Chemtrails – alert

…patrząc, nie widzą, a słuchając, nie słyszą ani nie pojmują…
Mt 13,13-15

chemtrails

Uzupełnienie poprzednich postów o smugach chemicznych:

Chemtrails – moje przyczynki dowodowe

(zawiera liczne linki; UWAGA – przy braku połączenia wpisz w wyszukiwarce:
http://www.facebook.com/notes/leszek-korolkiewicz/chemtrails-moje-przyczynki-dowodowe/252884591416013 )

… i wstrząsający, poważny film (który to już z rzędu?)

Podnieśmy głowy!
Co mam na myśli – pod koniec tekstu.

Spiski?

Kto nie umie daleko spoglądać, ten blisko ma kłopoty.
Konfucjusz

zlotyspisek

Jeden z setek spisków na przykładzie złota (książka)

Wielu śmieje się z „teorii spiskowych”. Ja raczej śmiałbym się z tych, którzy zupełnie nie widzą takich zjawisk i zaprzeczają ewidentnym spiskom, bynajmniej nie teoretycznym. Chociaż trudno dyskutować ze ślepym o kolorach – spróbuję.
A raczej – ponieważ nie kieruję poniższych słów do nikogo konkretnego, dam parę przesłanek mojego stanowiska.

Zacznę może od powołania swej tutejszej niedawnej notatki „Tajemnica?„, w której wskazuję na zależność stanowiska w tej sprawie od „poziomu wtajemniczenia”, co nie zawsze jest zbieżne z wiedzą w sensie naukowym.
Bo spisek wiąże się z tajemnicą.

Na początek próba zdefiniowania pojęć.

W słowniku języka polskiego PWN czytamy, że spisek to „Tajne porozumienie grupy osób dla wspólnego osiągnięcia jakiegoś celu; sprzysiężenie; zmowa”.

Jest to definicja szeroka, bo w ten sposób każde działanie np. rady nadzorczej dowolnego przedsiębiorstwa, ba… wspólników spółki, kierownictwa itd.  można nazwać spiskiem.

Chodzi mi raczej o działania negatywne o dużej skali, o dużym negatywnym skutku społecznym. Np. zamach na człowieka stanu jest natury spiskowej (o ile nie popełniony przez pojedynczego szaleńca).
Tak więc raczej powiedziałbym:

Teoria spiskowa – twierdzenie, według którego w utajnieniu ktoś działa na szkodę innych osób lub na własną korzyść ze szkodą dla innych.

Jest to bliższe pojęciom knucie, intryga,…

Dlaczego w ogóle poruszam ten temat?

Otóż świat pogrąża się w kolejnych kryzysach: gospodarczo-finansowym, ekologicznym, moralno-duchowym, w konfliktach politycznych i zbrojnych.
Ludzie pytają: dlaczego i nie znajdują odpowiedzi – bo są manipulowani okrągłymi tłumaczeniami polityków i władz.
Nie ma dymu bez ognia, ale wiele prawdziwych przyczyn tego fatalnego stanu rzeczy jest przed społeczeństwem ukrywanych. Można to właśnie nazwać teorią spiskową.
Oczywiście potrzebne jest odróżnienie prawdziwych spisków od plotek, sensacji z tabloidów i paronoidalnych  czy innych urojeń. Z drugiej strony ci sami, którzy nie znajdują odpowiedzi na przyczyny zła, nie chcą przyjąć do wiadomości że takie spiskowe działania istnieją.

To jest naiwne.

Właściwie tyle już napisano na tytułowy temat, że nie muszę się zbytnio trudzić – wystarczy sięgnąć po jakiś podzbiór tych wypowiedzi, czym się dalej parę razy się posłużę.

Zaprzeczający teoriom spiskowym widzą świat tak jak w tym prześmiewczym  wpisie z  http://www.paranormalne.pl/topic/22559-definicja-spisku/ ,

„Jedynym elementem kojarzącym się nam ze słowem „spisek” jest zazwyczaj słowo „teoria”. Praktyczny spisek nie istnieje. Na całym świecie nigdzie nie zawiera się tajnych porozumień dla wspólnego osiągnięcia jakiegoś celu (definicja ze słownika języka polskiego PWN), wszystko jest jawne i na dodatek upublicznione. Myśl zabroniona jaką jest „spisek” może istnieć tylko w teorii – najlepiej gdyby była nią „spiskowa teoria dziejów”. Świat składa się z ludzi, którzy jeśli chodzi o wymianę informacji, są wzajemnie bardzo otwarci. Nikt w historii tego świata nigdy nie spiskował – każda wojna była wojną fairplay. Każdy wywiad każdego państwa na świecie zawsze kieruje się dobrymi zasadami współżycia społecznego, zaś podsłuchy, nasi tajni agenci na wysokich stanowiskach u naszego przeciwnika są tylko czystą teorią, grą przypadku wynikającą z losowości rzeczywistości. Tak zbudowany jest świat – czy tak wygląda Twój świat?”

Tamże:

„Pomimo faktu, że spisek towarzyszy ludzkości chyba od jej zarania, czyli od czasów skrytych przewrotów we wspólnotach pierwotnych, zwolennicy teorii spiskowych są wyśmiewani. Zawsze w historii ludzkości istniały tajne i najczęściej nielegalne zmowy grup ludzi mające wspólny cel.

Dlaczego więc ludzie mający tego świadomość są wyśmiewani?

Najpierw należało by zadać pytanie przez kogo są wyśmiewani i dlaczego?

Czemu to wyśmiewanie ma służyć?

Wyśmiewanie służy zdyskredytowaniu rozmówcy i przybiera bardzo różne formy. Najczęściej wiąże się z podważeniem wiarygodności. Formy bywają bardzo różne. Od prostackiego sugerowania choroby psychicznej, poprzez różnorodne formy sugestii, że mamy do czynienia z mało wiarygodnym rozmówcą, lub źródła na które się powołuje rozmówca są mało wiarygodne (czyli zdyskredytowanie źródeł).

Odpowiedź na pytanie kto wyśmiewa i dlaczego, jest o wiele bardziej skomplikowana.

Natura spisku ma to do siebie, że informacje na jego temat muszą być tajne przed, w trakcie i długo po samym spisku. Dlatego w interesie spiskujących jest ukrywanie spisku wszelkimi dostępnymi metodami.

Nie wyobrażam sobie mocarstwa, które po fakcie przyznaje – Tak to prawda, w kraju Xyz były niesprzyjające nam rządy, dlatego musieliśmy sfinansować tamtejszy ruch oporu. Kraj Xyz ma strategiczne położenie z naszej perspektywy interesów. Kiedy były tam rządy pana Zxy kraj nie był stabilny z naszej perspektywy. Mieliśmy do wyboru, albo prowadzić otwartą wojnę, albo za pomocą tajnych służb dokonać tam przewrotu. Dokonanie przewrotu i wprowadzenie „demokracji” w marionetkowym rządzie jest o wiele tańsze niż prowadzenie otwartej wojny. Poza tym do wojny trzeba by przekonać obywateli, a to komplikuje sprawę, wymusza prowokacje i powoduje konieczność uśmiercenia jakiejś liczby, w końcu naszych obywateli. Więc prostszym rozwiązaniem było przeprowadzenie spisku”.

