Legendy współczesne (na przykładzie)

3 małpy
nie zamykajmy umysłu na możliwości…

Dla triumfu zła potrzeba tylko, żeby ludzie dobrej woli  nic nie robili”
Edmund Burke

Ten wpis z 20 stycznia 2020 długi czas był ukryty, ujawniam go dopiero we wrześniu 2020 – na niedługo przed 19. rocznicą zamachu na WTC w Nowym Yorku.
Były pewne powody, ale dziś już mam doprawdy dość wszelkich kłamstw, które zwłaszcza w 2020 zatoczyły jeszcze szerszy krąg.

Wpis składa się z dwóch zasadniczych części – pierwsza traktuje o różnych kłamstwach  i spiskach ogólnie, druga przedstawia przykład związany właśnie z WTC.
Decyzję o publikacji wsparła wypowiedź Hanny Kazahari z 3.09.20 – https://lbry.tv/@fabnews:c/Atak-na-WTC:e 
(zobacz też linki).
Hanna opowiada o okolicznościach w jakich dowiedziała się o tych wydarzeniach będąc w Kuala Lumpur. Mnie zastały one też za granicą (przebywałem wtedy tydzień w Hannowerze) i podobnie to przeżywałem. Wtedy potoczna wiedza o wypadku była narzucona medialnie, dopiero później zaczęły pojawiać się liczne wątpliwości.
Ta druga część wpisu znajduje się w oddzielonej sekcji.


Tytuł pojemny, bo zahaczający o wiele tzw. mitów założycielskich (znamy to dobrze z historii i polityki), mitów medycznych (dużą część serwisu Lepsze Zdrowie poświęcam ich ujawnianiu), religijnych, innych. Nie mam zamiaru wchodzić tu na tak szerokie wody.

Gdy poruszałem w różnych miejscach (także parokrotnie na tym blogu) sprawę spisków, często spotykałem się atakiem lub wyszydzeniem.

Z takim mniej więcej jak np. w sprawie chemtrails (to  krótka dygresja).

Cytuję:
Absurd, to super tajny mocodawca potrafi zamknąć gębę 150 tysiącom pilotów na całym świecie, jakieś 2 razy tylu mechanikom oraz obsłudze naziemnej, ale nie potrafił np. utrzymać w tajemnicy że Monika Lewinsky zrobiła laskę Clintonowi?

Albo:
Przecież to niemożliwe – pryskają na siebie, swoje rodziny?

Podobnie w kwestiach różnych false flags (tj. akcjach fałszywej flagi, akcji przykrywkowych, inside jobs), spiskach politycznych mających na celu wywołać wojny, przejąć władzę lub zlikwidować wrogów i niewygodne osoby, itp.

Faktycznie – trudno w to uwierzyć na pierwszy rzut oka czy pierwsze odczucie. Ale nie o wiarę tu chodzi.
Nie będę się zatrzymywał nad owym zjawiskiem chemtrails – też mam z tym pewne kłopoty – nie tyle czy istnieją, ale dlaczego i przez kogo. Chciałbym się mylić, ale nawiązując do powyższego cytatu – tylko o tym, że  jednak można zarzut osłabić.

Nie 150 000 ale może 1500, są to wojskowi zaprzysiężeni w kwestii tajemnicy,  niektórzy mogą być nawet indoktrynowani, że geoinżynieria jest zbawcza, może inni kupieni, więc tym bardziej się nie wychylają. Zaś wyżsi mocodawcy żyją w enklawach bezpieczeństwa oraz znają antidota na zagrożenia. Może też nie dbają o przyszłość innych, używają życia a „po nas choćby potop”.
Chemtrails jest też dobrym przykładem na zjawisko stępienia percepcji lub wypierania ze świadomości faktów, które są przed oczyma i ewidentne. W danym przypadku – patrzysz w niebo, nawet może widzisz te kratownice, ale nie dociera do ciebie, że to coś nienormalnego… Tu nawet nie chodzi o naukowe wytłumaczenie, którego wielu nie zrozumie – bywa że oni nawet tego nie dostrzegają…

Sprawę tę kiedyś (2015-16) nieco naświetliłem w tym artykule Chemtrails. Ale to oczywiście nie jedyny przykład.

Rzecz w tym jak dalece, zwłaszcza w USA, pewne tajemnice potrafią być mocno ukrywane.
Znanym tematem „spiskowym” jest UFO – rzecz jak mało która dobrze udokumentowana, a jednak oficjalnie wciąż zaprzeczana. To też duży temat – nie na teraz. Mógłbym napisać książkę o tych sprawach i zjawiskach z różnych zakresów funkcjonowania teraźniejszej i starszych cywilizacji, bo śledzę je od ponad 30 lat, zastanawiam się jednak, czy warto, bo większość ludzi i tak nadal będzie tkwić w błogiej naiwności.

Pewnie byłbym szczęśliwszy nie wiedząc o tym wszystkim. Ale byłem kiedyś bardzo oszukany, potem studiowałem zagadnienie prawdy i kłamstwa i tak się to potoczyło, że już nie było odwrotu do nieświadomości.
Powołam dwa znamienne cytaty.

Długoletni dyrektor FBI Edgar Hoover, odnosząc się do sprawy zabójstwa prezydenta Kennedy’ego, stwierdził:

Jednostka jest upośledzona, stając twarzą w twarz ze spiskiem tak monstrual­nym, że nie może uwierzyć, że istnieje.

Oraz (tamże):

Czasami sprawa nas przerasta i musimy usunąć się na bok, pozwolić, aby historia potoczyła się swoim torem.

Oraz jak powiedział Marshall McLuhan:

Tylko małe sekrety muszą być strzeżone.
Wielkie trzymane są w sekrecie dzięki niedowierzaniu opinii publicznej.


Ludzie nie często zdają sobie sprawy z brutalności polityki, a zwłaszcza stopnia tej cechy. W imię interesów imperialnych lub/i biznesowych rządy lub służby nie zawahają się by posłać na śmierć tysiące ludzi z zimną krwią, a cóż dopiero mówić o pojedynczych osobach. Chociaż czyny Stalina i Hitlera są dobrą ilustracją, to na nich ten „styl działania” się nie zakończył.  To styl psychopatycznych „elit”.

Nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niegodziwości, której nie popełniłby skądinąd łagodny i liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy. – Alexis de Tocqueville

Ale nie tylko w tej sferze tak się dzieje.

Jako przykład –  wyszła na jaw sprawa fałszywe flagi jeśli chodzi o wojnę w Afganistanie (2001) i Iraku (2003), rozpoczętą i przeprowadzoną na podstawie spreparowanego powodu.


Jest to też okazja na pokazanie dość dobitnego przykładu manipulacji w zamachu na World Trade Center (WTC) popularnie nazywanego 9/11 – od daty kiedy wydarzenie miało miejsce.

Dalszą część artykułu poświecę temu przykładowi, bo pokazuje jak bardzo można otumanić społeczeństwo, a nawet – wydawałoby się  – mądrych ludzi.

Oficjalna narracja jest wciąż ta sama – zamach terrorystyczny Al-Kaidy.
Ukazały się różne opracowania rządowe i czołowych gazet, nawet książek  – w zasadzie z tym samym przekazem. Przykładowo mam książkę „11 września 2001 – Jak to się stało i co dalej” z nagłówkiem na okładce: Pierwsza poważna i wyczerpująca próba odpowiedzi najwybitniejszych ekspertów na nurtując cały świat pytania.
(Praca zbiorowa, wydana przez Amber za oryginałem „How did this happen?” jeszcze tego samego 2001 r.)

Bardzo się pospieszyli by jedyna „słuszna”interpretacja poszła w świat.

A w istocie nie jest to praca ani poważna, ani wyczerpująca, wręcz pełna pustosłowia i propagandy – może oprócz paru (na 23) ogólnikowych artykułów o geopolityce.

Mimo, że pisano o tym już wielokrotnie, jest dokumentacja filmowa, relacje świadków, to mit ataku Al-Kaidy i jego przebiegu trwa. Jest wygodny dla uzasadnienia innych posunięć politycznych, buduje pewną legendę.
Nawet jeśli niektórzy wiedzą że to legenda – im też wygodnie jest ją podtrzymywać a nawet podsycać.

Powiesz – kolejny wymysł spiskowy…
Zapytam więc – czy umiesz myśleć? Co jest dla ciebie ważne – argumenty czy kłamstwa? Jakim więc jesteś człowiekiem?…

Ale rozważmy sprawę na spokojnie.

Wiele faktów fizycznych i organizacyjnych związanych z zamachem nie da się pogodzić z podawanymi oficjalnie.
Istnieje w dowodzeniu empirycznym pewien schemat przyjmujący, że zgodność już kilkunastu czynników empirycznych z modelem matematycznym daje prawie pewność że model (teza) opisuje dane zjawisko.  Ma tu zastosowanie naukowa metoda porównywania atrybutów i ew. ich koniunkcja.

W metodologii tej dwa niezależne od siebie zbiory atrybutów, jakie opisują dwa różne obiekty lub zjawiska, są z sobą porównywane w celu udowodnienia że obiekty lub zjawiska, które one opisują, są identyczne.

W danym przypadku można ją przykładowo zastosować porównując zaistniałe odkształcenia, nadtopienia, składy chemiczne, dynamikę procesu, pozostałości po zjawisku, itp. pomiędzy zaobserwowanym przebiegiem zawalenia wież i stanem gruzowiska z modelami teoretycznymi i doświadczeniami związanymi z metodologią wyburzeń.

Chociaż tutaj dysponujemy bardziej swobodnym materiałem, to co jeśli dowodów, mocnych poszlak oraz niewyjaśnionych znamion danego zjawiska jest kilkaset?

W danym przypadku posłużę się pewną publikacją. Jest to książka Michała Sawaśko z 2017 r. pt.
11 września. Niepokojące pytania.
Autor jest politologiem i działaczem społecznym.
Książka powołuje 64 źródła informacji. Ja mógłbym jeszcze dodać inne.
Ma ponad sto stron, na każdej przeciętnie są 3 do 5 takich pytań z omówieniem – z różnych punktów widzenia i dotyczących różnych aspektów wydarzenia. Zatem mamy do czynienia co najmniej z 300 elementami, które pokazują, że oficjalne stanowisko co do 9/11 jest fikcją – z prawdopodobieństwem równym 100% z pomijalnie małą odchyłką. Te fakty mają różną „moc”, ale pamiętajmy o koniunkcji prawdopodobieństw, która czyni ostateczny wniosek.
W zasadzie wystarczy parę z podanych tam argumentów, które to rozstrzygają, ale pozwól że zrobię wyciąg kilkudziesięciu, byś mógł(a) wybrać wg swego uznania, te, które akurat najlepiej do ciebie trafiają.

Zatem – zaczynamy, oto lista wybranych faktów wskazują­cych na to, że zamach z 11 września był operacją służb ame­rykańskich oraz faktów wskazujących na udział w zamachu służb izraelskich.
Będzie to miejscami „niepoprawne politycznie”  – zauważ, że cytuję z książki, a tam często są cytaty z kompetentnych badaczy i polityków – nawet jeśli i ja mam pod tym względem czasem zastrzeżenia – pretensje nie do mnie.  Cenzura jest wrogiem rzetelnego relacjonowania i prawdy.

———

Relacja Aarona Russo, który w wywiadzie udzielonym Alexowi Jonesowi mówił, że na 11 miesięcy przed zamachem z 11 września Nicholas Rockefeller ze słynnej rodziny bankierów i biznesmenów powiedział mu, że nastąpi pewne wydarzenie, po którym Stany Zjednoczone dokonają inwazji na Afgani­stan oraz Irak i będzie prowadzona „wojna z terroryzmem”.

Wypowiedź byłego prezydenta Włoch Francesco Cossigi, który w wywiadzie udzielonym gazecie „Corriere della Sera” w grudniu 2007 roku powiedział, że wszystkie służby specjalne w Ameryce , Europie dobrze wiedzą, że zamach z II września był planowany , zrealizowany przez Mossad z pomocą syjonistycznego światka w innych krajach.

Opublikowanie we wrześniu 2000 roku dokumentu zatytuło­wanego „Przebudowa amerykańskiego systemu obrony” pod którym podpisali się między innymi Donald Rumsfeld, Jeb Bush, Paul Wolfowitz i Dick Cheney, a w którym stwierdzo­no, że proces transformacji, nawet jeśli przyniesie rewolucyjne zmiany, będzie długotrwały, chyba że dojdzie do katastroficznego zdarzenia, czegoś w rodzaju nowego Pearl Harbor.

Ostrzeżenia, jakie przed zamachem otrzymało wiele osób, mówiące o niebezpieczeństwie, które ma wystąpić w dniu 11 września w Stanach Zjednoczonych. Ostrzegano przed po­dróżą samolotem 11 września, jak również przed przybyciem w tym dniu do bliźniaczych wieżowców WTC.

Brak odpowiedniej reakcji ze strony właściwych służb w sytuacji niedozwolonej zmiany kursu przez cztery samoloty pasażerskie, wskutek czego żaden z tych samolotów nie został przechwyco­ny przez myśliwce. I to w sytuacji, gdy służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo wiedziały o zagrożeniu zamachem, podczas którego samoloty mają zostać wykorzystane jako pociski.

Nadzwyczajna liczba ćwiczeń wojskowych z udziałem NORAD [Północnoamerykańskie Dowództwo Obrony Przestrzeni Powietrznej], które odbywały się podczas zamachu, wyznaczonych wcześniej na dzień 11 września.

Dane pochodzące z lotniska, z którego wystartowały loty 11 i 175, dotyczące tych lotów, stojące w sprzeczności z oficjalną wersją wydarzeń.

Doświadczeni piloci nie byli u stanie wykonać na symulatorze lotów trafienia samolotem w wieżowce WTC przy prędkości, jaką miały samoloty, które 11 września uderzyły w WTC.

Na nagraniach ukazujących uderzenie samolotów w wieżowce WTC widoczny jest silny błysk następujący w momencie ze­tknięcia się dziobu samolotu ze ścianą budynku.

