Alarm nr n

Strata czasu jest – podobnie jak śmierć – nieodwracalna.
Piotr I Wielki

Trzeba działać – czas gra na nasza niekorzyść. Szykuje się kolejna opresja i zagrożenie dla zdrowia. Powinienem chyba zrobić osobny blog na te tematy… [i potem pisałem o tym na LepszeZdrowie.info – np. http://lepszezdrowie.info/alert_5G.htm ]

Już o tym tu pisałem, ale zagrożenia rosną i trudno milczeć
Krótko – w formie wideo

I trochę optymizmu:

Perspektywa, to także synteza

Człowiek osiąga taką wielkość, jaką wyznacza mu skala jego myślenia.
Napoleon Hill

Pisząc o perspektywie  kiedyś pokazałem znany fakt, że gdy patrzymy z większej wysokości, to widzimy więcej.

Można dodać podobne skojarzenie: gdy przyglądamy się np. obrazowi na ścianie z bardzo małej odległości lub nawet przez lupę – widzimy szczegóły jakiegoś małego fragmentu. Możemy być nieświadomi znaczenia tego fragmentu, a nawet że stanowi on bardziej element całości niż sam cokolwiek przedstawia. Dopiero z pewnego oddalenia szczegóły zlewają się w całość i wyłania się pełny obraz, jego przesłanie.

Ciekawe jest też zjawisko odwrotne – zagłębianie się w szczegóły, np. odkrywanie ukrytego przez mikroskop.

W życiu jest podobnie. Przychodzi mi na myśl zwłaszcza atomizacja w naukach medycznych, gdzie poszczególne specjalizacje traktują organy w oderwaniu, gubiąc ich powiązanie, inaczej mówiąc – nie widzą człowieka holistycznie, w synergii wszystkich jego ‚elementów’ i systemów.
Wyraziłem to przed laty w intro do strony  http://www.LepszeZdrowie.info
a potem rozwijałem  w artykułach…
 

Kłamstwo

Przeciwieństwem głębokiej prawdy jest jeszcze głębsza prawda.

Upraszczając, kłamstwo to zaprzeczenie prawdy.
Jednak sprawa jest bardziej złożona. W szerszym spojrzeniu widzimy, że ze względu na ograniczoność naszych zmysłów i wiedzy – żyjemy w dużym stopniu  w świecie ułudy.

Ale nie zamierzam tutaj rozpatrywać prawdy aż tak szeroko. Chodzi mi o kłamstwo intencjonalne – bo by skłamać należy znać prawdę. Gdy nie znamy prawdy, lepiej powstrzymać się od pospiesznych osądów, a udawanie kompetencji dla manipulowania innymi to już poważne nadużycie.

Już parokrotnie dotykałem kwestii kłamstwa w swych blogach.

To widząc je w polityce, to w historii, to w systemie finansowym np. http://www.facebook.com/notes/tajemnice-złota/niełatwe-życie-doradców-finansowych-i-nowe-możliwości/231506770308503

a to w medycynie – ostatnio rozpisałem się o tym tutaj: http://lepszezdrowie.info/nieuleczalne.htm , http://lepszezdrowie.info/ukryte_terapie__recenzja.htm ,
w obyczajach a nawet tradycjach (kiedyś wrzuciłem taką refleksję: http://lepszezdrowie.info/tradycja__druga_strona_medalu.htm

w metodach mediów itd.

Kłamstwem pokrywa się spiski.

Zatajenie prawdy, która mogłaby przynieść wiele dobrego ludziom, rzadko nazywane jest kłamstwem, ale takie postępowanie jest też jego rodzajem.

Czasem kłamstwo jest na tyle bezczelne, że nikt nie wierzy że to kłamstwo, czasem łagodnie wynika z niesprawdzonej i powielonej plotki. Tak tworzą się różne mity. Lubię je tropić, jako że warto być świadomym prawdy, a przynajmniej się do niej zbliżać. Samo zagadnienie prawdy jest głęboko filozoficzne i nie będę go tutaj roztrząsał. To odwieczne pytanie: Czym jest prawda? Czasem ludzie fakt nazywają prawdą. Ale wyodrębniony fakt jest jedynie częścią prawdy.

Jest sporo książek na te tematy. Filozoficznie i kompleksowo podchodzi do tego Wojciech Chudy w swych opracowaniach jak monografia „Filozofia kłamstwa. Kłamstwo jako fenomen zła w świecie osób i społeczeństw”  (Oficyna Wydawnicza Volumen 2003, ss. 564) lub „Kłamstwo Jako Metoda – esej o społeczeństwie”.

Już z samego tytułu tych pozycji wyłania się powiązanie kłamstwa z głębokim złem.
Dostrzegały to religie (szatan – ‘ojciec kłamstwa’, „nie mów fałszywego świadectwa”, …), dostrzega psychologia i socjologia –  w szczególności wiadomo, że kłamstwo zabija przyjaźń.  Doprowadza do największego grzechu (jakby powiedział Dante) – do zdrady – nie tylko w relacjach dwóch osób, ale zwłaszcza w relacji: człowiek zaufania jak polityk, nauczyciel, lekarz, szef, rodzic … – ofiara oszustwa.

Ale przejdę teraz do węższych obszarów, które mnie interesują – do książek poświęconych zwłaszcza (w dużej mierze) zdrowiu.
W sposób popularny i ukierunkowany praktycznie pisze o kłamstwach np. Zbigniew Wojtasiński w „101 Mitów o zdrowiu” (2009), „Mity, kłamstwa i zwykła głupota”  – John Stossel (Laurum, 2010) lub Anahad O’Connor w „Fakty i mity o naszym zdrowiu i świecie” (Bookmarket, 2008).

