Najważniejszą sprawą w komunikacji jest usłyszeć to, co nie jest powiedziane.
Peter F. Drucker
(Tekst zapożyczony z newslettera ZDROWIE&ZYWIENIE Renata Zarzycka-Bienias
– fragmenty istotne dla tematu, parę wtrąceń własnych w nawiasach [ ] i wyróżnień)
Więcej na stronie Autorki:
Manipulacja medialna spoleczenstwo dezinformacyjne bariery w komunikowaniu, gdzie poruszone są i inne wątki i występują reklamy).
W ostatnich dniach, w komercyjnych mediach pojawiły się ostre ataki na antyszczepionkowców i na suplementy. Warto przyjrzeć się temu zagadnieniu z innej perspektywy, jako obserwator. W 2009 roku obserwowałam akcje propagandową ze szczepionkami przeciw ptasiej grypie. U nas aż huczało, straszyło, pokazywano w telewizji szkoły w USA, które miały być przetransformowane na szpitale i obozy dla chorych na ptasia grypę, w celu odizolowania ich. To wszystko w Polsce wyglądało strasznie. W tym czasie wyjeżdżałam wraz z dziećmi do USA na Florydę i tam spotkałam dużo osób – również Polonię amerykańską. Nikt nie słyszał tam o ptasiej grypie. Natomiast my poczuliśmy się jakby media w Polsce, z nas zrobiły idiotów. To doświadczenie zapamiętałam na całe życie. Teraz obserwuję dokładnie podobne sytuacje, jak zastrasza się ludzi w Polsce epidemiami infekcji, których tak w zasadzie nie ma. Jaki jest cel tego zastraszania? Jak myślisz? Jaka jest intencja takiego działania? O tym jest film poniżej, a na samym dole jest film tłumaczący cały proces, dlaczego tak się dzieje, że medycyna jest postawiona na głowie – prawie wszystko jest odwrotnie, niż powinno być w leczeniu, a wiele terapii zamiast leczyć, tworzy kolejne choroby. A tymczasem mądrzy, świadomi ludzie, obserwując tę sytuację piszą: „Wystarczy poczytać np. w Wikipedii piszą że w 2015 r była w Europie epidemia odry. We Włoszech parę tysięcy i na Ukrainie parę tysięcy zachorowań…
W Polsce w tym czasie zachorowało 45 osób.i żadna nie umarła. Czy wtedy była taka nagonka na antyszczepionkowców? Jedenaście zachorowań w tym roku??? Piszą też że umieralność na tę chorobę wynosi mniej niż 0,01% zachorowań czyli poniżej jeden na dziesięć tysięcy [a nawet dużo mniej] – to chyba mówi samo za siebie i daje do myślenia. W tamtym roku taką operację epidemii odry zaserwowali producenci szczepionek w USA i spotkali się z bardzo dużym sprzeciwem społeczeństwa…” – pisze Grzegorz Achrem. Wszystkim ludziom, którzy dają się wkręcać w taką manipulację informacją publiczną, polecam zostać obserwatorem obu „stron medalu”, zanim zaczną naskakiwać na siebie wzajemnie, obrażać się, obniżać swoją wartość i oceniać innych, za ich poglądy. Takie oceny i obrażanie, wszak świadczy wyłącznie o osobie, która ma takie zachowanie, bo czuje się słabsza i nie ma konkretnych argumentów [w danym przypadku mam tonę argumentów] oraz pełnej wiedzy na dany temat. W tym zagadnieniu polecam Wam kochani książkę, która jest zarówno moją lekturą pomocna w pracach przy doktoracie: „Bariery w komunikowaniu i społeczeństwo dezinformacyjne”, Marian Gołka, a szczególnie jeden rozdział: Manipulacja w społeczeństwie informacyjnym, manipulacja medialna oraz zniekształcanie informacji w mediach. A oto polecana książka dla tych, którzy lubią czytać i gimnastykować swój mięsień czyli mózg i potrafią używać umysłu – link: Bariery w komunikowaniu i spoleczenstwo dezinformacyjne … Żyjmy bardziej świadomie Kochani i nie dajmy się wkręcać w cudzą grę, jaką uprawiają niektóre zagraniczne firmy farmaceutyczne [myślę, że wszystkie, bo to firmy dla biznesu]. Oto film, który wyjaśnia w prosty sposób proces manipulacji medialnej opinią publiczna w celu dezinformacji i przekazywania zafałszowanych treści. Mowa w nim o „strasznej” epidemii w Czechach i na Ukrainie, co faktycznie jest bzdurą i rządy tych krajów nie potwierdzają tych kłamstw. Jak wiemy z psychologii, kłamstwa wielokrotnie powtarzane w manipulacji, wpadają wreszcie w podświadomość umysłu nieświadomych ludzi i przez ich podświadomość są postrzegane jako prawdy oczywiste bez zastanowienia się nad tym, jakie śmieci wpuszczamy niekiedy w swój umysł i bez uruchomienia analitycznych filtrów informacji. Zawsze warto sobie zadać pytanie, jaka jest intencja przekazywanych nam treści, czy faktycznie chodzi o nas i nasze zdrowie, czy o marketing firm farmaceutycznych poprzez technikę starą jak świat – zastraszania nas. Zobacz bardzo ważne filmy tłumaczące, skąd bierze się takie zakłamanie i propagandowy marketing i zacznij żyć bardziej świadomie – link: https://youtu.be/INGbIzVn3_o[oraz archiwalny materiał o straszeniu nas ptasą grypą http://www.faceci.com.pl/subskrypcja10.html i świńską grypą (2005 rok) http://www.faceci.com.pl/grypa_swinska.html ] Proszę dziel się tymi informacjami z innymi ludźmi, mów im aby się uspokoili, otworzyli szeroko oczy i uszy i zaczęli myśleć, aby nie wpadali w panikę i zastraszanie, bo toblokuje rozsądne myślenie. Pomóż im w tym, aby stanęli z boku tej sytuacji i bardziej się przyglądali niż panikowali. Po prostu wyślij im link do tego artykuły na blogu, aby poczytalii dostrzegli, jak bardzo są manipulowani przez większość informacji medialnych, powtarzających jak papugi zniekształcane informacje. W taki właśnie sposób , kłamstwa powtarzane wiele razy, wpadają do naszej głowy po którymś razie i wyglądają jak prawdy oczywiste. Życzę wiele rozsądku, dojrzałości i mądrości oraz wykazania postawy obywatelskiej i pomocy spanikowanym znajomym i rodzinie. … mgr Renata Zarzycka-Bienias doktorantka w dyscyplinie „Nauki o mediach” _______________________________________________________
Wpis ten koreluje z ostatnio odrzuconym przez Sejm obywatelskim projektem, który postulował by szczepienia PREWENCYJNE nie były przymusowe. Znający temat wiedzą, że to podeptanie praw rodziców i zagrożenie zdrowia dzieci ze względu na liczne przeciwwskazania medyczne.Trwa w ogóle nowa zmasowana propaganda szczepień. Z ostatniej chwili – poniżej list otwarty w sprawie jednego z takich przejawów.
Autor listu deklaruje chęć wystąpienia w sądzie, gdyby był oskarżony
o pomówienie. Chce udowodnić swoje ogólne racje, z którymi osobiście
się zgadzam.
PS. ten wpis będzie kolejnym przyczynkiem (po: Niedostatek prawdy)
do szykowanego tutaj artykułu lub nawet ebooka Co się dzieje.
Kto trzęsie drzewem prawdy, na tego spadają obelgi i nienawiść.
(Konfucjusz)
Pojęcie prawdy jest kategorią filozoficzną z długą historią i piśmiennictwem. Jest to jedno z centralnych zagadnień filozofii.
Istnieje wiele definicji prawdy – w powiązaniu z rozwojem myśli ludzkiej i na użytek różnych dziedzin wiedzy.
Modne jest stwierdzenie „że prawda nie istnieje”. Można zażartować, że jeśli to miałoby być prawdziwe, to także i to samo stwierdzenie nie jest prawdziwe. To, czy prawda istnieje, czy nie, jest kolejnym zagadnieniem filozofii.
W tym popularnym dziś podejściu do zagadnienia chodzi głównie o relatywizm prawdy. Może to być słuszne w odniesieniu do codziennych spraw i w aspekcie psychologicznym, ale nie o tym będę pisał. I nie będę się tym zajmował tak teoretycznie – znajdziesz odpowiednie prace i dyskusje w książkach i w sieci.
Interesują mnie obecne zjawiska o zasięgu społecznym, chociaż ich przyczyny sięgają przeszłości.
Uważam, że plagą współczesnego świata jest kłamstwo, którym posługują się politycy, wszelkiego rodzaju manipulatorzy, media, a nawet naukowcy. Pisałem o tym wielokrotnie w różnych kontekstach, więc poniekąd się powtarzam. Jednak ten temat tak mnie uwiera, że będę to powtarzał, tym bardziej, że może to da większą szansę by te myśli przebiły się bardziej do blogosfery.
Wybacz więc, drogi Czytelniku, że wplotę tutaj taką rekapitulację wybranych odnośnych wpisów – jak niżej Niektóre inne przywołam jeszcze dalej w tekście obecnej refleksji.
I tak, zobacz proszę:
Jednak słowo kłamstwo jest pewnym zawężeniem zagadnienia. Stąd tytuł wpisu.
Nie zawsze to samo kłamstwo wprowadza brak prawdy.
Możliwe są przynajmniej np. takie przypadki:
Wiadomo, że nasza biologiczna percepcja jest bardzo ograniczona, stąd i nasze sądy o rzeczywistości.
Aktualny stan wiedzy, nawet przy staraniach naukowców, może być niewystarczający
(Profesor Aleksander Wolszczan – polski znany astrofizyk, na pytanie dziennikarza „Jak pan ocenia procentowo, ile wiemy na temat wszechświata? Tak intuicyjne.” odpowiedział: „Zero procent”.)
Panuje rozsądne przekonanie, że wobec „nieskończonej” wielkości i złożoności wszechświata (cudzysłów użyty w sensie dosłownym lub w przenośni), do „prawdy absolutnej” o nim nigdy nie dojdziemy, chociaż możemy się do tej prawdy asymptotycznie zbliżać.
Można znać część prawdy, o której myślimy, że to cała prawda.
Wiąże się z tym nieświadomość tego, że czegoś nie wiemy (na tyle dostatecznie, by wydawać osąd), czyli „nie wiemy, czego nie wiemy”.
Także w indywidualnych przypadkach człowiek często wypiera z umysłu prawdy dla siebie niewygodne lub hołduje jakimś wyobrażeniom, nieprawdziwym przekonaniom lub uprzedzeniom.
Przejawem tego jest uporczywe trzymanie się swego stanowiska, mimo kontrdowodów leżących „przed nosem”.
Tę sytuację naszkicowałem we wpisie Arogancja a ignorancja, w którym pokazuję jak te dwie postawy nawzajem się wzmacniają.
Bywa że samo przemilczenie jakichś faktów jest kłamstwem lub tytułowym niedostatkiem prawdy.
Jednak najbardziej bulwersuje celowe manipulowanie wiedzą, ukrywanie jej elementów, przeinaczanie faktów, sztuczki erystyczne, krótko mówiąc – cały arsenał manipulacji.
Szczególnie obrzydliwe jest kłamliwe oskarżanie innych osób w imię swych partykularnych niskich pobudek. (Pamiętasz 8. przykazanie?)
Powstało pojęcie Postprawda (ang. post-truth). Opisuje ono pewne realia kultury politycznej, w której fakty są mniej ważne w kształtowaniu opinii publicznej niż odwoływanie się do emocji i osobistych przekonań. W szczególności liczy się tylko to, co przyczyni się do zdobycia elektoratu lub innego rodzaju zwolenników lub klientów.
Widzimy to w polityce, biznesie, nawet w religiach.
Czasem są to wielowarstwowe i przemyślane konstrukcje ideologiczne i medialne. Zwodnicze przez długofalowe urabianie świadomości społeczeństw lub ich grup.
Są i były w tym zakresie najróżniejsze spiski, pisanie historii po swojemu, ukrywanie faktów, matactwa, niszczenie dowodów/ dokumentów, manipulowanie umysłem – zarówno dawno znanymi środkami propagandzistów jak i nowymi środkami technicznymi. Niektóre techniki są jednak dobrze znane od dawna, np. te, które opisał N. Chomsky jako 10 sposobów oszukiwania społeczeństwa przez media.
Oparcie państw i struktur międzynarodowych na zakłamaniu ma przeważnie taki sam cel – drenowanie społeczeństw z pieniędzy i sprawowanie władzy, która to umożliwia.
Widoczna jest metoda „jednej słusznej prawdy”, co szczególnie spotyka się np. w hasłach wikipedii – każda zmiana artykułu przez kogoś „obcego” – gdy jest nie po myśli redaktorów-cerberów, jest od razu usuwana, bo często mogłoby to zagrozić czyjemuś interesowi.
Wyraźnie widać to w zakresie medycyny, gdzie broni się monopolu biznesowego. Jeden z wielu przykładów (medycyna interesuje mnie szczególnie) widać na przykładzie postępowania z niewygodnymi odkrywcami, np. J. Humble lub w sprawie szczepień – np. Wiarygodność prac naukowych (i linki).
Powszechna jest odmiana „jedynej słusznej prawdy” zwana poprawnością polityczną, która tak ogłupiła społeczeństwa – zwłaszcza zachodniej Europy, ale i Zachodu w ogóle. Oczywiście doktryny w państwach autorytarnych wywołują podobne następstwa.
Jednak nawet na tym tle, co przebieglejsi manipulatorzy wiedzą, że to zbyt toporna metoda, więc wprowadzają inną – metodę dwóch prawd lub celowe mieszanie elementów prawdy z kłamstwami, by uwiarygodnić kłamstwa jako prawdę.
Niezadługo wspomnę o tej metodzie w planowanym wpisie Co się dzieje? Metoda ta wprowadza, z jednej strony, zupełną dezorientację ludzi (obie ‚prawdy” wydają się równie prawdopodobne), a z drugiej umożliwia manipulatorom skłócanie dwóch obozów i wykorzystywanie tego do swych celów.
Po drugie, i jako element kroku pierwszego, generalnie pomocne będzie pozbycie się lenistwa umysłowego i postaranie się, by wiedzieć więcej – nie tylko z jednego źródła lub grupy konformistycznie wspierających się źródeł informacji.
Dalej mamy parę praktycznych probierzy prawdy.
Pierwsze to proste kryterium praktyki „Komu to służy?”
Trzeba poznać rodowód poglądu lub ludzi, a czasem wystarczy zastosować metodę „idź za pieniędzmi”, bo to najczęstszy trop.
Drugie podobne: Jakie są owoce danych działań? („po owocach poznacie ich„).
Na nic górnolotne teorie jeśli przez długie lata czy nawet wieki nie przyniosły dobrych rezultatów. Albo zmieniły się uwarunkowania albo u samych podstaw te teorie i stare praktyki były chybione.
Wreszcie, co zabrzmi dla wielu mniej wiarygodnie i nawet irracjonalnie – są pewne testy prawdy.
Nie mówię o wariografie czy czytaniu z mowy ciała, i podobnych technikach, co bywa przydatne, ale nie dla każdego dostępne oraz mało przystające do zagadnień społecznych.
Mam na myśli osoby, które do perfekcji opanowały poznawanie prawdy intuicyjnie, pewnymi środkami spoza tego, co potocznie racjonalne. To osobny ciekawy temat, ale są takie osoby, które pod tym względem (prawie) się nie mylą, mają jakiś głębszy wgląd.
