Wielki wzór

Gdyby ludzie robili tylko to, co wyglądało na możliwe,
do dzisiaj siedzieliby w jaskiniach.
Stanisław Lem

Skłodowska

W wolnych chwilach odświeżam sobie biografię Marii Skłodowskiej Curie autorstwa Ewy Curie (mam egzemplarz z 1938 r.)
Jeszcze trwa rok poświęcony największej Polce, co wywołuje we mnie parę refleksji.
Nader skromne te obchody. Gdy wizytuje się muzeum Marii na ul. Freta w Warszawie uderza żenująca siermiężność ekspozycji, np. odręczne opisy eksponatów na kartkach papieru  – jakby wyrwanych z zeszytu… Świat bardziej szanuje swych bohaterów i gości w muzeach.
Zresztą, nie tyle to jest ważne (a może już i nieaktualne).
Raczej smuci mnie zderzenie w obecnej świadomości społecznej tej WIELKIEJ postaci, utalentowanej, pracowitej, głęboko ludzkiej, skromnej i nie zepsutej sławą  – z obecnymi bufonami i celebrytami.
Ona na marginesie, oni we wszystkich mediach. Tuzinkowe i często niechlubne wzorce, efemerydy historii – wobec nieprzemijających zasług i wartości.
Także w kontekście obecnej nauki, gdzie też mamy do czynienia z celebrytami i jednostkami sprzedającymi się dla sławy i pieniędzy.
Zajrzałem do FB – jest strona o Marii! – może nie będzie tak źle?

http://www.facebook.com/maria.sklodowska.curie

Skopana piłka

Na pytanie po zakończeniu meczu piłki nożnej:
– tato, jaki jest wynik?
– 0:0
– to po co grali…?

il. za http://www.polskapilkakobiet.pl/

Nie jestem fanem ani znawcą piłki nożnej (więcej: nie lubię futbolu), więc może nie powinienem się o niej wypowiadać.

Ale widzę, że podobna sytuacja nie powstrzymuje innych od krytycznych ocen, do których chcę się przyłączyć – z trochę ogólniejszej perspektywy.

Sprowokowały mnie ostatnie zadymy stadionowe oraz skandal jaki się szykuje w związku z Euro 2012.

To co zdarzyło się np. kiedyś na meczu w Wilnie, a potem w całej serii burd stadionowych tylko potwierdza n-ty raz, to, co myślę o piłce nożnej. Może nie ogólnie, ale o naszej, może nie w 100%, ale w większości aspektów.

Skandale we władzach polskiej piłki, korupcje sędziowskie, ustawianie meczy – to wizytówka środowiska.

Nie wiem czy to przekłada się na poziom kibiców, ale wieloletnia pobłażliwość władz klubowych i wyższego szczebla względem chuliganów, na pewno nie poprawia sytuacji.

Pseudokibic piłkarski jawi mi się więc przede wszystkim jako półgłówek, który nie rozumie, że rozróbami podcina gałąź na której siedzi”, tj. sport który (podobno) lubi. Chyba że nie o to chodzi…

Jeśli nawet rzeczywiście lubi ten sport, to półgłówek daje się podniecić myślą, że jego klub jest najlepszy (choćby ewidentnie był słaby) do tego stopnia, że zabiłby kibica innego klubu.

Oczywiście nie ma to nic wspólnego z autentycznym sportem, w którym zdarza się przegrywać i trzeba umieć przegrywać. Szowinizm klubowy, nawet narodowy, ostracyzm i inne plagi typowe dla Polaków (sorry, kibic tego nie zrozumie, zapędziłem się…) – tu dochodzą do absurdu wyzwalając przy okazji najniższe instynkty.

Mój absmak podziela np. Daniel Passent. Zacytuję (za zgodą autora) fragmenty z jego felietonu „Na złość kibicom” (w książce „Pod napięciem”, a pierwotne w tygodniku Polityka 27/2006).

„… Chamstwo na boiskach jest już powszechnie akceptowane. Sprawozdawcy i komentatorzy telewizyjni, wśród nich zawodnicy i trenerzy zaproszeni do studia, mówią o „faulu taktycznym”, to jest popełnionym nie w wirze walki, ale z zimną krwią, celowo, żeby powstrzymać przeciwnika. Doradzają nawet, żeby takie faule popełniać zaraz po przechwyceniu piłki przez drużynę przeciwną, na jej połowie boiska, bo wówczas ewentualne konsekwencje w postaci rzutu wolnego będą mniej dotkliwe. „O, tak trzeba grać!” – mówią z uznaniem na widok piłkarza, który podstawił nogę rywalowi odpowiednio wcześnie. Sprawozdawcy telewizyjni mają nawet czasami za złe sędziom nadmierną, ich zdaniem, surowość: „No, ja bym nie powiedział, że to był faul na żółtą kartkę. Wystarczyłby rzut wolny”. Oczywiście, obowiązuje etyka Kalego: jeżeli pokrzywdzony jest nasz, to faul był brutalny, jeżeli faulował jeden z naszych, to nic nie było – gramy dalej. Jeżeli to nasz piłkarz kopał w kostkę, to mówimy, że sędzia „dopatrzył się przewinienia”, zamiast „pozwolić grać”. Jeżeli natomiast kopnięto naszego, to sędzia „zezwala na zbyt wiele”, już dawno powinien był sięgnąć po kartkę. ….

