PRZED WYBORAMI W USA – CO WARTO WIEDZIEĆ … DODATKOWO

Udostępniam niniejszą informację i powiązany z nią film z bardzo mieszanymi uczuciami, ponieważ mimo że przedstawiony materiał próbuje zręcznie podkreślić przełomowy wpływ Donalda Trumpa na wstrzymanie (?) planu Nowego Porządku Świata (NWO), to uważam postawioną tezę za fałszywą lub przesadzoną.
Od razu zastrzegę, że nie jest to opowiedzenie się za Partią Demokratyczną w USA i podobnymi grupami politycznymi, które stawiają na K. Harris i atakują Trumpa jako przeciwnika w wyborach.
Osobiście uważam, że oboje kandydatów pozostawia wiele do życzenia, a Harris w ogóle się nie nadaje na stanowisko prezydenta. Sam przez dość długi czas byłem za Trumpem (także we wpisach na tym blogu), doceniałem szereg podejmowanych kroków, co jednak zmieniło się po ujawnieniach Kimberly Goguen, jak oszukiwał swoich współpracowników, nie płacił wykonawcom, sprzeniewierzał środki, słuchał rozkazów swoich „prowadzących” z Zakonu „Czarnego Słońca” i starał się przypodobać tamtejszej zwierzchności by być pasowanym na „króla świata”. Ego ponad wszysto…
Podobnie nie krytykuję całych rzesz amerykańskich patriotów/Republikanów, którzy mają szczere intencje naprawy swego kraju wierząc w Trumpa – prawdopodobnie nie wiedzą (w „masie”) tego, co jeszcze wynika z ujawnień Global Intelligence Agency i o czym piszę dalej, albo nie widzą innego wyboru jeśli już muszą wybierać. Ale nie o tym tu mowa…

Wpis https://stopworldcontrol.com/fema/ opatrzony jest wstępem, który ma budzić nadzieję na lepszy świat. Podzielam tę nadzieję a nawet wiarę, ale nie na podstawie podanych argumentów (patrz Center of Amity and Restoration of EarthCARE). Zgodzę się, że istotnym elementem jest coraz szersze budzenie się ludzkiej świadomości po „epidemii” i skutkach jakich społeczeństwa doświadczyły z tego powodu, ale także ze względu na szereg innych obserwacji tego, co się dzieje na świecie.

Już sam tytuł „Warpspeed Stopped The FEMA Camps” jest mylący.

Najpierw przypomnijmy czym była Operation WarpSpeed.
Wg oficjalnych informacji to publiczno-prywatne partnerstwo uruchomione przez rząd USA, mające na celu przyspieszenie rozwoju i produkcji szczepionek na COVID-19. Miało to na celu dostarczenie 300 milionów dawek skutecznej szczepionki na COVID-19 w jak najkrótszym czasie. Program łączył firmy farmaceutyczne z rządem, aby zminimalizować czas niezbędny na badania i produkcję, co przyczyniło się do opracowania szczepionek w rekordowym tempie.

W samym tym opisie jest parę nieścisłości (podkreślenia).

Wiadomo już z wielu źródeł, że szczepionki nie były przebadane, a w rezultacie nie były skuteczne ani bezpieczne. Nie było też możliwe ich szybkie wyprodukowanie wg standardów tego rodzaju badań. Takie szybkie działanie motywowane było nie tyle troską o zdrowie, co efektem polityczno-propagandowym oraz interesem firm farmaceutycznych. Okazało się też, że ponad tymi firmami, które i tak miały fatalny rejestr wiarygodności, stały zamówienia wojskowe i takież kierownictwo.
Trudno uwierzyć, że D. Trump o tym nie wiedział. Podobnie jak o tych wszystkich planach globalistów, które ujawnia (tym, którzy dotąd tego nie wiedzieli) pierwsze prawie 12 minut filmu oraz dalsze dramatyczne obrazy pokazujące plany NWO. „Teorie spiskowe” stały się praktyką spiskową, co widzimy po wypowiedziach prominentnych propagatorów NWO. Czy Trump nie wiedział, między innymi, o misji Gatesa, Fauciego?
Sam COVID-19 był bardziej narzędziem do wprowadzenia szczepień niż szczepienia antydotum.

Szczepionki nie temu miały służyć, co okazało się z innych doniesień o długofalowych planach DeepState.
Wiem, że polityk musi lawirować, by osiągnąć swoje cele. Ale czy tym celem dla Trumpa było uratowanie ludzi czy własne ambicje i autorytet dla swojej władzy? Wycofanie dotacji dla WHO było słuszne, ale prawdopodobnie zaważyło podejście ekonomiczne biznesmena oraz uzyskanie większej samodzielności.
Początkowo Trump bardzo chwalił się akcją Warp Speed, potem widząc zagrożenie dla swego autorytetu zaczął się usprawiedliwiać. Że za jego rządów nie było przymusu szczepień i noszenia masek, pokazał skuteczność Hydroksychlorochiny… Ale te wypowiedzi miały głównie miejsce już po utracie władzy. Jedak nigdy nie potępił szczepień ani nie pokazał jak fatalne sutki zdrowotne one przyniosły, łącznie z dziesiątkami tysięcy (więcej?) zgonów.

Pojawia się też symbol Q(anon) – już dość dawno ujawnionej fałszywej i zwodniczej narracji, za którą stał/stoi? Jared Kushner (zięć Trumpa) – postać bardzo podejrzana – powiązana z syjonistycznymi i satanistycznymi frakcjami ukrytej władzy.

Co do FEMA (Federalna Agencja Zarządzania Kryzysowego), która nie była i nie jest agencją rządową, ale firmą prywatną, warto wiedzieć że zbankrutowała, ponieważ właściciel FEMA, którym jest rodzina Rothschildów, konsoliduje swoje aktywa za kulisami, i przeznaczają je na inne rzeczy. Nie widać w tym zasługi Trumpa. A FEMA była organizacją fasadową – trudno wykazać, że była efektywne pomocna w kryzysach.

Tyle w skrócie.

Film wart obejrzenia, ale ze świadomością powyższych zastrzeżeń.

Na koniec – wybory w USA – już „za chwilę”. Chociaż mam podstawy sądzić, że nagle wygranym okaże się ani Harris ani Trump (zaskakuję, prawda? – chyba że będzie czasowo kontynauacja teatru marionetek), to w ich przypadku jednak lepsza byłaby wygrana Trumpa. Klęska milionów Patriotów spowodowałaby dewastującą rewolucję, nawet zbrojną (ta część ta Amerykanów odważy się użyć broni), natomiast klęska Demokratów nie będzie miała aż takich dramatycznych konsekwencji – już teraz są mocno pogubieni, podobnie jak ich mocodawcy ” z góry”. Osobiście znacznie bliżej mi do wartości republikańskich.
A co do demokracji amerykańskiej – IMO to fasadowy fetysz, nie tylko z racji skomplikowanego systemu wyborczego, ale ewidentnych manipulacji – rzeczowych jak i medialnych.
Polityka to często teatr. A nawet aktorów w maskach…


Szkic (krótszy) tego wpisu ukazał się wcześniej tutaj: https://locusmind.one/posts/6772

Hegemon szansy, zagrożenia czy zagrożony?

Kluczem okazuje się nasza naiwność
dotycząca wpływu, na który elity są wciąż ślepe.

Clive Hamilton *

(wersja robocza wpisu***)

Temat tak wielki jak same …Chiny.
Ale co mamy na myśli mówiąc o wielkości Chin?

Niewątpliwie to duży kraj, ma dużo ludności, ma wielkie możliwości wytwórcze i eksportowe, ma potężną ilościowo i sprzętowo armię, ma starą historię i kulturę, a jednocześnie pokazuje a czasem i wyznacza trendy nowoczesności nigdzie indziej nie widziane itd.

Te atrybuty skłaniają wielu do zachwytów nad Chinami (PRC) i wnioskowaniem, że byłe Państwo Środka zdominuje świat, a nawet że już tego dokonało. Z innej strony to wielkie obawy, a nawet strach przed takim obrotem rzeczy.
Nie jestem specem od Chin i oczywiście mogę się mylić w prywatnym osądzie tego zjawiska.

Ale na temat Chin wypowiada się WIELU specjalistów, co także pomnaża dezorientację, ponieważ dochodzą do różnych wniosków. Powstają kolejne artykuły, wywiady i książki, wiele z nich wymienia Sylwia Czubkowska w swojej „Chińczycy trzymają nas mocno”, o której wspomnę dalej.

Przykładowo trzeba docenić wiedzę Piotra Plebaniaka (www.chiny.pl) – autora 13 książek o omawianym kraju w różnych aspektach. Natrafiłem na niego za sprawą audycji-wywiadów na YT jakie przeprowadził Mateusz Jarosiewicz (patrz jego kanały społecznościowe). Ale to tylko cząstkowy wgląd w kontekście bieżących zjawisk. Nie czytałem jeszcze tych książek (oprócz krótkiego przeglądu-zajawek) ani nie miałem okazji przyjrzeć się stronie autora (piszę to z letniska, gdzie praktycznie nie mam dostępu do Internetu). Podobnie wywiady Mateusza z Sebastianem Sadowskim-Romanowem.
Innym autorem, który wypowiada się na temat Chin jest Peter Zeihan, którego książkę „Koniec świata to dopiero początek. Scenariusz upadku globalizacji” niedawno dość obszernie omawiałem na tym blogu https://lapidaria.home.blog/2024/07/05/dokad-podaza-swiat/.

Jego pogląd na Chiny (wśród wielu innych analiz dotyczących całego świata) sprowadza się do wniosku, że Chiny upadają, bo mają groźne nawarstwienie negatywnych trendów w różnych aspektach.

Powodem jest głównie olbrzymie przeinwestowanie i zadłużenie, siłowe wdrażanie kosztownych rozwiązań, skostniały system zarządzania oraz wielki problem demograficzny.

Podkreśla jak krucha może być pozycja Chin w przypadku załamania handlu, w tym zwłaszcza drogą morską, którą kontrolują przede wszystkim Stany Zjednoczone. Chiny w małym stopniu są samowystarczalne w zakresie surowców. Podobnie wrażliwym sektorem jest ich rolnictwo. Zeihan, w opozycji do możliwości USA wróży że Chinom w przyszłości grozi jeden z największych upadków wśród wielkich graczy.
Cóż – i tu stronniczo lub naiwnie nie widzi jak Chińczycy konsekwentnie wykupują USA i mają tam coraz większe wpływy.

Piotr Plebaniak, we wspomnianym wywiadzie powiedział, że przyłapał Zeihana na paru kłamstwach, ale nie dopowiedział jakich, zatem na dziś przyjmuję że Zeihan w wielu kwestiach ma jednak rację – z tymi zastrzeżeniami, które podałem na końcu swojej recenzji.

Nie ulegam też mitowi o pozytywach Pax Americana, zarówno w wypowiedzi Plebaniaka jak i samego Petera Zeihana.

Ponieważ w dobie szybko zmieniającego się świata nawet książka sprzed 2 lat częściowo może być nieaktualna, a oficjalne statystyki chińskie są naginane, to w sprawie demografii oprę się na niedawnym wywiadzie z dr Yi Fuxianem, badaczem chińskiej demografii pt. „Wielki ból chiński” (doRzeczy, nr 14, 2024). Jako badacz-dysydent w USA podaje co następuje (w skrócie):

  • Nie jest prawdą, że ludność Chin wynosi 1.41 mld, rzeczywista liczba to ok. 1,28 mld – oficjalne zawyżone dane miały służyć podbudowywaniu narracji o sile i wzroście Chin

  • Demograficzny wskaźnik zastępowalności już najpóźniej w 1991 r. spadł poniżej progu zapewniającego reprodukcję, a obecnie wynosi ok. 0,87.

  • Ten wskaźnik oznacza zanik społeczeństwa, co nawet przy nierealnym wzroście do 1 wiąże się następującym trendem: 1,06 mld w 2050 r. (prof. Steve Hamilton podaje liczbę 365 mil.) i 390 mln w 2100, przy jednoczesnym znacznym starzeniu się ludności – odsetek mieszkańców powyżej 65 r. ż. wynoszący 14% w 2020 osiągnie 35 % w 2050 roku. Ponieważ nie będzie miał kto pracować na emerytów, to grozi to wielkim problemem nie tylko ekonomicznym ale i społecznym.

  • Starzenie się społeczeństwa przy zmniejszającej się ilości młodych, to także problem ekonomiczny z punktu widzenia kadry wytwórczej. Dr Fuxian nie wierzy w znaczącą poprawę sytuacji ze względu na automatyzację produkcji, tym bardziej że ekonomia bez wewnętrznego rynku zbytu (młodsza cześć społeczeństwa) zacznie upadać.

  • Do obecnej tragicznej sytuacji demograficznej doprowadziła długotrwała polityka jednego dziecka, która tak wrosła w świadomość i zwyczaje Chińczyków, że nawet obecna agitacja rządowa do posiadania trojga dzieci nie odnosi sukcesu. Podobne skutki miało masowe stosowanie aborcji, w tym pod rządowym przymusem.

Kolejnym autorem, którego warto wziąć pod uwagę jest Yasheng Huang, profesor ekonomii globalnej i zarządzania w MIT Sloan School of Management, którego książka „Zmierzch Wschodu. Jak Chiny stały się potęgą i czy grozi im upadek” jest już dostępna w Polsce.

Główną tezą książki jest, że dominujący stary system kształcenia kadr wg tzw. egzaminów keju to droga do skrajnej stagnacji z ogromną wadą – tłumieniem kreatywności, co ostatecznie może doprowadzić do upadku współczesnych Chin. Przekłada się to na usztywnienia biurokratyczne, tłumienie inicjatyw a nawet wolnej myśli, o ile nie pasują partii komunistycznej.
Więcej o tym w nocie wydawniczej i w eseju Michała Lubina.

Wracam do wspomnianej książki Sylwii Czubkowskiej – ponad 400 stron, dużo przypisów, szerokie, wieloaspektowe ujęcie tematu które może mocno ostudzić zachwyty w związku z Chinami.
O ile sporo słyszeliśmy o wręcz nieludzkim traktowaniu mniejszości i lekceważeniu praw człowieka, podobnie swoich obywateli w czasie covidu, zamieszaniu w wywołanie sterowanej pandemii, inwigilacji i kontroli, o systemie kredytu społecznego, o dumpingowych cenach…, to stosunkowo mało mówi się o tym, jakim koniem trojańskim są różne działania Chin na całym świecie poprzez ich diasporę, agentów, uzależnianie kredytowe, soft power lub wprost szantaż, „wilczą dyplomację” z wyrafinowaną propagandą. To miejscami szokujące informacje i konkretne dane.
W okładkowym skrócie czytamy:

  • Wabią pieniędzmi, perspektywą ogromnego rynku zbytu i tanimi rozwiązaniami technologicznymi

  • Przejmują fabryki, legendarne marki motoryzacyjne, media [wrogie przejęcia]

  • Pozyskują informacje o naszym życiu z mediów społecznościowych, telefonów, komputerów, a nawet sprzętów AGD

  • Korumpują władze na wszystkich szczeblach, a do wyciszania skandali zatrudniają najlepsze agencje PR

  • Zjednują sobie polityków, naukowców, celebrytów i miliony zwykłych ludzi

  • Chińczycy w Europie działają niepostrzeżenie, ale na masową skalę
    (i o tym głównie jest ta książka).

Innymi słowy – Chiny nie grają czysto (a kto jest czysty?), ale szczególnie przebiegle.
Dowierzanie im to błąd, to bardziej ukryty wróg niż sojusznik. Co zauważyłem także w skromnej „autopsji” – wpis Chińszczyzna, gdzie już wcześniej komentowałem tę książkę. Miałem potem 5-letni okres pracy w innej firmie handlującej z Chinami, po czasie okazało się jak byliśmy oszukiwani na jakości towarów.
Oczywiście – robią wrażenie na każdym, kto tam pojedzie, ale fasada nie mówi wszystkiego, a wyobrażenie że wyjazdy handlowe, spotkanie z ludźmi z ulicy, rozmowy z dziennikarzami dadzą nam prawidłowy obraz, to złudzenie.

Nawet Benjamin Fulford, który zna Chiny, też wierzy w ich dobre intencje, uwiedziony zaangażowaniem w BRICS i słuszną tezą że świat czeka wielobiegunowość. Niestety ja nie dowierzam jemu i wiązaniu tego z walką „Białych Kapeluszy” i Q w ocalenie planety, złudzeniom co do NESARA/GESARA, waluty BRICS, itp. Chiny traktują BRICS bardziej instrumentalnie, jako środek wyjścia z wcześniej wymienionych własnych kłopotów i będą w nim hegemonem bez skrupułów.
Lepiej jest być ostrożnym niż nieświadomym agentem Chin.
Od czasu do czasu daję wyraz temu przedstawiając jego tygodniowe raporty z krótkim swoim krytycznym komentarzem (patrz na https://Locusmind.one/oromind)**. Przywołuję go jednak, ponieważ ma dobry wgląd w sytuację Japonii (tam mieszka), co jest ważne dla regionu, pokazuje działania tajnych stowarzyszeń (też ważne, a mówi się o tym mało publicznie, a i w Chinach działa część globalnego Deep State) oraz podzielam jego nadzieję na lepszy świat, tyle że inną drogą.

Zatem jeszcze w skrócie o tej innej drodze oraz jak to jest z problemem finansowym Chin i świata.

Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że to, co widzimy w mediach w zakresie geopolityki, finansów, kondycji państw, o politykach, to bardziej przedstawienie dla mas niż to, co się dzieje rzeczywiście. Rozgrywka zachodzi za kulisami.

„Do bólu” pokazuje to Kimberly Ann Goguen, globalny Kurator/Strażnik walut, która działa na razie z ukrycia. To dla wielu szokujące i opowieść „nie do wiary”, jak i ona sama, zatem cokolwiek powiesz o tym, to wypada przeczytać kim ona jest, bo to bardzo szeroka działalność.

