JP II – postać dramatyczna

Najciekawsze pytania wciąż pozostają pytaniami.
Kryją w sobie tajemnicę.
Do każdej odpowiedzi trzeba dodać ‘być może’.
Tylko na nieciekawe pytania można udzielić ostatecznych odpowiedzi.

Éric-Emmanuel Schmitt

Życie Karola Wojtyły  przypadły na dramatyczne czasy. Oprócz śmierci bliskich  we wczesnych latach, to młodość w czasie okrutnej wojny, konspiracja, śmierć znajomych w tym zagłada żydowskich przyjaciół, potem zderzenie z komunistyczną rzeczywistością i walka o prawa wiernych, bohaterska postawa, która zyskała Mu uznanie wiernych, przełożonych, a potem świata.

Sam fakt wyboru na papieża człowieka z komunistycznego kraju miał w sobie coś niezwykłego, można powiedzieć nadprzyrodzonego.  Zapewne niełatwe zakorzenianie się w strukturze państwa watykańskiego, w tamtejszych różnie nastawionych do ‚przybyszów’  koalicjach wewnętrznych. Przyjęcie na siebie wielkiej odpowiedzialności. Trudne decyzje, walka z tymi tendencjami reformatorskimi, które próbują rozmiękczyć  nauczanie Kościoła, odpieranie i przeżywanie krytyki i oporów. Wielka praca twórcza i nauczycielska. Jakże liczne podróże i misje z najróżniejszymi  wyzwaniami. Wielka rola w obaleniu wpływu komunistów w Polsce i uzyskaniu naszej niepodległości – przy ryzyku osobistego zagrożenia. Potem wynikający z tego tragiczny zamach, uniknięcie śmierci, ale kolejne cierpienia i choroby aż do momentu gdy ten posłaniec słowa nie mógł już mówić.
To wszystko znamy.
Jest też ukryty dramatyzm, który po części spotyka wielu papieży, a JP II  doświadczył go szczególnie z faktu pontyfikatu w niezwykłym czasie.
Trudno komuś z zewnątrz dotrzeć do tych tajemnic, więc to co dalej piszę jest po części spekulacją, chociaż ma wiarygodne podstawy ‚ogólne’.

Watykan sprawuje rząd dusz od wielu wieków, ale także miał wielki wpływ na losy świata od strony politycznej, mianował królów i przywódców duchowych, kontrolował przez swoją hierarchię wiele sfer życia. W sposób naturalny dla władzy wiele z tych spraw miało charakter tajny.

Archiwa watykańskie zgromadziły bardzo dużą ilość tych tajemnic, w tym też dotyczących tajnych stowarzyszeń, masonerii, tajnej dyplomacji, niewyjaśnionych zjawisk, prehistorii, dziwnych artefaktów, zatajonych pism świętych, cudów – ale też nie tych, które pasują do hagiografii.

Te źródła zawierają „dzieła zakazane”,  które ujawniają też manipulacje jakie towarzyszyły tworzeniu oficjalnej historii świata i Kościoła, także pism. Przecież nie wszystkie te dzieła są niemądre.
Nowy papież, zwłaszcza taki, który wyidealizował sobie obraz Kościoła (może też przez pewną selekcję wiedzy jaką się chłonie w czasie kapłańskiej drogi) ma prawo być zaszokowany.
Zakładam,  że papież miał do nich dostęp, podobnie jak do raportów służb, przynajmniej po części, tym bardziej że był intelektualistą, a te wglądy dawały do myślenia.
I tu następuje pierwsze rozdarcie.
„Prawda was wyzwoli”, ale jaka jest prawda? Nie całkiem taka, o jakiej się dotąd wiedziało i mówiło. Okazuje się, że pewne sprawy są zbudowane nie na prawdzie ale na mitach, a nawet  … kłamstwie.
Ale sprawuje się odpowiedzialny urząd – tu też obowiązuje poprawność – nie tylko polityczna, ale dogmatyczna i wizerunkowa.

Znane są też fakty ukrywania pewnych wstydliwych spraw w łonie hierarchii – czy dotyczących podwójnej moralności, homoseksualizmu i pedofilii, czy afer finansowych. Mówi się  i o gorszych sprawach np. na styku (czy tylko?) z satanizmem.
Są opinie o uwikłaniu Watykanu w NWO, tajną politykę międzynarodową, tolerowaniu w przeszłości nazistów, a obecnie zbytnie uleganie syjonizmowi.
Dziś także Jana Pawła II krytykuje się tu i ówdzie za tę zbytnią pobłażliwość lub uciekanie przed pewnymi wyzwaniami.
Nie będę rozwijał tych mniej znanych mi i spekulatywnych wątków.
Pytanie w umyśle papieża:  Jak z tym żyć  w zgodzie ze swym sumieniem i oficjalnym nauczaniem?
Trzeba przecież dbać o jedność i wizerunek Kościoła, ale  czy zamiatanie pewnych problemów pod dywan nie obróci się przeciw jego powołaniu?
Jak mnie/Kościół oceni historia?
Trudne, dramatyczne pytania.
Jan Paweł II  poznał pełną tajemnicę fatimską. Są tam jakieś szokujące elementy skoro trzeba było to ocenzurować, podobnie jak dużo innych objawień i przepowiedni.
Pewne tajemnice, nie tylko watykańskie, skrzętnie skrywa się przed społeczeństwem, bo mogłyby zagrozić nie tylko religii ale w ogóle obecnemu „porządkowi społecznemu” a zwłaszcza władzy.

Są tu kontakty z obcymi cywilizacjami (dawne i obecne), tajne technologie i bronie, raporty o UFO, już odkryte tajemnice skrywane w depozytoriach starożytnych zapisów (Halls of Records) jak np. pod Sfinksem, w górach Bucegi w Rumunii, niedaleko Bagdadu, w Tybecie (góry Kailash) i innych miejscach. Badania w tym kierunku zostały albo zablokowane albo ściśle utajnione przez przedstawicieli USA w porozumieniu z Watykanem. (Podobno szybkie przyjecie Rumuni do NATO było ceną jaką USA zapłaciło za milczenie władz rumuńskich w sprawie znaleziska w górach Bucegi? Ale to osobny wątek bez dokładniejszego potwierdzenia). Podobnie mamy ewidentne dowody na istnienie na Ziemi pradawnych cywilizacji o znacznym rozwoju.
O części z tych tajemnic Jan Paweł II wiedział, Benedykt XVI tym bardziej.
W naszej religii używa się często słowa apokalipsa, które ma opisywać sytuację „dni ostatnich”.
Te dnie, w których nieprawość dosięga szczytu, gdy ludzie są uciskani, mordowani, zdaje się już następują.
Ale słowo apokalipsa w swym źródłosłowie oznacza ‚zdjęcie zasłony’, ‚odkrycie tajemnicy’.

Wg ewangelii, właśnie w Apokalipsie św. Jana, Chrystus ma przyjść na sąd  „a  z Jego ust wychodzi ostry miecz, by nim uderzyć narody”.   Miecz słowa.
To może być właśnie ujawnienie PRAWDY, o tym kim jesteśmy, jaka jest nasza prawdziwa historia, kto naprawdę nami rządzi, jak się nami manipulowało, jak powstawały religie i jak je wykorzystywano. Znane są przepowiednie i channelingi o tym, że nadejdzie czas gdy na Ziemi zostaną odkryte i ujawnione zapisane przekazy o tej starodawnej wiedzy.
Zatem nie chodzi o fizyczną zagładę świata, ale o jego pełną zmianę, odrodzenie – przez zrozumienie i przebudzenie.

To wiedza, której Watykan i zarządcy świata boją się ujawnić, bo to całkowicie zmieniło by obecne paradygmaty: kulturowe, społeczne, naukowe.
Rozumem te obawy i dlatego też rozumiem ukryty dramatyzm papieży, w tym JP II.

Prawdopodobnie Benedykt XVI nie wytrzymał tego ciśnienia; mówi się oficjalnie o wieku jako przyczynie abdykacji, ale także o wyroku jaki na niego wydał pewien trybunał  ścigający tych którzy ukrywali a nawet popierali pedofilię w kręgach światowych elit, był też sygnał że Benedykt … po prostu stracił wiarę. Tego kontrowersyjnego tematu też nie podejmę, ale niewątpliwie daje się zauważyć coraz większą trudność sprawowania władzy na piotrowym tronie.
To wewnętrzne koterie wśród watykańskich kardynałów, zjawiska mulikulti, które z jednej strony są  ‚po linii’ miłości każdego bliźniego, ale obecnie rodzą zagrożenie dla Kościoła i kultury chrześcijańskiej, to podważanie podstaw pewnych dogmatów w świetle odkryć historycznych i naukowych, itd.
Papież Franciszek napomyka więc czasem o naszej kosmicznej wspólnocie, daje znać o swej bezradności (~ kim jestem abym sądził), separuje się (chociaż raczej powierzchownie?) od tego, co narzucałaby mu tradycja urzędu, jest bezradny wobec obecnego terroryzmu, jakby bardziej ujmuje się za uchodźcami niż pogromami chrześcijan,  prawdopodobnie widzi jak Watykan sam  uwikłał się w źródła tej sytuacji…

Naszemu papieżowi oszczędzone było przeżywać aż takie wyzwania, ale mógł mieć świadomość, że prędzej czy później takie sprawy wypłyną.
Człowiek wielkiej odwagi w walce o wolną Polskę, o prawa wiernych, o rolę chrześcijaństwa na świecie – nie odważył się wyjść poza schemat narzucony przez swą nominalną funkcję.
I w tym widzę dodatkowy dramatyzm tej skądinąd wielkiej postaci.

Mam nadzieję, że Czytelnik rozumie, że doceniam olbrzymie zasługi i zalety JP II, a powyższe jest refleksją o psychologicznym aspekcie Jego losu, jaki zgotowały nasze czasy oraz o pewnych zjawiskach z jakimi przyjdzie się ludziom  zderzyć.

