Praga

Przebywamy drogę na księżyc i z powrotem,
lecz mamy problem przekroczyć ulicę i poznać nowego sąsiada.
Dalai Lama

Mural „ziomek”

Kilkanaście lat temu z grupką znajomych wzięliśmy we własne ręce swoje sprawy i wybudowaliśmy własny dom wielomieszkaniowy.

Dłuższy czas szukaliśmy placu aż znaleźliśmy pewną okazję na warszawskiej Pradze. Dla mnie był to dość bolesny kompromis, ponieważ musiałem opuścić ukochany Żoliborz.

Za to uzyskałem ładne mieszkanie, teoretycznie prawie w centrum Warszawy. Miejsce nie było złe, bo stanowiło małą zieloną enklawę w ciele dość brzydkiej okolicy z wieloma starymi domami. Niewątpliwą zaletą jest pobliski Park Praski, ZOO, bliskość Starego Miasta i Wisły.

Natomiast sporym szokiem była miejscowa społeczność, tak różniąca się od tej żoliborskiej.

Ma ona swój folklor opisywany niegdyś np. przez Wiecha. Wywodzi się stąd wielu znanych i sławnych Polaków, co świadczy o tym, że tu była i jest „sól ziemi”, że niestosownym byłoby deprecjonować tę dzielnicę ze względu na ludzi. Jest w tym jakaś zasada: trudne warunki, marginalizacja społeczna potrafiły kształtować charaktery.
Z drugiej strony, codzienna rzeczywistość jest szara i nie dodająca skrzydeł.

Dopiero od paru lat dzielnica nabiera rozpędu, staje się nawet modna z powodu licznych klimatycznych miejsc, małych przybytków kultury i folkloru. Tworzy się nowa bohema, lokują się tu różne pracownie artystyczne, buduje lofty. Odremontowuje się stare kamieniczki. Niepokoi to, że jednak nie wszystkie zabytki zostały uszanowane, część burzy się pod potrzeby zachłannych deweloperów.
Przybyło sporo ładnych fasad, ale już od tyłu ciemne, zaniedbane podwórka, miejsca gdzie strach wejść.

Zżyłem się z tą dzielnicą, widzę postęp, ale wciąż uwierają mnie psychicznie różne obrazki.

Kłębowisko ludzi w okolicy skrzyżowania Targowej i Al. Solidarności. Potoki tłumów  w przejściach podziemnych. Spieszący do pociągów Dworca Wileńskiego, do Centrum Wileńska, do węzłów komunikacji. Jeszcze niedawno (póki istniał bazar na stadionie) mrowie Wietnamczyków i innych wschodnich nacji. W tych przejściach żebracy i babcie sprzedające przysłowiową pietruszkę. Pokątny handel papierosami. Straganiki.
W sumie – obraz biedy, jakby Polski B lub C – w stolicy. Nie mam nic przeciw bazarom, przeciwnie – dziwię się zapędom władz aby wszystkie polikwidować – jakby w jakimś wykoślawionym wstydzie, że to nie przystaje do Europy. A przecież we Francji i w innych krajach Unii jest pełno bazarów.

Ale tutaj kumulacja tej bazarowości jest jaskrawa. Jej tandetność jest pochodną rzeczywistej biedy.

Szarzyzna  domów, ubiorów. Patrzę w twarze ludzi. Szare, a jeśli zaczerwienione, to często za sprawą alkoholizmu. Gromadki starszych i młodszych zawianych przesiadujących na schodkach czy murkach, tacyż „parkingowi”, a inni zaczepiający przechodniów wprost na ulicy. Tu sklepów monopolowych nie brakuje.

W pobliżu dworca twarze i ubiory przyjezdnych z dość łatwo rozpoznawalną prowincjonalnością. Ciągną do pracy, do swej życiowej szansy. Często z tobołami jakiegoś towaru na sprzedaż, utrudzeni, z zaciśniętymi ustami.
Sporo ludzi o laskach, na kulach, chromających, zadyszanych, przystających by odpocząć.
Widać ich także w najtańszych barach, na stoiskach garmażeryjnych gdzie delektują się „trzecim życiem” kurczaka lub jakichś innych podejrzanych potrawek. Babcie kupujące niewielkie porcje podrobów, nóżek, kości itp. surogatów.
W twarzach i posturach (głównie otyłość) symptomy  niezdrowego odżywiania, zaniedbania.
Boli mnie wtedy serce, chciałbym tym ludziom coś powiedzieć na temat zdrowego życia, ale łapię się rychło na bezsensowności takiego impulsu. 

Język i zwyczaje tutejszej młodzieży to także inny świat. Muskam to tylko przelotnie. Spotykam ich w parku, gdzie nie krępują się siedzieć z piwem, popluwać na lewo i prawo. Grupki młodych, chociaż często już podstarzałych w swej młodości matek z wózkami – często ćmiących papierosy.
Ściany upstrzone tandetnym graffiti, wulgarne napisy, jakieś kibolskie hasła.

Obserwuję to w pokorze wobec losu ludzkiego a w buncie przeciw takiemu zróżnicowaniu losów, wobec tak wolnych przemian cywilizacyjnych i świadomościowych, wobec polityk, które do tego doprowadzają.

To przecież tutaj, na Pradze, mamy „pokazać się światu” podczas Euro 2012. Ale mniejsza z tym, wkrótce napiszę co myślę o tym głupim igrzysku, ale wciąż pozostaje w duszy ból – miną może pokolenia, gdy los ludzi z mej dzielnicy, z Polski B, stanie się lepszy, mimo że słońce świeci dla wszystkich.

PS. później stworzyłem ( i nadal tworzę) albumik zdjęć Praskie klimaty – zapraszam!

Cele, nie tylko na nowy rok

Celem naszego życia nie powinno być posiadanie bogactw, lecz bogactwo bycia.
Erich Fromm

Przełom roku jest okazją do planowania, zwyczajowym okresem podejmowania zobowiązań. Co prawda, każdy moment jest dobry do zmian i dobrych postanowień, ale niech to będzie taka psychologiczna „kotwica”…

Jest bardzo dużo poradników, artykułów i kursów o planowaniu, bo by było skuteczne, powinno spełniać pewne zalecenia metodyczne.

Tutaj dokonam kolejnego podsumowania materiałów jakie na ten temat ukazywały się na przestrzeni lat na www.L-earn.net , ale – bardziej z naciskiem na artykuły nie tyle techniczne, co … filozoficzne 🙂
Nie obawiaj się  – tylko trochę i na wstępie.

[To jest wpis archiwalnywiele wymienionych wpisów nie jest aktualnie dostępnych, ze względu na zawieszenie L-earn.net; mam nadzieję kiedyś to odtworzyć, a tymczasem niektóre linki w charakterze protezy odsyłają do roboczego tekstowego archiwum, sorry ...]

Myślę, że refleksyjny czas świąt pomoże ci spojrzeć na temat z szerszej perspektywy, powiedziałbym – strategicznie. Jeszcze lepiej by było gdybyś znalazł/a jakieś refugium, aby te tematy spokojnie przetrawić i poukładać.

Zacznijmy zatem od Planowanie – wstęp. Cele planowania i w planowaniu, a potem Cele życiowe – właściwa perspektywa,

Ważne są pewne fundamentalne rozróżnienia, wyczucie sensu – przeczytaj np.

SENS I CEL oraz Cel i sens życia (wg T. Kotarbińskiego).

To już spora porcja materiału. Zatrzymaj się i oceń, czy dobrze wybrałeś kierunek (Dokąd płynie Twój statek kapitanie?). Czy jest podyktowany presją otoczenia czy raczej odpowiada twoim potrzebom i marzeniom (> marzenia ), co jest jedynie właściwe.

Przyda ci się wizja a nawet misja życiowa.  (Więcej o tworzeniu misji osobistej znajdziesz np. w książce: Iwona Majewska-Opiełka – Droga do siebie).

Jeśli masz więcej czasu sięgnij po liczne lektury – zarówno te wymienione w pierwszym artykule, jak i szereg darmowych w postaci e-booków.

Przykładowo:

Zaplanuj swoje życie (plik pdf, 651 kB), to lekko napisana książeczka o planowaniu i wyznaczaniu celów autorstwa Wandy Łoskot – znanego doradcy biznesowego z USA, właścicielki Akademii Sukcesu (bliższe dane wewnątrz e-booka).

To nie tylko książka do poczytania – miejsca na notatki i ćwiczenia zaangażują Cię trochę aktywniej by (wreszcie) lepiej zaplanować swoje życie lub jakieś przedsięwzięcie. To, przy okazji, podręcznik pozytywnego myślenia.

Właśnie przed chwilą 🙂  – dla przypomnienia – wysłuchałem webcastu Wandy pt. Planowanie Życia na rok 2011. 29 grudnia o 21.00 druga część – zainteresuj się – szczegóły na  SukcesTwojejFirmy.com .

Dużo nowszą pozycją jest Sztuka wyznaczania i osiągania celów. Marcina Kijaka (też darmowy e-book).

Ja i cele (pdf, 1120 kB) – obszerny fragment e-booka o celach osobistych i ich planowaniu.
Z kolei, już w 2001 r. doceniany głównie na polu e-biznesu Piotr Majewski napisał ciekawy artykuł Sztuka osiągania celów i realizacji marzeń.