Tutaj jednak nie będę wchodził na tak szerokie wody, bo to wymagałoby zacytowania wielu jej raportów, które dość regularnie (z przerwami wakacyjnymi) przedstawiam na https://Locusmind.one/pages/korcz. **

Co do Chin – Kimberly też wielokrotnie mówiła, że wbrew powszechnej opinii, Chiny stoją przed bankructwem finansów, a konkretniej o elementach zjawiska np. w raporcie 29.12.2023 ** (mały fragment jako przykład):
„…Chińska giełda odnotowała znaczne wycofanie inwestycji zagranicznych w 2023 r. Spadek o 87% od szczytu w sierpniu z powodu obaw o zaangażowanie kraju w pobudzenie spowalniającej gospodarki. Nieoczekiwane wycofanie funduszy wpłynęło na globalny rynek i dotknęło inwestorów na całym świecie. Najbardziej znaczące niepowodzenie nastąpiło, gdy ujawniono, że sektor nieruchomości stoi w obliczu poważnego kryzysu płynności, powodując znaczny spadek zaufania inwestorów. Pomimo pewnych pozytywnych wskaźników ekonomicznych i ocieplenia stosunków między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, chińskie akcje nadal pozostają w tyle za swoimi globalnymi odpowiednikami. Sytuacja ta wywołuje niepokój wśród inwestorów, którym trudno jest zidentyfikować zyskowne sektory na chińskim rynku. Dodatkowo, nowe regulacje dotyczące sektora gier spowodowały znaczną zmienność na rynku, przez co inwestorzy czują się jeszcze bardziej niepewnie co do swoich decyzji finansowych. Pomimo cenzury w chińskich mediach głównego nurtu, inwestorzy dowiadują się o bankructwie rządu tego kraju. Rządy Komunistycznej Partii Chin, która jest właścicielem znacznej części wszystkich korporacji w kraju, nie były wystarczające, aby wesprzeć swoje korporacje. Niezależnie od ich prób geopolitycznej izolacji głównych partnerów handlowych, takich jak Rosja wykorzystująca wpływ Chin na amerykańską politykę za pomocą sankcji, takie operacje nie były wystarczające, aby uchronić się przed bankructwem”.

Mówiąc krótko o sytuacji globalnej – wiedza finansistów, FEDu, Głębokiego Państwa, polityków, na temat finansów, pieniądza, prawdziwej sztucznej inteligencji (jakiej Kimberly używa tj. organicznej) jest bliska zeru, co powoduje że wiele ich planów jest niedorzecznych i się nie zrealizuje. Kim czasem nawet dosadnie pokazuje ich ego odwrotnie proporcjonalne do możliwości i mądrości. W szczególności – w ich technologiach nie jest możliwa obsługa globalnej waluty cyfrowej, nawet większego CBDC, a szybkie wyrugowanie dolara z obrotu zawaliłoby światową gospodarkę, bo m.in. zmniejszyłoby zasoby (assets) większości podmiotów gospodarki/banków ponad 50%. „… stracilibyście wszystkie banki na świecie, genetycznych akcjonariuszy. Stracisz każdy fundusz hedgingowy, który tam jest …. Spalisz wszystko do ziemi. Każdy będzie miał bezwartościowe papiery. Bochenek chleba w danym kraju będzie prawdopodobnie kosztował około 10 000 dolarów”.

Skoro jest to trudne do zrozumienia przez zaangażowane podmioty, to tym bardziej dla przysłowiowego zwykłego obywatela, ale aby dać tutaj małą próbkę tych zagadnień sugeruję znajdź na początek na https://locusmind.one/pages/korcz ** choćby raporty z 5.07.2024 i 14.06.24 oraz notatkę z https://locusmind.one/posts/3528 – to jeden z ważniejszych i mocnych raportów Kimberly Goguen (19.06.2024) pokazujący jak globalne Głębokie Państwo jest pokonywane, a przed ludzkością coraz bardziej otwierają się niezwykłe możliwości. Szczegółowiej – tamtejszy załącznik pdf „KTO TU RZĄDZI?” – https://drive.google.com/file/d/1NkFqpdS0C53wCmJUhbBQxYwbs_U0Ftpv/view?usp=sharing

Tam że globalna cyfrowa waluta i inne systemy, które Głębokie Państwo próbuje wdrożyć, są bez szans na powodzenie, dalej o CBDC, MBRIDGE itd. – Kim rozwiewa powiązane z nimi nadzieje, a o małych szansach waluty BRICS mówiła parokrotnie wcześniej np.

https://rumble.com/v51joeu-what-is-going-on-with-brics-and-the-xrp-will-brics-takes-over-from-the-us-d.html

Natomiast owa pozytywna alternatywa zasadza się nie tylko na uleczeniu systemu finansowego (co jest już przygotowywane), ale na dużo większym projekcie „Odnowy Ziemi” w ramach inicjatywy CARE. Co to znaczy wyjaśniam skrótowo we Wprowadzeniu do strony https://locusmind.one/pages/korcz ** .

Ale to już za duży temat na ten wpis.

Reasumując, z jednej strony sugeruję sceptycyzm w stosunku do naszego udziału w BRICS, jego rzekomej waluty, i do kryptowalut (projekty kontrolowane przez agentów Głębokiego Państwa), a z drugiej – pochylenie się nad alternatywami jakie przedstawia Kimberly G.

—-

* Profesor etyki na australijskim Uniwersytecie Charlesa Stuarta, autor książek Silent Invasion oraz Hidden Hand o wpływie Chin na Australię.

** W czasie mojej nieobecności platforma przeszła na system subskrypcyjny – do wyjaśnienia pozostaje czy także dla zewnętrznych czytelników, zatem do tego czasu odwołania do profilu i strony na Locusmind.one mogą być nieskuteczne. W tej sytuacji zapraszam do omówień na http://www.justempowerme.com/posts – zwłaszcza nowszych/dalszych, które pogłębiają/aktualizują tematy tu poruszone.
*** Wersja robocza ze względu na czasowo ograniczony dostęp do sieci i źródeł oraz trudności z wykorzystaniem tutejszych opcji edycji.

Dokąd podąża świat

O domniemanym „końcu świata”, wielkim resecie i podobnych straszakach pisałem tutaj parokrotnie. Tym razem omawiam książkę, która opisuje sytuację jaka czeka świat, a właściwie już się wydarza, co daje podstawy do refleksji bardziej merytorycznej, tj. odnoszącej się do szeregu już zaistniałych faktów.

Recenzja książki Koniec świata to dopiero początek. Scenariusz upadku globalizacji

Autor Peter Zeihan. Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2023.

zeihan_okladka

Gdy zobaczyłem tytuł tej książki, a dodatkowo dołączone w niej opinie jak:
„Autor sugeruje, że koniec jednej ery może być fascynującym początkiem innej, pełnej niespodziewanych możliwości” (redaktor naczelny magazynu „Układ sił”),
„Nigdy nie podchodziłem tak optymistycznie do perspektywy końca świata” (prezes Euroasia Group), pomyślałem – oto trafiłem na opracowanie zgodne z moim (i nie tylko) poglądem, że po rzekomej apokalipsie (książka plasuje się w kategorii  postapokaliptycznych tzw. postapo) i po okresie przejściowym czeka nas rozwój jakiego jeszcze nie było.

(Przy okazji przypomnę, że wg źródłosłowu apokalipsa to nie tyle jakiś tragiczny koniec świata, ale odsłonięcie zasłony, ujawnienie tajemnicy, która odkrywa nową rzeczywistość, prawdę. Wspominam o tym, ponieważ to rodzi pewne nadzieje).

612 stron napisanych przez renomowanego specjalistę od geopolityki zaostrzyło mój apetyt.
Niestety, dalsza lektura, niemalże do ostatnich akapitów, pokazała w 99.9% obraz wręcz przeciwny – świat w kleszczach nierozwiązywalnych i fatalnych wydarzeń na wszystkich polach.
Z wyjątkiem Stanów Zjednoczonych Ameryki. Stąd zapewne owe zachwyty recenzentów, zwłaszcza amerykańskich. Zatem książka nie jest o tym, co wywnioskowałem z tytułu.

Poniżej piszę raczej nietypową recenzję, ponieważ prawie nie będę opisywał zawartości książki, ani nie będzie to podobne do wielu komentarzy/opinii wyrażonych przez czytelników, np. na portalu Lubimyczytac.pl.
Tam znajduję głównie pochwały, ja będę bardziej krytyczny, bo tego jakby brakuje. Autor mocno straszy upadkiem świata, ale to dość popularna ostatnio narracja, bo czytelnik lubi sensacje, a nawet być straszony. Chyba jednak mamy już dosyć tego straszenia na każdym kroku, co zwłaszcza odczuliśmy mocno podczas covidu, a które jest narzędziem do wprowadzenia dyktatorskiego rządu światowego.

Zacznę jednak od tego, że gdyby to była recenzja KSIĄŻKI jako takiej i jej autora, to byłaby to dość krótka notatka.
Niewątpliwie autor włożył dużo pracy, jak przyznał w końcowych podziękowaniach, jednak była to w sporym zakresie praca zbiorowa jego zespołu. Trwała ponad 5 lat aż do publikacji oryginału w 2022 roku (u nas 2023).
Monografie dotyczące szybko zmieniającego się obecnie świata i omawiające taki okres są narażone na nieaktualność szeregu poruszonych tematów. Zatem nie obejmuje ona rozwoju konfliktu na Ukrainie, również między Izraelem a Palestyną, czym była i co się stało z pandemią, jak trwają wysiłki by wprowadzić tzw. kredyt społeczny i kontrolować społeczeństwa, wielu interesujących nas spraw europejskich, a o Polsce jest tylko parę zdawkowych wzmianek. Optyka całości jest wybiórczo amerykańska, ale o tym dalej.
Co do samej redakcji książki, to uderzyła mnie nieczytelność skądinąd ciekawych diagramów i wykresów ze względu na czarno-biały druk. Szkoda, że czytelnik dopiero na ostatniej stronie dowiaduje się że kolorowe, wyraźne odpowiedniki można odnaleźć na stronie autora. Natomiast książka jest napisana w stosunkowo czytelny, usystematyzowany i prosty sposób, miejscami nawet szkolny, czasem z humorem i odwołaniem do własnych doświadczeń, co lubię. I to, że autor nie lubi buraków czy kiszonej kapusty (pisze „fuj!”), to właśnie prywatny (amerykański?) gust, ale … i prawdopodobnie brak wiedzy jak korzystne dla zdrowia są te warzywa.

Cóż – moja opinia o tej książce też jest osobista.

Szerszego omówienia wymaga natomiast postawa i ideologia, jaką prezentuje autor. Od wstępu książki, już na pierwszej stronie, zacząłem się dziwić jak autor widzi wiele spraw – „… żyje się nam zawstydzająco bogato i spokojnie” (komu i gdzie?) lub autorytatywnemu stwierdzeniu „świat już nigdy nie będzie lepszy niż za naszego życia”, co pachnie pudłem w słynnej opinii o końcu historii, by wymienić wątpliwości pierwsze z brzegu. I jak mało ścisłe są wstępne komentarze przywołane przez wydawcę, np. „To wykład bez luk, nawet szczelin, w które wetknąć można by było choć szpilkę” (sic! w wypowiedzi naczelnego „Rzeczpospolitej”).

Najczęściej powtarzanym zwrotem w książce jest Pax Americana (PA), gloryfikowany na wszystkie sposoby. Chodzi o koncepcje pokoju w świecie zachodnim po II wojnie światowej, związaną z dominującą pozycją Stanów Zjednoczonych w sferze militarnej i ekonomicznej. Amerykanie przez swoją dominacje na morzach i oceanach, co jest kluczowe dla handlu międzynarodowego, chwalą się też jego liberalizacją i globalizacją.
Faktem jest że u nas ten termin PA często rozumiany jest zawężająco, ale słusznie krytycznie jako narzucanie całemu światu amerykańskich standardów ekonomicznych, kulturowych i politycznych, bez uwzględniania miejscowych uwarunkowań. Pax Americana jest korzystny dla USA, więc go chwali.
Zeihan uważa, że cały współczesny świat zawdzięcza niemal swoje istnienie PA.

Jest w tym wiele hipokryzji, zwłaszcza jeśli autor twierdzi że USA są ostoją światowego pokoju.

Wiadomo, że to Stany Zj. wywołały lub popierały wiele wojen – tych otwartych jak na diagramie poniżej, oraz siłowych przejęć władzy, zamachów, aktów terroru – zarówno na świecie jak i wewnątrz swego kraju.
Niektóre miały charakter skryty, np. w formie akcji fałszywej flagi.

USWars

Popełniam pewne uogólnienie, ponieważ faktycznymi sprawcami niektórych tych zdarzeń są ukryte międzynarodowe mafie i organizacje, korporacje mające siedziby zwłaszcza w USA. W całej pracy autor pomija tę niewygodną prawdę o zakulisowych działaniach Deep State i brudnej polityce. Co dobre to amerykańskie, co złe – to nie Ameryka.

By nie zmieniać recenzji w artykuł polityczny, listę takich głównych wydarzeń podaję w załączniku.

Rozumiem, że autor jest patriotą, ale jako naukowiec powinien zachować więcej obiektywizmu.

Stany Zjednoczone faktycznie mają wielki potencjał w zakresie zasobów naturalnych, gospodarczy, demograficzny, wojskowy, technologiczny itp. (co jest dokładnie i wielokrotnie omawiane), ale ta wspaniałość Stanów jest obecnie zagrożona przez złe rządy, uwiąd demokracji (cokolwiek o niej sądzić), podziały i rozwarstwienie społeczne i fakt, że względnie duża część społeczeństwa żyje poniżej progu ubóstwa. Z wolnością też nie jest tak dobrze jak się mówi etykietując USA jako wzór.

Niewątpliwie książka zawiera dużo ciekawych analiz, z których zwraca uwagę temat, o którym stosunkowo mało się mówi – demografia. Wbrew popularnemu straszeniu przeludnieniem, autor wykazuje, że liczba ludności zaczyna szybko spadać w wielu rejonach świata, a społeczeństwa się starzeją. To jest bodajże największy problem rzutujący na wiele innych – pod kątem kosztów społecznych i budżetowych, sił wytwórczych (wiek produkcyjny), zaniku reprodukcji.
Z drugiej strony autor nie zauważa (?) że nomen omen amerykanizacja świata wzięła się z jego kraju, a więc życie wygodne i egoistyczne (co autor nazywa narcystycznym populizmem), bogacenie się kosztem rodziny, ale i innych państw, zadłużanie się, moda na ideologie lewicowe, gender, brak dzieci, liberalizm posunięty do absurdu itd.

Braki kadrowe – ilościowo i z tytułu zaniżania poziomu nauczania, o czym już Zeihan prawie nie wspomina w kontekście samego USA, to przeszkoda w rozwoju. Ale prawie nie wspomina też o tym, że na plan weszła ostro robotyzacja, a zwłaszcza sztuczna inteligencja (AI), co pozwoli znacznie zniweczyć braki w siłach wytwórczych. Bardziej obawiałbym się zaniku różnych fachów i zdolności wynikłych z wygodnego spychania zadań za granicę – to nie powodowało potrzeby szkolenia młodzieży w tym zakresie w samych Stanach. Przyjemniej i łatwiej jest być internetowym influencerem, grać na giełdzie czy mieć posadę w rozrastającej się biurokracji.

Tutaj wtrącę swoją opinię, która jest jednym z elementów mojego optymizmu, jakiego oczekiwałem i od autora. AI jest przykładem jak nagłe zjawiska z poziomu technologii potrafią zaskoczyć i zmieniać świat, jak na przykład onegdaj laser, miniaturyzacja elektroniki, smartfony i aplikacje telekomunikacyjne czy w ogóle komputeryzacja. A przecież to nie koniec możliwych rewolucyjnych zmian jakie mogą się objawić lub być wynikiem odblokowania osiągnięć naukowych, które dotąd przeszkadzały zakorzenionym biznesom. Rewolucja nastąpi też w uwolnieniu kapitału ukradzionego przez chciwych oligarchów oraz w zrozumieniu, że nie da się w nieskończoność żyć złudzeniami jak i popełniać wciąż tych samych błędów. Wiele zależy od odsunięcia od władzy ludzi szalonych, czasem wręcz psychopatów (przypomina się pojęcie ponerologii politycznej wg Andrzeja Łobaczewskiego), uwiązanych koteriami przestępczymi i z wybujałym ego.
Ludzie nie powinni tak bardzo martwić się o pracę (bo jest tak wiele do zrobienia dla naprawy świata), co o środki do życia. Te można wygospodarować w zdrowym systemie politycznym i finansowym.

Wracając do omówienia książki – na pozytywną uwagę zasługuje podejście historyczne do poruszanych głównych tematów (transport, finanse, energia, surowce przemysłowe, produkcja przemysłowa, rolnictwo).

Mamy opis dziejów ludzkości przez rożne epoki i momentów przełomowych dla każdej z wymienionych dziedzin, towarzyszących im motywacji do osiągania postępów i dokonywania zmian.
Innymi słowy – podbudowę obecnego stanu rzeczy, w którym przyspieszające zmiany w ostatnich dekadach miały wielki wpływ – wielu nie dostrzegało ich pod kątem zagrożeń. Powiem tak: sam postęp techniczny, to nie wszystko, co warunkuje rozwój.

Pokazano jak krucha jest materia wielu branż, a zwłaszcza transportu, od którego zależy ciągłość łańcucha dostaw, a to rzutuje na multum innych sfer gospodarczych.

Te sfery są pokazane szczegółowo także w kontekstach geograficznych – książka jest niemal atlasem gospodarczym z uwzględnieniem zachodzących zmian.
Polemizowałbym z kryzysem energetycznym. Mimo że autor słusznie zauważa że paliwa konwencjonalne nie są takie złe w opozycji do kosztowych paradoksów np. aut elektrycznych, to nie potrafi wyjść poza schemat ograniczonej ilości źródeł energii, nie uruchamia wyobraźni dotyczącej nowych wynalazków, które mogą wszystko zmienić. Nie tylko w tej dziedzinie.

Co do świata finansów – przedstawiona analiza wg mojej wiedzy jest niepełna a nawet nieścisła, co może być spowodowane nie uwzględnianiem ostatnich wydarzeń, zwłaszcza w USA. Autor zdaje się nie widzieć jak w dużym stopniu USA są wykupywane i uzależniane na różne sposoby przez Chiny.
Wielu zaskoczy diagnoza upadku Chin i to na wielu polach. Jednym z powodów jest olbrzymie przeinwestowanie i zadłużenie, siłowe wdrażanie kosztownych rozwiązań, skostniały system zarządzania oraz wielki problem demograficzny – wcale nie wzrostu, ale kurczenia się populacji. Tę diagnozę potwierdza parę innych źródeł, które znam. Być możne jest w tym też samopocieszenie się Amerykanów w ich przekonaniu, że to oni są i będą liderami światowymi. Ale dlaczego jednak tak boją się Państwa Środka i są gotowi na wojnę z nim?
Rolnictwo to ważny temat, ponieważ od tego dosłownie zależy nasze biologiczne istnienie. Wiemy o wielu zakusach, nawet działaniach, które niszczą tę branżę w imię „ratowania klimatu” oraz rolnictwo jest poddane brutalnej walce o rynki zbytu dla produkcji z krajów gdzie standardy jakościowe są niskie. Autor prawie o tym nie pisze. Dziwi też to, że nie wspomina o wielkich potencjalnych zasobach surowców żywnościowych z mórz i oceanów. Jak wspomniałem, Zeihan nie pisze o Polsce, gdzie jeszcze mamy nadprodukcję żywności, a nasze zagrożenie nie wynika tyle z podawanych przez autora przyczyn, co z polityki UE.

