Zimy … nima, więc fontanny na Podzamczu – świetlne 🙂
Oto jedna z ważnych różnic między „nauczeniem kogoś” a „nauczeniem się”. Pierwsze może być wtłoczeniem z góry poglądów i schematów, drugie jest twoim doświadczeniem, odkryciem, dotarciem do prawd – czasem z pomocą nauki, czasem wbrew niej…
Nastawiony na sporty zimowe (np. ukochane biegówki) nie mogę doczekać się śniegu. Pogoda jak na huśtawce – wychodzę gdy jest ładniej, w inne dni, oprócz spraw rodzinnych i bogatej korespondencji, skupiam się na pracy.
Jest to głównie opracowywanie kolejnych ebooków na bazie książek Stefana Garczyńskiego – dość żmudna robota redakcyjna (OCR na starych, pożółkłych, czasem poplamionych książkach to mnóstwo szczegółów do poprawienia…). Pod koniec wpisu pokażę fragment z ostatnio przygotowywanej pozycji.
Na drugim miejscu jest śledzenie pewnych bulwersujących mnie spraw i pokazywanie jak ludzie są „wmanewrowani” w różne narracje, które mają się słabo do rzeczywistości a jednocześnie służą celom całkiem niepochlebnym.
By dać parę przykładów – kolejne lapidarne podsumowanie:
Notatka „Dla otwarcia oczu” (już tutaj próbnie do niej linkowałem w poprzednim wpisie) traktująca o zjawisku koronawirusa. To było moje pierwsze (na miarę dostępnego czasu i informacji) kontrowersyjne podsumowanie sprawy koronawirusa z Chin.
Czy wirus z Wuhan to zalążek pandemii, czy to proces naturalny czy może wywołany? Jeśli tak, to jak, po co i przez kogo? Dalsze wiadomości z różnych stron i komentarze pod notatką pokazują, że może to być false flag (akcja zasłonowa). Jednak nie bagatelizuję wynikowego zagrożenia – zamiast typowego koronowirusa może to być jakiś zjadliwy patogen ze stajni broni biologicznej (?).
Zasadniczym pytaniem jest czy i jak można osobę już zarażoną leczyć i wyleczyć. Ten temat podjął Jerzy Zięba w paru pogadankach jak np. w tej i wcześniejszych na jego profilu. Spotkało się to z kompletnym niezrozumieniem i zalewem hejtu.
J. Zięba daje odpór zarzutom i nieodpowiedzialnym redaktorom – zwłaszcza we wspólnym wystąpieniu z prof. n. med. Andrzejem Frydrychowskim na tym live (lub tutaj – jeśli ten kanał znów nie zostanie zablokowany): https://www.youtube.com/watch?v=VdgmSB3u52w. Utytułowanych lekarzy, którzy to potwierdzą jest więcej.
Skoro jesteśmy przy tematach zdrowotnych – pod koniec stycznia ukazały się kolejne nowości miesięczne na stronie LepszeZdrowie.info. Telegraficznie: może ktoś znajdzie tam dla siebie wskazówki jak nie traktować SM (stwardnienie rozsiane) jako wyroku, jak uchronić się przed przed ostrymi zapaleniami i zagrożeniami od PEM (pola elektromagnetyczne), w tym jak radzić sobie w smogu pól torsyjnych, jak kompleksowo zadbać o zdrowie i odzyskać radość życia, niefarmakologiczne metody wspierające, medycyna stylu życia, szereg nowinek i porad zdrowotnych z Facebooka i nie tylko…
Na Facebooku wskażę jeszcze swoją notatkę o sprawach zdrowia z zakresu tych zjawisk, o których mało się mówi w masmediach – NEXUS łączy wiedzę różnych rodzajów , gdzie Nexus to nazwa dwumiesięcznika, który czytam od dawna i skąd pozyskuję wiele ciekawych informacji. Wpis pokazuje wybór tematów z ostatniego numeru 2019 r. Polecam!
Niestety, te wszystkie tematy zahaczają o politykę – trudno od niej uciec, tym bardziej, że dzieje się dużo i to spraw, które bulwersują. Ciągle jestem zniesmaczony tym, jak różni publicyści, dziennikarze, telewizyjne „gadające głowy” wałkują w kółko sprawy względnie błahe wobec dużo większych, których nie dostrzegają lub nie chcą zobaczyć.
Jedną z nich jest polska gospodarka – nominalnie rosnąca (ale w sporym zakresie na kredycie zagranicznym i długu wobec obywateli). Można zadać pytanie – czy to rozwój Polski? Jaka jest efektywność gospodarcza? Czy uwzględnia się geopolitykę? Czy nie brnie w złym kierunku?
Skandaliczne zaniedbania gospodarcze spowodowały że najbogatszy (tak!) kraj w Europie stał się jednym z biedniejszych. Czas na zmiany! Piszę o tym w notatce Nasze wielkie możliwości – polskie bogactwa. Naprawdę moglibyśmy być potęgą… To kolejny mój powrót do tematyki energetyki, zasobów naturalnych i wizji niezależności. Ważne.
Jest więcej bulwersujących tematów (sądownictwo, klimat, terror medyczny, cenzura prewencyjna i nie tylko, ogłupianie narodu, kłamstwa na każdym kroku…), ale by nie popaść zupełnie w zimową chandrę, mam odskocznię w pogodnych i mądrych lekturach. Na zakończenie i dla rozładowania przytoczę zatem fragmencik z książki S. Garczyńskiego pt. Śmiechu naszego powszedniego (wkrótce będzie udostępniona w całości).
„Posłuchaj jakie to śmieszne”. Czytam lub mówię coś, co mnie śmieszy, a druga strona nie reaguje. Robi mi się głupio. Przenika mnie chłód obcości. Jak wspólny śmiech zbliża, tak brak wesołego odzewu na wesołą uwagę oddala.
Pamiętam, że w jakiejś ankiecie na pytanie „jakie cechy powinien mieć według pana ideał kobiety?”, najczęściej wymieniano pogodne i wesołe usposobienie. To pewne, że jest ono ważniejsze od urody albo — może właśnie jest urodą. Bardziej niż wszystkie makijaże wesołość odmładza, zaróżowią policzki, nadaje oczom miły blask. Bolesław Leśmian w wierszu Wyznanie spóźnione:
Lubię Twoim weselem rozniecony gwar —
I Twoimi oczami upatrzoną drogę —
Iczar w śmiechu zjawiony — ten sam zawsze czar…
Żem Cię dotąd nie kochał — zrozumieć nie mogę!
Ja też zrozumieć nie mogę, dlaczego nie zakochałem się w szelmie, której śmiech stał się inspiracją tej książeczki. W każdym razie należy jej się ta dedykacja, jej i wszystkim, w których towarzystwie dużo się śmiałem.
Znacie tę receptę? By uwieść dziewczynę, wystarczy ją rozśmieszyć. (Pamiętam, że Mefistofeles pomagał Faustowi rozśmieszać Małgorzatę). Recepta — jak recepta! Jeśli dziewczynę rozśmieszę na przykład moim, starszego pana, nadskakiwaniem, to chyba jej nie uwiodę. Ale jest w tym powiedzeniu więcej niż szczypta prawdy. „Pobudzić do śmiechu” — znaczy między innymi „poprawić samopoczucie, ożywić”. Otóż tych, którzy poprawiają nasze samopoczucie, którzy nas ożywiają, obdarzamy szczególnymi względami, nawet zaufaniem, nawet miłością. Tak, bowiem jak czyjaś nadęta powaga, celebra i gniewliwość zaostrza nasz krytycyzm, tak żartobliwość i wesołość — przytępia. W społecznym odczuciu — czy słusznym? — człowiek, który umie się śmiać i umie krzesać humor, nie może być bez reszty podły ani bez reszty głupi. Jeśli nawet nie podoba się nam jego zdanie czy postępowanie, to i tak wybaczymy mu prędzej niż osobnikom „śmiertelnie poważnym”.
Dobry humor — wysoko cenioną wartością towarzyską. Dowcipnych, do śmiechu skorych gorąco zapraszamy. Zależy nam na ich obecności. Wiemy, że zapewnią dobrą atmosferę przyjęciu. Wiemy, że na towarzyskim spotkaniu wesołość jest ważniejsza od szynek i tortów.
Humor ułatwia nie tylko start znajomości i „zdobycie serca”, nie tylko umila i wzbogaca wzajemne stosunki, ale niekiedy też łagodzi przykrość koniecznych kontaktów albo nawet umożliwia kontynuację trudnego współżycia. „Dziwisz się, że z nim wytrzymuję — zwierzała się żona awanturnika — ale gdybyś wiedział, jak my się czasem śmiejemy. Z nikim się tak długo i tak dobrze nie śmieję. To mnie trzyma”.
Dowcipnym i wesołym łatwo przychodzi pozyskiwanie sympatii zarówno płci całkiem przeciwnej, jak i audytoriów płci mieszanej. Żart ożywia senną salę, zjednuje sympatię, pobudza zainteresowanie. To dlatego często startują nim mówcy z tak zwanego prawdziwego zdarzenia:
— Państwo pewnie sądzą, że jestem w kłopocie, ponieważ połowa moich przyjaciół jest za proponowanym wnioskiem, a druga połowa — przeciw. Otóż nie, wcale w kłopocie nie jestem i niech to będzie całkiem jasne: zdecydowanie i zawsze jestem po stronie przyjaciół.
Dobry żart ogrzewa w temperaturach zbyt niskich i chłodzi w wysokich. W cieple wesołości pryska skrępowanie i sztywność, topnieją lody obcości i niechęci, zmniejszają się napięcia, cichną urazy, gniewy i lęki. Stąd rola humoru na ważnych spotkaniach i konferencjach. Podobno w Jałcie Roosevelt pozyskał sobie zaufanie Stalina tym, że go bawił żartami z Churchilla. Niekiedy powiedzenie kilku rzeczy od rzeczy ułatwią przystąpienie do rzeczy.
Tytuł mógłby nawiązywać do szeregu przykładów – zarówno zrealizowanych jak i wciąż czekających na wdrożenie. Prawdopodobnie te drugie są dziwnie blokowane ze względów politycznych (mówiąc ogólnie). Tutaj wybieram pewien fragment zagadnienia.
Ostatnio mówi się dużo o polskim uzbrojeniu w zw. z porozumieniem
zawartym z USA (patrz także tutejszy wpis Błąd
strategiczny Polski?).
Warto więc zauważyć, że istnieją różne polskie innowacje,
niektóre mające już wiele lat, które mogłyby zwiększyć nasze moce obronne a
nawet stanowić podstawę do eksportu rodzimych konstrukcji i wojskowej myśli
technicznej.
Poniżej „gościnnie” zamieszczam przykład paru takich rozwiązań wg wpisu autora – dra Ferdynanda Barbasiewicza, jaki ostatnio umieścił on na swojej stronie na Facebooku. Czynię zadość prośbie autora by ten przekaz upowszechniać, jednak nie oceniam wartości merytorycznej opisanych ogólnie projektów – zarówno dlatego że nie są podane ważne szczegóły ani nie posiadam wystarczających odpowiednich kompetencji. Ufam, że płk F. Barbasiewicza je posiada – przynajmniej na poziomie pozwalającym przedstawić wspomniane projekty do rozpatrzenia. Wg autora istnieje odpowiednia dokumentacja oraz są pozytywne opinie z kraju i ze świata. Mam też zaufanie do pana Ferdynanda znając jego inne innowacyjne koncepcje, a zwłaszcza dorobek naukowy w zupełnie innej dziedzinie – jako wynalazcy metody diagnozowania i leczenia o nazwie KLAWITERAPIA, którą wielu terapeutów uważa za rewelacyjną (patrz wstępne omówienie w artykule http://lepszezdrowie.info/klawiterapia.htm). Podaję tekst prawie bez zmian (poprawiłem parę usterek edycyjnych) czyniąc uwagę, że jest nieco niezręcznie zredagowany – pan Barbasiewicz posługuje się językiem starszego pokolenia, do którego się zalicza (84 lata). Zachowuję tę formę mimo zastrzeżeń – przez szacunek i prawa autorskie.
—-
Szanowni Przyjaciele,
patriotyzm emocjonalny był dobry za czasów i wyobraźni H.
Sienkiewicza, laureata literackiej Nagrody Nobla. Dzisiaj jest potrzebny
patriotyzm pragmatyczny, który pozwoli wzbogacić innowacyjnie Polskę. Poza
cudem OPACZNOŚCI (?) polska armia MUSI być wyposażona w skuteczną zdolność
obronną. My Polacy nikomu na świecie w żaden sposób nie zagrażamy geopolitycznie
i militarnie. Proponuję:
Profilaktyka zdrowotna w polityce militarnej, broń
humanitarna i pojazd latający nad falą TAKŻE DLA GOSPODARKI NARODOWEJ. Autor
niżej opisanych projektów obronnych
Ferdynand Barbasiewicza, Poland.
Niniejszy Apel dotyczy zdrowia i życia ludzi w szczęściu i w
bezpiecznych, godnych warunkach egzystencji, bez konfliktów geopolitycznych i
militarnych.
Bardzo proszę o rozpowszechnienie apelu.
