Turystyka – co o niej myśleć / cz. 2

(część druga), do części pierwszej

Podróże kształcą…

Teraz pozytywniej…

Jak w znanym powiedzeniu – podróże kształcą. Ale turystyka pełni szereg istotnych funkcji społecznych. Dzięki nawiązywaniu kontaktów z innymi społecznościami wzrasta zrozumienie i tolerancja wobec innych kultur. Kontakt oznacza również przekazywanie sobie określonych wartości, sposobów zachowań, sposobów ubierania się, mówienia itd.

Z drugiej strony walory Polski i rosnąca turystyka przyjazdowa to  biznes dla naszego kraju, zwłaszcza dla mieszkańców miejscowości turystycznych. Rozbudowuje się tam także infrastrukturę komunalną (kanalizacja, wodociągi, oczyszczalnie ścieków) oraz poprawia się estetykę krajobrazu (więcej parków i terenów zieleni).
Rzecz w tym aby nie przesadzić – jak wspomniałem uprzednio na przykładach zagranicznych, chociaż mamy i u nas podobne afery – jak ostatnio głośna budowa zamku – molocha w Puszczy Noteckiej.

Jeśli nie będzie podobnych nadużyć, to do pozytywnych aspektów rozwoju turystyki zaliczyć można wszelkie działania mające na celu ochronę środowiska.

Aby poradzić sobie z obsługą turystów mieszkańcy podnoszą swoje kwalifikacje poprzez np. naukę języków obcych, zarządzania, rachunkowości. Praca w sektorze turystycznych postrzegana jest jako prestiżowa. Zmienia się też pozycja kobiet, których zatrudnienie w turystyce jest z reguły znacznie większe niż mężczyzn.

Mieszkańcy starają się bliżej poznać swoją kulturę i historię, aby móc ją zaprezentować w jak najatrakcyjniejszej formie.
Wiadomo że efekt ekonomiczny wynikający z ruchu turystycznego nie jest związany wyłącznie z usługami czysto turystycznymi (hotelarstwem, gastronomią, obsługą ruchu turystycznego itp.). Na potrzeby turystyki działają także inne podmioty gospodarcze, takie jak bankowość, handel, gospodarka komunalna, transport, itp. Szacuje się, że na jedno turystyczne miejsce noclegowe przypada nawet kilkunastu zatrudnionych w turystyce i poza nią.

Ogólnie sprzyja to rozwojowi przedsiębiorczości, powstaniu nowych miejsc pracy i zmniejszeniu bezrobocia. Daje  napływ nowych inwestycji, dochodów uzyskiwanych z obecności turystów.  Ale czy mamy strategię rozwoju turystyki? Jaka jest pomoc państwa?

Oprócz wspomnianego otwarcia się na świat i inne kultury – ważne są przeżycia. Czyż nie wspominamy tych chwil w pięknych miejscach jako czegoś, dla czego warto żyć? Te wspomnienia mają też wartość.

Dawno temu napisałem artykulik „Wakacyjna transcendencja„, który polecam.

Zaczyna się tak:

… dla mnie wakacje mają dużą i szczególną wartość, wykraczającą poza typowe skojarzenie z odpoczynkiem, przygodą i poznawaniem nowych miejsc. Oczywiście to też ma duże znaczenie, zwłaszcza gdy podejdziemy do wakacji aktywnie, z jakimś planem, który uda się nam zrealizować. Ale nie o tym będę mówić, bo to aspekty dobrze znane.
Wolny czas pozwala mi spojrzeć na wiele spraw spokojniej, refleksyjnie i z dystansem. Zwłaszcza nowe miejsca i nowo poznani ludzie niemal wymuszają inne spojrzenie, zderzają nas z nowymi postawami, zwyczajami, inną kuchnią, kulturą, podsuwają nieoczekiwane rozwiązania. Rzeczywiście – podróże kształcą.

A pod koniec: 

… umiejętność dostrzegania owych TU i TERAZ, cieszenia się tym co mamy, znajdowania piękna i tajemnicy na każdym kroku – to czynniki, które nas wzbogacają, a przez to rozwijają.
Oprócz opalenizny i miłych wspomnień życzę wszystkim choćby szczypty wakacyjnej transcendencji.

Kiedyś sporo podróżowałem – oprócz Polski większość krajów Europy, Rosja, Chiny, Afryka, USA…. Były też przygody autostopowe w Europie i w Polsce. A rodzinnie wyjeżdżaliśmy co roku na wczasy – dawniej w ramach wczasów pracowniczych, potem na własną rękę.
Dziś – jako emeryt ograniczyłem te eskapady – zarówno mniej sił jak i środków, które można na to przeznaczyć. To przykre, że obywatela Europy, w przeciwieństwie do mieszkańca Niemiec czy Szwecji itd.,  polskiego emeryta rzadko stać na wyjazd zagraniczny a nawet krajowy.  Przywołuję jeszcze raz statystyki polskich wyjazdów.

Średnio na osobę – wg grupy KRUK – wydamy na urlop w 2018  1677 zł, a wg fińskiej firmy Ferratum 40.1 % miesięcznego budżetu.  Skoro Polacy planują spędzić wakacje z rodziną (40%) lub partnerem (30%), to należy sądzić że – minimalizując do 2 osób na wyjazd, to 2x 1677 zł może się znaleźć poza zasięgiem emerytów, a przyjmując owe 40% z budżetu miesięcznego – raczej na pewno nie starczy na wyjazd zagraniczny.

A propos wczasów pracowniczych z PRL –  szkoda, że przynajmniej część infrastruktury z tamtych czasów przepadła, bo niektóre obiekty po remontach mogłyby nadal służyć mniej zamożnej części społeczeństwa.
Przypomina mi się też Ojciec, zamiłowany i oblatany w geografii, sporo podróżujący przed wojną, ale za PRLu pozbawiony tej możliwości. Cierpiąc z tego powodu otaczał się atlasami i przewodnikami i podróżował … w wyobraźni. Znał wiele miast lepiej od ich mieszkańców, co czasem budziło zdumienie. Gdybyż żył dziś…

I tak – z wyżej wymienionych przyczyn – unikanie tłumów oraz mniejsze możliwości, z powodzeniem zadawalam się spędzaniem większości lata na swej leśnej działce. Na tym blogu wielokrotnie się do tego odnosiłem, ostatnio np. w Z lasu (tam zobaczysz, co to jest Shinrin-Yoku). Jest w nim refleksja o sztuce wypoczynku.

Pobyt na miesiąc, czy już nawet od dwóch tygodni, pozwala  zanurzyć się w pełni w przyrodę, w inny styl życia.

Ciekawostka – mam na działce stare radio z wieloma zakresami fal, zwłaszcza krótkich, które świetnie odbiera audycje z najdalszych stron świata, np. z Chin. To też swoista wirtualna podróż.

Gdy taki leśno-wiejski dłuższy pobyt staje się to nudny, wyrywamy się na wycieczki, głównie  krajowe, chociaż oczywiście są jeszcze marzenia dotyczące dalszych wypadów, ale  – wiadomo – nie da się wszystkiego „zaliczyć” i trzeba się z tym pogodzić.
Owszem  – mamy jeszcze mniej typowe marzenie – rocznego a la long  pobytu w jakiejś leśniczówce, o czym też ostatnio pisałem.
W tych wypadach preferowane są krótkie pobyty w pałacach, zabytkach – w miejscach z klimatem, daje to namiastkę autentycznego  poczucia elitarności, poznania naszej kultury i historii.

W pozostałym czasie agroturystyka i kwatery prywatne, bo ceny są przystępne a nie potrzebujemy luksusów.
Polska jest piękna i nie trzeba szukać atrakcji daleko. Czy zamki Dolnego Śląska tak bardzo ustępują tym nad Loarą?
I wolę nasze bory od wypalonych i skalistych rejonów czy nabrzeży Grecji. Preferuję dzikość, drogi mniej uczęszczane.
Ale – jasne – co kto woli… I w ogóle – inne potrzeby i preferencje mają ludzie młodzi, inne starsi, jeszcze inne rodziny z dziećmi.

Jaka jest więc przyszłość turystyki?

Może jakoś powinniśmy ją ograniczyć? Nie wiem. Ale wiem, że sporo wrażeń i wiedzy możemy mieć i bez fizycznego przemieszczania się. Mapy Google i Google Earth, dają pierwsze ale niemałe możliwości. Są przecież już turystyczne filmy (i wideo) 3D, czekają nas rozwiązania wirtualnej rzeczywistości. W wygodzie i za mały ułamek ceny będziemy mogli poznawać świat lepiej niż osobiście, chociaż inaczej i niewątpliwie bez (na razie)  atrybutów smaku, zapachów i kontaktów osobistych z ludźmi. Może powstaną jakieś nowe tanie środki komunikacji? Już mówi się o turystyce kosmicznej…
Może wspomniane wygodnictwo oraz podróże wirtualne w tym przypadku przyczynią się w pewnym sensie do dawnej elitarności turystyki – na rzecz tych, którzy mają autentyczną pasję i motywy podróżowania – nie tylko dla wypoczynku.

Faktem jest, że mamy coraz więcej  możliwości taniego podróżowania  i to bez pośredników.

Podzielę się częścią swoich „narzędzi”, które to ułatwiają. Robię to z mieszanymi uczuciami – niejako pomagam w tym, co krytykuję. Mam nadzieję, że podejdziesz do tego w sposób umiarkowany. Jeśli np. masz możliwości wyjazdów służbowych, które i tak nie koniecznie zależą od ciebie, to warto je rozszerzyć o zwiedzanie. Nie podwajamy wtedy lotów/podróży.
Ale najpierw – jeśli nie wiesz – mamy zatrzęsienie portali i agentów podróżniczych, nie będę więc ich wymieniał – oprócz paru poniższych, które agregują informacje. Prawie zawsze można znaleźć jakąś okazję.

Oczywiście najbardziej przystępne są wyjazdy krótkie i niedalekie. Mam na myśli zwłaszcza wyjazdy weekendowe i tzw. city break. Nieprzewidywalność pogody w dłuższych okresach stymuluje rozwój krótkich wyjazdów ad hoc.

Tanie lub darmowe noclegi na zasadzie wymiany (chociaż nie tylko) oferuje serwis  https://www.couchsurfing.com/.
Podobnie tanie pokoje: https://www.airbnb.pl/.
Największa na świecie porównywarka noclegów https://www.hometogo.pl/.
http://breakplan.pl/okazje-cenowe/okazje  + https://www.facebook.com/breakplancom/

Agregowane z różnych serwisów okazje znajdziesz na Grupeo, przykładowo https://www.grupeo.pl/travel/zagranica.
Okazje wynikają głównie z zakupów grupowych. Przykład specyficznego serwisu kuponowego http://kuptravel.pl.

Łatwa rezerwacja hoteli na całym świecie: http://booking.com.
Ulubiony serwis okazji podróżniczych : http://fly4free.pl  oraz https://www.facebook.com/fly4free/ .
Podobne: https://www.facebook.com/fly4free.cheap.flights/, https://www.facebook.com/travelfree/.
http://ag.travelshops.pl/
http://www.lastminuter.pl  oraz https://www.facebook.com/Lastminuter.

