Nie jednemu kryzysowi na imię Bezmyślność.
Maria Celej
Dziś krótko parę tematów, pierwszy w 3 punktach, który mógłbym zatytułować Jeszcze o głupocie (?), może niedbalstwie?
1. Z działki na prowincji
(poniekąd kontynuuję wpis Obrazki lipcowe)
Kiedyś wytykałem tutaj pewne dziwne, a nawet naganne zachowania leśników w mojej okolicy > Z lasu 2018.
Z tej samej okolicy jeszcze trochę zdziwień…
Dwaj sąsiedzi, ilekroć przyjadą na działkę, koszą trawnik do samej ziemi – aż ją skrobią. W tym suchym roku oznacza to pylenie kurzem. Niewiele pozostaje, więc w trosce o zieleń obficie, czasem cały dzień podlewają ten ugór. Następnym razem – gdy trawa ledwo odrośnie (ostatnio tylko miejscami, tak jest już zniszczona) – znów od razu strzyżenie i podlewanie. I taka kołomyjka od lat. Chyba nie ma momentu by mogli nacieszyć się trawnikiem. Praca dla pracy… Mądre?
Nie dają żyć trawie ani sobie. I sąsiadom też – bo teren jest dość duży a kosiarka spalinowa hałasuje i smrodzi.
Inny (kobieta) podlewa trawnik prawie non stop, nawet po obfitym deszczu. Naprawdę!
2. Domy i place
Dużo jeżdżę w okolicach Warszawy oraz po powiecie, gdzie mam ów leśny domek. Nie zliczę ile razy widziałem taki obrazek:
Prywatny plac pod budowę, gdy duży – dziś wart od miliona do paru milionów złotych. Otoczony pięknym parkanem – klinkier, słupki, bywa że z pseudo rzeźbami, metalowe sztachety, czasem z ozdobnym kuciem. Duży koszt – w gwizdek. Jakby pod jakiś pałac. I co? – w środku zarośla lub ledwo zaczęta budowa – stan niezmienny od lat a nawet od dziesięcioleci. Wszystko zaczyna się sypać. Od razu kojarzy mi się to z naszym polskim zadęciem lub słomianym zapałem. Coś na pokaz, bez kalkulacji i wyobraźni. Prawdopodobnie ktoś przeinwestował i działał na hurra.
Cóż, zdarza się, że nie wytrzymał np. spłaty kredytu (?). Ja bym wtedy sprzedał część placu i byłoby po problemie.
Zresztą widzę sporo bida domków, często opuszczonych i rozwalających się – na placach wartych setki tysięcy lub miliony.
Potencjalni milionerzy – ale nie sprzedadzą. Rozumiem, że mogą być spory majątkowo-spadkowe, ale żeby aż tyle razy?
Albo domy w bogatych, dobrych dzielnicach willowych – często atrakcyjne, ale opuszczone, niszczejące a nawet chylące się ku zawaleniu. Nie przystoi miejscu, niewykorzystana szansa właścicieli i miasta.
Dlaczego tak się dzieje? Chętni zapewne są – problem jest po stronie właścicieli, jak przypuszczam.
3. Drogi
Pisałem już kiedyś na podobny temat – o zaniedbanych drogach i ulicach w willowych okolicach.
Oczywiście to zdarza się wszędzie, ale zadziwia mnie ten kontrast – „wypasione” wille, drogie ogrodzenia, a przed nimi wyboista piaszczysta droga pełna błota, kałuż lub ślizgawek, a w letnie susze – rozwiewająca pył. Nawet tylko skrzykniecie się paru właścicieli by przywieźć ciężarówkę czy dwie żwiru mogłoby zażegnać sprawę. Nie mogę tego zrozumieć – komfort w domu, a bałagań (także w wymiarze śmieci) na zewnątrz . Prywata, aspołeczność uderzająca w samych właścicieli. Nawet gdybym z nikim nie mógł się dogadać w tej sprawie, sam bym sobie zorganizował naprawę drogi przed swoją posesją, przynajmniej aby nie pyliło mi się w okna i by oszczędzić resory samochodu. Nie czekałbym na innych ani na łaskawe pozwolenie zarządu dróg – wszak przynajmniej z tytułu mojego otoczenia nie mieliby podstaw oczekiwać zażalenia czy dochodzenia strat, gdyby coś się stało. A może działają głupie administracyjne przepisy, które blokują takie oddolne działania?
I zupełnie inny temat – tym razem z mojego świata zainteresowań …
4. Nowości zdrowotne z serwisu LepszeZdrowie.info
Chociaż do końca miesiąca jeszcze parę dni, to zwyczajowo podsumowuję już lipiec w tym wpisie.
Ze względu na wakacje z innymi zajęciami (oraz długi pobyt poza miastem i stąd słaby dostęp do sieci) – tym razem nie było tego wiele. Już w poprzednim wpisie wspomniałem o paru tematach tam poruszonych.
Zatem w skrócie: O boreliozie, chorobach odkleszczowych i sztucznie wywoływanych, afera z 5G i nowe spojrzenie na istotę tej technologii (projekt wojskowy i nowa fizyka), czemu jest stosunkowo mało wybudzeń ze śpiączki, ciekawe artykuły z sieci i wskazówki dla lepszego zdrowia, o S7Health i dużo więcej …
Zapraszam, ale by nie było tak całkiem pobieżnie – chociaż jeden temat szczegółowy z tych nowości, bo wg mnie ważny.
Może wreszcie nastąpi przełom w zakresie leczenia raka – cały świat na to czeka… (o ile nie utrąci tego wynalazku, który może odebrać dochody biznesowi chorobowemu).
LEK NA RAKA? Ta rozmowa w Tagen.tv – https://youtu.be/nDBXXBdo7_I brzmi rozsądnie, a przy okazji pokazuje właściwości wynalezionego preparatu dające nadzieję na uleczenie też innych chorób – od polskiego multiwynalazcy Stanisława Szczepaniaka (Firma INWEX). Jest z nim parę wywiadów w sieci, np. rozmowa ze z 2015 r.
Pan Stanisław wspomina o pewnej książce – jest to Nowa dieta antyrakowa autorstwa Johannes F. Coy, Maren Franz z Wydawnictwa Świat Książki.
Pozdrawiam z lasu!
(niestety susza już daje pierwsze znaki jesienne – jak na obrazku)
W powiązaniu wszystkiego ze wszystkim, bywa że nawet wakacyjne refleksje dotykają spraw globalnych.
Ponieważ większość wakacji spędzam w lesie (z gorszym zasięgiem internetowym) skupiłem się głównie nad lekturami.
Jest tyle tematów, którymi chciałbym się z Wami podzielić, że „głowa boli”, ale liczne pokusy – wycieczki, odsłuchiwanie płyt, właśnie lektury oraz prace działkowe odciągają od pisania. Przede wszystkim byłyby to wieści z zakresu moich głównych zainteresowań – zdrowie i technologie.
Już prawie koniec miesiąca, a widzę że zapomniałem poinformować o czerwcowych nowościach zdrowotnych ze strony LepszeZdrowie.info.
W skrócie – było o: nowej wizji uzdrawiania, o homocysteinie, jak skutecznie się odchudzić (wg zasad metabolizmu), i jak lepiej oddychać, aktualności z Polski – wciąż zagrożenia dla zdrowia oraz porady by było lepsze.
Właśnie ze względu na leśne otoczenie zająłem się obecnie tematem boreliozy. Uprzedzając niektóre nowości lipcowe (artykuły już opublikowane) – w dość obszernym artykule jak pod linkiem znajdziesz omówienie różnych aspektów tej choroby i chorób odkleszczowych, ich występowania, diagnostyki i leczenia, w tym metodami IDSA i ILADS (co wybrać?), oraz metodami komplementarnymi – także biorezonansowymi i ziołowymi. Powołuję liczne źródła.
Do artykułu nawiązuje notatka Mycoplasma odsłaniająca niektóre związane z nią tajemnice, zwłaszcza wokół stowarzyszonych działań i wprowadzanych do medycyny nieporozumień. Ważne dla zrozumienia HIV, AIDS, różnych zakażeń, testów serologicznych i DNA oraz dla zdrowszego życia.
Z obydwoma powyższymi tematami wiąże się artykuł Czy niektóre choroby są sztucznie wywoływane? – cz. 1.
Część pierwsza, ponieważ zagadnienie jest obszerne.
Wśród takich chorób mocno podejrzana jest właśnie borelioza, co posłużyło mi jako wprowadzenie do tematu – wg ostatnich informacji ze śledztwa w USA.
Innym głośnym ostatnio tematem jest technologia telekomunikacyjna 5G, którą na siłę władze chcą wprowadzić i w Polsce. Na świecie i u nas odbywają się liczne protesty związane z udowodnionymi szkodliwościami zdrowotnymi.
To obszerne zagadnienie do osobnego omówienia (szykuję). Przyczynki znajdziesz w artykule z 2018 Alert 5G, do którego dodałem ostatnio ważny dopisek.
Otóż chodzi o działanie pól torsyjnych (skalarnych), a nie fal elektromagnetycznych (te są tylko w 5G narzędziem ich precyzyjnego nakierowywania).
Sprawa dotyczy broni strategicznej, o czym wspominali już przed laty Barrie Trower, a obecnie naglaśnia to dr Diana Wojtkowiak, mówiąc o milowym skoku w tym zakresie i w nauce w ogóle. Stąd reglamentacja tej wiedzy w publicznym przekazie…
Przy okazji zaczyna się układać w całość podstawa naukowa wielu dotąd tajemniczych zjawisk: homeopatii, zdalnego uzdrawiania ale także zdalnego szkodliwego działania na ludzi (mind control), różdżkarstwa, telepatii, zjawisk psychotronicznych, nawigacji ptaków, oddziaływania miejsc na człowieka, itd. itp.
Wszystko za sprawą odkrycia 5. oddziaływania, dotąd nieznanego oficjalnej nauce, a już dość dawno stosowanego w tajnych projektach wojskowych. Fascynujący temat – do dalszego zgłębiania.
Wracając do leśnego życia. Obserwujemy wciąż wielką suszę. To budzi zaniepokojenie o plony, ale skłania też do szerszych refleksji. Głośnym tematem są zmiany klimatu. Omawiam to kolejny raz w artykule Wojna o klimat z kasą w tle. Nawiązuję do niektórych artykułów w prasie jak „Nowa religia – klimatyzm” Rafała Ziemkiewicza, „Szaleństwo klimatyczne” Tomasza Cukiernika, ale i szeregu innych. Wciąż obstaję przy tezie że mamy do czynienia z wielkim szwindlem w imię biznesu.
Jednak muszę i ja zmienić nieco swoją narrację. Tak, człowiek ma wpływ na zmiany klimatu. Ale nie w tym sensie jak się to nagłaśnia propagandowo.
Pogoda, niezależnie od zjawisk kosmicznych i naturalnych, najwyraźniej wygląda na lokalnie sterowaną. Są ku temu odpowiednie środki techniczne i finansowe oraz motywacje.
Będę o tym jeszcze pisał, bo dotarłem do relacji alarmistów (whistleblowers). Klimat jest zwłaszcza sztucznie zmieniany w Europie wg określonego planu. W tym sensie jest to wpływ antropogenny.
Przechodząc do lżejszych tonów – na fali ocieplenia (chociaż mieliśmy ostatnio raczej zaburzenia pogody niż jednoznaczne ocieplenie) ruszyła w Polskę fala urlopowiczów i turystów. Chociaż kochamy Bałtyk – celowo zrezygnowaliśmy z tego kierunku w czasie wakacji ( -> Wczasowo). Nie lubimy tłoku. W ogóle turystyka przybiera groźne rozmiary stwarzając szereg problemów. Zobacz starsze dywagacje na ten temat –https://lapidaria.home.blog/2018/08/05/turystyka-co-o-niej-myslec-cz-1/ ( i cz. 2).
Od dawna bardziej optuję za modelem skandynawskim, gdzie wiele rodzin ma domki letniskowe i tam spędza urlopy, przy okazji nie przyczyniając się do ciągłego zwiększania ruchu lotniczego. Zabrzmiało jak punkt manifestu zielonych ekologów, z którymi się nie utożsamiam, ale akurat tu widzę wielką hipokryzje tych, którzy nie poruszają tego aspektu a piętnują np. ludzi jako tych, którzy sami w sobie są zagrożenie dla środowiska … oddychając 🙂
W tym kontekście niepokoi mnie też skala planowanego centralnego portu lotniczego w Baranowie pod Warszawą. W tym skala zagrożeń ekologicznych i dla zdrowia – zanieczyszczeń powietrza i hałasu – coś co przerośnie wszystko, czego dotąd doświadczyliśmy – przy planowanej przepustowości 100 milionów pasażerów, a nawet mniejszej. Taka ilość nie koresponduje w żadnym stopniu z potrzebami Polaków – stąd pytanie: dla kogo będzie budowany jest ten port?
