Stres zabija na wiele sposobów. Jeszcze jeden sposób by go skasować…

Nie poddawaj się.
Zacznij tam gdzie jesteś,
użyj tego co masz,
zrób co możesz.

Od lat zajmuję się zagadnieniami zdrowia.
Oto wpis przeniesiony z odnośnej strony na FB. Może się przydać.
Niezliczona ilości przypadków wskazuje, że duży stres odbija się na zdrowiu.
Np. wg Totalnej Biologii dra Hamera (i pochodnych od niej modeli chorób)
rak ma często (zawsze?) takie podłoże, nie mówiąc o mniej groźnych przypadkach,
zwłaszcza osłabienia systemu immunologicznego. Zresztą, mówi o tym
też medycyna akademicka. Czasem stres dezorganizuje całkowicie życie,
powoduje rozpad rodzin i samobójstwa. Wśród wielu przyczyn stresu, mam tu na
myśli głównie wielki stres wywołany przez popadnięcie w długi, zniewolenie
przez kredyty, bankructwo, nachodzenie przez komorników, zajęcie majątku,
zniszczenie dorobku życia
. Właśnie załamanie sytuacji materialnej prowadzi
często, jeśli nie do samobójstwa, to do poważnego konfliktu rodzinnego, co
z kolei pogłębia jeszcze kryzys poszkodowanego, w tym zdrowotny.
Z tego względu zająłem się od pewnego czasu sposobami radzenia sobie
z długami, problemem windykacji i praw obywatela wobec komorników.
W ramach większego projektu Prawnik 2.0 powstał program dedykowanej
pomocy StopWindykacji.
Tu nie miejsce by go omawiać, ale masz do dyspozycji cotygodniowe
konferencje on-line, które wyjaśniają, co i jak.
Zatem zapraszam w każdy poniedziałek o g. 20 tutaj. [to z czasem może się zmienić]
Przy zapisie na darmowy webinar zobaczysz ewentualne inne terminy i akcje.
Jest jeszcze inny ciekawy aspekt, który też można połączyć ze zdrowiem.
Otóż wiele osób nie stać na leki, na badania kontrolne, prywatne wizyty i zabiegi.
Wspomniany projekt pozwala także „dorobić sobie” poprzez polecanie innym
tej możliwości. Chociaż i ja to teraz robię, to tylko przy okazji, bo moją główną
motywacją jest, jak zawsze, zdrowie. O tych poleceniach i gratyfikacjach
jest druga część wspomnianego webinaru zaczynająca się ok. g. 21.
Myślę że warto poznać obie możliwości. A jeśli nie będziesz miał/a czasu
w danym terminie – sprawdź podane linki.

Najdłuższe lato?

Jesień, ale wrzosowi zazdroszczą odradzające się borówka i żarnowiec

Po raz kolejny wracam do ulubionego tematu – wakacji i przyrody. Ten czas jest unikalny, bo już niedługo minie, wszyscy do niego tęsknimy, więc … carpe-diem.
Nie pcham się w turystyczny tłok sezonu. Co prawda, na jesieni, jak co roku, przewiduję dalsze wypady, ale teraz wystarcza mi moja chatka w lesie i wycieczki po okolicy. I w tym zakresie wyjętym z szerszego tematu szkicuję te wakacyjne migawki.

O swym leśnym refugium pisałem wielokrotnie – czasem w kontekście innych spraw. Dla nowych Gości mojego bloga wskażę np.:

Poezja przed burzą
Z lasu 2018 czyli kolejne wakacyjne impresje-1   (tam polecam fragment o Shinrin-Yoku)
Z notatnika letnika – sierpień (2013)
Z notatnika letnika – sierpień (2015) …,
więc poniższą refleksją trochę się powtarzam. Ale to wynika z zachwytu mieszczucha z życia wśród przyrody – nie sposób tego nie artykułować.
Ileż tu obserwacji!

W leśnym domku mamy codziennie różnych gości. Obcujemy na co dzień z kotami.
Młode koty (piątka, stale głodne), czasem ich mama, ojciec, rzadziej babcia, czasem jakiś przybłąkany gość z okolicy.
Które to już pokolenie? W każdym razie liczone w dziesięciolecia, a każdy rok to nowy miot. Pewne koty pamiętamy, inne gdzieś przepadły, czasem pojawi się nieznany gość z innego rewiru. Widać różne hierarchie, animozje lub tolerancje. Są to koty półdzikie, przy czym nowe kotki dość szybko się oswajają. Potem część przetrwa zimę, chociaż wtedy już muszą liczyć tylko na siebie, bo w zimie nikt tu nie mieszka na stałe. Ciekawe zwierzęta. Rozkoszne w zabawie, okrutne w polowaniach, mające swoje charaktery, humory. Obecna matka kotków jest bardzo nieufna, syczy gdy się do niej zbliżyć – nawet z jedzeniem, a dostają go od nas sporo i wydawało by się, że to powinno ją obłaskawić. Jakieś złe doświadczenia z ludźmi? Jest, zwłaszcza w starszych kotach, jakieś dostojeństwo – chadzają powoli, z godnością. Oczywiście – swoimi drogami. Ale tyle o tym napisano, że nie będę się wysilał na coś nowego.
Mamy kota seniora-rezydenta o imieniu Jarek, który chroni swój rewir. Pojawił się niedawno inny młody kocur. Pogonił naszego Jarka wysoko na drzewo, był to chyba efekt zaskoczenia, bo potem musiał nastąpić jakiś odwet, ponieważ nowy pretendent już później się nie pokazał.

kot Jarek na drzewie

Zjawiają się na obrzeżu działki dzięcioły konkurujące po części z dwoma wiewiórkami (które, o dziwo, zjadają też renklody). Podziwiam ich perfekcję w ruchu i odwagę gdy karkołomnie przeskakują z drzewa na drzewo. Są zadziorne, fukają ze złością gdy chce się je odpędzić od leszczyn, ale i tak robią swoje.
Szpaki, drozdy, sójki i liczne małe ptaszki, których nazw nawet nie znam… Mieliśmy na wiosnę wspaniałe koncerty, ale i teraz podśpiewują od czasu do czasu. No, może nie wszystkie podśpiewują, bo sójki i sroki raczej donośnie skrzeczą. Zwłaszcza gdy swarzą się, często z gonitwami w których podziwiam przebijanie się poprzez gęste listowie.
Szpaki i drozdy kręcą się zwłaszcza  koło aronii, która w tym roku mocno obrodziła. Trzeba było założyć siatki, ale i to niezupełnie pomaga – widziałem ptaka, który długo deliberował jak się pod nią dostać i w końcu wypatrzył drogę od spodu. Dostał nauczkę, gdy chciał wyfrunąć i plątał się w tych sieciach – pomagam w takich przypadkach.
Krety robią sporo szkód, to podziemie, o którym wolę nie myśleć. Podobnie jak o osach na strychu i wielu gatunkach ciem, które wieczorami atakują okna.
Duże pająki (wchodzą zapewne przez stale otwarte okienko łazienkowe?) wpadają nader często do wanny i nie mogą się z niej wydostać, więc wynoszę je cierpliwie na kartoniku za werandę. A pszczoły zbierają pyłek z kwiatów…
I żyjemy wszyscy w zgodzie, a nawet mam z tego wiele uciechy – zwłaszcza z figli kotów.
Ten rok był wyjątkowy – ze względu na długość letniego sezonu i przeważającą suszę. Widać to zwłaszcza w lesie – w naszym rejonie jagodnik nie wydał owoców, borówka słabiutko, grzyby pojawiły się dopiero skromnie we wrześniu. Pyliste i piaszczyste od suszy drogi są nieprzyjazne marszom  i rowerom.
Już widać jesień.

Za to sad obrodził aż nadto. Kwitnienia nie zakłóciły przymrozki. Mieliśmy klęskę urodzaju wczesnych jabłek. Przyjechaliśmy po głównym „zrzucie” jedego z drzew – nie nadążając ze sprzątaniem spadów i zagospodarowywaniem tych owoców, które jeszcze się nie zepsuły.

To, że nie pryskamy niczego chemikaliami ma tylko jeden minus – wiele jabłek i śliw psuje się już na drzewie, zwłaszcza pod wpływem tegorocznych upałów. Zrobiliśmy dużo przetworów. Ledwie skończyły się jabłka letnie (mamy jeszcze zimowe), to kolejny nadurodzaj dały mirabelki. Znów powstało sporo przetworów (głównie do ciast), ale była taka tego ilość, że wywoziłem do lokalnego kompostowania i do zabrania przez śmieciarkę gminną całe ich taczki.

Pewnie zdziwisz się że w ogóle zbieramy mirabelki. Tak, są w pogardzie – zalegają ogrody i drogi i nikt po nie się nie schyla. Ale mirabelki mirabelkom nierówne. Zaskoczę cię (prawdopodobnie) informacją, że ten owoc jest hołubiony we Francji, gdzie znają się na smakach.
Tam głównym producentem tego owocu jest Lotaryngia. Rocznie zbierają ok. 15 tysięcy ton mirabelek (80% światowej produkcji, co oczywiście nie oznacza że policzono te dziko rosnące). Eksportowane są zwłaszcza do USA.
Mirabelka dostała znak przysługujący najszlachetniejszym produktom spożywczym i płodom rolnym Identification Géographique Protégée (IGP). Miasta Metz i Nancy, w  których okolicach króluje odmana odpowiednio zielonkawa i z czerwonym rumieńcem, znane są z festiwali mirabelkowych.
Robi sie z nich konfitury, dżemy, nadzienia do tart, nalewki. Konfitury podaje się głównie do mięs, co i my praktykujemy, zwykle dodając do konfitury z aronii i suszonych śliwek.

Chociaż jestem rodowitym mieszczuchem, to odzywa się we mnie jakiś atawizm, czy to po dziadku z ziemiańskiego rodu, czy jakiś starszy, biologiczny?
Dawno temu napisałem taki wierszyk:

            Atawizm

Co w trawie piszczy kocham bardzo

i nachylam się nad nią pobożnie,

ręce me różne źdźbła głaszczą,

podnoszę jakiś drobiazg ostrożnie.

            Coś tam pełza małego

            – wielki jesteś Boże,

            tyle ruchu, tyle życia,

            kto zrozumieć to może?

 Doskonałe w swej prostocie,

w złożoności nie do wiary,

coś patrzy na mnie, potem biegnie

– zwracam to ziemi starej.

             Przywieram do niej mocno,

            sobą całym,

            z bliska inny świat podglądam

            – piękne jest w małym.

Nie myśl jednak, że siedzę cały czas w obrębie swego obejścia. Przeciwnie. Codziennie odbywamy z żoną długie lub krótsze wycieczki lokalne, głównie leśne – pieszo lub rowerowo. Ruch jest ważny – to panaceum na wiele spraw zdrowotnych. Okolice są ładne, miejscami piękne, chociaż coraz bardziej okrajane z zieleni przez gospodarkę leśną, którą tutaj podejrzewam o odchylenie rabunkowe. Pisałem o tym parę razy w poprzednich wpisach.


Na tych spacerach lubimy położyć się gdzieś na mchu i patrzeć w niebo.

Na wycieczkach lubimy poleżeć patrząc w niebo
Oto leci wysoko jakiś duży czarny ptak. Żona pyta: co to jest? Szybko nadchodzi odpowiedź z góry – kra! kra!
Kruki opuściły pobliski ścięty las i przeniosły się sporo dalej. Odkryliśmy ich nowy rewir.

