Bogactwo prostoty

                        Największe pomysły cechuje prostota.
– William Golding

w-prostocie-tkwi-piekno-madrosc-i-sila-prostota

Bogactwo prostoty – ta fraza powraca w moich myślach coraz częściej.

Sama w sobie zawiera bogactwo innych myśli i przykładów. Dzisiaj chcę wskazać zaledwie fragment owego bogactwa.

Zanim do tego – zwracam uwagę na frazę odwróconą „prostota bogactwa”.

Chociaż bogactwo można osiągnąć na bardzo wiele sposobów, to wiele z nich jest całkiem prostych. Np. „wystarczy” bardzo chcieć i pracować nad tym.

Chcieć i pracować to proste pojęcia, ale na tym przykładzie widać, że prostota to nie zawsze łatwość. Nawet konsekwentnie i bardzo chcieć, to nie takie łatwe…

Inna myśl z tej dziedziny to „dawaj, a będzie ci dane” lub podobna „daj ludziom, czego potrzebują, a zapłacą ci godziwie i staniesz się bogaty”. Też proste, ale też niekoniecznie łatwe.

Można takie stwierdzenia uważać za truizm i zbytnie uproszczenie, w duchu znanego powiedzenia Alberta Einsteina „Wyjaśnienia powinny być tak proste jak jest to możliwe, ale nie prostsze”, więc oczywiście trzeba uważać …

Jest tu podobieństwo do innego powiedzenia – „małe jest piękne”.

Dzisiejszy wątek to zdrowie.

W artykuliku na stronie http://lepszezdrowie.info/news11.10.htm  podałem parę przykładów
hipotez, ale i praktyk, które wskazują,  jak osiągnąć zdrowie w sposób prosty, bezpośredni.

W zasadzie większość z nich bazuje na PROSTYM twierdzeniu, że organizm potrafi wyleczyć się sam, trzeba tylko mu w tym pomóc, a przede wszystkim nie szkodzić.

Do wspomnianej tam listy środków dodam wachlarz technik, głównie mentalnych,  wymienionych w ostatnio przeczytanej książce „Natychmiastowe uzdrawianie” autorstwa Serge Kahili Kinga. To podsumowanie kilkudziesięciu lat podróży, badań i praktyki autora w uzdrawianiu, z położeniem nacisku na elementy medycyny (?) ludowej, szamanizm i nauki huny.
Proste, zaskakujące, a skuteczne metody.

Przypomniała mi się też prosta polska metoda samoleczenia BSM (biostymulacji mózgu)  www.samoleczeniebsm.pl, którą może stosować każdy. Nie trzeba w nią wierzyć ani mieć specjalnych właściwości. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie i jak trzymać dłonie na głowie… Chyba, że to zbyt proste i … nieprawdziwe.

Powrócę tutaj jeszcze do mego tutejszego wpisu „Co jest najważniejsze w życiu?” z 14 stycznia 2011, gdzie wspomniałem o tak prostych czynnikach zdrowia jak oddychanie i dotlenienie komórkowe poprzez wolny tlen.

Zadziwia, jak taka prosta i tania substancja jak woda utleniona czyli H2O2 (odpowiednio stosowana!) może być skuteczna na multum dolegliwości. Przypominając książkę  Iwana P. Nieumywakina  „Woda utleniona na straży zdrowia” (ostatnie polskie wydanie wydawnictwa Hartigrama, 2008) wskażę jeszcze na inną polską pozycję wspomnianą przeze mnie w
artykule „Uwaga woda!” –  http://lepszezdrowie.info/uwaga_woda.htm

Chodzi o „Aktywny tlen w praktyce. Skuteczne kuracje”  Romana Nowaka dostępną w formie e-booka z ciekawej witryny  www.vibronika.eu .

We wspomnianym artykule o wodzie wykazuje się, jak kapitalne znaczenie ma dla naszego życia i zdrowia właśnie woda. To kolejny przykład prostego środka. A sama woda? Prosta cząsteczka, a kryje w sobie tyle odmian-struktur, tyle tajemnic…

Nie przesądzając, w jakim stopniu wszystkie ww. metody są skuteczne, mamy obraz tego, że dla wielu takie były i są, nawet gdy środki konwencjonalne zawiodły. W  „najgorszym” przypadku – jeśli któryś jest po prostu placebo, to czy nie jest to proste rozwiązanie? Do tego tańsze i budujące poczucie siły przez poleganie na sobie…

Nasze czasy to wejście w erę cywilizacji informacji – z jednej strony jej zalew i szum, z drugiej niebywałe środki do pozyskiwania i przekazywania informacji.

Dzięki Internetowi poznałem wielu mądrych i odważnych ludzi. Co prawda, i przed Internetem miałem tę możliwość dzięki np. książkom i artykułom, ale była to przeważnie relacja jednokierunkowa. Odwagą i mądrością jest samodzielne, nie dogmatyczne myślenie, opozycja wobec monopolom władzy i „jedynej słusznej prawdy”, opozycja polityczna w imię wartości, wskazywanie na zagrożenia dla naszego życia i zdrowia, nawet z narażaniem się potentatom władzy i biznesu .
Jednym z przejawów takiej postawy jest działalność paru ostatnio poznanych osób, które wytrwale i z zaangażowaniem wskazują na konieczność wzięcia zdrowia w swoje ręce, pokazują jak można to zrobić  dość prostymi środkami a nie ulegać monopolowi farmacji i biznesowi medycznemu.
Nie będę wymieniał nazwisk, ale chcę Im tutaj podziękować za wiedzę i pomoc.

Mówiąc o prostocie nie chcę być źle zrozumiany,  jak to powiedział Hermann Hesse (w „Wilk stepowy”):

Jesteś dla tego prostego, wygodnego dzisiejszego świata, zadowalającego się byle czym, za bardzo wymagający i za głodny – on cię wypluwa, masz dla niego o jeden wymiar za dużo.

 

Oportunizm

Pochlebcy przypominają przyjaciół, tak jak wilki przypominają psy.
G. Chapman

Wydawałoby się, że nie trzeba tłumaczyć czym jest oportunizm, bo chyba każdy wie o co chodzi, ew. można zajrzeć do słowników. Jednak, obserwując ludzi, dochodzę do wniosku, że nie zdają sobie czasem sprawy, że są oportunistami.

Dla ułatwienia przytoczę więc urywki z różnych  definicji i interpretacji (unikając naukowego slangu):
Oportunizm – …postawa polegająca na postępowaniu adekwatnym do zaistniałej sytuacji, warunków (często politycznych lub społecznych), mające na celu uzyskanie własnej korzyści. Wiąże się to z brakiem niezmiennych zasad, wg których postępowałoby się w życiu.
…Postawa życiowa, która charakteryzuje się rezygnacją z zasad moralnych lub przekonań ideowych dla osiągnięcia doraźnych korzyści w życiu; wybieranie zawsze tego, co jest w danej sytuacji bezpieczne i korzystne; wygodnictwo życiowe.

Oportunista … osoba bez zasad, naginająca się do panujących okoliczności dla własnego zysku.
Oportunistą nazywamy kogoś kto w sytuacji, która może przynieść mu pożytek nie waha się skorzystać z nadarzającej się okazji nawet gdy sprzeciwia się to jego zasadom lub też normom przyjętym w grupie.

