To jedna z „moich” narciarsko-saneczkowych górek w okolicy, gdzie spędzam obecnie letni czas. (Skrót perspektywiczny nie pokazuje długości i sporego nachylenia).
Nie ma lepszej aury pogodowej niż własna pogoda ducha.
Otoczony zwierzętami lubię je obserwować. To mnie kapitalnie uspokaja, nawet gdy psocą.
Przede wszystkim koty, które na tym blogu już mają swoje ślady. Półdzikie, odwiedzają nas codziennie, w tym roku cztery. Niedawno brzemienna a teraz karmiąca kotka, którą najbardziej hołubimy i dokarmiamy z wiadomych względów. Dwie inne kotki jakby rozumieją jej pierwszeństwo przy talerzach na werandzie, ale chętnie korzystają gdy tej pierwszej nie ma. Wszystkie czarne. Szare koty z lat poprzednich gdzieś zniknęły.
Jest i piękny czarno-biały kot, który czasem się zbliża, ale dumnie idzie dalej swymi ścieżkami.
Zatem czekamy na moment gdy małe kotki będą nam „przedstawione” – prawie coroczny rytuał pełen uroku, potem psot i harców.
Teraz harcują wiewiórki. Objadły wszystkie orzechy na leszczynach – trudno … I tak byśmy nie upilnowali. Renkloda miała w tym roku ledwie parę owoców – też spodobały się wiewiórkom. Wyścigi na sosnach, nieprawdopodobne skoki z drzewa na drzewo, cmokanie, czasem wzajemne z nami wpatrywanie się – z obopólnym zaciekawieniem.
Ptaki już rzadko śpiewają, ale jest ich pełno. Podziwiam zwinne przedzieranie się przez krzaki i drzewa. Aronię trzeba było zebrać wcześniej bo każdego dnia rekwirowały spore ilości jagód. Ciekawostka: w okolicy jest parę posesji na których widzimy dorodne i pełne owoców krzaki aronii, ale tam ptaki nie zaglądają. Tylko do nas. Dziękujemy za sympatię, ale mniej nas cieszy obłupianie z owoców.
Smutno też, że bociany odleciały już dość dawno …
Nie mamy psa, ale w okolicy gospodarze i letnicy w pewnym sensie uzupełniają ten brak. W tym sensie, że często znajdujemy psie kupy przy parkanie. Cóż, to samo zjawisko co w mieście, niestety. W tym roku zdarzyła się nam dwa razy śmieszna (?) przygoda. Przyjeżdżamy na działkę i co widzimy? Rozwłóczone po ogrodzie buty, które stały na werandowej półce. Po pewnym czasie sprawa się wyjaśniła – namierzyliśmy gagatka – mały piesek (bezpański?) przełaził dziurą/podkopem w płocie i robił sobie taką zagadkową zabawę. Potrzebna była dokładna inspekcja strony w którą uciekł by odkryć tę dziurę w praktycznie niedostępnych dla człowieka gęstych zaroślach.
Wokół dużo pomniejszych zwierzątek. Szczęśliwie w tym roku praktycznie bez komarów, trochę tylko gzów, czasami, ale rzadko kleszcz. Podziwiam motyle. Zaglądając do atlasu „Motyle polskie” Jerzego Heintze próbuję je identyfikować.
Najbardziej jednak podziwiam te najmniejsze stwory – są nawet wielkości ćwierci milimetra a wykazują w zachowaniach dużo swoistej inteligencji. Pisałem już kiedyś o tym. Wśród nich małe pająki. Temat do zgłębienia, bo to jakaś magia. Obserwuję np. jak od podstaw takie maleństwo tworzy kolistą sieć pajęczyny. Najpierw „linki” rozpinające konstrukcję między gałązkami, potem promieniście szereg nici do centrum a następnie spiralnie od zewnątrz do wewnątrz coraz mniejsze kółka. Pracuje szybko wieloma nóżkami naraz – jak automat.
Na kwiatach pracowite pszczoły. Cieszy to, że wciąż są, bo mówi się o ich depopulacji – osobny ważny temat…
Z większych zwierząt widzimy tylko skutki działania bobrów, bo je same trudno spotkać. Wzdłuż strumyka leśnego kolejne zwalone drzewa, a inne już nadgryzione – do zniszczenia wkrótce. Leśnicy nie reagują. Myślę sobie, że pracownicy leśni, którzy nie dalej jak kilka-kilkanaście metrów od strumyka zostawiają sporo nieużytecznych gałęzi po przycince lasu, mogliby przesunąć te sterty nad brzeg i może bobry tym by się zadowoliły w swoich budowach? Ale może się mylę co do bobrzych zwyczajów… Jedyny plus, że za żeremiami postał bród, którym skracamy sobie drogę do pięknej partii puszczy, do której normalnie dostęp jest dopiero kilometr dalej przez mostek.
Las urzeka. Ale tego starego, pięknego coraz mniej. Doceniam nowe nasadzenia, ale z tego las będzie dopiero po dziesięcioleciach.
Dwie refleksje. Czy wokół siedlisk-letnisk nie powinno się zachowywać stref krajobrazowych? (mam na myśli pasy leśne).
Wycinki służą głównie drewnu na meble, budowy i na papier. Wyczekuję czasu gdy papier będzie robiony z konopi lub innego biodegradowalnego surowca, jaki będzie wynaleziony w ramach postępu techniki.
Mam niewyjaśnione pytanie co do surowca z jakiego IKEA produkuje swoje meble i eksportuje do wielu krajów. Wiem że Szwedzi szanują swoje lasy, zatem czy przypadkiem nie jest to polskie drewno?
I jeszcze jeden wątek ekologiczny, też częściowo związany ze Skandynawią.
Obecnie jest głośna sprawa nadużywania przelotów samolotowych przez polityków. I coraz większej ich ilości w ogóle, zwłaszcza w ramach masowej turystyki. Wiadomo, że to samoloty tworzą w atmosferze dużo więcej zanieczyszczeń niż samochody. Zatem czy nie jest hipokryzją, gdy ci, którzy mówią tyle o czystym powietrzu i ekologii często latają?
A co to ma wspólnego ze Skandynawami? Tam narodził się trend ograniczania się w przelotach. Chociaż irytują mnie różne dziwactwo pseudoekologów, to akurat w tej kwestii byłbym za.
Wracam do ogrodu, bo pokazało się słońce i szkoda go tracić – podobnie jak na rozpisywanie się o tym, co trzeba przede wszystkim poczuć a nie omawiać po raz kolejny… I chociaż uznaję mądrość motta, to po prostu lubię być na słońcu.
Zaskoczenie jest wtedy, gdy oczekujemy trzech różnych możliwości, a przytrafia się czwarta *. Żabcia 1804
Po dłuższym pobycie poza Warszawą znajdujemy miasto niespodziewanie zielone. Widocznie tu podało – w przeciwieństwie do naszego letniska, gdzie niecałe 100 km od stolicy panuje okropna susza. Nawet jeśli zbiorą się tam na krótko chmury burzowe, to wkrótce coś je rozwiewa, a gdy czasem popada, to przez 5 minut i lekko. Wokół pył. Ostatnio (Z mojego świat(k)a ) dziwiłem się, że ludzie podlewają trawę, ale to w tym przypadku uzasadnione, chociaż ciągłe jej koszenie wciąż jest dla nie niezrozumiałe, bo jest ona naturalnym akumulatorem wilgoci. Sprawa jest poważniejsza – okoliczne strumyki wyschły, plony w okolicy rachityczne – w niektórych miejscach do zaorania.
Czasem zastanawiam się czy pogoda nie jest sterowana… Prognozy też zaskakują – nie sprawdzają się. To już kolejny rok, gdy rolnicy mają w plecy, a także i my – podwójnie – droższe produkty oraz kompensaty dla rolników, które przecież idą z podatków – zamiast na inwestycje i rozwój, to na łatanie klęsk żywiołowych. Nasza gospodarka wodna jest fatalna – lata zaniedbań w kwestii zbiorników retencyjnych, zaniedbane melioracje, erozja gleby zatruwanie wód pestycydami… Polska jest jednym z najuboższych w wodę krajów w Europie (podobno 2. od końca listy). Do tego dochodzi utrata suwerenności nawet w tak strategicznym segmencie jak zasoby wody. Wiadomo, że woda i żywność to ultymatywne bronie geopolityczne. Jest o tym bulwersujący artykuł … Żydowskie koncerny przejmują polską wodę pitną. Chociaż jest to problem ogólnoświatowy, to Polska jest szczególnie narażona. Abstrahując od obecnej sytuacji w rolnictwie, widzę jak lekkomyślnie i rozrzutnie podchodzą do wody niektórzy sąsiedzi. Przykładowo (chyba kiedyś o tym już pisałem) mieszkaniec z piętra nade mną codziennie bierze rano prysznic trwający … 20 minut. A na działkach – nawet gdy nie było suszy, podlewanie non-stop.
A więc – powrót do Warszawy. Pod domem nie ma gdzie zaparkować – jakieś motocykle zajmują całe miejsca dla samochodów, mimo że jest sporo zakamarków gdzie spokojne by się zmieściły.
Następnego dnia szybki ogląd miasta. Faktycznie zielono. Ale inne zaskoczenie – w Parku Skaryszewskim. Jest zielono na kortach AZS-u, gdzie kiedyś grywałem. Bo zarosły chwastami. Podobnie tamtejszy amfiteatr – nic się nie dzieje. Uszczerbek w miejskiej kulturze. W sierpniu od lat mieliśmy zwyczaj wpadać na jakiś występ w Art Parku (Skwer Rydza-Śmigłego). Sprawdzam – … w tym roku impreza w całości odwołana. Oj, coraz gorzej. Czyżby rządy Trzaskowskiego? Podobno z jego inicjatywy, jak pisałem w Obrazki lipcowe, zwęża się drogi w stolicy co ma uprzykrzyć życie kierowcom („wrogom ekologii”). I faktycznie – nie poznaję sąsiedniej ulicy – przewężenia, jakieś dziwne wysepki, malunki na asfalcie niby tras rowerowych mających po … 10 m długości!
Co jeszcze mnie zadziwi w następnych dniach? Ucieknę znów z miasta, ale polityka i skandale w radio i Internecie dopadają wszędzie. Panoszy się cenzura i propaganda. Ale dość … lania wody i o tym może w następnym wpisie.
PS. Ad * Kiedyś, dawno temu, będąc przy pieniądzach, pożyczyłem na procent pewne sumy trzem osobom. Kalkulowałem – w najgorszym razie, jak dwie mi nie zwrócą, to przynajmniej odbiję sobie część na procencie od tej uczciwej. Zdarzyła się czwarta okoliczność – nikt nie oddał.
Nie jednemu kryzysowi na imię Bezmyślność.
Maria Celej
Dziś krótko parę tematów, pierwszy w 3 punktach, który mógłbym zatytułować Jeszcze o głupocie (?), może niedbalstwie?