Piłka nożna łączy narody bardziej niż ONZ – dzięki niej dowiadujemy się o istnieniu Ghany czy Ekwadoru. Ale zarazem jaka to szkoła szowinizmu! Kibice gwiżdżą na boiskach, biją się, a nawet zabijają na ulicach, media piszą o „upokorzeniu przeciwników”, komentatorzy mówią o „hańbie” przegranych. Kiedy grają nasi – śpiewamy hymn (spełnia się postulat wicepremiera Romana Giertycha – więcej hymnu!). Kiedy grają przeciwnicy – nasi gwiżdżą, chociaż podobno futbol wychowuje i jest szkołą fair play. Kiedy nasi bombardują – to my krzewimy demokrację. Kiedy nas bombardują, to uprawiają terroryzm. Więc może to nie piłka nożna jest winna? Może winni są ludzie, którzy na stadionie pokazują swoją inną twarz? W tłumie tysięcy kibiców gwiżdżą i czują się równie bezkarni i anonimowi jak bezimienni internauci, którzy mogą napisać, co chcą i na kogo chcą, tak jak na ścianie kloaki. Może to i mniejszość, ale znacząca i mająca swój udział w psuciu obyczajów.


(więcej w źródle).

Wracając do Euro 2012. Ta wielka impreza rozpaliła wyobraźnię prawie jak hasło „druga Japonia” – „skok cywilizacyjny”, wielka promocja Polski itd.

Ale zanosi się na antypromocję. Bo Polska w ogóle nie spełnia wymagań tak wielkiej imprezy, z tak wielką ilością przyjezdnych kibiców. Zacytuję czyjś sarkastyczny wpis w Internecie:
„Teraz dopiero Europa zobaczy Polskę ze swoimi obskurnymi dworcami, tunelami, brakiem toalet, albo z zaszcz….i toaletami, niegrzecznymi kasjerkami, nie znającymi języka obcego policjantami, wąskimi drogami, korkami w miastach, brakiem obwodnic itd itd. To będzie niestety pokaz prawdziwej Polski”.

Może nie będzie tak źle, ale … ciemno widzę taki stan jako „promocję Polski” z okazji Euro 2012.

Wysiłek budowy stadionów, to nie wszystko.

Autostrady? Dla pijanych chuliganów? Zresztą zaczną się sypać, bo zabierzemy się za nie na hura…

Ale miało być o piłce. Cóż, powiedzenie o wychowawczej roli sportu wydaje się dziś kpiną, może ma zastosowanie do szkółek piłkarskich dla sześciolatków, ale nie dużo dalej.

Sami piłkarze przecież nie tyle uprawiają sport, co zawodowstwo piłkarskie. Gdzie nie popatrzeć, wszystko zostało zepsute przez komercję. To psuje i samych piłkarzy – woda sodowa potrafi uderzyć do głowy, gdy się ma świadomość swej ceny idącej w miliony dolarów.

Podsumowując to wszystko zwięźle – to żałosny przykład do tezy o upadku szeroko pojętej kultury, przejawiający się nie tylko w „kultowym” pluciu piłkarzy na murawę. A to są przecież idole, milionerzy, wzory osobowe dla milionów chłopców…

Stadiony? Dla kogo – dla band wyrostków, którzy wszystko mają za nic?
Czyżbyśmy nie mieli większych potrzeb? Euro przeminie, a ponieważ u nas bardzo mało dba się o kulturę fizyczną (ładne słowo tu się utarło: k u l t u r ę…) , to później te stadiony będą świeciły pustkami, lub/i zostaną zdewastowane a nawet może trzeba będzie je zburzyć, bo nie będzie środków na ich utrzymanie. Chyba że wróci tam „Jarmark Europa”…

Warszawie dużo bardziej potrzebne są inne, podstawowe inwestycje, np. w drogi, bo brak obwodnicy, nie ma dojścia ani jednej autostrady, obiecanej linii metra, ale także miejska woda nie nadaje się do picia, …

Po Euro tak duży stadion piłkarski faktycznie nie będzie potrzebny skoro na mecz ligowy przychodzi jakieś ok. 8 tys. widzów, a niedawno ukończono całkiem przyzwoicie stadion Legii. Czy stać nas na taką rozrzutność?

Stadion narodowy w Warszawie powinien być maksymalnie wielofunkcyjny (lekkoatletyka, żużel, koncerty,…) a wokół powinien być zapowiadany cały kompleks obiektów sportowych (Narodowe Centrum Sportu) z m.in. halą sportową. Okazuje się, że nie przewidziano bieżni lekkoatletycznej i że nie cały oczyszczony z targowisk teren na północ od stadionu będzie zagospodarowany a nawet estetycznie uporządkowany.

Wszystko to ma barwy afer.

Jak ujawnił niedawno architekt Michał Borowski, były szef spółki Narodowe Centrum Sportu, odpowiedzialnej za budowę Stadionu Narodowego, fakt groźnego błędu w konstrukcji schodów stadionowych był znany od kilkunastu miesięcy, ale sprawę zamiatano pod dywan. A teraz grozi nam wielomiesięczne opóźnienie w oddaniu stadionu i znaczne koszty dodatkowe.

Winni są decydenci (na ogół umocowani politycznie), ale i nasze przepisy – mamy najbardziej restrykcyjny w Europie system zamówień publicznych, a z drugiej strony absurdalny obowiązek wyboru najtańszej (czytaj: często najgorszej) oferty przetargowej i sztywnego trzymania się jej ustaleń, nawet gdyby zmieniły się ceny lub pojawiły lepsze rozwiązania.

Nie wspomnę o aferach z innym stadionami w Polsce – tego nie śledziłem, ale dało się słyszeć…

Ale nie tylko o Stadion Narodowy i stadiony chodzi.

D. Tusk chciał zdobyć polityczny poklask budową „orlików” i tym się chlubi.

Ale, po bulwersujących informacjach dotyczących budowy boisk w ramach programu „Orlik 2012”, które ujawnili dziennikarze programu „Superwizjer”, okazało się że korupcja w piłce zdarza się nie tylko na boisku.

Według informacji ze śledztwa dziennikarskiego zamówiony przez Ministerstwo Sportu projekt miał w założeniu preferować wybrane firmy dostarczające materiały do budowy boisk.