Nasuwa się tu wszakże refleksja. Stossel jest dziennikarzem pracującym dla dużej stacji telewizyjnej (ABC), która raczej nie pozwoli sobie na zadzieranie z dużymi korporacjami, które są albo mogą być klientem reklamowym.

Zatem autor lawiruje w ten sposób by się zbytnio nie narazić. Część jego opinii oceniam jako nieobiektywnych. Jedną ze stosowanych metod jest branie jakiegoś aspektu danego zagadnienia i uogólnianie na jego całość. Czasem skutkuje to zbyt pochopnym zanegowaniem jakiegoś zjawiska lub poglądu  i na tej podstawie zaliczenie go do mitów. Chcąc niby dobrze wylewa dziecko z kąpielą, nie zauważając (może tendencyjnie), że dany pogląd, metoda, opinia, … jest w wielu przypadkach słuszna lub pożyteczna.

Już nie mówię o tak rażących przypadkach ignorancji jak poglądy o homeopatii, liczenie kalorii jako sposób na otyłość, rzekomy brak znaczenia pór jedzenia, …

Powszechne jest powielanie mitów i niesprawdzonych teorii w popularnej, zwłaszcza tabloidowej prasie oraz w serwisach internetowych reklamujących różne produkty – gdy nie liczy się rzetelna informacja a sprzedaż.
Podobnie O’Connor też jest etatowym współpracownikiem dużej redakcji (NewYork Times) i podlega tym samym ograniczeniom ‘poprawności’ (‘politycznej’ korporacyjnej).

Domykając sprawy związane z kłamstwami związanymi ze zdrowiem wspomnę artykuły:

11 największych kłamstw wg oficjalnego stanowiska
Z głowy na nogi
Na zdrowie

Ogólnie media mainstreamowe muszą być nie tylko ‘poprawne’ ale przez to spłycają wiele zagadnień – pod masowego odbiorcę.

Warto tutaj przypomnieć, że jeśli czegoś nie rozumiemy (a zwłaszcza jeśli jeden człowiek czegoś nie rozumie), to wcale nie znaczy że spotkał się z kłamstwem lub bzdurą.

Podobnie, prawda nie jest przedmiotem demokratycznej oceny.
Kłamstwo nie staje się prawdą tylko dlatego, że wierzy w nie więcej osób (Oscar Wilde).

Prawda nie zawsze leży pośrodku. Prawda leży tam, gdzie leży.

Faktem jest, że czasem trudno jej dociec, bo nikt nie ma pełnej wiedzy ani monopolu na prawdę. Ale uczciwe podejście nakazuje zrobić odpowiedni wysiłek.
Nie ulegać konformizmowi, wybieraniu niższej wartości, wygody, korzyści z lenistwa w dociekaniu prawdy.

Gdy obserwuję polityczne ‘gadające głowy’ uderza (skądinąd zrozumiałe ze względu na klasę klasy politycznej) ograniczenie horyzontu do własnych doktryn a nawet niemerytoryczna przepychanka. Obiektywności dyskusji sprzyjałaby zwykła empatia dla interlokutora. Wygrywa manipulacja.

Gdy mówimy o polityce – kłamstwo społeczne przybiera nieraz postać głębokiej hipokryzji. Tym charakteryzował się realny komunizm, a obecnie to np. tolerowanie i nawet podsycanie i drenowanie przez władze pijaństwa, mimo oficjalnej walki z tym zjawiskiem. Walczy się z paleniem, ale pijaństwo przynosi społecznie DUŻO  większe straty i dramaty.

Mówię o zjawiskach społecznych, ale ich źródło znajduje się często nie tylko w braku wiedzy, ale z zadufanego samozakłamania, to rys charakteru. Wtedy widzimy, że kłamstwo to zamach na wewnętrzną integralność człowieka, na jego pozostawanie w zgodzie z własnym sumieniem, jedność myśli, słów i czynów. Samooszukiwanie się to najgłębsza niespójność, jaka dokonuje się w człowieku, to kłamstwo, w którym człowiek żyje niezgodnie ze swoją naturą.

Jak bronić się przed manipulacjami? Włączyć samodzielne myślenie. Czytać prasę niezależną i media spoza głównego ścieku. Sięgać po przeciwstawne poglądy i osądzać je, zwłaszcza wg reguły „po owocach poznacie ich„. Znać przynajmniej podstawy NLP oraz erystyki. Znać propedeutykę logiki. Bardziej zaawansowany oręż to znajomość metod naukowych. Wychowałem się na starych podręcznikach jak akademickich, ale zapewne są odpowiedniki współczesne. Z tych znam popularne podejście w postaci książki „Kłamstwa, przeklęte kłamstwa i nauka” autorstwa Sherry Seethaler (chociaż i tu niektóre przykłady są kontrowersyjne).

Jednak otwartość umysłu nakazuje nie przywiązywać się do dogmatów, także naukowych. Zwróć uwagę na motto artykułu. Jakże wiele utrwalonych poglądów okazało się fikcją lub bardzo grubym przybliżeniem. Proponuję myślenie lateralne wg Edwarda de Bono (http://l-earn.net/index.php?id=610 > https://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=40851 ),
operacje prowokacyjne (http://l-earn.net/index.php?id=257 > https://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=41350 )…

Nie ufać politykom nastawionym na krótkoterminowy poklask a w ogóle nie szukać wśród nich autorytetów. Bo zwłaszcza świat polityki jest pełen propagandy, przy czym zaprzęga się tu najlepszych specjalistów, monopolizuje środki przekazu.  Chyba tylko ‘lemingi’ nie dostrzegają politycznego PR czyli mamienia ludzi obiecankami i kłamstwami dla korzyści wyborczych lub wyciągnięcia pieniędzy.