Jeszcze a propos ekologii. W „zielonej polityce” obserwuje się rugowanie samochodów na rzecz rowerów, a ostatnio w Warszawie (zapewne nie tylko) elektrycznych hulajnóg. Te ostatnie – przez brak uregulowanego statusu prawnego, hulają (nomen-omen) po chodnikach stwarzając zagrożenia, co miało już swe skutki. Jestem za takim sposobem poruszania się (chociaż to nie sprzyja nawykom ruchu dla zdrowia), ale w sposób cywilizowany – z poszanowaniem bezpieczeństwa pieszych. Przy okazji – niezwykle duże zainteresowanie wzbudził mój wpis na FB (5,5 tyś. udostępnień) o hulajnogach z własnym napędem z roku …1916.
Natomiast ograniczanie ruchu samochodów w imię ekologii prowadzi się w sposób co najmniej dyskusyjny, jeśli nie głupi.
Zwęża się ulice, w tym o zasadniczym znaczeniu dla komunikacji. Ma to odstraszyć kierowców. Ale jest to przeciwskuteczne ekologicznie. Ulice się korkują. Pomijając samą uciążliwość, stratę czasu i ekonomię w ujęciu indywidualnym i zbiorowym, ruch przerywany generuje dużo więcej spalin niż w ruchu płynnym i szybszym. Te spaliny tworzą chmurę oddziaływującą na samych kierowców oraz przechodniów. Hamowanie co chwila ściera też okładziny hamulcowe przyczyniając się tworzenia niezdrowych pyłów. Samochody zagrzewają się. Spalanie jest większe. W sumie absurd do jakiego doprowadza ideologizacja pewnych aspektów naszego życia.
Podobnie tworzenie na siłę „stref relaksu” w miejscach zupełnie do tego niedostosowanych (ruch, spaliny, hałas, nagrzany asfalt, brak naturalnego cienia…) – jak na Placu Bankowym w Warszawie – na złość kierowcom, by nie mieli gdzie parkować przed Urzędem Miejskim, ale nie dając nikomu nic w zamian – owa strefa jest pusta, a kosztowała ok. 900 000 zł.
Cieszę się, że mam gdzie uciec od tych niedogodności, trudniej uciec od wiadomości o głupocie i różnych przekrętach.
Mam takie powiedzenie: Głupota i naiwność karalne nie są. Ale gdy dotyczy to ministrów, decydentów itp. – grozi tragediami dla Narodu i powinny być karane.
Na tym zakończę mój cząstkowy „raport” lipcowy – idę na hamak, bo kusi kolejna ciekawa książka.
Udanych wakacji!
Tytuł mógłby nawiązywać do szeregu przykładów – zarówno zrealizowanych jak i wciąż czekających na wdrożenie. Prawdopodobnie te drugie są dziwnie blokowane ze względów politycznych (mówiąc ogólnie). Tutaj wybieram pewien fragment zagadnienia.
Ostatnio mówi się dużo o polskim uzbrojeniu w zw. z porozumieniem
zawartym z USA (patrz także tutejszy wpis Błąd
strategiczny Polski?).
Warto więc zauważyć, że istnieją różne polskie innowacje,
niektóre mające już wiele lat, które mogłyby zwiększyć nasze moce obronne a
nawet stanowić podstawę do eksportu rodzimych konstrukcji i wojskowej myśli
technicznej.
Poniżej „gościnnie” zamieszczam przykład paru takich rozwiązań wg wpisu autora – dra Ferdynanda Barbasiewicza, jaki ostatnio umieścił on na swojej stronie na Facebooku. Czynię zadość prośbie autora by ten przekaz upowszechniać, jednak nie oceniam wartości merytorycznej opisanych ogólnie projektów – zarówno dlatego że nie są podane ważne szczegóły ani nie posiadam wystarczających odpowiednich kompetencji. Ufam, że płk F. Barbasiewicza je posiada – przynajmniej na poziomie pozwalającym przedstawić wspomniane projekty do rozpatrzenia. Wg autora istnieje odpowiednia dokumentacja oraz są pozytywne opinie z kraju i ze świata. Mam też zaufanie do pana Ferdynanda znając jego inne innowacyjne koncepcje, a zwłaszcza dorobek naukowy w zupełnie innej dziedzinie – jako wynalazcy metody diagnozowania i leczenia o nazwie KLAWITERAPIA, którą wielu terapeutów uważa za rewelacyjną (patrz wstępne omówienie w artykule http://lepszezdrowie.info/klawiterapia.htm). Podaję tekst prawie bez zmian (poprawiłem parę usterek edycyjnych) czyniąc uwagę, że jest nieco niezręcznie zredagowany – pan Barbasiewicz posługuje się językiem starszego pokolenia, do którego się zalicza (84 lata). Zachowuję tę formę mimo zastrzeżeń – przez szacunek i prawa autorskie.
—-
Szanowni Przyjaciele,
patriotyzm emocjonalny był dobry za czasów i wyobraźni H.
Sienkiewicza, laureata literackiej Nagrody Nobla. Dzisiaj jest potrzebny
patriotyzm pragmatyczny, który pozwoli wzbogacić innowacyjnie Polskę. Poza
cudem OPACZNOŚCI (?) polska armia MUSI być wyposażona w skuteczną zdolność
obronną. My Polacy nikomu na świecie w żaden sposób nie zagrażamy geopolitycznie
i militarnie. Proponuję:
Profilaktyka zdrowotna w polityce militarnej, broń
humanitarna i pojazd latający nad falą TAKŻE DLA GOSPODARKI NARODOWEJ. Autor
niżej opisanych projektów obronnych
Ferdynand Barbasiewicza, Poland.
Niniejszy Apel dotyczy zdrowia i życia ludzi w szczęściu i w
bezpiecznych, godnych warunkach egzystencji, bez konfliktów geopolitycznych i
militarnych.
Bardzo proszę o rozpowszechnienie apelu.
APEL DR FERDYNANDA BARBASIEWICZA, HUMANISTY, DO PREZYDENTÓW
PAŃSTW, PREMIEÓW, MINISTRÓW SPRAW ZAGRANICZNYCH, PARLAMENTARZYSTÓW I POLITYKÓW
W RELACJACH MIĘDZYNARODOWYCH, ORGANIZACJI NARODÓW ZJEDNOCZONYCH.
Uwaga! Najwyższy czas nastał, by w przyszłych konfliktach
międzynarodowych, gdzie nieuchronnie grozi użycie siły militarnej, Sekretarz
Generalny ONZ miał mandat nadany przez 4/5 Forum Zgromadzenia Narodów
Zjednoczonych do wprowadzenia pokojowych sił rozjemczych ONZ z niżej opisanym
niezwykle skutecznym uzbrojeniem DEFENSYWNO – HUMANITARNYM.
Propozycja personalna dla Sekretarza Generalnego ONZ jest warunkowana
skutecznym i w odpowiednim czasie sprawnym dążeniem do zapobiegania ofiarom w
ludziach i w unikaniu niszczenia infrastruktury egzystencji lokalnego
społeczeństwa, jak: Ukraina, Syria, itp. miejsca na Ziemi.
Uzasadnienie:
Jak wiemy z dotychczasowego doświadczenia w sytuacjach konfliktowych na świecie
nim Rada Bezpieczeństwa ONZ podejmie jakieś decyzje rozjemcze (lub któryś z
członków Rady zawetuje), to z reguły wcześniej użyte są działania zbrojne, giną
ludzie i niszczone są warunki egzystencji ludzkiej oraz zniszczenia ekologiczne
zbrojnymi działaniami ofensywnymi.
Jednostki wojskowo-policyjne rozjemcze szybkiego reagowania
podległe Sekretarzowi Generalnemu ONZ, powinny być wyposażone w logistyczne,
niżej opisane środki humanitarno-defensywne, które w badaniach symulowanych
komputerowo uzyskały bardzo dobrą oceną skuteczności w kompetentnych komórkach
badawczych Dowództwa Marynarki Wojennej RP. Opinię wyrażono na piśmie przez
kontradmirała Zbigniewa Badeńskiego, szefa Sztabu Marynarki Wojennej RP w dniu
30 październik 2000 roku.
NAJSKUTECZNIEJSZA I BARDZO TANIA OBRONNOŚĆ HUMANITARNO-DEFENSYWNA
W DYSPOZYCJI PRAWNEJ SEKRETARZA GENERALNEGO ONZ DLA UTRZYMANIA SPOKOJU I POKOJU
NA ŚWIECIE, BEZ OFIAR W LUDZIACH I BEZ NISZCZENIA INFRASTRUKTURY EGZYSTENCJI
CZŁOWIEKA W WARUNKACH ROZWIĄZYWANIA KONFLIKTÓW GEOPOLITYCZNYCH, GROŻĄCYCH
UŻYCIEM WOJSKOWYCH SIŁ OFENSYWNYCH PAŃSTWA AGRESORA.
HUMANITARNA GŁOWICA BOJOWA PRZEZNACZONA DO NISZCZENIA
SAMOLOTÓW, HELIKOPTERÓW, RAKIET i zdalnego wyłączania napędów wszelkich
jednostek pływających i jeżdżących na lądzie AGRESORA, „oślepiania” radarów
także dopplerowskich, i obezwładnianie humanitarne piechoty agresora. Załączona
propozycja może być pomocna także w walce z terroryzmem.
Oficer, a także doświadczony policjant po odpowiednich
badaniach psychologicznych i specjalistycznym przeszkoleniu w sytuacji
zbliżającego się kryzysu wojennego zakłada na głowę hełm, który jest wyposażony
w swoistą kamerę elektroniczną czytnika ruchu obserwacyjnego odbicia źrenicy
oka na określony obiekt lecący w powietrzu lub pływający na wodzie czy jeżdżący
na lądzie, także dzięki radarowi dopplerowskiemu wykrywania temperatury spalin
wszelkich pojazdów (w powietrzu, na wodzie i lądzie w warunkach nocy, mgły,
chmur, gradu, śnieżycy, itp.). W pierwszym projekcie modułu, komputer zdolny do
śledzenia radarem dopplerowskim temperatury spalin w ułamku sekundy
obserwującego nadążnie lecącej wrogiej rakiety, bojowy samolot, helikopter,
okręt, każdy pojazd lądowy, temperatura w ruchu zmęczonej fizycznie piechoty,
wówczas oficer naciska przycisk kieszonkowego pilota. Następnie komputer w
ułamku tysięcznej sekundy naprowadza promień lasera na obserwowany samolot lub
inne obiekty wojskowe nieprzyjaciela i lokalizuje precyzyjne odległość, pułap,
kierunek i prędkość lotu, jazdy, itp. ruchu. Następnie armata, lub wyrzutnia
rakietowa zainstalowana na żyroskopie elektromagnetycznym z amortyzacją
odrzutu, na specjalnej platformie pojazdu wojskowego, gdzie w zależności od
odległości w ułamku sekundy ustawia nadążnie kierunek strzału armaty lub
odpalenia rakiety z precyzyjnym programowaniem elektronicznego zapłonu w
głowicy pocisku/rakiety wyprzedzającego eksplozję na 2-3 km w zależności od prędkości
przed lecącym w powietrzu wrogim samolotem bojowym przeznaczonym do zniszczenia
za 2 sekundy. Gdy nastąpi eksplozja głowicy pocisku lub rakiety np. na 2 km precyzyjnie w kursie lotu
wrogiego samolotu przy prędkości jednego Macha, wówczas powstanie okrągły obłok
rozrzuconych gęsto o średnicy 200 metrów małych skrawków foli o ściśle
określonym składzie chemicznym, w które nieuchronnie wpadnie wrogi samolot.
Pilot wrogiego samolotu dostaje 2 sekundy na uruchomienie katapulty i
opuszczenie maszyny. W podobny sposób niszczy się skutecznie bojowe samoloty
bezzałogowe, helikoptery lub wyłącza się napędy innych pojazdów wojskowych
agresora ze 100% skutecznością za bardzo małe pieniądze. Np. samolot
wielozadaniowy, którego cena wynosi znacznie ponad 100 milionów dolarów niszczy
się ze 100% skutecznością pociskiem w średniej cenie 350-400 złotych.
Szanowni Przyjaciele, wielokrotnie czytam że samoloty i
rakiety są antyradarowe, nie do wykrycia. Przecież to jest irracjonalne
myślenie. Wszelkie obiekty latające w powietrzu w celach bojowych
(strategicznych) jako nośniki poważnej broni rażącej, jak dotychczas są
napędzane silnikami spalinowymi (odrzutowe lub rakietowe). Za każdym opisanego
typu pojazdów ciągnie się potężna temperatura, która jest wykrywalna prawem
radaru dopplerowskiego w każdych warunkach atmosferycznych i bez względu na
odległości. Tego typu informacje nie mogą być zakłócane „wabikami”. Te
pozostawione potężne energie pochodzące z procesu spalania mogą być również
namierzane z odpowiednim wyprzedzeniem jako obiekty likwidowane opisanymi
skrawkami foli z bardzo ścisłym programem i składem chemicznym. Podobne
działanie wykonuje pocisk wystrzelony z armaty, którego głowica rozrywa się na
pokładzie nadpływającego okrętu lub tuż przed jakimkolwiek nadjeżdżającym
pojazdem wodnym/lądowym, gdzie skrawki foli o precyzyjnie określonym składzie
chemicznym, które skutecznie zostaną zassane z powietrzem i starannie okleją na
planowany czas filtry powietrza silników w/w pojazdów. Podobnie skrawki foli z
ujemną jonizacją oklejają radary, czyniąc bojowy sprzęt wroga nieużytecznym,
np. na godzinę lub w dłuższym czasie. Broń ręczna, karabin sterowany przez
żołnierza z miernikiem laserowym, z nasadowym granatem ze skrawkami foli
przyjmuje namiar obiektu do wyłączenia silnika poprzez oklejenie filtrów oraz
oślepienia radaru lub obezwładnienia neuro-paralizatorem piechoty agresora.
