Wolna wola a predestynacja

… przeciwieństwem głębokiej prawdy może być także inna głęboka prawda.
Niels Bohr

Tytuł zabrzmiał poważnie, zapowiadając prawie rozprawkę naukową.

Uspakajam, że nie mam takiego zamiaru. Sam temat jest istotnie poważny i wałkowany od wieków;  by móc się kompetentnie na ten temat wypowiedzieć, zapewne musiałbym przebrnąć przez wiele dzieł filozoficznych.

Mimo to wtrącę swoje trzy grosze, dorzucając pewne spojrzenie związane z pojęciem czasu, rolą duszy, …

Istnieje dawny spór, czy wolna wola w ogóle istnieje, bo „wszystko ma swoją przyczynę” i tak, idąc w łańcuszku przyczynowo-skutkowym, niektórzy dochodzą do wniosku, że wszystko jest wynikiem  jakichś warunków początkowych.
Inni twierdzą, że jednak istnieje też przypadek i on to zaburza klasyczną przyczynowość.

Ich stanowisko ponoć wzmacnia teoria nieokreśloności Heisenbega, efekty kwantowe, bifurkacje i działanie atraktorów w teorii chaosu.
Inni znów wierzą w akt woli, który może się przeciwstawić zewnętrznej przyczynie lub przypadkowi. Popularne stało się stwierdzenie (za Victorem Franklem), że pomiędzy akcją a naszą reakcją jest miejsce na akt woli, że nie musimy reagować mechanicznie. Zwłaszcza przejawia się to w prawie naszego weta.

Oczywiście jest to wszystko bardziej skomplikowane.
Zastanawia mnie, czy istnieje zasadniczy konflikt pomiędzy wolną wolą a determinizmem lub tzw. predestynacją, wg której wszystko w naszym życiu jest z góry przesądzone.
Wyobraźmy sobie teoretycznie dojrzałego człowieka, który MA wolną wolę. W każdym świadomym momencie dokonuje sam wyborów, kierując się analizą sytuacji, uwzględniając swoje priorytety, nie oglądając się na innych. Chociaż zarówno sposób myślenia, jak i owe priorytety są jakoś uwarunkowane, a nawet czasem manipulowane,  to subiektywnie człowiek taki twierdziłby, że kieruje się wolną wolą, w każdym razie – nie narzekałby, że ktoś mu coś narzuca. Możemy się zgodzić, że przez wolną wolę rozumiemy tu świadomy akt wyboru uwarunkowany (jednak!) własną hierarchią wartości.

Kiedyś życie tego człowieka się kończy. Wszystkie jego przypadki i wybory zostały zamknięte i tworzą jego „księgę życia”.
W historii żywotów wszystkich ludzi mamy  na dziś tyle takich „ksiąg”, ilu było tych ludzi.
Życia te były bardziej lub mniej wolne, czasami mocno uwarunkowane i zniewolone, ale wszystkie są dziś zamknięte i gdyby były literalnie zapisane – moglibyśmy w nich czytać.
Na podobieństwo zwykłej literackiej powieści – póki ją czytamy, nie wiemy, co zdarzy się dalej, bohaterowie dokonują wciąż wyborów – chociaż książka JEST już napisana i moglibyśmy podejrzeć ciąg dalszy lub zakończenie powieści.

Hipoteza, że nasze księgi życia zostały już napisane, bierze się z wiary w Boga, który zna całą przyszłość, nasz ostateczny los. Stąd (?) też  bierze się doktryna predestynacji.
Nawet jeśli jest prawdziwa, to czy zaprzecza naszej wolnej woli?
Psychologicznie nie, bo jeśli uważamy, że jesteśmy wolni, to nam wystarcza (pozytywizm logiczny).
Ale także teoretycznie. Bo choćbyśmy w 100% byli wolni, to nasza śmierć zamyka doczesną księgę, daje tak czy inaczej jakąś indywidualną sumę. A to, że Bóg ją zna (jest poza czasem) nie oznacza predestynacji!
Ona może wydawać się prawdziwa ex post, ale do ostatniego tchnienia mamy jeszcze jakieś wybory albo wybory i wpływ czynników przypadkowych i zewnętrznych – w tym sensie, w tym momencie,  księga jeszcze nie jest ukończona, i w tym sensie – po śmierci masz los jest już zdeterminowany.

Wiele lektur, mniej lub bardziej ezoterycznych, wskazuje, że czas nie istnieje, że jest naszą ludzką iluzją, interpretacją bardziej złożonego systemu funkcjonowania wszechświata. Wszystko dzieje się synchronicznie. Zatem i nasza przyszłość dzieje się „teraz”, a czas nie jest linearny, możliwe są też „rzeczywistości równoległe”. Nasz ułomny  umysł jest dość bezradny wobec takiego stwierdzenia, co nie oznacza, że nie jest ono prawdziwe.