Mówiąc wprost, to ktoś, kto przedkłada swoją korzyść nad korzyść ogółu czy nawet kogoś  bliskiego, przejaw egoizmu.

Oportunizm może przybrać formę komformizmu, który w uproszczeniu polega na uleganiu wpływom, podporządkowaniu się wartościom, poglądom, zasadom i normom postępowania obowiązującym w danej grupie społecznej.
(Motywy konformizmu opisane są np. na http://pl.wikipedia.org/wiki/Konformizm  – co nie jest jednak tematem tej refleksji).

Zarówno oportunista jak i konformista to jednostka, która ma większą, a nawet trwałą skłonność poddawania się autorytetom, sterowana na ogół z zewnątrz, w przeciwieństwie do „wewnątrzsterownych” nonkonformistów nie poddających się w łatwy sposób wpływom autorytetów.
Konformista i oportunista powoduje się na ogół reakcją na warunki. Nie jest proaktywny wg koncepcji S. Coveya, to jest nie stwarza sam sprzyjających okoliczności. Staje się zatem zależny, podatny na sterowanie (manipulację).
Sądzę, że jest to jeden z wyróżników postawy lewicowej (bez osobistych konotacji!), która uzależnia los jednostki od warunków zewnętrznych i obwinia za wszystko głównie „innych” a nie siebie, bardziej wymaga niż daje, ogląda się na władzę i nie potrafi wziąć indywidualnej odpowiedzialności za swe życie.

Wchodzę tu na pole polityki, ponieważ oportunizm w tej sferze najwięcej nas kosztuje i wymaga szczególnej uwagi.
Nadeszły cięższe czasy, gdy trzeba się wyraźniej opowiedzieć w obronie wartości lub przeciw szkodliwym społecznie zjawiskom. I chociaż przez lata ten blog nie służył polityce, nie mogę teraz nie wyrazić swej dezaprobaty wobec szkodliwej polityki uprawianej zwłaszcza przez oPOrtunistów.
Typowy jest tutaj brak strategii (chyba że tą strategią jest sam oportunizm), planów długofalowych, działania korelowane tylko z utrwalaniem władzy i łataniem bieżących dziur, podtrzymywaniem bieżącej popularności, utrwalanie konformizmu. Brak dbania o długofalowy interes narodowy, konformistyczna uległość wobec silniejszych i wcale nie przyjaznych państw.

Dzieją się też niepokojące zjawiska globalne, z których osobiście najbardziej niepokoją mnie zakusy w stylu NWO, których władza jakby nie dostrzega i przed którymi nie ostrzega – być może kierując się konformizmem a nawet oportunizmem.
Niektóre zagrożenia trudniej jest dostrzec konformiście, bo ma on zbytnie zaufanie do władzy, ufa ślepo autorytetom, jest wygodny w swej nieświadomości.
To na ogół prowadzi do psucia władzy – im bardziej ufamy władzy/autorytetom, tym bardziej jest zadufana i zaspakaja się doraźną popularnością i pozwala sobie na coraz większe manipulacje.
Odkrywanie tego, bycie non-konformistą, nie jest łatwe, bo wymaga niezależnego myślenia, wytrwałego bycia sobą, często drogi pod prąd, mocnego „kręgosłupa”, wreszcie – odwagi w sytuacji coraz bardziej opresyjnego systemu.
Daleko mi jeszcze do odwagi niezależnych wydawców czy działaczy głośno krytykujących publicznie złe poczynania władz, ale staram się kontestować wiele negatywnych zjawisk – tutaj lub na FB, czy w artykułach na swych stronach, np. o medycynie i farmacji.


Od polityki chcę jednak przejść do aspektu oportunizmu, który jest zdradliwy w wymiarze osobistym.
Niewątpliwie oportunizm nie kształtuje charakteru, daje też zły przykład w procesie wychowania młodzieży. Posunięty do postawy wobec własnej rodziny wpływa na nią destrukcyjnie.
W języku angielskim oportunizm  może być (i często jest) kojarzony ze słowem opportunity, czyli okazja.
W tym sensie oportunistą jest ten, kto szuka okazji. Droga życiowa wielu ludzi, zwłaszcza niektórych przedsiębiorców, jest nieustannym łapaniem się różnych okazji. Oczywiście nie jest   rozsądne nie wykorzystać dobrej okazji w biznesie, zwłaszcza w sferze swej dziedziny. Jednak nie powinno to być zasadą tworzenia biznesu, ponieważ chaotyczne działania nie prowadzą ani do wypracowania swojej marki, ani do pogłębiania specjalizacji, ani tworzenia relacji z klientami. Jest to wyraz braku strategii rozwoju swojego biznesu albo nawet braku strategii życiowej.
Istnieje uzasadniona teza, że aby osiągnąć coś więcej niż inni – powinniśmy wyjść poza strefę swojego komfortu, dać coś więcej. A komfort to domena oportunizmu.
Rzucanie się na kolejne okazje odwodzi od autentycznego i konsekwentnego zaangażowania, a często wprowadza w bardzo wyczerpujący i kosztowny proces ciągłego próbowania wszystkiego po kolei (z myślą: to dopiero okazja!) i nie kończenia żadnej rzeczy.
Przyznam, że sam miałem taki okres, który wprowadził mnie w stan totalnego „klinczu”, zagubienia i braku wyników.
Prawdopodobnie wielu czytelników chcących rozwinąć jakiś ebiznes przechodziło lub przechodzi przez zjawisko codziennie nowych „najlepszych” ofert, czy to z MLM czy z programów partnerskich, czy „systemów biznesowych”.
Od pewnego czasu dałem sobie z tym spokój – owszem, przyglądam się trendom, pozostaję w tym, co już się jakoś sprawdziło, ale nie daję się pod wpływem impulsu złapać na kolejne uwikłanie.
Takie decyzje powinny być strategiczne, układać się w ramy planu życiowego, ponieważ dobrze będziemy działać tylko tam, gdzie jest nasze serce.


Pośpiech a zdrowie

Tak więc gdy inni nieszczęśnicy oddają się nienasyconej
pogoni
za ambicjami i krótką chwilą władzy,
ja wyciągam się w cieniu i śpiewam.

Fray Luis de Leon, ok. 1527-91

pośpiech
(Shutterstock)

Badania pokazują jak zgubny dla naszego zdrowia jest stres, często pochodzący z pośpiechu, codziennej gonitwy i frustracji z powodu iż czegoś nie zrobiliśmy
albo że będziemy sankcjonowani za to, że zrobiliśmy to źle.

W odniesieniu do zdrowia bezpośredni skutek może wynikać i z tego,  że przez pośpiech zaniedbaliśmy prawidłowej diety, wskazań co do przyjmowania leków, nie robimy gimnastyki itd.

Kiedyś obiecałem sobie przestrzegać pewnego zdrowego „reżimu” porannego, w
którym po przebudzeniu piję szklankę wody (ew. z pewnymi dodatkami
leczniczymi), biorę lekarstwo „przed jedzeniem”, odczekuję do pół godziny, robię gimnastykę i dopiero jem śniadanie – bez popijania i zgodnie z zaleceniem – z wolnym, dokładnym przeżuwaniem. Potem mycie zębów, płukanie nosa  itd.