Ale,  „Nie ma gorszego zła od pięknych słów, które kłamią” (Ajschylos).

Podsumowując: nie dajmy się okłamywać!

Ten artykuł piszę nie tylko dlatego że kłamstwo boli mnie od dawna, ale sprowokowany narastającą aktualnie propagandą, zwłaszcza polityczną i to z pozycji siły i dezinformacji.

Żywię jednak nadzieję, że kłamcy wpadną we własne sidła. Jedno kłamstwo rodzi następne.

Kłamca, aby nie zostać zdemaskowanym musi kłamać coraz bardziej – i to się właśnie dzieje. Próbuje uwiarygodnić w ten sposób swe słowa, rozszerza stworzony przez siebie świat, przysłaniając jednocześnie rzeczywistość, która mogłaby go zdemaskować. Jednak, gdy ilość kłamstwa przekroczy pewien krytyczny próg, następuje lawinowa katastrofa takiego sztucznego świata.
Jak powiedział Abraham Lincoln: „Można oszukiwać wielu ludzi jakiś czas, a niektórych ludzi cały czas, ale nie można oszukiwać całego narodu cały czas”.

Z pamiętnika letnika (3) i tutti frutti

Życie bez radości jest jak długa podróż bez gospody.
Demokryt

Dużo czasu spędzam na działce 80 km od stolicy. Tym bardziej, że w tym roku ‘sezon’ zaczął się wcześnie.

Chociaż jest tu wiele uroków (wrzucam parę nowszych zdjęć, niestety ze względu na wymogi tutejszego edytora o jakości pomniejszonej; najedź myszką na obrazek dla krótkiej informacji), to dziś będzie więcej o Warszawie. Otóż wiejskie noce są w tym roku bardzo chłodne, temperatura spada nawet do kilku stopni, a także sporo ostatnio padało. Zatem to nie zachęca do tkwienia tu na siłę, z drugiej strony Warszawa też kusi różnymi atrakcjami, zwłaszcza kulturalnymi. Często denerwuje mnie też słaby zasięg komórkowy w ‘mym’ lesie, a jest to jedyny kanał dostępu do Internetu. Coś się dzieje też z telewizją – zadziwiające zjawisko – rano i  w dzień wszystko ok., a wieczorem kolejne kanały padają (brak danych a nawet sygnału) – oprócz TVN, której to stacji akurat nie lubię…

Warszawa wzywa mnie też z powodu wizyt lekarskich. Niestety od początku roku dopadły mnie różne bóle – podobno na tle zwyrodnień kostnych, głównie kręgosłupa („starość nie radość”). Ostatni miesiąc +  to w ogóle udręka przy poruszaniu się.
By nie być na łasce ‘spychologii’  lekarskiej i kosmicznych terminów wizyt jakie zapewnia NFZ (a na rehabilitację trzeba jeszcze czekać z powodu nie podpisania umów na II półrocze), postanowiłem skorzystać z abonamentowych usług prywatnych. Szybko,  wygodnie i taniej. Polecam system S7 (współpraca z Polmedem), który oferuje taką możliwość także klientom indywidualnym.

Pisałem o tym parę razy na stronie https://www.facebook.com/Zdrowie.i.Fitness  i będę pisał dalej, bo zaangażowałem się w to także biznesowo.
Niestety ortopeda i chiropraktyk nic mi nie pomogli jak dotąd (może za krótki czas aby to przesądzać), natomiast odkryłem pewną nietypowa rewelację. Pomogła mi na TE bóle jak ‘ręką odjął’. Może nie tyle odkryłem, bo wiedziałem o tej metodzie sporo wcześniej, ale teraz doświadczyłem jej na sobie.

Napiszę o tym wkrótce (w czerwcu) na http://www.LepszeZdrowie.info . Warto sprawdzić, bo to niemal cud.


Ale wracam do przyjemniejszych spraw warszawskich. Tu ciągle się coś dzieje, zmienia.
Też sporo zieleni – szybko odwiedzam swoje ulubione kąty (> fotki, sporo więcej na mym profilu na facebooku).

Park Skaryszewski

Łazienki

(Przy okazji wspomnę swego kolegę Janusza Woldańskiego, który jeśli chodzi o zdjęcia Warszawy, jest dla mnie tytanem bieżącego kronikarstwa – polecam na Facebooku, Google i NK).
Ja robię niewiele zdjęć – głównie poluję na jakieś zaskoczenia – np. taki owadzi ‘hotel’.

Z jednej strony dba się o zwierzęta, z drugiej wprost przeciwnie. Na podzamczu często odbywają się bardzo głośne imprezy i fajerwerki (ostatnio ‘wianki’) – w bezpośredniej styczności (dźwiękowej) z ZOO. Wyobrażam sobie tamtejszy popłoch i stres…

Obserwuję przy okazji licznych imprez w Warszawie zjawisko stawiania doraźnych estrad i instalacji, co zajmuje czasem dobre parę dni pracy dla ekip monterskich. Po imprezie, już rano – nie ma śladu po estradzie. Sprawnie, ale w 2 dni później w tym samym miejscu buduje się kolejną podobną estradę i tak w kółko. Czy nie szkoda czasu, pieniędzy i wysiłku ludzi?