1. Z działki na prowincji
(poniekąd kontynuuję wpis Obrazki lipcowe)
Kiedyś wytykałem tutaj pewne dziwne, a nawet naganne zachowania leśników w mojej okolicy > Z lasu 2018.
Z tej samej okolicy jeszcze trochę zdziwień…
Dwaj sąsiedzi, ilekroć przyjadą na działkę, koszą trawnik do samej ziemi – aż ją skrobią. W tym suchym roku oznacza to pylenie kurzem. Niewiele pozostaje, więc w trosce o zieleń obficie, czasem cały dzień podlewają ten ugór. Następnym razem – gdy trawa ledwo odrośnie (ostatnio tylko miejscami, tak jest już zniszczona) – znów od razu strzyżenie i podlewanie. I taka kołomyjka od lat. Chyba nie ma momentu by mogli nacieszyć się trawnikiem. Praca dla pracy… Mądre?
Nie dają żyć trawie ani sobie. I sąsiadom też – bo teren jest dość duży a kosiarka spalinowa hałasuje i smrodzi.
Inny (kobieta) podlewa trawnik prawie non stop, nawet po obfitym deszczu. Naprawdę!
2. Domy i place
Dużo jeżdżę w okolicach Warszawy oraz po powiecie, gdzie mam ów leśny domek. Nie zliczę ile razy widziałem taki obrazek:
Prywatny plac pod budowę, gdy duży – dziś wart od miliona do paru milionów złotych. Otoczony pięknym parkanem – klinkier, słupki, bywa że z pseudo rzeźbami, metalowe sztachety, czasem z ozdobnym kuciem. Duży koszt – w gwizdek. Jakby pod jakiś pałac. I co? – w środku zarośla lub ledwo zaczęta budowa – stan niezmienny od lat a nawet od dziesięcioleci. Wszystko zaczyna się sypać. Od razu kojarzy mi się to z naszym polskim zadęciem lub słomianym zapałem. Coś na pokaz, bez kalkulacji i wyobraźni. Prawdopodobnie ktoś przeinwestował i działał na hurra.
Cóż, zdarza się, że nie wytrzymał np. spłaty kredytu (?). Ja bym wtedy sprzedał część placu i byłoby po problemie.
Zresztą widzę sporo bida domków, często opuszczonych i rozwalających się – na placach wartych setki tysięcy lub miliony.
Potencjalni milionerzy – ale nie sprzedadzą. Rozumiem, że mogą być spory majątkowo-spadkowe, ale żeby aż tyle razy?
Albo domy w bogatych, dobrych dzielnicach willowych – często atrakcyjne, ale opuszczone, niszczejące a nawet chylące się ku zawaleniu. Nie przystoi miejscu, niewykorzystana szansa właścicieli i miasta.
Dlaczego tak się dzieje? Chętni zapewne są – problem jest po stronie właścicieli, jak przypuszczam.
3. Drogi
Pisałem już kiedyś na podobny temat – o zaniedbanych drogach i ulicach w willowych okolicach.
Oczywiście to zdarza się wszędzie, ale zadziwia mnie ten kontrast – „wypasione” wille, drogie ogrodzenia, a przed nimi wyboista piaszczysta droga pełna błota, kałuż lub ślizgawek, a w letnie susze – rozwiewająca pył. Nawet tylko skrzykniecie się paru właścicieli by przywieźć ciężarówkę czy dwie żwiru mogłoby zażegnać sprawę. Nie mogę tego zrozumieć – komfort w domu, a bałagań (także w wymiarze śmieci) na zewnątrz . Prywata, aspołeczność uderzająca w samych właścicieli. Nawet gdybym z nikim nie mógł się dogadać w tej sprawie, sam bym sobie zorganizował naprawę drogi przed swoją posesją, przynajmniej aby nie pyliło mi się w okna i by oszczędzić resory samochodu. Nie czekałbym na innych ani na łaskawe pozwolenie zarządu dróg – wszak przynajmniej z tytułu mojego otoczenia nie mieliby podstaw oczekiwać zażalenia czy dochodzenia strat, gdyby coś się stało. A może działają głupie administracyjne przepisy, które blokują takie oddolne działania?
I zupełnie inny temat – tym razem z mojego świata zainteresowań …
4. Nowości zdrowotne z serwisu LepszeZdrowie.info
Chociaż do końca miesiąca jeszcze parę dni, to zwyczajowo podsumowuję już lipiec w tym wpisie.
Ze względu na wakacje z innymi zajęciami (oraz długi pobyt poza miastem i stąd słaby dostęp do sieci) – tym razem nie było tego wiele. Już w poprzednim wpisie wspomniałem o paru tematach tam poruszonych.
Zatem w skrócie: O boreliozie, chorobach odkleszczowych i sztucznie wywoływanych, afera z 5G i nowe spojrzenie na istotę tej technologii (projekt wojskowy i nowa fizyka), czemu jest stosunkowo mało wybudzeń ze śpiączki, ciekawe artykuły z sieci i wskazówki dla lepszego zdrowia, o S7Health i dużo więcej …
Zapraszam, ale by nie było tak całkiem pobieżnie – chociaż jeden temat szczegółowy z tych nowości, bo wg mnie ważny.
Może wreszcie nastąpi przełom w zakresie leczenia raka – cały świat na to czeka… (o ile nie utrąci tego wynalazku, który może odebrać dochody biznesowi chorobowemu).
LEK NA RAKA? Ta rozmowa w Tagen.tv – https://youtu.be/nDBXXBdo7_I brzmi rozsądnie, a przy okazji pokazuje właściwości wynalezionego preparatu dające nadzieję na uleczenie też innych chorób – od polskiego multiwynalazcy Stanisława Szczepaniaka (Firma INWEX). Jest z nim parę wywiadów w sieci, np. rozmowa ze z 2015 r.
Pan Stanisław wspomina o pewnej książce – jest to Nowa dieta antyrakowa autorstwa Johannes F. Coy, Maren Franz z Wydawnictwa Świat Książki.
Pozdrawiam z lasu!
(niestety susza już daje pierwsze znaki jesienne – jak na obrazku)
W powiązaniu wszystkiego ze wszystkim, bywa że nawet wakacyjne refleksje dotykają spraw globalnych.
Ponieważ większość wakacji spędzam w lesie (z gorszym zasięgiem internetowym) skupiłem się głównie nad lekturami.
Jest tyle tematów, którymi chciałbym się z Wami podzielić, że „głowa boli”, ale liczne pokusy – wycieczki, odsłuchiwanie płyt, właśnie lektury oraz prace działkowe odciągają od pisania. Przede wszystkim byłyby to wieści z zakresu moich głównych zainteresowań – zdrowie i technologie.
Już prawie koniec miesiąca, a widzę że zapomniałem poinformować o czerwcowych nowościach zdrowotnych ze strony LepszeZdrowie.info.
W skrócie – było o: nowej wizji uzdrawiania, o homocysteinie, jak skutecznie się odchudzić (wg zasad metabolizmu), i jak lepiej oddychać, aktualności z Polski – wciąż zagrożenia dla zdrowia oraz porady by było lepsze.
Właśnie ze względu na leśne otoczenie zająłem się obecnie tematem boreliozy. Uprzedzając niektóre nowości lipcowe (artykuły już opublikowane) – w dość obszernym artykule jak pod linkiem znajdziesz omówienie różnych aspektów tej choroby i chorób odkleszczowych, ich występowania, diagnostyki i leczenia, w tym metodami IDSA i ILADS (co wybrać?), oraz metodami komplementarnymi – także biorezonansowymi i ziołowymi. Powołuję liczne źródła.
Do artykułu nawiązuje notatka Mycoplasma odsłaniająca niektóre związane z nią tajemnice, zwłaszcza wokół stowarzyszonych działań i wprowadzanych do medycyny nieporozumień. Ważne dla zrozumienia HIV, AIDS, różnych zakażeń, testów serologicznych i DNA oraz dla zdrowszego życia.
Z obydwoma powyższymi tematami wiąże się artykuł Czy niektóre choroby są sztucznie wywoływane? – cz. 1.
Część pierwsza, ponieważ zagadnienie jest obszerne.
Wśród takich chorób mocno podejrzana jest właśnie borelioza, co posłużyło mi jako wprowadzenie do tematu – wg ostatnich informacji ze śledztwa w USA.
Innym głośnym ostatnio tematem jest technologia telekomunikacyjna 5G, którą na siłę władze chcą wprowadzić i w Polsce. Na świecie i u nas odbywają się liczne protesty związane z udowodnionymi szkodliwościami zdrowotnymi.
To obszerne zagadnienie do osobnego omówienia (szykuję). Przyczynki znajdziesz w artykule z 2018 Alert 5G, do którego dodałem ostatnio ważny dopisek.
Otóż chodzi o działanie pól torsyjnych (skalarnych), a nie fal elektromagnetycznych (te są tylko w 5G narzędziem ich precyzyjnego nakierowywania).
Sprawa dotyczy broni strategicznej, o czym wspominali już przed laty Barrie Trower, a obecnie naglaśnia to dr Diana Wojtkowiak, mówiąc o milowym skoku w tym zakresie i w nauce w ogóle. Stąd reglamentacja tej wiedzy w publicznym przekazie…
Przy okazji zaczyna się układać w całość podstawa naukowa wielu dotąd tajemniczych zjawisk: homeopatii, zdalnego uzdrawiania ale także zdalnego szkodliwego działania na ludzi (mind control), różdżkarstwa, telepatii, zjawisk psychotronicznych, nawigacji ptaków, oddziaływania miejsc na człowieka, itd. itp.
Wszystko za sprawą odkrycia 5. oddziaływania, dotąd nieznanego oficjalnej nauce, a już dość dawno stosowanego w tajnych projektach wojskowych. Fascynujący temat – do dalszego zgłębiania.
Wracając do leśnego życia. Obserwujemy wciąż wielką suszę. To budzi zaniepokojenie o plony, ale skłania też do szerszych refleksji. Głośnym tematem są zmiany klimatu. Omawiam to kolejny raz w artykule Wojna o klimat z kasą w tle. Nawiązuję do niektórych artykułów w prasie jak „Nowa religia – klimatyzm” Rafała Ziemkiewicza, „Szaleństwo klimatyczne” Tomasza Cukiernika, ale i szeregu innych. Wciąż obstaję przy tezie że mamy do czynienia z wielkim szwindlem w imię biznesu.
Jednak muszę i ja zmienić nieco swoją narrację. Tak, człowiek ma wpływ na zmiany klimatu. Ale nie w tym sensie jak się to nagłaśnia propagandowo.
Pogoda, niezależnie od zjawisk kosmicznych i naturalnych, najwyraźniej wygląda na lokalnie sterowaną. Są ku temu odpowiednie środki techniczne i finansowe oraz motywacje.
Będę o tym jeszcze pisał, bo dotarłem do relacji alarmistów (whistleblowers). Klimat jest zwłaszcza sztucznie zmieniany w Europie wg określonego planu. W tym sensie jest to wpływ antropogenny.