Można także dać skrawki foli z dodatkiem ferrytu, który w ułamku sekundy oklei
broń ręczną żołnierza a skład chemiczny uniemożliwi uruchomienie, przeładowanie
wykorzystania tej broni na ściśle planowany czas.
W głowicy pocisku lub rakiety przeznaczonej do niszczenia
samolotów/helikopterów w czasie kilkutysięcznej sekundy uruchamia się program w
elektronicznym zapalniku pocisku w taki sposób, żeby eksplozja nastąpiła np. na
2-3 km
przed samolotem lub stosownie bliżej przed ruchomym innym obiektem napastnika.
Gdy głowica pocisku osiągnie właściwą pozycję w stosownej odległości przed
samolotem lub innym obiektem. Następuje programowana eksplozja głowicy, która
rozrzuca dla samolotu bojowego w promieniu 100 metrów bardzo cienkie i mnogie
skrawki foli o ściśle określonym składzie chemicznym, które zapalają i niszczą
silniki samolotu będącego w powietrzu. Skrawki foli dla niszczenia napędu
samolotów wroga w postaci zagęszczonej kulistej chmury utrzymują się w
powietrzu tylko jedną minutę a następnie samoistnie utylizują się, zanikają.
Pilot kraju obronnego może także gdy na tzw. „ogonie siedzi” pilot wrogiej
maszyny wystrzelić i rozrzucić skrawki foli z tyłu dla zniszczenia maszyny
wroga. Pilot samolotu napastnika dostaje bezwzględne 2 sekundy na uruchomienie
katapulty i opuszczenie samolotu.
Drugi prosty układ elektroniczny równolegle, podobnie
zainstalowany w hełmie lub na helikopterze bez załogowym, dronie pracuje na
wykrywaniu silnej emisji podczerwieni spalin o bardzo wysokiej temperaturze
emitowanej przez samoloty, helikoptery i rakiety w czasie lotu w dni pochmurne,
nocą, mgła, śnieżyca. Komputer drogą dopplerowską ocenia w ułamku tysięcznej
sekundy pułap, odległość, kierunek i prędkość lotu. Mogą być wykorzystywane
także czujniki kierunku i odległości dźwięku, które też mogą namierzyć w/w
parametry i zniszczyć każdy obiekt znajdujący się w powietrzu. W tym samym
czasie komputer określa trajektorię wyprzedzenia kierunku lotu dla
pocisku/rakiety z humanitarną głowicą bojową, która po wystrzeleniu rozrywa się
na 2-3 kilometry przed samolotem wielozadaniowym nieprzyjaciela, równo w linii
i kierunku lotu, tworząc chmurę o średnicy 200 metrów (w kształcie jak znane
fajerwerki), w którą nieuchronnie wpadnie za 2 sekundy samolot i w ułamku
sekundy zostaną zniszczone jego turbiny, silniki odrzutowe, a samolot musi
spaść na ziemię. Innymi słowy wystarczy umiejętnie wrzucić garść śmieci w
silniki samolotu wielozadaniowego i spada coś bardzo drogiego na za pomocą
środka w cenie 350-400 złotych w seryjnej produkcji.
Posiadam także bardzo skuteczny system niszczenia wszelkich
rakiet średniego i dalekiego zasięgu, które przy bardzo dużej prędkości, np. 12000 km/h za sprawą tarcia
w oporze powietrza utrzymują krytycznie wysoką temperaturę powłoki rakiety. A
jeśli dodamy do powierzchni rakiety przeciwnika skrawki foli z ferrytem i określonym
składzie chemicznym to w kilka sekund podniesie się wyraźnie temperatura
powłoki rakiety nad zbiornikiem paliwa i doprowadzi do wcześniejszej eksplozji
zasilania paliwowego. Wówczas rakieta nie osiągnie celu i nie zrealizuje
swojego programu albowiem będzie skutecznie zniszczona, spadnie. – Siedem
ładunków skrawków foli wystrzelonej z jednej głowicy rakiety obronnej
rozmieszczają się planowo w linii kierunku lotu wrogiej rakiety, w którą w
ułamku tysięcznej sekundy nieuchronnie wpadnie rakieta wroga. A skład chemiczny
skrawków foli z dodatkiem ferrytu sprawi przyklejenie się ich do powłoki
zewnętrznej tytanu rakiety. A następnie w wyniku tarcia z powietrzem skrawki
foli zapalą się i gwałtownie podniosą temperaturę substancji napędu wrogiej
rakiety, aż do eksplozji zasilania paliwowego. Można drugą rakietą ewentualnie
przedłużyć nagrzanie obudowy zasilania paliwowego rakiety wroga. Proponowane
zastosowanie skrawków foli z ferrytem wymaga odpowiednich badań i eksperymentów
w warunkach naturalnych. Natomiast jeśli rakieta pobiera powietrze do spalania
paliwa to sprawa jest prosta w niszczeniu napędu skrawkami foli.
Uwaga! Odpowiednia programowa regulacja elektroniczna zapłonu głowicy obronnej
zachodzi w odniesieniu do wyłączenia napędu wszelkich innych pojazdów będących
w ruchu na wodzie i ziemi poprzez oklejenie skrawkami foli filtrów powietrza.
Proszę sobie wyobrazić np. niemiecki atak pancernika Schleswig-Holstein 1
września 1939 roku na Polską Bazę Wojskową Westerplatte, kiedy to wystarczyła
by eksplozja jednej głowicy pocisku ze skrawkami foli na pokładzie tego
pancernika. Potężne silniki niemieckiego pancernika produkujące także prąd
elektryczny, który decyduje o sprawności sterowania armatami, torpedami i
radarami na pokładzie, nagle wyłącza się totalnie napęd okrętu. Następuje
totalny bezruch wszystkich urządzeń, łącznie z oślepieniem radarów. Zasilanie
akumulatorowe ma działanie w krótkim czasie. W tych warunkach następne pociski
z Westerplatte spokojnie utrzymują w bezruchu silniki i radary wrogiego
pancernika. Podobnie można by bez większego starania się niszczyć wówczas
samoloty niemieckie, które w czasie II wojny światowej latały znacznie wolniej
i znacznie niżej niż obecne oraz wszelkie pojazdy bojowe wroga na lądzie i
wodzie. Skrawki foli mogą oślepiać najnowsze radary, które mają w swojej
roboczej aktywności dodatnią jonizację a skrawki foli ujemną. Skrawki foli mogą
zanikać w dowolnie zaprogramowanym chemicznie od przeznaczenia czasie, np. od
10, 100 i więcej minut.
Dlaczego nazwałem tę głowicę humanitarną? Bo ja jestem z
natury i wykształcenia humanistą, daję pilotowi 2 sekundy na opuszczenie
katapultą przeznaczonego nieuchronnie do zniszczenia samolotu lub helikoptera
(w przyszłości z kabiną katapulty) lub innego wojskowego sprzętu nieprzyjaciela
będącego w ruchu, itp. innych obiektów będących w ruchu, także na lądzie lub na
wodzie.
Szanowni decydenci polityczni, w działaniach kryzysowych a
nawet wojennych zabijanie ludzi, żołnierzy wroga oraz niszczenie infrastruktury
egzystencji ludzi jest największym nieszczęściem XXI wieku. Bardzo proszę
szanować, chronić w miarę możliwości życie wszelkich ludzi, w tym przyszłych
jeńców w działaniach wojennych, którzy z reguły są ofiarami braku antycypacji
sprawności umysłowej, niekompetencji polityków. Z powodu braku psychologicznej
selekcji kadrowej i właściwych konkursów, a także niewłaściwego przygotowania w
nieudanych negocjacjach pokojowych. A w konsekwencji ich nieudolności w
krytycznym momencie przekazują decyzje zdesperowanym emocjonalnie dowódcom wojskowym,
którym zwalono nagle odpowiedzialność za utrzymanie bezpieczeństwa w źle
wyposażonej i byle jak szkolonej armii.
Jeśli chodzi o zneutralizowanie piechoty wroga lub
terrorystów to do skrawków foli można dozować w zależności od warunków w jakich
przebywają żołnierze wroga, ewentualnie terroryści z zakładnikami
neuro-paralizator obezwładniający lub usypiający. Neuro-paralizator działa tak
szybko, że żołnierz nie zdąży założyć maski gazowej i będzie do 2 minut,
nieprzytomny, uśpiony(?). Ponadto można zainstalować humanitarne miny w strefie
zagrożenia przygranicznego lub w ochronie ważnych obiektów z czujnikami dla
wyłączenia silników pojazdów wojskowych wroga, a nawet oklejenia z
usztywnieniem w ułamku sekundy ubrania i obuwia żołnierzy nieprzyjaciela,
terrorystów, co także ich znacznie zniewoli ograniczając sprawność ruchową na
programowany czas. Można także do skrawków foli dodać ferryt, który sprawi
przyklejenie się do części metalowych karabinu, pistoletu lub armaty czy
wyrzutni rakietowej a skład chemiczny uniemożliwi uruchomienie, przeładowanie
na dowolnie planowany czas użycie broni wroga lub terrorysty. Proszę sobie
wyobrazić lub przenieść wyobraźnię na aktualną sytuacje na południowym
wschodzie Ukrainy lub w Syrii, Jemenu, i w wielu innych państwach, gdzie
bezkarnie zorganizowani terroryści prowadzą działania militarne.
Do oddzielnego opracowania operacyjnego pozostaje problem
taktyki reagowania wojsk lądowych i morskich na przejęcie obezwładnionych
żołnierzy nieprzyjaciela, terrorystów i ich sprzętu. Np. kontroler ruchu
drogowego powinien mieć znak stopu, którym usiłuje zatrzymać pojazd w momencie
podświetlenia tarczy z numerem patrolu łączy się z biurem rejestru wykroczeń
drogowych i tylko wówczas uruchamia czynności kontrolne, które są rejestrowane
głosowo w/w biurze. Mandat wypisuje Biuro Wkroczeń Drogowych poprzez
radiostację funkcjonariusza. W przypadku, gdy kierowca nie chce zatrzymać
pojazdu to funkcjonariusz ustawia w ułamku sekundy drugą stronę rękojeści znaku
stopu i odstrzeliwuje skrawkami foli przód samochodu, który w sekundę będzie
miał oklejony filtr powietrza z wyłączonym silnikiem.
Pozostaje problem artylerii przeciwnika, który można
rozwiązać poprzez wczesne rozpoznanie dronem stanowisk wroga i odpowiednie
ostrzelanie humanitarną głowicą bojową z ferrytem i oklejenie mechanizmów
stalowych. Atak artylerii wroga można przetrwać także poprzez ruchome
stanowiska obronne w strefie przygranicznej dla własnej artylerii, a także w
połączeniu z możliwością zastosowania humanitarnej głowicy bojowej wobec
obsługi dział wroga lub jego wyrzutni rakietowych.
Proponuję rozpowszechnić i nagłośnić treść tego apelu, listu
tak skutecznie, żeby wszystkie państwa świata zastosowały u siebie „Humanitarną
głowicę bojową”, która jest bardzo skuteczna i bardzo tania, to wreszcie nie
byłoby działań militarnych wobec innych państw. Koniec z barbarzyńskim
niszczeniem, bombardowaniem tego co stworzył człowiek i NATURA.
„…dbając o warunki egzystencji w zgodzie z uniwersalną mądrością NATURY,
szanujmy wszelki dar życia i bądźmy szczęśliwi także szczęściem innych”, –
motto życiowe autora.
Zaoszczędzone pieniądze na likwidacji tradycyjnego
uzbrojenia należy przeznaczyć na realizację projektów opisanych dla
przyśpieszonego rozwoju Polski w mojej e-ksiązce: EDEN XXI WIEKU, czytaj na
stronie: http://www.klawiterapia.com .
Łączę wyrazy szacunku i przesyłam najlepsze pozdrowienia,
– Ferdynand Barbasiewicz, autor projektów, także pojazdów latających na fali.
(Patrz niżej)
Projekt pojazdów
latających na fali z szybkością 700-800 km/h, które w komputerowych badaniach
symulowanych Dowódcy Marynarki Wojennej RP w Polsce uzyskały bardzo dobrą ocenę
wyrażoną na piśmie w dniu 30 października 2000 roku, z podpisem kontradmirała
Zbigniewa Badeńskiego, szefa Sztabu Marynarki Wojennej RP.
