2025/2026

Hasło odważnego przyjęcia 2026 roku wzywa by dzielnie stawić czoła temu, co może nas spotkać i nie bać się niczego. Osobiście nie podzielam opinii, że będzie gorzej, przeciwnie – spodziewam się wiele dobrego. Ale nie chcę dziś pisać dlaczego i nic o polityce – być może dodam pod tym wpisem coś na ten temat w pierwszych dniach stycznia albo będzie to wpis nowy.

Ostatni dzień 2025 zastał nas w zaśnieżonej Warszawie. Podobnie jest w większości Polski i gdzieniegdzie przybrało to postać niemal klęski narodowej. Nie ujmując nic z dramatu tych, którym śnieg i wiatr uszkodził  dom, ktoś zamarzł lub zginął w wypadku pod złamanym drzewem lub gdy zjechał do rowu, utknął na godziny w korku itp. – śmieszy mnie to zaskoczenie, bo widziałem wiele dużo groźniejszych sytuacji, gdy mieliśmy ‚prawdziwą’ zimę.
Obudziliśmy się wreszcie z jasnym niebem, tak dawno nie widzianym. Pogoda przez ostatnie miesiące była dziwna, przygnębiająca (co często punktował na swoim blogu Jarek Kefir).
Ale dziś skłoniła nas do pięknego porannego spaceru, chociaż już przed południem niebo znów zrobiło się szare (poniżej parę fotek). Mam dużo bardziej rozsłonecznionych zdjęć z dawnych lat i pięknych wspomnień śnieżnej zimy, zobacz przykładowo jeden z moich albumów poświęconych zimie.

lasek w śniegu

Nawet kusiło mnie wzięcie biegówek, bo od dawna nie było takiej sposobności. Ale odpuściłem, ponieważ trasa naszego spaceru jest pagórkowata z przewianymi wiatrem „mieliznami” – lepiej nie kusić losu przed Sylwestrem – przypomina mi się podobna sytuacja sprzed dwóch lat, gdy skończyło się na SOR z połamanymi palcami po upadku.

warkocze oplatają mur
Dziś chcę być w dobrym nastroju i mam ku temu powody.
Po udanych świętach łącznie z Wigilią u syna poza Warszawą, zadawalaliśmy się ciepłem domowym, poświątecznym dojadaniem smakołyków (u nas nic się nie marnuje, ale też nie kupujemy nadmiarowo) oraz lokalnymi spacerami.

koraliki

Wieczór spędzimy w domu, też smacznie i wesoło. Takie nasze z żoną Hygge. Trochę telewizji, trochę muzyki. Mamy aktualnie dwa telewizory, bo także działkowy (by tam ewentualnie nie kusił złodziei), zatem można podglądać i inne kanały. Wczoraj przypadkowo natrafiliśmy na ciekawy program muzyczny na TVN (której to stacji prawie nie słuchamy) zatytułowany „Nie idziemy na Sylwestra” – oryginalne aranżacje, dobrzy młodzi wykonawcy, nie koniecznie z listy tych najbardziej promowanych. A propos – czy oni nie mogliby mieć większą reprezentację na tych flagowych imprezach telewizyjnych, gdzie wciąż prym wiodą artystyczni staruszkowie z oklepanymi przebojami – do znudzenia?
To, że spędzimy ten wieczór domowo, to nic nadzwyczajnego w przypadku wielu osób ze starszego pokolenia – przyjemnie, smacznie i w dobrym, nie przypadkowym towarzystwie – własnym.
Oczywiście młodzi lubią huczne imprezy i sytuacje gdzie mogą poznać kogoś nowego. Podobnie, gdy wyjeżdżają do kurortów by całkowicie oderwać się od obowiązków, nawet rodziny, odpocząć. W tym roku najliczniej odwiedzane jest polskie wybrzeże, zaskakująco bardziej niż góry. Może ludzie ulegli przed rezerwacją wcześniejszym wiadomościom, że śniegu tam mało i np. narty się nie udadzą.
Ale szczerze nie zazdroszczę tym, którzy będą brać udział w dużych spędach sylwestrowych na otwartym terenie, być może w śnieżycy i na mrozie.
Nie wiem czy gdziekolwiek podchwycono pomysł jaki opisałem tutaj i parokrotnie powtarzałem. Czy nie byłoby to wygodniejsze, tańsze i bardziej dla wszystkich?
Jeśli chodzi o te duże Sylwestry w Toruniu czy Katowicach, to możemy mieć to z bliska dzięki kamerom.
Ponieważ mieszkamy obok Wisły na wysokości Starego Miasta, to jeśli będą fajerwerki, to zapewne nie gorsze niż gdzie indziej i które możemy oglądać z okien lub z balkonu.

Marzeniem na początek 2026 jest by utrzymała się ładna i umiarkowanie śnieżna pogoda, ku uciesze dzieci i dla przypomnienia sobie przez starszych jak to kiedyś bywało. Dla niektórych maluchów to będzie pierwsze w ich życiu spotkanie ze śniegiem. Już widzę jak w ruch poszły sanki i tzw. jabłuszka do zjeżdżania.

Co do samej daty 31 grudnia i przejścia w nowy rok o północy, to zdajemy sobie sprawę, że to bardzo umowny moment – gdy my będziemy świętować, to na Dalekim Wschodzie 2026 już będzie miał parę godzin. Ale i tam, nie wszędzie natywna data nowego roku przypada na ten dzień, bo są różne kalendarze. Zresztą, nie dotyczy to tylko dalekiej Azji. W ogóle, bardziej logiczne byłoby przejąć początek roku z przesileniem zimowym. Ale zadziałała tradycja i inne czynniki, co jest osobnym ciekawym tematem.
Także na półkuli południowej okoliczności tej daty mogą przypominać nasze najgorętsze dni.
To banały, ale może warto o tym powiedzieć właśnie najmłodszym dzieciom.
Tak czy inaczej cieszmy się, że dzień zaczyna się wydłużać.
Jak to się zmienia pokazują poniższe ilustracje (pierwsza z długością dnia – moja)

długość dnia w roku

dynamika zmian

Na zakończenie – zazdroszczę tym, którzy w leśno-śnieżnej scenerii będą mogli doświadczyć kuligu. Przypomniał mi się mój wiersz sprzed wielu lat (obecnie umieszczony w zbiorku 6 prób):

Stary temat

Dzwonią, dzwonią sanie
mkną w biel bajeczną.

Jaka piękna sanna
Hosanna!

 Śnieżny pył na twarzy
leccyśmy jak on,
zielone świerki jakże pachną,
dzwoń dzwoneczku, dzwoń!

Jakie powietrze, jaka krasa!
i pegaz ognisty.

Twój nosek w futerku
i śmiech perlisty.

Z echem w zawody!
Z fantazją kozacką
szal powiewa i furczy,
trzymam lejce chwacko.

Przytul się i leć
to w ten blask,
to w gęstwinę ciemną.
Pędź do mnie, pędź ze mną!

(1982)

Gdziekolwiek będziesz – życzę udanego czasu i świetnej zabawy
i by nie było przykrych przygód z dojazdem w zaspach, wypadku samochodowego, korków, mandatów itp.

W 2026 roku – pomyślności i zdrowia, a dziś Sylwestrom podwójnych przyjemności!

Szczęśliwych Świąt!

Rodzinie, przyjaciołom, dobrym znajomym, a więc w formie osobistej…
a wszystkim innym też.

życzenia świateczne

A przez Nowym Rokiem dodam coś jeszcze, może przypieczętowanie dobrej nowiny?

Mikro czy mikre?

natchnienie

Pisać czy nie pisać
 – oto jest pytanie.

Jedni dla relaksu rozwiązują krzyżówki lub grają na komputerze, a ja wtedy … bawię się słowami, tak jak przykładowo pokazałem to kiedyś we wpisie Bawiąc się słowami , a także pośrednio w Aforystyka i w  Jak docinać, to z humorem …
W zbiorku wierszy i wierszyków 6 prób, próba 5. zawierała najkrótsze formy, które nazwałem Miniaturki.
Ale możliwe są jeszcze krótsze i zaryzykuję stworzenie „próby nr 7”. Nazwę tę próbę roboczo Mikro.
Sądzę, że  nie będzie się to  nadawało się do kolejnego zbiorku wierszy (takie najkrótsze myśli są najtrudniejsze i trudno się porównać z mistrzami fraszek i aforyzmów, więc wychodzi czasem wierszyk mikry), ale skoro to próba i to z szeregiem banałów (?), taki dla zabawy,  poniżej przedstawiam krótki wybór. Skracam te próbki nawet o tytuły, zamiast tego wyróżnikiem jest pogrubione pierwsze słowo.
Mam wątpliwość co do tego, czy niektóre nie są jakimś plagiatem, ale świadomie nie kierowałem się niczym oprócz impulsu by coś napisać. I nie jestem polonistą,  by ocenić czy to jakaś forma, która ma swoją nazwę i autorów*.

Jako osoba
Jestem sobą.

1, 2, 3
– dziecko, ja i ty.

Zaliczył
leży i kwiczy.

Wciąż mało
więcej by się chciało.

To zależy
na kim się leży.

Zazdrosna
że gdzieś indziej wiosna.

Anse
bo coraz mniejsze szanse.

Oj, ech…
Ej, nie narzekaj
lepiej się śmiej!

Bywa
że zimna
choć żywa.

Chmury
nie zasłonią bzdury.

Jesienią aura zimowa
to jakaś nowość?

Kabaretowo
pośmiać się zdrowo.

Dziennie parę tysięcy
nie trzeba więcej.

Widać i wiadomo
– homo.

Co jem ja?
JajkA.

Być w niebie
bez ciebie?

X stoi w miejscu
dlatego zrzędzi
że czas pędzi.

Niebo pochmurne
– myśli durne.

Słowa, słowa
ale dajcie chleba
Tego im trzeba.

Martwienie się
i zwątpienie?
Nie i nie!

Dobry podarunek
– szacunek.

Ten w zmowie
prawdy ci nie powie.

Praktycznie to życie
odkrywa tajemnice.

Ważne
nie musi być poważne.
——
Cóż, mogę tak długo, ale nie chodzi o kompensowanie lakoniczności tych mikro ich ilością, więc niech to będzie właśnie próbka. I nie muszę pisać, zabawa też ma sens.
—– 
* Później przypomniałem sobie, że to forma stosowana w epigramach i kupletach i właśnie we fraszkach.
Podobnie układany był także  antyczny distichon (dwuwiersz).
Ale mam wrażenie, że moje próby są jeszcze krótsze…
Dodam jeszcze i dłuższy epigram:

Na mównicy płomienie, w sercu chłód i kalkulacja,
bo polityka to sztuka – nie prawda, lecz prezentacja. 

 

Tajemnicza płeć

Mężczyzna patrzy na kobietę

Urok i piękno kobiety tkwi w jej niepoznawalności, tajemnicy.

Pierwotną inspiracją tego wpisu była tajemnica kobiet(y), jaka nurtuje wielu mężczyzn. Należymy do jednego gatunku, ale różnimy się wyglądem, psychiką i budową genetyczną. Obie płcie uzupełniają się nawzajem, ale także dzieli je wiele różnic, także innych niż te trzy wymienione powyżej.
Przyznam, że pomimo prawie 40 lat stałego i wiernego związku, a także wielu kobiet w moim wcześniejszym życiu, nie rozgryzłem tej tajemnicy dostatecznie. Jednak sporo wglądów dała mi literatura piękna, w tym poezja i aforystyka.

Z literatury pięknej (także z filmów i sztuk teatralnych – na jej bazie, ale i niezależnie) wydobywam wiele mądrości, w tym genialne podsumowanie Lwa Tołstoja z Anny Kareniny:
Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób.

Jest faktem, że wiele tragedii małżeńskich bierze się ze wzajemnego niezrozumienia się obu stron. Za duży temat by go tu rozwijać. Szereg elementów owych konfliktów i niezrozumienia lapidarnie ujętych jest w aforystyce, popularnych powiedzeniach, co odkrywam np. w zbiorku [1] i rozproszonych po różnych almanachach tego rodzaju (mam sporo).
Co do poezji – podobnie, a tutaj wstawię dwa własne krótkie wiersze (z [6]).

PLASTER

Twoje słowo boli,
uraza trwa
mija kwadrans, dwa
przychodzisz, przytulasz
– wszystko się goi.

JASNA

Słowem, gestem najprostszym
przejaśniasz ciemne chmury
Twe oczy jasne
o jasnej mówią przyszłości
mówię więc sobie:
głowa do góry!