Sprawdzone, tanie biuro podróży: http://extraurlop.pl

Pod kątem pogody i klimatu, przykład dla wybranego miesiąca:
http://gdziewyjechac.pl/6928/gdzie-jest-cieplo-w-pazdzierniku-w-europie-oto-lista-miejsc.html
http://gdziewyjechac.pl/pogoda/urlop-wakacje-w-pazdzierniku/

Jeszcze inne loty
https://www.smallplanet.aero/pl/
http://silesiair.com.pl/tanie-loty-czarterowe/
www.airclub.pl/

https://www.tanie-loty.com.pl/ .

Dla bardziej zaawansowanych turystów – czytelników książek Biblia Taniego Latania i Biblia Taniego Spania (tam dużo adresów) możliwe jest znalezienie nawet darmowych lotów i b. tanich hoteli. Zadziwisz się. Patrz portal autora http://www.bibliataniegolatania.pl, gdzie są też kursy wyszukiwania takich okazji. Ich spis na FB.

Jest szereg prywatnych blogów podróżników, którzy służą pomocą w podobnych sprawach oraz opisują różne destynacje – znajdź wg kierunku podróży.
Przykład ogólniejszy (porady, „chwyty”) – Blog: http://bisanz.pl , FanPage: https://www.facebook.com/kacperbisanz1 i książka autora: http://bisanz.pl/lifehacks.

Kluby podróżnicze światowe (przegląd niektórych), często ekskluzywne jak np. goforworld.com – niektóre pozwalają zarobić na pobyt przez zgromadzenie poleceń jak np. World Ventures, lub lokalne. Kiedyś uczestniczyłem w klubie RCI (nie mylić z RICI).

Mamy też kluby timesharing – dzielenia się własnymi miejscami (kwaterami, pokojami) z innymi uczestnikami na określony czas.
Są też serwisy rankingujące najlepsze miejsca na osiedlenie się i emeryturę.

opr. Leszek Korolkiewicz


(starte tagi)

#turystyka  #podróżowanie  #rodzaje_turystyki  #masowość_turystyki  #najtańsze_oferty  #wpis_Agaty_Młynarskiej   #w_wyniku_rosnącego_terroryzmu   #zaprzeczenie_wypoczynku  #zabudowane_gęściej_hotelami  #olbrzymie_morskie_wycieczkowce   #wpływ_turystyki_na_środowisko  #zadeptane_i_zaśmiecone  #to_nie_turystyka_-_to_inwazja  #wzrasta_ruch_samolotowy  #największy_port_lotniczy_w_Europie   #statystyki_turystyki_Polaków  #aklimatyzacji  #wycieczka_w_góry_bez_poznania_trasy  #mody_opalania  #podróżowanie_z_niemowlakami  #walory_Polski  #wakacyjna_transcendencja  #znajdowania_piękna  #emeryta_rzadko_stać_na_wyjazd  #Shinrin_Yoku  #o_sztuce_wypoczynku  #przyszłość_turystyki  #możliwości_taniego_ podróżowania  #przystępne_wyjazdy  #kluby_podróżnicze  #kluby_timesharing  #najlepsze_miejsca_na_emeryturę

Poezja przed burzą

…oddycham poezją przed nocą.
Dziś wiersze pisać? – Po co?

Kot na stole

Po czasie suszy a potem chłodu, lipiec obecnie darzy piękną pogodą, przynajmniej tu gdzie jestem – na swej „daczy” – z dala od miasta, zanurzony w przyrodzie. Także z dala od ludzi (może oprócz weekendów, kiedy w okolice zjeżdżają mieszczuchy na citybreak). Telewizja jest cieniutka i kapryśna  – kiedy zechce. I dobrze…

Spaceruję po trawie ogrodu bosymi stopami masując je i ciągnąc uzdrawiające elektrony z ziemi lub oddaję się lekturom głównie w hamaku, czasem ucinając sobie i drzemkę. Potem piję kawkę i delektuję się kolejną chwilą – trwaj!
Wieczorami, gdy gorąco słabnie, wyciągamy rowery lub idziemy na daleki spacer w bezkresny pagórkowaty las. Gdy jeszcze jest gorąco półnadzy oddychamy całym sobą i wchłaniamy aromaty drzew i krzewów. Kochamy las podobnie jak to opisałem w Shirin-Yoku. Prowadzimy długie rozmowy. Nie ma prawie jagód z powodu byłej i obecnej suszy, grzybów podobnie  – jeszcze nie. Ale ożywieni wspomnieniami zeszłych sezonów mamy nadzieję na tę przygodę jesienią. Teraz tylko czasem parę kań – na wieczorny przysmak. Leżymy sobie na trawie lub mchu patrząc w puchate chmurki, czasem spektakularne chmurzyska (o dziwo obecnie bez chemtrails, które wcześniej zawsze się tu pojawiały). W lesie zero ludzi, oprócz terenów wyrębu – na szczęście chyba już zwijają się z tą pracą.

Żyjemy skromnie i prosto. Czas płynie leniwie, chociaż rano każdego dnia jest coś do zrobienia, a to zebranie spadów z jabłoni (mamy klęskę urodzaju), a to robienie z nich konfitury, trzeba coś podlać lub popielić chwasty tu i ówdzie, coś skosić, ale to bardziej dla ruchu niż dla szału zajęć ogrodowych, jaki obserwujemy u paru sąsiadów.
W ogrodzie obserwuję ptaki. Już nie śpiewają tak jak na wiosnę, ale uwijają się w poszukiwaniu pożywienia. Zasłoniliśmy krzaki aronii rodzajem firan bo owoce są już ich przedmiotem pożądania. 
Na dachu drugiego pawilonu, jaki mamy, siada drozd a może pani kosowa (trudno mi odróżnić z odległości) i deliberuje jak by się pod te firany dostać. Wymyśłił(a) i szybkim susem wdziera się do krzaka przez  mało widoczna lukę. Przepędzam spryciarza samym zbliżeniem się, chociaż miałem obawę czy się w tej pajęczynie nie zaplącze. Ale nie. A inny wszedł od dołu po pochyłym kiju, który podpierał obciążone gałęzie.
Często grasuje wiewiór(ka) na okolicznych leszczynach lub na sosnach łuskając świeże szyszki wprost mi na głowę. Kiedy indziej parka ściga się jak szalona po gałęziach cmokając i tupiąc pazurkami po korze.
Pól-dzikie zaprzyjaźnione z dawna koty stoicko wylegują się na werandzie czy nawet na fotelu lub bezceremonialnie na stole, cierpliwie czekając aż trafi im się jakiś kąsek. Są grzeczne i nie narzucają się. Jedynie bura kotka chowająca pod dużą stertą chrustu pięć małych kociąt przychodzi często i płaczliwie prosi o coś na ząb. Nie żałujemy – zapas karmy znika szybko.
Siedząc z książką w ogrodzie obserwuję małe robaczki, które czasem spadną mi skądś na kartki. Oto jeden szkrzydlaty mniejszy od milimetra, same skrzydełka to ok. połowa jego długości. Krąży jakby z rozmysłem, szuka dogodnej drogi zejścia, smakuje (?) kartkę, odlatuje i wraca. Zadziwiają mnie te mikroskopijne stwory.

Ten błogi nastrój (prawie) dolce farniente jakby naśladuje zachowanie tutejszych kotów – śpiących, przeciągających się, nasłuchujących drgnień przyrody… Współgra z tym, co Denis Grozdanowitch przekazuje w urokliwej książce „Trudna sztuka (prawie) nicnierobienia„.
Z tym że Denis 100 razy lepiej ode mnie wyraża uczucia i zachwyty jakie daje nam przyroda i wycofanie się ze zgiełku miejskiego. Jest tam też sporo filozoficznych głębszych treści też rodem z obcowania z przyrodą i jej pięknem a także ze sztuką.  Mam tę książkę stale tutaj pod ręką i aż chce się przytoczyć wiele jej fragmentów, bo opisują to, co przeżywam lub przeżywałem. Są to na ogół dłuższe opisy przyrody lub objawiających się autorowi niespodzianek. Ale nie miejsce na to, więc tylko mały przykład i to natury filozoficznej a nawet politycznej, czego też w książce nie brakuje:

„… ci, którzy zachwalają nadmierny postęp i ufają ślepo dobrodziejstwom świata techniki, nie troszczą się zbytnio o kwestie dobrego samopoczucia, rzeczywistej wygody, kurtuazji, grzeczności, krótko mówiąc – o szczęście.  … Są to zwolennicy cywilizacji nastawionej w tyraniczny wręcz sposób na ilość, a nie na jakość, co  – możemy mieć podstawy do obaw – prędzej czy później doprowadzi do „powolnej apokalipsy” (nawiązując do słów Kennetha a White’a), której nikt nie chce na razie potraktować poważnie”.

Jest tam sporo złotych myśli i cytatów, które raczej będę umieszczał przy okazji na twitterze.
To klimaty jak w książkach Ferenca Mate, Petera Mayle, sielankowość jak w romantycznych amerykańskich filmach o francuskiej prowincji lub Toskanii. Czy taki świat jeszcze istnieje? Szczególnie „moja” ukochana Francja, którą opisują ww. dzieła i do której jeździłem turystycznie i do pracy, jakby przestaje być sobą… Może jeszcze gdzieś na prowincji. Mam nadzieję, że i w Polsce mamy jeszcze wspaniałe miejsca. Martwię się o równie ulubiony Dolny Śląsk – dochodzą niepokojące słuchy o zakusach Niemców i Żydów, którzy tam podobno typują swoją nową ziemię obiecaną.

Tak, pomimo tego „oderwania od rzeczywistości”,oczywiście mamy z żoną świadomość, że wokół (na świecie i w Polsce) rozgrywają się poważne sprawy. Poprzedni tutejszy wpis „Czy czeka nas niewyobrażalny kataklizm”  zatrącił nawet o ton dramatyczny. 
Zabraliśmy ze sobą sporo nieprzeczytanych jeszcze w Warszawie czasopism i nadrabiamy zaległości.
I tak w „do Rzeczy” nr z 2-8 lipca znajduję wreszcie (bo to rzadkość w głównych i politycznych mediach) artykuł „Śmierć z Kosmosu” pokazujący, że nie tylko ja i mnie podobni widzą takie możliwe zagrożenia.  Także znajduję potwierdzenie swoich obaw co do naszej „służby zdrowia” w artykule  „Kolana prezesów” w Polska Niepodległa nr10/2018. Ale te liczne tematy, to może na inne wpisy i eseje, na które mam chrapkę.