Źródła kryzysu z szerszej perspektywy (cz. 2)

Pierwszy krok do rozwiązania problemu polega na tym,
aby komuś o tym opowiedzieć.
John Peter Flynn

za horyzont

Cz. 2

W tym miejscu posłużę się fragmentem spekulacji Roberta Brzozy z jego portalu http://www.Szokwiedzy.pl :

„…Przewożeni są do Włoch, Grecji i Turcji. Z Włoch transportowani są szlakiem bałkańskim na Węgry. Nie jest to przypadkowe posunięcie. Węgry zostały wybrane do zniszczenia przez „onych” za bycie niezależnym.

Głównie chodzi o walkę Orbana z bankierami i korporacjami.

Tylko na kredytach frankowych bankierzy stracili miliardy dolarów. Orban kilka razy walczył z finansjerą i doprowadził do znacznych zmniejszeń rat kredytowych tysięcy rodzin. Na Węgrzech było dużo więcej frankowiczów, niż jest w Polsce.

Jednak główne centrum przerzutu islamistów do Europy znajduje się w Turcji.

To w tym kraju wybudowano bazy wypadowe ISIS, kiedy jeszcze nie przejęli terenów Iraku i Syrii. Całkiem możliwe jest, że uciekinierów szkoli się w tureckich bazach ISIS i przerzuca do Europy.

Proszę zauważyć jaki to jest proces logistyczny. Tu nie ma mowy o przypadku.

Akcja uderzenia Islamu na Europę zorganizowana jest za zgodą lub udziałem USA.

Przecież, Turcja to poddany sojusznik Stanów Zjednoczonych.

Nic tam nie dzieje się bez zgody USA. Aby przetransportować setki tysięcy, czy wręcz miliony ludzi potrzeba i sprzętu i pieniędzy i masę ludzi organizujących ten przemyt. Wszystko dzieje się w sposób na tyle świetnie zorganizowany, aby uznać uderzenie na Europę za przypadek.

Grupy podzielone są na 100-200 osób. Każda z nich posiada lidera. Wyraźnie widać zorganizowaną akcję w trakcie niechęci przyjmowania pożywienia. Kolejny przykład to zamknięcie granicy Węgier. Tłumy dokładnie wiedziały co robić w takiej sytuacji.

Na filmikach widać, jak szybko i zorganizowanie przemieszczają się z miejsca na miejsce. Bez paniki o niepewną przyszłość.

Warto odpowiedzieć sobie na pytanie: w jaki sposób islamiści komunikują się ze sobą?

Być może zauważyłeś/zauważałaś czym posługują się uchodźcy?

Wielu z nich ma komórki… W jaki sposób stać ich na opłacenie abonamentu i roamingu? Przecież są uchodźcami, nie mającymi dachu nad głową.

To jest ważny punkt naszych rozważań. Ponieważ komórki dzisiaj to mapy, sms-y, czyli wskazówki i rozkazy płynące z bazy.

Kto ich sponsoruje?

Wszystkie drogi prowadzą do George Sorosa. Węgierskiego żyda, który reprezentuje międzynarodową finansjerę. Plan jest następujący: osłabić i zdetronizować Europę.

Podzielone niejednolite społeczeństwo jest słabe.

Nie będzie walczyć z nowym systemem: NWO.”

Całkiem możliwy scenariusz…

Jest też i taki, który zakładał konflikt krymski jako fazę przygotowawczą do ewentualnego zasiedlenia tamtych terenów przez Żydów w przypadku gdyby Izrael był zdławiony w wyniku konfliktu na Bliskim Wschodzie. Na razie wkładam to między bajki.

Wracając do szerszego kontekstu.
Stany Zjednoczone prowadzą skrytą wojnę i z Europą – o dominację. Narzucenie dolara jako waluty światowej tutaj coraz mniej działa. Traktat ITTP ma nas znacznie ograniczyć ekonomicznie, o czym pisałem tutaj + do wysłuchania to

https://www.youtube.com/watch?v=3Tck_AlgMkA

Z kolei mocarstwa wykorzystują do swych celów żądne zysku korporacje, którym ułatwiają działanie, którym składają zamówienia. Koneksje są obustronne.

Rozwój ekonomiczny mógłby już dawno pójść milowymi krokami naprzód gdyby nie skrywanie tych rewolucyjnych wynalazków (i niszczenie ich autorów), które zagrażają monopolom przemysłowym.

Depopulacji służą nie tylko wojny, ale i owe zniewolenie ekonomiczne, strefy głodu i nędzy, gdzie pomoc humanitarna jest tylko fasadowa. Te strefy generują także wewnętrzne konflikty.

Idea depopulacji jest stara – tak jak sztuczna teza o tym, że Ziemia nie wyżywi ludzkości, jak eugenika i rasizm,  które w znacznym stopniu były powodem wojen i eksterminacji.

Szczególnie perfidne jest wykorzystywanie w celach depopulacji … niektórych ekologów.

Doszło do tego, że powstają ugrupowania głoszące, że gatunek ludzki jest wrzodem Ziemi, że należy ludzi eliminować, bo zagrażają środowisku. Wykorzystuje się też ekologów do lansowania i wspierania wydumanych teorii o tym,  że człowiek ociepla klimat, a zatem jest to kolejny powód do depopulacji.

Kolejnym narzędziem jest niszczenie zdrowia ludzi przez zatruwanie środowiska, żywności, przez choroby jatrogenne, przez kreowanie wciąż  nowych jednostek chorobowych a nawet wirusów, aby obejmować ‘leczeniem’ coraz to nowe masowe ilości ludzi. Leczenie ujęte w cudzysłów oznacza politykę stałego leczenia z intencją nie wyleczenia, ale dożywotniej aplikacji leków i nieskutecznych terapii. Leki te mają wykluczyć metody naturalne i środki, których BigPharma nie może opatentować. Dotyczy to także nasion i upraw GMO. Szczególnie wredne są działania na polu szczepionek  – patrz art.  O szczepionkach  (będą i dalsze artykuły w serwisie LZ > wyszukaj lokalnie).

Obecny wzorzec medycyny w ogóle nie widzi człowieka jako całości, przez co leczenie-nawet przy dobrych intencjach, jest nieefektywne i kosztowne.
Wszystko to degeneruje i drenuje społeczeństwa, natomiast generuje astronomiczne zyski farmacji i uzależnionej medycynie, przez co zostały one ‘kupione’ przez siły NWO.

Podejrzewam, że BigPharma ostatnio znalazła kolejny sposób by pomnożyć radykalnie swe zyski. O ile Afryka jest poligonem doświadczalnym do testowania depopulacyjnych szczepionek i leków, to biedny kontynent nie zapewni ich sprzedaży. Celem staje się Europa – bogata i wyuczona w ‘dbaniu’ o zdrowie wg medycyny alopatycznej tj. przez lekomanię.

Potrzeba w Europie więcej chorób!
Podobny efekt osiąga się przez wszechobecny alkohol, narkotyki, ‘dopalacze’ itp. środki uzależnienia. Walka z nimi jest tylko fasadowa, co widać po coraz większej reklamie i sprzedaży.

Trochę dalej omawiam geoinżynierię, która wywołuje sztuczne huragany, susze i powodzie jako  kolejne narzędzie depopulacyjne, ale także środek nacisku gospodarczego i politycznego. Przykładem jest to, co oprócz wojny,  spowodowało wielką migrację z Afryki i Bliskiego Wschodu – susze i nieurodzaj.
Wbrew poprawności politycznej, ta migracja stwarza realne zagrożenie epidemiami w Europie. Zarówno przez wprowadzenie na nasz teren obcych mikroorganizmów  jak i przez prosty fakt, że długa wędrówka i warunki obozowe  bardzo zaniżają higienę. A przybysze niechętnie współpracują z opieką lekarską, jaką im się oferuje.

Truciu społeczeństw służy wiele metod. Wszechogarniający smog  elektroniczny wpływa na komórki organizmu, które ewolucyjnie nie są przystosowane do sztucznego promieniowania, degeneruje mózg, wywołuje choroby. Szeroko o tym piszę tutaj.

Jesteśmy zatruwani z powietrza przez chemtrails – opryski chemiczne. Szeroko o tym czytaj tutaj . To dobitny przykład na to, jak większość ludzi nie dostrzega rzeczywistości lub swe obserwacje wypiera ze świadomości.

Chemtrails oficjalnie wpisywane są do grupy działań geoinżynieryjnych, a te wywołują także zmiany klimatu, lub przynajmniej wpływają na lokalne zmiany pogody – jak wcześniej wspomniałem. Być może przygotowuje się Europę, przez lokalne ocieplenia klimatu, właśnie do imigracji i mnożenia tu chorób. Pojawia się nieznane nam szkodniki, znikną pewne uprawy. A islamizacja, chaos i konflikty,  mają ostatecznie Europę pogrążyć.

W ramach geoinżynierii rozwijane są także tajne projekty broni elektromagnetycznej a wraz z technologiami za parawanem wi-fi, telefonii, środków masowego przekazu – również mind control. Obok prymitywnej kultury masowej, przykuwaniu ludzi do telewizorów i podawaniu nieustannej propagandzie, wszystko to razem służy ogłupianiu ludzi.

Przyczynia się do tego także  – przez czynienie ludzi zastraszonymi i biernymi, coraz bardziej widoczna opresyjność systemu władzy  –  mnożenie regulacji, zakazów, limity, koncesje, rozszerzająca się inwigilacja, szpiegowanie, cenzura, fiskalizm (mnożenie i podwyższanie podatków), brutalność policji…

Szczytne pierwotne założenia Unii Europejskiej zostały wkrótce podminowane lewackimi ideami, zapędami unifikacyjnymi i biurokratycznymi w każdej dziedzinie, co uprawniło późniejszą ironiczną nazwę Związek Socjalistycznych Republik Europejskich. Multikulti, gender, laicyzacja – to nowsze środki do osłabienia rodziny i tradycji narodów kontynentu.

Doszło do tego, że pozbawienie członków UE pełnej suwerenności pozwala urzędnikom z Brukseli wymuszać na Polsce ilość emigrantów, których musimy przyjąć – nawet wbrew naszej opinii publicznej i interesom państwa.

Omawiana polityka i wzorce kulturowe zrywają więzy międzyludzkie.

Komunikujemy się przez komórki i Internet, a nie w bezpośrednich rozmowach, żyjemy w coraz bardziej wirtualnym świecie, gdzie jeszcze łatwiej nami manipulować, zwiększa się rozwarstwienie majątkowe. Mieszanie takich kultur, które mają zupełnie inne paradygmaty,  jest tworzeniem nie tylko współczesnych wież Babel, ale zarzewiem otwartych konfliktów.