Dopiero na samym końcu Peter Zeihan ostrożnie pokazuje parę światełek w tunelu całej opisanej nieciekawej sytuacji świata. Wspomina o tym, że przeżywamy pewne interregnum – w historii bywały wielkie upadki i odrodzenia, to i teraz po paru (dwóch?) ciężkich dekadach świat się odrodzi. Osobiście sądzę, że dużo wczesnej dzięki wielkiemu projektowi Odnowy Ziemi w ramach ruchu CARE, ale to osobny temat dla wtajemniczonych, o czym wspominałem na tutejszym blogu.
Wyciągniemy wnioski, a ok. 2040 roku milenialsi zaczną napędzać gospodarkę pieniędzmi oraz przypływem siły roboczej swoich dzieci. Pojawi się synergia USA z Meksykiem oraz prawdopodobnie Kolumbią. Ale to wizja dla Ameryki. Znów brak jest pozytywnego odniesienia do innych rejonów i wyobraźni dotyczącej wspomnianych przeze mnie innowacji technologicznych. Peter Zeihan wspomina tylko o możliwym postępie materiałoznawczym (np. w zakresie magazynów energii) oraz w rolnictwie precyzyjnym (możesz o tej branży dowiedzieć się w ciekawym rozdziale o rolnictwie).

Mam kilkadziesiąt notatek marginesowych w tej książce, w tym wiele znaków zapytania, ale na powyższym opisie poprzestanę, bo to obszerny materiał na wiele omówień.

Zapoznaj się z książką sam/a – poszerza wiedzę, czasem zaskakująco, niezależnie od wymienionych braków.

PS. Nie mam raczej zwyczaju pisania tutaj recenzji książek, ale w tym przypadku robię to ze względu na ciągłość tematyczną z kilkoma planowanymi i starszymi wpisami.
Ta recenzja w krótszej formie pojawi się na paru portalach książkowych.

Załącznik

Pax Americana od drugiej strony
(od 1945 do 2015 r., co nie uwzględnia nowszych zaangażowań)

USAbombing_list

O wątpieniu i numerologii

kolo_liczb

1+1 = 2 
i tego się trzymajmy.

Ten wpis został sprowokowany artykułem „Liczby są jak język Boga”, na jaki trafiłem przypadkowo w nr 5/2024 miesięcznika „Czwarty wymiar”.
Do jego treści nawiążę na końcu.
Natomiast niniejszy wpis jest przeniesieniem, z małymi zmianami i uzupełnieniami w [   ], artykułu który napisałem w 2004, a potem uzupełniłem w 2008 na nieistniejącym już blogu L-earn.net – z zachowaniem tytułu, gdzie zastrzegłem że jest to wpis dyskusyjny, chciaż dziś  dałbym raczej Manowce numerologii lub podobny.
Zatem pośrednio uzupełniam też nie działające jak dotąd odwołanie we wpisie Trójca – moje trzy (!) grosze do tego,  który właśnie czytasz.
Uprzedzając krytykę duchowo i ezoterycznie „nakręconych” numerologów – z tego wpisu Trójca… dowiecie się, że nie obce mi były takie tematy i dywagacje.

———

Otrzymałem list od czytelniczki, która wyraziła pogląd, że nasza kondycja, a więc efektywność i możliwości rozwoju są znacząco zdeterminowane przez datę urodzeniową i imię (jak wiadomo to numerologii wystarcza!). Dalej był krótki wywód o numerologii jako narzędziu do odczytywania i poprawiania swego losu.

Pozwolę sobie i ja wyrazić swój pogląd na ten temat.
Wiem, że wśród moich czytelników jest grupa osób, które zapatrzone w idee New Age, fascynują się numerologią i astrologią.
Niestety,  nie podzielam tej fascynacji i już przewiduję, że wśród niektórych zrobię sobie oponentów. Cóż, mam wielu przyjaciół, może  pora na wrogów? Ponieważ wypowiadam się w dziale „O myśleniu” [oryginalnej strony publikacji], to obowiązuje mnie pewien poziom rozsądku.

Do rzeczy. Tak się składa, że na temat numerologii miałem parę lat temu dyskusję z 2 znanymi polskimi numerologami, którym postawiłem parę podstawowych pytań i którzy nie potrafili na nie rzeczowo odpowiedzieć. To utwierdziło mnie w podejrzeniu, że podstawy „wróżebnej” numerologii są wątpliwe. Fakt, że od tamtego czasu nie wracałem do tematu, ale nie sądzę by coś się zmieniło…
A może ktoś mnie oświeci?

Sądzę, że jakakolwiek  metoda wróżenia (jeśli w ogóle przyjąć, że wróżenie jest możliwe i nie budzi wątpliwości moralnych i logicznych) powinna opierać się na jakiejś zasadzie.

Z astrologii wiadomo, że data urodzenia  nie wystarcza, bo nie uwzględnia znacznych różnic w horoskopie związanych z godziną oraz z miejscem urodzenia (co innego Warszawa, a co innego Paryż itp.). 
Mało tego:  data urodzenia w astrologii dowiązuje się do czegoś obiektywnego jak położenie planet, natomiast  numerologia nie dowiązuje jej do niczego (?). Jeśli przyjąć, że portret numerologiczny dowiązany jest jednak do planet – liczby 1-9, to jest to podejście bardzo naciągane, zresztą podobnie jak w astrologii. Mówi się w niej o oddziaływaniu planet na człowieka, Ziemię. Oczywiście, takie oddziaływanie istnieje. Jakiego rodzaju jest jednak to oddziaływanie? Jeśli grawitacyjne, radiacyjne, magnetyczne lub inne fizykalne, to wpływ Neptuna czy Plutona jest mniejszy niż dużych księżyców Jowisza a nawet Saturna (są większe i znacznie bliżej, Ganimedes jest większy od Merkurego!).  Dlaczego więc astrologia nie  uwzględnia oddziaływania tych ciał? Jeśli chce ona powoływać się na naukowe podstawy, to powinna ten  fakt uwzględniać. Chyba, że jest to jakieś inne oddziaływanie podlegające innym prawom niż znane fizyce. [tu faktycznie pojawiła się nowa wiedza, np. ta wynikająca z ujawnień Kimberly Goguen o sztucznych „matrycach” – patrz omówienia jednego z jej raportów w części o tytule 2 Matrixes Existed for Extraction of Celestials Lifeforce w tym  wpisie ,  chociaż było o tym wiecej wiadomości w różnych raportach].

Myślę też, że liczby mają znaczenie uniwersalne we Wszechświecie, a zatem jakaś prawdziwa numerologia raczej nie powinna być związana z planetami albo powinna sprawdzać się i innych układach planetarnych, np. z 4 planetami itd.

Jeśli numerologia nie ma jednak nic wspólnego z astrologią, to jakie zjawiska fizykalne czy inne(?) określają wg niej los człowieka i to tylko na podstawie daty i nazwy (imienia , nazwiska…)?

Jeśli data nawiązuje do naszego sposobu liczenia czasu (a tak się u nas i w Europie praktykuje), to znaczy że ta numerologia już nie obejmuje Żydów (nie koniecznie z Izraela), którzy liczą daty inaczej, ani Chińczyków, którzy jeszcze inaczej i innych, którzy mają inne kalendarze?

Przecież data to rzecz zupełnie umowna! Nadto, numerologia jest „stara jak świat” (numerolodzy stosują często system pitagorejski), a nasz kalendarz jest stosunkowo młody, więc stare nauki nagina się do nowych okoliczności?

Obecnie na świecie używa się ok. różnych 40 kalendarzy. W samych Chinach jest parę sposobów liczenia czasu. Nie wdając się w tę egzotykę wystarczy ograniczyć się do kalendarza gregoriańskiego używanego w Europie od 1582 r. (choć nie wszędzie od razu, np. juliański obowiązywał w Rosji jeszcze do 1917 r.).

Jak wiadomo, w ustaleniu początku naszej ery popełniono (Dionizy Mniejszy) przynajmniej dwa błędy i w wyniku tego reforma kalendarza obarczona jest nieścisłością, która może wynosić parę lat.

Zastosowanie w astrologii i numerologii różnych kalendarzy powinno przynajmniej odwoływać się do czegoś na podobieństwo „konwencji mentalnej”, jaką przyjmuje się „skalując” wskazania wahadełka przy jego wykorzystaniu do psychometrii. Nie słyszałem jednak o tym. 

Jeśli jednak  numerologia związana jest z astrologią, to warto jeszcze odnotować następującą ciekawostkę, która pokazuje prymat tradycji nad ścisłością. Otóż Zodiak powinien raczej posiadać 13 znaków lub wprowadzić znak Wężownika zamiast Skorpiona, ponieważ w gwiazdozbiorze Wężownika Słonce przebywa dłużej (18 dni) niż w gwiazdozbiorze Skorpiona – 6 dni (a w znaku 29 dni – dla zbilansowania roku). Oczywiście zgodność znaków z gwiazdozbiorami jest umowna, bo są gwiazdozbiory duże jak Panna i małe jak Rak. Także precesja osi ziemskiej na przestrzeni lat wszystkie znaki Zodiaku przesunęła na zachód względem  pierwotnych historycznych pozycji gwiazdozbiorów.

Ponadto, numerolog z daty tworzy liczbę na zasadzie sum lub innych kombinacji liczbowych. Przez kombinacje liczbowe, nawet samo sumowanie numerów liter w imieniu (sic!), tworzeniu przedziwnych reguł z liczbami mistrzowskimi i karmicznymi, można bodajże otrzymać dowolną liczbę z dowolnej liczby. Czy suma jest ważniejsza od różnicy (w matematyce nie jest!)? Trochę sarkastycznie zapytam: a może wprowadzić jeszcze mnożenie i pierwiastki?
System dziesiętny liczenia też jest arbitralny i nawet na Ziemi nie wszędzie właśnie ten, więc względność metod numerologii i astrologii jeszcze bardziej wzrasta.

Do wyznaczenia „portretu numerologicznego” wg popularnej metody sumuje się wg pewnej reguły litery imienia i nazwiska (a także cyfry z daty urodzenia). Na ogół robi się to po urodzeniu i nadaniu imienia (imion) a zatem otrzymujemy pewien wyznacznik, w którym już raczej nic nie możemy zmienić. Los delikwenta, jeśli nie przesądzony (wróżbiarstwo nie ryzykuje tak kategorycznej postawy), to jest już uwarunkowany, bo nazwiska na ogół się nie zmienia. Owszem, jeśli sporządza się portret przed nadaniem imienia, lub imię zmienia się później z różnych względów, to numerolog zachęca do odpowiedniego wyboru lub zmiany – jeśli to  „poprawia wibrację”. Zatem tylko zmiana imienia już odmienia nasz los? Bardziej niż wpływ rodziny, środowiska lub ujęcie swego losu we własne ręce?
Ponadto, w rożnych krajach mamy różne alfabety (różne litery, ich ilość i kolejność) i różne przyporządkowania liczb do nich. Widziałem pewne schematy zastępowania, ale wydają mi się naciągane. Do tego rozróżnia się jeszcze wpływ samogłosek i spółgłosek. Ale zauważmy, że różne języki mają różne spółgłoski, np. rosyjskie „ja”, „ju” pisane są jako pojedyncze litery i traktowane jako spółgłoski. W niektórych alfabetach w ogóle nie używa się samogłosek, a pewne języki w ogóle nie mają alfabetu w naszym rozumieniu!. Te same imiona, nawet jeśli tak samo wymawiane, w różnych językach mogą mieć różne zapisy literowe. Jeśli Jan Jurczyk pojedzie do np. Rosji, to tam numerolog sporządzi mu zupełnie inny portret  i ze względu na imię i ze względu na nazwisko.

Z kolei, przy redukcji sum, stosowanej w numerologii,  otrzymuje się niejednoznaczne wyniki. Jeśli z daty czy imienia wynika np. suma 21, redukujemy ją do 2+1=3. Ale 3 otrzymujemy także z samej 3, 30 oraz z 12.

Nie będę dalej wnikał w takie przykłady, bo po pierwsze nie znam się na szczegółowych „technologiach” (zresztą są różne systemy, które się mieszają, co już coś za siebie mówi …), a po drugie taka numerologia jawi mi się jako (sorry) kompletna bzdura i chyba szkoda na to czasu. Choć można mieć zastrzeżenia i do astrologii, to do takiej numerologii, jaką widzę w czasopismach  z wróżbami zastrzeżenia mam zasadnicze.

Oczywiście liczby są fascynującym tematem, są o nich obszerne naukowe teorie, … kluczem i  mają swoją rolę i tajemnice w matematyce, systemach oraz symbolice, prawdopodobnie mają też rzeczywiście swoje „wibracje”.
[Wtrącę ciekawostkę związaną z tajemniczymi liczbami pierwszymi – zwłaszcza w hipotezach Petera Plichty – zobacz w książce „Tajemnicza formuła Boga. Kod liczb pierwszych kluczem do rozwiązania zagadki wszechświata„, w której autor próbuje wykazać, że liczby nie mają charakteru przypadkowego, że nie są abstrakcyjnym wymysłem lecz są wyznacznikiem podstaw budowy materii. Punktem wyjścia całej teorii jest ‘krzyż liczb pierwszych’…].

Wracając … ale żeby wiązać to z imieniem czy nazwiskiem i handlować tak wyliczonymi „programami życia”? Coś się w człowieku buntuje i w końcu nie dziwi, że guślarstwo „jest czymś obrzydliwym w oczach Pana”, jak określa to Biblia.
Można bowiem do sprawy podejść z płaszczyzny religii, gdzie znajdziemy rozbudowany materiał krytyczny. Kościół (y) pyta przede wszystkim: Kto za tym stoi? Lub można od razu potraktować temat z góry i śladem religii powiedzieć,  że jeśli numerologia/wróżbiarstwo ma jakąś skuteczność, to tylko za sprawą demonów, które wykorzystują tę sposobność by tumanić człowieka.
Z dostępnych popularnych książek na ten temat sugeruję tytuł „Czego nie powie ci horoskop” Charlesa Strohmera (Wydawnictwo Charyzma, 1993). Opinia autora jest cenna przynajmniej o tyle, że nie pochodzi z grona zasadniczych naukowców negujących wszelkie sprawy duchowe lub niemierzalne, ani z Kościoła, a zatem instytucjonalnie ideologiczna, ale wyrażona jest  z wnętrza środowiska astrologów. Autor był przez wiele lat zawodowym astrologiem i zna swój fach.
W pewnym momencie jednak zmienił pogląd na istotę i wiarygodność astrologii i napisał książkę krytyczną powołując się głównie na zasady i nauczanie wiary chrześcijańskiej. Pomijam tutaj cały aspekt religijny, który nie do wszystkich  przemawia lub nie dla wszystkich jest ważny, ale odsyłam przynajmniej do argumentów natury naukowej w tej książce. Autor w szczególności  wyraża przekonanie, że dwie osoby z identycznym horoskopem (np. dzieci urodzone w tym samym szpitalu w tym samym czasie) mogą mieć zupełnie inne życie, jego długość, zdrowie itd.

Czy spojrzeć na te sprawy z punktu filozofii chrześcijańskiej, odwiecznej ezoteryki czy „nowej duchowości”, widzimy zgoła inną postawę niż poddawanie się fatum – to nie ono, ale przede wszystkim my sami jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie.

A teraz nawiązanie do artykułu z Czwartym Wymiarze. Zbulwersował mnie tym, że wciąż numerologia jest traktowana poważnie (od lat nie ocierałem się o ten temat). O ile we wspomnianym numerze jest parę naprawdę ciekawych artykułów trzymających jakiś poziom, to ten, w mojej opinii,  jest intelektualnym wstydem dla Redakcji. Nie zastanawia jej cokolwiek z tego, co napisałem wyżej?
Dochodzi jednak coś więcej.  Omawiany jest „kongres” numerologów, z prezentacją wielu systemów określania losu, wydarzeń, … na bazie liczb. Ciekawe czy ich zastosowanie doprowadza do tych samych wyników? Bo jeśli nie, to mamy dowód, że każdy z tych specjalistów snuje swoją bajkę i w jakimś stopniu ogłupia swych klientów. Czy nikomu nie przychodzi do głowy, że tyle różnych metod numerologii nie może być jednocześnie słusznych, jeśli w ogóle którakolwiek jest?

Na koniec muszę  się zastrzec – nie jestem specjalistą od numerologii i astrologii! Nawet gdybym był, w takiej materii trudno być pewnym czegokolwiek na 100%, co zresztą dotyczy bardzo wielu dziedzin. Żartobliwe powiedzenie „Tylko 2 rzeczy są pewne: śmierć i podatki” też zostało dawno zakwestionowane – pierwsza np. przez Leonarda Orra w jego teorii fizycznej nieśmiertelności (a także przez niektórych biologów), druga w nauczaniu Roberta Kiyosaki o inteligencji finansowej. Jakkolwiek kontrowersyjne są takie stwierdzenia, to mają przynajmniej zaletę intelektualnej prowokacji, tak potrzebnej w rozwoju myśli ludzkiej i w innowacjach. Natomiast, tak jak ja to widzę, niektóre stwierdzenia numerologii ani nie są pożyteczną innowacją ani nie spełniają prostych reguł wnioskowania.

Leszek Korolkiewicz

 

CARE i ja – krótka historia

Kim160821

Dlaczego, kiedy i jak zaangażowałem się w śledzenie
działań Kimberly Goguen i opisywanie jej ruchu CARE

Zainteresowanie ruchem CARE*  czyli Center of Amity and Restoration of Earth (przedtem Life Force) rośnie. Tak, jak w ogóle na fali coraz bardziej widocznej agendy NWO z jej programami, opresjami podporządkowanych organizacji (np. WHO) i rządów, wyzwala się zainteresowanie alternatywami, zwłaszcza wolnościowymi.
Kolejne kanały w internecie reprodukują lub omawiają wystąpienia liderki ruchu – Kimberly Goguen. Formy tych działań są różne**.
Alternatywne ruchy, ich publicystyka, to nic nowego, jednak niewiele to daje. Szczególnie gdy ludzie uzmysławiają sobie siłę oligarchii, która ma w swych rękach media, pieniądze, polityków, swoich ideologów i wyhodowanych popleczników. Mimo wszystko należy budować przeciwwagę tego propagandowo-siłowego monopolu i szukać rozwiązań impasu. Ważne jest też pokazanie nadziei i jej podstaw, co pomoże sukcesowi.