Na pograniczu z wiedzą racjonalną znane są takie metody detekcji prawdy jak test kinezjologiczny (wg Davida Hawkinsa i podobnych popularyzatorów). Poczytaj o tym szerzej w artykule Test mięśniowy (kinezjologiczny). Są jeszcze inne o których kiedyś wspomnę.
Podobnie prawdę potrafią wykrywać niektórzy ekstrasensi swoimi metodami.
Na koniec przypomnę starszą refleksję z któregoś z wpisów:
Może – tak jak w chrześcijaństwie (i nie tylko), gdzie szatan to ‚ojciec kłamstwa’ – odejście od prawdy leży u podstaw całego ludzkiego nieszczęścia? Ale – abstrahując od religii – dlaczego tak się stało?
Tropiąc ciąg przyczynowo-skutkowy znów znajdujemy parę poglądów. Przyjmuję dziś, że wcześniejszą przyczyną może być brak … miłości do innych ludzi (i prawdziwie do siebie), nawet zwykłego szacunku. Ten brak pozwala na wszelkie niegodziwości.
Ale skąd brak miłości? Bo … nie wiemy Kim Jesteśmy.
Że stanowimy Jedno. Że wszystko jest powiązane. Że szkodząc komuś w ostatecznym rozrachunku a nawet od razu – szkodzimy sobie.
A skąd brak tej wiedzy o Jedności?
Bo nam ją zabrano, ukryto przed nami – przez lata, wieki … kłamstwem jakim się nas karmi. Ukrywającego zasadniczą prawdę: że wszyscy na równi jesteśmy emanacją jednego Źródła.
By nas podzielić i zniewolić, zastraszyć i wykorzystywać.
Kłamstwo, głoszone jako prawda, doprowadza do wściekłości.
Mikołaj Gogol
Zgony z powodu chorób zakaźnych prawie zniknęły PRZED wprowadzeniem szczepień.
Cóż, drążę temat może dość hermetyczny, ale na tym znam się raczej lepiej niż na polityce… Poniższy tekst jest adaptowaną (skróconą) odpowiedzią jednemu z redaktorów. Trochę się powtarzam, ale ów redaktor o tym nie wie. Uważam sprawę za ważną.
————-
Chciałbym ustosunkować się o felietonu „Pseudonauka i pseudopolityka” w ….
Rozumiem, że musiał być krótki ze względów redakcyjnych, ale niestety przez to nie daje to rzetelnego, głębszego obrazu tematu.
…
Podjął Pan problem, który nabrzmiewa i jest niezwykle istotny, bo dotyczy zdrowia wszystkich Polaków.
Zgadzam się z Pana opinią, że projekt obywatelski (przecież nie partyjny) w sprawie dobrowolności szczepień powinien być dyskutowany w parlamencie. To jego obowiązek. Jak sama nazwa izby wskazuje (etymologia) jest to miejsce gdzie się rozmawia, dyskutuje, porównuje.
Nie należy zatem piętnować posłów, którzy wsparli przesłanie projektu do komisji. Nie jest jednak uprawniona sugestia, że to zrobiono „z chęci przypodobania się zorganizowanej grupie wyborców”. Odwrotnie – to jest wbrew opinii większości wyborców, którzy od lat są poddani propagandzie szczepień. Zatem nie jest to politycznie zyskowne (w domniemaniu dla PiS). Ich postawa wynika z poszanowania zasady parlamentaryzmu i głosu ponad 120 000 osób popierających projekt, a pod względem merytorycznym – co najmniej dla respektowania zasady ostrożności w tak ważnej sprawie.
Zatem nie to jest skandalem, że projekt trafił do komisji, ale taka postawa i zachowanie na trybunie sejmowej jak posła Arłukowicza i podobnie się wypowiadających – antydemokratycznie i dużą dozą arogancji. Słyszy się też o innych zdumiewających swą antyobywatelską i dyskryminacyjną wymową projektach jak to, że jednym z kryteriów dostępu dzieci do żłobków i przedszkoli ma być aktualna karta szczepień.
Albo, by zapanować nad trendem pomijania obowiązkowych szczepień, politycy mają podobno nowy pomysł – chcą zabrać świadczenia 500+ wszystkim rodzinom, które nie szczepią dzieci. Proszę rozważyć i ocenić moralnie:
sceptycy w sprawie szczepień działają nie dla biznesu i profitów, ale z troski o zdrowie, wolność i prawdę. Przecież nie ma przemysłu antyszczepionkowego, który by ich nagradzał. Przeciwnie – nawet narażają się, są szkalowani, wyśmiewani i sekowani także prawnie przez władze.
Natomiast, proszczepionkowcy – świadome czy nie – służą olbrzymiemu biznesowi i opresji – chociaż mogą mieć też dobre intencje, ale tu trzeba też dotknięcia problemu od środka a nie powierzchownych emocji i głoszenia sloganów.
Stąd krzywdzące jest przypisywanie organizacji StopNOP (wolontariat społeczny) i jej sympatykom złych intencji – dochodziło też do pomówień, że są wrogiem dzieci i wyrodnymi rodzicami. Wprost przeciwnie, jak jasno wynikało w poruszającym wystąpieniu w Sejmie i w odpowiedzi podyskusyjnej Justyny Sochy – referenta projektu oraz z wielu innych wypowiedzi. Reprezentują liczne środowisko poszkodowanych rodziców i troskę o zdrowie. StopNOP nie jest też organizacją antyszczepionkową, co się sugeruje – by rzucić na nich cień w oczach opinii publicznej.
Jaka asymetria! Z jednej strony stonowana siła argumentów i glos społeczny z małym zasobem środków oddziaływania na polityków, z drugiej – argument siły uzbrojony w narzędzia władzy, media i finanse.
Większą kompromitacją było expose w trakcie omawianej debaty sejmowej utytułowanego szefa Głównej Inspekcji Sanitarnej. „Położył swój autorytet” za stwierdzeniem, że szczepionki nie zawierają neurotoksyn (glin, rtęć,…) oraz skłamał w sprawie dra Wakefielda (albo np. https://www.jeremyrhammond.com/2018/05/07/vaccines-autism-how-the-media-lie-about-the-1998-lancet-study/), by tylko wymienić parę. Ogólnie można scharakteryzować tego rodzaju wypowiedzi jako powtarzanie od lat sfałszowanych i plotkarskich wiadomości, bez dokładnego sprawdzenia źródeł.
To bulwersujące, bo te kłamstwa przedstawił Sejmowi, który ostatecznie będzie decydował o ustawie oraz poszło to w świat. Skompromitował też w ten sposób swoją instytucję, która od lat zwalcza cokolwiek się zakwestionuje w zakresie szczepień, podobnie jak korporacja zawodowa – Naczelna Izba Lekarska (notabene, która uzurpuje sobie prawo do karania lekarzy, nawet odbierania im prawa wykonywania zawodu, mimo że nie od niej je dostali). Im wyższe stanowisko tym większa powinna być odpowiedzialność, zatem jeszcze bardziej szokuje wypowiedź ministra zdrowia: „Jeżeli ktoś mówi, że szczepienia szkodzą i nie szczepmy, a proponuje do tego terapie hochsztaplerskie, to powinno być eliminowane przy użyciu całego aparatu państwowego” – https://nczas.com/2018/10/10/minister-zdrowia-szokuje-chce-wprowadzic-myslozbrodnie-to-powinno-byc-eliminowane-przy-uzyciu-calego-aparatu-panstwowego-video/ . Czyli – karany, aresztowany, „wyeliminowany”? Ponadto, nikt nie proponuje terapii ‚hochsztaplerskich’ zamiast szczepionek!
Czy to nie jest skandaliczna wypowiedź? To postawa ministra jest bardzo niebezpieczna, a nie posłów i StopNOP, bo może rozciągnąć się na inne dziedziny jego zarządzania i neguje prawa obywatela. Czy chcemy takiego wzrostu opresji?
W Europie jest 20 państw, które nie narzucają obywatelom przymusu szczepień. I nic złego się nie dzieje – nawet mimo napływu imigrantów, oprócz okresowych sztucznie wywoływanych strachów, że są jakieś epidemie, chociaż ich nie ma. Propaganda szczepień – rządowa, korporacyjna, medialna. A przecież dobrego produktu nie trzeba promować na siłę, więc …
A bodajże najbardziej bulwersuje, że te tyrady, zapewnienia i groźby, zastraszanie posłów i lekarzy … nie mają uzasadnienia merytorycznego.
Arogancja i ignorancja napędzają się nawzajem.
O tym nieco dalej. Pana opinia, że „boję się, że część posłów robi to szczerze” szokuje. Gdyby robili to nieszczerze to byłoby lepiej?
Ale rozumiem o co Panu chodzi. O zgorszenie, że wielu ma inne zdanie o szczepieniach. Zatem, oprócz ww. zastrzeżeń prawnych i wynikających z dobrych obyczajów, zachodzi pytanie: kto ma rację pod względem merytorycznym?
W sprawie racji – nawet niezależnie od zakresu wiedzy i w większości zagadnień, warto zastosować dwie stare zasady:
1) Komu to służy? 2) Jakie są owoce działań? („po owocach poznacie ich”). Zanim przejdę do p. 1.
Zapytał Pan: co poszło nie tak?
Odpowiedź jest dość prosta, tym niemniej trudna do zrozumienia i zaakceptowania przez tak wielu. Czy problem stworzyli politycy (jak Pan pisze)? Nie, w 90% (?) nie są oni kompetentni i w tej większości nie są antyszczepionkowcami ani wrogiem nauki – ufają głównemu jej nurtowi. Natomiast podtrzymują to, co stwo
rzyło realny problem. To biznes stworzył obecne oblicze farmacji, medycyny a nawet sporej części nauk. Chodzi o wszechobecne zakłamanie w imię partykularnych korzyści. Chodzi o medycynę rockefellerowską, ustanowioną ok. 100 lat temu i konsekwentnie od tamtego czasu dążąca do hegemonii. De facto ustanowili już dość dawno obowiązującą jedyną narrację, tzw. medycynę akademicką. Tyle, że w akademiach, na przekór dawnej tradycji, już się nie dyskutuje – tam się naucza wg programu. To medycyna i farmacja nastawiona na zysk. Dziś tak potężny, że może kupić niemal każdego, zwłaszcza rządy państw, bo to gwarantuje im od razu niesamowitą dźwignię budżetowych zamówień. Szczególnie w zakresie szczepionek, bo tu możliwe jest zastraszanie całych społeczeństw i wylobbowanie przymusu stosowania. To osobny duży temat historyczny. Siły biznesowej farmacji „wyhodowały” sobie przez wiele dziesięcioleci potężne zaplecze. W różnych dziedzinach medycyny akademickiej. W szczególności, tak szkoleni są lekarze, nawet nieświadomi fałszerstw. Medycyna zaczęła służyć farmacji a nie odwrotnie. Lekarze stali się sprzedawcami leków i automatami realizującymi narzucone procedury, których nie wolno pominąć pod groźbą ostracyzmu i wykluczenia z zawodu. Lekarze tak wyszkoleni po prostu sami nie dociekają głębiej jak to jest – ufając temu, co kiedyś przekazano (i to zdawkowo) im na studiach, a potem wierzą okólnikom i procedurom ustalonym przez urzędników. Zresztą, zostali tak omotani administracyjnie, że nie mają nawet czasu na indywidualne, niezależne studiowanie.
O tym też dalej/więcej w artykułach, które dalej wskażę. Zatem, w konkluzji pytania #1 – ta praktyka służy biznesowi oraz jego armii w różnych profesjach i na różnych poziomach decydowania. Jeśli chodzi o naukowców – ci bronią swych tytułów i wpływów pochodzących z grantów i przywilejów – bardziej niż prawdy. Do czego doszliśmy!
Pytanie #2 – jakie są owoce medycyny rockefellerowskiej? Mimo dziesięcioleci łożenia miliardowych sum na badania, „programy”, akcje, doskonalenie sprzętu, postęp techniki – postępu w leczeniu chorób przewlekłych nie widać. Odwrotnie – jest coraz więcej „jednostek chorobowych” (często wymyślonych pod nowe leki), choroby dawniej wieku dojrzałego atakują coraz młodsze roczniki, przebieg niektórych chorób jest cięższy i niezrozumiały dla lekarzy. Dlaczego tak się dzieje? Właśnie przez błędną, sfabrykowaną przez Bigpharma drogę – leczenie w nieskończoność (biznes) a nie wyleczanie, uzdrawianie. Coraz więcej chorób jatrogennych, z powikłań po medykamentach i ich interferencji. Aktualna wiedza specjalistów nie powiązanych z medycyną rockefellerowską oraz takież badania obnażają wiele tych praktyk oraz merytorycznych kłamstw i manipulacji.
Tu trzeba wspomnianych uwag merytorycznych. Mam b. dużo materiałów na ten temat, ale nie mam czasu na elaboraty. Jest też wiele książek-monografii o zagrożeniach ze strony szczepionek i całej ich historii. Przykładowo: Przede wszystkim „Dossolving illusions” – Susanne Hemprhies (setki odniesień do prac naukowych i historii szczepień).
A z polskich i przetłumaczonych na j. polski: „Bezlitosna immunizacja” – Aleksander Kotok
(ponad 700 stron, na których autor przytacza setki – jeżeli nie tysiące – potwierdzonych źródłami, szokujących faktów z historii szczepionkowego szamaństwa. Jest to historia ponura, pełna setek tysięcy, a kto wie, może w skali całego świata – może i milionów, ludzi – zupełnie zdrowych, którzy stracili życie i zdrowie, po przymusowych szczepieniach)
„Epidemia szczepień. Jak korporacyjna chciwość, zakłamana nauka i represyjna władza zagrażają prawom człowieka, naszemu zdrowiu i dzieciom”, autorki: Louise Kuo Habakus, Mary Holland „Szczepienia – niebezpieczne, ukrywane fakty” Autor: Ian Sinclair „Szczepienia pełne kłamstw. Szokująca prawda o farmaceutycznych praktykach” – Andreas Moritz. „Szczepienia – przegląd ważnych badań” – Neil Z. Miller.
„Szczepić czy nie” – Mayer Eisenstein
„Szczepienia – za i przeciw” – Martin Hirte. Jerzy Jaśkowski poświecił szczepionkom sporo uwagi w paru swych książkach z serii „Szczepienia – 300 lat oszustw”.
W telegraficznym skrócie:
• OSPA przedstawia historię ospy w Europie, oszustwa „wynalazcy” szczepionki ospowej Jennera, powiązania idei szczepienia z hinduskim lokalnym kultem i zagadnienie ospy wietrznej,…
• MMR omawia m.in. epidemie poszczepionkowe, skład szczepionek, sprawę dra Wakefielda i radzi jaki rozmawiać z pediatrą.
• GRYPA m.in. o medycynie rockefellerowskiej, świńskiej grypie, powikłaniach poszczepiennych, SIDS, porady dochtora, list dr JJ do rektora GUMED-u … Zdając sobie sprawę, że te książki mogą być nieznane i trudno to ogarnąć, wybiorę więc tylko skrótowo parę podtematów odwołując się do kilku swoich wpisów: Zatem bardzo proszę o zapoznanie się np. z: http://lepszezdrowie.info/szczepienia-dossier4.htm http://lepszezdrowie.info/kompromitacja.htm http://lepszezdrowie.info/na_barykadzie.htm http://lepszezdrowie.info/EBM2.htm http://lepszezdrowie.info/wiarygodnosc.htm http://lepszezdrowie.info/naukowcy.htm
… i ew. z linkowaniami. Telegraficznie: obecne szczepionki, ich skład, intensywność i kalendarium, to zupełnie co innego niż dawniej.