Ustalenie przez członków organizacji Pilots For 911 Truth, na podstawie danych z systemu ACARS [do komunikacji ze statkami powietrznymi poprzez wiadomości tekstowe], że lot 175 o godzinie 9.03, gdy oficjalnie uderzył w WTC2, w rzeczywistości znaj­dował się blisko 300 kilometrów od Manhattanu i że znajdował się w powietrzu jeszcze 20 minut po swoim rzekomym rozbiciu.

Relacje wielu świadków o eksplozjach wewnątrz wież WTC, na różnych wysokościach, które następowały po uderzeniu w nie samolotów aż do zawa­lenia.

Relacje świadków o jasnych błyskach, trzaskających dźwię­kach oraz trzęsieniu ziemi tuż przed zawaleniem się bliźnia­czych wieżowców WTC.

Relacje o eksplozji, która nastąpiła w podziemiach WTC l kil­ka sekund przed uderzeniem w ten wieżowiec samolotu.

Bliźniacze wieże zawaliły się szybkością bliską prędkości swobodnego spadania, co zdaniem wielu ekspertów jest nie­możliwe bez udziału ładunków wybuchowych.

Po zawaleniu się wieżowca WTC 1 przez kilkanaście sekund stał jeszcze sam jego rdzeń, po czym osunął się w dół, tak jak­by rozpłynął się w powietrzu.

Nadzwyczajne wydarzenia mające miejsce wewnątrz wieżowców WTC w okresie poprzedzającym zamach, takie jak ćwiczenia, podczas których wieże były częściowo ewakuowane, niespotykane wyłączenie zasilania w weekend przed 11 września, podczas którego wszystkie drzwi z elektrycznymi zamkami były otwarte, a kamery ochrony nie działały, wycofanie od 6 września psów wykrywających ładunki wybuchowe i inne.

W dniu zamachu do pracy w bliźniaczych wieżach przyszło znacznie mniej ludzi niż normalnie.

Oficjalnie nie odnaleziono czarnych skrzynek samolotów, któ­re uderzyły w WTC. Tymczasem strażak, który pomagał w ich poszukiwaniu, Nicholas DeMasi, podał, że odnaleziono trzy spośród czterech urządzeń.

Zawalenie się wieżowca WTC7, oficjalnie z powodu pożaru, w sposób identyczny jak przy kontrolowanym wyburzaniu.

Relacje dwóch świadków, którzy znajdowali się wewnątrz wieżowca WTC7 o eksplozji, z powodu której nie mogli wydostać się z budynku, a która nastąpiła przed zawaleniem się bliźniaczych wieżowców.

Relacje świadków o eksplozjach w WTC7 poprzedzanych jego zawalenie.

Nagranie stacji CNN , na którym widać, jak policjant mówi, aby odejść od budynku WTC7, bo ten zostanie wysadzony.

Poinformowanie przez stacje CNN i BBC oraz agencję Reuters o zawaleniu się budynku WTC7 zanim do tego doszło.

Nigdy – ani przed, ani po 11 września 2001 roku  żaden wieżowiec nie zawalił się w  wyniku pożaru, choć zdarzały się ogromne pożary w tego typu budynkach. Tymczasem 11 września, według oficjalnej wersji wydarzeń, z tego powodu zawaliły się całkowicie trzy wieżowce.

W rumowisku powstałym po zawaleniu bliźniaczych wieżowców o WTC7 znajdowały się stopione elementy stalowe oraz płynny  metal.  Ruiny wygaszono ostatecznie dopiero l3 grudnia.

Odkrycie przez naukowców nanotermitu w pyle po zawaleniu wieżowców WTC oraz na stalowych elementach z rumowiska.

Zdjęcia z rumowiska po zawaleniu się bliźniaczych wież, na których widać kolumny rdzenia wieżowca ścięte pod kątem 45 stopni, tak jak jest to robione przy kontrolowanym wyburza­niu. W miejscu przecięcia widoczna jest stopiona stal.

Stwierdzenie przez, geofizyka Andre Rousscau na podstawie przeprowadzonych analiz, że fale sejsmiczne zarejestrowa­ne 11 września 2001 roku w Nowym Jorku w czasie uderzenia samolotów oraz zawalania się budynków, mają swoje źródło w eksplozjach, co świadczy o kontrolowanym wybu­rzeniu trzech wieżowców WTC.

W lipcu 2001 roku kompleks WTC został, po raz pierwszy w swojej historii, wynajęty. Najemcą był miliarder Larr Silverstein, który wynajął kompleks WTC na 99 lat.

Ekipa FEMA [Federalna Agencja Zarządzania Kryzysowego], która prowadziła działania w WTC po zamachu, przybyła na miejsce już 10 września.

Kontrolerzy lotów obserwujący na ekranach radarów samolot, który uderzył w Pentagon, sądzili że był to samolot wojskowy. Bowiem jego prędkość, zwrotność, wykonywane manewry nie  pasowały do samolotu liniowego.

Opinie doświadczonych pilotów o niemożliwości wykonania przez Boeinga 757 takiego lotu, jaki wykonał samolot uderzający w Pentagon.

Opinie instruktorów o bardzo słabych umiejętnościach pilotażu Haniego Hanjoura – człowieka mającego, według oficjalnej wersji wydarzeń, pilotować w sposób mistrzowski samolot, który uderzył w Pentagon.

Piloci z organizacji Pilots For  911 Truth próbowali na symulatorach lotów powtórzyć wyczyn przypisywany Hanjourowi, ale żadnemu z nich się to nie udało.

Aby samolot mógł uderzyć w Pentagon, musiano dezaktywować chroniącą ten budynek rakietową artylerię przeciwlotniczą.

Samolot uderzył akurat w taki fragment Pentagonu, który był remontowany i zwiększano jego odporność na atak. Gdyby uderzył w inne  miejsce, zniszczenia i liczba ofiar i byłyby większe.

Rozmiary otworu powstałego w ścianie   Pentagonu po uderzeniu samolotu, widoczne zanim zawaliła  się zaatakowana część budynku, nie pasowały do rozmiarów  Boeinga 757. Otwór był za mały na szerokość i na wysokość.  Górna krawędź otworu znajdowała się na wysokości 8,5 metra nad ziemią, tymczasem wysokość Boeinga 757 wynosi 13,5 metra.

Po uderzeniu w Pentagon nie znaleziono w jego wnętrzu ani na zewnątrz prawie żadnych szczątków samolotu. Boeing 757 waży 58 ton.

W miejscu uderzenia w Pentagon obecne były po zamachu ele­menty samolotu nie pasujące do Boeinga 757.

Oficjalnie podano, że zidentyfikowano załogę i pasażerów samolotu, który uderzył w Pentagon, na podstawie badań DNA i odcisków palców. Jak mogły przetrwać szczątki ludzi, którzy mieli być na pokładzie samolotu, skoro ten wyparował?

Z miejsca zamachu w Pentagonie wyniesiono ogromny paku­nek przykryty plandeką.

Relacje świadków o eksplozjach towarzyszących atakowi na Pentagon.

Po uderzeniu w Pentagon ludzie, którzy znajdowali się w rejonie zamachu, czuli unoszący się zapach kordytu – materiału wybuchowego używanego przez wojsko.

Nie ujawniono żadnego nagrania z kamer monitoringu znajdujących się w rejonie ataku na Pentagon, pokazującego obiekt, który uderzył w budynek, pomimo że takie nagrania powinny istnieć. Zamiast tego ujawniono nagrania dwóch kamer z parkingu Pentagonu, bardzo słabej jakości, na któ­rych widać, że coś leci i uderza w budynek, ale nie widać, co to jest.

Na ujawnionych nagraniach dwóch kamer, które zarejestrowały atak na Pentagon, widoczny jest biały dym ciągnący się za obiek­tem uderzającym w budynek, co nie pasuje do samolotu liniowego. Ponadto widać jasny błysk eksplozji w momencie uderzenia w budynek, co nie pasuje do eksplozji paliwa lotniczego.

Oficjalnie podano, że urządzenie CVR wchodzące w skład czarnych skrzynek lotu 77, odnalezione w Pentagonie, które rejestruje odgłosy i łączność w kabinie pilotów, niczego istot­nego nie zarejestrowało.

Dane z urządzenia FDR [rejestratora parametrów lotu], które oficjalnie wchodziło w skład czarnych skrzynek lotu 77 odnalezionych w Pentagonie, wskazują na inny tor poruszania się samolotu, niż głosi ofi­cjalna wersja wydarzeń, i wskazują, że samolot nie mógł ude­rzyć w parter Pentagonu, lecąc tuż nad ziemią, jak jest to widoczne na nagraniach kamer z parkingu Pentagonu.

Relacje naocznych świadków będących w pobliżu Pentagonu w czasie zamachu, mówiące, że tor poruszania się samolotu był inny, niż jest to oficjalnie podawane.

W czasie, gdy doszło do ataku na Pentagon, w jego okolicy widziano samolot wyglądający na Boeinga 747 model E-4B, będącego lotniczą jednostką Ogólnokrajowego Dowodzenia Kryzysowego. Samolot ten widziano już zanim nastąpiło ude­rzenie w Pentagon.

Odkrycie informatyka Warrena Stutta, który na podstawie da­nych z czarnej skrzynki lotu 77 ustalił, że drzwi do kokpitu były przez cały czas lotu zamknięte, na co wskazywał czujnik stanu tych drzwi.

W zaatakowanej części Pentagonu znajdowały się księgowe dane komputerowe oraz rachunki. W przeddzień zamachu ujawniono brak ogromnej kwoty będącej w gestii Pentagonu. Nie wiadomo, co się z tymi pieniędzmi stało.

Na kilka dni przed zamachem część oficerów przeniosła się ze swoich biur znajdujących się w tej części Pentagonu, która  miała zostać zaatakowana, do pomieszczeń oddalonych o po­nad 200 metrów od tego miejsca.

W miejscu, gdzie według oficjalnej wersji wydarzeń rozbił się lot 93, znaleziono bardzo mało szczątków samolotu i nie znaleziono ciał ofiar.

Szczątki samolotu oraz szczątki ludzkie były znajdowane w promieniu 15 kilometrów od miejsca, w którym miał rozbić się lot 93.

Relacje świadków wskazujące na możliwość zestrzelenia samolotu w okolicy Shanksville w dniu zamachu.

Zapis urządzenia CVR lotu 93, rejestrującego odgłosy i łącz­ność w kabinie pilotów, ujawniono tylko rodzinom ofiar, które musiały podpisać zobowiązanie pod odpowiedzialnością kar­ną, że nie będą informować nikogo o tym, co usłyszą. Ostat­nich trzech minut zapisu nie ujawniono.

Opublikowane w roku 2006 zdjęcia dokumentujące odnalezie­nie czarnych skrzynek lotu 93 wskazują na to, że wchodzące w ich skład urządzenie CVR nie jest tym z lotu 93.

Z zapisu urządzenia FDR lotu 93, rejestrującego wszystkie parametry lotu, niemożliwe do odtworzenia były dane mówiące o jego wysokości. Jest niemożliwe, aby z całego zapisu FDR akurat te dane były niedostępne.

Odkrycie, że o 10.06 lot 93 znajdował się  około 20 kilometrów na południowy wschód od miejsca, gdzie miał się rozbić,  oddalając się od niego. Tymczasem według oficjalnej wersji wydarzeń lot 93 rozbił się o 10.03.

Dane z systemu ACARS wykazujące, że lot 93 o godzinie 10.10 znajdował się ponad 900 kilometrów od Shankville.

Z zapisu systemu ACARS wynika, że start lotu 93 nastąpił o 8.28. Tymczasem oficjalnie lot 93 wystartował o 8.42.

Relacja pracownika lotniska o tym. że w kokpicie lotu 93 w dniu 11 września widział jako drugiego pilota inną osobę niż ta, która oficjalnie była drugim pilotem lotu 93.

Pracownik United Airlines 10 kwietnia 2003 roku zobaczył na lotnisku Boeinga 757, na którego ogonie widniał numer, jaki miał samolot lotu 93.

Wszystkie cztery samoloty, których – według  oficjalnych da­nych – użyto do przeprowadzenia zamachu, miały  wówczas na swoich pokładach niezwykle małą liczbę pasażerów. Zajętych było w nich 20-50 procent miejsc, tymczasem inne jednostki tego dnia miały zajęte 70-90 procent miejsc.

Według oficjalnej wersji wydarzeń, kilkanaście osób będących na pokładach samolotów uprowadzonych 11 września miało w trakcie porwania prowadzić rozmowy przez telefony komór­kowe. Tymczasem rozmów tych nie było w wykazach połączeń posiadanych przez sieci komórkowe.

W odpowiedzi NTSB [Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu] na prośbę o udostępnienie kopii dowo­dów, na podstawie których zidentyfikowano samoloty biorące udział w zamachu. stwierdzono, że NTSB nie posiada żadnych materiałów zawierających wnioskowane dane.

Natychmiast po zamachu telewizje na całym świecie wyemitowały nagranie pokazujące jakoby Palestyńczyków wiwatują­cy na ulicach z powodu ataku przeprowadzonego na Amerykę. W rzeczywistości nic takiego się nie wydarzyło. Wyemitowa­ne nagranie pochodziło sprzed l l września, a widoczne na nim zachowanie  ludzi było związane ze świętem.

Prezydent Bush powiedział, że w trakcie zamachu, gdy był z wizytą w szkole na Florydzie, widział w telewizji pierwsze uderzenie samolotu w wieże WTC i myślał, że był to błąd pilota. Tymczasem pierwsze uderzenie w WTC telewizje pokazały dopiero wieczorem. Jeżeli Bush widział rano nagranie tego zdarzenia, to musiało ono pochodzić z tajnego źródła, z kamery ustawionej przed zamachem. Poza tym jak Bush mógł sądzie, że był to błąd pilota, skoro przed 11 września informowano go o zagrożeniu zamachem, w którym samoloty mają być  wykorzystane jako pociski, a wieże WTC już w 1993 roku były  obiektem   zamachu   terrorystycznego  przypisywanego Al-Kaidzie?

Operacje finansowe dokonane niedługo przed zamachem z 11 września przez inwestorów niezwiązanych z Al-Kaidą, świad­czące, że ich autorzy wiedzieli, co się wydarzy, i chcieli na tym zarobić.