Mieliśmy tego lata sporo ciekawych wycieczek po nadbużańskich okolicach, ale to na tyle obszerny temat, że o tym później osobno.

Tegoroczne prawie trzy miesiące w lesie to także różne zajęcia pozaturystyczne. Czytam, piszę, słucham audycji, udzielam sie trochę w mediach społecznościowych. Zatem pozwolę sobie przemycić tutaj aktualną wzmiankę o moim podstawowym zainteresowaniu – zdrowiu, i przekazać krótkie resume nowości na www.LepszeZdrowie.info.

I tak w sierpniunie tylko o zdrowiu np. o sztucznej inteligencji oraz wątpliwościach z zakresu podstaw fizyki. Także biotechnologie, telemedycyna, o badaczach i terapeutach rosyjskich oraz niezwykłych polskich pionierach i odkrywcach. O uzdrawianiu duchowym. Plus nowinki na stronie Zdrowie i Fitness i … dużo więcej.

A w lipcuMedycyna uwikłana w politykę, walka o prawdę i Polskę z udziałem oddolnych ruchów społecznych, w tym ustrój demokracji bezpośredniej na kształt szwajcarski (ebook!), zagrożenia globalne, o terapeucie Stanisławie Olszewskim, odżywianie przy odchudzaniu, nowości z facebooka i wydawnicze, …

Nie cofam się bardziej wstecz – jeśli te sprawy cię interesują (myślę, że zdrowie jest ważne dla wszystkich), to zachęcam do samodzielnego pobuszowania po Nowościach lub w lokalnej wyszukiwarce.

Oczywiście leśny domek, ogród, działka i okolice to nie tylko byczenie się, obserwacje i ww. prace i rozrywki umysłowe. Oprócz zadań planowych prawie codziennie dochodzą sprawy bieżące a nawet nieoczekiwane problemy, zwłaszcza typu: coś naprawić, wyciąć, podlać lub przesadzić.
Ale to mało interesujące, więc do następnego odcinka o wycieczkach…

Turystyka – co o niej myśleć / cz. 1

Wiele rzeczy małych stało się wielkimi tylko dzięki odpowiedniej reklamie.

Mark Twain

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tłumy nad Morskim Okiem

Mam wakacyjny „temat na czasie”.

To turystyka – zagadnienie na tyle obszerne że istnieją odpowiednie instytuty i kierunki studiów. To nie dziwi, bo to bodajże najdynamiczniej rozwijająca się dziedzina gospodarki.

Od razu zawęźmy – nie chodzi o podróżowanie (służbowe, biznesowe, dyplomatów itp. – co jest zrozumiałą koniecznością), ale o turystykę stricte.

Stare powiedzenie mówi „navigare necesse est”, a zanim powstało – turystyka już funkcjonowała.
Oprócz wielkich migracji starożytności i przemieszczania się w trakcie podbojów, które były wymuszone swoistymi przyczynami, z odnotowanych pierwszych podróży o charakterze turystycznym były te związane z udziałem w obchodach świąt religijnych w Starożytnym Egipcie, przy okazji będące okazją podziwiania świątyń i piramid. Podobny cel miały podróże starożytnych Greków, którzy udawali się głównie do wyroczni w Delfach oraz świątyni Zeusa w Olimpii. Tysiące osób przybywało na rozgrywane co cztery lata igrzyska olimpijskie.
W starożytnym Rzymie udawano się dla celów leczniczych i wypoczynkowych do rozmieszczonych na obszarze całego Imperium kurortów, spośród których największą popularnością cieszyły się: Baden-Baden, Baile, Herculane, Vichy, Baiae, Neapol, Capri, Bath, Puteoli.

Tak moglibyśmy iść przez wieki. Wykształciły się specyficzne rodzaje turystyki związane z jej celami. I tak można wymienić przynajmniej turystykę: poznawczą (krajoznawczą), zdrowotną, wypoczynkową, religijną, biznesową, rozrywkową (w tym np. festiwalową), hobbystyczną (np.kulinarną), sportową (tzw. fanoturystyka – wyjazdy związane z chęcią uczestnictwa w wydarzeniach sportowych), kwalifikowaną – dla osiągnięć sportowych lub okołosportowych, integracyjną (wymiana młodzieży, poznawanie swych korzeni)  i wiele innych.

Po tym porządkowym wstępie chciałbym przejść do osobistych refleksji, które mogą wydać ci się dyskusyjne, ale właśnie o to mi chodzi – jak w tytule.

Najbardziej obecnie popularną wydaje się turystyka wypoczynkowa. Zapracowany człowiek pragnie w końcu odpocząć. Oderwać się od codzienności. Dlatego turystykę należy też traktować jako zjawisko psychologiczne.
Sposoby wypoczywania mogą być różne. Jedni wolą „byczyć” się przez dwa tygodnie, prawie nie ruszając się z miejsca, maksymalnie sobie dogadzając, chętnie all inclusive, inni dobrze się bawiąc, inni rekreując się aktywnie – wędrówki, zwiedzanie, przygoda.

Są w tym różne mody, z których widoczne jest snobistyczne pokazanie znajomym gdzie się było – najlepiej gdzieś w egzotyce, na drogiej wycieczce lub w wypasionym hotelu. Lecą w sieci selfie i sąsiedzi zazdroszczą.

Charakterystycznym zjawiskiem jest coraz większa masowość turystyki. Wynika to z następujących trendów:

  • większej ilości czasu wolnego wraz z większą ilością wolnych zawodów oraz mechanizacją i usprawnianiem pracy; pewną rolę odgrywają tu też łatwe (okazyjne, promocyjne, citybreak) wyjazdy na krótko

  • wakacje poza domem przestały być  luksusem dla coraz większej liczby ludzi, w zw. z podnoszeniem stopy życiowej

  • powstaje coraz więcej możliwości – więcej hoteli, usług, biur podróży i ich agentów, większe zróżnicowanie ofert

  • lepsza informacja i rola reklamy, która pokazuje atrakcyjność wyjazdów i gra na uczuciach, takich jak ambicja bycia na równi z podróżnikami lub bogatszymi od siebie, przygoda, fantazja, luksus i przyjemność, w połączeniu z atmosferą wyłączności.

I tu dochodzimy do pierwszego zagrożenia lub przynajmniej minusu z tytułu owej masowości.

Ogólnie nazwałbym to rosnącą bylejakością turystyki – tej dla mas. Masowość to głównie najtańsze oferty – ilość zamiast jakości.
Przepełnione atrakcyjne miejsca, plaże, kampingi, wszechobecny tłok,  byle jaka „przydrożna” gastronomia, tania rozrywka,

Przypomnę głośny niedawno wpis Agaty Młynarskiej o „kiepskich” na plażach, który tak zbulwersował opinię publiczną. Jeśli odrzucimy naganną nutę pogardy dla zachowań nowych „turystów”, to czy nie miała częściowo racji?

Prostactwo jest nieuniknioną konsekwencją rosnącego egalitaryzmu i warto je wytykać, ale z drugiej strony nie jest często winą oskarżanych, którzy przez dziesięciolecia byli spychani do kategorii „roboli” i nie zasługujących na coś lepszego. To osobny temat rozwarstwienia społecznego, któremu 500+ częściowo zapobiega. Inna sprawa czy nie było lepszych sposobów (np. obniżenie podatków), ale  – stało się.
Potraktuję zjawisko masowości szerzej – jako zjawisko światowe.
Faktem jest, że w wyniku rosnącego terroryzmu (inny potencjalny obecny  minus podróżowania w ogóle), Polska stała się atrakcyjna i mamy coraz więcej zagranicznych podróżnych. Zmiana pogody na kontynencie, wyższe temperatury na północy, dodatkowo zachęca do przyjazdu do Polski, co nakłada się to na tłok u nas.

„Nie ma już dzikich plaż” – jak w słowach piosenki. Chociaż to przesada (znam takie miejsca), ale faktycznie coraz ich mniej.

Osobiście nie lubię tłumu – to zaprzeczenie wypoczynku. Nie dotyczy to tylko plaż. Wybrzeża mórz, jezior, góry, zabudowuje się coraz gęściej hotelami, często molochami, gdzie i tam przeważa tłoczenie się w barach, basenach, gdziekolwiek. Podobnie powstają olbrzymie morskie wycieczkowce (przykład, czy na pewno chciałbyś z miasta wylądować w takim mieście?). 

Także w turystyce objazdowej przeważa zwiedzanie „po łebkach”, szybkie zaliczanie miejsc i pod dyktando przewodników.

Ogólnie wpływ turystyki na środowisko jest przeważnie negatywny. Ze względu na rozwój infrastruktury turystycznej, zmniejsza się powierzchnia obszarów naturalnych będących siedliskami roślin i zwierząt.

Trasy turystyczne, lasy, strefy ochronne są zadeptane i zaśmiecone. Z braku dostatecznej ilości toalet (i niedostatku kultury) ludzie załatwiają swe potrzeby w pobliskich krzakach, wdzierają się na chronione wydmy.

Recykling pozostawionych śmieci nie nadąża za ich ilością lub w ogóle nie ma miejsca, powstają hałdy odpadów, zwłaszcza wokół turystycznych wysp z ograniczonym skomunikowaniem z lądem, widziałem takie filmy o Dalekim Wschodzie gdzie powstają „ławice” plastiku.
W pewnym rejonie Tajlandii miejscowi mieszkańcy mając tego dosyć zgodzili się na 4 miesiące wstrzymać ruch turystyczny, by uporządkować sprawę. Ale żądza łatwego zysku na ogól przeważa i buduje się więcej i więcej.
Kiedyś delta Nilu była przodującym dostawcą najlepszej bawełny. Pola upraw zaorano i wybudowano w to miejsce hotele.
Wzrasta też zanieczyszczenie powietrza (głównie ze względu na emisję spalin samochodowych), zanieczyszczenie wód (ścieki pochodzące z obiektów turystycznych) oraz poziom hałasu.

Co do ruchu samochodowego to znany jest koszmar sierpniowego exodusu Francuzów na południowe wybrzeże – korki i tłok na miejscu. Trudno mi to zrozumieć jako wypoczynek. U nas ów koszmar wynika jeszcze z mniejszej infrastruktury drogowej oraz pozamykania wielu linii kolejowych.

Ostatnio znalazłem wymowny artykuł o protestach antyturystycznych w Europie  („turyzmofobia”) – To nie turystyka – to inwazja,
który wystarczająco pokazuje dramatyzm sytuacji, więc na tym poprzestanę.

Wzrasta ruch samolotowy. W Polsce wiele miast  – na fali lokalnych ambicji – pobudowało własne lotniska. Sądzę, na podstawie pewnych danych, że ilość spalin z ruchu samolotowego przewyższa tę samochodową i jeśli globalne ocieplenie ma rzeczywiście źródło w emisji spalin (dyskusyjne!), to dziwnie się o tym nie wspomina.
U nas rząd ma zadęcie by zbudować największy port lotniczy w Europie w okolicach Stanisławowa – z docelową przepustowością 100 milionów (!) pasażerów rocznie. To dopiero będzie wulkan spalin, odpadów i hałasu. A jak to u nas – przewidywany koszt potroi się w realizacji. A już i tak jesteśmy bardzo zadłużeni w bankach zagranicznych.
Jest w tym i inny niepokojący aspekt. Przyjrzyjmy się wybranym statystykom turystyki Polaków (badania grupy Kruk). Przyda się nam to i do dalszych rozważań.
I tak – najpopularniejszy kierunek to morze. Planuje tam wyjechać 43% Polaków. Ale co czwarty – 28% z nas spędzi wakacje w domu. Spośród wyjeżdżających 36% wybierze się na odpoczynek w Polsce, a do innego kraju Europy – 13%.