Jeśli jest, to otrzymamy jeszcze głębszy wgląd w zagadnienie determinizmu. Ale czy ktoś to już rozgryzł? Byłbym ciekaw.
Wydaje się, że przyszłość fizyczna świata, jak i nasze indywidualne losy, nie mogą być przez nas w pełni przewidywalne, ponieważ rodziłoby to paradoksy i zaburzało wolną wolę.
W dziełach teologicznych i ezoterycznych mówi się, że Bóg dał nam wolną wolę i ją szanuje; można powiedzieć, że sam sobie narzucił ograniczenie, by nie ingerować w nasze wybory, ale dając to prawo wszystkim innym ludziom. Nawet jeśli podpowiada lub pomaga, to na nasze prośby lub na zasadzie sugestii – nie naruszającej naszej woli. Jest to zgodne z poglądem Tomasza z Akwinu i obecną wykładnią Kościoła.

Zacytuję jeszcze fragment z pewnego przekazu channelingowego (któremu skłonny jestem zaufać):

Wolną wolą zawiaduje ostatecznie dusza. To ona, a nie świadomy rozum, podejmuje w tej mierze ważne decyzje. To ona wie, co chce osiągnąć i czego chce doświadczać. To ona decydowała o inkarnacji i życiu, w jakie chce się uwikłać. To ona i tylko ona ma prawo decydowania o wszystkim. Kiedy już zdecyduje, przekazuje swoją decyzję poprzez twoją podświadomość do świadomości…

Może  kłóci się to z wyobrażeniami wielu ludzi, ale uważam, że tak może być. Po pierwsze, potwierdza istnienie wolnej woli, a po drugie odwiązuje od wolnej woli wpływy czysto ziemskie np. biologiczne, wychowawcze, manipulacje itp., bo dusza chyba nie podlega takim wpływom…

To jednak już szersze zagadnienie filozoficzno-religijne. W szczególności należy zastanowić się jeszcze nad różnicą między wolną wolą a wyborem…

Ekologiczne?

Zamiast naprawiać świat
poradź sobie najpierw ze swoją głupotą.

Stefan Garczyński.

sztuczne futra
sztuczne futra

Dość powszechnie używa się sformułowania „ekologiczne” do takich wyrobów jak sztuczne futra i kożuchy, torby, buty, galanteria i buty wykonane z różnych plastików.

Na bazie takiego widzenia sprawy powstała moda, a nawet ruch społeczny („naprawiaczy świata”), by nie używać futer lub innych produktów odzwierzęcych.
Czy w rzeczywistości są one ekologiczne?

Po pierwsze, jak wiadomo, większość tworzyw sztucznych nie rozkłada się naturalnie, przeciwnie – ich rozpad może trwać setki lat.

Po drugie, niektóre tworzywa zawierają substancje szkodliwe.

Po trzecie, produkcja tworzyw wymaga dużych ilości energii  i wody oraz chemikaliów, z których część stanowi toksyczny odpad produkcyjny.

Po czwarte, jeśli ekologię pojmować w pełni, ekologiczne jest to, co jest zdrowe dla człowieka. Buty ze sztucznej skóry są nieprzewiewne, w zimie chłodne, koszule z tworzyw podobnie, potliwe, nieprzyjemne i często uczulające – itd. itd.

Generalnie – tworzywa sztuczne są „ciałem obcym” w przyrodzie, natura nigdy wcześniej ich nie miała, nie powstały też bakterie, które potrafiłyby rozkładać większość plastików.

Są też szkodliwe, gdy dostaną się do organizmów żywych.
Odkryto, że niektóre tworzywa, krusząc się, wydzielają opary, minipyłki i włókna szkodliwe dla zdrowia. Znajdują się one zarówno w powietrzu, jak i w wodzie. Zbliż się w gorące dni do popularnych „orlików” – powietrze jest przesycone oparami a biegające po „murawie” dzieci (!) wykruszają wspomniane pyłki i oddychają nimi. Dziękuję za taki sport.  Na marginesie – trudno nazwać ekologiem kogoś, kto nie dba o swoje najbliższe otoczenie – swoje ciało. Z plastikami spotykamy się też w codziennym życiu domowym – nie zawsze zdajemy sobie sprawę z czyhających niebezpieczeństw dla zdrowia, jakie stąd się biorą. *
W wodach, zwłaszcza oceanów, utworzyły się nie tylko olbrzymie ławice plastikowych śmieci, ale także wody te są już zanieczyszczone mikrowłóknami. Flora się degeneruje, a fauna cierpi i ginie od tych śmieci.
Nasz system recyklingu jest ograniczony i niewydolny, a w ogóle wiele śmieci trafia do … lasów, stawów  i na otwarte wysypiska.