Poezja, w tym także śpiewana, raczej obraca się wokół wyniesienia kobiety, form piękna miłości i chciałoby się to przeżywać, nawet wbrew zdarzającym się rozczarowaniom i bólom.
Szereg bardziej konkretnych informacji o kobietach i różnicach płci daje nam lektura „dedykowanych” książek (przykłady wymienione na końcu) np.
[2] „Sekrety płci. 777 różnic między kobietą a mężczyzną„.
Jest to opracowanie popularne, które już swym tytułem skłoniło mnie do spojrzenia na płeć ogólniej i o tym będzie głównie ten wpis.
Bo i tak nie odnajdziemy odpowiedzi na ową tajemnicę, chyba że poprzez … miłość i dojrzałą przyjaźń.

RAZEM

Podaj rękę
pójdziemy razem
jak bywało
tą czy inną ścieżką
w szczęście i udrękę.
Co się stało, to się stało.
Dziś jest pięknie
– to zachowaj w pamięci
czasu może mało zostało.
Jestem wdzięczny
nie trzeba więcej.        [6]

Myślę, że w końcu ową tajemnicę każdy mężczyzna musi rozwikłać lub przyjąć jakoś do wiadomości sam – podane przykłady literatury niech będą pomocą, a dalsze znajdziesz np. w podanych tam źródłach.
Mamy tu zjawisko obustronne – kobiety także zastanawiają się nad mężczyznami, chociaż jesteśmy prostsi. Mają one prawdopodobnie więcej różnych zawiłości  psychologicznych, co widać  po tysiącach powieści pisanych przez kobiety i w blogosferze, a także problemy w swoim życiu zawodowym.

Natomiast „zjawisko” płci w ogóle jest fenomenem i to w większości ziemskiego świata ożywionego.
Chociaż… może nie tylko ziemskiego, gdy uwzględnimy różne wyznawane bóstwa (czy to tylko rzutowanie antropomorficzne?) oraz … opisy istot pozaziemskich wg pewnych hipotez np. [5]. Tutaj przypomina mi się humorystyczne opowiadanie S-F Stanisława Lema o pewnej społeczności pozaziemskiej, gdzie jest kilkanaście płci.

Podchodząc do tematu bardziej naukowo trzeba zdefiniować pojęcie płci.
Tu i miejscami dalej wykorzystuję właśnie źródła naukowe, ale żeby wywód nie był rozwlekły, poprosiłem AI o zwięzłe podsumowania i sporządzenie paru tabelek (tutaj niezbyt udolnie ułożone).
Czy to mnie przybliżyło do odpowiedzi o tajemnicy kobiety?
Nie za wiele i tylko pośrednio.
Jednak te zagadnienia w ujęciu nauki też mnie zainteresowały, a punkty o psychologii, uwarunkowaniach kulturowych (plastyczne, zależne od epoki) i społecznych, a nawet biologicznych, jednak wnoszą obiektywne aspekty tematu. Zastrzegam się – nie jestem biologiem ani antropologiem, więc nie oceniam na ile te informacje są celne.

1. U ludzi krótko można ująć to tak
Mamy trzy warstwy pojęciowe:
Płeć biologiczna (sex)
To cecha genetyczno-hormonalno-morfologiczna determinująca rolę w rozmnażaniu płciowym.
Opiera się na:

  • chromosomach (XX lub XY, rzadziej warianty jak XXY, X0),
  • gonadach (jądra lub jajniki),
  • hormonach (testosteron vs estradiol),
  • narządach płciowych (zewnętrznych i wewnętrznych).

Płeć społeczna (gender)
Konstrukt kulturowy – zbiór oczekiwań, ról, norm i zachowań przypisanych do danej płci w danej epoce i społeczeństwie. Może, ale nie musi, pokrywać się z płcią biologiczną.

Płeć odczuwana (gender identity)
To obecnie mocno dyskutowane (zwłaszcza gdy mówi się o kilkudziesięciu płciach!), lecz nawet ujmowane w kategoriach nauki (?) subiektywne poczucie przynależności do kategorii „kobieta”, „mężczyzna”, „non-binary” itp.
U większości koresponduje z płcią biologiczną, u mniejszości – nie.

By jednak zrozumieć uniwersalność płci warto zadać sobie pytanie – skąd się wzięła i dlaczego istnieją wielorakie różnice między nimi – chociaż nie będę wchodził w aspekty filozoficzne i ezoteryczne.
Cofnijmy się raczej do dymorfizmu w ujęciu ewolucyjnym – od form prostych do złożonych.

2. Płeć w świecie roślin i zwierząt
– od izogamii do dymorfizmu.
Zanim poszukałem specyficznych cech, które różnią płcie między sobą, zaciekawiło mnie jak te dwie wzajemnie siebie rozpoznają. Zwłaszcza u zwierząt, wśród których bywa, że samiec wygląda zupełnie inaczej niż samica, występują różnice w wielkości, głosie, ubarwieniu itp. Ciekawostką jest też to, że samce bywają bardziej „strojne”, bo muszą się bardzo starać aby pozyskać względy płci przeciwnej. To przypomnienie dla mężczyzn – przynajmniej w naszej kulturze.
Jak ujął to Paul Géraldy: To kobieta wybiera mężczyznę, który ją wybierze.
Zastanawia mnie też, że dobrze rozpoznają się zwierzęta tego samego gatunku, ale innych ras. Na przykład psy potrafią różnić się bardzo, a jednak rozpoznają się od razu jako gatunek, także krzyżują (w przeciwieństwie do gatunków, nawet jeśli są one bardzo do siebie podobne).
Zatem wydobyłem parę informacji i o tym rozpoznawaniu się.

Rośliny

  • Izogamia (glony) – gamety identyczne.
  • Anizogamia (okrytonasienne) – pyłek vs zalążek; różnica funkcjonalna, nie morfologiczna.
  • Dwupienność (np. wierzba, konopie) – osobniki męskie i żeńskie na oddzielnych roślinach. Rozpoznanie: chemiczne sygnały (lotne związki organiczne) i struktury kwiatowe.

Nie schodzę poniżej świata roślin, gdzie cechy płciowe (mniejsze) już nie korespondują z tutejszym tematem.

Zwierzęta

Stopień dymorfizmu Przykłady Mechanizmy rozpoznania
Minimalny robaki obojnacze, niektóre ryby feromony, kontakt bezpośredni
Umiarkowany ptaki (np. kaczka), ssaki (jeleń) wizualne (upierzenie, poroże), wokalne (śpiew), węchowe (feromony)
Ekstremalny pająki, ryby głębinowe (węgorzyca) dotyk (struktury kopulacyjne), bioluminescencja, kanibalizm płciowy

Jak samiec rozpoznaje samicę, gdy różnice są ogromne?

  1. Feromony – lotne cząsteczki wiążące się z receptorami VNO (vomeronasal organ).
  2. Sygnały wizualne – jaskrawe barwy, wzory, ruchy godowe (np. paw).
  3. Dźwięki – infradźwięki słoni, ultradźwięki nietoperzy.
  4. Struktury mechaniczne – „zamek i klucz” narządów kopulacyjnych (owady).
  5. Bioluminescencja – ryby głębinowe (samica 100× większa od samca).

3. Człowiek – dymorfizm umiarkowany, ale kultura wzmacnia różnice.

3.1. Biologia

Cecha Mężczyźni Kobiety Uwagi
Wzrost +12–15 cm efekt testosteronu na chrząstki nasadowe
Masa mięśniowa +40–50 % receptor androgenowy
Tkanka tłuszczowa 10–15 % 20–25 % estradiol promuje depozyty biodrowo-udo
Gęstość kości wyższa niższa po menopauzie
Mózg +10 % objętości większa gęstość neuronów w korze korelacja z rozmiarem ciała
Układ odporności słabszy silniejszy geny na X

3.2. Psychologia – zwięzłe meta-analizy (nie stereotypy)

  • Agresja fizyczna: d = 0,60 (mężczyźni)
  • Empatia afektywna: d = –0,30 (kobiety)
  • Orientacja przestrzenna: d = 0,50 (mężczyźni)
  • Werbalna płynność: d = –0,33 (kobiety)
    Efekty małe do średnich, ale zgodne międzykulturowo.

3.3. Zachowania w różnych kulturach

Kultura Rola mężczyzn Rola kobiet Wyjątki
!Kung (Buszumeni) polowanie, decyzje plemienne zbieractwo, opieka kobiety polują w ciąży
Moso (Chiny) brak ojcostwa prawnego matrylinearne dziedziczenie mężczyźni opiekunowie
Skandynawia 2025 50 % urlopów tacierzyńskich 40 % CEO najmniejsze różnice na świecie
Arabia Saudyjska dominująca (do 2018) hidżab obowiązkowy reformy 2019–2025

4. Dlaczego „mężczyźni niewieścieją, a kobiety się maskulinizują”?

4.1. Hipoteza endokrynna

  • Ftalany i BPA w plastiku → obniżony testosteron u chłopców.
  • Leki antykoncepcyjne w ściekach → estrogenizacja ryb i pośrednio ludzi.
  • Otyłość → aromataza w tkance tłuszczowej zamienia testosteron w estradiol.

4.2. Hipoteza społeczna

  • Edukacja: kobiety dogoniły i przegoniły mężczyzn w liczbie dyplomów.
  • Rynek pracy: zawody „męskie” (budownictwo) kurczą się;
    „kobiece” (opieka, HR) rosną.
  • Normy: akceptacja płaczu u mężczyzn, asertywności u kobiet.

Współczesne „niewieścienie” mężczyzn i „maskulinizacja” kobiet to także połączenie presji ekologicznej, technologicznej, kulturowej i normatywnej – nie koniec dymorfizmu, lecz jego nowa kalibracja.

4.3 Hipoteza ewolucyjna
W społeczeństwach o wysokim HDI (Human Development Index– wskaźnik opracowany przez ONZ, który mierzy jakość życia na podstawie trzech kryteriów: długości życia, poziomu edukacji oraz dochodu narodowego per capita) selekcja wg siły fizycznej słabnie → cechy „drugorzędne” (agresja, dominacja) tracą premię reprodukcyjną.

5. Inne wymiary różnic

Wymiar Mężczyźni Kobiety
Ryzyko zachowań 90 % więźniów, 75 % samobójstw większa ostrożność
Preferencje zawodowe „rzeczy” (inżynieria) „ludzie” (pielęgniarstwo)
Orientacja seksualna 1,8 % homoseksualizm 1,5 % (Kinsey 2025)
Transpłciowość 0,6 % MtF (trans-płciowa kobieta) vs 0,3 % FtM (trans-mężczyzna) asymetria hormonalna w życiu płodowym

Ważną cechą wzajemnego rozumienia się jest … rozumienie komunikacji poprzez rozmowy i  niewerbalnej.
Na ten temat jest wiele książek, a w naszym zestawieniu poniżej jest o tym zwłaszcza w pozycji [4] oraz w wybranych książkach (proponuję ebooki) Stefana Garczyńskiego [7 +].

Zakończę jeszcze jednym wierszem z [6]:

PRZYJDŹ
Powiedz słowo,
które będzie
naszym wierszem.
Podaj rękę
spojrzyj w oczy
niech się nie dręczę
– wreszcie moja.

Wybrane źródła (z domowej biblioteczki)

1. Ta jedyna – aforyzmy, powiedzonka, i przysłowia o kobiecie.
Instytut Wydawniczy Związków Zawodowych, 1986

2. Tylko dla mężczyzn. Prosty i jasny przewodnik po duszy kobiety.
Jeff Feldman, Shaunti Feldman, Wyd. Esprit, 2007
Z opisu wydawniczego: Kobiety – to istoty skomplikowane i niemożliwe do zrozumienia? Kochasz swoją żonę i chcesz, by była szczęśliwa, lecz nie możesz jej „rozgryźć”?… Teraz jednak w zasięgu twoich rąk masz narzędzie, które otworzy przed tobą tajemnicę pozornie niezrozumiałych kobiecych zachowań. Dzięki setkom rozmów z kobietami i profesjonalnym badaniom ankietowym książka ta dowodzi, że kobiety nie kierują się nieracjonalnymi impulsami, ale że istnieją konkretne sposoby i środki, które mężczyzna może wykorzystać, by zrozumieć i uszczęśliwić swoją ukochaną. To książka niezbędna dla każdego mężczyzny, który chce cokolwiek rozumieć z tego, co się dzieje w jego związku… i niezbędna także dla każdej kobiety jako prezent dla ukochanego mężczyzny, jeśli chce być lepiej przez niego rozumiana.