Jeśli dobrze interpretuję, założę, że może jeszcze ze 4% ludzi z ogólem wyjeżdżających wyjedzie poza Europę – razem 17%.
Zatem 72% gdzieś wyjedzie, z tego 17% za granicę, tj. ok. 12% z całej populacji (chociaż nie wiem jak przyjęto tę populację). Ale przecież nie wszyscy samolotami – przyjmijmy nawet połowę czyli ok. 6%, a populację – sądzę że z nadmiarem, bo z dziećmi i starcami, przyjmę jako 36 milionów. Zatem polskich pasażerów lotniczych otrzymamy ok. 2,2 miliona, a licząc powroty – niech 4,5.

Zatem, po co nam tak wielki port? Mam podejrzenie, że nawet uwzględniwszy tranzyt, turystykę przyjazdową i cargo (ale to nie ruch osobowy), to pozostaje bardzo duży margines – na tajemnicze cele wojskowe, amerykańskie, żydowskie? (Polityczne otrzeźwienie). Czyżbyśmy nie byli już u siebie? A może to jakiś obłęd?

Wspomniane zanieczyszczenia, hałas i mniejsza higiena stwarzają warunki raczej nie sprzyjające zdrowiu. To często znów schemizowane otoczenie. Mało osób zdaje sobie też sprawę, że dla poprawnego funkcjonowania ciała i psychiki potrzebne jest przynajmniej okresowe przebywanie w spokoju, samotności i ciszy, a także w możliwie mniej natężonym smogu elektromagnetycznym. Przy okazji leczy się układ nerwowy, korzystnie powraca czułość na słabsze bodźce wzrokowe, węchowe słuchowe, która została stępiona (odczulenie) w obecnym zaśmieconym kakofonią bodźców świecie. 

Nawet pobyt 10 dniowy, zwłaszcza w rejonach o odmiennym klimacie, wodzie i żywności nie dają dostatecznej aklimatyzacji. Lepszy jest dłuższy pobyt (daje to dodatkowo lepsze poznanie kraju, ludzi), ale nie każdego na to stać – finansowo i czasowo. Dokłada się do tego  niebezpieczeństwo zakażeń lub zatruć pokarmowych („zemsta faraona”) a  więcej alkoholu a mniej  ruchu – tak typowe nawyki „kanapowców” dopełniają ten obrazek antyzdrowia.
Niestety – ten alkohol to także i więcej wypadków drogowych i utonięć… Turyści niedzielni – dosłowne i w przenośni, to często zmora – hałaśliwość, imprezowanie, obowiązkowe grilowanie, przez brak zachowania nawyków  typowych dla bardziej świadomych i przygotowanych do zasad turystyki.  Klasyczny przykład  – wycieczka w góry bez poznania trasy, warunków pogodowych, w klapkach lub na wysokim obcasie…
A propos picia i lenistwa niektórych, co to ich nie interesują ani lokalna kultura ani zabytki ani wycieczki, w tym miejscu chciałbym przywołać mój wierszyk sprzed lat.

Życie minęło
Mieszkasz gdzieś lata, a ulic nie znasz sąsiednich,
śpisz i w karty grasz,
gdyś przyjechał nad Adriatyk
– przedziwny życia lunatyk.

Zawstydź się i przebudź
– choć ci wolno wszystko.
Kiedyś ockniesz się nagle: życie minęło,
a szczęście … bywało tak blisko.

Co do mody opalania ciała – bez rozsądku, to przypomnę o szkodliwości UVC oraz stosowania różnych mazideł,  podobnie jak stosowanie dezodorantów, co to „trzymają parę dni” a przez to zatrzymują w ciele szkodliwe toksyny a i same takie zawierają. Patrz np. Słońce – zdrowe czy nie?
Inną modą jest szukanie adrenaliny w ekstremalnych wyprawach, nawet z ryzykiem utraty życia. Co się niestety zdarza.
Oceniam także jako ryzykowną modę podróżowanie z niemowlakami.

By zakończyć wątek negatywny, jeszcze o tym, że w wielu rejonach świata nasilają się wraz ze wzrostem ruchu turystycznego takie zjawiska społeczne jak przestępczość, alkoholizm, narkomania, hazard, prostytucja.
Z wymienionymi patologiami mamy do czynienia w  większości obszarów gdzie rozwija się turystyka masowa.
Chociaż mój pogląd nie jest aż tak radykalny, to trzeba odnotować i głosy, że obecna turystyka to szatański horror naszych czasów.

Teraz pozytywniej…
w części drugiej, bo wpis mi się nie mieści

Turystyka – co o niej myśleć / cz. 2

(część druga), do części pierwszej

Podróże kształcą…

Teraz pozytywniej…

Jak w znanym powiedzeniu – podróże kształcą. Ale turystyka pełni szereg istotnych funkcji społecznych. Dzięki nawiązywaniu kontaktów z innymi społecznościami wzrasta zrozumienie i tolerancja wobec innych kultur. Kontakt oznacza również przekazywanie sobie określonych wartości, sposobów zachowań, sposobów ubierania się, mówienia itd.

Z drugiej strony walory Polski i rosnąca turystyka przyjazdowa to  biznes dla naszego kraju, zwłaszcza dla mieszkańców miejscowości turystycznych. Rozbudowuje się tam także infrastrukturę komunalną (kanalizacja, wodociągi, oczyszczalnie ścieków) oraz poprawia się estetykę krajobrazu (więcej parków i terenów zieleni).
Rzecz w tym aby nie przesadzić – jak wspomniałem uprzednio na przykładach zagranicznych, chociaż mamy i u nas podobne afery – jak ostatnio głośna budowa zamku – molocha w Puszczy Noteckiej.

Jeśli nie będzie podobnych nadużyć, to do pozytywnych aspektów rozwoju turystyki zaliczyć można wszelkie działania mające na celu ochronę środowiska.

Aby poradzić sobie z obsługą turystów mieszkańcy podnoszą swoje kwalifikacje poprzez np. naukę języków obcych, zarządzania, rachunkowości. Praca w sektorze turystycznych postrzegana jest jako prestiżowa. Zmienia się też pozycja kobiet, których zatrudnienie w turystyce jest z reguły znacznie większe niż mężczyzn.

Mieszkańcy starają się bliżej poznać swoją kulturę i historię, aby móc ją zaprezentować w jak najatrakcyjniejszej formie.
Wiadomo że efekt ekonomiczny wynikający z ruchu turystycznego nie jest związany wyłącznie z usługami czysto turystycznymi (hotelarstwem, gastronomią, obsługą ruchu turystycznego itp.). Na potrzeby turystyki działają także inne podmioty gospodarcze, takie jak bankowość, handel, gospodarka komunalna, transport, itp. Szacuje się, że na jedno turystyczne miejsce noclegowe przypada nawet kilkunastu zatrudnionych w turystyce i poza nią.

Ogólnie sprzyja to rozwojowi przedsiębiorczości, powstaniu nowych miejsc pracy i zmniejszeniu bezrobocia. Daje  napływ nowych inwestycji, dochodów uzyskiwanych z obecności turystów.  Ale czy mamy strategię rozwoju turystyki? Jaka jest pomoc państwa?

Oprócz wspomnianego otwarcia się na świat i inne kultury – ważne są przeżycia. Czyż nie wspominamy tych chwil w pięknych miejscach jako czegoś, dla czego warto żyć? Te wspomnienia mają też wartość.

Dawno temu napisałem artykulik „Wakacyjna transcendencja„, który polecam.

Zaczyna się tak:

… dla mnie wakacje mają dużą i szczególną wartość, wykraczającą poza typowe skojarzenie z odpoczynkiem, przygodą i poznawaniem nowych miejsc. Oczywiście to też ma duże znaczenie, zwłaszcza gdy podejdziemy do wakacji aktywnie, z jakimś planem, który uda się nam zrealizować. Ale nie o tym będę mówić, bo to aspekty dobrze znane.
Wolny czas pozwala mi spojrzeć na wiele spraw spokojniej, refleksyjnie i z dystansem. Zwłaszcza nowe miejsca i nowo poznani ludzie niemal wymuszają inne spojrzenie, zderzają nas z nowymi postawami, zwyczajami, inną kuchnią, kulturą, podsuwają nieoczekiwane rozwiązania. Rzeczywiście – podróże kształcą.

A pod koniec: 

… umiejętność dostrzegania owych TU i TERAZ, cieszenia się tym co mamy, znajdowania piękna i tajemnicy na każdym kroku – to czynniki, które nas wzbogacają, a przez to rozwijają.
Oprócz opalenizny i miłych wspomnień życzę wszystkim choćby szczypty wakacyjnej transcendencji.

Kiedyś sporo podróżowałem – oprócz Polski większość krajów Europy, Rosja, Chiny, Afryka, USA…. Były też przygody autostopowe w Europie i w Polsce. A rodzinnie wyjeżdżaliśmy co roku na wczasy – dawniej w ramach wczasów pracowniczych, potem na własną rękę.
Dziś – jako emeryt ograniczyłem te eskapady – zarówno mniej sił jak i środków, które można na to przeznaczyć. To przykre, że obywatela Europy, w przeciwieństwie do mieszkańca Niemiec czy Szwecji itd.,  polskiego emeryta rzadko stać na wyjazd zagraniczny a nawet krajowy.  Przywołuję jeszcze raz statystyki polskich wyjazdów.

Średnio na osobę – wg grupy KRUK – wydamy na urlop w 2018  1677 zł, a wg fińskiej firmy Ferratum 40.1 % miesięcznego budżetu.  Skoro Polacy planują spędzić wakacje z rodziną (40%) lub partnerem (30%), to należy sądzić że – minimalizując do 2 osób na wyjazd, to 2x 1677 zł może się znaleźć poza zasięgiem emerytów, a przyjmując owe 40% z budżetu miesięcznego – raczej na pewno nie starczy na wyjazd zagraniczny.

A propos wczasów pracowniczych z PRL –  szkoda, że przynajmniej część infrastruktury z tamtych czasów przepadła, bo niektóre obiekty po remontach mogłyby nadal służyć mniej zamożnej części społeczeństwa.
Przypomina mi się też Ojciec, zamiłowany i oblatany w geografii, sporo podróżujący przed wojną, ale za PRLu pozbawiony tej możliwości. Cierpiąc z tego powodu otaczał się atlasami i przewodnikami i podróżował … w wyobraźni. Znał wiele miast lepiej od ich mieszkańców, co czasem budziło zdumienie. Gdybyż żył dziś…

I tak – z wyżej wymienionych przyczyn – unikanie tłumów oraz mniejsze możliwości, z powodzeniem zadawalam się spędzaniem większości lata na swej leśnej działce. Na tym blogu wielokrotnie się do tego odnosiłem, ostatnio np. w Z lasu (tam zobaczysz, co to jest Shinrin-Yoku). Jest w nim refleksja o sztuce wypoczynku.

Pobyt na miesiąc, czy już nawet od dwóch tygodni, pozwala  zanurzyć się w pełni w przyrodę, w inny styl życia.

Ciekawostka – mam na działce stare radio z wieloma zakresami fal, zwłaszcza krótkich, które świetnie odbiera audycje z najdalszych stron świata, np. z Chin. To też swoista wirtualna podróż.