Dociera do ludzi, że mamy do czynienia z zasadniczym konfliktem dobra ze złem, gdzie zło wydawało się zwyciężać. Dobro i zło to kategorie nie tylko pragmatyczne lecz filozoficzne i duchowe.
Osobiście sprawami duchowymi interesuję się, a nawet zajmuję, od ok. 60 lat (teraz mam 77). Spory „staż”, który prawdopodobnie upoważnia mnie do własnego zdania na te tematy i jego wyrażenia. Zatem trochę o moich ostatnich poszukiwaniach…

Natrafiłem w nich na Kimberly jakieś 6 lat temu, początkowo nie zwracając na to większej uwagi, bo z tej dziedziny lekturami i i informacjami z Internetu byłem wręcz przywalony – od czasów gdy sieć stała się w ogóle dostępna (byłem w Polsce wśród pierwszych użytkowników i propagatorów – zawodowo). Nie sięgając aż tak daleko, spory wpływ na mnie wywarło przeczytanie np.  wszystkich książek Neale D. Walscha i podobnych prac.
Natomiast własne wypowiedzi zacząłem w 2006 r. od nieistniejących już blogów
L-earn.net (duży) oraz etsaman.blox.pl . Po latach część materiałów z blox przerzuciłem na tutejszy lapidaria.home.blog.
W 2011 r. nie miałem jeszcze odwagi wprost publicznie wypowiedzieć się o moich odkryciach –Tajemnica, potem przez pewien okres (od ok. 2017 r.) dałem się na krótko uwieść narracji Qanon, a przynajmniej wielokrotnie pokazywałem, że „teorie spiskowe” istnieją i nie są teoriami, a następnie przekazałem krótką wizję świata przyszłości – Nowa Opowieść Wigilijna , czyli o tym, o czym wiedziała już Kim. I to pozwoliło mi ją znaleźć.

Pierwsze krótkie podsumowanie działania Kimberly, na blogu Lapidaria było bodajże we wpisie Reset świata (cz.2) (potem pojawiło się już wiele następnych – wyszukiwarka).
Tam pokazałem też zaangażowanie paru osób z Polski w poznawaniu wykładów Kimberly oraz szereg materiałów pomocniczych (teraz nie sprawdzałem aktualności linków). Np. pisarzem i wizjonerem, który budował podobną narrację, chociaż nie był wprost związany z tymi wiadomościami i jego ujęcie było inne,  jest Igor Witkowski, którego czytałem i słuchałem od wielu lat.
W omawianym wpisie był wymieniony Stanisław Milewski – chyba on pierwszy  wokół tematu Kim i swojej odnośnej pracy zbudował środowisko, które w Polsce (i nie tylko) rozwija się i działa coraz szerzej w internecie i w realu.
W obszernym artykule Kim jest Kimberly Goguen? wspomniałem kanały na telegramie jak
https://t.me/CarePolska któremu Stanisław patronuje.
Należy się uznanie Stanisławowi za tę inicjatywę i konsekwentne działanie.
W swoich opracowaniach raportów Kim wspominam zawsze i z podziękowaniem, że korzystam także z materiałów tam umieszczanych (transkrypcje). Grupa członków spotyka się też okresowo online na konferencjach tematycznych na platformie zoom.
Ja, oprócz paru wyjątków, nie udzielałem się na tych kanałach ani na konferencjach.
Jest tam grono osób stosunkowo młodych wiekiem i tematycznym doświadczeniem, którzy wykonują sporą pracę, w szczególności w udostępnianiu najnowszych informacji jak i raportów.
Nie będę się tam „wciskał” jako kolejny, tym bardziej, że nie jestem znany i nie uczestniczę w dyskusjach. W ogóle nie lubię udzielać się w dyskusjach (zwłaszcza  na żywo – mam słaby głos), a tym bardziej nie mam ambicji być „lepszy”. Rozmawiam czasem ze Stanisławem, on wie że mam podobny (dłuższy?) staż w rozpoznaniu tematu, i że honoruję jego liderowanie w polskiej grupie, mimo że nie we wszystkim się zgadzam.
Przykładowo jest tam akcentowana słowiańskość, wielkość Lechii, co jest chwalebne jeśli nie przekracza granicy wywyższania się ponad innych. Chociaż może mieć to podstawy, ale raczej nie pasuje do modelu przyszłego społeczeństwa w wizji Kimberly, która wszystkich traktuje jednakowo.
Są tam też wątki i wypowiedzi odstające od głównego tematu, a czasem z nim wchodzące w konflikt lub niewiarygodne.
Wspomniane opracowania raportów robię od nowa względem tych, które są publikowane na telegramie, ponieważ wymagają szczegółowego sprawdzenia z oryginałem, wyczyszczenia elementów mowy potocznej, które nic nie wnoszą, a tylko zaburzają zrozumienie tekstu oraz wymagają wyjaśnienia pewnych pojęć. Także tłumaczenia są czasem tak niestaranne, że wprowadzają w błąd. To szczególnie ważne dla nowych członków grupy, którzy nie znają tych pojęć, skrótów, poprzednich wyjaśnień. Brak tej korekty może zniechęcić nowe osoby zamiast je zachęcić, oraz stworzyć wrażenie niedbałości. A wyjaśnienia są też  potrzebne ze względu na nowy paradygmat, pewne rewelacje, które mogą być na początku źle odbierane.

Jako redaktor na swoich stronach nie podpisuję się pod takim podejściem, ale też nie wprowadzam poprawek na kanale telegramu do tego, co tam jest udostępnione. Mogłoby to obrazić (?) obecnych redaktorów. Doceniam jednak, że w ogóle te materiały tam są i to często błyskawicznie (chociaż kosztem jakości).


Tak więc jestem outsiderem na własny rachunek i dla swoich nielicznych czytelników. Próbuję wyjaśniać pewne trudniejsze pojęcia, angielskie idiomy i slangowe wyrażenia. Nie zawsze potrafię, ale się staram. Nie afiszuję się w tym telegramowym środowisku, a raczej staram się przyciągnąć ludzi z innych stron, a przynajmniej dać im nadzieję w działaniach CARE.
A jeśli ktoś chciałby wziąć coś ode mnie – proszę bardzo.
Niestety straciłem kilkaset (!) tych raportów, praca ponad 2 lat,  na platformie http://www.Locusmind.one/pages/korcz  po jej awarii. Teraz zaczynam  odbudowywać tę stronę,  ale już nie odtwarzając starszych opracowań.
A kiedyś i tak się spotkamy gdy otoczenie samej Kimberly wyda kompetentne, autoryzowane materiały, które wszystko wyjaśnią.
Nie mam ambicji i czuję się też (niestety) za stary by brać udział w działaniach organizacyjnych, chyba że spełni się obietnica odmłodzenia ludzi w „złotym wieku” w jaki niedawno weszła ludzkość.
A obietnic jest wiele i wygląda że się realizują.

Chociaż moje duchowe zapatrywania są dość dalekie od ortodoksji religijnej, to polegam na tym, co jest w Biblii na temat boskiego prowadzenia i opieki – God Says .

I jeszcze:
„Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich.” – List do Efezjan rozdział 6: 12.

Ale nie chodzi tylko o wiarę, duchowość, ale i o zagadnienia praktyczne, które Kimberly i CARE często rozważa i wdraża.
___

Przypisy

* CARE często jest pisane jako C.A.R.E. Czym jest?
Krótkie wyjaśnienie znajdziesz np. w części wstępu do strony https://locusmind.one/pages/korcz :
„Ogólnie CARE podejmuje się ambitnego zadania przywrócenia Ziemi ludziom przez wyzwolenie od oligarchicznych, destrukcyjnych działań, które od wieków zniewalały ludzkość a także doprowadziły do dewastacji przyrody, zdrowia i stosunków społecznych. Żyjemy w przełomowych czasach, które wymagają takiego wyzwoleńczego działania, bo w przeciwnym razie grozi nam najgorszy orwellowski scenariusz.
To, co wyróżnia CARE, to skuteczne i realne działanie wykorzystujące pomoc Źródła (Boga), chociaż nie jest to żadną miarą ruch religijny, oraz dostęp do informacji (historycznych, wywiadowczych, prawdziwych) dający przewagę nad oponentami. Mamy też pomoc innych istot z Kosmosu i Ziemi – dotąd ukrytych. Brzmi to tajemniczo, ale wyjaśnienie tych środków nie jest możliwe w tym krótkim wstępie…”
Bardziej szczegółowo w części artykułu Kim jest Kimberly Goguen, gdzie nomen-omen dowiesz się też więcej o liderce tego ruchu.
O zadaniach i rozwoju CARE  Kim mówiła wielokrotnie w raportach. To projekt rozwojowy – przybywają nowe zadania i rozwiązania.

** Wspomniałem na wstępie o różnch formach zainteresowania tym, co robi Kimberly Goguen oraz o przekazywaniu tego światu. Tutaj odpowiem dodatkowo na początkowe pytania po co i jak.
Otóż nie jest tak, że wielu przywódców, rządów, agencji wywiadowczych  itp. nie wie o niej i jej działaniach. Wiedzą, bo prowadziła z nimi od dawna korespondencję, rozmowy, finansowała budżety narodowe, spłacała zobowiązania (np. USA względem Chin). Jednak ego tych ośrodków władzy jest ogromne i nie pozwalało im na przyznanie się do swoich błędów, niekompetencji, niezrozumienia machanizmów prawdziwej ekonomii itd. Brną w zaparte i próbują wojować z Kim mając na względzie tylko swoją władzę.
Lecz to ona wydała im wojnę i zapędza w „kozi róg”. Albo zrozumieją plan i  dołaczą do zmiany świata, albo przepadną.
To jednak inny wątek.
Chodzi o dotarcie do „szeregowych” ludzi. W tym celu powstał serwis informacyjny Unitednetwork.news a ostatnio Unitednetwork.earth (w skrócie UNN) ze swoją ekspozycją w postaci wielu dedykowanych kanałow na facebooku, youtube, twitterze, instagramie, linkedin, rumble, tik-tok (ostanie tam zbanowani przez Chiny), telegramie, itd., a przedtem jeszcze na innych własnych stronach i mediach społecznościowych.

Był długi czas gdy oryginalne raporty, dostępne w nieparzyste dni tygodnia dla subskrybentów, były powtarzane dla wszystkich następnego dnia.  Ten schemat został stosunkowo niedawno zastąpiony powtórkami publicznymi dopiero po tygodniu.
Wiele osób złaknionych aktualizacji nie do końca rozumie to podejście, skoro pod koniec raportów pada rekomendacja, by dzielić się nimi. Dobra nowina i pokazywanie prawdy powinno się rozprzestrzeniać.
W intencji szybkiego udostępnienia raportów i audycji z UNN polska grupa na telegramie zaczęła umieszczać tam transkrypty i uproszczone tłumaczenia zaraz po emisji. Dzięki wspomaganiu AI możliwe jest to dość szybko.
Ale to oczywiście nie jedyny pomysł w rozprzestrzenianiu informacji z UNN. Są już miejsca „stron trzecich” w sieci, które udostępniają także pełne nagrania raportów wkrótce po ich publikacji źródłowej.  Zacząłem z tego korzystać.
Są też osoby, które robią własne transkrypty i omówienia, jak np. Luca Morrow na Linkedin i na telegramie.
Jednak najlepszą (moim zdaniem) stroną z obszernym kompendium informacji i względnie szybkim omówieniem kolejnych raportów jest serwis Pameli J. Zeller www. justempowerme.com/posts/.  Ostatnio korzystam z podziękowaniem z jej opracowań.

Chciałbym przekazać tamtejsze Wprowadzenie oraz Zastrzeżenie, które dobrze pasują do mojej intencji i mojego zastrzeżenia, które umieszczałem w opracowanych raportach. Cytuję:

Moją intencją prowadzenia tego bloga jest pomoc w wspieraniu osób, które od dłuższego czasu podążają ścieżką Wielkiego Przebudzenia. Mając na uwadze tę publiczność, zdecydowałam, że podzielę się tym, czego się uczę od moich dwóch ulubionych przewodników, Kimberly Ann Gougen i Lisy Renee [tę sledzę mniej – odnoszę wrżenie że jej przekaz jest za teoretyczny w przekazie do „mas”], a mianowicie największymi skarbami, jakie dane mi było znaleźć. Jestem dozgonnie wdzięczna za wiedzę, prawdę i mądrość, które przynoszą światu.

ZASTRZEŻENIE
Jestem po prostu niezależnym blogerem i poszukiwaczem prawdy i nie jestem powiązana z Kim Goguen ani jej zespołem. Jeśli mój styl pisania sprawił, że ktokolwiek uwierzył, że mówię w imieniu Kim, to pozwólcie, że wyrażę się jasno: słuchając jej raportów wywiadowczych, po prostu robię notatki i składam je w artykuł. Nie powinni zastępować przesłuchania Kimbely.  Moje posty są jedynie uzupełnieniem jej filmów, do których ZAWSZE są dołączone linki. Jeśli słyszałeś, jak o czymś mówiła i potrzebujesz pomocy w znalezieniu filmu, w którym wspomniała o konkretnym temacie, mam nadzieję, że moja witryna pomoże Ci w wyszukiwaniu. Kiedy wiele lat temu zaczęłam uczyć się od Kim, zanim założyła United Network News, naprawdę ciężko było mi znaleźć informacje na jej temat. Słyszałam, że inni mówili to samo. Zamiast więc siedzieć z boku i narzekać, postanowiłem zrobić coś, aby pomóc. Biorąc pod uwagę poważną sytuację, w jakiej znalazła się ludzkość, a mianowicie, że psychopaci robią wszystko, co w ich mocy, aby zrealizować swój ostateczny plan zabicia nas wszystkich, mocno wierzę, że informacje dostarczane przez Kim, to, czego naucza i jej raporty wywiadowcze powinny być bardziej publiczne i bardziej dostępne. To dobry priorytet, przynajmniej w mojej głowie, a jeszcze bardziej w moim sercu. Pozwólcie, że wyrażę się całkowicie przejrzyście. Jestem tylko człowiekiem, który bardzo wiele nauczył się od Kim,  słuchając  jej. Jestem przyzwoitym pisarzem, więc próbuję pomóc, zapewniając inny sposób dzielenia się tymi informacjami. To właśnie tam kierował mnie mój kompas moralny w tych trudnych czasach. PJZ”  .

Formy działania CARE i moje prawdopodobnie zmienią się wg potrzeb czasu, gdy niebezpieczeństwa zostaną zażegnane i ludzkość skupi się na budowaniu suwerennego świata – nieporównie lepszego od tego jaki teraz mamy.

Nauka a praktyka

Był czas, który nie sprzyjał nauce i postawił jej adeptów na rozdrożu niewiadomego.
Gdybym urodził się kilkadziesiąt lat później…

nauka2

Jak ten czas leci!
Minęło już prawie 50 lat gdy obroniłem swoją pracę doktorską.
Dziś w ramach cyklu osobistych wspomnień, trochę o tym wydarzeniu i powiązanej historii.

Właściwie praca była gotowa sporo wcześniej, ale miałem pecha że mój promotor uległ groźnemu wypadkowi samochodowemu i na długo został wyłączony z życia uczelni, a tym samym nie był w stanie doprowadzić do końca całą procedurę jaka była wymagana.
Po jakimś czasie udało się znaleźć grzecznościowo zastępstwo w osobie znacznie starszego profesora, u którego kiedyś miałem wykłady. Jednak jego specjalizacja była inna i nie „czuł się dobrze” z tematyką, którą się zająłem.
Otóż napisałem pokaźny materiał na temat kryteriów jakości w ocenie automatycznego sterowania okrętów.
To dość skomplikowane zagadnienie, więc tutaj przybliżę je tylko ogólnie.
Okręt/statek to obiekt poddany na morzu wielu czynnikom jak prądy, wiatry, fale, oddziaływanie głębokości akwenu itp. Te czynniki mają charakter stochastyczny, to jest w dużej mierze przypadkowy, fluktuacyjny. Oznacza to poznanie dynamiki tych zjawisk, co samo w sobie jest dużym wyzwaniem. Do tego dochodzi zjawisko znacznej inercji obiektu. Wiadomo, że wyłożenie steru w jakimś kierunku czy zmiana obrotów śruby (prędkości statku) nie powoduje natychmiastowej reakcji w postaci zmiany toru – czasem trzeba wielu minut. Rolę odrywa też prędkość statku przyjęta ze względów logistycznych w powiązaniu z kosztem paliwa, masą ładunku i terminem dotarcia do celu.
W takiej sytuacji określenie optymalnego sterowania staje się zagadnieniem złożonym i zawierającym wiele czynników decyzyjnych i to zmiennych w czasie. Są to czynniki ekonomiczne i wynikające z bezpieczeństwa. Dochodzą jeszcze sytuacje szczególne jak poruszanie się w wąskich korytarzach (cieśniny, porty).
Zatem zagadnienie optymalności jest w danym przypadku jest w nauce określane jako wielokryterialne. A nawet ta wielokryterialność ma inny model matematyczny dostosowany do paru odrębnych sytuacji ogólnych. Nie komplikując, przykładem jest nawigowanie między wyspami, mieliznami i w kanałach w odróżnieniu od prostej marszruty do dalekiego celu (ale z uwzględnieniem prądów itp.), wreszcie operacje wojskowe jak podążanie po tzw. krzywej pogoni.

Byłem po trzyletnim studium doktoranckim na Politechnice Warszawskiej w dziedzinie automatycznego sterowania oraz robotyki. Studia miały wyraźny profil teoretyczny, skupiający się na matematycznej teorii sterowania. To fascynująca tematyka, przy czym pojecie optymalnego sterowania jest dziedziną samą w sobie. A w niej dział uwzględniający wiele kryteriów optymalności rozpatrywanych łącznie lub hierarchicznie (wielopoziomowo).
Moja pierwotna praca poszła w tym kierunku, co spowodowało pokaźny rozrost materiału.
Nowy promotor był bardziej praktykiem i zalecił skrócenie dysertacji oraz jej ukierunkowanie na rozwiązanie, które względnie szybko mogłoby znaleźć zastosowanie.

To zburzyło moje pierwotne ambicje i spowodowało, że musiałem poznać w większym stopniu realia na styku dostępnej techniki, praktycznych potrzeb i możliwości.
Odbyłem szereg konsultacji na uczelniach i zakładach wytwórczych, zwłaszcza nad morzem.

