Zaskoczenia i zdziwienia – cd.

schniemy…

Zas­kocze­nie jest wte­dy, gdy ocze­kuje­my trzech różnych możli­wości,
a przyt­ra­fia się czwarta *.
Żabcia 1804 

 

Po dłuższym pobycie poza Warszawą znajdujemy miasto niespodziewanie zielone.
Widocznie tu podało – w przeciwieństwie do naszego letniska, gdzie niecałe 100 km od stolicy panuje okropna susza.
Nawet jeśli zbiorą się tam na krótko chmury burzowe, to wkrótce coś je rozwiewa, a gdy czasem popada, to przez 5 minut i lekko.
Wokół pył. Ostatnio (Z mojego świat(k)a ) dziwiłem się, że ludzie podlewają trawę, ale to w tym przypadku uzasadnione, chociaż ciągłe jej koszenie wciąż jest dla nie niezrozumiałe, bo jest ona naturalnym akumulatorem wilgoci.
Sprawa jest poważniejsza – okoliczne strumyki wyschły, plony w okolicy rachityczne – w niektórych miejscach do zaorania.

Czasem zastanawiam się czy pogoda nie jest sterowana… Prognozy też zaskakują – nie sprawdzają się. To już kolejny rok, gdy rolnicy mają w plecy, a także i my – podwójnie – droższe produkty oraz kompensaty dla rolników, które przecież idą z podatków – zamiast na inwestycje i rozwój, to na łatanie klęsk żywiołowych.
Nasza gospodarka wodna jest fatalna – lata zaniedbań w kwestii zbiorników retencyjnych, zaniedbane melioracje, erozja gleby  zatruwanie wód pestycydami… Polska  jest jednym z najuboższych w wodę krajów w Europie (podobno 2. od końca listy). 
Do tego dochodzi utrata suwerenności nawet w tak strategicznym segmencie jak zasoby wody. Wiadomo, że woda i żywność to ultymatywne bronie geopolityczne.
Jest o tym bulwersujący artykuł … Żydowskie koncerny przejmują polską wodę pitną. Chociaż jest to problem ogólnoświatowy, to Polska jest szczególnie narażona.
Abstrahując od obecnej sytuacji w rolnictwie, widzę jak lekkomyślnie i rozrzutnie podchodzą do wody niektórzy sąsiedzi. Przykładowo (chyba kiedyś o tym już pisałem) mieszkaniec z piętra nade mną codziennie bierze rano prysznic trwający … 20 minut. A na działkach – nawet gdy nie było suszy, podlewanie non-stop.

A więc – powrót do Warszawy. Pod domem nie ma gdzie zaparkować – jakieś motocykle zajmują całe miejsca dla samochodów, mimo że jest sporo zakamarków  gdzie spokojne by się zmieściły.

Następnego dnia szybki ogląd miasta. Faktycznie zielono. Ale inne zaskoczenie – w Parku Skaryszewskim. Jest  zielono na kortach AZS-u, gdzie kiedyś grywałem. Bo zarosły chwastami. Podobnie tamtejszy amfiteatr – nic się nie dzieje. Uszczerbek w miejskiej kulturze.
W sierpniu od lat mieliśmy zwyczaj wpadać na jakiś występ w Art Parku (Skwer Rydza-Śmigłego). Sprawdzam – … w tym roku impreza w całości odwołana.  Oj, coraz gorzej. Czyżby rządy Trzaskowskiego?
Podobno z jego inicjatywy, jak pisałem w Obrazki lipcowe, zwęża się drogi w stolicy co ma uprzykrzyć życie kierowcom („wrogom ekologii”). I faktycznie – nie poznaję sąsiedniej ulicy – przewężenia, jakieś dziwne wysepki, malunki na asfalcie niby tras rowerowych mających po … 10 m długości!

Co jeszcze mnie zadziwi w następnych dniach? Ucieknę znów z miasta, ale polityka i skandale w radio i Internecie dopadają wszędzie. Panoszy się cenzura i propaganda.
Ale dość … lania wody i o tym może w następnym wpisie.

PS. Ad * Kiedyś, dawno temu, będąc przy pieniądzach, pożyczyłem na procent pewne sumy trzem osobom. Kalkulowałem – w najgorszym razie, jak dwie mi nie zwrócą, to przynajmniej odbiję sobie część na procencie od tej uczciwej.
Zdarzyła się czwarta okoliczność – nikt nie oddał.

Obrazki lipcowe

W powiązaniu wszystkiego ze wszystkim,
bywa że nawet wakacyjne refleksje dotykają spraw globalnych.

Ponieważ większość wakacji spędzam w lesie (z gorszym zasięgiem internetowym) skupiłem się głównie nad lekturami.
Jest tyle tematów, którymi chciałbym się z Wami podzielić, że „głowa boli”, ale liczne pokusy – wycieczki, odsłuchiwanie płyt, właśnie lektury oraz prace działkowe odciągają od pisania.  Przede wszystkim byłyby to wieści z zakresu moich głównych zainteresowań – zdrowie i technologie.
Już prawie koniec miesiąca, a widzę że zapomniałem poinformować o czerwcowych nowościach zdrowotnych ze strony LepszeZdrowie.info.
W skrócie – było o: nowej wizji uzdrawiania, o homocysteinie, jak skutecznie się odchudzić (wg zasad metabolizmu), i jak lepiej oddychać, aktualności z Polski – wciąż zagrożenia dla zdrowia oraz porady by było lepsze.

Właśnie ze względu na leśne otoczenie zająłem się obecnie tematem boreliozy. Uprzedzając niektóre nowości lipcowe (artykuły już opublikowane)  – w dość obszernym artykule jak pod linkiem znajdziesz omówienie różnych aspektów tej choroby  i chorób odkleszczowych, ich występowania, diagnostyki i leczenia, w tym metodami IDSA i ILADS (co wybrać?), oraz metodami komplementarnymi – także biorezonansowymi i ziołowymi. Powołuję liczne źródła.

Do artykułu nawiązuje notatka Mycoplasma odsłaniająca niektóre związane z nią tajemnice, zwłaszcza wokół stowarzyszonych  działań i wprowadzanych do medycyny nieporozumień. Ważne dla zrozumienia HIV, AIDS, różnych zakażeń, testów serologicznych i DNA oraz dla zdrowszego życia.

Z obydwoma powyższymi tematami wiąże się artykuł Czy niektóre choroby są sztucznie wywoływane? – cz. 1.
Część pierwsza, ponieważ zagadnienie jest obszerne.
Wśród takich chorób mocno podejrzana jest właśnie borelioza, co posłużyło mi jako wprowadzenie do tematu  – wg ostatnich informacji ze śledztwa w USA.

Innym głośnym ostatnio tematem jest technologia telekomunikacyjna 5G, którą na siłę władze chcą wprowadzić i w Polsce. Na świecie i u nas odbywają się liczne protesty związane z udowodnionymi szkodliwościami zdrowotnymi.
To obszerne zagadnienie do osobnego omówienia (szykuję). Przyczynki znajdziesz w artykule z 2018  Alert 5G, do którego dodałem ostatnio ważny dopisek.
Otóż chodzi o działanie pól torsyjnych (skalarnych), a nie fal elektromagnetycznych (te są tylko w 5G narzędziem ich precyzyjnego nakierowywania).
Sprawa dotyczy broni strategicznej, o czym wspominali już przed laty Barrie Trower, a obecnie naglaśnia to dr Diana Wojtkowiak, mówiąc o milowym skoku w tym zakresie i w nauce w ogóle. Stąd reglamentacja tej wiedzy w publicznym przekazie…
Przy okazji zaczyna się układać w całość podstawa naukowa wielu dotąd tajemniczych zjawisk: homeopatii, zdalnego uzdrawiania ale także zdalnego szkodliwego działania na ludzi (mind control), różdżkarstwa, telepatii, zjawisk psychotronicznych, nawigacji ptaków, oddziaływania miejsc na człowieka, itd. itp.
Wszystko za sprawą odkrycia 5. oddziaływania, dotąd nieznanego oficjalnej nauce, a już dość dawno stosowanego w tajnych projektach wojskowych. Fascynujący temat – do dalszego zgłębiania.