Gdy taki leśno-wiejski dłuższy pobyt staje się to nudny, wyrywamy się na wycieczki, głównie  krajowe, chociaż oczywiście są jeszcze marzenia dotyczące dalszych wypadów, ale  – wiadomo – nie da się wszystkiego „zaliczyć” i trzeba się z tym pogodzić.
Owszem  – mamy jeszcze mniej typowe marzenie – rocznego a la long  pobytu w jakiejś leśniczówce, o czym też ostatnio pisałem.
W tych wypadach preferowane są krótkie pobyty w pałacach, zabytkach – w miejscach z klimatem, daje to namiastkę autentycznego  poczucia elitarności, poznania naszej kultury i historii.

W pozostałym czasie agroturystyka i kwatery prywatne, bo ceny są przystępne a nie potrzebujemy luksusów.
Polska jest piękna i nie trzeba szukać atrakcji daleko. Czy zamki Dolnego Śląska tak bardzo ustępują tym nad Loarą?
I wolę nasze bory od wypalonych i skalistych rejonów czy nabrzeży Grecji. Preferuję dzikość, drogi mniej uczęszczane.
Ale – jasne – co kto woli… I w ogóle – inne potrzeby i preferencje mają ludzie młodzi, inne starsi, jeszcze inne rodziny z dziećmi.

Jaka jest więc przyszłość turystyki?

Może jakoś powinniśmy ją ograniczyć? Nie wiem. Ale wiem, że sporo wrażeń i wiedzy możemy mieć i bez fizycznego przemieszczania się. Mapy Google i Google Earth, dają pierwsze ale niemałe możliwości. Są przecież już turystyczne filmy (i wideo) 3D, czekają nas rozwiązania wirtualnej rzeczywistości. W wygodzie i za mały ułamek ceny będziemy mogli poznawać świat lepiej niż osobiście, chociaż inaczej i niewątpliwie bez (na razie)  atrybutów smaku, zapachów i kontaktów osobistych z ludźmi. Może powstaną jakieś nowe tanie środki komunikacji? Już mówi się o turystyce kosmicznej…
Może wspomniane wygodnictwo oraz podróże wirtualne w tym przypadku przyczynią się w pewnym sensie do dawnej elitarności turystyki – na rzecz tych, którzy mają autentyczną pasję i motywy podróżowania – nie tylko dla wypoczynku.

Faktem jest, że mamy coraz więcej  możliwości taniego podróżowania  i to bez pośredników.

Podzielę się częścią swoich „narzędzi”, które to ułatwiają. Robię to z mieszanymi uczuciami – niejako pomagam w tym, co krytykuję. Mam nadzieję, że podejdziesz do tego w sposób umiarkowany. Jeśli np. masz możliwości wyjazdów służbowych, które i tak nie koniecznie zależą od ciebie, to warto je rozszerzyć o zwiedzanie. Nie podwajamy wtedy lotów/podróży.
Ale najpierw – jeśli nie wiesz – mamy zatrzęsienie portali i agentów podróżniczych, nie będę więc ich wymieniał – oprócz paru poniższych, które agregują informacje. Prawie zawsze można znaleźć jakąś okazję.

Oczywiście najbardziej przystępne są wyjazdy krótkie i niedalekie. Mam na myśli zwłaszcza wyjazdy weekendowe i tzw. city break. Nieprzewidywalność pogody w dłuższych okresach stymuluje rozwój krótkich wyjazdów ad hoc.

Tanie lub darmowe noclegi na zasadzie wymiany (chociaż nie tylko) oferuje serwis  https://www.couchsurfing.com/.
Podobnie tanie pokoje: https://www.airbnb.pl/.
Największa na świecie porównywarka noclegów https://www.hometogo.pl/.
http://breakplan.pl/okazje-cenowe/okazje  + https://www.facebook.com/breakplancom/

Agregowane z różnych serwisów okazje znajdziesz na Grupeo, przykładowo https://www.grupeo.pl/travel/zagranica.
Okazje wynikają głównie z zakupów grupowych. Przykład specyficznego serwisu kuponowego http://kuptravel.pl.

Łatwa rezerwacja hoteli na całym świecie: http://booking.com.
Ulubiony serwis okazji podróżniczych : http://fly4free.pl  oraz https://www.facebook.com/fly4free/ .
Podobne: https://www.facebook.com/fly4free.cheap.flights/, https://www.facebook.com/travelfree/.
http://ag.travelshops.pl/
http://www.lastminuter.pl  oraz https://www.facebook.com/Lastminuter.

Sprawdzone, tanie biuro podróży: http://extraurlop.pl

Pod kątem pogody i klimatu, przykład dla wybranego miesiąca:
http://gdziewyjechac.pl/6928/gdzie-jest-cieplo-w-pazdzierniku-w-europie-oto-lista-miejsc.html
http://gdziewyjechac.pl/pogoda/urlop-wakacje-w-pazdzierniku/

Jeszcze inne loty
https://www.smallplanet.aero/pl/
http://silesiair.com.pl/tanie-loty-czarterowe/
www.airclub.pl/

https://www.tanie-loty.com.pl/ .

Dla bardziej zaawansowanych turystów – czytelników książek Biblia Taniego Latania i Biblia Taniego Spania (tam dużo adresów) możliwe jest znalezienie nawet darmowych lotów i b. tanich hoteli. Zadziwisz się. Patrz portal autora http://www.bibliataniegolatania.pl, gdzie są też kursy wyszukiwania takich okazji. Ich spis na FB.

Jest szereg prywatnych blogów podróżników, którzy służą pomocą w podobnych sprawach oraz opisują różne destynacje – znajdź wg kierunku podróży.
Przykład ogólniejszy (porady, „chwyty”) – Blog: http://bisanz.pl , FanPage: https://www.facebook.com/kacperbisanz1 i książka autora: http://bisanz.pl/lifehacks.

Kluby podróżnicze światowe (przegląd niektórych), często ekskluzywne jak np. goforworld.com – niektóre pozwalają zarobić na pobyt przez zgromadzenie poleceń jak np. World Ventures, lub lokalne. Kiedyś uczestniczyłem w klubie RCI (nie mylić z RICI).

Mamy też kluby timesharing – dzielenia się własnymi miejscami (kwaterami, pokojami) z innymi uczestnikami na określony czas.
Są też serwisy rankingujące najlepsze miejsca na osiedlenie się i emeryturę.

opr. Leszek Korolkiewicz


(starte tagi)

#turystyka  #podróżowanie  #rodzaje_turystyki  #masowość_turystyki  #najtańsze_oferty  #wpis_Agaty_Młynarskiej   #w_wyniku_rosnącego_terroryzmu   #zaprzeczenie_wypoczynku  #zabudowane_gęściej_hotelami  #olbrzymie_morskie_wycieczkowce   #wpływ_turystyki_na_środowisko  #zadeptane_i_zaśmiecone  #to_nie_turystyka_-_to_inwazja  #wzrasta_ruch_samolotowy  #największy_port_lotniczy_w_Europie   #statystyki_turystyki_Polaków  #aklimatyzacji  #wycieczka_w_góry_bez_poznania_trasy  #mody_opalania  #podróżowanie_z_niemowlakami  #walory_Polski  #wakacyjna_transcendencja  #znajdowania_piękna  #emeryta_rzadko_stać_na_wyjazd  #Shinrin_Yoku  #o_sztuce_wypoczynku  #przyszłość_turystyki  #możliwości_taniego_ podróżowania  #przystępne_wyjazdy  #kluby_podróżnicze  #kluby_timesharing  #najlepsze_miejsca_na_emeryturę

Co nowego na LepszeZdrowie.info

(lipiec 2018)

Niczego w życiu nie trzeba się bać. Tylko zrozumieć.
Maria Curie-Skłodowska

Ostatnio pisałem: pod koniec miesiąca sprawdź na www.Lepszezdrowie.info/news7.18.htm  jakie tam tam pojawią się nowości. Nie wysiliłem się specjalnie bo … wakacje. I dla mnie i dla Czytelników.
Więc i tutaj krótko – co tam znajdziesz:

Medycyna uwikłana w politykę, walka o prawdę i Polskę z udziałem oddolnych ruchów społecznych, w tym ustrój demokracji bezpośredniej na kształt szwajcarski (ebook!), zagrożenia globalne, o terapeucie Stanisławie Olszewskim, odżywianie przy odchudzaniu, nowości z facebooka i wydawnicze, i … dużo więcej. O części spraw informowałem już wcześniej.

Aha, więcej i częściej to raczej na Zdrowie i Fitness dla Ciebie.

Udanych wakacji!

I jeszcze sprawdzam jak się umieszczą tutaj (w tekście) przykładowe hashtagi z FB
#polityka #leczenie#prawda #medycyna #wiedza #Polska#ruchy_społeczne
 #demokracja_bezpośrednia #Wolni_Ludzie #szwajcarska_demokracja
 #kataklizm #aktywność_Słońca #książki #Stanisław_Michalkiewicz
#formy_usług_medycznych #Stanisław_Olszewski #Jerzy_Zięba#moc_słów
#prawidłowe_odżywianie #odchudzanie #Zdrowie_Bez_Leków #WitaminaC
 #sepsa #mikrobiom #Adam_Kołaczek

Poezja przed burzą

…oddycham poezją przed nocą.
Dziś wiersze pisać? – Po co?

Kot na stole

Po czasie suszy a potem chłodu, lipiec obecnie darzy piękną pogodą, przynajmniej tu gdzie jestem – na swej „daczy” – z dala od miasta, zanurzony w przyrodzie. Także z dala od ludzi (może oprócz weekendów, kiedy w okolice zjeżdżają mieszczuchy na citybreak). Telewizja jest cieniutka i kapryśna  – kiedy zechce. I dobrze…

Spaceruję po trawie ogrodu bosymi stopami masując je i ciągnąc uzdrawiające elektrony z ziemi lub oddaję się lekturom głównie w hamaku, czasem ucinając sobie i drzemkę. Potem piję kawkę i delektuję się kolejną chwilą – trwaj!
Wieczorami, gdy gorąco słabnie, wyciągamy rowery lub idziemy na daleki spacer w bezkresny pagórkowaty las. Gdy jeszcze jest gorąco półnadzy oddychamy całym sobą i wchłaniamy aromaty drzew i krzewów. Kochamy las podobnie jak to opisałem w Shirin-Yoku. Prowadzimy długie rozmowy. Nie ma prawie jagód z powodu byłej i obecnej suszy, grzybów podobnie  – jeszcze nie. Ale ożywieni wspomnieniami zeszłych sezonów mamy nadzieję na tę przygodę jesienią. Teraz tylko czasem parę kań – na wieczorny przysmak. Leżymy sobie na trawie lub mchu patrząc w puchate chmurki, czasem spektakularne chmurzyska (o dziwo obecnie bez chemtrails, które wcześniej zawsze się tu pojawiały). W lesie zero ludzi, oprócz terenów wyrębu – na szczęście chyba już zwijają się z tą pracą.

