Wychodzi na to, że najtrudniejsze jest samodzielne myślenie, branie spraw w swoje ręce, samodyscyplina. Łatwe  zaś wygodnictwo, zrzucanie odpowiedzialności poza siebie, doraźny efekt…

Okazuje się, że przez naszą naturę – nie wszystko co proste jest łatwe.

Brzmi to wszystko mentorsko, ale może czas się nieco przemóc, zrozumieć że wiele można odmienić przez PROSTY akt woli?

Trzeba się wydostać ze strefy własnego komfortu, wykonać jakiś wysiłek. To sprawdza się wszędzie tam, gdzie chcemy dokonać zmiany, osiągnąć sukces.

Na tej stronie zamierzam umieszczać materiały, które pomogą i mnie i tobie dokonywać takich zmian. Potrzebna jest stosunkowo prosta wiedza, motywacja i konsekwencja. To kwestia naszego rozwoju. Wtedy to, co proste stanie się także łatwe!

Przez regularne zaglądanie tutaj będziesz miał(a) wszystkie te elementy prawie „na widelcu”, znajdź tylko trochę czasu i dobrej woli.

To się, po prostu 🙂 opłaci.

————

Komunikuję, że w uzupełnieniu dotychczasowych wpisów z początku roku dot. fitnessu (system 7 minut) ostatnio uruchomiłem bloga http://befirst.co/fitness
oraz odpowiadającą mu stronę na facebooku
https://www.facebook.com/Zdrowie.i.Fitness

Jest też prosta stroniczka z informacjami o systemie 7 minut:
http://fitness.i-dlaCiebie.pl [ex post: podane tam linki już mogą nie działać, bo strony źródłowe uległy likwidacji]

Tytuł wpisu nawiązuje do ważnej notatki, którą tam zamieściłem i którą tu cytuję.

Błękit oceanu kontra morze krwi

Biznes bez „blood, sweat and tears”.

Na początek zacytuję moje ulubione powiedzenie Edwarda de Bono:

Na pokładzie, mostku i w maszynowni wszystko jest w najlepszym porządku.
Tylko statek płynie w niewłaściwym kierunku.

Ów porządek na pokładzie (firmy) jest często okupiony wielkim „blood, sweat and tears”, czyli krwią, potem i łzami, zwłaszcza w walce z konkurencją, ale i to nie gwarantuje sukcesu – wiele firm upada.
Przyczyną jest nie tylko wewnętrzne „wykrwawienie”, ale prawdopodobnie zła strategia, zły kierunek – przynajmniej na dany czas i miejsce.

Już w 1995 r. W. Ch. Kim oraz R. Mauborgne w swojej książce „Strategia Błękitnego Oceanu” (MT BIZNES, ISBN 83-88970-36-4) pokazali inną drogę, analizując 30 branż i 150 posunięć strategicznych z lat 1880-2000.
Na podstawie tej analizy stworzyli koncepcję Strategii Błękitnego Oceanu.

Rynek, na którym trwa zaciekła walka konkurencyjna to „czerwony ocean”. Zadaniem firmy jest uciec od tradycyjnej logiki konkurencyjnej i wypłynąć na „błękitny ocean” dynamicznego wzrostu.
To Strategia Błękitnego Oceanu (SBO) pozwala firmom na dynamiczny wzrost i oderwanie się od konkurencji.
Trzeba sięgnąć po „innowację wartości” (value innovation).
Nasza wartość musi uczynić konkurencję nieistotną – musi być inna od wartości oferowanej przez konkurencję.

Innowacja wartości to nie koniecznie pionierstwo. Ma niewiele wspólnego z proponowaniem zaawansowanych technologicznie produktów bądź usług, których mało kto potrzebuje. Koncepcja sprzeciwia się też częstemu wyobrażeniu, iż wysoka wartość dla klienta musi oznaczać wysokie koszty dla firmy. Innowacja wartości to zwiększenie użyteczności, przy jednoczesnym obniżeniu kosztów. Pozwala na dotarcie do osób, które dotychczas nie były klientami naszej branży, wykreowanie popytu i stworzenie wolnej przestrzeni rynkowej.
Tutaj warto zauważyć, że nie-klienci mogą dostarczyć znacznie więcej wskazówek, jak stworzyć błękitny ocean, niż obecni klienci!

Inne rozwiązanie, to dawanie ludziom nie tyle tego, czego chcą, ponieważ często ludzie nie wiedzą czego chcą, ale pokazanie im czegoś lepszego, czegoś czego nawet nie potrafili sobie na początku wyobrazić. Ta drogą poszła firma Apple.

Chociaż Strategia Błękitnego Oceanu może i powinna być stosowana przy tworzeniu nowych biznesów, tu odniosę się do jednego przykładu, w którym ta strategia już została zastosowana, chociaż prawdopodobnie nie całkiem świadomie. Ale ważny jest rezultat, który możemy wykorzystać.