Co większość społeczeństwa a nawet lekarzy wie o takich zagadnieniach jak: technologia produkcji szczepionek, ceny producenta, źródła i kwalifikacja wirusów, badania przed dystrybucją, RETROwirusy, reakcja mikrogleju, stężenia adiuwantów i ich interakcji, mikrourazy neurologiczne, mimikra molekularna, autoimmunoagresja, podkliniczne stany zapalne, o przeroście ciała migdałowatego, gwałtownym pogarszaniu stanu mózgu obecnych dzieci, zmyślonych kryteriach NOP (dla statystyk), opóźnionych NOPach, o zatajanych a potem ujawnionych raportach CDC, lobbingu producentów, wyrokach sądów i milionowych odszkodowaniach, fałszowania polskich ulotek, …? Ilość NOPów (eufemizm – chodzi o powikłania) jest nieporównywalnie większa niż tych ze sfałszowanych, niepełnych statystyk. Powikłania mogą występować nawet po wielu latach, czego w ogóle nie bierze się pod uwagę. Szczepionki nie są wiarygodnie badane przed dystrybucją, a te na grypę – w ogóle. Szczepionki są nazywane lekiem, ale niczego nie leczą ani nie przechodzą wymaganych dla leków badań (przestępstwo). Dzieci nieszczepione są zdrowsze od szczepionych i nabywają naturalną odporność przechodząc przez choroby wieku dziecięcego.
Tzw. Medycyna Oparta na Faktach (Evidence Based Medicine) jest w dużym stopniu mitem.
Zresztą, co pacjenta obchodzą teorie, gdy praktyka zawodzi?
Kryterium praktyki można więc wymienić jako trzeci probierz prawdy.
Jeszcze poniższe uzupełnienia i uwypuklenia pewnych zagadnień. Kursuje wiele sloganów nie mających oparcia w faktach lub mocno naciąganych. Np.: Aby ludzie nie domyślili się, że odporność poszczepienna to oszustwo – szczepi się ich tylko na te choroby, które się lekko przechodzi, albo te dające się leczyć antybiotykami, albo na takie, które są bardzo rzadkie, albo w ogóle nie istnieją. Nawet jeśli dziecko rozchoruje się na chorobę z „grupy lekkich”, przeciwko której je zaszczepiono, to powiedzą – że dzięki szczepieniu choroba miała lżejszy przebieg, albo, że dzięki szczepieniu obyło się bez ciężkich powikłań. Znane są takie przypadki – chorób mimo zaszczepienia – ospa, tężec, krztusiec itp…
Nie spotkamy się ze szczepionkami na choroby stosunkowo częste i o ciężkim przebiegu, bo te byłyby miarodajnym testem na skuteczność szczepień i w krótkim czasie obnażyłyby słabość systemu. Dlatego nikt nie ryzykuje wypuścić na rynek szczepionek przeciwko boreliozie (bakteria), albo WZW typu C (wirus). Jeśli po zaszczepieniu ktoś rozchorował by się na boreliozę albo WZW typu C, to pierwsza z chorób zniszczy mu mózg i stawy, ta druga rozwali wątrobę, a poszkodowany będzie walczyć w sądzie z producentem szczepionki o odszkodowanie. Producentów wykończyłyby wtedy pozwy pacjentów, którzy żądaliby zwrotu kosztów leczenia chorób przeciwko którym byli zaszczepieni. Borelioza to choroba zawodowa rolników i leśników. Państwo ponosi z tego tytułu olbrzymie koszty (renta, opieka medyczna). WZW typu C – to zmora stacji dializ (50% ludzi dializowanych zakażonych). To że nie ma takich szczepionek (na choroby stosunkowo częste i o ciężkim przebiegu) jest dla mnie w tej chwili mocnym i oczywistym dowodem w sprawie przeciwko mitowi szczepień ochronnych. Mityczna odporność stada (zaszczepione > 95% ludności ) to też bzdura z sufitu. Zdecydowana większość dorosłych nie przyjmuje żadnych szczepionek przypominających po 18 roku życia, a przecież sami producenci mówią, że szczepienia nie dają odporności na całe życie – max 10 lat. Czyli oporność poszczepienna to bardziej hasło niż fakt.
Tu przypomina się powiedzenie, które można zastosować do całej tej problematyki: Jeśli fakty kwestionują teorię – tym gorzej dla faktów…
Np. powołuje się wykresy pokazujące jak „szczepionki uratowały świat”. To gruba manipulacja, wręcz kłamstwo – np. wg https://youtu.be/4Fhy-ZPryI0 (do uważnego obejrzenia). A w odniesieniu do tak nagłaśnianej teraz odry – od ok. 23′ prezentacji – wiele wykresów. (tutaj w nagłówku jedna z tych ilustracji – tylko poglądowo – pokazuje jak śmiertelność naturalnie spadała przed wprowadzeniem szczepień.)
(Oczywiście cała seria 35 prezentacji warta uwagi, a dla pełnego zrozumienia zagadnienia – konieczna). Co do odry: w USA istnieje od 1988 roku system VAERS. Według tego systemu, w okresie ostatnich 10 lat, ani jedna osoba nie umarła z powodu zachorowania na odrę. Podkreślam, ani jedna osoba nie umarła, w 320 milionowym kraju. Natomiast w wyniku szczepień przeciwko odrze zmarło w tym okresie 108 dzieci.
Coraz więcej znaczących osób, nie tylko z „alternatywnej medycyny” protestuje przeciw tym zakłamaniom.
Z tych najbardziej znanych, przykładowo Robert F. Kennedy i Robert De Niro – https://martabrzoza.pl/szczepienia/kennedy-100-000-dla-kazdego-kto-udowodni-ze-rtec-w-szczepionkach-jest-bezpieczna/. Niestety to wciąż wyjątki, bo na ogół celebryci to klasyczne „lemingi”. Także prezydent D. Trump (który ma dostęp do skrywanych informacji), mówi że szczepienie przeciw grypie jest największym oszustwem w historii medycyny (np. krótko o tym w https://kochanezdrowie.blogspot.com/2018/10/trump-szczepienie-przeciw-grypie-to.html ). Mówią o tym także ruchy ujawnienia, tzw. sygnaliści (whisteblowers) oraz zbuntowani przeciw złu funkcjonariusze służb jak Qanon…
Oczywiście – są znienawidzeni i zwalczani przez zagrożony establishment.
Wspomina Pan o sile i autorytecie nauki – w opozycji do „pseudonauki”. W medycynie używa się, a nawet nadużywa argumentu, że jest ona już wspomnianą Medycyną Opartą Na Dowodach (Evidence Based Medicine – EBM). Jaka jest jakość tych dowodów opisuję w paru miejscach, np. wspomniany artykuł Wiarygodność? Mała.
Rozwój nauki, odkrycia, przełomy, nie bazowały na konformizmie (a co gorsza – oportunizmie), ale na innym spojrzeniu, sprzeciwie, samodzielności, odrzuceniu dogmatów i uprzedzeń.
Parokrotnie wypomina Pan też uleganie „teoriom spiskowym”. Zajmuję się tym od ponad 30 lat i zapewniam Pana – gros historii, polityki a nawet po części nauki,
to właśnie spiski. (Napoleon Bonaparte: „Historia to uzgodniony zestaw kłamstw”.)
Podobnie długo, pewne dłużej, zajmuje się tym dr n. med. Jerzy Jaśkowski i komentuje dość często w Internecie i w książkach.
Z ostatniej audycji (nr 89 danej serii) – https://youtu.be/Lyocpvgs8sM – o genezie wspólczesnego pojęcia spisków oraz przykłady z historii. Starszy człowiek, czasem się przejęzycza, ale ma realną wiedzę. Zwłaszcza w sprawach medycyny, jej historii i o szczepieniach.
Sympatyzuję z …, ale omawiany felieton nie przysporzył Panu w moich oczach uznania, niestety…
Na „pocieszenie”(?) – podobnie wypowiada się w różnych czasopismach, wielu innych publicystów, właśnie teraz – przed wyborami (przypadkowo?).
Ma to wydźwięk polityczny, ale wg mnie (jak pokazałem) – nieczysty.
Zatem – co nazwać pseudopolityką (jak w Pańskim tytule)? Chyba że ma ona stale polegać na ujarzmianiu ludzi, ich dzieleniu i wprowadzaniu w błąd.
Wolę definicję, że polityka to dążenie do dobra wspólnego.
Rozpisałem się, ale wykorzystałem urywki z poprzednich tekstów oraz z dyskusji z innymi właśnie publicystami.
Okazało się, że są bezbronni. To akurat mnie nie zaskoczyło, natomiast zaskoczyło mnie, że nawet adwersarze medyczni, często z tytułami, z całym zapleczem ich nauki, też milkną albo upierają się przy ogólnikach i mało eleganckich pouczeniach.
Ale, co też finalnie mnie zaskakuje – gdy zbierze się wszystkie omawiane tu wątki i aspekty merytoryczne, to wychodzi na to, że proszczepionkowcy … nie mają bodajże żadnych argumentów!
Proszę wybaczyć, że miejscami piszę, być może, o oczywistościach oraz z emfazą. Generalnie jestem sceptykiem oraz kontestatorem – co widać w serwisie LepszeZdrowie.info, z którego cytowałem. Ta postawa ma swoje uzasadnienie zarówno w mojej dociekliwości (rodem ze sporego stażu naukowego) jak i osobistych fatalnych doświadczeń z medycyną.
Ten artykuł (skopiowany z www.LepszeZdrowie.info ze względu na wagę problemu) ma odniesienie do wielu dziedzin naszego życia, ale tutaj skupimy się na aktualnych wydarzeniach ze strefy zdrowia. Kampania szczepionkowa ma za sobą taką siłę (nieograniczone fundusze, lobbing, wieloletnią propagandę i programowanie profilu studiów, „badania kliniczne”, autorytety medycyny rockefellerowskiej,…), że opinii publicznej i mediom trudno się jej oprzeć. Ale gdy sięgnie się głębiej, potwierdza się myśl z Herberta jak na ilustracji.
Dowodem na to była ostatnio (3.10.2018) wstępna debata w Sejmie nt. obywatelskiego (nie partyjnego!) projektu ustawy o dobrowolności szczepień.
Wykazała arogancję oponentów ustawy w zakresie traktowania obywateli, petycji ponad 120 000 osób i obowiązku jej rozpatrzenia przez Sejm. Inicjatywa ta ma duże poparcie na świecie. Pokazała także brak aktualnej wiedzy o szczepionkach, w tym nawet utytułowanego szefa Głównej Inspekcji Sanitarnej. „Położył swój autorytet” za stwierdzeniem, że szczepionki nie zawierają neurotoksyn (glin, rtęć,…) oraz skłamał w sprawie dra Wakefielda, by tylko wymienić parę. Ogólnie można scharakteryzować tego rodzaju wypowiedzi jako powtarzanie od lat sfałszowanych i plotkarskich wiadomości, bez dokładnego sprawdzenia źródeł. Kompromitacja. To bulwersujące, bo te kłamstwa przedstawił Sejmowi, który ostatecznie będzie decydował o ustawie oraz poszło to w świat. Skompromitował też w ten sposób swoją instytucję, która od lat zwalcza cokolwiek się zakwestionuje w zakresie szczepień, podobnie jak korporacja zawodowa – Naczelna Izba Lekarska (notabene, która uzurpuje sobie prawo do karania lekarzy, nawet odbierania im prawa wykonywania zawodu, mimo że nie od niej je dostali).
Kompromitujące było też zachowanie wielu posłów, którzy odmawiali prawa dyskusji tematu w parlamencie, jakby nie rozumiejąc, że do tego on służy.
Co do wiedzy, to z wielu wypowiedzi i hałasu medialnego wynikają przynajmniej dwa zagadnienia.
Wykorzystuje się propagandowo hasła, że to projekt antyszczepionkowców, co nie jest prawdą, bo inicjatorom projektu chodzi o prawa wyboru, uczciwe traktowanie rodziców oraz mówienie prawdy, a nie szufladkowanie ich jako proepidemików, co jest absurdalne także z naukowego punktu widzenia. Było to wyraźnie podkreślone przy przedstawieniu projektu, ale jakby nie zostało usłyszane. Podobnie jak szereg argumentów prawnych, moralnych i wynikających z zasady lekarskiej „przede wszystkim nie szkodzić”.
Krzywdzące jest przypisywanie organizacji StopNOP i jej sympatykom złych intencji – dochodziło też do pomówień, że są wrogiem dzieci i wyrodnymi rodzicami. Wprost przeciwnie, jak jasno wynikało w poruszającym wystąpieniu i odpowiedzi podyskusyjnej Justyny Sochy – referenta projektu. Reprezentują liczne środowisko poszkodowanych rodziców i troskę o zdrowie.
Rozważ i oceń moralnie: sceptycy w sprawie szczepień działają nie dla biznesu i profitów, ale z troski o zdrowie, wolność i prawdę. Nawet narażają się i są sekowani także prawnie przez władze. Proszczepionkowcy – świadome czy nie – służą olbrzymiemu biznesowi i opresji, chociaż mogą mieć też dobre intencje, ale tu trzeba też dotknięcia problemu od środka a nie powierzchownych emocji i głoszenia sloganów.
Po drugie, co do nauki, to trzeba wiedzieć, że obecne szczepionki, ich skład, intensywność i kalendarium, to zupełnie co innego niż dawniej. Aktualna wiedza specjalistów nie powiązanych z medycyną rockefellerowską, która to medycyna jest nastawiona na zysk, oraz takież badania obnażają wiele kłamstw i manipulacji.
Siły biznesowej farmacji „wyhodowały” sobie przez wiele dziesięcioleci potężne zaplecze. W różnych dziedzinach medycyny akademickiej. W szczególności, tak szkoleni są lekarze, nawet nieświadomi fałszerstw. Po prostu sami nie dociekają głębiej jak to jest – ufając temu, co kiedyś przekazano (i to zdawkowo) im na studiach, a potem wierzą okólnikom i procedurom ustalonym przez urzędników. I tzw. Medycynie Opartej Na Dowodach. Jaka jest jakość tych dowodów opisuję w paru miejscach, np. artykuł Wiarygodność? Mała. A w zakresie szczepień, gdzie zyski koncernów są największe, akurat najmniej jest rzetelnych badań, o czym jeszcze dalej.
Jest jednak wielu lekarzy, którzy bardziej włączyli myślenie i widzą niebezpieczeństwa, chociażby z własnej praktyki, oraz rozumieją niektóre mechanizmy biologiczne powodujące te zagrożenia, jak i w działaniu konformizmu środowiska medycznego.
Jednak nie mogą ani w tej sprawie zabrać głosu ani działać wg swojego uznania – bojąc się ostracyzmu a nawet represji.
Są jednak i tacy lekarze, którzy położyli na szalę swoje kariery i spokój by czynnie przeciwstawić się zakłamaniu.
Zwłaszcza za granicą, ale i w Polsce jest paru już głośnych medialnie, jak dr n. med. Jerzy Jaśkowski lub lekarz Hubert Czerniak. I osoby wymienione w wystąpieniu Justyny Sochy.
Nie chcę nikogo obrazić personalnie, zwłaszcza ze względu na tych drugich lekarzy, ale chyba większość środowiska w zakresie szczepień (czy tylko?) przypomina tych, o których w wielu dziedzinach, głównie w polityce, mówiło się „użyteczni idioci”.
Nie to, że są idiotami w ogóle – to jasne, ale chodzi o to, że dają się łatwowiernie, „lemingowo”, wykorzystywać jako autorytety wobec pacjentów – przez biznes, który pacjentów widzi przede wszystkim jako klientów – bez względu na skutki zdrowotne. Cynizm tego mechanizmu polega na tym, że im te skutki są gorsze (z zachowaniem bezpiecznych pozorów) tym dla biznesu lepiej, bo jest pole do dalszej sprzedaży.