Żyjemy skromnie i prosto. Czas płynie leniwie, chociaż rano każdego dnia jest coś do zrobienia, a to zebranie spadów z jabłoni (mamy klęskę urodzaju), a to robienie z nich konfitury, trzeba coś podlać lub popielić chwasty tu i ówdzie, coś skosić, ale to bardziej dla ruchu niż dla szału zajęć ogrodowych, jaki obserwujemy u paru sąsiadów.
W ogrodzie obserwuję ptaki. Już nie śpiewają tak jak na wiosnę, ale uwijają się w poszukiwaniu pożywienia. Zasłoniliśmy krzaki aronii rodzajem firan bo owoce są już ich przedmiotem pożądania. 
Na dachu drugiego pawilonu, jaki mamy, siada drozd a może pani kosowa (trudno mi odróżnić z odległości) i deliberuje jak by się pod te firany dostać. Wymyśłił(a) i szybkim susem wdziera się do krzaka przez  mało widoczna lukę. Przepędzam spryciarza samym zbliżeniem się, chociaż miałem obawę czy się w tej pajęczynie nie zaplącze. Ale nie. A inny wszedł od dołu po pochyłym kiju, który podpierał obciążone gałęzie.
Często grasuje wiewiór(ka) na okolicznych leszczynach lub na sosnach łuskając świeże szyszki wprost mi na głowę. Kiedy indziej parka ściga się jak szalona po gałęziach cmokając i tupiąc pazurkami po korze.
Pól-dzikie zaprzyjaźnione z dawna koty stoicko wylegują się na werandzie czy nawet na fotelu lub bezceremonialnie na stole, cierpliwie czekając aż trafi im się jakiś kąsek. Są grzeczne i nie narzucają się. Jedynie bura kotka chowająca pod dużą stertą chrustu pięć małych kociąt przychodzi często i płaczliwie prosi o coś na ząb. Nie żałujemy – zapas karmy znika szybko.
Siedząc z książką w ogrodzie obserwuję małe robaczki, które czasem spadną mi skądś na kartki. Oto jeden szkrzydlaty mniejszy od milimetra, same skrzydełka to ok. połowa jego długości. Krąży jakby z rozmysłem, szuka dogodnej drogi zejścia, smakuje (?) kartkę, odlatuje i wraca. Zadziwiają mnie te mikroskopijne stwory.

Ten błogi nastrój (prawie) dolce farniente jakby naśladuje zachowanie tutejszych kotów – śpiących, przeciągających się, nasłuchujących drgnień przyrody… Współgra z tym, co Denis Grozdanowitch przekazuje w urokliwej książce „Trudna sztuka (prawie) nicnierobienia„.
Z tym że Denis 100 razy lepiej ode mnie wyraża uczucia i zachwyty jakie daje nam przyroda i wycofanie się ze zgiełku miejskiego. Jest tam też sporo filozoficznych głębszych treści też rodem z obcowania z przyrodą i jej pięknem a także ze sztuką.  Mam tę książkę stale tutaj pod ręką i aż chce się przytoczyć wiele jej fragmentów, bo opisują to, co przeżywam lub przeżywałem. Są to na ogół dłuższe opisy przyrody lub objawiających się autorowi niespodzianek. Ale nie miejsce na to, więc tylko mały przykład i to natury filozoficznej a nawet politycznej, czego też w książce nie brakuje:

„… ci, którzy zachwalają nadmierny postęp i ufają ślepo dobrodziejstwom świata techniki, nie troszczą się zbytnio o kwestie dobrego samopoczucia, rzeczywistej wygody, kurtuazji, grzeczności, krótko mówiąc – o szczęście.  … Są to zwolennicy cywilizacji nastawionej w tyraniczny wręcz sposób na ilość, a nie na jakość, co  – możemy mieć podstawy do obaw – prędzej czy później doprowadzi do „powolnej apokalipsy” (nawiązując do słów Kennetha a White’a), której nikt nie chce na razie potraktować poważnie”.

Jest tam sporo złotych myśli i cytatów, które raczej będę umieszczał przy okazji na twitterze.
To klimaty jak w książkach Ferenca Mate, Petera Mayle, sielankowość jak w romantycznych amerykańskich filmach o francuskiej prowincji lub Toskanii. Czy taki świat jeszcze istnieje? Szczególnie „moja” ukochana Francja, którą opisują ww. dzieła i do której jeździłem turystycznie i do pracy, jakby przestaje być sobą… Może jeszcze gdzieś na prowincji. Mam nadzieję, że i w Polsce mamy jeszcze wspaniałe miejsca. Martwię się o równie ulubiony Dolny Śląsk – dochodzą niepokojące słuchy o zakusach Niemców i Żydów, którzy tam podobno typują swoją nową ziemię obiecaną.

Tak, pomimo tego „oderwania od rzeczywistości”,oczywiście mamy z żoną świadomość, że wokół (na świecie i w Polsce) rozgrywają się poważne sprawy. Poprzedni tutejszy wpis „Czy czeka nas niewyobrażalny kataklizm”  zatrącił nawet o ton dramatyczny. 
Zabraliśmy ze sobą sporo nieprzeczytanych jeszcze w Warszawie czasopism i nadrabiamy zaległości.
I tak w „do Rzeczy” nr z 2-8 lipca znajduję wreszcie (bo to rzadkość w głównych i politycznych mediach) artykuł „Śmierć z Kosmosu” pokazujący, że nie tylko ja i mnie podobni widzą takie możliwe zagrożenia.  Także znajduję potwierdzenie swoich obaw co do naszej „służby zdrowia” w artykule  „Kolana prezesów” w Polska Niepodległa nr10/2018. Ale te liczne tematy, to może na inne wpisy i eseje, na które mam chrapkę.

Czytamy też sporo Stanisława Michalkiewicza, erudyty, profetyka polityczno-obyczajowego i „niepoprawnego” komentatora bieżącychwydarzeń (spory zbiorek felietonów zebranych w paru książkach), lub, późnym wieczorem, gdy sieć się u nas budzi w związku z inną pozmierzchową aurą, słuchamy jego pogadanek (Youtube, wRealu24, itp. – co nie oznacza, że ze wszystkim przychodzi się zgodzić). Dzieją się rzeczy budzące trwogę ale także rozbudzące świadomość (>  Polityczne otrzeźwienie).
Na szczęście dzięki humorowi i lekkości języka pana Stanisława nie dajemy się do końca zdołować, a nawet zaśmiewamy się z jego anegdot i prześmiewczych powiedzonek (próbka: EuropejsiNasi Umiłowani Przywódcy, Judaszyzm, smrodliwe podmuchy, grandziarz X,… )

Podobnie inni autorzy niezależni. W leżakowych i spacerowych zadumaniach dochodzę do wniosku, że tak mało możemy zrobić ku poprawie w pojedynkę, że może warto dać sobie z tym spokój i wieść spokojne życie emeryta. Jednak nie uznaję zwyczajów strusia i przyglądam się zwłaszcza mnożącym się oddolnym ruchom obywatelskim, które, co prawda, dotąd małe i nie zintegrowane, dają jeszcze bodajże jedyną nadzieję. A może walec dziejów wszystko wyrówna w sposób dziś nieprzewidywalny?  Albo ilość ludzi mądrych i dobrej woli osiągnie hipotetyczną wartość krytyczną i ludzkość się oświeci?  Czy to wszystko to tylko Burza przed ciszą – jak w tytule książki Neale D. Walscha? Mimo fatalistycznych nastrojów nie chciałbym i nie jestem fatalistą.
To, co mogę zrobić, to tyci-tyci pokazywanie pewnych spraw tutaj i w mediach społecznościowych. Oprócz tych spraw ‚wielkich’, społecznych, boli mnie przede wszystkim cierpienie osób chorych, często zupełnie niepotrzebne. Ponieważ są one często ofiarą równie zakłamanego świata medycyny, przynajmniej na tym froncie próbuję dać im trochę światła w kwestii bardziej samodzielnego radzenia sobie z problemami – przez stronę http://www.LepszeZdrowie.info. Przyznam, że o ile co miesiąc serwuję tam względnie zasobną porcję nowości, to w lipcu – z zaprogramowanego na wakacje lenistwa, będzie tego znacznie mniej. Jak dotąd tylko jeden większy i niesamodzielny materiał Prawidłowe żywienie w odchudzaniu.
Ale pod koniec miesiąca może coś nowego się pojawi (sprawdź na www.Lepszezdrowie.info/news7.18.htm).

Z mądrych nauczycieli przytoczę jeszcze ulubionego dra Jerzego Jaśkowskiego, który oprócz zawodowych tematów zdrowia, zawsze w swych prelekcjach na youtube (za Tagen.tv) doda coś o sprawach polityki, historii i nauki.   
Dr  Jaśkowski często wspomina o globalnym władztwie City of London Corporation (CLC). Spotkałem się z niedowierzaniem, gdy to komentowano, ale mamy szersze omówienie i  potwierdzone tego faktu u Roberta Brzozy w tym materiale https://tajemnice.robertbrzoza.pl/finansjera/city-of-london-corporation-czy-rzadza-swiatem/.

Tak więc leniuchuję i zbieram siły na sezon powakacyjnej aktywności.
Podobnie jak zabrałem multum książek do przeczytania (żona też – trochę się wymieniamy, także refleksjami), tak wyznaczyłem sobie dużo spraw do uporządkowania (np. w komputerze), do przemyślenia, napisania, zaplanowania, sprawdzenia, zrobienia na działce itp. – licząc się z gorszą pogodą. Ale dobra pogoda rozleniwia i utrudnia, dodając frustrację, że 80% planów może nie być  zrealizowanych. Zwłaszcza boli mnie, że tyle książek może nie być przeczytanych …

Z tego względu lepsze  byłoby dłuższe oderwanie od „bieżączki” i pobyt z dala od szumu wielkiego miasta w sezonie powakacyjnym, gdy przebywa się więcej w domu. Zwłaszcza pisanie wymaga większego skupienia i dyscypliny.
A pomysłów i myśli jest tysiące…

Wessani w leśno-wsiowe życie, którego możemy doświadczać jednak tylko do ok. końca września – ze względu na lekką, letnią konstrukcję domu i brak ogrzewania, czasami myślimy zrobić sobie życiową  próbę pobytu w lesie przez cały rok. Pomyślisz – jakaż to próba – tak żyją tysiące ludzi. Jednak dla starszych państwa – mieszczuchów z Warszawy to  wyzwanie. Poszukiwalibyśmy  domu z odpowiednimi warunkami jak np. jakaś leśniczówka, dom prywatny częściowo lub całości udostępniony. Zaciekawia nas pełniejsze doświadczenie przyrody w czterech sezonach. Znasz taką  możliwość?

Wracając do wieczornych zajęć – najchętniej słucham na YT zaległych audycji Emila Piaseckiego z cyklu Rody krwi. Niezależnie od jego geniuszu i obszernej, czasem piorunującej wiedzy – świetny gawędziarz.
A jako nocny Marek, już później, próbuję też coś pisać. Najchętniej poezję – jako ucieczkę od tych wszystkich zawirowań, trosk i zwiastunów burzy. Podobno pozytywna myśl kreuje to, co lepsze.
Zamiast ostatnich wierszyków zamieszczam poniżej znacznie starszy, który dobrze oddaje nastrój tych chwil.

Poezja

Ołówek, czysta kartka biała,
gumka i parę spinaczy,
nożyk, pestki słonecznika,
obok piórnika martwa mucha

W powietrzu, w pajęczynach
i na stole kurz
w promieniach zachodniego słońca,
od gorąca lepie czoło.

Różne głosy na zewnątrz,
tu zegar czas odmierza
i dzień leniwie zbiera.
Żadna litera nie przychodzi do mnie.

Z tyłu ktoś patrzy? Chociaż – nie,
to firanka, obok, owszem – ćma
na nagrzanej ścianie,
o swe spanie całkiem spokojna.

Jaki to zapach? Goździk czy maciejka?
Długie cienie się kładą
i wokół coraz ciemniej.
A we mnie – zachwyt. Czuję wszechświat cały.

Plecy już bolą,
więc wstaję, podchodzę do okna
i oddycham poezją przed nocą.
Dziś wiersze pisać? – Po co?