Czytamy też sporo Stanisława Michalkiewicza, erudyty, profetyka polityczno-obyczajowego i „niepoprawnego” komentatora bieżącychwydarzeń (spory zbiorek felietonów zebranych w paru książkach), lub, późnym wieczorem, gdy sieć się u nas budzi w związku z inną pozmierzchową aurą, słuchamy jego pogadanek (Youtube, wRealu24, itp. – co nie oznacza, że ze wszystkim przychodzi się zgodzić). Dzieją się rzeczy budzące trwogę ale także rozbudzące świadomość (>  Polityczne otrzeźwienie).
Na szczęście dzięki humorowi i lekkości języka pana Stanisława nie dajemy się do końca zdołować, a nawet zaśmiewamy się z jego anegdot i prześmiewczych powiedzonek (próbka: EuropejsiNasi Umiłowani Przywódcy, Judaszyzm, smrodliwe podmuchy, grandziarz X,… )

Podobnie inni autorzy niezależni. W leżakowych i spacerowych zadumaniach dochodzę do wniosku, że tak mało możemy zrobić ku poprawie w pojedynkę, że może warto dać sobie z tym spokój i wieść spokojne życie emeryta. Jednak nie uznaję zwyczajów strusia i przyglądam się zwłaszcza mnożącym się oddolnym ruchom obywatelskim, które, co prawda, dotąd małe i nie zintegrowane, dają jeszcze bodajże jedyną nadzieję. A może walec dziejów wszystko wyrówna w sposób dziś nieprzewidywalny?  Albo ilość ludzi mądrych i dobrej woli osiągnie hipotetyczną wartość krytyczną i ludzkość się oświeci?  Czy to wszystko to tylko Burza przed ciszą – jak w tytule książki Neale D. Walscha? Mimo fatalistycznych nastrojów nie chciałbym i nie jestem fatalistą.
To, co mogę zrobić, to tyci-tyci pokazywanie pewnych spraw tutaj i w mediach społecznościowych. Oprócz tych spraw ‚wielkich’, społecznych, boli mnie przede wszystkim cierpienie osób chorych, często zupełnie niepotrzebne. Ponieważ są one często ofiarą równie zakłamanego świata medycyny, przynajmniej na tym froncie próbuję dać im trochę światła w kwestii bardziej samodzielnego radzenia sobie z problemami – przez stronę http://www.LepszeZdrowie.info. Przyznam, że o ile co miesiąc serwuję tam względnie zasobną porcję nowości, to w lipcu – z zaprogramowanego na wakacje lenistwa, będzie tego znacznie mniej. Jak dotąd tylko jeden większy i niesamodzielny materiał Prawidłowe żywienie w odchudzaniu.
Ale pod koniec miesiąca może coś nowego się pojawi (sprawdź na www.Lepszezdrowie.info/news7.18.htm).

Z mądrych nauczycieli przytoczę jeszcze ulubionego dra Jerzego Jaśkowskiego, który oprócz zawodowych tematów zdrowia, zawsze w swych prelekcjach na youtube (za Tagen.tv) doda coś o sprawach polityki, historii i nauki.   
Dr  Jaśkowski często wspomina o globalnym władztwie City of London Corporation (CLC). Spotkałem się z niedowierzaniem, gdy to komentowano, ale mamy szersze omówienie i  potwierdzone tego faktu u Roberta Brzozy w tym materiale https://tajemnice.robertbrzoza.pl/finansjera/city-of-london-corporation-czy-rzadza-swiatem/.

Tak więc leniuchuję i zbieram siły na sezon powakacyjnej aktywności.
Podobnie jak zabrałem multum książek do przeczytania (żona też – trochę się wymieniamy, także refleksjami), tak wyznaczyłem sobie dużo spraw do uporządkowania (np. w komputerze), do przemyślenia, napisania, zaplanowania, sprawdzenia, zrobienia na działce itp. – licząc się z gorszą pogodą. Ale dobra pogoda rozleniwia i utrudnia, dodając frustrację, że 80% planów może nie być  zrealizowanych. Zwłaszcza boli mnie, że tyle książek może nie być przeczytanych …

Z tego względu lepsze  byłoby dłuższe oderwanie od „bieżączki” i pobyt z dala od szumu wielkiego miasta w sezonie powakacyjnym, gdy przebywa się więcej w domu. Zwłaszcza pisanie wymaga większego skupienia i dyscypliny.
A pomysłów i myśli jest tysiące…

Wessani w leśno-wsiowe życie, którego możemy doświadczać jednak tylko do ok. końca września – ze względu na lekką, letnią konstrukcję domu i brak ogrzewania, czasami myślimy zrobić sobie życiową  próbę pobytu w lesie przez cały rok. Pomyślisz – jakaż to próba – tak żyją tysiące ludzi. Jednak dla starszych państwa – mieszczuchów z Warszawy to  wyzwanie. Poszukiwalibyśmy  domu z odpowiednimi warunkami jak np. jakaś leśniczówka, dom prywatny częściowo lub całości udostępniony. Zaciekawia nas pełniejsze doświadczenie przyrody w czterech sezonach. Znasz taką  możliwość?

Wracając do wieczornych zajęć – najchętniej słucham na YT zaległych audycji Emila Piaseckiego z cyklu Rody krwi. Niezależnie od jego geniuszu i obszernej, czasem piorunującej wiedzy – świetny gawędziarz.
A jako nocny Marek, już później, próbuję też coś pisać. Najchętniej poezję – jako ucieczkę od tych wszystkich zawirowań, trosk i zwiastunów burzy. Podobno pozytywna myśl kreuje to, co lepsze.
Zamiast ostatnich wierszyków zamieszczam poniżej znacznie starszy, który dobrze oddaje nastrój tych chwil.

Poezja

Ołówek, czysta kartka biała,
gumka i parę spinaczy,
nożyk, pestki słonecznika,
obok piórnika martwa mucha

W powietrzu, w pajęczynach
i na stole kurz
w promieniach zachodniego słońca,
od gorąca lepie czoło.

Różne głosy na zewnątrz,
tu zegar czas odmierza
i dzień leniwie zbiera.
Żadna litera nie przychodzi do mnie.

Z tyłu ktoś patrzy? Chociaż – nie,
to firanka, obok, owszem – ćma
na nagrzanej ścianie,
o swe spanie całkiem spokojna.

Jaki to zapach? Goździk czy maciejka?
Długie cienie się kładą
i wokół coraz ciemniej.
A we mnie – zachwyt. Czuję wszechświat cały.

Plecy już bolą,
więc wstaję, podchodzę do okna
i oddycham poezją przed nocą.
Dziś wiersze pisać? – Po co?

A potem śpię jak nigdy w Warszawie, doświadczając niezwykłych snów, z niektórych można by ułożyć ciekawe scenariusze. Niestety szybko to umyka z pamięci.

Na zakończenie mój ulubiony cytat:

Tak więc gdy inni nieszczęśnicy oddają się nienasyconej pogoni za ambicjami i krótką chwilą władzy, ja wyciągam się w cieniu i śpiewam.
Fray Luis de Leon, ok. 1527-91

Czy czeka nas niewyobrażalny kataklizm? (cz. 2)

 ( do cz. 1 )

Gra idzie o nasze istnienie!

kataklizm2

… Osobiście skłaniam się jednak ku tezie, że winowajcą jest niestabilne Słońce.
Od dość dawna śledzę ten temat (przyznam – amatorsko).
I tak, znam szereg książek, które opisują zjawiska cykli słonecznych.
Najbardziej znanym jest cykl 11-letni. Pisze o tym dość obszernie Andrzej Brodziak w książce Nadchodzi sztorm słoneczny (wydawnictwo KOS).
Minęło 20 lat od jej wydania, nie wszystkie przepowiednie autora się spełniły, ale historyczne wykresy dotyczące maksimów i minimów aktywności Słońca dość dokładnie pasują do różnych zjawisk społecznych, politycznych i psychologicznych, jakie miały miejsce.

Kto nie ma dostępu do tej książki, może przynajmniej zapoznać się z wywiadem z prof. Brodziakiem (wielkiego erudyty), jaki pojawił się w ” Nieznany Świat”; w numerze 2002/5 –  http://pwsz.nysa.pl/~andrzej.brodziak/minimum.htm.

Warto o tym wspomnieć (mimo pewnego „przeterminowania” ) ze względu na szeroki zakres zagadnień, jakie wiążą się z aktywnością Słońca. Są i liczne linki (niestety nie wszystkie już działają).

Książka omawia zagadnienie wpływu wiatru słonecznego, zjawiska stratosferyczne, okresy, ekscesy  i rezonanse Schumanna, charakteryzuje ważniejsze minima słoneczne i ich wpływ na wydarzenia historyczne,  ważne oddziaływanie fal elektromagnetycznych na mózg (np. rola astrocytów), korelacje aktywności Słońca z krótkoterminowymi rytmami biologicznymi, różne wątki filozoficzne, kulturowe i religijne oraz multum powiązanych tematów.

Z kolei książka Słoneczny Kataklizm, autor Lawrence E. Josph (Iluminatio, 2013 r.) podobnie szeroko i popularnie omawia „w jaki sposób Słońce ukształtowało historię i co możemy zrobić, by ocalić naszą przyszłość”.

Z noty bibliograficznej: „Za pomocą napisanych błyskotliwą prozą fascynujących opowieści Joseph pokazuje, w jaki sposób powinniśmy wykorzystać dostępną nam wiedzę i narzędzia – w tym pozyskane niedawno wyniki badań nad Słońcem oraz najnowsze zdobycze techniki, a także ludzką pomysłowość i instynkt przetrwania – w celu stawienia czoła zagrożeniom, jakie mogą nas spotkać ze strony naszej gwiazdy, a także w celu zabezpieczenia ludzkiej egzystencji, ziemskiej atmosfery, systemu satelitów, sieci energetycznej i infrastruktury jądrowej przed nadchodzącym kataklizmem”.

Z noty bibliograficznej: „Za pomocą napisanych błyskotliwą prozą fascynujących opowieści Joseph pokazuje, w jaki sposób powinniśmy wykorzystać dostępną nam wiedzę i narzędzia – w tym pozyskane niedawno wyniki badań nad Słońcem oraz najnowsze zdobycze techniki, a także ludzką pomysłowość i instynkt przetrwania – w celu stawienia czoła zagrożeniom, jakie mogą nas spotkać ze strony naszej gwiazdy, a także w celu zabezpieczenia ludzkiej egzystencji, ziemskiej atmosfery, systemu satelitów, sieci energetycznej i infrastruktury jądrowej przed nadchodzącym kataklizmem”

Pomimo wielu nader ciekawych wątków tej książki, od razu przejdę do owych zagrożeń.
Zdaniem autora pojedynczy wybuch na powierzchni naszej gwiazdy może całkowicie zniszczyć nasz obecny tryb życia. Paradoksalnie – im bardziej się rozwijamy, tym bardziej stajemy się zależni od naszych wynalazków. Cywilizacja już nie jest w stanie funkcjonować bez elektryczności. Chodzi głównie o sieci energetyczne. Gdy uderzy w nas strumień energii ze Słońca – sparaliżuje te sieci na wiele miesięcy czy nawet lat i pozbawi prądu miliony ludzi na całym świecie. Tak wynika z raportu Amerykańskiej Akademii Nauk przy współpracy z NASA z 2008 r.  pt. Severe Weather Events: Understanding Social and Economic Impacts. Brak prądu dla ludności to sprawa poważna (o czym dalej), ale jeszcze bardziej dramatyczny skutek będzie polegał na tym, że po trwającej około miesiąca (czasem znacznie krócej) przerwie w dostawie energii do elektrowni atomowych nastąpi utrata  możliwości schładzania reaktorów (prętów paliwowych), co doprowadziłoby do serii eksplozji podobnych i większych niż te w Czarnobylu i Fukushimie. Powietrze, woda i ziemia zastałyby skażone na dziesiątki lub setki lat.