Przede wszystkim jest to gotowy biznes, więc tutaj nie musimy przechodzić przez procedurę tworzenia SBO opisaną w książce.
Jest to rodzaj franszyzy. Przykładem franszyzy, która powstała wykorzystując SBO były kluby fitness dla kobiet (od ok. 1995r., 2500 klubów do 2004 roku).
Było to połączenie zalet klubu i ćwiczenia w domu z eliminacją wad obu: tanio (tanie lokalizacje blisko domu, małe powierzchnie, przyrządy dla kobiet, brak luster i mężczyzn, ćwiczenie w kole, przedziały czasowe, …) oraz relatywnie niskie nakłady ze strony franczyzanta (25 tys $).
Projekt 7 minute workout wymyślony i wdrożony przez Joela Theriena i Chrisa Reida – kanadyjskich sportowców a potem uznanych biznesmenów, poszedł znacznie dalej i zrobił już karierę, mimo że istnieje od połowy 2011 r.
Przyjęto koncepcję, że ćwiczenia można uprawiać całkowicie w domu (chociaż – jak ktoś chce i może także w siłowni), co znacznie redukuje koszt i oszczędza czas.

Program ćwiczeń opracowano w szczegółach w postaci zestawów dobranych do możliwości i celów ćwiczącego i udostępniono w postaci serii krótkich wideo do ściągania z Internetu. Czas ćwiczeń adept dostosowuje do swych dziennych preferencji – duża wygoda.
Mamy tu do czynienia z osobistym WIRTUALNYM trenerem; koszt takiego trenera jest co najmniej o rząd wielkości mniejszy niż koszt trenera w klubie/siłowni.
Te dwie zalety, aczkolwiek bardzo istotne, wpisują się jednak raczej w klasyczny schemat konkurowania ceną.

Istotna innowacyjność (innowacja wartości) polega na czymś, co w klasycznych metodach treningu było niezauważone: do uzyskania efektu przyrostu mięśni i trwałego efektu odchudzania wystarczy ćwiczyć co drugi dzień TYLKO po 7 minut! (a nawet nie powinny trwać dłużej).
Ta rewelacja wynika z pewnej obserwacji fizjologicznej (potwierdzonej naukowo) i sposobu wykonywania ćwiczenia. Nie wchodzę tutaj w tę kwestię, którą można poznać z materiałów programu oraz na webinarach zarówno polskich jak i angielskich).
Rewelacją jest zatem wielka oszczędność czasu i wysiłku. Są i inne zalety, które krótko opisałem w artykuliku http://befirst.co/gvo/dobra-kondycja-biznesu-i-twoja/ .

Z punktu widzenia biznesu zaś, produkt, tj. wirtualny trener, otwiera drogę do poprawy kondycji, sylwetki i zdrowia milionom ludzi, którym dotąd ta poprawa nie była dostępna drogą ćwiczeń – przez ich koszt i uciążliwość.
Konkurencja na TAKIM rynku jest znikoma (przynajmniej w Polsce), a zapotrzebowanie – jedno z większych, jakie można sobie pomyśleć.
Wreszcie, sam model biznesu – prowizje afiliacyjne (wielopoziomowy program partnerski) wpisuje się w przyszłościowy i coraz bardziej uznawany sposób na dochód (dodatkowy lub podstawowy) dla KAŻDEGO. Może być zastosowany globalnie dzięki Internetowi, ponieważ ma rynek anglojęzyczny i w przygotowaniu wersje narodowe.

Obecnie wszedł do Polski, co stwarza nam dodatkowe wyjątkowe możliwości w stylu Niebieskiego Oceanu.

Sprawniej w mediach społecznościowych

Le­piej bez ce­lu iść nap­rzód niż bez ce­lu stać w miej­scu,
a z pew­nością o niebo le­piej, niż bez ce­lu się cofać.
Andrzej Sapkowski

Będzie o lepszych narzędziach i sposobach działania.
Jestem w sieci w wielu miejscach. Z punktu widzenia ekspozycji moich wpisów celowe jest umieszczanie niektórych z nich jednocześnie właśnie „i tu i tam”. Wymaga to dodatkowego zachodu. Już dawno (ze 3 lata temu?) korzystałem z serwisu ping.fm, który pozwalał umieszczać za jednym zamachem wpis na twitterze, facebooku, linkedin. a później w tumblr i na WP. Były i inne podobne serwisy. Pinger.fm przekształcił się w seesmic a potem stał się częścią Hootsuite, z którego też czasem korzystam.
Jednak wszystkie serwisy społecznościowe mają to do siebie, że wpisy na nich są bardzo ulotne – szybko znikają z linii czasu, przynajmniej dla czytelników, którzy śledzą raczej ogólny strumień bieżących wiadomości a nie grzebią w historii czyichś indywidualnych postów.
Ponadto, konta na tych portalach nie do końca są nasze – mogą być zbanowane lub nawet zniknąć przez techniczny przypadek. Najlepiej publikować na własnym blogu i dopiero z niego udostępniać treści dalej. Mam parę blogów, z których najstarszy http://etsaman.blox.pl jest tym, w którym piszę tę wiadomość (chociaż nie do końca – o tym za chwilę). Wybór tej platformy (przed laty) nie był najszczęśliwszy, ale skoro już tak się stało – nie będę się przerzucał… Natomiast, trzeba przyznać, blox ma parę rozwiązań technicznych, które są niezłe. Otóż można pisać posty jako maile (właśnie tak teraz piszę), także z urządzeń mobilnych oraz w postaci smsów i mmsów. To wygodne – nie muszę się logować, mogę dokonywać wpisów przy okazji obsługi codziennej poczty oraz forwardować pewne treści. Wystarczy że wpis pójdzie na pewien prywatny, tajny adres email 🙂
Dodatkowo, w folderze Wysłane poczty tworzy mi się backup wpisów na blogu 🙂