Produkcja torebek i galanterii (także tej do kuchni, meblowej itp.) z tworzyw jest stosunkowo tania, więc mamy niebywały zalew takich towarów, które podlegają modzie i są nader często i szybko zastępowane kolejnymi. Stoi za tym duży przemysł powiązany z „big oil” który chcąc wypchnąć na rynek jak największą ilość swoich produktów, jest także zamieszany w propagandę przeciw produktom naturalnym. W wyniku tej nagonki i ostracyzmu zanikło wiele tradycyjnych rzemiosł.

No dobrze, ale jaka jest alternatywa?

Powiem rzecz niepopularną w naszym świecie coraz większej poprawności politycznej i ekologicznej.
Otóż, właśnie klasyczne futra i kożuchy, skórzane buty i inne wyroby naturalne SĄ ekologiczne.

Skóra i włókna naturalne rozkładają się szybko i nie zawierają tylu toksycznych elementów co tworzywa sztuczne.

Ale zwierzęta? – zaoponują ekolodzy i wegetarianie.

Wiem, sam przez lata agitowałem i agituję na rzecz zwierząt i czuję problem **.

Powiem tak: hodowla bydła i trzody nie zaniknie tak szybko, jakbyśmy chcieli. Zamieszane są zbyt duże interesy, a i technicznie to też będzie dość długi proces. Abstrahuję tutaj nawet od polskiego interesu gospodarczego na bazie hodowli, który chętnie przyjęłaby konkurencja zagraniczna. Skoro zabija się zwierzęta dla mięsa, to utylizacja skór jest procesem wtórnym.
Trzeba dodać, że mięso, wbrew propagandzie eko, jest zdrowe, jeśli pochodzi z dobrej hodowli (tj.  w warunkach naturalnych i w czystym środowisku).
Dostarcza niezbędnych kwasów tłuszczowych egzogennych, w przeciwieństwie do diet wysokowęglowodanowych (ale to osobny szeroki temat).
Mam nadzieję, że do czasu, kiedy masowa hodowla i przemysłowa produkcja mięsa zmniejszą się ze względów etycznych i zdrowotnych, zostaną wynalezione takie tworzywa i procesy, które zapewnią im ekologiczność (np. biodegradowalność) na poziomie produktów naturalnych przy zachowaniu ich zalet.

Poza tym – czy nie ma w ruchu antyfutrzarskim hipokryzji? Czy ci protestujący nie jedzą mięsa? Czy pikietują rzeźnie i masarnie?

Oczywiście – naturalne futra czy kożuszki są droższe, podobnie buty.
Ale czyż nie wolelibyśmy mieć wygodnych, eleganckich i zdrowych butów skórzanych?
Czy kobieta musi mieć np. 20 torebek zamiast kilku eleganckich skórzanych lub materiałowych, które mogą być nawet tańsze od plastikowych?
Kożuszek może być zastąpiony nawet bardziej elegancką kurtką bawełnianą z wkładem puchowym lub też bawełnianym.

Co o tym myślisz?

*   Zobacz późniejszy artykuł BPA- wiesz o tym?
** Kiedyś później napisałem artykuł  Nie jestem wegetarianinem.

DOPISEK po … 14 latach.
Problem narasta. Tak jak np. ekspansja rynku odzieżowego.
Jego globalna wartość w 2024 r. szacowana jest na 1, 79 biliona dolarów.
Przeważająca część tej ogromnej gospodarki nadal  przyczynia się do  degradacji środowiska, wykorzystując tanią siłę roboczą i zaśmieca planetę.

Ponad 60% włókien tekstylnych to obecnie materiały syntetyczne, w przeciwieństwie do bawełny, lnu, konopi, a nawet wiskozy. Coraz trudniej znaleźć konfekcję z tych materiałów, chyba że wśród drogich produktów luksusowych.
Góruje tandeta, której cena w sklepach jest niewspółmierna do wartości. Jeśli takie nasze ubrania znajdą się na wysypisku śmieci, w większości nie ulegną rozkładowi.
Co sekundę trafia tam lub do spalarni odpowiednik jednej śmieciarki.
Nadal procesy recyklingu i utylizacji są niedoskonałe lub/i kosztowne.
Także co roku z prania uwalnianych jest do oceanów aż 500 000 ton mikrowłókien, co odpowiada w masie ilości 50 miliardów plastikowych butelek
Do tego dokładają się miliony ton detergentów i innych szkodliwych substancji zatruwających wodę i glebę.
W całość tematu wplata się obecnie wzmożona narracja o ociepleniu klimatu, w której (niezależnie od fałszu co do konsensusu naukowego w sprawie udziału człowieka poprzez CO2) jakby pomija się lub marginalizuje wpływ tych śmieci i przemysłowych procesów ich ew. utylizacji na „ekologię klimatyczną”.
Temat ekologii na tym blogu był wzmiankowany wielokrotnie – patrz tagi #eko #ekologia #klimat itp. powiązane.