3. Sekrety płci. 777 różnic między kobietą a mężczyzną.
Andy Collins, Wyd. Rytm, 2004.
4. Język kobiet, język mężczyzn. Jak porozumieć się w miejscu pracy.
Katrin Oppermann, Eika Weber, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, 2000

Z opisu wydawniczego (fragment):
Trudności we wzajemnym porozumiewaniu się kobiet i mężczyzn wynikają z odmiennych światów językowych, w jakich oni żyją. Różny sposób postrzegania rzeczywistości wpływa na powstawanie odrębnych dla obu płci stylów komunikowania się. Książka adresowana jest do osób aktywnych zawodowo – pracowników, którzy chcieliby pracować efektywniej, i pracodawców, pragnących kierować sprawnym i zgranym zespołem ludzi. W osiągnięciu tych celów przeszkadza im jednak nieumiejętność porozumiewania się z płcią przeciwną.  Autorki wiele miejsca poświęcają:

• konfliktom – nieodłącznemu elementowi relacji międzyludzkich – przedstawiając źródła ich powstawania oraz sposoby rozwiązywania;
• komunikacji niewerbalnej, ukazując jej ważną rolę w porozumiewaniu się;
• umiejętności kształtowania satysfakcjonujących kontaktów zawodowych (prezentują metody motywowania pracowników i warunki dobrej organizacji pracy).

5. Atlas istot pozaziemskich. Anna Głowacz (i jej wcześniejsze książki na ten temat)
6. 6prób (zbiorek wierszy)
Z dorobku Stefana Garczyńskiego:
7. Błyskotki o współżyciu – prezentacja ebooka – Stefan Garczyński
8. Razem, ale jak? – Stefan Garczyński
9. Rozmawiać? Tak. Ale jak? – Stefan Garczyński
10. Współżycie łatwe i trudne – prezentacja książki – Stefan Garczyński

Niebo

słonce, niebo

Znaki z nieba i na niebie
mówią do ciebie
choćbyś zakrył oczy
lecz nie zakrywaj
zobaczysz piękno
także w nocy – w gwiazdach
i w snach niebiańskich
czułych i proroczych.
L. K.

Jakże to ciekawy i obszerny temat!
Tym bardziej, że w języku polskim słowo niebo ma parę znaczeń – dosłowne i alegoryczne (np. w języku angielskim sky to nie to samo co haeven).

Niebo w każdym zrozumieniu od wieków fascynuje ludzkość, będąc przedmiotem refleksji filozoficznych, religijnych, artystycznych, a także naukowych. Jest symbolem nieskończoności i tajemniczości, która prowokuje pytania o sens istnienia, miejsce człowieka we wszechświecie oraz naturę rzeczywistości.

Niebo jest unikalnym fenomenem, który łączy w sobie różne wymiary ludzkiego doświadczenia. Religijnie wskazuje na transcendencję, artystycznie jest źródłem piękna i wzruszeń, a naukowo – obiektem nieustannych badań.

Rozpatrzmy krótko przynajmniej parę perspektyw tytułowego tematu.
Ponieważ nie chciałbym jednak tutaj pisać rozprawki naukowej – zacznę od …wątku artystycznego i od rozmowy Kate Melua [lubię!] z Anną Janowską (Zwierciadło 9/2022).
„Wytłumacz mi, dlaczego niebo jest tak inspirujące. „Chmury… latawce… ptaki… tęcze… człowiek z gwiazd… drzewa… liście… fajerwerki…” — śpiewasz w tytułowym utworze ‚Aerial Objects’.
[Tu wypada przypomnieć ten utwór (z podkładem Simona Goffa)  np. https://www.youtube.com/watch?v=hbiBaXWSEW0; akurat ten jest bardziej filozoficzny niż wynikający z zachwytu , chociaż niebo może budzić i grozę – o czym dalej]
… To piosenka o tym, jak wielu artystów czerpie inspirację, patrząc w niebo. Jeśli raz to dostrzeżesz, nie możesz się od tej refleksji uwolnić. Od „Somewhere overthe Rainbow” Judy Garland przez „Feeling Good” Niny Simon po „Starmana” Davida Bowiego. Słuchając tych utworów, zdajesz sobie sprawę, jak często motyw nieba przewija się w popkulturze i ile jest w tych chmurach, ptakach na niebie czy spadających liściach prawdy o nas samych. Kiedy to zauważyłam, nie mogłam się powstrzymać, żeby nie skomentować tego… w piosence [Śmiech]. Zresztą to spostrzeżenie dotyczy każdego. Pomyśl — chcesz znaleźć odpowiedź na jakieś trudne pytanie, to gdzie patrzysz? W niebo albo w sufit [śmiech].
– Podróż, w którą zabierasz nas na najnowszym albumie, rozpoczyna się na lotnisku, a kończy wśród przyrody i pszczół. Brytyjczycy mówią o sobie, że są narodem ogrodników. Podzielasz tę pasję?
– Uwielbiam w Brytyjczykach ich miłość do natury i do ogrodów. Mieszkam koło pięknego londyńskiego parku i z tego, co zauważyłam, tamtejszy zespół ogrodników jest jak mała armia!…”

To było wspomnienie bardzo wybiórcze, ale zawiera w sobie sporo inspirujących spostrzeżeń, które skłoniło mnie do rozwinięcia tych wspomnianych wątków.


Oczywiście niebo pojawia się w muzyce różnych gatunków i formatów – od „poważnej”, gdzie niebo inspiruje zarówno utwory sakralne, jak „Mesjasz” Händla, …. do popularnych utworów i piosenek wspomnianych przez Kate. W tym drugim zakresie wspomnijmy współczesne piosenki, jak „Imagine” Johna Lennona, gdzie niebo jest tłem dla utopijnej wizji świata bez podziałów.
Z naszych – R. Gawliński śpiewał:
Piękne jak okręt
Pod pełnymi żaglami,
Jak konie w galopie,
Jak niebo nad nami
.
A w piosence Maanamu Jackowski:
Oprócz błękitnego nieba nic mi dzisiaj nie potrzeba.

Oczywiście trzeba spojrzeć na niebo w sztuce szerzej. Niebo od wieków jest motywem także w literaturze – szczególnie w poezji oraz w malarstwie.

W literaturze temat nieba zajmuje sporo miejsca zarówno w opisach przyrody jak i w metaforach.
Przykładowo w „Boskiej komedii”  (D. Alighieri) niebo to siedziba Boga i świętych, Raj, po którym wędruje Dante, stanowi dziewięć nieb systemu Ptolemeusza. Siedzibą Boga jest Empireum.
U Jana Kochanowskiego w trenie XIX przychodzi do poety we śnie matka z Urszulką na ręku. Matka zwraca się do syna, mówiąc mu, że jego „Urszuleczka żywie”, że znajduje się w niebie i jest jej tam bardzo dobrze.
W „Weronie” C. K. Norwida niebo to symbol bożej troskliwości: „Łagodne oko błękitu” spogląda z góry, z nieba. Ponieważ niebo kojarzy się z obecnością Boga, więc możliwe jest, że to sam Bóg spogląda na ziemię. Całe niebo roni łzę nad ludzką niedolą.
W poemacie „Pan Tadeusz” A. Mickiewicza pojawia się wiele opisów nieba, np. jako „morza wiszącego”, co podkreśla piękno i spokój przyrody, tamże w księdze VIII zawarty jest obszerny opis gwiaździstego nieba.

W poezji niebo jest metaforą marzeń, wolności i boskości. Adam Mickiewicz w „Odzie do młodości” pisał: „Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga”, wskazując na niebo jako symbol przekraczania granic.
Jakże dużo jest wierszy o niebie! To osobny obszerny temat.
Od starożytnego poematu królewicza Li Ho o niebie, po te z naszej cywilizacji jak:

„Niebo w nocy” – Leopolda Staffa, cały cykl wierszy o niebie Mariusza Parlickiego, „Niebo” – Wisławy Szymborskiej, w którym poetka opisuje niebo jako coś, co jest wszędzie, a nie tylko nad nami. Jest ono obecne w naszym doświadczeniu, nawet w ciemności, i budzi zachwyt.

W malarstwie niebo jest częstym motywem jako element krajobrazu – od rozświetlonego do ponurego i groźnego.

W malarstwie średniowiecznym i renesansowym niebo było tłem dla scen religijnych, często przedstawiane jako złocista lub błękitna przestrzeń z aniołami i chmurami, jak w freskach Giotta czy obrazach Rafaela.
W romantyzmie niebo stało się symbolem wzniosłości i nieograniczonej wolności – burzliwe niebo Caspara Davida Friedricha na obrazie „Wędrowiec nad morzem mgły” odzwierciedla tęsknotę za transcendencją.

Współczesna sztuka, np. instalacje Jamesa Turrella, eksploruje niebo jako doświadczenie świetlne, które skłania do kontemplacji.
Wrażenia wzrokowe związane z niebem są poruszające chyba dla każdego – niezależnie od sztuki malarskiej czy filmowej. Osobiście bywałem jakby wniebowzięty widokiem nieba w jego kolorach zachodu czy wschodu słońca, pięknych chmur i ptaków na niebie – chociaż …nie pożądam wniebowstąpienia.

Niebo w ujęciu filozoficznym

Filozofia od starożytności postrzega niebo jako przestrzeń metafizyczną, symbolizującą porządek kosmiczny i nieskończoność. Dla Platona niebo było domeną idei – doskonałych, niezmiennych form, które istnieją poza materialnym światem. W jego „Timajosie” kosmos jest harmonijnym dziełem Demiurga, a niebo odzwierciedla boski porządek. Arystoteles z kolei widział w niebie sferę wieczystą, ruch gwiazd i planet tłumacząc jako przejaw boskiego rozumu. W średniowieczu filozofowie chrześcijańscy, jak św. Tomasz z Akwinu, łączyli niebo z boską transcendencją, uznając je za miejsce, gdzie dusza spotyka Stwórcę. W nowożytnej filozofii niebo staje się metaforą ludzkiej wolności i ograniczeń. Immanuel Kant w „Krytyce praktycznego rozumu” pisał: „Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie” – niebo staje się symbolem majestatu wszechświata, który inspiruje do refleksji nad moralnością i ludzką egzystencją. Współczesna filozofia, zwłaszcza egzystencjalna, widzi w niebie przestrzeń pytań o sens życia w obliczu ogromu kosmosu. Jean-Paul Sartre czy Albert Camus dostrzegali w nim zarówno piękno, jak i obojętność wszechświata wobec ludzkich dramatów.

W religiach niebo jest miejscem sacrum, siedzibą bogów lub Boga.
W chrześcijaństwie niebo to raj, miejsce wiecznego szczęścia i bliskości z Bogiem. Biblia opisuje je jako „nowe niebo i nowa ziemia” (Ap 21,1), wolne od cierpienia. To dom aniołów i świętych. W islamie niebo (Dżannah) jest ogrodem pełnym rozkoszy, nagrodą dla prawych. W hinduizmie i buddyzmie niebo jest jednym z poziomów egzystencji, choć ostatecznym celem jest wyzwolenie z cyklu reinkarnacji. Niebo w religiach często kontrastuje z ziemią jako sfera materialna i niedoskonała. W mitologiach starożytnych, jak grecka czy nordycka, niebo było domeną bogów – Olimpem czy Asgardem. W szamanizmie niebo jest przestrzenią duchową, do której szaman wędruje w transie, by komunikować się z duchami. Wspólnym motywem jest postrzeganie nieba jako czegoś wyższego, niedostępnego, ale jednocześnie inspirującego do duchowego wzrastania.
Jest powiedzenie (w teologii chrześcijańskiej), że niebo jest w nas, co oznacza, że mamy w sobie boski pierwiastek, a w interpretacji innych, że tworzymy swój świat wg wyobrażenia nieba.
Nie zaskoczyła mnie merytorycznie wypowiedź pewnego „lumpa”, z którym jechałem schodami ruchomymi, że raj i niebo jest na ziemi – wystarczy żyć w zgodzie z naturą – nie musimy czekać do śmierci. Zaskoczyło mnie zaś kto to wypowiada – człowiek wyglądający na bezdomnego i mocno zaniedbanego.

Niebo w przysłowiach, wyrażeniach i przenośniach odzwierciedla ludzkie emocje i aspiracje i często zawiera elementy filozoficzne odzwierciedlając jego kulturowe znaczenie. Po części to element literatury, ale pojawia się głównie w języku codziennym. „Sięgać gwiazd” oznacza dążenie do wielkich celów, a „być w siódmym niebie” wyraża stan najwyższego szczęścia. Podobnie kulinarnie „Niebo w gębie”. W polskim folklorze przysłowia takie jak „Czerwone niebo wieczorem, to pogoda jutro” łączą niebo z obserwacją przyrody i mądrością ludową. W przenośniach niebo symbolizuje nadzieję („po burzy zawsze wychodzi słońce”) lub boską opatrzność („spadło mi z nieba”). Te wyrażenia ukazują, jak głęboko niebo jest zakorzenione w ludzkiej wyobraźni.
(W odniesieniu do przysłów – mogą one być często tematem dyskusji, czy odzwierciedlają prawdy uniwersalne).
Z setek (tysięcy?) aforyzmów i cytatów o niebie, oto parę przykładów.

Jeszcze A. Mickiewicz:
Do nieba patrzysz w górę, a nie spojrzysz w siebie; Nie znajdzie Boga, kto go szuka w Niebie.