„Spiskowa teoria dziejów” – tym stwierdzeniem-hasłem jakim posługują się „racjonaliści”, sceptycy z obozu oficjalnych mediów, można zabić poglądy prawie każdego. Generalizacja towarzysząca temu określeniu zabija każdą myśl odbiegającą chociaż trochę w bok od wersji oficjalnej.

Parę przykładów.

Polityka.

Każde planowanie, które ma podłoże polityczne o charakterze zbrodni jest spiskiem, chociaż czasem nie musi być aż tak tajne.

Spiski znane każdemu z  programu szkolnego:  spisek związany z zamordowaniem Cara Mikołaja II, spiski mające na celu mordowanie cesarzy rzymskich (Juliusz Cezar), spisek związany z aresztowaniem Templariuszy, spalenie Reichstagu, próba zabójstwa Papieża,  zabicie J.F.K., itp.

Istnieje mnóstwo przykładów, wspomnę o ostatnio przeczytanym.  Chociaż wiadomo o tym z różnych źródeł, to spektakularnie o spiskach mówi Z. Brzeziński w jednej ze swoich książek.
W szczególności o  Al-Kaidzie i talibach – jawnie przyznaje, że USA wykreowała podwaliny obydwu aby wzmacniając radykalizm islamski zdestabilizować ZSRR i jego sfery wpływów, co się zresztą udało, głównie przez wciągnięcie Sowietów w wojnę afganistańską.

Skłaniam się by przyznać rację wypowiedzi na pewnym blogu: „… wierzę w ŚWIADOME i wyrachowane działanie określonych grup, które nie liczą się z nikim i z niczym, sięgających po wszystkie możliwe środki, żeby osiągnąć taką czy inną korzyść. Ponieważ dysponują środkami nieosiągalnymi dla większości ludzi, czasem nawet niewyobrażalnymi, nie muszą w tym celu spiskować. Po prostu stawiają sobie cel i go osiągają. Choćby po trupach. Nie mają dla nich znaczenia ani środki, ani koszty, ani skutki (uboczne), tylko cel.”

Istnieje teza, że aby przeprowadzić tego typu działanie, robi się je w sposób tak bezwzględny, nieludzki i bezczelny, że normalnie nie mieści się on w głowie, ale właśnie o to chodzi – zakłada się że nikt nie uwierzy, że było to działanie z premedytacją.

Pod tę kategorię niektórzy podpisują zamach WTC 11/09 2001 (gdy podejrzenie kieruje się na czynniki w samych USA) lub domniemany zamach na samolot prezydencki pod Smoleńskiem.
Ale to tylko  przykład możliwości takiej kategorii spisków – nie twierdzę, że tak było.

Dodajmy jeszcze do tej kategorii mafie, tajne koneksje, nepotyzm, ukryty lobbing…

Historia – ściśle powiązana z polityką.

Jak powiedział Napoleon Bonaparte: „Historia to uzgodniony zestaw kłamstw„.
Mieliśmy za komuny dobry przykład takiego przekłamywania, ale zjawisko jest stare jak świat, po dzień dzisiejszy. Władza chwali siebie, państwa tworzą swoje legendy.

Jeszcze nie znamy wielu faktów nawet z nowszej historii, szereg akt jest utajnionych, bo … są rzeczy do ukrycia. To są sprawy znane i oczywiste, więc nie trzeba się nad tym rozwodzić. Ale przy okazji warto przeczytać Douglasa J. Kenyona „Zakazana historia”  (tu i dalej odsyłam do literatury popularnej, w której nie ze wszystkim można się zgodzić, ale ten rodzaj lektury na początek jest łatwiejszy od pozycji bardziej naukowych).

Gospodarka

Obecnie podłoże wielu spisków jest bardziej komercyjne niż polityczne. Światem rządzi kasa, a polityka jest tylko środkiem. Najpotężniejsi nie są politykami i są w cieniu, najczęściej albo nieznani, albo mało znani opinii publicznej.

To jest wpis na blogu a nie długi referat, więc przelecę tylko po paru hasłach:

zmowy cenowe np. w ramach „big oil”, zmowy bankowe, wstrzymywanie wynalazków zagrażających status quo, zwłaszcza w zakresie energetyki, motoryzacji, leków.

Nauka

Nawet tutaj spiskuje się przeciw prawdzie. Pewne odkrycia są niewygodne dla establishmentów, dla władzy, dla karier namaszczonych naukowców. Mogłyby zburzyć spokój społeczny lub interes sponsorujących daną dziedzinę korporacji, nie są zgodne z paradygmatem…

Odsyłam do klasycznej  pozycji „Zakazana nauka” (J. Douglas Kenyon) i „Zakazana archeologia” (Michael A. Cremo i Richard L. Thompson) oraz wspomnianej „Zakazanej historii„.

Naukowcy śmieją się z dywagacji o UFO, trywializują sprawę żartując o zielonych ludzikach i mówią że nie ma dowodów (sic!). A faktem jest, że mało która dziedzina jest tak dobrze udokumentowana jak właśnie obserwacje UFO (w szerokim sensie). Być może sytuacja w zakresie ujawnienia pewnych informacji polepszy się za sprawa programu  „Ujawnienie” i nacisku wielu innych organizacji, aczkolwiek niektóre z nich stanowią przykrywkę do wprowadzania celowego zamętu wokół UFO.

Albo geoinżynieria, tajne bronie, chemtrails itp. Mało o tym wiemy – prawda?

Czy świadome kłamstwo wymierzone w interesy/dobro ludzi nie jest spiskiem?

Czy zatajanie jakiegoś remedium na istotną chorobę/brak  nie jest spiskiem?

Jeśli poruszony tu temat jest dla kogoś nowy, to wspomnę że istnieje wiele portali o niewyjaśnionych sprawach naszego świata i  spiskach, więc nie będę się dalej wymądrzał. Także na facebooku są skoncentrowane na tym strony i grupy, np. Fanklub Wiedzy i Historii Wszechświata – http://www.facebook.com/groups/fanklubwiedzy/?ref=notif&notif_t=group_activity, …

Istnieją też czasopisma o podobnej tematyce, zwłaszcza „Nexus” (także wersja polska), „Atlantis Rising”, „Nieznany Świat”,…

No i niezliczona ilość książek!

To ciekawa lektura, nawet jeśli traktuje od czasu do czasu o fantazjach.

Dlaczego góry

Wszystkie nasze marzenia mogą stać się rzeczywistością
– jeśli mamy odwagę je realizować.
Walt Disney

Bieszczady

(z perspektywy Warszawiaka, pisane 3 lata temu – temat ożył po kolejnej wizycie w Bieszczadach).