Wracając do leśnego życia. Obserwujemy wciąż wielką suszę. To budzi zaniepokojenie o plony, ale skłania też do szerszych refleksji. Głośnym tematem są zmiany klimatu. Omawiam to kolejny raz w artykule Wojna o klimat z kasą w tle. Nawiązuję do niektórych artykułów w prasie jak „Nowa religia – klimatyzm” Rafała Ziemkiewicza, „Szaleństwo klimatyczne” Tomasza Cukiernika, ale i szeregu innych.  Wciąż  obstaję przy tezie że mamy do czynienia z wielkim szwindlem w imię biznesu.
Jednak muszę i ja zmienić nieco swoją narrację.  Tak, człowiek ma wpływ na zmiany klimatu. Ale nie w tym sensie jak się to nagłaśnia propagandowo.
Pogoda, niezależnie od zjawisk kosmicznych i naturalnych, najwyraźniej wygląda na lokalnie sterowaną. Są ku temu odpowiednie środki techniczne i finansowe oraz motywacje.
Będę o tym jeszcze pisał, bo dotarłem do relacji alarmistów (whistleblowers). Klimat jest zwłaszcza sztucznie zmieniany w Europie wg określonego planu. W tym sensie jest to wpływ antropogenny.

Przechodząc do lżejszych tonów – na fali ocieplenia (chociaż mieliśmy ostatnio raczej zaburzenia pogody niż jednoznaczne ocieplenie) ruszyła w Polskę fala urlopowiczów i turystów. Chociaż kochamy Bałtyk – celowo zrezygnowaliśmy z tego kierunku w czasie wakacji ( -> Wczasowo). Nie lubimy tłoku.  W ogóle turystyka przybiera groźne rozmiary stwarzając szereg problemów. Zobacz starsze dywagacje na ten temat –https://lapidaria.home.blog/2018/08/05/turystyka-co-o-niej-myslec-cz-1/ ( i cz. 2).
Od dawna bardziej optuję za modelem skandynawskim, gdzie wiele rodzin ma domki letniskowe i tam spędza urlopy, przy okazji nie przyczyniając się do ciągłego zwiększania ruchu lotniczego. Zabrzmiało jak punkt manifestu zielonych ekologów, z którymi się nie utożsamiam, ale akurat tu widzę wielką hipokryzje tych, którzy nie poruszają tego aspektu a piętnują np. ludzi jako tych, którzy sami w sobie są zagrożenie  dla środowiska … oddychając  🙂
W tym kontekście niepokoi mnie też skala planowanego centralnego portu lotniczego w Baranowie pod Warszawą. W tym skala zagrożeń ekologicznych i dla zdrowia – zanieczyszczeń powietrza i hałasu – coś co przerośnie wszystko, czego dotąd doświadczyliśmy – przy planowanej  przepustowości 100 milionów pasażerów, a nawet mniejszej. Taka ilość nie koresponduje w żadnym stopniu z potrzebami Polaków – stąd pytanie: dla kogo będzie budowany jest ten port?

Jeszcze a propos ekologii. W „zielonej polityce” obserwuje się rugowanie samochodów na rzecz rowerów, a ostatnio w Warszawie (zapewne nie tylko) elektrycznych hulajnóg. Te ostatnie – przez brak uregulowanego statusu prawnego, hulają (nomen-omen) po chodnikach stwarzając zagrożenia, co miało już swe skutki. Jestem za takim sposobem poruszania się (chociaż to nie sprzyja nawykom ruchu dla zdrowia), ale w sposób cywilizowany – z poszanowaniem bezpieczeństwa pieszych. Przy okazji – niezwykle duże zainteresowanie wzbudził mój wpis na FB (5,5 tyś. udostępnień) o hulajnogach z własnym napędem z roku  …1916.

Natomiast ograniczanie ruchu samochodów w imię ekologii prowadzi się w sposób co najmniej dyskusyjny, jeśli nie głupi.
Zwęża się ulice, w tym o zasadniczym znaczeniu dla komunikacji. Ma to odstraszyć kierowców. Ale jest to przeciwskuteczne ekologicznie. Ulice się korkują. Pomijając samą uciążliwość, stratę czasu i ekonomię w ujęciu indywidualnym i zbiorowym, ruch przerywany generuje dużo więcej spalin niż w ruchu płynnym i szybszym. Te spaliny tworzą chmurę oddziaływującą na samych kierowców oraz przechodniów. Hamowanie co chwila ściera też okładziny hamulcowe przyczyniając się tworzenia niezdrowych pyłów. Samochody zagrzewają się. Spalanie jest większe. W sumie absurd do jakiego doprowadza ideologizacja pewnych aspektów naszego życia.
Podobnie tworzenie na siłę „stref relaksu” w miejscach zupełnie do tego niedostosowanych (ruch, spaliny, hałas, nagrzany asfalt, brak naturalnego cienia…) – jak na Placu Bankowym w Warszawie – na złość kierowcom, by nie mieli gdzie parkować przed Urzędem Miejskim, ale nie dając nikomu nic w zamian – owa strefa jest pusta, a kosztowała ok. 900 000 zł.

Cieszę się, że mam gdzie uciec od tych niedogodności, trudniej uciec od wiadomości o głupocie i różnych przekrętach.
Mam takie powiedzenie:
Głupota i naiwność karalne nie są. Ale gdy dotyczy to ministrów, decydentów itp. – grozi tragediami dla Narodu i powinny być karane.

Na tym zakończę mój cząstkowy „raport” lipcowy – idę na hamak, bo kusi kolejna ciekawa książka.
Udanych wakacji!

Wczasowo

Jeśli nie znajdziesz czasu na odpoczynek,
będziesz musiał znaleźć czas na chorobę.

Wydobyte z archiwum dawnego bloga „Mirrors” z 2007-08-22  stare refleksje, które potwierdziły się wielokrotnie (byliśmy nad Bałtykiem prawie co rok) i nadal są aktualne.
W [   ] parę późniejszych uzupełnień.

… Kolejne zadziwienia – tym razem z wczasów spędzonych w małym pensjonacie. 
Jak zwykle, nie twierdzę że jestem lepszy a nawet, że coś jest lepsze, tyle tylko, że istnieją metody, zachowania i zwyczaje bardziej przydatne i bardziej przyjazne ludziom. 

Obrazek 1
Idziemy na plażę ok. 9-9.30, gdy nie jest na niej tłoczno, wybieramy sobie fajne miejsce i delektujemy się przestrzenią. Nie ma jeszcze skwaru, a wiadomo, że dłuższe opalanie się między 10 a 15-tą nie jest zalecane ze względu na zagrożenia ultrafioletem.  [później dowiedziałem się, że między ok. 11 a 13 jest najlepsza pora na krótkie opalanie dla wytwarzanie w skórze witaminy D3 z promieniowania UVB – patrz Słońce- dobre czy złe?
Jest też o kremach do opalania, antyperspirantach itp.]
Dozując po trochu spacer, leżenie na słońcu i w cieniu wytrzymujemy tak do maksimum godz.13, po czym wracamy do pensjonatu, gdzie bez kolizji z innymi (czasem braki ciepłej wody) bierzemy prysznic, odpoczywamy trochę i pijemy aperitif (nie alkoholowy!) przed obiadem. Po małej sjeście poobiedniej (na dworze jeszcze skwar), po południu idziemy jeszcze raz na plażę, ale już raczej na długi spacer wybrzeżem, z małymi postojami wypoczynkowymi, już bez objuczenia parawanami, parasolami itp. 
W ogóle, leżenie godzinami bez ruchu to nie nasz styl, to nie odpoczynek. 
Natomiast, to co widzimy, to gremialne ściąganie ludzi na plażę po 11-tej i pozostawanie tam przez większość dnia, z posiłkiem w pobliskim barze fast-food. [właśnie takie ostre opalanie powoduje później różne dolegliwości a nawet choroby skórne  – jak wspomniałem w ww. artykule].

[W tym kontekście nie dziwi słynna wypowiedź Agaty Młynarskiej z 2016 r.  o tłoku, niskiej kulturze itp. nad morzem – chociaż było to tak mocno hejtowane. Może forma była nieodpowiednia, ale miało to sens. Nie chodzi przecież o to, by komukolwiek wzbraniać odpoczynku nad morzem, ale o to by zachowywać się prawidłowo.
Zagadnienie zahacza o turystkę w ogóle – pisałem o tym tutaj].


Obrazek drugi.
Wieczór. Do późnych godzin wokół grillowanie, biesiadowanie, picie, co prawdopodobnie wyjaśnia późne przychodzenie na plażę następnego dnia. Natomiast dziwi mnie i porusza, że małe dzieci towarzyszą rodzicom w tych biesiadach do późnych godzin! Maluchy, które powinny (tak przynajmniej było „zawsze”) już ok. 20. być w łóżkach buszują jeszcze po 23. 
I jeszcze o dzieciach. Coraz częstszy obrazek: dzieci 2-3 miesięczne towarzyszące rodzicom na wakacjach w pensjonatach, kwaterach, a nawet na plaży. Czy to jest w porządku? Nie będę rozwijał tematu – tym, którzy nie wiedzą o co chodzi polecam jakieś podstawowe lektury. 