Pojazdy latające na fali nie wymagają lotnisk, powinny
stopniowo eliminować pasażerską komunikację lotniczą na wysokości 10 000 m nad morzami i
oceanami. Pojazd latający na fali z uwagi na swoją prędkość powinien pełnić
funkcję wiodącą w ratownictwie morskim/oceanicznym. Pojazd latający powinien
być produkowany w polskich stoczniach. Ja jestem starym żeglarzem i miałem
okazję obserwować różne flotylle na Morzu Północnym, Atlantyku, Morzu
Śródziemnym. Dotychczasowe Flotylle Marynarki Wojennej poruszają się na wodzie
jak „mrówka w syropie” i z tego powodu stanowią łatwy cel dla broni
humanitarnej. Szanowni specjaliści Marynarki Wojennej, pragnę zasygnalizować,
że posiadam projekt napędu rezonansu magnetycznego dla łodzi podwodnych, który
może kilkakrotnie przyśpieszyć zdolność poruszania się tego sprzętu pod wodą. A
także inne rozwiązania chroniące okręt przed zatopieniem. Także zabezpieczenia
ekologiczne dla ekologii. Czytaj także w …Edenie
o bezpieczeństwie w żegludze i niezwykłej komunikacji tunelowej oraz oceniaj
inne projekty dla ludzkości.
Kontakt z autorem: centrum@klawiterapia.com Tel/fax +48 22
7298053.
POJAZD LATAJĄCY NA FALI, cztery polskie projekty, prototypy
do wykonania w naszym kraju.
Ferdynand Barbasiewicz, autor projektu.
W 1967 roku miałem okazję obejrzeć radziecki krótki film, na
którym utrwalono przelot samolotu wojskowego Mig 17 z dużą prędkością pod
przęsłem mostu na dużej rzece rosyjskiej. Duża energia lecącego samolotu
sprawiła, że woda została rozepchana na około 20 metrów i było widać piasek dna
rzeki głębokiej na około 3-4 metrów. To niesamowite energetycznie zjawisko
fizyczne było wówczas inspiracją do opracowania projektu pojazdu startującego z
wody i latającego 3-5 metrów nad powierzchnią wody z prędkością nawet do 800 km/h.
Duży pojazd latający na fali „Bazamat” z przeznaczeniem w
komunikacji na oceanach z uwagi na prędkość podróżną 700-800 km/h i „Córa” lokalnie
na akwenach morskich i większych rzekach. Należy oczekiwać, że w niedalekiej
przyszłości pojazd latający nad wodą wyeliminuje pasażerską komunikację
lotniczą z wysokości 10.000-12.000 metrów i transport wodny tuż nad morzami i
oceanami. Ten projekt komunikacyjny nie wymaga lotnisk i portów może pływać na
większych rzekach i lądować, …nawet na plaży. „Bazamat” może przyjąć na pokłady
nawet 5.000 pasażerów z większym bagażem, którzy odbędą podróż w luksusowych
warunkach w tym samym czasie jak w znanej komunikacji lotniczej ale całkowicie
bezpiecznie. – Czytaj i oglądaj więcej na stronie internetowej:
http://www.klawiterapia.com/bazamat .
W dniu 23 sierpnia 2000 roku miałem przyjemność osobiście
przedłożyć panu admirałowi Ryszardowi Łukasikowi, dowódcy Marynarki Wojennej RP
projekt wynalazczy z dokumentacją techniczną „pojazdu latającego na falach”.
Wyrażając się ściślej przedłożyłem kilka wariantów pojazdów różnej wielkości,
do wstępnej merytorycznej i logistycznej oceny. W dniu 30.10.2000 roku
uzyskałem odpowiedz pisemną przez kontradmirała Zbigniewa Badeńskiego szefa
Sztabu Marynarki Wojennej RP, gdzie stwierdza się min. „…koncepcja pojazdu
latającego na falach będąca wizją idealnego narzędzia nowoczesnej strategii
walki jest ciekawa i nie pozbawiona aspektu realizacyjnego w oddalonej
przyszłości”. Oceniono jedynie pojazd największy, ofensywny – stwierdzając, że
tak dużymi pojazdami mogą się zainteresować tylko nasi sojusznicy z NATO (US
Navy, Royal Navy i Marynarka Francji), mające floty strategiczno-ofensywne i
obronne. Według mojego rozpoznania innowacyjnego i oceny w obecnych
uwarunkowaniach geopolitycznych i militarnych Marynarka Wojenna RP powinna
zainteresować się przede wszystkim mniejszymi wariantami („córa”, uniwersalny i
skuter) dla celów obronnych, które są min. wyposażone w nowoczesne systemy
uzbrojenia z humanitarną głowicą bojową. Szacunkowa cena „córy” z pełnym wyposażeniem
równa będzie w przybliżeniu wartości rynkowej trzem samolotom bojowym
wielozadaniowym. Natomiast wartość obronna „córy” w warunkach wodno-lądowych
jest wielokrotnie sprawniejsza niż trzy samoloty bojowe wielozadaniowe. „Córa”
ma na swoim pokładzie 3 małe helikoptery, 4 pojazdy uniwersalne wodno-lądowe o
sile bojowej większej niż najnowsze czołgi. Każdy pojazd uniwersalny ma na
swoim pokładzie 4 skutery wodno-lądowe dwuosobowe (łącznie „Córa” ma 16
skuterów wodno/lądowych), stanowiące bardzo sprawną piechotę morską. Cena
szacunkowa pojazdu „Córy” z pełnym wyposażeniem (pojazdy uniwersalne, skutery i
inne uzbrojenie, humanitarne głowice bojowe, itp.), kształtuje się w
szacunkowej cenie wartości 460-500 milionów dolarów. Pojazdy uniwersalne są
znacznie tańsze niż nowoczesne czołgi a możliwości logistyczno-taktyczne
wodno-lądowe manewrowe i bojowe w założeniach projektu są bezkonkurencyjne.
Ponadto „Córa” ma: 3 wyrzutnie rakietowo-taktyczne, także z humanitarną głowicą
bojową do bardzo skutecznego niszczenia napędów samolotów, helikopterów,
rakiet, a także wyłączania napędów wszelkich pojazdów bojowych na wodzie i
lądzie. Poza tym w wyposażeniu są wyrzutnie torped, i kierunkowych bomb
głębinowych samo naprowadzających się na łodzie podwodne, i inną broń. „Córa”,
uniwersalny i skuter mogą pływać do 20 metrów pod wodą. Posiadają znakomite
możliwości maskujące, gdy jest na powierzchni wody i gdy jest pod wodą, sonary,
monitoring podwodny, radary także dopplerowskie i nawigację satelitarną. Córa
ma niezwykłe możliwości manewrowe a także prędkość podróżną osiągającą przy
sprzyjających warunkach nawigacyjnych nawet 700-800 km/h. Może lądować
przy brzegu, na plaży. Nie wymaga obsługi kosztownych portów lotniczych i
morskich. Może prowadzić działania bojowe z rzek w warunkach śródlądowych. Duże
pojazdy baza-mat, „córa”, pojazdy uniwersalne i skutery są niezatapialne,
albowiem platformy tych pojazdów są w 4/5 wypełnione w bardzo licznych komorach
z blachy tytanowej styropianem (jak plaster miodu) i warstwowo specjalnej
jakości watą mineralną zamiast opancerzenia z otuliną zewnętrzną także z blachy
tytanowej, są bardzo lekkie. Ponadto „Bazamat”, „Córa”, pojazdy uniwersalne i
skutery są kompatybilne w działaniach taktyczno-obronnych i strategiczno-ofensywnych
wodnych i wodno-lądowych z innymi formacjami.
– Ma możliwość wystrzelenia na wysokość do 1000 m specjalnego bardzo
czułego sonaru akustycznego i radarowo dopplerowskiego, który znakomicie
precyzyjnie rejestruje do 1000
km wszelkie pojazdy znajdujące w powietrzu, na wodzie i
pod wodą z możliwością ich niszczenia. W/w pojazdy po zneutralizowaniu napędów
głowicą humanitarną wrogich samolotów bojowych, jednostek pływających i
pojazdów wojskowych na ladzie są także zdolne obezwładnić na kilka minut silną
wolno-falową energią mózgi załogi agresora do sprawnego „abordażu”, którym
wcześniej wyłączono zdalnie na określony czas silniki i radary także
dopplerowskie humanitarną głowicą bojową.
– Problemy obronne stanowiące istotę Narodowych Sił
Zbrojnych RP zostały w ocenie projektów pominięte. A przecież w/opisane pojazdy
są wyjątkowo korzystne pod każdym względem w zastosowaniu obronnym. Stwierdzono
także, że Oddziały Dowództwa Marynarki Wojennej nie prowadzą prac naukowych w
zakresie badań podstawowych nad nowymi (nigdzie nie stosowanymi) środkami
bojowymi jak i ich nosicielami.” Poinformowano także, kto zajmuje się takimi
badaniami i gdzie należy kierować korespondencję w tej sprawie. Stwierdzono, że
decyzję w sprawie badań i wdrożeń jest władny podjąć minister Obrony Narodowej.
Odpowiedź podpisał pan kontradmirał Zbigniew Badeński – Szef Sztabu Marynarki
Wojennej RP.
Oczywiście te same pisma łącznie z dokumentacją techniczną,
zgodnie z zaleceniami wysyłałem pocztą internetową do kolejnych: Ministrów
Obrony Narodowej, Szefów Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, Stoczni w Gdyni i
Szczecinie, Centrum Budowy Okrętów w Gdańsku, Komisji Obrony Narodowej w Sejmie
RP, Instytutu Lotnictwa w Warszawie, a także wedle wskazań Dowództwa Marynarki
Wojennej do flot Sojuszniczych NATO: US Navy, Royal Navy i Marynarki Francji.
Miłe odpowiedzi z szacunkiem i podziękowaniem otrzymałem na piśmie. – Więcej
informacji jest na stronie internetowej: http://www.klawiterapia.com/bazamat i
http://www.klawiterapia.com/dyskpo .
Moim zdaniem w/w pojazdy wodne i wodno/lądowe mogą mieć
znakomite przeznaczenie także w gospodarce cywilnej, transporcie wodnym i
rzecznym w ruchu pasażerskim. Gdzie niezwykle konkurencyjnie skraca się czas
podróży z Polski np. lokalnie na Bałtyku do Sztokholmu i Helsinek w czasie
jednej godziny. Pojazdy latające na fali mogą mieć rewelacyjne zastosowanie w
ratownictwie morskim/oceanicznym i powinny się stać polską specjalnością
eksportową.
Łączę najlepsze oczekiwania i pozdrowienia – dr Ferdynand
Barbasiewicz, płk w st. spoczynku.
Główna narracja związana z właśnie podpisanym porozumieniem z USA pełna jest pochwalnych pień – nie tylko ze strony zwolenników obecnej polityki rządu ale także i ze strony wielu ludzi z opozycji. Być może słusznie – nie mam wglądu do tajników obecnej dyplomacji ani szczegółów porozumienia, ale czy na pewno i bezwzględnie?
Czy nie ma w tym ryzyka? Oto moje prywatne spojrzenie – szersze.
Może być nim zbytnie poleganie na sojuszu z USA. Przynależymy do Europy, której USA nie lubią (i której dyktują sankcje ekonomiczne), zresztą wzajemnie. W tej europejskiej rodzinie stajemy się pod tym względem prawie wrogiem wewnętrznym, podobnie jak z punktu widzenia Rosji. Wiążemy się z prymitywną kulturą (w porównaniu z europejską) i cywilizacją akcentującą siłę oraz przewroty i spiskowanie jako główne narzędzie polityki. USA praktycznie są rządzone przede wszystkim przez mafie bankierów i celebrytów żydowskich, którzy wspierają siły nieprzyjazne Polsce. Chociaż UE nie jest doskonała, to gdybyśmy umiejętną polityką zmienili ją bardziej w federację niezależnych państw oraz utrzymując poprawne, ale nie wasalne związki z USA – wyszlibyśmy na tym lepiej. Mając wątpliwości czy Rosja faktycznie nam zagraża w aspekcie militarnym (Europa generalnie nie wykazuje takich obaw), sądzę że wydatkowanie olbrzymich kwot na uzbrojenie może być tylko zaspokojeniem amerykańskiego biznesu zbrojeniowego przy jednoczesnej małej użyteczności obronnej. Mam na myśli to, że gdyby Rosja tylko rzeczywiście tego chciała, to dawno i łatwo by militarnie nas podbiła (ale nigdy o tym nie było nawet sygnałów) oraz że obecnie wojnę prowadzi się skuteczniej innymi środkami. A co do uzbrojenia to Rosjanie mają w naszej okolicy środki skuteczniejsze niż Amerykanie, w tym na tyle tajne i nowatorskie, że wyprzedzają cały świat (?). W tym kontekście uzbrojenie konwencjonalne to pewnego rodzaju atrapa, użyteczna w lokalnych konfliktach i raczej jako straszak.
Także zależność ekonomiczna od USA (nie mówię o normalnym handlu) nie jest dla nas korzystna. Między innymi to inne normy jakości – przykładowo dla żywności gorsze niż nasze. To większa globalizacja a zatem uzależnienie. Sprowadzane gazu LNG ma bardziej wymowę propagandową niż jest realnym czynnikiem dywersyfikacji dostaw paliw. To mały procent potrzeb. Długoterminowe kontrakty na LNG mogłyby być absurdem, bo w realnym czasie jesteśmy w stanie opanować ekonomiczną technologię podziemnego zgazowywania węgla, co przy polskich olbrzymich głębinowych zasobach uczyniłoby nas całkowicie niezależnym energetycznie państwem a nawet eksporterem gazu.