Dlaczego marzą mi się góry na miejsce zamieszkania?

Kocham góry. Wiele razy tam bywałem, tam stawiałem swoje pierwsze kroki jako dziecko, tam poznałem żonę. Góry są piękne.

Niziny bywają piękne, ale trochę monotonne i widokowo nie mogą się równać z widokami górskimi.

Góry dają dalekie perspektywy nie tylko dosłownie – gdy stanie się na którymś ze szczytów, ale i w szerszym sensie.

Dają poczucie siły, spojrzenia na wiele spraw właśnie „z góry”. Tam najłatwiej znaleźć spokój i prywatność. Z drugiej strony – współcześnie dobre zaopatrzenie dociera prawie wszędzie, a gdy chcemy – przez TV, Internet, telefony – mamy natychmiastowy kontakt z całym światem.

Tam mamy dwa-trzy-cztery atrakcyjne sezony– dla siebie i dla gości (turystycznie – większa dochodowość w przypadku wynajmu pokoi lub innych usług).
Piękne lato, kolory jesieni i przepiękna zima. Słoneczna wiosna jeszcze z topniejącymi śniegami też urzeka. Przyroda zachwyca nie tylko widokami – to mnogość roślin, form skalnych, szmer strumieni i wodospadów, słońce na połoninach i orzeźwiający cień lasów i ich magiczny majestat.

Kto lubi górskie wędrówki, zdrowy wysiłek – ma pole do popisu.

Góry zapewniają więcej ruchu – dla zdrowia (kondycja, dobre powietrze). Tereny górskie na ogół ekologicznie są czystsze – tam nie ma przemysłu, w szczególności czysta woda górska, a bywa że wody są lecznicze/mineralne.

Las to nie tylko  rekreacja i zdrowie, to opał, budulec, wszelkie inne dary lasu.

Staje się realne uprawianie narciarstwa nie tylko akcyjnie raz w roku, w tym biegowego i snowboardu lub saneczek.

W pobliżu zalewów i jezior – rekreacja wodna, żeglarstwo, bojery, wędkarstwo, itp. – dodatkowy atut dla turystów, także widokowy. Wtedy także łatwiej o ryby (także pstrągi z hodowli – dla zdrowia!).

Popularna staje się turystyka konna – jest już sporo dostosowanych szlaków.

Morze jest OK., ale ogranicza cię z jednej strony; natomiast góry (nie za duże) dają punkt wypadowy na 4 strony świata. Ponieważ znajdują się na południu Polski, to jest bliżej Europy „cywilizowanej” – Czech, Niemiec, itd. Bliżej do ciepłych mórz i atrakcji turystycznych południa – granice przecież nie istnieją, a drogi są dobre! (np. z Kotliny Kłodzkiej do Chorwacji Płn. lub Triestu niecałe 600 km, a do Świnoujścia 400, z Bieszczad nad Adriatyk 750 km, a do Zalewu Wiślanego 600 km, a do Świnoujścia nawet 850 km –wszystkie odległości teoretyczne – w linii prostej).
Z kolei, do naszej kulturalnej stolicy – Krakowa też bliżej niż z Warszawy (lub do Wrocławia oraz wielu uroczych, zabytkowych miasteczek pogórza). Ew. bliskość granicy umożliwia(ła) dokonywanie zakupów niektórych produktów po niższych niż u nas cenach, a może nawet jakiś handel transgraniczny? Chociaż jest to trochę kłopotliwe, to niektórzy mieszkańcy Bieszczad zaopatrują się w benzynę i inne produkty na Ukrainie sporo zyskując.
A w ogóle życie w tych miejscowościach górskich, które poznałem, jest tańsze niż w Warszawie – porównując ceny produktów. Jeśli ktoś umie i chce – może mieć też większą samowystarczalność na bazie ogródka, sadu lub hodowli.
Marzy mi się np. sytuacja, gdy kiedyś Ukraina będzie w Unii E. lub złagodzi obostrzenia graniczne – wtedy dostęp z Bieszczad do pięknego Lwowa z jego bogatą ofertą kulturalną i tanim dla nas życiem byłby gratką i fajnym przerywnikiem dla wsiowego życia.

Drogi w Bieszczadach (i nie tylko) są dobre (miejscami b. dobre – zwłaszcza w porównaniu z ukraińskimi).

Dla mieszczucha możliwy jest i taki wariant: mieszkanko np. w uroczym Przemyślu z pełnym dostępem do walorów sporego miasta plus chata górska z dojazdem w godzinę lub mniej – na weekendowe wypady lub na dłuższy pobyt w przypadku emerytów lub wolnych zawodów.

Przy budowie domu w górach możliwe są dodatkowe oszczędności, bo naturalne materiały budowlane (kamień, drewno, żwir,…) są łatwiej dostępne, a siła robocza w przystępnej cenie (górale znani są z tego, wynajmuje się ich w całej Polsce).

To budowanie na skale – dosłownie i w przenośni (po sprawdzeniu usuwisk). Miejscami istnieje możliwość wykorzystania źródeł termalnych do ogrzewania domu lub kąpieli.

W górach realna jest także naturalna energetyka wodna i wiatrowa (na małą skalę – potrzeby domowe) oraz słoneczna – zwłaszcza w przypadku stoku południowego. W takim położeniu istnieje też możliwość uprawy winorośli. Widziałem niejednokrotnie  jak tam wszystko ładnie rośnie. Coraz modniejsze i opłacalne stają się uprawy ekologiczne.

Dla patrzących dalekowzrocznie – wobec przepowiedni zalania terenów nadmorskich w zw z przewidywanym ociepleniem klimatu – w górach będzie  bezpieczniej, bezpieczniej może być też wobec kataklizmów przez osłonięcie i w przypadkach ekstremalnych (sic!) – przez ew. bliskość jaskiń w niektórych rejonach. Mówiąc poważniej – może być bezpieczniej na co dzień – można w sposób naturalny utrudnić dostęp intruzom, mieć teren pod wzrokowym nadzorem. Ale – jak widzę w Bieszczadach – większość domostw jest nie ogrodzonych, bo właściciele czują się bezpiecznie. Bo i ludzie są życzliwsi – nie tylko w tym że mówią sobie „dzień dobry” na szlaku.

Tu żyje się spokojniej niż w mieście, czas jakby płynął wolniej.

Także aklimatyzacja społeczna w Bieszczadach (gdzie indziej sytuacja będzie inna) jest względnie łatwa – tutejsza ludność jest w większości napływowa, a ostatnio budujący się to dobrowolna, pasjonacka emigracja miejska. Myślę, że są to ludzie z którymi nadaję i odbieram na jednych, typowo górskich „falach”. 🙂 Góry kształtują charaktery, i mieszkańców i turystów – tu spotkałem zawarłem wartościowe znajomości, tu jest inna „publiczność” – nie leniwa (leżeć bykiem na plaży) i zabawowa (bary i dyskoteki) lecz szukająca piękna i refleksji…

Działki w górach nie są jeszcze relatywnie drogie. Nawet jeśli pomysł zamieszkania w górach nie ziści się, to warto rozważyć inwestycję właśnie tam – do odsprzedania za jakiś czas (a tymczasem można by tam dla siebie postawić jakiś wakacyjny baraczek?) lub/i na wynajem.