Obrazek trzeci. 
Tak się składa, że w miejscu gdzie byliśmy, system ciepłej wody był mało wydolny i często brakowało jej do wieczornych kąpieli. A może to nie instalacja była niewystarczająca, lecz sposób jej używania niewłaściwy? 
Otóż, sąsiednie pokoje były „akustyczne”, dobrze wiedzieliśmy kiedy i jak się ktoś kąpie. 
Woda potrafiła się lać pół godziny. Czy to nie wyjaśnia sprawy? A przecież można polać się w minutę, namydlić i wyszorować prawie bez udziału wody w ciągu następnych paru minut i wypłukać dokładnie poniżej minuty… 
Można by mówić o oszczędności i ekologii, ale czyż nawet bardziej prozaiczne uświadomienie sobie, że zabiera się szansę kąpieli innym, jest takie trudne? 
Widocznie jest. 

[Przy okazji – jak to jest z tymi częstymi kąpielami? Zobacz artykuł Kąpiele  ]

A jakie są Twoje doświadczenia?

W tym roku nie pojechaliśmy nad polskie morze, chociaż kochamy Bałtyk ze względu na unikalne długie piaszczyste plaże, zwłaszcza puste, i uroki – nawet w niepogodę. Plan był taki by wyprzedzić ruch na początku szkolnych wakacji. Późniejszy najazd i ciasnota – to odstręcza. Ale czerwcowa pogoda była w kratkę, były też pewne obowiązki i nie wyszło.
Przy okazji – dlaczego bezpośrednie połączenia kolejowe do popularnych miejsc (np. Łeba  z Warszawy) nie funkcjonują – chociażby raz w tygodniu! – poza wakacjami?

 

Lepsza polska energetyka

Bez wiary potykamy się o źdźbło słomy, z wiarą przenosimy góry.
Soren Aabye Kierkegaard

geoteria - mapa
Złoża gorących wód są prawie pod całą Polską (kolor pomarańczowy)

Tytułowy temat „dręczy” mnie coraz bardziej wobec „jakiejś” monstrualnej indolencji kolejnych rządów w Polsce gdy planuje się naszą gospodarkę. Wziąłem w cudzysłów „jakiejś”,  bo domyśłam się przyczyn, o czym dalej.

Temat jest szeroki – dotyczy zasobów naturalnych, dyrektyw unijnych co do OZE (Odnawialne Źródła Energetyczne) oraz krajowych działań w tym zakresie, polskiego górnictwa i skandali z tym związanych, mitologii CO2 jako głównego czynnika zmian klimatu, nagonki na wiatraki, polityki antysmogowej, elektromobilności itd.
Dziś nie poruszę wszystkich tych tematów – wskażę głównie na geotermię.

Oprócz innych miejsc (np. Energetyka rozproszona, głupcze!) o energetyce pisałem już i tutaj – znajdziesz po tagu energetyka.

Przypomnę np. że ostatnio we wpisie Świat Polskich Odkrywców pisałem o ciekawych rozwiązaniach efektywnego spalania – zarówno paliw jak i odpadów. Osiąga się sprawność (wg  konstruktorów)  do 97%! i bardzo małą emisję pyłów, CO2  i szkodliwych substancji.
W Lapidaria listopadowe było o COP24, a we wpisie Koniec lata o naszych zasobach surowcowych, w tym energetycznych, gdzie powołałem materiał
Wybudźmy się z letargu medialnego: bogactwo albo pauperyzacja – skala zagrożeń bezpieczeństwa energetycznego

Tam Krzysztof Tytko ujawnia  prawdę i przekręty w sektorze energetyki i zasobów naturalnych.
Podobnie tutaj Komisja śledcza za grabież polskich złóż.
A z narady środowisk niezależnych – Wrocław – 29.X.2017 (Obywatelski Komitet Obrony Polskich Zasobów Naturalnych) – Marek Adamczyk, Krzysztof Tytko, Zbigniew Martyniak – https://youtu.be/IgtYSkvOlTk.

Jest zatem wiele materiałów – nie wymieniam wszystkich, bo teraz przechodzę do tematu bieżącego – geotermii.
Chociaż, przepraszam – „bieżącego”  … od dziesięcioleci.
Oto przykładowo audycja w TVP2 z 2009 r. podczas której Jan Pospieszalski dyskutuje ze specjalistami:
prof. Mariusz Orion Jędrysek, prof. Jacek Zimny, prof. Ryszard Kozłowski, Witold Maziarz –
https://vod.tvp.pl/video/warto-rozmawiac,przyszlosc-polskiej-energetyki-29012009,287898
(niestety trzeba przebrnąć przez długie reklamy i nie zrażać się ew. komunikatem o niedostępności).
Linki przy nazwiskach kierują do stron dyskutantów lub innych miejsc w sieci, gdzie znajdziemy dużo ciekawych materiałów o tych osobach, ich pracach i poruszanych tu zagadnieniach).

Telegraficznie:
Polska stoi na bogatych  złożach wód termalnych – wg ocen pokrywających z nawiązką (do 150 razy) krajowe potrzeby. Jest wykonanych ponad 30 000 odwiertów. Ich wykorzystanie (choćby częściowe) dla ciepłownictwa uwolniło by obciążenie istniejącej energetyki od potrzeb importu ropy i gazu, a dodawszy nasze  duże pokłady tych surowców oraz podziemną gazyfikację węgla (na wodór i inne gazy palne – dla energetyki o większych mocach) spowodowałoby że stalibyśmy się docelowo eksporterem na większą skalę niż Kuwejt.
Mowa jest też o energetyce rozproszonej (odpada przesył i uzależnienie od molochów energetycznych), o balneologii, o ośrodkach SPA, które mogłyby zarabiać na turystach, służyć zdrowiu, itd.

Minęło 10 lat, były raporty i plany_rozwoju – np. http://bit.ly/EnergPL i co mamy dziś?
Nawet gdyby, zważywszy pewne trudności techniczne, wykorzystać tylko część tych możliwości – moglibyśmy być przynajmniej samowystarczalni a docelowo europejskim potentatem energetycznym.

Energetyka ma dla nas znaczenie strategiczne nie tylko w świetle aktualnego „bezpieczeństwa energetycznego” ale w budowie naszej siły gospodarczej a zatem i politycznej. .

Co do złóż i technologii oczywiście należy  uwzględnić koszty dotarcia, które w niektórych rejonach będą duże, a w innych złoża są już na wyciągnięcie ręki – to kwestia odpowiedniej polityki energetycznej i ew. pomocy państwowej. Podobnie z technologią – tu moglibyśmy stać się pionierem i trendsetterem. I zarabiać na tym dodatkowo, uruchomić komplementarne innowacje, uwolnić się od obciążeń z powodu opłat emisyjnych.
Decydowałby rachunek ekonomiczny w szerszym kontekście, ale jeśli możemy zyskać np. teoretycznie 10 razy więcej niż mamy, to nawet osiągnięcie 2 razy więcej byłoby świetnym osiągnięciem. Potrzeba tylko determinacji, odwagi, wiary …
Niestety rządy jak dotąd bagatelizowały/sabotowały (?) ten olbrzymi potencjał.

Ech, polityka

Chyba kluczem jest dewiza „Nie pytaj jak i komu możesz pomóc, ale komu zaszkodzisz” – tak +/- działali u nas politycy. Oportunizm. Ale opportunity znaczy też szansa. Jest zdradą stanu/Narodu nie skorzystanie z tak wielkiej.
Domyślam się że chodzi o interesy obecnych potentatów energetycznych, zwłaszcza tych którzy są powiązani z zagranicą. Także interesy zagranicznych koncesjonariuszy naszych złóż, którzy mają nadzieję sami je eksploatować albo je unieruchomić by nie stanowiły  konkurencji.
Mam nadzieję, że ten zgubny i niemądry kierunek w polityce będzie odwrócony. Chyba że już za późno? W każdym razie dotychczasowa krótkowzroczna a prawdopodobnie i korupcyjna polityka już poczyniła wielkie szkody w naszym majątku i zabrała nam lata rozwoju. Im dalej będziemy brnęli w głupotę i dalsze nietrafione pomysły strategiczne, tym będzie trudniej i drożej.