Rozumiem, że chodzi z jednej strony o kasę dla ekip monterskich, ale z drugiej – gdyby gestorzy imprez skoordynowali swe działania – mogliby sporo zaoszczędzić…

W najbliższym czasie szykują się przynajmniej poniższe imprezy, o które chciałbym tradycyjnie zahaczyć: Ogrody muzyczne (http://www.ogrodymuzyczne.pl/program/  ), Noc Pragi (http://www.twoja-praga.pl/info/informacje/3846.html  ).

A propos kultury. Pokazali ją ostatnio politycy. Abstrahując od merytorycznych skandali, poraża ujawniony w podsłuchach język i ogólny poziom tych ludzi.
No comments. Chociaż często nie daje mi spokoju wpływ ‘góry’ na kulturę mas – fatalny przykład. I nie chodzi tylko o wulgaryzmy. Na ile mogę, wracam do spraw elementarnych, chociażby do panoszącego się ‘ludzią’ zamiast ludziom, ale ‘niosom’, ‘robiom’ i innych analogicznych słów. Do niepoprawnego używania ‘mnie’ i ‘mi’, do ‘wziąść’, itd. O, Boże!

Podobnie wołam, gdy widzę co się wyczynia w polityce. Wygląda, że rząd nie robi sobie nic ze swej kompromitacji (nie pierwszej) i ‘zroluje’ i to na okres po wakacjach.

Chyba znów ucieknę od tego żałosnego spektaklu do swej leśnej głuszy, a wspomniany zanik sygnału telewizyjnego potraktuję jako jak błogosławieństwo …

Smak na zdrowie

You and me + coffee = Happy!

coffeeCzy jest coś, co powszechnie uważa się za smaczne a jednocześnie może leczyć i poprawiać nasze samopoczucie?

Odpowiesz – tak, np. owoce, warzywa, … i trudno się z tym nie zgodzić. Ale co jeszcze?

Może jakiś napój? Tak, jest taki który jest jednym z najbardziej używanych ( oprócz wody) -przez 83% dorosłych (przynajmniej w USA jest taki wskaźnik).

To … #kawa.

Smaczna – prawda?
Ale, zaraz, zaraz … co to ma wspólnego ze zdrowiem?

Niespodziewane, niezwykłe korzyści z picia … kawy.

Otóż mogę wykazać, że pewna kawa JEST zdrowa, a nawet leczy. To kawa z ganodermą (reishi).

Jeśli to cię zaciekawiło, to śledź o czym będę odtąd częściej pisał  na wczoraj uruchomionej nowej stronie  www.facebook.com/KawaNaZdrowie i na blogu tam anonsowanym  lub skontaktuj się ze mną.
Zapraszam i mam nadzieję że polubisz tę stronę – jeśli lubisz kawę…

… A potem odkryłem że kawa w ogóle jest zdrowa – http://lepszezdrowie.info/Kawa-podsumowanie.htm
Nie dorabiam filozofii – to fakt.

Czyli – przyjemne z pożytecznym  🙂

Co z energetyką?

Nie masz w państwie nic boleśniejszego ponad to,
kiedy ludzie sprytni uchodzą za mądrych.
Francis Bacon

Energetykę uważam za bardzo ważną dziedzinę gospodarki, jeden z jej fundamentów. Mimo że jestem inżynierem, ta dziedzina nie jest moją specjalizacją. Zatem, z pozycji nieco zorientowanego Obserwatora, piszę o pewnych zjawiskach które budzą moją ogólnie pojmowaną troskę o przyszłość tej branży. Mam na myśli zarówno zagrożenia jakie mogą wynikać z pewnych kierunków strategicznych, jak i możliwości pozytywne. Rekapituluję tu pewne rozproszone myśli, które już się pojawiały na tym blogu.

Co do zagrożeń, to niepokoją mnie w Polsce:

1.  Program budowy elektrowni atomowej:

– od tego kierunku odchodzą kraje zaawansowane technologicznie np. Niemcy

– przykład Fukuszimy pokazuje zarówno skalę możliwych szkód (oficjalnie niewiele się o tym mówi, ale można znaleźć o tym liczne informacje w mediach „drugiego nurtu”) jak i brak gwarancji bezpieczeństwa nawet przy wysokim rozwoju technologii

– wielka wrażliwość na działania sabotażowe i wojskowe – z ew. katastrofalnym skutkiem o zakresie nie tylko krajowym ale i globalnym

– nasza polska nieudolność inwestycyjna, coraz większe uzależnienie od dostaw i wykonawstwa pozakrajowego (gdzie wędrują zyski?) i korupcja – to wszystko  może się zakończyć kolejnym fiaskiem budowy, zwiększonym ryzykiem awarii oraz dużym przekroczeniem założonych kosztów

– koszty planowane są olbrzymie, a ponadto koszty eksploatacyjne (paliwo, woda) też duże

– uleganie rządowym  ambicjom super projektów na pokaz; za te pieniądze można by pchnąć do przodu to, w czym jesteśmy od dawna lepsi i bardziej naturalnie umocowani

– tłumiona dyskusja społeczna, ograniczanie pomysłów alternatywnych

– kolejny krok w kierunku centralizacji energetyki – co uważam za błąd – jak w poniższym punkcie.