Niby proste, ale trudne przez to, że często brakowało na to czasu, bo już trzeba było wyjść do pracy, albo pojawiły się ekstra okoliczności. Podobnie, w czasie dnia inne „procedury zdrowotne” rozbijały się o barierę ograniczonego czasu.

Dlatego też (ale nie tylko dlatego!) tak bardzo chwalę sobie obecną sytuację, gdy
jestem już (prawie) niezależny i mogę sobie układać dzień po swojemu. Tym bardziej, że stać mnie na większe porcje odpoczynku, rekreacji i sportu.

Dzięki większej ilości czasu mogę też lepiej i dokładniej zapoznawać się z odkryciami w zakresie zdrowia i samouzdrawiania i próbuje to wdrażać we własnym życiu.

Więcej na ten temat pisałem, a zwłaszcza będę pisał na http://www.LepszeZdrowie.info .

Temat zdrowia jest osadzony w szerszym kontekście, który wymaga bliższego zaznajomienia się z celowymi działaniami przeciwko zdrowiu, z manipulacjami
społecznymi i politycznymi, z NWO, z próbami ograniczania wolności itp., co też wymaga więcej czasu na głębsze lektury, wyszukiwanie informacji i nawiązywania kontaktów. Zmuszanie do pośpiechu jest rodzajem zniewolenia, w którym człowiek coraz bardziej oddala się od siebie i innych i wpada w maszynerię systemu.

Myślę, że zwolnienie tempa, „powrót do natury”, która się nie spieszy, ma kapitalne znaczenie i dla naszego zdrowia i dla naszej efektywności – tu odwołam się do mojego już bardzo dawnego tekstu „Szybko-wolno” .

Warto nad tym wszystkim … pomedytować, a to wymaga też czasu i spokoju 🙂

PERSPEKTYWA

Człowiek wyzbyty lęku obejmuje wzrokiem rozległe horyzonty.
Napoleon Hill

słonce, niebo

Nad całą Wielką Wyspą wznosiła się Wielka Góra położona na jej środku. Jej groźny szczyt niknął często w chmurach, czasem dymił pozostałością wulkanu, straszył iskrami.

Wokół Góry rozciągały się promieniście wielkie, głębokie doliny ciągnące się aż do morza. W dolinach tych żyli ludzie w odizolowanych skałami i wodą królestwach.

Tubylcy, jeśli patrzyli w niebo, to nie z myślą o tym, by kiedyś dostać się na szczyt Góry, ale dla słońca, które łaskawie wyzierało zza chmur i grzało ich przyjemnie.

Pewnie dlatego w królestwie Wygodolandu mieszkańcy oddawali cześć bogu słońca Solariusowi – była to obowiązująca jedyna religia.

Pędzili wygodne życie – o ile nie sprzeciwiali się zarządzeniom Władzy i Kościoła. Jednym z nich był zakaz wdrapywania się na Górę, który zresztą wydawał się oczywisty.

Czasami znalazł się jakiś dziwak, który zapuszczał się w kierunku szczytu albo łódką wzdłuż wybrzeża. Potem opowiadał bliskim jakieś bzdury, jakoby za doliną istniało inne królestwo i jakoby ludzie tam żyli inaczej.

Król nie lubił takich śmiałków, bo to podburzało lud, a może i groziło władzy.

Jednego, który stał się dość głośny, kazał schwytać i doprowadzić przed tron.

– Powiadasz, człecze, że po mojej prawej ręce jest daleki kraj, gdzie żyją inaczej? To znaczy, jak?

– Jest tam rada starszych, która wybiera najmądrzejszego spośród siebie i ten rządzi przez rok, a potem podobnie wybierany jest nowy król.

– Łżesz, bo to nie jest możliwe. Nikt nie jest mądrzejszy od króla! I to byłoby wbrew woli Solariusa.

– Panie, oni czczą Promiennego.

– A któż to taki?
– Ich bóg słońca.

– Niemożliwe, bo bóg słońca to Solarius! I jak niby go czczą?

– W soboty odprawiają uroczyste nabożeństwa nad brzegiem morza.

– Sam widzisz, że to barbarzyńska herezja – nabożeństwa odprawia się w niedzielę i w świątyniach.

– Na pewno masz rację Panie, bo to ich słońce jest jakieś dziwne – u nas wschodzi na styku lądu z morzem, a u nich nad morzem.

– Sam widzisz, że to fałszywy bóg. I nie zapuszczaj się nigdy poza Wygodolandię, bo każę cię zamknąć w wieży do końca twych dni.

Rozmowie tej i podobnym przysłuchiwał się syn starego króla. Nabierał podziwu dla odwagi tych, którzy wypływali w morze lub wdrapywali się w kierunku złowrogiego szczytu.

Gdy król umarł, jego następca poczuł przypływ wolności, chciał też pokazać swoją odwagę i postanowił urządzić wyprawę ku szczytowi Góry. Tego nikt przedtem nie dokonał i wyczyn taki mógł przynieść mu laur pierwszeństwa.

Przełamywanie zakorzenionego w Królestwie i na dworze wygodnictwa nie było łatwe – droga była ciężka i żmudna. Ambicja i ciekawość młodego króla pchały go jednak naprzód.
Nieoczekiwaną nagrodą były coraz wspanialsze widoki – w serce króla wdzierało się nieznane mu dotąd podniosłe uczucie, piękno, jakie się objawiało, przyprawiało go o dreszcz.

Gdy wszedł wyżej, nagle spoza doliny królestwa wyłoniła się w całej okazałości kolejna dolina i ukazała nieznane miasta i wioski, całkiem podobne do tych, które znał.

Król wspomniał opowieści podróżników i w duchu musiał przyznać im rację – istnieją inne królestwa!

Weszli wyżej i oto ukazały się kolejne. Zobaczył, że w niektórych majaczyły świątynie podobne do tych  z jego królestwa.

Po trudach dotarł na sam szczyt Góry. Wspaniałe uczucie pokonania trudu, strachu przed grozą Góry oraz wyzwolenia z zakazu wstępu na nią król odczytał  jako boskie i pasujące go na jego urząd.

Stąd rozciągała się PERSPEKTYWA na wszystkie strony Wyspy. Doliny oddzielające królestwa nikły gdzieś poniżej, szczyt był dla nich wspólny. Słońce w zenicie oświetlało wszystkich tak samo.
Ku zaskoczeniu na szczycie znajdowała się jakaś świątynia, w której obcy ludzie odprawiali nabożeństwo na cześć słońca – mimo, że to był czwartek, a nie niedziela!

Zadumał się król i wzniósł oczy ku niebu. Tak wspaniałego, śmiejącego się promieniami słońca, nigdy nie widział. Promienie przeszywały jego całe jestestwo miłym ciepłem, ba – miłością.

Spuszczając zawstydzony wzrok, spojrzał na horyzont i spostrzegł tam wiele innych wysp,  których istnieniu nigdy nie wierzył.

I nie było innego Słońca nad nimi.

 

 

Prawicowość – co to jest?