Czy to możliwe?
Przywołajmy wydarzenie zwane efektem Carringtona. 28 sierpnia 1859 r. do Ziemi dotarła pierwsza z dwóch olbrzymich fal plazmy słonecznej. Przez następne 24 godziny w wielu zakątkach świata pojawiły się czerwone zorze. Następnie 2 września dotarła druga silniejsza fala. Paraliżowała linie telegraficzne, tryskały iskry, powstawały pożary. Kompasy wariowały uniemożliwiając nawigację. Słynne blackouty (zaciemnienia) w USA wynikające z podobnych zjawisk o natężeniu rzędu 15% tych z 1859 roku oraz późniejsze w 1909 i 1921 roku spowodowały zwłaszcza awarię strategicznych transformatorów w sieciach, co wyłączyło na wiele godzin prąd w szeregu stanach. Oczywiście blackouty mogą mieć rożne przyczyny jak huragany, trzęsienia ziemi, chwilowe przeciążenia przez odbiorców, awarie w systemach zabezpieczeń, błędy ludzkie. Wykaz takich awarii znajdziesz np. tutaj https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_major_power_outages#2018 . Z podanych w książce poważniejszych awarii:  13.03.1989 burza elektromagnetyczna  zniszczyła jedną z sieci elektrycznych w Kanadzie, co pozbawiło prądu 6 milionów odbiorców na wiele godzin, a niektórym przywrócono zasilanie znacznie później. W New Jersey spalił się transformator wart 36 milionów dolarów, co unieruchomiło na pewien czas elektrownię atomową. W święto Halloween w 2003 r. burza geomagnetyczna zniszczyła 13 transformatorów w RPA – usuwanie awarii zajęło mieszkańcom kraju kilka lat.

Oznaczało to w efekcie (poza ww.szkodami): brak bieżącej wody, paliwa (przy elektrycznych pompach w dystrybutorach), niemożność zasilania lodówek domowych i w magazynach żywności, ogrzewania i chłodzenia w domach, systemów wentylacji, utrudnienie działania szpitali, paraliż telekomunikacji. Obecnie, w czasie kolejnych blackoutów, doszły(by): paraliż bankowości i bankomatów, transakcji w sklepach (elektryczne kasy), w dużym stopniu różnych służb – paraliż centrów dowodzenia, w tym policyjnych, wojskowych i ratunkowych, systemów logistycznych, produkcji w fabrykach, kolei elektrycznych i sygnalizacji na traktach oraz na drogach w miastach, unieruchomienie większości samochodów w wyniku zwarć w elektronice, możliwe podobne sytuacje w samolotach i na lotniskach, awarie komputerów, telefonii komórkowej, pożary tam gdzie zwarcia skutkują iskrzeniem, unieruchomienie kuchni elektrycznych, powszechne ciemności spotęgowane dymami pożarowymi, lawiny nieprzewidywalnych skutków wtórnych, itd.
Słowem – totalny paraliż i chaos.
Równie, a może jeszcze bardziej dramatyczne – przy przedłużaniu się takiego stanu,  byłyby skutki społeczne. Gdy brak pożywienia, wody i lekarstw ludzie wpadają w nieprzewidywalne stany agresji, pojawiają się rozboje, szukanie winnego, powstają urazy psychiczne, ujawniają się patologie, zanika wszelki porządek.

Wrażliwość naszej elektroniki jest wykorzystywana przez bronie elektromagnetyczne – już używane do zdalnego unieruchomiania elektrowni lub nawigacji. Dlatego (i nie tylko dlatego) osobiście optuję stanowczo za energetyką rozproszoną – patrz dość obszerny artykuł Energetyka rozproszona-głupcze! – cz. 1 i cz. 2 (zobacz),  co było też podkreślone w omawianej książce. Sieci lokalne można zabezpieczać przed promieniowaniem dużo łatwiej, bo są niskonapięciowe i można je ekranować na krótkich odcinkach.

Czy są jakieś środki zaradcze?
Oprócz większej świadomości zagrożeń, zwłaszcza u decydentów, energetyki rozproszonej (co jednak wymaga czasu),  wspomnianych schronów (w przypadku ekstremalnym), istnieje dość proste remedium. Otóż od dawna wiadomo, że zainstalowanie przy głównych transformatorach linii przesyłowych specjalnych dławików pozwoliłoby zabezpieczyć je przed przepięciami. Wobec milionowych cen takich transformatorów, które zresztą nie są produkowane seryjnie ale na zamówienie pod szczegółową specyfikację, co wymaga czasu, koszt takiego dławika to ok. 150 tyś. dolarów. Mimo to i pomimo że od lat trwa „krucjata” na rzecz montowania dławików, prowadzona przez organizacje świadome niebezpieczeństwa oraz mimo ustawy GRID dotyczącej  niezawodności sieci energetycznej, rządy wykazują niezrozumiałą opieszałość w realizacji tego stosunkowo prostego planu. Krótkowzrocznie obawiają się skutków politycznych w ujawnianiu niebezpieczeństwa oraz proszenia obywateli o kolejny podatek, co osłabiłoby pozycję danej partii… Czy w Polsce sytuacja wygląda lepiej? Nie sądzę. Zapewne istnieją i inne możliwości zaradcze, ale to już sprawa specjalistów i sztabów kryzysowych.

Ponieważ artykuł jest już dość długi, to na koniec chcę tylko przypomnieć człowieka, od którego zaczęła się współcześnie świadomość zagrożeń ze strony Słońca i zjawisk kosmicznych. Wypada mu to oddać. To zapomniany przez wielu interdyscyplinarny geniusz Immanuel Velikovsky.
Z jego wielu zainteresowań temat Słońca i układu słonecznego opisany jest głównie w książce Zderzenie światów (oryg. Worlds in Colision – 1950 r.). W czasie 10-letnich skrupulatnych badań przestudiował źródła pochodzące ze wszystkich kultur. Wszędzie znalazł doniesienia o wielkich katastrofach naturalnych, zaskakujących swoim podobieństwem, co pozwalało mu przyjąć, że te dramatyczne wydarzenia objęły całą kulę ziemską. Pozostawało to w sprzeczności z powszechną teorią jednorodności, według której obecny stan Ziemi jest wynikiem niewielkich zmian zachodzących w długim okresie czasu, przy uwzględnieniu tylko takich procesów, jakie można zaobserwować obecnie. Ale co było jeszcze bardziej zaskakujące, to datowanie tych katastrof w czasach historycznych, kiedy według przyjętych poglądów naukowych panował spokój i wszystko pozostawało w normie. W tym samym czasie kiedy Velikovsky dowiedział się o globalnych katastrofach, odkrył też, że powszechnie przyjęta chronologia historii starożytnego Egiptu myli się o szereg wieków. W szczegółowych badaniach, przypominających dochodzenie kryminalne, zrekonstruował rzeczywisty bieg wydarzeń i znalazł proste i przekonujące wyjaśnienie wielu sprzeczności. Chcąc zweryfikować swoje odkrycia oparte na starożytnych źródłach, Velikovsky podszedł wszechstronnie do geologicznych, paleontologicznych i archeologicznych faktów, i wykazał, że – mimo sprzeczności z obowiązującą wiedzą – prowadzą one do tych samych wniosków. Unikalne podejście Velikovskiego polegało na tym, że potraktował dosłownie spisane starożytne świadectwa, zamiast interpretować je w znaczeniu metaforycznym. Jego odkrycia zgadzają się w szeregu  przypadkach z tezami podawanymi przez A. Lalaka i G. Skwarka. Tak jak szereg innych „katastrofistów” Velikovsky został publicznie zniszczony przez świat naukowy. To dość powszechny obrazek gdy ktoś próbuje podważyć paradygmaty. Większość naukowców natychmiast odrzuciła tę teorię, choć wielu z nich jednocześnie przyznawało, że NIE CZYTALI JEGO KSIĄŻKI. Wydawcę zmuszono do zerwania umowy z autorem, mimo że już w tym czasie książka stała się bestsellerem. Blokowano wszelkie próby naukowej debaty. Kuriozalne działania szacownego grona naukowego, skierowane na tępienie teorii Velikovskiego, same stały się tematem publikacji. Sytuacja powtarzała się przy następnych książkach i publikacjach dr Velikovskiego. Mimo że kolejne odkrycia potwierdziły wiele z jego przewidywań, naukowcom trudno było przyznać, że ktoś spoza wąskiego grona fachowców mógł trafnie przewidzieć fakty sprzeczne z ich poglądami. Mimo ostracyzmu Vielikovsky ma swoich następców.

Omówienia prac Velikovskiego znajdziemy np. w książkach: Zakazana Nauka (rozdz. Inkwizycja – proces Immauela Velikovkiego – J. Douglas Kenyon, tamże inne rozdziały nawiązujące do zjawiska),  w książce Zakazana Historia tego samego autora – rozdz. Męczeństwo Immanuela Velikovskiego oraz w artykułach internetowych. Znamienne tytuły, prawda?

Reasumując. Mogło być tak, że w owym krytycznym czasie (rok 1247-8 i poprzedzające katastrofy w cyklu 676 lat) nastąpiły koniunkcje jakiegoś zjawiska geofizycznego lub kosmicznego z cyklem 11-letnim. Słaba aktywność Słońca ma tak samo jak duża swe specyficzne oddziaływanie na Ziemię. Zauważmy, że na okres 2020 r.  i dalej przypada 25 cykl słoneczny o bardzo słabej aktywności i jest to aktywność praktycznie zerowa. To może wzmocnić tę hipotezę koincydencji.

Oprócz ww. cyklów występują różne inne – w dużej skali czasowej – https://pl.wikipedia.org/wiki/Masowe_wymieranie. Najbardziej znane skutki tych odległych wydarzeń, kojarzonych czasem z Kosmosem, to zagłada dinozaurów, potop(y).

Zjawiska na Słońcu wciąż jeszcze nie są dostatecznie poznane i zrozumiane. Tzw. stała słoneczna wcale nie jest stała. Co gorsza, na fali propagandy ruchu  ekologicznego w imię zapobiegania ociepleniu z tytułu działalności człowieka, wpływowe środowiska naukowe dopuszczają się kamuflowania i fałszowania odnośnych badań – jak w przypadku Vielikovskiego. Podobnie tzw. średniowieczne optimum klimatyczne, ponieważ podważa tezę o obecnym ociepleniu jako ewenemencie naszych czasów. Dlatego to drażliwy temat w kręgu klimatologów. Książka Słoneczny kataklizm dość szeroko omawia te manipulacje. Są i inne manipulacje przy pogodzie – tzw. geoinżynieria, w tym wykorzystywanie środków zmiany pogody jako broni oraz tajemnicze chemtrails. Omawiałem to kiedyś tutaj . Chociaż twierdzi się, że dokonuje się tych oprysków w celu ochrony planety przed słonecznym promieniowaniem (wtedy może byłoby to usprawiedliwione, ale jednocześnie truje się ludzi i ziemię toksynami), to trudno mi w to uwierzyć, bo rozsiewanie odbywa się i o zmroku, wczesnym rankiem i w nocy.