Co do danych naukowych i doświadczalnych, które wskazują na groźne niebezpieczeństwa w obecnym systemie szczepień i w samych szczepionkach – jest multum materiałów na ten temat. Dla osób, które nie mają cierpliwości przekopywać się przez te materiały, przykładowo krótki wykład o powikłaniach poszczepiennych (NOP) pani dr n. med. Urszuli Krupy – https://youtu.be/92bFgxUaHAw .
Są też w Polsce naukowcy, w tym profesorowie, którzy kwestionują w tym zakresie główną narrację.
Bardziej poglądowo przedstawiają to liczne wypowiedzi ww. dwóch lekarzy (znajdziesz na YouTube) i w książkach dr Jaśkowskiego.
Bodajże najbardziej znanym ostatnio popularyzatorem głębszej wiedzy o szczepionkach a jednocześnie przekazującym ją w języku zrozumiałym dla każdego, jest zniesławiany i szykanowany Jerzy Zięba. Mimo że jest tylko pośrednikiem między naukowcami i ich publikacjami a społeczeństwem, które chce obudzić, to jest silnie atakowany personalnie. I wiadomo dlaczego – zostały zagrożone interesy. Wg wielu także uznany stan wiedzy. Ta jednak rozwija się a postęp nigdy nie dokonywał się przez ślepy konformizm.
Jerzy Zięba po ok. dwóch latach dociekliwego studium tematu stał sie antyszczepionkowcem i to zdecydowanym.
Tego już za wiele – dla wielu.
Podsumowując jego stanowisko – to proszczepionkowcy, w świetle tej poszerzonej i zaktualizowanej wiedzy, … nie mają argumentów i to oni są groźni.
Zatem jest uzasadnione rozważenie przez komisję sejmową (do której projekt został skierowany) tego stanowiska i argumentów wnioskodawców projektu.
Chodzi tutaj nie tylko o sam aspekt medyczny ale o wolność i prawa obywateli w ogóle.
Te sprawy są ważne, wg J. Zięby aktualnie najważniejsze, ponieważ mogą zdecydować o przyszłości Narodu, którego młode pokolenie jest niszczone zdrowotnie a nawet doprowadzane do bezpłodności.
Ponieważ odnośnych materiałów p. Jerzego jest bardzo dużo, to zachęcam przynajmniej do wysłuchania tego wystąpienia – właśnie o wadze zagadnienia – https://youtu.be/HOum-CUKGz0.
Co do innych materiałów Zięby, zwłaszcza już głośnej serii 35 prezentacji, która zawiera ważne kompendium argumentów, zobacz ich wykaz w tym artykule, a szersze informacje z najróżniejszych źródeł opisywałem w swojej serii dossier – zobacz np. Szczepienia dossier #4 (i liczne linki).
Samą sytuację pamiętnej debaty w Sejmie na gorąco J. Zięba omówił w tej prezentacji – wystarczy obejrzeć od ok. 6 do 30 minuty.
Reasumując, są liczne i silne argumenty, które powinny być uwzględnione w rzetelnej dyskusji. I które powinny utemperować klakierów szczepień – przynajmniej w tym zakresie, który okaże się bezsporny.
Kibicuję dalszemu rozwojowi zdarzeń, trzymając stronę zasady ostrożności opartej na rozpoznaniu tematu. Obawiam się jednak, że wzorem paru poprzednich komisji sejmowych poświęconych zdrowiu publicznemu (np. sprawa GMO), głos strony społecznej nie zostanie ani dostatecznie wysłuchany ani uwzględniony w uchwałach. Obym się mylił. Zabieram głos i ja w tej sprawie po raz kolejny, i chociaż wiem, że niewiele znaczy przy moim „zasięgu”, to uważam to za swój obowiązek. Konsekwentnie, przez wiele lat, staję po stronie poszkodowanych i kontestuję to, co szkodzi. Nie jest to głos odosobniony – w omawianej sprawie zobacz też np. artykuł Liroy i Socha pokazali klasę… dzicz w Sejmie. (na portalu państwa Brzoza jest więcej materiałów demaskujących m.in. przekręty w medycynie). Nadzieja na lepszy świat umiera ostatnia.
Byś miał/a własne, w miarę obiektywne zdanie na ten temat – niestety trzeba „odrobić lekcję” – przynajmniej we wskazanym tu zakresie. Oczywiście, możesz zachować swoje, ale bez tej pracy domowej nie mów, że wiesz wszystko „w temacie”…
Leszek Korolkiewicz
Żyjemy w czasach „wielkiego ucisku” – by użyć sformułowania biblijnego. W tym samym duchu wypowiadano się wielokrotnie, że żyjemy w „dniach ostatnich”, że nadchodzi apokalipsa. Chociaż profetyka religijna wywoływała różne strachy a nawet histeryczne działania, to przypomnę, że Apokalipsa oznacza (wg źródłosłowu), nie zagładę, lecz odsłonięcie, zdarcie zasłony.
Chodzi o ujawnienie Prawdy, (tej , co nas wyzwoli), prawdopodobnie jakichś ważnych tajemnic o naszym pochodzeniu, losie i przyszłości. To powinno w konsekwencji stworzyć nową rzeczywistość.
Kryzys finansowy (horrendalne zadłużenie narodów), wzrost podatków, wyzysk, coraz większe rozwarstwienie majątkowe, władza i fetysz pieniądza, załamanie skuteczności medycyny i nowe choroby, terroryzm, wojny, brutalność, rządy psychopatów, afery polityczne, opresja „poprawności politycznej”, cenzura i dezinformacja, ukrywanie ważnych dla ludzkości wynalazków, korupcja, upadek moralności, pedofilia i handel ludźmi, niszczenie rodziny, depopulacja w różnych formach, zmiana klimatu, katastrofy naturalne, zatrucie ziemi, powietrza i wody, niszczenie rolnictwa naturalnego, wymieranie gatunków i podobne zjawiska skłaniają ludzi do mówienia o beznadziejności takiego świata i życia. Chociaż jest to potoczny epitet, to wyraża też to, że ludzie faktycznie nie widzą nadziei na poprawę, na jakieś realne rozwiązanie.
Ale ponieważ nadzieja umiera ostatnia, warto się jej trzymać, tym bardziej, że gdy tak istotna dla naszego istnienia sprawa staje się już skrajnie brzemienna. Chociaż podejrzewam USA o większość zła na świecie (sprawczo), to właśnie tam pojawił się główny ruch oporu. Gniew ludzi ma wielka siłę, ale wymaga zorganizowania, tym bardziej, że „siły zła” są tak silne, że czujemy się bezradni. Dlatego – ku zaskoczeniu – ów ruch oporu pojawił się odgórnie, co w połączeniu z działaniem mas stwarza po raz pierwszy (?) nową szansę. A przynajmniej – w imię nadziei – uznaję to w dobrej wierze. Tak więc także na tych wyższych szczeblach pojawiły się głosy „dość!!!” i plan oczyszczenia „stajni Augiasza”.
Przez lata dyskretnie, co jakiś czas, tutaj, na www.LepszeZdrowie.info, ostatnio trochę na Moc Wiedzy, dawniej obszernie na www.L-earn.net i w paru innych miejscach sygnalizowałem Wam ZMIANĘ, która się szykuje. Zawsze miałem dystans do narracji głównego nurtu, dużo czytałem źródeł alternatywnych, a ostatnio inspirowało mnie wielu (Igor Witkowski, Janusz Zagórski, Alex Berdowicz, …, a w zakresie zdrowia Jerzy Zięba, Jerzy Jaśkowski, Hubert Czerniak, … i wielu gości w programach wyżej wymienionych osób. Przede wszystkim były to jednak głosy zza granicy – niezależnych portali i blow-whistlerów. Okazuje się, że te przeczucia i ujawnienia miały podstawy.
Dopisek ex post:
poniżej podany kanał na YouTube został zablokowany i dlatego przez autora usunięty. Zatem podaję linki tylko dla identyfikacji z ew. zapisami i publikacjami w innym miejscu (gdy to piszę jeszcze o nim nie słyszałem).
Pojawił się (kolejny) polski whistler (kanał PrawdaNieMaKoloru na YT o ambicjach integrowania informacji o wspomnianej nowej akcji) i cykl relacji o tajemniczym Q (raczej grupa kompetentnych i wtajemniczonych specjalistów niż pojedyncza osoba) zaczynający się od https://youtu.be/cSfyAA0agDA, potem dalsze odcinki.
Pod nagraniami wiele ciekawych linków – specyficznych dla odcinka i zbiorczych.
(O Q-anon wspominałem kiedyś na podstawie https://youtu.be/2J1m0bO7rGQ , ale wtedy informacje były jeszcze częściowe i przez to sceptyczne. Potem okazało się, że nastąpiły lawinowe aresztowania wśród polityków i bossów firm w USA (? – sprzeczne doniesienia, niektóre mówią o 40 000 aresztowaniach na początku 2018 roku w Stanach Zjednoczonych i 80 000 przygotowywanych przez sądy wnioskach o aresztowanie), co może potwierdzać niektóre tezy Q – oby… – chociaż byłbym jeszcze wstrzemięźliwy w definitywnej opinii, ponieważ podlegamy bardzo wielu manipulacjom i „fałszywym flagom” – patrz uwagi w 3).
Inny cykl zatytułowany ThinQ traktuje o aktualnościach (krótkie sygnały) – zwłaszcza wokół wydarzeń w USA, zagrożeń, przebudzenia świadomości ludzi i o samym Q, od cz. 1 – https://youtu.be/oQAsHk6xp3g
(dla ułatwienia podaję linki do kolejnych – jak dotąd – odcinków: 2, 3, 4, 5, 6, …). Są też filmiki spoza ww. serii.
Omawiane zjawisko być może jest szersze niż się wydaje – nie wykluczone, że jest to projekt międzynarodowy. Nie byłbym sobą gdybym nie upatrywał w tym przemian wynikających z działania nawet sił ponadnaturalnych, kosmicznych i duchowych. Bo by skuteczna zmiana nastąpiła, potrzebna jest i zmiana mentalności ludzi, „odnowa w duchu”.
Wierzę, że nadszedł czas by z jednej strony uspokoić obawy i emocje ponieważ scenariusz jest już realizowany, a z drugiej strony przygotować siebie i innych na pewien (dla wielu duży) szok, bo nie obejdzie się bez kulturowych, świadomościowych, religijnych i politycznych sensacji. Nie obejdzie się bez wściekłego oporu na rzecz status-quo i fali hejtu oraz ośmieszania powstałego ruchu. Trzeba będzie przez to przejść – dla lepszej przyszłości. Sądzę, że warto śledzić temat, a nawet się zaangażować, jak zachęca nasz whistler – jeśli możesz i chcesz.
Że apokalipsa (w podanym sensie) ma nastąpić – wiadomo od dawna, a że tak dłużej być nie może – przeczuwamy głęboko, zatem – jest nadzieja.
To że Polska może być miejscem szczególnym – też się o tym mówi – O ILE nie damy się wrobić w zakusy żydowskie by nas ograbić i podporządkować. Na tym polu pozostaje być świadomym i czujnym. To raczej osobny temat, który też komunikowałem, ale przecież tylko z 2. i 3. ręki – śledź S. Michalkiewicza, M. Rolę i jego gości na wRealu24, G. Browna itp.
Sztuczna Inteligencja (Artificial Inteligence – AI, u nas używa się też skrótu SI), to temat coraz głośniejszy.
Dlaczego taki tytuł? Bo to już nie fantazja, stało się… W 2017 r. Google zaprezentował swój projekt o nazwie Auto-ML, który ma ułatwić projektowanie modeli uczenia się maszyn poprzez automatyzację tego procesu. Pozwoliło to stworzyć NASNet – „dziecko” sztucznej inteligencji zaprojektowane do wykrywania obiektów. Ten „twór” przewyższa dotychczasowe najnowocześniejsze architektury uczenia maszynowego stworzone przez ludzi, innymi słowy nie jest to już wytwór ludzki. Jest to Rubikon nieznanego – w ten sposób lawinowo możemy stracić wszelką kontrolę nad pierwotnie naszymi tworami, bo … już nie są nasze i przewyższają nasze ludzkie możliwości. Lawinowo, bo kolejne systemy będą tworzyły swoje „dzieci” jeszcze bardziej doskonałe, ale nie wiemy jak, w jakim kierunku i co z tego wyniknie.
Przykład pokazujący nie tyle (?) zagrożenia, co możliwy skok. Od dziesięcioleci rozwijane są programy do gry w szachy. W wyniku tej długiej ewolucji, do której włożono doświadczenia mistrzów, wiedzę programistyczną z elementami optymalizacji obliczeń, obszerne banki rozgrywek, strategie i taktyki, już dość dawno komputer przejął prym nad mistrzami szachowymi. Niedawno badacze Google opisali swój twór z dziedziny AI o nazwie AlphaZero, który na podstawie tylko elementarnych zasad gry (zasady poruszania figurami, bez strategii, historii itp.) po 4 godzinach nauki był zdolny wygrać pojedynek z najlepszymi programami szachowymi na świecie. Nawet nie wiemy czy jest to wiedza o grze w szachy w naszym rozumieniu, czy coś innego. Komputerowe boty wspomagane przez AI uczą się … tworzenia własnych języków, przy pomocy których się porozumiewają i pomagają sobie wzajemnie. Chyba już nie wiemy o czym ze sobą „rozmawiają”. Google prowadzi i inne podobne projekty jak Google DeepMind, zapewne także ich wyszukiwarka coraz bardziej wykorzystuje AI. Wiadomo że istnieją systemy głębokiej inwigilacji – nie tylko w Internecie, ale …wszędzie. Też wspierane przez AI.
Dlatego tak alarmistycznie podszedł do AI Elon Musk, jak by nie było inżynier-wizjoner (założyciel SpaceX, Tesla, Neuralink i innych awangardowych projektów). Od czasu gdy opisywałem te projekty (Elon Musk – biografia twórcy PayPala, Tesli, SpaceX ) Elon większą uwagę zwrócił właśnie na AI.
Musk obawia się możliwej, może wkrótce, nowej sztucznej inteligencji – super AI – takiej, która jest znacznie bardziej inteligentna niż najtęższe ludzkie umysły i przewyższa je w niemal każdej dziedzinie, pod względem wiedzy ogólnej a nawet i zdolności społecznych.
Od ponad 2 lat Musk patronuje przedsięwzięciu non profit OpenAI, która monitoruje zagadnienia AI . Open AI opublikowała wiele badań, mamy też szereg wypowiedzi samego Muska np. https://youtu.be/5taE_br3Vr8. Najnowszy, gdy to piszę, z 30.07.2018 – https://www.inverse.com/article/47557-elon-musk-shares-rapid-a-i-advancement-the-future-is-accelerating traktuje o przyspieszeniu badań i wykorzystaniu technologii. Musk: AI jest fundamentalnym zagrożeniem dla istnienia ludzkiej cywilizacji (inna wypowiedź – „A.I. is Fundamental Risk to Civilization”). Mówi, że ta technologia stwarza potencjalnie większe niebezpieczeństwo niż broń nuklearna. Przesadza? Może ma na myśli brak regulacji międzynarodowych, jakich doczekała się broń jądrowa i mniejszą świadomość społeczną zagrożeń.