Także mieszkania w miasteczkach górskich są tańsze niż w Warszawie czy innych większych miastach.

Cytuję wypowiedzi agentów nieruchomości, na przykładzie Bieszczadów (sprzed 3 lat):

„…Ale Bieszczady i tak są skazane na sukces, analitycy wróżą im karierę w ciągu najbliższych kilku lat.

– Stygnie rynek nieruchomości w dużych miastach, a rozpoczyna się gorący czas dla miejscowości turystycznych. Czas na Bieszczady dopiero nadejdzie. Myślę, że w ciągu pięciu lat – prognozuje Jaromir Rajzer.”

„Już teraz Bieszczady odkryło wielu bogatych Polaków. Jak zdradzają podkarpaccy pośrednicy nieruchomości, coraz więcej rośnie w Bieszczadach ekskluzywnych letniskowych chat wartych po około miliona złotych każda. – Są całe enklawy oddalone od drogi, np. w okolicach Rajskiego, gdzie stoją takie chaty…. to osoby ze świata kultury – piosenkarze, aktorzy, są też biznesmeni, znani architekci.”

Oczywiście, trzeba znaleźć odpowiednie miejsce – spełniające szereg wymienionych warunków, w tym ze względnie dobrym dojazdem i mediami.

Dlaczego Góry?

Oto parę wypowiedzi pod którymi się podpisuję:

Nie tylko dla pięknych widoków ze szczytu – głównie dla/dzięki ludziom, z którymi się w górach spotkałem, ludziom – z którymi nadaję na jednych, typowo górskich falach.

—-

W górach gdy się potknę i wywrócę, nikt nie spojrzy podejrzliwie że może pijana jestem, za to wyciągną się do mnie życzliwe, pomocne dłonie, za to spotkam się z pełnym troski pytaniem czy nie potrzebuję pomocy. Nikogo nie obchodzi w co jestem ubrana. No, może czasem jaki bardziej doświadczony turysta (poznaję ich po znoszonych butach) łagodnie zasugeruje, że klapki to nienajlepsze obuwie na Giewont, a na Zawrat lepiej wziąć coś ciepłego…Byłam świadkiem scen gdy ludzie dzielili się z obcą , przygodnie poznaną osobą kanapką i piciem, gdy na trudniejszym przejściu podawali sobie rękę, lub cierpliwie czekali na wąskim przejściu na osobę słabszą. Góry uwalniają tolerancję.
… Na ogół – panuje powszechna życzliwość i tolerancja. Dlaczego jeszcze ? Dlatego, że by dostać nagrodę w postaci pięknego widoku, najpierw trzeba się zmęczyć, pokonać własną słabość, często lęk wysokości.

Dalekie miasta są niczym” – jak mówi rajdowa piosenka, ale przecież można dość szybko do nich się dostać, gdy trzeba.

Co o tym wszystkim sądzicie? Może ktoś ma jakieś doświadczenia i takie plany przeniesienia się z  interioru Polski w góry?

Zamieszania wokół geoinżynierii ciąg dalszy

Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu.
William Shakespeare

chemtrails

We Wrocławiu w dn. 30 stycznia 2011 odbyło się pierwsza polska konferencja nt.
chemtrails(ów) czyli chemicznych smug na niebie.

Nagrania z tej imprezy można było znaleźć na http://niezaleznatelewizja.pl/

Także miesięcznik „Czwarty wymiar” nr 4/2011 opublikował reportaż
(„Chemtrails – dlaczego zabieracie nam niebo„) krótko podsumowujący
wystąpienia prelegentów.

O ile z tych informacji wynika, że bezsprzecznie zjawisko takie ma miejsce i to
globalnie (osobiście też jestem o tym przekonany, bo wciąż robię zdjęcia
zjawiska, niektóre publikowane np. na facebooku), to jego cel i mocodawcy
stanowią nadal tajemnicę. Prelegenci podali wiele możliwych scenariuszy, co
daje nam szerszą wiedzę, ale pozostawia problem otwarty.

W „Polityce” nr 47 z 2010 pojawił się artykuł „Leczenie klimatu aspiryną
( http://www.polityka.pl/nauka/ekologia/1510470,1,ryzykowna-geoinzynieria.read ) pośrednio sugerujący, że powstają projekty i  próby schładzania Ziemi przez rozpylanie różnych substancji w atmosferze.

Podzielam niepokój niektórych naukowców i autora, że jest to igranie z puszką Pandory, zwłaszcza gdy czytam, że tą substancją może być np. siarka.

To kojarzy się od razu z kwaśnymi deszczami, ale siarka w aerozolu to zapewne nic korzystnego dla ekosystemów. Przyjmijmy, że część naukowców ma dobre intencje i dostateczną wiedzę, aby rzeczywiście ochronić Ziemię przed jakąś dramatyczną zmianą klimatu. Skoro tak, to dlaczego nie informuje się o tym społeczeństwa?
Przypuszczam, że po pierwsze nic nie jest pewne, w tym wpływ CO2 na zmianę
klimatu, a nawet że intencje wcale nie muszą być tak szczytne. Jedną z
obserwacji, które przeczą wpływowi CO2 na ocieplenie  klimatu Ziemi jest odnotowywane ocieplenie … Marsa, co sugeruje wpływ Słońca.

To zamieszanie powiększa ciekawa informacja jaka ukazała się w nr 3/2011  „Nieznanego Świata” w artykule „Potrzebujemy więcej dwutlenku węgla!„.
Czytamy m.in. o tym, że już w 1960 roku CIA zajmowała się wpływem CO2 na ludzką świadomość i wg niedawno ujawnionych dokumentów, ustalono że większa zawartość dwutlenku węgla w powietrzu wpływa na podniesienie … ludzkiej świadomości a także pozwala redukować stres, napięcie i lęki. Ludzie wolni od strachu, z przebudzoną świadomością są o wiele trudniejszym obiektem manipulacji. A może to właśnie komuś się nie podoba? I stąd cała awantura zamaskowana pod szyldem ekologii?
Ta właściwość CO2 jest kontrowersyjna, ale koresponduje z zaskakującą informacją  z różnych źródeł (np.  I.Nieumywakin „Woda utleniona dla zdrowia„) że to nie nadmiar ale pewien niedosyt dwutlenku węgla powoduje złe dotlenienie organizmu (na poziomie komórkowym). A to niedotlenienie jest powodem większości chorób i naszej złej kondycji…
Pisałem już o tym wszystkim i do tematu będę jeszcze powracał. Ponieważ nie ufam w ciemno …

Gazy cieplarniane, smugi na niebie i podejrzenia

By wiedzieć, co ludzie rzeczywiście myślą,
zwracaj raczej uwagę na to, co robią, a nie na to, co mówią.
Kartezjusz

Niedawno umieściłem na Facebooku post dotyczący sposobów ograniczania emisji CO2 – jako przyczynek do dość ożywionej dyskusji jaką wywołałem w związku z tzw. chemtrails.

http://www.facebook.com/album.php?aid=37773&id=100000416050412&l=b46a85dea9
(już  o tym zjawisku wspominałem na tym blogu, np. Co z tym ociepleniem klimatu?).