Gdy idziesz cały czas w lewo – wrócisz z prawej strony (i odwrotnie?)
L. Korolkiewicz

ustroje

Nie zapuszczając  się na szerokie wody teoretyczne politologii (nie czuję się kompetentny) próbuję na własne potrzeby zdefiniować sobie część obszernego zagadnienia ustrojów, tj.  „prawicowość”, jako że ku niej się skłaniam. Dotąd polityką mało się interesowałem, więc temat muszę sobie „przepracować” – pierwsza przymiarka.

Z popularnych wyróżników prawicowości wymienia się (przytaczam z paru źródeł prawicowych w wytłuszczonych punktach, czasem z moim komentarzem – nawiasy [ … ]):

  • Postulaty minimalizacji ingerencji państwa w różne dziedziny życia; w szczególności sprzeciw wobec rozbudowanej polityki socjalnej państwa, optowanie za prywatną służba zdrowia, szeroka prywatyzacja [niektóre sfery i sektory nie powinny być prywatyzowane, jak zasoby naturalne, lasy państwowe, oczywiście wojsko, część służby zdrowia itd.]
  • Większy udział szkolnictwa prywatnego
  • Nienaruszalność własności prywatnej  
  • Gospodarka wolnorynkowa, zasady kapitalizmu,  sprzeciw wobec prób sztucznej regulacji rynku
    [ale pamiętajmy, że w przeszłości panowało nieco inne przekonanie, to feudalizm był prawicowy, a wolny rynek lewicowy,  pierwotna prawica, była przeciwna kapitalizmowi.  Społeczeństwo nie sprowadza się jednak do rynku, a także trzeba też pamiętać o różnych wynaturzeniach kapitalizmu.
    Ważniejsze są zasady niż planowanie gospodarcze, które sprowadza się często do łamania zasad.
    Wolność gospodarcza wynika z wolności  osobistej ale i z efektywniejszych mechanizmów.
    Chociaż działamy w społeczeństwie – jestem za poczuciem odpowiedzialności za swój los, za przedsiębiorczością.
    Ze Stanisława Michalkiewicza:
    Żeby określić prawicowość czy lewicowość najważniejsza jest odpowiedź na jedno proste pytanie: Czy partia uważa, że podział dochodu narodowego pod przymusem i za pośrednictwem państwa jest słuszny i sprawiedliwy?”  ]
  • Ograniczenie biurokracji i uproszczenie systemu administracji państwowej, systemu podatkowego
  • Mniejsze podatki
  • Sprzeciw wobec liberalizmu społecznego i obyczajowego
    [chociaż nie do końca wiem co się kryje pod pojęciem „liberalizmu społecznego”]
  • Niechęć do poprawności politycznej
    [To mi się podoba. Zdaję sobie sprawę, że łatwo tu się ześlizgnąć w anarchizm…np. w ujęciu antyglobalistycznym, chociaż globalizację uważam za niebezpieczną].
  • Przywiązanie do tradycji i konserwatyzm
    [z pewnymi zastrzeżeniami, więc parę podpunktów:
    (ważne jest też uwzględnianie – konserwatyzm w stosunku do czego).

    • Konserwatyzm przedkłada poczucie bezpieczeństwa i ładu ponad niezależność – poprzez silną władzę. [to by się przydało na ten czas i tu w Polsce].
    • Wielu konserwatystów stoi na stanowisku, że społeczeństwu, nawet w imię doskonalenia instytucji i ludzi, nie wolno narzucać żadnych rozwiązań zasadniczo zmieniających istniejące struktury i zasady współżycia (ewolucja społeczeństwa zamiast rewolucji)
      [mam wątpliwość, przydało by się oczyszczenie stajni Augiasza w polityce i moralności]
    • Konserwatyzm szanuje tradycję.
      [Jestem za i boleję, że wiele wartości, szlachetnych wzorców i postaw  się zatraca.
      Z tego co czytam: „nie zawsze jednak oznacza to poparcie związku instytucjonalnego struktur państwowych z kościelnymi (czasem jest to zdecydowany sprzeciw)… Nie każdy konserwatysta musi być wierzący w sensie religijnym. Wystarczy, jeśli będzie przekonany do podstawowych wartości konserwatywnych, które są zakorzenione w religii i tradycji.”
      [Ale, tradycje mogą być dobre i złe lub przynajmniej niekorzystne albo kontrowersyjne. To oczywiste, więc nie muszę chyba przytaczać przykładów.
      W przypadku tradycji dobrych służy to różnorodności, bogactwu dziedzictwa i przenosi mądrość zbiorową.  Przysłowia są taką mądrością, ale… przyznajmy, nie wszystkie są trafne lub nie wszystkie przystają do współczesności. … W przypadku starych tradycji słyszy się argument (tylko psychologicznie słuszny): „Całe życie tak robiłem, więc dlaczego miałbym to zmieniać…”, lub „Tak robimy od pokoleń”.
      Także nie każda przeszłość i tradycja musi być chlubna. Gdy złe tradycje kładzie się na szali dumy i tożsamości lokalnej, narodowej lub państwowej, to w ten sposób jeszcze mocniej się je podtrzymuje.
      Natomiast mam bardzo duże wątpliwości w stosunku do konserwatywnego poglądu, że człowiek jest immanentnie zły – taki sąd (spotykany i po prawicy i po lewicy, czyli nie tylko na podstawie religijnej) może być wywołany tzw. psychiatryczną deklaracją schizoidalną a także historycznie był celowo nadużywany do panowania nad ludźmi.
      (Są ludzie dobrzy i źli, chociaż w indywidualnych przypadkach taki osąd wymaga ostrożności).
      Pamiętajmy że świat się zmienia, że technologie i edukacja mają wpływ na obyczaje, mieszanie kultur, na swobody, że obecny dostęp do informacji już nie pozwoli na ukrywanie przez dłuższy czas pewnych faktów lub rządzenie w dawnym autorytarnym stylu. Oczywiście, istnieje większa możliwość manipulacji w mediach, ale ludzie mają też i większą możliwość poznawania spraw z autopsji. ]
  • Sprzeciw wobec demokracji
    [trudny temat, bo z jednej strony demokracja=racja większości, co jest bzdurą, z drugiej strony „nie wymyślono nic lepszego”  – w naszych warunkach dopuszczenie jakiejś demokracji przedstawicielskiej? Monarchia ma sporo zalet, ale to nierealne (?) ]
  • Negatywny stosunek do  aborcji, eutanazji i małżeństw homoseksualnych. 
    Poszanowanie życia
    [jw., chociaż co do poszanowania życia to poglądy konserwatywne nie wydają mi się dość spójne, bo obok wymienionego pryncypium przechodzą dość gładko nad historią krwawych kolonizacji, krucjat, wojen agresywnych, nie poszanowaniem żołnierzy jako mięsa armatniego – pod swymi sztandarami , wreszcie kary śmierci (nie rozwijam)].
  • Poszanowanie osób słabych i bezbronnych (nienarodzonych dzieci, schorowanych starców), zasada pomocniczości
  • Obrona suwerenności państwa 
  • Eurosceptycyzm 
  • Antykomunizm 
  • Prawica opowiada się za prawdziwą i pełną wolnością jednostki
    [czytałem wypowiedź, że jest to jedyne właściwe kryterium oceny prawicowości.
    Osobiście uważam, że wolność to bodajże podstawowa wartość. Skoro tak, to w tradycjach prawicowych jest dla mnie za wiele zapędów do ograniczania wolności.
    Z Lecha Stępniewskiego:
    „…w nieustającym sporze między zasadą wolności a zasadą równości trzeba trzymać zawsze stronę wolności, natomiast o równości mówić dopiero wtedy, gdy wolność nie jest zagrożona. Wolność bowiem to filar i podpora prawdy”.
    Dziwne wydaje się zwłaszcza doktrynalne samoograniczanie się w swojej wolności w stylu: nie będę czytał tego a tego autora, tej a tej gazety, bo to wrogie organy. Stąd może brać  się zapatrzenie w siebie i przekonanie o swojej nieomylności. Rozumiem  jednak wybory z powodu gustu i oszczędności czasu].
  • Prawicowość współczesna postuluje równość ludzi wobec prawa
    [Trzeba pogodzić tezę, że  wszyscy ludzie są równi (jako bracia w Bogu, wobec prawa) z akceptacją, że wszyscy ludzie są też różni (np. zdolności, kultura, wiedza, pochodzenie, zasługi,…) – stąd w różnej relacji do społeczeństwa. Stąd pogląd hierarchicznie zorganizowanego społeczeństwa].