Przechodząc do lżejszych tonów – na fali ocieplenia (chociaż mieliśmy ostatnio raczej zaburzenia pogody niż jednoznaczne ocieplenie) ruszyła w Polskę fala urlopowiczów i turystów. Chociaż kochamy Bałtyk – celowo zrezygnowaliśmy z tego kierunku w czasie wakacji ( -> Wczasowo). Nie lubimy tłoku. W ogóle turystyka przybiera groźne rozmiary stwarzając szereg problemów. Zobacz starsze dywagacje na ten temat –https://lapidaria.home.blog/2018/08/05/turystyka-co-o-niej-myslec-cz-1/ ( i cz. 2).
Od dawna bardziej optuję za modelem skandynawskim, gdzie wiele rodzin ma domki letniskowe i tam spędza urlopy, przy okazji nie przyczyniając się do ciągłego zwiększania ruchu lotniczego. Zabrzmiało jak punkt manifestu zielonych ekologów, z którymi się nie utożsamiam, ale akurat tu widzę wielką hipokryzje tych, którzy nie poruszają tego aspektu a piętnują np. ludzi jako tych, którzy sami w sobie są zagrożenie dla środowiska … oddychając 🙂
W tym kontekście niepokoi mnie też skala planowanego centralnego portu lotniczego w Baranowie pod Warszawą. W tym skala zagrożeń ekologicznych i dla zdrowia – zanieczyszczeń powietrza i hałasu – coś co przerośnie wszystko, czego dotąd doświadczyliśmy – przy planowanej przepustowości 100 milionów pasażerów, a nawet mniejszej. Taka ilość nie koresponduje w żadnym stopniu z potrzebami Polaków – stąd pytanie: dla kogo będzie budowany jest ten port?
Jeszcze a propos ekologii. W „zielonej polityce” obserwuje się rugowanie samochodów na rzecz rowerów, a ostatnio w Warszawie (zapewne nie tylko) elektrycznych hulajnóg. Te ostatnie – przez brak uregulowanego statusu prawnego, hulają (nomen-omen) po chodnikach stwarzając zagrożenia, co miało już swe skutki. Jestem za takim sposobem poruszania się (chociaż to nie sprzyja nawykom ruchu dla zdrowia), ale w sposób cywilizowany – z poszanowaniem bezpieczeństwa pieszych. Przy okazji – niezwykle duże zainteresowanie wzbudził mój wpis na FB (5,5 tyś. udostępnień) o hulajnogach z własnym napędem z roku …1916.
Natomiast ograniczanie ruchu samochodów w imię ekologii prowadzi się w sposób co najmniej dyskusyjny, jeśli nie głupi.
Zwęża się ulice, w tym o zasadniczym znaczeniu dla komunikacji. Ma to odstraszyć kierowców. Ale jest to przeciwskuteczne ekologicznie. Ulice się korkują. Pomijając samą uciążliwość, stratę czasu i ekonomię w ujęciu indywidualnym i zbiorowym, ruch przerywany generuje dużo więcej spalin niż w ruchu płynnym i szybszym. Te spaliny tworzą chmurę oddziaływującą na samych kierowców oraz przechodniów. Hamowanie co chwila ściera też okładziny hamulcowe przyczyniając się tworzenia niezdrowych pyłów. Samochody zagrzewają się. Spalanie jest większe. W sumie absurd do jakiego doprowadza ideologizacja pewnych aspektów naszego życia.
Podobnie tworzenie na siłę „stref relaksu” w miejscach zupełnie do tego niedostosowanych (ruch, spaliny, hałas, nagrzany asfalt, brak naturalnego cienia…) – jak na Placu Bankowym w Warszawie – na złość kierowcom, by nie mieli gdzie parkować przed Urzędem Miejskim, ale nie dając nikomu nic w zamian – owa strefa jest pusta, a kosztowała ok. 900 000 zł.
Cieszę się, że mam gdzie uciec od tych niedogodności, trudniej uciec od wiadomości o głupocie i różnych przekrętach.
Mam takie powiedzenie: Głupota i naiwność karalne nie są. Ale gdy dotyczy to ministrów, decydentów itp. – grozi tragediami dla Narodu i powinny być karane.
Na tym zakończę mój cząstkowy „raport” lipcowy – idę na hamak, bo kusi kolejna ciekawa książka.
Udanych wakacji!
Jeśli nie znajdziesz czasu na odpoczynek, będziesz musiał znaleźć czas na chorobę.
Wydobyte z archiwum dawnego bloga „Mirrors” z 2007-08-22 stare refleksje, które potwierdziły się wielokrotnie (byliśmy nad Bałtykiem prawie co rok) i nadal są aktualne. W [ ] parę późniejszych uzupełnień.
… Kolejne zadziwienia – tym razem z wczasów spędzonych w małym pensjonacie. Jak zwykle, nie twierdzę że jestem lepszy a nawet, że coś jest lepsze, tyle tylko, że istnieją metody, zachowania i zwyczaje bardziej przydatne i bardziej przyjazne ludziom.
Obrazek 1 Idziemy na plażę ok. 9-9.30, gdy nie jest na niej tłoczno, wybieramy sobie fajne miejsce i delektujemy się przestrzenią. Nie ma jeszcze skwaru, a wiadomo, że dłuższe opalanie się między 10 a 15-tą nie jest zalecane ze względu na zagrożenia ultrafioletem. [później dowiedziałem się, że między ok. 11 a 13 jest najlepsza pora na krótkie opalanie dla wytwarzanie w skórze witaminy D3 z promieniowania UVB – patrz Słońce- dobre czy złe? Jest też o kremach do opalania, antyperspirantach itp.] Dozując po trochu spacer, leżenie na słońcu i w cieniu wytrzymujemy tak do maksimum godz.13, po czym wracamy do pensjonatu, gdzie bez kolizji z innymi (czasem braki ciepłej wody) bierzemy prysznic, odpoczywamy trochę i pijemy aperitif (nie alkoholowy!) przed obiadem. Po małej sjeście poobiedniej (na dworze jeszcze skwar), po południu idziemy jeszcze raz na plażę, ale już raczej na długi spacer wybrzeżem, z małymi postojami wypoczynkowymi, już bez objuczenia parawanami, parasolami itp. W ogóle, leżenie godzinami bez ruchu to nie nasz styl, to nie odpoczynek. Natomiast, to co widzimy, to gremialne ściąganie ludzi na plażę po 11-tej i pozostawanie tam przez większość dnia, z posiłkiem w pobliskim barze fast-food. [właśnie takie ostre opalanie powoduje później różne dolegliwości a nawet choroby skórne – jak wspomniałem w ww. artykule].
[W tym kontekście nie dziwi słynna wypowiedź Agaty Młynarskiej z 2016 r. o tłoku, niskiej kulturze itp. nad morzem – chociaż było to tak mocno hejtowane. Może forma była nieodpowiednia, ale miało to sens. Nie chodzi przecież o to, by komukolwiek wzbraniać odpoczynku nad morzem, ale o to by zachowywać się prawidłowo. Zagadnienie zahacza o turystkę w ogóle – pisałem o tym tutaj].
Obrazek drugi. Wieczór. Do późnych godzin wokół grillowanie, biesiadowanie, picie, co prawdopodobnie wyjaśnia późne przychodzenie na plażę następnego dnia. Natomiast dziwi mnie i porusza, że małe dzieci towarzyszą rodzicom w tych biesiadach do późnych godzin! Maluchy, które powinny (tak przynajmniej było „zawsze”) już ok. 20. być w łóżkach buszują jeszcze po 23. I jeszcze o dzieciach. Coraz częstszy obrazek: dzieci 2-3 miesięczne towarzyszące rodzicom na wakacjach w pensjonatach, kwaterach, a nawet na plaży. Czy to jest w porządku? Nie będę rozwijał tematu – tym, którzy nie wiedzą o co chodzi polecam jakieś podstawowe lektury.
Obrazek trzeci. Tak się składa, że w miejscu gdzie byliśmy, system ciepłej wody był mało wydolny i często brakowało jej do wieczornych kąpieli. A może to nie instalacja była niewystarczająca, lecz sposób jej używania niewłaściwy? Otóż, sąsiednie pokoje były „akustyczne”, dobrze wiedzieliśmy kiedy i jak się ktoś kąpie. Woda potrafiła się lać pół godziny. Czy to nie wyjaśnia sprawy? A przecież można polać się w minutę, namydlić i wyszorować prawie bez udziału wody w ciągu następnych paru minut i wypłukać dokładnie poniżej minuty… Można by mówić o oszczędności i ekologii, ale czyż nawet bardziej prozaiczne uświadomienie sobie, że zabiera się szansę kąpieli innym, jest takie trudne? Widocznie jest.
[Przy okazji – jak to jest z tymi częstymi kąpielami? Zobacz artykuł Kąpiele ]
A jakie są Twoje doświadczenia?
W tym roku nie pojechaliśmy nad polskie morze, chociaż kochamy Bałtyk ze względu na unikalne długie piaszczyste plaże, zwłaszcza puste, i uroki – nawet w niepogodę. Plan był taki by wyprzedzić ruch na początku szkolnych wakacji. Późniejszy najazd i ciasnota – to odstręcza. Ale czerwcowa pogoda była w kratkę, były też pewne obowiązki i nie wyszło. Przy okazji – dlaczego bezpośrednie połączenia kolejowe do popularnych miejsc (np. Łeba z Warszawy) nie funkcjonują – chociażby raz w tygodniu! – poza wakacjami?
Najważniejsze jest, by gdzieś istniało to, czym się żyło: i zwyczaje, i święta rodzinne. I dom pełen wspomnień. Najważniejsze jest, by żyć dla powrotu.
Antoine de Saint-Exupéry
Zapewne nie każdy podziela myśl z motta, ale dla mnie DOM to słowo magiczne.
Witaj w domu! Ja chcę do domu! Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej. Ciepło domowego ogniska. No to jesteśmy w domu… I dziesiątki innych powiedzeń o różnym wydźwięku.
W języku angielskim wyraźnie odróżnia się home od house. Jeśli mówimy o miejscu schronienia, budowli, to jakże rozmaite mogą być te miejsca ze względu na wygląd i charakter. Od szałasu czy groty, gdy niczego innego nie ma w zasięgu, przez chatę, mieszkanie, willę aż do pałaców i zamków. Każde z takich miejsc daje poczucie bezpieczeństwa – wewnątrz powstaje jakaś forma domu. Delikatna i cienka materia namiotu stwarza względnie bezpieczne wnętrze nawet na stoku himalajskiej góry gdy wokół wichry i mróz. Gdy marzymy o domu, to może napędzać nas zarówno wizja jego wyglądu – estetyka zewnętrzna i wystrój wnętrza jak i poczucie czegoś własnego, gdzie budujemy dobre relacje, mamy swój kąt i tworzymy coś dla siebie i rodziny – domu w sensie bardziej metaforycznym. Cos przytulnego, ulepionego wg własnego gustu, dla wygody i dla radości.