Nota bene ww. książka sporo miejsca poświęca prozdrowotnemu działaniu Słońca, co współgra z artykułem Słońce –zdrowe czy nie?
Temat klimatu i globalnego ocieplenia jest obszerny i skomplikowany. Kiedyś (2009 r.), przyczynkowo opisywałem to tutaj Dylemat:  człowiek – ekologia – klimat.
„Pogodę kosmiczną” z omawianymi efektami słonecznymi możemy śledzić na bieżąco na https://www.swpc.noaa.gov/.

Nawet jeśli powyższy alert jest nietrafiony lub przesadzony, powinniśmy zachować przezorność – przez wiedzę i działania zapobiegawcze. Już tylko lokalne awarie (nie koniecznie z powodu wpływów kosmicznych) scentralizowanej sieci skutkujące wybuchami i przeciekami reaktorów jądrowych stanowią śmiertelne niebezpieczeństwo. 

Gra idzie o nasze istnienie!

 

Czy czeka nas niewyobrażalny kataklizm? (cz. 1)

W codziennym zabieganiu, po którym znajdujemy chwile rozrywki (?) w płytkich wiadomościach telewizyjnych lub programach sensacyjno-politycznych, na ogół gubimy sprawy naprawdę ważne. W polityce widzi się niekończące się dyskusje o sprawach trzeciorzędnych, często na tematy zastępcze – aby tylko wypełnić czas, a co gorsze – oszukiwać ludzi.

A dzieją się sprawy do których pasuje przysłowie „Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy”.

Znalazło by się co najmniej kilka takich, które mogą zaważyć o losie Polski – np. planowe i długodystansowe przysłowiowe „gotowanie żaby” w postaci stopniowego oddawanie naszej suwerenności na rzecz stronnictwa żydowsko-amerykańskiego, przykryte zdradą naszych sprzedajnych (głupich) polityków. Ale to obszerny temat, który sam możesz śledzić dzięki niektórym niezależnym mediom i komentatorom. W telegraficznym skrócie ten akurat aspekt omawiam tutaj Polityczne otrzeźwienie.

Ale są sprawy potencjalnie, a może i realnie, jeszcze ważniejsze, na tyle że mogłyby połączyć wszystkich ludzi, bez względu na obecne podziały.

Piszę „mogłyby”,  bo mentalność ludzka jest na tyle dziwna, że nawet gdyby się paliło, to niektórzy albo by zaprzeczali,
że coś się wokół pali albo krzyczeli, że niech się pali. Po drugie, to, co poniżej opiszę, nie musi się zdarzyć, bo to hipoteza – chociaż prawdopodobna. Wszystko jest grą prawdopodobieństw.

I trzeba pamiętać, że tak wiele razy wieszczono globalne katastrofy, końce świata, że na ludziach nie robi to już większego wrażenia – poprzednie zapowiedzi często skompromitowały się. Przypomnijmy np.:

  • „Koniec czasów” wg różnych proroctw, zwłaszcza religijnych.

  • Kataklizm 2012 roku

  • Głód i wyczerpanie zasobów wg Raportu Rzymskiego „Granice wzrostu” z  1972 r., a wcześniej przepowiednie  teorii Thomasa Malthusa (1798 r.), że skoro liczba ludności rośnie w postępie geometrycznym, a produkcja żywności – w arytmetycznym, to nieunikniony jest stan przeludnienia i głodu. Te przepowiednie nie sprawdziły się.

  • Globalne ocieplenie i przekroczenie nieodwracalnego punktu zmian w przyrodzie – prawdopodobnie wielkie oszustwo w zakresie pokazania przyczyn.

  • Wojna atomowa – już nie raz  wieszczona.

  • Dość częste doniesienia astronomów o jakimś ciele kosmicznym, które zbliża się niebezpiecznie do Ziemi.

Zatrzymajmy się przy owych zjawiskach kosmicznych, bo to przedmiot zainteresowań i badań naukowców, a nie tylko spekulacje tabloidów i wróżbitów.
Od razu trzeba jeszcze zastrzec, że i w nauce panuje konformizm, inercja a nawet sprzedajność. Ponieważ najczęściej odnoszę się do medycyny, to jako drobny przykład podam wątpliwą wartość tzw. Medycyny Opartej Na Faktach (Evidence Based Medicine) – Jeszcze o EBM. Dalej bedzie wskazane podobne zjawisko na polu historii i klimatologii.

Ale zważmy, że nawet nie trzeba komety czy czegoś na podobieństwo meteorytu tunguskiego, by wywołać duże zamieszanie i potężne szkody. Przykładowo erupcja wulkanu Eyjafjallajökull na Islandii w 2010 roku, po której powstała chmura pyłów nad Europą, co spowodowało zamknięcie przestrzeni powietrznej w większości krajów kontynentu.  Przy okazji wydzieliło się bardzo dużo dwutlenku węgla, nieporównywalnie więcej niż ze źródeł sztucznych, które są oskarżane o gazy cieplarniane. Obecnie na Islandii budzi się wulkan Öræfajökull, a  wulkan Tambora na Sumatrze w 1815 r. spowodował tsunami, którego fala miała około 10 m wysokości. W następstwie wybuchu do atmosfery trafiło około 160 km3 materiału piroklastycznego. Jego waga sięgała w przybliżeniu 140 mld ton, a słup dymu, w którym się unosił, miał wysokość około 44 km.
Aktywność wulkanu doprowadziła do śmierci setek tysięcy osób, w tym blisko 12 tys. zginęło bezpośrednio wskutek wybuchu. Rok 1816 nazwano „rokiem bez lata”. Temperatura na całym globie spadła o 3-4 stopnie. Dochodziło też do znacznych anomalii pogodowych, których skutkiem było między innymi niemal całkowite wymrożenie upraw na półkuli północnej.
Wcześniejsze wybuchy (z tych słynnych) pogrzebały np. Pompeję.

W filmach katastroficznych, jakie wypuścił licznie Hollywood, pokazywano szereg innych możliwych scenariuszy (olbrzymie tsunami, nagłe zlodowacenie, trzęsienia ziemi…).
Mimo że barwione dramatycznie, mogą nie oddać w pełni sytuacji jeszcze bardziej katastroficznych w skutkach, chociaż może nie aż tak gwałtownych, o czym trochę dalej.

Bywało że mniejsze sensacje wzbudzały społeczny popłoch a nawet panikę. Prawie każdy słyszał o tym jak po audycji radiowej w 1938 r., na podstawie powieści Orsona Wellesa „Wojna Światów”, ludzie uwierzyli że następuje inwazja Marsjan.
Potem jeszcze wielokrotnie, jak. np. po mającej pozór naukowości  przepowiedni z książki „Jupiter Effect”, że 10 marca 1982 r. nastąpi koniec świata w wyniku koniunkcji planet. W tymże dniu na zachodnim wybrzeżu USA zapanowała panika, że w połączeniu z niespokojnym tektonicznie uskokiem kalifornijskim rzeczywiście może się to stać.

Wobec takich wydarzeń jak trzęsienia ziemi oraz wybuchy wulkanów jesteśmy w dużym stopniu bezradni, ponieważ wchodzące w grę siły są tak potężne, że żadna technologia nie daje zabezpieczenia. Ale przede wszystkim, są w dużej mierze nieprzewidywalne. Nawet alarmy na dzień czy godziny wcześniej to za mało, by zarządzić skuteczną ewakuację.

Są jednak kataklizmy, które występują cyklicznie i to w takim odstępie czasowym, że moglibyśmy się przed nimi zabezpieczyć.

Po tym przydługim wstępie dochodzę do głównego wątku, który był zainspirowany prezentacją  pt. PĘTLA CZASU – złamanie kodu bestii Grzegorza Skwarka i Artura Lalaka. To długi i dyskusyjny materiał, przy czym pominę tu wątki na pograniczu ezoteryki i symboliki oraz dywagacje historyczne (skądinąd ciekawe), skupiając się na cyklu katastrof i pandemii zilustrowanym poniższym diagramem). Wymienieni badacze opublikowali szereg podobnych materiałów jak np. https://www.youtube.com/watch?v=2bg5oNvbvQI.

Diagram nie jest wyraźny więc skomentuję, że chodzi o dość ścisły cykl 676 letni, który prawdopodobnie odpowiada za naturalną redukcję populacji ludzkiej. Ostatnia taka katastrofa miała miejsce na przełomie 1347-8 r. i podobno spowodowała śmierć ok. 90% (!) ówczesnej populacji w Europie i być może na świecie (co do tego jest mało danych). Było to wiązane z pandemią dżumy, ale prelegenci wykazują, że objawy nagłych zachorowań i szybkiej śmierci opisywane przez kronikarzy nie pasują do objawów dżumy.

Są one dużo bliższe chorobie popromiennej lub zatruciu toksycznym gazem. Cofając się w cyklu mamy kolejne trzy podobne zjawiska możliwe częściowo do odtworzenia na podstawie zapisów i badań archeologicznych, omówione w prezentacji.. Poprzednie analogiczne wydarzenia były początkiem okresu historycznej „białej plamy”, „wieków ciemnych”.
W takich sytuacjach następował swoisty reset cywilizacji, przejęcie władzy przez nowe dynastie, zaburzenie oficjalnego liczenia czasu. To inne liczenie czasu może mieć zatem wpływ na błędne datowanie różnych wydarzeń historycznych.
Dla nas istotne jest, że 1347 +  676 to rok 2023 (+/- 1 rok).
Zatem kolejna zagłada możliwa jest już „wkrótce”.

Pytanie:  założywszy np. tylko 50% prawdopodobieństwo zagłady lub nawet 5% – to, przy takim znaczeniu dla cywilizacji, czy nie powinno to być tematem pilnego zainteresowania? Czy w Polsce jest jakiś sztab kryzysowy związany z tego rodzaju zjawiskami? Na ile w ogóle rząd i naukowcy są go świadomi?!

Prawdopodobieństwo śmierci w wypadku samochodowym ocenia się na 1/113 czyli 0,8%,  przy rocznej ilości ofiar śmiertelnych w Polsce w 2017 r. w liczbie 2 831.
Jak to się ma do owego założonego arbitralnie ale minimalistycznie 5%-go prawdopodobieństwa kataklizmu na wielką skalę, w którym zginą miliony?
A sprawę wypadków drogowych mocno nagłaśnia się (słusznie) i łoży się środki na zapobieganie im, przy jednoczesnym pomijaniu dużo większego niebezpieczeństwa.

Temat możliwych przyczyn takich zjawisk omawiał Krzysztof Nowak w swej prelekcji  Wielkie zmiany małej ziemi.
Sugeruje periodyczne zjawisko przebiegunowania magnetycznego, co już wielokrotnie występowało w przeszłości. Wiąże się to ze stopniowym osłabieniem pola magnetycznego, co się właśnie obserwuje, aż do momentu gdy na parę miesięcy zaniknie ono w ogóle, a potem zacznie rosnąć przy zmieniającej się orientacji biegunów. W tym krytycznym czasie Ziemia pozostaje bez ochrony przed promieniowaniem jonizującym ze Słońca oraz promieniowaniem kosmicznym. Skutki są porównywalne z zabójczym promieniowaniem jądrowym. Stąd bodajże jedyna ochrona może być zapewniona przez głębokie lub odpowiednio dostosowane schrony i pieczary.