Patriotyzm a język

Zły język zdradza złe serce.
Pitagoras

Wiele się ostatnio mówi o patriotyzmie.
Wydarzenia 10  kwietnia 2010 r. znów rozbudziły w nas to uczucie w różnych formach. Patriotyzm, wśród wielu atrybutów, to też dbałość o język ojczysty.

Czytam blogi i fora, dostaję zaprenumerowane biuletyny i … często „ręce mi opadają”. Niechlujność, byki, literówki, nowomowa, zdania bez sensu, często wulgaryzmy. Oczywiście, mikroblog (np. Twitter) lub forum internetowe to formy bardzo skrótowe, spontaniczne, coś w rodzaju luźnej rozmowy – można wybaczyć pewną liczbę pomyłek.

Gdy jednak coś pisze się publicznie, wydaje biuletyn dla subskrybentów, redaguje stronę www, to powinno się okazać więcej dbałości i szacunku dla swoich czytelników. I dla siebie – coś, co umieszczamy w Internecie – staje się w dużej mierze „nieśmiertelne”.
Spotykam sporo wypowiedzi i artykułów krytycznych; myślę, że zwłaszcza tam i tym bardziej należałoby uważać — by samemu nie narazić się na krytykę. 🙂
Dobra rada – redagować tekst w edytorze tekstu z wbudowanym słownikiem (np. Word).
Nie jestem polonistą (ani nawet humanistą z wykształcenia) ani purystą językowym i sam popełniam błędy, ale osobiście staram się tak czynić.

Podobnie poruszają mnie błędy w mowie, zwłaszcza polityków i innych osób publicznych. Jeśli znany aktor mówi wziąść, proszę panią (gdy jest to zwrot grzecznościowy a nie prośba), ludzią,  nie rozróżnia przypadków (tą, tę), to niestety nie daje dobrego przykładu.

Nie będę jednak komentował konkretnych błędów – łatwo znaleźć typowe, np. na poniższej stronie. Mamy teraz uproszczone życie – dzięki Internetowi, słownikom on-line i wbudowanym w edytory, łatwo możemy sprawdzić poprawność i doszkolić się językowo.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Wikipedia%3APowszechne_b%C5%82%C4%99dy_j%C4%99zykowe

 

 

W cieniu polityki

Popełnić błąd to jeszcze nie tragedia.
Tragedią jest upieranie się przy tym błędzie.
François de La Rochefoucauld

Z zasady rzadko dotykam tu spraw politycznych. Tragedia smoleńska dała nam co najmniej tydzień wyciszenia w tej sferze, przynajmniej w mediach publicznych.

Jeśli jednak sięgnąć do forów, serwisów społecznościowych w Internecie, to dyskusje i dywagacje są bardzo gorące i liczne, często dalekie od żałoby. W szczególności dyskusje o spiskowej lub fatalistycznej przyczynie katastrofy. Z pytaniem i jakby prostą odpowiedzią: „w czyim to mogło być interesie?”

W gestach i słowach „zwykłych” ludzi dostrzegam uniesienie, chęć bycia lepszym, bycia razem z innymi, i to mnie też buduje, podnosi na duchu w obliczu lat stopniowej utraty wiary w nasze społeczeństwo.

To, że tak wielu ludzi stoi całą noc by nawiedzić katafalk pary prezydenckiej, że jadą czasami setki kilometrów – daje dowód poświęcenia, uznania/sympatii dla tej pary. Mieszkam niedaleko i widzę co się dzieje – dzień w dzień, noc w noc.

Czy to tylko nasza polska egzaltacja, upodobanie (?!) do martyrologii?

Szeroki temat, którego nie będę rozwijał, ale zwrócę uwagę na jeden aspekt.

Przed wypadkiem media nie oszczędzały prezydenta. Od dawna obserwuję wręcz grubiańskie zachowanie niektórych polityków, dziennikarzy, satyryków. Media wmawiały, że Warszawa jest zdecydowanie za PO, że Kaczyński nie ma szans na reelekcję.

I co widzimy?  Masowe uznanie, hołd prawie jak po zgonie JP II.