Oprócz tych dwóch podstawowych znaczeń przeżywałem wielokrotnie jakby trzecie znaczenie. Oto na przykład docieram po samotnej wędrówce górskiej, przemoczony i zmarznięty do małego schroniska. Tuż za drzwiami owiewa mnie przyjemne ciepło, słysze gwar ludzi, witają mnie i robią miejsce przy stole, zamawiam coś do zjedzenia i popadam w błogość odpoczynku, poczucia bezpieczeństwa i zasłużonej nagrody.
Nieważny jest sam budynek, nie jest to także przecież mój dom – to chwilowa przystań, oaza. Jest i wiele innych znaczeń i indywidualnych odczuć, z których dość uniwersalne jest pojęcie ojczyzny, swego miasta oraz domu rodzinnego. W tym ostatnim ujęciu przypomina mi się sentymentalny wiersz jaki napisałem w latach 80.
Dom Tak wyraźnie widzę to, czego już nie ma, dom nasz stary, a przed domem drzewa.
W kąty wszystkie zaglądam, gdzie byłem tyle razy, rzeczy znajome dotykam – serdeczne budzę obrazy.
Każdy przedmiot pamiętam i tyle wspomnień pieszczę, lata młodości, dzieciństwo, co jakby trwały jeszcze.
Schodami to do ogrodu biegnę, to na strych – w królestwo staroci, do kuchni zaglądam – głosy, smaki, zapachy łakoci.
Wieczór. Lampy i muzyka tworzą nastrój jedyny, z nad książki zamyślony patrzę, zegar wybija godziny.
Dom i my, bibeloty, stroje – jak to się zmieniało! Pamiętasz? Jak na znanej ci ścianie powoje w cztery pory roku.
Poranki szczebiotliwe z kawą i domowe roboty, goście, święta, wyjazdy, do domu szczęśliwe powroty.
Tyle tam lat minęło, szmat historii cały, jedni na świat przychodzili, inni umierali.
Nie ma dziś tego domu i nie ma ogrodu, jedno drzewo złamane zostało – jakby krzyż znad grobu.
Lecz jesteś – na swój sposób, choć wszystko wokół się zmienia; nowy dom już widzę – tyś wzór – zrąb ze wspomnienia.
—-
Niestety, oprócz stworzenia gniazda domowego w warszawskim mieszkaniu oraz domku w lesie, wybudowanego wg własnej koncepcji i w sporej mierze własnymi rękoma, nie udało mi się dotąd zbudować tego wymarzonego domu. I chyba nadzieje na to są nikłe. Rodzina skurczyła się, syn zbudował swój własny dom dość daleko, a sił i zasobów znacznie mniej… Ale marzenia o domu i domu pozostają – jak prawie u każdego.
Nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las.
Jestem od dłuższego czasu w lesie (na „daczy”), by chociaż trochę łatwiej przeżyć upały. Przez temperatury praktycznie spacery robimy po 19. – dopiero wtedy robi się przyjemnie a długi dzień to umożliwia. Niestety, mazowieckie lasy to głównie lasy sosnowe. Mają swoje uroki, ale dają mało cienia a przy obecnej suszy ścieżki to pył – ciężki dla pieszego, nie mówiąc o jeździe rowerem. Przy przerywnikach, kiedy trzeba z racji pewnych obowiązków wrócić do Warszawy, ratunkiem jest Lasek Bielański. To jedyne miejsce w bliższym zasięgu z dużą ilością drzew liściastych, zatem i cienia i wilgoci. Jest to w ogóle ewenement, ponieważ prawie w środku miasta mamy rezerwat – dzika przyroda, starodrzew z unikalnymi okazami, ptaki. A przy okazji – czasami wizyta na Uniwersytecie Kardynała S. Wyszyńskiego – zabytkowym ale i nowoczesnym, zadbanym i uroczym, spokojnym miejscu przy ul. Dewajtis – „Dobre miejsce” , gdzie miło wpaść do kawiarni Luna na kawę i ciastko (serwują też smaczne obiady domowe).
Wracając do działki. Reszta dnia upływa na pracach domowych, lżejszych ogrodowych i lekturach. Jak tu już parokrotnie wspominałem, cześć z nich dotyczy właśnie lasu. (oprócz sporej ilości tych o zwierzętach – ogólnie i gatunkowo, ogrodzie i jego florze, o uprawach, przewodników po lasach itp. Mamy też różne podręczniki pozwalające identyfikować gatunki, oznaczać rośliny, grzyby…).
Może kogoś to zaciekawi, tak jak i mnie, zatem podam parę przykładów z
lektur ostatniego roku (+/-). Najpierw tytuł, potem autor i ew. inne dane.
Co w lesie piszczy. Rafał Skoczylas. WRiT. To głównie o zwierzętach leśnych.
Jadalne owoce leśne. … PWLiL. Przydatne w trakcie wędrówek po lesie.
Tu parę słów więcej – o niektórych ciekawostkach. Las to skomplikowany organizm. Autor używa dowcipnego określenia wood-wide-web nawiązując między innymi do „Internetu” korzennego opisanego już wcześniej w Sekretnym życiu drzew. Inne pasujące określenie: tkanka społeczna drzew. Podobnie jak sieć grzybni; wg Wohllebena największym znalezionym na świecie organizmem jest właśnie grzyb (sądziłem że koralowce, ale to może raczej kolonia odrębnych bytów?). W ogóle – nasze wyobrażenia o lesie polegają często na grze pozorów i niedostatecznej wiedzy. Pewne kwestie wciąż są dyskusyjne. Np. sprawa wilków – autor jest za ich introdukcją do lasów i ochroną. Mają być antidotum na zbyt szybko rosnące stada kopytnych – łosi, saren itp. które niszczą las. Natomiast ujmuje się za dzikami, póki są one w obrębie lasu – jako zwierzętami pożytecznymi. Te sprawy nabrzmiewają i w Polsce, szczególnie kontrowersję budzi rozprzestrzenianie się wilków, które niezagrożone i mnożące się, już wkraczają do wiosek. Co do niszczenia lasu, to przyczyniają się do tego coraz cięższe maszyny – szkodzące nie tylko poszyciu, ale swym ciężarem uszkadzające system korzenny. Sam obserwuję jak ze względu na praktyczny brak śniegu prace przy wyrębie i zwózce nawet zimą (zalecany czas na tego rodzaju prace) niszczą i drogi i tkankę leśną. Są też ciekawostki specyficzne dla ojczyzny autora – Niemiec, chociaż jego doświadczenia i opisy opierają się także na obserwacjach z licznych podróży po świecie. Np. przyzwolenie na tworzenie cmentarzy w lesie. Chodzi o wydzielone miejsca na kilkanaście dyskretnych pochówków pod drzewami, nie ingerujące w wygląd lasu. Osobiście popierałbym takie rozwiązania w Polsce zamiast betonowych molochów w miastach. Nie miałbym nic przeciwko wobec mego pochówku w takim miejscu. Jest w książce sporo ciekawostek o zwierzętach.
O ziołach i zwierzętach. Simona Kossak. (Z jej długiej serii fachowych i ciekawych opowieści leśnych).
Lasy w parkach narodowych i rezerwatach przyrody. (Zbiorowa) To poważniejsza praca – zbiór 17 referatów i raportów z ogólnopolskiej konferencji naukowej z września 2014 w Izabelinie. Potężna dawka wiedzy o lasach w różnych aspektach od leśników, naukowców, geografów, biologów, strażaków….
„Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi”. Albert Einstein
Siedząc w ogrodzie obserwuję wielokrotnie owady, przy czym moją uwagę przykuwają zwłaszcza ich „zabawy” w powietrzu. Przynajmniej trzy gatunki – od małych, wielkości komara, po duże wielkości chrabąszczy. Zbiera się grupka 5 do kilkunastu sztuk, na przestrzeni do ok. 10 m. Zawisają na dość długo nieruchomo w powietrzu niczym helikoptery i wzajemnie się obserwują. Pomimo znacznej względnej odległości od siebie, natychmiast reagują na ruchy innych osobników. Startuje zbiorowy pościg i ucieczki, przy czym przyspieszenie jest niewiarygodne (kilkadziesiąt g?). Zabawa przypomina berka – wzajemne „zbijanie” się i ucieczka na nowe stanowisko zwisu. W rzeczywistości wygląda to jeszcze bardziej skomplikowanie, bo pościgi bywają właśnie zbiorowe i w pełnej trójwymiarowej przestrzeni. Zastanawia mnie cel tej zabawy – można przyjąć, że jest nim … zabawa, bo nie wygląda to na poważną walkę. Ale nie tylko – zdumiewają mnie mechanizmy w to zaangażowane. Zarówno te biologiczne – obserwacja szerokokątna wielu obiektów na raz, zwroty w powietrzu o 90 stopni aż do nawrotów o 180 stopni w niedostrzegalnym czasie, możliwość poruszania się do tyłu z podobną prędkością oraz mechanizmy pogoni.
W latach 70-tych zawodowo zajmowałem się dynamiką pocisków i samolotów w zagadnieniach tzw. krzywej pogoni i algorytmami sterowania takich obiektów. To nie jest trywialne zagadnienie teoretyczne ani obliczeniowe. Pamiętam, że wtedy – jeszcze u zarania zastosowań komputerów pokładowych, mieliśmy z tym kłopot. Potrzebne są czułe namierniki oraz dość złożone algorytmy sterowania wymagające szybkich obliczeń. A te owady radzą sobie z tym zabawowo i precyzyjnie! Zagadnienie, które „rozwiązują” jest jeszcze bardziej skomplikowane niż w przypadku samolotów, bo obejmuje oprócz pogoni także aktywną ucieczkę.
Tu dygresja bardziej dla techników. Obecnie wszystko podporządkowuje się technice cyfrowej, co ma swoje zalety ale i wady, które uwidaczniają się w takich przypadkach. Nie sądzę by owady i w ogóle świat ożywiony używał wewnętrznych komputerów cyfrowych. Obecnie stosunkowo coraz mniej osób pamięta komputery analogowe. One nie przeprowadzały obliczeń w takim sensie jak komputery cyfrowe oraz rozwiązywały zagadnienia (wtedy niezbyt skomplikowane) praktycznie natychmiast (limitem był czas propagacji sygnału i inercja pewnych elementów technicznych). Dla laika – najprostszy przykład. Mamy ileś naczyń połączonych i wlewamy/uzupełniamy tam płyn. Czy cokolwiek wykonuje w tym układzie obliczenia, które doprowadzają do wyrównania poziomów w naczyniach? Nie! To się dzieje za sprawą prostego prawa fizyki.