Poniżej rozszerzyłem nieco ów post, ale najpierw – dla nie wprowadzonych w temat – parę słów wstępu.

Świat odnotowuje od paru lat pojawianie się licznych smug na niebie, które mogłyby być interpretowane jako tzw. smugi kondensacyjne za samolotami odrzutowymi. Każdy je widział.

Ale TE ślady są inne (tutaj dla ilustracji podaję jedno zdjęcie, dużo więcej umieściłem na FB, a jeszcze więcej odnajdziecie oczywiście w Internecie).

smugi

Dla wygody używam dość popularnego globalnego określenia chemtrails (ślady chemiczne), chociaż nie wiem na 100%, że są to właśnie takie ślady, a zwłaszcza że wszystkie, które tak wyglądają, nie są zwykłymi smugami kondensacyjnymi.

By opisać pokrótce różnice (moje krótkie resume na podstawie dużej ilości obserwacji na całym świecie) – chemtrails:

  •  często nie mają ścieżek równych w ilości silnikom samolotu
  •  nie zanikają po paru-kilkunastu minutach (jak smugi kondensacyjne)
  •  są od początku dość szerokie (w przeciwieństwie do smug kondensacyjnych)
  •  rozpraszają się powoli (do paru godzin) tworząc szerokie pasma chmur
  •  na ogół powstają na niższym pułapie (to moje wrażenie)
    tworzone są w miejscach (także) gdzie nie ma szlaków regularnych przelotów
  •  pokrywają w zbliżonym czasie sporą połać nieba w liniach równoległych i krzyżujących się wzajemnie (jakby zadanie pokrycia smugami danego terenu)
  •  często (ale nie zawsze) są tworzone wczesnym ranem, jakby w intencji ukrycia swego źródła przed ludźmi, bywa że po paru godzinach niebo już do końca dnia jest czyste, a przecież samoloty komunikacyjne latają cały dzień…
  •  są dnie i okresy, gdy to zjawisko nie jest widoczne oraz dnie bardzo dużego natężenia  (a przecież zwykły ruch lotniczy jest dość regularny)
  •  samoloty odrzutowe latają od bardzo wielu lat, a zjawisko chemtrails obserwuje się bodajże dopiero od 2004 r.

Były robione badania wykraczające poza same wzrokowe obserwacje, są też podobno relacje paru „niesubordynowanych” pilotów – jako dodatkowe świadectwa.

Odnośne władze i naukowcy (?) milczą na ten temat a raczej zbywają to krótkim „to zwykłe smugi kondensacyjne”, a w najlepszym przypadku przyznają, że prowadzi się rozpylanie dla ograniczenia – przez powstałe nietypowe chmury- promieniowania słonecznego, którego wzmożenie podobno powoduje ocieplenie Ziemi.

To zderzenie sprzecznych informacji generuje liczne podejrzenia o działania spiskowe. Ponieważ stwierdzono toksyczność wywoływanych chmur, posuwają się one nawet do mocnych oskarżeń o celowe trucie ludzi, osłabianie ich systemu immunologicznego – w interesie wielkiej farmacji albo nawet dla depopulacji ludzkości.

Mam nadzieję, że nie jest aż tak, ale nawet samo zwiększanie albeda w ten sposób powoduje poprzez efekty uboczne więcej szkody niż pożytku, jest prawdopodobnie wielkim pogwałceniem zasady ostrożności i demokracji – na dużą globalną skalę.

Nie chcę rozwijać tego wątku – znajdziesz wiele takich hipotez i dyskusji w sieci.

Jeśli misją „zbawicieli ludzkości”, którzy skrycie działają aby ograniczyć promieniowanie słoneczne (zwiększenie albedo atmosfery) jest przeciwdziałanie „globalnemu ociepleniu” , to dotykamy szerszego problemu. Dodałem cudzysłów, ponieważ to zjawisko nie jest pewne, ma wielu oponentów – także w środowiskach naukowych.

Nie wiem jak jest naprawdę – dałem temu kiedyś wyraz w artykuliku http://lepszezdrowie.info/dylemat.htm .

Jednak, przypuśćmy, że globalne ocieplenie istnieje.

Jeśli to wpływ działania człowieka, który – jak się  mówi – generuje zbyt dużo dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych, to istnieje szereg innych środków by temu zapobiegać i bez tak szkodliwych skutków ubocznych.

(koniec przydługiego wprowadzenia)
—-

Jak ograniczać emisję lub bilans dwutlenku węgla/gazów cieplarnianych?
(w opozycji do wątpliwego manipulowania pogodą przy pomocy chemtrails i innych metod ingerujących w atmosferę):

1. Zalesiać nieużytki

2. Powstrzymać wyręb lasów/racjonalna gospodarka leśna (głośna sprawa puszcz tropikalnych, ale nie tylko)

3. Zmieniać energetykę w kierunku źródeł naturalnych (np. Polska stoi na bogatych złożach geotermalnych), odnawialnych (np. biomasa zapewnia prawie zerowy bilans), bezpiecznej energetyki jądrowej

4. Oszczędzać energię (poszerzać świadomość obywateli w tym zakresie – efekt skali), energooszczędne budownictwo, procesy produkcyjne (poprawa sprawności energetycznej, w tym zaawansowane sterowanie i kontrola), bezpieczne produkty (patrz refleksja na temat ekologiczności pewnego produktu , itp.

5. „Czyste” technologie produkcyjne, w szczególności w zakresie emisji gazów cieplarnianych – zastosowanie w procesach przemysłowych metod wychwytywania CO2,  pochła­niaczy i zbiorników gazów cieplarnianych

6. Racjonalizować transport, zwłaszcza samochodowy – w dużej skali: systemy transportu miejskiego i dalekiego („TIRy na tory”), odpowiednie projektowanie miast, a w małej (?) skali – użytkowanie samochodów, samochody o mniejszych emisjach i spalaniu benzyny, ograniczanie ruchu, alternatywne środki lokomocji – te dwa tematy są poruszane np. na http://www.BezSamochodu.pl.tl

7. Ograniczanie lub unowocześnianie transportu lotniczego (olbrzymie emisje!)

8. Ograniczanie zbędnych podróży (w sukurs przychodzi biznes elektroniczny, telekonferencje itp. – zapraszam do refleksji na Internet …ekologiczny

9. Zmieniać profil produkcji rolniczej w kierunku ograniczania hodowli zwierząt i produkcji mięsa, która jest bardzo energochłonna – patrz np. w artykule  http://lepszezdrowie.info/niedorzecznosci.htm , i inne w sieci

10. Wreszcie – rozumna i dalekowzroczna polityka, łożąca na rozwój nauki, zrównoważony rozwój i widząca dobro ludzi we wszystkich aspektach.

