Wolność to dobro, które umożliwia korzystanie z innych dóbr.
Monteskiusz
Festos, Kreta (widok na Mesarę)
Ach, Grecjo!
Mam do ciebie słabość, mimo a może przez twoją niefrasobliwość.
Nie dzieje się dobrze, ale ponieważ nie dowierzam politykom, widzę ich obłudę, to podejrzewam, że rację mają ci zwykli Grecy, którzy swą gospodarczą kondycję przypisują przede wszystkim machinacjom bankierów i imperializmowi Unii.
Zaskakujące stwierdzenie? Główni gracze Unii mają na względzie swoje interesy i swój styl życia, bez względu na rezultaty dla rolnika czy rzemieślnika greckiego, bez wsłuchania się w jego głos. Nawet chętnie wykupili by ten piękny kraj (co już po części zrobiono).
Grecy zawsze byli dumni i kochali wolność. Głos Greka jest głosem wolności. Ich styl życia jest tego wyrazem, jest wartością o której zabiegani przedsiębiorcy Zachodu tylko marzą, jeśli w ogóle jeszcze potrafią. Bo dali się zwariować mamonie.
Kocham wracać do Grecji i poczuć tego ducha.
Dziś ta refleksja naszła mnie wraz z powrotem do przepięknej muzyki Vangelisa – jednego z mocarzy „greckiego ducha”. Konkretnie do Mythodei, która scala ukochane mity i ody greckie a jednocześnie uskrzydla nowe heroiczne przedsięwzięcia. Bo akurat ten utwór był dedykowany misji kosmicznej NASA – Mars Odyssey.
Ta muzyka powala (pozytywnie), zwłaszcza gdy wykonanie z 2001 roku OGLĄDA się w monumentalnej inscenizacji ze świątyni Zeusa w Atenach.
Namiastkę (w stosunku do odbioru na żywo, a mimo to robiącą wrażenie) tego wydarzenia przedstawia nagranie dostępne np. tutaj http://www.youtube.com/watch?v=Rm0noyQpzEY
Na początku miałem obawy, że ten monumentalizm i maniera patosu mnie przytłoczy, ale wkrótce ukazało się bogactwo i różnorodność pięknych arii i cieniowań muzyki w kolejnych (10) bezimiennych „movements”. Yes, I was really moved!
Ktoś powiedział, że przy tej muzyce trzeba dać się ponieść. Bogactwo skojarzeń i odniesień jest ogromne. Sam Vangelis powiedział o tym:
„Nauka i mitologia były tematami, które fascynowały mnie od wczesnego dzieciństwa. Słuchałem wielu takich opowieści od mojej rodziny i ludzi wokół. I to był moment gdy zacząłem pamiętać. Z biegiem czasu przekonałem się jak ważne jest pamiętać – pamiętać tak głęboko jak to możliwe. To pewne, że przez całą historię i teraz tkwią w nas wszystkie kody stworzenia i ewolucji. Uranos i Gaja, walki Tytanów i Gigantów, porwanie Europy, Argonauci i złote runo, Tezeusz i Minotaur, Herkules, Syreny i Nimfy, czerwona planeta Mars ze swymi dziećmi (księżycami) Deimos i Fobos, oliwne drzewo Ateny, dziewięć muz, które łączą to wszystko w harmonii, i coś jeszcze… To wszystko było i jest kawałkiem tych obszarów, którymi wędruję ja oraz muzyka którą tworzę. I każdym razem gdy zagłębiam się w pamięć… odkrywam coś nowego. Mythodea jest właśnie tą małą częścią tych przestrzeni, małą częścią mej łączności z pamięcią, która może być mocniejsza niż uczenie się, jeżeli pozwolimy temu działać.”
Gdy myśl i duch tak odrywa się od twardej rzeczywistości i podąża w inny własny świat, czuję się jak argonauta i jak kosmonauta, jak rozmarzony Grek. I rozumiem dodatkowy element jego buntu, gdy każą mu teraz spłacać wierzycieli, którzy chociaż mają swoje racje, ale nie mają tej bezcennej transcendencji…
Biedni koncentrują się na przeszkodach,
Bogaci koncentrują się na szansach.