Przy okazji inny ciekawy przykład. Zagadnienie trzech ciał. Chodzi o trzy masy w przestrzeni wzajemnie się przyciągające. Powstaje układ dynamiczny dla którego nie istnieje rozwiązanie analityczne, które opisywałoby wzajemny ruch. Nawet metody obliczeniowe są tu nie tylko niedokładne, ale ze względu na wielokrotne sprzężenia zwrotne oddziaływań – tylko chwilowo możliwe (tj. trudno przewidzieć stan po pewnym czasie). Uogólniając – jest to tzw. zagadnienie barycentrum, które jeszcze bardziej się komplikuje przy wielu ciałach. A jednak – planety krążą wokół centrum masy (dokładniej – barycentrum), podobnie układy słoneczne, galaktyki itd. – na tyle stabilnie, że możemy się nie obawiać nagłej katastrofy kosmicznej oraz potrafimy dość dokładnie przewidzieć dalsze stany układów – o ile nie polegamy na rozwiązywaniu klasycznych równań dla barycentrów. Ilość czynników podąża do nieskończoności a jednak system działa i jest samosterowny, utrzymuje równowagę. Natrafiłem na dywagacje z pytaniem – kto to przelicza? I tutaj znów widzę to jako problem analogowy. Owszem, są tu ciekawe zagadnienia punktów atraktorowych i teorii katastrof, ale to osobny, zaawansowany temat z matematyki i mechaniki nieba.
Wracając do owadów – są one dla naukowców bardzo ciekawe jeszcze wielu innych względów. Działanie skrzydełek wykonujących drgania z niesamowitą szybkością i z mechanizmem sterowania kątami. Energetyka tych ruchów – nie wygląda na to, żeby owady szybko się tym męczyły. Rzekomy (?) paradoks, że trzmiel jednak lata mając za małe skrzydła w stosunku do ciężaru. To co zaobserwował entomolog Victor Grebiennikow – zdolności antygrawitacyjne? Widzenie (?) w ciemności ciem. Instynkt/świadomość zbiorowa. Skomplikowane cykle życia i przeżycia…
A to tylko część moich fascynacji leśno-działkowych.
Tytuł mógłby nawiązywać do szeregu przykładów – zarówno zrealizowanych jak i wciąż czekających na wdrożenie. Prawdopodobnie te drugie są dziwnie blokowane ze względów politycznych (mówiąc ogólnie). Tutaj wybieram pewien fragment zagadnienia.
Ostatnio mówi się dużo o polskim uzbrojeniu w zw. z porozumieniem
zawartym z USA (patrz także tutejszy wpis Błąd
strategiczny Polski?).
Warto więc zauważyć, że istnieją różne polskie innowacje,
niektóre mające już wiele lat, które mogłyby zwiększyć nasze moce obronne a
nawet stanowić podstawę do eksportu rodzimych konstrukcji i wojskowej myśli
technicznej.
Poniżej „gościnnie” zamieszczam przykład paru takich rozwiązań wg wpisu autora – dra Ferdynanda Barbasiewicza, jaki ostatnio umieścił on na swojej stronie na Facebooku. Czynię zadość prośbie autora by ten przekaz upowszechniać, jednak nie oceniam wartości merytorycznej opisanych ogólnie projektów – zarówno dlatego że nie są podane ważne szczegóły ani nie posiadam wystarczających odpowiednich kompetencji. Ufam, że płk F. Barbasiewicza je posiada – przynajmniej na poziomie pozwalającym przedstawić wspomniane projekty do rozpatrzenia. Wg autora istnieje odpowiednia dokumentacja oraz są pozytywne opinie z kraju i ze świata. Mam też zaufanie do pana Ferdynanda znając jego inne innowacyjne koncepcje, a zwłaszcza dorobek naukowy w zupełnie innej dziedzinie – jako wynalazcy metody diagnozowania i leczenia o nazwie KLAWITERAPIA, którą wielu terapeutów uważa za rewelacyjną (patrz wstępne omówienie w artykule http://lepszezdrowie.info/klawiterapia.htm). Podaję tekst prawie bez zmian (poprawiłem parę usterek edycyjnych) czyniąc uwagę, że jest nieco niezręcznie zredagowany – pan Barbasiewicz posługuje się językiem starszego pokolenia, do którego się zalicza (84 lata). Zachowuję tę formę mimo zastrzeżeń – przez szacunek i prawa autorskie.
—-
Szanowni Przyjaciele,
patriotyzm emocjonalny był dobry za czasów i wyobraźni H.
Sienkiewicza, laureata literackiej Nagrody Nobla. Dzisiaj jest potrzebny
patriotyzm pragmatyczny, który pozwoli wzbogacić innowacyjnie Polskę. Poza
cudem OPACZNOŚCI (?) polska armia MUSI być wyposażona w skuteczną zdolność
obronną. My Polacy nikomu na świecie w żaden sposób nie zagrażamy geopolitycznie
i militarnie. Proponuję:
Profilaktyka zdrowotna w polityce militarnej, broń
humanitarna i pojazd latający nad falą TAKŻE DLA GOSPODARKI NARODOWEJ. Autor
niżej opisanych projektów obronnych
Ferdynand Barbasiewicza, Poland.
Niniejszy Apel dotyczy zdrowia i życia ludzi w szczęściu i w
bezpiecznych, godnych warunkach egzystencji, bez konfliktów geopolitycznych i
militarnych.
Bardzo proszę o rozpowszechnienie apelu.
APEL DR FERDYNANDA BARBASIEWICZA, HUMANISTY, DO PREZYDENTÓW
PAŃSTW, PREMIEÓW, MINISTRÓW SPRAW ZAGRANICZNYCH, PARLAMENTARZYSTÓW I POLITYKÓW
W RELACJACH MIĘDZYNARODOWYCH, ORGANIZACJI NARODÓW ZJEDNOCZONYCH.
Uwaga! Najwyższy czas nastał, by w przyszłych konfliktach
międzynarodowych, gdzie nieuchronnie grozi użycie siły militarnej, Sekretarz
Generalny ONZ miał mandat nadany przez 4/5 Forum Zgromadzenia Narodów
Zjednoczonych do wprowadzenia pokojowych sił rozjemczych ONZ z niżej opisanym
niezwykle skutecznym uzbrojeniem DEFENSYWNO – HUMANITARNYM.
Propozycja personalna dla Sekretarza Generalnego ONZ jest warunkowana
skutecznym i w odpowiednim czasie sprawnym dążeniem do zapobiegania ofiarom w
ludziach i w unikaniu niszczenia infrastruktury egzystencji lokalnego
społeczeństwa, jak: Ukraina, Syria, itp. miejsca na Ziemi.
Uzasadnienie:
Jak wiemy z dotychczasowego doświadczenia w sytuacjach konfliktowych na świecie
nim Rada Bezpieczeństwa ONZ podejmie jakieś decyzje rozjemcze (lub któryś z
członków Rady zawetuje), to z reguły wcześniej użyte są działania zbrojne, giną
ludzie i niszczone są warunki egzystencji ludzkiej oraz zniszczenia ekologiczne
zbrojnymi działaniami ofensywnymi.
Jednostki wojskowo-policyjne rozjemcze szybkiego reagowania
podległe Sekretarzowi Generalnemu ONZ, powinny być wyposażone w logistyczne,
niżej opisane środki humanitarno-defensywne, które w badaniach symulowanych
komputerowo uzyskały bardzo dobrą oceną skuteczności w kompetentnych komórkach
badawczych Dowództwa Marynarki Wojennej RP. Opinię wyrażono na piśmie przez
kontradmirała Zbigniewa Badeńskiego, szefa Sztabu Marynarki Wojennej RP w dniu
30 październik 2000 roku.
NAJSKUTECZNIEJSZA I BARDZO TANIA OBRONNOŚĆ HUMANITARNO-DEFENSYWNA
W DYSPOZYCJI PRAWNEJ SEKRETARZA GENERALNEGO ONZ DLA UTRZYMANIA SPOKOJU I POKOJU
NA ŚWIECIE, BEZ OFIAR W LUDZIACH I BEZ NISZCZENIA INFRASTRUKTURY EGZYSTENCJI
CZŁOWIEKA W WARUNKACH ROZWIĄZYWANIA KONFLIKTÓW GEOPOLITYCZNYCH, GROŻĄCYCH
UŻYCIEM WOJSKOWYCH SIŁ OFENSYWNYCH PAŃSTWA AGRESORA.
HUMANITARNA GŁOWICA BOJOWA PRZEZNACZONA DO NISZCZENIA
SAMOLOTÓW, HELIKOPTERÓW, RAKIET i zdalnego wyłączania napędów wszelkich
jednostek pływających i jeżdżących na lądzie AGRESORA, „oślepiania” radarów
także dopplerowskich, i obezwładnianie humanitarne piechoty agresora. Załączona
propozycja może być pomocna także w walce z terroryzmem.
Oficer, a także doświadczony policjant po odpowiednich
badaniach psychologicznych i specjalistycznym przeszkoleniu w sytuacji
zbliżającego się kryzysu wojennego zakłada na głowę hełm, który jest wyposażony
w swoistą kamerę elektroniczną czytnika ruchu obserwacyjnego odbicia źrenicy
oka na określony obiekt lecący w powietrzu lub pływający na wodzie czy jeżdżący
na lądzie, także dzięki radarowi dopplerowskiemu wykrywania temperatury spalin
wszelkich pojazdów (w powietrzu, na wodzie i lądzie w warunkach nocy, mgły,
chmur, gradu, śnieżycy, itp.). W pierwszym projekcie modułu, komputer zdolny do
śledzenia radarem dopplerowskim temperatury spalin w ułamku sekundy
obserwującego nadążnie lecącej wrogiej rakiety, bojowy samolot, helikopter,
okręt, każdy pojazd lądowy, temperatura w ruchu zmęczonej fizycznie piechoty,
wówczas oficer naciska przycisk kieszonkowego pilota. Następnie komputer w
ułamku tysięcznej sekundy naprowadza promień lasera na obserwowany samolot lub
inne obiekty wojskowe nieprzyjaciela i lokalizuje precyzyjne odległość, pułap,
kierunek i prędkość lotu, jazdy, itp. ruchu. Następnie armata, lub wyrzutnia
rakietowa zainstalowana na żyroskopie elektromagnetycznym z amortyzacją
odrzutu, na specjalnej platformie pojazdu wojskowego, gdzie w zależności od
odległości w ułamku sekundy ustawia nadążnie kierunek strzału armaty lub
odpalenia rakiety z precyzyjnym programowaniem elektronicznego zapłonu w
głowicy pocisku/rakiety wyprzedzającego eksplozję na 2-3 km w zależności od prędkości
przed lecącym w powietrzu wrogim samolotem bojowym przeznaczonym do zniszczenia
za 2 sekundy. Gdy nastąpi eksplozja głowicy pocisku lub rakiety np. na 2 km precyzyjnie w kursie lotu
wrogiego samolotu przy prędkości jednego Macha, wówczas powstanie okrągły obłok
rozrzuconych gęsto o średnicy 200 metrów małych skrawków foli o ściśle
określonym składzie chemicznym, w które nieuchronnie wpadnie wrogi samolot.