W popularnym wyobrażeniu mającym źródło w powieściach SF, zagrożeniem jest robot, który buntuje się przeciw człowiekowi i moze go np. zabić. W takim przypadku przewidujący konstruktor robota ogranicza jego oprogramowanie wbudowując odpowiednie zabezpieczenia i problem wydaje się zażegnany (pomijając jednak zwykłe awarie i błędy owego oprogramowania). Takiego robota można też po prostu odłączyć od energii lub fizycznie go zniszczyć.Tutaj mówimy jednak o czymś znacznie odmiennym. Autonomiczny system AI rozproszony w sieci nie ma konkretnej lokalizacji. Także jego oprogramowanie być może nie ma już ludzkich „bezpieczników”. Mało tego, taki system może się klonować w swych kopiach bezpieczeństwa, a lokalizacja tych klonów jest nieznana. To jest potencjalny potwór, który może zgotować ludzkości klęski tego rzędu jak opisywałem tutaj w „Czy czeka nas niewyobrażalny kataklizm?„
Ale nie tylko E. Musk ma obawy. Podobnie Bill Gates i Stephen Hawking stwierdzili, że jeśli uda nam się stworzyć autonomiczną Sztuczną Inteligencję, będzie ona potrafiła stale się udoskonalać. Nie tylko przewyższy poziom człowieka, ale osiągnie poziomy niewyobrażalnego rozwoju. Stanie się wspomnianą Superinteligencją, której motywów nie będziemy mogli pojąć.
Musk od dawna twierdzi, że najgorszą rzeczą, jaka mogłaby się wydarzyć, jeśli chodzi o AI, to gdyby kontrolę nad nią miała jedna korporacja lub jakakolwiek inna organizacja. Takie narzędzia już są stosowane – inwigilacja, tworzenie sztucznej rzeczywistości pod klienta by kupował, zakusy podejmowania decyzji biznesowych za klienta w otoczce reklamy. W tym kontekście musimy być przygotowani na zmianę sposobu myślenia o cyberbezpieczeństwie – na zupełnie nowe klasy ataków polegające na zatruwaniu świadomości sztucznej inteligencji przez hakerów.
Wyobraźmy sobie, że atakujący w ten sposób preparuje dane dla algorytmu, żeby osłabić jego czułość, oswoić z czymś, co jest anomalią. Jaki może być efekt? Np. beztrosko akceptowane kredyty, zgoda na bardzo niską stawkę ubezpieczenia. Możliwi są automatyczni super-hakerzy obchodzący zabezpieczenia, lub którzy na podstawie zachowań klienta zanotowanych w bazie, po cichu zaczynają wykonywać za nas transakcje finansowe czy dokonywać zakupów. To nowa jakość. Same algorytmy sztucznej inteligencji są matematyczną czarną skrzynką nawet dla ich twórców, zatem wykrywanie i walka z tego typu atakami będzie niezwykle trudna i prawdopodobnie będzie wymagała… sztucznej inteligencji. Zatem zacznie się nowy „wyścig zbrojeń”, tak jak dotąd np. w sferze wirusów komputerowych. Nota bene i wirusy mogą być w ten sposób doskonalone.
Są oczywiście wielkie nadzieje i pozytywy AI, o których nieco dalej…
Nie tylko tytuł jest zastanawiający i prawdopodobnie trafny. Fascynujące ale i zatrważające, gdy uprzytamniamy sobie, że człowiek kiedyś … stanie się zbędny. Rozważania o deep learningprzypomniały mi książkę „Golem XIV” St. Lema, który przewidział samo rozwijające się maszyny w 1981 r. (i wcześniej w innych miejscach, patrz także żartobliwe ale i filozoficzne „Bajki robotów” i inne nawiązania). Golem XIV upodobnił się do Boga, dając także odpowiedzi (lub ich unikając) na pytania filozoficzne.
Najwięcej aktualnych obaw budzą autonomiczne bronie podejmujące decyzje i akcje bez udziału człowieka. Bez rozterek i słabości – bezwzględnie wg zadanego algorytmu, albo – co gorsza – ucząc się zabijania i podejmując w tym zakresie autonomiczne (bez kontroli człowieka) decyzje. Przykładem są automatyczne drony bojowe. Broń taka może być autonomiczna lokalnie lub sprzężona z siecią o dużo większych możliwościach. Militarystom od dawna marzy się mechaniczny żołnierz lub żołnierz-cyborg, ze skasowaną empatią, bezwzględnie posłuszny, z podniesiona agresją, wspomagany wzmacniaczami siły. Powstała kampania „Stop zabójczym robotom” wzywająca przywódców świata do zakazu tworzenia takiej broni.
Była dyskusja na twitterze bazująca na wypowiedzi paru polityków i influencerów. W. Putin podobno powiedział, że naród, który będzie przodował w zastosowaniach AI będzie liderem świata. Zapewne i tutaj trwa ukryty wyścig zbrojeń. Ten wyścig może być zarzewiem kolejnej wojny światowej, aczkolwiek innej niż dotychczasowe. Z drugiej strony rozwój AI jest w sporej mierze nieprzewidywalny. Musk apeluje by politycy pilnowali naukowców i nieodpowiedzialne ośrodki (władzy, wpływów, mafijne itp.) przed ryzykownymi eksperymentami i uzyskaniem monopolu. Apeluje też o wczesne (a nie „po szkodzie”) regulacje prawne. Przyczynkiem może być kodeks zasad, którymi ludzie powinni się kierować w pracach nad AI. Stworzyli go E. Musk i prof. Stephen Hawking oraz inni i nazwali zasadami z Asimolar. Jest ich 23, a dotyczą m.in. badań i etyki.
Z kolei M. Zuckerberg oświadczył że jest optymistą i nie rozumie wspomnianych niepokojów. Zaskakująco określił „negatywistów” nieodpowiedzialnymi. Z kolei ja nie rozumiem takiego lekkiego podejścia. A może chce w ten sposób ukryć swe własne prace nad AI? Facebook ma złe notowania jeśli chodzi o prywatność i inwigilacje.
Jednym z nowych twórczych pomysłów jest by nakazywać maszynom AI nie tyle co mają robić, ale czego od nich chcemy. Podobnie roboty z AI powinny mieć wbudowane algorytmy ostrożności, podobne do ludzkich oraz mechanizm zaufania do ludzi większy niż do „siebie” (?) (opinia naukowców z Berkeley University). Musk wskazuje nie tylko na przyszłe zagrożenia ale i na te obecne, gdy AI wykorzystuje się do kontrolowania ludzi. Oprócz wspomnianej inwigilacji tworzy się zautomatyzowane procedury rozpoznawania rzekomych terrorystów po wyglądzie, co może być pożyteczne gdyby nie bazowanie właśnie na samym wyglądzie.
Podobnie cenzorowanie/odrzucanie rzekomych fake news. Znów – to może być pożyteczne o ile nie jest na bazie algorytmów nacechowanych ideologią, zwłaszcza w duchu „poprawności politycznej” lub pod potrzeby silniejszego „wielkiego brata”. Ostatnio głośne jest na Facebooku banowanie obrazów Rubensa i podobnych klasyków malarstwa przedstawiających nagość, ale jednocześnie zdarza się przepuszczanie pornografii i obscenicznych obrazków np. z parad i ekscesów gejów. Niedokładny głupi algorytm czy tendencyjność? Elon Musk znany jest ze swych programów kosmicznych, myśli o AI także w kontekście zwiększenia szans ludzi w starciu z obcą sztuczną inteligencją.
Sieci neuronowe – jedna z technologii AI, nie są nowym pomysłem, ale obecna moc obliczeniowa, zwłaszcza w sieciach komputerów, dają im nowe możliwości. Sztuczna inteligencja uczy się na przykładach. Jeśli np. chcemy ją nauczyć rozpoznawać jakieś zwierzę, nie musimy programować jego cech szczególnych. Po prostu trenujemy algorytm na setkach tysięcy zdjęć zwierząt, aż miliony matematycznych wskaźników wewnątrz algorytmu same ustawią się tak, żeby odróżniać dane zwierzę. Co doprowadziło do rozpoznania? Jaka jest wewnętrzna reprezentacja cech typowych dla gatunku wewnątrz algorytmu? Tego niestety nie wiemy. AI rodzi nieoczekiwane pomysły o bezprecedensowych skutkach społecznych. Przykładowo, naukowcy z Nowej Zelandii chcą stworzyć pierwszego na świecie polityka AI – całkowicie wolnego od uprzedzeń, zdolnego do optymalnych decyzji i odpowiadającego na pytania wyborców. Arabia Sudyjska nadała obywatelstwo robotowi Sophia. Zwrócono uwagę że ten żeński android ma więcej praw niż obywatelki tego kraju. Słyszałem że podobne obywatelstwo nadała też pewnemu robotowi Holandia.
Przejdźmy krótko do pozytywów jakie AI ma do zaoferowania.
Niewątpliwie ta technologia będzie miała wpływ na wszystkie niemal dziedziny życia. Od systemów zarządzania (w skali nawet globalnej – ale to pachnie NWO, czyli znów trzeba ostrożności i mądrości), po rozproszone, w skali pojedynczych przedmiotów, inteligentne gadżety. Głośne są zastosowania w samochodach autonomicznych, w czym spory wkład ma właśnie E. Musk (Tesla). Chodzi o autonomiczne pojazdy, które same podejmują decyzje, wybierają drogę i poruszają się bez udziału kierowcy. To jeszcze nie jest doskonałe – zdarzają się pojazdy, które mylą czerwone światło z zielonym czy same się kradną, ponieważ np. haker wyznaczył inne miejsce jako punkt docelowy garażowania niż podane przez właściciela. Są i zagrożenia życia – żaden z producentów samochodów autonomicznych nie chce być tym, którego pojazd na skutek manipulacji bazy wiedzy przez hakera przestanie dostrzegać przeszkody na drodze. Dużą dziedziną dla AI jest robotyka. Rosną możliwości różnych robotów – zakres działań, szybkość, precyzja, eliminacja błędów. Istnieją już prawie zautomatyzowane fabryki (np. fabryka akumulatorów do samochodów elektrycznych Muska) oraz automatyczne linie produkcyjne.
Otwierają się olbrzymie zastosowania badawcze. Zwłaszcza tam, gdzie zasób danych do obrobienia przekraczał dotąd typowe możliwości obliczeniowe. Jest nadzieja, że dzięki sztucznej inteligencji będzie w końcu możliwe trafne przewidywanie pogody lub trzęsień ziemi. Podobnie w diagnostyce medycznej, przykładowo by w porę wykryć nowotwory na podstawie wyników obrazowania diagnostycznego i innych wskaźników.
W zakresie medycyny i psychologii – ich humanistycznego aspektu – na pewno nie chcielibyśmy zostać pariasem nowej technokratycznej rzeczywistości, raczej móc panować nad maszynami, umieć się z nimi porozumiewać. E. Musk stworzył firmę Neuralink, która pracuje nad technologią pod nazwą „neural lace” – ma ona pozwolić na zamianę ludzkich myśli w polecenia zrozumiałe dla komputera i de facto umożliwić połączenie ludzkiego mózgu z komputerem. Rozważa ona aplikacje medyczne zwłaszcza dla diagnostyki mózgu, wzmocnienia jego możliwości oraz zwalczania coraz powszechniejszych dolegliwości związanych z mózgiem jak epilepsje, depresja, udar oraz wspomaganie operacji, wbudowywanie implantów; oczekuje się rozwiązań do 2021 r.
W tym miejscu należy wspomnieć o kierunku nauki jakim jest Transhumanizm. Ray Kurzweil, jeden z pionierów transhumanizmu, konsekwentnie propaguje eksperymenty nad cyborgizacją ludzi, wizją ‚inteligentnych chmur’, itp. technologii. Zaczęło się od poszukiwania dróg do nieśmiertelności człowieka, np. przez stopniowe zastępowanie elementów jego ciała przez sztuczne mechanizmy. Jak dla mnie – zatrważająca wizja, lansowana głównie przez psychopatów (nie tylko moja opinia), ponieważ uważam transhumanizm za co najmniej chybiony, antyhumanistyczny koncept – przez brak pełnego zrozumienia życia, a przez to bardzo niebezpieczny i nieetyczny. Także dlatego, że inteligencja jaką przypisujemy do sztucznej inteligencji to tylko ułamek ludzkiej inteligencji, na którą składa się (wg T. Buzana): i ta emocjonalna, duchowa, twórcza, społeczna, zmysłowa i fizyczna, liczbowa, przestrzenna, werbalna…
Te sprawy opisywała już przed 20 laty popularna książka Jamesa Trefil’a „Czy jesteśmy niepowtarzalni”, pokazując pryncypialną różnicę między człowiekiem i maszynami. Ale to jeszcze bardziej złożony problem, którym tutaj się nie zajmiemy.
Superczłowiek-cyborg kusi siłą i sprawnością, ale pozbawiony protez (np. egzoszkieletu) będzie jeszcze słabszy niż przedtem. Jeśli już ulec tej pokusie, to lepiej gdyby dokonało się to przez lepsze odżywianie bez trucizn, oczyszczanie organizmu, podniesienie jego biologicznej odporności i nawyki sprzyjające zdrowiu. Jest też obiecujące pole dla zdolności na bazie ukrytych jeszcze lub nie docenianych sił umysłu. Mamy wiele nie wykorzystanych możliwości naturalnych.
Dziś o AI mówi się głównie w kontekście pracy, którą maszyny mają nam zabrać. Wydaje się, że to perspektywa odległa, ale to już się częściowo dzieje. Np. w wielu stanach USA klienci potrzebujący porady prawnej mogą skorzystać z chatbota, czyli… robotycznego prawnika, który odpowiada na pytania natury prawnej. Na poziomie obywatela sztuczna inteligencja określi zdolność kredytową, wyznaczy ryzyko ubezpieczeniowe czy zoptymalizuje inwestycje naszego kapitału, itp. Osobiście podzielam pogląd, że nie tyle fetyszyzowane bezrobocie jest problemem, bo w miarę postępującej automatyzacji produkcji i szeregu usług i tak to nastąpi, co zapewnienie środków utrzymania i godziwego życia dla członków przyszłego społeczeństwa.
Na koniec – żartobliwie. Może to i dobrze, że AI w wkroczy do naszego życia, zwłaszcza dla obiektywizacji polityki, bo wyraźnie wielu ludziom, politykom i publicystom … brakuje inteligencji. Oby jednak AI nie wyeliminowała całkowicie naszych unikalnych ludzkich cech, nawet z popełnianiem błędów, na których się uczymy i które wnoszą w nasze życie niespodzianki.
Powyższy krótki przegląd nie uwzględnia wielu aspektów już znanych i rozważanych, a wspomniana nieprzewidywalność AI powoduje, że prawdopodobnie także takich, których dziś nawet nie przeczuwamy…
… Osobiście skłaniam się jednak ku tezie, że winowajcą jest niestabilne Słońce. Od dość dawna śledzę ten temat (przyznam – amatorsko). I tak, znam szereg książek, które opisują zjawiska cykli słonecznych. Najbardziej znanym jest cykl 11-letni. Pisze o tym dość obszernie Andrzej Brodziak w książce Nadchodzi sztorm słoneczny (wydawnictwo KOS). Minęło 20 lat od jej wydania, nie wszystkie przepowiednie autora się spełniły, ale historyczne wykresy dotyczące maksimów i minimów aktywności Słońca dość dokładnie pasują do różnych zjawisk społecznych, politycznych i psychologicznych, jakie miały miejsce.
Kto nie ma dostępu do tej książki, może przynajmniej zapoznać się z wywiadem z prof. Brodziakiem (wielkiego erudyty), jaki pojawił się w ” Nieznany Świat”; w numerze 2002/5 – http://pwsz.nysa.pl/~andrzej.brodziak/minimum.htm.
Warto o tym wspomnieć (mimo pewnego „przeterminowania” ) ze względu na szeroki zakres zagadnień, jakie wiążą się z aktywnością Słońca. Są i liczne linki (niestety nie wszystkie już działają).