Do tematu będę powracał…

 

Z mojego refugium

Czasem z daleka widać lepiej…

Nie pracuję na etacie (ale na zlecenia),  co daje mi możliwość wygospodarowywania wolnych dni, a nawet w pewnej mierze realizować program „gdy pogoda, to za miasto”.

Drugim atutem jest posiadanie swego refugium, czyli po prostu działki z domkiem w lesie, na tyle nie dalekiego, że można tam pojechać spontanicznie, a na tyle dalekiego, że czuć tam prawdziwą przyrodę, ciszę, mistykę, gdzie nawet gdy pracuję – odpoczywam.

Właśnie wróciłem po trzydniowym pobycie, łapiąc taką pogodę jakiej nie bywało nawet często w lecie. Dość powiedzieć, że wygrzewałem się z książką w ręku w samych slipach i myślałem o kąpieli w rzece.

Jest to miejsce, które już nieraz opisywałem, także tutaj  pod patetycznym tytułem Moja miłość.

Gdy instalowaliśmy się tam  ponad 20 lat temu, była to okolica prawie dzika, z  urozmaiconymi lasami, oaza spokoju.

Niestety teraz sporą część lasu wycięto, powstaje coraz więcej siedzib, domów, dawne ścieżki są zaślepione parkanami (obserwuję wykup ziemi, w ślad za którym często  nie widać osiedlenia – prawdopodobnie jako lokaty, ale po co w takim razie grodzić?).

Powstają też nowe drogi samochodowe, np. właśnie oddano do użytku łącznik leśny między dwoma wsiami z super asfaltem. Z jednej strony fajnie, bo rowerem dawniej nie dawało się tam przejechać ze względu na głęboki piach. Tam gdzie przedtem ruchu praktycznie nie było – teraz co chwila samochód.

Z drugiej strony zaobserwowałem  parę skutków niepokojących. Otóż, korzystając z bezkarności i jakby upajając się jakością drogi, samochody pędzą tam 140 km/h. O mało nie kosztowało mnie to życia.

Natomiast bez szans jest okoliczna zwierzyna. Na asfalcie, w takie ciepłe dni wygrzewają się węże (głównie zaskrońce). To co widziałem, to masakra – co najmniej 30 sztuk rozjechanych na przestrzeni 2 km. Byłem też wieczorem świadkiem jak łoś w ostatniej chwili uskoczył przed przejeżdżającym samochodem.

Tak więc okolica straciła na swej atrakcyjności rozumianej jako oaza spokoju.
Rozumiem trend mieszkańców miast by z nich uciekać, ale też widzę degenerację tej oazy.

Coraz więcej przybyszów, ruchu, betonu, hałasu, …

Ostatnie dni to najazd amatorów grzybobrania. Jest to polska specyfika i to nasilająca się.

Jeśli i w tej mierze narzekam, to nie chodzi mi o konkurencję, bo po pierwsze nie zbieramy grzybów na ilość, jak to widzę u wielu (muszą być dwa duże kubły na osobę), po drugie znamy swoje miejsca i to nam daje dostateczną satysfakcję. Zbieramy raczej przy okazji spacerów rowerowych.
Widać wyraźnie na przestrzeni lat zmniejszanie się ilości gatunków szlachetniejszych. Prawdopodobnie wynika to z  tego intensywnego zbieractwa. Większość grzybów  jest zerwana przed wysianiem zarodników i tereny grzybne „wyjaławiają się”.

Mam zwyczaj na parę grzybów zerwanych zostawić i zamaskować kolejny grzyb. To może naiwne, ale gdyby więcej ludzi tak postępowało – myślę, że byłoby to z pożytkiem.

Dodatkowo, grzybiarze wjeżdżają gdzie się da samochodami. I śmiecą.  Co krok butelki lub puszki po piwie. Dziś widziałem taki obrazek: dwie kobiety – w jednej ręce koszyk, w drugiej puszka z piwem. Czy te puszki po opróżnieniu powędrują do koszy z grzybami? Nie sądzę.

A może te kobiety potem wrócą do samochodów?

Tutaj dygresja z mojej ulubionej działki zdrowia. Czy amatorzy piwa wiedzą, że jest to jeden z najgorszych zakwaszaczy? I że nie gasi pragnienia. Jest to napój kaloryczny, który dodatkowo stymuluje insulinę, pobudza apetyt i hamuje redukcje tłuszczu nawet przy wysiłku.

Nasze przeciętne rozumienie siebie i przyrody, sumienie ekologiczne, kultura, są niestety marne. Także nasza alienacja z przyrody jest czymś, co obraca się przeciw ludziom.

A edukacja ekologiczna? Ile mamy tego np. w telewizji? Żeby choćby parę procent na tle różnych bzdur…

Wracam jednak do pozytywów ostatnich dni.

A propos telewizji. Mieliśmy coś lepszego. Na wiosnę „nasza” dzika, ale oswojona już kotka powiła trzy urocze kotki. Gdy tylko przyjeżdżamy wkrótce pojawiają się i zaczyna się …zabawa. Psoty, harce, krążenie po kuchni w poszukiwaniu smakołyków, popisy zwinności na okolicznych drzewach. Mamy dużo śmiechu a nawet wzruszeń. Urocze zwierzaki.

Ostatnie noce były cudownie księżycowe. Czegoś takiego nie obserwuje się w mieście. Czyste niebo i blask księżyca rozświetlający romantycznie i  tajemniczo okolicę.

W ogóle lubię przyglądać się niebu w nocy, i tylko tam, z daleka od łuny miasta, przy czystym powietrzu uzyskuje się to przyprawiające o ciarki wrażenie…

Ale, wczoraj rano wstaję i patrzę w niebo, by ucieszyć oko błękitem i cóż widzę?

Poprzecinane kilkunastoma krzyżującymi się pasmami po horyzont.

Pierwsza reakcja – smugi kondensacyjne za samolotami. Jednak coś tu nie pasuje…

Nie rozwiewają się. Od rana nie słyszałem samolotów. I skąd ich taka ilość – nietypowa dla tego miejsca?

Czyżby chemitrails? Ta hipoteza wydawała mi się dawniej mało wiarygodna, zwłaszcza dla Polski. Może jednak trzeba się temu tematowi bliżej przyjrzeć? Oto  parę linków jakie od razu wynalazłem: http://www.chemtrails.blox.pl/ , http://www.newworldorder.com.pl/artykul.php?id=590 , http://www.otworz-oczy.org/index.php/523/,  http://www.globalnaswiadomosc.com/chemtrails.htm   i dziesiątki innych. Także na  Facebooku jest sporo informacji i akcji, a ostatnio widziałem akcję protestu via tzw. wlepki.