Pilot wrogiego samolotu dostaje 2 sekundy na uruchomienie katapulty i
opuszczenie maszyny. W podobny sposób niszczy się skutecznie bojowe samoloty
bezzałogowe, helikoptery lub wyłącza się napędy innych pojazdów wojskowych
agresora ze 100% skutecznością za bardzo małe pieniądze. Np. samolot
wielozadaniowy, którego cena wynosi znacznie ponad 100 milionów dolarów niszczy
się ze 100% skutecznością pociskiem w średniej cenie 350-400 złotych.
Szanowni Przyjaciele, wielokrotnie czytam że samoloty i
rakiety są antyradarowe, nie do wykrycia. Przecież to jest irracjonalne
myślenie. Wszelkie obiekty latające w powietrzu w celach bojowych
(strategicznych) jako nośniki poważnej broni rażącej, jak dotychczas są
napędzane silnikami spalinowymi (odrzutowe lub rakietowe). Za każdym opisanego
typu pojazdów ciągnie się potężna temperatura, która jest wykrywalna prawem
radaru dopplerowskiego w każdych warunkach atmosferycznych i bez względu na
odległości. Tego typu informacje nie mogą być zakłócane „wabikami”. Te
pozostawione potężne energie pochodzące z procesu spalania mogą być również
namierzane z odpowiednim wyprzedzeniem jako obiekty likwidowane opisanymi
skrawkami foli z bardzo ścisłym programem i składem chemicznym. Podobne
działanie wykonuje pocisk wystrzelony z armaty, którego głowica rozrywa się na
pokładzie nadpływającego okrętu lub tuż przed jakimkolwiek nadjeżdżającym
pojazdem wodnym/lądowym, gdzie skrawki foli o precyzyjnie określonym składzie
chemicznym, które skutecznie zostaną zassane z powietrzem i starannie okleją na
planowany czas filtry powietrza silników w/w pojazdów. Podobnie skrawki foli z
ujemną jonizacją oklejają radary, czyniąc bojowy sprzęt wroga nieużytecznym,
np. na godzinę lub w dłuższym czasie. Broń ręczna, karabin sterowany przez
żołnierza z miernikiem laserowym, z nasadowym granatem ze skrawkami foli
przyjmuje namiar obiektu do wyłączenia silnika poprzez oklejenie filtrów oraz
oślepienia radaru lub obezwładnienia neuro-paralizatorem piechoty agresora.
Można także dać skrawki foli z dodatkiem ferrytu, który w ułamku sekundy oklei
broń ręczną żołnierza a skład chemiczny uniemożliwi uruchomienie, przeładowanie
wykorzystania tej broni na ściśle planowany czas.
W głowicy pocisku lub rakiety przeznaczonej do niszczenia
samolotów/helikopterów w czasie kilkutysięcznej sekundy uruchamia się program w
elektronicznym zapalniku pocisku w taki sposób, żeby eksplozja nastąpiła np. na
2-3 km
przed samolotem lub stosownie bliżej przed ruchomym innym obiektem napastnika.
Gdy głowica pocisku osiągnie właściwą pozycję w stosownej odległości przed
samolotem lub innym obiektem. Następuje programowana eksplozja głowicy, która
rozrzuca dla samolotu bojowego w promieniu 100 metrów bardzo cienkie i mnogie
skrawki foli o ściśle określonym składzie chemicznym, które zapalają i niszczą
silniki samolotu będącego w powietrzu. Skrawki foli dla niszczenia napędu
samolotów wroga w postaci zagęszczonej kulistej chmury utrzymują się w
powietrzu tylko jedną minutę a następnie samoistnie utylizują się, zanikają.
Pilot kraju obronnego może także gdy na tzw. „ogonie siedzi” pilot wrogiej
maszyny wystrzelić i rozrzucić skrawki foli z tyłu dla zniszczenia maszyny
wroga. Pilot samolotu napastnika dostaje bezwzględne 2 sekundy na uruchomienie
katapulty i opuszczenie samolotu.
Drugi prosty układ elektroniczny równolegle, podobnie
zainstalowany w hełmie lub na helikopterze bez załogowym, dronie pracuje na
wykrywaniu silnej emisji podczerwieni spalin o bardzo wysokiej temperaturze
emitowanej przez samoloty, helikoptery i rakiety w czasie lotu w dni pochmurne,
nocą, mgła, śnieżyca. Komputer drogą dopplerowską ocenia w ułamku tysięcznej
sekundy pułap, odległość, kierunek i prędkość lotu. Mogą być wykorzystywane
także czujniki kierunku i odległości dźwięku, które też mogą namierzyć w/w
parametry i zniszczyć każdy obiekt znajdujący się w powietrzu. W tym samym
czasie komputer określa trajektorię wyprzedzenia kierunku lotu dla
pocisku/rakiety z humanitarną głowicą bojową, która po wystrzeleniu rozrywa się
na 2-3 kilometry przed samolotem wielozadaniowym nieprzyjaciela, równo w linii
i kierunku lotu, tworząc chmurę o średnicy 200 metrów (w kształcie jak znane
fajerwerki), w którą nieuchronnie wpadnie za 2 sekundy samolot i w ułamku
sekundy zostaną zniszczone jego turbiny, silniki odrzutowe, a samolot musi
spaść na ziemię. Innymi słowy wystarczy umiejętnie wrzucić garść śmieci w
silniki samolotu wielozadaniowego i spada coś bardzo drogiego na za pomocą
środka w cenie 350-400 złotych w seryjnej produkcji.
Posiadam także bardzo skuteczny system niszczenia wszelkich
rakiet średniego i dalekiego zasięgu, które przy bardzo dużej prędkości, np. 12000 km/h za sprawą tarcia
w oporze powietrza utrzymują krytycznie wysoką temperaturę powłoki rakiety. A
jeśli dodamy do powierzchni rakiety przeciwnika skrawki foli z ferrytem i określonym
składzie chemicznym to w kilka sekund podniesie się wyraźnie temperatura
powłoki rakiety nad zbiornikiem paliwa i doprowadzi do wcześniejszej eksplozji
zasilania paliwowego. Wówczas rakieta nie osiągnie celu i nie zrealizuje
swojego programu albowiem będzie skutecznie zniszczona, spadnie. – Siedem
ładunków skrawków foli wystrzelonej z jednej głowicy rakiety obronnej
rozmieszczają się planowo w linii kierunku lotu wrogiej rakiety, w którą w
ułamku tysięcznej sekundy nieuchronnie wpadnie rakieta wroga. A skład chemiczny
skrawków foli z dodatkiem ferrytu sprawi przyklejenie się ich do powłoki
zewnętrznej tytanu rakiety. A następnie w wyniku tarcia z powietrzem skrawki
foli zapalą się i gwałtownie podniosą temperaturę substancji napędu wrogiej
rakiety, aż do eksplozji zasilania paliwowego. Można drugą rakietą ewentualnie
przedłużyć nagrzanie obudowy zasilania paliwowego rakiety wroga. Proponowane
zastosowanie skrawków foli z ferrytem wymaga odpowiednich badań i eksperymentów
w warunkach naturalnych. Natomiast jeśli rakieta pobiera powietrze do spalania
paliwa to sprawa jest prosta w niszczeniu napędu skrawkami foli.
Uwaga! Odpowiednia programowa regulacja elektroniczna zapłonu głowicy obronnej
zachodzi w odniesieniu do wyłączenia napędu wszelkich innych pojazdów będących
w ruchu na wodzie i ziemi poprzez oklejenie skrawkami foli filtrów powietrza.
Proszę sobie wyobrazić np. niemiecki atak pancernika Schleswig-Holstein 1
września 1939 roku na Polską Bazę Wojskową Westerplatte, kiedy to wystarczyła
by eksplozja jednej głowicy pocisku ze skrawkami foli na pokładzie tego
pancernika. Potężne silniki niemieckiego pancernika produkujące także prąd
elektryczny, który decyduje o sprawności sterowania armatami, torpedami i
radarami na pokładzie, nagle wyłącza się totalnie napęd okrętu. Następuje
totalny bezruch wszystkich urządzeń, łącznie z oślepieniem radarów. Zasilanie
akumulatorowe ma działanie w krótkim czasie. W tych warunkach następne pociski
z Westerplatte spokojnie utrzymują w bezruchu silniki i radary wrogiego
pancernika. Podobnie można by bez większego starania się niszczyć wówczas
samoloty niemieckie, które w czasie II wojny światowej latały znacznie wolniej
i znacznie niżej niż obecne oraz wszelkie pojazdy bojowe wroga na lądzie i
wodzie. Skrawki foli mogą oślepiać najnowsze radary, które mają w swojej
roboczej aktywności dodatnią jonizację a skrawki foli ujemną. Skrawki foli mogą
zanikać w dowolnie zaprogramowanym chemicznie od przeznaczenia czasie, np. od
10, 100 i więcej minut.
Dlaczego nazwałem tę głowicę humanitarną? Bo ja jestem z
natury i wykształcenia humanistą, daję pilotowi 2 sekundy na opuszczenie
katapultą przeznaczonego nieuchronnie do zniszczenia samolotu lub helikoptera
(w przyszłości z kabiną katapulty) lub innego wojskowego sprzętu nieprzyjaciela
będącego w ruchu, itp. innych obiektów będących w ruchu, także na lądzie lub na
wodzie.
Szanowni decydenci polityczni, w działaniach kryzysowych a
nawet wojennych zabijanie ludzi, żołnierzy wroga oraz niszczenie infrastruktury
egzystencji ludzi jest największym nieszczęściem XXI wieku. Bardzo proszę
szanować, chronić w miarę możliwości życie wszelkich ludzi, w tym przyszłych
jeńców w działaniach wojennych, którzy z reguły są ofiarami braku antycypacji
sprawności umysłowej, niekompetencji polityków. Z powodu braku psychologicznej
selekcji kadrowej i właściwych konkursów, a także niewłaściwego przygotowania w
nieudanych negocjacjach pokojowych. A w konsekwencji ich nieudolności w
krytycznym momencie przekazują decyzje zdesperowanym emocjonalnie dowódcom wojskowym,
którym zwalono nagle odpowiedzialność za utrzymanie bezpieczeństwa w źle
wyposażonej i byle jak szkolonej armii.
Jeśli chodzi o zneutralizowanie piechoty wroga lub
terrorystów to do skrawków foli można dozować w zależności od warunków w jakich
przebywają żołnierze wroga, ewentualnie terroryści z zakładnikami
neuro-paralizator obezwładniający lub usypiający. Neuro-paralizator działa tak
szybko, że żołnierz nie zdąży założyć maski gazowej i będzie do 2 minut,
nieprzytomny, uśpiony(?). Ponadto można zainstalować humanitarne miny w strefie
zagrożenia przygranicznego lub w ochronie ważnych obiektów z czujnikami dla
wyłączenia silników pojazdów wojskowych wroga, a nawet oklejenia z
usztywnieniem w ułamku sekundy ubrania i obuwia żołnierzy nieprzyjaciela,
terrorystów, co także ich znacznie zniewoli ograniczając sprawność ruchową na
programowany czas. Można także do skrawków foli dodać ferryt, który sprawi
przyklejenie się do części metalowych karabinu, pistoletu lub armaty czy
wyrzutni rakietowej a skład chemiczny uniemożliwi uruchomienie, przeładowanie
na dowolnie planowany czas użycie broni wroga lub terrorysty. Proszę sobie
wyobrazić lub przenieść wyobraźnię na aktualną sytuacje na południowym
wschodzie Ukrainy lub w Syrii, Jemenu, i w wielu innych państwach, gdzie
bezkarnie zorganizowani terroryści prowadzą działania militarne.