O ile wiem, w USA, w Niemczech i zapewne gdzie indziej są i buduje się rozległe systemy schronów podziemnych. Gromadzi się zapasy. Chyba nie bez przyczyny. A u nas?
Były budowane przez Niemców w czasie II Wojny Św. – np. jako kompleks Riese (Osówka), ale raczej w innych celach (?).
Częściowo i na niedużą skalę można wykorzystać podziemia Sandomierza, Kostrzyna, Kłodzka, wojskowe schrony w Świnoujściu i podobne obiekty.
Takie refugia były budowane i wykorzystywane w czasach prehistorycznych, przykładowo kompleks w tuneli w Visoko w Bośni.

Ale to oczywiście nie zapewni ocalenia ludności, podobnie jak amatorskie przygotowania prepersów, co najwyżej uratuje  wybrańców, jeśli będą szybko przemieszczeni w odpowiednie miejsca. Optymalnie byłoby ocalić przynajmniej elity intelektualne i specjalistów, dla zachowania dorobku naukowego  i potrzebnej wiedzy dla odbudowy po katastrofie. Ale to raczej mało prawdopodobne, by mieli pierwszeństwo przed politykami, którzy uważają się za najważniejszych… I czy będą to akurat Polacy?
Tak więc pobożne życzenia o Wielkiej Polsce, plany strategiczne rozwoju a także plany i aspiracje osobiste nas wszystkich mogą być rozjechane przez walec natury.
Jest podobno drobna nadzieja w tym, że akurat część Polski ma szczególnie korzystne warunki geomagnetyczne, co wskazały mniejsze straty w tych rejonach, niż gdzie indziej w Europie, podczas zagłady w 1347 roku.

Jeśli w ten sposób – przez zapobiegliwość –  nasi polityczni przeciwnicy zachowają swoje elity i ważniejsze zasoby, a my nie, to możemy się liczyć już z zupełną utratą państwowości.

Wspomniani prelegenci G. Skwarek i A. Lalak mają zastrzeżenia do niektórych tez K. Nowaka, zwłaszcza co do budowy Ziemi i przebiegunowania jako przyczyny zagłady, co przedstawione jest np. w polemicznym wystąpieniu https://youtu.be/JXxZCvOFMxo . Jest i więcej zastrzeżeń, chociaż i w nich (wg mnie) pojawiają się kolejne nieporozumienia.
Możliwa jest hipoteza o okresowym zbliżaniu się tajemniczej planety Nemezis o bardzo wydłużonej orbicie, która sprowadza na Ziemię rój meteorytów o wielkiej sile niszczącej lub odchylenie osi obrotu Ziemi. Istotny jest zanotowany przez kronikarzy fakt, że zagłada nastąpiła bardzo szybko i na wielkich obszarach  – w ciągu paru dni, co raczej nie pasuje do tezy o kulminacji przebiegunowania, ani przenoszenia zarazy, co jest rozciągnięte w czasie. Być może….

Tutejszy edytor Bloxa sygnalizuje mi przekroczenie objętości wpisu – cd. w części 2). 

Z lasu 2018 – czyli kolejne wakacyjne impresje (1)

Już dawno wycięto wszystkie lasy,
a głosy wołających na puszczy rozlegają się nadal.
Ryszard Motas

Od ok. miesiąca, korzystając ze świetnej pogody, spędzam czas (z małymi wypadami do miasta) w swoim domku w lesie. Jest cudownie. Wielokrotnie dawałem tutaj upust swemu przywiązaniu do tego miejsca i ukochaniu przyrody. Na szczęście żona podziela ten zachwyt, a nawet bardziej niż ja – często poprzez werbalne „akty strzeliste” podziwiając to piękno. Właśnie ukończyliśmy lekturę cudownej książki japońskiego profesora Qing Li pt. „Shinrin-Yoku. Sztuka i teoria kąpieli leśnych„. Otrzymałem świeżutki egzemplarz recenzencki, bo jest to książka wydana w 2018 r. (przez Insignis z Krakowa). Prawdopodobnie powiem o niej więcej w osobnej recenzji, ale tutaj nawiązuję do owego ukochania lasu i polskiej przyrody. Jednak wyjaśnię o co chodzi z tymi kąpielami leśnymi i w skrócie co książka zawiera.

Po japońsku Shinrin to las a Yoku to kąpiel. Gdy wchodzimy do lasu to faktycznie zanurzamy się w specyficzny żywioł: zieleni, świeżości, aromatów, odgłosów i wielu innych czynników, z których na ogół nie zdajemy sobie świadomie sprawy. Ten termin w Japonii oznacza już dość rozpowszechnioną praktykę relaksu w lasach i parkach, także wycieczki, poznawanie przyrody i zabiegi lecznicze na łonie przyrody. Przeludniona Japonia i tamtejsze tempo życia (włącznie ze zjawiskiem karoshi) bardzo tego potrzebują. Na szczęście Japonia to w 2/3 lasy. Japonia to cywilizacja lasu i jego kult (naukowo biofilia, ale także występujący w tamtejszej filozof, religii i tradycji). Wiemy o sztuce ikebany, ale przyroda opiewana jest tam od tysiącleci w różnych rodzajach sztuki a tradycyjne budownictwo jest drewniane. Książka opisuje co najmniej setkę aspektów więzi człowieka z lasem. Autor jest naukowcem, który od młodzieńczego przeczucia wagi tych zjawisk doszedł do nauki o nich, którą propaguje w Japonii i na świecie. Ozdrowieńcza moc drzew jest znana głównie z medycyny ludowej i naturoterapii – profesor nadał im rangę naukową. Nazywa to medycyną leśną. Z wielu oddziaływań wymienię podnoszenie przez pobyt w lesie ilości komórek układu autoimmunologicznego (NK) w organizmie, aromatoterapię, uspokajające oddziaływanie leśnej ciszy albo odgłosów ptaków, specyficzne promieniowania, jakość powietrza, zioła jakie daje las …
Książka zawiera piękne zdjęcia, także z innych części świata, które autor badał, oraz liczne linki do stron omawiających temat. Przykładowo podam: www.forest-medicine.com, www.shirin-yoku.org, …
A z własnych zasobów polecam swoją tablicę na Pinterest – https://pl.pinterest.com/oromind/trees-drzewa/  (wybrane ciekawostki dotyczące drzew), ale na tym portalu znajdziesz tysiące niezwykłych i zachwycających zdjęć lasów, drzew, roślin i krajobrazów jakie tworzą.
Drzewa kryją w sobie jeszcze wiele tajemnic – pisałem kiedyś o tym wspominając książkę Sekretne życie drzew

Z powodu tych i innych tajemnic trudno ostatecznie wyrokować, kto ma rację i w jakim zakresie jeśli chodzi o naszą Białowieżę. W ciągnącej się dyskusji warto słuchać obu stron. Zaproponuję przeczytanie artykułu Gryzący problem z ochroną z portalu Naukaonline.pl (stowarzyszonego z periodykiem drukowanym PAN – Academia). Jest to dwugłos „za” i „przeciw” kilku specjalistów. Jak dotąd byłem raczej po stronie b. ministra Jana Szyszki, ponieważ uważam go za kompetentnego specjalistę właśnie od lasów, który ma dostęp do wszelkich danych i który spokojnie bronił swego stanowiska bez emocji, jakie towarzyszą drugiej stronie. Poza tym wykazał rozsądek i patriotyzm w paru innych sprawach dotyczących polskich zasobów naturalnych. Ale słucham i drugiej strony i dlatego trudno mi by całkowicie przekonanym.

Tym bardziej, że widzę z lokalnego podwórka pewne nieprawidłowości dotyczące leśnictwa. Od razu zastrzegę się, że to może być przypadek jednostkowy i nie rzutujący na całą branżę. Jednak irytujący. Nie po raz pierwszy krytykuję (tu i gdzie indziej) leśnictwo z mego rejonu. A zwłaszcza miejscowych leśników. To dwóch młodych panów, którzy mieszkają prawie w luksusie w nowym sporym domu wraz z rodzinami. Przed domem flota służbowych samochodów terenowych. Od kilkunastu lat nie widziani przeze mnie w lesie – ani w tych samochodach ani pieszo – chociaż prawie codziennie po nim spaceruję (latem). Natomiast co roku kolejne połacie tutejszego parku krajobrazowego są wycinane, co oczywiście nas boli nie tylko z powodu wspomnianej atencji dla drzew, ale dlatego że już nie poznajemy niegdyś ukochanych miejsc. Za to widzimy połacie nie zerwanych przez lata pozostawionych pniaków i korzeni, chwasty i hulający z wiatrem pył.
W resztkach lasu pozostawiony bałagan – porozrzucane gałęzie, zdewastowane krzaki i ściółka na licznych nowych drogach technicznych oraz pod składowiskami drewna, a te na stanowiskach konwalii pod ochroną, rozjeżdżone ciężkim sprzętem drogi, potem nie naprawiane. Te uszczerbki byłyby mniejsze gdyby starym zwyczajem wyrębu dokonywano zimą a przy okazji nie zakłócałoby się spokoju letników. Rowy przeciwpożarowe są zaniedbane (zarośnięte, czasem prawie ich nie widać). Tolerowanie palenia ognisk przez robotników leśnych a także motocrossów i kładów w tak wysuszonym jak teraz lesie, co grozi pożarem i płoszy zwierzynę. Niedbałość widać i po zwalonych i nie reperowanych tablicach przyrodniczych, a także w obejściu leśniczówki – rozwalony od lat płot drewniany w części gospodarczej – tak jakby leśnicy nie mieli drewna…

No, dość żali w tym zakresie…
Na działce oddaje się licznym lekturom. Z racji zainteresowań są to głównie książki i artykuły o zdrowiu. Niedawno przy okazji nowości majowych  mego serwisu LepszeZdrowie.info spisałem swoją zdrowotną biblioteczkę. Może któraś z wymienionych książek cię zainteresuje albo zainspiruje.
Te ostatnie nowości to w największym skrócie przegląd (osobiste recenzje) dwóch starszych książek o zdrowiu, artykuły o wodzie zwłaszcza z kranu, o zagrożeniach z prysznica, o wielu zastosowaniach sody oczyszczonej, pogadanki doktora Jerzego Jaśkowskiego i Emila Piaseckiego, czy naukowcy zawsze mówią prawdę, anonse i omówienia wydarzeń, i … dużo więcej. Zapraszam.
Jako kontestator medycyny zwrócę twoją uwagę zwłaszcza na artykuł Naukowcy.
Ale oprócz tych specyficznych zagadnień i książek są i lektury lżejsze oraz z innych sfer życia – o nich innym razem.