— koniec cytowanych wyróżników  —

W wielu tych określeniach nie znajduję jednak rzeczy zasadniczej

Prymat ducha czyli światopogląd niematerialistyczny, oparcie się na uniwersalnych czy naturalnych wartościach.

Stąd wolna wola związana z osobistą odpowiedzialnością – branie spraw w swoje ręce, a nie oglądanie się na to, kto coś nam da.

Z powyższego oraz z praktycznego oglądu rzeczywistości wynika, że obecne schematyczne dzielenie lewica/prawica wg partii jest złudne.
Trzeba raczej brać pod uwagę stosunek danej parii lub polityka do pojedynczych zagadnień.

Należy też uwzględnić należne miejsce różnym poglądom i ugrupowaniom pośrednim.

Głos wołających na puszczy

Historia ludzkich poglądów jest rzadko czymś więcej niż historią ludzkich błędów.
Wolter

prasa

Nie zajmowałem się tu dotąd polityką, co nie oznacza że nie mam poglądów.
Polityka, a zwłaszcza teraz w Polsce, mocno antagonizuje ludzi.
Podziały przebiegają nawet w rodzinach i wśród przyjaciół.
Staram się nie dolewać oliwy do ognia, ale porusza mnie coraz bardziej bezrozum w połączeniu  z negatywnymi emocjami, jakie spotykam w dyskusjach w telewizji, w Internecie oraz w prasie.

W l-earn.net myśleniu poświeciłem kiedyś cały dział, bo ten temat – nieumiejętności myślenia – zawsze mnie „bolał”.
W szczególności łatwość z jaką ludzie dają się manipulować, zwłaszcza politykom i ich zapleczu medialnemu. Faktem jest, że stosuje się coraz doskonalsze środki – PR, NLP, coraz bardziej cenzuruje się krytykę. Zauważyłem, że nawet krytycy kabaretowi jakby zamilkli (czyżby ich zastraszono?). W tej chwili gros mediów należy do rządzących.

Co do NLP, to widząc potrzebę większej jego popularyzacji – może uda mi się dać mały przyczynek edukacyjny poprzez niedawno uruchomioną stroniczkę www.NLP.i-dlaCiebie.pl .

Mamy – Polacy indywidualnie – jakieś wyjątkowe skłonności by mieć rację, nawet „po trupach”.
Ludzie często nie mogą pojąć, że prawda może być po trosze po obu stronach barykady i że trzeba się wznieść wyżej, ponad swoje uprzedzenia by to dostrzec i dojść do jakiejś syntezy.

Jak powiedział kiedyś Niels Bohr (fizyk, noblista):
„Przeciwieństwem poprawnego stwierdzenia jest stwierdzenie fałszywe.
Ale przeciwieństwem głębokiej prawdy może być także inna głęboka prawda”.

Od razu przejdę do wyrazistego i często przytaczanego przykładu.
W szerokich kręgach znienawidzona jest gazeta „Nasz Dziennik„.
W dużej mierze jest to spowodowane silnym powiązaniem z Kościołem, z jego nurtem toruńskim.
Nie jestem klerykałem ani dewotem, więc mogę zrozumieć uprzedzenia zarówno ateistów, lewicy jak i innych środowisk, także niektórych katolickich.
Gazeta ta jest w dużej mierze nasycona treściami religijnymi – bo ma taki charakter i odbiorców, którzy tego potrzebują.
Ale wypowiada się też na tematy polityczne, co już wielu denerwuje.
Broni wartości, które trudno oddzielić od polskiej tradycji i Kościoła – patriotyzm, rodzina, moralność.

Tak się składa, że nie mamy za wiele prasy codziennej, która o tym traktuje, więc wypełnia ważną lukę.
W tym sensie – jest wołaniem na obecnej puszczy zdominowanej przez media, coraz mniej polskie…

Na opinię o ND nakłada się działalność Radia Maryja (dla jednych nieodzowny aspekt, dla innych kamień w bucie).
Innych denerwuje ojciec Rydzyk, co dodatkowo zakłóca im spojrzenie na gazetę bez uprzedzeń. Jest kontrowersyjny, ale osobiście cenię go za odwagę, np. w jego walce o … polską niezależność energetyczną i ekologię (m.in. sprawa złóż geotermalnych – postawa władz jest w tej kwestii skandaliczna), jako że ekologia leży mi na sercu, co widać też po tutejszych blogowych tagach. Ale to już zupełnie inny temat.

Każda sprawa powinna być naświetlana nie tylko z jednego (np. POprawnego) punktu widzenia i chwała za to, że jest ktoś, kto rzuca to inne światło. Tym bardziej, że często to inne spojrzenie nacechowane jest autentyczną troską o polskie dobro, o nasze bezpieczeństwo i suwerenność. Pożyteczny pluralizm.

Zauważmy (ale trzeba do tego woli poczytania), że „Nasz Dziennik” umieszcza nie tyle artykuły stałych redaktorów (jak w tych czasopismach, gdzie etatowi dziennikarze realizują linię redakcji), ale wypowiedzi ludzi z zewnątrz. Z każdym numerem nowi autorzy, można powiedzieć – szerokie oddolne „pospolite ruszenie”.
Wypowiedzi inteligencji, przeważnie pracowników naukowych, w tym wielu profesorów, niezależnych dziennikarzy, pisarzy, działaczy samorządowych i przedsiębiorców, itd.
Oceniam (subiektywnie i uśredniając) – mądrzy ludzie. Piszą z wizją, troską, trzeźwo.
Mam sporą satysfakcję widząc, jak te wypowiedzi na ogół odbiegają od popularnego bełkotu i płycizny w popularnych mediach.
Nie śledziłem dawniej tego czasopisma, jakby ulegając opinii, że to tuba o. Rydzyka, itp.
Ale – co tutaj proponuję – trzeba chcieć i umieć sprawdzić osobiście.
Można kupić od czasu do czasu  ND, ale i to nie jest konieczne, ponieważ bodajże wszystkie artykuły są dostępne codziennie on-line na www.naszdziennik.pl, w tym numery archiwalne. Więc żadna fatyga.
I znów – z odpowiednim wyważonym nastawieniem – niech radykalne opinie o katastrofie smoleńskiej, bo to temat najbardziej ostatnio popularny – znów nie przesłonią obrazu.
Zresztą, osobiście to mi nie przeszkadza, raczej odwrotnie – coraz więcej poszlak i opinii ze wszystkich stron pokazuje, że POprawne spojrzenie na sprawę wcale nie jest takie poprawne…
Poza tym, jak daję temu wyraz na www.LepszeZdrowie.info, spiskowanie w polityce, gospodarce i nauce wcale nie jest rzadkie.