By w tym artykuliku był jakiś konkret  „pod ręką” – przypomnę:

Dobre cechy celów

Cele, które stawiamy sobie w planowaniu, powinny mieć parę uznanych cech popularnie nazywanych akronimem SMART, pochodzącym od angielskich słów:

    • Specific – dokładny, konkretny (najlepiej zapisany! – wtedy jest czymś stałym, a nie tylko myślą)
    • Measurable – mierzalny, tj. taki który można ocenić co do stopnia realizacji. Na ogół, gdy cel jest mierzalny, to jednocześnie jest już i konkretny.
    • Active – aktywny, wyzwalający działanie będące w kręgu naszego wpływu
    • Realistic – realny (ale uwaga! – mierz wyżej niż dyktuje ci niska samoocena lub dzisiejsze okoliczności). Realność wiąże się z podziałem dużych celów na mniejsze.
  • Time oriented – określony w czasie, to jest z datą realizacji (to ważne, aby nie używać ogólników typu „w przyszłości będę bogaty”, bo przyszłość będzie zawsze przed nami i nie doczekamy się spełnienia swego planu).

Od siebie dodam ważną cechę: cele powinny być pozytywne i etyczne (no comments) oraz wewnętrznie nie konfliktowe.

Więcej (dużo!) spraw technicznych znajdziesz w wymienionych materiałach.

Na zakończenie przypomniał mi się artykuł Jak szybciej osiągać cele?

Pamiętaj też, że aby wytrwać w swych postanowieniach i planach – potrzebujesz podtrzymywania motywacji. Ale to już temat na osobne podsumowanie… 

Zmiana to nowe możliwości

Refleksja nad znaczeniem zmian – trochę dla własnego dopingowania się, trochę dla czytelników, którzy czują potrzebę zmiany.

[To jest wpis archiwalnywiele wymienionych wpisów nie jest aktualnie dostępnych, ze względu na zawieszenie L-earn.net; mam nadzieję kiedyś to odtworzyć, a tymczasem niektóre linki w charakterze protezy odsyłają do roboczego tekstowego archiwum, sorry ...]


Wiemy że panta rei, ale jak to oceniamy?

Przyjmujemy to jako fakt, bo rzeczywiście główną cechą świata jest jego zmienność. Jak  mówią: Jedyną stałą zasadą jest to, że wszystko jest niestałe 🙂

W ogóle zmienność jest nieskończenie bogatsza od stałości. Są różne zmienności, np. ruch harmoniczny cechuje się nieskończoną ilością pochodnych (w sensie matematycznym) i dlatego (?) jest osnową elektromagnetycznego wszechświata. Zmienność ma potencjał, w tym do stanów okresowo statycznych, natomiast statyka nie.
Dana nam wolna wola nie miała by sensu, gdyby nie istniały wybory. Wiąże się to z odpowiedzialnością. Tak pojmuję prawicowość – branie losu w swoje ręce – w opozycji do marionetkowej (na ogół lewicowej) postawy że państwo, że ktoś inny jest winien.
Natomiast prawicowość to wcale nie musi być konserwatyzm, który kurczowo trzyma się schematów przeszłości. Cenię „odwieczne” wartości, tutaj mamy kręgosłup, ale ta podstawowa, boska, to wolność.

Można snuć dalej filozoficzne rozważania, np. w kierunku jednej z koncepcji Boga, w której nie jest On jakimś Constans, lecz Kreatorem, który stale tworzy, w tym siebie w coraz to wspanialszej formie…

 

Schodząc na ziemię. Jak nigdy dotąd żyjemy w epoce dynamicznych zmian.

Kto stoi, ten się cofa.

„Zmień się zanim będziesz musiał.” ( Jack Welch).

 

Są megatrendy i codzienne gonienie postępu technologicznego. Zalew informacji i nie nadążająca percepcja. Z jednej strony nie jestem za tym, by dać się temu zwariować, z drugiej strony – widzę, że można sobie pomóc.

Trzeba spojrzeć na rzeczywistość z szerszej perspektywy, a wtedy odróżnimy co jest istotne, a co tylko nas zamula i dezorientuje. Nie uciekniemy przed zmianami paradygmatów, bo po owocach poznaliśmy, że nie wszystko się sprawdza, że nie wszystko w co wierzyliśmy jest prawdą. Lepsze jest lepsze od „dobrego”. Trudno osiągnąć coś lepszego i nowego bez zmiany w postrzeganiu i postępowaniu.

„Fascynujący jest dla mnie fakt, że większość ludzi planuje swoje wakacje z większą starannością niż swoje życie. Być może jest tak dlatego, że ucieczka jest łatwiejsza od zmiany…” (Jim Rohn)

 

W działaniu jest to przejście od taktyk ku strategiom. Od bycia reaktywnym (działania w odpowiedzi na okoliczności), do proaktywności (S. Covey) – stwarzanie okoliczności, działanie wg swego planu.
Gdy czekasz na (tytułowe) nowe możliwości – możesz się nie doczekać, dokonaj zmiany by je zobaczyć i doświadczyć.

Bo

„Szczęście to świadomy wybór – nie automatyczna reakcja.” ( Mildred Barthel )

 

„Różnica między wielkimi ludźmi a całą resztą jest taka, że wielcy ludzie aktywnie tworzą swoje życie, podczas gdy wszyscy inni są stworzeni przez ich życie, pasywnie czekają, by zobaczyć, gdzie życie ich dalej zabierze. Różnica między tymi dwoma podejściami, to różnica pomiędzy życiem pełnią życia a samym tylko egzystowaniem.” (Michael E. Gerber)

 

Przejście do proaktywności to bodajże największa osobista zmiana.

 

Nie będę mówił o zmianach w firmach – bo chociaż zmiana na proaktywność t
eż ma tu zasadnicze znaczenie, to istnieje cała rozbudowana wiedza o zarządzaniu zmianami w biznesie i korporacjach – nie sposób tego tu nawet przybliżyć.

Zauważę tylko, że zmiany, próby, popełnianie błędów, były matką wielu wynalazków i odkryć, przyczyną nawet nieoczekiwanych sukcesów firm, dźwignią na zasadzie serendepity.

 

Zaplątani w paradoksy, uciemiężeni systemami i polityką poszukujemy prostoty, wymiaru ludzkiego z obliczem miłości. Optymistycznej wizji zamiast drogi bez nadziei.

 

Planowanie i realizowanie zmian w swoim życiu może nie być łatwe. Z natury jesteśmy raczej leniwi. Ale stawka jest warta gry.

Jedynymi ograniczeniami możliwości Twojego jutra są „ale”, których używasz dzisiaj.” (Les Brown).

 

Warunkiem sprostania zmianom jest wyzbycie się lęku przed nimi. Ma to zapewne aspekt pokoleniowy.

 

„Nasze wyobrażenie o sobie i nasze nawyki idą zwykle w parze. Zmień jeden z tych składników, a automatycznie zmienisz drugi.”     (Maxwell Maltz)

A więc – warto uwierzyć w siebie, w swój potencjał, który choć może nie uświadomiony, każdy ma.
Z  kolei nawyki są naszą drugą naturą. Zacznij przynajmniej od jednego z tych dwóch czynników.

Należy się w tym ćwiczyć, zacząć od siebie, od codzienności. Wymaga to odrobiny kreatywności, ale zaczęcie działania wyzwoli dalsze pomysły.

 

„Kreatywność to wymyślanie, eksperymentowanie, wzrastanie, ryzykowanie, łamanie zasad, popełnianie błędów i dobra zabawa.” (Mary Lou Cook)

Warto także zastosować tzw. prowokacyjną operację (PO) dla stwarzania nowych możliwości i rozwiązań.

 

Oto trochę podpowiedzi na start ćwiczeń (i nie tylko ćwiczeń, bo może odkryjesz coś naprawdę nowego).

Zrób dziś coś inaczej, innego:

  • Napisz coś swoją niedominującą ręką (rozwija!)
  • Poznaj nową dzielnicę swej miejscowości, a może swoją własną znasz niedostatecznie?
  • Poznaj, doświadcz nowego sportu
  • Zacznij się gimnastykować
  • Zmień menu, albo przynajmniej spróbuj nowej potrawy.
  • Zacznij pić więcej czystej wody. A może będzie to zmiana stylu życia dla zdrowia?
  • Zacznij wcześniej wstawać, by mieć więcej czasu
  • Pojedź/pójdź do pracy inną drogą
  • Spędź więcej czasu z rodziną, porozmawiaj z dziećmi, małżonkiem, wyrwij się z nim na nietypową imprezę
  • Kup/wypożycz i przeczytaj książkę o rozwoju osobistym
  • Uśmiechnij się do siebie w lustrze
  • Powiedz sąsiadowi po raz pierwszy dzieńdobry
  • Zgól/zapuść brodę – chociaż dla kobiet byłaby to zbyt trudna zmiana 🙂
  • Zafunduj sobie SPA lub inną formę regeneracji
  • Zacznij zwracać uwagę na jakość a nie ilość
  • Przeżyj dzień wg uprzednio zapisanego planu
  • Poznaj (codziennie) kogoś nowego
  • Daj datek na dobry cel
  • Zapisz się na jakiś kurs
  • Zrób wreszcie remanent w papierach
  • Wyrzuć jakieś niepotrzebne graty
  • Powiedz tak, gdy zwykłeś mówić nie (lub odwrotnie)
  • Poproś o podwyżkę
  • Załóż pamiętnik lub bloga
  • Nadaj termin realizacji jakiegoś marzenia

Itd. itp.