Do oddzielnego opracowania operacyjnego pozostaje problem
taktyki reagowania wojsk lądowych i morskich na przejęcie obezwładnionych
żołnierzy nieprzyjaciela, terrorystów i ich sprzętu. Np. kontroler ruchu
drogowego powinien mieć znak stopu, którym usiłuje zatrzymać pojazd w momencie
podświetlenia tarczy z numerem patrolu łączy się z biurem rejestru wykroczeń
drogowych i tylko wówczas uruchamia czynności kontrolne, które są rejestrowane
głosowo w/w biurze. Mandat wypisuje Biuro Wkroczeń Drogowych poprzez
radiostację funkcjonariusza. W przypadku, gdy kierowca nie chce zatrzymać
pojazdu to funkcjonariusz ustawia w ułamku sekundy drugą stronę rękojeści znaku
stopu i odstrzeliwuje skrawkami foli przód samochodu, który w sekundę będzie
miał oklejony filtr powietrza z wyłączonym silnikiem.
Pozostaje problem artylerii przeciwnika, który można
rozwiązać poprzez wczesne rozpoznanie dronem stanowisk wroga i odpowiednie
ostrzelanie humanitarną głowicą bojową z ferrytem i oklejenie mechanizmów
stalowych. Atak artylerii wroga można przetrwać także poprzez ruchome
stanowiska obronne w strefie przygranicznej dla własnej artylerii, a także w
połączeniu z możliwością zastosowania humanitarnej głowicy bojowej wobec
obsługi dział wroga lub jego wyrzutni rakietowych.
Proponuję rozpowszechnić i nagłośnić treść tego apelu, listu
tak skutecznie, żeby wszystkie państwa świata zastosowały u siebie „Humanitarną
głowicę bojową”, która jest bardzo skuteczna i bardzo tania, to wreszcie nie
byłoby działań militarnych wobec innych państw. Koniec z barbarzyńskim
niszczeniem, bombardowaniem tego co stworzył człowiek i NATURA.
„…dbając o warunki egzystencji w zgodzie z uniwersalną mądrością NATURY,
szanujmy wszelki dar życia i bądźmy szczęśliwi także szczęściem innych”, –
motto życiowe autora.
Zaoszczędzone pieniądze na likwidacji tradycyjnego
uzbrojenia należy przeznaczyć na realizację projektów opisanych dla
przyśpieszonego rozwoju Polski w mojej e-ksiązce: EDEN XXI WIEKU, czytaj na
stronie: http://www.klawiterapia.com .
Łączę wyrazy szacunku i przesyłam najlepsze pozdrowienia,
– Ferdynand Barbasiewicz, autor projektów, także pojazdów latających na fali.
(Patrz niżej)
Projekt pojazdów
latających na fali z szybkością 700-800 km/h, które w komputerowych badaniach
symulowanych Dowódcy Marynarki Wojennej RP w Polsce uzyskały bardzo dobrą ocenę
wyrażoną na piśmie w dniu 30 października 2000 roku, z podpisem kontradmirała
Zbigniewa Badeńskiego, szefa Sztabu Marynarki Wojennej RP.
Pojazdy latające na fali nie wymagają lotnisk, powinny
stopniowo eliminować pasażerską komunikację lotniczą na wysokości 10 000 m nad morzami i
oceanami. Pojazd latający na fali z uwagi na swoją prędkość powinien pełnić
funkcję wiodącą w ratownictwie morskim/oceanicznym. Pojazd latający powinien
być produkowany w polskich stoczniach. Ja jestem starym żeglarzem i miałem
okazję obserwować różne flotylle na Morzu Północnym, Atlantyku, Morzu
Śródziemnym. Dotychczasowe Flotylle Marynarki Wojennej poruszają się na wodzie
jak „mrówka w syropie” i z tego powodu stanowią łatwy cel dla broni
humanitarnej. Szanowni specjaliści Marynarki Wojennej, pragnę zasygnalizować,
że posiadam projekt napędu rezonansu magnetycznego dla łodzi podwodnych, który
może kilkakrotnie przyśpieszyć zdolność poruszania się tego sprzętu pod wodą. A
także inne rozwiązania chroniące okręt przed zatopieniem. Także zabezpieczenia
ekologiczne dla ekologii. Czytaj także w …Edenie
o bezpieczeństwie w żegludze i niezwykłej komunikacji tunelowej oraz oceniaj
inne projekty dla ludzkości.
Kontakt z autorem: centrum@klawiterapia.com Tel/fax +48 22
7298053.
POJAZD LATAJĄCY NA FALI, cztery polskie projekty, prototypy
do wykonania w naszym kraju.
Ferdynand Barbasiewicz, autor projektu.
W 1967 roku miałem okazję obejrzeć radziecki krótki film, na
którym utrwalono przelot samolotu wojskowego Mig 17 z dużą prędkością pod
przęsłem mostu na dużej rzece rosyjskiej. Duża energia lecącego samolotu
sprawiła, że woda została rozepchana na około 20 metrów i było widać piasek dna
rzeki głębokiej na około 3-4 metrów. To niesamowite energetycznie zjawisko
fizyczne było wówczas inspiracją do opracowania projektu pojazdu startującego z
wody i latającego 3-5 metrów nad powierzchnią wody z prędkością nawet do 800 km/h.
Duży pojazd latający na fali „Bazamat” z przeznaczeniem w
komunikacji na oceanach z uwagi na prędkość podróżną 700-800 km/h i „Córa” lokalnie
na akwenach morskich i większych rzekach. Należy oczekiwać, że w niedalekiej
przyszłości pojazd latający nad wodą wyeliminuje pasażerską komunikację
lotniczą z wysokości 10.000-12.000 metrów i transport wodny tuż nad morzami i
oceanami. Ten projekt komunikacyjny nie wymaga lotnisk i portów może pływać na
większych rzekach i lądować, …nawet na plaży. „Bazamat” może przyjąć na pokłady
nawet 5.000 pasażerów z większym bagażem, którzy odbędą podróż w luksusowych
warunkach w tym samym czasie jak w znanej komunikacji lotniczej ale całkowicie
bezpiecznie. – Czytaj i oglądaj więcej na stronie internetowej:
http://www.klawiterapia.com/bazamat .
W dniu 23 sierpnia 2000 roku miałem przyjemność osobiście
przedłożyć panu admirałowi Ryszardowi Łukasikowi, dowódcy Marynarki Wojennej RP
projekt wynalazczy z dokumentacją techniczną „pojazdu latającego na falach”.
Wyrażając się ściślej przedłożyłem kilka wariantów pojazdów różnej wielkości,
do wstępnej merytorycznej i logistycznej oceny. W dniu 30.10.2000 roku
uzyskałem odpowiedz pisemną przez kontradmirała Zbigniewa Badeńskiego szefa
Sztabu Marynarki Wojennej RP, gdzie stwierdza się min. „…koncepcja pojazdu
latającego na falach będąca wizją idealnego narzędzia nowoczesnej strategii
walki jest ciekawa i nie pozbawiona aspektu realizacyjnego w oddalonej
przyszłości”. Oceniono jedynie pojazd największy, ofensywny – stwierdzając, że
tak dużymi pojazdami mogą się zainteresować tylko nasi sojusznicy z NATO (US
Navy, Royal Navy i Marynarka Francji), mające floty strategiczno-ofensywne i
obronne. Według mojego rozpoznania innowacyjnego i oceny w obecnych
uwarunkowaniach geopolitycznych i militarnych Marynarka Wojenna RP powinna
zainteresować się przede wszystkim mniejszymi wariantami („córa”, uniwersalny i
skuter) dla celów obronnych, które są min. wyposażone w nowoczesne systemy
uzbrojenia z humanitarną głowicą bojową. Szacunkowa cena „córy” z pełnym wyposażeniem
równa będzie w przybliżeniu wartości rynkowej trzem samolotom bojowym
wielozadaniowym. Natomiast wartość obronna „córy” w warunkach wodno-lądowych
jest wielokrotnie sprawniejsza niż trzy samoloty bojowe wielozadaniowe. „Córa”
ma na swoim pokładzie 3 małe helikoptery, 4 pojazdy uniwersalne wodno-lądowe o
sile bojowej większej niż najnowsze czołgi. Każdy pojazd uniwersalny ma na
swoim pokładzie 4 skutery wodno-lądowe dwuosobowe (łącznie „Córa” ma 16
skuterów wodno/lądowych), stanowiące bardzo sprawną piechotę morską. Cena
szacunkowa pojazdu „Córy” z pełnym wyposażeniem (pojazdy uniwersalne, skutery i
inne uzbrojenie, humanitarne głowice bojowe, itp.), kształtuje się w
szacunkowej cenie wartości 460-500 milionów dolarów. Pojazdy uniwersalne są
znacznie tańsze niż nowoczesne czołgi a możliwości logistyczno-taktyczne
wodno-lądowe manewrowe i bojowe w założeniach projektu są bezkonkurencyjne.
Ponadto „Córa” ma: 3 wyrzutnie rakietowo-taktyczne, także z humanitarną głowicą
bojową do bardzo skutecznego niszczenia napędów samolotów, helikopterów,
rakiet, a także wyłączania napędów wszelkich pojazdów bojowych na wodzie i
lądzie. Poza tym w wyposażeniu są wyrzutnie torped, i kierunkowych bomb
głębinowych samo naprowadzających się na łodzie podwodne, i inną broń. „Córa”,
uniwersalny i skuter mogą pływać do 20 metrów pod wodą. Posiadają znakomite
możliwości maskujące, gdy jest na powierzchni wody i gdy jest pod wodą, sonary,
monitoring podwodny, radary także dopplerowskie i nawigację satelitarną. Córa
ma niezwykłe możliwości manewrowe a także prędkość podróżną osiągającą przy
sprzyjających warunkach nawigacyjnych nawet 700-800 km/h. Może lądować
przy brzegu, na plaży. Nie wymaga obsługi kosztownych portów lotniczych i
morskich. Może prowadzić działania bojowe z rzek w warunkach śródlądowych. Duże
pojazdy baza-mat, „córa”, pojazdy uniwersalne i skutery są niezatapialne,
albowiem platformy tych pojazdów są w 4/5 wypełnione w bardzo licznych komorach
z blachy tytanowej styropianem (jak plaster miodu) i warstwowo specjalnej
jakości watą mineralną zamiast opancerzenia z otuliną zewnętrzną także z blachy
tytanowej, są bardzo lekkie. Ponadto „Bazamat”, „Córa”, pojazdy uniwersalne i
skutery są kompatybilne w działaniach taktyczno-obronnych i strategiczno-ofensywnych
wodnych i wodno-lądowych z innymi formacjami.
