Kondycja i sylwetka

Sport, ale jaki i po co?

Migawka z dzisiejszego (niedziela 6.01.2013) Biegu Noworocznego
w Parku Skaryszewskim  Warszawa.

Jestem za bieganiem po elastycznym gruncie, ze względu na stawy asfalt jest problematyczny.
Tutaj bieg był we względnie czystym środowisku, gorzej jeśli urządzany jest na ulicach miasta, gdzie często obok występuje ruch uliczny i spaliny.

Preferuję/polecam raczej  dla schudnięcia i budowania sylwetki trening siłowy:

http://www.menshealth.pl/fitness/Trening-Spartakusa-cwicz-krocej-zyskaj-wiecej,4073,1

(autorzy mylą się co prawda, że nie było odpowiednich badań potwierdzających ich metodę), a zwłaszcza w wygodnym, tanim i fachowym rozwiązaniu 7-minutowego treningu.

Oczywiście wszystko zależy od celu – wtedy można się spierać; zobacz porównanie:

http://www.menshealth.pl/fitness/Silownia-czy-bieganie,3425,1

Jak dla mnie – ćwiczenia bez specjalnych przyrządów W DOMU,  w dowolnym czasie I DO 30 MINUT (z wewnętrznymi przerwami) i co 2 dni, to sama wygoda, oszczędność czasu, zbędnego wysiłku i … przyjemność.

A zamiast biegów przeszedłem na nordic walking a zimą na biegówki ZA MIASTEM  – bardziej odpowiednie dla starszego pana 🙂

PS. zobacz moje wcześniejsze wpisy na temat „7 minut” .

Chemtrails – alert

…patrząc, nie widzą, a słuchając, nie słyszą ani nie pojmują…
Mt 13,13-15

chemtrails

Uzupełnienie poprzednich postów o smugach chemicznych:

Chemtrails – moje przyczynki dowodowe

(zawiera liczne linki; UWAGA – przy braku połączenia wpisz w wyszukiwarce:
http://www.facebook.com/notes/leszek-korolkiewicz/chemtrails-moje-przyczynki-dowodowe/252884591416013 )

… i wstrząsający, poważny film (który to już z rzędu?)

Podnieśmy głowy!
Co mam na myśli – pod koniec tekstu.

Dlaczego góry

Wszystkie nasze marzenia mogą stać się rzeczywistością
– jeśli mamy odwagę je realizować.
Walt Disney

Bieszczady

(z perspektywy Warszawiaka, pisane 3 lata temu – temat ożył po kolejnej wizycie w Bieszczadach).

Dlaczego marzą mi się góry na miejsce zamieszkania?

Kocham góry. Wiele razy tam bywałem, tam stawiałem swoje pierwsze kroki jako dziecko, tam poznałem żonę. Góry są piękne.

Niziny bywają piękne, ale trochę monotonne i widokowo nie mogą się równać z widokami górskimi.

Góry dają dalekie perspektywy nie tylko dosłownie – gdy stanie się na którymś ze szczytów, ale i w szerszym sensie.

Dają poczucie siły, spojrzenia na wiele spraw właśnie „z góry”. Tam najłatwiej znaleźć spokój i prywatność. Z drugiej strony – współcześnie dobre zaopatrzenie dociera prawie wszędzie, a gdy chcemy – przez TV, Internet, telefony – mamy natychmiastowy kontakt z całym światem.

Tam mamy dwa-trzy-cztery atrakcyjne sezony– dla siebie i dla gości (turystycznie – większa dochodowość w przypadku wynajmu pokoi lub innych usług).
Piękne lato, kolory jesieni i przepiękna zima. Słoneczna wiosna jeszcze z topniejącymi śniegami też urzeka. Przyroda zachwyca nie tylko widokami – to mnogość roślin, form skalnych, szmer strumieni i wodospadów, słońce na połoninach i orzeźwiający cień lasów i ich magiczny majestat.

Kto lubi górskie wędrówki, zdrowy wysiłek – ma pole do popisu.

Góry zapewniają więcej ruchu – dla zdrowia (kondycja, dobre powietrze). Tereny górskie na ogół ekologicznie są czystsze – tam nie ma przemysłu, w szczególności czysta woda górska, a bywa że wody są lecznicze/mineralne.

Las to nie tylko  rekreacja i zdrowie, to opał, budulec, wszelkie inne dary lasu.

Staje się realne uprawianie narciarstwa nie tylko akcyjnie raz w roku, w tym biegowego i snowboardu lub saneczek.

W pobliżu zalewów i jezior – rekreacja wodna, żeglarstwo, bojery, wędkarstwo, itp. – dodatkowy atut dla turystów, także widokowy. Wtedy także łatwiej o ryby (także pstrągi z hodowli – dla zdrowia!).

Popularna staje się turystyka konna – jest już sporo dostosowanych szlaków.

Morze jest OK., ale ogranicza cię z jednej strony; natomiast góry (nie za duże) dają punkt wypadowy na 4 strony świata. Ponieważ znajdują się na południu Polski, to jest bliżej Europy „cywilizowanej” – Czech, Niemiec, itd. Bliżej do ciepłych mórz i atrakcji turystycznych południa – granice przecież nie istnieją, a drogi są dobre! (np. z Kotliny Kłodzkiej do Chorwacji Płn. lub Triestu niecałe 600 km, a do Świnoujścia 400, z Bieszczad nad Adriatyk 750 km, a do Zalewu Wiślanego 600 km, a do Świnoujścia nawet 850 km –wszystkie odległości teoretyczne – w linii prostej).
Z kolei, do naszej kulturalnej stolicy – Krakowa też bliżej niż z Warszawy (lub do Wrocławia oraz wielu uroczych, zabytkowych miasteczek pogórza). Ew. bliskość granicy umożliwia(ła) dokonywanie zakupów niektórych produktów po niższych niż u nas cenach, a może nawet jakiś handel transgraniczny? Chociaż jest to trochę kłopotliwe, to niektórzy mieszkańcy Bieszczad zaopatrują się w benzynę i inne produkty na Ukrainie sporo zyskując.
A w ogóle życie w tych miejscowościach górskich, które poznałem, jest tańsze niż w Warszawie – porównując ceny produktów. Jeśli ktoś umie i chce – może mieć też większą samowystarczalność na bazie ogródka, sadu lub hodowli.
Marzy mi się np. sytuacja, gdy kiedyś Ukraina będzie w Unii E. lub złagodzi obostrzenia graniczne – wtedy dostęp z Bieszczad do pięknego Lwowa z jego bogatą ofertą kulturalną i tanim dla nas życiem byłby gratką i fajnym przerywnikiem dla wsiowego życia.