APEL DR FERDYNANDA BARBASIEWICZA, HUMANISTY, DO PREZYDENTÓW
PAŃSTW, PREMIEÓW, MINISTRÓW SPRAW ZAGRANICZNYCH, PARLAMENTARZYSTÓW I POLITYKÓW
W RELACJACH MIĘDZYNARODOWYCH, ORGANIZACJI NARODÓW ZJEDNOCZONYCH.
Uwaga! Najwyższy czas nastał, by w przyszłych konfliktach
międzynarodowych, gdzie nieuchronnie grozi użycie siły militarnej, Sekretarz
Generalny ONZ miał mandat nadany przez 4/5 Forum Zgromadzenia Narodów
Zjednoczonych do wprowadzenia pokojowych sił rozjemczych ONZ z niżej opisanym
niezwykle skutecznym uzbrojeniem DEFENSYWNO – HUMANITARNYM.
Propozycja personalna dla Sekretarza Generalnego ONZ jest warunkowana
skutecznym i w odpowiednim czasie sprawnym dążeniem do zapobiegania ofiarom w
ludziach i w unikaniu niszczenia infrastruktury egzystencji lokalnego
społeczeństwa, jak: Ukraina, Syria, itp. miejsca na Ziemi.
Uzasadnienie:
Jak wiemy z dotychczasowego doświadczenia w sytuacjach konfliktowych na świecie
nim Rada Bezpieczeństwa ONZ podejmie jakieś decyzje rozjemcze (lub któryś z
członków Rady zawetuje), to z reguły wcześniej użyte są działania zbrojne, giną
ludzie i niszczone są warunki egzystencji ludzkiej oraz zniszczenia ekologiczne
zbrojnymi działaniami ofensywnymi.
Jednostki wojskowo-policyjne rozjemcze szybkiego reagowania
podległe Sekretarzowi Generalnemu ONZ, powinny być wyposażone w logistyczne,
niżej opisane środki humanitarno-defensywne, które w badaniach symulowanych
komputerowo uzyskały bardzo dobrą oceną skuteczności w kompetentnych komórkach
badawczych Dowództwa Marynarki Wojennej RP. Opinię wyrażono na piśmie przez
kontradmirała Zbigniewa Badeńskiego, szefa Sztabu Marynarki Wojennej RP w dniu
30 październik 2000 roku.
NAJSKUTECZNIEJSZA I BARDZO TANIA OBRONNOŚĆ HUMANITARNO-DEFENSYWNA
W DYSPOZYCJI PRAWNEJ SEKRETARZA GENERALNEGO ONZ DLA UTRZYMANIA SPOKOJU I POKOJU
NA ŚWIECIE, BEZ OFIAR W LUDZIACH I BEZ NISZCZENIA INFRASTRUKTURY EGZYSTENCJI
CZŁOWIEKA W WARUNKACH ROZWIĄZYWANIA KONFLIKTÓW GEOPOLITYCZNYCH, GROŻĄCYCH
UŻYCIEM WOJSKOWYCH SIŁ OFENSYWNYCH PAŃSTWA AGRESORA.
HUMANITARNA GŁOWICA BOJOWA PRZEZNACZONA DO NISZCZENIA
SAMOLOTÓW, HELIKOPTERÓW, RAKIET i zdalnego wyłączania napędów wszelkich
jednostek pływających i jeżdżących na lądzie AGRESORA, „oślepiania” radarów
także dopplerowskich, i obezwładnianie humanitarne piechoty agresora. Załączona
propozycja może być pomocna także w walce z terroryzmem.
Oficer, a także doświadczony policjant po odpowiednich
badaniach psychologicznych i specjalistycznym przeszkoleniu w sytuacji
zbliżającego się kryzysu wojennego zakłada na głowę hełm, który jest wyposażony
w swoistą kamerę elektroniczną czytnika ruchu obserwacyjnego odbicia źrenicy
oka na określony obiekt lecący w powietrzu lub pływający na wodzie czy jeżdżący
na lądzie, także dzięki radarowi dopplerowskiemu wykrywania temperatury spalin
wszelkich pojazdów (w powietrzu, na wodzie i lądzie w warunkach nocy, mgły,
chmur, gradu, śnieżycy, itp.). W pierwszym projekcie modułu, komputer zdolny do
śledzenia radarem dopplerowskim temperatury spalin w ułamku sekundy
obserwującego nadążnie lecącej wrogiej rakiety, bojowy samolot, helikopter,
okręt, każdy pojazd lądowy, temperatura w ruchu zmęczonej fizycznie piechoty,
wówczas oficer naciska przycisk kieszonkowego pilota. Następnie komputer w
ułamku tysięcznej sekundy naprowadza promień lasera na obserwowany samolot lub
inne obiekty wojskowe nieprzyjaciela i lokalizuje precyzyjne odległość, pułap,
kierunek i prędkość lotu, jazdy, itp. ruchu. Następnie armata, lub wyrzutnia
rakietowa zainstalowana na żyroskopie elektromagnetycznym z amortyzacją
odrzutu, na specjalnej platformie pojazdu wojskowego, gdzie w zależności od
odległości w ułamku sekundy ustawia nadążnie kierunek strzału armaty lub
odpalenia rakiety z precyzyjnym programowaniem elektronicznego zapłonu w
głowicy pocisku/rakiety wyprzedzającego eksplozję na 2-3 km w zależności od prędkości
przed lecącym w powietrzu wrogim samolotem bojowym przeznaczonym do zniszczenia
za 2 sekundy. Gdy nastąpi eksplozja głowicy pocisku lub rakiety np. na 2 km precyzyjnie w kursie lotu
wrogiego samolotu przy prędkości jednego Macha, wówczas powstanie okrągły obłok
rozrzuconych gęsto o średnicy 200 metrów małych skrawków foli o ściśle
określonym składzie chemicznym, w które nieuchronnie wpadnie wrogi samolot.
Pilot wrogiego samolotu dostaje 2 sekundy na uruchomienie katapulty i
opuszczenie maszyny. W podobny sposób niszczy się skutecznie bojowe samoloty
bezzałogowe, helikoptery lub wyłącza się napędy innych pojazdów wojskowych
agresora ze 100% skutecznością za bardzo małe pieniądze. Np. samolot
wielozadaniowy, którego cena wynosi znacznie ponad 100 milionów dolarów niszczy
się ze 100% skutecznością pociskiem w średniej cenie 350-400 złotych.
Szanowni Przyjaciele, wielokrotnie czytam że samoloty i
rakiety są antyradarowe, nie do wykrycia. Przecież to jest irracjonalne
myślenie. Wszelkie obiekty latające w powietrzu w celach bojowych
(strategicznych) jako nośniki poważnej broni rażącej, jak dotychczas są
napędzane silnikami spalinowymi (odrzutowe lub rakietowe). Za każdym opisanego
typu pojazdów ciągnie się potężna temperatura, która jest wykrywalna prawem
radaru dopplerowskiego w każdych warunkach atmosferycznych i bez względu na
odległości. Tego typu informacje nie mogą być zakłócane „wabikami”. Te
pozostawione potężne energie pochodzące z procesu spalania mogą być również
namierzane z odpowiednim wyprzedzeniem jako obiekty likwidowane opisanymi
skrawkami foli z bardzo ścisłym programem i składem chemicznym. Podobne
działanie wykonuje pocisk wystrzelony z armaty, którego głowica rozrywa się na
pokładzie nadpływającego okrętu lub tuż przed jakimkolwiek nadjeżdżającym
pojazdem wodnym/lądowym, gdzie skrawki foli o precyzyjnie określonym składzie
chemicznym, które skutecznie zostaną zassane z powietrzem i starannie okleją na
planowany czas filtry powietrza silników w/w pojazdów. Podobnie skrawki foli z
ujemną jonizacją oklejają radary, czyniąc bojowy sprzęt wroga nieużytecznym,
np. na godzinę lub w dłuższym czasie. Broń ręczna, karabin sterowany przez
żołnierza z miernikiem laserowym, z nasadowym granatem ze skrawkami foli
przyjmuje namiar obiektu do wyłączenia silnika poprzez oklejenie filtrów oraz
oślepienia radaru lub obezwładnienia neuro-paralizatorem piechoty agresora.
Można także dać skrawki foli z dodatkiem ferrytu, który w ułamku sekundy oklei
broń ręczną żołnierza a skład chemiczny uniemożliwi uruchomienie, przeładowanie
wykorzystania tej broni na ściśle planowany czas.
W głowicy pocisku lub rakiety przeznaczonej do niszczenia
samolotów/helikopterów w czasie kilkutysięcznej sekundy uruchamia się program w
elektronicznym zapalniku pocisku w taki sposób, żeby eksplozja nastąpiła np. na
2-3 km
przed samolotem lub stosownie bliżej przed ruchomym innym obiektem napastnika.
Gdy głowica pocisku osiągnie właściwą pozycję w stosownej odległości przed
samolotem lub innym obiektem. Następuje programowana eksplozja głowicy, która
rozrzuca dla samolotu bojowego w promieniu 100 metrów bardzo cienkie i mnogie
skrawki foli o ściśle określonym składzie chemicznym, które zapalają i niszczą
silniki samolotu będącego w powietrzu. Skrawki foli dla niszczenia napędu
samolotów wroga w postaci zagęszczonej kulistej chmury utrzymują się w
powietrzu tylko jedną minutę a następnie samoistnie utylizują się, zanikają.
Pilot kraju obronnego może także gdy na tzw. „ogonie siedzi” pilot wrogiej
maszyny wystrzelić i rozrzucić skrawki foli z tyłu dla zniszczenia maszyny
wroga. Pilot samolotu napastnika dostaje bezwzględne 2 sekundy na uruchomienie
katapulty i opuszczenie samolotu.
Drugi prosty układ elektroniczny równolegle, podobnie
zainstalowany w hełmie lub na helikopterze bez załogowym, dronie pracuje na
wykrywaniu silnej emisji podczerwieni spalin o bardzo wysokiej temperaturze
emitowanej przez samoloty, helikoptery i rakiety w czasie lotu w dni pochmurne,
nocą, mgła, śnieżyca. Komputer drogą dopplerowską ocenia w ułamku tysięcznej
sekundy pułap, odległość, kierunek i prędkość lotu. Mogą być wykorzystywane
także czujniki kierunku i odległości dźwięku, które też mogą namierzyć w/w
parametry i zniszczyć każdy obiekt znajdujący się w powietrzu. W tym samym
czasie komputer określa trajektorię wyprzedzenia kierunku lotu dla
pocisku/rakiety z humanitarną głowicą bojową, która po wystrzeleniu rozrywa się
na 2-3 kilometry przed samolotem wielozadaniowym nieprzyjaciela, równo w linii
i kierunku lotu, tworząc chmurę o średnicy 200 metrów (w kształcie jak znane
fajerwerki), w którą nieuchronnie wpadnie za 2 sekundy samolot i w ułamku
sekundy zostaną zniszczone jego turbiny, silniki odrzutowe, a samolot musi
spaść na ziemię. Innymi słowy wystarczy umiejętnie wrzucić garść śmieci w
silniki samolotu wielozadaniowego i spada coś bardzo drogiego na za pomocą
środka w cenie 350-400 złotych w seryjnej produkcji.
Posiadam także bardzo skuteczny system niszczenia wszelkich
rakiet średniego i dalekiego zasięgu, które przy bardzo dużej prędkości, np. 12000 km/h za sprawą tarcia
w oporze powietrza utrzymują krytycznie wysoką temperaturę powłoki rakiety. A
jeśli dodamy do powierzchni rakiety przeciwnika skrawki foli z ferrytem i określonym
składzie chemicznym to w kilka sekund podniesie się wyraźnie temperatura
powłoki rakiety nad zbiornikiem paliwa i doprowadzi do wcześniejszej eksplozji
zasilania paliwowego. Wówczas rakieta nie osiągnie celu i nie zrealizuje
swojego programu albowiem będzie skutecznie zniszczona, spadnie. – Siedem
ładunków skrawków foli wystrzelonej z jednej głowicy rakiety obronnej
rozmieszczają się planowo w linii kierunku lotu wrogiej rakiety, w którą w
ułamku tysięcznej sekundy nieuchronnie wpadnie rakieta wroga. A skład chemiczny
skrawków foli z dodatkiem ferrytu sprawi przyklejenie się ich do powłoki
zewnętrznej tytanu rakiety. A następnie w wyniku tarcia z powietrzem skrawki
foli zapalą się i gwałtownie podniosą temperaturę substancji napędu wrogiej
rakiety, aż do eksplozji zasilania paliwowego. Można drugą rakietą ewentualnie
przedłużyć nagrzanie obudowy zasilania paliwowego rakiety wroga. Proponowane
zastosowanie skrawków foli z ferrytem wymaga odpowiednich badań i eksperymentów
w warunkach naturalnych. Natomiast jeśli rakieta pobiera powietrze do spalania
paliwa to sprawa jest prosta w niszczeniu napędu skrawkami foli.
Uwaga! Odpowiednia programowa regulacja elektroniczna zapłonu głowicy obronnej
zachodzi w odniesieniu do wyłączenia napędu wszelkich innych pojazdów będących
w ruchu na wodzie i ziemi poprzez oklejenie skrawkami foli filtrów powietrza.