Dziennikarze „Superwizjera” wykazali ponadto, że przy zamawianiu projektu architektonicznego przez Ministerstwo Sportu mogło dojść do złamania ustawy o zamówieniach publicznych – urzędnicy resortu tak podzielili zamówienie, że wykonanie jego części mogło odbyć się z pominięciem przetargu, czyli z tzw. „wolnej ręki”. „Takie działanie jest sprzeczne z ustawą” – podkreślił Mariusz Błaszczak – przewodniczący Klubu PiS, który zgłosił sprawę do  prokuratury. „Skala inwestycji w programie „Orlik 2012” to około 2,5 mld złotych, dlatego nie wolno lekceważyć sygnałów wskazujących na nieprawidłowe wydawanie tych funduszy bądź sprzyjanie wybranym oferentom” – podsumował Błaszczak.
A czy orliki spełniają oczekiwania i standardy techniczne? I ekologiczne – plastikowa „murawa” pyląca i śmierdząca.

Skoro o polityce i PO, to należy wspomnieć o kolejnej aferze – ostatniej nagonce na kibiców.

Oczywiście należy zwalczać łamanie prawa, burdy stadionowe, natomiast robienie z pseudokibiców jednego z głównych problemów kraju przez rząd Tuska i część mediów wygląda na celową taktykę, aby przykryć nieudolność rządu PO-PSL.

Tak wyolbrzymiony problem będzie stosunkowo łatwo rozwiązać (przy współczesnej technice), co zostanie okrzyczane ogromnym sukcesem rządu.

W dodatku kibice są jednym z niewielu licznych zorganizowanych środowisk krytycznych wobec rządu. Mogą oddziaływać na społeczeństwo chociażby poprzez wywieszanie niewygodnych dla rządzących transparentów – co prawda telewizje starannie cenzurują antyrządowe napisy (czy tak są szkoleni operatorzy kamer i realizatorzy transmisji, czy to ci sami, którzy pracowali w telewizji za komunistycznej PRL?), ale dziesiątki tysięcy ludzi na stadionie są w stanie przekazać informację o tym setkom tysięcy, a nawet milionom obywateli.
Ktoś zgrabnie to wszystko podsumował (z transparentów stadionowych):

STADIONY – PRZEPŁACONE

AUTOSTRADY – NIE BĘDZIE

DWORCE – PRZYPUDROWANE

LOTNISKA – PROWINCJONALNE

ZAWODNICY – SŁABI

TEMAT ZASTĘPCZY KIBICE!

RZĄD – ZADOWOLONY!

Niespełnione rządu obietnice – temat zastępczy kibice.

Jak pisał Ryszard Czarnecki (http://ryszardczarnecki.salon24.pl/303871,kibol-tusk-z-bejsbolem )

„Za co Donald Tusk nienawidzi kibiców piłkarskich? Przecież jest jednym z nich. Był szefem szalikowców Lechii Gdańsk, brał udział w zadymach po meczach wyjazdowych tego klubu w Bydgoszczy i Olsztynie. Przed niemal 4 laty jesienią 2007 roku była o tym mowa najpierw w audycji radia „TOK FM”, a następnie w programie „Teraz my” Sekielskiego i Morozowskiego w „TVN 24”.  W „TOK FM” niezastąpiony Tomasz Wołek wychwalał odwagę kibola- Tuska za to, że dzielnie poczynał sobie w starciu z kibicami Zawiszy Bydgoszcz używając w tym celu… jakiegoś węża ogrodowego! W audycji tej skomentował to prof. Wiesław Władyka, mówiąc o Tusku „żulja” (miało być śmiesznie) zaś Jacek Żakowski, jak zwykle bardzo dowcipnie, krzyczał wtedy „Donald, bierz bejsbola i do roboty!”. Na koniec złotousty Wołek chwaląc odwagę kibola Tuska powiedział, że takie sytuacje miały miejsce nie tylko w Bydgoszczy… Jak widać, jak mówi stare polskie przysłowie: zapomniał wół, że cielęciem był.

Ale dziś Tusk nienawidzi tak naprawdę kibiców za transparenty, które wywieszają na meczach…

I to jest właśnie powód, dla którego premier Tusk udaje teraz szeryfa, tupie nogą i surowo marszczy brwi. Udaje, że zapomniał, że to jego własny klub parlamentarny (PO) był za odrzuceniem w pierwszym czytaniu (!) projektu ustawy zgłoszonego przez PiS (sprawozdawca poseł Arkadiusz Mularczyk), który dotyczył zakazu wnoszenia niebezpiecznych przedmiotów (np. maczet) na stadion. Sam Tusk i jego rząd nic w tej sprawie nie zrobili, a dziś urządzają szopkę odwracając uwagę Polaków od swoich porażek w polityce gospodarczej, drożyzny i budżetowej dziury Tuska.”

Dla mnie dzisiejsza piłka nożna (nie tylko w Polsce, nie mówię też o sporcie amatorskim) ociera się o jakiś obłęd, to nie tylko szkoła niskich instynktów, ale zjawisko głęboko zanurzone w brudną politykę. Futbol to sprawa wagi państwowej, a nawet – państwo w państwie, ponadpaństwowa organizacja o symptomach mafijnych.

A politycy przypochlebiają się via futbol masom, jak w powiedzeniu „chleba i igrzysk”, ale w wielu krajach igrzyska przebijają troskę o chleb – istotne potrzeby ludzi.
Bo to świat wielkich interesów, reszta to narzędzia….

 

 

Ambiwalentnie o nowych przepisach rowerowych

Życie jest podobne do jazdy na rowerze.
Nie można utrzymać równowagi stojąc w miejscu.
Linda Brakeall

Weszła w życie nowelizacja przepisów ruchu drogowego w odniesieniu do rowerzystów.
Chwali się ją jako krok ku Europie.
Ja tylko częściowo podzielam ogólny entuzjazm. Dlaczego?