A potem śpię jak nigdy w Warszawie, doświadczając niezwykłych snów, z niektórych można by ułożyć ciekawe scenariusze. Niestety szybko to umyka z pamięci.

Na zakończenie mój ulubiony cytat:

Tak więc gdy inni nieszczęśnicy oddają się nienasyconej pogoni za ambicjami i krótką chwilą władzy, ja wyciągam się w cieniu i śpiewam.
Fray Luis de Leon, ok. 1527-91

Czy czeka nas niewyobrażalny kataklizm? (cz. 2)

 ( do cz. 1 )

Gra idzie o nasze istnienie!

kataklizm2

… Osobiście skłaniam się jednak ku tezie, że winowajcą jest niestabilne Słońce.
Od dość dawna śledzę ten temat (przyznam – amatorsko).
I tak, znam szereg książek, które opisują zjawiska cykli słonecznych.
Najbardziej znanym jest cykl 11-letni. Pisze o tym dość obszernie Andrzej Brodziak w książce Nadchodzi sztorm słoneczny (wydawnictwo KOS).
Minęło 20 lat od jej wydania, nie wszystkie przepowiednie autora się spełniły, ale historyczne wykresy dotyczące maksimów i minimów aktywności Słońca dość dokładnie pasują do różnych zjawisk społecznych, politycznych i psychologicznych, jakie miały miejsce.

Kto nie ma dostępu do tej książki, może przynajmniej zapoznać się z wywiadem z prof. Brodziakiem (wielkiego erudyty), jaki pojawił się w ” Nieznany Świat”; w numerze 2002/5 –  http://pwsz.nysa.pl/~andrzej.brodziak/minimum.htm.

Warto o tym wspomnieć (mimo pewnego „przeterminowania” ) ze względu na szeroki zakres zagadnień, jakie wiążą się z aktywnością Słońca. Są i liczne linki (niestety nie wszystkie już działają).

Książka omawia zagadnienie wpływu wiatru słonecznego, zjawiska stratosferyczne, okresy, ekscesy  i rezonanse Schumanna, charakteryzuje ważniejsze minima słoneczne i ich wpływ na wydarzenia historyczne,  ważne oddziaływanie fal elektromagnetycznych na mózg (np. rola astrocytów), korelacje aktywności Słońca z krótkoterminowymi rytmami biologicznymi, różne wątki filozoficzne, kulturowe i religijne oraz multum powiązanych tematów.

Z kolei książka Słoneczny Kataklizm, autor Lawrence E. Josph (Iluminatio, 2013 r.) podobnie szeroko i popularnie omawia „w jaki sposób Słońce ukształtowało historię i co możemy zrobić, by ocalić naszą przyszłość”.

Z noty bibliograficznej: „Za pomocą napisanych błyskotliwą prozą fascynujących opowieści Joseph pokazuje, w jaki sposób powinniśmy wykorzystać dostępną nam wiedzę i narzędzia – w tym pozyskane niedawno wyniki badań nad Słońcem oraz najnowsze zdobycze techniki, a także ludzką pomysłowość i instynkt przetrwania – w celu stawienia czoła zagrożeniom, jakie mogą nas spotkać ze strony naszej gwiazdy, a także w celu zabezpieczenia ludzkiej egzystencji, ziemskiej atmosfery, systemu satelitów, sieci energetycznej i infrastruktury jądrowej przed nadchodzącym kataklizmem”.

Z noty bibliograficznej: „Za pomocą napisanych błyskotliwą prozą fascynujących opowieści Joseph pokazuje, w jaki sposób powinniśmy wykorzystać dostępną nam wiedzę i narzędzia – w tym pozyskane niedawno wyniki badań nad Słońcem oraz najnowsze zdobycze techniki, a także ludzką pomysłowość i instynkt przetrwania – w celu stawienia czoła zagrożeniom, jakie mogą nas spotkać ze strony naszej gwiazdy, a także w celu zabezpieczenia ludzkiej egzystencji, ziemskiej atmosfery, systemu satelitów, sieci energetycznej i infrastruktury jądrowej przed nadchodzącym kataklizmem”

Pomimo wielu nader ciekawych wątków tej książki, od razu przejdę do owych zagrożeń.
Zdaniem autora pojedynczy wybuch na powierzchni naszej gwiazdy może całkowicie zniszczyć nasz obecny tryb życia. Paradoksalnie – im bardziej się rozwijamy, tym bardziej stajemy się zależni od naszych wynalazków. Cywilizacja już nie jest w stanie funkcjonować bez elektryczności. Chodzi głównie o sieci energetyczne. Gdy uderzy w nas strumień energii ze Słońca – sparaliżuje te sieci na wiele miesięcy czy nawet lat i pozbawi prądu miliony ludzi na całym świecie. Tak wynika z raportu Amerykańskiej Akademii Nauk przy współpracy z NASA z 2008 r.  pt. Severe Weather Events: Understanding Social and Economic Impacts. Brak prądu dla ludności to sprawa poważna (o czym dalej), ale jeszcze bardziej dramatyczny skutek będzie polegał na tym, że po trwającej około miesiąca (czasem znacznie krócej) przerwie w dostawie energii do elektrowni atomowych nastąpi utrata  możliwości schładzania reaktorów (prętów paliwowych), co doprowadziłoby do serii eksplozji podobnych i większych niż te w Czarnobylu i Fukushimie. Powietrze, woda i ziemia zastałyby skażone na dziesiątki lub setki lat.

Czy to możliwe?
Przywołajmy wydarzenie zwane efektem Carringtona. 28 sierpnia 1859 r. do Ziemi dotarła pierwsza z dwóch olbrzymich fal plazmy słonecznej. Przez następne 24 godziny w wielu zakątkach świata pojawiły się czerwone zorze. Następnie 2 września dotarła druga silniejsza fala. Paraliżowała linie telegraficzne, tryskały iskry, powstawały pożary. Kompasy wariowały uniemożliwiając nawigację. Słynne blackouty (zaciemnienia) w USA wynikające z podobnych zjawisk o natężeniu rzędu 15% tych z 1859 roku oraz późniejsze w 1909 i 1921 roku spowodowały zwłaszcza awarię strategicznych transformatorów w sieciach, co wyłączyło na wiele godzin prąd w szeregu stanach. Oczywiście blackouty mogą mieć rożne przyczyny jak huragany, trzęsienia ziemi, chwilowe przeciążenia przez odbiorców, awarie w systemach zabezpieczeń, błędy ludzkie. Wykaz takich awarii znajdziesz np. tutaj https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_major_power_outages#2018 . Z podanych w książce poważniejszych awarii:  13.03.1989 burza elektromagnetyczna  zniszczyła jedną z sieci elektrycznych w Kanadzie, co pozbawiło prądu 6 milionów odbiorców na wiele godzin, a niektórym przywrócono zasilanie znacznie później. W New Jersey spalił się transformator wart 36 milionów dolarów, co unieruchomiło na pewien czas elektrownię atomową. W święto Halloween w 2003 r. burza geomagnetyczna zniszczyła 13 transformatorów w RPA – usuwanie awarii zajęło mieszkańcom kraju kilka lat.

Oznaczało to w efekcie (poza ww.szkodami): brak bieżącej wody, paliwa (przy elektrycznych pompach w dystrybutorach), niemożność zasilania lodówek domowych i w magazynach żywności, ogrzewania i chłodzenia w domach, systemów wentylacji, utrudnienie działania szpitali, paraliż telekomunikacji. Obecnie, w czasie kolejnych blackoutów, doszły(by): paraliż bankowości i bankomatów, transakcji w sklepach (elektryczne kasy), w dużym stopniu różnych służb – paraliż centrów dowodzenia, w tym policyjnych, wojskowych i ratunkowych, systemów logistycznych, produkcji w fabrykach, kolei elektrycznych i sygnalizacji na traktach oraz na drogach w miastach, unieruchomienie większości samochodów w wyniku zwarć w elektronice, możliwe podobne sytuacje w samolotach i na lotniskach, awarie komputerów, telefonii komórkowej, pożary tam gdzie zwarcia skutkują iskrzeniem, unieruchomienie kuchni elektrycznych, powszechne ciemności spotęgowane dymami pożarowymi, lawiny nieprzewidywalnych skutków wtórnych, itd.
Słowem – totalny paraliż i chaos.
Równie, a może jeszcze bardziej dramatyczne – przy przedłużaniu się takiego stanu,  byłyby skutki społeczne. Gdy brak pożywienia, wody i lekarstw ludzie wpadają w nieprzewidywalne stany agresji, pojawiają się rozboje, szukanie winnego, powstają urazy psychiczne, ujawniają się patologie, zanika wszelki porządek.

Wrażliwość naszej elektroniki jest wykorzystywana przez bronie elektromagnetyczne – już używane do zdalnego unieruchomiania elektrowni lub nawigacji. Dlatego (i nie tylko dlatego) osobiście optuję stanowczo za energetyką rozproszoną – patrz dość obszerny artykuł Energetyka rozproszona-głupcze! – cz. 1 i cz. 2 (zobacz),  co było też podkreślone w omawianej książce. Sieci lokalne można zabezpieczać przed promieniowaniem dużo łatwiej, bo są niskonapięciowe i można je ekranować na krótkich odcinkach.

Czy są jakieś środki zaradcze?
Oprócz większej świadomości zagrożeń, zwłaszcza u decydentów, energetyki rozproszonej (co jednak wymaga czasu),  wspomnianych schronów (w przypadku ekstremalnym), istnieje dość proste remedium. Otóż od dawna wiadomo, że zainstalowanie przy głównych transformatorach linii przesyłowych specjalnych dławików pozwoliłoby zabezpieczyć je przed przepięciami. Wobec milionowych cen takich transformatorów, które zresztą nie są produkowane seryjnie ale na zamówienie pod szczegółową specyfikację, co wymaga czasu, koszt takiego dławika to ok. 150 tyś. dolarów. Mimo to i pomimo że od lat trwa „krucjata” na rzecz montowania dławików, prowadzona przez organizacje świadome niebezpieczeństwa oraz mimo ustawy GRID dotyczącej  niezawodności sieci energetycznej, rządy wykazują niezrozumiałą opieszałość w realizacji tego stosunkowo prostego planu. Krótkowzrocznie obawiają się skutków politycznych w ujawnianiu niebezpieczeństwa oraz proszenia obywateli o kolejny podatek, co osłabiłoby pozycję danej partii… Czy w Polsce sytuacja wygląda lepiej? Nie sądzę. Zapewne istnieją i inne możliwości zaradcze, ale to już sprawa specjalistów i sztabów kryzysowych.