Książka omawia zagadnienie wpływu wiatru słonecznego, zjawiska stratosferyczne, okresy, ekscesy i rezonanse Schumanna, charakteryzuje ważniejsze minima słoneczne i ich wpływ na wydarzenia historyczne, ważne oddziaływanie fal elektromagnetycznych na mózg (np. rola astrocytów), korelacje aktywności Słońca z krótkoterminowymi rytmami biologicznymi, różne wątki filozoficzne, kulturowe i religijne oraz multum powiązanych tematów.
Z kolei książka Słoneczny Kataklizm, autor Lawrence E. Josph (Iluminatio, 2013 r.) podobnie szeroko i popularnie omawia „w jaki sposób Słońce ukształtowało historię i co możemy zrobić, by ocalić naszą przyszłość”.
Z noty bibliograficznej: „Za pomocą napisanych błyskotliwą prozą fascynujących opowieści Joseph pokazuje, w jaki sposób powinniśmy wykorzystać dostępną nam wiedzę i narzędzia – w tym pozyskane niedawno wyniki badań nad Słońcem oraz najnowsze zdobycze techniki, a także ludzką pomysłowość i instynkt przetrwania – w celu stawienia czoła zagrożeniom, jakie mogą nas spotkać ze strony naszej gwiazdy, a także w celu zabezpieczenia ludzkiej egzystencji, ziemskiej atmosfery, systemu satelitów, sieci energetycznej i infrastruktury jądrowej przed nadchodzącym kataklizmem”.
Z noty bibliograficznej: „Za pomocą napisanych błyskotliwą prozą fascynujących opowieści Joseph pokazuje, w jaki sposób powinniśmy wykorzystać dostępną nam wiedzę i narzędzia – w tym pozyskane niedawno wyniki badań nad Słońcem oraz najnowsze zdobycze techniki, a także ludzką pomysłowość i instynkt przetrwania – w celu stawienia czoła zagrożeniom, jakie mogą nas spotkać ze strony naszej gwiazdy, a także w celu zabezpieczenia ludzkiej egzystencji, ziemskiej atmosfery, systemu satelitów, sieci energetycznej i infrastruktury jądrowej przed nadchodzącym kataklizmem”
Pomimo wielu nader ciekawych wątków tej książki, od razu przejdę do owych zagrożeń. Zdaniem autora pojedynczy wybuch na powierzchni naszej gwiazdy może całkowicie zniszczyć nasz obecny tryb życia. Paradoksalnie – im bardziej się rozwijamy, tym bardziej stajemy się zależni od naszych wynalazków. Cywilizacja już nie jest w stanie funkcjonować bez elektryczności. Chodzi głównie o sieci energetyczne. Gdy uderzy w nas strumień energii ze Słońca – sparaliżuje te sieci na wiele miesięcy czy nawet lat i pozbawi prądu miliony ludzi na całym świecie. Tak wynika z raportu Amerykańskiej Akademii Nauk przy współpracy z NASA z 2008 r. pt. Severe Weather Events: Understanding Social and Economic Impacts. Brak prądu dla ludności to sprawa poważna (o czym dalej), ale jeszcze bardziej dramatyczny skutek będzie polegał na tym, że po trwającej około miesiąca (czasem znacznie krócej) przerwie w dostawie energii do elektrowni atomowych nastąpi utrata możliwości schładzania reaktorów (prętów paliwowych), co doprowadziłoby do serii eksplozji podobnych i większych niż te w Czarnobylu i Fukushimie. Powietrze, woda i ziemia zastałyby skażone na dziesiątki lub setki lat.
Czy to możliwe? Przywołajmy wydarzenie zwane efektem Carringtona. 28 sierpnia 1859 r. do Ziemi dotarła pierwsza z dwóch olbrzymich fal plazmy słonecznej. Przez następne 24 godziny w wielu zakątkach świata pojawiły się czerwone zorze. Następnie 2 września dotarła druga silniejsza fala. Paraliżowała linie telegraficzne, tryskały iskry, powstawały pożary. Kompasy wariowały uniemożliwiając nawigację. Słynne blackouty (zaciemnienia) w USA wynikające z podobnych zjawisk o natężeniu rzędu 15% tych z 1859 roku oraz późniejsze w 1909 i 1921 roku spowodowały zwłaszcza awarię strategicznych transformatorów w sieciach, co wyłączyło na wiele godzin prąd w szeregu stanach. Oczywiście blackouty mogą mieć rożne przyczyny jak huragany, trzęsienia ziemi, chwilowe przeciążenia przez odbiorców, awarie w systemach zabezpieczeń, błędy ludzkie. Wykaz takich awarii znajdziesz np. tutaj https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_major_power_outages#2018 . Z podanych w książce poważniejszych awarii: 13.03.1989 burza elektromagnetyczna zniszczyła jedną z sieci elektrycznych w Kanadzie, co pozbawiło prądu 6 milionów odbiorców na wiele godzin, a niektórym przywrócono zasilanie znacznie później. W New Jersey spalił się transformator wart 36 milionów dolarów, co unieruchomiło na pewien czas elektrownię atomową. W święto Halloween w 2003 r. burza geomagnetyczna zniszczyła 13 transformatorów w RPA – usuwanie awarii zajęło mieszkańcom kraju kilka lat.
Oznaczało to w efekcie (poza ww.szkodami): brak bieżącej wody, paliwa (przy elektrycznych pompach w dystrybutorach), niemożność zasilania lodówek domowych i w magazynach żywności, ogrzewania i chłodzenia w domach, systemów wentylacji, utrudnienie działania szpitali, paraliż telekomunikacji. Obecnie, w czasie kolejnych blackoutów, doszły(by): paraliż bankowości i bankomatów, transakcji w sklepach (elektryczne kasy), w dużym stopniu różnych służb – paraliż centrów dowodzenia, w tym policyjnych, wojskowych i ratunkowych, systemów logistycznych, produkcji w fabrykach, kolei elektrycznych i sygnalizacji na traktach oraz na drogach w miastach, unieruchomienie większości samochodów w wyniku zwarć w elektronice, możliwe podobne sytuacje w samolotach i na lotniskach, awarie komputerów, telefonii komórkowej, pożary tam gdzie zwarcia skutkują iskrzeniem, unieruchomienie kuchni elektrycznych, powszechne ciemności spotęgowane dymami pożarowymi, lawiny nieprzewidywalnych skutków wtórnych, itd. Słowem – totalny paraliż i chaos. Równie, a może jeszcze bardziej dramatyczne – przy przedłużaniu się takiego stanu, byłyby skutki społeczne. Gdy brak pożywienia, wody i lekarstw ludzie wpadają w nieprzewidywalne stany agresji, pojawiają się rozboje, szukanie winnego, powstają urazy psychiczne, ujawniają się patologie, zanika wszelki porządek.
Wrażliwość naszej elektroniki jest wykorzystywana przez bronie elektromagnetyczne – już używane do zdalnego unieruchomiania elektrowni lub nawigacji. Dlatego (i nie tylko dlatego) osobiście optuję stanowczo za energetyką rozproszoną – patrz dość obszerny artykuł Energetyka rozproszona-głupcze! – cz. 1 i cz. 2 (zobacz), co było też podkreślone w omawianej książce. Sieci lokalne można zabezpieczać przed promieniowaniem dużo łatwiej, bo są niskonapięciowe i można je ekranować na krótkich odcinkach.
Czy są jakieś środki zaradcze? Oprócz większej świadomości zagrożeń, zwłaszcza u decydentów, energetyki rozproszonej (co jednak wymaga czasu), wspomnianych schronów (w przypadku ekstremalnym), istnieje dość proste remedium. Otóż od dawna wiadomo, że zainstalowanie przy głównych transformatorach linii przesyłowych specjalnych dławików pozwoliłoby zabezpieczyć je przed przepięciami. Wobec milionowych cen takich transformatorów, które zresztą nie są produkowane seryjnie ale na zamówienie pod szczegółową specyfikację, co wymaga czasu, koszt takiego dławika to ok. 150 tyś. dolarów. Mimo to i pomimo że od lat trwa „krucjata” na rzecz montowania dławików, prowadzona przez organizacje świadome niebezpieczeństwa oraz mimo ustawy GRID dotyczącej niezawodności sieci energetycznej, rządy wykazują niezrozumiałą opieszałość w realizacji tego stosunkowo prostego planu. Krótkowzrocznie obawiają się skutków politycznych w ujawnianiu niebezpieczeństwa oraz proszenia obywateli o kolejny podatek, co osłabiłoby pozycję danej partii… Czy w Polsce sytuacja wygląda lepiej? Nie sądzę. Zapewne istnieją i inne możliwości zaradcze, ale to już sprawa specjalistów i sztabów kryzysowych.
Ponieważ artykuł jest już dość długi, to na koniec chcę tylko przypomnieć człowieka, od którego zaczęła się współcześnie świadomość zagrożeń ze strony Słońca i zjawisk kosmicznych. Wypada mu to oddać. To zapomniany przez wielu interdyscyplinarny geniusz Immanuel Velikovsky. Z jego wielu zainteresowań temat Słońca i układu słonecznego opisany jest głównie w książce Zderzenie światów (oryg. Worlds in Colision – 1950 r.). W czasie 10-letnich skrupulatnych badań przestudiował źródła pochodzące ze wszystkich kultur. Wszędzie znalazł doniesienia o wielkich katastrofach naturalnych, zaskakujących swoim podobieństwem, co pozwalało mu przyjąć, że te dramatyczne wydarzenia objęły całą kulę ziemską. Pozostawało to w sprzeczności z powszechną teorią jednorodności, według której obecny stan Ziemi jest wynikiem niewielkich zmian zachodzących w długim okresie czasu, przy uwzględnieniu tylko takich procesów, jakie można zaobserwować obecnie. Ale co było jeszcze bardziej zaskakujące, to datowanie tych katastrof w czasach historycznych, kiedy według przyjętych poglądów naukowych panował spokój i wszystko pozostawało w normie. W tym samym czasie kiedy Velikovsky dowiedział się o globalnych katastrofach, odkrył też, że powszechnie przyjęta chronologia historii starożytnego Egiptu myli się o szereg wieków. W szczegółowych badaniach, przypominających dochodzenie kryminalne, zrekonstruował rzeczywisty bieg wydarzeń i znalazł proste i przekonujące wyjaśnienie wielu sprzeczności. Chcąc zweryfikować swoje odkrycia oparte na starożytnych źródłach, Velikovsky podszedł wszechstronnie do geologicznych, paleontologicznych i archeologicznych faktów, i wykazał, że – mimo sprzeczności z obowiązującą wiedzą – prowadzą one do tych samych wniosków. Unikalne podejście Velikovskiego polegało na tym, że potraktował dosłownie spisane starożytne świadectwa, zamiast interpretować je w znaczeniu metaforycznym. Jego odkrycia zgadzają się w szeregu przypadkach z tezami podawanymi przez A. Lalaka i G. Skwarka. Tak jak szereg innych „katastrofistów” Velikovsky został publicznie zniszczony przez świat naukowy. To dość powszechny obrazek gdy ktoś próbuje podważyć paradygmaty. Większość naukowców natychmiast odrzuciła tę teorię, choć wielu z nich jednocześnie przyznawało, że NIE CZYTALI JEGO KSIĄŻKI. Wydawcę zmuszono do zerwania umowy z autorem, mimo że już w tym czasie książka stała się bestsellerem. Blokowano wszelkie próby naukowej debaty. Kuriozalne działania szacownego grona naukowego, skierowane na tępienie teorii Velikovskiego, same stały się tematem publikacji. Sytuacja powtarzała się przy następnych książkach i publikacjach dr Velikovskiego. Mimo że kolejne odkrycia potwierdziły wiele z jego przewidywań, naukowcom trudno było przyznać, że ktoś spoza wąskiego grona fachowców mógł trafnie przewidzieć fakty sprzeczne z ich poglądami. Mimo ostracyzmu Vielikovsky ma swoich następców.
Omówienia prac Velikovskiego znajdziemy np. w książkach: Zakazana Nauka (rozdz. Inkwizycja – proces Immauela Velikovkiego – J. Douglas Kenyon, tamże inne rozdziały nawiązujące do zjawiska), w książce Zakazana Historia tego samego autora – rozdz. Męczeństwo Immanuela Velikovskiego oraz w artykułach internetowych. Znamienne tytuły, prawda?
Reasumując. Mogło być tak, że w owym krytycznym czasie (rok 1247-8 i poprzedzające katastrofy w cyklu 676 lat) nastąpiły koniunkcje jakiegoś zjawiska geofizycznego lub kosmicznego z cyklem 11-letnim. Słaba aktywność Słońca ma tak samo jak duża swe specyficzne oddziaływanie na Ziemię. Zauważmy, że na okres 2020 r. i dalej przypada 25 cykl słoneczny o bardzo słabej aktywności i jest to aktywność praktycznie zerowa. To może wzmocnić tę hipotezę koincydencji.
Oprócz ww. cyklów występują różne inne – w dużej skali czasowej – https://pl.wikipedia.org/wiki/Masowe_wymieranie. Najbardziej znane skutki tych odległych wydarzeń, kojarzonych czasem z Kosmosem, to zagłada dinozaurów, potop(y).
Zjawiska na Słońcu wciąż jeszcze nie są dostatecznie poznane i zrozumiane. Tzw. stała słoneczna wcale nie jest stała. Co gorsza, na fali propagandy ruchu ekologicznego w imię zapobiegania ociepleniu z tytułu działalności człowieka, wpływowe środowiska naukowe dopuszczają się kamuflowania i fałszowania odnośnych badań – jak w przypadku Vielikovskiego. Podobnie tzw. średniowieczne optimum klimatyczne, ponieważ podważa tezę o obecnym ociepleniu jako ewenemencie naszych czasów. Dlatego to drażliwy temat w kręgu klimatologów. Książka Słoneczny kataklizm dość szeroko omawia te manipulacje. Są i inne manipulacje przy pogodzie – tzw. geoinżynieria, w tym wykorzystywanie środków zmiany pogody jako broni oraz tajemnicze chemtrails. Omawiałem to kiedyś tutaj . Chociaż twierdzi się, że dokonuje się tych oprysków w celu ochrony planety przed słonecznym promieniowaniem (wtedy może byłoby to usprawiedliwione, ale jednocześnie truje się ludzi i ziemię toksynami), to trudno mi w to uwierzyć, bo rozsiewanie odbywa się i o zmroku, wczesnym rankiem i w nocy.
Nota bene ww. książka sporo miejsca poświęca prozdrowotnemu działaniu Słońca, co współgra z artykułem Słońce –zdrowe czy nie? Temat klimatu i globalnego ocieplenia jest obszerny i skomplikowany. Kiedyś (2009 r.), przyczynkowo opisywałem to tutaj Dylemat: człowiek – ekologia – klimat. „Pogodę kosmiczną” z omawianymi efektami słonecznymi możemy śledzić na bieżąco na https://www.swpc.noaa.gov/.
Nawet jeśli powyższy alert jest nietrafiony lub przesadzony, powinniśmy zachować przezorność – przez wiedzę i działania zapobiegawcze. Już tylko lokalne awarie (nie koniecznie z powodu wpływów kosmicznych) scentralizowanej sieci skutkujące wybuchami i przeciekami reaktorów jądrowych stanowią śmiertelne niebezpieczeństwo. Gra idzie o nasze istnienie!
W codziennym zabieganiu, po którym znajdujemy chwile rozrywki (?) w płytkich wiadomościachtelewizyjnych lub programach sensacyjno-politycznych, na ogół gubimy sprawy naprawdę ważne. W polityce widzi się niekończące się dyskusje o sprawach trzeciorzędnych, często na tematy zastępcze – aby tylko wypełnić czas, a co gorsze – oszukiwać ludzi.