Najpierw zdeklaruję się jako entuzjasta rowerów w opozycji do samochodów, czemu wielokrotnie dawałem wyraz na mej (starej!) stroniczce http://www.BezSamochodu.pl.tl

Jestem jednocześnie też kierowcą (nie wszystko da się zrobić tylko przy pomocy roweru) i znam nasze realia drogowe.

Otóż sądzę, że daleko nam do Europy nie tyle z powodu przepisów, co za przyczyną infrastruktury i … kultury.

Mamy jeszcze stanowczo za mało ścieżek rowerowych (a ich jakość budzi często wątpliwości), stojaków na rowery, oznakowań.

Co do kultury, to ze strony rowerzystów mało kto używa kasków, wiele rowerów nie ma oświetlenia – zwłaszcza na prowincji, gdzie dodatkowo widzi się rowerzystów nietrzeźwych. Widzę też, że niektórzy, w poczuciu swojej wyższości (skądinąd słusznej jeśli się uwzględni przewagi roweru nad samochodem w mieście ) ostentacyjnie zajmują cały pas na jezdni, spowalniając ruch. Chociaż niektórzy rowerzyści mkną aż nadto szybko jak na swoje bezpieczeństwo, to i tak przecież nie mogą równać się z samochodami.
Ze strony kierowców – wiadomo – kultura jazdy jest u nas jeszcze niska, a w przypadku gdy przed kierowcą jedzie rowerzysta, prowokuje to dodatkową agresję.

W sumie – niepokoję się i nawet jestem pewien, że znacznie wzrośnie ilość wypadków.

Nie zawsze musi to być wina kierowcy – po prostu rower jest bardziej wywrotny, podatny nawet na nieduże nierówności naszych fatalnych dróg, nie ma przecież poduszek powietrznych ani żadnych osłon czy pasów bezpieczeństwa, mało kto używa lusterek wstecznych, …
I głównie ze względu na te poważne zagrożenia uważam wprowadzenie wspomnianej zmiany przepisów za przedwczesne.
Innym aspektem sprawy jest zdrowie rowerzystów. Osobiście nigdy nie pcham się rowerem pomiędzy samochody także ze względu na spaliny. Oddech rowerzysty jest przyspieszony i pochłanianie szkodliwych wyziewów jest wzmożone. Chociaż niektórzy dowodzą, że tak nie jest, to oceniam to zjawisko z autopsji (w mieście).

Na chandrę

Lekarstwem na smutek jest ruch. Receptą na siłę – działanie.
Elbert Hubbard

Bywa, że czuję się zdołowany, bo ktoś mnie zawiódł, bo coś się nie udało, bo źle się czuję itd., itd.
To może być stres a nawet chandra.
Sporo napisano na temat jak sobie z tym radzić (np. dobre krótkie rady na http://lepszezdrowie.info/12sposobow.htm), więc nie będę pisał elaboratu.

Dodam tylko 2 obserwacje.

Nastroje są zmienne. Tak jak ból (oprócz ciężkich chorób, ale i te można zwalczać likwidując stres) nie trwa wiecznie, tak i nastrój może nagle się zmienić, zwłaszcza jeśli temu pomożemy. Czasem jednak nawet nie wiem jak się to dzieje – nic nie robiąc, po paru godzinach odkrywam, że smutek lub zmartwienie mijają same.

Wykorzystuję więc psychologiczną „kotwicę” – „to minie, jak już bywało”.

Po drugie i niejako strategicznie: pozytywne/optymistyczne myślenie i postawa.
Chociażbyś oceniał to jako naiwny slogan. Oczywiście, to nie załatwia wszystkiego, ale pomaga.
Bo martwienie się w niczym nie pomaga i drenuje nasze siły. Mówiąc językiem duchowym (wg J. i E. Hicks) – bezsilność i depresja mają najniższą wibrację ze wszystkich emocji.

Czasami wystarczy spojrzeć na daną sprawę „z góry”, nabrać dystansu, wyluzować…

Bo martwienie się w niczym nie pomaga i drenuje nasze siły. Mówiąc językiem duchowym (wg J. i E. Hicks) – bezsilność i depresja mają najniższą wibrację ze wszystkich emocji.

Innowacje

Nie ma nic bardziej nieużytecznego od efektywnego wykonywania tego,
co w ogóle nie powinno być robione.
Peter F. Drucker

Motto przewrotne, ale dotąd wydawało mi się, że u nas tylko gada się o innowacjach, zamiast je wdrażać. Jednak chyba coś się zmienia…
Bodajże nigdy tutaj nie odnosiłem się do swego życia zawodowo-inżynierskiego – uważam, że to nie jest odpowiednie miejsce,  a ponadto to temat dość hermetyczny i stosunkowo mało interesujący dla większości.

Dziś zrobię nieduże odstępstwo ponieważ zajmę się innowacjami inżynierskimi, które mają cechę ogólniejszą – pokazują kreatywność i wykraczanie poza schematy, czyli dotykają tematu jaki dość często pojawiał się w serwisie http://www.L-earn.net [już nieczynnym].

Impulsem było uczestnictwo w konferencji „E-narzędzia i technologie generatywne – szybka ścieżka innowacji” jaka była zorganizowana niedawno przez Agencję Rozwoju Przemysłu w Warszawie.

Było bardzo ciekawie i mógłbym napisać długi o tym raport, ale z wymienionych wyżej względów rzucę tylko parę haseł.