Drogi w Bieszczadach (i nie tylko) są dobre (miejscami b. dobre – zwłaszcza w porównaniu z ukraińskimi).

Dla mieszczucha możliwy jest i taki wariant: mieszkanko np. w uroczym Przemyślu z pełnym dostępem do walorów sporego miasta plus chata górska z dojazdem w godzinę lub mniej – na weekendowe wypady lub na dłuższy pobyt w przypadku emerytów lub wolnych zawodów.

Przy budowie domu w górach możliwe są dodatkowe oszczędności, bo naturalne materiały budowlane (kamień, drewno, żwir,…) są łatwiej dostępne, a siła robocza w przystępnej cenie (górale znani są z tego, wynajmuje się ich w całej Polsce).

To budowanie na skale – dosłownie i w przenośni (po sprawdzeniu usuwisk). Miejscami istnieje możliwość wykorzystania źródeł termalnych do ogrzewania domu lub kąpieli.

W górach realna jest także naturalna energetyka wodna i wiatrowa (na małą skalę – potrzeby domowe) oraz słoneczna – zwłaszcza w przypadku stoku południowego. W takim położeniu istnieje też możliwość uprawy winorośli. Widziałem niejednokrotnie  jak tam wszystko ładnie rośnie. Coraz modniejsze i opłacalne stają się uprawy ekologiczne.

Dla patrzących dalekowzrocznie – wobec przepowiedni zalania terenów nadmorskich w zw z przewidywanym ociepleniem klimatu – w górach będzie  bezpieczniej, bezpieczniej może być też wobec kataklizmów przez osłonięcie i w przypadkach ekstremalnych (sic!) – przez ew. bliskość jaskiń w niektórych rejonach. Mówiąc poważniej – może być bezpieczniej na co dzień – można w sposób naturalny utrudnić dostęp intruzom, mieć teren pod wzrokowym nadzorem. Ale – jak widzę w Bieszczadach – większość domostw jest nie ogrodzonych, bo właściciele czują się bezpiecznie. Bo i ludzie są życzliwsi – nie tylko w tym że mówią sobie „dzień dobry” na szlaku.

Tu żyje się spokojniej niż w mieście, czas jakby płynął wolniej.

Także aklimatyzacja społeczna w Bieszczadach (gdzie indziej sytuacja będzie inna) jest względnie łatwa – tutejsza ludność jest w większości napływowa, a ostatnio budujący się to dobrowolna, pasjonacka emigracja miejska. Myślę, że są to ludzie z którymi nadaję i odbieram na jednych, typowo górskich „falach”. 🙂 Góry kształtują charaktery, i mieszkańców i turystów – tu spotkałem zawarłem wartościowe znajomości, tu jest inna „publiczność” – nie leniwa (leżeć bykiem na plaży) i zabawowa (bary i dyskoteki) lecz szukająca piękna i refleksji…

Działki w górach nie są jeszcze relatywnie drogie. Nawet jeśli pomysł zamieszkania w górach nie ziści się, to warto rozważyć inwestycję właśnie tam – do odsprzedania za jakiś czas (a tymczasem można by tam dla siebie postawić jakiś wakacyjny baraczek?) lub/i na wynajem.

Także mieszkania w miasteczkach górskich są tańsze niż w Warszawie czy innych większych miastach.

Cytuję wypowiedzi agentów nieruchomości, na przykładzie Bieszczadów (sprzed 3 lat):

„…Ale Bieszczady i tak są skazane na sukces, analitycy wróżą im karierę w ciągu najbliższych kilku lat.

– Stygnie rynek nieruchomości w dużych miastach, a rozpoczyna się gorący czas dla miejscowości turystycznych. Czas na Bieszczady dopiero nadejdzie. Myślę, że w ciągu pięciu lat – prognozuje Jaromir Rajzer.”

„Już teraz Bieszczady odkryło wielu bogatych Polaków. Jak zdradzają podkarpaccy pośrednicy nieruchomości, coraz więcej rośnie w Bieszczadach ekskluzywnych letniskowych chat wartych po około miliona złotych każda. – Są całe enklawy oddalone od drogi, np. w okolicach Rajskiego, gdzie stoją takie chaty…. to osoby ze świata kultury – piosenkarze, aktorzy, są też biznesmeni, znani architekci.”

Oczywiście, trzeba znaleźć odpowiednie miejsce – spełniające szereg wymienionych warunków, w tym ze względnie dobrym dojazdem i mediami.

Dlaczego Góry?

Oto parę wypowiedzi pod którymi się podpisuję:

Nie tylko dla pięknych widoków ze szczytu – głównie dla/dzięki ludziom, z którymi się w górach spotkałem, ludziom – z którymi nadaję na jednych, typowo górskich falach.

—-

W górach gdy się potknę i wywrócę, nikt nie spojrzy podejrzliwie że może pijana jestem, za to wyciągną się do mnie życzliwe, pomocne dłonie, za to spotkam się z pełnym troski pytaniem czy nie potrzebuję pomocy. Nikogo nie obchodzi w co jestem ubrana. No, może czasem jaki bardziej doświadczony turysta (poznaję ich po znoszonych butach) łagodnie zasugeruje, że klapki to nienajlepsze obuwie na Giewont, a na Zawrat lepiej wziąć coś ciepłego…Byłam świadkiem scen gdy ludzie dzielili się z obcą , przygodnie poznaną osobą kanapką i piciem, gdy na trudniejszym przejściu podawali sobie rękę, lub cierpliwie czekali na wąskim przejściu na osobę słabszą. Góry uwalniają tolerancję.
… Na ogół – panuje powszechna życzliwość i tolerancja. Dlaczego jeszcze ? Dlatego, że by dostać nagrodę w postaci pięknego widoku, najpierw trzeba się zmęczyć, pokonać własną słabość, często lęk wysokości.