W tej strategii widać od dawna sterowanie religiami, podsycanie fundamentalizmu, co powoduje znów wojny religijne.

Chrześcijaństwo jest represjonowane na całym świecie, ale głównie w Europie, gdzie jego siłą jest rodzina, próbuje się tę rodzinę ośmieszać i rozkładać.
Jak widać, Europę osłabia się wieloma metodami, które się uzupełniają.

To wszystko potęguje poczucie ludzi, że wkrótce oprzemy się o mur, że nastał tak wielki ucisk i terror, że potrzeba jakiegoś radykalnego rozwiązania, nawet jakiegoś dyktatora.

I o to w tym całym planie chodzi – wprowadzić tyranię w sposób, który wyda się czymś znośniejszym niż to, co się dzieje.
To klasyczny schemat od wieków: stworzyć problem – wywołać wrzenie społeczne – rozwiązać problem który się stworzyło ku uldze mas, które są nieświadome owej manipulacji. Cały proces nakierowany jest na coraz większą kontrolę nad ‚wdzięcznym’ i otumanionym społeczeństwem.

Zamykając ten wątek – czy nasi ‘przywódcy’ zdają sobie z tego wszystkiego sprawę?
Czy i jak będą działać, by te zagrożenia eliminować?
Podejmować decyzje z uwzględnieniem szerszego obrazu sytuacji?

W zakresie uchodźców powinna być prowadzona jasna i jawna polityka imigracyjna, uwzględniająca przede wszystkim naszych rodaków za granicą, poszkodowanych Słowian i chrześcijan, z zachowaniem dobrowolności i wykorzystaniem naszej gościnności na szczeblu lokalnym, nawet rodzin, które zdeklarują chęć pomocy. Serca nie da się dekretować.

Wobec zagrożeń terrorystycznych – zwiększona czujność zamiast naiwnego liberalizmu  i podjęte odpowiednie fachowe środki bezpieczeństwa.

Rozpatrując temat konfliktów w ujęciu globalnym, trzeba będzie się kiedyś zmierzyć z pytaniem: czy spirala eskalacji przemocy doprowadzi do rozwiązania? Czy ludzkość ma egzystować na zasadzie wzajemnego zastraszenia? Kiedyś napisałem o innej koncepcji, która objaśnia jeszcze głębsze możliwe przyczyny i jednocześnie rozwiązanie istniejącego impasu.

Tymczasem, ponieważ szczególnie bliskie są mi sprawy zdrowia, to dorzucam naszym politykom  jeszcze te pytania wyborcze.

Mimo, że ten wpis może wydać się przydługi, to jest tylko szkicem tego, co można by powiedzieć w omawianym zakresie.

Jeśli jednak ta zarysowana wiedza i czujność weszłaby do strategii działania, zwłaszcza nowych władz w Polsce, to może spełniłaby się Jej Wielka przyszłość – zgodnie z pewnymi przepowiedniami, a przynajmniej faktyczna realizacja hasła „Teraz Polska”.
Nasz piękny kraj ma wielkie bogactwa mineralne, zdolnych, wykształconych ludzi, jeszcze nie zdewastowaną przyrodę, bogactwa kultury, pokłady duchowości – tak potrzebne w zmaterializowanym piekle, dumę i zdolność do zrywów. Wielka szansa na rozwój, przywództwo regionalne, wyzwalający wzorzec dla świata.

To brzmi równie ‘odlotowo’?  Nie tak bardzo, ale to już inny temat…

Do cz. 1 

Może nie musimy chwytać się brzytwy?

fragment ilustracji z kwejk.pl

(nie musimy, ale tutaj pojedziemy trochę po ostrzu)

Ograniczona mapa, to ograniczona podróż.

Gdy przyglądamy się obecnej kondycji świata, zwłaszcza pod kątem polityki, widzimy jak XXI wiek wcale nie objawia się jako czas spokoju, oczekiwanej „świetlanej przyszłości” i postępu w sprawach społecznych.

Przeciwnie: wojny, konflikty etniczne, terroryzm, fanatyzm religijny, wzrost okrucieństwa, handel ludźmi, korupcja, niestabilność finansowa i gospodarcza, inwigilacja, opresyjność i cynizm rządów, ucisk, coraz większe rozwarstwienie majątkowe, większa ilość chorób, w tym nowe, dawniej nie znane, kryzys ekologiczny, skażanie środowiska, sukcesywny zanik kultury wyższej, nieformalna cenzura, itd. Jednym słowem dramatyczny regres.
W wielu środowiskach dojrzewa bunt, powstają koalicje ‚oburzonych’, protestujących pod hasłami ‚dość’, ‘dosyć’,  ‚stop’, zawiązują się na świecie różne partie i ruchy oporu pod sztandarem koniecznych zmian.

Jednak pewne sprawy zabrnęły tak daleko, że nie widać wyjścia z impasu.

Wg znanego powiedzenia: szaleństwem jest robić wciąż coś tak samo i spodziewać się innego wyniku.

Stąd coraz więcej głosów, że konieczny jest krok ‚out of the box’, wyjście na wyższy poziom by uzyskać nową perspektywę, która pozwoli dostrzec właściwe rozwiązanie. Można to nazwać zmianą paradygmatu. W szczególności może nawet – jak mówi Richard Bartelett – wyjść poza „rzeczywistość (społecznie) uzgodnioną”.
Jesteśmy bardzo uwarunkowani naszymi nawykami i poglądami, które nas tak ograniczają, że nie widzimy tego, że rzeczywistość jest dużo bardziej bogata w możliwości niż nam się wydaje. Fantastyczne wyniki Barteletta i jego uczniów w zakresie leczenia oraz zmian osobistych są tego przykładem i dowodem.

Ogólnie biorąc są takie projekty, wcale nie takie nowe i odosobnione, jak np. dostrzeżenie że dopiero poziom duchowy daje nam taką otwierającą perspektywę. I nie chodzi o religie, które w większości nie tylko zawiodły ale wciąż są zarzewiem konfliktów. Ale to już tak burzy nasze przyzwyczajenia, a nawet kulturę, że w masie wolimy tkwić w niewoli niż coś zmienić.

No i są możne siły, które to status quo chciałyby utrzymać jak najdłużej.

Trudno ocenić na jakim etapie jest ludzkość. Jedni mówią że na progu przebudzenia i transformacji, drudzy że do tego nam jeszcze daleko lub w ogóle nie akceptują takiej ideologii.

Niewątpliwie świadomość wielu zjawisk, o których władze wolą nie informować społeczeństw, rośnie, zwłaszcza za sprawą Internetu i obecnych środków komunikacji.

Ale i te środki są skupione w określonych rękach.

Niektórzy mówią, że ‚masa krytyczna’ została osiągnięta i fali odnowy nie da się już powstrzymać. Liczą na efekt łańcuchowy lub nawet „efekt setnej małpy” (poszukaj co to znaczy…).

Przejdźmy telegraficznie do paru przykładów.

Jak długo można rolować zadłużenie USA czy innych krajów? Osiągnęło ono poziom ‚matematycznie niespłacalny’. Gospodarka oparta na systemie  i pieniądzu odsetkowym, czyli fikcyjnym pieniądzu który można dodrukowywać dowolnie, nie ma materialnych podstaw. Akcje już nie wyrażają wartości przedsiębiorstw, ale służą spekulacji. Możliwy jest gigantyczny kolaps tak ustawionego świata finansów.

W ogóle pieniądz stał się bogiem, demoralizuje w szerokim sensie wiele dziedzin życia.

Koncerny farmaceutyczne od wielu dziesięcioleci zdominowały medycynę, to one subsydiują naukę, szkolenie medyków, z których czynią głównie sprzedawców leków, korumpują lekarzy i placówki zdrowia, robią wielki biznes na produkcji (a ostatnio monopolizacji) leków, które bardziej szkodzą niż leczą. Króluje ukryte hasło: permanentnie leczyć, ale nie wyleczyć, bo wtedy klient jest stracony. W tym kontekście zwalcza się proste a skuteczne i tanie metody medycyny ludowej oraz odkrycia naturoterapii.

‚Big oil’ i przemysł chemiczny narzuciły światu swój dyktat w zakresie zastosowania szkodliwych dla zdrowia i środowiska substancji, blokują wynalazki w zakresie nowej energetyki, są inspiratorami wojen z podtekstem surowcowym.

Trudno ogarnąć ilość marnotrawstwa, nieszczęść i po prostu cierpień wynikające z tych negatywnych postaw i polityki wrogiej ludziom.

Nasuwa się pokusa jakiejś globalnej rewolucji, która zmyłaby tę ‚stajnię Augiasza’.

Ale taka nadzieja jest raczej płonna, a ponadto gwałtowna rewolucja nie rozwiązałaby sprawy – w myśl powiedzenia, że przemoc rodzi przemoc. Nie chodzi przecież o jeszcze większą eskalację przemocy, której i tak mamy w bród.

Przeciwnym działaniem byłoby pogodzenie się, jakiś pozytywny konsensus z przebaczeniem win.

Jako dygresję, ale a propos zacytuję obszerny fragment mego artykułu z 2007 r. pt. „Lepsze jest lepsze od dobrego”, jaki umieściłem wtedy w serwisie L-earn.net (obecnie w przebudowie, zatem tego artykułu teraz tam nie znajdziesz).

„…W tym sensie możemy zrobić pożyteczny krok dalej.

Przebija się coraz bardziej pogląd, że jedynym lekarstwem na szereg obecnych politycznych impasów (np. konflikt izraelsko-palestyński), patologie społeczne i konflikty międzyludzkie jest wzajemne wybaczanie. Nie jest to nowość, bo już Nowy Testament mówi o wybaczaniu 777 razy, ale jakże ciężko się to przykazanie ugruntowuje…

Sam miałem pod tym względem sporo rozterek, które znalazły wyraz w konsultacji jaką przeprowadziłem kiedyś z Anią Wilczyńską.