Wreszcie, szkoda że dopiero w takim wstrząsie, dostrzeżono przymioty Lecha Kaczyńskiego, jego patriotyzm, konsekwencję i stanowczość w obronie interesów kraju, skromność, uczciwość – te cechy, które nie są medialne, ale tak istotne w SŁUŻBIE  a nie w fasadowości władzy. Oczywiście są i tacy, którzy te sprawy oceniają inaczej, ale mówię o bardzo wielu tych, którzy wyrazili otwarcie swoje uznanie,
Można także się sprzeczać o szczegóły i o to czy Wawel to dobre miejsce pochówku (tu, choć za szybko,  sprawa została przesądzona, więc chyba to nie jest dobry czas na spory).

Historia osądzi wiele spraw, ale wierzę, że postawa Kaczyńskiego była godniejsza niż PR  oponentów. Może przestaniemy dawać się manipulacji mediów i ich mocodawców?

Kwantowa, wciągająca lektura

Wolałbym żyć w świecie, w którym moje życie otoczone jest tajemnicami,
niż w świecie tak małym, że mój umysł by go w pełni pojmował.
Harry Emerson Fosdick

quantum key by Aaron Murakami

W weekendy sięgam po lektury, które odrywają mnie od codzienności, które pozwalają pomarzyć.
Może to kogoś zdziwi, ale nie musi to być tylko literatura piękna. Moje techniczne wykształcenie i zainteresowania skłaniają mnie (i umożliwiają) do zagłębiania się w sprawy trudniejsze, niezwykłe i wykraczające poza wiedzę akademicką.

Na mojej szkicowej stroniczce http://www.BezSamochodu.pl.tl (od roku niestety zaniedbanej) są dwa zalążkowe działy Przyjdzie nowe oraz Z pogranicza, które traktują o wynalazkach i technologiach przyszłości, a nawet o nowych paradygmatach filozoficznych i technologicznych.

Dawno tam nic nie dodawałem – i ze względów czasowych (zajmuję się teraz czym innym) i ze względu na przekonanie, że są to może nie najistotniejsze przyczynki, które nie oddają w pełni mego przeczucia o istnieniu bardziej fundamentalnej i całościowej wiedzy. Co prawda, istnieją liczne próby stworzenia „teorii wszystkiego”, ale żadna z nich nie wydała mi się dostatecznie przekonywująca lub zrozumiała, przydałyby się też praktyczne dowody na ich poparcie.

Otóż jestem pod świeżym wrażeniem książki Aarona Murakami pt. The Quantum Key™, która wydaje mi się dużym krokiem naprzód a jednocześnie jest przystępnym pokazaniem przyszłych możliwości, a nawet ma przełożenie na naszą osobistą, dzisiejszą egzystencję.

Lektura dość szokująca, ale wcale nie taka trudna (po angielsku).

Zachęcam do zapoznania się (zakup e-booka jest wynagrodzony mnóstwem ciekawych bonusów).

Internet … ekologiczny

Niespodziewany aspekt Internetu łagodzi te krytykowane.
LK

Internet bardzo zmienił nasze życie. Stał się nie tylko przełomem technologicznym, ale zmienił wiele w sensie społecznym a nawet kulturowym.

Wśród wielu zmian jakie wprowadził zauważam znaczący wpływ na … ekologię.

Niebywały postęp w dostępie do informacji ma duży wpływ na edukację, w tym ekologiczną, umożliwia integrowanie się ludzi wokół spraw ekologii, organizowanie akcji i monitoringu zagrożeń.

W monitoringu społecznym i instytucjonalnym Internet spełnia też rolę czysto techniczną – można budować bazujące na nim systemy powiadamiania, sterowania i interwencji.

Internet umożliwił pracę zdalną, telekonferencje, szkolenie na odległość – wszystkie te wynalazki potencjalnie zmniejszają zapotrzebowanie na fizyczne przemieszczanie się. Oprócz efektu ekonomicznego wprost ma to wpływ na zmniejszenie zużycia benzyny, mniejsze zanieczyszczenie powietrza, oszczędza czas.

Zwłaszcza zimą teoretycznie oszczędza to energię na ogrzewanie tych pomieszczeń, które potrzebne byłyby do zgromadzenia ludzi fizycznie.

E-maile wypierają tradycyjną korespondencję, e-booki i e-prasa zmniejszają udział wydawnictw drukowanych. Wiadomo, to zaoszczędza drzew i różnych zasobów naturalnych i energii używanych do produkcji papieru.

Postępującą zmiana w sposobie dystrybucji plików – z nośników takich jak CD w kierunku ich przesyłania przez Internet, redukuje pośrednio zanieczyszczenia związane z produkcją tych nośników, ich opakowań i zmniejsza potrzeby transportowe. W efekcie będzie też mniej śmieci.