Proszę sobie wyobrazić np. niemiecki atak pancernika Schleswig-Holstein 1
września 1939 roku na Polską Bazę Wojskową Westerplatte, kiedy to wystarczyła
by eksplozja jednej głowicy pocisku ze skrawkami foli na pokładzie tego
pancernika. Potężne silniki niemieckiego pancernika produkujące także prąd
elektryczny, który decyduje o sprawności sterowania armatami, torpedami i
radarami na pokładzie, nagle wyłącza się totalnie napęd okrętu. Następuje
totalny bezruch wszystkich urządzeń, łącznie z oślepieniem radarów. Zasilanie
akumulatorowe ma działanie w krótkim czasie. W tych warunkach następne pociski
z Westerplatte spokojnie utrzymują w bezruchu silniki i radary wrogiego
pancernika. Podobnie można by bez większego starania się niszczyć wówczas
samoloty niemieckie, które w czasie II wojny światowej latały znacznie wolniej
i znacznie niżej niż obecne oraz wszelkie pojazdy bojowe wroga na lądzie i
wodzie. Skrawki foli mogą oślepiać najnowsze radary, które mają w swojej
roboczej aktywności dodatnią jonizację a skrawki foli ujemną. Skrawki foli mogą
zanikać w dowolnie zaprogramowanym chemicznie od przeznaczenia czasie, np. od
10, 100 i więcej minut.
Dlaczego nazwałem tę głowicę humanitarną? Bo ja jestem z
natury i wykształcenia humanistą, daję pilotowi 2 sekundy na opuszczenie
katapultą przeznaczonego nieuchronnie do zniszczenia samolotu lub helikoptera
(w przyszłości z kabiną katapulty) lub innego wojskowego sprzętu nieprzyjaciela
będącego w ruchu, itp. innych obiektów będących w ruchu, także na lądzie lub na
wodzie.
Szanowni decydenci polityczni, w działaniach kryzysowych a
nawet wojennych zabijanie ludzi, żołnierzy wroga oraz niszczenie infrastruktury
egzystencji ludzi jest największym nieszczęściem XXI wieku. Bardzo proszę
szanować, chronić w miarę możliwości życie wszelkich ludzi, w tym przyszłych
jeńców w działaniach wojennych, którzy z reguły są ofiarami braku antycypacji
sprawności umysłowej, niekompetencji polityków. Z powodu braku psychologicznej
selekcji kadrowej i właściwych konkursów, a także niewłaściwego przygotowania w
nieudanych negocjacjach pokojowych. A w konsekwencji ich nieudolności w
krytycznym momencie przekazują decyzje zdesperowanym emocjonalnie dowódcom wojskowym,
którym zwalono nagle odpowiedzialność za utrzymanie bezpieczeństwa w źle
wyposażonej i byle jak szkolonej armii.
Jeśli chodzi o zneutralizowanie piechoty wroga lub
terrorystów to do skrawków foli można dozować w zależności od warunków w jakich
przebywają żołnierze wroga, ewentualnie terroryści z zakładnikami
neuro-paralizator obezwładniający lub usypiający. Neuro-paralizator działa tak
szybko, że żołnierz nie zdąży założyć maski gazowej i będzie do 2 minut,
nieprzytomny, uśpiony(?). Ponadto można zainstalować humanitarne miny w strefie
zagrożenia przygranicznego lub w ochronie ważnych obiektów z czujnikami dla
wyłączenia silników pojazdów wojskowych wroga, a nawet oklejenia z
usztywnieniem w ułamku sekundy ubrania i obuwia żołnierzy nieprzyjaciela,
terrorystów, co także ich znacznie zniewoli ograniczając sprawność ruchową na
programowany czas. Można także do skrawków foli dodać ferryt, który sprawi
przyklejenie się do części metalowych karabinu, pistoletu lub armaty czy
wyrzutni rakietowej a skład chemiczny uniemożliwi uruchomienie, przeładowanie
na dowolnie planowany czas użycie broni wroga lub terrorysty. Proszę sobie
wyobrazić lub przenieść wyobraźnię na aktualną sytuacje na południowym
wschodzie Ukrainy lub w Syrii, Jemenu, i w wielu innych państwach, gdzie
bezkarnie zorganizowani terroryści prowadzą działania militarne.
Do oddzielnego opracowania operacyjnego pozostaje problem
taktyki reagowania wojsk lądowych i morskich na przejęcie obezwładnionych
żołnierzy nieprzyjaciela, terrorystów i ich sprzętu. Np. kontroler ruchu
drogowego powinien mieć znak stopu, którym usiłuje zatrzymać pojazd w momencie
podświetlenia tarczy z numerem patrolu łączy się z biurem rejestru wykroczeń
drogowych i tylko wówczas uruchamia czynności kontrolne, które są rejestrowane
głosowo w/w biurze. Mandat wypisuje Biuro Wkroczeń Drogowych poprzez
radiostację funkcjonariusza. W przypadku, gdy kierowca nie chce zatrzymać
pojazdu to funkcjonariusz ustawia w ułamku sekundy drugą stronę rękojeści znaku
stopu i odstrzeliwuje skrawkami foli przód samochodu, który w sekundę będzie
miał oklejony filtr powietrza z wyłączonym silnikiem.
Pozostaje problem artylerii przeciwnika, który można
rozwiązać poprzez wczesne rozpoznanie dronem stanowisk wroga i odpowiednie
ostrzelanie humanitarną głowicą bojową z ferrytem i oklejenie mechanizmów
stalowych. Atak artylerii wroga można przetrwać także poprzez ruchome
stanowiska obronne w strefie przygranicznej dla własnej artylerii, a także w
połączeniu z możliwością zastosowania humanitarnej głowicy bojowej wobec
obsługi dział wroga lub jego wyrzutni rakietowych.
Proponuję rozpowszechnić i nagłośnić treść tego apelu, listu
tak skutecznie, żeby wszystkie państwa świata zastosowały u siebie „Humanitarną
głowicę bojową”, która jest bardzo skuteczna i bardzo tania, to wreszcie nie
byłoby działań militarnych wobec innych państw. Koniec z barbarzyńskim
niszczeniem, bombardowaniem tego co stworzył człowiek i NATURA.
„…dbając o warunki egzystencji w zgodzie z uniwersalną mądrością NATURY,
szanujmy wszelki dar życia i bądźmy szczęśliwi także szczęściem innych”, –
motto życiowe autora.
Zaoszczędzone pieniądze na likwidacji tradycyjnego
uzbrojenia należy przeznaczyć na realizację projektów opisanych dla
przyśpieszonego rozwoju Polski w mojej e-ksiązce: EDEN XXI WIEKU, czytaj na
stronie: http://www.klawiterapia.com .
Łączę wyrazy szacunku i przesyłam najlepsze pozdrowienia,
– Ferdynand Barbasiewicz, autor projektów, także pojazdów latających na fali.
(Patrz niżej)
Projekt pojazdów
latających na fali z szybkością 700-800 km/h, które w komputerowych badaniach
symulowanych Dowódcy Marynarki Wojennej RP w Polsce uzyskały bardzo dobrą ocenę
wyrażoną na piśmie w dniu 30 października 2000 roku, z podpisem kontradmirała
Zbigniewa Badeńskiego, szefa Sztabu Marynarki Wojennej RP.
Pojazdy latające na fali nie wymagają lotnisk, powinny
stopniowo eliminować pasażerską komunikację lotniczą na wysokości 10 000 m nad morzami i
oceanami. Pojazd latający na fali z uwagi na swoją prędkość powinien pełnić
funkcję wiodącą w ratownictwie morskim/oceanicznym. Pojazd latający powinien
być produkowany w polskich stoczniach. Ja jestem starym żeglarzem i miałem
okazję obserwować różne flotylle na Morzu Północnym, Atlantyku, Morzu
Śródziemnym. Dotychczasowe Flotylle Marynarki Wojennej poruszają się na wodzie
jak „mrówka w syropie” i z tego powodu stanowią łatwy cel dla broni
humanitarnej. Szanowni specjaliści Marynarki Wojennej, pragnę zasygnalizować,
że posiadam projekt napędu rezonansu magnetycznego dla łodzi podwodnych, który
może kilkakrotnie przyśpieszyć zdolność poruszania się tego sprzętu pod wodą. A
także inne rozwiązania chroniące okręt przed zatopieniem. Także zabezpieczenia
ekologiczne dla ekologii. Czytaj także w …Edenie
o bezpieczeństwie w żegludze i niezwykłej komunikacji tunelowej oraz oceniaj
inne projekty dla ludzkości.
Kontakt z autorem: centrum@klawiterapia.com Tel/fax +48 22
7298053.
POJAZD LATAJĄCY NA FALI, cztery polskie projekty, prototypy
do wykonania w naszym kraju.
Ferdynand Barbasiewicz, autor projektu.
W 1967 roku miałem okazję obejrzeć radziecki krótki film, na
którym utrwalono przelot samolotu wojskowego Mig 17 z dużą prędkością pod
przęsłem mostu na dużej rzece rosyjskiej. Duża energia lecącego samolotu
sprawiła, że woda została rozepchana na około 20 metrów i było widać piasek dna
rzeki głębokiej na około 3-4 metrów. To niesamowite energetycznie zjawisko
fizyczne było wówczas inspiracją do opracowania projektu pojazdu startującego z
wody i latającego 3-5 metrów nad powierzchnią wody z prędkością nawet do 800 km/h.
Duży pojazd latający na fali „Bazamat” z przeznaczeniem w
komunikacji na oceanach z uwagi na prędkość podróżną 700-800 km/h i „Córa” lokalnie
na akwenach morskich i większych rzekach. Należy oczekiwać, że w niedalekiej
przyszłości pojazd latający nad wodą wyeliminuje pasażerską komunikację
lotniczą z wysokości 10.000-12.000 metrów i transport wodny tuż nad morzami i
oceanami. Ten projekt komunikacyjny nie wymaga lotnisk i portów może pływać na
większych rzekach i lądować, …nawet na plaży. „Bazamat” może przyjąć na pokłady
nawet 5.000 pasażerów z większym bagażem, którzy odbędą podróż w luksusowych
warunkach w tym samym czasie jak w znanej komunikacji lotniczej ale całkowicie
bezpiecznie. – Czytaj i oglądaj więcej na stronie internetowej:
http://www.klawiterapia.com/bazamat .
W dniu 23 sierpnia 2000 roku miałem przyjemność osobiście
przedłożyć panu admirałowi Ryszardowi Łukasikowi, dowódcy Marynarki Wojennej RP
projekt wynalazczy z dokumentacją techniczną „pojazdu latającego na falach”.
Wyrażając się ściślej przedłożyłem kilka wariantów pojazdów różnej wielkości,
do wstępnej merytorycznej i logistycznej oceny. W dniu 30.10.2000 roku
uzyskałem odpowiedz pisemną przez kontradmirała Zbigniewa Badeńskiego szefa
Sztabu Marynarki Wojennej RP, gdzie stwierdza się min. „…koncepcja pojazdu
latającego na falach będąca wizją idealnego narzędzia nowoczesnej strategii
walki jest ciekawa i nie pozbawiona aspektu realizacyjnego w oddalonej
przyszłości”. Oceniono jedynie pojazd największy, ofensywny – stwierdzając, że
tak dużymi pojazdami mogą się zainteresować tylko nasi sojusznicy z NATO (US
Navy, Royal Navy i Marynarka Francji), mające floty strategiczno-ofensywne i
obronne. Według mojego rozpoznania innowacyjnego i oceny w obecnych
uwarunkowaniach geopolitycznych i militarnych Marynarka Wojenna RP powinna
zainteresować się przede wszystkim mniejszymi wariantami („córa”, uniwersalny i
skuter) dla celów obronnych, które są min. wyposażone w nowoczesne systemy
uzbrojenia z humanitarną głowicą bojową. Szacunkowa cena „córy” z pełnym wyposażeniem
równa będzie w przybliżeniu wartości rynkowej trzem samolotom bojowym
wielozadaniowym. Natomiast wartość obronna „córy” w warunkach wodno-lądowych
jest wielokrotnie sprawniejsza niż trzy samoloty bojowe wielozadaniowe. „Córa”
ma na swoim pokładzie 3 małe helikoptery, 4 pojazdy uniwersalne wodno-lądowe o
sile bojowej większej niż najnowsze czołgi. Każdy pojazd uniwersalny ma na
swoim pokładzie 4 skutery wodno-lądowe dwuosobowe (łącznie „Córa” ma 16
skuterów wodno/lądowych), stanowiące bardzo sprawną piechotę morską. Cena
szacunkowa pojazdu „Córy” z pełnym wyposażeniem (pojazdy uniwersalne, skutery i
inne uzbrojenie, humanitarne głowice bojowe, itp.), kształtuje się w
szacunkowej cenie wartości 460-500 milionów dolarów. Pojazdy uniwersalne są
znacznie tańsze niż nowoczesne czołgi a możliwości logistyczno-taktyczne
wodno-lądowe manewrowe i bojowe w założeniach projektu są bezkonkurencyjne.