Informacje mówiące o tym, że co najmniej 9 z 19 ludzi uzna­nych oficjalnie za sprawców zamachu nadal żyje.

Przed zamachem z 11 września służby amerykańskie miały ogromną liczbę informacji o planach terrorystów z Al-Kaidy przeprowadzenia zamachów w Stanach Zjednoczonych, w tym o planie użycia samolotów jako pocisków, jednak nie podjęły w związku z tym odpowiednich działań.

Przed zamachem z. 11 września agentom FBI zajmującym się zwalczaniem terrorystów muzułmańskich przełożeni uniemożliwiali działanie.

Na rok przed zamachem z 11 września program antyterrorystyczny Able Danger działający w Departamencie Obrony zi­dentyfikował cztery osoby uznane później za sprawców zama­chu, w tym Mohameda Atte, jako członków Al-Kaidy.

Niektórzy Arabowie spośród 19 uznanych za sprawców zama­chu, w tym Mohamed Atta, byli na terytorium USA śledzeni przez izraelskich szpiegów.

Grupka pięciu obywateli Izraela, agentów Mossadu. obserwowała z daleka i filmowała atak na WTC, okazując wielką radość z powodu tego, co się działo, kamery skierowali na WTC zanim pierwszy samolot uderzył w wieże. Później w izraelskiej telewizji powiedzieli, że „dokumentowali wydarzenie”.

Na zebraniu Narodowej Rady Bezpieczeństwa zwołanym przez prezydenta Busha 11 września po zamachu dyrektor CIA Tenet poinformował, że podsłuchano, jak pięciu agentów Mos­sadu gratuluje sobie sukcesu.

Ustalenie przez brytyjski wywiad w 2002 roku, że komórki Al-Kaidy, które przeprowadziły zamach z 11 września, były infiltrowane przez Mossad.

Działalność i raport Narodowej Komisji do spraw Ataków Terrorystycznych w USA, wskazujące, że prawdziwym celem tej komisji było zatuszowanie prawdy o zamachu z 11 września.

Powiązanie Bin Ladena i Al-Kaidy z CIA, a nawet uzasadniona teza, że Bin Laden i Al-Kaida to w dużym stopniu kreacja CIA.

Gdy doszło do zamachu , armia USA była już gotowa do inwazji na Afganistan. Ustawa Patriot Act, przedstawiona jako odpowiedź na zamach z 11 września, był gotowa przed nim.

Nie wiadomo, czy terroryści z Al-Kaidy faktycznie uczest­niczyli w zamachu, chociaż zbyli do tego celowo prowokowani, ponieważ istnieją poważne wątpliwości, czy rzeczywiście uprowadzili cztery samoloty pasażerskie i wykonali nimi samobójcze loty. Co prawda za takim prze­biegiem wydarzeń przemawiają rozmowy telefoniczne, jakie miały być prowadzone z pokładów porwanych samolotów przez pasażerów i stewardessy, ale rozmowy te mogły zostać sfabrykowane. Wiele przemawia za tym, że samoloty, które uderzyły w WTC oraz w Pentagon, nie były tymi, o których mówi oficjalna wersja zamachu i były zdalnie sterowane, a w Shanksville nie rozbił się lot 93.

Książka M. Sawośki sugeruje celowe nietypowe detonacje. Są i inne tezy, np. działania z zewnątrz przez nieznany obiekt jak to sugestywnie i analitycznie pokazano w tym filmie.
Możliwe są też wersje operacji kombinowanej.
Analiza oficjalnych i amatorskich nagrań pokazuje, że były dokonywane różne manipulacje by ukryć prawdziwy przebieg wypadków.

Jednak niniejszy artykuł nie ma celu badawczego ani ustalenia „ostatecznej prawdy”, ale wskazanie na przykładzie jak wokół oficjalnej narracji tworzone są  mity i jak oszukuje się społeczeństwo.
Nawet jeśli ten przykład i książka okazałyby się niewystarczająco celne, to zasięg tej alternatywnej narracji jest na tyle mały, że wersja oficjalna będzie jeszcze żyła długo, chyba że nastąpi coś na kształt urzędowego ujawnienia.
Są dalsze niezależne dochodzenia oraz naciski pewnych organizacji by ujawnić spisek.
Nie mam na dziś złudzenia, że rząd USA tę sprawę odkłamie, ale wierzę że kiedyś ta i inne prawdy się przebiją.

(Oczywiście to  nie jedyna legenda lub mit, a nowe stale się tworzą – wkrótce tutaj o innej)

Jerzy Zięba – co o nim sądzę

ZIeba przeprowadził wiele pogadanek w radio niezależnych mediach

Kiedy mówienie prawdy stało się przestępstwem…

Jerzy Zięba – osoba już na tyle głośna, że chyba nie muszę przedstawiać. Dalej jednak będzie tu przedstawiony znacznie dokładniej. Sam osądzisz czy subiektywnie czy obiektywnie…
Poniżej wyciąg (fragmenty) z mojego dłuższego tekstu i paru dyskusji umieszczonych gdzie indziej.
Wypowiadałem się o tym wielokrotnie, ale celowo nie podaję gdzie (pomijam szereg linków), ponieważ chcę to oderwać od mojej działalności na niwie zdrowia, chociaż nawet tutaj ten wątek też się przewija.
Chodzi o sprawy ogólniejsze – stosunek do ludzi, poziom pewnych dyskusji, ujawnianie fałszerstw i hejtu, zamknięcie umysłu, działanie wg schematów i przekazów propagandowych…

Co osobiście sądzę o JZ?
Dla znajomych i czytelników nie jest tajemnicą, że jestem sympatykiem Jerzego – jak setki tysięcy innych jego słuchaczy i czytelników. Zasięg jego stron i książek jest milionowy. Będę go bronił.
Są ku temu podstawy, bo J. Zięba to pozytywny ewenement, nie tylko na skalę polską.
Być może jesteś odmiennego zadania – zatem tym bardziej zachęcam do przeczytania.

Ważne jest poznanie tego, o co Autorowi głównie chodzi w jego działalności – przedstawia to krótki filmik – https://youtu.be/1OL089IbHDI .
Można powiedzieć, że inne szczegółowe działania pana Jerzego to składowe tej misji.

Przypomnę pewną ripostę (było ich sporo), w której Jerzy Zięba, punkt po punkcie, wykazuje nieporozumienia, kłamstwa i postawy  zadufanych arogantów, niestety – także lekarzy. Warto posłuchać tego przykładu, choćby na raty, bo to dość długie.
https://youtu.be/S20jWPA_Y4g .

Powtórzę cytat z prof. Juliana Aleksandrowicza, który stał się też mottem dla Jerzego Zięby:

„Wolę być wyleczony przez szarlatana niż uśmiercony przez sławę medyczną”

J. Zięba był przez lata naturoterapeutą, obecnie zajmuje się przede wszystkim edukacją okołozdrowotną. Znany jest przede wszystkim ze swej książki „Ukryte terapie” (2 tomy). Lubi nadane mu przezwisko „inżynier zdrowia”.

Chociaż J. Zięba nie jest szarlatanem, czy znachorem, jakie etykietki tak chętnie mu się przypina, to JZ słusznie niewiele sobie z tego robi, bo nawet słowo zna-chor oznacza, kogoś kto się zna na chorobach, a do tego jego wskazówki bywają skuteczniejsze od tych lekarskich. 

Wyrazem tego są zarówno dokonania J. Zięby jak i setki pozytywnych opinii pacjentów, którzy zastosowali wskazówki jakie przekazuje w imieniu świadomych lekarzy i badaczy – patrz zakładka Pomogło na stronie www.ukryteterpie.pl  (to zbiór fragmentów wielu listów z początku działalności, który już później nie był uzupełniany).
Istnieje akcja „murem za Jerzym Ziębą” z poparciem na kilkadziesiąt tysięcy osób, niezależnie od wielu licznych grup wsparcia na FB.

Bo nie tylko dla mnie, ale dla rzeszy innych ludzi widoczne jest działanie JZ w dobrej wierze, poświęcenie swoich sił i czasu dla społeczności.

Nawet gdyby w pewnych sprawach czasem Zięba się mylił (chociaż raczej w szczegółach – kto się nie myli?)   – kompensuje to rewelacjami, których nawet profesorowie medycyny nie znają, a szkoda.  Czasem sam widzę jakieś sprzeczności, a potem, przy szerszym oglądzie, zapoznając się z kolejnymi materiałami, odkrywam, że jednak jest w porządku. Gdy coś jest niejasne – ze świętą  cierpliwością, wielokrotnie wyjaśnia pewne kwestie, odpowiada na pytania, przyznaje się do własnych pomyłek.

Zauważmy też następujące różnice:
Po pierwsze – ew. pretensje merytoryczne trzeba mieć do naukowców, których Jerzy cytuje (to nie są „jego teorie”).
Po drugie – wykazuje dużo pokory i dobrej woli, czego nie widać wśród oponentów. Ma otwarty umysł (uwaga jak wyżej) – stale uczy się i obserwuje, gdy wielu oponentów bazuje na starej  i fragmentarycznej wiedzy wg kanonu uczelni, jaką kiedyś posiedli i lenią się by ją aktualizować lub uważają że już wszystko wiedzą.
Po trzecie – jest 
niezależny, nie jest sponsorowany przez farmację czy granty medyczne.
Po czwarte – odpowiada za swoje błędy, gdy natomiast lekarze już nie – jeśli tylko działają zgodnie z oficjalnymi procedurami.
Wreszcie – ma odwagę w pojedynkę stanąć do dyskusji, nawet jeśli miałaby wykazać mu błędy – niestety oponenci nie stają do takiej otwartej dyskusji – atakują zaocznie, nie merytorycznie, często anonimowo i hejtując.

Zresztą, ja będąc już od dawna osobą na emeryturze (=wiekową), myślę że na podstawie doświadczenia życiowego, mogę prawidłowo ocenić format człowieka. Także merytorycznie – ponieważ zajmuję się publicystycznie w różnych miejscach podobnymi sprawami też ok. 20 lat (chociaż bardzo niszowo w sensie zasięgu i nie tak dogłębnie jak JZ).

Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi” – Jan Paweł II.

Jerzy jest wielki w paru wymiarach. To pogląd bardzo wielu ludzi, w niektórych przypadkach rzeczywiście nawet wyrażany z egzaltacją. Ja podchodzę do tego spokojniej – na bazie konkretnych przesłanek. Wymieniłem wyżej odwagę, pokorę, dociekliwość. Dodam:

– Konsekwencję w działaniu na rzecz dobra ludzi – samo uświadomianie prawdy wbrew dużo silniejszym mediom, władzom i „autorytetom”  jest dziś rzadkością. Jednak trzeba dodać do tego konkretne czyny jak współutworzenie i prowadzenie Fundacji Polacy dla Polaków, która została stworzona w celu sfinansowania zakupu leków opartych na marihuanie leczniczej – w pierwszej kolejności dla dzieci z lekooporną padaczką oraz dla chorych na nowotwór mózgu, wspieranie stowarzyszenia non profit „Polska Akademia Zdrowia” oraz TLMZ (Towarzystwo Lekarzy Medycyny Zintegrowanej – w jego utworzeniu p. Jerzy miał inicjujący  udział). O działaniach charytatywnych  JZ – jeszcze dalej.

– Oprócz swojej działalności edukacyjnej i biznesowej, jest społecznikiem. Ponieważ też mam nastawienie społecznika i trochę działam na tej niwie (oczywiście na dużo mniejszą skalę), to wyczuwam tę cechę wyraźnie w Jerzym Ziębie.
Pewną formą działalności społecznej JZ było jego silne zaangażowanie, zwłaszcza w 2019 r., w sprawy polityczne. Nie chodzi o jakieś aspiracje do kandydowania gdziekolwiek, udział w partiach i inne formalne uczestnictwo. Uświadamiał Polakom drogi wyjścia z różnych impasów poprzez ponadpartyjne możliwości jakie dałoby uruchomienie Weta obywatelskiego, Inicjatyw ustawowych i Referendum obligatoryjnego (tzw. WIR). A także innych rozwiązań, głównie w „służbie zdrowia”, zwłaszcza ta ustawa. Nie miało to związku z jego działalnością biznesową (szeroki temat, który tu pomijam).

– Jest osobą życzliwą ludziom, zwłaszcza ujmuje go każde cierpienie i niesprawiedliwość (wtedy bywa ostry wobec winowajców). Otwarty na pytania, serdeczny w relacjach.

– Aktywność na forach związanych z Sejmem, rządem – przykładowo wystąpienia na komisjach sejmowych dot. GMO.

– Inicjatywy ustawodawcze – jak w sprawie nowelizacji ustawy o zawodzie lekarza i dentysty (wspomnianej wcześniej)  i wspieranie akcji społecznych w sprawie GMO, leczniczej marihuany, strategii antyrakowej …

– Odważne listy otwarte w sprawach zdrowia do obecnego i poprzedniego ministra zdrowia oraz szefa TVP Jacka Kurskiego, do polityków i posłów,  do środowisk lekarskich i mediów itp.  –  wszystkie te akcje nie są związane z biznesem Jerzego – to działania prospołeczne. Przyznasz – dość trudno dziś o takich ludzi.

– Podobnie prezentuje wiele rozwiązań medycznych i ich autorów/producentów, z którymi nie jest związany biznesowo – jest to zaprzeczenie ciągłym posądzeniom o własny interes.

– Zięba jest operatywny, jest skutecznym przedsiębiorcą (obecnie i w przeszłości – na paru polach), który z niczego stworzył w niesprzyjających polskich uwarunkowaniach własną firmę, która odnosi sukcesy. To – w polskiej mentalności, budzi demony zawiści i podejrzliwości, co przekłada się na donosy, insynuacje, złośliwość. Jest wielu, którzy lubią innym zaglądać do kieszeni i węszyć oszustwa. W innych krajach, zwłaszcza w USA, sukces jest czymś co wynosi się na piedestał, podaje jako przykład innym.
Także wysokie nakłady książek Jerzego oraz liczne tłumaczenia (tam też mają uznanie), budzą zawiść.
A jest to przecież wynik ciężkiej pracy i zdolności organizacyjnych.
Czy w ogóle jest coś złego w zarabianiu? Zwłaszcza jeśli robi si
ę to uczciwie. Przykładowo – rozliczenia w Fundacji Polacy dla Polaków (OPP) są w pełni transparentne i publicznie pokazywane na stronie www.  I kontrolowane przez odpowiednie instytucje. Nie mówię o zarabianiu na korzyść organizatorów – wszystko (oprócz drobnych kosztów operacyjnych) idzie na potrzebujących.