Wśród polskich aktualnych polityków znam niewielu, którzy się o tym wszystkim wypowiadają. Oprócz posła Jarosława Sachajko zwrócę uwagę na Jacka Wilka (obecnie w ramach Konfederacji).

Z ostatnich dni – poseł Wilk był gościem na jednym z „wieców” wyborczych Roberta Biedronia  na Śląsku, gdzie ku zaskoczeniu prowadzącego zyskał zainteresowanie a nawet aprobatę dla tezy o wartości węgla dla naszej gospodarki – przy wykorzystaniu jego gazyfikacji. To był przykład jak świadomość tego rozwiązania jest mała i należy to zmieniać. Nagranie: https://www.facebook.com/JacekWilkPL/videos/811423522590263/

Powtarzam – jesteśmy bardzo bogaci w surowce i moglibyśmy się stać jednym z liderów energetycznych i w powiązanych technologiach.

Prywatne podsumowanie kwietnia 2019

Pozwólmy ludziom być szczęśliwymi według ich własnego uznania.
Bolesław Prus

 

  • Nastąpiło otwarcie nowej wersji bloga – tej, którą czytasz. Opisałem to w tym wpisie.
  • Wciąż są sprawy do poprawienia. Np. teraz piszę w innym tutejszym edytorze – będę porównywał możliwości, formatowanie itp.
  • Opublikowałem kolejne miesięczne resume wpisów mojego serwisu Lepsze Zdrowie – patrz Nowości kwietnia 2019.
    W telegraficznym skrócie przedstawiam je tym banerkiem

nowosci LZ

i tekstowo w skrócie:
O technologii 5G cd., artykuły o żywności i ukł. pokarmowym, mleko i laktoza, rola układu limfatycznego, niezwykli terapeuci, nowe produkty, co jeszcze daje nam kawa, zapowiedzi imprez, sprawy polityczne (alert!), moje artykuły w innych miejscach, projekty w toku i … wiele więcej.
A już po ww. nowościach ukazało się parę ważnych wpisów na fanpage Zdrowie i Fitness dla Ciebie.
Dla nowych odwiedzających tę stronę wyjaśniam, że fitness w nazwie był związany z pierwotną jej misją, która teraz znacznie ustąpiła ogólniejszej i ważniejszej sprawie jak zdrowie w ogóle. 

  • Skoro o Facebooku, to wspomnę jeszcze o stroniczce Moc Wiedzy, którą powoli odbudowuję po dłuższym zastoju w poprzednich latach. Zapraszam!
  • Zamierzam umieścić tu wiele nowych wpisów, co do niektórych jestem pewny, co do innych chciałbym wysondować, co by Was interesowało przede wszystkim, i dlatego zamieszczam poniższą ankietę. To moje pierwsze podejście z ankietą z danej aplikacji – nie wiem jak się sprawdzi. Proszę o głosowanie.
    Zdaję sobie sprawę, że przy małej jeszcze odwiedzalności bloga liczba odpowiedzi będzie też mała i niemiarodajna, ale ta ankietka będzie tu Jakiś czas. Procentowy udział tematów będzie oczywiście się zmieniał wraz z kolejnymi odpowiedziami. Tematy już opracowane będę odznaczał lub usuwał.

Uwaga: uruchomienie podglądu wyników trochę trwa. 

  • Pogoda. Koniec kwietnia a bzy w pełni rozkwitu, kwitną kasztany, w sadach już zawiązane niektóre owoce, akacje mają liście, pylą topole, w lesie konwalie i już rosnące jagódki…
    Wiosna przyspiesza. Jej uroki cieszą, ale … to w czerwcu będzie lato, a w sierpniu już jesień?
    W Warszawie w kwietniu spadły tylko dwa deszcze nie licząc czegoś na podobieństwo świątecznego kropidła. Centralną Polskę omijały niże, jest wielka susza. To bardzo niekorzystne dla rolnictwa, dla lasów (w tym duże zagrożenie pożarowe) i dla ludzi – dużo kurzu w powietrzu.

    Pozdrawiam majówkowiczów z mojej majówki!

Lapidaria marzec 2019

Chory jest ten, kto unika miłości.
Sokrates

1. Nowości marcowe serwisu LepszeZdrowie.info skupiły się głównie na podsumowaniu wpisów na Facebooku. Moje perypetie zdrowotne i szpitalne, które tam krótko opisuję, zabrały sporo czasu i energii. 
Teraz błąkam się od lekarza do lekarza, bo sprawy sie komplikują i widzę, że moje dawniejsze krytykowanie obecnej medycyny znajduje praktyczne i osobiste potwierdzenie. Działanie „aby-aby” i wg schematu „jednostka chorobowa” > lek > dawka – bez wnikania w przyczyny i korelacje. Poruszam na stronie między innymi takie tematy: o leczeniu i uzdrawianiu, metoda klawiterapii, rodzaje i leczenie refluksów, czy mleko jest zdrowe, niebezpieczeństwa 5G i szczepień, metody na raka, co dla duszy to i dla ciała, S7Concierge(sprawdź co to jest).

nowości marcowe LepszeZdrowie.info

2. Pewne tematy wracają. Na przekór głosom, które bagatelizują takie sprawy jak technologia 5G lub przyczyny globalnego ocieplenia, ja – nomen omen niepokornie, widzę to albo odmiennie lub przynajmniej ostrożniej.

Co do 5G, to po tutejszym wpisie Alert 5G napisałem jeszcze notatkę 5G- niebezpieczna technologia.

Temat zjawiska ocieplenia klimatu i jego źródeł jest znacznie obszerniejszy, zatem rozbijam go na odcinki o nazwie Zmiany klimatu – co o tym sądzić?
Pierwszy z przynajmniej trzech znajdziesz tutajNastępne ukażą się tamże – przewiduję że w kwietniu.
Zanim pójdę dalej pozwoliłem sobie na ogólniejsze refleksje – zarówno o klimacie jak i obliczu współczesnej nauki. Tak jak widzę degrengoladę w medycynie chorób przewlekłych, tak i dzieje się gdzie indziej. Notatka ma tytuł Uciekinierzy z systemu
A propos – czy i ty nie miewasz ochoty by wyrwać się z Sytemu?
Nawet jeśli miejscami się mylę, to przynajmniej w tym odczuwam pewien komfort, że w jakiejś mierze to mi się udało.

3. Te notatki są umieszczone na stronie Moc Wiedzy – jeszcze mało znanej. Wpadnij – może polubisz?

5. A propos wiedzy i ostatniej informacji o tym, jak mało Polacy czytają (nawet tych, którzy przeczytali chociaż jedną jest tylko 37%). Podane źródło przedstawia szereg danych szczegółowych oraz analizę przyczyn. Obawiam się że te przeczytane to często pozycje o małej wartości…
Co możemy zrobić? Wręcz mikroskpijnie wspieram czytelnictwo wpisami na Future Books, chociaż przyznam że rzadko – obecnie wolę czytać (obłożony jestem wieloma książkami) niż pisać.
Statystyki mocno podbija moja żona – przynajmniej dwie książki tygodniowo. Też na tym korzystam, bo opowiada mi o nich 🙂

6. Przypominam, że z końcem kwietnia platforma blox przestanie istnieć. Zamierzam się przesiąść z tym blogiem na wordpressa, ale zrobię to chyba nie prędzej niż w połowie miesiąca.

7. Na zakończenie akcent liryczny od mojego ulubionego wykonawcy i autora – Kortez śpiewa Hej, wy! Zwróć uwagę także na słowa.

Lapidaria lutowe

Czas i zdrowie to dwa cenne skarby,
których nie rozpoznajemy
i nie doceniamy dopóki się nie wyczerpią.

Denis Waitley

1. Wróciłem ze szpitala po operacji brzusznej. Miałem trochę „pietra”, bo dysfunkcja była nietypowa (wrodzona a ujawniła się wyraźnie po 70.). I pierwsza operacja w życiu. Wygląda, że wszystko przebiegło dobrze, ale czuję się mocno osłabiony i ciężko mi się do czegoś zabrać. Ale jest nowe praktyczne doświadczenie.
Szpital nowy, elegancki, dobrze wyposażony, czystość idealna. Nieco gorzej z jedzeniem – śniadanie i kolacje – na okrągło 3 kromki chleba z margaryną (albo lekarze nie wiedzą, że to szkodliwe, albo brak funduszy na coś lepszego) i parę plasterków wędliny lub sera. 

sniadanie

Podobnie  z personelem – widać braki kadrowe, czasem trzeba długo czekać na lekarza lub pielęgniarkę – mają za dużo pacjentów. Nasłuchałem się i napatrzyłem się na ich różne niedole, i jak wiem od dawna – część z nich pochodzi od samej medycyny.
Mówię o tym od lat na http://www.LepszeZdrowie.info.