O! luba, zginąłem w niebie,
Kiedym raz pierwszy pocałował ciebie!

Karl Raimund Popper:
Próba zrealizowania nieba na ziemi kończy się zawsze wyprodukowaniem piekła .
Joseph Ratzinger (Benedykt XVI):
Niebo jest tą przyszłością człowieka i ludzkości, której ludzkość sama sobie dać nie może.
Seneka:
I z najbardziej zapadłego zakątka dostać się można do nieba.

Krzysztof Bilica:
Leżący częściej podnosi wzrok ku niebu.
Jerzy Popiełuszko:
Naszego miejsca w niebie nikt nam nie zabiera. Najwyżej pozostanie ono puste.
Mikołaj Kopernik nie tylko wpatrywał się w niebo by je badać jako astronom, ale umiał dostrzegać jego piękno:
Nic piękniejszego nad niebo, które ogarnia wszystko, co piękne.

Nauka przybliża nam te aspekty kosmosu, które dawniej były tylko spekulacjami, ale… wciąż jesteśmy dalecy od zadowalającego rozumienia z czym mamy do czynienia.

Niebo w ujęciu astronomicznym i fizycznym

Z naukowego punktu widzenia niebo to przestrzeń kosmiczna, obejmująca atmosferę Ziemi i wszechświat poza nią. Astronomowie postrzegają niebo jako mapę gwiazd, galaktyk i planet, które można obserwować za pomocą teleskopów i innych narzędzi. Niebo, które widzimy, to w rzeczywistości obraz przeszłości – światło gwiazd dociera do nas po milionach lat, co czyni niebo swoistym wehikułem czasu.
Tutaj przywołam swój stary wpis Zdumiewający Kosmos.
Myślę, że zdumienie nie ominie i ciebie.

Kosmologia współczesna bada strukturę wszechświata, od Wielkiego Wybuchu (który jest hipotezą, chociaż bodajże główną jaką się podaje), po ciemną materię i energię, które dominują w kosmosie. Niebo w tym ujęciu to nie tylko piękno, ale i naukowa zagadka.

Fizyka opisuje niebo jako przestrzeń, w której działają fundamentalne siły wszechświata: grawitacja, elektromagnetyzm, siły jądrowe. Atmosfera Ziemi nadaje niebu błękitny kolor poprzez rozpraszanie światła (tzw. rozpraszanie Rayleigha), a zjawiska jak zorza polarna czy tęcza są efektem interakcji cząstek i światła.

Niebo jest zarazem bliskie – widzimy je codziennie – i nieosiągalne, co czyni je uniwersalnym symbolem ludzkiej tęsknoty za czymś większym. Wielu ludzi czuje, że Kosmos na wzywa do siebie jak do jakiejś pierwotnej ojczyzny, a odczucie to narasta gdy obserwują rozgwieżdżone niebo.

Warto przywołać słowa Carla Sagana: „Jesteśmy pyłem gwiazd”. Niebo, które obserwujemy, jest nie tylko przestrzenią zewnętrzną, ale i opowieścią o naszym pochodzeniu. W każdej gwieździe, w każdym obłoku, kryje się historia wszechświata – i nas samych.

W moim innym wierszyku POKORA:
Ile w procentach wiemy o Kosmosie?
Profesor Wolszczan: zero.
Jak duże jest nasze ego,
tak nikła jest nasza wiedza.
Spójrz z pokorą w nocne niebo
.

Niebo ptaków budziło zazdrość i podziw, co uruchomiło odważne próby sięgnięcia do niego przez człowieka, co w końcu się ziściło, a nawet dało nam jeszcze większe możliwości w czymś, co z pewną przesadą, nazywamy podbojem kosmosu.
Okolice Ziemi zaroiły się od wielu satelitów, co z jednej strony dało ludziom nowe możliwości telekomunikacyjne i badawcze, z drugiej zaśmieciły niebo mnóstwem ciał obcych naturze i ograniczyły dawny widok nieboskłonu.

Mamy też meteoryty z nieba (a w rzeczywistości z oddali kosmosu) i ataki z nieba – te w apokaliptycznych wizjach (wskazuje się na UFO , chociaż może to być i pomoc), jak i te realne na współczesnych polach wojennych.

To na naszym niebie dzieją się różne zjawiska meteorologiczne, co do których mamy szereg obaw.
Trudno się dziwić temu, że dawniej bano się piorunów jako przejawów „gniewu bożego” („grom z jasnego nieba”) i skutków jakie to zjawisko mogło materialnie powodować. Dziś dziwimy się, że niebo bywa całymi tygodniami zasnute ciężkimi chmurami, a mimo to nie spada upragniony deszcz. To uderza nie tylko w rolników, ale powoduje zły nastrój, obniża sprawność i krzyżuje różne plany, zwłaszcza urlopowe. Słońce leczy – czyżby ktoś chce odebrać nam naturalną witaminę D i wpędzić w choroby?
Osobiście jestem przekonany, że pogodą nie tylko można sterować, ale to się robi. Zachmurzenie bywa sztuczne. Inna moja ulubione Kate (Bush) śpiewała o rozpraszaniu chmur (Cloudbusting).
Co gorsza – od wielu lat mamy paskudzone niebo zjawiskiem chemtrails (smug chemicznych). Pisałem o tym wielokrotnie i od dawna, także na tym blogu, np.:

Chemtrails – alert
Gazy cieplarniane, smugi na niebie i podejrzenia
Zamieszanie wokół geoinżynierii ciąg dalszy
Także na FB (niektóre linki nieaktualne) – https://www.facebook.com/notes/773664343195029/

Są różne teorie dlaczego ludzie (czy zawsze?) ludziom robią takie rzeczy, ale nie będę tutaj rozwijał tego podtematu.
I na tym poprzestanę, ale chce się krzyczeć: nie zabierajcie nam czystego nieba!
Na szczęście – mam je w sobie i we wspomnieniach…

Cuda

Są tylko dwa sposoby przejścia przez życie.
Jeden, jakby nic nie było cudem,
i drugi, jakby wszystko było cudem.

Albert Einstein

Porywam się na bardzo duży temat, ale postaram się ująć to możliwie lapidarnie (korzystając z licznych odwołań do dodatkowych materiałów).

Gdy mówimy „cuda”, to często wskazujemy te, o których mówią religie, bo w swoich pismach i obrządkach przywołują cudowne wydarzenia, które świadczą też o siłach nadprzyrodzonych.

Nie ujmując tej sakralnej stronie cudów, nie zapominajmy, że niektóre tajemnicze zdarzenia obwołane cudami przed setkami czy tysiącami lat były wtedy niewytłumaczalne inaczej. Dziś, dzięki nauce wiemy, że tak było bo nie poznano jeszcze wówczas pewnych praw fizyki i biologii.
Jednak nawet dziś wiele takich cudów nie rozumiemy naukowo – mimo całego arsenału narzędzi badawczych i bogactwa wiedzy. Także Kościół nie jest skory wiele rzekomych cudów uznawać oficjalnie – wymaga to długiego i starannego procesu weryfikacji.
Nie chodzi też tylko o te przypadki, które są przedmiotem takich formalnych działań – mamy tysiące relacji ludzi, którzy interpretują pewne zdarzenia ze swojego życia jako cudowne.
I w wielu przypadkach rzeczywiście tak to wygląda. O tym jeszcze będzie dalej.

Chociaż nie zamierzam tutaj rozważać głównie tego religijnego aspektu, to jednocześnie nie sposób go pominąć. Zatem poniżej daję krótki przegląd pozycji literatury polskiej lub wydanej w Polsce, która się tym zajmuje. Mam spore dossier na ten temat, ale tutaj go skrócę.

Skupię się zatem na współczesnych publikacjach, które analizują cuda z przekonaniem o ich realności, w kontekście głównie chrześcijańskim, ze względu na dominujący udział w literaturze, ale też z uwzględnieniem naukowego lub filozoficznego podejścia, które nie odrzuca zjawiska cudów. Oto parę przykładów (niektóre z tych publikacji mam).

1. „Cuda” – Janusz Pyda OP (2022, Wydawnictwo W Drodze). Książka dogłębnie analizuje fenomen cudów w kontekście chrześcijańskim. Autor odpowiada na pytania: czym jest cud, dlaczego Jezus dokonywał cudów i jak odróżnić cuda od magii. Publikacja jest przystępna, ale opiera się na solidnych podstawach teologicznych, łącząc refleksję filozoficzną z wiarą. (https://wdrodze.pl/produkt/cuda/ )

2. „Porozmawiajmy o cudach” – Patrick Theillier (2006, Wydawnictwo Księży Marianów). Autor, lekarz i dyrektor Biura Medycznego w Lourdes, analizuje cuda uzdrowień (fizycznych i duchowych) zgłaszanych w sanktuarium. Książka łączy perspektywę medyczną z wiarą, prezentując świadectwa i chrześcijańskie rozumienie cudów. (https://nauka.wiara.pl/doc/469926.czy-zdarzaja-sie-jeszcze-cuda )

3. „Kurs cudów” (tomy 1–3) – Helen Schucman (wydanie polskie, np. 2010, Fundacja Inner Peace). Monumentalne (ponad 1100 stron) dzieło duchowe, które przedstawia system myślowy oparty na miłości i przebaczeniu, traktując cuda jako naturalny element rzeczywistości duchowej. Choć nie jest to publikacja stricte akademicka, jest uznawana za kluczową w duchowości współczesnej. (https://www.ceneo.pl/63583067 )

4. „Kurs cudów w praktyce. Zmień życie najprościej jak to możliwe” – Alan Cohen (wydanie polskie, np. Studio Astropsychologii). Przystępna interpretacja „Kursu cudów” Schucman, skupiająca się na praktycznym zastosowaniu idei cudów w życiu. Książka jest popularna wśród osób zainteresowanych duchowością New Age, ale zakorzeniona w chrześcijańskich ideach (https://sensus.pl/ksiazki/kurs-cudow-w-praktyce-zmien-zycie-najprosciej-jak-to-mozliwe-alan-cohen%2Ce_0dq2.htm )

5. „Nauka i Opatrzność. Interakcja Boga ze światem” – Michael J. Dodds OP (2008, Wydawnictwo WAM). Fragmenty tej książki (np. rozdział o cudach) analizują możliwość cudów w kontekście filozofii i teologii. Autor, dominikanin, rozważa, jak Bóg może działać w świecie, nie naruszając praw natury, co jest zgodne z myślą św. Tomasza z Akwinu. (https://nauka.wiara.pl/doc/469975.Cuda )

6. „Cuda z nieba. Nadzwyczajna historia Annabel Beam” – Christy Wilson Beam (wydanie polskie, np. 2015). Autobiograficzna opowieść o cudownym uzdrowieniu dziewczynki, która doświadczyła niewyjaśnionego medycznie powrotu do zdrowia. (https://lubimyczytac.pl/ksiazki/t/cud ).
O takich indywidualnych relacjach jest wiele publikacji, przykłady podam dalej.

7. „Kiedy potrzebujesz cudu. Siedem sekretów wiary” – Cherie Hill (wydanie polskie, np. 2014) Książka skupia się na duchowym aspekcie cudów, oferując wskazówki, jak otwierać się na działanie Boga w trudnych sytuacjach. Autorka traktuje cuda jako przejaw Bożej miłości i zachęca do wiary w ich możliwość.(https://lubimyczytac.pl/ksiazki/t/cud )

8. „Cuda eucharystyczne” – Joan Carroll Cruz (wydanie polskie, np. Wydawnictwo Esprit). Publikacja opisuje historyczne i współczesne cuda eucharystyczne, takie jak przemiana hostii w tkankę serca czy krew. Autorka, opierając się na badaniach Kościoła, przedstawia cuda jako dowody Bożej obecności. Książka zawiera szczegółowe opisy i analizy. (https://www.esprit.com.pl/d103/cuda-i-uzdrowienia)

9. „Cuda Bożych uzdrowień” – zbiorowa, Wydawnictwo Esprit. Zbiór opowieści i świadectw o cudownych uzdrowieniach, które są badane przez Kościół. Książka łączy narracje wiernych z teologiczną refleksją nad cudami jako znakami Bożej łaski.(https://www.esprit.com.pl/d103/zacz/25/cuda-i-uzdrowienia )

10. „Cuda i łaski” – zbiorowa, Wydawnictwo Gloria24. Książka gromadzi relacje o cudach religijnych, takich jak uzdrowienia czy objawienia, z naciskiem na ich znaczenie dla wiary. (https://gloria24.pl/ksiazki/biografie-i-swiadectwa/cuda-i-laski )

11. „Największe cuda XX wieku” – zbiorowa (artykuł w „Rzeczpospolitej”, 2012, dostępny w formie publikacji). Opisuje dziesięć najważniejszych cudów XX wieku, takich jak cuda eucharystyczne czy uzdrowienia, uznane przez Kościół po rygorystycznych badaniach. (https://www.rp.pl/swiat/art13804301-najwieksze-cuda-xx-wieku )

12. „Czy zdarzają się jeszcze cuda?” – Patrick Theillier (2006, Wydawnictwo Księży Marianów). Kolejna książka Theilliera, skupiająca się na cudach w sanktuariach, szczególnie w Lourdes. Autor analizuje zarówno uzdrowienia fizyczne, jak i duchowe, podając konkretne przykłady i ich weryfikację medyczną. (https://nauka.wiara.pl/doc/469926.czy-zdarzaja-sie-jeszcze-cuda )

13. „Traktat o cudach” – Marian Rusecki (2005, Wydawnictwo KUL). Akademicka publikacja polskiego teologa, która systematycznie analizuje fenomen cudów w chrześcijaństwie. Rusecki rozważa cuda jako znaki objawienia, odwołując się do Pisma Świętego, teologii i filozofii. (https://contragentiles.pl/czytelnia/nauka-a-religia/cuda-a-nauka/cud-co-to-takiego/ )

14. „Cud: co to takiego?” – zbiorowa, Contra Gentiles (2020, contragentiles.pl). Publikacja analizuje cuda z perspektywy chrześcijańskiej i filozoficznej, porównując je z innymi tradycjami religijnymi. Autorzy uznają, że cuda są bezpośrednim działaniem Boga, i omawiają ich znaczenie dla teizmu.(https://contragentiles.pl/czytelnia/nauka-a-religia/cuda-a-nauka/cud-co-to-takiego/)

itd.