– Ma możliwość wystrzelenia na wysokość do 1000 m specjalnego bardzo
czułego sonaru akustycznego i radarowo dopplerowskiego, który znakomicie
precyzyjnie rejestruje do 1000
km wszelkie pojazdy znajdujące w powietrzu, na wodzie i
pod wodą z możliwością ich niszczenia. W/w pojazdy po zneutralizowaniu napędów
głowicą humanitarną wrogich samolotów bojowych, jednostek pływających i
pojazdów wojskowych na ladzie są także zdolne obezwładnić na kilka minut silną
wolno-falową energią mózgi załogi agresora do sprawnego „abordażu”, którym
wcześniej wyłączono zdalnie na określony czas silniki i radary także
dopplerowskie humanitarną głowicą bojową.
– Problemy obronne stanowiące istotę Narodowych Sił
Zbrojnych RP zostały w ocenie projektów pominięte. A przecież w/opisane pojazdy
są wyjątkowo korzystne pod każdym względem w zastosowaniu obronnym. Stwierdzono
także, że Oddziały Dowództwa Marynarki Wojennej nie prowadzą prac naukowych w
zakresie badań podstawowych nad nowymi (nigdzie nie stosowanymi) środkami
bojowymi jak i ich nosicielami.” Poinformowano także, kto zajmuje się takimi
badaniami i gdzie należy kierować korespondencję w tej sprawie. Stwierdzono, że
decyzję w sprawie badań i wdrożeń jest władny podjąć minister Obrony Narodowej.
Odpowiedź podpisał pan kontradmirał Zbigniew Badeński – Szef Sztabu Marynarki
Wojennej RP.
Oczywiście te same pisma łącznie z dokumentacją techniczną,
zgodnie z zaleceniami wysyłałem pocztą internetową do kolejnych: Ministrów
Obrony Narodowej, Szefów Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, Stoczni w Gdyni i
Szczecinie, Centrum Budowy Okrętów w Gdańsku, Komisji Obrony Narodowej w Sejmie
RP, Instytutu Lotnictwa w Warszawie, a także wedle wskazań Dowództwa Marynarki
Wojennej do flot Sojuszniczych NATO: US Navy, Royal Navy i Marynarki Francji.
Miłe odpowiedzi z szacunkiem i podziękowaniem otrzymałem na piśmie. – Więcej
informacji jest na stronie internetowej: http://www.klawiterapia.com/bazamat i
http://www.klawiterapia.com/dyskpo .
Moim zdaniem w/w pojazdy wodne i wodno/lądowe mogą mieć
znakomite przeznaczenie także w gospodarce cywilnej, transporcie wodnym i
rzecznym w ruchu pasażerskim. Gdzie niezwykle konkurencyjnie skraca się czas
podróży z Polski np. lokalnie na Bałtyku do Sztokholmu i Helsinek w czasie
jednej godziny. Pojazdy latające na fali mogą mieć rewelacyjne zastosowanie w
ratownictwie morskim/oceanicznym i powinny się stać polską specjalnością
eksportową.
Łączę najlepsze oczekiwania i pozdrowienia – dr Ferdynand
Barbasiewicz, płk w st. spoczynku.
Główna narracja związana z właśnie podpisanym porozumieniem z USA pełna jest pochwalnych pień – nie tylko ze strony zwolenników obecnej polityki rządu ale także i ze strony wielu ludzi z opozycji. Być może słusznie – nie mam wglądu do tajników obecnej dyplomacji ani szczegółów porozumienia, ale czy na pewno i bezwzględnie?
Czy nie ma w tym ryzyka? Oto moje prywatne spojrzenie – szersze.
Może być nim zbytnie poleganie na sojuszu z USA. Przynależymy do Europy, której USA nie lubią (i której dyktują sankcje ekonomiczne), zresztą wzajemnie. W tej europejskiej rodzinie stajemy się pod tym względem prawie wrogiem wewnętrznym, podobnie jak z punktu widzenia Rosji. Wiążemy się z prymitywną kulturą (w porównaniu z europejską) i cywilizacją akcentującą siłę oraz przewroty i spiskowanie jako główne narzędzie polityki. USA praktycznie są rządzone przede wszystkim przez mafie bankierów i celebrytów żydowskich, którzy wspierają siły nieprzyjazne Polsce. Chociaż UE nie jest doskonała, to gdybyśmy umiejętną polityką zmienili ją bardziej w federację niezależnych państw oraz utrzymując poprawne, ale nie wasalne związki z USA – wyszlibyśmy na tym lepiej. Mając wątpliwości czy Rosja faktycznie nam zagraża w aspekcie militarnym (Europa generalnie nie wykazuje takich obaw), sądzę że wydatkowanie olbrzymich kwot na uzbrojenie może być tylko zaspokojeniem amerykańskiego biznesu zbrojeniowego przy jednoczesnej małej użyteczności obronnej. Mam na myśli to, że gdyby Rosja tylko rzeczywiście tego chciała, to dawno i łatwo by militarnie nas podbiła (ale nigdy o tym nie było nawet sygnałów) oraz że obecnie wojnę prowadzi się skuteczniej innymi środkami. A co do uzbrojenia to Rosjanie mają w naszej okolicy środki skuteczniejsze niż Amerykanie, w tym na tyle tajne i nowatorskie, że wyprzedzają cały świat (?). W tym kontekście uzbrojenie konwencjonalne to pewnego rodzaju atrapa, użyteczna w lokalnych konfliktach i raczej jako straszak.
Także zależność ekonomiczna od USA (nie mówię o normalnym handlu) nie jest dla nas korzystna. Między innymi to inne normy jakości – przykładowo dla żywności gorsze niż nasze. To większa globalizacja a zatem uzależnienie. Sprowadzane gazu LNG ma bardziej wymowę propagandową niż jest realnym czynnikiem dywersyfikacji dostaw paliw. To mały procent potrzeb. Długoterminowe kontrakty na LNG mogłyby być absurdem, bo w realnym czasie jesteśmy w stanie opanować ekonomiczną technologię podziemnego zgazowywania węgla, co przy polskich olbrzymich głębinowych zasobach uczyniłoby nas całkowicie niezależnym energetycznie państwem a nawet eksporterem gazu.
A propos pytanie: czy i ile gazu USA importują skoro są jego eksporterem?
Zatem refleksja: czy USA prowadzą wojnę na bliskim wschodzie ze względu na ropę i gaz, jak się często stereotypowo sądzi? Myślę, że nie przede wszystkim – chodzi o polityczne wpływy w regionie oraz wspieranie interesów żydowskich. Zauważmy przy okazji, że o ile my mamy płacić za amerykańskie uzbrojenie i utrzymanie baz, to Izrael otrzymuje od USA corocznie miliardy dolarów na zbrojenia. Wymowne.
A co do energetyki – bardzo niepokoi mnie kontrakt na elektrownię atomową. O absurdalności tego kierunku pisałem kiedyś np. w ramach artykułu Co z tą energetyką? Tamże o energetyce rozproszonej, na którą powinniśmy postawić.
Podobnie jak porozumienie co do współpracy w zakresie służby zdrowia. Kto czyta moje teksty to wie, że jestem szczególnie ‘cięty’ w tym zakresie. USA – pomimo największych na świecie nakładów na zdrowie jest najbardziej schorowanym społeczeństwem. Ich miliardowy program walki z rakiem poniósł fiasko. Wzorowanie się na amerykańskich rozwiązaniach zdrowotnych często prowadzi donikąd a kosztuje bardzo słono. To ich kolejna szansa na biznes, wcale nie jednoznaczny z polepszeniem naszego zdrowia, i korumpowanie naszych decydentów okruchami z tego biznesu.
Wracając do stosunków między Polską a USA, to nie należy się zbytnio łudzić „przyjaźnią”, bo w polityce ważą interesy. A nasza przyjaźń ma probierz w postaci ciągłego wymogu wiz do USA (bodajże jedyny przypadek Europie). Mówi się o kryterium wskaźnika odrzuceń wizowych, który musi przedtem spaść poniżej pewnego poziomu. Zachodzi jednak pytanie: dlaczego ten wskaźnik jest duży? Podejrzewam że nie o zachowanie Polaków chodzi, ale o antypolskie nastroje w USA, a przynajmniej wśród tamtejszej administracji.
Podobnie takim negatywnym testem przyjaźni jest wspieranie przez USA roszczeń za mienie bezspadkowe … Zachowanie ambasador G. Mosbacher pokazuje jak Polska jest instrumentalnie traktowana.
Ogólnie nasze usilne zabieganie o … niesuwerenność nie licuje z silną pozycją Polski. Bo jak inaczej nazwać dopraszanie się o stacjonowanie obcych wojsk? Może być użyte jako narzędzie polityki amerykańskiej, nawet w charakterze szantażu. A do tego jeszcze mamy za to płacić, gdy raczej za użyczenie terenów, mediów i aprowizacji powinniśmy wymagać kompensaty.
Wydatki te powinny pójść na większe nasze dozbrojenie i rozwój WP, a nie uzależnienie od obcej siły. Zauważmy, że nawet zakup bardzo drogich myśliwców F-35 (konstrukcja z 2006 r. z dalszymi modernizacjami, które nie stanowią podstawowej potrzeby obronnej polskiej armii i wciąż odnotowują niesprawności oraz będą dostarczone dopiero za parę lat) poprzez kody źródłowe awioniki i uzbrojenia będą tak czy inaczej kontrolowane z USA, z możliwością blokowania włącznie. Może nie koniecznie te samoloty są w pełni amerykańskie, bo wiele podzespołów jest produkowanych przez Chińczyków. Jeśli Chińczycy produkują, to mogą tam umieszczać swoje czipy (?) a informacjami dzielić się z Rosją. Nadto – to broń ofensywna dalekiego zasięgu (1700 do 2220 km) – kogo będziemy atakować? Podobnie rakiety. Gdy wspomniałem o tajnych broniach rosyjskich miałem na myśli także środki elektroniczne, które potrafią sparaliżować całą tę wysublimowaną technikę. Już te parę czynników daje do myślenia czy to trafiona inwestycja, czy nie lepiej byłoby rozwijać naziemną broń przeciwlotniczą?
Nie wydłużając tego wpisu, bo można by jeszcze sporo dodać – mam szereg wątpliwości czy ślepe poleganie na Ameryce nie jest naiwnością naszych polityków.
Opinie jak wyżej są głupio komentowane jako prorosyjskie. Nie mam nic wspólnego z Rosją podobnie jak bardzo wielu komentatorów, którzy mają podobne zastrzeżenia.
Obym się mylił, bo Polsce potrzebny jest dobry sojusz.
[publikowane z opóźnieniem ze względu na brak dostępu do Internetu z wakacji, co może skutkować także kłopotem z przesłaniem całości…]