– JZ  produkuje świetne suplementy – jakościowo i ze względu na unikalne receptury, które bazują na dewizie skuteczności a nie zysku.
Aby takie mogły być – niektóre nie mogą być tanie, ale klient przecież nie jest w żaden sposób przymuszany do zakupu właśnie tych. W kwestii cen JZ wielokrotnie pokazywał jaki jest rachunek kosztów, gdy chce się robić suplementy na dobrych (najlepszych) surowcach. Z tych rachunków wynika, że przepłacają ci, którzy kupują produkty tanie, ale nic z nich nie mają. Za dobry produkt  należy się zapłata.

– JZ nie reklamuje się w głównych mediach, polega na własnej reklamie na swoich stronach. *

Mimo to klienci biją się o te produkty i sprzedaż jest duża, ponieważ ludzie z przekonaniem polecają je innym.
Ambicją Jerzego jest udostępnianie suplementów (witamin itp.) najwyższej 
jakości oraz takich, których praktycznie w Polsce nie ma. Czy to źle? Samo to przedsięwzięcie – typowanie, zakup/import składników, receptury, eliminacja zbędnych konserwantów i barwników, dbanie o czystość, produkcja,  konfekcjonowanie, dystrybucja, przechodzenie procedur kontroli i rejestracji – to niemałe wyzwanie.

Przy tej okazji warto zauważyć charakterystyczne zjawisko na przykładzie np. witaminy K2 (MK-7). Gdy parę lat temu p. Jerzy podkreślał znaczenie wit.K2 dla gospodarki wapniowej, wielu, w tym lekarzy, stwierdzało że nic takiego nie istnieje i naśmiewali się z informacji Jerzego. Gdy mówił, że ważna jest właśnie odmiana K2 MK7 – podobnie – nie wiedziano o co chodzi. Dziś właśnie tę odmianę wprowadza się masowo do suplementów. I teraz prawie w każdej aptece znajdziesz co najmniej parę preparatów z tą witaminą. Firmy farmaceutyczne robią biznes na tym, co do Polski Jerzy „wprowadził” i … już wszystko jest w porządku… Ale jeśli pochodzą od JZ (bo są lepsze) to bezprawnie się je aresztuje…

Gdy JZ wskazywał na mit cholesterolowy i potrzebę zmiany oficjalnej piramidy żywieniowej, spotykał się z niezrozumieniem i wrogością. Dziś coraz więcej lekarzy przyznaje mu rację, a amerykańskie FDA już zmieniło tę piramidę przesuwając węglowodany w górę. Ale u nas wszystko przyjmowane jest z dużym opóźnieniem – ze szkodą dla pacjentów i ludzi w ogóle.
JZ często jeździł do USA i na międzynarodowe konferencje, skąd przywoził nowinki i je u nas objaśniał.
Podobnie było z jajkami, które przez lata były widziane jako zagrożenie cholesterolowe, JZ pokazał że tak nie jest i stopniowo ta wiedza została zaakceptowana i u nas.

Było szereg innych demistyfikacji, które znalazły uznanie gdy JZ je ujawnił, w tym w coraz szerszym gronie lekarzy, aż doszło do utworzenia TLMZ, które realizuje główną ideę JZ – to lekarze powinni leczyć – integrując medycynę akademicką z osiągnięciami metod naturalnych (medycyną holistyczną).

– Zięba ujawnił tyle przekrętów, wręcz przestępstw, zaniedbań i głupoty, że chociażby za to zasługuje na przysłowiowy medal od społeczeństwa.

– Ma wiele unikalnych kontaktów na świecie – z naukowcami i lekarzami będącymi pionierami nowej wiedzy, którą zaszczepia i w Polsce. Część z nich zaprosił na wykłady do Polski.  Osobiście odwiedził różne kliniki, sprawdzając tamtejsze metody i ich jakość.

– Jego publiczne działania edukacyjne to działanie pro publico bono, a nie działalność biznesowa.
Całą wiedzę na otwartych konferencjach internetowych i w salach w Polsce przekazuje za darmo (czasem organizator nalicza zwyczajową opłatę dla uczestników z tytułu najmu sali i podobne świadczenia organizacyjne). Nie on sam te konferencje organizuje – jest tam zapraszany. Były też seminaria fachowe dla lekarzy i terapeutów – biletowane na poziomie ~150 zł. Nie jest to dużo gdy uwzględnić ceny innych seminariów i fakt że JZ udziela bardzo szczegółowych informacji a na scenie potrafi przemawiać bez przerwy nawet ponad 10 godzin – z poświęceniem i na tyle ciekawie, że widzowie słuchają go i oklaskują.  Jest czas na zadawanie nawet kłopotliwych pytań i odpowiedzi. Porównajmy to z ceną porady specjalisty w przychodni – 200-300 zł za parę minut – nawet jeśli  powie że nie wie jak pomóc (płatność z góry). Lekarze na ogół nie lubią gdy pacjent drąży jakąś sprawę i sugeruje coś od siebie.
Przez nieefektywność państwowej służby zdrowia i długie oczekiwanie na datę wizyty, pacjent jest często zmuszony do skorzystania właśnie z gabinetu prywatnego. A potem do kolejnych wizyt po badaniach (odpłatnych) itd.  Seminaria JZ są oczywiście dobrowolne, a ich temat ustalony.
Ale JZ, jako właściciel firmy, ma obowiązek reklamowania swoich produktów (nie czyni tego na scenie) – dla jej utrzymania, samej produkcji i kontroli, opłacania pracowników i płacenia podatków. Jak wspomniałem – nie musi jednak tego robić w większym wymiarze, bo ludzie sami polecają te produkty widząc jakie są dobre.

– Na produktach i książkach zarobił na tyle dużo, że mógłby „spocząć na laurach”, jednak z oddaniem angażuje się w edukację i sprawy społeczne.

– Zięba opisywane metody i produkty przetestował na sobie. Sam je stosuje na codzień lub wg ustalonych, sensownych zaleceń. Daje osobisty przykład. Regularnie przyjmuje swoje suplementy, co skutkuje tym, że po 60-tce czuje się młodo, jest pełen wigoru i ma plany na drugie tyle lat…

– JZ ma „charakter”, np. potrafi nie jeść przez miesiąc lub radykalnie ograniczyć odżywianie na codzień, testuje na sobie to, co dla innych wydaje się niewykonalne. Ma też wiele zainteresowań – pogłębionych – od spraw zdrowia, poprzez różne hobby (np. jest pilotem)  po politykę.

– Pomimo że połowę swego życia spędził na emigracji, mówi i pisze po polsku bez naleciałości z innych języków, nawet lepiej od wielu Polaków mieszkających tu na stałe (obserwuję jak  wiele osób popełnia okropne błędy i stosuje nowomowę).

– Jerzy jest też dobrym mówcą – jego prelekcje w audytoriach i w Internecie gromadzą tysiące widzów, którzy są pod wrażeniem zarówno wiedzy, dobrego języka,  prostego wyjaśniania złożonych kwestii medycznych, zdolności w ilustrowaniu wypowiedzi oraz otwartości i humoru.

– J. Zięba jest prawdziwym polskim patriotą mimo obywatelstwa (także ) australijskiego i warunków by uważać się za kosmopolitę, z tytułu mieszkania i podróżowania w szerokim świecie. Oceniam że jako pojedyncza osoba ma szansę zrobić dla Polaków więcej dobrego niż niejeden polityk (ba, może więcej niż ich większość).

– Gdy przebywał za granicą praktykował naturoterapię, ma więc doświadczenie, posiada parę certyfikacji.
(Taka działalność jest czymś normalnym na Zachodzie, także w Polsce, przy czym już zaraz za naszą granicą posiada dużo więcej swobód niż w naszym kraju – znamienne…).

– Jest w Jerzym pasja – widać to nie tylko w pracowitości, ale czasem w mocnym argumentowaniu swoich racji wobec nieuków, „autorytetów”-ignorantów, w wytykaniu absurdów. W tych mocniejszych wypowiedziach nie posuwa się jednak do złego, obelżywego języka, którym sam jest często raczony. Czasem nazwie „po imieniu” kłamców albo rzeczywistych znachorów, jeśli im się to należy.
Owszem, JZ ośmiesza wielu lekarzy a nawet profesorów medycyny na konkretnych przykładach ich niewiedzy lub błędów (można powiedzieć, że sami się ośmieszają). Tu pojawia się wspominany sprawiedliwy gniew, gdy widać ich jaskrawe działanie przeciw ludziom. W tym kontekście nie dziwi więc opór i wściekłość środowiska medycznego i akolitów  przybierająca nawet postać jawnego hejtu i pomówień.  Mają swoje audytorium i wsparcie mediów, co umożliwia im takie postawy powielać. Warto jednak tutaj wspomnieć jeszcze raz, że JZ szanuje lekarzy, którzy swą ciężką pracą pomagają ludziom i powtarza, że to oni powinni nas leczyć.

Typowym zarzutem jest, że pan Jerzy wypowiada się o zdrowiu a nie jest lekarzem.
To wymaga szerszego komentarza.

Najpierw nasuwa się istotne pytanie – a ją wiedzę medyczną masz TY, że się na ten temat wypowiadasz? Masz większą?
Ale zostawmy to, – chodzi o Ziębę.

JZ od bardzo wielu lat ‚siedzi’ w nauce – wciąż studiuje prace naukowe, drąży wnikliwie tematy, w tym kontrowersyjne i „tabu”, spotyka się z wybitnymi specjalistami, ma kontakt z wieloma lekarzami, jeździ na konferencje naukowe na całym świecie, itp., przy czym słucha także praktyków, którzy mają znaczące rezultaty w leczeniu. Czyli i teoria i praktyka, nawet alternatywna. W sumie duża wiedza, którą stale nabywa i pogłębia.

Teraz spójrzmy realnie na drugą stronę, na przykładzie lekarzy. Zwłaszcza w Polsce, ich mała ilość, relatywnie niskie płace (często stąd praca na paru etatach), biurokracja zajmując większość czasu, który powinien być poświecony wywiadowi i badaniom, multum chorych z kolejki, których nominalnie trzeba obsłużyć – to wszystko powoduje że lekarz nie ma czasu ani siły by się jeszcze dokształcać. A jeśli będzie skierowany na jakiś kurs – to pod narzucony „poprawny” wzorzec programowy – na ogół pod potrzeby farmacji. Dlatego, niestety, wielu lekarzy ma dużo mniejszą wiedzę niż JZ.
I nie chcą przyjąć do wiadomości, że może istnieć coś więcej i działać skuteczniej. Myślę, że w tym przypadki, nawet jeśli mają akademicką wiedzę, to sprawdza się powiedzenie, że wiedza nie musi prowadzić do mądrości. Co komu z wiedzy, która słabo sprawdza się w praktyce?
Z kolei dydaktycy i naukowcy już osiedli na laurach i aby swej pozycji nie stracić idą nader często na pasku tejże farmacji, sponsora badań i wyjazdów szkoleniowych – także wg zaprogramowanego kierunku.

Dla wielu zdrowie, także publiczne, to biznes a nawet tylko biznes. O ile można zrozumieć opór firm farmaceutycznych, które bronią swych interesów, to bardziej bulwersuje zaciekłość pojedynczych osób w ich „bezinteresownym” (?, Schadenfreude?)  atakowaniu. Podejrzewam, że są to raczej agenci status quo, wcale nie bezinteresowni.

Ogólnie są to ludzie, którzy schematycznie widzą tylko jedną stronę i poprzestali na tym, czego nauczyli się w szkole lub uczelni (jeśli w ogóle…), gdzie program jest narzucony i często pod linijkę biznesu, który sponsoruje ten program i kursy. Albo uparcie ślepo wierzą co mówi ‚nauka’ w swym głównym nurcie, jakby ona była już zamknięta. Wiele nieporozumień wynika  – nomen-omen – z niezrozumienia czym jest zdrowie i jak się je osiąga. Medycyna zajmuje się przede wszystkim chorobami a nie zdrowiem (to wręcz biznes chorobowy). Kolejny schemat. Czyli zamknięty umysł – czy to z arogancji czy świadomie wybranej ignorancji…

Tylko dlaczego wtedy szkodzić innym, zużywać swą energię na krytykowanie czegoś, czego się nie poznało? (widzę osoby, które ewidentnie im mniej wiedzy mają, tym bardziej atakują).

To, że ktoś o czymś nie słyszał nie oznacza, że to coś nie istnieje…

Ta przykra praktyka dotyczy nie tylko Jerzego – Jerzy Zięba nie jest jedynym przedstawicielem takiej prześladowanej trzeźwej opozycji.

Cytowane są w mediach prawie wyłącznie wypowiedzi krytyków, w tym dziennikarzy bez odnośnej wiedzy, którzy nie pochylili się nad racjami autora, natomiast wypowiadają się w stylu skandalizujących tabloidów.  Redakcje (chociaż nie jedyne) zasłynęły z pamfletów na p. Jerzego – w stylu „Soku z Buraka” – nierzetelnych, jakby (?) na zamówienie. Było też wiele niewybrednych „wycieczek osobistych” dotyczących życiorysu, rodziny, dyplomu itp. A w wielu przypadkach wystarczyło by po prostu go zapytać.  J. Zięba także chętnie odpowiadał a vista na wszelkie pytania na internetowych streamach – ma zwyczaj spotykać się w ten sposób i opowiadać także o swojej historii, hobbies, muzyce, poglądach na różne sprawy…
Zatem kto czyta i ogląda te media (TVP i przybudówki też miewają podobne wrzutki) faktycznie wpada w ich schematyzm oczerniania, braku wiedzy bezpośredniej i bazuje na replikowaniu bzdur. To wywołuje odwrotny skutek do zamierzonego – i merytorycznie i w swojej formie obnaża często niskie pobudki piszących. Warto tu przypomnieć wielokrotnie powtarzanego przez Ziębę stwierdzenie, że to nie są „teorie Zięby”, tylko cytowanie przez niego badań naukowych. Jerzy Zięba jest niezależnym popularyzatorem – zajmuje się edukacją i produkcją suplementów, co jest dozwolone i stosowane przez farmację w skali milion razy większej.