Wyrazem tego trendu jest po części moja stroniczka na FB Future Books.

Internet bardzo zmienił nasze życie. Stał się nie tylko przełomem technologicznym, ale zmienił wiele w sensie społecznym a nawet kulturowym.

Wśród wielu zmian jakie wprowadził zauważam znaczący wpływ na … ekologię.

Niebywały postęp w dostępie do informacji ma duży wpływ na edukację, w tym ekologiczną, umożliwia integrowanie się ludzi wokół spraw ekologii, organizowanie akcji i monitoringu zagrożeń.

W monitoringu społecznym i instytucjonalnym Internet spełnia też rolę czysto techniczną – można budować bazujące na nim systemy powiadamiania, sterowania i interwencji.

Internet umożliwił pracę zdalną, telekonferencje, szkolenie na odległość – wszystkie te wynalazki potencjalnie zmniejszają zapotrzebowanie na fizyczne przemieszczanie się. Oprócz efektu ekonomicznego wprost ma to wpływ na zmniejszenie zużycia benzyny, mniejsze zanieczyszczenie powietrza, oszczędza czas.

Zwłaszcza zimą teoretycznie oszczędza to energię na ogrzewanie tych pomieszczeń, które potrzebne byłyby do zgromadzenia ludzi fizycznie.

E-maile wypierają tradycyjną korespondencję, e-booki i e-prasa zmniejszają udział wydawnictw drukowanych. Wiadomo, to zaoszczędza drzew i różnych zasobów naturalnych i energii używanych do produkcji papieru.

Postępującą zmiana w sposobie dystrybucji plików – z nośników takich jak CD w kierunku ich przesyłania przez Internet, redukuje pośrednio zanieczyszczenia związane z produkcją tych nośników, ich opakowań i zmniejsza potrzeby transportowe. W efekcie będzie też mniej śmieci.

Sądzę że Internet był jednym ze stymulatorów rozwoju szybkich sieci przesyłowych na bazie światłowodów. Ta technologia, jak myślę, ograniczyła zużycie miedzi do produkcji magistrali kablowych, a rozwój lokalnych sieci radiowych – ilość kabli w ogóle.

Prawdopodobnie istnieje jeszcze wiele innych aspektów technicznych i społecznych jakie Internet wniósł i będzie wnosił w zakresie ekologii, ale już ta refleksja uświadamia wielorakość wpływu Internetu na nasze życie.

Co prawda, dbałość o nasze ciała to też ekologia, więc nie dajmy się uwięzić przed ekranami  komputerów i nie zaniedbujmy ruchu, chociażby przy lekcji gimnastyki … z Internetu, jeśli inaczej się nie da 🙂

Sądzę że Internet był jednym ze stymulatorów rozwoju szybkich sieci przesyłowych na bazie światłowodów. Ta technologia, jak myślę, ograniczyła zużycie miedzi do produkcji magistrali kablowych, a rozwój lokalnych sieci radiowych – ilość kabli w ogóle.

Prawdopodobnie istnieje jeszcze wiele innych aspektów technicznych i społecznych jakie Internet wniósł i będzie wnosił w zakresie ekologii, ale już ta refleksja uświadamia wielorakość wpływu Internetu na nasze życie.

Co prawda, dbałość o nasze ciała to też ekologia, więc nie dajmy się uwięzić przed ekranami  komputerów i nie zaniedbujmy ruchu, chociażby przy lekcji gimnastyki … z Internetu, jeśli inaczej się nie da 🙂

Zimowa refleksja

Nie ma sprawiedliwości nawet nie z czyjejś winy – po prostu z geopołożenia.
L. Korolkiewicz

Lubię zimę dla widoków lub zimowych sportów, ale tegoroczna zima dopiekła (raczej: domroziła) nam mocno. Przywaleni śniegiem, zziębnięci, z niedosytem słońca, mniej mobilni – mamy na co narzekać.

Gminy narzekają na wydrenowanie budżetów przez wydatki na odśnieżanie.