Dalekie miasta są niczym” – jak mówi rajdowa piosenka, ale przecież można dość szybko do nich się dostać, gdy trzeba.

Co o tym wszystkim sądzicie? Może ktoś ma jakieś doświadczenia i takie plany przeniesienia się z  interioru Polski w góry?

Mój stary patent na zmywanie

Czy jestem oszczędny w laniu wody?

zmywanie

Czytam, że zmywarki zużywają dużo mniej wody i energii niż zmywanie tradycyjne.

Hm, zależy jak to się robi. Mam wrażenie, że to w dużej mierze  reklama zmywarek.

Kiedyś mieszkałem na ostatnim piętrze starego domu, który był na górce, przez co często brakowało wody lub ciśnienie było b. niskie. Woda była z termy.

Żartowałem wtedy, że kocham wieczorne programy TV, bo … można było się wykąpać 🙂

Miałem jednokomorowy zlew. Po jedzeniu naczynia zawsze były przynajmniej lekko spłukane, więc odpadało namaczanie czy skrobanie. Wymyśliłem taki sposób:

Układam czystsze w zlewie, dodaję płynu do zmywania.

Puszczając porcjami nieduży strumień gorącej wody myję zwilżoną (w już nabranej spienionej wodzie) myjką  daną sztukę i od razu spłukuję wodą tego strumienia, która i tak ma być napuszczona. Odkładam na suszarkę, itd. W ten sposób stężenie brudu w wodzie nie rośnie (bo wody powoli przybywa), a gdy zlew jest (prawie) pełny połowę naczyń mam już wypłukanych w idealnie czystej wodzie i zwolnione miejsce w zlewie na sztuki brudniejsze, np. garnki.

Teraz muszę dodać jeszcze trochę płynu, bo jego stężenie zmalało, a naczynia też wymagają go więcej. Po ich umyciu i wylaniu pomyj, płukanie już też nie wymaga wiele wody – ustawiam garnki mniejsze w większe, a nad nimi płuczę w bieżącej wodzie po kolei sztuki najmniejsze i odkładam. Przelewająca się woda napełnia stopniowo pozostałe garnki, które wstępnie się płuczą.  Kończę dokonując końcowego płukania w niewielkiej ilości bieżącej wody, jej resztki zużywając do umycia zlewu.

Dziś, chociaż nie muszę, bywa że właśnie tak zmywam, rozmyślając na ile oszczędzam wodę, energię i pośrednio środowisko. Podobno miarka do miarki…

PS. lubię pomedytować w czasie zmywania.

Zamieszania wokół geoinżynierii ciąg dalszy

Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu.
William Shakespeare

chemtrails

We Wrocławiu w dn. 30 stycznia 2011 odbyło się pierwsza polska konferencja nt.
chemtrails(ów) czyli chemicznych smug na niebie.

Nagrania z tej imprezy można było znaleźć na http://niezaleznatelewizja.pl/

Także miesięcznik „Czwarty wymiar” nr 4/2011 opublikował reportaż
(„Chemtrails – dlaczego zabieracie nam niebo„) krótko podsumowujący
wystąpienia prelegentów.

O ile z tych informacji wynika, że bezsprzecznie zjawisko takie ma miejsce i to
globalnie (osobiście też jestem o tym przekonany, bo wciąż robię zdjęcia
zjawiska, niektóre publikowane np. na facebooku), to jego cel i mocodawcy
stanowią nadal tajemnicę. Prelegenci podali wiele możliwych scenariuszy, co
daje nam szerszą wiedzę, ale pozostawia problem otwarty.

W „Polityce” nr 47 z 2010 pojawił się artykuł „Leczenie klimatu aspiryną
( http://www.polityka.pl/nauka/ekologia/1510470,1,ryzykowna-geoinzynieria.read ) pośrednio sugerujący, że powstają projekty i  próby schładzania Ziemi przez rozpylanie różnych substancji w atmosferze.

Podzielam niepokój niektórych naukowców i autora, że jest to igranie z puszką Pandory, zwłaszcza gdy czytam, że tą substancją może być np. siarka.

To kojarzy się od razu z kwaśnymi deszczami, ale siarka w aerozolu to zapewne nic korzystnego dla ekosystemów. Przyjmijmy, że część naukowców ma dobre intencje i dostateczną wiedzę, aby rzeczywiście ochronić Ziemię przed jakąś dramatyczną zmianą klimatu. Skoro tak, to dlaczego nie informuje się o tym społeczeństwa?
Przypuszczam, że po pierwsze nic nie jest pewne, w tym wpływ CO2 na zmianę
klimatu, a nawet że intencje wcale nie muszą być tak szczytne. Jedną z
obserwacji, które przeczą wpływowi CO2 na ocieplenie  klimatu Ziemi jest odnotowywane ocieplenie … Marsa, co sugeruje wpływ Słońca.

To zamieszanie powiększa ciekawa informacja jaka ukazała się w nr 3/2011  „Nieznanego Świata” w artykule „Potrzebujemy więcej dwutlenku węgla!„.
Czytamy m.in. o tym, że już w 1960 roku CIA zajmowała się wpływem CO2 na ludzką świadomość i wg niedawno ujawnionych dokumentów, ustalono że większa zawartość dwutlenku węgla w powietrzu wpływa na podniesienie … ludzkiej świadomości a także pozwala redukować stres, napięcie i lęki. Ludzie wolni od strachu, z przebudzoną świadomością są o wiele trudniejszym obiektem manipulacji. A może to właśnie komuś się nie podoba? I stąd cała awantura zamaskowana pod szyldem ekologii?
Ta właściwość CO2 jest kontrowersyjna, ale koresponduje z zaskakującą informacją  z różnych źródeł (np.  I.Nieumywakin „Woda utleniona dla zdrowia„) że to nie nadmiar ale pewien niedosyt dwutlenku węgla powoduje złe dotlenienie organizmu (na poziomie komórkowym). A to niedotlenienie jest powodem większości chorób i naszej złej kondycji…
Pisałem już o tym wszystkim i do tematu będę jeszcze powracał. Ponieważ nie ufam w ciemno …

Śmierdząca sprawa

Psy patrzą na nas z szacunkiem, koty z pogardą, a świnie jak na równych sobie.
Winston Churchill

kupa wstydu

Śmierdzących spraw mamy teraz wiele, ale dziś krótko o bardzo przyziemnej – dosłownie i w przenośni.