By nie przedłużać – jeszcze dwie książki popularne, też w nurcie religijnym, które kiedyś zainteresowały mnie w kontekście cudownych uleczeń, bo ten temat szczególnie mnie zajmował.

„Moc uzdrawiania”, Todd Dixon, Wydawnictwo Limbus 1995.
Opisuje badania autora – amerykańskiego lekarza, dotyczące kilkunastu spektakularnych uzdrowień za sprawą tajemniczej zdolności kobiety o imieniu Terry, też lekarki, ale bez angażowania medycyny, chociaż owa uzdrowicielka nie negowała współpracy swoich pacjentów z lekarzami.
Autor i uzdrowicielka traktowali te przypadki jak przejaw boskiej pomocy.

„Cuda dnia powszedniego”, James S. Bell, Stephen R. Clark, Wydawnictwo KDC, 2006.
To 65 przykładów niezwykłych wydarzeń, w tym dużo cudownych uzdrowień, a ponadto wielu przypadków uratowania życia w sytuacji realnie bez wyjścia, ostrzeżeń w czasie snu lub w wizji, które też uratowały życie lub majątek, rozwikłanie trudnej sytuacji finansowej przy braku zrozumiałych przesłanek, znalezienie się w dziwnej rzeczywistości itp. – doświadczenia zwykłych ludzi.
I refleksja: czy jesteś pewien/na, że nie było w twoim życiu sytuacji, gdy jakaś niewidzialna siła uratowała cię przed jakimś wypadkiem, nawet gdy nie wiedziałeś/aś, że było zagrożenie?

Dalej podam jeszcze parę pozycji, które rozpatrują ogólniejsze i nie religijne podejście do tematu.

A takich dziwnych zjawisk mamy wiele. Popatrzmy krótko na to ogólniej.

Bardziej potocznie cudem możemy nazwać coś, co „normalnie” nie występuje w przyrodzie, w naszym życiu. Lub gdy jest to coś niezwykle rzadkiego.
Wygranie w lotto szóstki (lub podobna wygrana w innych grach losowych) jest bardzo mało prawdopodobne. A jednak ktoś wygrywa. Dla takiej osoby może to być cud.

Historia młodej kobiety Juliane Koepcke, która w 1971 r. wypadła z samolotu do dzikiej dżungli amazońskiej z wysokości ponad 10 000 stóp. Mimo złamanego obojczyka, głębokiej rany na ramieniu i jednego spuchniętego, ślepego oka, nie mając butów i żywności, dzięki wielkiej woli przeżycia i niesamowitej mocy życia jaka tkwi w ludziach, po wielu dniach tułania się w lesie – przeżyła. Więcej szczegółów znajdziesz w książce, którą potem napisała o swoim wypadku, a w wielki skrócie pod tym adresem https://x.com/ThoughtTOX/status/1936028678963548475 .

Ale to tylko jeden przykład, bo przypadków przeżycia w skrajnie niesprzyjających i groźnych warunkach historia podaje wiele.
Oprócz książek są oczywiście i filmy o takich/podobnych przypadkach.

Z wielu współczesnych (i nie tylko!) obserwacji możemy dać przykład UFO jako zjawiska, którego wciąż nie potrafimy jednoznacznie wyjaśnić, przynajmniej oficjalnie. Czym są przy ich różnorodności oraz np. niesamowitej dynamice ruchu. Sytuacja jest analogiczna do zjawisk niewytłumaczalnych sprzed stuleci, a które dziś rozumiemy dzięki nauce?

A teraz parę osobistych doświadczeń, bo to blog osobisty.

  1. Nie koszę wiele na swej rekreacyjnej leśnej działce, ponieważ trawy i różne inne rośliny porastające murawę i zakątki placu w większości nie tylko mi nie przeszkadzają, ale zdobią teren swoją różnorodnością.
    Inna sytuacja występuje gdy w danym roku przejeżdżamy na swoją letnią daczę późno na tyle, że zastajemy teren tak porośnięty, niemal jak w jakiejś dżungli, co utrudnia poruszanie się i miejsca przebywania opanowały siewki jakichś drzew.
    Mam dwie kosiarki elektryczne. Jedną większą i mocną do takich zadań specjalnych oraz mniejszą do wyrównywania miejsc, gdzie trawa powinna być niska.
    Jedną z pierwszych czynności bywało wyciągnięcie tej mocnej by zrobić pozimowe oczyszczenie terenu. Niestety, już parę lat temu ta kosiarka się zepsuła. Różne próby uruchomienia i własnej naprawy nic nie dały. Elektryk orzekł, że to silnik i że jego naprawa się nie opłaci – lepiej zamiast tej starej, już i tak dość sfatygowanej kosiarki, kupić nową. Nie kupiłem i w następnych latach uruchamiałem tę mniejszą i … kosę. Męczyłem się, ale w końcu jakoś dawałem radę.
    Starą zostawiłem w szopie, gdzieś w w głębokim kącie – może kiedyś przyda się na jakieś części?
    W tym roku żona mówi – wywal ją do „gabarytów” – tylko zajmuje miejsce. Faktycznie, tym bardziej, że rzeczy w szopie przybywa.
    Wyciągnąłem obie maszyny i w zamyśleniu podłączyłem kabel sieciowy do tej starej. Może dlatego, że sam jestem stary i przy ich podobieństwie mogłem maszyny pomylić.
    A ona ruszyła z kopyta i skosiłem nią wszystko co chciałem bez żadnego zacięcia.
    Dla mnie to był cud.
  2. Rak złośliwy. Miałem (lekarze mówią, że on zawsze pozostaje i wtedy lepiej mówić „mam”). Na ogół wyrok jest jeden: złośliwy nowotwór to dość krótka droga do śmierci. Ja jednak wolę mówić – nawet jeśli mam, to czuję się tak jakbym nie miał.
    Serio – po dwóch latach nie odczuwam już niczego, co by mnie niepokoiło, a badania to potwierdzają. Nie chcę kozakować, ale opowiem krótko jak widzę sprawę nowotworów.
    Tak, jak opisano w książce Odwracanie procesów nowotworowych. Lekarze praktycy dla pacjentów i lekarzy, chociaż poznałem ją dopiero niedawno. Mam podobną wiedzę z wielu innych źródeł. Najkrócej – z myślą o ew. osobach, które mają odnośny kłopot:
    Nie denerwować się, nie polegać zbytnio na lekach, chemio- i radioterapii, ew. przyjąć niechemiczną immunoterapię. Suplementować się, mieć kontakt z naturą, uziemiać się (u mnie głównie chodzenie boso po trawie), mieć dużo ruchu (przynajmniej dłuższe spacer), wystawiać się na słońce (rozsądnie), oddychać nosem, możliwie unikać kosmetyków i w ogóle otoczenia/przedmiotów zawierających tworzywa sztuczne, odżywiać się produktami z możliwie najmniejszymi dodatkami przemysłowymi, …
    Są badania, że nastąpił wysyp chorób nowotworowych u osób zaszczepionych przeciw SarsCov-2 lub mających styczność z zaszczepionymi. W moim przypadku nie było tych obu potencjalnych zagrożeń.
    Kiedyś może opiszę dokładniej przebieg choroby i leczenia, tutaj wspominam to w zestawie cudów. Ale czy był to cud?
    W wymienionej książce jest paragraf zatytułowany Twój organizm to cud.
    A w innym miejscu Nie ma leczenia choroby nowotworowej. Jedynie słusznym jest leczenie chorego człowieka. Dodam: przyczynowo i całościowo (holistycznie).
  3. O możliwych cudach pisałem tutaj 10 lat temu w Nowa opowieść wigilijna.
    Dziś widzę jeszcze inne możliwości, chociaż pewne procesy wymagają czasu. Ale ten przyspieszył i zmiany na lepsze mogą się skumulować.
    Natomiast w także dość dawnym wpisie Droga spełniającej się nadziei rozwinąłem trochę myśl o cudowności człowieka. Ale są tam i szersze rozważania, że cuda się pojawiają gdy zdejmujemy kajdany fałszywych przekonań i przyzwyczajeń. (W powołanym wpisie niektóre linki mogą być już nieaktualne, podobnie jak po latach sytuacja ewoluowała – nadal jesteśmy na dobrej drodze mimo zaciętego oporu światowych Deep State).
  4. W artykule Zdrowie przez transformację (2p) sprzed ponad 10 lat wymieniłem dużo metod uzdrawiania, z których niektóre medycyna potraktowałaby jako bajki, a wielu ludzi jako cuda. Ważne jest jednak, że to działa. Jest tam i odniesienie do mojego przypadku, gdy tuż przed operacją kręgosłupa chirurg odwołał ją, ponieważ przyczyna zniknęła. Ten i inne cuda…
  5. Jeśli mówimy o zdrowiu, to oprócz metod leczenia/uzdrawiania, należy wspomnieć o substancjach, które mają cudowne (serio!) właściwości, chociaż formalnie nie są lekami. Jest ich sporo (nie mówiąc banału o ziołach), ale wspomnę przykładowo o dwóch – DMSO i soda oczyszczona. Odpowiednio kieruję do książek:
    „DMSO. Naturalny środek przeciwzapalny i przeciwbólowy”, autor Hartmut P.A. Fischer (Wyd. Vital, 2016) wspomnianą w obszernym artykule Uniwersalny lek
    – oraz nowszej „DMSO na powszechne dolegliwości” autorstwa Evelyne Laye (Wyd. Vital, 2018). Autorka twierdzi, że gdyby miała wybrać tylko jeden lek, który może mieć w domu, z pewnością byłby to DMSO.

    Natomiast o sodzie – „Soda oczyszczona na straży zdrowia”, autor Iwan Nieumywakin (Wyd. Hartigramma, 2015) plus artykuł Soda dla zdrowia gdzie wymienione są i inne publikacje.

Jak wspomniałem – wymienię jeszcze przykładowe książki bez nawiązań do cudów per se, jakie dominują w ujęciu religijnym lub ezoterycznym.

Lubię sięgać do mojej domowej biblioteki, w której mam sporo pozycji poświęconych rożnym obliczom cudów – przyrody, życia, ludzi, architektury, wydarzeń historycznych, tajemnic, techniki itd.
To są cuda dosłowne i w metaforach.

Gdy mowa o cudach jako temacie książek, to nie musi to być pozycja ze słowem „cud” w tytule, chociaż ograniczę się tutaj do paru przykładów, gdzie to słowo występuje.
I tak – o przyrodzie np.

  • „100 cudów przyrody w Polsce”, Anna Plenzler, ale także wiele albumów ze zdjęciami lub przewodników geograficznych, gdzie pokazywane są lokalne przyrodnicze wspaniałości jak
  • „Tadeusz Zubilewicz poleca Cuda Polski”.

Podobnie cuda architektury np.

  • „Antyczne miasta: cuda architektury…”, Peter Connolly.
    Mam też całą serię książek-przewodników o wspólnym tytule
  • Cuda świata.
    Albo encyklopedycznie jak:
  • „Cuda świata: przewodnik po skarbach cywilizacji”, Burton i Rosemary Cavendish.
    Patrząc ogólniej na piękno – czyż nie wzrusza nas, czasem do łez, piękna muzyka lub inne dzieła sztuki? Podobnie jak miłość. Jak powiedział kiedyś Norwid: „Czym jest piękno? Kształtem jest miłości”. Jest w tym coś cudownego.