Zima jest droga. Rozważmy to na bardziej indywidualnym poziomie. Mieszkanie w naszej strefie klimatycznej, w odróżnieniu od krajów z ciepłym klimatem, wymusza/powoduje/wymaga:

  • Posiadanie zimowych strojów i butów (co jest droższe niż stroje letnie), można powiedzieć, że dokładamy dużo więcej niż dwukrotnie wydatków
  • Przechowywanie tych zimowych rzeczy, co wymaga dodatkowych powierzchni
  • Konieczność przebierania się do wyjścia, co zabiera czas
  • Odżywiania się bardziej kalorycznego (droższego i często mniej zdrowego)
  • Mniejszą naturalną ruchliwość, co także nie sprzyja zdrowiu
  • Większą podatność na przeziębienia i niektóre inne choroby (koszty leczenia i absencji/nieaktywności)
  • Mniejszą ekspozycję na słońce, które wytwarza na skórze życiodajną witaminę D
  • Więcej depresji i gorszego humoru
  • Ogrzewania pomieszczeń – olbrzymie koszty!
  • Budowy domów o grubszych murach, szczelniejszych oknach
  • Odśnieżanie dróg, placów, chodników (koszty)
  • Uszkodzenia dróg, awarie wodociągów, trakcji elektrycznych (> tegoroczne doświadczenia)
    Zwiększenie kosztów komunikacji – większe wydatki paliwa, zimowe opony w samochodach, s także wyłączenia komunikacji
  • Większą wypadkowość na drogach
  • Krótszą wegetacja roślin – mniejsze plony, rzadsze owocowanie/dojrzewanie, koszty magazynowania płodów na okres zimowy
  • Itd..
    Do tego dochodzą mniejszy kontakt z przyrodą, mniejszy komfort życia.

Osobiście wiem, że ciepły klimat lepiej mi służy.

I dlatego marzy mi się Ameryka Południowa, a może południowa Francja?

W wielu ciepłych krajach, a zwłaszcza tych mniej zurbanizowanych, życie jest naprawdę znacznie tańsze i może być przyjemniejsze.

… Coraz częściej zaglądam na http://www.internationalliving.com i zastanawiam się: kiedy i gdzie 🙂

Formuła 5

Ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka.

formula 5

Przez pewien czas zamierzałem zajmować sie pewnym konceptem nie tylko biznesowym, który stosunkowo prostymi środkami (do wyboru z kilkudziesięciu) pozwala PODWOIĆ:

  • zyski firmy w ciągu roku
  • efektywność w nauce
  • szybkość osiągania celów…

Powstała dedykowana witryna, ale ostatecznie, ponieważ wymagałoby to ode mnie czasu, a aktualnie mam inne priorytety – projekt zarzuciłem.

W najkrótszym ujęciu – możesz podwoić efektywność jeśli odkryjesz kilka czynników, które się na nią składają i stopniowo będziesz polepszać każdy z nich.

Tytułowa metoda zakłada 5 czynników; dla podwojenia trzeba aby to ulepszenie dla każdego z nich wynosiło przeciętnie 15%. To, w wielu przypadkach, nie musi być trudne.

Zauważmy: podwyższenie (ulepszenie) elementu o 15% to współczynnik 1,15.  Zatem

1,15 x 1,15 x 1,15 x 1,15 x 1,15  = 2,01 czyli ok. 200%

Oczywiście, jest to schemat teoretyczny – wkład czynników może być zróżnicowany, może zadziałać dodatkowa synergia (korzystna lub nie), nie zawsze możemy wskazać czynniki multiplikatywne.

W istocie nie jest to aż tak odkrywcze – bezwiednie ta metoda była stosowana wiele razy, oczywiście nie koniecznie przy 5 czynnikach. Jednak została do perfekcji opracowana przez Paula Lemberga i Andy Jenkinsa w firmie Stompernet w kontekście sprzedażowym. Chodzi o owe 5 czynników i o liczne metody poprawy każdego z nich. To dość rewolucyjna metoda biznesowa. Dość  szczegółowo jest to przedstawione w darmowym e-booku (pdf, po angielsku), który możecie ściągnąć z tej strony tutaj.

W Polsce o tej metodzie chyba jeszcze stosunkowo mało się wie, ale została zauważona np. przez Kasię Szafranowską, w jej ambitnym programie podnoszenia efektywności nauczania i nauki własnej w ramach serwisu Synergia. Zobacz np. notatkę na ten temat w postaci mapy myśli  – http://www.synergia.org.pl/artykuly-43.html.

W kontekście efektywności osobistej jest ona pośrednio przedstawiona w świetnym kursie Optymalizator życia Sebastiana Schabowskiego i  Pawła Sygnowskiego. W pierwszej lekcji, która jest o produktywności i zarządzaniu sobą w czasie, autorzy podkreślają podstawowe znaczenie zasobu na który mamy duży wpływ, tj. na swoją energię. Zależy ona od przynajmniej 4 podstawowych czynników – rodzajów subenergii. Mamy energie:

• fizyczną
• mentalną; (głównie chodzi o skupienie uwagi)
• emocjonalną (głównie chodzi o negatywne emocje i zahamowania)
• duchową (nie musi oznaczać religii – chodzi głównie o poczucie celu i sensu działań).