 

Jak zobaczysz, że to wszystko wcale nie jest trudne, przekonasz się do bardziej zasadniczych zmian w swoim życiu.

 

Zakończę tak: „Sposobem na zaczęcie jest skończenie mówienia i podjęcie działania.” ( Walt Disney)

Szybkie i łatwe czytanie – z drugiej strony

Pisząc – wyrażasz siebie. To ma znaczenie. 
L. Korolkiewicz

Jak tworzyć teksty, które czyta się łatwo i szybko.

[artykuł archiwalny – niektóre linki mogą nie działać]

Dużo się mówi o technikach szybkiego czytania, napisano na ten temat sporo książek, dostępne są różne kursy.

Zastanowiło mnie zagadnienie w pewnym sensie odwrotne – jak tworzyć teksty, które czyta się łatwo i szybko.

Zagadnienie jest szersze niż się wydaje przy pierwszym skojarzeniu.

Niewątpliwie sprawa ma znaczenie, zwłaszcza w dobie nadmiaru informacji, gdy mimo wszystko zależy nam na przykuciu uwagi czytelnika, na tym by zrozumiał nasz komunikat, a w przypadku  treści o zabarwieniu reklamowym – by podjadł jakieś działanie. Ci, którzy opanują odpowiednie techniki – zyskują przewagę.

Przyznam, że sam do tej pory przykładałem do tego za małą wagę – zarówno w tekstach jak i przy wykonaniu stron, a i tutejszy tekst jeszcze nie uwzględnia większości technik.
Także środowisko tego bloga narzuca pewne ograniczenia typograficzne i płata figle – nie sposób ustawić dobrze wielkość czcionki.

Zacznijmy od tego, że sztuka pisania jest bardzo starą sztuką, w której kształcono od dawna podobnie jak w erystyce, że sami pisarze, a potem dziennikarze wnieśli duży wkład w rzemiosło, czy nawet – jak powiedziano – sztukę. W podręcznikach pisarstwa kładzie się nacisk na budowę utworu, zależność od gatunku, na mechanizmy psychologiczne, na styl i język, na różne „chwyty” do utrzymania napięcia czy nastroju, itd. (patrz np. miniporadnik  Praktyczny Kurs Pisarstwa).

Sztuka pisania to podstawowy element czytelności tekstów.

W odniesieniu do mniejszych form, zwłaszcza tych w Internecie, bodajże jeszcze większą rolę odgrywa doświadczenie marketingowców w zakresie pisania przekonywujących ofert i reklam, nawet jawnej czy ukrytej perswazji (NLP, tzw. hipnotyczny marketing). Chodzi tutaj nie tylko i nie tyle o szybkość czytania, co zrozumienie treści i podjęcie pewnych działań.

Oczywiście dużo zależy od rodzaju przekazu: czy chodzi tylko o ciekawe opowiedzenie historii/anegdoty, czy o wytłumaczenie czegoś, czy o reklamę itd.

Każdy z tych przekazów może być perełką pisarstwa lub knotem.

Podsumowując te aspekty ogólne, wymieniłbym następujące czynniki poprawiające łatwość i szybkość czytania:

  • Nie za duża objętość tekstu (chociaż zwłaszcza Amerykanie pozwalają sobie na bardzo długie, wciągające i perswazyjne teksty reklamowe i to w myśl zasady: im droższy produkt, tym dłuższe uzasadnienie celowości zakupu)
  • Dobry tytuł/nagłówek – „nośny” i zachęcający do dalszego czytania (np. intrygujące pytanie, zaciekawienie sekretem)
  • Wyjaśnienie na wstępie czego czytelnik może się spodziewać i jakie odniesie korzyści (resume wstępne)
  • Treść ciekawa, intrygująca, nowatorska, na czasie, zaspakajająca jakąś (ważną) potrzebę  czytelnika
  • Brak przeładowania szczegółami i trudnymi pojęciami. Tutaj na przeciw temu postulatowi w publikacjach elektronicznych wychodzi wynalazek hipertekstu – w treści znajdują się odnośniki do zewnętrznych materiałów pogłębiających lub wyjaśniających. Pożądane są krótkie odnośniki definicyjne w postaci wyświetlanych nad terminem „chmurek” – technika stosowana np. czasem w dobrych „helpach” niektórych programów komputerowych. Pomocne są także odnośniki wewnętrzne.
  • Skoncentrowanie się na temacie.
  • Prosty, zrozumiały styl, bez obcej terminologii, zdania możliwie krótkie.
  • Styl wyrazisty, indywidualny (ale nie za bardzo) – często lubimy czytać naszego ulubionego autora.
  • Dbanie o interpunkcję, poprawną składnię i ortografię  (chociaż znana jest teza Grahama Rawlinsona, który robił doktorat z tematu „The Significance of Letter Position in Word Recognition„: Zdognie z nanjwoymszi baniadmai perzporawdzomyni na bytyrijskch […]  nie czamyty wyszistkch lteir w sołwie, ale cłae sołwa od razu. ) 🙂
  • Unikanie innych czynników odwracających uwagę lub denerwujących czytelnika, np. wtręty ideologiczne, zbyt osobiste i dziwaczne, zrażające.
  • Jeśli to stosowne – budowanie dobrego klimatu, przez szczyptę humoru, ośmielanie czytelnika, przykłady z życia.
  • Logika wypowiedzi i układu treści.
  • Podział treści na odpowiednie porcje, stosowanie śródtytułów.
  • Przy większych tekstach – spis treści i/lub indeks, a w publikacjach elektronicznych linkowanie z ww. do fragmentów tekstu.
  • Ilustracje, zobrazowania w postaci prostych tabelek czy wykresów, graficzne przerywniki, itp. > patrz też dalej o typografii.

Badania empiryczne prowadzą do dość oczywistych wniosków. Np. w badaniu Emilii Musiał ( http://www.up.krakow.pl/ktime/ref2004/musial.pdf ) wyłoniono najistotniejsze parametry mające wpływ na czytelność materiału, takie jak:
średnia liczba wyrazów w zdaniu, liczba zdań w tekście, średnia długość zdania i udział wyrazów o frekwencji większej od 1000.
Wyniki mówią, że czytelność treści wzrasta m.in. wówczas, gdy zdanie jest krótkie i zawiera więcej krótkich słów i słów z puli znanych czytelnikowi.

Powyższe dotyczy także takich niewielkich form jak e-maile, gdzie powstała cała mini nauka o ich efektywności w ślad za wiedzą o  pisaniu efektywnych listów handlowych.

Oprócz wymienionych, można by powiedzieć – klasycznych – reguł ogólnych, należy przestrzegać szeregu reguł technicznych, ergonomicznych.

Nie mam tu na myśli ergonomii czytania w zakresie, który nie zależy od autora, tj. oświetlenie kartki (ekranu), odległość oczu i kąt patrzenia itp. Te elementy mają jednak duże znaczenie przy projektowaniu czytników elektronicznych, a zwłaszcza ich ekranów.

Można natomiast mówić o ergonomii z punktu widzenia czytelności i zapewnienia komfortu czytania środkami samego przekazu.

Chodzi głównie o typografię (szeroka dziedzina), a w niej o:

  •     dzielenie tekstu – akapity, odstępy międzyliniowe, wcięcia,   szpaltowanie
  •     szerokość tekstu – pożądana taka, by oko w jednym spojrzeniu obejmowało cały wiersz (duża bouma *)
  •     odpowiednie wyróżnienia
  •     odpowiednia, czytelna czcionka
  •     brak chaosu w zakresie czcionek i wyróżnień
  •     odpowiednie tło.

Poniżej omówię krótko niektóre z powyższych czynników, głównie w odniesieniu do publikacji elektronicznych, co powoduje, że poruszę (łamiąc niestety ww. postulat trzymania się tematu) jeszcze parę innych aspektów łatwości czytania i w ogóle radzenia sobie z przekazem.

W przypadku stron internetowych temat jest częścią szerszego zagadnienia – tzw. webusability lub krócej usability (wielu autorów od Nielsena po Krug’a; mówiąc prościej: łatwości używania),  w szczególności nawigowalność.

Specjaliści  ergonomii  powtarzają, że czytanie informacji z ekranu komputera różni się znacznie od czytania z kartki papieru.
Np. tekst na ekranie czytamy do ok. 20% wolniej niż tekst drukowany (np. wg badań przeprowadzonych przez duńskiego eksperta od ergonomii Jakoba Nielsena).

Do tej pory powstały już dość szczegółowe reguły czytelności, które są rekomendowane przy pisaniu tekstów dla stron internetowych.