Ponadto „Córa” ma: 3 wyrzutnie rakietowo-taktyczne, także z humanitarną głowicą
bojową do bardzo skutecznego niszczenia napędów samolotów, helikopterów,
rakiet, a także wyłączania napędów wszelkich pojazdów bojowych na wodzie i
lądzie. Poza tym w wyposażeniu są wyrzutnie torped, i kierunkowych bomb
głębinowych samo naprowadzających się na łodzie podwodne, i inną broń. „Córa”,
uniwersalny i skuter mogą pływać do 20 metrów pod wodą. Posiadają znakomite
możliwości maskujące, gdy jest na powierzchni wody i gdy jest pod wodą, sonary,
monitoring podwodny, radary także dopplerowskie i nawigację satelitarną. Córa
ma niezwykłe możliwości manewrowe a także prędkość podróżną osiągającą przy
sprzyjających warunkach nawigacyjnych nawet 700-800 km/h. Może lądować
przy brzegu, na plaży. Nie wymaga obsługi kosztownych portów lotniczych i
morskich. Może prowadzić działania bojowe z rzek w warunkach śródlądowych. Duże
pojazdy baza-mat, „córa”, pojazdy uniwersalne i skutery są niezatapialne,
albowiem platformy tych pojazdów są w 4/5 wypełnione w bardzo licznych komorach
z blachy tytanowej styropianem (jak plaster miodu) i warstwowo specjalnej
jakości watą mineralną zamiast opancerzenia z otuliną zewnętrzną także z blachy
tytanowej, są bardzo lekkie. Ponadto „Bazamat”, „Córa”, pojazdy uniwersalne i
skutery są kompatybilne w działaniach taktyczno-obronnych i strategiczno-ofensywnych
wodnych i wodno-lądowych z innymi formacjami.
– Ma możliwość wystrzelenia na wysokość do 1000 m specjalnego bardzo
czułego sonaru akustycznego i radarowo dopplerowskiego, który znakomicie
precyzyjnie rejestruje do 1000
km wszelkie pojazdy znajdujące w powietrzu, na wodzie i
pod wodą z możliwością ich niszczenia. W/w pojazdy po zneutralizowaniu napędów
głowicą humanitarną wrogich samolotów bojowych, jednostek pływających i
pojazdów wojskowych na ladzie są także zdolne obezwładnić na kilka minut silną
wolno-falową energią mózgi załogi agresora do sprawnego „abordażu”, którym
wcześniej wyłączono zdalnie na określony czas silniki i radary także
dopplerowskie humanitarną głowicą bojową.
– Problemy obronne stanowiące istotę Narodowych Sił
Zbrojnych RP zostały w ocenie projektów pominięte. A przecież w/opisane pojazdy
są wyjątkowo korzystne pod każdym względem w zastosowaniu obronnym. Stwierdzono
także, że Oddziały Dowództwa Marynarki Wojennej nie prowadzą prac naukowych w
zakresie badań podstawowych nad nowymi (nigdzie nie stosowanymi) środkami
bojowymi jak i ich nosicielami.” Poinformowano także, kto zajmuje się takimi
badaniami i gdzie należy kierować korespondencję w tej sprawie. Stwierdzono, że
decyzję w sprawie badań i wdrożeń jest władny podjąć minister Obrony Narodowej.
Odpowiedź podpisał pan kontradmirał Zbigniew Badeński – Szef Sztabu Marynarki
Wojennej RP.
Oczywiście te same pisma łącznie z dokumentacją techniczną,
zgodnie z zaleceniami wysyłałem pocztą internetową do kolejnych: Ministrów
Obrony Narodowej, Szefów Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, Stoczni w Gdyni i
Szczecinie, Centrum Budowy Okrętów w Gdańsku, Komisji Obrony Narodowej w Sejmie
RP, Instytutu Lotnictwa w Warszawie, a także wedle wskazań Dowództwa Marynarki
Wojennej do flot Sojuszniczych NATO: US Navy, Royal Navy i Marynarki Francji.
Miłe odpowiedzi z szacunkiem i podziękowaniem otrzymałem na piśmie. – Więcej
informacji jest na stronie internetowej: http://www.klawiterapia.com/bazamat i
http://www.klawiterapia.com/dyskpo .
Moim zdaniem w/w pojazdy wodne i wodno/lądowe mogą mieć
znakomite przeznaczenie także w gospodarce cywilnej, transporcie wodnym i
rzecznym w ruchu pasażerskim. Gdzie niezwykle konkurencyjnie skraca się czas
podróży z Polski np. lokalnie na Bałtyku do Sztokholmu i Helsinek w czasie
jednej godziny. Pojazdy latające na fali mogą mieć rewelacyjne zastosowanie w
ratownictwie morskim/oceanicznym i powinny się stać polską specjalnością
eksportową.
Łączę najlepsze oczekiwania i pozdrowienia – dr Ferdynand
Barbasiewicz, płk w st. spoczynku.
Główna narracja związana z właśnie podpisanym porozumieniem z USA pełna jest pochwalnych pień – nie tylko ze strony zwolenników obecnej polityki rządu ale także i ze strony wielu ludzi z opozycji. Być może słusznie – nie mam wglądu do tajników obecnej dyplomacji ani szczegółów porozumienia, ale czy na pewno i bezwzględnie?
Czy nie ma w tym ryzyka? Oto moje prywatne spojrzenie – szersze.
Może być nim zbytnie poleganie na sojuszu z USA. Przynależymy do Europy, której USA nie lubią (i której dyktują sankcje ekonomiczne), zresztą wzajemnie. W tej europejskiej rodzinie stajemy się pod tym względem prawie wrogiem wewnętrznym, podobnie jak z punktu widzenia Rosji. Wiążemy się z prymitywną kulturą (w porównaniu z europejską) i cywilizacją akcentującą siłę oraz przewroty i spiskowanie jako główne narzędzie polityki. USA praktycznie są rządzone przede wszystkim przez mafie bankierów i celebrytów żydowskich, którzy wspierają siły nieprzyjazne Polsce. Chociaż UE nie jest doskonała, to gdybyśmy umiejętną polityką zmienili ją bardziej w federację niezależnych państw oraz utrzymując poprawne, ale nie wasalne związki z USA – wyszlibyśmy na tym lepiej. Mając wątpliwości czy Rosja faktycznie nam zagraża w aspekcie militarnym (Europa generalnie nie wykazuje takich obaw), sądzę że wydatkowanie olbrzymich kwot na uzbrojenie może być tylko zaspokojeniem amerykańskiego biznesu zbrojeniowego przy jednoczesnej małej użyteczności obronnej. Mam na myśli to, że gdyby Rosja tylko rzeczywiście tego chciała, to dawno i łatwo by militarnie nas podbiła (ale nigdy o tym nie było nawet sygnałów) oraz że obecnie wojnę prowadzi się skuteczniej innymi środkami. A co do uzbrojenia to Rosjanie mają w naszej okolicy środki skuteczniejsze niż Amerykanie, w tym na tyle tajne i nowatorskie, że wyprzedzają cały świat (?). W tym kontekście uzbrojenie konwencjonalne to pewnego rodzaju atrapa, użyteczna w lokalnych konfliktach i raczej jako straszak.
Także zależność ekonomiczna od USA (nie mówię o normalnym handlu) nie jest dla nas korzystna. Między innymi to inne normy jakości – przykładowo dla żywności gorsze niż nasze. To większa globalizacja a zatem uzależnienie. Sprowadzane gazu LNG ma bardziej wymowę propagandową niż jest realnym czynnikiem dywersyfikacji dostaw paliw. To mały procent potrzeb. Długoterminowe kontrakty na LNG mogłyby być absurdem, bo w realnym czasie jesteśmy w stanie opanować ekonomiczną technologię podziemnego zgazowywania węgla, co przy polskich olbrzymich głębinowych zasobach uczyniłoby nas całkowicie niezależnym energetycznie państwem a nawet eksporterem gazu.
A propos pytanie: czy i ile gazu USA importują skoro są jego eksporterem?
Zatem refleksja: czy USA prowadzą wojnę na bliskim wschodzie ze względu na ropę i gaz, jak się często stereotypowo sądzi? Myślę, że nie przede wszystkim – chodzi o polityczne wpływy w regionie oraz wspieranie interesów żydowskich. Zauważmy przy okazji, że o ile my mamy płacić za amerykańskie uzbrojenie i utrzymanie baz, to Izrael otrzymuje od USA corocznie miliardy dolarów na zbrojenia. Wymowne.
A co do energetyki – bardzo niepokoi mnie kontrakt na elektrownię atomową. O absurdalności tego kierunku pisałem kiedyś np. w ramach artykułu Co z tą energetyką? Tamże o energetyce rozproszonej, na którą powinniśmy postawić.
Podobnie jak porozumienie co do współpracy w zakresie służby zdrowia. Kto czyta moje teksty to wie, że jestem szczególnie ‘cięty’ w tym zakresie. USA – pomimo największych na świecie nakładów na zdrowie jest najbardziej schorowanym społeczeństwem. Ich miliardowy program walki z rakiem poniósł fiasko. Wzorowanie się na amerykańskich rozwiązaniach zdrowotnych często prowadzi donikąd a kosztuje bardzo słono. To ich kolejna szansa na biznes, wcale nie jednoznaczny z polepszeniem naszego zdrowia, i korumpowanie naszych decydentów okruchami z tego biznesu.
Wracając do stosunków między Polską a USA, to nie należy się zbytnio łudzić „przyjaźnią”, bo w polityce ważą interesy. A nasza przyjaźń ma probierz w postaci ciągłego wymogu wiz do USA (bodajże jedyny przypadek Europie). Mówi się o kryterium wskaźnika odrzuceń wizowych, który musi przedtem spaść poniżej pewnego poziomu. Zachodzi jednak pytanie: dlaczego ten wskaźnik jest duży? Podejrzewam że nie o zachowanie Polaków chodzi, ale o antypolskie nastroje w USA, a przynajmniej wśród tamtejszej administracji.
Podobnie takim negatywnym testem przyjaźni jest wspieranie przez USA roszczeń za mienie bezspadkowe … Zachowanie ambasador G. Mosbacher pokazuje jak Polska jest instrumentalnie traktowana.
Ogólnie nasze usilne zabieganie o … niesuwerenność nie licuje z silną pozycją Polski. Bo jak inaczej nazwać dopraszanie się o stacjonowanie obcych wojsk? Może być użyte jako narzędzie polityki amerykańskiej, nawet w charakterze szantażu. A do tego jeszcze mamy za to płacić, gdy raczej za użyczenie terenów, mediów i aprowizacji powinniśmy wymagać kompensaty.
Wydatki te powinny pójść na większe nasze dozbrojenie i rozwój WP, a nie uzależnienie od obcej siły. Zauważmy, że nawet zakup bardzo drogich myśliwców F-35 (konstrukcja z 2006 r. z dalszymi modernizacjami, które nie stanowią podstawowej potrzeby obronnej polskiej armii i wciąż odnotowują niesprawności oraz będą dostarczone dopiero za parę lat) poprzez kody źródłowe awioniki i uzbrojenia będą tak czy inaczej kontrolowane z USA, z możliwością blokowania włącznie. Może nie koniecznie te samoloty są w pełni amerykańskie, bo wiele podzespołów jest produkowanych przez Chińczyków. Jeśli Chińczycy produkują, to mogą tam umieszczać swoje czipy (?) a informacjami dzielić się z Rosją. Nadto – to broń ofensywna dalekiego zasięgu (1700 do 2220 km) – kogo będziemy atakować? Podobnie rakiety. Gdy wspomniałem o tajnych broniach rosyjskich miałem na myśli także środki elektroniczne, które potrafią sparaliżować całą tę wysublimowaną technikę. Już te parę czynników daje do myślenia czy to trafiona inwestycja, czy nie lepiej byłoby rozwijać naziemną broń przeciwlotniczą?
Nie wydłużając tego wpisu, bo można by jeszcze sporo dodać – mam szereg wątpliwości czy ślepe poleganie na Ameryce nie jest naiwnością naszych polityków.
Opinie jak wyżej są głupio komentowane jako prorosyjskie. Nie mam nic wspólnego z Rosją podobnie jak bardzo wielu komentatorów, którzy mają podobne zastrzeżenia.
Obym się mylił, bo Polsce potrzebny jest dobry sojusz.
[publikowane z opóźnieniem ze względu na brak dostępu do Internetu z wakacji, co może skutkować także kłopotem z przesłaniem całości…]
Dobry polityk musi umieć przepowiedzieć, co będzie się działo jutro, za tydzień, czy za rok i musi umieć wytłumaczyć , dlaczego nie zaszło to, co przepowiedział.
Winston Leonard Spencer Churchill
Od czasu do czasu poruszę aktualnie „gorące tematy”, które może później już nie będą tak gorące, chociaż akurat poniższe – jak przewiduję – raczej się jeszcze bardziej rozpalą.
Nie będąc ani politykiem, ani publicystą politycznym podeprę się tym, co napisali inni, których śledzę.
Jednym z nich jest redaktor i pisarz Witold Gadowski. Cenię go za odwagę, dociekliwość (dziennikarz śledczy), pryncypialność patriotyczną, poszanowanie polskich wartości, ładny język i kulturę, niesprzedajność, sporą wiedzę….
Ma cotygodniowe komentarze na swej stronie www.gadowskiwitold.pl oraz komentuje wydarzenia jeszcze w paru innych miejscach w sieci i radiach. Za swój krytycyzm niestety nie ma miejsca w „narodowych” mediach publicznych.