2. Jak zwykle zrobiłem tam miesięczne podsumowanie miesiąca (tym razem sporo wcześniej  – przed szpitalem). Zaaferowany swym sprawami zdrowotnymi tym razem jest to tylko podsumowanie zdrowotnych wpisów na Facebooku.

Telegraficznie:  o perypetiach onkologii i wakcynologii, znaczenie witaminy D, Pogotowie Sepsowe i Deklaracja Helsińska, poradnik akcji ratunkowej (serce), wybudzanie ze śpiączki, o technologii 5G, wskazówki żywieniowe i dużo więcej… Zobacz – www.lepszezdrowie.info/news2.19.htm 

3. Z braku tej energii już przed szpitalem odsuwam w czasie prace na zapowiedzianymi książkami (patrz wśród anonsów wpis Na zakończenie 2018 r. z odnośną wzmianką), tym bardziej że dochodzą nowe materiały i wglądy, które warto uwzględnić. Świat i polityka pędzą do przodu (przodu?). By dokonać  zmian na lepsze  – nie obejdzie się jednak bez polityki. Na Facebooku prawie się tym nie zajmowałem, obecnie chciałbym uaktywnić starą i nie używaną od dawna stroniczkę SiteTalkGlobal, która utraciła swoją pierwotną rolę (zmiany w firmie) i tam właśnie od czasu do czasu wrzucać niektóre refleksje i newsy. Podobnie jak na https://twitter.com/etsaman2.

4. Jak tutejsi blogowicze już wiedzą – z końcem kwietnia blox przestanie istnieć. Na razie nic z tym nie robię, ale przygotowuję się do przesiadki na wordpressa. Tymczasem rezerwuję sobie nazwę Lapidaria (chociaż nie wykluczam innej).

5. Ostatnio mamy skrajnie anormalne zjawiska pogodowe – były wielkie śniegi i mrozy w USA ( Chicago podobno do -50 st.C, co nawet uwzględniwszy zimny prąd zatokowy przedtem się nie zdarzało, to przecież miasto na równoleżniku śródziemnomorskim!). Już wiosna w Anglii, w Niderlandach, a u nas praktycznie brak zimy, a zima na Bałkanach a nawet w północnej Afryce. Co o tym sądzicie?
Podejrzewam manipulacje przy pogodzie. Ale to oddzielny temat…

 

 

Lapidaria listopadowe

… czyli parę nowości z listopada 2018.

Dla triumfu zła potrzeba tylko, żeby dobrzy ludzie nic nie robili.
Edmund Burke

Nowości zdrowotne miesiąca na Lepsze Zdrowie.info
Między innymi: 
O czterech niezwykłych lekarzach i uzdrawiaczach, o zamachu na kobiety, dalszej propagandzie szczepień i jej nonsensach, jak kłamstwo i manipulacje zabijają, porady zdrowotne, obszernie o witaminie D i wiele więcej…
Zapraszam!

_____________________________________________________

Ebook w tym roku?
Na ww.stronie i na tym blogu zadeklarowałem napisanie ebooka „Co się dzieje…”
Mam olbrzymią ilość materiału, która kusi by go tam upchnąć i … trudno to idzie. Nie wiem czy zdążę przed końcem roku.
Pojawiła się i inna wątpliwość. 

Ktoś, kto przeczytał pierwszy konspekt tej książeczki, powiedział: odważna – nie boisz się?
Odpowiadam: przecież mówi o tym, co sam możesz odnaleźć – w tym sensie to żadna tajemnica. I to mikroskopijny fragment tego, co jest już w sieci. Tyle że zebrałem wybrane wątki. Gdybyś zobaczył jak odważnie, czasem głęboko – z podawaniem nazwisk i „obrazoburczo” pisze wielu innych, to moja wypowiedź wygląda jak grzeczne wypracowanie szkolne…
– Ale po co to robisz?
Odpowiedziałem: Znasz taką maksymę? – „Dla triumfu zła potrzeba tylko, żeby dobrzy ludzie nic nie robili.” (jedna z wersji myśli Edmunda Burke).

Napisałem przyczynkowo, przynajmniej dla czystego sumienia, bo realnie niewiele mogę. Ale jak mówi inne powiedzenie – „Największym błędem jest nic nie robić, ponieważ możesz zrobić niewiele. Zrób to, co możesz.” (Sydney Smith).
No… zobaczymy, może trzeba będzie coś złagodzić.

_____________________________________________________

 Zaczęła się w Katowicach Międzynarodowa Konferencja na temat klimatu COP24.
Mam wiele obaw w kwestii #COP24 – kierunki narracji są pełne fałszywych lub nie udowodnionych tez, a w Polsce wciąż milczy się o naszych olbrzymich naturalnych zasobach energetycznych i alternatywnych technologiach, które mogłoby uczynić nas potentatem i całkowicie uniezależnić.
Co do elektrowni wiatrowych to mamy nowych Don Kichotów błędnie walczących z grupką ekoterrorystów, których argumenty są miałkie i często fałszywe. Mamy dla nich poświęcić dywersyfikację oraz utracić ciężko uzyskane 9% uzysku energii z OZE w obliczu zobowiązań międzynarodowych w sprawie emisji CO2, cofając się o dodatkową dekadę? Zapowiedziano demontaż turbin lądowych. Podobno to fałszywa informacja, bo…Jakim prawem i z czyich pieniędzy? Czy i kto zwróci nakłady (wiatraki, infrastruktura, działki), wypłaci odszkodowania od zawartych umów i za oczekiwane zyski inwestorom?
Za mały akcent kładzie się na energetykę rozproszoną. Pisałem o tym dość dawno i obszernie –
https://www.facebook.com/notes/leszek-korolkiewicz/energetyka-rozproszona-g%C5%82upcze-1/1471888926182234/  i cz. 2
https://www.facebook.com/notes/leszek-korolkiewicz/energetyka-rozproszona-g%C5%82upcze-2/1472037846167342/
Gdy przyglądam się polskiej energetyce, to widzę raczej sabotaż niż mądry plan rozwoju. 😦

_____________________________________________________

Zbliżają się święta Bożego Narodzenia i nowy rok.
Są ludzie, którzy niestety nie mają pogody ducha na ten czas. Wpłatali się w kredyty lub chwilówki, w jakieś paskudne długi, których nie mogą spłacić.
Przypominam, że mogą liczyć na pomoc.
Ujmę to hasłowo:
Masz problem z długiem, komornikiem lub firmą windykacyjną?
Masz pożyczkę chwilówkę i spłacasz dużo więcej niż powinieneś? 
Otrzymałeś Sądowy Nakaz Zapłaty?
Natrętny windyktor uprzykrza życie Tobie, Twojej rodzinie lub Twoim znajomym?
To tylko niektóre z takich przykrych spraw. Jeśli masz takie kłopoty – zgłoś swą sprawę tutaj 
>> http://bit.ly/NIEwindykacji
Piszę to w poniedziałek, więc jak w każdy inny poniedziałek jest okazja dowiedzieć się więcej.
Bezpłatny webinar pt. Co zrobić, żeby zacząć wszystko od nowa?
Wiele osób borykających się z problemem z długami nic z nim nie robi, bo nie wie gdzie szukać pomocy, od czego zacząć, czy w ogóle jest dla nich jakiekolwiek rozwiązanie.

Prowadzący deklarują – my jesteśmy Twoim rozwiązaniem!
>> http://bit.ly/webinarPrawnik <<
Możesz też pomóc innym, bo tak jak my, uważasz, że na to zasługują i jednocześnie … na tym zarobić.
Dowiedz się o tym wszystkim dziś (poniedziałek, 03.12), godzina: 20.00
czas trwania: 1,5 godziny.
Zaprezentujemy „od A do Z” czyli jak pomóc sobie, innym i zarobić w STOPWINDYKACJI.
Będzie o:
część I: opowiemy o problemach dłużników i podpowiemy w jaki sposób można pozbyć się długów,
część II: przedstawimy możliwości zarabiania w ramach projektu Stopwindykacji, dowiesz się jak możesz zarabiać na sprawach zgłaszanych z Twojego polecenia

Nie przegap takiej okazji!
Bądź 7 minut wcześniej, aby zająć wygodnie miejsce. Liczba miejsc jest ograniczona, a logowanie trwa tylko do 20.00!