Nic nie jest takie, jakie się wydaje …
Kurt Wallander (i inni)

W wymianie zdań na FB, jeden z dyskutantów – XX pyta:

Jakim jest autorytetem [Jerzy Zięba] w dziedzinie medycyny …?

Odpowiedziałem parokrotnie, oto jedna z odpowiedzi:

XX, a Ty jesteś specem od finansów i marketingu  i nie przeszkadza Ci to komentować spraw na których – jak widać z dalszej dyskusji – się nie znasz?
Możesz i mnie to zarzucić, ale jest pewna różnica (przypuszczam co do Ciebie): ja publicystycznie zajmuję się tym ponad 20 lat, a własne doświadczenia (dotkliwe) na styku ze służbą zdrowia mam ponad 50 lat. A Jerzy Zięba niemal zawodowo zajmuje się tym ponad 22 lat, ale interesował się zdrowiem od czasów studenckich, więc oceniam że ponad 40 lat.

Powyżej dość szeroko wypunktowałem kompetencje J. Zięby.

Ale ten argument ogólnie (nie personalnie) jest nietrafiony z paru powodów, wręcz demagogiczny – aż czuję się zakłopotany, że muszę tu wyjaśnić tak oczywistą sprawę. Może przyda się jakimś niedojrzałym czytelnikom, bo nie sądzę abyś Ty o tym nie wiedział… Sądzę, że poniosły Cię emocje.

Teraz przez chwilę o „autorytetach” w medycynie i nie tylko.

Kult, a raczej poważanie autorytetów – ok, ale umiarkowany i rozeznaniem rzeczywistych wartości.

To często autorytety fikcyjne. Przykładowo  mamy w Polsce ponad. 23 000 profesorów (stan w 2015 r.), a jeden z najniższych poziomów innowacji, ilości patentów, bardzo dalekie miejsce w rankingu światowych uczelni, zero naukowych nagród Nobla (oprócz Skłodowskiej).
W tej sytuacji bardziej cenię naukowców-praktyków i po prostu efektywnych praktyków niż naukowców katedralnych.
Jedyna nadzieja w młodych ambitnych, ale ilu z nich się wybije w oplataniu naszej biurokratycznej maszynerii i wobec swych promotorów, którzy albo ukradną pomysł, albo zduszą tych, którzy wybiją się ponad ich poziom?

Mam ograniczone zaufanie do „naukowych publikacji medycznych”. To brzmi jak nieuprawnione uogólnienie, i rzeczywiście różnie to bywa. Omawiam to dość szeroko w cyklu artykułów (gdzie indziej). W skrócie chodzi o tzw.  EBM  (Evidence Based Medicine).
W największym skrócie ujmę to podając wypowiedź  redaktora naczelnego The Lancet, którego wnioskiem jest:

„Ta sprawa przeciwko nauce jest dosyć oczywista: duża część literatury naukowej, przypuszczam, że połowa, może najzwyczajniej w świecie być nieprawdziwa. Nadszarpnięta badaniami opartymi na zbyt małej próbie z mizernymi wynikami, nie mającymi podstaw analizami wyjaśniającymi, jawnym konfliktem interesów a także z obsesją gonienia za modnymi trendami o małej wartości – nauka uczyniła zwrot ku ciemności.”

Podobnych wypowiedzi znaczących redaktorów znajdziecie więcej (ja mam ich z tuzin).
Lepsze podejście to Evidence Based Medicine & Practice – EBMP.
Ale to temat uboczny, którego tu nie rozwijam.

Powracam do wątku Jerzego Zięby.

– On sam ma wyższe wykształcenie i dyplom magistra inżyniera – wbrew insynuacjom i na ten temat. Mało brakowało, a zrobiłby i doktorat – nie zdążył tylko ukończyć części doświadczalnej swej pracy przed emigracją.
Ale to nie jest ważne – jak tu wywiodłem. Liczy się praktyczna wiedza. I za to właśnie i za prospołeczną postawę liczne grono zwolenników chciałoby uhonorować go „doktoratem społecznym”.
Była odnośna akcja (ponad 18 000 wspierających), która natrafia na przeszkody formalne – taka instytucja w Polsce nie istnieje, mimo funkcjonowania tytułu honoris causa, gdzie nawet nie wymaga się posiadania formalnego wykształcenia. Tyle że nadawany jest przez jednostki akademickie, na co J. Zięba oczywiście nie może liczyć.  Zatem chodzi o to, by takie osoby pomagające innym i które same nie zabiegają o zaszczyty i tytuły, jakoś społecznie uhonorować.  Może w tej sprawie sytuacja kiedyś się odmieni…

– JZ jest wiarygodny nie tylko ze względu na tę komplementarną, szerszą wiedzę, ale także dlatego, że nie jest na niczyim pasku, zwłaszcza farmacji – w przeciwieństwie do innych.

Oprócz spraw zdrowia pozostaje skandaliczne traktowanie polskich przedsiębiorców, czego przykładem jest VISANTO – firma J. Zięby.

Tu też niezależnie od bezprawia i absurdalnych zrzutów media rozpowszechniały fałszywe informacje w duchu sensacji  o aresztowaniu Zięby, o jego kryminalnych przestępstwach itp.
W maksymalnym skrócie:

Visanto zostało bezlitośnie zniszczone przez obecnie panujący w Polsce system wandalizmu gospodarczego pod pretekstem, że na rynek polski firma ta rzekomo wprowadziła bez odpowiedniego zezwolenia lek, za co grozi kara do 2 lat więzienia.

Te „leki” to:
1. Trawa z pszenicy i trawa z jęczmienia, bo zawiera chlorofil (sic! – zakwalifikowanie tej trawy – do wyciskania soku – jako lek, to pośmiewisko na cały świat – chyba odtąd sprzedawanie warzyw z chlorofilem będzie na receptę…)
2. Mumio (formalne zarejestrowane przez GIS jako SUPLEMENT)
3. Srebro i złoto koloidalne, które można kupić w aptekach i w Internecie
4. Koenzym Q10, forma, której w sprzedaży NIGDY  Visanto nie miało.

Jak widać – takie zarzuty są nie tylko fikcją, ale jakaś groteską.

Wynik donosu – prokuratura zajęła cały towar w magazynach (nie tylko ww.) oraz całą dokumentację księgową od momentu wprowadzenia tych „leków” na rynek, żeby zobaczyć od kiedy niby, JZ uprawiał ten zakazany prawem proceder. No i… najważniejsze…. nie było NIGDY zarzutu, że wprowadzano na rynek substancję wywołującą powstanie nowotworów, co podobno też było w decyzji prokuratora. W ten sposób firma została sparaliżowana na wiele miesięcy.

JZ wielokrotnie to wyjaśniał (jeszcze z pokazaniem dodatkowych absurdów). Kto naprawi wyrządzoną szkodę  – finansową i w niematerialnych dobrach osobistych?

J. Zięba jest też zastraszany zarówno pogróżkami jak i szykanowany przez władze na inne sposoby – przykładowo, miał wystąpić w poważnych mediach, ale jest okazało się, że jest zakaz wywiadów z JZ pod groźbą utracenia licencji emisji tv.

JZ nie może też upublicznić pod sankcją kary dokumentów jakie polska instytucja, w formie doniesienia na niego, przekazała Prokuraturze ani korespondencji w jego sprawie pomiędzy Prokuraturą i polskim Sądem.

Pomimo medialnej nagonki, nawet tygodnik Polityka, znany z mainstreamowej narracji i uprzednich ataków na terapeutów, w artykule z  29.05.19 „Znachory? Chory zna„,  oprócz wielu informacji wątpliwych i tendencyjnych,  pokazał manipulacje wokół JZ i niezależnych lekarzy. W zakończeniu czytamy:
„… I Przechrzta i Zięba mówią, że mogli mieszkać jeden w Stanach, drugi w Anglii, i stamtąd spokojnie prowadzić swoją działalność. Nikt by ich za to nie ścigał. A jednak wrócili do Polski. Dlaczego? Obaj, niezależnie od siebie, mówią to samo: chcieli coś zrobić dla tego kraju”.

No właśnie.  JZ zarabia dostatecznie dużo na rynku amerykańskim, także na sprzedaży wielojęzycznych wydań swych książek w Europie i w kraju, że krzyki o tym że w Polsce  „goni za kasą”, „naciąga Polaków ” itp. są nietrafne i niesprawiedliwe.

Nawet jeśli mimo tych wszystkich argumentów na korzyść Jerzego Zięby nadal uważasz że nie zasługuje (?) on na szacunek,  to przynajmniej zważ bilans prawdy i nieprawdy, wkładu JZ w poszerzanie świadomości ludzi w sprawach zdrowia versus szkodliwość niektórych praktyk medycyny w formie rockefellerowskiej.

… (jeszcze z dyskusji o zamknięciu firmy J. Zięby):

… Przecież te zarzuty zostały spreparowane na podstawie bzdurnej opinii 2 pań z Instytutu Leków, które nie miały żadnych podstaw. To było wielokrotnie przez Ziębę wyjaśnione z detalami,…
I tak szerzy się nieprawdę.

JZ nie zajmuje się leczeniem  – zawsze mówi, że leczyć powinni lekarze i stosując kombinacje skutecznych metod  – oby tylko chcieli poznać dowody że wlewy z askorbinianu sodu (niezupełnie wit. C) w wielu przypadkach ratują życie jako silny antyoksydant, co redukuje wolne rodniki charakterystyczne w takich sytuacjach, a sok z kapusty też nie leczy lecz znacznie wzmacnia odporność, która jest wtedy pomocna.

Oszust ? Kogoś oszukał? Masz jakikolwiek dowód? (mówię o bezpośrednim, a nie od trolli,  złośliwców lub tych których wcześniej  zaliczyłem do labilnych neofitów jakieś postawy i którzy z drobiazgu czynią syntezę całości).

Co do prawa, bo te aspekt ciągle się przewijał w licznych dyskusjach:
Po pierwsze – wg zasady prawnej – kto komu ma udowodnić winę (fałsz), hę?  Oskarżyciel.
JZ broni swych wypowiedzi samymi podawanymi racjami – także z tego powodu nie musi się przed każdym dodatkowo tłumaczyć.
Po drugie – są tysiące książek popularno-naukowych a nawet mających aspiracje do poradników medycznych, w których znajdujemy zastrzeżenie o ich charakterze informacyjnym, o wyłączeniu odpowiedzialności i konieczności konsultacji lekarskich.
I nikt się ich nie czepia. JZ robi takie zastrzeżenia, a zbiera nieustanną krytykę i hejt.  Widocznie, w odróżnieniu od miałkich publikacji,  nic tak nie boli jak parę słów znaczącej prawdy u niego.

Po trzecie – Zięba, gdy informuje na prezentacjach jak lepiej / komplementarnie leczyć, informuje że zwraca się do lekarzy – nie jest to porada medyczna. Zresztą, wiele tych prezentacji było z założenia przeznaczonych dla lekarzy.
I wiecie co, słuchają, akceptują i proszą o więcej…

Jeszcze uwaga (w zarysie): JZ zawsze akcentuje żeby stosować dany preparat/procedurę dokładnie wg zaleceń. Jak w przypadku leków – zaniedbanie zaleceń może spowodować skutek nieprzewidywalny.
Z tym, że w przypadku leków zawsze podawane i odnotowywane są liczne skutki uboczne – nawet przy prawidłowym używaniu, a w przypadku naturalnych suplementów (które są „doładowaniem” żywności w te naturalne elementy których współcześnie w żywności zabrakło), może spowodować tylko takie skutki jak „przedawkowanie” lub złe spożywanie owej żywności.
A suplementy-preparaty usuwające szkodliwe substancje – przy stosowaniu dawek nie wywołujących nasilonego efektu Herxheimera, pomagają a nie szkodzą.

…  Gdy medycyna jest bezradna w większości chorób przewlekłych, naturalnym jest że szukano metod innych i skutecznych.
I takie są – szkoda że poza medycyną akademicką. Siedzę w tym 20 lat i wiem co mówię. Zięba nie jest lekarzem, zawsze to mówi i podkreśla że jego celem jest zintegrowanie obu podejść dla dobra pacjenta.
Przy okazji powtórzę – bezustannie bada te sprawy od ponad 22 lat, przeciętny lekarz nie ma na to czasu i jest urobiony przez schemat: jednostka chorobowa > lek > dawka. De facto jest szkolony jako sprzedawca leków. Tak to nie działa – to atomizacja wiedzy i działanie antyhumanistyczne. To w sidłach farmacji rodzą się metody i postawy realnie zasługujące na kryminał.
Oczywiście walka jest nierówna – po jej stronie stoją nieograniczone pieniądze i dyktat wyhodowanych „autorytetów”, po drugiej coraz większa ale jeszcze słaba grupa uczciwych badaczy i lekarzy (u nas np. z tworzącego się www.TLMZ.pl), co oczywiście nie znaczy automatycznie że pozostali są nieuczciwi, bywa że niedouczeni.
Co do inwektyw i pamfletów w prasie – niestety wiele z tego to nawet nie poziom tabloidów – dziennikarstwo powinno opierać się na rzymskiej zasadzie Audi alteram partem (należy wysłuchać drugiej strony). Na kilkadziesiąt artykułów bodajże tylko 2 razy dziennikarze pofatygowali się by przeprowadzić wywiad z Ziębą, a potem i tak redakcja okroiła materiał i przeinaczyła jego wypowiedź.