Ponieważ artykuł jest już dość długi, to na koniec chcę tylko przypomnieć człowieka, od którego zaczęła się współcześnie świadomość zagrożeń ze strony Słońca i zjawisk kosmicznych. Wypada mu to oddać. To zapomniany przez wielu interdyscyplinarny geniusz Immanuel Velikovsky.
Z jego wielu zainteresowań temat Słońca i układu słonecznego opisany jest głównie w książce Zderzenie światów (oryg. Worlds in Colision – 1950 r.). W czasie 10-letnich skrupulatnych badań przestudiował źródła pochodzące ze wszystkich kultur. Wszędzie znalazł doniesienia o wielkich katastrofach naturalnych, zaskakujących swoim podobieństwem, co pozwalało mu przyjąć, że te dramatyczne wydarzenia objęły całą kulę ziemską. Pozostawało to w sprzeczności z powszechną teorią jednorodności, według której obecny stan Ziemi jest wynikiem niewielkich zmian zachodzących w długim okresie czasu, przy uwzględnieniu tylko takich procesów, jakie można zaobserwować obecnie. Ale co było jeszcze bardziej zaskakujące, to datowanie tych katastrof w czasach historycznych, kiedy według przyjętych poglądów naukowych panował spokój i wszystko pozostawało w normie. W tym samym czasie kiedy Velikovsky dowiedział się o globalnych katastrofach, odkrył też, że powszechnie przyjęta chronologia historii starożytnego Egiptu myli się o szereg wieków. W szczegółowych badaniach, przypominających dochodzenie kryminalne, zrekonstruował rzeczywisty bieg wydarzeń i znalazł proste i przekonujące wyjaśnienie wielu sprzeczności. Chcąc zweryfikować swoje odkrycia oparte na starożytnych źródłach, Velikovsky podszedł wszechstronnie do geologicznych, paleontologicznych i archeologicznych faktów, i wykazał, że – mimo sprzeczności z obowiązującą wiedzą – prowadzą one do tych samych wniosków. Unikalne podejście Velikovskiego polegało na tym, że potraktował dosłownie spisane starożytne świadectwa, zamiast interpretować je w znaczeniu metaforycznym. Jego odkrycia zgadzają się w szeregu  przypadkach z tezami podawanymi przez A. Lalaka i G. Skwarka. Tak jak szereg innych „katastrofistów” Velikovsky został publicznie zniszczony przez świat naukowy. To dość powszechny obrazek gdy ktoś próbuje podważyć paradygmaty. Większość naukowców natychmiast odrzuciła tę teorię, choć wielu z nich jednocześnie przyznawało, że NIE CZYTALI JEGO KSIĄŻKI. Wydawcę zmuszono do zerwania umowy z autorem, mimo że już w tym czasie książka stała się bestsellerem. Blokowano wszelkie próby naukowej debaty. Kuriozalne działania szacownego grona naukowego, skierowane na tępienie teorii Velikovskiego, same stały się tematem publikacji. Sytuacja powtarzała się przy następnych książkach i publikacjach dr Velikovskiego. Mimo że kolejne odkrycia potwierdziły wiele z jego przewidywań, naukowcom trudno było przyznać, że ktoś spoza wąskiego grona fachowców mógł trafnie przewidzieć fakty sprzeczne z ich poglądami. Mimo ostracyzmu Vielikovsky ma swoich następców.

Omówienia prac Velikovskiego znajdziemy np. w książkach: Zakazana Nauka (rozdz. Inkwizycja – proces Immauela Velikovkiego – J. Douglas Kenyon, tamże inne rozdziały nawiązujące do zjawiska),  w książce Zakazana Historia tego samego autora – rozdz. Męczeństwo Immanuela Velikovskiego oraz w artykułach internetowych. Znamienne tytuły, prawda?

Reasumując. Mogło być tak, że w owym krytycznym czasie (rok 1247-8 i poprzedzające katastrofy w cyklu 676 lat) nastąpiły koniunkcje jakiegoś zjawiska geofizycznego lub kosmicznego z cyklem 11-letnim. Słaba aktywność Słońca ma tak samo jak duża swe specyficzne oddziaływanie na Ziemię. Zauważmy, że na okres 2020 r.  i dalej przypada 25 cykl słoneczny o bardzo słabej aktywności i jest to aktywność praktycznie zerowa. To może wzmocnić tę hipotezę koincydencji.

Oprócz ww. cyklów występują różne inne – w dużej skali czasowej – https://pl.wikipedia.org/wiki/Masowe_wymieranie. Najbardziej znane skutki tych odległych wydarzeń, kojarzonych czasem z Kosmosem, to zagłada dinozaurów, potop(y).

Zjawiska na Słońcu wciąż jeszcze nie są dostatecznie poznane i zrozumiane. Tzw. stała słoneczna wcale nie jest stała. Co gorsza, na fali propagandy ruchu  ekologicznego w imię zapobiegania ociepleniu z tytułu działalności człowieka, wpływowe środowiska naukowe dopuszczają się kamuflowania i fałszowania odnośnych badań – jak w przypadku Vielikovskiego. Podobnie tzw. średniowieczne optimum klimatyczne, ponieważ podważa tezę o obecnym ociepleniu jako ewenemencie naszych czasów. Dlatego to drażliwy temat w kręgu klimatologów. Książka Słoneczny kataklizm dość szeroko omawia te manipulacje. Są i inne manipulacje przy pogodzie – tzw. geoinżynieria, w tym wykorzystywanie środków zmiany pogody jako broni oraz tajemnicze chemtrails. Omawiałem to kiedyś tutaj . Chociaż twierdzi się, że dokonuje się tych oprysków w celu ochrony planety przed słonecznym promieniowaniem (wtedy może byłoby to usprawiedliwione, ale jednocześnie truje się ludzi i ziemię toksynami), to trudno mi w to uwierzyć, bo rozsiewanie odbywa się i o zmroku, wczesnym rankiem i w nocy.

Nota bene ww. książka sporo miejsca poświęca prozdrowotnemu działaniu Słońca, co współgra z artykułem Słońce –zdrowe czy nie?
Temat klimatu i globalnego ocieplenia jest obszerny i skomplikowany. Kiedyś (2009 r.), przyczynkowo opisywałem to tutaj Dylemat:  człowiek – ekologia – klimat.
„Pogodę kosmiczną” z omawianymi efektami słonecznymi możemy śledzić na bieżąco na https://www.swpc.noaa.gov/.

Nawet jeśli powyższy alert jest nietrafiony lub przesadzony, powinniśmy zachować przezorność – przez wiedzę i działania zapobiegawcze. Już tylko lokalne awarie (nie koniecznie z powodu wpływów kosmicznych) scentralizowanej sieci skutkujące wybuchami i przeciekami reaktorów jądrowych stanowią śmiertelne niebezpieczeństwo. 

Gra idzie o nasze istnienie!

 

Czy czeka nas niewyobrażalny kataklizm? (cz. 1)

W codziennym zabieganiu, po którym znajdujemy chwile rozrywki (?) w płytkich wiadomościach telewizyjnych lub programach sensacyjno-politycznych, na ogół gubimy sprawy naprawdę ważne. W polityce widzi się niekończące się dyskusje o sprawach trzeciorzędnych, często na tematy zastępcze – aby tylko wypełnić czas, a co gorsze – oszukiwać ludzi.

A dzieją się sprawy do których pasuje przysłowie „Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy”.

Znalazło by się co najmniej kilka takich, które mogą zaważyć o losie Polski – np. planowe i długodystansowe przysłowiowe „gotowanie żaby” w postaci stopniowego oddawanie naszej suwerenności na rzecz stronnictwa żydowsko-amerykańskiego, przykryte zdradą naszych sprzedajnych (głupich) polityków. Ale to obszerny temat, który sam możesz śledzić dzięki niektórym niezależnym mediom i komentatorom. W telegraficznym skrócie ten akurat aspekt omawiam tutaj Polityczne otrzeźwienie.

Ale są sprawy potencjalnie, a może i realnie, jeszcze ważniejsze, na tyle że mogłyby połączyć wszystkich ludzi, bez względu na obecne podziały.

Piszę „mogłyby”,  bo mentalność ludzka jest na tyle dziwna, że nawet gdyby się paliło, to niektórzy albo by zaprzeczali,
że coś się wokół pali albo krzyczeli, że niech się pali. Po drugie, to, co poniżej opiszę, nie musi się zdarzyć, bo to hipoteza – chociaż prawdopodobna. Wszystko jest grą prawdopodobieństw.

I trzeba pamiętać, że tak wiele razy wieszczono globalne katastrofy, końce świata, że na ludziach nie robi to już większego wrażenia – poprzednie zapowiedzi często skompromitowały się. Przypomnijmy np.:

  • „Koniec czasów” wg różnych proroctw, zwłaszcza religijnych.

  • Kataklizm 2012 roku

  • Głód i wyczerpanie zasobów wg Raportu Rzymskiego „Granice wzrostu” z  1972 r., a wcześniej przepowiednie  teorii Thomasa Malthusa (1798 r.), że skoro liczba ludności rośnie w postępie geometrycznym, a produkcja żywności – w arytmetycznym, to nieunikniony jest stan przeludnienia i głodu. Te przepowiednie nie sprawdziły się.

  • Globalne ocieplenie i przekroczenie nieodwracalnego punktu zmian w przyrodzie – prawdopodobnie wielkie oszustwo w zakresie pokazania przyczyn.

  • Wojna atomowa – już nie raz  wieszczona.

  • Dość częste doniesienia astronomów o jakimś ciele kosmicznym, które zbliża się niebezpiecznie do Ziemi.

Zatrzymajmy się przy owych zjawiskach kosmicznych, bo to przedmiot zainteresowań i badań naukowców, a nie tylko spekulacje tabloidów i wróżbitów.
Od razu trzeba jeszcze zastrzec, że i w nauce panuje konformizm, inercja a nawet sprzedajność. Ponieważ najczęściej odnoszę się do medycyny, to jako drobny przykład podam wątpliwą wartość tzw. Medycyny Opartej Na Faktach (Evidence Based Medicine) – Jeszcze o EBM. Dalej bedzie wskazane podobne zjawisko na polu historii i klimatologii.

Ale zważmy, że nawet nie trzeba komety czy czegoś na podobieństwo meteorytu tunguskiego, by wywołać duże zamieszanie i potężne szkody. Przykładowo erupcja wulkanu Eyjafjallajökull na Islandii w 2010 roku, po której powstała chmura pyłów nad Europą, co spowodowało zamknięcie przestrzeni powietrznej w większości krajów kontynentu.  Przy okazji wydzieliło się bardzo dużo dwutlenku węgla, nieporównywalnie więcej niż ze źródeł sztucznych, które są oskarżane o gazy cieplarniane. Obecnie na Islandii budzi się wulkan Öræfajökull, a  wulkan Tambora na Sumatrze w 1815 r. spowodował tsunami, którego fala miała około 10 m wysokości. W następstwie wybuchu do atmosfery trafiło około 160 km3 materiału piroklastycznego. Jego waga sięgała w przybliżeniu 140 mld ton, a słup dymu, w którym się unosił, miał wysokość około 44 km.
Aktywność wulkanu doprowadziła do śmierci setek tysięcy osób, w tym blisko 12 tys. zginęło bezpośrednio wskutek wybuchu. Rok 1816 nazwano „rokiem bez lata”. Temperatura na całym globie spadła o 3-4 stopnie. Dochodziło też do znacznych anomalii pogodowych, których skutkiem było między innymi niemal całkowite wymrożenie upraw na półkuli północnej.
Wcześniejsze wybuchy (z tych słynnych) pogrzebały np. Pompeję.

W filmach katastroficznych, jakie wypuścił licznie Hollywood, pokazywano szereg innych możliwych scenariuszy (olbrzymie tsunami, nagłe zlodowacenie, trzęsienia ziemi…).
Mimo że barwione dramatycznie, mogą nie oddać w pełni sytuacji jeszcze bardziej katastroficznych w skutkach, chociaż może nie aż tak gwałtownych, o czym trochę dalej.

Bywało że mniejsze sensacje wzbudzały społeczny popłoch a nawet panikę. Prawie każdy słyszał o tym jak po audycji radiowej w 1938 r., na podstawie powieści Orsona Wellesa „Wojna Światów”, ludzie uwierzyli że następuje inwazja Marsjan.
Potem jeszcze wielokrotnie, jak. np. po mającej pozór naukowości  przepowiedni z książki „Jupiter Effect”, że 10 marca 1982 r. nastąpi koniec świata w wyniku koniunkcji planet. W tymże dniu na zachodnim wybrzeżu USA zapanowała panika, że w połączeniu z niespokojnym tektonicznie uskokiem kalifornijskim rzeczywiście może się to stać.