2. Centralizacja energetyki:

– w odniesieniu zwłaszcza do prądu – wymaga kosztownych i stratnych linii przesyłowych, które generują dodatkowe koszty eksploatacji i remontów

– obecny stan linii jest zły, miejscami katastrofalny

– jest reliktem gospodarki centralnie sterowanej a obecnie uzależnieniem nie tylko od władz krajowych ale i częściowo ponadnarodowych (przykłady z gazem)

– jest wrażliwa na wrogie działania (wojenne, hakerskie, od kataklizmów) oraz działania monopolistyczne dyktujące warunki i ceny a nawet wykorzystujące szantaż gospodarczy

– ograniczanie demokracji lokalnych, które powinny mieć na miejscu wybór modelu gospodarczego i wpływ na to, co się dzieje na ich terenie.

3. Parcie na postawienie na gaz łupkowy:

– trend znacznie przereklamowany i przeszacowany – w USA zamiast obiecywanych perspektyw na stulecie, zapasy zostały zrewidowane do potencjału do ok. 20 lat i to przy rosnących kosztach wydobycia i konieczności zagospodarowywania nowych zasobów/miejsc

– amerykańskie firmy (które jeszcze nie zbankrutowały) wycofują się z projektu, ograniczają zaangażowanie, starają się wypchnąć swe technologie niezorientowanym i „napalonym”  kontrahentom zagranicznym

– katastrofalny wpływ na ekologię – zatrucie gleby i wody, olbrzymie zapotrzebowanie na wodę, której zasoby w Polsce są bodajże najniższe w Europie

– system koncesji, który oddał większość zysków zagranicy

– kolejne lekceważenie opinii publicznej, zwłaszcza z zagrożonych terenów.

4. Nieprzywiązywanie dostatecznej wagi do alternatywnych  źródeł energii, w tym niespełnianie dyrektyw unijnych co do procentowego udziału OZE w całości energetyki. Grozi to dodatkowymi dużymi kosztami karnymi i innymi sankcjami.

Jakkolwiek można mieć zastrzeżenia co do całej koncepcji konieczności ograniczania CO2, to taka dywersyfikacja energetyki byłaby korzystna.

Wciąż są szykanowane lub ograniczane projekty związane z dostarczaniem do sieci prądu z elektrowni wiatrowych i fotowoltaiki – parę ambitnych koncepcji i wiele indywidualnych przedsięwzięć, w które ludzie się zaangażowali po obietnicach rządu, znalazło się na krawędzi bankructwa.

Co do perspektyw pozytywnych widziałbym przynajmniej parę kierunków.

Słowo ‘przynajmniej’ nawiązuje do znanej z historii cywilizacji nieprzewidywalności nowych rozwiązań technicznych, rewolucyjnych odkryć. Mając to na uwadze, możemy pokusić się o dozę spekulacji, a nawet fantazji. Z drugiej strony, znana jest inercja dużych systemów, ich opór przed zmianami wynikający głównie z chęci zachowania istniejącej dominacji, generowania dalszych zysków. Duże korporacje (np. „big oil”, ale nie tylko  energetyczne) zwalczają zatem rozwiązania konkurencyjne i te, które podważyłyby nawet w teorii podstawy istniejącego systemu. Są różne „przecieki” o istnieniu alternatywnych rozwiązań technologicznych, które są utajniane, a gdy poza gestią korporacji – „sekowane”, ośmieszane.

Mam dogłębne przeczucie, że rozległe linie przesyłowe, elektrownie-molochy  bazujące na paliwach kopalnych, za kilkadziesiąt (kilkanaście?) lat okażą się takim anachronizmem jak dawne wieże triangulacyjne, i przyszłe pokolenia będą się nie tylko z tego śmiać, ale i mocno dziwić jak byliśmy nierozsądni i ślepi.

Przechodząc do możliwych i dziś widzialnych możliwości wymieniłbym:

złoża geotermalne – Polska stoi na bogatych ich złożach – wg ocen pokrywających z nawiązką krajowe potrzeby (należy jednak uwzględnić koszty dotarcia, które w niektórych rejonach będą duże, a w innych złoża są już na wyciągnięcie ręki – to kwestia odpowiedniej polityki energetycznej i ew. pomocy państwowej)

elektrownie przydomowe – fotowoltaiczne i solarowe (ciepła woda użytkowa); znam przykłady zastosowania nowoczesnych rozwiązań, które produkują nawet nadmiar energii, którą udostępnia się sąsiadom lub ew. do sieci.

Powyższe dwa przykłady ilustrują możliwości osiągania samowystarczalności i energetyki rozproszonej realizującej  wolność obywateli – niewrażliwej na monopolizację i „łaskę” państwową oraz zagrożenia zewnętrzne.

Z tych względów uważam, że przyszłość energetyki, to właśnie energetyka rozproszona.

Dla potrzeb lokalnego przemysłu możliwe jest tworzenie farm energetycznych wykorzystujących te nowoczesne rozwiązania – odnotowywany jest stały postęp w tym zakresie i powiększanie skali zastosowań – np. w Niemczech.

Pomysły Tesli i jego naśladowców co do tzw. wolnej energii z przyrody (różne pomysły i prototypy) to może po części fantazja, temat dyskusyjny, ale postęp polega właśnie na zajmowaniu się pomysłami awangardowymi, na dociekaniu alternatyw, a nie kurczowym trzymaniu się starych schematów. To obszerny temat, którego nie będę tu rozwijał.

Racjonalna gospodarka energią i jej oszczędzanie.

Obecnie dużo energii jest marnowane. Wymieniłem wcześniej stratne przesyłanie, ale to tylko ułamek zagadnienia.