„Nasz Dziennik” to był przykład. W weekendowej prasówce mam przed sobą także „Gazetę Wyborczą” i „Polskę”, za jakiś czas inne tytuły. W każdym z nich znajduję coś ciekawego, ale nigdzie nie przeczytam tego, co znajdę w ND. Oprócz paru niezależnych miejsc w Internecie – całe szczęście, że istnieją i że mamy prawo wyboru.
Proszę więc oponentów – zechciejcie z niego korzystać. Dopiero wtedy – bywa – otwierają się oczy.
Ale może ja też wołam na puszczy?

Śmierdząca sprawa

Psy patrzą na nas z szacunkiem, koty z pogardą, a świnie jak na równych sobie.
Winston Churchill

kupa wstydu

Śmierdzących spraw mamy teraz wiele, ale dziś krótko o bardzo przyziemnej – dosłownie i w przenośni.

Pada i pada, ale wyszedłem rano po gazety. Z balkonu powietrze wydawało się rześkie i przyjemne – przy okazji przewietrzę się.

Wychodzę na ulicę i … jestem uderzony falą smrodu.

Śnieg stopniał i odsłonił całe masy wszelkiego śmiecia ale zwłaszcza – co krok – psie odchody. To one, po odmrożeniu, tak śmierdzą.

Odsłania się więc i kultura naszego społeczeństwa.
Owszem – są na ulicy specjalne kosze na psie ekstrementy, ale nie widziałem aby ktoś z nich korzystał. Raczej widuję, że są zapchane czymkolwiek.

Od razu przypomina mi się prawie codzienne doświadczenie. Wchodzę do windy i czuję smród. Psi. Utrzymuje się dość długo.

Czasem widzę sąsiadów w windzie ze swymi pupilami. Te, utytłane „po pachy” po chwili wprowadzane są na pańskie salony.

Nawet nie próbuję sobie wyobrazić czystości takiego domu, zapachów w nim – oszczędzam sobie takich „przyjemności”.
Także ściany domu wokół – obsikane.
Inne niedogodności to na przykład ranne lub nocne pobudki za sprawą psów. Prawie codziennie już między piątą a szóstą rano szczekanie dwóch psów na różnych piętrach stawiające dom na nogi – domagają się wyjścia za potrzebą. Podobnie czasem po północy. Z okna słychać nawoływania właścicieli oraz dalsze szczekania…

Kiedyś chyba napiszę dłuższy pamflet na temat miejskich psiarzy, bo ma on wiele ciekawych aspektów. Od współczucia dla właścicieli i dla samych psów, po kulturowe zjawiska w tej specyficznej grupie społecznej…

Co jest najważniejsze w życiu?

ważne alarmy

Co jest najważniejsze w życiu?
………………………………………………………………

Oddychanie!
Już widzę rozczarowanie Czytelnika, który spodziewał się jakiejś „głębszej prawdy filozoficznej”…

Daj mi chwilę, a dojdziemy i do tego.

Prawdą jest, że nic nam po filozofii, jeśli po prostu nie będziemy żyć.
By żyć, musimy się odżywiać, ale bez jedzenia człowiek może przetrwać i powyżej 30 dni.
Potrzebujemy pić, ale można bez wody przetrwać do 7 dni.
Natomiast bez powietrza nie przeżyjemy nawet 5 minut.

Potrzebujemy tlenu dla procesów energetycznych ciała, ale oddychanie jest też odpowiedzialne w 70-80% za wydalanie produktów przemiany materii, w tym toksyn.
W ostatnich dziesięcioleciach dużo się mówiło o sposobach oddychania i jego jakości. Napisano mnóstwo książek i artykułów.

[uwaga: ex post dodałem ważna aktualizację – patrz na końcu]

Dla mnie bodajże pierwsze zetknięcie z tematem to były lektury Leonarda Orra z lat 70/80, gdy zainteresowałem się rebirthingiem.
W miarę zapoznawania się z tematem, zaczęła mnie zastanawiać duża liczba technik, z których każda mieniła się tą najlepszą, chociaż każda była inna. Dawałem wiarę raczej tym starożytnym, ponieważ świadoma praca z oddechem była przez tysiąclecia częścią jogi, tai-chi oraz innych duchowych szkół na Wschodzie.
Ale i tu istnieje duża różnorodność – wystarczy zapoznać się z kolejnymi naukami różnych wschodnich guru, jacy na przestrzeni 100 lat przenosili swe przesłania na Zachód. Powstają też różne kompilacje, z których jedną z ostatnich jest system Eiriu-Eolashttp://eiriu-eolas.org/about/ .
Obecnie w terapiach stosuje się też tzw. Integrację Oddechem. Technikę tę opracowała Australijka, nauczycielka jogi Nemi Nath.
Tematom tym poświęciłem kiedyś na L-earn.net (potem – po deaktywacji tego serwisu na LepszeZdrowie) parę artykułów:

Świadome oddychanie wg Leonarda Orra

Po co ci ta cała Integracja Oddechem?

Co dała mi Integracja Oddechem?

Różnorodność bierze się i stąd, że są oddechy oczyszczające, uspakajające (relaksujące), wyciszające, a także pobudzające i energetyzujące. Ważne jest, by wykorzystywać bardziej oddech brzuszny, nazywany przeponowym. Jest on najbardziej naturalny i zbliżony do sposobu, w jaki oddychaliśmy jako dzieci. Ma na celu wykorzystanie całych płuc, zwłaszcza ich dolnych płatów, które z wiekiem, gdy nasze ciało robi się coraz bardziej spięte, są powoli wyłączane.
Nie jest jednak teraz moim zamiarem rozwijanie tematu oddechu w tej „linii” i dlatego zakończę wątek podaniem przykładowych polskich lektur wprowadzających:

  • Ewa Foley – Świadome oddychanie (kaseta z seminarium)
  • Colin P. Sisson – Niezwykła moc świadomego oddychania (książka)
  • Leonard Orr – Świadomy oddech.

Chciałbym teraz zwrócić uwagę na naukowe podstawy ważkości oddychania a właściwie na jego mniej znane właściwości.
Kierując się swym poszukiwaniem źródeł chorób i prostym zasadom ich profilaktyki (patrz http://lepszezdrowie.info/news11.10.htm ) chcę zakomunikować, że natrafiłem na nowe … rewelacje.
Tematem tym zajmę się kiedyś na www.LepszeZdrowie.info  – gdy zbiorę więcej materiału i własnych doświadczeń, ponieważ mam jeszcze mieszane uczucia – temat jest kontrowersyjny.