Pada i pada, ale wyszedłem rano po gazety. Z balkonu powietrze wydawało się rześkie i przyjemne – przy okazji przewietrzę się.

Wychodzę na ulicę i … jestem uderzony falą smrodu.

Śnieg stopniał i odsłonił całe masy wszelkiego śmiecia ale zwłaszcza – co krok – psie odchody. To one, po odmrożeniu, tak śmierdzą.

Odsłania się więc i kultura naszego społeczeństwa.
Owszem – są na ulicy specjalne kosze na psie ekstrementy, ale nie widziałem aby ktoś z nich korzystał. Raczej widuję, że są zapchane czymkolwiek.

Od razu przypomina mi się prawie codzienne doświadczenie. Wchodzę do windy i czuję smród. Psi. Utrzymuje się dość długo.

Czasem widzę sąsiadów w windzie ze swymi pupilami. Te, utytłane „po pachy” po chwili wprowadzane są na pańskie salony.

Nawet nie próbuję sobie wyobrazić czystości takiego domu, zapachów w nim – oszczędzam sobie takich „przyjemności”.
Także ściany domu wokół – obsikane.
Inne niedogodności to na przykład ranne lub nocne pobudki za sprawą psów. Prawie codziennie już między piątą a szóstą rano szczekanie dwóch psów na różnych piętrach stawiające dom na nogi – domagają się wyjścia za potrzebą. Podobnie czasem po północy. Z okna słychać nawoływania właścicieli oraz dalsze szczekania…

Kiedyś chyba napiszę dłuższy pamflet na temat miejskich psiarzy, bo ma on wiele ciekawych aspektów. Od współczucia dla właścicieli i dla samych psów, po kulturowe zjawiska w tej specyficznej grupie społecznej…

Wiedza – potrzebna na każdym kroku

Po pierwsze nie szkodzić.
Hipokrates

karmnik-ptaki

Wielu z nas poruszonych ciężkim losem ptaków, które w tak trudnych warunkach zimy muszą szukać pożywienia, zaczyna dokarmiać je na własną rękę, czy to w ogrodzie, czy na balkonie czy też w parku. Jednak nie każdy z nas jest chyba w pełni świadomy faktu, iż takie dokarmianie niewłaściwie prowadzone może stanowić wręcz zagrożenie dla życia tych małych i jakże wrażliwych organizmów.


Dlatego zanim zabierzemy się za tak godne uznania uczynki powinniśmy zapoznać się z podstawowymi zasadami dokarmiania ptaków, które ochronią je przed komplikacjami zdrowotnymi, a nawet śmiercią.


Ważne jest by przestrzegać tych zasad podczas całego cyklu karmienia, regularnie i z odpowiednią do warunków otoczenia częstotliwością.
Jeżeli czujemy, że nie potrafimy sprostać tym wymaganiom – nie podejmujmy się tego wyzwania. OCHRONIMY TYM SAMYM PTAKI przed takimi konsekwencjami nieodpowiedzialnego karmienia jak choroby układu pokarmowego tj. kwasica i biegunka w przypadku zbyt dużej ilości pieczywa w pokarmie, osłabienie odporności wskutek niedoborów składników pokarmowych w mało zróżnicowanej diecie, pasożyty i inne choroby poprzez spożywanie karmy zabrudzonej odchodami innych ptaków, a także śmierci w przypadku dostarczenia im solonego pokarmu lub zwyczajnie w przypadku zaprzestania ich dokarmiania.

 

6 NAJWAŻNIEJSZYCH ZASAD – czyli o tym, czym powinniśmy się kierować przy zakładaniu i prowadzeniu ptasiej stołówki:

 

1.      Sezonowość – Nie dokarmiajmy przez cały rok. Rozpocznijmy dokarmianie, gdy warunki pogodowe takie jak niskie temperatury, pokrywa śnieżna, marznący deszcz mogą stanowić poważne utrudnienie w odnalezieniu przez nie pokarmu (w zależności od roku to może być październik lub listopad), a zakończmy na wiosnę (tj. w marcu, na początku kwietnia). W cieplejszych okresach zimy dokarmianie powinno być mniej intensywne niż podczas mrozu.

 

2.      Systematyczność – Ptaki przyzwyczajają się do miejsca zdobywania pożywienia, dlatego tak ważne jest ich regularne dokarmianie w całym niesprzyjającym pogodowo okresie. Jeżeli zaprzestamy nagle dokarmiania, umrą czekając na pożywienie w miejscu, które kojarzy im się z łatwo dostępną bazą pokarmową.

 

3.      Różnorodność – Bogate, wieloskładnikowe menu pozwoli wybrać ptakom najodpowiedniejszą dla potrzeb ich organizmu karmę, zwiększając tym ich odporność. Pamiętajmy, by nie podawać ptakom pokarmów solonych ani nie stosować pieczywa jako karmy podstawowej!

 

4.      Higiena – Dbajmy o higienę pokarmu jak i miejsca jego spożywania. Zarówno woda jak i karma powinny być świeże. Regularnie oczyszczajmy karmniki z resztek pokarmu oraz odchodów. Mogą stanowić one źródło wielorakiego rodzaju chorób zakaźnych.

 

5.      Ochrona przed wilgocią – Konstrukcja karmnika powinna zapobiegać zawilgoceniu karmy, która łatwo ulega zamarzaniu w sprzyjających okolicznościach, stanowiąc zagrożenie dla przełyków ptaków, jak również mocno wyziębiając ich organizm.
W przypadku niczym nie zabezpieczonych karmników, jak wiszące siatki należy wieszać je w miejscu osłoniętym np. na ganku, pod okapem itp.

 

6.      Ochrona przed drapieżnikami – Wybierając miejsce lokalizacji, sytuujmy je w miejscu pozostającym poza zasięgiem kotów i innych drapieżników.

 

ODPOWIEDNIE MENU – czyli jak skomponować menu by przyciągnąć do siebie grupę potencjalnych klientów.