(To wstyd, panie prezesie J. Kurski, chociaż nie tylko z tego powodu…)
Aktualnie gorącym tematem jest film braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” i sprawa pedofilii. O tym dalej. Doceniam to, co rząd w trybie pilnym robi, by zaostrzyć walkę z tą patologią, podobnie jak opór wobec krzykliwego LGBT+.
Czy jednak nie za późno? Cała sprawa ma otoczkę polityczną – różne partie w różnym stopniu są krytyczne, a zjawisko ma szerszy i głębszy zakres, w tym światowy, niż wielu wie. Przy okazji słyszę o tym, że podwyższa się wiek młodzieży dla których seks jest legalny z 15 do 16 lat. Nie to, bym był za wczesną inicjacją, ale przecież to się zdarza, czy ktoś to akceptuje czy nie.
Wg informacji jakie znalazłem (cytuję): 20% 15-16-latków ma za sobą inicjację seksualną. Ilu z nich z 18-latkami? Wg nowych regulacji wyjdą z więzienia po… 40 (?). „Przygotowani do życia” przez starszych współwięźniów. Wie ktoś – z nagle wzmożonych zwolenników zamykania do więzienia młodych ludzi za seks – jak wygląda więzienie?
Teraz o komentarzu red. Gadowskiego z 15 maja 2019, który możesz zobaczyć/odsłuchać także tutaj (za YT) , chociaż warto zobaczyć także przynajmniej część komentarzy pod oryginalnym nagraniem.
Temat pedofilii jest jednym z kilku, bo mowa jest także o stosunkach polsko-izraelskich, w tym o ostatnich wydarzeniach, Instytucie Ogrodnictwa w Skierniewicach, jachcie I love Poland i Eurowizji…
Każdy z tematów zasługiwałby na szersze omówienie, ale ograniczę się do względnie krótkiego komentarza.
Relacje z Izraelem a szerzej – z amerykańską diasporą żydowską, napinają się, co przewidział dawno temu red. Stanisław Michalkiewicz, którego też cenię (za erudycję, język, przenikliwość, postawę patriotyczną itd. itd. – wszystko podane z dawką humoru). Opracował ostatnio projekt ustawy która mogłaby jednoznacznie okreslić, że Polska nie zgadza się na wypłacenie Żydom jakichkolwiek haraczy za mienie bezspadkowe. Podobny projekt przedstawił klub Kukiz’15, ale obrady nad nim zdjęto z porządku obrad w Sejmie. To ważny temat i ostatnio tak nagłośniony oddolnie, że rząd i prezydent wreszcie zabrali głos w tej sprawie. Brzmi to przekonująco, ale nie dla wszystkich. Sam Michalkiewicz i Konfederacja, która wzięła ją na sztandary (także dosłownie podczas marszu w Warszawie 11 maja) przekonuje, że deklaracje deklaracjami, a uległość rządów wobec Żydów, to jakby kanon od dziesięcioleci i zbyt ufać rządowi nie można. Tym bardziej, że twierdzenie iż wszystko zostało już uregulowane z USA w porozumieniu z 16 lipca 1960 r. nie bierze pod uwagę, że – jak to rozumiem, dotyczyło ono tylko obywateli amerykańskich mieszkających i/lub posiadających w Polsce mienie w czasie gdy je utracili , a nie całej masy późniejszych chętnych na łatwą kasę. To kwestia interpretacji tego dokumentu (nie jestem prawnikiem). Na rzecz Polski może jednak działać Umowa zawarta między RFN i Izraelem z 1952 roku. Niemcy zobowiązali się tam do wypłaty odszkodowań za mienie (RÓWNIEŻ BEZSPADKOWE) z terenów, które podczas II wojny znajdowały się “pod niemiecką władzą”. Czyli także z terenów okupowanej Polski.
Oby, natomiast casus szwajcarski (wydobycie ponad miliarda dolarów przez Żydów) daje do myślenia, podobnie jak usilne zabieganie Żydów w USA by Just Act został przyjęty i podpisany oraz apel M. Pompeo w Warszawie. A ten wyraźnie powiedział, że nasze władze powinny bardziej zająć się kompleksową legislacją dla uruchomienia odszkodowań. Czyli nawet gdyby obecne prawo je uniemożliwiało, to się je stworzy…
Co do Konfederacji mam „mieszane uczucia”, ale narracja, głównie PiSowska, że oto wytrącono Konfederacji główne hasło wyborcze (przeciw Just Act 447), jest głupia, ponieważ ich program jest dużo szerszy i trafia do wielu ludzi, którzy widzą, że w Polsce źle się dzieje. A niedopuszczenie tej formacji do „mediów narodowych”, w przeciwieństwie do np. przedstawicieli Wiosny, tak krytykowanej przez PiS, jest skandalem w demokratycznym społeczeństwie.
Podobnie jak nazywanie wszystkich, którzy krytykują zbyt wasalistyczną politykę wobec USA lub poczynania rządu w ogóle – ruskimi trollami, przyjacielem Putina itp.
O tych sprawach głośno mówi się w niezależnej telewizji internetowej wRealu24 – w osobie głównego redaktora Marcina Roli oraz szeregu zapraszanych gości. Warto śledzić.
Wracając do pedofilii – w uzupełnieniu szerszy obraz zjawiska na świecie oraz opinię o filmie Siekielskich przedstawia kolejny mój ulubiony komentator dr n.med. Jerzy Jaskowski w tym komentarzu: http://www.polishclub.org/…/15/heca-z-bracmi-sekielskimi/.
Jest tam mnóstwo szczegółów (także w przypisach) pokazujących skalę patologii seksualnych i powiązań politycznych (zatrważające). Jest też o szeroko zakrojonej działalności Kościoła – społecznej i na rzecz wszelkich ofiar, biedy, pomocy charytatywnej. Tu wtrącę jednak prowokacyjne pytanie: owszem Kościół pomaga jako organizator, zbiera datki, posyła ku pomocy misjonarzy, oferuje pracę zakonów, ale … czy daje coś bezpośrednio ze swojego olbrzymiego majątku? Może jestem niedoinformowany…
Co do Kościoła, to mam poważne obawy o jego przyszłość (zwłaszcza jeśli się wewnętrznie nie oczyści i nie zreformuje), ale to inny temat.
Dra Jaśkowskiego cenię za olbrzymią i mało znaną innym wiedzę, a zwłaszcza w zakresie problemów zdrowia, którym i ja się zajmuję czasami jako popularyzator. Z tą wiedzą możesz zapoznać się (sukcesywnie, bo to ogrom materiałów, w tym książek) podążając za wskazaniem jakie Autor podaje na końcu swych artykułów.
Sprawy zdrowia porusza pośrednio i W. Gadowski w swym komentarzu wspominając o sytuacji w Instytucie Ogrodnictwa w Skierniewicach. Nasze rolnictwo, jeszcze stosunkowo nie zepsute technologiami intensywnej przemysłowej uprawy, a przez to dające zdrowsze płody, jest w niezrozumiały sposób degradowane a nawet niszczone. Mówi o tym często poseł dr Jarosław Sachajko a ostatnio poseł Jacek Wilk. To powinno nas boleć, tym bardziej że i z gospodarczego punktu widzenia, moglibyśmy być rolniczą potęgą.
I znów, wracając do pedofilii oraz pederastii, co też ma wpływ na zdrowie młodego pokolenia.
Na twitterze natrafiłem na wpis podający rzekomo statystyki międzynarodowe liczby pedofilów: LGBT 46%, Aktorzy 29%, Trenerzy Personalni 17%, Nauczyciele 14%, Duchowni 1,5%. Oczywiście grupy mogą się częściowo pokrywać, ale w ogóle wydaje się to nieprawdopodobne (brak źródła). Jednak faktem jest że największy kontakt z małymi dziećmi mają nauczyciele i duchowni. Także, jeśli te dane były w jakiejś mierze prawdopodobne, to nie sądzę aby przekładały się na realia polskie – chyba aż taka skala degrengolady społecznej u nas jeszcze nie nastąpiła. Gdyby tak było, to przerażałaby liczba bezwzględna w przypadku nauczycieli – wychodzi (wg GUS) 14% z ok. 588 000 to 82 320 ! Jednak są dane, że do 40 proc. homoseksualistów to PEDOFILE (dość obszerne opracowanie).
Komentarz Gadowskiego o Eurowizji 2019 pokazuje ów niepokojący zachodni trend w kierunku LGBT.
W 1. odcinku półfinału zobaczyliśmy Danę International, pierwszą transseksualną laureatką Eurowizji sprzed lat (TVP wycięło z powtórki jej występ), zaprezentował się w kobiecym stroju przedstawiciel Francji – Bilal Hassani, który jest zdeklarowanym gejem (jego idolką jest Conchita Wurst), jeden z prowadzących, Assi Azar przed kamerami robi coming-out, a realizatorzy pokazywali pary wszystkich płci i w różnym wieku, które całowały się na sali przed kamerami. Wyraźny przekaz…
Na marginesie: nie raz zastanawiałem się nad przyczynami różnych współczesnych patologii i panoszącego się zła i jak to można zmienić, np. we wpisie o prawdzie i kłamstwie.
Może właśnie trzeba oderwać się od dominujących schematów, skoro od pokoleń nic nie zmienia się na lepsze – po prostu się nie sprawdziły. Tak jak mówi sentencja A. Einsteina „Nie możemy rozwiązywać problemów używając takiego samego schematu myślowego, jakim posługiwaliśmy się w trakcie ich pojawienia się”.
Z tego względu i także w imię mojej dewizy z nagłówka bloga „mieć szerszą perspektywę, odkrywać nowe horyzonty” – zachęcam do wysłuchania bez krępujących uprzedzeń wykładu: U progu wielkiego przełomu – Janusz Zagórski.
Jest więcej ważnych i aktualnych tematów, ale nie będę upychał za wiele do jednego wpisu i zakończę wezwaniem: Pamiętajmy o tym wszystkim przy niedzielnych wyborach!
Za reklamy automatyczne z platformy blogowej nie odpowiadamy.
Mam nadzwyczaj prosty smak: zawsze zadowala mnie to, co najlepsze.
Oscar Wilde
Szeroki temat – ma aspekty: gospodarczy, historyczny, społeczny i psychologiczny, polityczny …
Podejmę tylko niektóre wątki – z osobistego punktu widzenia.
Od razu wyjaśnienie – jestem ZA dużymi marketami. Taka deklaracja prawdopodobnie nieco zelektryzuje oponentów albo przynajmniej zaciekawi. Zgodzę się że może jest ich już za dużo, że obciążają miasto (logistyka, ruch, energochłonne) ale jednocześnie dają pracę wielu ludziom.
Z drugiej strony należy się wyjaśnienie, że jestem stanowczo za polskim kapitałem i polskimi marketami. Źle się stało że markety zagraniczne uzyskały długie wakacje podatkowe i inne przywileje. Spowodowało to nie tylko wyprowadzanie pieniędzy Polaków za granicę, ale i upadek wielu naszych sklepów. Ale stało się i trzeba pomyśleć jak to naprawić. Nie jestem w branży handlowej, więc w tym zakresie nie będę się wymądrzał. To, co mi się nasuwa jako postulat obywatelski, to jak najszybsze zrównanie praw podmiotów zagranicznych z naszymi polskimi, wspieranie naszych polskich marketów oraz rodzimych sklepów. Powinno to być ujęte w programie rozwoju naszej klasy średniej.
Myślę, że polscy inwestorzy już nauczyli się jak takie markety budować i prowadzić, rośnie też nasz kapitał.
Zajmę się raczej swoimi refleksjami jako klienta.
Bywam i kupuję w supermarketach, ale … w zasadzie tylko produkty żywnościowe, czasem tylko przemysłowe. I w ograniczonych ilościach. Co do żywnościowych, chętniej kupowałbym bezpośrednio u zaufanych rolników, i, o ile to możliwe (sezon, czas), czynię to na paru bazarach. Chodzi przede wszystkim o zdrowotność produktów, zwłaszcza zważywszy, że w marketach jest dużo żywności przemysłowo przetworzonej. Niestety w wielu przypadkach produkty rolne nieprzetworzone też nie dają gwarancji jakości. Obecnie gleba jest tak skażona (np. glifosat jest już wszędzie) oraz zubożona w niezbędne składniki, że nawet przy szczerych chęciach rolnik nie ma większego na to wpływu . Zwłaszcza jeśli jest nastawiony tylko na zysk. To osobny temat, który kiedyś podejmę.
Tu mała dygresja: złoszczę się gdy likwiduje się bazary lub szykanuje rolników, którzy przywożą swoje towary do miasta. To akcje, które mają ponoć „cywilizować” przestrzeń miejską. Zgoda jeśli w zamian powstają przyzwoitsze pawilony, ale brak zgody gdy takie miejsca w ogóle się likwiduje. Na cywilizowanym Zachodzie bazary mają się dobrze.
Przypuszczam, że jest (?) w tym podejściu palec właśnie większych marketów, które nie lubią konkurencji.
Mówiąc o supermarketach mam na myśli także galerie handlowe, w których te supermarkety są ulokowane.