Należy poszerzać świadomość obywateli w tym zakresie – efekt skali, np. z tytułu włączonych domowych urządzeń stand-by, złych nawyków co do ogrzewania, wietrzenia, gotowania itp.

Promowanie energooszczędnego budownictwa i ocieplanie istniejących budynków. Chociaż istnieją państwowe programy termoizolacji, to jeszcze stosunkowo mało akcentuje się zaawansowane technologie domów energooszczędnych i zeroemisyjnych – są liczne przykłady wzorcowe, ale niestety mało propagowane.

Zasadnicze znaczenie mają procesy produkcyjne (poprawa sprawności energetycznej, w tym zaawansowane sterowanie i kontrola), a także „czyste technologie” produkcyjne, gdzie nie trzeba dodatkowych nakładów (w tym energetycznych) na redukcję szkód ekologicznych.

Racjonalizacja transportu, zwłaszcza samochodowego – w dużej skali: systemy transportu miejskiego i dalekiego („TIRy na tory”), odpowiednie projektowanie miast, a w małej (?) skali – mniejsze i racjonalne użytkowanie samochodów, samochody o mniejszych emisjach i spalaniu benzyny, ograniczanie ruchu, alternatywne środki lokomocji.
Ograniczanie zbędnych podróży (zwłaszcza lotniczych, w sukurs przychodzi biznes elektroniczny, telekonferencje itp.).

Zmiana profilu produkcji rolniczej w kierunku ograniczania hodowli zwierząt i produkcji mięsa, która jest bardzo energochłonna na rzecz upraw warzyw, zbóż i owoców do bezpośredniej konsumpcji przez ludzi (z korzyścią dla zdrowia).

Ufam że przyszłość przyniesie jeszcze wiele innowacji, które wydobędą nas przynajmniej z części tych problemów.

Dziękuję Ci!

DZIEKUJĘ  za to, że odwiedziłeś/aś ten blog, że  jesteś tutaj ze mną – może nawet już od dawna?

slonce

Ale mam też gorącą prośbę: skoro już wszedłeś na tę stronę, to wykonaj chociaż jedną interakcję: polubienie strony/wpisu/, komentarz,  zapytanie, udostępnienie/polecenie, polecenie prywatne,  skok do strony/wpisu wg linku, zajrzenie do historii, do informacji o stronie …

Dziękuję i postaram się odwzajemnić!

Ostatnio, a zwłaszcza w przededniu Świąt moja obecność tutaj osłabła, mam jednak nadzieję że w ich czasie dodam tu coś ciekawego, a Ty znajdziesz czas aby coś przeczytać…
A teraz  chciałbym  podzielić się z Tobą tymi serdecznymi życzeniami

serceświąt (1)

i aby Nowy 2014 Rok był zdrowy i pełen pomyślności!

By dodatkowo wprowadzić się w klimat świąteczny wybierz sobie coś na temat z mojej tablicy http://www.pinterest.com/oromind/christmas/

Z notatnika letnika

Wszyscy pragną dożyć starości, a gdy dożyją, oskarżają ją.
Cyceron

Ku jesieni

Jest każdego lata taki czas gdy nasza przyroda osiąga swoiste apogeum.

Idę leśno-polną drogą i widzę wszystko tak bujne. Krzewy i trawy stanowią nieprzebytą gęstwinę, zieleń eksploduje, owady buzują, ptaki śpiewają, zioła kwitną, pojawiły się różne jagody, wszystko jakby na wyścigi.
A potem, któregoś dnia – naiwnie zdziwiony – widzę jak wszystko zaczyna żółknąć, rośliny wydały swój owoc i w poczuciu spełnionego obowiązku stają się coraz mniej strojne, trawy płowieją, miejsca dotąd szczelnie zarośnięte nabierają łysin, pojawiają się spadłe listki, ziemia jakaś wysuszona… Nastąpił smutny przełom.
Oczywiście – każda pora jest piękna, ale psychologicznie – pożegnania to nie to samo co przywitania…

W tym roku widzę to szczególnie – upały i susza w mojej okolicy zrobiły swoje. Jagodnik zwiędł, takoż jagody, jeżyny i maliny jakieś karłowate, pełno ususzonych i powiędniętych gałęzi, opadłe liście, pył na drodze, w strumyku jakieś brudne kałuże, ani śladu grzybów.
I chociaż jest we mnie dużo radości, ta radość przybrała odcień… smutku. Bo byłoby to zwykłe stwierdzenie normalnego faktu gdyby nie refleksja, że i ja już dawno jestem po przesileniu. Przyroda odradza się co roku. A nawet pamiętam, jak po suchym lipcu lub sierpniu, dzięki deszczom, lasy zazieleniły się jeszcze raz, chociaż oczywiście skromniej. My jednak nie odradzamy się co roku… Drzewa też się starzeją, ale mają tę przewagę nad nami że odnawiają swe „oblicze”. Czy jest w tym jakaś niesprawiedliwość?
Przypominam sobie swój wierszyk

Już nie tak

Skakałem na głęboką wodę
podnosiłem głaz
kochałem
… nie raz

Niebo było błękitne
lata tkliwe i pachnące
rozpierała radość
a dziewczyny chcące

Jakoś szarzej, słabiej
chociaż serce wciąż zawzięte
… już nie tak
za zakrętem.

Wszystko jak głaz
sprawy idą wspak
jeśli patrzysz na mnie
… już nie tak.