W kontekście biologii i medycyny:

  • „Aktywuj pełną moc mózgu. Cuda i neurobiologia”, Alberto Villoldo (i jego wykłady)
  • „Cuda samouzdrawiania”, Beata Augustynowicz, Leszek Żądło
  • „Nowe cuda ludzkiego ciała”, Giuseppe Calligaris*, oryginał z 1939 r. opracowany po polsku w 2019 przez grupę „Projekt Calligaris”, w której brałem udział jako tester (nie wszystkie zjawiska udało się powtórzyć).
  • „Dusza, medycyna i cuda [o potędze miłości, woli, wyobraźni i nadzwyczajnych uzdrowieniach]”, Caryle Hirshberg,
  • „Cuda bez cudu: rzecz o dziwnych lekach”, Wacław Korabiewicz
  • „Melatonina Twój naturalny cudowny lek”, Russel J. Reiter
  • „Sztuka dokonywania cudów„, David Spangler
  • „Cudowny ruch”, Mariola Bojarska-Ferenc
  • „Czystek: śródziemnomorski cud natury”, Aleksander Wójcik
  • „Fizyka cudów„, Richard Bartlett

I w kontekście filozofii na styku z religią (chociaż wszystkie te publikacje zawierają różne kategorie), np.:

  • „Cuda wielkich nauczycieli. Od Zaratusztry do Sathyi Sai Baby”, Das, M.N.
  • „Objawienia”, Erich von Däniken

lub zaskakująco –

  • „Cudowny świat szachów”, Mikołaj Żurawlew,  itd. itd.

Zaznaczyłem * pozycję Calligarisa, ponieważ to jest wybitny przykład cudu, ale w opracowaniu naukowym, tak niezwykłego, że aż przez dziesięciolecia ukrywanego…
Giuseppe Calligaris był włoskim naukowcem (Dott. Prof.) pracującym na wydziale neurologicznym Uniwersytetu w Rzymie. Jego zainteresowania i odkrycia pokazały niezwykłe zdolności ludzkiego ciała, które mogą kojarzyć się z akupunkturą lub klawiterapią Ferdynanda Barbasiewicza (która też jest niezwykła), ale wykraczają one także daleko poza zagadnienia leczenia. Dotykanie określonych punktów na ciele odpowiednim prostym narzędziem potrafi uruchomić … zdalne widzenie, odczytywanie myśli, niezwykłe wizje, odpowiedzi na pytania itp. Do dziś możemy traktować to jako cudy.

W ogóle dotyk skóry, ogólniej – ciała, potrafi uruchomić niezwykłe zjawiska. Jak kiedyś tu wspominałem – chciałbym napisać o tym książkę i mam opracowane spore fragmenty. Tylko w domu dysponuję około setką książek i ebooków, które o tym traktują – wprost lub pośrednio. Ilość materiału, która na razie mnie przytłacza…
Cudem będzie jeśli to sensownie ogarnę. Ale cuda się zdarzają…

Czas przyszły niedokonany

marzenia o podróżach

Dość frustrujące jest zdać sobie sprawę, że wiele planów jakie się miało i wciąż w jakimś stopniu ma, może się nie spełnić.

Taka refleksja dotyka szczególnie osoby starsze (zaliczam się do tego grona), które czują, że sił jest wciąż mniej, chociaż dusza młoda i wyrywna, a czas nieubłaganie leci.
Czytelników przepraszam, że poza tą ogólną refleksją znów wejdę w sprawy osobiste.
W dodatku do typowej sytuacji  uciekającego czasu plus pogarszanie zdrowia – mam pewną przewlekłą i potencjalnie groźną chorobę. Z tego powodu muszę przeznaczać część czasu na badania, leczenie i rekreację (np. obowiązkowy codzienny spacer, ale to przyjemne – lubię – zwłaszcza w otoczeniu przyrody).

Są pewne plany rodzaju życzeniowego, jak np. parę podróży, których nie udało mi się dotąd zrealizować. Jak już pisałem (np. w Tęsknota za Toskanią) – sporo podróżowałem, ale świat jest tak wielki i ciekawy, że pociąga w swoje różne strony. Szczególnie kusi mnie jeszcze nie odwiedzona Ameryka Południowa i Środkowa, a także jeszcze nie poznane zachodnie wybrzeże USA.

Niestety – daleko i drogo, a sił mniej. Mam w domu setki książek geograficznych, przewodników, map i czasopism, które zaostrzają apetyt…
(a propos – czeka mnie jeszcze żmudny spis kilkuset książek z piwnicy i dodanie go do już istniejącego indeksu ponad 1500 pozycji w mieszkaniu – kolejna zaległość).
Być może trzeba będzie się skupić już tylko na ich przeglądaniu oraz na Polsce, która jest piękna, więc nie ma co narzekać. Tu też mam jeszcze białe plamy, chociaż już nieliczne.

Czyżby pozostanę tylko przy wspomnieniach?
Oprócz tych już tu przedstawionych, mam zamiar opisać jeszcze przynajmniej: pozostałe podróże po Grecji, przygody francuskie w powiązaniu z podróżą po Europie południowej, moje dawne wizyty w Moskwie, podróże do Czech i Słowacji, wczasy i podróże w Rumunii i w Bułgarii, piękną przygodę na Węgrzech, jeszcze o Libii, ale już nie ogólnie lecz turystycznie, parę bytności w Szwecji, Danii, rajd rowerowy w Niemczech …

Mam jednak jeszcze „projekty duże”, które ciągną się już latami, a nie mam jakoś siły by je dokończyć lub wiąże się to z obiektywnymi trudnościami.
Jako przykład tej ostatniej kategorii – wymarzony własny dom. Stać nas na całkiem fajny, chociaż zadowoliłby nas taki do 100-120 m2, ale wszystko rozbija się o koszt działki. A pod tym względem mam dość wysokie wymagania (= cena, a jest powiedzenie, że przy tego rodzaju inwestycjach najważniejsze są trzy sprawy: lokalizacja, lokalizacja i … lokalizacja). Chociaż koszt budowy też wzrasta, to z powodu działki ten plan coraz bardziej nam ucieka.

Z kolei nasz domek leśny, to tylko mały letniak, który w ogóle nie nadaje się do całorocznego pobytu, ze względu na brak ogrzewania, ciasnotę i oddalenie od usług – sytuacja nie dla starszych osób. Wymaga remontów i częstych napraw*, co zabiera i czas i środki.  Podobnie jak utrzymanie działki na którą co roku wdziera się przyroda. A plac nie jest warty tyle by go sprzedać i z tego tytułu mieć dofinansowanie większego projektu.
Prędzej czeka nas remont mieszkania – sprawa też dość trudna (mieszkanie jest napchane meblami, i książkami, a także nie zostawimy go ekipie/malarzowi bez nadzoru w czasie pracy). I kosztowna.

Mam zaczęte dość ambitne „projekty wydawnicze”.

Strona www.StefanGarczynski.pl jest projektem prawie zakończonym i oferuje kilkanaście opublikowanych elektronicznie jego książek, ale są jeszcze inne, które czekają.
Moje zaangażowanie zmalało, bo mało kto się tym interesuje, a dalsze prace i utrzymanie serwisu kosztują. Czy ktoś przyjmie po mnie pałeczkę?

Mój „pilotowy” zbiorek wierszy 6 prób też prawie nie ma czytelników, więc plan by wydać go drukiem staje się mniej celowy i realny. Czy warto przygotowywać następny?

Mam od lat dużo (!) materiału do monografii o dotyku (aspekty biologiczne, kulturowe, terapeutyczne i szereg innych). Jest już zarys treści, ale to moloch na kilkaset stron z jeszcze poplątanymi wątkami – ta praca koncepcyjna i redakcyjna powala mnie, tym bardziej, że wymaga dużego skupienia, „dłubania”, a nie mam na to dość czasu…
Zamierzam jednak za niedługo wrzucić tu mały konspekt tematu (ok. 1/100 możliwej treści), z zestawieniem źródeł. To zestawienie może kogoś zdziwić – tyle przetrawiłem…
Ex post podaję  link po przygotowaniu tego konspektu o nazwie Tajemnice dotyku – wstęp

Całkiem podobnie jest z niedokończoną książką o demokracji.

Wyobrażenia o niej są najróżniejsze, ale i często z gruntu fałszywe. Ta teza sprawdza się w obecnym świecie. To jest ciekawy temat, ale czy starczy mi sił i motywacji by ten projekt ukończyć? Nie jest to moja domena, co utrudnia selekcję tego co ważne. Na razie Czytelnik może poszperać na tym blogu, co o tym dawniej myślałem i co ma swój ciąg dalszy.

Jeszcze jeden dość karkołomny plan – mój pamiętnik życia, który prowadziłem niemal od dzieciństwa po lata dojrzałości i życia rodzinnego – prawie 3000 stron w zeszytach. Bez sensu byłoby brać to wszystko, ale z drugiej strony to byłby ciekawy, może unikalny, przegląd tamtych czasów widziany okiem wrażliwego i ciekawego świata młodego człowieka. Do przemyślenia i … żmudnego opracowania. Ale dla kogo? Dla wnuków? Nie wiem czy to w ogóle byłoby pociągające dla nowych pokoleń. Nasze – inne – odchodzi…

Mam opracowany kiedyś przez siebie zbiór 60 zadań z pewnej dziedziny fizyki z rozwiązaniami. Chciałbym to wydać, bo to dość unikalne ujęcie. Trudność polega na tym, że to rękopis z szeregiem wzorów i rysunków.

Podobnie szereg esejów i opowiadań w szkicach, które w końcu warto byłoby pokazać, ale przedtem trzeba je uładzić.

Mam parę serwisów internetowych założonych jeszcze w czasach gdy robiło się to dość, a nawet bardzo, prymitywnymi metodami i środkami (niektóre są już niedostępne). Te strony już prawie nie nadają się do pokazywania, np. LepszeZdrowie.info .
Przełożenie tego projektu na WordPress lub podobną platformę było zadaniem ponad cierpliwość i zasób czasu. Teraz pojawiła się AI, więc może w ten sposób sobie pomogę, chociaż pierwsze próby pokazały, że i tak byłoby przy tym dużo ręcznej roboty.
W ogóle liczę na taki rozwój AI, że będę mógł „wynająć” jakiegoś agenta sztucznej inteligencji, który pomoże w różnych zadaniach.

Wreszcie – włączenie się, w miarę możliwości, w wielki plan „odnowy świata” w ramach ruchu Center of Amity and Restoration of Earth (CARE). To mnie kręci od dość dawna i mam o tym rozbudowaną stronę, ale to temat na inną okazję (chociaż były o tym wzmianki i tutaj).

Spowiadam się i usprawiedliwiam z tego wszystkiego, ponieważ jest parę osób, które czekają na spełnienie niektórych z tych planów, a inne odciągają mnie w innych kierunkach, nie wiedząc, że mam swoje plany i jestem mocno zajęty. Gdy mówią, że na emeryturze masz dużo czasu, to się uśmiecham, a w głębi – śmieję się.
OK, wracam do pracy…

___ 
* KRUCHOŚĆ

Psuje się samochód,

gdzie się nie obrócę

to kran, to lampa,

to coś w rowerze,

stare i nowe AGD.

Trudno uwierzyć

… i ja też!

Czas się naprawić,

odświeżyć, hej!

— wiersz ze zbiorku 6prób

Tęsknota za Toskanią

Życie to podróż.
A podróże to doświadczanie życia.
LK

Powracam do wspomnień z dalszych podróży. Było ich sporo i już parę takich relacji tutaj umieściłem, przykładowo: Amerykańska przygoda, Chińszczyzna, Casus libijski, Ach Grecjo, Pożegnanie lata (Kreta) … Były też krótkie wzmianki o tych i innych podróżach w https://lapidaria.home.blog/2023/03/05/kawowe-curriculum-vitae/ (zaskakująco?).
O podróżach ogólnie dywagowałem tym wpisie Turystyka – co o niej myśleć / cz. 2 ,  a kiedyś zaznaczałem swoje peregrynacje na mapce 
http://pl.tripadvisor.com/TravelMap-bodymind_13
Podaję z nadzieją, że odzyskam dostęp do tego miejsca, co dziwnie mi się nie udaje.
Teraz zapisuję to w formie krótkich relacji dla rodziny, po trosze dla własnej pamięci (może jako przyczynek do większego pamiętnika?). W tych wspomnieniach mam przyjemność.

Tym razem o Włoszech.