Otóż, prawdopodobnie jedną z podstawowych przyczyn chorób jest niedotlenienie komórkowe.

Temat ten został poruszony szerzej bodajże najpierw przez Amerykanina W. Douglasa w książce „Uzdrawiające właściwości nadtlenku wodoru” a nieco później przez Iwana P. Nieumywakina w jego książce „Woda utleniona na straży zdrowia” (polskie wydanie wydawnictwa Hartigrama, 2008).
Jak widać z tytułów, chodzi o zastosowania wewnętrzne H2O2.
W USA ostatnio to zastosowanie jest „reklamowane” (w cudzysłowie, bo chodzi nie o reklamę leku w stylu koncernów farmaceutycznych, ale o raczej misyjne propagowanie alternatywnych tanich metod dostępnych dla każdego) na stronie http://www.oneminutecure.com/   i w książce autorstwa Madison Cavanaugh o tymże tytule.
Autorka posuwa się do twierdzenia, że odpowiednio dawkowana wewnętrznie woda utleniona jest panaceum na niemal wszystkie choroby.

Ponieważ jednak w Polsce dostępna jest raczej tylko książka Nieumywakina, to parę słów o niej.
Książka zawiera dużo informacji o tym, jak w praktyce stosować nadtlenek wodoru, zawiera relacje o odczuciach pacjentów i wyniki kuracji. Wyjaśnia również rolę H2O2, którego produkcja (odbywająca się w organizmie z udziałem wyspecjalizowanych komórek układu odpornościowego) jest jednym z mechanizmów usuwania patogennej mikroflory – grzybów, bakterii i wirusów.
Przystępnie, lecz zarazem fachowo wyjaśniono w niej związane z gospodarką tlenową mechanizmy fizjologiczne organizmu, wysoce negatywne skutki niedotlenienia tkanek, a także destrukcyjną rolę wolnych rodników.
Autor podaje również mnóstwo informacji o roli wody (już tej normalnej) w organizmie, o roli soli kuchennej (uważa jej niewielkie dawki za niezbędne dla organizmu).

Iwan Pawłowicz Nieumywakin zajmuje się tematem leczenia i uzdrawiania ludzi od ponad 40 lat. To osoba znana w Rosji zarówno dyplomowanym lekarzom, jak i ludziom zajmującym się medycyną naturalną. Jest doktorem nauk medycznych, profesorem, członkiem Rosyjskiej Akademii Nauk Przyrodniczych, autorem ponad 200 prac naukowych. Mimo znakomitego wykształcenia zyskał sobie przydomek „Głównego Uzdrowiciela Ludowego Rosji”.
Przez ok. 30 lat związany był z rosyjskim projektem „Kosmicznego Szpitala” – metod udzielania pomocy medycznej kosmonautom i zdalnego monitorowania ich funkcji życiowych w trudnych warunkach przestrzeni okołoziemskiej.

Skoro H2O2 ma takie rewelacyjne właściwości, to dlaczego jego zastosowanie wewnętrzne jest tak mało znane?
Cóż, wszystko co proste, tanie i na czym nie da się zarobić jest śmiertelnym zagrożeniem przemysłu farmaceutycznego i medycyny będącej coraz bardziej na jej pasku (subsydiowanie). Alopatyczna medycyna specjalizacji koncentruje się na szybkim eliminowaniu OBJAWÓW i tak rozumianym „leczeniu”, a nie na WYLECZENIU – poprzez sięganiu do źródeł chorób. Straciłaby bowiem rację bytu… Stąd zatajanie, zwalczanie, pomawianie o szarlatanerię, gdy temat H2O2 jest podnoszony.
Jednak, wg One Minute Cure, mimo wszystko:

„…over 6,100 articles in European scientific literature have attested to the effectiveness of this simple therapy
in not only killing diseased cells but also simultaneously revitalizing and rejuvenating healthy cells, thereby creating vibrant energy and well-being…

this safe, inexpensive and powerful healing modality has been administered by an estimated 15,000 European doctors, naturopaths and homeopaths to more than 10 million patients in the past 70 years to successfully treat practically every known disease”.

Nawet jeśli tezy o cudownych własnościach H2O2 są przesadzone, to ciekawe i cenne mogą być uwagi Nieumywakina o samym oddychaniu, a w szczególności jego zalecenie o tzw. fizjologicznym, naturalnym oddychaniu.
Jak by nie było, zagadnienia oddychania są jego główną specjalizacja zawodow
ą.
Otóż – wbrew obiegowym opiniom – zbyt głębokie i intensywne oddychanie wywołuje odwrotny skutek, powodując zmniejszenie zaopatrzenie organizmu w tlen, ponieważ zakłócona zostaje równowaga w składzie mieszanki tlenu z dwutlenkiem węgla, który to drugi gaz służy udrażnianiu tlenowi dostępu do komórek (w uproszczeniu). Stąd wskazane jest owo naturalne i wolniejsze oddychanie, z akcentem na dłuższy wydech i nawet umiarkowane zatrzymywanie oddechu.

Dość rewelacyjne – nie komentuję dalej, zanim nie poznam tematu głębiej i go nie wypraktykuję. Coś w tym jest – gdy np. biegnę, oddycham intensywniej – to właśnie wtedy mnie „zatyka”. Ale to może niewłaściwy przykład…

Na koniec wracam do metaforycznej strony oddychania. Zdrowie, któremu ma służyć dobre oddychanie i ww. terapie, to wielka wartość.
Gdy mówimy „weź oddech”, to mamy na myśli aspekt odpoczynku, spojrzenia szerzej na sprawy, uspokojenia umysłu, wolność. Czyż to też nie jest ważne?

Szczególnie oddech jako synonim swobody i wolności, to olbrzymia wartość, bodajże największa.
Gdy gonimy za bogactwem, to dla samego bogactwa?
Nie – to tylko środek do … wolności różnego rodzaju.
Nawet zdrowie to element wolności – od trosk i bólu złej kondycji, a ku powabom życia, ku jego wydłużeniu.
Wolność to samorealizacja.
W pewnym sensie kółko się zamyka – miejmy wolność w wyborze metod leczenia, wychodźmy poza zniewalające schematy i dyktaty.

—-

Dopisek.
Później poznałem nowsze prace, w szczególności Konstantina Butejko, który udowodnił, że sposobem na zdrowie i uzdrawianie z wielu chorób, a także na dłuższe życie, wcale nie jest oddychanie głębokie a takie, które zachowuje więcej dwutlenku węgla we krwi.
Dokładniej o tym:

Oddychanie wg Butejki

Oddychanie a zdrowie

Wiedza – potrzebna na każdym kroku

Po pierwsze nie szkodzić.
Hipokrates

karmnik-ptaki

Wielu z nas poruszonych ciężkim losem ptaków, które w tak trudnych warunkach zimy muszą szukać pożywienia, zaczyna dokarmiać je na własną rękę, czy to w ogrodzie, czy na balkonie czy też w parku. Jednak nie każdy z nas jest chyba w pełni świadomy faktu, iż takie dokarmianie niewłaściwie prowadzone może stanowić wręcz zagrożenie dla życia tych małych i jakże wrażliwych organizmów.