T. Harv Eker
Dziś Nowy Rok, więc składamy sobie życzenia zdrowia, szczęścia, pomyślności,…
Pisałem kiedyś o istocie i sensie życzeń a w dzisiaj ogarnęła mnie refleksja na temat wartości bodajże największej, jaką jest wolność – i jej chcę Ci życzyć.
Nie mam nastroju by pisać jakiś elaborat, bo temat jest rozległy i dość trudny.
Skupię się krótko na jednym aspekcie – wybaczcie, że bardzo praktycznym i dla wielu przyziemnym.
Sam większość życia poświęciłem idealistycznie na sprawy, które niewiele mi przysporzyły i nie stworzyły poczucia osobistej wolności.
Chcę Ci życzyć dostatku, czyli … pieniędzy .
Nie dają ponoć szczęścia, ale przyznasz – pomagają, gdy umiemy nimi mądrze gospodarować.
Dość późno zająłem się tą sprawą i widzę jak inaczej potoczyłoby się życie, gdybym np. systematycznie oszczędzał od młodych lat.
Niby się o tym wie, ale książka Andrzeja Fesnaka „Jakie decyzje finansowe podejmują bogaci i dlaczego biedni robią błędy, działając inaczej”
( http://bit.ly/rIuvv5 ) nie tyle otworzyła mi oczy (to zrobił dawno temu R. Kiyosaki), co przypomniała boleśnie ów fakt na szeregu przykładach liczbowych.
Hm, czy w ten sposób daleko odszedłem od postawy idealistycznej?
Każdy (choćby po cichu) marzy albo o bogactwie, albo przynajmniej o takim stanie by móc godnie żyć. Gdy słyszę co innego, to mam odczucie albo czyjejś hipokryzji, albo niedojrzałości albo … głupoty (może to być też postawa narzucona przez wychowanie i środowisko).
Dlaczego tak sądzę? Zastanówmy się na chłodno dlaczego … lepiej być bogatym niż biednym (zbiór dość nieuporządkowanych myśli – możesz je pogrupować wg własnych priorytetów).
WOLNOŚĆ – dla siebie (czasem „od siebie” – zatroskanego, złego,…)
Dawanie innym, wspomaganie innych, ratowanie z opresji
Lepsza możliwość rozwijania własnych talentów i zamiłowań
Jakaś siła/władza, która pomaga realizować ambitne cele
Możliwość zatrudniania ludzi – jako pomoc dla nich i dla siebie, większa skuteczność, praca zespołowa, outsourcing
Satysfakcja z bycia hojnym
Podnoszenie swojej samooceny i pewności siebie
Odciążając się od rutynowej pracy, niepotrzebnych obowiązków – zyskujemy CZAS a więc ŻYCIE
Możemy mieć:
co potrzebne
co pożyteczne
co przyjemne
co nas wspomaga
o czym marzyliśmy
Pod te punkty możemy podłożyć wiele spraw jak:
fascynujące podróże, dobre i zdrowe jedzenie, ładny dom, dobre wykształcenie, ubiory, sporty, otaczanie się pięknem, itd. itd.)
Możliwy (chociaż nie zagwarantowany) wyższy status społeczny (dla tych którzy go poszukują)
Bezpieczeństwo faktyczne i psychiczne, spokój o przyszłość, mniej stresów
Zadbanie o zdrowie i kondycję (swoją i rodziny)
Dobry start dla dzieci
Większa i bardziej odpowiedzialna możliwość adaptowania dzieci
Szerszy dostęp do wiedzy (kursy, książki, docieranie do ludzi)
Doznania, radości ze wszystkich wymienionych stanów
Zostawienie czegoś (nie tylko pieniędzy) po sobie dzięki temu, co mając zasoby, stworzyliśmy.
Jeśli ktoś myśli jeszcze o sławie lub zasługach społecznych, to ma możliwość ufundowania np. szpitala, jakiegoś ośrodka kultury, itp. na wzór dawnych mecenasów sztuki lub lokalnych społeczności.
Jeśli ma serce, to zrobi to nie dla sławy lecz z wewnętrznej potrzeby – wierzę, że zrobi więcej, gdy będzie więcej mógł materialnie .
Jeśli ktoś marzy np. o tym by być pisarzem i w tym chce się realizować, ale jego prace nie przebijają się przez kordon recenzentów czy nawet cenzury, to może sam sfinansować swe przedsięwzięcia.