– nasiona oleiste np. słonecznika (dla sikor, wróbli, gilów, zięb)

– nie solona słonina, łój lub smalec (dla sikor, dzięciołów, kowalików)

– nasiona zbóż np. owsa, prosa (dla trznadli)

– orzechy (dla sikor, dzięciołów, kowalików)

– mieszanki tłuszczowo – nasienne np. kule z łoju oraz nasion słonecznika, lnu, prosa

– owoce np. jabłka, jarzębina, rodzynki (dla kosów, kwiczołów)

– drobne kawałki pieczywa, nie spleśniałe (i tylko jako niewielki dodatek do karmy).

– nie dawać ryżu – ten pęcznieje w żołądku  i może stanowić zagrożenie.

—-

Na podstawie (głównie) artykułu w magazynie Targówek, nr 9/2010: JAK ZORGANIZOWAĆ 5- GWIAZDKOWĄ PTASIĄ STOŁÓWKĘ.

Gazy cieplarniane, smugi na niebie i podejrzenia

By wiedzieć, co ludzie rzeczywiście myślą,
zwracaj raczej uwagę na to, co robią, a nie na to, co mówią.
Kartezjusz

Niedawno umieściłem na Facebooku post dotyczący sposobów ograniczania emisji CO2 – jako przyczynek do dość ożywionej dyskusji jaką wywołałem w związku z tzw. chemtrails.

http://www.facebook.com/album.php?aid=37773&id=100000416050412&l=b46a85dea9
(już  o tym zjawisku wspominałem na tym blogu, np. Co z tym ociepleniem klimatu?).

Poniżej rozszerzyłem nieco ów post, ale najpierw – dla nie wprowadzonych w temat – parę słów wstępu.

Świat odnotowuje od paru lat pojawianie się licznych smug na niebie, które mogłyby być interpretowane jako tzw. smugi kondensacyjne za samolotami odrzutowymi. Każdy je widział.

Ale TE ślady są inne (tutaj dla ilustracji podaję jedno zdjęcie, dużo więcej umieściłem na FB, a jeszcze więcej odnajdziecie oczywiście w Internecie).

smugi

Dla wygody używam dość popularnego globalnego określenia chemtrails (ślady chemiczne), chociaż nie wiem na 100%, że są to właśnie takie ślady, a zwłaszcza że wszystkie, które tak wyglądają, nie są zwykłymi smugami kondensacyjnymi.

By opisać pokrótce różnice (moje krótkie resume na podstawie dużej ilości obserwacji na całym świecie) – chemtrails:

  •  często nie mają ścieżek równych w ilości silnikom samolotu
  •  nie zanikają po paru-kilkunastu minutach (jak smugi kondensacyjne)
  •  są od początku dość szerokie (w przeciwieństwie do smug kondensacyjnych)
  •  rozpraszają się powoli (do paru godzin) tworząc szerokie pasma chmur
  •  na ogół powstają na niższym pułapie (to moje wrażenie)
    tworzone są w miejscach (także) gdzie nie ma szlaków regularnych przelotów
  •  pokrywają w zbliżonym czasie sporą połać nieba w liniach równoległych i krzyżujących się wzajemnie (jakby zadanie pokrycia smugami danego terenu)
  •  często (ale nie zawsze) są tworzone wczesnym ranem, jakby w intencji ukrycia swego źródła przed ludźmi, bywa że po paru godzinach niebo już do końca dnia jest czyste, a przecież samoloty komunikacyjne latają cały dzień…
  •  są dnie i okresy, gdy to zjawisko nie jest widoczne oraz dnie bardzo dużego natężenia  (a przecież zwykły ruch lotniczy jest dość regularny)
  •  samoloty odrzutowe latają od bardzo wielu lat, a zjawisko chemtrails obserwuje się bodajże dopiero od 2004 r.

Były robione badania wykraczające poza same wzrokowe obserwacje, są też podobno relacje paru „niesubordynowanych” pilotów – jako dodatkowe świadectwa.

Odnośne władze i naukowcy (?) milczą na ten temat a raczej zbywają to krótkim „to zwykłe smugi kondensacyjne”, a w najlepszym przypadku przyznają, że prowadzi się rozpylanie dla ograniczenia – przez powstałe nietypowe chmury- promieniowania słonecznego, którego wzmożenie podobno powoduje ocieplenie Ziemi.

To zderzenie sprzecznych informacji generuje liczne podejrzenia o działania spiskowe. Ponieważ stwierdzono toksyczność wywoływanych chmur, posuwają się one nawet do mocnych oskarżeń o celowe trucie ludzi, osłabianie ich systemu immunologicznego – w interesie wielkiej farmacji albo nawet dla depopulacji ludzkości.

Mam nadzieję, że nie jest aż tak, ale nawet samo zwiększanie albeda w ten sposób powoduje poprzez efekty uboczne więcej szkody niż pożytku, jest prawdopodobnie wielkim pogwałceniem zasady ostrożności i demokracji – na dużą globalną skalę.

Nie chcę rozwijać tego wątku – znajdziesz wiele takich hipotez i dyskusji w sieci.

Jeśli misją „zbawicieli ludzkości”, którzy skrycie działają aby ograniczyć promieniowanie słoneczne (zwiększenie albedo atmosfery) jest przeciwdziałanie „globalnemu ociepleniu” , to dotykamy szerszego problemu. Dodałem cudzysłów, ponieważ to zjawisko nie jest pewne, ma wielu oponentów – także w środowiskach naukowych.

Nie wiem jak jest naprawdę – dałem temu kiedyś wyraz w artykuliku http://lepszezdrowie.info/dylemat.htm .

Jednak, przypuśćmy, że globalne ocieplenie istnieje.

Jeśli to wpływ działania człowieka, który – jak się  mówi – generuje zbyt dużo dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych, to istnieje szereg innych środków by temu zapobiegać i bez tak szkodliwych skutków ubocznych.