By poznać i oceniać JZ i jego działania trzeba prześledzić niemal WSZYSTKIE ( 90%?)  jego wypowiedzi z ~5 lat. Ja to zrobiłem – minimum 400 godzin – bez lektur. Doszedłem do wniosku (a siedzę w sprawach zdrowia >20 lat), że przeciętny lekarz (ale często i profesor) może być zaorany Jego wiedzą. Często mówi prostym językiem, bo chce trafić do każdego. Więcej pokory. Zresztą nie chodzi tylko o JZ, w TLMZ.pl wokół tej wiedzy grupuje się coraz więcej lekarzy, biologów i terapeutów…Stąd mój pogląd, że działa w dobrej wierze i w dobrej sprawie. To długie moje przypatrywanie się  JZ i jego wiedzy potwierdziło to, co wiedziałem wcześniej w zarysie, czasem w szczegółach, ale przekazało mi też dużo nowych wiadomości, za co jestem panu Jerzemu wdzięczny. To dało mi podstawę by nie być pochopnym w ocenach.
Jak wielu z krytykantów wychyliło się ze swego wygodnictwa intelektualnego i PRZESTUDIOWAŁO jego książki i te tłumaczone, wysłuchało przynajmniej parę godzin wykładów a nie jakieś wyrwane z kontekstu zdania i plotki?
Za to poluje się na pojedyncze przejęzyczenia, lub wyrywa się coś z kontekstu…

Jaki „pęd ku kasie”? Ktoś każe coś od niego kupować? Ludzie biją się o te produkty i wiedzę, bo to im pomaga (mnie też – nie jestem „ciemny”). Ma w firmie kontrolę co parę tygodni i nigdy nic nie zakwestionowano w aspekcie jakości, norm, rzetelności, także finansowej.
Ach to nasze polskie piekiełko zawiści… Nie do pomyślenia na Zachodzie, gdzie hołubi się ludzi sukcesu.
A propos sugerowanego merkantylizmu…

Sam JZ przeznaczył na fundację Polacy Dla Polaków ze swych prywatnych środków (z zysku firmy Visanto – ponad 500 000 zł. (stan w maju 2019).  Część przychodów ze sprzedaży miesięcznika „Zdrowie bez leków” też są na to przeznaczane. Są podobne akcesy donacji na tę fundację.
Po zamknięciu magazynów Visanto, co było równoznaczne z zamknięciem firmy J. Zięba utrzymywał (płacił pensje) pracownikom ponad 6 miesięcy – w nadziei i oczekiwaniu, że tak ewidentny błąd administracyjno-prawny będzie naprawiony i firma wróci do normalnej działalności. Znasz kogoś z prywatnych przedsiębiorców, kto tak by się zachował?

Przy okazji –  XY  skomentował inną dyskusję na mojej stronie:
Miłość, jest kluczem do pokoju na Ziemi.

Zgadza się – przede wszystkim w miłości do ludzi, bo często widzi się jak nie czynią tego ci, którzy rozczulają się tylko nad pieskami lub kornikiem,
Także w kwestii zdrowia, tak jak w moim głównym motto strony o zdrowiu – od samego jej początku w 2007 r.:  „Powracamy do zdrowia głównie dzięki miłości” (Paracelsus).

I tak, jak stale powtarza Jerzy Zięba, kończąc swoje prelekcje zdaniem „Czyńcie dobro”  lub pisząc (w 10 punktach swojej dziennej rutyny)  i mówiąc (cytat): „Uczucie całkowitego wybaczenia ma  b e z p o ś r e d n i   w p ł y w  n a   p r a w i d ł o w e  funkcjonowanie naszego organizmu na poziomie komórkowym”, co wykazano doświadczalnie.
Dlatego wybacza swym oszczercom, chociaż musi też z obowiązku bronić swoją firmę i dobrego imienia ludzi fałszywie oskarżanych.
Oraz tak jak ci, którzy wspomagają potrzebujących np. w akcji Polacy dla Polaków.
Ja nie mogę wiele, ale od początku jej powstania ustanowiłem comiesięczne zlecenie stałe na rzecz tych dzieci.

Ile Wy, krytykanci, daliście?

Wspomniałem o gruntownych kontrolach jakościowych, które przeprowadzały krajowe inspekcje różnych organów i niczego nagannego nie znalazły. Jako ciekawostkę podam, że ponieważ i w USA ta jakość wzbudziła sensację, to przedstawiciele amerykańskiego FDA przyjechali do Polski i przeprowadzili  precyzyjnie i niesamowicie „wyśrubowane” AUDYTY całości  działalności dotyczące jakości suplementów VISANTO, metod ich produkcji itd.
Ciekawe czy i jak XX sam protestuje przeciw niezliczonym suplementom na rynku, będących podróbkami lub zwykłym naciąganiem, produktom nafaszerowanym różnymi szkodliwymi dodatkami? (co zdarza się  i w lekach). Czy jeśli gdziekolwiek zobaczy ich reklamę to tam umieszcza swoje docinki? O tym zakłamaniu reklamowym pisałem już wyżej…

Inna sprawa – nawiązująca także do przewijających się zarzutów braku badań przez instytuty naukowe.To wymaga wyjaśnienia, bo  wiele osób nie rozumie statusu suplementów.
Po pierwsze, JZ – podobnie jak wielu dietetyków – jest zwolennikiem dostarczania potrzebnych człowiekowi minerałów i witamin poprzez żywność. Niestety ziemia została tak zubożona, dużo bardziej niż kiedyś alarmował o tym prof. J. Aleksandrowicz, że tych elementów jest tam stanowczo za mało względem zapotrzebowania człowieka  Stąd suplementacja stała się konieczna jeśli chcemy być zdrowi. ‚Niestety’ – podwójne, bo w większości przypadków zjedzenie dzisiejszych owoców czy warzyw, by dostarczyły odpowiednią ilość substancji jest niewykonalne – byłyby to kilogramy dziennie, a przy okazji zatrulibyśmy się chemią z oprysków i z nawozów. Już mało jest miejsc gdzie można znaleźć prawdziwie ekologiczne produkty. I nie każdy ma szansę je znaleźć czy zaprowadzić sobie ekologiczny ogródek
Suplementy koncentrują owe pożądane substancje, a te od JZ składają się z surowców naturalnych i nie zawierają trucizn. Na tym polega duża sztuka, której JZ dopiął w swoich recepturach, w kontrolowanym doborze dostaw i w produkcji. (W niektórych produktach jest minimalna ilość bezpiecznych dodatków technologicznych).

Po drugie – suplementów się nie bada klinicznie, bo to nie leki – są równoważnikiem żywności. Tej się tak nie bada. Owszem suplementy dopuszcza się  do obrotu, i te od JZ wszystkie miały urzędowe dopuszczenie. Ktoś sugerował, że np. mumio nie jest dopuszczone w Polsce do sprzedaży. To skąd tyle sklepów ten preparat sprzedaje? I nikt ich nie ściga?

Po trzecie – „badania metod”. Zięba cytując (w książkach i niektórych) filmach badania, właśnie powołuje wykonywane przez naukowców i opublikowane w czasopismach naukowych lub podręcznikach. To są jednak często badania „zakopane” na tyle, by prosto nie trafiały do świadomości lekarzy czy decydentów  medycznych.
Inna sprawa że  – jak wspomniałem wcześniej – nie wszystko co medyczne się bada (np. większość szczepionek przed dystrybucją nie bada się wg zasad klinicznych), a prawdopodobnie w ogóle do 50% badań jest nierzetelnych (jak wskazałem wcześniej). 
Wreszcie – to, co stoi na drodze biznesu farmacji, nigdy nie doczeka się badań, bo:
– to godziłoby w ten  biznes jeśli tani, skuteczny produkt naturalny wyparłby jakiś lek
– nikt nie wyłoży milionów na badania czegoś, czego nie można opatentować i nie można na tym zarobić (produkty naturalne)
– medycyna nie jest zainteresowana badaniem metod, które wyparłyby te, na których zarabia.

Nie nadużywałbym więc fetyszu nauki w medycynie farmaceutycznej (oczywiście oprócz badań podstawowych w samej medycynie i ugruntowanej wiedzy o fizjologii, anatomii, technikach chirurgicznych i ratunkowych itp.). Raczej odwołałbym się znów do skutecznej praktyki.
Na marginesie:  cenisz ogrom wiedzy medycznej – owe „tysiące testów i badań”,  wiele lat studiów by mieć zdanie na temat medycyny,  a nie chcesz  docenić tych lat dociekań JZ oraz zdobyć się osobiście przynajmniej na parę godzin by poznać co JZ pisze?

Co do kwalifikacji w sprawach onkologii – JZ nie musi być ekspertem jako popularyzator – wystarczy, że opiera się na pracach ekspertów. Tu nie różni się od wielu innych – także np. lekarzy ogólnych, którzy też odsyłają do specjalistów. Ma jednak parę przewag – ogarnia szerszy interdyscyplinarny horyzont, wie, że rak jest w większości ogólnoustrojową chorobą metaboliczną, czego specjaliści na ogół nie rozumieją lub nie chcą dostrzegać i z uporem walczą z symptomami a nie z tą przyczyną. I dlatego mają tak słabe wyniki w swej „walce”. O ile przeżywalność pięcioletnia powoli statystycznie rośnie dzięki nowoczesnym ale drogim lekom (nie bez skutków ubocznych), to już zgonów po 5 latach w tych statystykach się nie uwzględnia.
Jest powiedzenie rodem z informatyki dotyczące roli założeń pasujące tu do metodologii medycznych: śmieci na wejściu – śmieci na wyjściu.
Tutaj upraszczam, ale to daje do myślenia na wielu polach…
JZ zajmuje się suplementami, bo to one odbudowują naturalną odporność, która potrafi zarówno zapobiec nowotworom, jak i cofnąć chorobę, gdy wielu prominentów onkologii nie tylko nie robi nic w tym kierunku, a jeszcze dokłada organizmowi trucizn i obciążeń w postaci chemioterapii, naświetleń i ekstrakcji guza, co powoduje często przerzuty. Podobnie, nie uwzględniają, że za przerzuty odpowiadają komórki macierzyste, których te inwazyjne metody nie niszczą. Czy to są właściwe kwalifikacje onkologów, które tak wynosisz?
Wiadomo, że każdy posiada w ciele bardzo dużo komórek nowotworowych, rzecz w tym aby nie dać im się rozwinąć, za co odpowiada system immunologiczny. Stąd bierze się wielka nadzieja związana z nowoczesną immunoterapią, której metody przytaczane przez IZ wychodzą naprzeciw.  Parę godzin popularnej pogadanki JZ (5 odcinków na dziś), od której zaczęła się część niniejszej dyskusji, pokazała tylko zarys wiedzy prelegenta na te tematy.  …

JZ nie uchyla się od żadnych pytań, nawet „wysokich autorytetów”. Nieraz  proponował publicznie i w adresowanych listach konfrontację – nie było jednak odważnych lub zainteresowanych. Wygodne podejście zaocznych krytykantów, prawda?

JZ dla ułatwienia podaje w swoich książkach nie tylko autorów, tytuły i czasopisma naukowe cytowanych źródeł, a  gdzie możliwe  także adresy internetowe do publikacji, oraz  miejscami też QR-kody do artykułów – naprawdę łatwiej dla czytelnika już nie można, ale widocznie krytykantom się nie chce sprawdzić, ba  – nawet zajrzeć  lub „wiedzą lepiej”.

I na koniec pytanie:

… Skoro lekarze, naukowcy i politycy tak wszystko wiedzą, to dlaczego tak marnie wygląda stan zdrowia Polaków i mamy za 2018 r. rekord umieralności?

Ale to już dużo szerszy temat…

* Dopisek ex post: Na przełomie 2019/20 J. Zięba zaczął reklamy swoich produktów w Internecie. Stało się to po zamknięciu firmy w Polsce i uruchomieniu za granicą jej nowej odsłony


Podstawowe błędy w myśleniu

Poprawne rozumowanie jest tak rzadkie jak doskonałe zdrowie.
M. BLACH

 

Na początek krótkie wyjaśnienie skąd tu taki temat.
Obecnie na stronie/blogu www.StefanGarczynski.pl przygotowuję nową edycję książki autora Błąd. Źródła. Unikanie.
Była już kiedyś opisana w 2006 r. w starszej wersji strony – możesz zajrzeć do tego opisu, gdyż niewiele się zmieni – oprócz nowych powiązań i możliwości pobrania ebooka. Będzie też wkrótce wpis dotyczący nowej wersji mobilnej (4 formaty) – dostępnej bezpłatnie. To wartościowa i wciąż aktualna książka – chociaż wydana prawie 50 lat temu.
Traktuje o poprawnym myśleniu, przy czym mimo swej treściwości pomija niektóre trudniejsze zagadnienia w ujęciu np. logiki formalnej. Sądzę że Czytelnikowi, jako uzupełnienie, przyda się propedeutyczna wiedza na ten temat. Tym bardziej, że często obserwuję w sieci dyskusje o coraz niższym poziomie merytorycznym i formalnym. Niestety, sam czasami się na tym łapię… 🙂 więc przywołuję temat i dla siebie.
Tak się składa, że kiedyś prowadziłem rozbudowaną stronę (L-earn.net – już dość dawno nie istnieje), gdzie takie tematy były ważną jej składową. Z archiwum roku 2004 wyciągam swój artykuł-kompilację podstawowych wiadomości o błędach myślenia.  Oto on:


Podstawowe błędy w myśleniu

Istnieje wiele możliwych błędów rozumowania, z których można wyróżnić błędy logiki formalnej (tu odsyłam do kursów logiki lub do propedeutyki filozofii – warto znać rachunek zdań i inne podstawy logiki) oraz błędy będące wynikiem mniej lub bardziej świadomego czynnika ludzkiego. W przypadku działania świadomego, podobnie jak w praktyce iluzjonistów, w fałszywej logice ważny jest czynnik odwrócenia uwagi „ofiary”. Z reguły jego funkcję pełni element zgoła nieistotny w dyskusji, za to opatrzony ładunkiem emocjonalnym.

Obie klasy nie są rozłączne w tym sensie, że człowiek np. świadomie może stosować błędy logiczne dla zmylenia przeciwnika, lub stosować je nieświadomie z niedostatku wiedzy i „wyrobienia logicznego”.