Wobec takich wydarzeń jak trzęsienia ziemi oraz wybuchy wulkanów jesteśmy w dużym stopniu bezradni, ponieważ wchodzące w grę siły są tak potężne, że żadna technologia nie daje zabezpieczenia. Ale przede wszystkim, są w dużej mierze nieprzewidywalne. Nawet alarmy na dzień czy godziny wcześniej to za mało, by zarządzić skuteczną ewakuację.

Są jednak kataklizmy, które występują cyklicznie i to w takim odstępie czasowym, że moglibyśmy się przed nimi zabezpieczyć.

Po tym przydługim wstępie dochodzę do głównego wątku, który był zainspirowany prezentacją  pt. PĘTLA CZASU – złamanie kodu bestii Grzegorza Skwarka i Artura Lalaka. To długi i dyskusyjny materiał, przy czym pominę tu wątki na pograniczu ezoteryki i symboliki oraz dywagacje historyczne (skądinąd ciekawe), skupiając się na cyklu katastrof i pandemii zilustrowanym poniższym diagramem). Wymienieni badacze opublikowali szereg podobnych materiałów jak np. https://www.youtube.com/watch?v=2bg5oNvbvQI.

Diagram nie jest wyraźny więc skomentuję, że chodzi o dość ścisły cykl 676 letni, który prawdopodobnie odpowiada za naturalną redukcję populacji ludzkiej. Ostatnia taka katastrofa miała miejsce na przełomie 1347-8 r. i podobno spowodowała śmierć ok. 90% (!) ówczesnej populacji w Europie i być może na świecie (co do tego jest mało danych). Było to wiązane z pandemią dżumy, ale prelegenci wykazują, że objawy nagłych zachorowań i szybkiej śmierci opisywane przez kronikarzy nie pasują do objawów dżumy.

Są one dużo bliższe chorobie popromiennej lub zatruciu toksycznym gazem. Cofając się w cyklu mamy kolejne trzy podobne zjawiska możliwe częściowo do odtworzenia na podstawie zapisów i badań archeologicznych, omówione w prezentacji.. Poprzednie analogiczne wydarzenia były początkiem okresu historycznej „białej plamy”, „wieków ciemnych”.
W takich sytuacjach następował swoisty reset cywilizacji, przejęcie władzy przez nowe dynastie, zaburzenie oficjalnego liczenia czasu. To inne liczenie czasu może mieć zatem wpływ na błędne datowanie różnych wydarzeń historycznych.
Dla nas istotne jest, że 1347 +  676 to rok 2023 (+/- 1 rok).
Zatem kolejna zagłada możliwa jest już „wkrótce”.

Pytanie:  założywszy np. tylko 50% prawdopodobieństwo zagłady lub nawet 5% – to, przy takim znaczeniu dla cywilizacji, czy nie powinno to być tematem pilnego zainteresowania? Czy w Polsce jest jakiś sztab kryzysowy związany z tego rodzaju zjawiskami? Na ile w ogóle rząd i naukowcy są go świadomi?!

Prawdopodobieństwo śmierci w wypadku samochodowym ocenia się na 1/113 czyli 0,8%,  przy rocznej ilości ofiar śmiertelnych w Polsce w 2017 r. w liczbie 2 831.
Jak to się ma do owego założonego arbitralnie ale minimalistycznie 5%-go prawdopodobieństwa kataklizmu na wielką skalę, w którym zginą miliony?
A sprawę wypadków drogowych mocno nagłaśnia się (słusznie) i łoży się środki na zapobieganie im, przy jednoczesnym pomijaniu dużo większego niebezpieczeństwa.

Temat możliwych przyczyn takich zjawisk omawiał Krzysztof Nowak w swej prelekcji  Wielkie zmiany małej ziemi.
Sugeruje periodyczne zjawisko przebiegunowania magnetycznego, co już wielokrotnie występowało w przeszłości. Wiąże się to ze stopniowym osłabieniem pola magnetycznego, co się właśnie obserwuje, aż do momentu gdy na parę miesięcy zaniknie ono w ogóle, a potem zacznie rosnąć przy zmieniającej się orientacji biegunów. W tym krytycznym czasie Ziemia pozostaje bez ochrony przed promieniowaniem jonizującym ze Słońca oraz promieniowaniem kosmicznym. Skutki są porównywalne z zabójczym promieniowaniem jądrowym. Stąd bodajże jedyna ochrona może być zapewniona przez głębokie lub odpowiednio dostosowane schrony i pieczary.

O ile wiem, w USA, w Niemczech i zapewne gdzie indziej są i buduje się rozległe systemy schronów podziemnych. Gromadzi się zapasy. Chyba nie bez przyczyny. A u nas?
Były budowane przez Niemców w czasie II Wojny Św. – np. jako kompleks Riese (Osówka), ale raczej w innych celach (?).
Częściowo i na niedużą skalę można wykorzystać podziemia Sandomierza, Kostrzyna, Kłodzka, wojskowe schrony w Świnoujściu i podobne obiekty.
Takie refugia były budowane i wykorzystywane w czasach prehistorycznych, przykładowo kompleks w tuneli w Visoko w Bośni.

Ale to oczywiście nie zapewni ocalenia ludności, podobnie jak amatorskie przygotowania prepersów, co najwyżej uratuje  wybrańców, jeśli będą szybko przemieszczeni w odpowiednie miejsca. Optymalnie byłoby ocalić przynajmniej elity intelektualne i specjalistów, dla zachowania dorobku naukowego  i potrzebnej wiedzy dla odbudowy po katastrofie. Ale to raczej mało prawdopodobne, by mieli pierwszeństwo przed politykami, którzy uważają się za najważniejszych… I czy będą to akurat Polacy?
Tak więc pobożne życzenia o Wielkiej Polsce, plany strategiczne rozwoju a także plany i aspiracje osobiste nas wszystkich mogą być rozjechane przez walec natury.
Jest podobno drobna nadzieja w tym, że akurat część Polski ma szczególnie korzystne warunki geomagnetyczne, co wskazały mniejsze straty w tych rejonach, niż gdzie indziej w Europie, podczas zagłady w 1347 roku.

Jeśli w ten sposób – przez zapobiegliwość –  nasi polityczni przeciwnicy zachowają swoje elity i ważniejsze zasoby, a my nie, to możemy się liczyć już z zupełną utratą państwowości.

Wspomniani prelegenci G. Skwarek i A. Lalak mają zastrzeżenia do niektórych tez K. Nowaka, zwłaszcza co do budowy Ziemi i przebiegunowania jako przyczyny zagłady, co przedstawione jest np. w polemicznym wystąpieniu https://youtu.be/JXxZCvOFMxo . Jest i więcej zastrzeżeń, chociaż i w nich (wg mnie) pojawiają się kolejne nieporozumienia.
Możliwa jest hipoteza o okresowym zbliżaniu się tajemniczej planety Nemezis o bardzo wydłużonej orbicie, która sprowadza na Ziemię rój meteorytów o wielkiej sile niszczącej lub odchylenie osi obrotu Ziemi. Istotny jest zanotowany przez kronikarzy fakt, że zagłada nastąpiła bardzo szybko i na wielkich obszarach  – w ciągu paru dni, co raczej nie pasuje do tezy o kulminacji przebiegunowania, ani przenoszenia zarazy, co jest rozciągnięte w czasie. Być może….

Tutejszy edytor Bloxa sygnalizuje mi przekroczenie objętości wpisu – cd. w części 2). 

Przed majówką

Jeśli nie znajdziesz czasu na odpoczynek,
będziesz musiał znaleźć czas na chorobę.

Tuż przed długim weekendem majowym chcę zasygnalizować parę spraw, mając nadzieję że jeszcze zastanę cię przed rekreacyjnym wyjazdem.

Ja też oddaję się wiosennej rekreacji – zauroczony pięknem wczesnej wiosny.


Jest już podsumowanie nowości kwietniowych strony LepszeZdrowie.infowww.lepszezdrowie.info/news4.18.htm

Zaczynam w nich właśnie od roli rekreacji i ruchu.

Poniższa plansza pokazuje w wielkim skrócie, co jest w tych nowościach.

 


(Czyli przynajmniej o: pożytkach rekreacji i ruchu, własności pokrzywy, wprowadzenie w uzdrawianie duchowe, przedstawiamy: Antoni Przechrzta, cd. o rodach krwi, co to jest Endoekologia Zdrowia, informacje z frontu szczepionkowego, szereg nowinek ze strony Zdrowie i Fitness na FB, zaproszenie na stronę Moc Wiedzy…)

W szczególności – ów ‚front szczepionkowy’, to zmagania niezależnych badaczy oraz rodziców poszkodowanych dzieci z bezwzględną propagandą szczepień posuwającą się do rozwiązań siłowych. Jak już tu pisałem ostatnio – najbardziej bulwersuje mnie niszczenie zdrowia dzieci przez skumulowane szczepienia w pierwszych dobach życia, nawet pod przymusem. Wypowiadałem się o tym wielokrotnie. 

Został ukończony cykl prezentacji (35 odcinków) na https://vimeo.com/user75852809., który jasno pokazuje zarówno brak argumentów proszczepionkowców, jak i całą aferalność sprawy.

Zachęcam do zapoznania się z całym podsumowaniem tych nowości oraz artykułami – wg tego, co cię zainteresuje.

Tyle o zdrowiu, na bieżąco (+/-)  jego sprawy  poruszam na https://www.facebook.com/Zdrowie.i.Fitness/. Zapraszam!

Co do wspomnianej strony Moc Wiedzy, to chodzi mi o jej obudzenie po wieloletnim zastoju a nawet ukryciu.
Proszę wpaść i jeśli coś się spodoba – o lajki, dzielenie się i komentarze.

Coraz bardziej napinają się różne sprawy polityczne. Dochodzę coraz bardziej do wniosku, że 80% (?) z głośnych wydarzeń to zasłona dymna i fałsz nad skrytymi machinacjami. Kiedy świat przetnie to owrzodzenie?
Tym zajmę się – na ile jestem w stanie po swojemu ogarnąć problem, innym razem, bo nie chcę nikomu psuć humoru przed majówkowymi przygodami.
Odpocznijmy!

 

 

Drogi zdrowia

Pieniądze zarobisz – zdrowia nie.

Wiele wiedzy z zakresu zdrowia wciąż się ukrywa, spycha na margines. Od lat próbuję docierać do tych mniej znanych sfer.

Są już ℕ𝕠𝕨𝕠𝕤́𝕔𝕚 𝕫𝕕𝕣𝕠𝕨𝕠𝕥𝕟𝕖 𝕞𝕒𝕣𝕔𝕒 ze strony LepszeZdrowie.info:

www.lepszezdrowie.info/news3.18.htm

Popularyzacja osób i wydarzeń z kręgu medycyny komplementarnej i naturoterapii, kolejny przegląd działań J. Zięby i spis jego filmów o szczepieniach, niezwykłe metody uzdrawiania Grzegorza Jabłońskiego, rewelacje od Emila Piaseckiego, adresy terapeutów, podsumowanie imprez i zapowiedzi dalszych, artykuły o detoksie, lekach osłonowych i … dużo więcej.

A na co dzień zaglądaj na stronę https://www.facebook.com/Zdrowie.i.Fitness/

Zapraszam!