(koniec przydługiego wprowadzenia)
—-

Jak ograniczać emisję lub bilans dwutlenku węgla/gazów cieplarnianych?
(w opozycji do wątpliwego manipulowania pogodą przy pomocy chemtrails i innych metod ingerujących w atmosferę):

1. Zalesiać nieużytki

2. Powstrzymać wyręb lasów/racjonalna gospodarka leśna (głośna sprawa puszcz tropikalnych, ale nie tylko)

3. Zmieniać energetykę w kierunku źródeł naturalnych (np. Polska stoi na bogatych złożach geotermalnych), odnawialnych (np. biomasa zapewnia prawie zerowy bilans), bezpiecznej energetyki jądrowej

4. Oszczędzać energię (poszerzać świadomość obywateli w tym zakresie – efekt skali), energooszczędne budownictwo, procesy produkcyjne (poprawa sprawności energetycznej, w tym zaawansowane sterowanie i kontrola), bezpieczne produkty (patrz refleksja na temat ekologiczności pewnego produktu , itp.

5. „Czyste” technologie produkcyjne, w szczególności w zakresie emisji gazów cieplarnianych – zastosowanie w procesach przemysłowych metod wychwytywania CO2,  pochła­niaczy i zbiorników gazów cieplarnianych

6. Racjonalizować transport, zwłaszcza samochodowy – w dużej skali: systemy transportu miejskiego i dalekiego („TIRy na tory”), odpowiednie projektowanie miast, a w małej (?) skali – użytkowanie samochodów, samochody o mniejszych emisjach i spalaniu benzyny, ograniczanie ruchu, alternatywne środki lokomocji – te dwa tematy są poruszane np. na http://www.BezSamochodu.pl.tl

7. Ograniczanie lub unowocześnianie transportu lotniczego (olbrzymie emisje!)

8. Ograniczanie zbędnych podróży (w sukurs przychodzi biznes elektroniczny, telekonferencje itp. – zapraszam do refleksji na Internet …ekologiczny

9. Zmieniać profil produkcji rolniczej w kierunku ograniczania hodowli zwierząt i produkcji mięsa, która jest bardzo energochłonna – patrz np. w artykule  http://lepszezdrowie.info/niedorzecznosci.htm , i inne w sieci

10. Wreszcie – rozumna i dalekowzroczna polityka, łożąca na rozwój nauki, zrównoważony rozwój i widząca dobro ludzi we wszystkich aspektach.

Do tematu będę powracał…

 

Z mojego refugium

Czasem z daleka widać lepiej…

Nie pracuję na etacie (ale na zlecenia),  co daje mi możliwość wygospodarowywania wolnych dni, a nawet w pewnej mierze realizować program „gdy pogoda, to za miasto”.

Drugim atutem jest posiadanie swego refugium, czyli po prostu działki z domkiem w lesie, na tyle nie dalekiego, że można tam pojechać spontanicznie, a na tyle dalekiego, że czuć tam prawdziwą przyrodę, ciszę, mistykę, gdzie nawet gdy pracuję – odpoczywam.

Właśnie wróciłem po trzydniowym pobycie, łapiąc taką pogodę jakiej nie bywało nawet często w lecie. Dość powiedzieć, że wygrzewałem się z książką w ręku w samych slipach i myślałem o kąpieli w rzece.

Jest to miejsce, które już nieraz opisywałem, także tutaj  pod patetycznym tytułem Moja miłość.

Gdy instalowaliśmy się tam  ponad 20 lat temu, była to okolica prawie dzika, z  urozmaiconymi lasami, oaza spokoju.

Niestety teraz sporą część lasu wycięto, powstaje coraz więcej siedzib, domów, dawne ścieżki są zaślepione parkanami (obserwuję wykup ziemi, w ślad za którym często  nie widać osiedlenia – prawdopodobnie jako lokaty, ale po co w takim razie grodzić?).

Powstają też nowe drogi samochodowe, np. właśnie oddano do użytku łącznik leśny między dwoma wsiami z super asfaltem. Z jednej strony fajnie, bo rowerem dawniej nie dawało się tam przejechać ze względu na głęboki piach. Tam gdzie przedtem ruchu praktycznie nie było – teraz co chwila samochód.

Z drugiej strony zaobserwowałem  parę skutków niepokojących. Otóż, korzystając z bezkarności i jakby upajając się jakością drogi, samochody pędzą tam 140 km/h. O mało nie kosztowało mnie to życia.

Natomiast bez szans jest okoliczna zwierzyna. Na asfalcie, w takie ciepłe dni wygrzewają się węże (głównie zaskrońce). To co widziałem, to masakra – co najmniej 30 sztuk rozjechanych na przestrzeni 2 km. Byłem też wieczorem świadkiem jak łoś w ostatniej chwili uskoczył przed przejeżdżającym samochodem.

Tak więc okolica straciła na swej atrakcyjności rozumianej jako oaza spokoju.
Rozumiem trend mieszkańców miast by z nich uciekać, ale też widzę degenerację tej oazy.

Coraz więcej przybyszów, ruchu, betonu, hałasu, …

Ostatnie dni to najazd amatorów grzybobrania. Jest to polska specyfika i to nasilająca się.

Jeśli i w tej mierze narzekam, to nie chodzi mi o konkurencję, bo po pierwsze nie zbieramy grzybów na ilość, jak to widzę u wielu (muszą być dwa duże kubły na osobę), po drugie znamy swoje miejsca i to nam daje dostateczną satysfakcję. Zbieramy raczej przy okazji spacerów rowerowych.
Widać wyraźnie na przestrzeni lat zmniejszanie się ilości gatunków szlachetniejszych. Prawdopodobnie wynika to z  tego intensywnego zbieractwa. Większość grzybów  jest zerwana przed wysianiem zarodników i tereny grzybne „wyjaławiają się”.

Mam zwyczaj na parę grzybów zerwanych zostawić i zamaskować kolejny grzyb. To może naiwne, ale gdyby więcej ludzi tak postępowało – myślę, że byłoby to z pożytkiem.

Dodatkowo, grzybiarze wjeżdżają gdzie się da samochodami. I śmiecą.  Co krok butelki lub puszki po piwie. Dziś widziałem taki obrazek: dwie kobiety – w jednej ręce koszyk, w drugiej puszka z piwem. Czy te puszki po opróżnieniu powędrują do koszy z grzybami? Nie sądzę.

A może te kobiety potem wrócą do samochodów?