Wykorzystując naukowe metody badań (np. eyetracking – agencja e-biznesowa Symetria) ustalono, że:

  • Ważne jest wypunktowanie list i tytułów; tytuły nadawane stronom są szczególnie przydatne przy wejściu na pierwszą stronę serwisu i pozwalają zorientować się w aktualnym położeniu. Użytkownicy odnajdują potrzebna dla siebie informację dużo szybciej gdy znajduje się ona jako jeden z punktów listy, niż gdy była ukryta w tekście. Jeśli wiemy, jakie informacje na stronie są najważniejsze dla użytkowników, możemy je po prostu wyraźnie wyeksponować i liczyć, że użytkownicy do nich trafią. W przypadku bardziej skomplikowanych stron, warto jednak zastosować śródtytuły i kierować użytkowników krok po kroku do celu.
  • Jeśli chodzi o odnośniki, to kolor był wystarczającym sposobem wyróżnienia natomiast podkreślanie linków nie ma wpływu na wydajność (należy również przypomnieć, że podkreślenia pokazują swoją prawdziwą wartość w przypadku osób z trudnościami rozróżniania kolorów)

Trzeba wziąć pod uwagę, iż czytelnikami są ludzie w różnym wieku – również ludzie starsi, dla których mała czcionka niejednokrotnie oznacza męczarnię w przeglądaniu zasobów strony. Dodając do tego zaciemnione elementy „pod” tekstem lub w jego okolicy, często użytkownik jest zmęczony po przeczytaniu zaledwie kilku zdań tekstu. Projektant i wykonawca witryny powinni też sprawdzić jej wygląd w różnych przeglądarkach. Niektóre strony przygotowuje sie też w wersji dla niedowidzących oraz w oszczędnej wersji dla wydruku.

Wykonano szereg badań dotyczących ergonomicznej budowy witryn i stron internetowych. W wyniku opracowano teoretycznie optymalny (ogólnie) szablon strony. Webusability wyznacza nam tu podział kolumn, umiejscowienie nawigacji, umiejscowienie logo, okienka szukaj czy zaloguj/wyloguj,  najlepszy kolor przycisku wrzuć do koszyka, krój i wielkość czcionki, stosunek kontrastu pomiędzy kolorem fontu i tła itp.

Tego nie będę omawiał – nie zawsze wszystkie te postulaty możemy spełnić ze względu na zastane środowisko, posiadany szablon czy koncepcję graficzną. Ponadto prowadzi to do nudnej unifikacji a ludzie lubią (i słusznie)  się wyróżniać.

Ważniejsza jest spójność w grafice i nawigacji.

Jeśli mamy na danej stronie kilkanaście rożnych elementów i każdy z nich wyróżnimy inaczej, jeden kolorem, drugi wielkością czcionki lub inna czcionką, inne ramką, jeszcze inny będzie migał itd. to tylko zmęczymy oglądającego.

Taka sama spójność jest potrzebna w nawigacji. Jeśli w jednym miejscu na stronie aby przejść do podstrony mamy “standardowy” podkreślony link, w innym kolorowy przycisk, w innym animowaną strzałkę itd., to nie będzie wiadomo który jest ważniejszy i z którego należy skorzystać.

Warto wiedzieć, że stosowanie się do ww. reguł ważne jest także przy optymalizacji z punktu widzenia wyszukiwarek. Umieszczenie odpowiednich tagów html (np. oznaczenia nagłówków różnych stopni), wymienienie słów kluczowych w tytule i w pobliżu początku tekstu i ich parokrotne powtórzenie w tekście, jest tym,  co podnosi ranking strony w Google i nie tylko.

Z punktu widzenia  szybkości i skuteczności czytania ideałem jest tzw. squeeze page – b. prosta i krótka stroniczka, którym głównym celem jest sprowokowanie czytelnika do zapisania się na listę wysyłkową, albo do innej czynności jak zakup. Gdy strona taka zajmuje cały ekran – nic nie rozprasza naszej uwagi. Podobnie, niekiedy stosowane są sprytne techniki wygaszenia/wyszarzenia okolic tego komunikatu, który nadawca chce nam przekazać.

Coraz częściej stosuje się obraz, jakąś metaforę graficzną do przekazania treści. Nasza kultura staje się coraz bardziej ikonograficzna. Podobno młodzież z tego powodu coraz mniej czyta, a jeśli  – to w Internecie. Stąd niezwykła popularność wideo, zwłaszcza przez kanał YouTube. Osobiście wróżę wielką przyszłość technikom audio w ujęciu interaktywnym, czyli z zastosowaniem sterowania głosem. Bo z trendu  rosnącej szybkości informacji i jej przyrostu może wyniknąć sytuacja, że nawet granicznie możliwe szybkości czytania już nie wystarczą.
Ale to inny temat.

Część ww. uwag odnosi się też do materiałów drukowanych – jest stosowanych np. przez agencje reklamowe i wydawnictwa.

Pewnym zaskoczeniem było dla mnie (podaję jako ciekawostkę), że w odniesieniu do czytelności ulotek medycznych sprawa jest mocno uregulowana – Rozporządzenie MZ z dnia 26 kwietnia 2010 r . w sprawie badania czytelności ulotki (Dz.U.10.84.551 z dn. 18 maja 2010 r.) a nawet wynika z dyrektywy unijnej (!) –  Dyrektywa 2001/83/CE z późniejszymi zmianami – Dyrektywa 2004/27/EC,  i że istnieje Instytut Czytelności   http://www.czytelnosc.pl/ . Jego autorska technika PIL*insight to narzędzie wspierające wieloaspektową analizę ulotki na poziomie racjonalnym i emocjonalnym pod kątem czytelności i zrozumiałości.

*Bouma – jednostka kształtu, którą wzrok wyodrębnia i na której skupia się po każdym ruchu gałek ocznych w trakcie śledzenia wzrokiem tekstu w procesie czytania.
Dla dziecka rozpoczynającego naukę czytania, w pierwszej fazie nauki, kiedy wszys
tkie wyrazy są literowane, boumami są właśnie kolejne litery. Sukcesywnie, w miarę nauki, boumami stają się najłatwiej rozpoznawalne grupy liter, a potem sylaby, aż w końcu u osoby umiejącej już czytać, boumami stają się najczęściej odrębne wyrazy, ewentualnie charakterystyczne, najczęściej spotykane złożenia wyrazów i ewentualnie innych towarzyszących im znaków. Osoby umiejące szczególnie szybko czytać, widzą jako boumy dłuższe wyrażenia, a nawet, w skrajnym przypadku, całe wiersze tekstu.
(wikipedia).

Lektura

Chwałowski R.: Podstawy typografii, Helion, 2001.

Maciej Dutko Typografia stron WWW 

 

Rewolucja w MLM?

[ artykuł usunięty – odwoływał do już nie istniejącego projektu; zobacz zastępczo teksty ogólniejsze, chociaż też niektóre podane tam propozycje biznesowe mogą być już nieaktualne]

Systemy sprzedaży sieciowej

lub O działaniu w MLM

Czas – jak go mieć? Część II

Nikt nie może cofnąć się w czasie i napisać nowego początku,
ale każdy może zacząć od dzisiaj i dopisać nowe zakończenie.
Maria Robinson

[To jest wpis archiwalnywiele wymienionych wpisów i linków nie jest aktualnie dostępnych, ze względu na zawieszenie serwisu L-earn.net; mam nadzieję kiedyś to odtworzyć, a tymczasem niektóre linki w charakterze protezy odsyłają do roboczego tekstowego archiwum, sorry ...]

część II

Planowanie wiąże się ze strategią – zwłaszcza w biznesie.

Efektywność w biznesie to osobny, bardzo obszerny temat. Jego elementem są odpowiednie narzędzia, np. w marketingu. Podziwiam paru Amerykanów, których znam bliżej (a o wielu innych słyszałem), którzy stworzyli w Internecie biznesy automatyczne (lub prawie) – dzięki zastosowaniu odpowiednich nowoczesnych narzędzi. Zarabiają miliony praktycznie nie zajmując się swym biznesem i prowadzą bajkowy tryb życia – podróżując, oddając się rodzinie i swym hobby, pomagając innym. To przykład zastosowania dźwigni technologicznej ale i pewnej postawy mentalnej.

Powracam jednak do elementów podstawowych, bardziej przystępnych dla każdego.

Pracujesz na etacie i to on wyznacza Ci czas, uwzględniając dojazdy, sprawy rodzinne – już niewiele zostaje go dla Ciebie.
Nie jesteś wolny. A gdyby rozważyć wyzwolenie się z tego – ileż problemów z czasem mogło by zniknąć!
Ale ostrożnie! Samozatrudnienie może wpędzić Cię w jeszcze większy kierat. Pomyśl raczej o systematycznym budowaniu „na boku” pasywnego dochodu z programów partnerskich, jakimś mało angażującym na początek MLM – wg ogólnych zasad jakie znajdziesz w książkach Roberta Kiyosaki.

Wśród wielu „narzędzi” są i takie, które możemy stosować w życiu prywatnym. Czasem warto w to zainwestować, ale opłaci się.

Przykładowo – efektywna nauka (temu poświęconych jest wiele artykułów na www.L-earn.net ). Pomocna w tym i w oszczędzaniu czasu jest umiejętność szybkiego czytania , multiczytania, efektywnego notowania  lub technik pamięciowych …

Ważne jest dobre wykorzystywanie czasu jaki mamy – np. przez zagospodarowywanie nawet jego niedużych porcji, przez podzielność czynności i uwagi, przez efekt synergii itp. – patrz Stwarzanie czasu oraz Opakowanie ekonomiczne 🙂

O „tworzeniu czasu” przeczytasz także w Ceń Swój Czas!, gdzie wspomniano jeszcze o delegowaniu zadań. To kluczowa sprawa do której przejdę na końcu.

W artykule Jak wygospodarować sobie więcej czasu  podkreśla się wagę motywacji by mieć więcej czasu. Ciekawy przykład znajdziesz na blogu Jakuba Ujejskiego – http://produktywnie.pl/1399/brakuje-ci-czasu-przeczytaj-to/#more-1399 .