Rok 1986 – samochodowa podróż z żoną do toskańskiego Capalbio z szeregiem miejsc po drodze i w samych Włoszech. Po tylu latach nie pamiętam już niektórych szczegółów, tym bardziej, że na te wspomnienia nałożyły się inne późniejsze – podobnymi szlakami. Jednak szczęśliwie zachował się notatnik, w którym zaplanowałem całą wyprawę, a potem częściowo odnotowywałem realizację etapów. Dzięki temu mogę podać trasę i odtwarzać z pamięci pewne wydarzenia.
Był koniec lata, mieliśmy trzy tygodnie wolnego, byliśmy pełni energii i zakochani. To były jeszcze czasy wielu braków w Polsce i względnego ubóstwa większości polskich turystów. Miałem jednak oszczędności po kontrakcie libijskim (wspomniałem tamtą przygodę na wstępie), więc nie musieliśmy aż tak biedować, chociaż byliśmy parą na dorobku i nie szastaliśmy pieniędzmi. Polegaliśmy na namiocie i często na własnym żywieniu. Nie była nam straszna podróż w nieznane, zdanie się na możliwe improwizacje i niespodzianki.
Skoda 135 L nie sprawiła nam kłopotów i dowiozła nas do celu. Ale zanim to się stało warto wspomnieć chociaż krótko ciekawą drogę.
Nocowaliśmy przygodnie śpiąc często w samochodzie lub na parkingach pod namiotem.

Wyjechaliśmy 9 września, pierwszy etap do Zakopanego (lubimy), nocleg w Domu Turysty i szus do Budapesztu przez Bańską Bystrzycę. Tam tylko nocleg, bo to miasto było celem innej, poślubnej podróży z odpowiednimi atrakcjami i innym standardem.
Dalej wzdłuż Balatonu, a potem przejechaliśmy do pięknej Słowenii (szczególnie góry). Nie mogliśmy pominąć niesamowitych krasowych pieczar w Postojnej, było już jednak za późno na zwiedzanie, więc nocleg w samochodzie, a rano zwiedzaliśmy obiekt dość gruntownie. Pod kątem opisu odsyłam do źródeł z profesjonalnymi zdjęciami np. w sieci.

Z tym miejscem wiąże się pewna przygoda.  Jak w podróżach tamtych czasów mieliśmy parę drobnych rzeczy na ew. sprzedaż by mieć trochę miejscowej gotówki. Nie musieliśmy się narzucać, bo parę miejscowych kobiet zaczepiło nas rano właśnie w takiej sprawie. Kupiły małe przenośne radio. Podaliśmy jakąś cenę z głowy, na którą się zgodziły i zaczęły nam wypłacać należność w miejscowych banknotach. Było ich dużo, ale ponieważ zupełnie nie znaliśmy się na miejscowej walucie, uznaliśmy że wszystko jest OK. Po końcu zwiedzania, na parkingu zostaliśmy namierzeni i otoczni przez te kobiety z awanturą, że mamy zwrócić większą część otrzymanych pieniędzy. Otóż pomyliły się przy wypłacie bodajże dziesięciokrotnie. W tym momencie zrozumieliśmy, zgodnie z pierwotnym przeczuciem, że jednak coś było nie tak, ale z drugiej strony to one liczyły swoje pieniądze i wszystkie razem, zatem podejrzewaliśmy, że może to było po jakieś tamtejszej denominacji? Tłumaczyły się emocjami, jakimś zaćmieniem umysłu. Rozumiejąc tę stratę oddaliśmy bez kłótni prawie wszystko oprócz realnego kosztu radyjka.
Dalej jechaliśmy z myślami: gdyby nas nie znalazły, to okazałoby się że mamy znaczący zastrzyk gotówki, który posłużyłby np. na noclegi w hotelach lub bilety do muzeów. Z drugiej strony gryzłoby nas sumienie, że ktoś stracił przez nas, a te kobiety nie wyglądały na zamożne. Ale gdyby to one nas nie znalazły na parkingu, nie mielibyśmy pojęcia jak je odnaleźć.
Z czystym sumieniem podążaliśmy dalej dość nudną drogą niziną za Triestem, na które to miasto nie mieliśmy czasu, minęliśmy Wenecję, którą zastawiliśmy na drogę powrotną, i skierowaliśmy się autostradą na południe. I pierwsza obserwacja włoska, która potem wielokrotnie się potwierdzała – dużo śmieci przy drogach, coś czego wcześniej w innych miejscach nie widzieliśmy. Śmiecie widzieliśmy i w innych miejscach, np. przy kempingach. Nowością, która jeszcze wtedy nie dotarła do Polski, były też duże plastikowe butelki. Druga obserwacja – wzdłuż szos non-stop tereny prywatne lub zabudowane, więc nasz polski zwyczaj „panowie na lewo, panie na prawo” w jakimś lasku w razie potrzeby, we Włoszech było to bardzo utrudnione. Dojechaliśmy autostradą do Rawenny na wschodnim wybrzeżu, która powitała nas ścianą mocnej ulewy. Mało co było widać, bo zapadał też zmrok, i mieliśmy wielką trudność by odnaleźć upatrzony hotelik. Pomógł nam uprzejmy mężczyzna, który pilotował nas do celu. Rano w dalszą drogę przez Forli i przeprawa przez Apeniny na zachód. W wielu miejscach rajskie widoki. Kolejna obserwacja – przy górskich drogach odrutowane skaliste strome zbocza i napisy ostrzeżenia Caduta massi czyli spadające kamienie/skały.

Dojechaliśmy do wspaniałej Florencji, która powitała nas wielkim upałem ok. 38 stopni. Było ciężko, ale poświeciliśmy zwiedzaniu prawie dwa dni.

Wspomnę tutaj, że z całej podróż niestety prawie nie mamy zdjęć przez dziwną serię wpadek – prześwietliliśmy dwie rolki, a kilka rolek zgubiliśmy przy powrocie do Polski. Uratowaliśmy tylko parę klatek, które dalej pokażę. Co za pech!

Po noclegu w samochodzie, następnego dnia ciąg dalszy zwiedzania z Galerią Ufizzi włącznie.
Dalej Siena, która też zrobiła na nas duże wrażenie – z perspektywy i podczas spaceru uliczkami. Upał był nadal męczący, więc z utęsknieniem myśleliśmy o dotarciu do wybrzeża morza, i tak tego dnia wieczorem, przez Grosseto dojechaliśmy do naszej docelowej bazy, kempingu w Capalbio, tej małej miejscowości nad morzem, niedaleko od miasteczka o tej samej nazwie. Urocze miejsca z plażą i zabytkami. Nie będę opisywał, bo prawdopodobnie w dobie silnego trendu stawiania hoteli i struktury turystycznej, dziś, po ok. 40 latach wygląda to inaczej – polecam sięgnąć do aktualnych przewodników i np. google.com/maps .
Nie mamy stamtąd zdjęć, więc wstawiam jakąś fotkę z Internetu, która pasuje mi ogólnie do tamtejszych wspomnień, zwłaszcza wieczornych, kiedy można było odetchnąć i np. pójść na kieliszek wina do jakiejś knajpki.

Natomiast to, co pamiętamy najlepiej, to właśnie plaże, kąpiele nawet w nocy, wieczorne romantyczne spacery i wycieczki po bliższej i dalszej okolicy. Capalbio to była nasza baza wypadowa. I tak np. w pierwszych dniach wizyta w Santo Stefano z tamtejszymi termami rzymskimi. A potem wypad do Rzymu, a po powrocie dalsze okoliczne miejscowości.
Na Rzym poświęciliśmy dwa dni. Klasycznie – najważniejsze obiekty: Forum, Koloseum, pomniki, fontanna di Trevi …
Poniżej wyblakłe zdjęcie na którym w tle widać Bazylikę Santa Maria Maggiore. To Piazza Venezia z pomnikiem Wiktora Emanuela II na pierwszym planie oraz … żona 🙂 
(Przepraszam za jakość zdjęcia z powodów już wymienionych)

Wciąż było upalnie i męcząco – wspomnę odpoczynek w jakimś większym parku i przykrą przygodę. Po powrocie do samochodu zaparkowanego na nieodległej uliczce zobaczyliśmy wyrwaną klapę bagażnika i brak paru rzeczy. Złodziej nie obłowił się, bo bagaż mieśmy na kempingu, ale szkoda była i złość, która popsuła ten dzień. Na domiar, po zjedzeniu lodów w ten gorący dzień, w nocy dostałem gorączki i nasze zwiedzanie stanęło pod znakiem zapytania. Cudownie, za sprawą modlitwy?, rano poczułem się już lepiej i kontynuowaliśmy rzymską przygodę, której głównym punktem był Watykan. Zwiedziliśmy bazylikę i mieliśmy spotkanie z papieżem na placu św. Piotra. Oto kolejne z paru zachowanych fotografii, słabe zarówno ze starości jak i nieudanego wywołania.

Po Rzymie wróciliśmy do naszej bazy słynną trasą dawnej Via Aurelia. Jeszcze zaliczyliśmy promem Elbę – rozczarowanie, nic specjalnego.
21 września opuściliśmy Capalbio udając się na północ. Przez Piombino dotarliśmy do Porto Ferraio najpierw promem, a potem jeszcze autobusem do Marina di Campo. Piękne widoki.
Dalsza trasa to Pisa, oczywiście z krzywą wieżą (szkoda, że zaginęło zdjęcie na którym podtrzymuję ją by nie upadła). Stamtąd już pośpieszniej przez Lucca, Bolonię i Padwę dotarliśmy 23 września do Wenecji. Niesamowite, jedyne w swoim rodzaju miasto. Do samej zabytkowej części dotarliśmy lokalnym pociągiem przez rodzaj grobli. Oprócz wielu zabytków, naszą uwagę zwróciły liczne sklepy i sklepiki z pamiątkami i wyrobami ze złota.
Poniżej bodajże dwa ostatnie zdjęcia, które jeszcze jako tako można pokazać (próbowałem ulepszyć pewnym programem AI – z małym skutkiem) – żona nad kanałem, którego nazwy już nie pamiętamy i przy innym niekreślonym zabytku.

Na tym w zasadzie zakończyliśmy nasz pobyt we Włoszech. Droga powrotna, też nie bez wrażeń i ciekawych miejsc, prowadziła przez Opatię, Rijekę, Zagrzeb, na Węgry. Nocleg nad Balatonem i znów Budapeszt – tym razem nieco dłużej z małym zwiedzaniem i zakupami upominków dla rodziny. Dalej ponownie przez Bańską Bystrzycę do Zakopanego. Tam wycieczka w Dolinie Strążyskiej i szybko przez Kraków (zwiedzaliśmy razem wcześniej i później), a po drodze do Warszawy jeszcze zwiedzanie Jaskini Raj. W sumie przejechanych 5200 kilometrów.
Powrót do domu 23 września, a już 30.09 podróż samolotem do Moskwy (kolejna z paru delegacji służbowych z Instytutu Lotnictwa tamże, ale także z programem zwiedzania). Ale to na inną opowieść…

Przez sentyment do Toskanii (za którą – nomen-omen tęsknimy, chociaż inne podróże zdobyły potem priorytet, bo odkrywały nowe miejsca) mamy parę książek o tej krainie, jakie się ukazały w Polsce (nie licząc przewodników). Wymienię:
Ferenc Máté – Winnica w Toskanii
Ferenc Máté – Mądrość Toskanii
Ferenc Máté – Wzgórza Toskanii
Mayes Frances – Pod słońcem Toskanii (może pamiętacie film na jej podstawie?)
Małgorzata Matyjaszczyk – Mój pierwszy rok w Toskanii – zapiski spełnionych marzeń. To książka napisana kiedyś na podstawie jej bloga. 
Okazało się, że ten blog wciąż częściowo istnieje i jest przebogaty w treści. I nie tylko o Toskanii, bo i szerzej o Włoszech, tamtejszej kulturze, sztuce, kulinariach, ludziach… Polecam.
https://toskania.matyjaszczyk.com/ 





Ból, cierpienie, krzywda…

Twarz starej kobiety

Aby zło zwyciężyło, wystarczy,
żeby dobrzy ludzie nic nie robili.
E. Burke

Bezmiar powyższych „zjawisk” doświadczanych przez ludzkość na przestrzeni dziejów – przeraża i jest trudny nawet do wyobrażenia. Jednak wyobrażenie to jeszcze nie doświadczenie.
Każdy w swym życiu doświadczył jakiejś cząstki tego bezmiaru. Z własnego życia usianego licznymi okresami bólu i cierpienia, mógłbym podać różne przykłady, ale to nic w porównaniu z sytuacjami wojennymi, w których tracisz dom, rodzinę i przyjaciół, wszystko ze swojego dorobku, często kończyny czy przez inne obrażenia stajesz się kaleką, tracisz wiarę w ludzi, sprawiedliwość, przyszłość…
Można wiele o tym pisać, ale nie będę – by jeszcze nie pomnażać bólu, nie generować tej negatywnej energii psychicznej.
Są tacy, którzy już to opisali dokładnie, a także widzimy to w reportażach np. z obecnych działań wojennych, w relacjach o różnych formach okrucieństwa i przemocy – domowej, społecznej, instytucjonalnej itd.
Szczególnie boli okrucieństwo wobec dzieci, wobec wszystkich bezbronnych i niewinnych.
Także wobec zwierząt.