Warto zapoznać się z tą podstawową (i mało znaną!) wiedzą z wymienionego kursu (BOGATEGO  w równie nieznane fakty). Jeśli ktoś chce szybko zapoznać się z ową metodą wzmacniania osobistej energii może sięgnąć do bezpośredniego źródła, np. wykładu (ok. 1 godz., po angielsku) – http://www.youtube.com/watch?v=tke6X2eME3c

O efektywności dyskutujemy też w grupie Rozwój i Efektywność (Facebook).

Krasa lasu w śniegu

Krasa lasu w śniegu po raz kolejny mnie urzekła.

Przypomniał mi się  mój

Stary temat

Dzwonią, dzwonią sanie

mkną w biel bajeczną.

Jaka piękna sanna

Hosanna!

Śnieżny pył na twarzy

leccyśmy jak on,

zielone świerki jakże pachną,

dzwoń dzwoneczku, dzwoń!

Jakie powietrze, jaka krasa!

i pegaz ognisty.

Twój nosek w futerku

i śmiech perlisty.

Z echem w zawody!

Z fantazją kozacką

szal powiewa i furczy,

trzymam lejce chwacko.

Przytul się i leć

to w ten blask,

to w gęstwinę ciemną.

Pędź do mnie, pędź ze mną!

(1982)

MLM – trudny?

Nowe przysłowie: Współpracą LUDZIE się bogacą.
LK

Dołącz

MLM to multilevel marketing.
W Polsce zasłynął we wczesnych latach 90. za sprawą Amway’a, a potem dziesiątek innych biznesów marketingu bezpośredniego. Z powodu paru „czarnych owiec” taki sposób zarabiania wzbudza wśród niektórych nieufność. Kojarzy się też z akwizycją, sprzedawaniem od drzwi do drzwi, z piramidami finansowymi, itp. Jednak, nawet w samym Amway’u i w stosunku do lat 90. w tym biznesie zmieniło się tak wiele, że warto zmienić także takie stereotypy.
Nie jest to zajęcie dla każdego. Zwłaszcza dotąd wymagało sporego zaangażowania. Często założenia działalności gospodarczej. Jednak jeśli myśli się o poważnych dochodach, o zbudowaniu niezależności finansowej, to jest to jedna z najlepszych możliwości. Tak zrodziło się wielu milionerów.

W samej Polsce działa w tej chwili kilkadziesiąt systemów, powstają wciąż nowe. Ich przegląd znajdziesz np. tutaj http://www.networkmagazyn.pl/strona/lista-firm/  (tamże w ogóle dużo informacji o MLM).

Dzisiaj mamy jednak sporo sieci, które zajmują się wyłącznie produktami wirtualnymi, czyli MLM staje się czystym e-biznesem.

A skoro tak, to biznes ten staje się dużo prostszy!

Ta forma MLM jest rozwinięta zwłaszcza w Ameryce i na „zachodzie”. Internet świetnie nadaje się do pozyskiwania partnerów, budowania struktur, szybkiego dostarczania produktów, automatyzacji sprzedaży i naliczania prowizji. Także wiele popularnych programów partnerskich (PP) ma elementy wielopoziomowych struktur.
Czy pozyskiwanie partnerów nie kojarzy Ci się z platformami społecznościowymi? Ależ tak. Dlatego to miejsce doskonale nadaje się do umieszczenia tej notatki.
Ale czy będąc na takich platformach miałeś szansę przy okazji zarabiać? Facebook czy twitter na pewno zarabiają krocie i są już warte miliardy dolarów. Ale czy szeregowi uczestnicy tych platform coś z tego mają?

I tu zrodził się pomysł na połączenie MLM z serwisami społecznościowymi. Widzę, że ta idea zaraziła już paru potentatów, ale chcę zwrócić uwagę na coś, co wg mnie będzie rewelacją i pobije w ostatecznym rozrachunku wszystkie inne platformy.

{dalszy ciąg dotyczy projektu który z czasem znacznie się przeistoczył, ale jego element społecznościowy zapewne przetrwa przez dziesięciolecia (?) }

Jeszcze niewiele się o tym mówi, bo oficjalny debiut tego GLOBALNEGO systemu dopiero nastąpił 16 stycznia (w Niemczech) i szereg jego elementów dopiero się tworzy.
Mam na myśli projekt Enigro-Unaico i związaną z  nim platformę SiteTalk.com.
Jeśli pobudziłem Twoją ciekawość, to zapraszam na stroniczkę http://www.enigro.strefa.pl po więcej szczegółów oraz do dołączenia.
Tam także znajdziesz informacje o regularnych webinarach szkoleniowych i sposobie zapisania się.
Daj sobie życiową szansę i wykorzystaj okazję zostania pionierem tego nowego konceptu.