OK, miało być lapidarnie, czyli krótko, więc starczy…

Najdłuższe lato?

Jesień, ale wrzosowi zazdroszczą odradzające się borówka i żarnowiec

Po raz kolejny wracam do ulubionego tematu – wakacji i przyrody. Ten czas jest unikalny, bo już niedługo minie, wszyscy do niego tęsknimy, więc … carpe-diem.
Nie pcham się w turystyczny tłok sezonu. Co prawda, na jesieni, jak co roku, przewiduję dalsze wypady, ale teraz wystarcza mi moja chatka w lesie i wycieczki po okolicy. I w tym zakresie wyjętym z szerszego tematu szkicuję te wakacyjne migawki.

O swym leśnym refugium pisałem wielokrotnie – czasem w kontekście innych spraw. Dla nowych Gości mojego bloga wskażę np.:

Poezja przed burzą
Z lasu 2018 czyli kolejne wakacyjne impresje-1   (tam polecam fragment o Shinrin-Yoku)
Z notatnika letnika – sierpień (2013)
Z notatnika letnika – sierpień (2015) …,
więc poniższą refleksją trochę się powtarzam. Ale to wynika z zachwytu mieszczucha z życia wśród przyrody – nie sposób tego nie artykułować.
Ileż tu obserwacji!

W leśnym domku mamy codziennie różnych gości. Obcujemy na co dzień z kotami.
Młode koty (piątka, stale głodne), czasem ich mama, ojciec, rzadziej babcia, czasem jakiś przybłąkany gość z okolicy.
Które to już pokolenie? W każdym razie liczone w dziesięciolecia, a każdy rok to nowy miot. Pewne koty pamiętamy, inne gdzieś przepadły, czasem pojawi się nieznany gość z innego rewiru. Widać różne hierarchie, animozje lub tolerancje. Są to koty półdzikie, przy czym nowe kotki dość szybko się oswajają. Potem część przetrwa zimę, chociaż wtedy już muszą liczyć tylko na siebie, bo w zimie nikt tu nie mieszka na stałe. Ciekawe zwierzęta. Rozkoszne w zabawie, okrutne w polowaniach, mające swoje charaktery, humory. Obecna matka kotków jest bardzo nieufna, syczy gdy się do niej zbliżyć – nawet z jedzeniem, a dostają go od nas sporo i wydawało by się, że to powinno ją obłaskawić. Jakieś złe doświadczenia z ludźmi? Jest, zwłaszcza w starszych kotach, jakieś dostojeństwo – chadzają powoli, z godnością. Oczywiście – swoimi drogami. Ale tyle o tym napisano, że nie będę się wysilał na coś nowego.
Mamy kota seniora-rezydenta o imieniu Jarek, który chroni swój rewir. Pojawił się niedawno inny młody kocur. Pogonił naszego Jarka wysoko na drzewo, był to chyba efekt zaskoczenia, bo potem musiał nastąpić jakiś odwet, ponieważ nowy pretendent już później się nie pokazał.

kot Jarek na drzewie

Zjawiają się na obrzeżu działki dzięcioły konkurujące po części z dwoma wiewiórkami (które, o dziwo, zjadają też renklody). Podziwiam ich perfekcję w ruchu i odwagę gdy karkołomnie przeskakują z drzewa na drzewo. Są zadziorne, fukają ze złością gdy chce się je odpędzić od leszczyn, ale i tak robią swoje.
Szpaki, drozdy, sójki i liczne małe ptaszki, których nazw nawet nie znam… Mieliśmy na wiosnę wspaniałe koncerty, ale i teraz podśpiewują od czasu do czasu. No, może nie wszystkie podśpiewują, bo sójki i sroki raczej donośnie skrzeczą. Zwłaszcza gdy swarzą się, często z gonitwami w których podziwiam przebijanie się poprzez gęste listowie.
Szpaki i drozdy kręcą się zwłaszcza  koło aronii, która w tym roku mocno obrodziła. Trzeba było założyć siatki, ale i to niezupełnie pomaga – widziałem ptaka, który długo deliberował jak się pod nią dostać i w końcu wypatrzył drogę od spodu. Dostał nauczkę, gdy chciał wyfrunąć i plątał się w tych sieciach – pomagam w takich przypadkach.
Krety robią sporo szkód, to podziemie, o którym wolę nie myśleć. Podobnie jak o osach na strychu i wielu gatunkach ciem, które wieczorami atakują okna.
Duże pająki (wchodzą zapewne przez stale otwarte okienko łazienkowe?) wpadają nader często do wanny i nie mogą się z niej wydostać, więc wynoszę je cierpliwie na kartoniku za werandę. A pszczoły zbierają pyłek z kwiatów…
I żyjemy wszyscy w zgodzie, a nawet mam z tego wiele uciechy – zwłaszcza z figli kotów.
Ten rok był wyjątkowy – ze względu na długość letniego sezonu i przeważającą suszę. Widać to zwłaszcza w lesie – w naszym rejonie jagodnik nie wydał owoców, borówka słabiutko, grzyby pojawiły się dopiero skromnie we wrześniu. Pyliste i piaszczyste od suszy drogi są nieprzyjazne marszom  i rowerom.
Już widać jesień.

Za to sad obrodził aż nadto. Kwitnienia nie zakłóciły przymrozki. Mieliśmy klęskę urodzaju wczesnych jabłek. Przyjechaliśmy po głównym „zrzucie” jedego z drzew – nie nadążając ze sprzątaniem spadów i zagospodarowywaniem tych owoców, które jeszcze się nie zepsuły.

To, że nie pryskamy niczego chemikaliami ma tylko jeden minus – wiele jabłek i śliw psuje się już na drzewie, zwłaszcza pod wpływem tegorocznych upałów. Zrobiliśmy dużo przetworów. Ledwie skończyły się jabłka letnie (mamy jeszcze zimowe), to kolejny nadurodzaj dały mirabelki. Znów powstało sporo przetworów (głównie do ciast), ale była taka tego ilość, że wywoziłem do lokalnego kompostowania i do zabrania przez śmieciarkę gminną całe ich taczki.

Pewnie zdziwisz się że w ogóle zbieramy mirabelki. Tak, są w pogardzie – zalegają ogrody i drogi i nikt po nie się nie schyla. Ale mirabelki mirabelkom nierówne. Zaskoczę cię (prawdopodobnie) informacją, że ten owoc jest hołubiony we Francji, gdzie znają się na smakach.
Tam głównym producentem tego owocu jest Lotaryngia. Rocznie zbierają ok. 15 tysięcy ton mirabelek (80% światowej produkcji, co oczywiście nie oznacza że policzono te dziko rosnące). Eksportowane są zwłaszcza do USA.
Mirabelka dostała znak przysługujący najszlachetniejszym produktom spożywczym i płodom rolnym Identification Géographique Protégée (IGP). Miasta Metz i Nancy, w  których okolicach króluje odmana odpowiednio zielonkawa i z czerwonym rumieńcem, znane są z festiwali mirabelkowych.
Robi sie z nich konfitury, dżemy, nadzienia do tart, nalewki. Konfitury podaje się głównie do mięs, co i my praktykujemy, zwykle dodając do konfitury z aronii i suszonych śliwek.

Chociaż jestem rodowitym mieszczuchem, to odzywa się we mnie jakiś atawizm, czy to po dziadku z ziemiańskiego rodu, czy jakiś starszy, biologiczny?
Dawno temu napisałem taki wierszyk:

            Atawizm

Co w trawie piszczy kocham bardzo

i nachylam się nad nią pobożnie,

ręce me różne źdźbła głaszczą,

podnoszę jakiś drobiazg ostrożnie.

            Coś tam pełza małego

            – wielki jesteś Boże,

            tyle ruchu, tyle życia,

            kto zrozumieć to może?

 Doskonałe w swej prostocie,

w złożoności nie do wiary,

coś patrzy na mnie, potem biegnie

– zwracam to ziemi starej.

             Przywieram do niej mocno,

            sobą całym,

            z bliska inny świat podglądam

            – piękne jest w małym.

Nie myśl jednak, że siedzę cały czas w obrębie swego obejścia. Przeciwnie. Codziennie odbywamy z żoną długie lub krótsze wycieczki lokalne, głównie leśne – pieszo lub rowerowo. Ruch jest ważny – to panaceum na wiele spraw zdrowotnych. Okolice są ładne, miejscami piękne, chociaż coraz bardziej okrajane z zieleni przez gospodarkę leśną, którą tutaj podejrzewam o odchylenie rabunkowe. Pisałem o tym parę razy w poprzednich wpisach.