I tak znów krążę koło przyrody i jej zagrożeń…

Ciepło obudziło owady. Lubię je obserwować. Co chwilę jakaś ważka siada na mojej kolorowej czapce. Pająki (chociaż to nie owady) snują wytrwale swoje sieci pięknie błyszczące w słońcu.  Niestety sporo ich porwałem niechcący chodząc po lesie – przepraszam.
Lecą już nitki babiego lata…

Ale najbardziej lubię obserwować te najmniejsze owady. Biorę lupę i nawet przez nią z trudem widzę submilimetrowe muszki (?), które mimo tych mikroskopijnych rozmiarów wyraźnie pokazują swe inteligentne zachowania: coś badają, wybierają drogę, przeprawiają się sprytnie przez przeszkody, jakby chwilami zastanawiają się, poprawiają błędy, nawracają, odlatują … Gdzie u nich mieszczą się zmysły, mózg, mechanizmy ruchu – jak doskonała to konstrukcja w porównaniu z naszymi maszynami.

Gdy wyjeżdżam na dłużej, biorę zawsze laptop by także popracować. Niestety bez zasięgu internetowego, bo i komórka tu nie odbiera z racji przesłonięcia miejsca przez okoliczne górki. Ale to może i dobrze. Pewne prace mogę przecież robić off-line. Tym razem  byłem bez komputera, za to z książkami. To zdjęcie pokazuje jedno z moich działkowych miejsc pracy 🙂 –

hamak
Słodkie miejsce – do odpoczynku i słuchania audiobooków

Ponieważ przez  brak laptopa trochę ucierpiało moje bieżące doglądanie e-biznesów, to na zakończenie pozwolę sobie to nadrobić o tyle, że drogim czytelnikom zaproponuję udział w poniższym.

… [pominięte, było o projekcie którym zajmowałem się tylko przez pewien czas – chyba w końcu upadł przez ograniczenia biurokratyczne w UE, ślady oraz nowsze propozycje znajdziesz na E-Biznes 24×365 ]

 

 

 

 

Internet … ekologiczny

Niespodziewany aspekt Internetu łagodzi te krytykowane.
LK

Internet bardzo zmienił nasze życie. Stał się nie tylko przełomem technologicznym, ale zmienił wiele w sensie społecznym a nawet kulturowym.

Wśród wielu zmian jakie wprowadził zauważam znaczący wpływ na … ekologię.

Niebywały postęp w dostępie do informacji ma duży wpływ na edukację, w tym ekologiczną, umożliwia integrowanie się ludzi wokół spraw ekologii, organizowanie akcji i monitoringu zagrożeń.

W monitoringu społecznym i instytucjonalnym Internet spełnia też rolę czysto techniczną – można budować bazujące na nim systemy powiadamiania, sterowania i interwencji.

Internet umożliwił pracę zdalną, telekonferencje, szkolenie na odległość – wszystkie te wynalazki potencjalnie zmniejszają zapotrzebowanie na fizyczne przemieszczanie się. Oprócz efektu ekonomicznego wprost ma to wpływ na zmniejszenie zużycia benzyny, mniejsze zanieczyszczenie powietrza, oszczędza czas.

Zwłaszcza zimą teoretycznie oszczędza to energię na ogrzewanie tych pomieszczeń, które potrzebne byłyby do zgromadzenia ludzi fizycznie.

E-maile wypierają tradycyjną korespondencję, e-booki i e-prasa zmniejszają udział wydawnictw drukowanych. Wiadomo, to zaoszczędza drzew i różnych zasobów naturalnych i energii używanych do produkcji papieru.

Postępującą zmiana w sposobie dystrybucji plików – z nośników takich jak CD w kierunku ich przesyłania przez Internet, redukuje pośrednio zanieczyszczenia związane z produkcją tych nośników, ich opakowań i zmniejsza potrzeby transportowe. W efekcie będzie też mniej śmieci.

Wyrazem tego trendu jest po części moja stroniczka na FB Future Books.

Internet bardzo zmienił nasze życie. Stał się nie tylko przełomem technologicznym, ale zmienił wiele w sensie społecznym a nawet kulturowym.

Wśród wielu zmian jakie wprowadził zauważam znaczący wpływ na … ekologię.

Niebywały postęp w dostępie do informacji ma duży wpływ na edukację, w tym ekologiczną, umożliwia integrowanie się ludzi wokół spraw ekologii, organizowanie akcji i monitoringu zagrożeń.

W monitoringu społecznym i instytucjonalnym Internet spełnia też rolę czysto techniczną – można budować bazujące na nim systemy powiadamiania, sterowania i interwencji.

Internet umożliwił pracę zdalną, telekonferencje, szkolenie na odległość – wszystkie te wynalazki potencjalnie zmniejszają zapotrzebowanie na fizyczne przemieszczanie się. Oprócz efektu ekonomicznego wprost ma to wpływ na zmniejszenie zużycia benzyny, mniejsze zanieczyszczenie powietrza, oszczędza czas.

Zwłaszcza zimą teoretycznie oszczędza to energię na ogrzewanie tych pomieszczeń, które potrzebne byłyby do zgromadzenia ludzi fizycznie.

E-maile wypierają tradycyjną korespondencję, e-booki i e-prasa zmniejszają udział wydawnictw drukowanych. Wiadomo, to zaoszczędza drzew i różnych zasobów naturalnych i energii używanych do produkcji papieru.

Postępującą zmiana w sposobie dystrybucji plików – z nośników takich jak CD w kierunku ich przesyłania przez Internet, redukuje pośrednio zanieczyszczenia związane z produkcją tych nośników, ich opakowań i zmniejsza potrzeby transportowe. W efekcie będzie też mniej śmieci.

Sądzę że Internet był jednym ze stymulatorów rozwoju szybkich sieci przesyłowych na bazie światłowodów. Ta technologia, jak myślę, ograniczyła zużycie miedzi do produkcji magistrali kablowych, a rozwój lokalnych sieci radiowych – ilość kabli w ogóle.

Prawdopodobnie istnieje jeszcze wiele innych aspektów technicznych i społecznych jakie Internet wniósł i będzie wnosił w zakresie ekologii, ale już ta refleksja uświadamia wielorakość wpływu Internetu na nasze życie.

Co prawda, dbałość o nasze ciała to też ekologia, więc nie dajmy się uwięzić przed ekranami  komputerów i nie zaniedbujmy ruchu, chociażby przy lekcji gimnastyki … z Internetu, jeśli inaczej się nie da 🙂

Sądzę że Internet był jednym ze stymulatorów rozwoju szybkich sieci przesyłowych na bazie światłowodów. Ta technologia, jak myślę, ograniczyła zużycie miedzi do produkcji magistrali kablowych, a rozwój lokalnych sieci radiowych – ilość kabli w ogóle.

Prawdopodobnie istnieje jeszcze wiele innych aspektów technicznych i społecznych jakie Internet wniósł i będzie wnosił w zakresie ekologii, ale już ta refleksja uświadamia wielorakość wpływu Internetu na nasze życie.