W ogóle na tym blogu znajdziesz kopalnię pomysłów, które podniosą Twoją efektywność, a jeśli chodzi o czas, to polecam jeszcze: A Ty na co przeznaczysz swoje 168 godzin? , Nie prześpij okazji  – wcześniejsze wstawanie i dopasowanie pracy do swego zegara biologicznego to też sposób…

Musimy zdać sobie sprawę z tego, na co mamy wpływ a odpuścić sobie (przynajmniej na początku) sprawy trudne i „walkę z wiatrakami”. Czy nie masz wpływu na porządek wokół siebie? Czy nie masz wpływu na swoją energię przez odpowiednie odżywianie i regenerację sił (odpoczynek, rekreacja,…)? Itd…

Zasady efektywności osobistej wg PEP postulują szereg technik, z których ważne są porządki, samoorganizacja, odpowiednie planowanie, zasadę „zrób to teraz”, której podsumowanie daję poniżej.

  • Zrób to teraz! I tylko jeden raz. Dzięki temu nie będziesz do tego wracać, zaoszczędzisz czas i zrealizujesz zadanie, które pozostając nie wykonane, utrudnia realizacje innych.
  • Zrób to teraz! A mniej spraw będzie zaprzątało twój umysł. To pozwoli ci bardziej skoncentrować i szybciej pracować.
  • Zrób to teraz! I rozwiąż swój problem, zanim urośnie. W ten sposób małe problemy nie będą przeradzać się w wielkie, których rozwiązanie wymaga dużo więcej czasu. Efektem tego będzie mniej sytuacji kryzysowych.
  • Zrób to teraz! A nie będziesz tracić czasu na wyjaśnienie, dlaczego tego nie zrobiłeś. Tym samym unikniesz zakłóceń rytmu pracy i poprawisz jej jakość.
  • Zrób to teraz! A nie będą niepokoić cię sprawy, które niezbyt lubisz. Jeśli odkładasz niemiłe czynności na później, nie przestajesz o nich myśleć. Twoja praca jest wtedy mniej efektywna, a ty się stresujesz.

Mógłbym jeszcze dłużej i dłużej, ale… cenię Twój i swój czas, więc zbliżamy się do resume, w którym dodam jeszcze parę świeższych myśli.

Jedno z podsumowań zawarłem kiedyś w Organizowanie się w czasie, ale tutaj skrócę to jeszcze bardziej:

Podsumowanie – jedno z możliwych.

  • Stosuj priorytety – w szczególności w matrycy zarządzania czasem (zwanej też ćwiartkami priorytetów lub diagramem Eisenhowera) zwróć uwagę na pole B lub II – prawa górna część – to zadania ważne i nie pilne.
  • Pamiętaj o Prawie Parkinsona — ustalaj krótsze terminy.
  • Zmotywuj się do działania – nagradzaj się za postępy.
  • Zasada Pareto – zwana inaczej 20 – 80. Należy się skupiać na rzeczach, które przyniosą największe efekty.
  • Skup się strategicznie, tj. nie rozpraszaj sił na zbyt wiele projektów naraz, ale także taktycznie w codziennej PRACY (nie każda czynność jest pracą), staraj się wykorzystać energię skupienia i jej momentum.
  • Problemy trzeba rozwiązywać lub przestać się nimi zajmować. Zamiast na nie narzekać – działaj. Nic nie osiągniesz bez realnego DZIAŁANIA, chociaż planowanie też jest elementem działania.
  • Nie marnuj czasu na zajmowanie się cudzymi sprawami (chyba że na tym polega twój zawód lub misja) oraz unikaj nagłych spotkań/przerywników, które wyrywają z rytmu pracy.
  • Każdy ma takie godziny, kiedy wykazuje niespożytą energię i wyjątkową koncentrację (tzw. indywidualny zegar biologiczny). Wtedy zaplanuj najtrudniejsze zadania i najważniejsze sprawy.
  • Pracę na jutro rozplanuj już dzisiaj – np. określ 6 zadań i ZAPISZ je w kolejności priorytetów. Nie wykonuj następnego, zanim nie skończyłeś pierwszego.
  • Miej czas dla siebie. W ciągu dnia, a przynajmniej wieczorem – przed zaplanowaniem działań jak w punkcie poprzednim – zrób sobie przerwę na zebranie myśli, skoncentrowanie się i planowanie. Zamknij drzwi, nie odbieraj telefonów i spokojnie zastanów się, co zostało do zrobienia.
  • Zostaw sobie ok. 20% czasu na rzeczy niezaplanowane lub jako rezerwę, gdyby twoje szacunki czasowe się nie sprawdziły. W razie „superaty” przeznacz ten czas na dodatkowe planowanie i działania wyprzedzające (sprawy ważne a nie pilne) lub odpoczynek/relaks.
  • Na efektywność ma wielki wpływ gospodarowanie nie tyle czasem, co Twoją energią – patrz Optymalizator życia
  • Zainwestuj w narzędzia („ostrzenie piły” Coveya) i dźwignie organizacyjne.

I tu dochodzimy do bodajże najważniejszego punktu – zwłaszcza, gdy prowadzisz jakiś biznes, udzielasz się społecznie a brak Ci czasu. Pomimo stosowania ww. metod – może Ci wciąż go brakować, jeśli nie nauczysz się i nie zastosujesz delegowania zadań (outsourcing).

Potraktuj swe życie jak biznes, bądź jego menedżerem. Coś Ci nie wychodzi dobrze – zleć to komu innemu. Masz pomysły, ale nie wiesz jak je zrealizować – podeprzyj się innymi, wykorzystaj mądrość i umiejętności innych, nie wyważaj otwartych drzwi. Stwórz sobie zespół „mastermind”.

Tak działają liderzy, biznesmani z wizją. Nie zawsze to musi kosztować.
Na mniejszą skalę – patrz – wiele z wymienionych artykułów napisał kto inny, mam te artykuły za darmo dzięki znajomościom, wykorzystaniu darmowych źródeł informacji. Innym razem warto trochę zainwestować. Jest wielu freelancerów i serwisów usługowych w Internecie. Gdy zaczynałem L-earn.net – prawie nie umiałem tworzyć stron www, i nie bawiłem się w to. Dziś jest jeszcze łatwiej, są liczne CMSy, gotowe szablony itp.

Możesz także wykorzystać tzw. banki czasu (odkryłem to przed laty – http://l-earn.net/index.php?id=300 ), ale obecnie mamy zorganizowane formy np. http://bankczasu.org/  , http://www.lepszyswiat.org.pl/bank-czasu.html  i inne.

Może być pewien problem z twórcami, artystami, bo jeśli masz w głowie obraz swej powieści lub utworu muzycznego, to prawdopodobnie sam chcesz je napisać.

Jeśli jednak potraktować to jak rzemiosło, to wzorem dawnych mistrzów malarstwa, którzy zatrudniali uczniów robiących kopie lub mutacje dzieł mistrza, można i dziś pewne rzeczy zlecić, znam nawet faceta, który tak pisze książki, nie mówiąc o automatach do pisania artykułów marketingowych 🙂

Ale to już inna opowiastka.

PS. Napisanie tego artykułu zajęło mi trochę czasu, ale wykorzystałem dźwignię gotowych materiałów. No i było warto – temat jest ważny i sporo osób może na tym skorzystać.

Podaj dalej 🙂

 

Czas – jak go mieć? – cz. I

Czas nie czeka na nikogo. Wczoraj jest historią, jutro jest tajemnicą.
Dziś jest darem. (Może dlatego nazywa się po angielsku PRESENT?)

[To jest wpis archiwalnywiele wymienionych wpisów i linków nie jest aktualnie dostępnych, ze względu na zawieszenie serwisu L-earn.net; mam nadzieję kiedyś to odtworzyć, a tymczasem niektóre linki w charakterze protezy odsyłają do roboczego tekstowego archiwum, sorry ...]

Żyjemy w „intensywnych” czasach, w których natłok informacji, wymagania zawodowe, liczne pokusy i wyzwania, „wyścig szczurów” a nawet zwykła potrzeba przetrwania powodują, że odczuwamy coraz większy brak czasu.

Sam tego doświadczałem (i jeszcze nie do końca się pozbyłem) i dlatego temat ten nurtuje mnie od dawna. Można powiedzieć, że gdy uruchamiałem w 2003 r. witrynę www.L-earn.net , to jedną z przyczyn była konfrontacja z tym problemem. Hasło witryny  „Efektywność i rozwój osobisty” mówią za siebie: metodą na czas jest efektywność, by ją osiągnąć – trzeba się odpowiednio rozwijać – chodzi o filozofię życia, postawy, stosowanie odpowiednich narzędzi i metod, itd.
Tak naprawdę, to moje zainteresowanie datuje się od lat młodości, gdy za Kotarbińskim i innymi uczyłem się prakseologii.

Ten artykuł będzie krótką rekapitulacją tych przemyśleń (w zasadzie tylko wg wyboru materiałów ww. serwisu publikowanych tam na przestrzeni lat – by nie przeładowywać treścią) .

Oczywiście, tematem tym zajmuje się wiele osób – wiele się od nich nauczyłem.

Z drugiej strony – czasem drażni mnie powielanie pewnych sloganów, np. „KAŻDY z nas ma tyle samo czasu – 24h na dobę”.

Nie jest to prawda – w tym sensie, że są osoby, które mają dużo czasu nie przez swoją efektywność, ale dlatego, że ich życie jest puste, bo nie mają ambitniejszych celów ani zainteresowań – „zabijają” czas telewizją, grami on-line itp. Nie o takich osobach będzie tu mowa.