Tutaj dygresja z mojej ulubionej działki zdrowia. Czy amatorzy piwa wiedzą, że jest to jeden z najgorszych zakwaszaczy? I że nie gasi pragnienia. Jest to napój kaloryczny, który dodatkowo stymuluje insulinę, pobudza apetyt i hamuje redukcje tłuszczu nawet przy wysiłku.

Nasze przeciętne rozumienie siebie i przyrody, sumienie ekologiczne, kultura, są niestety marne. Także nasza alienacja z przyrody jest czymś, co obraca się przeciw ludziom.

A edukacja ekologiczna? Ile mamy tego np. w telewizji? Żeby choćby parę procent na tle różnych bzdur…

Wracam jednak do pozytywów ostatnich dni.

A propos telewizji. Mieliśmy coś lepszego. Na wiosnę „nasza” dzika, ale oswojona już kotka powiła trzy urocze kotki. Gdy tylko przyjeżdżamy wkrótce pojawiają się i zaczyna się …zabawa. Psoty, harce, krążenie po kuchni w poszukiwaniu smakołyków, popisy zwinności na okolicznych drzewach. Mamy dużo śmiechu a nawet wzruszeń. Urocze zwierzaki.

Ostatnie noce były cudownie księżycowe. Czegoś takiego nie obserwuje się w mieście. Czyste niebo i blask księżyca rozświetlający romantycznie i  tajemniczo okolicę.

W ogóle lubię przyglądać się niebu w nocy, i tylko tam, z daleka od łuny miasta, przy czystym powietrzu uzyskuje się to przyprawiające o ciarki wrażenie…

Ale, wczoraj rano wstaję i patrzę w niebo, by ucieszyć oko błękitem i cóż widzę?

Poprzecinane kilkunastoma krzyżującymi się pasmami po horyzont.

Pierwsza reakcja – smugi kondensacyjne za samolotami. Jednak coś tu nie pasuje…

Nie rozwiewają się. Od rana nie słyszałem samolotów. I skąd ich taka ilość – nietypowa dla tego miejsca?

Czyżby chemitrails? Ta hipoteza wydawała mi się dawniej mało wiarygodna, zwłaszcza dla Polski. Może jednak trzeba się temu tematowi bliżej przyjrzeć? Oto  parę linków jakie od razu wynalazłem: http://www.chemtrails.blox.pl/ , http://www.newworldorder.com.pl/artykul.php?id=590 , http://www.otworz-oczy.org/index.php/523/,  http://www.globalnaswiadomosc.com/chemtrails.htm   i dziesiątki innych. Także na  Facebooku jest sporo informacji i akcji, a ostatnio widziałem akcję protestu via tzw. wlepki.

I tak znów krążę koło przyrody i jej zagrożeń…

Ciepło obudziło owady. Lubię je obserwować. Co chwilę jakaś ważka siada na mojej kolorowej czapce. Pająki (chociaż to nie owady) snują wytrwale swoje sieci pięknie błyszczące w słońcu.  Niestety sporo ich porwałem niechcący chodząc po lesie – przepraszam.
Lecą już nitki babiego lata…

Ale najbardziej lubię obserwować te najmniejsze owady. Biorę lupę i nawet przez nią z trudem widzę submilimetrowe muszki (?), które mimo tych mikroskopijnych rozmiarów wyraźnie pokazują swe inteligentne zachowania: coś badają, wybierają drogę, przeprawiają się sprytnie przez przeszkody, jakby chwilami zastanawiają się, poprawiają błędy, nawracają, odlatują … Gdzie u nich mieszczą się zmysły, mózg, mechanizmy ruchu – jak doskonała to konstrukcja w porównaniu z naszymi maszynami.

Gdy wyjeżdżam na dłużej, biorę zawsze laptop by także popracować. Niestety bez zasięgu internetowego, bo i komórka tu nie odbiera z racji przesłonięcia miejsca przez okoliczne górki. Ale to może i dobrze. Pewne prace mogę przecież robić off-line. Tym razem  byłem bez komputera, za to z książkami. To zdjęcie pokazuje jedno z moich działkowych miejsc pracy 🙂 –

hamak
Słodkie miejsce – do odpoczynku i słuchania audiobooków

Ponieważ przez  brak laptopa trochę ucierpiało moje bieżące doglądanie e-biznesów, to na zakończenie pozwolę sobie to nadrobić o tyle, że drogim czytelnikom zaproponuję udział w poniższym.

… [pominięte, było o projekcie którym zajmowałem się tylko przez pewien czas – chyba w końcu upadł przez ograniczenia biurokratyczne w UE, ślady oraz nowsze propozycje znajdziesz na E-Biznes 24×365 ]

 

 

 

 

Ekologiczne?

Zamiast naprawiać świat
poradź sobie najpierw ze swoją głupotą.

Stefan Garczyński.

sztuczne futra
sztuczne futra

Dość powszechnie używa się sformułowania „ekologiczne” do takich wyrobów jak sztuczne futra i kożuchy, torby, buty, galanteria i buty wykonane z różnych plastików.

Na bazie takiego widzenia sprawy powstała moda a nawet ruch społeczny („naprawiaczy świata”) by nie używać futer lub innych produktów odzwierzęcych.

Czy w rzeczywistości są one ekologiczne?

Po pierwsze, jak wiadomo, większość tworzyw sztucznych nie rozkłada się naturalnie, przeciwnie – ich rozpad może trwać setki lat.

Po drugie – niektóre tworzywa zawierają substancje szkodliwe.

Po trzecie – produkcja tworzyw wymaga dużych ilości energii  i wody oraz chemikaliów, z których część stanowi toksyczny odpad produkcyjny.

Po czwarte – jeśli ekologię pojmować w pełni, ekologiczne jest to, co jest zdrowe dla człowieka. Buty ze sztucznej skóry są nieprzewiewne, w zimie chłodne, koszule z tworzyw podobnie, potliwe, nieprzyjemne i często uczulające – itd. itd.

Generalnie – tworzywa sztuczne są „ciałem obcym” w przyrodzie, natura nigdy wcześniej ich nie miała, nie powstały też bakterie, które potrafiłyby rozkładać większość plastików.