A dzieją się sprawy do których pasuje przysłowie „Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy”.
Znalazło by się co najmniej kilka takich, które mogą zaważyć o losie Polski – np. planowe i długodystansowe przysłowiowe „gotowanie żaby” w postaci stopniowego oddawanie naszej suwerenności na rzecz stronnictwa żydowsko-amerykańskiego, przykryte zdradą naszych sprzedajnych (głupich) polityków. Ale to obszerny temat, który sam możesz śledzić dzięki niektórym niezależnym mediom i komentatorom. W telegraficznym skrócie ten akurat aspekt omawiam tutaj Polityczne otrzeźwienie.
Ale są sprawy potencjalnie, a może i realnie, jeszcze ważniejsze, na tyle że mogłyby połączyć wszystkich ludzi, bez względu na obecne podziały.
Piszę „mogłyby”, bo mentalność ludzka jest na tyle dziwna, że nawet gdyby się paliło, to niektórzy albo by zaprzeczali,
że coś się wokół pali albo krzyczeli, że niech się pali. Po drugie, to, co poniżej opiszę, nie musi się zdarzyć, bo to hipoteza – chociaż prawdopodobna. Wszystko jest grą prawdopodobieństw.
I trzeba pamiętać, że tak wiele razy wieszczono globalne katastrofy, końce świata, że na ludziach nie robi to już większego wrażenia – poprzednie zapowiedzi często skompromitowały się. Przypomnijmy np.:
„Koniec czasów” wg różnych proroctw, zwłaszcza religijnych.
Kataklizm 2012 roku
Głód i wyczerpanie zasobów wg Raportu Rzymskiego „Granice wzrostu” z 1972 r., a wcześniej przepowiednie teorii Thomasa Malthusa (1798 r.), że skoro liczba ludności rośnie w postępie geometrycznym, a produkcja żywności – w arytmetycznym, to nieunikniony jest stan przeludnienia i głodu. Te przepowiednie nie sprawdziły się.
Globalne ocieplenie i przekroczenie nieodwracalnego punktu zmian w przyrodzie – prawdopodobnie wielkie oszustwo w zakresie pokazania przyczyn.
Wojna atomowa – już nie raz wieszczona.
Dość częste doniesienia astronomów o jakimś ciele kosmicznym, które zbliża się niebezpiecznie do Ziemi.
Zatrzymajmy się przy owych zjawiskach kosmicznych, bo to przedmiot zainteresowań i badań naukowców, a nie tylko spekulacje tabloidów i wróżbitów.
Od razu trzeba jeszcze zastrzec, że i w nauce panuje konformizm, inercja a nawet sprzedajność. Ponieważ najczęściej odnoszę się do medycyny, to jako drobny przykład podam wątpliwą wartość tzw. Medycyny Opartej Na Faktach (Evidence Based Medicine) – Jeszcze o EBM. Dalej bedzie wskazane podobne zjawisko na polu historii i klimatologii.
Ale zważmy, że nawet nie trzeba komety czy czegoś na podobieństwo meteorytu tunguskiego, by wywołać duże zamieszanie i potężne szkody. Przykładowo erupcja wulkanu Eyjafjallajökull na Islandii w 2010 roku, po której powstała chmura pyłów nad Europą, co spowodowało zamknięcie przestrzeni powietrznej w większości krajów kontynentu. Przy okazji wydzieliło się bardzo dużo dwutlenku węgla, nieporównywalnie więcej niż ze źródeł sztucznych, które są oskarżane o gazy cieplarniane. Obecnie na Islandii budzi się wulkan Öræfajökull, a wulkan Tambora na Sumatrze w 1815 r. spowodował tsunami, którego fala miała około 10 m wysokości. W następstwie wybuchu do atmosfery trafiło około 160 km3 materiału piroklastycznego. Jego waga sięgała w przybliżeniu 140 mld ton, a słup dymu, w którym się unosił, miał wysokość około 44 km. Aktywność wulkanu doprowadziła do śmierci setek tysięcy osób, w tym blisko 12 tys. zginęło bezpośrednio wskutek wybuchu. Rok 1816 nazwano „rokiem bez lata”. Temperatura na całym globie spadła o 3-4 stopnie. Dochodziło też do znacznych anomalii pogodowych, których skutkiem było między innymi niemal całkowite wymrożenie upraw na półkuli północnej.
Wcześniejsze wybuchy (z tych słynnych) pogrzebały np. Pompeję.
W filmach katastroficznych, jakie wypuścił licznie Hollywood, pokazywano szereg innych możliwych scenariuszy (olbrzymie tsunami, nagłe zlodowacenie, trzęsienia ziemi…).
Mimo że barwione dramatycznie, mogą nie oddać w pełni sytuacji jeszcze bardziej katastroficznych w skutkach, chociaż może nie aż tak gwałtownych, o czym trochę dalej.
Bywało że mniejsze sensacje wzbudzały społeczny popłoch a nawet panikę. Prawie każdy słyszał o tym jak po audycji radiowej w 1938 r., na podstawie powieści Orsona Wellesa „Wojna Światów”, ludzie uwierzyli że następuje inwazja Marsjan.
Potem jeszcze wielokrotnie, jak. np. po mającej pozór naukowości przepowiedni z książki „Jupiter Effect”, że 10 marca 1982 r. nastąpi koniec świata w wyniku koniunkcji planet. W tymże dniu na zachodnim wybrzeżu USA zapanowała panika, że w połączeniu z niespokojnym tektonicznie uskokiem kalifornijskim rzeczywiście może się to stać.
Wobec takich wydarzeń jak trzęsienia ziemi oraz wybuchy wulkanów jesteśmy w dużym stopniu bezradni, ponieważ wchodzące w grę siły są tak potężne, że żadna technologia nie daje zabezpieczenia. Ale przede wszystkim, są w dużej mierze nieprzewidywalne. Nawet alarmy na dzień czy godziny wcześniej to za mało, by zarządzić skuteczną ewakuację.
Są jednak kataklizmy, które występują cyklicznie i to w takim odstępie czasowym, że moglibyśmy się przed nimi zabezpieczyć.
Po tym przydługim wstępie dochodzę do głównego wątku, który był zainspirowany prezentacją pt. PĘTLA CZASU – złamanie kodu bestiiGrzegorza Skwarka i Artura Lalaka. To długi i dyskusyjny materiał, przy czym pominę tu wątki na pograniczu ezoteryki i symboliki oraz dywagacje historyczne (skądinąd ciekawe), skupiając się na cyklu katastrof i pandemii zilustrowanym poniższym diagramem). Wymienieni badacze opublikowali szereg podobnych materiałów jak np. https://www.youtube.com/watch?v=2bg5oNvbvQI.
Diagram nie jest wyraźny więc skomentuję, że chodzi o dość ścisły cykl 676 letni, który prawdopodobnie odpowiada za naturalną redukcję populacji ludzkiej. Ostatnia taka katastrofa miała miejsce na przełomie 1347-8 r. i podobno spowodowała śmierć ok. 90% (!) ówczesnej populacji w Europie i być może na świecie (co do tego jest mało danych). Było to wiązane z pandemią dżumy, ale prelegenci wykazują, że objawy nagłych zachorowań i szybkiej śmierci opisywane przez kronikarzy nie pasują do objawów dżumy.
Są one dużo bliższe chorobie popromiennej lub zatruciu toksycznym gazem. Cofając się w cyklu mamy kolejne trzy podobne zjawiska możliwe częściowo do odtworzenia na podstawie zapisów i badań archeologicznych, omówione w prezentacji.. Poprzednie analogiczne wydarzenia były początkiem okresu historycznej „białej plamy”, „wieków ciemnych”.
W takich sytuacjach następował swoisty reset cywilizacji, przejęcie władzy przez nowe dynastie, zaburzenie oficjalnego liczenia czasu. To inne liczenie czasu może mieć zatem wpływ na błędne datowanie różnych wydarzeń historycznych.
Dla nas istotne jest, że 1347 + 676 to rok 2023 (+/- 1 rok). Zatem kolejna zagłada możliwa jest już „wkrótce”.
Pytanie: założywszy np. tylko 50% prawdopodobieństwo zagłady lub nawet 5% – to, przy takim znaczeniu dla cywilizacji, czy nie powinno to być tematem pilnego zainteresowania? Czy w Polsce jest jakiś sztab kryzysowy związany z tego rodzaju zjawiskami? Na ile w ogóle rząd i naukowcy są go świadomi?!
Prawdopodobieństwo śmierci w wypadku samochodowym ocenia się na 1/113 czyli 0,8%, przy rocznej ilości ofiar śmiertelnych w Polsce w 2017 r. w liczbie 2 831. Jak to się ma do owego założonego arbitralnie ale minimalistycznie 5%-go prawdopodobieństwa kataklizmu na wielką skalę, w którym zginą miliony?
A sprawę wypadków drogowych mocno nagłaśnia się (słusznie) i łoży się środki na zapobieganie im, przy jednoczesnym pomijaniu dużo większego niebezpieczeństwa.
Temat możliwych przyczyn takich zjawisk omawiał Krzysztof Nowak w swej prelekcji Wielkie zmiany małej ziemi.
Sugeruje periodyczne zjawisko przebiegunowania magnetycznego, co już wielokrotnie występowało w przeszłości. Wiąże się to ze stopniowym osłabieniem pola magnetycznego, co się właśnie obserwuje, aż do momentu gdy na parę miesięcy zaniknie ono w ogóle, a potem zacznie rosnąć przy zmieniającej się orientacji biegunów. W tym krytycznym czasie Ziemia pozostaje bez ochrony przed promieniowaniem jonizującym ze Słońca oraz promieniowaniem kosmicznym. Skutki są porównywalne z zabójczym promieniowaniem jądrowym. Stąd bodajże jedyna ochrona może być zapewniona przez głębokie lub odpowiednio dostosowane schrony i pieczary.
O ile wiem, w USA, w Niemczech i zapewne gdzie indziej są i buduje się rozległe systemy schronów podziemnych. Gromadzi się zapasy. Chyba nie bez przyczyny. A u nas?
Były budowane przez Niemców w czasie II Wojny Św. – np. jako kompleks Riese (Osówka), ale raczej w innych celach (?).
Częściowo i na niedużą skalę można wykorzystać podziemia Sandomierza, Kostrzyna, Kłodzka, wojskowe schrony w Świnoujściu i podobne obiekty.
Takie refugia były budowane i wykorzystywane w czasach prehistorycznych, przykładowo kompleks w tuneli w Visoko w Bośni.
Ale to oczywiście nie zapewni ocalenia ludności, podobnie jak amatorskie przygotowania prepersów, co najwyżej uratuje wybrańców, jeśli będą szybko przemieszczeni w odpowiednie miejsca. Optymalnie byłoby ocalić przynajmniej elity intelektualne i specjalistów, dla zachowania dorobku naukowego i potrzebnej wiedzy dla odbudowy po katastrofie. Ale to raczej mało prawdopodobne, by mieli pierwszeństwo przed politykami, którzy uważają się za najważniejszych… I czy będą to akurat Polacy?
Tak więc pobożne życzenia o Wielkiej Polsce, plany strategiczne rozwoju a także plany i aspiracje osobiste nas wszystkich mogą być rozjechane przez walec natury.
Jest podobno drobna nadzieja w tym, że akurat część Polski ma szczególnie korzystne warunki geomagnetyczne, co wskazały mniejsze straty w tych rejonach, niż gdzie indziej w Europie, podczas zagłady w 1347 roku.
Jeśli w ten sposób – przez zapobiegliwość – nasi polityczni przeciwnicy zachowają swoje elity i ważniejsze zasoby, a my nie, to możemy się liczyć już z zupełną utratą państwowości.
Wspomniani prelegenci G. Skwarek i A. Lalak mają zastrzeżenia do niektórych tez K. Nowaka, zwłaszcza co do budowy Ziemi i przebiegunowania jako przyczyny zagłady, co przedstawione jest np. w polemicznym wystąpieniu https://youtu.be/JXxZCvOFMxo . Jest i więcej zastrzeżeń, chociaż i w nich (wg mnie) pojawiają się kolejne nieporozumienia.
Możliwa jest hipoteza o okresowym zbliżaniu się tajemniczej planety Nemezis o bardzo wydłużonej orbicie, która sprowadza na Ziemię rój meteorytów o wielkiej sile niszczącej lub odchylenie osi obrotu Ziemi. Istotny jest zanotowany przez kronikarzy fakt, że zagłada nastąpiła bardzo szybko i na wielkich obszarach – w ciągu paru dni, co raczej nie pasuje do tezy o kulminacji przebiegunowania, ani przenoszenia zarazy, co jest rozciągnięte w czasie. Być może….
Tutejszy edytor Bloxa sygnalizuje mi przekroczenie objętości wpisu – cd. w części 2).
Dobry polityk musi umieć przepowiedzieć, co będzie się działo jutro, za tydzień, czy za rok i musi umieć wytłumaczyć , dlaczego nie zaszło to, co przepowiedział.
Winston Leonard Spencer Churchill
Nie głosowałem na PiS, ale po zwycięstwie tej partii powstały pewne nadzieje na ukrócenie szeregu patologii związanych z poprzednią władzą, czemu i ja przyglądałem się z aprobatą. To była szansa na uwolnienie się od nierządów poprzedniej koalicji. Niestety niewiele w tej sprawie się dzieje, a także pojawiły się różne niepokojące przejawy „dobrej zmiany”.
Weźmy np. ten jeden „nurt” obecnej polityki i zadajmy sobie pytanie: O czym świadczą poniższe fakty?
Uchwalenie w Sejmie, Senacie i podpis prezydenta poprawki w sprawie IPN w 9 godzin – by zdążyć na wyznaczony czas konferencji z premierem Izraela (inne ustawy są procedowanie nawet miesiącami).
„Grillowanie” od lat naszych patriotycznych i niepodległościowych działań przez diasporę żydowską, gdy tylko sprawy ocierają się o wspólną historię.
Ekshumacja w Jedwabnem kiedyś zabroniona przez PiS, a obecnie też nie ma oficjalnego przyzwolenia, pomimo że to może ukrócić oszczerstwa w kierunku Polaków.
Dotowanie z budżetu państwa antypolskich badań i publicystyki p. Barbary Engelking.
Dotowanie cmentarzy żydowskich i planowanego muzeum getta w Warszawie a brak Muzeum Historii Polski (jak dobrze pójdzie będzie dopiero w 20121 r.), z kolei w Nowym Yorku ma powstać podobne muzeum, ale… we współpracy z Żydami, w ramach Muzeum Holokaustu.
Znaczny wkład budżetu na budowę Muzeum Historii Żydów w Polsce Polin, istniejącego ponad 5 lat oraz na jego utrzymanie, a które służy także akcjom antypolskim.
Hołubienie NGO i grup wpływów z antypolską działalnością, dotowanych przez Żydów, jak np. G. Sorosa. i jego Open Society Foundations.
W kontraście nikłe rezultaty Fundacji Narodowej w szerzeniu polskich wartości i racji za granicą.
Częste wizyty polskich polityków w Izraelu i konsultowanie tam naszego prawa i polityki.
Podobnie – udział naszych polityków w świętach żydowskich w Polsce i za granicą – asymetryczne w stosunku do podobnych działań ze strony Żydów.
Nieudolna polityka zagraniczna w zakresie relacji polsko-żydowskich oraz reagowania na kłamstwa dotyczące udziału Polaków w Holokauście.
Udostępnienie miejsca i zgoda na obrady Knesetu w Polsce.