Co prawda, dbałość o nasze ciała to też ekologia, więc nie dajmy się uwięzić przed ekranami  komputerów i nie zaniedbujmy ruchu, chociażby przy lekcji gimnastyki … z Internetu, jeśli inaczej się nie da 🙂

Zimowa refleksja

Nie ma sprawiedliwości nawet nie z czyjejś winy – po prostu z geopołożenia.
L. Korolkiewicz

Lubię zimę dla widoków lub zimowych sportów, ale tegoroczna zima dopiekła (raczej: domroziła) nam mocno. Przywaleni śniegiem, zziębnięci, z niedosytem słońca, mniej mobilni – mamy na co narzekać.

Gminy narzekają na wydrenowanie budżetów przez wydatki na odśnieżanie.

Zima jest droga. Rozważmy to na bardziej indywidualnym poziomie. Mieszkanie w naszej strefie klimatycznej, w odróżnieniu od krajów z ciepłym klimatem, wymusza/powoduje/wymaga:

  • Posiadanie zimowych strojów i butów (co jest droższe niż stroje letnie), można powiedzieć, że dokładamy dużo więcej niż dwukrotnie wydatków
  • Przechowywanie tych zimowych rzeczy, co wymaga dodatkowych powierzchni
  • Konieczność przebierania się do wyjścia, co zabiera czas
  • Odżywiania się bardziej kalorycznego (droższego i często mniej zdrowego)
  • Mniejszą naturalną ruchliwość, co także nie sprzyja zdrowiu
  • Większą podatność na przeziębienia i niektóre inne choroby (koszty leczenia i absencji/nieaktywności)
  • Mniejszą ekspozycję na słońce, które wytwarza na skórze życiodajną witaminę D
  • Więcej depresji i gorszego humoru
  • Ogrzewania pomieszczeń – olbrzymie koszty!
  • Budowy domów o grubszych murach, szczelniejszych oknach
  • Odśnieżanie dróg, placów, chodników (koszty)
  • Uszkodzenia dróg, awarie wodociągów, trakcji elektrycznych (> tegoroczne doświadczenia)
    Zwiększenie kosztów komunikacji – większe wydatki paliwa, zimowe opony w samochodach, s także wyłączenia komunikacji
  • Większą wypadkowość na drogach
  • Krótszą wegetacja roślin – mniejsze plony, rzadsze owocowanie/dojrzewanie, koszty magazynowania płodów na okres zimowy
  • Itd..
    Do tego dochodzą mniejszy kontakt z przyrodą, mniejszy komfort życia.

Osobiście wiem, że ciepły klimat lepiej mi służy.

I dlatego marzy mi się Ameryka Południowa, a może południowa Francja?

W wielu ciepłych krajach, a zwłaszcza tych mniej zurbanizowanych, życie jest naprawdę znacznie tańsze i może być przyjemniejsze.

… Coraz częściej zaglądam na http://www.internationalliving.com i zastanawiam się: kiedy i gdzie 🙂

Po Kopenhadze

Najciemniej jest pod latarnią.

Jeszcze postscriptum do mojego postu z dn.18 października o „ociepleniu klimatu”.
Dlaczego takie motto?

Zakończyła się konferencja ekologiczna w Kopenhadze.
Odnoszę wrażenie, że był to spęd „towarzystwa wzajemnej adoracji”, które się wzajemnie … ocieplało. To nie służy rozświetlenie problemów, chociaż świeciły tam sławy klimatologii.
Wynik konferencji był do przewidzenia.
Pisze o tym wielu, w szczególności Tomasz Teluk na http://prawica.net/node/20357.
Sarkazmy autora są uzasadnione.

Podzielając sprzeciw wobec panikom medialnym i wszelkim biznesowym lobbystom – jeśli w czymś miałbym odmienne zdanie, a właściwie byłbym bardziej wyważony, to ująłbym to tak:

Bądźmy jednak ostrożni, przemysł trzeba oczyszczać ze szkodliwych oddziaływań na przyrodę, gdzie ew. ocieplenie to TYLKO JEDEN z aspektów ekologii, bo chodzi też o zatrucia, erozję i skażenie ziemi, zagrożenia gatunków, deficyt wody, wyczerpywanie zasobów nieodnawialnych, …

Daję wiarę TYM ekologom i meteorologom, którzy mówią, że nie tyle chodzi o długofalowe ocieplenie (co do którego nie ma pewności), co o rozchwianie ekosfery, o widoczne w naszym pokoleniu zmiany w pogodzie, zanik okresów przejściowych, dynamikę zmian krótkookresowych, która nie pozwala postawić prognozy na więcej niż parę dni. Tego dawniej nie było.
Z teorii układów dynamicznych i teorii katastrof (działy matematyki): rozchwianie, jeśli nie jest stabilizowane, grozi niestabilnością.
Nie ma nic złego ani niezwykłego, gdy niepokoimy sie o NASZ czas, o zjawiska, których sami doświadczamy.
Krok dalej są ci, którzy myślą długofalowo i niepokoją się o następne pokolenia – podobnie jak niepokoją się o krótkowzroczność wszelkiej rabunkowej gospodarki. Strategia jest ważniejsza od taktyki.

Przebijają się opinie, że samo ocieplenie (stabilne), o ile nie pociągnie nieprzewidzianych skutków, było by w Polsce korzystne – kolejny szeroki kontrowersyjny temat…
Polecam też inne artykuły p. T. Teluka – patrz http://prawica.net/Teluk oraz dyskusję pod nimi.

PS. nie dowierzam wielu „naukowcom” ani wielu „ekologom”.
Jednym z moich testów na wiarygodność ekologa jest to, czy pali papierosy. Jeśli pali, to podejrzewam, że w ekologii działa raczej na pokaz (?) i nie potrafi mieć wpływu na to, na co mógłby mieć sam realny wpływ (gdy biadoli, że działania ekologów są tak mało doceniane lub mało skuteczne).
Ma negatywny wpływ na najbliższe otoczenie i nie ceni nawet jego jądra, którym jest… jego własne ciało.

Wstawaj Zenek…

śnieg na dworze. Tak brzmiały słowa piosenki, które – nie ujmując nic Zenkom – przypominały dozorcom o ich obowiązkach.
Co niektórzy ruszyli, ale jak to obserwuję, nie z miotłami ale wiaderkami soli.

Sól dobra na wszystko, po co się męczyć z miotłą.
Tylko mało kto pamięta o ziemi, o drzewach i o naszych butach.

Przed moim domem większość drzew już padła – od corocznego przedawkowania soli.
Podobnie w wielu miejscach gdzie drzewa rosną blisko jezdni.

Rozumiem że z ulicami jest sprawa trudniejsza, ale chodniki? Wystarczy miotla i szufla i trochę piasku.
No i na butach nie będzie białych otoczek i przebarwień.
Dla samochodów to też nie jest zdrowe.

Pozdrawiam dozorców i sprzątaczy – jesteście potrzebni!