Ciekawostką było to, że będąc w Warszawie kojarzyłem ze sobą środowiska naukowe i przemysłowe rozproszone po kraju, które – jak się okazało – często nie wiedziały co robią inni i jakie mają osiągnięcia.

Byłem łącznikiem pomiędzy tymi ośrodkami, co nie zawsze było wygodne ze względu na lokalne ambicje i strzeżenie własnych pomysłów tych ośrodków.
Ten etap znacznie wydłużył termin ukończenia dysertacji. Nałożyło się na to zarówno moje pewne zniechęcenie, jak i konieczność pójścia do pracy.
Trzeba pamiętać, że były to czasy gdy informatyka była jeszcze w powijakach.
Zagadnienie, jakim się zajmowałem, dla jego zastosowania wymagało skomplikowanych obliczeń.
Królowały jeszcze „komputery” analogowe. Maszyny cyfrowe były wtedy względną rzadkością (wczesne lata 70te). Na PW początkowo korzystałem właśnie z komputera analogowego do modelowania zagadnień optymalizacji. Potem, gdy zainstalowano „Odry” (generacja wczesnych maszyn cyfrowych) przeniosłem i doskonaliłem i adaptowałem odpowiednie algorytmy na płaszczyznę cyfrową tworząc emulator (język odpowiednich komend).
To jednak było dość prymitywnym rozwiązaniem – potrzebowałem czegoś bardziej zaawansowanego.
Nauczyłem się języka Fortran, potem Pascal i szukałem miejsca, gdzie mógłbym to wykorzystać, a jednocześnie mieć pracę. Zatrudniłem się w RADWARrze – instytucie naukowym na Grochowie, który pracował głównie dla wojska. Zyskałem dostęp do zagranicznych komputerów oraz lepszy przystęp do centrum obliczeniowego zlokalizowanego wtedy w PKiN.
Gdy wspominam te czasy, to mogę dużo lepiej od obecnego pokolenia zobaczyć postęp jaki się dokonał w dziedzinie elektroniki i informatyki. Programy były zapisywane na taśmach dalekopisowych, potem na perforowanych kartach.
Pomyłki poprawiało się ręcznie zaklejając dziurki lub robiąc nowe…
Same maszyny stosowały pamięć zewnętrzną na taśmach magnetycznych, a pamięci wewnętrzne liczyło się w kilobajtach, rzadziej w megabajtach, a do tego potrzebny hardware to były duże szafy w specjalnych klimatyzowanych pomieszczeniach…

Cóż, praca pod dyktando zakładowych zamówień nie sprzyjała jednak wykorzystaniu tych możliwości dla celów prywatnych, chociaż chwilami udawało się przemycić jakiś plik kart pod takie obliczenia.
To też wydłużyło czas finalizacji dysertacji w jej nowym ujęciu. Doszło do tego „bujniejsze” życie prywatne – miałem pieniądze, własne mieszkanko, przyjaciółki (krew nie woda), sporo podróżowałem. Jedną z takich podróży opisałem w Amerykańska przygoda.

Wracając do samej pracy doktorskiej – mimo znacznego obcięcia zagadnień teoretycznych, zostawiłem przynajmniej ideę optymalizacji wielokryterialnej, chociaż już z ograniczeniem ilości czynników.
Mając też na względzie jeszcze małe możliwości zastosowania komputerów pokładowych uprościłem także model dynamiki statku, zastępując go takim, dla którego znane są rozwiązania analityczne dla optymalnych regulatorów.

Jednak ze względu na zmienność środowiska przyjąłem układ regulacji z automatyczną adaptacją w pętli sprzężenia zwrotnego, co pozwalało na bieżąco zmieniać niektóre parametry w równaniach stanu.

Z inżynierskiego punktu widzenia zaproponowałem rozwiązanie zwane autopilotem morskim.

Swoją dysertację skutecznie obroniłem w 1978 roku.
Ciekawostką było to, że mój pierwszy promotor (J.K.) doszedł chwilowo do lepszego zdrowia i zdążył ustalić mi recenzentów oraz był na obronie.
Niestety niedługo potem J.K. zmarł, a ów starszy profesor też – bodajże w 1980.

Nie opisując dalej samej pracy warto wspomnieć o dalszych moich losach związanych z tym etapem życia.
Zostałem pozostawiony przez swoich opiekunów i pewne obietnice pracy i „kariery” nie miały szans na realizację, tym bardziej że w Warszawie nie było zainteresowanego sprawą środowiska. Pomimo udziału w różnych konferencjach, wygłaszania i pisania referatów, zainteresowanie tematem mojej pracy było niewielkie.
Chociaż miałem trochę doświadczenia dydaktycznego na uczelni, to ta ścieżka mnie nie pociągała.

Także to, co mogło być nowatorskie w 1972-3, przestało być takim w latach 80.
Pojawiły się też podobne koncepcje oraz rozwiązania praktyczne – głównie w gotowych produktach z Zachodu.
Wkrótce potem małżeństwo odwiodło mnie od koncepcji przeprowadzki na wybrzeże.
Natomiast zagadnienie autopilotów przeniosłem do zagadnień lotniczych. Niedługo po obronie zacząłem pracę w Instytucie Lotnictwa. Tam jako adiunkt byłem szefem zespołu, który miał zaprojektować komputer pokładowy dla nowego samolotu szkolno-treningowego Iryda. W tym przypadku też pojawiły się różne problemy i rozwiązania natury naukowej. Dodatkowo doszło zagadnienie kompresji danych, co na pewnym etapie stało się moją ulubioną specjalizacją.
Gdy komputer był prawie gotowy, przynajmniej od strony koncepcji i oprogramowania, co wyczerpało moje zadanie (pozostał etap konstrukcji i wdrożenia), otrzymałem intratną ofertę kontraktu w Libii (co w szerszym kontekście było tematem wpisu Casus libijski). Po trzech latach wróciłem do Instytutu, gdzie objąłem projekt systemu naziemnego przygotowania lotu w powiązaniu z nawigacją. Stworzyliśmy prototyp urządzenia z czytnikiem map i planowaniem trasy w wielu aspektach.
Jednak Instytut w tych latach był już czymś innym. Zaczęła się wykruszać kadra, także w moim zespole awioniki, coraz trudniej było dopinać pewne podprojekty. Dodatkowa trudność stanowiła współpraca z wojskiem, dla którego były realizowane te projekty. Nasi „opiekunowie” nie do końca byli kompetentni, ale za to mnożyli utrudnienia biurokratyczne. W instytucie obserwowałem także wpływ starych układów personalnych, co nie rokowało dobrze dla kariery względnie nowych pracowników.
Nie wiem dokładnie jaki był powód, że projekt Irydy zaczął się chwiać, ale podejrzewam, że jednym z nich była ogólna zapaść finansowa.
Tak jak wielu innych kolegów, z czasem zacząłem rozglądać się za inną pracą. Instytut płacił marnie, a ogólna atmosfera w zespołach była przygnębiająca.
I tak koniec lat 80. był dobrowolnym końcem mojej pracy naukowej – trzeba było zarabiać na życie, rodzinę, mieszkanie itp., a nie bujać w obłokach na skrzydłach wcześniejszych zainteresowań.
Dalsze lata, aż do emerytury, to praca w firmach prywatnych, co było korzystniejsze, aczkolwiek też nie bez stresów, bo właściciele potrafili mocno przycisnąć dla efektywności i zysków.
Nie oznaczało to porzucenia mojego inżynierskiego przygotowania oraz umiejętności programowania, ale już bez kontynuacji wcześniejszej specjalizacji.
Tutaj szybko zreasumuję parę taich informatycznych epizodów zawodowych, przy czym tendencyjnie coraz bardziej kierowałem się w stronę bycia nie rzemieślnkiem programowania, a kimś, kto kieruje zespołami lub wykorzystuje siłę branży poprzez jej marketing, tworzenie i sprzedaż produktów.
Były to burzliwe czasy, gdy wiele firm rozpoznało ten trend – powstawały co krok, ale też i upadały, gdy konkurencja się nasilała lub wybrano nietrafnie kierunek szczegółowy. Jednak generalnie było to znacznie lepiej opłacane niż praca w instytutach. W fazie przejściowej zatrudniałem się na etacie lub jako pracownik kontraktowany do okreslonych zadań. Zacząłem w 1992 r. od amerykańso-polskiej spółki American Technologies, potem dwukrotnie z przerwą (1992 oraz 1996-97) pracowałem w Polhit (komputery przenośne, handheldy, czytniki magazynowe itp. głównie firmy PSION) jako Marketing Manager, Unicorn Poland  (produkcja i sprzedaż oprogramowania, głównie linia Lotus, język Ami Pro itp.) jako Gł. Specjalista ds. Marketingu, Dom Mediowy (Centrum Usług Internetowych ) Supermedia jako Kierownik Działu Handlowego a potem Marketingu (do 1997 r.), XOR Technology -Systemy Internetowe i bazy danych (specjalista ds. marketingu),  w latach 1998-2000 w LMC – opragramowanie okołointernetowe i systemy telekomunikacyjne – przedstawicielstwo firm amerykańskich jaki Product Manager…
Póżniejsze zatrudnienia to już w małym stopniu informatyka – na rzecz kierowania zespołami markeingowymi.
Ale życiowo szkoła nauk ścisłych, krytycyzmu i studiowania wielu źródeł bardzo się przydała. W dalszym okresie życia, oprócz zajęć zawodowych, poświęciłem się amatorsko, ale nie bez naukowj dociekliwości, paroma innym dzidzinami, w szczególnosci związanymi ze zdrowiem. I wtedy jeszcze dobitniej zrozumiałem znaczenie praktyki, co wyjaśnia tytuł tego wpisu. W innych miejscach publikowałem informacje o rozziewie pomiędzy teoretykami a praktykami, którzy potrafili skutecznie leczyć – w przeciwieństwie do tych pierwszych.
To naprowadziło mnie na tropy tego, jak w ogóle nauka bywa skorumpowana i manipulowana przez układy biznesowe i personalne.
Natomiast na tej dalszej drodze zawodowej mój tytuł naukowy przeważnie nie miał znaczenia, zresztą sam nigdy nie podkreślałem jakiegoś przywileju z tego powodu.
Może w ogóle źle wybrałem swoją zawodową ścieżkę? Już dla mnie za późno by wykorzystać  w pełni doświadczenie i obecne wielkie możliowości techniki.
Ale to już inna historia…

Metoda

M.E.T.O.D.A.
Mądrość, Empatia, Ty, Odwaga, Dyskusja, Aktywność. 

W swojej minipublicystyce społecznościowej kładę nacisk na parę aktualnych zagadnień, a przy tym na pewną metodę widzenia rzeczy i działania.

Zagadnienie zagrożeń dla ludzi i cywilizacji nabrzmiewa, stąd potrzeba odkrywania ich natury, zakresu i przyczyn.
Owa natura zagrożeń jest pochodną przyczyn, często niewidocznych. Zatem metoda analizy polega na szukaniu tych pierwotnych i najbardziej istotnych. To spojrzenie zarówno historyczne jak i „z lotu ptaka”, szersze.
Wtedy widzi się więcej przyczynków, możliwych elementów. Czasem wystarczy połączyć kropki, kiedy indziej widać, że jest pewna przyczyna zasadnicza, która rzutuje na przebieg wydarzeń, kształt wiedzy i na działania. Wtedy schodzimy z ogólnego poziomu na niższe, gdzie rzeczy dzieją się jakby nieuchronny skutek, a ludzie, nawet badacze, nie są świadomi tego łańcucha zależności i tworzą wiele domysłów, nawet teorii. Okazują się one nieraz sprzeczne, co wprowadza chaos w działaniach, konflikty i zagubienie. Szeregowi ludzie, na dole tego mechanizmu wynikających skutków, mają rzeczywiście powód do popadania do zwątpienia w sens istnienia, swego życia, są wystraszeni, a niektórzy zbuntowani i atakujący na oślep.
Stąd kolejne podstawowe zagadnienie i zadanie – wlanie w ludzi nadziei, pokazanie drogi wyjścia z rzekomej niemożności naprawy świata. Temu był poświęcony poprzedni wpis Droga spełniającej się nadziei, przy czym tutaj chciałbym bardzie zaakcentować nasz wkład w realizację tej nadziei oraz potrzebę zrozumienia zagrożeń.

Tu warto zastosować metodę „od góry do dołu” i zasadę „jak na górze, tak i na dole”.

Dominuje pogląd globalistów, że odgórnie rozwiążą takie problemy przez pełną centralizację i kontrolę. Podobnie myślą Amerykanie, sądząc że cały świat powinien przyjąć ich „najlepszy” model życia i że są hegemonami pod każdym względem. „Co dzieje się w USA, to skutkuje w całym świecie”. W świecie polityki tak faktyczne było przez długi czas. Jednocześnie powinniśmy być świadomi wpływu geopolityki na wydarzenia w skali krajów i regionów.
Odwrotny pogląd to lokalizm (termin chętnie używany i rozwijany przez Witolda Gadowskiego, ale nie nowy, pisał o tym np. Roger Scruton, temat wart szerszego omówienia w przyszłości).
Oba poglądy zawierają elementy słuszne i niesłuszne, ale trzeba rozpoznawać które są które.

Przeżywamy kolejną rewolucję technologiczną za sprawą sztucznej inteligencji (AI). Może bardzo pomóc w wielu dziedzinach, jednak też może stać się niebezpieczna zarówno sama z siebie (pisałem o tym w 2018 r. w AI -Rubikon przekroczony), ale i w rękach nieodpowiedzialnych ludzi (globalistów, technokratów, tyranów, psychopatów itp.).
Z tych dziedzin pozytywnego zastosowania wymienię optymalne zarządzanie procesami produkcyjnymi i dystrybucją oraz ogólnie zaawansowaną optymalizację, wyszukiwanie informacji i podejmowanie decyzji na podstawie olbrzymich zbiorów (baz) danych.
Tu jednak pojawia się zagrożenie skażenia tych danych złą jakością, w sensie wybiórczości i stronniczości narzuconej postawami i celami pewnych ludzi.
Są też sprawy, w których konsensus ilościowy wcale nie oznacza znalezienia prawdy czy pełnomocnictwa wobec odbiorców decyzji.
Gdy AI staje się bogiem nieomylności, to możemy zagubić Boga prawdziwego, czy jakkolwiek nazwalibyśmy Podmiot, który faktycznie wie i może kontrolować wszystko, bo to On wszystko stworzył i rozumie.
Zatem w naszej metodzie musimy brać pod uwagę coś, co nazywamy ogólnie niezbywalnymi prawami człowieka, prawem naturalnym, zasadami boskimi itp., co nawet jeszcze trudno nam jednoznacznie opisać. Zatem wciąż w metodzie obowiązuje nas zasada pokory, która coraz mniej przejawia się w myśleniu globalistów, a jest obca dla AI.
Powtarzam też starą praktyczną regułę osądzania rzeczy – „po owocach poznacie ich”.

Gdy przyjmiemy w naszym świecie starą zasadę że „człowiek jest miarą rzeczy” i zobaczymy jednocześnie jak bardzo (jeszcze?) różnią się różne kultury na Ziemi, to w opozycji do globalizmu tym bardziej widzimy potrzebę lokalizmu. Zapewnia on uznanie woli i potrzeb tych zróżnicowanych kulturowo i regionalnie społeczności. Znają one swoje uwarunkowania, mogą lepiej podejmować decyzje o sobie niż władze odgórne. Wspomniana optymalizacja decyzji powinna uwzględniać, w miarę konieczności pogodzenia z potrzebami ogólniejszymi, metody wielopoziomowe i wielokryterialne, co jest w nauce już dość dawno opracowane.

Optymistycznie wierzę, że przyszły świat będzie miejscem obfitości, bo poczucie braków i limitów jest nam narzucone przez oligarchie ze skłonnościami globalistycznymi – dla realizacji swojej władzy i maksymalizacji zysków kosztem innych. Do takiej wizji niedostatku dołożyło się wielkie marnotrawstwo, blokowanie technologii o olbrzymich możliwościach, ale szkodzących monopolom, niesprawiedliwa dystrybucja, błędne ideologie. Gdy te przeszkody zostaną zniwelowane, wtedy i znikną w znacznym stopniu sprzeczności interesów, zarzewia wyniszczających konfliktów a zwłaszcza wojen, nawet potrzeba centralnego sterowania.

Lokalizm, dziś pojmowany może jako partykularyzm, podniesie jednostki do rangi suwerenów i przez to (?) obudzi świadomość jedności wszystkich ludzi w ich naturze, celu na miarę kosmiczną, wznoszenia w rozwoju.

Tutaj należy włączyć wyobraźnię sięgającą poza obecne schematy i ramy czasowe. Przywołam (nie pierwszy raz) dygresję – wypowiedź Kimberly Goguen, która z powodzeniem realizuje wielki projekt CARE (Center of Amity and Restoration of Earth), z audycji unitednetwork.tv z 6 grudnia 23, wyjętą z jej odpowiedzi na pytanie słuchacza (fragment):
„…ostatecznie, kiedy ludzie będą w stanie powrócić do swojego normalnego ja, [chociaż jeszcze] wszyscy będziemy mieli sporo edukacji i drogi do przebycia, ale ostatecznie będziemy w stanie zamanifestować rzeczy, których potrzebujemy, cokolwiek to jest. Ostatecznie zrozumiemy wartość współpracy i pracy zespołowej, co oznacza, że żywność jest uprawiana, jeśli potrzebujemy żywności, … jeśli istnieje transport, który wymaga pilota lub czegoś podobnego, ostatecznie, ta osoba może być tam na tej pozycji przez kilka godzin dziennie, ale nie dlatego, że chce zdobyć pieniądze lub nie może zdobyć rzeczy, których potrzebuje dla swojej rodziny, ale rozumie, że jest częścią większego systemu. Są częścią większej zbiorowej świadomości, która wykonuje swoją część w społeczeństwie jako osobistą odpowiedź, suwerenną odpowiedzialność. Czy więc zawsze potrzebujemy Repozytorium [Globalnego, chodzi o system finansowy dla świata]? Nie, chodzi mi o to, że prawdopodobnie przez jakiś czas będziemy monitorować systemy, aby upewnić się, że nie mamy żadnych braków w poszczególnych obszarach, gdy dojdziemy do punktu, w którym nie będziemy już tego potrzebować. … Prawdopodobnie będziemy to mieć, dopóki nie będziemy już potrzebować pieniędzy. …  Ostatecznie, jako odskocznia, będziesz w stanie uzyskać taki dostęp do rzeczy samodzielnie. Nie będziesz potrzebował mnie do dystrybucji pieniądza [z Repozytorium, które Kim nadzoruje].
I będzie to miało swojego własnego gubernatora, że tak powiem, tak, że nikt nie będzie mógł wziąć za dużo lub za mało lub cokolwiek to jest w pewnym momencie. …”

—-

Zatem metoda, którą staram się widzieć i stosować, włącza i takie śmiałe perspektywy, niezależnie od tego czy zrealizują się dokładnie jak wyżej pokazano, oraz podstawowy atrybut i prymat duchowości człowieka, poczucie jego wartości, co jest tak obce i globalizmowi i AI.