Z drugiej strony- przepuśćmy, że ktoś podjął się jakiejś pracy do wykonania w tydzień, która nawet przy ostrym zaangażowaniu wymaga 140 roboczogodzin, to nawet gdyby nic innego nie robił, pozostanie mu tylko po 4 godzin snu. Takie sytuacje dotyczą zwłaszcza twórców, gdy trudno wyręczyć się kim innym (o tym jeszcze później). Trudno powiedzieć, że obie te grupy osób mają tyle samo czasu!

Podobnie, inna jest sytuacja kogoś kto ma 70 lat i nagle postanawia, że zwiedzi cały świat (czy zdąży, czy starczy mu sił?),  a inna młodego człowieka, który ma życie przed sobą, a jeśli też chce zwiedzić cały świat, to może zacząć już „dziś” – wykorzystując np. semiretirement . [Na marginesie: od S. Schabowskiego dowiecie się sporo i o optymalizacji życia, w tym – w aspekcie czasu].

Zanim dojdę do konkluzji (komu teraz zależy na czasie – może do nich przejść od razu na końcu artykułu) – jednak trochę rozważań i przykładów.
Rada: wybierz sobie po wytłuszczeniach to, co Ci rzuca się w oczy jako ważne dla Ciebie. Wtedy warto przeczytać polecony artykuł/materiał źródłowy.

Sam czas jest wielką tajemnicą – artykuł O czasie  m.in. pozwoli Ci ocenić wartość czasu oraz poznać trochę jego naturę (to jednak szerszy temat nie na tę okazję).
Wiemy wszyscy, że czas ma też aspekt subiektywny – np. Paradoks CZASU (Ernsta Pöppela).

Czas zatem jest jednym z wielkich dóbr – wiele rzeczy można kupić, gorzej z czasem. Czas = nasze życie, suma doznań, samorealizacja. Ideał: mieć czas i pieniądze – jeśli ma się pieniądze – jest prościej, bo można nie pracować w zwykłym zawodowym znaczeniu, wiele spraw zlecić innym. Ale wiele osób zapatrzonych w pieniądz zdaje się nie mieć czasu by korzystać ze swej zamożności. Zatem warto się zastanowić, jakoś to zrównoważyć – patrz np. art. Szybko-wolno  i Złota reguła 24=3×8, czyli właściwy balans w życiu.

Iwona Kubis pisze (http://l-earn.net/index.php?id=392  ):

Zwolnij, rozejrzyj się, może akurat mijasz coś pięknego, kogoś niepowtarzalnego i okazja na ich spotkanie więcej się nie powtórzy? Czy warto tak pędzić? Dla kogo? W imię czego? Może lepiej poświęcić czas na nauczenie się metod, jak żyć efektywniej nie tracąc czasu a go zyskując?

Mówi się o dobrym zarządzaniu czasem, lepiej mówić o zarządzaniu sobą w czasie, bo de facto w małym stopniu rządzimy czasem 🙂

W artykule Zarządzanie sobą w czasie  rozważa się pojęcie „złodzieje czasu”, wiele technik organizacyjnych, wśród nich paradygmat ważności, diagram Eisenhowera, zasady planowania czasu, sposoby na pokonanie odwlekania zadań.

Podobne techniki znajdziesz w Skuteczność wg Stephena R. Coveya .

Autor położył podwaliny pod nową generację metod zarządzania czasem – w ramach swej ogólnej teorii i praktyki (!) efektywności. Te generacje to:

Generacja 1. – notowanie zadań i spraw – jako wyraz jakiegoś zakresu ich ogarniania

Generacja 2. – stosowanie kalendarza do przewidywania i planowania zajęć

Generacja 3. – współczesne metody „zarządzania czasem” uwzględniające priorytety, cele o różnym horyzoncie

Generacja 4. – zarządzanie sobą w czasie dla pielęgnacji i wzmacnianiu związków, osiągania rezultatów (Covey  – zwłaszcza w jego książce 8. nawyk).
Jedną z zasad jest „Rób najpierw to, co najważniejsze” .

Wiąże się to z uogólnioną zasadą Pareto , np. Pięć sekretów stosowania w życiu zasady 80/20 .

Dla przypomnienia: Zasada głosi, że 20% przyczyn generuje 80% skutków, czyli np. pracując nad czymś prawdziwą wartość tworzysz tylko w 20% tego czasu (80%). Reszta jest już dużo mniej efektywna. Ta reguła sprawdza się chyba wszędzie z małymi odchyleniami: 20% ludzi posiada 80% bogactwa, 20% kierowców generuje 80% wypadków itd. itp.

W szczególności autor sugeruje: Zrób listę tego, czego nie masz robić. Zastanów się, co tak naprawdę liczy się dla ciebie i stanowi wartość w twoim życiu, a następnie przestań robić wszystko to, co nie ma wartości lub nie czyni cię szczęśliwym.

W Strzeż się zasady 80/20  autor daje wskazówki jak praktycznie wykorzystać tę zasadę oraz podaje ciekawą zasadę „podwójnego Pareto”.

Uważaj też na następujące prawo Parkinsona:

„Praca rozszerza się wprost proporcjonalnie do czasu wyznaczonego do jej wykonania”.

Sprowadza się to m.in. do: Wyznaczaj terminy. Krótsze terminy. Nie odwlekaj!

To element zagadnienia planowania, przewijającego się przez większość artykułów.
W Planowanie – wstęp. Cele planowania i w planowaniu podkreślam rolę wyboru celów i terminów, omawiam zasadę SMART, podaję niektóre narzędzia (od czasu publikacji artykułu bodajże w 2004 r. pojawiły się już nowe!) , podaję wykaz literatury.

część druga

Gazy cieplarniane, smugi na niebie i podejrzenia

By wiedzieć, co ludzie rzeczywiście myślą,
zwracaj raczej uwagę na to, co robią, a nie na to, co mówią.
Kartezjusz

Niedawno umieściłem na Facebooku post dotyczący sposobów ograniczania emisji CO2 – jako przyczynek do dość ożywionej dyskusji jaką wywołałem w związku z tzw. chemtrails.

http://www.facebook.com/album.php?aid=37773&id=100000416050412&l=b46a85dea9
(już  o tym zjawisku wspominałem na tym blogu, np. Co z tym ociepleniem klimatu?).

Poniżej rozszerzyłem nieco ów post, ale najpierw – dla nie wprowadzonych w temat – parę słów wstępu.

Świat odnotowuje od paru lat pojawianie się licznych smug na niebie, które mogłyby być interpretowane jako tzw. smugi kondensacyjne za samolotami odrzutowymi. Każdy je widział.

Ale TE ślady są inne (tutaj dla ilustracji podaję jedno zdjęcie, dużo więcej umieściłem na FB, a jeszcze więcej odnajdziecie oczywiście w Internecie).

smugi

Dla wygody używam dość popularnego globalnego określenia chemtrails (ślady chemiczne), chociaż nie wiem na 100%, że są to właśnie takie ślady, a zwłaszcza że wszystkie, które tak wyglądają, nie są zwykłymi smugami kondensacyjnymi.

By opisać pokrótce różnice (moje krótkie resume na podstawie dużej ilości obserwacji na całym świecie) – chemtrails:

  •  często nie mają ścieżek równych w ilości silnikom samolotu
  •  nie zanikają po paru-kilkunastu minutach (jak smugi kondensacyjne)
  •  są od początku dość szerokie (w przeciwieństwie do smug kondensacyjnych)
  •  rozpraszają się powoli (do paru godzin) tworząc szerokie pasma chmur
  •  na ogół powstają na niższym pułapie (to moje wrażenie)
    tworzone są w miejscach (także) gdzie nie ma szlaków regularnych przelotów
  •  pokrywają w zbliżonym czasie sporą połać nieba w liniach równoległych i krzyżujących się wzajemnie (jakby zadanie pokrycia smugami danego terenu)
  •  często (ale nie zawsze) są tworzone wczesnym ranem, jakby w intencji ukrycia swego źródła przed ludźmi, bywa że po paru godzinach niebo już do końca dnia jest czyste, a przecież samoloty komunikacyjne latają cały dzień…
  •  są dnie i okresy, gdy to zjawisko nie jest widoczne oraz dnie bardzo dużego natężenia  (a przecież zwykły ruch lotniczy jest dość regularny)
  •  samoloty odrzutowe latają od bardzo wielu lat, a zjawisko chemtrails obserwuje się bodajże dopiero od 2004 r.

Były robione badania wykraczające poza same wzrokowe obserwacje, są też podobno relacje paru „niesubordynowanych” pilotów – jako dodatkowe świadectwa.

Odnośne władze i naukowcy (?) milczą na ten temat a raczej zbywają to krótkim „to zwykłe smugi kondensacyjne”, a w najlepszym przypadku przyznają, że prowadzi się rozpylanie dla ograniczenia – przez powstałe nietypowe chmury- promieniowania słonecznego, którego wzmożenie podobno powoduje ocieplenie Ziemi.

To zderzenie sprzecznych informacji generuje liczne podejrzenia o działania spiskowe. Ponieważ stwierdzono toksyczność wywoływanych chmur, posuwają się one nawet do mocnych oskarżeń o celowe trucie ludzi, osłabianie ich systemu immunologicznego – w interesie wielkiej farmacji albo nawet dla depopulacji ludzkości.