Obecnie znaczącym impulsem stały się przykłady wpływu wybaczania na uzdrowienia fizyczne. To też nie jest nowość, bo zarówno Luisa Hay (patrz np. nasza recenzja jednej z jej książek na http://www.LepszeZdrowie.info), jak i szereg nauczycieli Nowej Ery podnosili zbawienny wpływ wybaczania na nasze zdrowie i samopoczucie.

Przebojem stało się pojęcie i praktyka radykalnego przebaczania, którego liderem jest Collin Tipping, autor bestsellera „Radykalne wybaczanie„, nauczyciel prowadzący swe seminaria w licznych krajach.

Za przyczyną jego teorii i dla jej realizacji praktycznej powstało szereg instytucji (w Polsce np. Instytut Radykalnego Wybaczania – http://www.radykalnewybaczanie.pl ) prowadzony przez Ireneusza Rudnickiego), serwisów internetowych i praktyk terapeutycznych (np. Ireny Polkowskiej-Rutenberg – http://www.irenapolkowska-rutenberg.pl  , która „przywiozła” metodę do Polski). [to są linki z tamtego czasu, doszły nowe, niektóre się pozmieniały…]

Nie będę wchodził w głąb tej teorii, jest opisana w książce, potem w wielu artykułach (patrz np. cała seria w nr 12/2004 miesięcznika Zwierciadło). Chodzi o wybaczanie nie tylko innym, ale zwłaszcza sobie i dla siebie.
Należy mieć jednak stale w polu uwagi by nie popaść w relatywizm etyczny. Patrz monografia Davida Augsburgera „Sztuka wybaczania” – dość wnikliwa analiza z pozycji chrześcijańskich i psychologicznych).

Choć tezy radykalnego wybaczania są rzeczywiście radykalne, to możliwy jest krok dalej.

Mówi o tym Bert Hellinger, inny prominentny terapeuta i nauczyciel.

Proponuje on zamiast wypowiedzenia słowa „wybaczam” powiedzieć „dziękuję”.

„Wybaczam” podkreśla czyjąś winę. Choć może to zdziwić, to wychodzi on z założenia (przewijającego się przecież dość powszechnie w nauce o duchowości), że wszystko, co się nam przydarza, spełnia dla nas jakąś rolę, ma głębszy sens i nie dzieje się przypadkowo.

Wspomnieliśmy o starych, bo pochodzących ze Nowego Testamentu, wielkich przykazaniach. Wśród nich znajduje się złota reguła „Czyń drugiemu tak, jakbyś chciał, aby czynili tobie”. Zasada ta rozważana jest na przestrzeni wieków i ubierana w różne sformułowania, jak np. .”Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe” lub imperatyw kategoryczny Kanta: „Postępuj zawsze tak, jakbyś chciał, by postępowano w stosunku do ciebie”. Ta zasada uważana była za doskonałą, ale i tu możliwy jest krok dalej – ku nowej zasadzie.

Jej twórca (a przynajmniej za takiego się podaje) – dr Tony Alessandra nazwał taką udoskonaloną zasadę „platynową regułą” i sformułował ją tak:

Czyń innym tak, jak oni chcą abyś im czynił. 

(Do unto others as they would have you do unto them).

Wg autora i recenzentów jest ona wielokrotnie silniejsza i wartościowsza niż „złota reguła”. A przy okazji praktyczniejsza – nazywają ją kluczem do osiągnięcia tego, co się chce.

Argumentacja Alessandry jest obszerna i stanowi tworzywo jego książki „The Platinum Rule” oraz serwisu internetowego http://www.platinumrule.com .

Pokrótce: Nie traktuj innych, tak jak ty chciałbyś być traktowany. Traktuj ich tak, jak ONI chcą być traktowani. Dostrzegasz różnicę? Nowa reguła szanuje uczucia innych. Zamiast skupienia się na tym, czego ja chcę i „uszczęśliwiania” innych tym samym, powoduje, że próbuję zrozumieć ich potrzeby i uczucia i staram się im TO dostarczyć.

To głębsze zrozumienie i budowanie poprawnych relacji z ludźmi, lepsza z nimi komunikacja. Pozwoli ci być lepszym rodzicem, biznesmenem, managerem, przyjacielem.”

Tak sądziłem przez lata – że przebaczenie jest tym poszukiwanym remedium. To ważny temat (i obszerny – napiszę kiedyś więcej), także w odniesieniu do samego siebie – by się rozwijać, uwolnić od wielu traum, potrzebujemy  i sobie wybaczyć…

Rozważaliśmy to wielokrotnie z Anią Wilczyńską (Sasanka) na L-earn.net, Ania pisała na ten temat książki i artykuły.

Teraz myślę, że to cenne ale niewystarczające a na dziś jeszcze mało realne w wymiarze  politycznym.

Weźmy np. wspomniany konflikt palestyńsko-izraelski. Tam suma wzajemnych animozji i krzywd jest taka, że pojednanie przez wybaczenie jest poza moją (nie tylko) wyobraźnią.

Powyższe refleksje mogą ci się przydać i możesz na tym poprzestać , ale teraz zrobię krok dalej lub w bok – na krawędź tego, co dominuje w powszechnej narracji.

Widzę na horyzoncie inny czynnik, ale zanim do niego przejdę, wspomnę swój stary artykulik (wpis na tym blogu), który naprowadza na nieco ezoteryczną ścieżkę. Zacytuję:

„Często dopada mnie zaduma na temat „dlaczego jest tyle zła na świecie?”

Jest wiele ‚teorii’ i poglądów…

Dziś mam taką refleksję – przez Kłamstwo… Kłamstwo?

Bo jest wszechobecne.

Może – tak jak w chrześcijaństwie (i nie tylko), gdzie szatan to ‚ojciec kłamstwa’ – odejście od prawdy leży u podstaw całego nieszczęścia.

Ale – abstrahując od religii – dlaczego tak się stało?

Tropiąc ciąg przyczynowo-skutkowy znów znajdujemy parę poglądów.

Przyjmuję dziś, że dość oczywistą wcześniejszą przyczyną może być brak … miłości do innych ludzi (i prawdziwie do siebie), nawet zwykłego szacunku. Ten brak pozwala na wszelkie niegodziwości.

Ale skąd brak miłości? Bo … nie wiemy Kim Jesteśmy.

Że stanowimy Jedno. Że wszystko jest powiązane. Że szkodząc komuś w ostatecznym rozrachunku a nawet od razu – szkodzimy sobie.

A skąd brak tej wiedzy o Jedności?

Bo nam ją zabrano, ukryto przed nami – przez lata, wieki … kłamstwa jakim się nas karmi.

Ukrywającego zasadniczą prawdę: że wszyscy na równi jesteśmy emanacją jednego Źródła. By nas podzielić i zniewolić, zastraszyć i wykorzystywać.

I tak – wracam do kłamstwa jako przyczyny zła. Chociaż całościowa sieć jaka nas oplata jest zapewne bardziej skomplikowana…”

Dochodzę do tezy, która w pewnych środowiskach jest już całkiem ‚oswojona’.

Przeciwieństwem miłości jest strach. To on rodzi zło.

Wszystkie konflikty, wojny, intrygi, przemoc – wszystko co rodzi złe emocje i strach, to w dużej mierze (bezpośrednio lub pośrednio – przez zaszczepienie pewnych postaw) … działanie sterowane.

Mamy nader liczne historyczne i obecne dowody zasady ‚dziel i rządź’, napuszczania jednych na drugich, prowokowania konfliktów, sztucznego tworzenia i  ‚hodowania’ przeciwników, uzbrajanie obydwu stron wojen naraz, ‚wychowywania’ społeczeństw na filmach i literaturze pełnych przemocy, pokazywania tego co negatywne, popierania bezprawia itd.

Czyja to sprawka? Ręka jest ludzka (chociaż nie zawsze…), ale czyja głowa?

Jedno z dość dobrze opisanych w literaturze wyjaśnień (współcześnie począwszy zwłaszcza od „Bogowie Edenu” Williama Bramleya) wskazuje na kosmiczną rasę gadów (reptylian, a także inne odłamy tej i innych ras kosmicznych), którzy od eonów lat kolonizują planety i wszędzie zaprowadzają swe ukryte rządy, często i terror.

W Biblii i innych pismach religijnych utożsamiani są z demonami, dysponują podobnymi mocami, ale dziś możemy opisać ich dużo dokładniej. Istnieje spora literatura (w tym ufologiczna), która podaje wiele szczegółów, z podsumowań w języku polskim patrz pewne wątki w: „Galaktyczna rodzina” i w innych książkach Wojmusa, „Cywilizacje kosmiczne na Ziemi” – Janusz Bieszk, oraz w tysiącach mniej lub bardziej wnikliwych artykułach i filmach).

Obecnie jako rasa na wysokim poziomie rozwoju technologicznego i istniejąca w wymiarze dla nas niepostrzegalnym, reptylianie mogą swobodnie nami manipulować – głównie poprzez wpływanie na podporządkowane, psychopatyczne ‚ukryte rządy’ ziemskie. Nie  jest tajemnicą, że rządy i prezydenci, jakich znamy, to marionetki ‚gabinetów cieni’, silnych i bezwzględnych grup wpływu. Utożsamia się je z agendą NWO i działaniem tzw. Iluminatów – ale to zapewne uproszczenie.

Natura reptylian jest taka, że żywią się energią, ale specyficzną – tą która jest generowana przez negatywne emocje i strach. Posiadają odpowiednie możliwości transmitowania tej energii w swoim kierunku.

Ludzkość jest dla nich wielkim rezerwuarem takiej energii, swoistym żywicielem – pod warunkiem że ta energia jest stale generowana – właśnie przez wspomniane sposoby.

Jesteśmy wykorzystywani i deprawowani od bardzo dawna, zatraciliśmy przez to swą tożsamość a te wszystkie wypaczenia nakładają się z czasem na siebie, generują dalsze i stąd nasza dzisiejsza żałosna kondycja.

Wiedza o tym może nas wyzwolić pod wieloma względami.

Po pierwsze ZROZUMIENIE tego faktu, zwłaszcza że wszystkie strony bodajże wszelkich konfliktów są sztucznie manipulowane, jest tym kluczem wyjścia z impasu, który nawet może zastąpić przebaczenie: WSZYSCY byliśmy na równi oszukani.