Na tych spacerach lubimy położyć się gdzieś na mchu i patrzeć w niebo.

Na wycieczkach lubimy poleżeć patrząc w niebo
Oto leci wysoko jakiś duży czarny ptak. Żona pyta: co to jest? Szybko nadchodzi odpowiedź z góry – kra! kra!
Kruki opuściły pobliski ścięty las i przeniosły się sporo dalej. Odkryliśmy ich nowy rewir.

Mieliśmy tego lata sporo ciekawych wycieczek po nadbużańskich okolicach, ale to na tyle obszerny temat, że o tym później osobno.

Tegoroczne prawie trzy miesiące w lesie to także różne zajęcia pozaturystyczne. Czytam, piszę, słucham audycji, udzielam sie trochę w mediach społecznościowych. Zatem pozwolę sobie przemycić tutaj aktualną wzmiankę o moim podstawowym zainteresowaniu – zdrowiu, i przekazać krótkie resume nowości na www.LepszeZdrowie.info.

I tak w sierpniunie tylko o zdrowiu np. o sztucznej inteligencji oraz wątpliwościach z zakresu podstaw fizyki. Także biotechnologie, telemedycyna, o badaczach i terapeutach rosyjskich oraz niezwykłych polskich pionierach i odkrywcach. O uzdrawianiu duchowym. Plus nowinki na stronie Zdrowie i Fitness i … dużo więcej.

A w lipcuMedycyna uwikłana w politykę, walka o prawdę i Polskę z udziałem oddolnych ruchów społecznych, w tym ustrój demokracji bezpośredniej na kształt szwajcarski (ebook!), zagrożenia globalne, o terapeucie Stanisławie Olszewskim, odżywianie przy odchudzaniu, nowości z facebooka i wydawnicze, …

Nie cofam się bardziej wstecz – jeśli te sprawy cię interesują (myślę, że zdrowie jest ważne dla wszystkich), to zachęcam do samodzielnego pobuszowania po Nowościach lub w lokalnej wyszukiwarce.

Oczywiście leśny domek, ogród, działka i okolice to nie tylko byczenie się, obserwacje i ww. prace i rozrywki umysłowe. Oprócz zadań planowych prawie codziennie dochodzą sprawy bieżące a nawet nieoczekiwane problemy, zwłaszcza typu: coś naprawić, wyciąć, podlać lub przesadzić.
Ale to mało interesujące, więc do następnego odcinka o wycieczkach…

Turystyka – co o niej myśleć / cz. 1

Wiele rzeczy małych stało się wielkimi tylko dzięki odpowiedniej reklamie.

Mark Twain

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tłumy nad Morskim Okiem

Mam wakacyjny „temat na czasie”.

To turystyka – zagadnienie na tyle obszerne że istnieją odpowiednie instytuty i kierunki studiów. To nie dziwi, bo to bodajże najdynamiczniej rozwijająca się dziedzina gospodarki.

Od razu zawęźmy – nie chodzi o podróżowanie (służbowe, biznesowe, dyplomatów itp. – co jest zrozumiałą koniecznością), ale o turystykę stricte.

Stare powiedzenie mówi „navigare necesse est”, a zanim powstało – turystyka już funkcjonowała.
Oprócz wielkich migracji starożytności i przemieszczania się w trakcie podbojów, które były wymuszone swoistymi przyczynami, z odnotowanych pierwszych podróży o charakterze turystycznym były te związane z udziałem w obchodach świąt religijnych w Starożytnym Egipcie, przy okazji będące okazją podziwiania świątyń i piramid. Podobny cel miały podróże starożytnych Greków, którzy udawali się głównie do wyroczni w Delfach oraz świątyni Zeusa w Olimpii. Tysiące osób przybywało na rozgrywane co cztery lata igrzyska olimpijskie.
W starożytnym Rzymie udawano się dla celów leczniczych i wypoczynkowych do rozmieszczonych na obszarze całego Imperium kurortów, spośród których największą popularnością cieszyły się: Baden-Baden, Baile, Herculane, Vichy, Baiae, Neapol, Capri, Bath, Puteoli.

Tak moglibyśmy iść przez wieki. Wykształciły się specyficzne rodzaje turystyki związane z jej celami. I tak można wymienić przynajmniej turystykę: poznawczą (krajoznawczą), zdrowotną, wypoczynkową, religijną, biznesową, rozrywkową (w tym np. festiwalową), hobbystyczną (np.kulinarną), sportową (tzw. fanoturystyka – wyjazdy związane z chęcią uczestnictwa w wydarzeniach sportowych), kwalifikowaną – dla osiągnięć sportowych lub okołosportowych, integracyjną (wymiana młodzieży, poznawanie swych korzeni)  i wiele innych.

Po tym porządkowym wstępie chciałbym przejść do osobistych refleksji, które mogą wydać ci się dyskusyjne, ale właśnie o to mi chodzi – jak w tytule.

Najbardziej obecnie popularną wydaje się turystyka wypoczynkowa. Zapracowany człowiek pragnie w końcu odpocząć. Oderwać się od codzienności. Dlatego turystykę należy też traktować jako zjawisko psychologiczne.
Sposoby wypoczywania mogą być różne. Jedni wolą „byczyć” się przez dwa tygodnie, prawie nie ruszając się z miejsca, maksymalnie sobie dogadzając, chętnie all inclusive, inni dobrze się bawiąc, inni rekreując się aktywnie – wędrówki, zwiedzanie, przygoda.

Są w tym różne mody, z których widoczne jest snobistyczne pokazanie znajomym gdzie się było – najlepiej gdzieś w egzotyce, na drogiej wycieczce lub w wypasionym hotelu. Lecą w sieci selfie i sąsiedzi zazdroszczą.

Charakterystycznym zjawiskiem jest coraz większa masowość turystyki. Wynika to z następujących trendów:

  • większej ilości czasu wolnego wraz z większą ilością wolnych zawodów oraz mechanizacją i usprawnianiem pracy; pewną rolę odgrywają tu też łatwe (okazyjne, promocyjne, citybreak) wyjazdy na krótko

  • wakacje poza domem przestały być  luksusem dla coraz większej liczby ludzi, w zw. z podnoszeniem stopy życiowej

  • powstaje coraz więcej możliwości – więcej hoteli, usług, biur podróży i ich agentów, większe zróżnicowanie ofert

  • lepsza informacja i rola reklamy, która pokazuje atrakcyjność wyjazdów i gra na uczuciach, takich jak ambicja bycia na równi z podróżnikami lub bogatszymi od siebie, przygoda, fantazja, luksus i przyjemność, w połączeniu z atmosferą wyłączności.

I tu dochodzimy do pierwszego zagrożenia lub przynajmniej minusu z tytułu owej masowości.

Ogólnie nazwałbym to rosnącą bylejakością turystyki – tej dla mas. Masowość to głównie najtańsze oferty – ilość zamiast jakości.
Przepełnione atrakcyjne miejsca, plaże, kampingi, wszechobecny tłok,  byle jaka „przydrożna” gastronomia, tania rozrywka,

Przypomnę głośny niedawno wpis Agaty Młynarskiej o „kiepskich” na plażach, który tak zbulwersował opinię publiczną. Jeśli odrzucimy naganną nutę pogardy dla zachowań nowych „turystów”, to czy nie miała częściowo racji?

Prostactwo jest nieuniknioną konsekwencją rosnącego egalitaryzmu i warto je wytykać, ale z drugiej strony nie jest często winą oskarżanych, którzy przez dziesięciolecia byli spychani do kategorii „roboli” i nie zasługujących na coś lepszego. To osobny temat rozwarstwienia społecznego, któremu 500+ częściowo zapobiega. Inna sprawa czy nie było lepszych sposobów (np. obniżenie podatków), ale  – stało się.
Potraktuję zjawisko masowości szerzej – jako zjawisko światowe.
Faktem jest, że w wyniku rosnącego terroryzmu (inny potencjalny obecny  minus podróżowania w ogóle), Polska stała się atrakcyjna i mamy coraz więcej zagranicznych podróżnych. Zmiana pogody na kontynencie, wyższe temperatury na północy, dodatkowo zachęca do przyjazdu do Polski, co nakłada się to na tłok u nas.