PS. Tytuł jest tylko pretekstem; oczywiście istnieją tysiące metod w różnych dziedzinach nauki, działania, pracy itd.

 

Droga spełniającej się nadziei

Świat jest być może nie tylko dziwniejszy, niż my to sobie wyobrażamy,
jest on być może dziwniejszy, niż my to możemy sobie wyobrazić.

J.B.S. Haldane

Kto ma nadzieję, ten paraliżuje zwątpienie,
zasiewa sukces, przygotowuje zwycięstwo.
Nina Salvaneschi

dobra_mysl

Zauważamy pogłębiającą się depresję wśród ludzi związaną ze stanem świata, z utratą wiary w lepszą przyszłość.

Są tacy, którzy zwłaszcza w obliczu zmian jakie zaistniały w 2020 r., stracili nadzieję na normalność, mówią też że już nic nie będzie takie samo, mając na myśli też utratę człowieczeństwa i pogorszenie stosunków międzyludzkich. Ale są i tacy, którzy już się poddali i niestety też tacy, którzy tę nową „rzeczywistość” uznają za właściwą i popierają. Może nie znali innej, bo są za młodzi lub utracili duszę?

Nie chodzi więc tylko o materialny poziom życia, bo to w wielu krajach faktycznie dramatycznie się pogarsza (piękny „postęp” i „rozwój” – prawda?), bardziej o ocenę rządzących, ich działań, narastanie dyktatur, widmo dystopii. W wielu przypadkach ostra krytyka jest słuszna, a w innych to polityczny kurs na zwalczanie jakiejś partii lub ideologii. Przykładowo, za rządów PiS było wiele nieprawidłowości, ale jednak Polska znacznie się rozwinęła, a wiele wskaźników ekonomicznych jest bardzo dobrych.
Zatem to sprawa percepcji i intencji, stopnia obiektywizmu i rozeznania faktów.

Intencją tego wpisu jest pokazanie paru zasadniczych zagadnień:

  1. (za)fałszowania rzeczywistości

  2. pokazanie prawdziwego obrazu świata i człowieka (przynajmniej w zarysie)

  3. podniesienie ducha, danie ludziom nadziei, bo taka w moim przekonaniu jest bardzo  potrzebna i istnieje

  4. oraz niektórych elementów które składają się na ww. zagadnienia.

W zakresie A, B i D wszystkie przeszkody do spełnienia postulatu C mają przynajmniej trzy pierwotne przyczyny (chociaż można to rozwinąć na pod-przyczyny).

  1. Nieznajomość prawdziwej natury Boga i człowieka

  2. Nieznajomość prawdziwej historii ludzkości, Ziemi i wszechświata.

  3. Kłamstwo.

W sumie – błędna historiozofia – od zarania do stanu obecnego.

Do całego zagadnienia można podejść filozoficznie, co robi(ło) jakże wielu myślicieli oraz pisarzy.

Te punkty to materiał na obszerną książkę, więc tutaj tylko najkrócej jak można, chociaż i tak pewnie nie uda się krótko.

Ale uwaga – będzie kontrowersyjnie, dla niektórych obrazoburczo lub niewiarygodnie.
Jednak to może zmienić twój pogląd na świat. Może warto otworzyć umysł i poznać drogę do rozwiązania problemów? Nawet jeśli wstrząsowo. Narzekanie to nie rozwiązanie.

Wpis będzie odwoływał się do WIELU przyczynków, w tym i tutejszych notatek, aby nie robić z tego artykułu czegoś zbyt długiego. Jednak względem starszych czytelników bloga będę się w ten sposób nieco powtarzał, przepraszam.

Nasza rzeczywistość, Bóg, człowiek

Jeśli chodzi o kondycję człowieka, to mamy w tej kwestii parę „grzechów pierworodnych”.
Od razu kojarzy się to z religią, a w chrześcijaństwie konkretnie w postaci nieposłuszeństwa Adama i Ewy. Można to traktować jako alegorię wcześniejszego buntu aniołów/archaniołów względem Boga, co wyłoniło anty-boga i całą późniejszą dychotomię dziejów w kosmosie.
Inne ujecie mówi o pierwotnym spaczeniu genetycznym, co faktycznie rzutuje na wszystkie kolejne pokolenia nie w sensie winy, ale biologicznie.  To spaczenie, to możliwa manipulacja genetyczna na ludziach przez byty, które miały taką umiejętność w dalekiej przeszłości.
Kolejną, ale nie koniecznie odrębną możliwością, jest „mit założycielski” wielu religii o grzeszności, złej naturze człowieka. Jako samosprawdzająca się przepowiednia, klątwa powtarzana przez wieki i utrwalana w umysłach ludzi, poczyniła w nich olbrzymie szkody.  Ilość cierpień ludzi na przestrzeni dziejów jest niewyobrażalna.
Podobnie jak dogmat mściwego Boga, wbrew opiewania Go jako miłości, który karze przez pokolenia, przeklina ich i wtrąca w piekielne katusze na wieczność. Straszenie (strach) to przeciwieństwo miłości, a poczucie wstydu to najniższa emocja (w skali dra Davida Hawkinsa).
Jasno widać, że były to mocne narzędzia do panowania nad ludźmi i najprawdopodobniej po to wprowadzone i utrzymywane. Stąd utrwalany u wielu syndrom sztokholmski względem oprawców.
Pozostając przy religiach, wszystkie mówią o domenie duchowej i możliwość bytowania poza naszą doczesnością. Zatem poza kijem kary pokazują marchewkę pośmiertnej nagrody.
Wiara (w sensie ogólnym) przenosi góry i buduje naszą kulturę. Jestem jej gorącym zwolennikiem, co nie oznacza pełnego oddania się jakiejś doktrynie, tak jak w ogóle ostrzegam przed doktrynami, a zwłaszcza dogmatami.
Już mnie kusi by ten temat bardzo rozwinąć (byłby to duży materiał), ale nie o to w tym artykule chodzi.
Chodzi o powstanie obrazu obietnicy, szczęścia, wieczności w mocno nieokreślonej postaci, co już w sobie wyłoniło różne obrazy raju, drogi, jaką człowiek powinien podążać, stworzyło różne utopie. To także spowodowało, że kaznodzieje, uczeni w piśmie, kapłani i filozofowie nie potrafią klarownie wyjaśnić dlaczego ludzi dotykają różne gehenny i niesprawiedliwości. Stąd i odstępstwa od wiary w Boga/bóstwa na rzecz ateizmu, nihilizmu itp. I wspomniana na wstępie depresja, zwątpienie w świat i w siebie, upadek  kultury, samobójstwa, choroby psychiczne, ucieczka w narkotyki itd.

Przez wiele lat bliska mi była wizja Boga przedstawiana w kilkunastu książkach Neale D. Walscha poczynając od „Rozmów z Bogiem”. O Bogu miłości, który niczego od nas nie potrzebuje, zatem i nie karze, a wspomaga. Niektóre podstawowe zasady streściłem kiedyś krótko tutaj.
Potem dotarło do mnie, że sprawa jest bardziej skomplikowana – Bóg jest kreatorem, rozwija się wraz z poznaniem swoich dzieł i ich rozwojem, w pewnym sensie eksperymentuje, co czasem prowadzi do błędów. Stagnacja, nuda, to nie przymioty bóstwa. Ma to i pewne konsekwencje.

Tutaj wtrącę ogólne zastrzeżenie – cały ten artykuł jest osobistym doświadczeniem na danym etapie, niektóre jego elementy zmieniają się w trakcie nabywania wiedzy.
W każdym razie – religie stworzyły obraz Boga na swoje potrzeby, ukryły ww. zasady i omamiły ludzkość fałszywymi i sprzecznymi wyobrażeniami. Już nawet nie mówię o fasadowości religii, o przewinach hierarchii, nadużyciach itd.
Bóg jest jeden – z definicji.

Człowiek – kreacja Stwórcy, potem niestety zepsuta zarówno przez wspomniane religie i ideologie, manipulacje genetyczne i zniewolenie, zachowuje swój pierwotny boski pierwiastek.
To wymaga paru podstawowych wyjaśnień. Co do religii i ideologii – już w skrócie to wyjaśniłem. Ale o samym człowieku – wielkiej zagadce filozofów i nauki…
Nawet biorąc samą postać materialną i operując kategoriami biologii zauważ, że nasze ciała to około trzydzieści bilionów – 30.000.000.000.000 komórek, z których każda to skomplikowany mechanizm. Jesteśmy największymi cudem na Ziemi (a i w materialnym Kosmosie zajmujemy wysokie miejsce), wśród cudów jakie kiedykolwiek istniały, być może szczytem ewolucji, inteligencji i wydajności. Miliardy procesów zachodzi w naszych wnętrzach, w każdej sekundzie, przez całe życie. We wzajemnej współpracy, w podziale ról wg narządów i zadań. Wszechświat (znów używając laickiego podejścia)  nie stworzył nic bardziej skomplikowanego, a całkowite zrozumienie ludzkiego organizmu do dziś jest nieosiągalne metodami naukowymi, które prawie nie wykraczają poza zawężający kanon materializmu.
Ale mamy też warstwę duchową,  psychiczną i uczuciową i wynikające stąd jeszcze większe możliwości, potencjał.
Cud, który powinniśmy cenić – już to samo powinno podnosić nas „na duchu” i wypierać tendencje do samozniszczenia oraz budzić respekt wobec innych ludzi
.
Doceńmy nasze przyjemności życia, piękno, które obserwujemy i tworzymy, w muzyce, literaturze, sztukach, cały pozytywny dorobek  humanizmu, wreszcie moc ducha we wrażliwości, miłości i przyjaźniach.
Jest i więcej w tym zakresie – o czym dalej.

Jeśli chodzi o wspomniane  manipulacje genetyczne, to mam na myśli już element z kolejnego podrozdziału tego artykułu – naszej prawdziwej historii.
Otóż jesteśmy bardzo starą, wręcz pierwotną rasą kosmiczną, która nie tylko ewoluowała biologicznie, ale była wielokrotnie modyfikowana sztucznie. Obecna „wersja” to już 7. Nie pytajcie na razie skąd ta informacja i co znaczy.
Jednocześnie nie jesteśmy jedyną rasą ludzką czy w ogóle inteligentnymi istotami we Wszechświecie – jest ich dużo, różnych i na różnych poziomach rozwoju.
Były takie, które mieszkały na Ziemi i ingerowały w nasze życie. To znów długa historia, ale istotne jest to, że byliśmy przez niektóre z tych ras traktowani przedmiotowo, jako obiekt badań, modyfikacji i przekształcania w istoty im posłuszne i ze zdegradowanymi możliwościami, by nie stanowić konkurencji i zagrożenia. W ten sposób uczyniono nas niewolnikami i dawcami energii życiowej (loosh), która zasilała te obce istoty, które ze swej natury były pasożytami, wyzyskiwaczami, bo same nie miały odpowiedniego potencjału.

Zatem stopień rozwoju ich techniki i nauki nie musi wcale iść w parze z rozwojem duchowym/etycznym. Zresztą widzimy to też w ramach naszych społeczeństw.

I tak wyjaśnia się w uproszeniu trzeci składnik naszej kondycji – zniewolenie.

Należy jednak dodać, że to zniewolenie było potem wprowadzane rękoma samych ludzi, ustanowionej z góry oligarchii – ludzkich zarządców Ziemian, posłusznych swoim panom. Ale także i oni byli wykorzystywani i oszukiwani, czego nie dostrzegali swym wielkim ego. Stąd brutalne rządy, korupcja na szczycie, satanizm, najróżniejsze formy opresji, większość zła przez wieki. I tak to się ciągnie po dziś dzień…
Nasza świadomość została wypaczona, jak podkreśla w swoich
licznych książkach Igor Witkowski – mamy głęboko ukryte w podświadomości prymitywne, często implementowane uprzedzenia, traumy, wadliwe schematy reakcji itp. To wszystko nie pozwala nam zrozumieć mechanizmów rozwoju, pojąć świata i to może doprowadzić do załamań psychicznych lub aktów okrucieństwa i szaleństwa. Szczególnie w obliczu narastających zmian, z którymi ludzie nie potrafią sobie poradzić. Prawdopodobnie dopiero wielki wstrząs ich obudzi, chociaż nie wszystkich.  Apokalipsa to wg źródłosłowu odkrycie kurtyny, ujawnienie prawdy.
W niniejszym  artykule masz małą próbkę takiego ujawnienia – przepraszam, że niektóre stwierdzenia powodują dysonans poznawczy. Ale nie ma innej drogi…
Dla ciekawych podam jeszcze jako próbkę poniższe fragmenty ze starszych tutejszych wpisów.
Książkę
PRZEMIANY NA ZIEMI JAKO WROTA DO PRZYSZŁOŚCI, którą opisałem po lekturze tutaj: Przemiany dla przyszłości.

I. Witkowski  zapowiadał ją od dawna w paru wywiadach i przedstawił przed wydaniem np. w tej pogadance oraz tej, gdzie wygłosił „orędzie” dotyczące przyszłości Ziemi i drogi wyjścia z impasu. Opowiadał też o obecnych czasach od dawna w pogadankach na YT np. Wyparta logika apokalipsy

Zanim przejdziemy do dokończenia ustępu o Prawdziwej historii ludzkości, Ziemi i wszechświata  (nasz punkt 2 ze wstępu) – wkraczamy w zagadnienie kłamstwa.

Już powyższe fragmenty sygnalizują, że byliśmy i jesteśmy okłamywani.
To ważny temat, który poruszałem parokrotnie na blogu np. Niedostatek prawdy (z odnośnikami), więc nie będę tego powtarzał.
Wiąże się też z zagadnieniem spisków – też odsyłam do wcześniejszych refleksji.

Prawdziwa historia ludzkości, Ziemi i wszechświata

Jestem zdania, że niemal nasza cała historiozofia, filozofia dziejów błądziła.

To temat na wielkie epickie dzieło. Wiem, że będzie kiedyś napisane – widziałem przyczynki, ale po ujawnieniu tajemnic będzie to motyw wielu bestsellerów.

Jest co prawda wiele książek na ten temat – w różnych ujęciach. Z popularnych wymienię przykładowo:

Zakazana historia – J. Douglas Kenyon (i parę innych jego książek)

Zwiastuni świtu, Ziemia zwiastunów świtu, Świetlana rodzina – Barbara Marciniak (i inne książki)

Alchemia życia – HarlanMargold

Jedyną planetą Ziemia – Phyllis V. Schlemmer

Gwiezdne dziedzictwo – Lyssa Royal i Keith Priest

Bogowie Edenu – Wiliam Bramley

Zahaczał o to i Igor Witkowski, wszyscy, którzy pokazywali artefakty cywilizacji sięgające setek tysięcy a nawet milionów lat wstecz. (oprócz jego licznych książek zobacz np. wystąpienia na kanale https://www.youtube.com/@NHS92 itp.)

Wiele z tych publikacji bazuje na tzw. channelingach, starożytnych przekazach, intuicyjnych wglądach.
Te przekazy wciąż napływają z różnych stron. Nie są to metody oficjalnie uznane za naukowe, mogą być zmanipulowane przez wpływy wspomnianych istot – jedne z nich są przyjazne, inne wrogie, są i celowo zwodzące, w tym pochodzenia ziemskiego, bo nie jesteśmy tu sami.

Stąd brała się ideologia New Age, różne egzaltacje i nadinterpretacje. Wciąż jest mnóstwo serwisów internetowych, które codziennie informują o kosmitach, duchach itp., które „już nas ratują” (i słyszy się to od lat). Jako przykład zobacz Higher Density Blog.
To bywa inspirująca, ciekawa lektura, ale w zasadzie niewiele ponadto w obecnym powszechnym stanie świadomości, obrazie świata i wydarzeniach. Wiele z tego, jak podejrzewam, jest po prostu wprowadzaniem w błąd, nawet powstrzymywaniem ludzi od działań, skoro zrobią to za nas „zbawiciele”. Nie mówię, że wszystko jest nieprawdą, bo wiem że faktycznie są tacy pomocnicy, ale trzeba to udowodnić przez fakty.

Z drugiej strony – są świadectwa materialne, którym trudno zaprzeczyć. Podobnie kwestia UFO – jedna z najlepiej udokumentowanych, ale utajniana i wciąż wypierana przez naukę i polityków ponieważ to „zagraża bezpieczeństwu narodowemu” i mogłoby zburzyć wiele oficjalnych narracji…(patrz np. UFO – mój pogląd)
W ogóle obecna nauka nie jest wolna od polityki, korupcji i dorobkiewiczowstwa.

Dlaczego ten cały wywód o historii i człowieku jest tak ważny?
Ponieważ dotyczy naszej tożsamości – dużo większej niż wpajano nam przez milenia, a to jest trampolina do odbicia się od imposybilizmu. Po drugie wskazuje, że w tym skoku nie jesteśmy odosobnieni w kosmicznym „kolektywie” i nawzajem się wspieramy.
Także wykazuje moc zarówno naszą, koalicji wyzwolenia jak i tę sprawczą nowego przywódcy o którym za chwilę. Wreszcie – pokazuje naszych wrogów.

Nadzieja i podstawy jej spełnienia

Ale tutaj coś się zmieniło…. Nawet nie „coś”, ale „siedmiomilowym skokiem”, przełomowo.
W tym miejscu wypada
przypomnieć osobę, o której tu parokrotnie pisałem, kogoś, kto odsłonił kurtynę, i pokazał nie tylko słowa i wyobrażenia, ale swoją moc sprawczą ingerencji w otaczającą nas rzeczywistość, nawet do poziomu kosmicznego.
To kobieta –
Kimberly Ann Goguen z USA. Nie jest nawiedzoną wróżką – działa i zmienia świat.
Wzmocnię uderzenie w reakcję Czytelnika na te słowa przywołując starszy wpis
Kim jest Kimberly.
Nie będę się nad tym zatrzymywał.
Tyko jedno zdanie tutaj:  Goguen jest postacią niezwykłą – posiada wgląd niemal we wszystkie tajemnice i siłę by przeprowadzić plan przywrócenia suwerenów Ziemi – ludzi.
Co Kim nam pokazała?