…
W sumie – przy rozsądku – nie musi to oznaczać materializmu, ponieważ możemy rozwijać jednocześnie swoją duchowość i być altruistycznym.
Jeśli ktoś przedkłada wartości czysto duchowe, to uznaję to, ale pamiętajmy że i w Ewangelii mówi się o dobrym gospodarowaniu i pomnażaniu talentów. Oczywiście zawsze należy pamiętać o postawie nie krzywdzenia i zasadzie wygrana-wygrana.
Niektóre wschodnie postawy pełnego odcięcia od świata jednak mi nie odpowiadają, ponieważ uważam że jesteśmy (zwłaszcza teraz) coś winni innym, światu, rodzinie, co zakłada aktywność.
Chyba jest to przekonywujące, że dzięki środkom materialnym uzyskujemy więcej wolności.
Skoro jednak wziąłem na warsztat temat pragmatyczny, to pójdę dziś dalej w pragmatyczności.
Otóż zająłem się generowaniem dodatkowych dochodów na różne sposoby – jedne się wiodą, inne próbuję i odrzucam, poznaję nowe.
Zwłaszcza w obliczu kryzysu opanowującego świat warto zastanowić się nad czymś, co da nam nadzieję na stabilność.
Jako synonim stabilności finansowej – tak jak w historii tak i obecnie – coraz bardziej postrzegane jest posiadanie złota i inwestowanie w rzadkie kruszce.
Pieniądz papierowy i wirtualny (ten pierwszy w dużym stopniu już nim jest) wkrótce prawdopodobnie się załamie.
Jak ZAPEWNIĆ sobie emeryturę, a nawet (wcześniejszą) wolność finansową?
W co inwestować z ponadprzeciętnym zyskiem? Jak zacząć sensownie oszczędzać? W co inwestują „wtajemniczeni”?
O ile dawniej inwestowanie w złoto było zastrzeżone dla bogatych i w ogóle trudne, to sytuacja się zmieniła.
Odkryłem w 2010 firmę Noricum (reprezentant światowej firmy Four Gates), która stworzyła unikalny produkt finansowy – oszczędzanie/inwestowanie nie w pieniądze ale właśnie w złoto „dla każdego”- z opcjonalnymi elementami mlm.
Rzecz w tym, że można lokować miesięcznie (ale bez rygorów) nieduże kwoty, które są zamieniane na złoto po cenach hurtowych. Cena złota w ostatnich latach pnie się w górę od ok. 30 do 40%, a dodatkowo – gdy kupujemy zespołowo w ramach systemu po cenie hurtowej – zyskujemy dalsze procenty. No i złoto depozytowe nie jest objęte podatkami VAT i Belki!
Do tego dochodzą liczne inne atuty jak ochrona na zasadach prawa depozytowego a nie bankowego, płynność (szybie odkupywanie), dowolność wpłat, …
Długo by o tym pisać – wszystkie te kwestie – strategiczne i taktyczne są ładnie przekazane w serii prezentacji on-line, które odbywają się w poniedziałki i w środy o 20:30 (chyba że nastąpią okazjonalne zmiany).
[Dalsze szczegóły później wyciąłem, bo ten konkretny projekt został zawieszony, ale temat złota żyje – np. tutaj: Tajemnice Złota]
To jest rozsądna propozycja dywersyfikacji portfela inwestycyjnego.
Jest to też rozsądna obietnica wolności finansowej – zwłaszcza dla młodszych inwestorów, którzy mają czas na zobaczenie efektu wzrostu w dłuższej perspektywie. Ale rocznie do 30% to też ewenement na tle niepewnych spekulacji na akcjach i innych papierach.
To nie tylko perspektywa wolności ale i perspektywa jej utrzymania, ponieważ nie było w historii tak uniwersalnego i stabilnego wzorca wartości.
Tyle pragmatycznie.
Kusi mnie zabranie głosu o wolności, jaką tracimy w państwie dryfującym w kierunku swoistej dyktatury, jaką stracimy w Unii Europejskiej jeśli będziemy zbyt podlegli zakusom potęg polityczno-finansowych, jaką tracimy z braku wiedzy, przez uleganiu propagandzie, nałogom itd., itd.