Sporo słyszy się w ujęciu popularnym o nanotechnologiach, o nowych materiałach jak np. grafen.
Natomiast ostatnio mniej dokładnie śledziłem postępy technologii produkcyjnych, zwłaszcza mechanicznych, jako że dość dawno przeszedłem na inne pola zainteresowań. Dlatego sporym zaskoczeniem było dla mnie jak duży postęp nastąpił w projektowaniu i wytwarzaniu prototypów urządzeń. Obecnie wyzwaniem jest znaczne przyspieszenie całego procesu. Oczywiście klasyczne programy CAD już dawno w tym pomagają, ale nastąpiła znaczna integracja z procesem produkcji.
Mówi się teraz o Rapid Prototyping (RP), Rapid Tooling (RT) i Rapid Manufacturing
Pozwalają one także zmniejszyć koszty i poprawić jakość produktu.
Stało się możliwe tworzenie bardzo złożonych konstrukcji dzięki różnym technikom warstwowym (przyrostowym).
Wyobraź sobie na przykład skrzynię biegów. I że  możesz ją prześwietlić tomografem przemysłowym plasterek po plasterku uzyskując plan skomplikowanego zamkniętego urządzenia („odwrotna inżynieria”).
A teraz możliwy jest proces odwrotny w sensie fizycznym – tworzy się całą skrzynię biegów w jednym procesie i w jednym nierozbieralnym kawałku – nakładając i scalając plasterek po  plasterku materiału [ później przyjęło się określenie druk 3D ].
Oczywiście uprościłem, ale pokazuję jak dalece różni się to od rozciągniętego w czasie procesu tworzenia osobno kilkudziesięciu części i ich montażu.
Obróbka skrawaniem, nawet odlewanie staje się coraz mniej stosowaną technologią. (RM), w których to pojęciach mieści się wiele tzw. technologii generatywnych.

Dużą rolę odgrywają tutaj nowe materiały i inżynieria materiałowa – dobry przykład innowacji.

Nowe możliwości, które zawdzięczamy zwłaszcza komputerom, nie są jeszcze w pełni wykorzystane ponieważ potrzebne jest oderwanie się od ugruntowanych schematów projektowania a nawet myślenia – innowacje mają też wymiar ludzki. Innym aspektem jest coraz większe dostosowanie „design thinking” do rzeczywistych potrzeb ludzi i sprzężenie zwrotne w procesach projektowo-produkcyjnych z odbiorcą/klientem.

Koresponduje to z drugim głównym tematem konferencji – Oszczędnego Wytwarzania (Lean Manufacturing – od głośniej książki „Lean Thinking” J. P. Womacka).
Chociaż optymalizacja procesu organizacji produkcji (i nie tylko) to stary temat, to wciąż następuje postęp, który ma źródło np. właśnie w rewizji utartych schematów.
Sercem koncepcji jest eliminowanie czynności marnotrawnych (w wielu aspektach), takich które nie dodają wartości. Spektakularnym przykładem jest stwierdzone badaniami zjawisko zalegania materiałów (od zakupu do wyjścia z fabryki), gdzie okazało się że udział czasu gdy materiał jest jakkolwiek używany w produkcji to często poniżej 1%.

Skojarzone pojęcia to timing i logistyka operacji, strumień wartości, przepływy ciągłe (sztukowe), system ssący (interakcja z odbiorcą), japoński kaizen …

Kolejnym tematem było wzornictwo przemysłowe, które obficie korzysta z e-narzędzi i jest coraz bardziej innowacyjne  oraz wymusza innowacje technologiczne.

Powyższe dziedziny mogą być dobrą inspiracją dla młodzieży, która myśli o wyborze kierunku studiów wyższych – coraz większe szanse na pracę mają inżynierowie (co już widać w trendzie zainteresowań).

Dość szeroko omawiana była ogólna sytuacja innowacyjności w Polsce. Jest ona wciąż zła i dlatego tego rodzaju konferencje i powiązane inicjatywy są ważne.
Jest to pochodna naszego 5 od końca w Europie miejsca pod względem PKB. Wśród 1,7 miliona podmiotów gospodarczych prawie 95% to firmy mikro, a 4,2% to firmy małe, które finansują się głównie same. Niski jest udział nakładów na B+R. Liczba patentów na milion mieszkańców w Polsce wynosi poniżej 4 gdy średnia w Unii – prawie 112! Nie posiadamy sformalizowanej polityki licencyjnej.
Istniejące placówki B+R mają jeszcze mały kontakt z przedsiębiorcami.

Zapowiedziano akcje ARP w kierunku poprawy tej sytuacji oraz szereg imprez popularyzujących i wdrażających innowacje jak np.:

  • 7 Międzynarodowa Konferencja INŻYNIERIA PRODUKCJI 201, INNOWACJE I TECHNOLOGIE PRZYSZŁOŚCI 30.06-1.07.2011 Wrocław
  • XI Międzynarodowa Konferencja Lean Management, Wrocław 14-16 czerwca 2011.

Więcej szczegółów można uzyskać z ARP SA  http://www.arp.com.pl

A w ogóle – oceniając rozwój technologiczny na świecie – jest on może mniej zauważalny z dnia na dzień, ale jednak wielki gdy porównujemy go dziesięcioleciami.
Mam nadzieję, że – gdy nie utracimy równowagi między człowiekiem a techniką, przyczyni się to ogólnego rozwoju. Co nas czeka?

Najlepsze lekarstwa

Co nas leczy?

Poniższe zabrzmi  może żartobliwie, ale to pozór.

Nie tyle konkretne leki czy terapie – przynajmniej na pierwszym etapie…

Najlepsze lekarstwa to Miłość, Wiedza i Pieniądze.

 

Jak powiedział Paracelsus:

Powracamy do zdrowia głównie dzięki miłości.

 

Miłość jest najpotężniejszą siłą we Wszechświecie (tak uważam, ale nie tylko ja).
Wiele chorób, dramatów, zbrodni, bierze się z braku miłości, z niezaspokojenia tej podstawowej potrzeby.
Myślę, że nie muszę rozwijać tego tematu, bo trudno się z tym nie zgodzić.
Miłość powinna obejmować i nas samych, przekładając się na dbanie o siebie, na profilaktykę.
Miłość buduje naszą pewność siebie, wewnętrzną siłę i odporność na stres, ponieważ wiemy ile jesteśmy warci.

 

Wiedza pozwala nam często nie wpuścić się w ślepe uliczki farmacji i błądzącej

medycyny, ale i w puste obietnice szarlatanów lub marketerów, daje nam podstawy zdrowego trybu życia, pozwala zadbać o profilaktykę.