Np. to, że prawdziwa historia wszechświata jest WIELOKROTNIE dłuższa niż opisuje to nauka.
I bardziej złożona. Właściwie powinniśmy mówić o Mutiwersum – konstrukcie poza wyobrażeniem nawet większości kosmologów. Były rożne takie próby jak np. polskie – Joanny Rajskiej z jej Hiperfizyką, czy w koncepcjach Danuty Adamskiej-Rutkowskiej, nie mówiąc o wielu zagranicznych.

O ile opisy Kimberly zgadzają się w wielu aspektach z tymi od Lisy Renee w Glossariuszu Wzniesienia czy w wykładach Mariny Jacobi, to już nie są tylko zbieraniem i łączeniem kropek z innych źródeł, w tym wspomnianych, ale wiedzą pochodzącą wprost od Stwórcy (Źródła, Boga).

Jak wspomniałem, także historia ludzi i innych istot to … miliardy lat. To inna filozofia dziejów.

Nie rozwijając szczegółów – zasadnicze znaczenie ma pytanie: Kto rządzi(ł) światem?

I znów – odpowiadam, by skrócić cały wywód, odsysając do tego wpisu i tamtejszego załącznika PDF z wyrysowaną strukturą kontroli i władzy przez eony lat
i omówienie niektórych elementów diagramu  locusmind.one/posts/23368.

Tajemnicza władza przypisywana ROTHCHILDom, ROCKEFELLERom itp. to zaledwie pewien niższy poziom – poniżej „300 Rodzin”. Zawsze rozkazy płynęły z dużo wyższego pułapu. Teraz „inercyjnie” niższe szczeble kontroli jeszcze coś po omacku i desperacko wykonują, ale się gubią, bo ich nadzorców i ich poleceń już nie ma. Zwróć jeszcze uwagę na to jak wyższe szczeble kontroli się wykruszały, a obecnie jest ich jeszcze mniej – czyszczenie w wykonaniu Kimberly wciąż trwa i dobiega końca.

Ich siła aby panować nad światem, budowana przez tysiąclecia, obejmowała przynajmniej pięć czynników, nad którymi każdy rządzący musi mieć kontrolę. To media (kłamstwa, zwodzenie, formowanie osobowości i poglądów wg własnego modelu – jawnie i podprogowo, itp.), system finansowy, wywiad, wojsko i kontrola polityczna na rożnych poziomach.
Pokłosie owych struktur to obecnie Sataniści, tajne zakony i bractwa, chazarska mafia, Deep State (Ukryte Państwo) w jego globalnej różnorodności – wciąż jeszcze trochę działające, ale u kresu swojego panowania.

Otóż tracą to wszystko w dość szybkim tempie za sprawą Kimberly i jej sojuszników na rzecz ludzkości – dla jej suwerenności.
To dla nas bardzo dobra wiadomość. Chyba nie trzeba mówić dlaczego, bo wiemy czego boją się współcześni ludzie.

Wojny, biedy, opresji rządów – zarówno finansowych jak i w zakresie wolności, rosnącej śmiertelności i fali chorób… Bardziej świadomi wymienią rożne manipulacje, selekcję negatywną w obsadzie stanowisk, psucie kultury, moralności, obniżanie poziomu szkolnictwa, zatruwanie środowiska, załamanie zaufania do rządów, polityków, lekarzy, nawet naukowców…, wszystko to, co jest w agendzie małej ale wpływowej grupy, która chce wprowadzić Nowy Porządek Świata wg wzorców Huxleya, a obecnie wykonawców jak Harariego, Schwaba, Gatesa i podobnych psychopatów. Można pokusić się o tezę, że w tym towarzystwie niektórzy nie są ludźmi z duszą (tzw. portale organiczne), lub to w ogóle nie ludzie – bioroboty (?).

To właśnie są te powody zaniku wiary w lepsze czasy, które wymieniłem na wstępie.
Ale wbrew takim postawom – nie tylko można temu zaradzić, ale to już się dzieje.
Zresztą, nie ma alternatywy jeśli ludzkość ma przetrwać.

Oczywiście są ludzie dobrej woli, a także wielu zdesperowanych z powodu narastającej dystopii wokół nas, którzy próbują zmienić świat na lepsze, ale odbijają się od ściany zła. Na ogół nie rozumieją, że pokonać je trzeba na wyższym poziomie, zgładzić głowę „hydry”, a potem schodzić w dół długiego i globalnego łańcucha wykonawców (o jakich była mowa w powołanym diagramie hierarchii kontroli), a znają głównie tylko tych na dole. Takie oddolne działanie jest mało skuteczne, jeśli nie zlikwiduje się pierwotnych przyczyn. Widzimy to w fiasku oddziaływania różnych partyjek, stowarzyszeń itp., chociaż nie należy negować ich pozytywnego wpływu na lokalne społeczności i ich integrację, wymianę wiedzy.

Podobnie lokalne problemy wynikają z pewnych ideologii, doktryn i planów wyższego, a potem wysokiego, często ukrytego poziomu.

To także wojna duchowa – zło ma swoich „kapłanów” i wysoko postawionych wyznawców.

Jak więc wyjść z załamania, stagnacji?
Po pierwsze, trzeba poszerzać świadomość i wiedzę (to Twoje zadanie) o tych poziomach, poznać i demaskować przeciwnika. Jak wspomniałem –
na tym polega Apokalipsa, a nie jakiś kataklizm. A propos świadomości – mamy coraz większą szansę uzyskać w tym zakresie masę krytyczną, na która składa się zarówno ilość ludzi którzy tę świadomość podnoszą jak i jakość (stopień osiągniętej świadomości). Wg wspomnianego już D. Hawkinsa i wg jego słynnej skali świadomości wystarczy nawet parę osób ze świadomością w górnej granicy … by zmienić świat.

Taką możliwość przełomu wyczuwa wielu, a głosi też już niemało. Wspomniałem o I. Witkowskim, śledzę też (z rezerwą co do opcji politycznych) Benjamina Fulforda, powstają społeczne ruchy oddolne o charakterze samorządowym, semipartyjnym, dotyczące np. demokracji bezpośredniej. Będą pomocne, ale – jak powiedziałem – pierwsze uderzenie torujące drogę globalnie już się dzieje, bo na szczęście są liderzy, którzy to rozszyfrowali – strukturę i zamiary ukrytych złych mocy, mają też wiedzę i narzędzia by te wyższe poziomy demaskować, usuwać ICH narzędzia oraz przywódców działających przeciw ludziom. Ale to długi i trudny proces, bo zło nie poddaje się bez walki. Jednak proces oczyszczania i naprawy postępuje coraz szybciej. Niestety, w większości stare systemy nie dadzą się naprawić.
Muszą być zastąpione nowymi – zarządzanymi przez ludzi, a nie odgórnie przez zniewalające władze i te ukryte siły.

By wyjaśnić podstawy tej opinii, ale przede wszystkim nadziei a nawet pewności, przejdźmy do Planu Odbudowy Ziemi realizowanego przez ruch i jego przywództwo o nazwie CARE tj. Center of Amity and Restoration of Earth, a po polsku Centrum Przyjaźni i Odnowy Ziemi.

Czym jest CARE mamy szereg materiałów jak ten starszy oraz krótko wyjaśniłem to już dość dawno we wprowadzeniu do strony Our Life Force.

Tam w komentarzach pokazałem też elementy mojej dawnej ścieżki, która naprowadziła mnie na ten trop. Cała strona była potem poświęcona odkrywaniu dalszych kart, głównie przez relacje z wystąpień Kimberly Goguen. Mamy tutaj realne możliwości odbudowy, naprawy świata. Możemy wyjść z obecnego impasu  – całościowo i zdecydowanie.
Przez zmianę naszej świadomości – nas jako pojedynczych ludzi i społeczeństwa i odcięcie się od systemu (matrixu), od panowania nad światem przez ciemne siły. Cóż, prawdopodobnie trzeba by tygodnia (?) by to przestudiować, więc tym bardziej nie będę tutaj tego rozwijał, chociaż zachęcam właśnie do poznania chociaż nowszych wpisów.
Moje poszukiwania, widoczne także na tym blogu, określiłbym tak: zaczyna się tam gdzie można, a potem wchodzi się głębiej i głębiej w „króliczą norę”, czasem to ślepy korytarz, wtedy trzeba wyjść i pójść jeszcze inną drogą…
A może jednak Tobie, ze względu na świadomość, intuicję, otwartą głowę, inne podobne relacje, będzie łatwiej to wszystko zrozumieć. Bez uprzedzeń. To kwestia szerszej perspektywy.
W starym artykule Może nie musimy chwytać się brzytwy  wskazałem, że wielu ją zagubiło, a to może wynikać z zagubienia duchowości, cywilizacyjnego zapętlenia. Ten podstawowy brak opisywałem wielokrotnie (wyszukaj hasłem perspektywa). O tym samym pisze stale wspomniany Igor Witkowski.

Świat się nie kończy, może dopiero się zaczyna? Mamy tu perspektywę, którą nazwę kosmiczną.

Na Ziemi, i nie tylko, są przeprowadzane działania czyszczące stare złe systemy i ich operatorów.
Nie sięgając do wielu starszych akcji/zdarzeń wspomnę o najnowszych, które pokazują dynamikę zmian – z 13.11. 23 – https://locusmind.one/posts/47230 oraz widoczne epickie crescendo zmian i możliwości w wiadomościach z 15.11.23https://locusmind.one/posts/47353. (ważne!)
A to nie koniec, bo piszę ten artykuł 16/17 listopada, więc nie mam jeszcze dalszych informacji (te będą się pojawiać na http://www.Locusmind.one/pages/korcz i na podobnych stronach, ale może zobaczymy je już znacznie szerzej  – nawet w mediach…).

Oprócz tych konkretnych działań wobec wrogów ludzkości i ogólnie „cywilizacji śmierci” oraz projektów w sferze materialnej, chodzi głównie o przemianę, wzniesienie człowieka, którego drogowskazem będzie prawo naturalne oraz wyzwolenie osobistych mocy. Nie jest to jakiś idealistyczny ruch negujący Boga, ponieważ to właśnie przez Niego mieliśmy nadane te zdolności i to On prowadzi obecną, nazwijmy to – rewolucję, realizowaną przez ludzi i inne jego kosmiczne „dzieci”.

Natomiast w sferze materialnej jest bogactwo zaplanowanych działań.
Plan Przywrócenia [Restoration Plan] to globalna próba odbudowy witalności planety i jej mieszkańców poprzez umożliwienie ludziom tworzenia uczciwych mediów, prawdziwej edukacji, wolności finansowej, systemu, w którym prawo ma zastosowanie do wszystkich. Ponadto Plan Przywrócenia obejmuje system rolniczy, który działa w harmonii z prawami naturalnymi planety i opieką zdrowotną, która zapewnia dobre samopoczucie i zdrowie, a nie wieczną chorobę. To także uruchomienie zarówno nowych technologii, które znacznie wyprzedzają to, co obecnie jest używane, jak tych ukrywanych istniejących już wynalazków. To duże inwestycje w nowoczesną komunikację i telekomunikację na nowych zdrowych zasadach. To zmiana/uproszczenie systemów podatkowych. To nowe oddolne media bez odgórnej propagandy, kłamstw i sterowania przez korporacje i biznes. Itd. itd. – wg potrzeb ludzi.

W tym celu powołuje się szereg serwisów internetowych. Na początku powstały serwisy informacyjne unitednetwork.news oraz unitednetwork.tv – z coraz bogatszym niezależnym przekazem z całego świata i z „zajawkami” na wielu platformach społecznościowych. Są też wewnętrzne fora członków i sympatyków.
W zakresie zdrowia powołano forum dla Global Health & Wellness ConsortiumGHWC.global – w ramach CARE (wciąż w rozwoju).
Jest platforma powszechnej nowoczesnej edukacji, powstaną inne. Główna strona CARE powstanie gdy Key Integrated Monetary System stworzony przez Kim będzie już całkowicie bezpieczny, ponieważ stamtąd będzie płynęło finansowanie projektów i tam projekty będą przyjmowane do realizacji.
CARE i nas wszystkich czeka jeszcze duża praca w realizacji tej wizji odrodzonego świata, ale powstają nowe narzędzia i zespoły realizacyjne, które torują drogę i szkolą innych.

To wszystko jest wielką nadzieję dla świata, także w tych sprawach które dotyczą każdego. Pomyśl, że np. nie będzie paszportów szczepionkowych, przymusowych szczepień, śledzenia śladów węglowych, likwidacji gotówki, narzucania nienaturalnych zachowań, danin na wydumane przez globalistów cele idące do kieszeni oligarchów oraz innych TOTALITARNYCH wymysłów.
Kto śledzi wystąpienia Kimberly Goguen ten zdaje sobie sprawę jak wielkie pozytywne zmiany mogą mieć miejsce – ponad wyobrażenia większości ludzi.
Także w nas samych.

Określenia jak „wspaniała przyszłość” pojawiają  się dość często z przynajmniej paru stron jakie znam. Np. w serii książek Igora Witkowskiego pt. „Instrukcje przebudzenia”, gdzie też bez wahania mówi on, że ta przemiana nastąpi przy wsparciu wyższych sił (podobnie jak to ma miejsce w omawianym tu przypadku). A także: „Dla Ziemi (a dla Polski w szczególności) przygotowany został świetlany plan Nowego Renesansu [czyli coś znacznie większego i znaczącego niż reset], pozostawiającego renesans wcześniejszy daleko w tyle”.
Podobnie mówi wielokrotnie wspominany Benjamin Fulford – o epickiej zmianie po pokonaniu mafii, które opanowały Ziemię.

Jednak co do Polski, a jeszcze bardziej w otumanionych poprawnościowo państwach Zachodu, pozostaje nawarstwianie obciążeń przeszłości w umysłach ludzi, wielka inercja w przyjmowaniu nowych perspektyw.
Znów powrócę do Igora Witkowskiego i zacytuję mały fragment z opisu jednej z jego książek (mimo że autor widzi ten aspekt jako główny i ciągle go powtarza, z czym nie do końca się zgadzam):

Jest jednak pewien „haczyk”: pójście tą drogą wymaga zrozumienia przyczyn upadku dotychczasowego świata, a o prawdziwych przyczynach w ogóle się nie mówi. Ludzie znają uproszczenia, będące w istocie próbami wpasowania obecnych przemian w ramy wcześniejszych schematów. Jest to bardzo groźne, bo jest mechanizmem wypierania tego, co zrozumieć musimy. OGÓŁ LUDZI PRZYCZYN TYCH NIE ZNA!

Na koniec: może nie wszystko, co opisałem powyżej jest prawdą, może tylko część się zrealizuje.
Ale jeśli prawdą jest np. tylko 30% i podobnie zrealizuje się tylko kilkanaście procent, to i tak byłby to wielki pozytywny krok naprzód w stosunku do tego, co wyniknie z globalistycznej/satanistycznej przyszłości.
Liczę na znacznie więcej niż to ostrożne oszacowanie – na tym opieram swoją nadzieję.
Nadzieja, pozytywne, twórcze myśli, budują i wzmacniają nas w budowaniu…
Zatem nie poddawajmy się i nie szerzmy strachu.

PS. Nie jest tak, że nie mam żadnych wątpliwości. Zobacz np. moje refleksje w tym artykule.
Ale wątpliwości są drogą poznania, a „nadzieja umiera ostatnia”.

UFO – mój pogląd

krąg zbożowy

…wspinaj się do raju
schodami zadziwienia.
Ralph Wado Emerson

Pojęcie UFO, oprócz swego podstawowego znaczenia (Niezidentyfikowany Obiekt Latający – NOL) jest skrótem myślowym dla określenia szeregu „tematów z pogranicza”, w tym Obcy (ET), cywilizacje kosmiczne, nieznane napędy, dziwne zjawiska, kręgi zbożowe, teorie spiskowe, prawdziwa historia, tzw. paleoastronautyka itd. Tematy, o których wspomnę w poniższym wpisie – z braku miejsca i czasu, to bodajże promil, tego co można by o tym napisać. Z drugiej strony osobiście uważam, że nowsze odkrycia zdezaktualizują szereg starszych przyczynków, zatem traktuję niektóre z poniższych informacji jako raczej wprowadzenie do tematu.
Ale i samo w sobie pojecie UFO jest bardzo obszerne i nie jednoznaczne.
Interesuję się tym od ponad 50 lat, co daje mi niezłą wiedzę.
To zainteresowanie wywodzi się z młodzieńczego poznawania astronomii i astronautyki, z lektur Stanisław Lema i podobnych źródeł, które wspominały o życiu w Kosmosie. Jako ciekawostkę podam, że w II klasie podstawówki napisałem „powieść”
Podróż na Księżyc, co wywołało zrozumiałe poruszenie wśród nauczycieli. Zeszyt utworu wraz z własnymi ilustracjami mam do dziś.
Poważniejsze zainteresowanie zaczęło się w pod koniec lat 70. gdy pracowałem w Instytucie Lotnictwa. Miał tam wykład dr inż. Jan Pająk na temat przyszłych generacji napędów, gdzie pokazał wiarygodną hipotezę jak UFO są napędzane. Wzbudziło to spore zainteresowanie audytorium. Potem śledziłem jego poczynania na różnych uniwersytetach na świecie. Pomijając dyskusyjną filozofię dziejów oraz bardzo wrogie nastawienie do Obcych, mimo wszytko warto sięgnąć np. jego do bloga, który prowadzi od 2007 r. do dziś –
https://totalizm.wordpress.com/.

Jest jednym z WIELU ufologów, ale rzadkim przypadkiem wśród naukowców, bo ci na ogół śmieją się z dywagacji o UFO, trywializują sprawę żartując o zielonych ludzikach i mówią że nie ma dowodów (sic!). A tym bardziej tak myśli przeciętny człowiek…
(Temat UFO poruszałem kiedyś fragmentarycznie na tym blogu np. we wpisach
https://lapidaria.home.blog/2019/12/07/tajemnice-ksiezyca-marsa-i

https://lapidaria.home.blog/2015/07/15/moze-nie-musimy-chwytac-sie-brzytwy/
…)

Jednak faktem jest, że mało która dziedzina jest tak dobrze udokumentowana jak właśnie obserwacje UFO (w szerokim sensie). Być może sytuacja w zakresie ujawnienia pewnych informacji polepszy się za sprawa programu  „Ujawnienie” (Disclosure) i nacisku wielu innych organizacji, aczkolwiek niektóre z nich stanowią przykrywkę do wprowadzania celowego zamętu wokół UFO.