Niektóre definicje z zakresu logiki

Antynomia (paradoks; ang. antinomy, paradox) jest to para zdań, z których każde w równym stopniu zasługuje na przyjęcie, lecz jednocześnie są one między sobą sprzeczne i dlatego nie można przyjąć obu.

Entymemat = wnioskowanie dedukcyjne, w którym jakaś przesłanka została przemilczana, najczęściej ze względu na jej oczywistość. Przesłanka entymematyczna, tj. niewypowiedziana w słowach, bywa niekiedy zdaniem, którego wnioskujący nie uświadamia sobie aktualnie. Zdarza się, że jest to zdanie fałszywe lub bezpodstawnie przyjęte. Stąd, ujawnianie przesłanek entymematycznych jest jednym ze sposobów wykrywania błędów.

Onus probandi (łac. ciężar dowodzenia). Mianem tym określa się regułę dyskutowania, mówiącą na kim w danej sytuacji dyskusyjnej spoczywa obowiązek uzasadnienia swego stanowiska. Przykładowo, gdy jedna ze stron wygłasza twierdzenie, a druga wstrzymuje się od zajęcia stanowiska, obowiązek uzasadnienia ciąży na zwolenniku tego twierdzenia.

Błąd formalny. Zwany jako non sequitur (łac. nie wynika). Dotyczy wnioskowania dedukcyjnego i popełniany jest wtedy, gdy z przesłanek nie wynika logicznie wniosek mimo uwzględnienia wszystkich przesłanek. Wnioskowanie, w którym popełniono błąd formalny, może (choć nie musi) prowadzić od prawdziwych przesłanek do fałszywego wniosku.

Błąd materialny (nieformalny). Błąd popełniony we wnioskowaniu wtedy, gdy przynajmniej jedna z przesłanek jest zdaniem fałszywym. Takie wnioskowanie może (ale nie musi) prowadzić do fałszywego wniosku. Gdy wnioskowanie obarczone błędem materialnym stanowi część składową jakiegoś dowodzenia, wtedy mówi się, żę w danym dowodzeniu popełniono błąd materialny.

Sofizmat

Ogólnie: na pozór logiczne, zachowujące pozory prawdziwości sformułowanie, które zawiera jednak błąd – często trudny do wykrycia.

 W dalszym ciągu przedstawimy w sposób możliwie popularny, bez naukowej klasyfikacji i wyczerpywania tematu, główne rodzaje sofizmatów i błędów w myśleniu.

Fałszywy dylemat (ang. false dilemma)

Założenie we wnioskowaniu, (mocno zwalczane w „School of Thinking”, o której piszę w osobnym artykule), że istnieją tylko dwie odpowiedzi w danej sytuacji, podczas gdy może istnieć wiele różnych odpowiedzi. Np. coś nie koniecznie musi być tylko złe lub dobre: dla kogoś dana rzecz jest dobra, dla innego zła a jeszcze dla kogoś innego – neutralna. Jest to błąd nazywany też fałszywą dychotomią, tj. wyłączenie możliwości pośredniej lub  dopuszczanie tylko dwóch skrajnych możliwości, a nie kontinuum możliwości pośrednich.

Plan krótkoterminowy kontra długoterminowy

Podtyp wyłączenia możliwości pośrednich.

Np.: „Dlaczego badać przestrzeń kosmiczną lub angażować się w podstawowe badania naukowe, skoro mamy tak duży deficyt budżetowy?”.

Argumentacja błędnego koła (łac. circulus vitiosus, ang. circular reasoning, begging a question)

Błędne koło w definiowaniu

  1. Idem per idem (to samo przez to samo), błędne koło bezpośrednie – użycie w definicji wyrazu definiowanego, np. „Logika jest nauką o myśleniu zgodnym z prawami logiki”.
  2. Błędne koło pośrednie – kiedy pojęcie A zdefiniowano przy użyciu pojęcia B, a do zdefiniowania pojęcia B użyto znowu pojęcia A (może być więcej tych etapów pośrednich, co znakomicie utrudnia wykrycie tego błędu), np. „Logika jest nauką o poprawnym myśleniu. Myślenie poprawne to myślenie racjonalne. Myślenie racjonalne to myślenie zgodne z prawami logiki”.

Błędne koło w dowodzeniu

Błąd polegający na przyjęciu za przesłankę tego, co ma być dopiero udowodnione, np. „X nie mógł popełnić tego błędu. Jest na tyle doświadczonym specjalistą, że nie mógł tego zrobić”.

Ekwiwokacja [łac]

Używanie tego samego słowa w coraz to innych znaczeniach, sprawiając jednocześnie wrażenie, że cały czas znaczy ono to samo (gdy poprawność wypowiedzi wymaga użycia go w tym samym znaczeniu, ilekroć występuje).

Polisemia [gr]

Wieloznaczność wyrażeń językowych, możliwość przypisania danemu wyrażeniu więcej niż jednej interpretacji semantycznej, np. w zdaniu: Boję się krytyki szefa, tj. ‚boję się krytykować szefa’ lub ‚boję się, gdy szef mnie krytykuje’. Polisemia jest regularnie właściwa pewnym klasom wyrazów oraz formom wyrazów (np. właściwe formom czasu teraźniejszego niektórych czasowników znaczenie aktualne: Jan tańczy, w sensie ‚…tańczy w tej chwili’, i potencjalne, np. w sensie ‚…umie tańczyć’). Polisemia konkretnych, pojedynczych wyrazów bywa zazwyczaj przedmiotem opracowania leksykograficznego.

Wieloznaczność wyrażeń

Cecha wyrażeń mających więcej niż jedno znaczenie, np. nazw homonimicznych (róża, zamek itp.); cecha ta dotyczy również wyrażeń złożonych (zdań), wówczas gdy mogą być różnie rozumiane, bądź ze względu na niejasność ich struktury, bądź ze względu na to, iż zawierają wieloznaczne wyrażenia.

Nieostrość wyrażeń

Cecha nazw, których zakres na gruncie danego języka nie jest ściśle ustalony (takich jak „młody”).

Non sequitor (łac. nie wynika)

Popełniany, gdy z przedstawionych przesłanek nie wynika wyprowadzony wniosek lub równie prawdopodobnie można wyprowadzić wniosek odmienny

Redukcjonizm (ang. reductive fallacy)

Redukowanie skomplikowanej idei do prostej, branie pod uwagę tylko wybranych aspektów i utrzymywanie, że to już wszystkie.

Fałszywe uogólnianie

Ktoś wysnuwa wnioski z wątpliwych lub nie związanych ze sprawą dowodów. Postępowanie to przybiera dwie formy:

Pobieżne/pospieszne uogólnienie (ang. hasty generalization). Ktoś wysnuwa wnioski na podstawie minimalnej wiedzy (niekoniecznie prawdziwej), na wyjątkowych lub tylko wybranych faktach, zanim jeszcze zbierze wszystkie fakty i dowody.

Szerokie uogólnienie (dieto simplicter}. Ktoś wysnuwa wnioski, stosując ogólną regułę do konkretnej sytuacji. Przykład: „Słyszałem, że ta część miasta jest niebezpieczna. Nie zawiozę tam tej paczki”. A przecież ulica, o której mowa, może być najbezpieczniejszą w mieście.

Tłumienie dowodów lub podawanie półprawdy

(chyba nie wymaga komentarza)

Sofizmat psychogenetyczny (ang. genetic fallacy)

Zakładanie, że jeśli ktoś wierzy w jakiś pogląd z przyczyn czysto psychologicznych, to jest to pogląd nieprawdziwy.

Przykładowo, niemiecki filozof Ludwik Feuerbach twierdził, że wiara w Boga jest tylko projekcją, wyobrażeniem ludzkich marzeń o potędze, dobru, miłości. Ludziom brakowało tych rzeczy, więc wymyślili sobie Boga, i teraz są szczęśliwi i spokojni. Można odbić piłeczkę i odpowiedzieć ateiście posługującemu się tym zarzutem, że nie wierzy on w Boga, gdyż bał się odpowiedzialności, drżał przed chwilą, kiedy stanie przed Sędzią, toteż wymyślił sobie, że nie ma Boga i teraz jest szczęśliwy, spokojny i dobrze mu się żyje.

Przyczyna, dla której ktoś w coś wierzy, nie musi mieć żadnego wpływu na prawdziwość tego poglądu.

Wykorzystywanie współczucia (argumentum ad misericordiam)

Ktoś odwraca twoją uwagę od słabych punktów swojej koncepcji, wprowadzając wzruszający wątek czyjegoś nieszczęścia. Przykład: „Trzydzieści milionów dzieci w wieku szkolnym nie jada wystarczająco pożywnego lunchu. Proszę poprzeć mój plan, a sytuacja ta się poprawi”.

Petitio principii [łac.]

Błąd w dowodzeniu, polegający na przyjęciu w nim za przesłankę zdania bezpodstawnie uznanego za prawdziwe.

Paralogizm [gr.]

Rozumowanie niepoprawne wskutek popełnienia w nim błędu logicznego polegającego na naruszeniu tych praw logiki, których respektowanie jest warunkiem koniecznym poprawności logicznej tej właśnie wypowiedzi.

Przykładowo, dowód jakiegoś twierdzenia powinien zawierać tylko przyjęte prawa matematyczne/logiczne a nie swobodne wyrażenia.

Naciągane wnioski (ang. special plending)

Pomijanie we wnioskowaniu materiału, który sprzeciwia się mojej pozycji, branie pod uwagę tylko faktów ją potwierdzających. (podobne do fałszywego uogólniania, ale z aspektem złej intencji).

Sofizmat rozszerzenia (ang. extension fallacy, knock the straw man)

Zachodzi gdy atakujemy przesadzoną i zniekształconą przez nas wersję twierdzenia przeciwnej strony (atakowanie tzw. „stracha na wróble”) czyli  twierdzenia, które w rzeczywistości nigdy nie zostało przez przeciwną stronę wypowiedziane.

Ignoratio elenchi (nieznajomość tezy dowodzonej)

Mechanizm podobny do sofizmatu rozszerzenia. Nieznajomość tezy dowodzonej i dowodzenie czegoś innego niż to, co ma być udowodnione.

Snobizm chronologiczny (ang. chronological snobbery lub „argue by clock”)

Uznawanie twierdzenia za prawdziwe lub nieprawdziwe tylko na podstawie jego wieku, np. ktoś może twierdzić, że jakaś teoria czy religia  jest prawdziwsza od innej dlatego że jest znacznie starsza.

Apel do niewiedzy (łac. argumentum ad ignorantiam)

Apel do niewiedzy – twierdzenie, że gdy nie udowodniono, że coś jest fałszywe, musi to być prawdziwe i odwrotnie (np.: „Może istnieć niewyobrażalnie wielka liczba innych światów, ale nie ma dowodów, że gdziekolwiek nastąpił większy rozwój moralny niż na Ziemi, tak więc nadal jesteśmy centralnym miejscem we wszechświecie”).

Tę niechęć do przyjęcia niepewności można skrytykować jednym zdaniem: brak dowodu na występowanie jakiegoś zjawiska nie jest dowodem na brak występowania tego zjawiska. Błąd ten popełniany jest także, gdy dyskutant widząc, że jego przeciwnik nie jest w stanie udowodnić swojego stanowiska, twierdzi: „W takim razie ja mam rację!”. Obie strony mają równy obowiązek udowodnienia swojego stanowiska. W logicznej dyskusji nie ma miejsca na coś takiego, jak zwycięstwo walkowerem.

Nadużywanie analogii (ang. misuse of analogy)

Dowodzenie czegoś przy użyciu analogii, często niewłaściwie dobranej.

Warto podkreślić, że analogia, podobieństwo niczego jeszcze nie dowodzi, może posłużyć co najwyżej do zobrazowania twierdzenia już udowodnionego.

Argument atakujący człowieka (argumentum ad hominem, argumentum ad personam)

  1. Uderzanie w osobiste braki dyskutanta, zamiast w prawdziwość jego twierdzenia.
  2. Wykorzystanie pozycji, z której przemawia nasz rozmówca, do uniemożliwienia mu pewnych sposobów argumentacji, choćby były one słuszne i prawdziwe („jako nauczycielowi nie wypada ci  używać takich argumentów”).

Atakowanie posłańca

Odmiana argumentum ad hominem. Przyjmuje dwie formy:

Atak na posłańca, znane też jako „Zatruwanie studni”
Negowanie prawdziwości twierdzenia tylko na tej podstawie, że głosi go ktoś, kto nie jest wiarygodnym źródłem informacji lub że należy odrzucić wszystko, co mówi dana osoba, gdyż jej morale, kompetencje, narodowość czy religia są nie takie, jak powinny być.

Atak na towarzystwo posłańca.
Ktoś twierdzi, że wszystko, co mówi dana osoba, jest nieprawdą, obraca się bowiem ona w nieodpowiednim towarzystwie.

Apel do ludzi, powoływanie się na autorytety (argumentum ad vere-cundiam, ang. appeal to the people)

Istnieją dwie wersje tej metody

Powoływanie się w dyskusji na popularne autorytety,  cytowanie eksperta.
Ktoś narzuca ci swoje poglądy, powołując się na autorytet w danej dziedzinie. W rzeczywistości bycie ekspertem nie oznacza, że posiadło się monopol na prawdę, w dzisiejszych czasach bowiem specjaliści w danej dziedzinie miewają skrajnie odmienne poglądy. Bywają też eksperci ukształtowani przez ideologię a nawet nieuczciwi. Często jest to także powoływanie się na autorytet zupełnie nieznany przeciwnikowi (a najczęściej wątpliwej jakości), co budzi jednak w nim przekonanie co do rzeczowości wnioskowania.

Cytowanie znanych osób.
„Znany ekspert podobno wspiera tę koncepcję…”. Jest w tym pewien haczyk, ponieważ chodzi o eksperta z innej dziedziny.

Nadto,  liczba wyznawców jakiegoś poglądu wcale nie świadczy o jego prawdziwości. Spotyka się argument „Wszyscy tak myślą/postępują….” Tu popełnia się kilka błędów – nieuprawnionej indukcji (oczywiście trudno sprawdzić że „wszyscy”), pospiesznego uogólnienia a także prawdopodobnie myślenia stereotypowego lub sloganowego.