To było poetycko i pesymistycznie, ale jest pewne pocieszenie, że i człowiek może się regenerować, są liczne przypadki, że ktoś po 60-ce czuje się lepiej niż w swych latach 30,. a to za sprawą zerwania z jakiś nałogiem lub po wyeliminowaniu złych nawyków żywieniowych, dzięki poznaniu przyczyn chorób albo dzięki dobrej suplementacji. Wiem po sobie… 🙂
Pisuję o tym trochę na blogu http://www.befirst.co/fitness oraz na http://www.lepszezdrowie.info .
I wierzę w naturalne siły człowieka oraz postęp w metodach diagnostyki i leczenia – mimo, że wokół widać raczej regres.
Ale to temat … polityczny, bo nic nie jest bez przyczyny – już na inną notatkę.

Zdrowie i fitness – prosto czy łatwo

Wszys­tko po­win­no być tak pros­te, jak to tyl­ko możli­we, ale nie pros­tsze.

Albert Einstein

przykład prostej metody

W podtytule bloga http://befirst.co/fitness figuruje  „prostsze niż myślisz”.

Podobnie – złożyłem deklarację, że będę mówił o metodach dla każdego.

Odruchowo można pomyśleć – aha, czyli te metody będą łatwe…

Ten artykuł i zrozumienie motta jest bardzo ważne.

 

Przede wszystkim jaka jest relacja pojęć: łatwe < > proste?

Jak dla mnie, proste jest to, co potrafi zrozumieć każdy, a nawet dziecko.

Coś, co nie wymaga jakiegoś formalnego wykształcenia, co nie jest skomplikowane ani bardzo złożone.

Uzupełniając złotą myśl Einsteina, ktoś powiedział, że to co proste bywa na ogół piękne, albo że piękno jest w prostocie.

Chociaż poniższe dywagacje mają zastosowanie do wielu dziedzin życia, skupmy się na temacie zdrowia.

Oto parę przykładów, które omawiałem na http://www.lepszezdrowie.info.

Profilaktyka

jest prostsza od leczenia tego, co już się stało, zwłaszcza zaawansowanych stadiów choroby.

Profilaktyka często sprowadza się do przestrzegania prostych zasad.

Jedną z podstawowych przyczyn chorób jest … złe przeżuwanie pokarmu.

Oczywiście stoi za tym cały łańcuch przyczynowo-skutkowy (małe wykorzystanie wartości odżywczych, obciążenie żołądka, gnicie pokarmu w jelitach itd.)

Czy przeżuwanie jest czymś skomplikowanym, trudnym? Każdy to potrafi – to naturalna wrodzona umiejętność.

Ruch to zdrowie. Proste. Każdy (kto nie jest ułomny) to potrafi.

Zasada nie łączenia grup pokarmowych. Ma duże znaczenie dla trawienia (a większość chorób ma źródło z układu trawiennego, z jelit).  Nie mieszać węglowodanów z białkiem.

Proste – wystarczy odróżniać, co jest co.

Podobnie – proste metody zapobieganiu zakwaszeniu organizmu  

– kolejnej podstawowej przyczynie chorób (np. unikanie wód gazowanych, picie dużej ilości czystej wody, więcej warzyw i owoców, itd.  Nie miejsce tutaj na wykład).

Przyznasz, że picie wody to proste zalecenie.

Cukier tuczy a nawet zabija. Chyba każdy już zna tę prostą zasadę.

Metoda samoleczenia B.S.M.  (jako przykład) – działa nawet bez wiary w jej skuteczność, można stosować „mechanicznie”, równolegle np. z oglądaniem telewizji, czytaniem itp. Proste przykładanie rąk do głowy -wg prostych schematów.

Rekomendowana tutaj metoda ćwiczeń 7 minut  

– ćwiczenia na odchudzanie prostsze niż skomplikowane diety czy długie treningi na siłowni – tym bardziej, że wg precyzyjnych instrukcji wideo.

Myślę, że te parę przykładów wyjaśniło o co chodzi.

Trzeba sobie jednak zdać sprawę, że „prosto” ma wielkiego konkurenta w postaci pojęcia „łatwo”.

Otóż, chociaż proste mogłoby być ze swej natury łatwe, to na ogół wybieramy ŁATWIZNĘ.

Dla ilustracji – przejdźmy przez ww. przykłady.

Profilaktyka? Nic mi nie jest, co się będę przejmował na zapas?

Ale gdy już coś nas dopadnie, to jesteśmy zmuszeni do działania.

Najlepiej, gdy lekarz da coś na szybką poprawę. Przeziębienie – jakiś antybiotyk, aby tylko za parę dni być sprawnym.

Ból głowy – jakiś mocny proszek, mniejsza o przyczyny i skutki.

Oddajemy się biernie lekarzowi – niech z tym coś zrobi za nas.

Zresztą, ta postawa to powszechne nastawienie typu: niech państwo da, niech się tym zajmą politycy… A to specjaliści od komplikowania…

Nawet wolimy zapłacić niż sami poszukać skutecznej, prostej metody.

Dobre przeżuwanie, wartościowe odżywianie. Nie, nam się spieszy. Najłatwiej skoczyć do fastfoodu, kupić jakiś produkt gotowy w sklepie do szybkiego spożycia lub szybkiego odgrzania w mikrofalówce. A że to bezwartościowe, a nawet trujące – o tym wolimy nie wiedzieć lub nie pamiętać

Picie czystej wody? Przyjemniej colę (z dużą! ilością cukru) lub piwo.

Podobnie ze słodyczami – szybkie kalorie, szybkie łatwe zadowolenie, mniejsza o skutki.