Chroni nas przed zagrożeniami, bo wiemy co jest szkodliwe lub jak się ratować.

 

Pieniądze zaś otwierają multum możliwości w zakresie zdrowia – wartościowe suplementy (bywają drogie), zdrowe odżywianie, terapie naturalne i specjalistyczne, sanatoria, SPA, ucieczka od stresu, odpoczynek, urządzenia do uzdatniania wody, magnetostymulacji, itd. itd.

 

Zauważmy że ta „trójca” pomoże nam nie tylko w zachowaniu zdrowia ale bodajże na każdym polu naszego życia  🙂

 

Na koniec przemycę parę swoich sugestii, gdzie szukać owych ‚lekarstw’.

 

Miłości – w sobie i w obcowaniu z ludźmi. Tymi którzy myślą pozytywnie i emanują życzliwością. By być kochanym – kochaj. By pokazać swoje pozytywne uczucia – pomagaj innym. Np. poprzez Nasze serca (nowa stroniczka na facebooku).
Prosta zasada: dajesz – odbierasz zwielokrotnione.

 

Wiedzy – teraz to bardzo ułatwione dzięki Internetowi. Zapraszam np. na https://www.facebook.com/KursyInternetowe/ 

a w zakresie samego zdrowia na www.LepszeZdrowie.info

 

Pieniędzy – też ułatwione dzięki sieci – możesz w niej zarabiać/dorabiać.
Zapraszam na jeszcze dopiero tworzoną stroniczkę www.InteligencjaFinansowa.i-dlaCiebie.pl – będą tam pojawiać się odpowiednie wskazówki. Bardziej konkretnie – np. https://www.facebook.com/eBiznes24x365/ i  strony o różnych MLM i programach partnerskich.

 

Zamieszania wokół geoinżynierii ciąg dalszy

Serce miej otwarte dla wszystkich,
zaufaj niewielu.

William Shakespeare

chemtrails

We Wrocławiu w dn. 30 stycznia 2011 odbyło się pierwsza polska konferencja nt. chemtrails(ów) czyli chemicznych smug na niebie.
Nagrania z tej imprezy można było znaleźć na http://niezaleznatelewizja.pl/

Także miesięcznik „Czwarty wymiar” nr 4/2011 opublikował reportaż („Chemtrails – dlaczego zabieracie nam niebo„) krótko podsumowujący wystąpienia prelegentów.

O ile z tych informacji wynika, że bezsprzecznie zjawisko takie ma miejsce i to globalnie (osobiście też jestem o tym przekonany, bo wciąż robię zdjęcia zjawiska, niektóre publikowane np. na facebooku), to jego cel i mocodawcy stanowią nadal tajemnicę. Prelegenci podali wiele możliwych scenariuszy, co daje nam szerszą wiedzę, ale pozostawia problem otwarty.

W „Polityce” nr 47 z 2010 pojawił się artykuł „Leczenie klimatu aspiryną
( http://www.polityka.pl/nauka/ekologia/1510470,1,ryzykowna-geoinzynieria.read ) pośrednio sugerujący, że powstają projekty i  próby schładzania Ziemi przez rozpylanie różnych substancji w atmosferze.

Podzielam niepokój niektórych naukowców i autora, że jest to igranie z puszką Pandory, zwłaszcza gdy czytam, że tą substancją może być np. siarka.
To kojarzy się od razu z kwaśnymi deszczami, ale siarka w aerozolu to zapewne nic korzystnego dla ekosystemów. Przyjmijmy, że część naukowców ma dobre intencje i dostateczną wiedzę, aby rzeczywiście ochronić Ziemię przed jakąś dramatyczną zmianą klimatu. Skoro tak, to dlaczego nie informuje się o tym społeczeństwa?
Przypuszczam, że po pierwsze, nic nie jest pewne, w tym wpływ CO2 na zmianę klimatu, a nawet że intencje wcale nie muszą być tak szczytne. Jedną z obserwacji, które przeczą wpływowi CO2 na ocieplenie  klimatu Ziemi, jest odnotowywane ocieplenie … Marsa, co sugeruje wpływ Słońca.

To zamieszanie powiększa ciekawa informacja, jaka ukazała się w nr 3/2011  „Nieznanego Świata” w artykule „Potrzebujemy więcej dwutlenku węgla!„.
Czytamy m.in. o tym, że już w 1960 roku CIA zajmowała się wpływem CO2 na ludzką świadomość i wg niedawno ujawnionych dokumentów ustalono, że większa zawartość dwutlenku węgla w powietrzu wpływa na podniesienie … ludzkiej świadomości, a także pozwala redukować stres, napięcie i lęki. Ludzie wolni od strachu, z przebudzoną świadomością, są o wiele trudniejszymi obiektami manipulacji. A może to właśnie komuś się nie podoba? I stąd cała awantura zamaskowana pod szyldem ekologii?
Ta właściwość CO2 jest kontrowersyjna, ale koresponduje z zaskakującą informacją  z różnych źródeł (np.  I. Nieumywakin „Woda utleniona dla zdrowia„), że to nie nadmiar, ale pewien niedosyt dwutlenku węgla powoduje złe dotlenienie organizmu (na poziomie komórkowym). A to niedotlenienie jest powodem większości chorób i naszej złej kondycji…
Pisałem już o tym wszystkim i do tematu będę jeszcze powracał. Ponieważ nie ufam w ciemno …

Lapidarnie o mądrości vs. inteligencja

herbert

W pierwotnym zamierzeniu miałem tutaj dawać lapidarne codzienne notki.
Jednak rozwój platform mikroblogowych zmienił sytuację – takie notki wrzucamy na twittera, blipa czy facebooka.
Stąd rzadsze bywanie tutaj i trochę dłuższe formy.