Ale to może innym razem i w porcjach, a dziś – w święto i dla otuchy, dołączam jeszcze starą piosenkę Marka Grechuty –
Nieskończona ilość i różnorodność przenikających się fal…
Ciekawie jest być naukowcem, poznawać tajemnice przyrody.
Pewnie dlatego poświęciłem formalnie nauce ćwierć wieku, chociaż nie było to aż takie górnolotne i głębokie badanie tajemnic jak by się marzyło.
Dziś żałuję, że odpuściłem i dalsze lata zajęła mi dużo bardziej banalna praca „na chleb”.
Gdybym dziś zaczynał od nowa lub doradzał młodemu adeptowi nauki jakiś kierunek lub temat, to mam pewną ideę fix (chociaż nie jedyną).
Chociaż dualizm korpuskularno-falowy jest znany od dawna, to fizycy coraz bardziej dostrzegają, że wszechświat to energia i to w postaci falowej (upraszczając).
Fala tworzy, fala rządzi. W zjawiskach falowych, być może, kryją się wszystkie tajemnice istnienia.
To nie tylko fizyka, bo zjawiska falowe to obszerna dziedzina w matematyce.
Było już wielu i naukowców i pasjonatów z ambicją stworzenia teorii wszystkiego, objaśnienia świata prostą, pierwotną formułą.
Nie sądzę aby takowa istniała, ale do „prawdy” możemy się zbliżać.
Kolejne spotkanie z taką teorią to publikacje (wiele książek i artykułów) Bruce L. Cathe, który od lat sukcesywnie drąży m.in. falowy obraz świata.
W szczególności opracował falową wersję słynnego równania
E=mc2, tzw. równania harmoniczne.
Badania te objaśniają (jak sądzi autor) powiązania między grawitacją, elektromagnetyzmem oraz materią i antymaterią.
Chociaż nie wgryzłem się na tyle aby to zrozumieć, to lektura jest frapująca!
Tak więc – tym bym się zajął, gdybym zaczynał.
Pole popisu dla ambitnych i z otwartym umysłem!
O falach, wibracjach, częstotliwościach mówią też inne dziedziny wiedzy oprócz fizyki. Zatem zakres tematu jest szeroki.
PS. Bruce Cathie ma też zasługi na polu badania UFO, co dla niektórych osłabia jego naukowy status, ale inne jego osiągnięcia wzięły od tego początek…
Kojarzy mi się to z przypadkiem prof. Jana Pająka.
Najważniejsze jest, by gdzieś istniało to, czym się żyło: i zwyczaje, i święta rodzinne. I dom pełen wspomnień. Najważniejsze jest, by żyć dla powrotu.
Antoine de Saint-Exupéry
Wigilia – jak zwykle rodzinnie, ale z roku na rok coraz nas mniej, a więc i trochę smutno. Miejsca dawnych seniorów puste, a pamięć ich przy tym stole tak żywa…
Ale było i radośnie. Naprawdę wzruszyłem się, gdy trzy pokolenia śpiewały kolędy przy gitarze (brawo Kamil!). Szkoda, że zdarza się nam to w takim towarzystwie tylko raz w roku.
Wieczorem homilia papieska a potem pasterka. W kościele tłum. Kazanie arcybiskupa, kolędy – w zasadzie wszystko jak zwykle. Ale jednak coś inaczej…
Dogłębne przeświadczenie, że coś musi się zmienić się W NAS jeśli W OGÓLE ma się zmienić na lepsze.
Jak w słowach życzeń zarówno z kazania jak i parafialnego świątecznego informatora:
„…abyście siali miłość tam, gdzie panuje nienawiść;
wybaczenie tam, gdzie panuje krzywda;
jedność tam, gdzie panuje zwątpienie;
nadzieję tam, gdzie panuje rozpacz;
światło tam, gdzie panuje ciemność;
radość tam, gdzie panuje smutek.
Abyście mogli nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać;
nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć;
nie tyle szukać miłości, co kochać.”
Dodam – więcej radości! Przy naszych osobistych życzeniach padły słowa: jest tyle obiektywnych źródeł stresu – nie dokładajmy go sobie nawzajem. Szwagier zauważył: powinno być jeszcze jedno przykazanie – nie zasmucaj i nie stresuj bliźniego swego.