Mamy wszyscy jednego przeciwnika, gdy on zniknie lub nie będzie miał owej energii, to i nasze konflikty nie będą już miały swej siły napędowej. Wzajemne wybaczenie jest łatwe, gdy zrozumiemy dlaczego byliśmy tacy a nie inni. Ale… skoro – jak wspomniałem –  wszyscy w istocie jesteśmy równi i stanowimy emanacją jednego duchowego Źródła – to w zasadzie nie ma komu wybaczać…

Po drugie reptylianie mogą wtedy rzeczywiście zniknąć z naszej sfery – jeśli ona przestanie ich karmić.

Po trzecie – wszystkie nasze relacje – bez źródła stymulowanej nienawiści, gniewu i strachu, zaczną naturalnie się poprawiać.
Należy poczynić uwagę, że idea zrozumienia dla wybaczenia jest stara i zawiera się w znanym przysłowiu „Zrozumieć to wybaczyć” i jemu podobnych.
Jednak w danym przypadku nie o to chodzi byśmy rozumieli czyjąś winę i wspaniałomyślnie lub uważając się za znawców „psychologii i natury ludzkiej” wybaczyli drugiemu. To nie wnosi tego nowego elementu  – jakim jest zrozumienie, że WSZYSCY jesteśmy zmanipulowani od zewnątrz.

Podsumowując: to zrozumienie, ta wiedza może nas wyzwolić. Co do wiedzy – to przecież bardzo stare hasło, podobnie jak „Prawda was wyzwoli”.

Bo, wreszcie, prawda, nawet bolesna, jest lepsza od życia w ułudzie, która pozwala nami manipulować i ogłupiać.

To są dywagacje, ale czy nie znajdujesz w tym ziarna szansy?

Konstruktywny program odrodzenia ludzkości zawsze będzie trącił jakąś ideologią. Ale jak powiedział Ludwig Eduard Boltzmann:  „nie ma nic bardziej praktycznego niż dobra teoria” (idea).

Zwłaszcza, jeśli nie będzie widać innego wyboru.

Jest bardzo wiele do naprawienia i nie należy się łudzić że będzie to  łatwe i szybkie. Ale takie obywatelskie programy już powstają.

Tak czy inaczej – los ludzkości bardziej jest w rękach świadomych i działających obywateli niż polityków – wygodnych i patrzących tylko w horyzoncie wyborów i służących interesom swych partii, w rzeczywistości też manipulatorów i ludzi o ograniczonej percepcji świata.

Mam nadzieję wkrótce przedstawić propozycje o jakich słyszałem …

Lapidarnie

Jesteśmy połączeni między sobą i z przyrodą

Zgodnie z zawołaniem bloga (od którego odchodziłem często…), parę krótkich myśli (własne):

***

W każdej chwili TERAZ jesteś starszy i bardziej doświadczony niż kiedykolwiek byłeś. Bądź więc lepszy i mądrzejszy.

***

Często dopada mnie zaduma na temat „dlaczego jest tyle zła na świecie?”

Jest wiele ‚teorii’ i poglądów… Dziś mam taką refleksję – przez Kłamstwo
Kłamstwo? Bo jest wszechobecne.

Może – tak jak w chrześcijaństwie (i nie tylko), gdzie szatan to ‚ojciec kłamstwa’ – odejście od prawdy leży u podstaw całego nieszczęścia. Ale – abstrahując od religii – dlaczego tak się stało?Tropiąc ciąg przyczynowo-skutkowy znów znajdujemy parę poglądów. Przyjmuję dziś, że wcześniejszą przyczyną może być brak … miłości do innych ludzi (i prawdziwie do siebie), nawet zwykłego szacunku. Ten brak pozwala na wszelkie niegodziwości.
Ale skąd brak miłości? Bo … nie wiemy Kim Jesteśmy.
Że stanowimy Jedno. Że wszystko jest powiązane. Że szkodząc komuś w ostatecznym rozrachunku a nawet od razu – szkodzimy sobie.
A skąd brak tej wiedzy o Jedności?
Bo nam ją zabrano, ukryto przed nami – przez lata, wieki … kłamstwa jakim się nas karmi. Ukrywającego zasadniczą prawdę: że wszyscy na równi jesteśmy emanacją jednego Źródła.
By nas podzielić i zniewolić, zastraszyć i wykorzystywać.

I tak – wracam do kłamstwa jako przyczyny zła.

Zapętlenie? W cyklicznej rzeczywistości zapętlenie jest czymś naturalnym. Chociaż całościowa sieć jaka nas oplata jest zapewne bardziej skomplikowana…

***

A propos zapętlenia… Co było pierwsze: jajko czy kura?
W takie paradoksy wpadają zagorzali ewolucjoniści. Gdyby przyjąć, że kura została stworzona i to tak, by mogła znosić jajka – paradoks znika.

Kłamstwo

Przeciwieństwem głębokiej prawdy jest jeszcze głębsza prawda.

Upraszczając, kłamstwo to zaprzeczenie prawdy.
Jednak sprawa jest bardziej złożona. W szerszym spojrzeniu widzimy, że ze względu na ograniczoność naszych zmysłów i wiedzy – żyjemy w dużym stopniu  w świecie ułudy.

Ale nie zamierzam tutaj rozpatrywać prawdy aż tak szeroko. Chodzi mi o kłamstwo intencjonalne – bo by skłamać należy znać prawdę. Gdy nie znamy prawdy, lepiej powstrzymać się od pospiesznych osądów, a udawanie kompetencji dla manipulowania innymi to już poważne nadużycie.

Już parokrotnie dotykałem kwestii kłamstwa w swych blogach.

To widząc je w polityce, to w historii, to w systemie finansowym np. http://www.facebook.com/notes/tajemnice-złota/niełatwe-życie-doradców-finansowych-i-nowe-możliwości/231506770308503

a to w medycynie – ostatnio rozpisałem się o tym tutaj: http://lepszezdrowie.info/nieuleczalne.htm , http://lepszezdrowie.info/ukryte_terapie__recenzja.htm ,
w obyczajach a nawet tradycjach (kiedyś wrzuciłem taką refleksję: http://lepszezdrowie.info/tradycja__druga_strona_medalu.htm

w metodach mediów itd.

Kłamstwem pokrywa się spiski.

Zatajenie prawdy, która mogłaby przynieść wiele dobrego ludziom, rzadko nazywane jest kłamstwem, ale takie postępowanie jest też jego rodzajem.

Czasem kłamstwo jest na tyle bezczelne, że nikt nie wierzy że to kłamstwo, czasem łagodnie wynika z niesprawdzonej i powielonej plotki. Tak tworzą się różne mity. Lubię je tropić, jako że warto być świadomym prawdy, a przynajmniej się do niej zbliżać. Samo zagadnienie prawdy jest głęboko filozoficzne i nie będę go tutaj roztrząsał. To odwieczne pytanie: Czym jest prawda? Czasem ludzie fakt nazywają prawdą. Ale wyodrębniony fakt jest jedynie częścią prawdy.

Jest sporo książek na te tematy. Filozoficznie i kompleksowo podchodzi do tego Wojciech Chudy w swych opracowaniach jak monografia „Filozofia kłamstwa. Kłamstwo jako fenomen zła w świecie osób i społeczeństw”  (Oficyna Wydawnicza Volumen 2003, ss. 564) lub „Kłamstwo Jako Metoda – esej o społeczeństwie”.

Już z samego tytułu tych pozycji wyłania się powiązanie kłamstwa z głębokim złem.
Dostrzegały to religie (szatan – ‘ojciec kłamstwa’, „nie mów fałszywego świadectwa”, …), dostrzega psychologia i socjologia –  w szczególności wiadomo, że kłamstwo zabija przyjaźń.  Doprowadza do największego grzechu (jakby powiedział Dante) – do zdrady – nie tylko w relacjach dwóch osób, ale zwłaszcza w relacji: człowiek zaufania jak polityk, nauczyciel, lekarz, szef, rodzic … – ofiara oszustwa.

Ale przejdę teraz do węższych obszarów, które mnie interesują – do książek poświęconych zwłaszcza (w dużej mierze) zdrowiu.
W sposób popularny i ukierunkowany praktycznie pisze o kłamstwach np. Zbigniew Wojtasiński w „101 Mitów o zdrowiu” (2009), „Mity, kłamstwa i zwykła głupota”  – John Stossel (Laurum, 2010) lub Anahad O’Connor w „Fakty i mity o naszym zdrowiu i świecie” (Bookmarket, 2008).

Nasuwa się tu wszakże refleksja. Stossel jest dziennikarzem pracującym dla dużej stacji telewizyjnej (ABC), która raczej nie pozwoli sobie na zadzieranie z dużymi korporacjami, które są albo mogą być klientem reklamowym.

Zatem autor lawiruje w ten sposób by się zbytnio nie narazić. Część jego opinii oceniam jako nieobiektywnych. Jedną ze stosowanych metod jest branie jakiegoś aspektu danego zagadnienia i uogólnianie na jego całość. Czasem skutkuje to zbyt pochopnym zanegowaniem jakiegoś zjawiska lub poglądu  i na tej podstawie zaliczenie go do mitów. Chcąc niby dobrze wylewa dziecko z kąpielą, nie zauważając (może tendencyjnie), że dany pogląd, metoda, opinia, … jest w wielu przypadkach słuszna lub pożyteczna.

Już nie mówię o tak rażących przypadkach ignorancji jak poglądy o homeopatii, liczenie kalorii jako sposób na otyłość, rzekomy brak znaczenia pór jedzenia, …

Powszechne jest powielanie mitów i niesprawdzonych teorii w popularnej, zwłaszcza tabloidowej prasie oraz w serwisach internetowych reklamujących różne produkty – gdy nie liczy się rzetelna informacja a sprzedaż.
Podobnie O’Connor też jest etatowym współpracownikiem dużej redakcji (NewYork Times) i podlega tym samym ograniczeniom ‘poprawności’ (‘politycznej’ korporacyjnej).

Domykając sprawy związane z kłamstwami związanymi ze zdrowiem wspomnę artykuły:

11 największych kłamstw wg oficjalnego stanowiska
Z głowy na nogi
Na zdrowie

Ogólnie media mainstreamowe muszą być nie tylko ‘poprawne’ ale przez to spłycają wiele zagadnień – pod masowego odbiorcę.