Istnieje olbrzymia literatura na ten temat – począwszy od SF i niemal tabloidowych opowiastek i prasowych wrzutek dla sensacji, poprzez książki w stylu Zakazana historia, Zakazana archeologia po raporty z rządowych/wojskowych poważnych projektów.
Wiele z nich jest tajnych, a gdy w wyniku interpelacji na zasadzie dostępu do informacji publicznych (w USA wg
Freedom of Information Act ) pewne dokumenty są pokazane, bywa że 90% treści jest zaczerniona. Łatwo się domyślić dlaczego. To ma dla nich wagę militarną oraz wiedzą że ujawnienie obecności Obcych może wywołać spore zamieszanie społeczne a nawet religijne. To byłby zamach na paradygmaty naukowe, na dominujący światopogląd. Te motywy wyliczam szerzej we wspomnianym wpisie Tajemnice Księżyca i Marsa
Ale jest i głębsze uzasadnienie praktyczne – wykorzystywanie Obcych jako
straszaka wobec społeczeństwa by móc wdrażać lukratywne dla lobby wojskowo-przemysłowego programy wojskowe, czarne budżety, które mają temu podobno zapobiec, a w istocie wzmacniać militarną dominację USA i drenować także oficjalny budżet. Służy temu wiele filmów sensacyjnych i katastroficznych w rodzaju Dzień Niepodległości – mają wzbudzać strach i eliminować ze świadomości że Obcy mogą być pozytywni.
Z drugiej strony wiele kultowych filmów jak Star Trek, Gwiezdne wojny itd. przygotowuje ludzi na możliwość konfrontacji z Obcymi i tajemnicami kosmosu.
Jest też wiele relacji świadków oraz zdjęć takich obiektów (nie wszystkie prawdziwe, ale są i bezdyskusyjne). Oczywiście, w dobie Internetu jest też dużo stron poświęconych temu zagadnieniu, także kanałów na YT i w podobnych miejscach w Internecie, zwłaszcza zagranicznych.
Co do literatury popularnej mam gdzieś w lamusie bodajże komplet magazynu ufologicznego UFO (kwartalnika wydawanego w latach 1989-2005 – chyba 64 numery) i dużo numerów
Nexusa – dwumiesięcznika od tego samego wydawcy, publikowanego do dziś. Kto nie zna to zapraszam do mojego wpisu-polecenia.  Tam temat UFO i powiązanych aspektów pojawia się dość często – głównie jako przedruki i opracowania źródeł światowych. Podobne informacje były publikowane w miesięczniku Nieznany świat.

Mam też ponad tuzin książek na ten temat. Było wielu polskich ufologów w tamtym okresie, potem temat nieco przycichł, chociaż przewijał się np. na stronie Janusza Zagórskiego www.niezaleznatelewizja.pl (badanie zjawiska od dziesięcioleci, setki materiałów a także relacje z organizowanych przez NTV konferencji i zlotów jak Harmonia Kosmosu).
Temat także występował w książkach Igora Witkowskiego jak:
Supertajne bronie Hitlera (8 tomów), Nowa prawda o Wunderwaffe, Kryptonim S-3. Największy projekt Kamimlera, UFO – przełom ? (z 1997 r.), Księga Dowodów Wizyty z nieba (z 1999 r.),  Chrystus i UFO z 2009, oraz szereg wzmianek w długiej w serii książek Instrukcje przebudzenia.
To, co Erich A. von Däniken
opisywał w swoich książkach o paleoastronautyce i UFO Witkowski potwierdzał swoimi badaniami artefaktów, ale także głębokim znawstwem tajnych technik hitlerowskich Niemiec. Tutaj warto zapoznać się z tezą, że już w czasie II wojny światowej Niemcy opanowali technologię dysków anty-grawitacyjnych i stworzyli flotę takich pojazdów. (A propos – dziś wiemy dużo więcej o możliwości takich napędów, a nasza badaczka dr Diana Wojtkowiak wyznacza jeszcze inny trop – pola torsyjne, wimpy, neutrina – w szerszym aspekcie rozwoju fizyki – https://niezaleznatelewizja.pl/index.php/aiovg_videos/technologia-napedu-ufo-dr-diana-wojtkowiak/ . Tamże o innych latających obiektach i różne ciekawostki zaawansowanej techniki, a nawet polityczne).

Amerykański projekt Paperclip przejął szereg naukowców tej branży i niektóre ich osiągnięcia, co łącznie z odzyskiwaniem technologii (reverse engineering) z wraków rozbitych pojazdów Obcych oraz na podstawie tajnych umów z nimi (> Eisenhower) dało im przewagę w tym zakresie. Prawdopodobnie finałem tego projektu jest obecnie Secret Space Program (SSP).
Dalej idące tezy (ludzie od dawna dokonują podróży kosmicznych, nawet dalekich, itp.) przedstawia u nas np. Aleksander Berdowicz (np.
https://youtu.be/u59BeWdnw3Q), a w zakresie zagranicznym szerszą historię/tło przedstawia film Above Majestic – https://www.youtube.com/watch?v=ZSyH26cl9AQ.

Z tych materiałów wynika że większe zagrożenie dla ludzkości przedstawiają tajne projekty pochodzenia ziemskiego, w tym o rodowodzie nazistowskim. Przy okazji ponownie pokazano, że oficjalnie pokazywana nauka i technologia, to „struganie dzidy” w stosunku do tego czym dysponują ludzie od dawna (zaawansowanie z olbrzymim wyprzedzeniem), ale to jest skrzętnie ukrywane, bo służy tylko wojsku i tajnym stowarzyszeniom. Okazuje się że nawet nie wszystkie tajne służby rządowe, nawet bywa że prezydenci – nie wiedzą co naprawdę się dzieje. Manipulacja jest rozbudowana i posługuje się wieloma narzędziami. Kto się wyłamie – jest uciszany.
Te zaawansowane techniki, jak wspomniałem, służą też władzy do siania strachu oraz planuje się, w przypadku fiaska innych sposobów wdrożenia NWO, wykreowanie pozorowanego najazdu kosmitów by wokół takiego zagrożenia zjednoczyć ludzkość pod swoją komendą. Do tego byłaby zastosowana holograficzna technologia
Blue Beam.
Temat – nawet nie idąc tak daleko – nie jest łatwy i wciąż istnieje szereg teorii czym są UFO i Obcy. Jest prawdopodobnie wiele zjawisk, technologii i rodzajów UFO.
Zatem ważne jest jednak wiedzieć, że wcale nie muszą to być Obcy – zarówno w sensie innej, kosmicznej rasy jak i nieludzie, chociaż z innych obszarów Wszechświata (innymi słowy – ludzie lub inne ludzkie rasy zamieszkują już obszary wszechświata).
Nie jest tutaj moim celem to roztrząsać ani tym bardziej dawać jednoznaczną odpowiedź.
Chodzi o to, że to nie są jakieś teorie spiskowe (co do których mam
odmienne zdanie niż lansowane), mimo że powiedziano o UFO wiele głupstw i materiały na ten temat są bardzo różnej jakości merytorycznej, włącznie ze zmyśleniami.

Temat odżył w ramach wspomnianego projektu dra S. Greera Disclosure (Ujawnienie). Przypomnę, że była to głośna konferencja w maju 2001 r. w Nowym Jorku. Streszczenie wystąpień możesz znaleźć w numerze 2/2002 Nexusa. W tym czasopiśmie dr Greer miał parę artykułów – np. „Skryte plany gabinetu cieni w sprawie UFO” (nr 4 i 5/2007) itd.
Teraz ten niezłomny i niezależny badacz z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem powraca publicznie po ponad 20 latach od jego ówczesnego słynnego wystąpienia w zakresie UFO i tajnych projektów.

12 czerwca 2023 odbyła się kolejna konferencja w Nowym Jorku, gdzie przedstawiono olbrzymią ilość dokumentów, świadków i bezpośrednią relację wybranych osób.

Nagranie https://www.youtube.com/live/zDY7t6HihCw (ok. 3 godziny).
Dr Steven Greer prowadzi ostatnio też serię wywiadów i konferencji on-line – dostęp do nich znajdziesz na jego profilu twittera (X), a ogólniej (historycznie) w różnych miejscach sieci – jego książki, filmy i artykuły.
Znamienne jest przekonanie Greera, na podstawie jego badań na przestrzeni dekad, że mamy do czynienia na ogół z przyjaznymi Obcymi – wbrew lansowanej przez rządy (wojsko) tezie o olbrzymim zagrożeniu. W tym zakresie można napisać osobny artykuł, tu podam dalej
tylko parę myśli na ten temat.
Jeszcze wspomnę wcześniejszym w tym roku (20.04.23) przesłuchaniu w amerykańskiej podkomisji senackiej nt. UFO omówione krytycznie w NTV (po zagajeniu od ok. 6 minuty)
https://niezaleznatelewizja.pl/index.php/aiovg_videos/temat-ufo-w-senacie-usa-pierwsza-audycja-live-ze-studia-ntv-we-wroclawiu/, co pokazuje jak jeszcze wciąż tłumi się tam docieranie do głębszego kontekstu zjawiska i manipulowanie nauką.

Dlaczego powinniśmy do tematu podejść poważniej niż dotychczas?

Paul Hyller, powszechnie szanowany były kanadyjski Minister Obrony Narodowej (1963-67) i Minister Transportu (1977-1969), w 2005 r. trafił na pierwsze strony gazet na całym świecie, kiedy jako pierwsza osoba rangi gabinetowej w grupie państw G8, jednoznacznie stwierdził że „UFO są tak prawdziwe jak latające nad nami samoloty„. Powiedział też: „Wiedziałem na 100%, że UFO jest prawdziwe i że moim obowiązkiem, z moim wykształceniem w dziedzinie obronności, było upublicznienie tego”. Tym bardziej, że miał dostęp do wielu raportów wojskowych. Potwierdził też przekonanie S. Greera oraz innych badaczy jak Steve Basset, Paoli Harris i wielu innych, że mamy przed wszystkim do czynienia z pokojowo nastawionymi kosmitami. To znamienne oświadczenie i dużo więcej szczegółów zawarł w swoich książkach o szerszym kontekście, zwłaszcza w Liberation! The Economics of Hope.

Więcej w języku polskim znajdziesz w dość obszernym wywiadzie Hellyera opisanym we w wspomnianym Nexusie, numer 2/2023.
Potwierdza tezę, że współczesne zainteresowanie Obcych Ziemią miało początek wraz z pierwszymi wybuchami jądrowymi. Kosmos jest jednością, więc to co robimy wpływa na jego inne części – destrukcyjnie. To ich zaniepokoiło i spowodowało że skrycie interweniują byśmy nie narobili szkód nie tylko sobie ale i w Kosmosie. Interwencje te są jednak ograniczone zasadami obowiązującymi w społecznościach kosmicznych by nie wyręczać cywilizacji w ich samodzielnym rozwoju i doświadczeniach, chyba że dokonują czegoś co zagraża całości wszechświata/galaktyki.

Prasa bulwarowa, filmy SF i niektóre książki skupiają się na sensacjach porwań i zagrożeń. Faktem jest jednak, że jest i druga strona – słynni reptylianie i podobne istoty. Kosmiczna wojna, którą można nazwać wojną dobra ze złem, w tym wojną duchową, trwa od eonów.
I o tym mamy szereg informacji, szczególnie śledzę głębokie wglądy
Kimberly Goguen, która przedstawia jak złożone jest to zagadnienie. Twierdzi jednak, że bitwa jest już wygrana przez „stronę światła”. I już jesteśmy wspomagani w rozwoju przez inne rasy – zarówno te przybyłe z dala jak i te dotąd dla nas ukryte, ale od wieków żyjące na Ziemi.
Tutaj nie będę się w to zagłębiał odsyłając do całego cyklu jej raportów na http://Locusmind.one//pages/korcz , ale to nie jedyne takie źródło, ani jedyny tamtejszy temat.

Sądzę, że to spojrzenie z wyższej perspektywy, które ujawnia jeszcze więcej,  wniesie dużo dobrego, a nawet w przyszłości włączy nas w kosmiczna wspólnotę – bez strachu i z wieloma korzyściami, nie tylko technologicznymi, ale dla lepszego rozumienia kim jesteśmy, skąd pochodzimy, co jest możliwe siłami ducha i wspólnoty.
Strawestuję pewne powiedzenie K. Ciołkowskiego w ten sposób

Ziemia jest w kolebce rozwoju, ale jak długo można być w kolebce?

Details

Details


	

Aforystyka itp.

Lubię dawać przed wpisami jakiś cytat, „złotą myśl” (czasem wymyślam własną), i nie sprawia mi to specjalnego kłopotu, bo jeszcze w czasach gdy Internet nie był w tym pomocny, zgromadziłem spory zbiorek almanachów mniej lub bardziej poświęconych takim treściom.
Zdjęcie pokazuje próbkę z domowej biblioteczki.

Granice między aforyzmami, cytatami z ładunkiem mądrości lub humoru, anegdotami, maksymami, sentencjami, dykteryjkami itd. są dość płynne. Zatem dodanie do tytułu „itd.” ma uzasadnienie. Ciekawe myśli można wyłowić z najróżniejszych książek (dość często są to też motta do rozdziałów lub do całości dzieła), świętych pism, filmów, memów, nawet z kalendarzy lub w trakcie rozmowy. Mam też setki wycinków i notatek z takimi materiałami. Czyli nie tylko chodzi o sztukę pisania aforyzmów, co skądinąd bardzo doceniam, ale o ich wyławianie i wykorzystywanie stosownie do sytuacji.
Cenię zwłaszcza te ich krótsze formy, powiedziałbym lapidarne, co kiedyś zainspirowało mnie by tego słowa użyć … w tytule bloga.
Z tą lapidarnością wpisów zupełnie się nie udało, bo niemal każdy podjęty temat wymagał rozwinięcia (a szkic planowanego nowego wpisu ma już ok. 30 stron, więc będzie raczej ebookiem…)

Podobnie witryna Złote Myśli skusiła mnie już gdzieś ok. 2013 r. swoją nazwą, bo sądziłem że poświęcona była właśnie gromadzeniem owych klejnotów myśli.
Jest o książkach, czym się nie rozczarowałem, bo znalazłem tam dużo wiedzy i mądrości. Polecam!
Bo mądrości możemy uczyć się z najróżniejszych form literatury, ogólniej – sztuki, także z poezji. Wtrącę parę słów o tym źródle.
Swoim przyczynkom w tej sferze prawie nie poświęcałem tutaj miejsca (wyjątki z nieco dłuższymi wierszami: fragmencik w Poezja przed burzą, ale tu raczej poezją jest przyroda; podobnie Bieszczady; Krasa lasu w śniegu itd. ), więc przemycę dwie własne próbki – właśnie z tych zwięzłych, bo te najbardziej cenię.
(wybaczcie mi zakwalifikowanie tego do poezji)

Życie jak głaz
sprawy idą wspak
patrzysz na mnie
… już nie tak.

(2013)

Wyznaj mi tę miłość,
którą chowasz w sobie
– uruchomię gojący czas,
choć nie odpowiem.

(1985)

Może odnajdziesz w tym swoje ukryte myśli, uczucia?

Mam tych wierszyków sporo, ale to temat na inną okazję…

Wspomniałem, że zbiorów aforyzmów jest dużo – są całe wyspecjalizowane witryny temu poświęcone, ale cenię sobie szczególnie te, które osobiście w pewnym sensie wskrzesiłem – chodzi o opracowania Stefana Garczyńskiego. Zanim do tego przejdę, to przypomnę że nie chodzi o tego Stefana z epoki romantyzmu, a o pisarza rocznik 1920. O tym Stefanie było tutaj parokrotnie – począwszy od 2007 r. we wpisie Pan Stefan, po późniejsze – gdy informowałem o powstaniu dedykowanej Mu strony mojego autorstwa i paru innych poświęconych konkretnym publikacjom ( > lokalna wyszukiwarka z użyciem nazwiska, lub poprzez tagi).

By w ogóle przypomnieć tego niezwykłego człowieka przywołam jeszcze np. wpis http://stefangarczynski.pl/biogram/
(przy okazji uprzedzam i przepraszam – ostatnio ta strona-blog dziwnie wolno działa – sprawa do technicznego sprawdzenia).

O ile Stefan Garczyński niemal we wszystkich swych pracach umieszczał cytaty znanych ludzi, zwłaszcza pisarzy i filozofów, to dziełkami poświęconymi aforystyce były szczególnie „Błyskotki o kulturze” i „Błyskotki o współżyciu”.
Tę drugą książeczkę właśnie opublikowałem w formie ebooka w ramach przywracania pamięci o pisarzu i jego pracach, ponieważ popada niesłusznie w zapomnienie. To mój trybut wdzięczności na 30. rocznicę śmierci Autora.
Miałem ponad roczną przerwę w tych pracach z rożnych powodów (najbardziej prozaiczny to zwątpienie czy utrzymywać stronę przy małym zainteresowaniu czytelników i podtrzymaniu materialnym* …).

Jako wprowadzenie do „Błyskotek o współżyciu” zobacz ten wpis (zawierający aktualne przesłanie**), a on poprowadzi Cię dalej aż do miejsca, gdzie można pobrać tego ebooka w 4 formatach oraz 13 innych wydanych wcześniej własnym sumptem – wszystkie darmowe.
(mimo że wszystkie są mobilne, tj. nadają się na urządzenia przenośne, to polecam format PDF).

Wracając do aforystyki w ogóle, to upodobałem sobie wybory jakie znajduję w każdym dwumiesięczniku Nexus i przewijające się na górnym pasku ich strony http://www.kontestator.eu/
Nadal polecam oba miejsca.

Ok, miało być lapidarnie, więc kończę jednym aforyzmem o aforyzmach, przy czym ciekawostką jest, że ten przykład wygenerowany/znaleziony został przez asystentkę AI GPT 4 Monica (możesz sam spróbować – to nakładka do przeglądarki):

Aforyzmy są jak papierosy – krótkie, ale uzależniające.

PS. Już po napisaniu spostrzegłem, że leży koło mnie poniższa książka, którą można dodać do omawianego gatunku. Na miejscu będzie więc jeszcze ta znana myśl: „Mają oczy, a nie widzą…”


———–
* Przywołam jeszcze wpis Rozwijajmy czytelnictwo, który szerzej pokazuje ten popularyzatorski aspekt mojej pracy. Poproszę o zainteresowanie…

** Wspomnianym przesłaniem jest waga współżycia społecznego i jego odbudowa w czasach gdy oddalamy się od siebie z różnych powodów.