Mam parę ulubionych (w Warszawie) jak np. Galeria Północna, Galeria Łomianki*. Są przestronne i mniej zatłoczone w przeciwieństwie do np. Złotych Tarasów (ciasnota, tłumy), Arkadii – ładna, ale też duży ruch w tym molochu…
Jak wiadomo, klienci traktują te miejsca także jako rekreacyjne oraz miejsca spotkań. Sprzyja temu infrastruktura z barami, kawiarniami, miejscami dla dzieci, często z kinem, siłownią oraz licznymi usługami. To – jak widać- nie ruguje kawiarni i lokali gastronomicznych w innych miejscach w mieście – jest ich coraz więcej. W galerii mamy jednak duży wybór oraz inne udogodnienia na jednym miejscu – jest to wygodne i oszczędza czas w porównaniu z sytuacją przenoszenia się w mieście by załatwić różne sprawy. Latem można tam się schłodzić, w zimie ogrzać …
Co do sklepów odzieżowych, to bywamy raczej na ‚looking‚ niż shopping. ponieważ przeważnie ceny są z sufitu i chyba tylko dla, hm… modowych wariatów i celebrytów. Mam na myśli głównie stosunek ceny do jakości.
Może się wstyd przyznać – w second-handach i outletach można znaleźć odpowiedniki (i to nowe) za jedną dziesiątą tych cen, a jednocześnie w lepszej jakości. Bawełna, wełna, len oraz niezłe wzornictwo zamiast sztucznego badziewia, bezguścia i mody dla podlotków, które dają kilkaset złotych za spodnie,w których jest więcej dziur niż materiału… Zjawisko dotyczy głównie mody damskiej – to duży rynek do drenowania kieszeni bazujący na ulotnych modach i próżności.
To się trochę zmienia na lepsze i nie chciałbym zbyt generalizować. Są przecież miejsca i produkty warte swej ceny.
Chociaż to także kwestia gustu, ale np. Massimo Dutti zachwyca, przy cenach w tym sensie do zniesienia.
W zakresie samych marketów upodobałem sobie Carrefour. Nie mówię, że jest najlepszy, bo nie znam aż tak dobrze innych, ale są powody tego upodobania. Widać jak się „podciąga” w swoich usługach, jak stara się być dla każdego.
Bywam i wtedy uderza bogactwo asortymentu. Od produktów na chudą kieszeń do fanaberii i prawie luksusu dla grubego portfela.
Kilkadziesiąt (jeśli nie więcej) rodzajów serów, nabiału, pieczywa (z różnych ale i własnej piekarni), wędlin, herbat, kaw, win, kilkaset rodzajów przypraw, sosów, dodatków z całego świata, produktów ekologicznych i specjalistycznych (diety), podobnie owoców i warzyw z egzotycznymi włącznie itd. Multum dań gotowych ale także bardzo dużo komponentów do własnoręcznego kucharzenia. W zróżnicowanych cenach. W sumie – raj dla smakoszy.
Tu wtrącę, że żal mi mojego ulubionego normadzkiego sera Brillat-Savarin, określa się go mianem potrójnie kremowego Brie, który jakiś czas zniknął z półki towarów francuskich. Produkowany już od 1890 roku, pierwotnie jako Excelsior lub Délice des gourmets, obecną nazwę dostał w 1930 roku na cześć francuskiego smakosza Jean Anthelme Brillat-Savarin (francuski prawnik, polityk i pisarz – zdobył sławę jako gastronom i autor „Fizjologii smaku”, którą Balzac uznał za wspaniały traktat kulinarny).
Ach, mój stary sentyment do Francji…
Ważne jest, że większość towarów pochodzi od polskich producentów. Tak więc, mimo transferowania zysków za granicę, zyskują też rodzimi dostawcy. Konkurując ze sobą i z produktami zagranicznymi muszą dbać o jakość. Są też sklepy franczyzowe (Carrefour Express, Carrefour Express Convenience, …) zatem korzystają na tym polscy przedsiębiorcy.
Jeśli chodzi o żywność (i chyba nie tylko) gorzej jest z takimi marketami jak Lidl lub Kaufland – dużo towarów niemieckich. Przy okazji można przypomnieć o aferze z podwójną jakością tych towarów – inna w Niemczech, inna u nas; miejmy nadzieję że uchwała unijna to ukróci).
Nie słyszałem aby taka praktyka była w marketach francuskich, a w ogóle mam do Francji większe zaufanie ze względu na bardziej restrykcyjne podejście do ekologii w rolnictwie.
I tutaj dochodzę do kluczowego porównania z małymi sklepami. Bywa że trzeba coś szybko dokupić w lokalnym sklepiku i oto okazuje się, że jest tylko jeden/dwa rodzaje oleju lub masła, pieczywo z jakiejś nieznanej piekarni na której się zawiedliśmy, nieznane marki lub po prostu jakiegoś towaru w ogóle nie ma. Za to wszystko nawet dwa razy drożej.
Chociaż jestem osobą starszej daty, to wymagania mam już inne niż za PRL-u.
Rozumiem, że ograniczona powierzchnia sklepowa, że może nie być popytu na niektóre towary (market przez duży obrót całościowy może pozwolić sobie na eksperymentowanie i straty w zakresie pojedynczych produktów).
Ale czy muszę się temu podporządkowywać?
Jest tu dodatkowy element w działaniu małych sklepów spożywczych – zamawiają tylko to, co „schodzi” , czyli co kupują lokalni klienci i są to towary relatywnie najtańsze (=gorsze), chociaż i tak drogie w porównaniu do dużych marketów.
Mamy w naszym domu na parterze taki mały sklepik wpasowany przez najemcę jakby na siłę w lokal do tego nie przystosowany. Oprócz wymienionych wad, nie ma rampy towarowej, minimalne zaplecze. Codziennie przeżywamy koszmar zajeżdżania wielu samochodów dostawczych, które hałasują, kopcą w okna spalinami (oczywiście silniki diesla cały czas włączone), blokują parking osobowy.
Był czas, że z tego lokalu zaczęły rozłazić się karaluchy…
Duże markety mają to zorganizowane profesjonalnie. Mają też kontrolę jakości na odpowiednim poziomie.
Jeśli chodzi o Carrefour właśnie, to market oferuje wiele programów wspierania jakości w ramach akcji Konkretne działania, by jeść lepiej.
Powyższe uwagi dotyczą też towarów przemysłowych – duży asortyment oraz prawie wszystkie działy tematyczne.
Chyba wszystkie markety oferują jakieś programy lojalnościowe, zbieranie kuponów itp.
Nie należę do takich zbieraczy, to bywa kłopotliwe, bo trzeba spełniać pewne warunki ilościowe i czasowe.
Chociaż Carrefour też je ma (Karta Rodzinka, program Satysfakcja, … ) to chwalę sobie tzw. Kartę Seniora. która daje kupony zniżkowe o wartości 10% od zakupu. Nie trzeba niczego zbierać. Dodatkowe zniżki daje aplikacja zakupowa w telefonie. Można kupować zdalnie (są też tradycyjne gazetki katalogowe, wykazy na stronie internetowej) oraz zamawiać dostawę do domu. Jako supermarket może on sobie pozwolić na okresowe przeceny. Oferowana jest też dedykowana karta kredytowa (Mater Card), dająca 10% rabatu.
Markety mają też parkingi dla klientów – jest to wygodne i nie stwarza tych trudności jakie zdarzają się przy mniejszych sklepach.
Są to kolejne przewagi dużego, zorganizowanego marketu.
Podnoszono wielokrotnie kwestię wolnych niedziel handlowych.
Nie jestem zwolennikiem tego rozwiązania, a przynajmniej jego pogłębiania. To się kłóci z wolnością oraz ma niepotrzebny kontekst ideologiczny. Czyż wyjście na niedzielny wspólny obiad rodzinny w restauracji nie byłby odciążeniem od codziennego gotowania, możliwością poznania nowych smaków i przyjemny? Stopa życiowa Polaków stopniowo rośnie, więc staje się to realne dla coraz większej ilości osób.
Firma Grycan rozważa wycofanie się z marketów właśnie ze względu na perspektywę dużo mniejszej frekwencji w niedziele. Byłoby szkoda – to moja ulubiona kawiarnia kawowa… Prawdopodobnie tak samo stanie się z innymi firmami.
Polacy dużo pracują – nie tylko ci z marketów. Jesteśmy krajem na dorobku – to praca tworzy naszą gospodarkę. Przynajmniej tak powinno być – w odróżnieniu od spekulacji. Niektórzy pracują też w soboty – zwłaszcza właściciele firm oraz pracownicy innych obiektów handlowych i usługowych. Dla nich niedziela to możliwość załatwienia zakupów.
Duże przedsiębiorstwa są w stanie zorganizować pracę na zmiany oraz zatrudnianie ekip zastępczych (outsourcing).
Nie powinno się też odmawiać możliwości pracy tym, którzy chcą pracować.
Co do pracy sprzedawców, to i tak sytuacja już się zmienia w kierunku redukcji ich ilości na rzecz kas automatycznych. W dużych marketach są odpowiednie urządzenia, a na świecie pojawiły się już sklepy w pełni samoobsługowe, jak Amazon Go. Także w Polsce mamy próby z marketami Bio Family, z samoobsługą klientów 24/7.
Zatem, w przyszłości działalność supermarketów w niedziele nie będzie ze szkodą dla ludzi i rodzin (kwestia wolnego czasu i przepracowania), bo i tak sprzedawcy będą musieli znaleźć sobie inne zatrudnienie. To inny temat dotyczący rynku pracy w ogóle – musimy oswoić się z myślą o zastępowaniu ludzi przez maszyny. Ale bez strachu, bo przecież, chociaż praca jest po części naszą naturą, to jednak taka by tylko mozolnie zarabiać na życie – już nie. Wystarczy że będziemy mieli godziwe utrzymanie. O ile nie damy się wyzyskiwać, to takie rozwiązanie się znajdzie…
Przy okazji – supermarkety i galerie handlowe mogłyby zarabiać jeszcze inaczej – na wynajmowaniu swych pomieszczeń ogólnych na inne cele, nie tylko handlowe. Pewien pomysł opisałem tutaj: Sylwester w supermarkecie?
**
Co sądzisz o tym wszystkim?
* Już po publikacji tego wpisu odwiedziłem nową Galerię Młociny. Też polubię – zrobiona z rozmachem, przestronna, dużo sklepów. Świetny dojazd metrem, tramwajami i samochodem. Polubię tym bardziej, że jest na szlaku mych częstych wypadów rekreacyjnych do parku w Młocinach.
** I właśnie w tej galerii na poddaszu zrobiono „krąg taneczny” z regularnymi potańcówkami. Dobre miejsce także na inne imprezy, w tym Sylwestra.
Bez wiary potykamy się o źdźbło słomy, z wiarą przenosimy góry.
Soren Aabye Kierkegaard
Złoża gorących wód są prawie pod całą Polską (kolor pomarańczowy)
Tytułowy temat „dręczy” mnie coraz bardziej wobec „jakiejś” monstrualnej indolencji kolejnych rządów w Polsce gdy planuje się naszą gospodarkę. Wziąłem w cudzysłów „jakiejś”, bo domyśłam się przyczyn, o czym dalej.
Temat jest szeroki – dotyczy zasobów naturalnych, dyrektyw unijnych co do OZE (Odnawialne Źródła Energetyczne) oraz krajowych działań w tym zakresie, polskiego górnictwa i skandali z tym związanych, mitologii CO2 jako głównego czynnika zmian klimatu, nagonki na wiatraki, polityki antysmogowej, elektromobilności itd.
Dziś nie poruszę wszystkich tych tematów – wskażę głównie na geotermię.
Tam Krzysztof Tytko ujawnia prawdę i przekręty w sektorze energetyki i zasobów naturalnych.
Podobnie tutaj Komisja śledcza za grabież polskich złóż.
A z narady środowisk niezależnych – Wrocław – 29.X.2017 (Obywatelski Komitet Obrony Polskich Zasobów Naturalnych) – Marek Adamczyk, Krzysztof Tytko, Zbigniew Martyniak – https://youtu.be/IgtYSkvOlTk.
Jest zatem wiele materiałów – nie wymieniam wszystkich, bo teraz przechodzę do tematu bieżącego – geotermii.
Chociaż, przepraszam – „bieżącego” … od dziesięcioleci.
Oto przykładowo audycja w TVP2 z 2009 r. podczas której Jan Pospieszalski dyskutuje ze specjalistami: prof. Mariusz Orion Jędrysek, prof. Jacek Zimny, prof. Ryszard Kozłowski, Witold Maziarz – https://vod.tvp.pl/video/warto-rozmawiac,przyszlosc-polskiej-energetyki-29012009,287898
(niestety trzeba przebrnąć przez długie reklamy i nie zrażać się ew. komunikatem o niedostępności).
Linki przy nazwiskach kierują do stron dyskutantów lub innych miejsc w sieci, gdzie znajdziemy dużo ciekawych materiałów o tych osobach, ich pracach i poruszanych tu zagadnieniach).
Telegraficznie:
Polska stoi na bogatych złożach wód termalnych – wg ocen pokrywających z nawiązką (do 150 razy) krajowe potrzeby. Jest wykonanych ponad 30 000 odwiertów. Ich wykorzystanie (choćby częściowe) dla ciepłownictwa uwolniło by obciążenie istniejącej energetyki od potrzeb importu ropy i gazu, a dodawszy nasze duże pokłady tych surowców oraz podziemną gazyfikację węgla (na wodór i inne gazy palne – dla energetyki o większych mocach) spowodowałoby że stalibyśmy się docelowo eksporterem na większą skalę niż Kuwejt.