A propos pytanie: czy i ile gazu USA importują skoro są jego eksporterem?
Zatem refleksja: czy USA prowadzą wojnę na bliskim wschodzie ze względu na ropę i gaz, jak się często stereotypowo sądzi? Myślę, że nie przede wszystkim – chodzi o polityczne wpływy w regionie oraz wspieranie interesów żydowskich. Zauważmy przy okazji, że o ile my mamy płacić za amerykańskie uzbrojenie i utrzymanie baz, to Izrael otrzymuje od USA corocznie miliardy dolarów na zbrojenia. Wymowne.
A co do energetyki – bardzo niepokoi mnie kontrakt na elektrownię atomową. O absurdalności tego kierunku pisałem kiedyś np. w ramach artykułu Co z tą energetyką? Tamże o energetyce rozproszonej, na którą powinniśmy postawić.
Podobnie jak porozumienie co do współpracy w zakresie służby zdrowia. Kto czyta moje teksty to wie, że jestem szczególnie ‘cięty’ w tym zakresie. USA – pomimo największych na świecie nakładów na zdrowie jest najbardziej schorowanym społeczeństwem. Ich miliardowy program walki z rakiem poniósł fiasko. Wzorowanie się na amerykańskich rozwiązaniach zdrowotnych często prowadzi donikąd a kosztuje bardzo słono. To ich kolejna szansa na biznes, wcale nie jednoznaczny z polepszeniem naszego zdrowia, i korumpowanie naszych decydentów okruchami z tego biznesu.
Wracając do stosunków między Polską a USA, to nie należy się zbytnio łudzić „przyjaźnią”, bo w polityce ważą interesy. A nasza przyjaźń ma probierz w postaci ciągłego wymogu wiz do USA (bodajże jedyny przypadek Europie). Mówi się o kryterium wskaźnika odrzuceń wizowych, który musi przedtem spaść poniżej pewnego poziomu. Zachodzi jednak pytanie: dlaczego ten wskaźnik jest duży? Podejrzewam że nie o zachowanie Polaków chodzi, ale o antypolskie nastroje w USA, a przynajmniej wśród tamtejszej administracji.
Podobnie takim negatywnym testem przyjaźni jest wspieranie przez USA roszczeń za mienie bezspadkowe … Zachowanie ambasador G. Mosbacher pokazuje jak Polska jest instrumentalnie traktowana.
Ogólnie nasze usilne zabieganie o … niesuwerenność nie licuje z silną pozycją Polski. Bo jak inaczej nazwać dopraszanie się o stacjonowanie obcych wojsk? Może być użyte jako narzędzie polityki amerykańskiej, nawet w charakterze szantażu. A do tego jeszcze mamy za to płacić, gdy raczej za użyczenie terenów, mediów i aprowizacji powinniśmy wymagać kompensaty.
Wydatki te powinny pójść na większe nasze dozbrojenie i rozwój WP, a nie uzależnienie od obcej siły. Zauważmy, że nawet zakup bardzo drogich myśliwców F-35 (konstrukcja z 2006 r. z dalszymi modernizacjami, które nie stanowią podstawowej potrzeby obronnej polskiej armii i wciąż odnotowują niesprawności oraz będą dostarczone dopiero za parę lat) poprzez kody źródłowe awioniki i uzbrojenia będą tak czy inaczej kontrolowane z USA, z możliwością blokowania włącznie. Może nie koniecznie te samoloty są w pełni amerykańskie, bo wiele podzespołów jest produkowanych przez Chińczyków. Jeśli Chińczycy produkują, to mogą tam umieszczać swoje czipy (?) a informacjami dzielić się z Rosją. Nadto – to broń ofensywna dalekiego zasięgu (1700 do 2220 km) – kogo będziemy atakować? Podobnie rakiety. Gdy wspomniałem o tajnych broniach rosyjskich miałem na myśli także środki elektroniczne, które potrafią sparaliżować całą tę wysublimowaną technikę. Już te parę czynników daje do myślenia czy to trafiona inwestycja, czy nie lepiej byłoby rozwijać naziemną broń przeciwlotniczą?
Nie wydłużając tego wpisu, bo można by jeszcze sporo dodać – mam szereg wątpliwości czy ślepe poleganie na Ameryce nie jest naiwnością naszych polityków.
Opinie jak wyżej są głupio komentowane jako prorosyjskie. Nie mam nic wspólnego z Rosją podobnie jak bardzo wielu komentatorów, którzy mają podobne zastrzeżenia.
Obym się mylił, bo Polsce potrzebny jest dobry sojusz.
[publikowane z opóźnieniem ze względu na brak dostępu do Internetu z wakacji, co może skutkować także kłopotem z przesłaniem całości…]
Choć zdrowie nie jest na pewno wszystkim,
to bez zdrowia wszystko jest niczym.
Arthur Schopenhauer
Zaczyna się wkrótce lato, ale już teraz mamy gorące dni – dosłownie i w przenośni.
Co do pogody, to ta wariuje. Był długi okres wielkiej suszy, potem obfite opady na południu Polski, powodzie, coraz częściej zdarzają się trąby powietrzne. W tym roku znów widzimy szybszą wegetację, przed końcem maja już przekwitają akacje, lipy ze swym kwieciem już tuż.
Ja jedną nogą jestem na wakacjach – krążę między warszawskim domem a działką dość daleko od Warszawy – nadrabiając zaległości, bo dotąd nie mieliśmy tam nawet paru dni pod rząd, które sprzyjałyby pracom.
Prognozy pogody nawalają. Obserwując je, odraczamy wyjazd przykładowo na tydzień, bo podobno będzie wciąż padać lub znacznie się oziębi, a potem okazuje się, że prawie wszystkie dni były super i znów stracona okazja i siedzenie w mieście … [przekleństwo].
Z powodu pogody znów nie jest pewny czerwcowy wyjazd nad Bałtyk (do pogodzenia z obowiązkami) – jeszcze przed w tym roku wcześniejszym runem wakacyjnym – potem to już może być koszmar tłoku.
Maj był też gorący politycznie – głównie ze względu na wybory do parlamentu europejskiego, ale i z innych powodów, które już wymieniałem w maju.
Komentowałem to trochę i na twitterze, ale bez większych emocji.
Co prawda, jestem rozczarowany postawą Warszawy, która wybrała W. Cimoszewicza (200 tys. głosów na faceta z komuny, który obrabował leśniczówkę, potrącił człowieka na drodze, dodał, że trzeba obcym oddać polski majątek, ‚wsławił’ się innymi wpadkami) oraz tym, że parę skompromitowanych osób jak J. Lewandowski, E. Kopacz czy L. Miller będzie w parlamencie. Mam też osobistą antypatię do B. Arłukowicza nie tylko za skandaliczną postawę jako ministra w MZ, czy do „wesołej wdówki” M. Adamowicz. Generalnie dziwi mnie i niepokoi, że będą tam wciąż osoby, które już powinny się wycofać z polityki – nie tylko ze względu na wiek (J. Buzek, K. Jurgiel,…) i będą blokować miejsca młodym i prężniejszym ludziom, którzy mają wolę i zdolności coś w PE zmienić.
Z tego względu szkoda też że nikt z Konfederacji się nie zakwalifikował. Zwracałem uwagę, że na listach komitetów mieliśmy ludzi z różnych mniejszych ugrupowań, co daje szersze możliwości – od starych polityków po nowe i młode osoby – był wybór poza partyjnymi schematami. Głosujemy przede wszystkim na ludzi i tak właśnie zrobiłem. Przykładowo, chociaż to nie był mój okręg, to chętnie poparłbym Jacka Wilka. Uważam, że ten polityk ma wielką przyszłość. W tym przypadku nie chodzi tyle o Konfederację, bo to tylko hasło, ugrupowanie, a głosuje się na konkretnych ludzi. Wart poparcia, bo opowiada się za koncepcją ustrojową WIR (Weto Obywatelskie, Inicjatywa Obywatelska i obligatoryjne Referendum) oraz broni zasobów naturalnych Polski. Sugerowałem pytanie:
Czy Twój kandydat poparłby rozwiązanie, które może dać władzę Narodowi wg programu WIR, a nie wciąż rotującej tej samej klasie* politycznej? (* klasie?).
A wyszło tak, że nie będzie ani jednego głosu niezależnego od PO-PiS (Koalicja Europejska-PiS), głosu wolnościowej alternatywy… Niedobrze. Czyżby zwyciężyło głupie przekonanie, że ktokolwiek krytykuje ww. układ, to „ruska onuca”?
Pro memoriam zapisuję, kto dostał się do parlamentu UE (wg komunikatu PKW, nazwy komitetów skrócone).
Było też gorąco wokół tematów Polska-Żydzi. Z co najmniej paru źródeł, w tym izraelskich, są potwierdzenia że delegacja rządu Izraela przyleciała do Polski 13 maja, pomimo odwołania wizyty ze strony polskiego rządu, a rozmowy jednak się odbyły – w tajemnicy. Pośrednio potwierdza to news z Wirtualnej Polski, że ambasada USA nie wyraziła zgody na spotkanie z delegacją. Kłamstwa i tajemnice wokół tej sprawy nie wróżą dobrze. Ale to osobny duży temat.
Tymczasem wypuściłem przed końcem miesiąca majowe podsumowanie nowości w serwisie LepszeZdrowie.info.
Tam: wieści o przekrętach i kompromitacjach medycznych, które powodują wzrost świadomości społeczeństwa o lepszych metodach leczenia. Opracowania naukowe o pożytkach z jajek, kawy, witamin, działaniu cholesterolu… Wiadomości praktyczne i wiele więcej.
A propos wspomnianej kawy. To mój kolejny ulubiony temat – aż sam się dziwię, że tak mało o tym tu pisałem – oprócz drobnych wzmianek i wpisu Smak na zdrowie.
Zatem wypada przypomnieć, że mam dedykowaną stronę na Facebooku – Spotkania przy kawie (vel Kawa na Zdrowie).
Mam też spory zbiorek książek o kawie, a tym razem przedstawiam wstępnie książkę „Kawa dla Zdrowia – energia, smak i sposób na długowieczność” w tym wpisie.
Zamierzam później opisać tę książkę dokładniej. O zdrowotności kawy było też wielokrotnie na LepszeZdrowie.info, ale powyższa biblia kawy (jak w tytule angielskiego oryginału) robi wrażenie – wiele nowych badań, w tym autora. Skoro kawa tak pomaga, wręcz leczy, to obawiam się że nasz Instytut Leków i inne władze przy MZ zadekretują, że kawa ma być lekiem na receptę… 🙂
Gdy o kawie, to – ze względu na antyoksydanty – nie trzeba sobie odmawiać pewnych przyjemności 🙂 – zobacz dokładniej dlaczego.
I jeszcze jeden wpis o kawie – nie bójmy się jej ze względu na ciśnienie (w większości przypadków).
Na wakacjach lubię oddawać się lekturom „z pogranicza” tj. takim, w których pojawiają się niezwykłe tezy, tajemnice, wątki ezoteryczne itp. Miałem prawie ukończoną książkę (ebook) z tej półki – o przyszłości świata, ale przynajmniej dwie okoliczności powstrzymują mnie przed jej publikacją.
Jeszcze nie skończyłem czytać książki „Factfulness – Dlaczego świat jest lepszy niż myślimy, czyli jak stereotypy zastąpić realną wiedzą” (autor Hans Rosling…). Co prawda, widzę, że autorzy miejscami popełniają błędy wbrew sobie, ale wciąż mam nadzieję, że i mój obraz świata zmieni się na bardziej pozytywny, może miejscami się mylę, przejaskrawiam. Wtedy i moja książka powinna być przemodelowana, bo pokazuje sprawy straszne… lub byłaby przedwczesna, co jest tą drugą okolicznością.
Przypomina mi to sytuację, jaką ma obecnie Igor Witkowski, który wstrzymuje publikację dwóch gotowych książek – właśnie dlatego, że byłyby przedwczesne i nie znalazłyby zrozumienia. Omawia to ciekawie w wywiadzie „Wyparta logika apokalipsy„.
Zapamiętajmy tę rozmowę. Być może czeka nas jeszcze dużo bardziej gorący czas…
Przypomnę, że Joanna Rajska jest autorem m.in. książki „Między Chaosem a Świadomością – Hiperfizyka”, a Igor Witkowski autorem ponad 70 książek, z których część prezentuje na swej stronie https://www.igorwitkowski.com/.
Tyle na teraz. Prawdopodobnie wakacje, a z tytułu emerytury mam je długie, nie będą (?) obfitowały w wiele wpisów.
Idzie raczej czas odpoczynku i przygód – czego wszystkim życzę.
Idee łączą, ale i dzielą. Więcej szans na porozumienie mają sceptycy niż wyznawcy. Stefan Garczyński
Padają różne pomysły, zwłaszcza przed wyborami, na uzdrowienie Polski i naszej polityki.
Dziś tylko o jednej z nich – W.I.R. (lub krócej WIR).