Ale do tytułowej rzeczy i właśnie krótko.

To banalne przypomnienie. Błyskotliwość i inteligencja to narzędzia, które nie oznaczają mądrości.  Podobnie sława czy ‚autorytet’, bo bywają fasadowe. Nie brakuje i nie brakowało inteligentnych satrapów lub przestępców bez morale. Nie jest mądry, kto nie wie, że złe uczynki obrócą się w końcu przeciw niemu lub celom, jakie realizuje. Dowodem to, jak kończyli. Powyższe może mieć kontekst polityczny, ale przecież nie tylko….

Jak poprawić zdrowie za darmo

JeDZ ostrożnie. Z plakatu konkursowego.

Dziś zacytuję artykuł mojego znajomego – Krzysztofa Abramka, któremu wiele zawdzięczam jeśli chodzi o zdrowie.

Jak poprawić zdrowie za darmo, czyli 20 zasad jedzenia poprawiających zdrowie. Zebrane i usystematyzowane zalecenia lekarzy medycyny naturalnej i holistycznej, oparte na wiedzy i doświadczeniu.

Zastosuj poniższe zasady, a z pewnością nie tylko unikniesz problemów gastrycznych, lecz także w miarę stałego ich zachowywania możesz liczyć na istotne zmniejszenie zatruwania swojego organizmu, a więc lepsze funkcjonowanie nie tylko przewodu pokarmowego, lecz także całego organizmu.
Jelita nie bez powodu są nazywana „drugim mózgiem”, w szczególności
odpowiadając za system immunologiczny (odpornościowy).

1) Węglowodany spożywamy jako pierwsze, następnie warzywa, a następnie białka (np. ziemniaki, surówka, kotlet).

Węglowodany to głównie: chleb, bułki, ryż, makaron, kasze, ziemniaki i wszystko co jest głównie z mąki. Trawią się one 1-3 godzin.

Warzywa trawią się ok. 2 godzin, natomiast surowe do 4 godzin. Ze względu na stan jelit nie wszyscy mogą jadać surowe warzywa.

Białka to głównie: mięso, ryby, soja, fasola, orzechy, sery, jajka, owoce morza

2) Nie spożywaj jednocześnie jedzenia tłustego i o smaku kwaśnym.

Zupełnie inne enzymy zajmują się rozkładem tłuszczy, a całkiem inne PH ma substancja kwaśna i w układzie trawiennym jedne drugim wchodzą w paradę, przez co pokarm przechodzi dalej źle strawiony, powodując rozliczne problemy.

3) Staraj się nie jeść owoców na deser, ani żadnych łakoci, szczególnie zawierających cukier. Najlepszy deser to … spacer.

4) Nie należy łączyć w jednym posiłku mięsa i nabiału, a więc przykładowo kotletów (burgerów) i sera, czy kiełbasy z jajkiem.

Różne  enzymy zajmują się trawieniem różnych białek.

5) Jeśli po posiłku zawierającym mięso i węglowodany wysokoskrobiowe (typu: ryż, kasza, ziemniaki) czujesz się najedzony /-a/ przez długi okres czasu, to staraj się jeść najpierw węglowodany, co najmniej 15 min. wcześniej niż mięso.

6) Nie popijaj posiłków! Z tym jest wręcz tragicznie, szczególnie u dzieci. Popijanie powoduje „płukankę” enzymów – nie mogą one dobrze strawić, gdyż zostaną w znacznym stopniu spłukane w głąb układu pokarmowego. Ponadto, znajdujący się w żołądku kwas solny zostanie rozcieńczony, przez co drobnoustroje trafiające tam z jedzeniem nie będą w wystarczającym stopniu zabite.

Popijanie pozwala na szybsze jedzenie, czyli przełykanie większych kęsów, często dokonywane przez jedzących w pośpiechu, co jest kolejną przyczyną złego funkcjonowania układu pokarmowego.

Należy pić nie później niż 30 minut przed jedzeniem i nie wcześniej niż 2 godziny po jedzeniu (dzieci 1,5 godz).

7) Po ciepłym posiłku nigdy nie pij zimnych płynów. Jest to szczególnie ważne w przypadku gdy spożywane były tłuszcze.

8) Nie objadaj się – staraj się wstawać od stołu nieco wcześniej niż zwykle. Nie znaczy  to, że masz się głodzić.

9) Staraj się spożywać warzywa gotowane, a szczególnie blanszowane (obgotowywane krótko, przez ok. 3-5 minut). Te surowe powinny stanowić około połowy wszystkich spożywanych warzyw. Te surowe należy dokładnie przeżuwać.

10) Nie pojadaj między posiłkami. To min. niepotrzebne drażnienie trzustki  koniecznością uwalniania insuliny.

11) Nie łącz owoców z mlekiem i jego przetworami.

12) Odmawiaj jedzenia posiłków które ci nie służą, źle się po nich czujesz.

13) Staraj się jeść jak najwięcej ciepłych posiłków – a w szczególności takie powinno być śniadanie.

14) Staraj się nie spożywać owoców południowych, szczególnie zimą, gdyż wychładzają organizm.

15) Używaj przypraw, dobierając je w zależności od potrzeby i rodzaju twojego posiłku.

16) Nie można ustalić diety na raz na całe życie. Żaden sposób odżywiania nie jest pozbawiony wad.

17) Odstaw wszelkie produkty, które mogą być modyfikowane genetycznie, są homogenizowane (podwyższają poziom zabójczej homocysteiny), typu UHT, utwardzone tłuszcze (min. margaryny) i mleko w proszku.

18) Trzymaj się z daleka od potraw przygotowywanych w kuchenkach mikrofalowych. Jest ono modyfikowane falami na poziomie komórkowym.

19) Zminimalizuj, a wręcz kategorycznie unikaj węglowodanów prostych, o wysokim indeksie glikemicznym.

20) Nie jedz jeśli nie jesteś głodny/-a, oraz po godzinie 19-20, 2-3 godziny przed snem.