Ćwiczenie samodzielne, w domu, o dowolnej porze? Proste, ale wolimy, gdy ktoś nas poprowadzi za rękę, zmusi – nawet jeśli to dużo więcej kosztuje.

Itd. Itd.

Wychodzi na to, że najtrudniejsze jest samodzielne myślenie, branie spraw w swoje ręce, samodyscyplina. Łatwe  zaś wygodnictwo, zrzucanie odpowiedzialności poza siebie, doraźny efekt…

Okazuje się, że przez naszą naturę – nie wszystko co proste jest łatwe.

Brzmi to wszystko mentorsko, ale może czas się nieco przemóc, zrozumieć że wiele można odmienić przez PROSTY akt woli?

Trzeba się wydostać ze strefy własnego komfortu, wykonać jakiś wysiłek. To sprawdza się wszędzie tam, gdzie chcemy dokonać zmiany, osiągnąć sukces.

Na tej stronie zamierzam umieszczać materiały, które pomogą i mnie i tobie dokonywać takich zmian. Potrzebna jest stosunkowo prosta wiedza, motywacja i konsekwencja. To kwestia naszego rozwoju. Wtedy to, co proste stanie się także łatwe!

Przez regularne zaglądanie tutaj będziesz miał(a) wszystkie te elementy prawie „na widelcu”, znajdź tylko trochę czasu i dobrej woli.

To się, po prostu 🙂 opłaci.

————

Komunikuję, że w uzupełnieniu dotychczasowych wpisów z początku roku dot. fitnessu (system 7 minut) ostatnio uruchomiłem bloga http://befirst.co/fitness
oraz odpowiadającą mu stronę na facebooku
https://www.facebook.com/Zdrowie.i.Fitness

Jest też prosta stroniczka z informacjami o systemie 7 minut:
http://fitness.i-dlaCiebie.pl [ex post: podane tam linki już mogą nie działać, bo strony źródłowe uległy likwidacji]

Tytuł wpisu nawiązuje do ważnej notatki, którą tam zamieściłem i którą tu cytuję.

Ciężko i niewygodnie czy prosto i komfortowo?

Przeczytałem ostatnio artykuł znajomego i pozwolę sobie go częściowo zaadoptować pod kątem zagadnienia jak w tytule.

W ostatni piątek mieliśmy wielki strajk na kolei, co dopiekło wielu osobom.
Ale uciążliwości dojazdów są powszechne (rozmontowywanie naszej kolei, to temat na osobny alarmowy artykuł).
Jeśli jeździsz transportem miejskim to na pewno nie obce jest Ci marznięcie na przystanku lub peronie (szczególnie w porze zimowej), spóźnienia autobusu lub pociągu i w konsekwencji również spóźnienia do pracy czy swojej firmy (oczywiście nie licząc nerwów i wczesnego wstawania do pracy, czy grypy o którą w takich warunkach nie trudno).
Jeśli jeździsz swoim autem to masz więcej szczęścia, ale i tak tracisz czas na dojazdy do pracy, paliwo i musisz odśnieżać auto.

Zastanawiam się więc dlaczego, większość osób wybiera udrękę w życiu
( marznięcie, tracenie czasu na dojazdy itp.) zamiast komfort.
Nie zrozum mnie źle – nie zamierzam tu nikogo oceniać – każdy przecież w życiu robi to, co uważa za stosowne.
Wolimy stać w korkach, marznąć czy denerwować się zamiast wstawać o dogodnej porze, tracić czas na dojazdy do pracy zamiast wykorzystać go na ciekawsze zajęcia np. przeczytanie ciekawej książki…

Mam ten komfort, że mogę wstawać kiedy chcę, nie tracę czasu na dojazdy do pracy, nie marznę na przystanku, mam czas na lekturę ciekawej książki czy własne hobby czy wreszcie mogę w każdej chwili  przebywać w dowolnym miejscu  (tam gdzie jest zasięg telefoniczny lub internetu :-))  nie tłumacząc się nikomu.
To tak jakby istniały dwa światy – jeden świat ludzi zagonionych nie mających czasu ( i często pieniędzy ) a drugi ludzi którzy mają czas na wszystko i mają pieniądze na to aby ten czas wypełnić.
Komfort przebywania w tym drugim świecie daje uczestnictwo biznesie sieciowym (MLM).
… a teraz nawiażę jeszcze konkretnie do programu „7 minut
(część reklamowa – [już nie jestem w tym programie, więc nie wiem co się dzieje…]).

Po analizie wskaźnika EPP (zarobek na jedną osobę w strukturze) i okazuje się, że w tym programie jest to  ponad 17 złotych od osoby co miesiąc!
A wszystko to … bez produktu fizycznego, bez wysokich miesięcznych kosztów, z bardzo lukratywnym planem wynagrodzeń (wiem, wszyscy to mówią, ale za chwilę przekonam Cię, że jest to bodajże najlepszy plan na rynku).

W tym projekcie proponowana jest m.in.:
Najwyższa w branży 50% prowizja rezydualna z każdej poleconej osoby do nieograniczonego poziomu NA ZAWSZE (tak długo, jak długo ta osoba korzysta z produktu, którego cena wynosi 1 zł na dzień) + 50% z każdej wypłaty każdej bezpośrednio poleconej osoby!
2 x 50% na zawsze, co miesiąc, bez żadnego ograniczenia.

… więc jeśli jesteś zainteresowany, to opis produktu masz np. tutaj http://lepszezdrowie.info/skutecznyfitness.htm
[to pozostawiam, bo sama metoda ćwiczeń jest rewelacyjna]