Mowa jest też o energetyce rozproszonej (odpada przesył i uzależnienie od molochów energetycznych), o balneologii, o ośrodkach SPA, które mogłyby zarabiać na turystach, służyć zdrowiu, itd.
Minęło 10 lat, były raporty i plany_rozwoju – np. http://bit.ly/EnergPL i co mamy dziś?
Nawet gdyby, zważywszy pewne trudności techniczne, wykorzystać tylko część tych możliwości – moglibyśmy być przynajmniej samowystarczalni a docelowo europejskim potentatem energetycznym.
Energetyka ma dla nas znaczenie strategiczne nie tylko w świetle aktualnego „bezpieczeństwa energetycznego” ale w budowie naszej siły gospodarczej a zatem i politycznej. .
Co do złóż i technologii oczywiście należy uwzględnić koszty dotarcia, które w niektórych rejonach będą duże, a w innych złoża są już na wyciągnięcie ręki – to kwestia odpowiedniej polityki energetycznej i ew. pomocy państwowej. Podobnie z technologią – tu moglibyśmy stać się pionierem i trendsetterem. I zarabiać na tym dodatkowo, uruchomić komplementarne innowacje, uwolnić się od obciążeń z powodu opłat emisyjnych.
Decydowałby rachunek ekonomiczny w szerszym kontekście, ale jeśli możemy zyskać np. teoretycznie 10 razy więcej niż mamy, to nawet osiągnięcie 2 razy więcej byłoby świetnym osiągnięciem. Potrzeba tylko determinacji, odwagi, wiary …
Niestety rządy jak dotąd bagatelizowały/sabotowały (?) ten olbrzymi potencjał.
Ech, polityka…
Chyba kluczem jest dewiza „Nie pytaj jak i komu możesz pomóc, ale komu zaszkodzisz” – tak +/- działali u nas politycy. Oportunizm. Ale opportunity znaczy też szansa. Jest zdradą stanu/Narodu nie skorzystanie z tak wielkiej.
Domyślam się że chodzi o interesy obecnych potentatów energetycznych, zwłaszcza tych którzy są powiązani z zagranicą. Także interesy zagranicznych koncesjonariuszy naszych złóż, którzy mają nadzieję sami je eksploatować albo je unieruchomić by nie stanowiły konkurencji.
Mam nadzieję, że ten zgubny i niemądry kierunek w polityce będzie odwrócony. Chyba że już za późno? W każdym razie dotychczasowa krótkowzroczna a prawdopodobnie i korupcyjna polityka już poczyniła wielkie szkody w naszym majątku i zabrała nam lata rozwoju. Im dalej będziemy brnęli w głupotę i dalsze nietrafione pomysły strategiczne, tym będzie trudniej i drożej.
Wśród polskich aktualnych polityków znam niewielu, którzy się o tym wszystkim wypowiadają. Oprócz posła Jarosława Sachajko zwrócę uwagę na Jacka Wilka (obecnie w ramach Konfederacji).
Z ostatnich dni – poseł Wilk był gościem na jednym z „wieców” wyborczych Roberta Biedronia na Śląsku, gdzie ku zaskoczeniu prowadzącego zyskał zainteresowanie a nawet aprobatę dla tezy o wartości węgla dla naszej gospodarki – przy wykorzystaniu jego gazyfikacji. To był przykład jak świadomość tego rozwiązania jest mała i należy to zmieniać. Nagranie: https://www.facebook.com/JacekWilkPL/videos/811423522590263/
Powtarzam – jesteśmy bardzo bogaci w surowce i moglibyśmy się stać jednym z liderów energetycznych i w powiązanych technologiach.
Pesymista: optymista z praktyką życiową.
Julian Tuwim
Kontynuuję ‚wrzutki’ ze starego bloga mirrors.
Dziś mały sarkazm z 2010-03-06. Skoro satyra – to bez urazy ew. odbiorców. Mam nadzieję, że ówczesny pesymizm może już nie ma dziś takich podstaw. Ale… czy wiele się zmieniło od tamtego czasu?
Polska przoduje (tyłuje?) w rankingu państw, które najmniej łożą na rozwój nauki.
To zła polityka, ale argumentuje się, że brak jest środków.
Żeby więcej zaoszczędzić, proponuję np. takie oto rozwiązania.
Należy dowartościować Instytut Ziemniaka przez połączenie z Instytutem Filozofii. Pracownicy tego pierwszego już nie będą nazywani kartoflami, a filozofowie sięgną bardziej do korzeni (nie tylko ziemniaków) i nie będą majaczyli o lepszej przyszłości.
Podobnie można postąpić z placówką buraczaną przy Instytucie Cukrownictwa, to dowartościuje tych, których czasem nazywają burakami. Albo tych od buraków połączyć z tymi od filozofii.
Proponuję nowe nazwy placówek: Burfil, Ziemfil, Filoziem itp.
Jak oszczędność, to powinna być i w nazwach.
A może w ogóle zlikwidować instytuty przemysłowe, skoro już prawie nie ma przemysłu?
80% (?) towarów wytwarza się lub sprowadza z Chin, więc może raczej utworzyć instytut Made in China? Byłby tani – zatrudni się grupkę Chińczyków za miseczkę ryżu (też z Chin) i po sprawie.
No i po co nam uczelnie techniczne – potrzebują laboratoriów, sprzętu, praktyk przemysłowych (ale gdzie?),…
Lepiej szkolić tysiące prawników, bo naszym największym problemem państwowym jest przecież połapanie się w monstrum przepisów, adwokatura przekrętów i oskarżanie przeciwników politycznych.
Tu pieniędzy żałować nie należy!
Wszyscy wiedzą, że pomysł jest nie do zrealizowania. A potem przychodzi jakiś nieuk, który o tym nie wie. I on właśnie dokonuje przełomu. Albert Einstein
W danym przypadku mowa jest o projekcie telewizji Tagen o polskich, współczesnych odkrywcach i wynalazcach oraz o ich dokonaniach. Tytuł projektu (dosłowne brzmienie) może być nieco mylący, bo „odkrywca” kojarzy się często z odkrywcą geograficznym, archeologiem, itp. a tu chodzi – jak rozumiem – o odkrycia naukowe z akcentem na technikę użytkową. Ten wpis przybliża istotę tej ciekawej i pożytecznej inicjatywy.
Ma ona character konkursu (kwiecień – czerwiec 2019), w którym zachęca się polskich wynalazców i odkrywców (naukowych) do ogólnego ujawnienia swoich pomysłów oraz widzów do oceny tych pomysłów. Ma to za zadanie pokazać nieodkryty potencjał polskiej myśli technicznej, ale także pokazać … systemowe utrudnienia na drodze tego ujawniania, pomocy państwowej i w zakresie wdrożeń. Projekt uważam za szczytny, poniżej wprowadzenie pomysłodawcy (Mariusza Dąbrowskiego).
Ufundowano nagrodę przynajmniej 10 000 zł dla zwycięzcy, która może być powiększona przez dotacje od widzów.
Tutaj wypada cofnąć się przeszłość, gdyż los polskich wynalazców i odkrywców był na ogół ciężki. W wystąpieniu wymieniono przykłady takich osób jak: Jan Szczepaniak (kolorowa fotografia), Franciszek Rychnowski (gromadzenie ‚energii eteru’), Jan Czochralski (namnażanie kryształów krzemu – technologia stojąca u podstaw mikroprocesorów), Jacek Karpiński (prekursor nowoczesnych komputerów), Lucjan Łągiewka (wynalazca m.in. zderzaka dynamicznego o nieznanej dotąd zasadzie działania). Zatrzymam się chwilę nad p. Lucjanem, ponieważ jako inżynier mechanik kiedyś specjalnie się tym interesowałem.
Do tej listy osób już nieżyjących, oprócz tak powszechnie znanych i uznanych jak Maria Curie-Sklodowska, Ignacy Łukasiewicz (wynalazca lampy naftowej i pionier przemysłu naftowego) czy Ignacy Mościcki (metoda produkcji kwasu azotowego z powietrza) itp., warto dodać wielu innych – dużo mniej znanych jak:
Józef Hofmann – autor m.in. wycieraczek szyb samochodowych i resorów (oprócz tego że był wybitnym pianistą).
Jan Szczepanik – opatentował urządzenie do fotoelektrycznego zapisu dźwięku na taśmie filmowej.
Kazimierz Żegleń – wynalazł między innymi kamizelkę kuloodporną.
Józef Stanisław Kosacki – skonstruował ręczny wykrywacz min działający na zasadzie elektromagnetycznej.
Stanisław Tołpa – biolog, badacz torfowisk i twórca preparatów zdrowotnych.
Jan Józef Baranowski (urządzenia dla kolejnictwa, kasownik i drukarka biletów),
i wielu innych – patrz np. https://wynalazki.andrej.edu.pl/wielcy-polacy (są tam też biogramy). WItold Gadowski rozpoczął kiedyś w ramach swych komentarzy tygodnia przegląd niektórych takich zasłużonych polskich wynalazców (np.tu), szkoda, że to się urwało… Oni wszyscy wnieśli znaczący wkład w rozwój nauki, przemysłu i wygodę życia ludzi, także w zakresie światowym.
Natomiast z żyjących polskich wynalazców, wymienię dość arbitralnie (przykładowo i z różnym stopniem „zasług”) następujących ludzi, których prace w różnych dziedzinach na ogół są mało znane publicznie lub z trudem się przebijają w gospodarce:
StanisławSzczepaniak – chemik, autor blisko 150 patentów i wielu nagród za wynalazki na całym świecie (zwłaszcza w zakresie preparatów zdrowotnych, wyróżnia się tym że potrafi je wdrażać – ewenement na tle innych). Zdzisław Oszczęda – odkrywca metod uzyskiwania i wykorzystywania nanowody . Zygmunt Wilkowski – biocybernetyk, terapeuta, geodeta, matematyk, m.in. opracował nowy system diagnostyki cybernetycznej. Jerzy Dora– wybitny specjalista od plazmy technicznej i autor związanych z tym wdrożeń. dr Henryk Różański (fitoterapia). Emil Piasecki – badacz zagadnień antygenów i powodów dziwnych chorób, odkrywca i popularyzator zjawiska niewidzialnej transfuzji, co tworzy nowy paradygmat w wielu działach medycyny. dr Ferdynand Barbasiewicz – odkrywca i praktyk klawiterapii – niezwykłej metody diagnostyki i szybkiego leczenia wielu chorób uważanych za nieuleczalne, pomysłodawca innych intrygujących wynalazków z różnych dziedzin. Jan Taratajcio – zadziwiająco wszechstronny badacz-amator w zakresie zdrowia, budownictwa, energetyki, muzyki … …
Wśród wynalazców są zarówno naukowcy z dyplomami jak i amatorzy, przy czym warto przypomnieć, że wiele wynalazków powstało właśnie dzięki amatorom i ten fakt nie powinien być powodem lekceważenia.
O ile w Polsce istnieje szczególny (negatywny) stosunek do wynalazców (co widać po bardzo małej ilości patentów), to jest to także problem na świecie, gdy dany wynalazek (odkrycie) jest nie po drodze potentatom lub monopolistom w danej dziedzinie. Podobnie, gdy jakieś odkrycie podważa istniejący paradygmat naukowy, zwłaszcza jeśli wykazuje skuteczność. Jest wielu takich naukowców, dawnych i współczesnych, o ktorych nic sie nie mowi. Niektórych okradają z ich pomysłów ww. potentaci – albo przejmując technologię pod własnym szyldem albo chowając ją do szuflady.
Warto wspomnieć o prekursorze (prawdopodobnie nie jedynym) podobnych akcji – Januszu Zagórskim z NTV, który prowadził wielokrotnie już wspomniane przy okazji L. Łągiewki Forum Niekonwencjonalnych Wynalazków Konstrukcji i Pomysłów (w latach 2001 – 2010, reaktywowane w 2016), gdzie występowało wielu wynalazców.
Także Alex Berdowicz na swej stronie porozmawiajmy.tv zaprasza czasem ciekawych wynalazców.
Wracając do projektu.
Gdy to piszę opublikowano Inauguracyjny (1.) odcinek cyklu wspomnianego na wstępie projektu-konkursu przedstawiającego polskich wynalazców, w którym wystepuje Wiesław Glaner. Jest on twórcą działających rozwiązań technicznych do zupełnego spalania różnych paliw i odpadów w systemie zamkniętym. Byłoby to niezwykle pożądane w świetle obecnego problemu smogu, efektywności energetycznej oraz utylizacji odpadów. Autor opracował projektowanie takich systemów pod różne surowce, które mogą być „przystawką” do istniejących urządzeń spalających jak i instalacjami kompletnymi. Rozwiązują one także problem emisji CO2 przez absorpcję tego gazu przez popioły w wyniku czego powstaje pewien surowiec, który może być wykorzystany w chemii budowlanej (chociaż to nie jedyny pomysł na neutralizację CO2). Jak w innych podobnych przypadkach wynalazca boryka się z utrudnieniami patentowymi, brakiem zainteresowania ze stony nauki oraz małym zainteresowaniem podmiotów gospodarczych. Jest to też przykład człowieka, który wrócił z emigracji z nadzieją na przysłużenie się Polsce, ale te nadzieje rozbijają się o mur niezainteresowania i braku pomocy. Jak określił to prowadzący wywiad: „Nie ważne jest tutaj jak możesz pomóc, ale komu możesz zaszkodzić”.