Zaczęło się od tego, że Jerzy Zięba od lat „bije głową w mur” obojętności przedstawicieli władz i różnych środowisk opiniotwórczych, przedstawiając potężne zagrożenia dla zdrowia Polaków oraz machinacje na tym polu. Ponieważ nie daje to żadnego rezultatu (oprócz pewnego poruszenia wśród czytelników i niektórych mediów), oraz nie jest dopuszczany do mediów głównego nurtu, zajął się polityką. Nie w sensie by kandydować na jakieś stanowisko, ale edukacyjnie i przez oddolne mobilizowanie społeczeństwa do zorganizowania się dla lepszej Polski, co ma szczególne znaczenie przed wyborami.
Projekt Jerzego Zięby w największym skrócie:
1. Możliwa jest zmiana władzy w Polsce na taką, która tylko będzie formalnym wykonawcą konstytucyjnej władzy jaką jest Naród.
2. Do tego potrzeba i teoretycznie wystarczy wprowadzić trzy rozwiązania/ustawy (w skrócie WIR):
a) Weto Obywatelskie jako, że to Naród polski ma mieć pełną kontrolę nad działaniami rządu, zgodnie z podstawowymi wymaganiami konceptu demokracji. Efektem Weta Obywatelskiego, podpisanego przez określoną prawem liczbę obywateli, ma być Referendum, w którym Naród wypowie się ws. zawetowanej ustawy.
b) Inicjatywa Obywatelska, która pozwoli Narodowi polskiemu na wyrażenie swojej woli, co do konkretnego problemu ujętego w Inicjatywie Obywatelskiej, wyrażonej przez określoną prawem liczbę obywateli podpisujących tę inicjatywę. Efektem ma być Referendum, w którym to Naród wypowie się za lub przeciw proponowanej Inicjatywie.
c) Referendum, którego wynik będzie zobowiązywał rząd do bezwzględnego i natychmiastowego wdrożenia w ten sposób przedstawionej woli Narodu.
Pan J. Zięba omawiał to wielokrotnie, zobacz przykładowo mocne wystąpienie (de facto apel do Polaków).
Jednocześnie ma to wszystko umocowanie w koncepcji przedstawionej przez prof. Mirosława Matyję w jego książkach Demokracja szwajcarska szansą dla Polski? i Polska Semidemokracja oraz w wykładach.
Zięba wielokrotnie omawiał tę koncepcję z postulatami jej ulepszenia.
Obecnie te zalecenia w podobnej formie głosi też poseł Jacek Wilknp. tutaj.
Z jednego z wpisów p. Jerzego:
Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej mówi :
Art. 4. Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu.
Czyżby? Naród polski ma zakneblowane usta!
Naród polski nie ma możliwości zawetowania ustaw wprowadzanych przez Rząd !!
To właśnie doprowadziło do tego, co jest w Polsce od prawie 30 lat.
Rząd (kilka lub kilkanaście skorumpowanych osób) robi z Polską to, co tylko im się podoba, a My, NARÓD, nie mamy nad nimi jakiejkolwiek kontroli społecznej.
Naród ma możliwość zaproponowania jakiejś ustawy, ale… Rząd zawsze to może odrzucić i… odrzuca.
Naród może wypowiedzieć się w Referendum, ale… garstka polityków, może tę WOLĘ NARODU wyrzucić do śmietnika – i wyrzuca tak jak teraz.
No więc, JAKĄ to niby, My polski Naród, mamy Władzę? Żadną.
To najważniejsze postanowienie Konstytucji jest od lat łamane, od lat!
Efekt? Obywatel boi się Rządu, a to jest tyrania i niewolnictwo, ale kiedy Rząd boi się obywatela, bo ten ma Władzę, jest to: WOLNOŚĆ.
Szwajcaria praktykuje to od 170 lat i… jest czym jest.
Malkontentów i tych, którzy mówią: „nie da się” proszę :
NAJPIERW … zapoznajcie się z WIEDZĄ, która pokaże Wam jak to można łatwo osiągnąć.
Przestańcie zrzędzić. To nic nie daje, niczego nie wnosi, a … czas ucieka…
Dobry polityk musi umieć przepowiedzieć, co będzie się działo jutro, za tydzień, czy za rok i musi umieć wytłumaczyć , dlaczego nie zaszło to, co przepowiedział.
Winston Leonard Spencer Churchill
Od czasu do czasu poruszę aktualnie „gorące tematy”, które może później już nie będą tak gorące, chociaż akurat poniższe – jak przewiduję – raczej się jeszcze bardziej rozpalą.
Nie będąc ani politykiem, ani publicystą politycznym podeprę się tym, co napisali inni, których śledzę.
Jednym z nich jest redaktor i pisarz Witold Gadowski. Cenię go za odwagę, dociekliwość (dziennikarz śledczy), pryncypialność patriotyczną, poszanowanie polskich wartości, ładny język i kulturę, niesprzedajność, sporą wiedzę….
Ma cotygodniowe komentarze na swej stronie www.gadowskiwitold.pl oraz komentuje wydarzenia jeszcze w paru innych miejscach w sieci i radiach. Za swój krytycyzm niestety nie ma miejsca w „narodowych” mediach publicznych.
(To wstyd, panie prezesie J. Kurski, chociaż nie tylko z tego powodu…)
Aktualnie gorącym tematem jest film braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” i sprawa pedofilii. O tym dalej. Doceniam to, co rząd w trybie pilnym robi, by zaostrzyć walkę z tą patologią, podobnie jak opór wobec krzykliwego LGBT+.
Czy jednak nie za późno? Cała sprawa ma otoczkę polityczną – różne partie w różnym stopniu są krytyczne, a zjawisko ma szerszy i głębszy zakres, w tym światowy, niż wielu wie. Przy okazji słyszę o tym, że podwyższa się wiek młodzieży dla których seks jest legalny z 15 do 16 lat. Nie to, bym był za wczesną inicjacją, ale przecież to się zdarza, czy ktoś to akceptuje czy nie.
Wg informacji jakie znalazłem (cytuję): 20% 15-16-latków ma za sobą inicjację seksualną. Ilu z nich z 18-latkami? Wg nowych regulacji wyjdą z więzienia po… 40 (?). „Przygotowani do życia” przez starszych współwięźniów. Wie ktoś – z nagle wzmożonych zwolenników zamykania do więzienia młodych ludzi za seks – jak wygląda więzienie?
Teraz o komentarzu red. Gadowskiego z 15 maja 2019, który możesz zobaczyć/odsłuchać także tutaj (za YT) , chociaż warto zobaczyć także przynajmniej część komentarzy pod oryginalnym nagraniem.
Temat pedofilii jest jednym z kilku, bo mowa jest także o stosunkach polsko-izraelskich, w tym o ostatnich wydarzeniach, Instytucie Ogrodnictwa w Skierniewicach, jachcie I love Poland i Eurowizji…
Każdy z tematów zasługiwałby na szersze omówienie, ale ograniczę się do względnie krótkiego komentarza.
Relacje z Izraelem a szerzej – z amerykańską diasporą żydowską, napinają się, co przewidział dawno temu red. Stanisław Michalkiewicz, którego też cenię (za erudycję, język, przenikliwość, postawę patriotyczną itd. itd. – wszystko podane z dawką humoru). Opracował ostatnio projekt ustawy która mogłaby jednoznacznie okreslić, że Polska nie zgadza się na wypłacenie Żydom jakichkolwiek haraczy za mienie bezspadkowe. Podobny projekt przedstawił klub Kukiz’15, ale obrady nad nim zdjęto z porządku obrad w Sejmie. To ważny temat i ostatnio tak nagłośniony oddolnie, że rząd i prezydent wreszcie zabrali głos w tej sprawie. Brzmi to przekonująco, ale nie dla wszystkich. Sam Michalkiewicz i Konfederacja, która wzięła ją na sztandary (także dosłownie podczas marszu w Warszawie 11 maja) przekonuje, że deklaracje deklaracjami, a uległość rządów wobec Żydów, to jakby kanon od dziesięcioleci i zbyt ufać rządowi nie można. Tym bardziej, że twierdzenie iż wszystko zostało już uregulowane z USA w porozumieniu z 16 lipca 1960 r. nie bierze pod uwagę, że – jak to rozumiem, dotyczyło ono tylko obywateli amerykańskich mieszkających i/lub posiadających w Polsce mienie w czasie gdy je utracili , a nie całej masy późniejszych chętnych na łatwą kasę. To kwestia interpretacji tego dokumentu (nie jestem prawnikiem). Na rzecz Polski może jednak działać Umowa zawarta między RFN i Izraelem z 1952 roku. Niemcy zobowiązali się tam do wypłaty odszkodowań za mienie (RÓWNIEŻ BEZSPADKOWE) z terenów, które podczas II wojny znajdowały się “pod niemiecką władzą”. Czyli także z terenów okupowanej Polski.
Oby, natomiast casus szwajcarski (wydobycie ponad miliarda dolarów przez Żydów) daje do myślenia, podobnie jak usilne zabieganie Żydów w USA by Just Act został przyjęty i podpisany oraz apel M. Pompeo w Warszawie. A ten wyraźnie powiedział, że nasze władze powinny bardziej zająć się kompleksową legislacją dla uruchomienia odszkodowań. Czyli nawet gdyby obecne prawo je uniemożliwiało, to się je stworzy…
Co do Konfederacji mam „mieszane uczucia”, ale narracja, głównie PiSowska, że oto wytrącono Konfederacji główne hasło wyborcze (przeciw Just Act 447), jest głupia, ponieważ ich program jest dużo szerszy i trafia do wielu ludzi, którzy widzą, że w Polsce źle się dzieje. A niedopuszczenie tej formacji do „mediów narodowych”, w przeciwieństwie do np. przedstawicieli Wiosny, tak krytykowanej przez PiS, jest skandalem w demokratycznym społeczeństwie.
Podobnie jak nazywanie wszystkich, którzy krytykują zbyt wasalistyczną politykę wobec USA lub poczynania rządu w ogóle – ruskimi trollami, przyjacielem Putina itp.
O tych sprawach głośno mówi się w niezależnej telewizji internetowej wRealu24 – w osobie głównego redaktora Marcina Roli oraz szeregu zapraszanych gości. Warto śledzić.
Wracając do pedofilii – w uzupełnieniu szerszy obraz zjawiska na świecie oraz opinię o filmie Siekielskich przedstawia kolejny mój ulubiony komentator dr n.med. Jerzy Jaskowski w tym komentarzu: http://www.polishclub.org/…/15/heca-z-bracmi-sekielskimi/.
Jest tam mnóstwo szczegółów (także w przypisach) pokazujących skalę patologii seksualnych i powiązań politycznych (zatrważające). Jest też o szeroko zakrojonej działalności Kościoła – społecznej i na rzecz wszelkich ofiar, biedy, pomocy charytatywnej. Tu wtrącę jednak prowokacyjne pytanie: owszem Kościół pomaga jako organizator, zbiera datki, posyła ku pomocy misjonarzy, oferuje pracę zakonów, ale … czy daje coś bezpośrednio ze swojego olbrzymiego majątku? Może jestem niedoinformowany…
Co do Kościoła, to mam poważne obawy o jego przyszłość (zwłaszcza jeśli się wewnętrznie nie oczyści i nie zreformuje), ale to inny temat.
Dra Jaśkowskiego cenię za olbrzymią i mało znaną innym wiedzę, a zwłaszcza w zakresie problemów zdrowia, którym i ja się zajmuję czasami jako popularyzator. Z tą wiedzą możesz zapoznać się (sukcesywnie, bo to ogrom materiałów, w tym książek) podążając za wskazaniem jakie Autor podaje na końcu swych artykułów.
Sprawy zdrowia porusza pośrednio i W. Gadowski w swym komentarzu wspominając o sytuacji w Instytucie Ogrodnictwa w Skierniewicach. Nasze rolnictwo, jeszcze stosunkowo nie zepsute technologiami intensywnej przemysłowej uprawy, a przez to dające zdrowsze płody, jest w niezrozumiały sposób degradowane a nawet niszczone. Mówi o tym często poseł dr Jarosław Sachajko a ostatnio poseł Jacek Wilk. To powinno nas boleć, tym bardziej że i z gospodarczego punktu widzenia, moglibyśmy być rolniczą potęgą.
I znów, wracając do pedofilii oraz pederastii, co też ma wpływ na zdrowie młodego pokolenia.
Na twitterze natrafiłem na wpis podający rzekomo statystyki międzynarodowe liczby pedofilów: LGBT 46%, Aktorzy 29%, Trenerzy Personalni 17%, Nauczyciele 14%, Duchowni 1,5%. Oczywiście grupy mogą się częściowo pokrywać, ale w ogóle wydaje się to nieprawdopodobne (brak źródła). Jednak faktem jest że największy kontakt z małymi dziećmi mają nauczyciele i duchowni. Także, jeśli te dane były w jakiejś mierze prawdopodobne, to nie sądzę aby przekładały się na realia polskie – chyba aż taka skala degrengolady społecznej u nas jeszcze nie nastąpiła. Gdyby tak było, to przerażałaby liczba bezwzględna w przypadku nauczycieli – wychodzi (wg GUS) 14% z ok. 588 000 to 82 320 ! Jednak są dane, że do 40 proc. homoseksualistów to PEDOFILE (dość obszerne opracowanie).