Są też szkodliwe gdy dostaną się do organizmów żywych.
Odkryto, że niektóre tworzywa krusząc się wydzielają opary, mini pyłki i włókna szkodliwe dla zdrowia. Znajdują się one zarówno w powietrzu jak i w wodzie. Zbliż się w gorące dni do popularnych „orlików” – powietrze jest przesycone oparami a biegające po „murawie” dzieci (!) wykruszają wspomniane pyłki i oddychają nimi. Dziękuję za taki sport.  Na marginesie – trudno nazwać ekologiem kogoś, kto nie dba o swoje najbliższe otoczenie – swoje ciało. Z plastikami spotykamy się też w codziennym życiu domowym – nie zawsze zdajemy sobie sprawę z czyhających niebezpieczeństw dla zdrowia, jakie stąd się biorą. *
W wodach, zwłaszcza oceanów, utworzyły się nie tylko olbrzymie ławice plastikowych śmieci, ale także wody te są już zanieczyszczone mikrowłóknami. Flora się degeneruje, a fauna cierpi i ginie od tych śmieci.

Nasz system recyklingu jest ograniczony i niewydolny, a w ogóle wiele śmieci trafia do … lasów, stawów  i na otwarte wysypiska.

Produkcja torebek i galanterii (także tej do kuchni, meblowej itp.) z tworzyw jest stosunkowo tania, więc mamy niebywały zalew takich towarów, które podlegają modzie i są nader często i szybko zastępowane kolejnymi. Stoi za tym duży przemysł powiązany z „big oil” który chcąc wypchnąć na rynek jak największą ilość swoich produktów, jest także zamieszany w propagandę przeciw produktom naturalnym. W wyniku tej nagonki i ostracyzmu zanikło wiele tradycyjnych rzemiosł.

No dobrze, ale jaka jest alternatywa?

Powiem rzecz niepopularną w naszym świecie coraz większej poprawności politycznej i ekologicznej.
Otóż, właśnie klasyczne futra i kożuchy, skórzane buty i inne wyroby naturalne SĄ ekologiczne.

Skóra, włókna naturalne rozkładają się szybko i nie zawierają tylu toksycznych elementów co tworzywa sztuczne.

Ale zwierzęta? – zaoponują ekolodzy i wegetarianie.

Wiem, sam przez lata agitowałem i agituję na rzecz zwierząt i czuję problem **.

Powiem tak: hodowla bydła i trzody nie zaniknie tak szybko jakbyśmy chcieli. Zamieszane są zbyt duże interesy a i technicznie to też będzie dość długi proces. Abstrahuję tutaj nawet od polskiego interesu gospodarczego na bazie hodowli, który chętnie przyjęłaby konkurencja zagraniczna. Skoro zabija się zwierzęta dla mięsa, to utylizacja skór jest procesem wtórnym.
Trzeba dodać, że mięso, wbrew propagandzie eko, jest zdrowe, jeśli pochodzi z dobrej hodowli (tj.  w warunkach naturalnych i w czystym środowisku).
Dostarcza niezbędnych kwasów tłuszczowych egzogennych, w przeciwieństiw do diet wysokowęglowodanowych (ale to osobny szeroki temat).
Mam nadzieję, że do czasu kiedy masowa hodowla zmniejszy się lub nawet  zaniknie (prawdopodobnie tak będzie, bo taka produkcja mięsa – poza aspektami etycznymi i zdrowotnymi – jest wysoce ekonomicznie nieefektywna – patrz np.
http://lepszezdrowie.info/niedorzecznosci.htm ), zostaną wynalezione takie tworzywa i procesy, które zapewnią im ekologiczność (np. biodegradowalność) na poziomie produktów naturalnych przy zachowaniu ich zalet.

Poza tym – czy nie ma w ruchu antyfutrzarskim hipokryzji? Czy ci protestujący nie jedzą mięsa? Czy pikietują rzeźnie i masarnie?

Oczywiście – naturalne futra czy kożuszki są droższe, podobnie buty.
Ale czyż nie wolelibyśmy mieć wygodnych, eleganckich i zdrowych butów skórzanych?
Czy kobieta musi mieć np. 20 torebek zamiast kilku eleganckich skórzanych lub materiałowych, które mogą być nawet tańsze od plastikowych?

Kożuszek może być zastąpiony nawet bardziej elegancką kurtką bawełnianą z wkładem puchowym lub też bawełnianym.

Co o tym myślisz?

*   Zobacz późniejszy artykuł BPA- wiesz o tym?
** Kiedyś później napisałem artykuł  Nie jestem wegetarianinem.

DOPISEK po … 14 latach.
Problem narasta. Tak jak np. ekspansja rynku odzieżowego.
Jego globalna wartość w 2024 r. szacowana jest na 1, 79 biliona dolarów.
Przeważająca część tej ogromnej gospodarki nadal  przyczynia się do  degradacji środowiska, wykorzystując tanią siłę roboczą i zaśmieca planetę.

Ponad 60% włókien tekstylnych to obecnie materiały syntetyczne, w przeciwieństwie do bawełny, lnu, konopi a nawet wiskozy. Coraz trudniej znaleźć konfekcję z tych materiałów, chyba że wśród drogich produkóe luksusowych.
Góruje tandeta, której cena w sklepach jest niewspółmierna do wartości. Jeśli takie nasze ubrania znajdą się na wysypisku śmieci – w większości nie ulegną rozkładowi.
Co sekundę trafia tam lub do spalarni odpowiednik jednej śmieciarki.
Nadal procesy recyklingu i utylizacji są niedoskonałe lub/i kosztowne.
Także co roku z prania uwalnianych jest do oceanów aż 500 000 ton mikrowłókien, co odpowiada w masie ilości 50 miliardów plastikowych butelek
Do tego dokładaja się miliony ton detergentów i innych szkodliwych substancji zatruwających wodę i glebę.
W całość tematu wplata się obecnie wzmożona narracja o ociepleniu klimatu, w której (niezależnie od fałszu co do konsensusu naukowego w sprawie udziału człowieka poprzez CO2) jakby pomija się lub marginalizuje wpływ tych śmieci i przemysłowych procesów ich ew. utylizacji na „ekologię klimatyczną”.
Temat ekologii na tym blogu był wzmiankowany wielokrotnie – patrz tagi #eko #ekologia #klimat itp. powiązane.