Dziwna, bezprecedensowa i nie nagłaśniana wizyta najwyższych władz policji i wywiadu Izraela w Kielcach pod koniec maja 2018 r. (do 120-osobowej delegacji weszli m. in. dwaj najwyżsi rangą policjanci izraelscy). Co takiego ważnego było do ustalenia w Polsce – „wizja lokalna”?
Liczne sygnały, że Żydzi lustrują gminy polskie pod kątem przyszłego ich zasiedlenia i pozyskiwania mienia w naturze w ramach „odszkodowań za mienie bezspadkowe”.
Ograniczone prawa strony polskiej w prezentacji historii zagłady Polaków w Oświęcimiu,
Obecność w naszej polityce Jonny Danielsa – osoby najwidoczniej wpływowej, a który nagle pojawił się nie wiadomo skąd i jakie ma intencje.
Milczenie władz w sprawie ustawy 447 (w USA) lub bagatelizowanie jej znaczenia w planie wymuszenia olbrzymich odszkodowań w sprawie tzw. bezspadkowego mienia żydowskiego.
Żydzi od dawna przejmują, często na „lewych” papierach, nieruchomości polskie oraz opanowali w dużym stopniu deweloperkę.
Brak wsparcia Polonii amerykańskiej gdy ta próbowała zablokować ww. ustawę a potem walczyła o pozostawienie pomnika ofiar Katynia w Jersey City.
Uleganie a nawet napraszanie się w USA w sprawie wojsk amerykańskich na terytorium Polski w wersji bezterminowej i na dużą skalę – pomimo że umiejscowienie tych wojsk to głównie zachodnie rubieże Polski (przypadkowo nasze najbogatsze w surowce rejony?) a nie okolice przesmyku suwalskiego. Pamiętajmy że USA to zdeterminowany sojusznik Izraela a Trump to biznesman, który chce sprzedać amerykańską broń.
Wplątywanie nas w potencjalną wojnę Zachodu z Iranem, który był zawsze Polsce przyjazny.
Wplątywanie nas przez USA w sprawy ukraińskie – w rażącej asymetrii stosunków wzajemnych.
A może sprzyjanie Ukrainie to także wpływy żydowskie, bo cały pas międzymorza jest przeznaczony na przyszłe osadnictwo Żydów, a na Ukrainie rządzi żydowska mafia z P. Poroszenką na czele?
Mówi się, że Żydzi planują wykorzystanie emigrantów z Ukrainy do zamieszek w Polsce w celu ochrony budowy „Polin”. Już sprowadziliśmy podobno ponad 2 miliony Ukraińców, którzy przy okazji konkurują z pracownikami polskimi a także podobno mają od nich większe przywileje oraz 500+.
Dotowanie ukraińskiego rolnictwa przez Polskę … by było konkurencją dla naszego.
Żydzi dostają polskie paszporty bez trudności.
…
Myślę, że możesz do tego dodać jeszcze szereg niepokojących faktów lub podejrzeń…
Czy to antysemityzm? Nie, to postawienie pytań, które mają konkretne podstawy. Nie ulegajmy cenzurowaniu prawdy lub pytań, które dążą do określenia prawdy. I nie ja wymyśliłem te wątpliwości – mówią o tym (w różnym stopniu) od dawna liczni niezależni publicyści jak: Stanisław Michalkiewicz, Grzegorz Brown, Witold Gadowski, Leszek Żmijewski, Jerzy Robert Nowak, Jan Zbigniew Potocki, Jerzy Targalski, Zbigniew Kękuś, Wojciech Sumlinski …(chociaż i tutaj nie ma do końca pewności kto jest kim).
Pomijam nawet liczne prace ugrupowań i publicystów narodowych, którzy jeszcze dłużej poruszają te tematy i znacznie radykalniej – powyższe pytania odnoszą się głównie do ostatnich wydarzeń. Osobiście jestem za tym by zwłaszcza asymilowani Żydzi, którzy czują się Polakami, mogli tu żyć – oby tylko nas nie szkalowali, nie rządzili się tutaj, nie byli piątą kolumną a w biznesie byli z nami uczciwi.
Podobnie, twierdzenie że wszyscy krytykujący ten stan rzeczy to „ruskie trolle”, jest niepoważne. Nawet jeśli opisywany stan jest na rękę Moskwie, to przecież wynika on z działań naszych władz a tylko pośrednio Żydów i ewentualnie lobby moskiewskiego. A jeśli uwzględnić przyjaźń Binjamina Netanjahu z Putinem, to raczej podlizywanie się tych naszych władz premierowi Izraela, a nie krytykowanie takich polityków, jest na rękę Putinowi.
To wszystko sugeruje, a nawet upewnia, że w Polsce realną władzę mają Żydzi albo ludzie, którzy wykonują ich polecenia.
Zresztą czy tak nie było i w PRL-u, potem w III RP, gdy A. Michnik, GW, B. Gieremek i szereg osób w mediach i rządzie narzucało jawnie lub skrycie wpływy antypolskie? Nawet przed wojną Żydzi domagali się większego wpływu na politykę i na nią wpływali.
Można więc domniemywać, że propolska narracja wielu przedstawicieli obecnej „władzy” (piszę w cudzysłowie, bo zgodnie z kompetencjami to powinien być tylko zarząd wykonujący wolę narodu jako suwerena), demonstracyjna religijność prominentnych polityków, patriotyczne i górnolotne hasła, to tylko dobrze odgrywany teatr, a de facto zdrada Polski i zapędzanie nas w „kozi róg” Wygląda na to, że już się to stało – na zasadzie „gotowania żaby” – w długofalowym planie.
Mam też podejrzenie (w paru przypadkach bez wątpliwości), że po prostu szereg polityków w Polsce jest Żydami lub przynajmniej mają takie pochodzenie, co może być przyczynkiem do służenia bardziej Izraelowi lub diasporze żydowskiej niż Polsce.
Czyli – zdrada stanu. Jest powiedzenie, że największą niesprawiedliwością jest czynić niesprawiedliwość pod płaszczykiem sprawiedliwości. Można to przenieść na hipokryzję polityczną i moralną.
To śmiała teza, która oburzy niejednego entuzjastę PiSu, ale cóż – jak mówi się, tylko prawda nas wyzwoli. Obym się mylił. Ale warto być przezornym. Oczywiście, są i pozytywy obecnego układu politycznego – sprawy socjalne, rozwój gospodarczy, wskrzeszanie pamięci naszych bohaterów itp. Ale to może (tylko) okrasa by zjednać sobie ludzi i umniejszyć swoją strategiczną winę?
I nie jest tak, że poprzednia koalicja była lepsza, w danym przypadku to ona uśpiła naszą czujność a oprócz filosemityzmu uzależniała nas od Niemiec, Rosji i UE.
Poddaję pod rozwagę osobom, które dotąd albo niewiele o tym słyszały albo ślepo ufają władzom. Nie wolno być naiwnym w tak poważnych sprawach – nawet lepiej być nadto przezornym.
A to, jak wspomniałem na wstępie, tylko jeden nurt polityki – inne też budzą niepokój (jak np. zadłużanie kraju, propaganda, autocenzura, demoralizujące rozdawnictwo, katastrofa służby zdrowia, schlebianie niskiej kulturze, …).
Niechęć i nienawiść ograniczają obserwatora i czynią go powierzchownym; miłość i życzliwość umożliwiają mu przeniknąć tajemnice świata i człowieka.
Johann Wolfgang Goethe
Parę dni temu napisałem krótką refleksję na temat katastrofy smoleńskiej pt. Tajemnica smoleńska.
Pokazałem ją w paru miejscach w sieci. Wracam do tematu, ponieważ był odzew.
Nadal nie mamy raportu „Komisji Macierewicza” (raportu technicznego, cząstkowego), więc nie będę szerzej zajmował się tym tematem zanim nie dowiemy się czegoś więcej. Pozostaje aspekt, „kto i dlaczego”. Jak wspominają członkowie komisji – na wyjaśnienie tej kwestii poczekamy jeszcze dość długo. Osobiście mam podejrzenie, że możemy się nie doczekać pełnego wyjaśnienia. Jak wskazywałem poprzednio (zobacz Tajemnica smoleńska), to może być niewygodne – nawet przy posiadaniu dowodów.
W tym kontekście chcę odnieść się do komentarzy, które niespodziewanie (?) dotknęły punktu 4., gdy wymieniałem ewentualny wpływ na katastrofę tajemniczych „sił wyższych”. Dla mnie to podejrzenie uprawnione jak inne „egzotyczne” podejrzenia i hipotezy, ale dla niektórych – nie do przyjęcia. Mniejsza o epitety jakie widziałem, ale chyba chodzi o to, że nie wszyscy rozumieją, że to przykład sytuacji, która wymyka się utartym schematom.
Przecież mógłbym wymienić więcej podobnych możliwości jak znane działania „fałszywej flagi” czy zdalne sterowanie umysłem (mind control), które czynią z człowieka bezwolnym wykonawcą (co testowano w celach wojskowych i terrorystycznych) lub zdalne sterowanie urządzeniami via ukryte oprogramowanie.
Zatem, może warto poświęcić trochę miejsca by przybliżyć niedowiarkom takie tajemnicze rejony – stąd tytuł tego wpisu.
Nie twierdzę przecież, że „obcy” spowodowali wypadek, ale już trudno mi zgodzić się z tym, że takowe istoty w ogóle nie istnieją.
To szeroki temat, ale wkładany celowo do szufladki „fantazje”.
Nawet odważę się powiedzieć, że to jeden z lepiej zbadanych naukowo obszarów, tyle tylko, że ściśle tajny i zawarowany dla służb i specjalnych jednostek wojskowych.
Nie miejsce tutaj na rozwinięcie tematu (setki opasłych książek robią to mniej lub bardziej szeroko), ale chcę pobudzić wyobraźnię Czytelnika czymś obrazowym i być może – przełomowym.
Odkrycie mumii z Nazca w 2017 r. odbiło się szerokim echem na świecie, ale… raczej w kręgach osób zainteresowanych takimi tematami, które można w skrócie nazwać Zakazaną archeologią (za tytułem znanej książki M. A. Cremo i R. L. Thompsona; oczywiście podobnych książek jest multum).
To że historia i archeologia są zakłamywane – to pewnik, przynajmniej dla mnie.
Wybieram ten przykład z Nazca ponieważ mamy prawdopodobnie największe z ujawnionych odkryć nieznanych humanoidów, być może spoza Ziemi. Piszę ujawnionych, ponieważ takie odkrycia i badania były nie raz dokonywane, ale … prowadzone w tajemnicy przez wojsko.
Tę część wpisu potraktuj całkiem w oderwaniu od sprawy smoleńskiej, nawet jako ciekawostkę, ale potem zobaczysz pewne wspólne mechanizmy…
Znalezisko z rejonu słynnych piktogramów z pustyni Nazca w Peru zwróciło uwagę międzynarodowego zespołu naukowców z różnych branż, którzy przeprowadzili dość szczegółowe badania mumii.
Bodajże pierwszy raport-komunikat ukazał się w postaci krótkiego wideo pt. Unearhing Nazca. Potem ukazały sie kolejne aktualizacje tworzące serię https://www.gaia.com/series/unearthing-nazca. Wśród nich jest pierwsza dwugodzinna konferencja prasowa.
Ze wspomnianej konferencji i sfilmowanych badań wynika duża troska i staranność by wykluczyć ewentualne oszustwa.
Oczywiście równolegle i potem pojawiło się mnóstwo materiałów wtórnych, część z nich w zrozumiałej, z punktu widzenia mediów, formie sensacji. Część z nich po raz kolejny, jak w przypadku UFO, szkieletów gigantów, megalitów wykonywanych niedostępnymi dziś technologiami, itp. próbuje sprawę wyśmiać, pomijać milczeniem lub oskarża o oszustwo.
Jednak badania były przeprowadzane zgodnie ze sztuką, przez parę ośrodków naukowych w rożnych krajach i wykazały, że mamy do czynienia z prawdziwymi ciałami biologicznymi, które dzięki specjalnej technice mumifikacji przetrwały przynajmniej przez 1600 lat a może znacznie dłużej. Także liczne późniejsze komentarze (np. https://youtu.be/68sSYiK2oz8 , https://amp.reddit.com/r/aliens/comments/73g3k6/unearthing_nazca_dna_results_and_thoughts/ ) wskazują na autentyczność mumii i rzetelność badań.
Sednem sprawy jest, że to dwa „gatunki” przedtem nigdy przez oficjalną naukę nie opisane, z grubsza o humanolidalnej budowie lecz z wieloma zasadniczymi różnicami. Późniejsze badania DNA pokazują jednak na podobieństwo genetyczne do ludzi (23 chromosomy). Otwartą sprawą jest zatem, czy to stworzenia pochodzenia ziemskiego czy nie.
Na pozaziemskie wskazuje cała mitologia peruwiańska (inkaska i nie tylko) mówiąca o takim pochodzeniu bogów, którym oddawali cześć i których podobizny sporządzali. Te podobizny są podobne do odnalezionych ciał.
Dlaczego snuję hipotetyczną nić powiązania tych istot z katastrofami na Ziemi? Jeśli są to reptylinianie (inteligentne, wysoko rozwinięte gady/smoki), to literatura przedmiotu wskazuje na ich wrogie nastawienie do ludzi, odwieczne nas wykorzystywanie i skłócanie.
Pozostawiam jednak ten wątek na boku, bo – przypominam – nie o to powiązanie mi chodzi…
Wspomniana konferencja prasowa pokazała jak silny jest dysonans poznawczy reprezentowany przez niektóre uniwersytety i państwowych oficjeli – władze peruwiańskie na tym pierwszym etapie (co działo się później nie wiem) nie chciały współpracować z naukowcami i wykazywały wobec odkrycia wymowny dystans.
Podobnie dzieje się w stosunku do innych odkryć. Wspomniałem o ujawnionych a nieznanych dotąd przodkach człowieka. Jest nim także tzw. człowiek denisowy. Opowiada (wzmiankowo) o nim Agnieszka Zell w tym nagraniu.
Ogólnie chodzi mi o wskazanie, że jeszcze mało wiemy o słynnym „brakującym ogniwie” w ewolucji człowieka, o prawdziwej naszej historii i pochodzeniu, o dawnych cywilizacjach. Oficjalna nauka i władze podchodzą do tego wręcz wrogo.
Tu dochodzimy do części wspólnej ze sprawą smoleńską i w ogóle tematami o zabarwieniu politycznym i ideowym.
Pewne sprawy są wypierane ze świadomości (ów dysonans poznawczy oraz zakorzenione uprzedzenia i poglądy), często celowo nie chce się ich poruszać dla świętego spokoju, bieżącej korzyści, dla zachowania swego status quo. Tak było w przypadku śledztwa smoleńskego za czasów PO. Tak może być i obecnie ze strony PiS, gdy sprawa dotyka polityki i religii.
Idzie za tym ostracyzm i antypropaganda doprowadzająca nawet do nienawiści wobec tych, którzy widzą zakłamanie. Tworzą się przynajmniej dwa obozy, ale w każdym jakieś tematy są tępione a nawet zakazane.
A wracając na ziemię, w tym polską – oto ostatni wywiad z prof. Wiesławem Biniendą na temat tego, co może być w zapowiedzianym raporcie technicznym. Konkluzja podstawowa – wybuch był. Podobnie sprawę widzi Antoni Macierewicz, który wypowiedział się o tym 8.04.18 w programie „Warto rozmawiać”.
Na ilustracji obraz tysięcy szczątków samolotu w dużym rozproszeniu wokół miejsca wypadku.
Musimy się przyzwyczaić do tego, że rzeczywistość bywa nie zawsze po myśli, która się już mocno zakorzeniła.