Znam wiele przypadków poprawy samopoczucia, zdrowia, czy też chudnięcia, poprawy sylwetki tylko w wyniku zastosowania zasad, o których mowa powyżej. Często przynosi to o wiele lepsze efekty zdrowotne, niż stosowanie jakichś preparatów.

Natomiast w połączeniu z selektywną suplementacją, czyli dostosowaną do indywidualnych potrzeb organizmu, potrafi zdziałać zadziwiająco dużo w nawet w przypadku chronicznych chorób, czy też uznawanych za nieuleczalne, bądź takie, w których ponoć można tylko hamować ich postęp.

Strona autora http://www.PostawNaZdrowie.pl

Krzysztof jest autorem paru książek o tematyce zdrowotnej,
np.: Witaminy, minerały i suplementyZdrowy sukces – przez żołądek do sukcesu. …

Postęp

Jeśli działalibyśmy z założeniem, że to co uznano za prawdę, jest
rzeczywiście zawsze prawdą, to mielibyśmy małe szanse na postęp.
Orville Wright

Taśma dziurkowana

Na temat postępu wypowiadano się wiele razy, w szczególności podkreślając, że jest on złudny, zwłaszcza w sferze humanistycznej – człowiek prawie się nie zmienia, a jeśli – to nawet na gorsze.
Coś w tym jest, zwłaszcza gdy zważy się upadek wartości i kulturę masową, ale dziś podzielę się refleksją na temat postępu technicznego.
Tutaj też zdania są podzielone, a ja dodam (to oczywiście nie jest oryginalna myśl), że tendencyjnie postęp w pewnych dziedzinach wstrzymuje się i ukrywa.
Ma to miejsce w takich dziedzinach jak: energetyka (wolna i alternatywna energia, patrz też drobne przyczynki na mojej starej stroniczce http://BezSamochodu.pl.tl ), metody leczenia zagrażające monopolom farmaceutycznym i oficjalnej medycynie (moje przyczynki na http://LepszeZdrowie.info, ale także mnóstwo innych informacji w sieci), antropologia i historia (np. „Zakazana archeologia”, itp.), CETI , dużo wynalazków, itd. itd.
W Polsce cenię sobie działalność np. Janusza Zagórskiego (http://januszzagorski.pl, http://www.niezaleznatelewizja.pl), który od lat ujawnia te sprawy na swych stronach i na licznych konferencjach.

Szeroki temat, ale teraz skupię się jeszcze na czymś innym – postępie w zakresie informatyki i sprzętu komputerowego.
Jestem naocznym świadkiem całej tej Rewolucji. Piszę z dużej litery, bo jest to rzecz faktycznie zdumiewająca.
Pamiętam dobrze swe początki, gdy uczyłem się komputerów na PW, począwszy od rodzimej Odry 1024, a potem, gdy jakiś czas  pracowałem w ośrodku obliczeniowym pewnego instytutu – od roku 1974. Komputery wielkości dużych szaf, w specjalnie przygotowanych klimatyzowanych pomieszczeniach. Pamięci wewnętrzne rzędu 64 kilobajtów, zewnętrzne na dalekopisowych taśmach papierowych. Z rozbawieniem wspominam, jak korygowało się błędy w programach – zalepiając dziurki w taśmie lub robiąc jakimś szpikulcem nowe.
Potem mechaniczna perforacja kart – duży postęp 🙂
Potem pierwsze dyski twarde i prymitywne duże dyskietki – pamięć, o ile pamiętam 128kb (?)
Pierwsze komputery osobiste, jak Atari, Commodore, ZX Spectrum – przywożone zza granicy jako rewelacje.
Historia obecnego pojęcia PC, to zaledwie niecałe 30 lat, a Internetu – ok. 20.
Byłem czynnym świadkiem i uczestnikiem wszystkich tych przemian.
Dziś mam zaawansowany smartfon mieszczący się w małej kieszonce, 1GHz zegara, parogigowa pamięć, dostęp do Internetu z każdego miejsca, TV i radio internetowe z nieograniczoną ofertą, GPS, setki tysięcy aplikacji na każdy temat, w tym wszystkie aplikacje biurowe, ebooki i archiwa osobiste, nie mówiąc o podstawowej funkcji – łączności telefonicznej z całym światem. Realizacja mojej starej wizji – urządzenia „wszystko w jednym”, ale nawet lepsza niż śmiałe marzenia.
Tutaj chcę wyrazić uznanie dla firmy Psion, której komputerek kieszonkowy Series 3a miałem już bodajże w 1993 – zawierał w sobie sporo z tych aplikacji – nawet wbudowany odpowiednik MS Office.
Oczywiście ta rewolucja ma szerszy aspekt niż same komputery. Zjawisko Internetu, masowego dostępu do informacji i jej tworzenia ma konsekwencje, których jeszcze nie ogarniamy.
Jak pisałem przed paru laty w artykule „Nieśmiertelność” : „…nigdy w dziejach nie stało się tak, że jakieś pokolenie jako całość zostało utrwalone tak szczegółowo w pamięci społecznej, czy jakkolwiek inaczej…”,  to jest w pamięciach komputerów, blogach, w kolekcjach zdjęć na nośnikach cyfrowych, w zdigitalizowanej prasie, w Internecie – zapewniając naszemu pokoleniu i tym po nas rodzaj … nieśmiertelności.
Dla młodzieży nie ma w tym nic szokującego – otrzymuje  to gotowe, podobnie jak dzisiejsze dzieci kolejną zabawkę.
Tutaj postęp jest namacalny, a podobno nadal trwa wykładniczo. Czego się doczekam?
Dla mnie ma to zwłaszcza walor narzędzia efektywności. W świetle tego postępu, nawet artykuły o technicznych środkach jej wspomagania, jakie pisałem nie więcej jak 6 lat temu (na L-earn.net), to dziś archiwalia…