Teraz wspomnę tylko o tych dotyczących polityki oraz parę słów o niej samej. Lektury książek Wojciecha Sumlińskiego (którego dotąd znałem z wypowiedzi na YT) wstrząsną chyba każdego. Dotyczą mafijnego oblicza III RP – na podstawie autentycznych przypadków z niedalekiej przeszłości, ale ze skutkami a nawet kontynuacją i dzisiaj. Od już dłuższego czasu – dzięki słuchaniu wywiadów i audycji niezależnych dziennikarzy i badaczy jak Stanisław Michalkiewicz, Witold Gadowski, Marcin Rola, Grzegorz Brown, Leszek Żmijewski, Zbigniew Kękuś i innych gości internetowych telewizji … odsłania się nam pozaoficjalną rzeczywistość. To, że TVP to w dużej mierze propaganda rządowa, a TVN i Polsat oraz inne zniemczone media to propaganda PO i UE – to wiemy. Ale to tylko najprostszy schemat. Ponieważ sceptycyzm i kontestacja – jak wspomniałem wcześniej – to mój charakter, to nie zdziw się, że za sprawą ww. głosów i z lektur wyciągam wniosek o podwójnej grze w naszej polityce – o zatrważającym dla patriotów uwikłaniu od dziesięcioleci władzy w ukryte plany groźne dla Polski. W każdym systemie działała piąta kolumna, a nawet parę – z różnych stron. Poraża naiwność niektórych, którzy myślą że teraz jest inaczej. Jest, i oprócz tego, co dość łatwe dla domysłów, pod płaszczykiem hipokryzji i dezinformacji toczy nas termit, że tak to nazwę. Powiem wprost – nie wierzę Amerykanom, nawet bardziej niż Rosji, a jeszcze bardziej nie ufam Żydom, chociaż w tym przypadku polskie społeczeństwo już się trochę przebudziło przez wypadki tego roku. Jesteśmy oszukiwani – nawet jak pozory i narracja oficjalna sprawiają inne wrażenie. Nikt nie lubi być oszukiwany a zwłaszcza gdy robi się to cynicznie i z uśmiechem głosząc frazesy, że to dla naszego dobra. Znasz powiedzenie o efekcie gotowanej żaby? Właśnie tak od dziesięcioleci jesteśmy „przerabiani”.
Nie wiem, czy Zbigniew hr. Potocki pomoże (to też wydaje się na dziś naiwne), ale to może jedyna nadzieja? Raczej w oddolnym przebudzeniu Narodu – takie ruchy i organizacje już powstają…

Na tym poprzestanę – wracając do leśnego spokoju, którego tak mi trzeba w obliczu wspomnianych spraw. Także dla swego zdrowia, które – niestety, z wiekiem – zaskakuje różnymi niespodziankami.

Przed majówką

Jeśli nie znajdziesz czasu na odpoczynek,
będziesz musiał znaleźć czas na chorobę.

Tuż przed długim weekendem majowym chcę zasygnalizować parę spraw, mając nadzieję że jeszcze zastanę cię przed rekreacyjnym wyjazdem.

Ja też oddaję się wiosennej rekreacji – zauroczony pięknem wczesnej wiosny.


Jest już podsumowanie nowości kwietniowych strony LepszeZdrowie.infowww.lepszezdrowie.info/news4.18.htm

Zaczynam w nich właśnie od roli rekreacji i ruchu.

Poniższa plansza pokazuje w wielkim skrócie, co jest w tych nowościach.

 


(Czyli przynajmniej o: pożytkach rekreacji i ruchu, własności pokrzywy, wprowadzenie w uzdrawianie duchowe, przedstawiamy: Antoni Przechrzta, cd. o rodach krwi, co to jest Endoekologia Zdrowia, informacje z frontu szczepionkowego, szereg nowinek ze strony Zdrowie i Fitness na FB, zaproszenie na stronę Moc Wiedzy…)

W szczególności – ów ‚front szczepionkowy’, to zmagania niezależnych badaczy oraz rodziców poszkodowanych dzieci z bezwzględną propagandą szczepień posuwającą się do rozwiązań siłowych. Jak już tu pisałem ostatnio – najbardziej bulwersuje mnie niszczenie zdrowia dzieci przez skumulowane szczepienia w pierwszych dobach życia, nawet pod przymusem. Wypowiadałem się o tym wielokrotnie. 

Został ukończony cykl prezentacji (35 odcinków) na https://vimeo.com/user75852809., który jasno pokazuje zarówno brak argumentów proszczepionkowców, jak i całą aferalność sprawy.

Zachęcam do zapoznania się z całym podsumowaniem tych nowości oraz artykułami – wg tego, co cię zainteresuje.

Tyle o zdrowiu, na bieżąco (+/-)  jego sprawy  poruszam na https://www.facebook.com/Zdrowie.i.Fitness/. Zapraszam!

Co do wspomnianej strony Moc Wiedzy, to chodzi mi o jej obudzenie po wieloletnim zastoju a nawet ukryciu.
Proszę wpaść i jeśli coś się spodoba – o lajki, dzielenie się i komentarze.

Coraz bardziej napinają się różne sprawy polityczne. Dochodzę coraz bardziej do wniosku, że 80% (?) z głośnych wydarzeń to zasłona dymna i fałsz nad skrytymi machinacjami. Kiedy świat przetnie to owrzodzenie?
Tym zajmę się – na ile jestem w stanie po swojemu ogarnąć problem, innym razem, bo nie chcę nikomu psuć humoru przed majówkowymi przygodami.
Odpocznijmy!

 

 

Aktualnie … lapidarnie w 10 punktach

13 kwietnia 2018

  1. Wybuchła wiosna. W Warszawie i okolicach mamy od ponad tygodnia piękną pogodę. Pomimo suszy (niekorzystnej dla rolnictwa, czystości ulic i powietrza przez zapylenie) krzewy i drzewa wypuściły listki i kwiaty. Chce się żyć!
  2. W związku z pogodą wyroili się i rowerzyści. Sam nim jestem, ale poruszam się sporo także pieszo. Niestety, pomimo coraz większej ilości ścieżek rowerowych, cykliści (jak dawniej nazywali ich krytycznie nastawieni) śmigają po chodnikach, dróżkach i ulicach jak torpedy. Wyskakują ci zza pleców znienacka lub jadą bez pardonu wprost na ciebie. Ledwo uniknąłem dwóch wypadków. W razie czego – szukaj wiatru w polu… Opamiętajcie się! To po prostu element kultury.
  3. Podobnie, zaczęło się wycie rajdujących motocyklistów. 150+ km/h w mieście – bez trudu i bez żenady. Budzą mnie nawet w nocy.
  4. À propos rowerów. Powstały nowe stacje Veturilo – już korzystałem. Szkoda tylko że nie sięgają rubieży miasta (np. las młociński), gdzie pojeździło by się najchętniej, bezpiecznie i wśród natury. Podoba mi się idea innej sieci – AcroBike, ale niestety system komputerowy i aplikacja na telefon nie działają sprawnie. Poczekam aż to udoskonalą.
  5. W polityce też gorąco. Notowania PAD spadają, PiS ma kłopoty wewnętrzne i w odbiorze społecznym. Wyczuwa się, zwłaszcza na prostolinijnym twitterze, zniecierpliwienie i podejrzenie o zdradę w stosunku do obietnic a nawet narodową – głównie za sprawą układania się po cichu z UE i Izraelem. Ludzie zadają sobie pytanie – to na kogo przyjdzie głosować?
  6. Dość enigmatyczną propozycją jest jeszcze mało znana nowa partia niepodległościowa Druga RP niedawno utworzona przez swego lidera Jana Zbigniewa hr Potockiego wokół idei restytucji II Rzeczpospolitej Polskiej, działającej nieprzerwanie od 1918 roku na podstawie Konstytucji Kwietniowej. Oczywiście nie każdemu to pasuje i wielu nie wierzy w taką możliwość. 14 kwietnia w Kazimierzu Dolnym zapowiedziana jest I-SZA OGÓLNOPOLSKA KONFERENCJA partii – szczegóły na http://2-rp.pl/.
    Zobaczymy na ile wiarygodna okaże się ta radykalna inicjatywa, ale jeśli prawdą są różne ujawnienia i dokumenty w posiadaniu hr Potockiego, to los elit III i IV PR może być przesądzany. Kto nie zna tematu – może zapoznać się z licznymi wywiadami z prezydentem J.Z. Potockim na www.porozmawiajmy.pl.

  7. Mam paru ulubionych dziennikarzy i wpływowych medialnie osób myślących niezależnie. Niestety los ich nie oszczędza. Ostatnio dowiaduję się, że waleczna i niezastąpiona p. Lidia Staroń dostała udaru, a red. Stanisław Michalkiewicz w stanie poważnym znalazł się w szpitalu. Trzymam kciuki za powrót do zdrowia. W tej sytuacji boję się o red. Witolda Gadowskiego, który coraz odważniej i bezkompromisowo wypowiada się o obecnych i dawnych aferach oraz tendencjach w rządzie.
  8. Co do zdrowia – oprócz znanych zagrożeń politycznych (wciąż zakusy na naszą niepodległość i by Polskę ograbić), osobiście zdrowie Narodu uważam za co najmniej tak samo ważną sprawę, a może nawet docelowo ważniejszą, bo obecne zaniedbania przeniosą się na przyszłe pokolenia. Najbardziej bulwersuje mnie niszczenie zdrowia dzieci przez nieokiełznane szkodliwe szczepienia, nawet pod przymusem. Wypowiadałem się o tym wielokrotnie.
    Z aktualności polecam kolejną pogadankę dra Jerzego Jaśkowskiego  z serii Świat jest inny, odc. 68 pt. Słynni inaczej – https://youtu.be/d2-6hQbbrlQ. Sprawy znane i powtarzane przez dra od dawna, podobnie jak przez wielu naukowców, ale lekarze (niestety w większości) oraz farmacja i ich władze wydają się odporni na wiedzę i logikę. Gdy nie wiadomo o co chodzi – chodzi o pieniądze. Patrz też cykl na https://vimeo.com/user75852809.
    Na bieżąco (+/-)  sprawy zdrowia poruszam na https://www.facebook.com/Zdrowie.i.Fitness/.
  9. Odbyły 12 kwietnia się kolejne Targi CSR Odpowiedzialnego Biznesu (http://odpowiedzialnybiznes.pl/TargiCSR/), gdzie CSR oznacza od ang. corporate social responsibility) – koncepcję, według której przedsiębiorstwa na etapie budowania strategii uwzględniają interesy społeczne i ochronę środowiska, a także relacje z różnymi grupami interesariuszy. To ważny temat, szeroko reprezentowany na targach. Chociaż nie ze wszystkimi tezami się zgadzam, zainteresowanym polecam np. ostatnie resume w postaci wydawnictwa (pdf) z www.kompendiumcsr.pl.
  10. Jak już wspominałem, zostałem dochodzącym, a praktycznie głównym, redaktorem strony ‚wiedzowej’ na facebooku Moc Wiedzy  Była przez długi czas zaniedbana, więc w miarę możliwości czasowych będę się starał ją restytuować – na razie bez reklamy, licząc na przychylny odbiór Czytelników, polubienia, polecanie i dzielenie się postami. Zbiera ciekawostki naukowe ale i poważniejsze elementy wiedzy, także tej ukrywanej, alternatywnej i dyskusyjnej.