„Nie ma już dzikich plaż” – jak w słowach piosenki. Chociaż to przesada (znam takie miejsca), ale faktycznie coraz ich mniej.

Osobiście nie lubię tłumu – to zaprzeczenie wypoczynku. Nie dotyczy to tylko plaż. Wybrzeża mórz, jezior, góry, zabudowuje się coraz gęściej hotelami, często molochami, gdzie i tam przeważa tłoczenie się w barach, basenach, gdziekolwiek. Podobnie powstają olbrzymie morskie wycieczkowce (przykład, czy na pewno chciałbyś z miasta wylądować w takim mieście?). 

Także w turystyce objazdowej przeważa zwiedzanie „po łebkach”, szybkie zaliczanie miejsc i pod dyktando przewodników.

Ogólnie wpływ turystyki na środowisko jest przeważnie negatywny. Ze względu na rozwój infrastruktury turystycznej, zmniejsza się powierzchnia obszarów naturalnych będących siedliskami roślin i zwierząt.

Trasy turystyczne, lasy, strefy ochronne są zadeptane i zaśmiecone. Z braku dostatecznej ilości toalet (i niedostatku kultury) ludzie załatwiają swe potrzeby w pobliskich krzakach, wdzierają się na chronione wydmy.

Recykling pozostawionych śmieci nie nadąża za ich ilością lub w ogóle nie ma miejsca, powstają hałdy odpadów, zwłaszcza wokół turystycznych wysp z ograniczonym skomunikowaniem z lądem, widziałem takie filmy o Dalekim Wschodzie gdzie powstają „ławice” plastiku.
W pewnym rejonie Tajlandii miejscowi mieszkańcy mając tego dosyć zgodzili się na 4 miesiące wstrzymać ruch turystyczny, by uporządkować sprawę. Ale żądza łatwego zysku na ogól przeważa i buduje się więcej i więcej.
Kiedyś delta Nilu była przodującym dostawcą najlepszej bawełny. Pola upraw zaorano i wybudowano w to miejsce hotele.
Wzrasta też zanieczyszczenie powietrza (głównie ze względu na emisję spalin samochodowych), zanieczyszczenie wód (ścieki pochodzące z obiektów turystycznych) oraz poziom hałasu.

Co do ruchu samochodowego to znany jest koszmar sierpniowego exodusu Francuzów na południowe wybrzeże – korki i tłok na miejscu. Trudno mi to zrozumieć jako wypoczynek. U nas ów koszmar wynika jeszcze z mniejszej infrastruktury drogowej oraz pozamykania wielu linii kolejowych.

Ostatnio znalazłem wymowny artykuł o protestach antyturystycznych w Europie  („turyzmofobia”) – To nie turystyka – to inwazja,
który wystarczająco pokazuje dramatyzm sytuacji, więc na tym poprzestanę.

Wzrasta ruch samolotowy. W Polsce wiele miast  – na fali lokalnych ambicji – pobudowało własne lotniska. Sądzę, na podstawie pewnych danych, że ilość spalin z ruchu samolotowego przewyższa tę samochodową i jeśli globalne ocieplenie ma rzeczywiście źródło w emisji spalin (dyskusyjne!), to dziwnie się o tym nie wspomina.
U nas rząd ma zadęcie by zbudować największy port lotniczy w Europie w okolicach Stanisławowa – z docelową przepustowością 100 milionów (!) pasażerów rocznie. To dopiero będzie wulkan spalin, odpadów i hałasu. A jak to u nas – przewidywany koszt potroi się w realizacji. A już i tak jesteśmy bardzo zadłużeni w bankach zagranicznych.
Jest w tym i inny niepokojący aspekt. Przyjrzyjmy się wybranym statystykom turystyki Polaków (badania grupy Kruk). Przyda się nam to i do dalszych rozważań.
I tak – najpopularniejszy kierunek to morze. Planuje tam wyjechać 43% Polaków. Ale co czwarty – 28% z nas spędzi wakacje w domu. Spośród wyjeżdżających 36% wybierze się na odpoczynek w Polsce, a do innego kraju Europy – 13%.

Jeśli dobrze interpretuję, założę, że może jeszcze ze 4% ludzi z ogólem wyjeżdżających wyjedzie poza Europę – razem 17%.
Zatem 72% gdzieś wyjedzie, z tego 17% za granicę, tj. ok. 12% z całej populacji (chociaż nie wiem jak przyjęto tę populację). Ale przecież nie wszyscy samolotami – przyjmijmy nawet połowę czyli ok. 6%, a populację – sądzę że z nadmiarem, bo z dziećmi i starcami, przyjmę jako 36 milionów. Zatem polskich pasażerów lotniczych otrzymamy ok. 2,2 miliona, a licząc powroty – niech 4,5.

Zatem, po co nam tak wielki port? Mam podejrzenie, że nawet uwzględniwszy tranzyt, turystykę przyjazdową i cargo (ale to nie ruch osobowy), to pozostaje bardzo duży margines – na tajemnicze cele wojskowe, amerykańskie, żydowskie? (Polityczne otrzeźwienie). Czyżbyśmy nie byli już u siebie? A może to jakiś obłęd?

Wspomniane zanieczyszczenia, hałas i mniejsza higiena stwarzają warunki raczej nie sprzyjające zdrowiu. To często znów schemizowane otoczenie. Mało osób zdaje sobie też sprawę, że dla poprawnego funkcjonowania ciała i psychiki potrzebne jest przynajmniej okresowe przebywanie w spokoju, samotności i ciszy, a także w możliwie mniej natężonym smogu elektromagnetycznym. Przy okazji leczy się układ nerwowy, korzystnie powraca czułość na słabsze bodźce wzrokowe, węchowe słuchowe, która została stępiona (odczulenie) w obecnym zaśmieconym kakofonią bodźców świecie. 

Nawet pobyt 10 dniowy, zwłaszcza w rejonach o odmiennym klimacie, wodzie i żywności nie dają dostatecznej aklimatyzacji. Lepszy jest dłuższy pobyt (daje to dodatkowo lepsze poznanie kraju, ludzi), ale nie każdego na to stać – finansowo i czasowo. Dokłada się do tego  niebezpieczeństwo zakażeń lub zatruć pokarmowych („zemsta faraona”) a  więcej alkoholu a mniej  ruchu – tak typowe nawyki „kanapowców” dopełniają ten obrazek antyzdrowia.
Niestety – ten alkohol to także i więcej wypadków drogowych i utonięć… Turyści niedzielni – dosłowne i w przenośni, to często zmora – hałaśliwość, imprezowanie, obowiązkowe grilowanie, przez brak zachowania nawyków  typowych dla bardziej świadomych i przygotowanych do zasad turystyki.  Klasyczny przykład  – wycieczka w góry bez poznania trasy, warunków pogodowych, w klapkach lub na wysokim obcasie…
A propos picia i lenistwa niektórych, co to ich nie interesują ani lokalna kultura ani zabytki ani wycieczki, w tym miejscu chciałbym przywołać mój wierszyk sprzed lat.

Życie minęło
Mieszkasz gdzieś lata, a ulic nie znasz sąsiednich,
śpisz i w karty grasz,
gdyś przyjechał nad Adriatyk
– przedziwny życia lunatyk.

Zawstydź się i przebudź
– choć ci wolno wszystko.
Kiedyś ockniesz się nagle: życie minęło,
a szczęście … bywało tak blisko.

Co do mody opalania ciała – bez rozsądku, to przypomnę o szkodliwości UVC oraz stosowania różnych mazideł,  podobnie jak stosowanie dezodorantów, co to „trzymają parę dni” a przez to zatrzymują w ciele szkodliwe toksyny a i same takie zawierają. Patrz np. Słońce – zdrowe czy nie?
Inną modą jest szukanie adrenaliny w ekstremalnych wyprawach, nawet z ryzykiem utraty życia. Co się niestety zdarza.
Oceniam także jako ryzykowną modę podróżowanie z niemowlakami.

By zakończyć wątek negatywny, jeszcze o tym, że w wielu rejonach świata nasilają się wraz ze wzrostem ruchu turystycznego takie zjawiska społeczne jak przestępczość, alkoholizm, narkomania, hazard, prostytucja.
Z wymienionymi patologiami mamy do czynienia w  większości obszarów gdzie rozwija się turystyka masowa.
Chociaż mój pogląd nie jest aż tak radykalny, to trzeba odnotować i głosy, że obecna turystyka to szatański horror naszych czasów.

Teraz pozytywniej…
w części drugiej, bo wpis mi się nie mieści