Mam nadzieję, że nie jest aż tak, ale nawet samo zwiększanie albeda w ten sposób powoduje poprzez efekty uboczne więcej szkody niż pożytku, jest prawdopodobnie wielkim pogwałceniem zasady ostrożności i demokracji – na dużą globalną skalę.

Nie chcę rozwijać tego wątku – znajdziesz wiele takich hipotez i dyskusji w sieci.

Jeśli misją „zbawicieli ludzkości”, którzy skrycie działają aby ograniczyć promieniowanie słoneczne (zwiększenie albedo atmosfery) jest przeciwdziałanie „globalnemu ociepleniu” , to dotykamy szerszego problemu. Dodałem cudzysłów, ponieważ to zjawisko nie jest pewne, ma wielu oponentów – także w środowiskach naukowych.

Nie wiem jak jest naprawdę – dałem temu kiedyś wyraz w artykuliku http://lepszezdrowie.info/dylemat.htm .

Jednak, przypuśćmy, że globalne ocieplenie istnieje.

Jeśli to wpływ działania człowieka, który – jak się  mówi – generuje zbyt dużo dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych, to istnieje szereg innych środków by temu zapobiegać i bez tak szkodliwych skutków ubocznych.

(koniec przydługiego wprowadzenia)
—-

Jak ograniczać emisję lub bilans dwutlenku węgla/gazów cieplarnianych?
(w opozycji do wątpliwego manipulowania pogodą przy pomocy chemtrails i innych metod ingerujących w atmosferę):

1. Zalesiać nieużytki

2. Powstrzymać wyręb lasów/racjonalna gospodarka leśna (głośna sprawa puszcz tropikalnych, ale nie tylko)

3. Zmieniać energetykę w kierunku źródeł naturalnych (np. Polska stoi na bogatych złożach geotermalnych), odnawialnych (np. biomasa zapewnia prawie zerowy bilans), bezpiecznej energetyki jądrowej

4. Oszczędzać energię (poszerzać świadomość obywateli w tym zakresie – efekt skali), energooszczędne budownictwo, procesy produkcyjne (poprawa sprawności energetycznej, w tym zaawansowane sterowanie i kontrola), bezpieczne produkty (patrz refleksja na temat ekologiczności pewnego produktu , itp.

5. „Czyste” technologie produkcyjne, w szczególności w zakresie emisji gazów cieplarnianych – zastosowanie w procesach przemysłowych metod wychwytywania CO2,  pochła­niaczy i zbiorników gazów cieplarnianych

6. Racjonalizować transport, zwłaszcza samochodowy – w dużej skali: systemy transportu miejskiego i dalekiego („TIRy na tory”), odpowiednie projektowanie miast, a w małej (?) skali – użytkowanie samochodów, samochody o mniejszych emisjach i spalaniu benzyny, ograniczanie ruchu, alternatywne środki lokomocji – te dwa tematy są poruszane np. na http://www.BezSamochodu.pl.tl

7. Ograniczanie lub unowocześnianie transportu lotniczego (olbrzymie emisje!)

8. Ograniczanie zbędnych podróży (w sukurs przychodzi biznes elektroniczny, telekonferencje itp. – zapraszam do refleksji na Internet …ekologiczny

9. Zmieniać profil produkcji rolniczej w kierunku ograniczania hodowli zwierząt i produkcji mięsa, która jest bardzo energochłonna – patrz np. w artykule  http://lepszezdrowie.info/niedorzecznosci.htm , i inne w sieci

10. Wreszcie – rozumna i dalekowzroczna polityka, łożąca na rozwój nauki, zrównoważony rozwój i widząca dobro ludzi we wszystkich aspektach.

Do tematu będę powracał…

 

Co robię?

Zmierzanie w jednym kierunku to początek drogi,
wzajemne wspieranie się to proces,
a wspólna praca – to prawdziwy sukces.
Henry Ford

Codzienne życie przynosi wiele … „codziennych” spraw, wśród których chcę odnotować  teraz tylko te, które przekładają się na obecność publiczną.

Ta wyraża się głównie na facebooku , twitterze oraz poprzez parę stron internetowych.

Pomysłów i chęci jest wiele,  ale wpadam często w sytuację „zamulenia” w zalewie informacji – głównie mailowych.

Niektóre listy są bardzo ciekawe, niektóre oferty bardzo kuszące. To zabiera wiele czasu, samo przeczytanie nie zawsze wystarcza, pewne propozycje trzeba sprawdzić, po czym często okazuje się, że są jakieś ukryte ograniczenia, koszty, lub że czyjaś oferta z następnego dnia jest lepsza.

Od lat jestem marketingowcem i, z jednej strony powinienem śledzić takie doniesienia, z drugiej  być już uodporniony na „rewelacje”.

Jednak, wśród wielu wiadomości śmieciowych, pojawiają się ostatnio faktycznie pomysły i systemy bardzo nowatorskie, które mogą  usunąć starsze do lamusa.
Znajduję także wiele ciekawych narzędzi do pracy w internecie i do jej lepszego organizowania.

Mam na myśli zwłaszcza materiały amerykańskie. Nie mam nic przeciw naszym krajowym gurus od Internetu, oni też prezentują całe spektrum wartościowych technik marketingowych, sprzedażowych i technicznych – dla ludzi o różnym stopniu zaawansowania.

Jednak odnoszę wrażenie, że stosunkowo niewielu śledzi, co się dzieje w czołówce branży na świecie.

Przykładowo, znane od wielu lat (a poza Internetem od dziesięcioleci) metody up-sell, one-time offer, cross selling, itp. wciąż u nas odkrywa się jako coś nowatorskiego. (oczywiście popularyzacja ich wśród adeptów jest pożyteczna).

Sytuacja taka wynika pewnie w przypadkach, gdy ten czy ów chwali się, że działa w Internecie … JUŻ 4 lata i myśli, że jest autorytetem.

Cóż  – działam w marketingu 20 lat, a w sieci ponad 16 (ważnym doświadczeniem było szefowanie działowi handlowemu i marketingowi w Supermediach – polskiego lidera usług internetowych w latach dziewięćdziesiątych – na początku istnienia tej firmy), ale dotąd nie uważam bym był autorytetem!
Jestem jednak pełen uznania dla młodych speców od spraw technicznych, nowych technik programowania, pozycjonowania itp. Jako facet „starszej daty” wyłączyłem się z tego nurtu dość dawno – stąd amatorskość mych witryn internetowych – dotąd ważniejsze były dla mnie treści, a nie forma czy bajery. Skupiam się przede wszystkim na implementacjach i  metodologiach..

Dlatego czytam i uczę się w tym zakresie dużo. Własne implementacje odkładam na czas …emerytury, gdy zarówno formalnie i czasowo będę mógł  zająć się swoim „biznesem”, a dochody będą potrzebne do uzupełnienia  środków na życie, jak i realizację  paru poważniejszych marzeń. Chyba że mi „przejdzie” lub będę miał inne możliwości…
Moją ideą fix są zarobkowe systemy automatyczne (ich wizjonerem i realizatorem już sporo lat temu był np. Tim Ferris).
Oczywiście, w pełni automatyczne systemy są mało realne (?), ale Ferrisowe 4 godziny pracy w tygodniu – czy to dużo?

Tym bardziej, że nie stronię od pracy – codziennie po ok. 12 godzin i więcej, ale chciałbym ten czas bardziej poświęcić sprawom społecznym, powrócić do idei moich stron hobbystycznych i nie tylko w Internecie…

Zbieram odpowiednie pomysły, narzędzia i kontakty.
Tymczasem od przypadku do przypadku zrobię coś niewielkiego dla wprawy i niedużego dochodu pasywnego w programach partnerskich.

Ostatnio zebrałem parę takich luźnych tematów  i wprowadziłem je pod szyld
„i dla Ciebie”, konkretnie http://www.i-dlaCiebie.pl .

Kogo interesuje NLP, inteligencja finansowa, e-marketing – może znaleźć tam coś ciekawego, następne materiały będę dokładał. Są to tematy w których nauki nigdy za dużo – sam tego doświadczam.

Ostatnio pociągnęły mnie nowe systemy MLM wchodzące do Polski – nie jest to dla mnie nowość merytoryczna (byłem wśród prekursorów Amwaya w Polsce, ale bez sukcesów), lecz intrygujące i obiecujące jest to, jak Internet zmienia ten rodzaj biznesu.

O ile sam Amway i parę innych MLMów już dość dawno to uwzględniły, to młodsze pokolenie, które  wyssało narzędzia internetowe „z mlekiem matki” ostrzy zęby w zupełnie nowych projektach, w których szybko ma szanse zostać liderami.

Ciekawe co się sprawdzi, obserwuję parę z nich, bo wierzę w ten model własnego biznesu. Tym bardziej, że niektóre z tych systemów nie mają wymogów sprzedażowych, które mało kto lubi.

[ część usunięta ze względu na szybką dezaktualizację pewnego pomysłu]

……

Jestem pod wrażeniem facebooka, gdzie stosunkowo w niedługim czasie pozyskałem ponad 1000 interesujących znajomych.

Oprócz niesamowitej wymiany myśli, odczuć i informacji, buduję w ten sposób także swoją potencjalna grupę klientów, sympatyków i współpracowników, z wyjątkową możliwością targetowania.   Przyjemne z pożytecznym!

Dołącz i Ty (/leszek.korolkiewicz).

Podobne możliwości daje mi twitter (@etsaman2), chociaż tam zajmuję sie bardziej sprawami społecznymi, a czasem i polityką.