Dlatego zanim zabierzemy się za tak godne uznania uczynki powinniśmy zapoznać się z podstawowymi zasadami dokarmiania ptaków, które ochronią je przed komplikacjami zdrowotnymi, a nawet śmiercią.


Ważne jest by przestrzegać tych zasad podczas całego cyklu karmienia, regularnie i z odpowiednią do warunków otoczenia częstotliwością.
Jeżeli czujemy, że nie potrafimy sprostać tym wymaganiom – nie podejmujmy się tego wyzwania. OCHRONIMY TYM SAMYM PTAKI przed takimi konsekwencjami nieodpowiedzialnego karmienia jak choroby układu pokarmowego tj. kwasica i biegunka w przypadku zbyt dużej ilości pieczywa w pokarmie, osłabienie odporności wskutek niedoborów składników pokarmowych w mało zróżnicowanej diecie, pasożyty i inne choroby poprzez spożywanie karmy zabrudzonej odchodami innych ptaków, a także śmierci w przypadku dostarczenia im solonego pokarmu lub zwyczajnie w przypadku zaprzestania ich dokarmiania.

 

6 NAJWAŻNIEJSZYCH ZASAD – czyli o tym, czym powinniśmy się kierować przy zakładaniu i prowadzeniu ptasiej stołówki:

 

1.      Sezonowość – Nie dokarmiajmy przez cały rok. Rozpocznijmy dokarmianie, gdy warunki pogodowe takie jak niskie temperatury, pokrywa śnieżna, marznący deszcz mogą stanowić poważne utrudnienie w odnalezieniu przez nie pokarmu (w zależności od roku to może być październik lub listopad), a zakończmy na wiosnę (tj. w marcu, na początku kwietnia). W cieplejszych okresach zimy dokarmianie powinno być mniej intensywne niż podczas mrozu.

 

2.      Systematyczność – Ptaki przyzwyczajają się do miejsca zdobywania pożywienia, dlatego tak ważne jest ich regularne dokarmianie w całym niesprzyjającym pogodowo okresie. Jeżeli zaprzestamy nagle dokarmiania, umrą czekając na pożywienie w miejscu, które kojarzy im się z łatwo dostępną bazą pokarmową.

 

3.      Różnorodność – Bogate, wieloskładnikowe menu pozwoli wybrać ptakom najodpowiedniejszą dla potrzeb ich organizmu karmę, zwiększając tym ich odporność. Pamiętajmy, by nie podawać ptakom pokarmów solonych ani nie stosować pieczywa jako karmy podstawowej!

 

4.      Higiena – Dbajmy o higienę pokarmu jak i miejsca jego spożywania. Zarówno woda jak i karma powinny być świeże. Regularnie oczyszczajmy karmniki z resztek pokarmu oraz odchodów. Mogą stanowić one źródło wielorakiego rodzaju chorób zakaźnych.

 

5.      Ochrona przed wilgocią – Konstrukcja karmnika powinna zapobiegać zawilgoceniu karmy, która łatwo ulega zamarzaniu w sprzyjających okolicznościach, stanowiąc zagrożenie dla przełyków ptaków, jak również mocno wyziębiając ich organizm.
W przypadku niczym nie zabezpieczonych karmników, jak wiszące siatki należy wieszać je w miejscu osłoniętym np. na ganku, pod okapem itp.

 

6.      Ochrona przed drapieżnikami – Wybierając miejsce lokalizacji, sytuujmy je w miejscu pozostającym poza zasięgiem kotów i innych drapieżników.

 

ODPOWIEDNIE MENU – czyli jak skomponować menu by przyciągnąć do siebie grupę potencjalnych klientów.

– nasiona oleiste np. słonecznika (dla sikor, wróbli, gilów, zięb)

– nie solona słonina, łój lub smalec (dla sikor, dzięciołów, kowalików)

– nasiona zbóż np. owsa, prosa (dla trznadli)

– orzechy (dla sikor, dzięciołów, kowalików)

– mieszanki tłuszczowo – nasienne np. kule z łoju oraz nasion słonecznika, lnu, prosa

– owoce np. jabłka, jarzębina, rodzynki (dla kosów, kwiczołów)

– drobne kawałki pieczywa, nie spleśniałe (i tylko jako niewielki dodatek do karmy).

– nie dawać ryżu – ten pęcznieje w żołądku  i może stanowić zagrożenie.

—-

Na podstawie (głównie) artykułu w magazynie Targówek, nr 9/2010: JAK ZORGANIZOWAĆ 5- GWIAZDKOWĄ PTASIĄ STOŁÓWKĘ.

Delegowanie trochę inaczej

Ciągle zapominamy, że człowiek nieustannie musi korzystać z pomocy innych ludzi. Mikołaj Gogol

delegowanie
Human resources and self-development. Modern business – vector illustration – z OKTI.pl

Podstawową konkluzją notatki Czas – jak go mieć (cz. II) byłoby starać się delegować zadania.

Pojawiły się pytania, jak sobie z tym radzić, skoro nikt nie robi nic za darmo.

Otóż, nie jest to prawdą. Wspomniałem o wymianie usług. Często jeszcze prościej jest zdekomponować (rozbić) zadanie na podzadania i wg nich po prostu poprosić o drobną przysługę, np. odpowiedź na jakieś pytanie.
Z własnego doświadczenia wiem  jak wiele czasu zabierało mi znalezienie jakiejś specyficznej informacji. Nawet dobrodziejstwa Google itp. nie eliminowały dłuższego grzebania w sieci i nie zawsze dawały pożądany rezultat.

Receptą jest zadanie pytania fachowcom w danej dziedzinie. Można otrzymać nie tylko odpowiedź, ale i szersze naświetlenie lub informację, że nasze pytanie nie było dobrze postawione.

Jeśli sprawa nie jest pilna (działanie wg planu), to zapuszczam serię pytań i w jakimś okresie czasu zbieram odpowiedzi, które razem dają albo rozwiązanie albo pogląd na sprawę.

Często jednak lepiej zapłacić za poradę niż błąkać się i uczyć na własnych błędach.

Działanie strategiczne w outsourcingu polega nie na szukaniu doraźnej najtańszej usługi, ale na znalezieniu fachowca/firmy, która będzie nas obsługiwała długofalowo na dobrym poziomie, na zbudowaniu relacji partnerskiej.

Może to mieć charakter mniej formalny – tworzenie swojego „mastermind„, tj. grupy swoich doradców.

Zauważmy, że materiały edukacyjne w sieci, ebooki, webinary czy kursy mailowe itp. mają też coś z naszego mastermind,  tym bardziej że część autorów wspiera swych czytelników dodatkowymi konsultacjami, także bezpłatnymi.

[… usunięte ]
Uruchomiłem właśnie na facebooku stronę poświęconą różnym kursom w Internecie – https://www.facebook.com/KursyInternetowe/
, w szczególności wyżej wymienionym. 

Zapraszam (i proszę o „polubienie” na stronie Powitania).