Co do metod efektywnej energetyki – uważam ten temat za bardzo ważny i dlatego jeszcze go tutaj rozszerzę. Otóż w zakresie efektywnego spalania mamy w Polsce obecnie więcej ciekawych pomysłów. Pisałem o tym kiedyś w artykule „Energetyka rozproszona, głupcze! z którego zacytuję ten fragment:
… Jeśli jednak [stawiamy na] węgiel, to czemu nie są wdrażane dużo efektywniejsze sposoby jego spalania? Zwróćmy uwagę na efekt skali wynikający z pojedynczych użytkowników węgla. Przede wszystkim piece węglowe, zwłaszcza domowe, są bardzo nieefektywne. Od razu podam parę przykładów jak można to robić lepiej. Czyste i ekonomiczne spalanie węgla (od góry) – bez dymu i bez strat ciepła na zewnątrz nawet w zwykłych kotłach zasypowych – https://youtu.be/BnhHedGYtiU i cz.2- efekty po dobie od rozpalenia https://youtu.be/YSdxQ_54CIk. [niestety po czasie okazało się że te filmy zginęły…] Są i inne prezentacje takiego spalania np. https://youtu.be/pYn4rd2Lqlw (jest ich dużo, dotyczy też spalania drewna, są i wersje do spalania dolnego z podobnym efektem). Nawet tak proste i stare rozwiązanie jak piec rakietowy podwyższa znacznie efektywność spalania. Dziwi, że nie stosuje się takiego usprawnienia jak „spalanie wody” – patrz te ciekawe prezentacje Jerzego Orła np. https://youtu.be/0A8ajRoHvOA i http://porozmawiajmy.tv/wolna-energia-1-wykorzystuj-wode-jako-paliwo-jerzy-orzel/. Zatem priorytetowo powinny być stosowane i wymieniane stare piece na energooszczędne, wysokosprawne (powyżej 90% wykorzystania paliwa stałego, tj. węgla, biomasy) kotły co. i cwu., według polskich już istniejących patentów. Równie głośna jak bezpieczeństwo energetyczne, była ostatnio sprawa smogu. Węgiel przyczynia się do tego istotnie. Istotne są też choroby od zapylenia i koszty ich leczenia oraz zgony. Jedno z rozwiązań to “Palnik do spalania dymu wery” – przełomowy wynalazek – https://youtu.be/LkGbZpIupco, który poprawia efektywność spalania o 30% i daje brak zanieczyszczeń kominowych.
Wynalazca podaje: Sprawność do 97%! Mała emisja – normy dopuszczające emisje przez piece na paliwa stałe wynoszą w przypadku CO 700 mg/m3, a my mamy 15 mg/m3. Dopuszczalne normy w przypadku emisji pyłów wynoszą 60 mg/m3, a dzięki użyciu naszego pieca jest to zaledwie 18 mg/m3. Takie wyniki osiągamy, paląc w naszym piecu zwykłym węglem bez nawiewu. Badania przeprowadzone przez Instytut Energetyki potwierdzają zalety wynalazku. Wywiad z p. Marianem –http://wlocie.pl/…/o-jego-wynalazku-mowi-sie-w-calej-europ…/
Zobacz starszy reportaż-wywiadhttps://youtu.be/LkGbZpIupco (krótszy ) lub dłuższy wywiad https://youtu.be/NWB—Kt6KtI. Dopiero teraz ten wynalazek przebija się u nas do uznania i zastosowania, bo dotąd był chwalony za granicą. W świetle powyższego wcale nie trzeba byłoby wymuszać likwidacji wszystkich pieców węglowych (jak w Krakowie) na rzecz gazu, bo wystarczy zmienić je na węglowe nowej generacji lub dokonać odpowiedniej adaptacji (zdecydowałby rachunek ekonomiczny w szerszym kontekście).
Pozostaje żywić nadzieję, że jeśli nie z pomocą państwową, to prywatną i w pewnego rodzaju fazie skrytej, projekty tego typu dojrzeją i w końcu wypłyną a wtedy może będą docenione. Zdaję sobie sprawę, że stoją za tym też sprawy polityczne, ale… nadzieja umiera ostatnia. Organizator konkursu prosi o zgłoszenia kandydatów, a ja też chętnie usłyszałbym tutaj o takich wynalazkach i odkrywcach, których znacie.
O dalszych odcinkach projektu będę komunikował. Wspomnieliśmy też o innowatorach i odkrywcach z dziedzin nietechnicznych (np. zdrowie), ale oczywiście na uwagę zasługuje i wiele innych, jak historia, klimatologia, matematyka, psychologia itd. itd., ale to osobny temat.
(Ten artykuł realizuje postulat z ankiety Czytelników umieszczonej w tym wpisie)
W całym życiu szanuj prawdę tak, by twoje słowa były bardziej wiarygodne od przyrzeczeń innych.
Sokrates
Trzy święta 1-3 maja w połączeniu z rocznicami unijnymi i NATOwskimi to szerokie tło do dyskusji o patriotyzmie. Postaram się być zwięzły (nome-omen – lapidarny), chociaż już zasugerowałem szerokość tematu.
Manifestacje charakteryzują się hasłami, na sztandarach i transparentach zobaczymy ich wiele. Dla jednych Unia to zło, bo zabrała nam suwerenność i traktuje nas z góry, dla innych to nobilitacja i nasze naturalne miejsce. NATO dla jednych to gwarancja bezpieczeństwa, dla innych źródło napięć z Rosją, itd.
Każdy ma część racji, a spojrzenia z różnych stron są korzystne, zwłaszcza gdy wszystko próbuje się stawiać na jedną kartę, co nie jest dobre w polityce, która musi rozpatrywać różne scenariusze.
Doświadczenie boleśnie pokazuje, że hasła nader często są tylko hasłami, których się nie realizuje. Nabieram(y) nieufności do każdej propagandy. Mało jest takiej, która mówi całą prawdę i tylko prawdę.
Podobnie do pewnych gestów i pseudodziałań jak słynne już protestowanie przeciw przemocy przez kokardki, malowanie chodników czy twarzy.
I tym razem będą kotyliony, chorągiewki, baloniki, dekoracje. To ma swoje miejsce i zawsze uświetniało święta, ale nie to jest najważniejsze.
Patriotyzm widzę głównie w realnych działaniach, bardziej u podstaw a nie fasadowych, będących grą pozorów.
Rację mają ci, którzy kładą nacisk na naszą siłę gospodarczą. Ale droga realizacji tego postulatu powinna być mądra i wykorzystująca nasze potencjalne możliwości, które się przemilcza. Pisałem o tym wielokrotnie, tutaj np. we wpisie Olbrzymie bogactwa Polski.
Działanie przeciwne nie jest patriotyczne, jest wręcz zdradą.
Tak jak korupcja, nepotyzm, rózne patologie, które służą tylko politykom i oligarchom a nie krajowi i Narodowi. Uczciwy stosunek rządu do obywateli, do przedsiębiorczości, własnego przemysłu i zasobów, to probierz patriotyzmu.
Z drugiej strony politycznej – postulat szybkiego przyjęcia euro też nie świadczy o patriotyzmie, ponieważ pozbawi nas możliwości przynajmniej częściowej niezależności od globalnej finansjery, zlikwiduje nasz bank emisyjny i obniży stopę życiową.
Nie podzielam prounijnego entuzjazmu, zwłaszcza widząc dokąd UE dryfuje, chociaż z pragmatycznego punktu widzenia trzeba w niej budować naszą pozycję i korzystać z praw.
Przy okazji przypomnę fragment z art. Dziewczyna i uśmiercanie kultury, by podnieść wątek naszego dziedzictwa i miejsca w kulturze europejskiej.
Tutaj może zaskoczę poniektórych salonowych chwalców Gombrowicza i euroentuzjastów.
Oto co pisarz sądził o naszym miejscu i roli w Europie:
„Nie będziemy narodem prawdziwie europejskim, póki nie wyodrębnimy się z Europy – gdyż europejskość nie polega na zlaniu się z Europą, lecz na tym, aby być jej częścią składową – specyficzną i nie dającą się niczym zastąpić, […] tylko przeciwstawienie się Europie, która nas stworzyła, może sprawić, że staniemy się w końcu kimś… o własnym życiu”.
„… Uderzcie raczej w sztukę europejską, bądźcie tymi, którzy demaskują, zamiast podciągać się do cudzej dojrzałości, spróbujcie raczej ujawnić niedojrzałość Europy. Postarajcie się zorganizować wasze prawdziwe odczuwanie, aby uzyskało byt obiektywny w świecie, znajdźcie teorię zgodną z waszą praktyką, stwórzcie krytykę sztuki z waszego punktu widzenia, stwórzcie obraz świata, człowieka kultury, który by był zgodny z wami.”
Bardzo niepokoi też jeden sztywny (naiwny?) wektor polityki zagranicznej, która – jak mówi wielu krytyków – prowadzona jest „z pozycji klęcznika” i może sprowadzić na nas takie uzależnienie, że o żadnym patriotyzmie już nie będzie mowy.
Także stawianie na kulturę judeo-chrześcijańską jest antypatriotycznym nieporozumieniem, bo nie istnieje takie zwierzę (przeciwstawny kanon moralny i odwieczny konflikt).
Wiąże się to z wciąż istniejącą antypatriotyczną polityką historyczną, która niby się zmienia, ale raczej fasadowo, w daleko niewystarczającym stopniu.
Wreszcie o patriotyzmie świadczy też nasze szkolnictwo (obecnie słusznie wraca akcent na historię, niestety za dużo tematów i prawd nadal jest przemilczanych lub opisywanych pod bieżącą ideologię), kultura współżycia społecznego (tworzenie więzi sprzyja sile Narodu i państwa) oraz po prostu języka – spójrz na artykuł Patriotyzm a język.
Można by jeszcze sporo o tym wszystkim, ale już te parę myśli skłania do dalszych … przemyśleń.
Kocham Polskę i leży mi na sercu by nie było sytuacji jak w sarkazmie S. Garczyńskiego: Uniesiony patriotyzmem opuścił kraj.
Dziewięć dziesiątych naszego szczęścia polega na zdrowiu. Zdrowy żebrak jest szczęśliwszy niż chory król.
Arthur Schopenhauer.
Rząd chce nas zgrilować (dosłownie). PILNA INFORMACJA.
Ministerstwo Cyfryzacji oddało do „konsultacji społecznych” (bez podmiotów związanych ze zdrowiem!) projekt zmian legislacyjnych, które mają umożliwić wdrożenie technologii 5G. Najważniejsze z proponowanych zmian to:
podniesienie norm dopuszczalnego promieniowania z zakresu radiofalowego do poziomu zalecanego w unijnej Rekomendacji 1999/519/CE, czyli do poziomu ICNIRP (100-krotnie wyższego od obecnej polskiej normy); Oznacza to:
umożliwienie operatorom stawiania anten bez pozwolenia o budowę;
zmiana uniemożliwiająca właścicielom nieruchomości przeciwstawienie się budowie stacji bazowej w najbliższym otoczeniu nieruchomości (skutkująca, de facto, ograniczeniem konstytucyjnego prawa własności nieruchomości);
umożliwienie stawiania anten telefonii komórkowej na terenach chronionych (parków narodowych, rezerwatów przyrody, uzdrowisk).
Prelekcja o zagrożeniach: https://youtu.be/4qnky8okx_Y Koniecznie zobacz do końca! Informacje J. Zięby pochodzą głównie od dr Barrie Trowera – czołowego światowego specjalisty w omawianym zakresie, a mówiąc dosłownie – broni elektromagnetycznej.
Oto wspomniany wywiad tj. 5G Gigantyczne zagrożenie dla zdrowia – dr Barrie Trower w rozmowie z sir Julianem Rose –https://youtu.be/mElVn08aZQk . Pokazuje złożone dodatkowe zagrożenia w zakresie ekologii i życia. Wstrząsające.
Trzeba to zatrzymać zmasowaną akcją obywateli – czas „konsultacji” – do 31.12.18!
Oto mój PRZYKŁAD wzorca pisma z protestem/zapytaniem do Ministra Cyfryzacji – do indywidualnego dostosowania (to nawet wskazane by nie było wg jednego schematu). Format OpenOffice oraz pdf (ten drugi do ew. skopiowania do worda itp. dla edycji). Odpowiednio do pobrania z adresów:
Ew. także Do wiadomości: MZ, media, posłowie i senatorowie RP.
Piszę to 28 grudnia, zatem w następnym okresie zapewne będą potrzebne dalsze działania na etapie dyskusji sejmowych i legislacji.
Co do broni elektromagnetycznych to jest ona już dość dawno stosowana i testowana – duży temat pod hasłem Mind Control.
W Polsce zajmuje się tym portal http://stopzet.org/ (dużo materiałów).