Komentarz Gadowskiego o Eurowizji 2019 pokazuje ów niepokojący zachodni trend w kierunku LGBT.
W 1. odcinku półfinału zobaczyliśmy Danę International, pierwszą transseksualną laureatką Eurowizji sprzed lat (TVP wycięło z powtórki jej występ), zaprezentował się w kobiecym stroju przedstawiciel Francji – Bilal Hassani, który jest zdeklarowanym gejem (jego idolką jest Conchita Wurst), jeden z prowadzących, Assi Azar przed kamerami robi coming-out, a realizatorzy pokazywali pary wszystkich płci i w różnym wieku, które całowały się na sali przed kamerami. Wyraźny przekaz…
Na marginesie: nie raz zastanawiałem się nad przyczynami różnych współczesnych patologii i panoszącego się zła i jak to można zmienić, np. we wpisie o prawdzie i kłamstwie.
Może właśnie trzeba oderwać się od dominujących schematów, skoro od pokoleń nic nie zmienia się na lepsze – po prostu się nie sprawdziły. Tak jak mówi sentencja A. Einsteina „Nie możemy rozwiązywać problemów używając takiego samego schematu myślowego, jakim posługiwaliśmy się w trakcie ich pojawienia się”.
Z tego względu i także w imię mojej dewizy z nagłówka bloga „mieć szerszą perspektywę, odkrywać nowe horyzonty” – zachęcam do wysłuchania bez krępujących uprzedzeń wykładu: U progu wielkiego przełomu – Janusz Zagórski.
Jest więcej ważnych i aktualnych tematów, ale nie będę upychał za wiele do jednego wpisu i zakończę wezwaniem: Pamiętajmy o tym wszystkim przy niedzielnych wyborach!
Za reklamy automatyczne z platformy blogowej nie odpowiadamy.
Bez wiary potykamy się o źdźbło słomy, z wiarą przenosimy góry.
Soren Aabye Kierkegaard
Złoża gorących wód są prawie pod całą Polską (kolor pomarańczowy)
Tytułowy temat „dręczy” mnie coraz bardziej wobec „jakiejś” monstrualnej indolencji kolejnych rządów w Polsce gdy planuje się naszą gospodarkę. Wziąłem w cudzysłów „jakiejś”, bo domyśłam się przyczyn, o czym dalej.
Temat jest szeroki – dotyczy zasobów naturalnych, dyrektyw unijnych co do OZE (Odnawialne Źródła Energetyczne) oraz krajowych działań w tym zakresie, polskiego górnictwa i skandali z tym związanych, mitologii CO2 jako głównego czynnika zmian klimatu, nagonki na wiatraki, polityki antysmogowej, elektromobilności itd.
Dziś nie poruszę wszystkich tych tematów – wskażę głównie na geotermię.
Tam Krzysztof Tytko ujawnia prawdę i przekręty w sektorze energetyki i zasobów naturalnych.
Podobnie tutaj Komisja śledcza za grabież polskich złóż.
A z narady środowisk niezależnych – Wrocław – 29.X.2017 (Obywatelski Komitet Obrony Polskich Zasobów Naturalnych) – Marek Adamczyk, Krzysztof Tytko, Zbigniew Martyniak – https://youtu.be/IgtYSkvOlTk.
Jest zatem wiele materiałów – nie wymieniam wszystkich, bo teraz przechodzę do tematu bieżącego – geotermii.
Chociaż, przepraszam – „bieżącego” … od dziesięcioleci.
Oto przykładowo audycja w TVP2 z 2009 r. podczas której Jan Pospieszalski dyskutuje ze specjalistami: prof. Mariusz Orion Jędrysek, prof. Jacek Zimny, prof. Ryszard Kozłowski, Witold Maziarz – https://vod.tvp.pl/video/warto-rozmawiac,przyszlosc-polskiej-energetyki-29012009,287898
(niestety trzeba przebrnąć przez długie reklamy i nie zrażać się ew. komunikatem o niedostępności).
Linki przy nazwiskach kierują do stron dyskutantów lub innych miejsc w sieci, gdzie znajdziemy dużo ciekawych materiałów o tych osobach, ich pracach i poruszanych tu zagadnieniach).
Telegraficznie:
Polska stoi na bogatych złożach wód termalnych – wg ocen pokrywających z nawiązką (do 150 razy) krajowe potrzeby. Jest wykonanych ponad 30 000 odwiertów. Ich wykorzystanie (choćby częściowe) dla ciepłownictwa uwolniło by obciążenie istniejącej energetyki od potrzeb importu ropy i gazu, a dodawszy nasze duże pokłady tych surowców oraz podziemną gazyfikację węgla (na wodór i inne gazy palne – dla energetyki o większych mocach) spowodowałoby że stalibyśmy się docelowo eksporterem na większą skalę niż Kuwejt.
Mowa jest też o energetyce rozproszonej (odpada przesył i uzależnienie od molochów energetycznych), o balneologii, o ośrodkach SPA, które mogłyby zarabiać na turystach, służyć zdrowiu, itd.
Minęło 10 lat, były raporty i plany_rozwoju – np. http://bit.ly/EnergPL i co mamy dziś?
Nawet gdyby, zważywszy pewne trudności techniczne, wykorzystać tylko część tych możliwości – moglibyśmy być przynajmniej samowystarczalni a docelowo europejskim potentatem energetycznym.
Energetyka ma dla nas znaczenie strategiczne nie tylko w świetle aktualnego „bezpieczeństwa energetycznego” ale w budowie naszej siły gospodarczej a zatem i politycznej. .
Co do złóż i technologii oczywiście należy uwzględnić koszty dotarcia, które w niektórych rejonach będą duże, a w innych złoża są już na wyciągnięcie ręki – to kwestia odpowiedniej polityki energetycznej i ew. pomocy państwowej. Podobnie z technologią – tu moglibyśmy stać się pionierem i trendsetterem. I zarabiać na tym dodatkowo, uruchomić komplementarne innowacje, uwolnić się od obciążeń z powodu opłat emisyjnych.
Decydowałby rachunek ekonomiczny w szerszym kontekście, ale jeśli możemy zyskać np. teoretycznie 10 razy więcej niż mamy, to nawet osiągnięcie 2 razy więcej byłoby świetnym osiągnięciem. Potrzeba tylko determinacji, odwagi, wiary …
Niestety rządy jak dotąd bagatelizowały/sabotowały (?) ten olbrzymi potencjał.
Ech, polityka…
Chyba kluczem jest dewiza „Nie pytaj jak i komu możesz pomóc, ale komu zaszkodzisz” – tak +/- działali u nas politycy. Oportunizm. Ale opportunity znaczy też szansa. Jest zdradą stanu/Narodu nie skorzystanie z tak wielkiej.
Domyślam się że chodzi o interesy obecnych potentatów energetycznych, zwłaszcza tych którzy są powiązani z zagranicą. Także interesy zagranicznych koncesjonariuszy naszych złóż, którzy mają nadzieję sami je eksploatować albo je unieruchomić by nie stanowiły konkurencji.
Mam nadzieję, że ten zgubny i niemądry kierunek w polityce będzie odwrócony. Chyba że już za późno? W każdym razie dotychczasowa krótkowzroczna a prawdopodobnie i korupcyjna polityka już poczyniła wielkie szkody w naszym majątku i zabrała nam lata rozwoju. Im dalej będziemy brnęli w głupotę i dalsze nietrafione pomysły strategiczne, tym będzie trudniej i drożej.
Wśród polskich aktualnych polityków znam niewielu, którzy się o tym wszystkim wypowiadają. Oprócz posła Jarosława Sachajko zwrócę uwagę na Jacka Wilka (obecnie w ramach Konfederacji).
Z ostatnich dni – poseł Wilk był gościem na jednym z „wieców” wyborczych Roberta Biedronia na Śląsku, gdzie ku zaskoczeniu prowadzącego zyskał zainteresowanie a nawet aprobatę dla tezy o wartości węgla dla naszej gospodarki – przy wykorzystaniu jego gazyfikacji. To był przykład jak świadomość tego rozwiązania jest mała i należy to zmieniać. Nagranie: https://www.facebook.com/JacekWilkPL/videos/811423522590263/
Powtarzam – jesteśmy bardzo bogaci w surowce i moglibyśmy się stać jednym z liderów energetycznych i w powiązanych technologiach.
Wszyscy wiedzą, że pomysł jest nie do zrealizowania. A potem przychodzi jakiś nieuk, który o tym nie wie. I on właśnie dokonuje przełomu. Albert Einstein
W danym przypadku mowa jest o projekcie telewizji Tagen o polskich, współczesnych odkrywcach i wynalazcach oraz o ich dokonaniach. Tytuł projektu (dosłowne brzmienie) może być nieco mylący, bo „odkrywca” kojarzy się często z odkrywcą geograficznym, archeologiem, itp. a tu chodzi – jak rozumiem – o odkrycia naukowe z akcentem na technikę użytkową. Ten wpis przybliża istotę tej ciekawej i pożytecznej inicjatywy.
Ma ona character konkursu (kwiecień – czerwiec 2019), w którym zachęca się polskich wynalazców i odkrywców (naukowych) do ogólnego ujawnienia swoich pomysłów oraz widzów do oceny tych pomysłów. Ma to za zadanie pokazać nieodkryty potencjał polskiej myśli technicznej, ale także pokazać … systemowe utrudnienia na drodze tego ujawniania, pomocy państwowej i w zakresie wdrożeń. Projekt uważam za szczytny, poniżej wprowadzenie pomysłodawcy (Mariusza Dąbrowskiego).
Ufundowano nagrodę przynajmniej 10 000 zł dla zwycięzcy, która może być powiększona przez dotacje od widzów.
Tutaj wypada cofnąć się przeszłość, gdyż los polskich wynalazców i odkrywców był na ogół ciężki. W wystąpieniu wymieniono przykłady takich osób jak: Jan Szczepaniak (kolorowa fotografia), Franciszek Rychnowski (gromadzenie ‚energii eteru’), Jan Czochralski (namnażanie kryształów krzemu – technologia stojąca u podstaw mikroprocesorów), Jacek Karpiński (prekursor nowoczesnych komputerów), Lucjan Łągiewka (wynalazca m.in. zderzaka dynamicznego o nieznanej dotąd zasadzie działania). Zatrzymam się chwilę nad p. Lucjanem, ponieważ jako inżynier mechanik kiedyś specjalnie się tym interesowałem.
Do tej listy osób już nieżyjących, oprócz tak powszechnie znanych i uznanych jak Maria Curie-Sklodowska, Ignacy Łukasiewicz (wynalazca lampy naftowej i pionier przemysłu naftowego) czy Ignacy Mościcki (metoda produkcji kwasu azotowego z powietrza) itp., warto dodać wielu innych – dużo mniej znanych jak:
Józef Hofmann – autor m.in. wycieraczek szyb samochodowych i resorów (oprócz tego że był wybitnym pianistą).
Jan Szczepanik – opatentował urządzenie do fotoelektrycznego zapisu dźwięku na taśmie filmowej.
Kazimierz Żegleń – wynalazł między innymi kamizelkę kuloodporną.
Józef Stanisław Kosacki – skonstruował ręczny wykrywacz min działający na zasadzie elektromagnetycznej.
Stanisław Tołpa – biolog, badacz torfowisk i twórca preparatów zdrowotnych.
Jan Józef Baranowski (urządzenia dla kolejnictwa, kasownik i drukarka biletów),
i wielu innych – patrz np. https://wynalazki.andrej.edu.pl/wielcy-polacy (są tam też biogramy). WItold Gadowski rozpoczął kiedyś w ramach swych komentarzy tygodnia przegląd niektórych takich zasłużonych polskich wynalazców (np.tu), szkoda, że to się urwało… Oni wszyscy wnieśli znaczący wkład w rozwój nauki, przemysłu i wygodę życia ludzi, także w zakresie światowym.
Natomiast z żyjących polskich wynalazców, wymienię dość arbitralnie (przykładowo i z różnym stopniem „zasług”) następujących ludzi, których prace w różnych dziedzinach na ogół są mało znane publicznie lub z trudem się przebijają w gospodarce:
StanisławSzczepaniak – chemik, autor blisko 150 patentów i wielu nagród za wynalazki na całym świecie (zwłaszcza w zakresie preparatów zdrowotnych, wyróżnia się tym że potrafi je wdrażać – ewenement na tle innych). Zdzisław Oszczęda – odkrywca metod uzyskiwania i wykorzystywania nanowody . Zygmunt Wilkowski – biocybernetyk, terapeuta, geodeta, matematyk, m.in. opracował nowy system diagnostyki cybernetycznej. Jerzy Dora– wybitny specjalista od plazmy technicznej i autor związanych z tym wdrożeń. dr Henryk Różański (fitoterapia). Emil Piasecki – badacz zagadnień antygenów i powodów dziwnych chorób, odkrywca i popularyzator zjawiska niewidzialnej transfuzji, co tworzy nowy paradygmat w wielu działach medycyny. dr Ferdynand Barbasiewicz – odkrywca i praktyk klawiterapii – niezwykłej metody diagnostyki i szybkiego leczenia wielu chorób uważanych za nieuleczalne, pomysłodawca innych intrygujących wynalazków z różnych dziedzin. Jan Taratajcio – zadziwiająco wszechstronny badacz-amator w zakresie zdrowia, budownictwa, energetyki, muzyki … …
Wśród wynalazców są zarówno naukowcy z dyplomami jak i amatorzy, przy czym warto przypomnieć, że wiele wynalazków powstało właśnie dzięki amatorom i ten fakt nie powinien być powodem lekceważenia.