Warto tutaj przypomnieć, że jeśli czegoś nie rozumiemy (a zwłaszcza jeśli jeden człowiek czegoś nie rozumie), to wcale nie znaczy że spotkał się z kłamstwem lub bzdurą.

Podobnie, prawda nie jest przedmiotem demokratycznej oceny.
Kłamstwo nie staje się prawdą tylko dlatego, że wierzy w nie więcej osób (Oscar Wilde).

Prawda nie zawsze leży pośrodku. Prawda leży tam, gdzie leży.

Faktem jest, że czasem trudno jej dociec, bo nikt nie ma pełnej wiedzy ani monopolu na prawdę. Ale uczciwe podejście nakazuje zrobić odpowiedni wysiłek.
Nie ulegać konformizmowi, wybieraniu niższej wartości, wygody, korzyści z lenistwa w dociekaniu prawdy.

Gdy obserwuję polityczne ‘gadające głowy’ uderza (skądinąd zrozumiałe ze względu na klasę klasy politycznej) ograniczenie horyzontu do własnych doktryn a nawet niemerytoryczna przepychanka. Obiektywności dyskusji sprzyjałaby zwykła empatia dla interlokutora. Wygrywa manipulacja.

Gdy mówimy o polityce – kłamstwo społeczne przybiera nieraz postać głębokiej hipokryzji. Tym charakteryzował się realny komunizm, a obecnie to np. tolerowanie i nawet podsycanie i drenowanie przez władze pijaństwa, mimo oficjalnej walki z tym zjawiskiem. Walczy się z paleniem, ale pijaństwo przynosi społecznie DUŻO  większe straty i dramaty.

Mówię o zjawiskach społecznych, ale ich źródło znajduje się często nie tylko w braku wiedzy, ale z zadufanego samozakłamania, to rys charakteru. Wtedy widzimy, że kłamstwo to zamach na wewnętrzną integralność człowieka, na jego pozostawanie w zgodzie z własnym sumieniem, jedność myśli, słów i czynów. Samooszukiwanie się to najgłębsza niespójność, jaka dokonuje się w człowieku, to kłamstwo, w którym człowiek żyje niezgodnie ze swoją naturą.

Jak bronić się przed manipulacjami? Włączyć samodzielne myślenie. Czytać prasę niezależną i media spoza głównego ścieku. Sięgać po przeciwstawne poglądy i osądzać je, zwłaszcza wg reguły „po owocach poznacie ich„. Znać przynajmniej podstawy NLP oraz erystyki. Znać propedeutykę logiki. Bardziej zaawansowany oręż to znajomość metod naukowych. Wychowałem się na starych podręcznikach jak akademickich, ale zapewne są odpowiedniki współczesne. Z tych znam popularne podejście w postaci książki „Kłamstwa, przeklęte kłamstwa i nauka” autorstwa Sherry Seethaler (chociaż i tu niektóre przykłady są kontrowersyjne).

Jednak otwartość umysłu nakazuje nie przywiązywać się do dogmatów, także naukowych. Zwróć uwagę na motto artykułu. Jakże wiele utrwalonych poglądów okazało się fikcją lub bardzo grubym przybliżeniem. Proponuję myślenie lateralne wg Edwarda de Bono (http://l-earn.net/index.php?id=610 > https://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=40851 ),
operacje prowokacyjne (http://l-earn.net/index.php?id=257 > https://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=41350 )…

Nie ufać politykom nastawionym na krótkoterminowy poklask a w ogóle nie szukać wśród nich autorytetów. Bo zwłaszcza świat polityki jest pełen propagandy, przy czym zaprzęga się tu najlepszych specjalistów, monopolizuje środki przekazu.  Chyba tylko ‘lemingi’ nie dostrzegają politycznego PR czyli mamienia ludzi obiecankami i kłamstwami dla korzyści wyborczych lub wyciągnięcia pieniędzy.

Ale,  „Nie ma gorszego zła od pięknych słów, które kłamią” (Ajschylos).

Podsumowując: nie dajmy się okłamywać!

Ten artykuł piszę nie tylko dlatego że kłamstwo boli mnie od dawna, ale sprowokowany narastającą aktualnie propagandą, zwłaszcza polityczną i to z pozycji siły i dezinformacji.

Żywię jednak nadzieję, że kłamcy wpadną we własne sidła. Jedno kłamstwo rodzi następne.

Kłamca, aby nie zostać zdemaskowanym musi kłamać coraz bardziej – i to się właśnie dzieje. Próbuje uwiarygodnić w ten sposób swe słowa, rozszerza stworzony przez siebie świat, przysłaniając jednocześnie rzeczywistość, która mogłaby go zdemaskować. Jednak, gdy ilość kłamstwa przekroczy pewien krytyczny próg, następuje lawinowa katastrofa takiego sztucznego świata.
Jak powiedział Abraham Lincoln: „Można oszukiwać wielu ludzi jakiś czas, a niektórych ludzi cały czas, ale nie można oszukiwać całego narodu cały czas”.

Dziękuję Ci!

DZIEKUJĘ  za to, że odwiedziłeś/aś ten blog, że  jesteś tutaj ze mną – może nawet już od dawna?

slonce

Ale mam też gorącą prośbę: skoro już wszedłeś na tę stronę, to wykonaj chociaż jedną interakcję: polubienie strony/wpisu/, komentarz,  zapytanie, udostępnienie/polecenie, polecenie prywatne,  skok do strony/wpisu wg linku, zajrzenie do historii, do informacji o stronie …

Dziękuję i postaram się odwzajemnić!

Ostatnio, a zwłaszcza w przededniu Świąt moja obecność tutaj osłabła, mam jednak nadzieję że w ich czasie dodam tu coś ciekawego, a Ty znajdziesz czas aby coś przeczytać…
A teraz  chciałbym  podzielić się z Tobą tymi serdecznymi życzeniami

serceświąt (1)

i aby Nowy 2014 Rok był zdrowy i pełen pomyślności!

By dodatkowo wprowadzić się w klimat świąteczny wybierz sobie coś na temat z mojej tablicy http://www.pinterest.com/oromind/christmas/

Ateizm?

Wiara i ro­zum są jak dwa skrzydła,
na których duch ludzki uno­si się ku kon­tem­plac­ji prawdy.
Jan Paweł II

Pewien znajomy na FB powołał artykuł o tytule „Religious people are less intelligent than atheists, according to analysis of scores of scientific studies stretching back over decades” z Independent.co.uk , co wywołało małą dyskusję, jak zwykle przy tematach światopoglądowych.
Zacytuję moje trzy grosze, ponieważ irytuje mnie jak manipuluje się ludźmi poprzez tytuły prasowe.

…Tutaj chodzi o prowokacyjny tytuł artykułu „Religious people…” i jego intro. Jeśli skupić się na nich, to widać wyraźną manipulację (i może o to chodzi w tego rodzaju doniesieniach, bo mało kto sięga głębiej, czyta opracowania naukowe i statystyki). Tytuł sugeruje że, że istnieje czysta dychotomia:
ateizm-religijność.
Ateizm to negacja bóstw(a) lub siły wyższej, a przecież religijność jest li tylko pewną formą (często wykoślawioną) uznawania i/lub celebrowania bóstwa/siły wyższej. Implikuje to wrażenie, że każdy kto jest nie jest ateistą jest religijny. Lub, że każda religijność jest wypaczona, głupia.
Taka sztuczna opozycja ateizmu nie obejmuje też różnych form duchowości bez praktyk religijnych, filozofii uznających pozamaterialny składnik rzeczywistości lub formacji typu buddzym, gdzie nie ma osobowego bóstwa.
Zatem taki podział oraz przypisywanie braku inteligencji postawom, w których próbuje się postrzegać rzeczywistość z wyższej perspektywy, są same w sobie brakiem rzetelności a może i … inteligencji (znajdziesz miliony osób na niezłym poziomie intelektualnym, które wręcz powiedzą: brak uznania siły wyższej jest dowodem braku inteligencji).
Warto też wspomnieć o całkiem naukowych poglądach współczesnej fizyki, zwłaszcza kwantowej, która coraz bardziej widzi w rzeczywistości źródło, które – może nieudolnie w naszym aparacie pojęć – możemy nazwać duchem.

A co do merytorycznej strony, to jest multum głosów, z których w dyskusji pojawił się taki:

Przez 50 lat brytyjski filozof Antony Flew należał do czołowych ateistów. Jego rozprawa „Teologia a falsyfikacja”, zaprezentowana w roku 1950, „okazała się najczęściej przedrukowywaną publikacją filozoficzną [XX] (…) wieku”. W roku 1986 Flew został nazwany „jednym z największych współczesnych krytyków teizmu” (wiary w istnienie Boga).
Jakże więc zaszokował opinię publiczną, gdy w roku 2004 ogłosił, że zrewidował swój światopogląd! Co skłoniło tego uczonego do zmiany zdania?
Krótko mówiąc, nauka. Flew nabrał przekonania, że wszechświat, prawa natury oraz samo życie nie mogły powstać przez zwykły przypadek. Czy taki wniosek jest rozsądny?
Więcej na http://www.twojewiadomosci.com.pl/content/czy-nauka-rozprawił-sie-z-bogiem.

W uzupełnieniu przywołam jeszcze książkę „Bóg nie jest urojeniem – złudzenie Dawkinsa”  autorstwa Alistera i Joanny McGrath, w której  wykazują jak bardzo myli(ł) się i manipulował w swych pracach guru ateistów – Richard Dawkins.

Traktat o złocie :)

Gdy złoto mówi, tam wszystko milczy i słucha.
Publiusz Syrus

sekrety złota

Chociaż NIE WSZYSTKO ZŁOTO, CO SIĘ ŚWIECI, to niewątpliwie ZŁOTO świeci,
i jest ponadczasowe, przynajmniej tak długo jak alchemicy nie dopną swego i nie zamienią weń ołowiu czy czegoś innego.

W czasie GORĄCZKI ZŁOTA poszukiwacze mieli bardziej praktyczne podejście, ale tylko niektórym spełnił się ZŁOTY SEN i nastały dla nich ZŁOTE CZASY. Nie wszyscy jednak zostali właścicielami przysłowiowej czy dosłownej KOPALNI ZŁOTA.