Spore nadzieje wiążę z najnowszą platformą społecznościową SiteTalk (@sailor1), w którą czynnie się zaangażowałem. Łączy ona cechy facebooka z MLM a nawet z udziałami w firmie. Czy nie chciałbyś być udziałowcem w facebooku? Niestety, tam nie ma takiej możliwości.

Łapię się od czasu do czasu na przesadzeniu z przebywaniem w sieci, ale to i tak nie starcza na realizację internetowych planów i pomysłów. Stąd duże zaniedbania moich starszych witryn – teraz skupiłem się na budowaniu zrębów mych przyszłych przedsięwzięć.

Na szczęście znajduję też czas na rekreację i „zwykłe” lektury – uważam to za niezbędne.

Zatem kończę, by zająć się jedną z kilku na raz czytanych książek 🙂

Z mojego refugium

Czasem z daleka widać lepiej…

Nie pracuję na etacie (ale na zlecenia),  co daje mi możliwość wygospodarowywania wolnych dni, a nawet w pewnej mierze realizować program „gdy pogoda, to za miasto”.

Drugim atutem jest posiadanie swego refugium, czyli po prostu działki z domkiem w lesie, na tyle nie dalekiego, że można tam pojechać spontanicznie, a na tyle dalekiego, że czuć tam prawdziwą przyrodę, ciszę, mistykę, gdzie nawet gdy pracuję – odpoczywam.

Właśnie wróciłem po trzydniowym pobycie, łapiąc taką pogodę jakiej nie bywało nawet często w lecie. Dość powiedzieć, że wygrzewałem się z książką w ręku w samych slipach i myślałem o kąpieli w rzece.

Jest to miejsce, które już nieraz opisywałem, także tutaj  pod patetycznym tytułem Moja miłość.

Gdy instalowaliśmy się tam  ponad 20 lat temu, była to okolica prawie dzika, z  urozmaiconymi lasami, oaza spokoju.

Niestety teraz sporą część lasu wycięto, powstaje coraz więcej siedzib, domów, dawne ścieżki są zaślepione parkanami (obserwuję wykup ziemi, w ślad za którym często  nie widać osiedlenia – prawdopodobnie jako lokaty, ale po co w takim razie grodzić?).

Powstają też nowe drogi samochodowe, np. właśnie oddano do użytku łącznik leśny między dwoma wsiami z super asfaltem. Z jednej strony fajnie, bo rowerem dawniej nie dawało się tam przejechać ze względu na głęboki piach. Tam gdzie przedtem ruchu praktycznie nie było – teraz co chwila samochód.

Z drugiej strony zaobserwowałem  parę skutków niepokojących. Otóż, korzystając z bezkarności i jakby upajając się jakością drogi, samochody pędzą tam 140 km/h. O mało nie kosztowało mnie to życia.

Natomiast bez szans jest okoliczna zwierzyna. Na asfalcie, w takie ciepłe dni wygrzewają się węże (głównie zaskrońce). To co widziałem, to masakra – co najmniej 30 sztuk rozjechanych na przestrzeni 2 km. Byłem też wieczorem świadkiem jak łoś w ostatniej chwili uskoczył przed przejeżdżającym samochodem.

Tak więc okolica straciła na swej atrakcyjności rozumianej jako oaza spokoju.
Rozumiem trend mieszkańców miast by z nich uciekać, ale też widzę degenerację tej oazy.

Coraz więcej przybyszów, ruchu, betonu, hałasu, …

Ostatnie dni to najazd amatorów grzybobrania. Jest to polska specyfika i to nasilająca się.

Jeśli i w tej mierze narzekam, to nie chodzi mi o konkurencję, bo po pierwsze nie zbieramy grzybów na ilość, jak to widzę u wielu (muszą być dwa duże kubły na osobę), po drugie znamy swoje miejsca i to nam daje dostateczną satysfakcję. Zbieramy raczej przy okazji spacerów rowerowych.
Widać wyraźnie na przestrzeni lat zmniejszanie się ilości gatunków szlachetniejszych. Prawdopodobnie wynika to z  tego intensywnego zbieractwa. Większość grzybów  jest zerwana przed wysianiem zarodników i tereny grzybne „wyjaławiają się”.

Mam zwyczaj na parę grzybów zerwanych zostawić i zamaskować kolejny grzyb. To może naiwne, ale gdyby więcej ludzi tak postępowało – myślę, że byłoby to z pożytkiem.

Dodatkowo, grzybiarze wjeżdżają gdzie się da samochodami. I śmiecą.  Co krok butelki lub puszki po piwie. Dziś widziałem taki obrazek: dwie kobiety – w jednej ręce koszyk, w drugiej puszka z piwem. Czy te puszki po opróżnieniu powędrują do koszy z grzybami? Nie sądzę.

A może te kobiety potem wrócą do samochodów?

Tutaj dygresja z mojej ulubionej działki zdrowia. Czy amatorzy piwa wiedzą, że jest to jeden z najgorszych zakwaszaczy? I że nie gasi pragnienia. Jest to napój kaloryczny, który dodatkowo stymuluje insulinę, pobudza apetyt i hamuje redukcje tłuszczu nawet przy wysiłku.

Nasze przeciętne rozumienie siebie i przyrody, sumienie ekologiczne, kultura, są niestety marne. Także nasza alienacja z przyrody jest czymś, co obraca się przeciw ludziom.

A edukacja ekologiczna? Ile mamy tego np. w telewizji? Żeby choćby parę procent na tle różnych bzdur…

Wracam jednak do pozytywów ostatnich dni.

A propos telewizji. Mieliśmy coś lepszego. Na wiosnę „nasza” dzika, ale oswojona już kotka powiła trzy urocze kotki. Gdy tylko przyjeżdżamy wkrótce pojawiają się i zaczyna się …zabawa. Psoty, harce, krążenie po kuchni w poszukiwaniu smakołyków, popisy zwinności na okolicznych drzewach. Mamy dużo śmiechu a nawet wzruszeń. Urocze zwierzaki.

Ostatnie noce były cudownie księżycowe. Czegoś takiego nie obserwuje się w mieście. Czyste niebo i blask księżyca rozświetlający romantycznie i  tajemniczo okolicę.

W ogóle lubię przyglądać się niebu w nocy, i tylko tam, z daleka od łuny miasta, przy czystym powietrzu uzyskuje się to przyprawiające o ciarki wrażenie…

Ale, wczoraj rano wstaję i patrzę w niebo, by ucieszyć oko błękitem i cóż widzę?

Poprzecinane kilkunastoma krzyżującymi się pasmami po horyzont.

Pierwsza reakcja – smugi kondensacyjne za samolotami. Jednak coś tu nie pasuje…

Nie rozwiewają się. Od rana nie słyszałem samolotów. I skąd ich taka ilość – nietypowa dla tego miejsca?

Czyżby chemitrails? Ta hipoteza wydawała mi się dawniej mało wiarygodna, zwłaszcza dla Polski. Może jednak trzeba się temu tematowi bliżej przyjrzeć? Oto  parę linków jakie od razu wynalazłem: http://www.chemtrails.blox.pl/ , http://www.newworldorder.com.pl/artykul.php?id=590 , http://www.otworz-oczy.org/index.php/523/,  http://www.globalnaswiadomosc.com/chemtrails.htm   i dziesiątki innych. Także na  Facebooku jest sporo informacji i akcji, a ostatnio widziałem akcję protestu via tzw. wlepki.

I tak znów krążę koło przyrody i jej zagrożeń…

Ciepło obudziło owady. Lubię je obserwować. Co chwilę jakaś ważka siada na mojej kolorowej czapce. Pająki (chociaż to nie owady) snują wytrwale swoje sieci pięknie błyszczące w słońcu.  Niestety sporo ich porwałem niechcący chodząc po lesie – przepraszam.
Lecą już nitki babiego lata…

Ale najbardziej lubię obserwować te najmniejsze owady. Biorę lupę i nawet przez nią z trudem widzę submilimetrowe muszki (?), które mimo tych mikroskopijnych rozmiarów wyraźnie pokazują swe inteligentne zachowania: coś badają, wybierają drogę, przeprawiają się sprytnie przez przeszkody, jakby chwilami zastanawiają się, poprawiają błędy, nawracają, odlatują … Gdzie u nich mieszczą się zmysły, mózg, mechanizmy ruchu – jak doskonała to konstrukcja w porównaniu z naszymi maszynami.

Gdy wyjeżdżam na dłużej, biorę zawsze laptop by także popracować. Niestety bez zasięgu internetowego, bo i komórka tu nie odbiera z racji przesłonięcia miejsca przez okoliczne górki. Ale to może i dobrze. Pewne prace mogę przecież robić off-line. Tym razem  byłem bez komputera, za to z książkami. To zdjęcie pokazuje jedno z moich działkowych miejsc pracy 🙂 –

hamak
Słodkie miejsce – do odpoczynku i słuchania audiobooków

Ponieważ przez  brak laptopa trochę ucierpiało moje bieżące doglądanie e-biznesów, to na zakończenie pozwolę sobie to nadrobić o tyle, że drogim czytelnikom zaproponuję udział w poniższym.

… [pominięte, było o projekcie którym zajmowałem się tylko przez pewien czas – chyba w końcu upadł przez ograniczenia biurokratyczne w UE, ślady oraz nowsze propozycje znajdziesz na E-Biznes 24×365 ]