Ale nie tylko krwawe wojny pomnażają cierpienia – może to być głód, katastrofy naturalne, niewola, skrajne ubóstwo itd.
Może nie uwierzysz, ale dawne pogańskie (i nie tylko) składanie krwawych ofiar, zamęczanie dla maksymalnego bólu … ma miejsce i dzisiaj i wcale nie na mniejszą skalę.

W ogóle – ofiara dla jakiegoś okrutnego bóstwa, by je udobruchać lub zyskać coś w zamian – to wg mnie, jakaś aberracja psychiczna, relikt niechlubnej przeszłości. Podobnie samookaleczenia, gnębienie samego siebie w dziwnym przekonaniu, że to bóstwu się podoba i że jest mu potrzebne… Chyba że bóstwu zła.
Co do psychiki, to cierpi ona nie tylko bezpośrednio z powodu krzywd jako takich, ale te krzywdy ją wypaczają. Nawet powoduje chęć podobnego odwetu, nakręca i pomnaża całe złe zjawisko krzywdzenia. To szeroki temat. Zauważmy, że tak jak w medycynie łagodzenie bólu często jest tylko działaniem objawowym, które trudno nazwać leczeniem – w przeciwieństwie do wykrycia przyczyny i jej likwidacji, tak w eliminacji zła trzeba przede wszystkim ustalić jego źródło i winowajców.
Cóż – jak wspomniałem, postanowiłem nie psuć sobie i wam nastroju, nie pisać o tych wszystkich mrocznych sprawach, ale muszę dodać jeszcze jeden ważny akapit.

Są formy zła i przemocy, które tak wrosły w obecne stosunki między ludźmi i w politykę, że jakby zobojętniały, kwitowane są wypowiedziami „nic na to nie poradzimy”, „taki jest świat”…
Takie przekonanie jest podtrzymywane przez tych którzy mają interes w opresjonowaniu innych oraz przez psychopatyczne jednostki i systemy. Przykładowo, na prawie wszystkich kanałach telewizyjnych, codziennie i w prime time, nadawane są filmy o przemocy, o zdradach, konfliktach, wojnach, seriale kryminalne z morderstwami, „strzelanki” itp. – przyzwyczajanie nas, zwłaszcza młodzieży, do takich zjawisk i zachowań.
To wszystko jest chore. By się przebudzić z takiego letargu (który jest na rękę wszelkim oprawcom) należy jednak wskazywać i piętnować formy opresji. Przede wszystkim w jej pierwszych przejawach, by skrycie nie narastały i nie usypiały czujności. Ustalać winnych (ową przyczynę) i pociągać ich do odpowiedzialności.
Staram się to robić na miarę skromnych możliwości, chociaż nie jest to miłe zadanie.
Wybaczcie zatem, że mimo wrodzonego optymizmu, podejmuję i takie tematy.
Moje drobne przyczynki dla niwelowania zła.  Tutaj na blogu i w innych miejscach w sieci.

Ludzie

wdzięczny

Człowiek potrzebuje człowieka, żeby być człowiekiem.
Johannes Becher

Kolejny bardzo osobisty wpis…
Przez moje długie już życie przewinęło się bardzo dużo osób (tysiąc+  ?) – nie licząc oczywiście krótkich przygodnych spotkań i mało znaczących kontaktów formalnych. 
Mimo, że nie jestem osobą publiczną ani specjalnie towarzyską, to miałem wiele kontaktów zawodowych i prywatnych, które na pewno miały na mnie wpływ.
Pracowałem w wielu miejscach, studiowałem na trzech wydziałach, sporo podróżowałem, żyłem za granicą, wszędzie miałem relacje formalne i towarzyskie. Byli ludzie z różnych krajów i kultur. Gdy przeglądam stare wizytówki, spisy adresowe, korespondencję  – aż sam się dziwię, że jeszcze pamiętam taką liczbę ludzi, mimo że „pamięć już nie ta”. Mam też po parę tysięcy „znajomych internetowych” czyli osób, które się wzajemnie śledzą na mediach społecznościowych (FB, X, Linkedin …)
Ten wpis można traktować jako podziękowanie dla tych wszystkich osób, chociaż raczej nie będę tu wskazywał ich imiennie – tak wiele postaci musiałbym  przywołać.
Podobnie pozostawiam w sferze prywatnej podziękowania i uznanie dla członków rodziny, chociaż są ukryte miejsca w sieci gdzie to czynię (np. poufna strona rodzinna, korespondencja, dedykowane wiersze). Ale o Rodzicach w kontekście zdrowia pisałem krótko także tutaj w Starość w paru odsłonach
Innym przykładem jest wspomnienie Amerykańska przygoda gdzie występuje paru krewnych.

Wyrzucam sobie dziś, że jednak dotąd nie uhonorowałem tutaj wprost wielu swoich nauczycieli: życia, wrażliwości, z zakresu zdrowia itd.
Wyjątkiem był wpis Jerzy Zięba – co o nim sądzę oraz parokrotnie Kimberly Goguen – zarówno tutaj (np. CARE i ja ) jak i gdzie indziej – https://locusmind.one/pages/korcz (tam przy okazji podziękowania dla Pameli J. Z.   https://locusmind.one/posts/8004 ). 
Wielkie podziękowania należą się całej rzeszy pisarzy. Było tyle lektur, które wywarły na mnie wpływ, że trudno to ogarnąć. Literatura piękna, w tym też wiersze,  bo sam też ich sporo napisałem *.
I na tym blogu znajdziesz odniesienia do wielu lektur.
Na pograniczu literatury pięknej i popularyzatorskiej wyróżnię swego mentora Stefana Garczyńskiego (1920-1993), którego książki (z wdzięczności) „reinkarnuję” na stronie www.StefanGarczynski.pl 
Także literatura faktu, naukowa lub publicystyczna mocno wpłynęła na moje poglądy. Z ulubionego zakresu zdrowia jest to wspomniany J. Zięba, ale moja  biblioteka około medyczna zawiera setki pozycji i trudno wymienić najbardziej ulubione. Specjalne miejsce należy się prof. Julianowi Aleksandrowiczowi za jego koncepcje medycyny humanistycznej i otwarty umysł. W ogóle cenię właśnie ludzi o takich umysłach i szerokich horyzontach.
Oczywiście jest wielu odważnych lekarzy i naukowców na tej niwie, których  wpisy/artykuły często cytuję w mediach społecznościowych, ostatnio zwłaszcza na twitterze (X). I nie tylko w zakresie zdrowia – składam podziękowania wszystkim trzeźwo i niezależnie myślącym, którym na sercu leży dobro ludzi i prawda. Tę pokazują niektórzy badacze sięgający do stref „zakazanych”, mało znanych lub tajemniczych – np. Igor Witkowski  (starsza próbka przeglądu twórczości z odnośnikami) albo kiedyś Neale D. Walsch (pierwszy przegląd , którego już nie kontynuowałem), chociaż obecnie nie wszystko akceptuję co pisał .
Oczywiście są i ludzie których mocno krytykuję, jeśli mam argumenty i uważam, że pokazanie ich błędów jest dobre dla społeczeństwa i dla nich samych.
Jesteśmy istotami społecznymi, zatem udzielanie się społeczne, w najróżniejszych formach, jest naturalne i wskazane.
Podobnie hołubienie relacji – zwłaszcza po „pandemii”, która tak podzieliła ludzi, i w ogóle w czasach narastającej alienacji i zagubienia w tym stechnizowanym, często niezrozumiałym i opresyjnym świecie.

Były osoby które odeszły nagle i już nie było możliwości przekazać im mojej wdzięczności. Żal zwłaszcza bliskich przyjaciół i niektórych krewnych – czasem o ich odejściu dowiadywałem się z opóźnieniem. O tym wspomniałem we wpisie Samotność , a krótko ująłem w wierszyku 

Wykruszają się znajomi
przyjaciel i krewni.
Żyję za długo?
Nie, to życie jest za krótkie
jesteśmy tego pewni.
Trzeba je hołubić i kochać
dbać o siebie,
złe decyzje i myśli usuwać.
Nie jestem wzorem świętości,
lecz mam się całkiem dobrze,
ale coraz trudniej
w samotności.

Byłem w paru związkach – za każdy dziękuję, chociaż druga strona mogła mieć czasem żal, że się zakończyły. Wtedy – przepraszam, ale też wybaczam tym kobietom,  które mnie skrzywdziły.  Na szczęście mój ostatni związek (małżeński) niedługo dobiegnie 40 lat i szczególnie jestem wdzięczny żonie za tę wspólną drogę, wierność i wymarzonego syna, a w wyniku dalszą kontynuację rodu. 
Każde życie ma swoje lepsze i gorsze chwile – jest nauczycielem, lekcją…

Podaj rękę
pójdziemy razem
jak bywało
tą czy inną ścieżką
w szczęście i udrękę.
Co się stało, to się stało.
Dziś jest pięknie
– to zachowaj w pamięci
czasu może mało zostało.
Jestem wdzięczny
nie trzeba więcej.

Mam nadzieję, że w pewnych przypadkach te znajomości dały także coś i drugiej stronie. Prawdopodobnie nie zawsze było to łatwe, bo jestem w jakimś stopniu outsiderem, trochę dziwakiem (Dziwak), mam dość radykalne poglądy, zapala mi się czerwona lampka gdy wszyscy idą w tym samym kierunku, jakby w owczym pędzie itp. „Chadzam” po mało znanych drogach, dziwnych dla wielu…

Wspominam ciepło kolegów i koleżanki szkolne i przykro mi, że niemal wszystkie te znajomości się pozrywały. Dziś już nie liczę na to, że ktoś się jeszcze odezwie – rozumiem że wszyscy jesteśmy już starzy i niechętnie się pokazujemy oraz że byłoby to nieco nienaturalne. Ponadto podejrzewam, że niektórzy nas już opuścili i patrzą na wszystko z wyższej perspektywy…

A właśnie patrząc szerzej – nie wzięliśmy się znikąd – to korowód istnień, naszych przodków, wynik naszej historii – im wszystkim winni jesteśmy wdzięczność i pamięć. I sami powinniśmy dbać aby i nas pamiętano.
Pisałem w wierszyku:

Dzieci, a po nich dzieci
i następne pokolenia zstępne
– radość i duma.
Na jej skrzydłach
i czasu, co wytrwale leci
– taka dziadka zaduma.

Przykro, że tak wielu odcina się od swoich korzeni, bagatelizuje historię, żyje tylko swoim Ja, nie poczuwa się do wspólnoty…

Wszystko, co widzimy wokół – budowle, infrastruktura, przedmioty, dzieła kultury, żywność itd. to dzieło innych ludzi w 99.999 procentach – to zasługuje na szacunek. Mało jest takich osób, które mogą przypisać sobie więcej niż te promile wkładu w świat, chyba że z pychy. I nie wszystko złoto, co się świeci… 
Ale jednocześnie to nie znaczy, że nic nie znaczysz, przeciwnie – wnosisz swój wkład w to wspólne dzieło, a może jednak jesteś wybrańcem, który w plecaku nosi buławę?

W korowodzie miliardów
istnień
w nieogarnionej historii
spraw i uczuć.
w ich splocie
i skutkach
jam-ktoś
jak pyłek,
na falach
zagubiona łódka.
A jednak
JESTEM
– po coś.

Z jeszcze szerszej perspektywy, czy to filozoficznej, czy biologicznej – jednak wszyscy „jesteśmy jedno” jako gatunek, a mówiąc językiem religijnym – dziećmi Boga – nawet jeśli wielu odcina się od takiej wspólnoty. Idąc tropem alegorii biblijnego dobrego łotra – każdy ma szansę na naprawę błędów, może mieć nadzieję. Chyba że świadomie zaprzedał duszę Złemu – tu już osąd jest poza naszą ludzką jurysdykcją, chociaż i w tym wypadku osobiście możemy wybaczać – „jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”.
W innym ujęciu mówi się, że możesz bardzo wiele jeśli uwierzysz w siebie, poznasz swój potencjał, a nawet boski pierwiastek. Wtedy łatwiej, naturalnie uznasz to samo w innych ludziach i pojęcie miłości zyskuje sens agape.
DZIĘKUJĘ wszystkim wspomnianym, zapomnianym i NN – nie zawsze zdajemy sobie sprawę, co i komu zawdzięczamy…

A ogólnie temat wdzięczności (za życie, doświadczenia, chwile szczęśliwe lub pouczające, za piękno itd. itd.) jest ważny i obszerny – na osobny wpis.

* Wiersze pochodzą ze zbiorku, którego wybrane pozycje może wydam – patrz tutaj.