Dziękuję.

Zaproszenie na stronę MOC WIEDZY

„…niedostateczna wiedza bywa groźniejsza od braku wiedzy.”
Dan Brown

Właśnie otrzymałem status ko-redaktora strony (fanpage) MOC WIEDZY (https://www.facebook.com/MocWiedzy).

W związku z dużym obciążeniem innym projektem i brakiem czasu na redagowanie strony dotychczasowy administrator (znajomy na FB) prosił mnie o wsparcie. Jak dotąd niewiele się tam działo i z dużymi odstępami czasowymi. 
Mam w dużym zakresie swobodę publikowania w uzgodnionym zakresie treści.

Prawdopodobnie nasze wpisy będą się przeplatać – jako redaktorów, chociaż dotychczasowy będzie pisał dużo rzadziej..

Oryginalne przesłanie strony brzmi:

Wiedza ma moc. Żyjemy już w epoce informacji.

Chociaż informacja ma cenę i służy do uzyskiwania przewagi, zwłaszcza politycznej i handlowej, to chcę się tutaj zająć informacją która da Ci przewagę innego typu. Chodzi bardziej o WIEDZĘ, a ta może dać mądrość, która pomoże Ci żyć i przeżyć. Przede wszystkim trzeba wiedzieć jak dużo wiedzy jest przed nami ukrywanej. Jak jesteśmy nieświadomi pewnych mechanizmów, swojej istoty i roli. Zatem, będzie sporo „wiedzy alternatywnej”. Jest jej dużo i nie trzeba wynajdywać prochu. Będę raczej zbierać to, co napisali inni (agregacja). Może kiedyś nagromadzi się tutaj tyle tej wiedzy, że tytułowa „moc” będzie miała też wymiar ilościowy.
Ale nie o ilość tu chodzi…

Strona jest poświęcona najróżniejszym kategoriom wpisów.

Sam nie mam też za wiele czasu, ale postaram się ją uzupełniać o wpisy dotyczące wiedzy/nauki, będą też wątki polityczne oraz interesujące mnie specjalnie tematy medyczne.

Zapraszam na Moc Wiedzy i proszę o polubienia, polecanie, komentowanie i dzielenie się wpisami!

Kocham ptaki, ale…

Ptaki mogą latać, gdyż mają pełne zaufanie.
James Barrie

W lokalnym pisemku warszawskim ukazał się  artykuł http://ngp.pl/str/tekst5426.html pt. „Gapa?!”.
Traktuje o wronach. 

Autorka pisze „… Popularności nie przysparza im też zła sława krukowatych, do rodziny których należą, jako łupieżców gniazd drobnych ptaków. W tym względzie śpieszę je jednak wybielić”.

A oto moja krótka uwaga do artykułu  

Podobnie jak W. Młynarski, gdy śpiewał „… a ja je lubię” – generalnie lubię wrony.
Ale z nimi nie jest tak słodko, jak pisze autorka artykułu.

1) Autorka nieco sama sobie przeczy pisząc, że to najwięksi wegetarianie, podając dalej że żywią się także padliną, pędrakami itp. Z osobistej obserwacji – gawron zadziobał gołębia a potem zaczął go zjadać.
Widziałem też jak wrony zjadały zwłoki rozjechanych ptaków.
Stąd i moje podejrzenie że zmniejszenie populacji mniejszych ptaków może mieć i taką przyczynę.
Coraz mniej wróbli, sikorek… Może przyczyna jest inna, ale prawdopodobne jest, że są wypłaszane przez gawrony.

2) Mam to „nieszczęście” że mieszkam przy ulicy ze starymi drzewami, na których duże stado gawronów ma noclegowisko. Parę metrów od okien domu, ponadto nad parkingiem, gdzie stawiamy samochody. I codziennie samochody są „obrobione”. Niestety nie mamy raczej wyboru co do miejsca parkowania.
Wczesno-ranny jazgot odlatujących ptaków też nie należy do przyjemnych.

3) Znana jest degradacja lasu grądowego w Lasku Bielańskim ze względu na zanieczyszczenie podłoża przez wieloletnie nawarstwienie odchodów licznie nocujących tam gawronów.
(informują o tym tablice przyrodnicze)
Być może to nie jedyne miejsce z podobnym zjawiskiem.

4) Podziwiam inteligencję gawronów.
Autorka przytacza np. te filmy o ich zdolnościach – http://kopalniawiedzy.pl/gawron-narzedzia-przyrzady-wrona-brodata-zapadnia-metanarzedzie,7606, sam widziałem jeszcze inne.
Jednak w miastach obraca się ona przeciw nam.
Mam na myśli rozgrzebywanie przez ptaki w poszukiwaniu jedzenia koszy na śmieci i otwartych śmietników.
Tu znów przywołam swoją okolicę, gdzie ulice są usłane porwanymi przez gawrony papierami, torebkami foliowymi, wyrzuconymi z koszy opakowaniami itp.

Reasumując – jestem za znacznym ograniczeniem populacji gawronów w mieście lub za jakimś innym sposobem, by raczej omijały miasto.

PS. generalnie lubię ptaki i podziwiam…
Zobacz jeszcze wpis o dokarmianiu ptaków oraz Karkołomne porównanie?.

Co o tym myślisz?

Delfiny

Trzeba sobie wzajemnie pomagać: to naturalne prawo.
Jean de La Fontaine

Ostatnio zabrałem głos w dyskusji o delfinariach, jaka wywiązała się w związku z filmikiem jak niżej.

https://www.facebook.com/GLOBALinformersEUROPE/videos/1497923660304691/  

Jest to widowiskowe i dla publiczności dobra okazja przyjrzenia się tym wspaniałym zwierzętom  – orkom, zaliczanym potocznie do delfinów.

Na ogół opinie, zarówno w polskiej jak i oryginalnej dyskusji, wyrażały sprzeciw, łącznie z opisem cierpień jakich doświadczają zwierzęta w niewoli.

Oto co napisałem.
Wasze głosy  dotknęły ważnego tematu. Przychylam się do stanowiska że nie powinno się urządzać delfinariów.
Zwierzęta te cierpią fizycznie i psychicznie z powodu ograniczonej przestrzeni, ustawi
cznego hałasu muzyki i od urządzeń filtracyjnych.
Tym bardziej, że te inteligentne ssaki są wrażliwe, są istotami społecznymi, mają rozbudowane i złożone więzi rodzinne oraz w naturalnych grupach i mają potrzebę eksploracji przestrzeni wodnych.
Delfiny jako wyjątkowe ssaki budzą duże zainteresowanie naukowców. Dla badań dobrą praktyką jest przenoszenie ich do tzw. sanktuariów – wydzielonych zatok czy bardzo dużych zagród morskich, gdzie dalej mają swoich ludzkich opiekunów, ale żyją w naturalnym środowisku pozbawionym hałasu i publiczności, nie są tresowane, nie muszą pracować, aby zdobyć pokarm, a ingerencja człowieka ograniczona jest do absolutnie niezbędnego minimum wynikającego z działań pielęgnacyjno-weterynaryjnych itd.
Co do wspomnianej zabawy – to naturalna skłonność delfinów. Bawią się na wolności urządzając wyścigi, skacząc wysoko nad wodą – także ciesząc się wtedy akrobacjami (np. wykonując ‚śruby’), surfując na falach
(https://vimeo.com/97688148 ). Zdarza się że asystują dłuższy czas statkom i łodziom i demonstrują zbiorowe ‚tańce’ – jakby szukając kontaktu z ludźmi.
Potrafią bawić się swobodnie z trenerami w oceanariach – poza widownią i procedurami treningowymi.
Zaryzykuję twierdzenie: wiedzą że mogą sprawiać radość. Czasem pomagają nie tylko sobie (osobniki w grupie wykazują zachowania altruistyczne) ale i człowiekowi.
Myślę, że pomimo że nie są udomowiane (co oczywiście brzmi dość absurdalnie), to w warunkach niewoli można znaleźć pewne podobieństwo do nawiązywania kontaktów z człowiekiem jakie mają psy. Dają się tresować. Jednak przez swoją inteligencję – ta tresura jest dużo szybsza (parę dni) niż u psów, i być może dla nich nie jest tak męcząca.
Abstrahując od wcześniej wspomnianych negatywów trzymania delfinów w niewoli, gdy spojrzymy na sprawę z szerszej perspektywy – nie spotkałem się z głosami krytyki w sprawie układania psów (czasem nawet dość twardej tresury)
wśród tak licznych ich właścicieli i fanów.
Trudno to też porównać z tysięcznymi okrucieństwami jakie zadajemy zwierzętom w różnych okolicznościach.
Na szczęście, ta świadomość naszego złego postępowania jest coraz większa.
Szczególnie instrumentalnie z delfinami obchodzi się wojsko. Amerykanie trenują delfiny do lokalizowania podwodnych min oraz zaginionych nurków. W samym tylko 2007 roku na te delfinowe, militarne projekty wydano 14 milionów dolarów. Tymczasem w 2000 roku na jaw wyszły dokumenty świadczące o tym, że w czasach ZSRR Rosjanie sprzedali Iranowi sporą grupę morderczych „delfinów bojowych”.
Delfiny to szerokie, bardzo ciekawe zagadnienie. Może napiszę kiedyś o tym więcej – mam monografię na ten temat. 

Tymczasem tylko parę ciekawostek:
Naukowcy stwierdzili, że dźwięki wydawane przez te ssaki, układają się w… całe zdania. Zarejestrowano przeszło półtora tysiąca różnych odmian pojedynczych sygnałów wydawanych przez te zwierzęta.
Badanie zdolności interpretacyjnych delfinów wykazało, że zwierzęta te uczą się sztucznych języków, tzn. zapamiętują znaczenie słów, rozumieją całe zdania oraz interpretują kolejność słów w zdaniu, a nawet starają się sensownie zinterpretować nonsensowną komendę. Takie reakcje wykraczają poza efekty wynikające z samej tresury.
Naukowcy prowadzący badania uznali, że delfiny potrafią w sposób abstrakcyjny łączyć słowa sztucznego języka z przedmiotami i rozumieją gramatykę tego języka.
Krótko po narodzeniu małemu delfinowi nadawane jest dźwiękowe imię. Badacze wyodrębnili z dźwięków wydawanych przez delfiny krótkie (0,9 sekundy) piski, prawdopodobnie odpowiedzialne za imię każdego z 14 badanych osobników, a następnie odtwarzali poszczególne nagrania „wołając” konkretnego osobnika, który natychmiast po usłyszeniu swojego imienia podpływał do naukowców.
Delfiny to jedyne zwierzęta, które podobnie jak człowiek, uprawiają seks dla przyjemności 🙂

Delfiny były czczone od zamierzchłych czasów, niektórzy i współcześnie widzą w nich nie tylko istoty rozumne ale i … duchowe:
http://bafka.ovh/index.php/2014/01/15/zwierzeta-mocy-delfin/ 

http://accademiaanima.pl/2015/05/24/kwantowe_podroze_z_delfinami_rozdzialpierwszy/