O ile w Polsce istnieje szczególny (negatywny) stosunek do wynalazców (co widać po bardzo małej ilości patentów), to jest to także problem na świecie, gdy dany wynalazek (odkrycie) jest nie po drodze potentatom lub monopolistom w danej dziedzinie. Podobnie, gdy jakieś odkrycie podważa istniejący paradygmat naukowy, zwłaszcza jeśli wykazuje skuteczność. Jest wielu takich naukowców, dawnych i współczesnych, o ktorych nic sie nie mowi. Niektórych okradają z ich pomysłów ww. potentaci – albo przejmując technologię pod własnym szyldem albo chowając ją do szuflady.
Warto wspomnieć o prekursorze (prawdopodobnie nie jedynym) podobnych akcji – Januszu Zagórskim z NTV, który prowadził wielokrotnie już wspomniane przy okazji L. Łągiewki Forum Niekonwencjonalnych Wynalazków Konstrukcji i Pomysłów (w latach 2001 – 2010, reaktywowane w 2016), gdzie występowało wielu wynalazców.
Także Alex Berdowicz na swej stronie porozmawiajmy.tv zaprasza czasem ciekawych wynalazców.
Wracając do projektu.
Gdy to piszę opublikowano Inauguracyjny (1.) odcinek cyklu wspomnianego na wstępie projektu-konkursu przedstawiającego polskich wynalazców, w którym wystepuje Wiesław Glaner. Jest on twórcą działających rozwiązań technicznych do zupełnego spalania różnych paliw i odpadów w systemie zamkniętym. Byłoby to niezwykle pożądane w świetle obecnego problemu smogu, efektywności energetycznej oraz utylizacji odpadów. Autor opracował projektowanie takich systemów pod różne surowce, które mogą być „przystawką” do istniejących urządzeń spalających jak i instalacjami kompletnymi. Rozwiązują one także problem emisji CO2 przez absorpcję tego gazu przez popioły w wyniku czego powstaje pewien surowiec, który może być wykorzystany w chemii budowlanej (chociaż to nie jedyny pomysł na neutralizację CO2). Jak w innych podobnych przypadkach wynalazca boryka się z utrudnieniami patentowymi, brakiem zainteresowania ze stony nauki oraz małym zainteresowaniem podmiotów gospodarczych. Jest to też przykład człowieka, który wrócił z emigracji z nadzieją na przysłużenie się Polsce, ale te nadzieje rozbijają się o mur niezainteresowania i braku pomocy. Jak określił to prowadzący wywiad: „Nie ważne jest tutaj jak możesz pomóc, ale komu możesz zaszkodzić”.
Co do metod efektywnej energetyki – uważam ten temat za bardzo ważny i dlatego jeszcze go tutaj rozszerzę. Otóż w zakresie efektywnego spalania mamy w Polsce obecnie więcej ciekawych pomysłów. Pisałem o tym kiedyś w artykule „Energetyka rozproszona, głupcze! z którego zacytuję ten fragment:
… Jeśli jednak [stawiamy na] węgiel, to czemu nie są wdrażane dużo efektywniejsze sposoby jego spalania? Zwróćmy uwagę na efekt skali wynikający z pojedynczych użytkowników węgla. Przede wszystkim piece węglowe, zwłaszcza domowe, są bardzo nieefektywne. Od razu podam parę przykładów jak można to robić lepiej. Czyste i ekonomiczne spalanie węgla (od góry) – bez dymu i bez strat ciepła na zewnątrz nawet w zwykłych kotłach zasypowych – https://youtu.be/BnhHedGYtiU i cz.2- efekty po dobie od rozpalenia https://youtu.be/YSdxQ_54CIk. [niestety po czasie okazało się że te filmy zginęły…] Są i inne prezentacje takiego spalania np. https://youtu.be/pYn4rd2Lqlw (jest ich dużo, dotyczy też spalania drewna, są i wersje do spalania dolnego z podobnym efektem). Nawet tak proste i stare rozwiązanie jak piec rakietowy podwyższa znacznie efektywność spalania. Dziwi, że nie stosuje się takiego usprawnienia jak „spalanie wody” – patrz te ciekawe prezentacje Jerzego Orła np. https://youtu.be/0A8ajRoHvOA i http://porozmawiajmy.tv/wolna-energia-1-wykorzystuj-wode-jako-paliwo-jerzy-orzel/. Zatem priorytetowo powinny być stosowane i wymieniane stare piece na energooszczędne, wysokosprawne (powyżej 90% wykorzystania paliwa stałego, tj. węgla, biomasy) kotły co. i cwu., według polskich już istniejących patentów. Równie głośna jak bezpieczeństwo energetyczne, była ostatnio sprawa smogu. Węgiel przyczynia się do tego istotnie. Istotne są też choroby od zapylenia i koszty ich leczenia oraz zgony. Jedno z rozwiązań to “Palnik do spalania dymu wery” – przełomowy wynalazek – https://youtu.be/LkGbZpIupco, który poprawia efektywność spalania o 30% i daje brak zanieczyszczeń kominowych.
Wynalazca podaje: Sprawność do 97%! Mała emisja – normy dopuszczające emisje przez piece na paliwa stałe wynoszą w przypadku CO 700 mg/m3, a my mamy 15 mg/m3. Dopuszczalne normy w przypadku emisji pyłów wynoszą 60 mg/m3, a dzięki użyciu naszego pieca jest to zaledwie 18 mg/m3. Takie wyniki osiągamy, paląc w naszym piecu zwykłym węglem bez nawiewu. Badania przeprowadzone przez Instytut Energetyki potwierdzają zalety wynalazku. Wywiad z p. Marianem –http://wlocie.pl/…/o-jego-wynalazku-mowi-sie-w-calej-europ…/
Zobacz starszy reportaż-wywiadhttps://youtu.be/LkGbZpIupco (krótszy ) lub dłuższy wywiad https://youtu.be/NWB—Kt6KtI. Dopiero teraz ten wynalazek przebija się u nas do uznania i zastosowania, bo dotąd był chwalony za granicą. W świetle powyższego wcale nie trzeba byłoby wymuszać likwidacji wszystkich pieców węglowych (jak w Krakowie) na rzecz gazu, bo wystarczy zmienić je na węglowe nowej generacji lub dokonać odpowiedniej adaptacji (zdecydowałby rachunek ekonomiczny w szerszym kontekście).
Pozostaje żywić nadzieję, że jeśli nie z pomocą państwową, to prywatną i w pewnego rodzaju fazie skrytej, projekty tego typu dojrzeją i w końcu wypłyną a wtedy może będą docenione. Zdaję sobie sprawę, że stoją za tym też sprawy polityczne, ale… nadzieja umiera ostatnia. Organizator konkursu prosi o zgłoszenia kandydatów, a ja też chętnie usłyszałbym tutaj o takich wynalazkach i odkrywcach, których znacie.
O dalszych odcinkach projektu będę komunikował. Wspomnieliśmy też o innowatorach i odkrywcach z dziedzin nietechnicznych (np. zdrowie), ale oczywiście na uwagę zasługuje i wiele innych, jak historia, klimatologia, matematyka, psychologia itd. itd., ale to osobny temat.
(Ten artykuł realizuje postulat z ankiety Czytelników umieszczonej w tym wpisie)
W całym życiu szanuj prawdę tak, by twoje słowa były bardziej wiarygodne od przyrzeczeń innych.
Sokrates
Trzy święta 1-3 maja w połączeniu z rocznicami unijnymi i NATOwskimi to szerokie tło do dyskusji o patriotyzmie. Postaram się być zwięzły (nome-omen – lapidarny), chociaż już zasugerowałem szerokość tematu.
Manifestacje charakteryzują się hasłami, na sztandarach i transparentach zobaczymy ich wiele. Dla jednych Unia to zło, bo zabrała nam suwerenność i traktuje nas z góry, dla innych to nobilitacja i nasze naturalne miejsce. NATO dla jednych to gwarancja bezpieczeństwa, dla innych źródło napięć z Rosją, itd.
Każdy ma część racji, a spojrzenia z różnych stron są korzystne, zwłaszcza gdy wszystko próbuje się stawiać na jedną kartę, co nie jest dobre w polityce, która musi rozpatrywać różne scenariusze.
Doświadczenie boleśnie pokazuje, że hasła nader często są tylko hasłami, których się nie realizuje. Nabieram(y) nieufności do każdej propagandy. Mało jest takiej, która mówi całą prawdę i tylko prawdę.
Podobnie do pewnych gestów i pseudodziałań jak słynne już protestowanie przeciw przemocy przez kokardki, malowanie chodników czy twarzy.
I tym razem będą kotyliony, chorągiewki, baloniki, dekoracje. To ma swoje miejsce i zawsze uświetniało święta, ale nie to jest najważniejsze.
Patriotyzm widzę głównie w realnych działaniach, bardziej u podstaw a nie fasadowych, będących grą pozorów.
Rację mają ci, którzy kładą nacisk na naszą siłę gospodarczą. Ale droga realizacji tego postulatu powinna być mądra i wykorzystująca nasze potencjalne możliwości, które się przemilcza. Pisałem o tym wielokrotnie, tutaj np. we wpisie Olbrzymie bogactwa Polski.
Działanie przeciwne nie jest patriotyczne, jest wręcz zdradą.
Tak jak korupcja, nepotyzm, rózne patologie, które służą tylko politykom i oligarchom a nie krajowi i Narodowi. Uczciwy stosunek rządu do obywateli, do przedsiębiorczości, własnego przemysłu i zasobów, to probierz patriotyzmu.
Z drugiej strony politycznej – postulat szybkiego przyjęcia euro też nie świadczy o patriotyzmie, ponieważ pozbawi nas możliwości przynajmniej częściowej niezależności od globalnej finansjery, zlikwiduje nasz bank emisyjny i obniży stopę życiową.
Nie podzielam prounijnego entuzjazmu, zwłaszcza widząc dokąd UE dryfuje, chociaż z pragmatycznego punktu widzenia trzeba w niej budować naszą pozycję i korzystać z praw.
Przy okazji przypomnę fragment z art. Dziewczyna i uśmiercanie kultury, by podnieść wątek naszego dziedzictwa i miejsca w kulturze europejskiej.
Tutaj może zaskoczę poniektórych salonowych chwalców Gombrowicza i euroentuzjastów.
Oto co pisarz sądził o naszym miejscu i roli w Europie:
„Nie będziemy narodem prawdziwie europejskim, póki nie wyodrębnimy się z Europy – gdyż europejskość nie polega na zlaniu się z Europą, lecz na tym, aby być jej częścią składową – specyficzną i nie dającą się niczym zastąpić, […] tylko przeciwstawienie się Europie, która nas stworzyła, może sprawić, że staniemy się w końcu kimś… o własnym życiu”.
„… Uderzcie raczej w sztukę europejską, bądźcie tymi, którzy demaskują, zamiast podciągać się do cudzej dojrzałości, spróbujcie raczej ujawnić niedojrzałość Europy. Postarajcie się zorganizować wasze prawdziwe odczuwanie, aby uzyskało byt obiektywny w świecie, znajdźcie teorię zgodną z waszą praktyką, stwórzcie krytykę sztuki z waszego punktu widzenia, stwórzcie obraz świata, człowieka kultury, który by był zgodny z wami.”
Bardzo niepokoi też jeden sztywny (naiwny?) wektor polityki zagranicznej, która – jak mówi wielu krytyków – prowadzona jest „z pozycji klęcznika” i może sprowadzić na nas takie uzależnienie, że o żadnym patriotyzmie już nie będzie mowy.
Także stawianie na kulturę judeo-chrześcijańską jest antypatriotycznym nieporozumieniem, bo nie istnieje takie zwierzę (przeciwstawny kanon moralny i odwieczny konflikt).
Wiąże się to z wciąż istniejącą antypatriotyczną polityką historyczną, która niby się zmienia, ale raczej fasadowo, w daleko niewystarczającym stopniu.
Wreszcie o patriotyzmie świadczy też nasze szkolnictwo (obecnie słusznie wraca akcent na historię, niestety za dużo tematów i prawd nadal jest przemilczanych lub opisywanych pod bieżącą ideologię), kultura współżycia społecznego (tworzenie więzi sprzyja sile Narodu i państwa) oraz po prostu języka – spójrz na artykuł Patriotyzm a język.
Można by jeszcze sporo o tym wszystkim, ale już te parę myśli skłania do dalszych … przemyśleń.
Kocham Polskę i leży mi na sercu by nie było sytuacji jak w sarkazmie S. Garczyńskiego: Uniesiony patriotyzmem opuścił kraj.