Mam też włączoną opcję, że post z bloga idzie dalej do profilu na facebooku (z pewnym opóźnieniem).
Dla szerszej propagacji wolałbym układ: mail > blog > twitter > facebook + jeszcze jakaś platforma. To jeszcze do przećwiczenia, bo na razie nie widzę opcji blog > twitter, chociaż na niektórych stronach na FB mam dalsze przekierowanie na twittera.
Oczywiście, nie wszystko nadaje się do tak szerokiej publikacji. Np. mój blox miał dotąd charakter bardziej osobisty niż biznesowy, zatem każdorazowo warto zastanowić się jaką drogą pójść. Co do samego etsaman.blox to deklarowałem kiedyś, że będą to krótkie codzienne wpisy, ale przeważnie wychodziło odwrotnie – wpisy rzadkie i szersze (jak ten, lol). Postaram się to zmienić i dziś zamierzam jeszcze coś krótkiego napisać.

Może znacie jeszcze lepsze rozwiązanie?

Karkołomne porównanie?

Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki,
pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego:
nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie.
George Bernard Show

ptaki

Obserwuję amatorsko (!) ptaki w parku.

Są przede wszystkim wrony/gawrony, szpaki, drozdy, sroki, trochę gołębi (te raczej w mieście), kaczki, także mniejsze jak sikorki, wróble i jeszcze szereg innych, których nie potrafię nazwać.
Uwijają się za pokarmem, niektóre budują gniazda.
Widzę je jednocześnie na jednej niedużej łące – raczej sobie nie przeszkadzają, tolerują się.
Owszem, czasami gawron swą posturą wystraszy mniejszego ptaka, który trzyma się z boku.
Ale wróbel nie boi się nikogo, potrafi wygarnąć ziarenko większemu spod dzioba. Te większe reagują na to stoicko 🙂

Intryguje mnie jak te ptasie społeczności postrzegają siebie nawzajem.  Mają świadomość swej gatunkowej odrębności ale koegzystują, z mojego oglądu – generalnie nie walczą ze sobą. Raczej respektują wzajemne prawa i swoje miejsce w systemie.
Oczywiście są środowiska (zwłaszcza pozamiejskie), gdzie ptaki bronią rewirów, gdzie ptaki drapieżne zabijają.
Nawet w ramach jednego gatunku widać często „hierarchię dziobania” albo walki samców – to u ptaków normalne.

Niezależnie od mojej przyrodniczej ciekawości dotarłem do refleksji związanej z naszym ludzkim społeczeństwem.
Ostatnio emocje polityczne osiągają szczytu – można by powiedzieć, że politycy (i nie tylko) pozabijali by się nawzajem – mimo, że tworzymy jeden gatunek.
Nie jestem za tolerancją zła. Przeciwnie. I oczywiście wchodzą tu inne, kulturowe determinanty.

Wybiegam jednak w pewną fantazję (?).
Co by się stało, gdyby pojawiły się wśród nas inne gatunki rozumne, przedstawiciele jakichś innych cywilizacji pretendujące do tego samego terytorium.
Temat na duży esej.
U jednych widzielibyśmy ksenofobię większą o rząd wielkości od tej obecnej ludzkiej.
Mogłaby być wojownicza albo wyrażająca się tylko w strachu.
A może to właśnie połączyło by nas solidarnością gatunkową i załagodziłoby dotychczasowe waśnie?
Myślę, że w świetle pewnych przepowiedni i faktów, których oficjalna, medialna nauka nie ujawnia, powinniśmy się psychicznie przygotować na taką koegzystencję cywilizacyjną i gatunkową? (abstrahuję od wrogiego najazdu).
Przypominają się filmy jak np. Gwiezdne wojny, gdzie bohaterowie pochodzą z różnych planet, współżyją i działają wspólnie.
Ale czy do tego dorośliśmy?
Wygląda na to, że ptaki pod tym względem są od nas bardziej „zaawansowane”.