Bo ZŁOTE GÓRY nie były dla wszystkich, jak i ZŁOTE INTERESY nie wszystkim wychodzą.

Bo było to raczej ZŁOTO DLA ZUCHWAŁYCH i wytrwałych, którzy z wielkim samozaparciem przepłukiwali ZŁOTY PIASEK lub którym ZŁOTA RYBKA podpowiedziała gdzie szukać ŻYŁY ZŁOTA.
ZŁOTY CIELEC nie wsławił się dobrze, ponieważ ŻĄDZA ZŁOTA uczyniła wiele złego – chociażby w okrutnej konkwiście dla ZŁOTA INKÓW. GÓRY ZŁOTA zmieniły właściciela napełniając TRZOSY ZŁOTA nie tyle jego zdobywcom, co ich mocodawcom.

ZŁOTE DUKATY szły do możnych tego świata, którzy przy okazji pysznili się swym wizerunkiem na płótnach oprawionych w ZŁOTE RAMY lub na monetach – ze ZŁOTYM JABŁKIEM w ręku. Porastali w ZŁOTE PIÓRA doczesnej sławy, a swe imiona i dokonania kazali ryć ZŁOTYMI LITERAMI  w kamieniu, chociaż na ogół daleko było tym inskrypcjom do ZŁOTYCH MYŚLI.
W ZŁOTEJ KSIĘDZE historii bardziej zapisali się szlachetni posiadacze ZŁOTYCH OSTRÓG  – rycerze czynu oraz prawdziwie ZŁOCI LUDZIE, którzy znaleźli ZŁOTY KLUCZ do serc ludzi.
Jak np. dobroczyńcy SYPIĄCY ZŁOTEM na cele publiczne, wielcy sportowcy zdobywający ZŁOTE MEDALE (nie koniecznie ZŁOTO OLIMPIJSKIE), architekci, którzy zachwycili wpleceniem w swe dzieła zasady ZŁOTEGO PODZIAŁU, twórcy, którzy przysporzyli nam ZŁOTYCH CHWIL wzruszeń lub rozmarzyli wspomnieniem legendarnej ZŁOTEJ ERY. Pokazywali  wartość wolności, w kontraście do zamknięcia w ZŁOTEJ KLATCE materializmu.
Współcześnie jednak wolność osobista jest silnie uwarunkowana zasobem nie tyle ZŁOTÓWEK, czy innego pieniądza, co czymś tak trwałym jak ZŁOTO INWESTYCYJNE. Jego posiadanie jest mocną przesłanką dostatniej ZŁOTEJ JESIENI życia, a nawet POGODY JAK ZŁOTO dużo wcześniej .

Jest ono jakby ZŁOTĄ GĘSIĄ znoszącą ZŁOTE JAJA przez sam fakt rosnącej wartości.

Niestety są też ludzie ZAŚLEPIENI ZŁOTEM, którzy na BRZĘK ZŁOTA potrafią dopuścić się wielu nieprawości. Są nowobogaccy lubujący się w ZŁOTYM BLICHTRZE, KAPIĄCYM OD ZŁOTA otoczeniu,  jadający NA ZŁOCIE i  chełpiący się ZŁOTYMI KLAMKAMI.
Są i sprzedajni politycy OZŁACANI łapówkami. Czy ci ludzie nie nałożyli sobie jednak ZŁOTYCH KAJDAN?

Oczywiście jest wiele innych dóbr podobnie CENNYCH JAK ZŁOTO. Na przykład mówiło się, że posiadamy CZARNE ZŁOTO w postaci zasobów węgla.
Ale osobiście cenniejsze jest posiadać ZŁOTE RĘCE, które zapewnią większą samowystarczalność i posiadać ZŁOTYCH PRZYJACIÓŁ, którzy pomogą w biedzie.

Gdy mamy ZŁOTE SERCE, to o to nie trudno. Dobro zasiewane wokół przyniesie ZŁOTE ŻNIWO.
Ważne są w życiu ZŁOTE MARZENIA i uczucia, jakie np. żywi dziewczyna mówiąca o swym ZŁOTYM CHŁOPAKU, zachwyt chłopaka ZŁOTYMI WŁOSAMI dziewczyny, szczęście małżeństwa cieszącego się swym ZŁOTYM WESELEM, zadowolenie męża ze ZŁOTEJ ŻONY, o której mówi – to SZCZERE ZŁOTO.
Takie szczęście BŁYSZCZY JAK ZŁOTO i jest NA WAGĘ ZŁOTA.
Ważne jest znaleźć w życiu ZŁOTY ŚRODEK, szczęście nie POZŁACANE ale prawdziwe, nie płytkie – często jawiące się ZŁOTEJ MŁODZIEŻY jako użycie i mamona.
Ale – bez morałów, bo sam nie przepadam za ZŁOTOUSTYMI  wypowiedziami i już zamilczę, bo  MILCZENIE JEST ZŁOTEM …

(zestawienie własne)

Ale to jeszcze nie wszystkie Tajemnice Złota …

Spiski?

Kto nie umie daleko spoglądać, ten blisko ma kłopoty.
Konfucjusz

zlotyspisek

Jeden z setek spisków na przykładzie złota (książka)

Wielu śmieje się z „teorii spiskowych”. Ja raczej śmiałbym się z tych, którzy zupełnie nie widzą takich zjawisk i zaprzeczają ewidentnym spiskom, bynajmniej nie teoretycznym. Chociaż trudno dyskutować ze ślepym o kolorach – spróbuję.
A raczej – ponieważ nie kieruję poniższych słów do nikogo konkretnego, dam parę przesłanek mojego stanowiska.

Zacznę może od powołania swej tutejszej niedawnej notatki „Tajemnica?„, w której wskazuję na zależność stanowiska w tej sprawie od „poziomu wtajemniczenia”, co nie zawsze jest zbieżne z wiedzą w sensie naukowym.
Bo spisek wiąże się z tajemnicą.

Na początek próba zdefiniowania pojęć.

W słowniku języka polskiego PWN czytamy, że spisek to „Tajne porozumienie grupy osób dla wspólnego osiągnięcia jakiegoś celu; sprzysiężenie; zmowa”.

Jest to definicja szeroka, bo w ten sposób każde działanie np. rady nadzorczej dowolnego przedsiębiorstwa, ba… wspólników spółki, kierownictwa itd.  można nazwać spiskiem.

Chodzi mi raczej o działania negatywne o dużej skali, o dużym negatywnym skutku społecznym. Np. zamach na człowieka stanu jest natury spiskowej (o ile nie popełniony przez pojedynczego szaleńca).
Tak więc raczej powiedziałbym:

Teoria spiskowa – twierdzenie, według którego w utajnieniu ktoś działa na szkodę innych osób lub na własną korzyść ze szkodą dla innych.

Jest to bliższe pojęciom knucie, intryga,…

Dlaczego w ogóle poruszam ten temat?

Otóż świat pogrąża się w kolejnych kryzysach: gospodarczo-finansowym, ekologicznym, moralno-duchowym, w konfliktach politycznych i zbrojnych.
Ludzie pytają: dlaczego i nie znajdują odpowiedzi – bo są manipulowani okrągłymi tłumaczeniami polityków i władz.
Nie ma dymu bez ognia, ale wiele prawdziwych przyczyn tego fatalnego stanu rzeczy jest przed społeczeństwem ukrywanych. Można to właśnie nazwać teorią spiskową.
Oczywiście potrzebne jest odróżnienie prawdziwych spisków od plotek, sensacji z tabloidów i paronoidalnych  czy innych urojeń. Z drugiej strony ci sami, którzy nie znajdują odpowiedzi na przyczyny zła, nie chcą przyjąć do wiadomości że takie spiskowe działania istnieją.

To jest naiwne.

Właściwie tyle już napisano na tytułowy temat, że nie muszę się zbytnio trudzić – wystarczy sięgnąć po jakiś podzbiór tych wypowiedzi, czym się dalej parę razy się posłużę.

Zaprzeczający teoriom spiskowym widzą świat tak jak w tym prześmiewczym  wpisie z  http://www.paranormalne.pl/topic/22559-definicja-spisku/ ,

„Jedynym elementem kojarzącym się nam ze słowem „spisek” jest zazwyczaj słowo „teoria”. Praktyczny spisek nie istnieje. Na całym świecie nigdzie nie zawiera się tajnych porozumień dla wspólnego osiągnięcia jakiegoś celu (definicja ze słownika języka polskiego PWN), wszystko jest jawne i na dodatek upublicznione. Myśl zabroniona jaką jest „spisek” może istnieć tylko w teorii – najlepiej gdyby była nią „spiskowa teoria dziejów”. Świat składa się z ludzi, którzy jeśli chodzi o wymianę informacji, są wzajemnie bardzo otwarci. Nikt w historii tego świata nigdy nie spiskował – każda wojna była wojną fairplay. Każdy wywiad każdego państwa na świecie zawsze kieruje się dobrymi zasadami współżycia społecznego, zaś podsłuchy, nasi tajni agenci na wysokich stanowiskach u naszego przeciwnika są tylko czystą teorią, grą przypadku wynikającą z losowości rzeczywistości. Tak zbudowany jest świat – czy tak wygląda Twój świat?”

Tamże:

„Pomimo faktu, że spisek towarzyszy ludzkości chyba od jej zarania, czyli od czasów skrytych przewrotów we wspólnotach pierwotnych, zwolennicy teorii spiskowych są wyśmiewani. Zawsze w historii ludzkości istniały tajne i najczęściej nielegalne zmowy grup ludzi mające wspólny cel.

Dlaczego więc ludzie mający tego świadomość są wyśmiewani?

Najpierw należało by zadać pytanie przez kogo są wyśmiewani i dlaczego?

Czemu to wyśmiewanie ma służyć?

Wyśmiewanie służy zdyskredytowaniu rozmówcy i przybiera bardzo różne formy. Najczęściej wiąże się z podważeniem wiarygodności. Formy bywają bardzo różne. Od prostackiego sugerowania choroby psychicznej, poprzez różnorodne formy sugestii, że mamy do czynienia z mało wiarygodnym rozmówcą, lub źródła na które się powołuje rozmówca są mało wiarygodne (czyli zdyskredytowanie źródeł).

Odpowiedź na pytanie kto wyśmiewa i dlaczego, jest o wiele bardziej skomplikowana.

Natura spisku ma to do siebie, że informacje na jego temat muszą być tajne przed, w trakcie i długo po samym spisku. Dlatego w interesie spiskujących jest ukrywanie spisku wszelkimi dostępnymi metodami.

Nie wyobrażam sobie mocarstwa, które po fakcie przyznaje – Tak to prawda, w kraju Xyz były niesprzyjające nam rządy, dlatego musieliśmy sfinansować tamtejszy ruch oporu. Kraj Xyz ma strategiczne położenie z naszej perspektywy interesów. Kiedy były tam rządy pana Zxy kraj nie był stabilny z naszej perspektywy. Mieliśmy do wyboru, albo prowadzić otwartą wojnę, albo za pomocą tajnych służb dokonać tam przewrotu. Dokonanie przewrotu i wprowadzenie „demokracji” w marionetkowym rządzie jest o wiele tańsze niż prowadzenie otwartej wojny. Poza tym do wojny trzeba by przekonać obywateli, a to komplikuje sprawę, wymusza prowokacje i powoduje konieczność uśmiercenia jakiejś liczby, w końcu naszych obywateli. Więc prostszym rozwiązaniem było przeprowadzenie spisku”.

„Spiskowa teoria dziejów” – tym stwierdzeniem-hasłem jakim posługują się „racjonaliści”, sceptycy z obozu oficjalnych mediów, można zabić poglądy prawie każdego. Generalizacja towarzysząca temu określeniu zabija każdą myśl odbiegającą chociaż trochę w bok od wersji oficjalnej.

Parę przykładów.

Polityka.

Każde planowanie, które ma podłoże polityczne o charakterze zbrodni jest spiskiem, chociaż czasem nie musi być aż tak tajne.

Spiski znane każdemu z  programu szkolnego:  spisek związany z zamordowaniem Cara Mikołaja II, spiski mające na celu mordowanie cesarzy rzymskich (Juliusz Cezar), spisek związany z aresztowaniem Templariuszy, spalenie Reichstagu, próba zabójstwa Papieża,  zabicie J.F.K., itp.

Istnieje mnóstwo przykładów, wspomnę o ostatnio przeczytanym.  Chociaż wiadomo o tym z różnych źródeł, to spektakularnie o spiskach mówi Z. Brzeziński w jednej ze swoich książek.
W szczególności o  Al-Kaidzie i talibach – jawnie przyznaje, że USA wykreowała podwaliny obydwu aby wzmacniając radykalizm islamski zdestabilizować ZSRR i jego sfery wpływów, co się zresztą udało, głównie przez wciągnięcie Sowietów w wojnę afganistańską.

Skłaniam się by przyznać rację wypowiedzi na pewnym blogu: „… wierzę w ŚWIADOME i wyrachowane działanie określonych grup, które nie liczą się z nikim i z niczym, sięgających po wszystkie możliwe środki, żeby osiągnąć taką czy inną korzyść. Ponieważ dysponują środkami nieosiągalnymi dla większości ludzi, czasem nawet niewyobrażalnymi, nie muszą w tym celu spiskować. Po prostu stawiają sobie cel i go osiągają. Choćby po trupach. Nie mają dla nich znaczenia ani środki, ani koszty, ani skutki (uboczne), tylko cel.”

Istnieje teza, że aby przeprowadzić tego typu działanie, robi się je w sposób tak bezwzględny, nieludzki i bezczelny, że normalnie nie mieści się on w głowie, ale właśnie o to chodzi – zakłada się że nikt nie uwierzy, że było to działanie z premedytacją.

Pod tę kategorię niektórzy podpisują zamach WTC 11/09 2001 (gdy podejrzenie kieruje się na czynniki w samych USA) lub domniemany zamach na samolot prezydencki pod Smoleńskiem.
Ale to tylko  przykład możliwości takiej kategorii spisków – nie twierdzę, że tak było.

Dodajmy jeszcze do tej kategorii mafie, tajne koneksje, nepotyzm, ukryty lobbing…

Historia – ściśle powiązana z polityką.

Jak powiedział Napoleon Bonaparte: „Historia to uzgodniony zestaw kłamstw„.
Mieliśmy za komuny dobry przykład takiego przekłamywania, ale zjawisko jest stare jak świat, po dzień dzisiejszy. Władza chwali siebie, państwa tworzą swoje legendy.

Jeszcze nie znamy wielu faktów nawet z nowszej historii, szereg akt jest utajnionych, bo … są rzeczy do ukrycia. To są sprawy znane i oczywiste, więc nie trzeba się nad tym rozwodzić. Ale przy okazji warto przeczytać Douglasa J. Kenyona „Zakazana historia”  (tu i dalej odsyłam do literatury popularnej, w której nie ze wszystkim można się zgodzić, ale ten rodzaj lektury na początek jest łatwiejszy od pozycji bardziej naukowych).

Gospodarka

Obecnie podłoże wielu spisków jest bardziej komercyjne niż polityczne. Światem rządzi kasa, a polityka jest tylko środkiem. Najpotężniejsi nie są politykami i są w cieniu, najczęściej albo nieznani, albo mało znani opinii publicznej.

To jest wpis na blogu a nie długi referat, więc przelecę tylko po paru hasłach:

zmowy cenowe np. w ramach „big oil”, zmowy bankowe, wstrzymywanie wynalazków zagrażających status quo, zwłaszcza w zakresie energetyki, motoryzacji, leków.

Nauka

Nawet tutaj spiskuje się przeciw prawdzie. Pewne odkrycia są niewygodne dla establishmentów, dla władzy, dla karier namaszczonych naukowców. Mogłyby zburzyć spokój społeczny lub interes sponsorujących daną dziedzinę korporacji, nie są zgodne z paradygmatem…

Odsyłam do klasycznej  pozycji „Zakazana nauka” (J. Douglas Kenyon) i „Zakazana archeologia” (Michael A. Cremo i Richard L. Thompson) oraz wspomnianej „Zakazanej historii„.

Naukowcy śmieją się z dywagacji o UFO, trywializują sprawę żartując o zielonych ludzikach i mówią że nie ma dowodów (sic!). A faktem jest, że mało która dziedzina jest tak dobrze udokumentowana jak właśnie obserwacje UFO (w szerokim sensie). Być może sytuacja w zakresie ujawnienia pewnych informacji polepszy się za sprawa programu  „Ujawnienie” i nacisku wielu innych organizacji, aczkolwiek niektóre z nich stanowią przykrywkę do wprowadzania celowego zamętu wokół UFO.

Albo geoinżynieria, tajne bronie, chemtrails itp. Mało o tym wiemy – prawda?

Czy świadome kłamstwo wymierzone w interesy/dobro ludzi nie jest spiskiem?

Czy zatajanie jakiegoś remedium na istotną chorobę/brak  nie jest spiskiem?

Jeśli poruszony tu temat jest dla kogoś nowy, to wspomnę że istnieje wiele portali o niewyjaśnionych sprawach naszego świata i  spiskach, więc nie będę się dalej wymądrzał. Także na facebooku są skoncentrowane na tym strony i grupy, np. Fanklub Wiedzy i Historii Wszechświata – http://www.facebook.com/groups/fanklubwiedzy/?ref=notif&notif_t=group_activity, …

Istnieją też czasopisma o podobnej tematyce, zwłaszcza „Nexus” (także wersja polska), „Atlantis Rising”, „Nieznany Świat”,…

No i niezliczona ilość książek!

To ciekawa lektura, nawet jeśli traktuje od czasu do czasu o fantazjach.

Tajemnica?

Niechęć i nienawiść ograniczają obserwatora i czynią
go powierzchownym; miłość i życzliwość umożliwiają
mu przeniknąć tajemnice świata i człowieka.
Johann Wolfgang Goethe

tajemnica

„Najprzeciętniejszy” obywatel ma przeważnie takie wyobrażenie o świecie i o tym co się dzieje – jakie usłyszy z głównego nurtu propagandy w TV lub tabloidów.
Trochę bardziej dociekliwy czasem kupi jakąś „inną” gazetę lub przeczyta książkę (chociaż to coraz rzadsze).
Tzw. inteligencja zawodowa ma szansę widzieć szerzej, chociaż jej świadomość może być zdeformowana przez własną specjalność lub swoje środowisko.
Dziennikarz zawodowo szuka informacji ale bywa na usługach politycznych, co też potrafi zaślepić.

Mówimy o poziomach wtajemniczenia, bo świat jest tajemnicą.
Mówi się nawet, że nic nie jest takie jakim się zdaje.

Fizyk kwantowy sprowadzi świat do gry energii. Intelektualiści wiedzą coś o tym, czy to z poletka nauki czy ze strefy ducha. Czasem dziennikarz epatuje hermetyczną wiedzą. Ale i on nie będzie dopuszczony do wiedzy i możliwości niektórych polityków. Tych, co rządzą w państwie lub w swoim regionie. Wydawałoby się, że prezydenci i premierzy to już pełna wiedza i kompetencja. Ale także  oni – zdarza się – są marionetkami szarych eminencji finansjery, międzynarodowych grup przemysłowych i mafii. Tajemnice mają kolejne dna.

Możemy tylko spekulować o następnych poziomach, że to na przykład „Bilderberg„, M12, masoni, tajne służby i inne tajne związki i organizacje.
Kto się interesuje hierarchią wtajemniczeń, słyszał że ww. podmioty mogą być bardziej  przedmiotami-marionetkami Reptilian i innych obcych lub sił duchowych, gdy inni także i pod dobrą kuratelą „dobrych duchów”, przy czym – paradoksalnie (?) via religie zwykli ludzie wiedzą o tym od tysiącleci.
Ale … ten zwykły człowiek – nawet bez wykształcenia i dostępu do jakiegokolwiek formalnego wtajemniczenia jest w stanie odkryć w sobie, w swojej duchowości, że to ostatecznie nie ma większego znaczenia, bo wszystko kiedyś (indywidualnie – zaraz po śmierci?) stanie się jawne i zmierza do jednego celu przygody Wszechświata – wtopienia w wyższą boską oktawę Nieznanego…

Musiało zabrzmieć tajemniczo. Skąd to wiem? To też tajemnica – moja, ale nie tylko…