Na marginesie można zauważyć jeden z mankamentów demokracji, w której zbyt schematycznie przyjmuje się, że większość ma rację, co oczywiście nie zawsze (a nawet rzadko) ma miejsce.

 Argument oparty na niekorzystnych następstwach

Np.: „Oskarżony w publicznie znanym procesie powinien zostać uznany za winnego, w przeciwnym przypadku będzie to zachęta dla innych mężczyzn, by mordowali swoje żony”. Takie następstwo nie jest jeszcze żadnym dowodem winy oskarżonego, a nawet jeśli mu się ją udowodni, to ważne są dowody a nie aspekt pozaprawny. (Aspekty społeczne powinny być uwzględniane przy tworzeniu prawa).

Sloganowe myślenie

Powoływanie się na popularne twierdzenia, przysłowia, jako na sądy prawdziwe i bezsporne, co nie zawsze jest prawdą.

Język emocjonalny

Najróżniejsze formy argumentacji, zmierzające do wpłynięcia na przekonania dyskutantów poprzez wpłynięcie na ich stan uczuciowy (spotkaliśmy się z tym przy sofizmacie ‚apel do ludzi’) – demagogia. Można tu podać całą listę tych sposobów „argumentacji”:

  • argumentum ad misericordiam – odwoływanie się do uczucia litości
  • argumentum ad vanitatem – wygłaszanie pochlebstw
  • argumentum ad baculum (dosł. ‚do kija’) – próba zastraszania dyskutantów
  • argumentum ad invidiam – wykorzystywanie uprzedzeń i zawiści dyskutantów
  • argumentum ad iudicium – odwoływanie się do zdrowego rozsądku („Człowieku! Myśl rozsądnie! W XXI wieku wierzyć w Boga?!”)
  • argumentum ad crumenam (dosł. ‚do mieszka’) – próba zyskania aprobaty poprzez mniej lub bardziej jawne przekupstwo

…czyli wszystko oprócz zajmowania się logiczną stroną argumentacji.

Subiektywizm

W odniesieniu do myślenia, przyjmowanie swego poglądu za powszechnie uznawany a przez to za prawdziwy.

Argument do przyszłości (ang. argument to the future)

Opieranie swojego twierdzenia na dowodach, których jeszcze nie ma, mimo że mogą się jeszcze kiedyś znaleźć (albo i nie …)

Błąd figuralnego myślenia

Dosłowne traktowanie terminów i stwierdzeń przenośnych.

Błąd przesunięcia kategorialnego

Stosowanie odnośnie jakiegoś pojęcia określeń nie mających do niego zastosowania, nie dotyczących go, np.

„Jakiego smaku jest kolor czerwony?”

Nieznane przez nieznane (Ignotum per ignotum )

Wyjaśnianie terminów przy użyciu inych, jeszcze bardziej niezrozumiałych zwrotów.

Dowodzenie następstw (ang. asserting the consequent)

Błąd o podobnym mechanizmie, jak argumentum ad ignorantiam. Popełniany jest, gdy rozmówca bezspornie udowodniwszy kilka punktów swojego twierdzenia mówi: „Sami widzicie, że mam rację!”. Zgadza się, ma rację, ale tylko w tych punktach, które udowodnił. Dalsze też wymagają udowodnienia.

Sofizmat ostateczny (ang. ultimate fallacy)

Odrzucenie wniosku na przekór materiałowi dowodowemu go potwierdzającemu; nie jest to tyle problem spowodowany brakiem wiedzy, ile problem moralny.

Karykaturyzowanie postawy

Zabieg w celu ułatwienia ataku danej osoby – przez ośmieszenie lub akcentowanie głoszenia przez nią niepopularnego poglądu np. społecznego. Może to być również wspomniany wcześniej błąd przeciwstawienia krótko- i długoterminowych planów: „Ekolodzy martwią się bardziej o kolorowe ślimaki i plamiste sowy niż o ludzi”.

Non causa pro causa [łac.]

Błąd zwany też błędem fałszywej przyczyny [‘nie-przyczyna zamiast przyczyny’], popełniany wówczas, gdy przyjmuje się w sposób nieuzasadniony, że jakieś zjawisko jest przyczyną innego.

To stało się później, związek jest więc oczywisty (post hoc ergo propter hoc)

Szczególny przypadek non causa pro causa związany z czasem.

Ktoś twierdzi, że jedno zdarzenie jest przyczyną drugiego tylko dlatego, że wydarzyło się wcześniej.

Mylenie współwystępowania z powodowaniem (np.: „Badania wykazują, że wśród absolwentów szkół średnich jest więcej homoseksualistów niż wśród mężczyzn z niższym wykształceniem, a więc wyższe wykształcenie powoduje homoseksualizm”).

Nonsens

Wyrażenie semantycznie (znaczeniowo) bezładne, którego poszczególne części występują w rolach niezgodnych z ich kategoriami semantycznymi (np. „róża lub leży”)

Błędne porównanie

Sprawca, chcąc zaciemnić sprawę, wysuwa argument będący porównaniem dwóch rzeczy, osób lub zjawisk, które nie dają się porównać.

Statystyka małych liczb

Wyciąganie wniosków z małej lub ze źle dobranej próby losowej. Wyciąganie wniosków statystycznych jest podatne na szereg błędów omawianych w kursach statystyki.

(Anegdotycznie: „Powiadają, że co piąty człowiek jest Chińczykiem. Jak to możliwe? Znam setki ludzi i żaden z nich nie jest Chińczykiem.”)

Niezrozumienie natury statystyki

Przykład: „Prezydent Dwight Eisenhower wyraził zdumienie i niepokój, dowiadując się, że połowa Amerykanów ma inteligencję poniżej średniej”. (taka jest natura średniej).

Nic nie znaczące pytania

Np.: „Co zdarzy się, jeśli niepohamowana siła spotka się z nieprzesuwalnym przedmiotem?”. Jednak jeśli istnieje coś takiego jak niepohamowana siła, to nie mogą istnieć nieprzesuwalne przedmioty i vice versa.

— *** —

Wyżej wymienione błędy dalece nie wyczerpują zakresu wad w myśleniu. Jest ono często ułomne przez niewiedzę, sytuację psychologiczną, uwarunkowanie fałszywym lub niepełnym paradygmatem *,  bywa myśleniem życzeniowym (wishful thinking), naiwnym/dziecinnym, skrępowanym ideologicznie, stereotypowym, zastraszonym itd., itd. Czasem myślenie zakłócone jest chorobą, nie koniecznie psychiczną.

Tymi sprawami zajmiemy się jeszcze w ramach działu „O myśleniu”. [był taki dział w serwisie]

Na koniec chciałby zwrócić uwagę na jeszcze jeden błąd myślenia – fetyszyzowanie logiki. Pełna poprawność logiczna nie jest ani łatwa ani zawsze nieodzowna („wszystko ma swoje miejsce i czas”). Nawet w  dowodach twierdzeń matematycznych, które uznawano za ścisłe, zdarzają się rewizje po latach. Logiczne myślenie jest tylko małym wycinkiem możliwości naszego mózgu. Logika wręcz ogranicza ten etap myślenia i działania, który nazywamy kreatywnością. Popełnianie błędów odgrywa ważną rolę w naszym doświadczeniu i uczeniu się, a błąd jest elementem „mechanizmu” wprowadzania korekt w działaniu.

—-

* paradygmat [łac. < gr.],. ogólnie uznane osiągnięcie naukowe, które w pewnym okresie dostarcza modelowych rozwiązań w danej dziedzinie nauki; paradygmatami są np.: system kopernikański, mechanika Newtona, teoria względności Einsteina. Potocznie paradygmatem nazywa się czasami  światopogląd stosowany przez naukę w danym okresie.

 

Źródła:

  • Mała encyklopedia logiki, Zakład Narodowy Imienia Ossolińskich, 1970
  • http://Apologetyka.com
  • Ruchlis Hy „Jak myśleć logicznie”,  KSIĄŻKA I WIEDZA, Warszawa 1999
  • Encyklopedia PWN
  • Carl Sagan „Świat nawiedzony przez demony”, Zysk i S-ka, 1999.

Opr. Leszek Korolkiewicz, redaktor www.L-earn.net

Niebezpieczny schematyzm

Tylko poszukiwanie prawdy czyni nasze życie ciekawym i pożytecznym.
Jerzy Jaśkowski

Tym razem nie będzie lapidarnie* – poruszę obszerny i ważny temat.

By jednak nie przeładować wpisu zarówno objętościowo jak i ilością wątków, niech ten wpis będzie wstępem do tytułowego zagadnienia, które sukcesywnie będę rozwijał w osobnych powiązanych artykułach.
Sukcesywnie, bo na dziś (15.10.19) tych powiązań będzie jeszcze niewiele i proszę Czytelnika o zaglądanie tu od czasu do czasu by sprawdził jaki jeszcze temat doszedł. Jeśli coś nowego się pojawi, to będzie o tym komunikat w poniższej ramce.

Aktualizacje (po 16.10.19)
Zmiany klimatu – co o tym sądzić (cz. 2 cyklu)
Naukowe kłamstwa

Natomiast co już teraz przygotowałem zobaczysz dalej  tutaj  (link do „spisu treści”).

O co chodzi z tym „schematyzmem”?

Człowiek (zwłaszcza myślący) nie jest maszyną, ale niestety – czy to przez natłok informacji, czy przez lenistwo i większe wygodnictwo jakie stwarza nasza cywilizacja, a może przez celowe programowanie – coraz częściej ją przypomina.

Przybiera to często formę prymitywnej, schematycznej reaktywności z eliminacją twórczej proaktywności (Covey) i osobistej refleksji.

W szkolnictwie stosuje się gotowce (narzucone programy nauczania), sprawdzanie wiedzy przez testy z góry ustalonymi możliwościami odpowiedzi (tylko jedna jest „poprawna”), ruguje się samodzielne myślenie. Niezależnie od tego człowiek reaguje na różne zjawiska pod wpływem swego światopoglądu wyniesionego nie tylko w wyniku edukacji, ale z domu i środowiska społecznego. Tworzy się tzw. druga natura człowieka – nawyki.

Popularna prasa bazuje na gotowcach agencyjnych.

Media publiczne i komercyjne w dużym stopniu są uzależnione od mocodawców i reklamodawców. Upolitycznienie powoduje jawną lub ukrytą cenzurę i narrację wg schematów partyjnych lub wspierających ich ideologii.

Niestety, nawet nauka została w dużym stopniu opanowana przez biznes i politykę, bo badania oraz utrzymanie uczelni i instytutów  jak i prowadzenie polityki kosztują. Dominują więc i tu schematy szybkiego zysku, krótkowzroczności i korupcji.

By utrzymać monopol na władzę, wpływy i zyski, wygodnie jest powołać jakąś doktrynę lub dogmat i utrzymywać ją tak długo jak się da.
Oczywiście doktrynerstwo nie sprzyja autentycznej nauce i postępowi. Krępuje, powoduje skostnienie, ale jest wygodne dla wykonawców, bo pozwala „jechać” na schematach-gotowcach  i nie wymaga własnego wysiłku.

Taki uniformizm, a od strony środowiskowej – konformizm.

W religiach i polityce stwarza fundamentalizm, kulty jednostek, jedynie słuszną linię, poprawność polityczną itp.

Gdy ktoś zaczyna podważać taki monolit następuje reakcja środowiska w postaci cenzury, ostracyzmu a nawet działań siłowych.
Gdy jednak to nie pomaga, stwarza się kłamstwa na poparcie swego stanowiska (czasem jest ono już u podstaw danej teorii lub tezy programu) lub co do intencji i racji oponentów.

Kłamstwo jest plagą  – nie tylko naszych czasów, ale obecnie ma najpotężniejsze w historii narzędzia i skalę oddziaływania przez media i inżynierię społeczną.

Schematyzm ma szereg form w przypadku indywidualnym jak np. działanie wg stereotypów myślowych. Jak wspomniałem, są one narzucone wychowaniem i swoim środowiskiem, kulturą, postacią edukacji, potem przyzwyczajeniem, wykorzystują uleganie łatwiźnie – jakby wg zasady minimalizacji energii – myśli, działań fizycznych, w tym bezkrytycznie przyjmowanie reklam i propagandy.
Zbyt polegamy na własnym niedoskonałym postrzeganiu lub zdawaniu się na opinie innych.
Człowiek często wypiera z umysłu prawdy dla siebie niewygodne lub hołduje jakimś wyobrażeniom, nieprawdziwym przekonaniom lub uprzedzeniom.

Powyższe wiążą się na ogół z małą wiedzą na jakiś temat,  co bywa zrozumiałe przy współczesnym natłoku informacji.
Jednak gorsza jest postawa – „nie wiem i nie chcę wiedzieć” albo – polegam tylko na wiedzy innych i to jest jedyna prawda. Gdy tak twierdzi naukowiec lub publicysta, to tutaj ignorancja żeni się z arogancją.

Niestety, współcześnie narasta jeszcze syndrom zamknięcia umysłu a nawet  percepcji na pewne zjawiska, które nie pasują do utrwalonego uprzedzenia, postawy, dotychczasowej prywatnej wiedzy. Jest to często podświadome uwarunkowanie, o czym obszernie pisze Igor Witkowski w paru tomach swego cyklu „Instrukcje przebudzenia”.

Uproszczone widzenie świata lub konkretnego zagadnienia jest schematem często sterowanym odgórnie.
Bywają naukowcy, którzy chlubią się powiedzeniem „nie wierzę w teorie spiskowe”, a sami je tworzą lub wierzą w te tworzone przez swoje środowisko.
Naukowość polega i na tym, że powinno się rozpatrywać wszystkie możliwości, nawet te, które wydają się dziwne.

To, że ktoś o czymś nie wie lub nie słyszał, nie oznacza, że to coś nie istnieje.

Jak w znanych złotych myślach Einsteina, że powtarzanie wciąż tego samego by uzyskać nowy rezultat jest głupotą, oraz że szereg problemów powinno być rozwiązywanych na poziomie wyższym niż ten na którym problem został stworzony.

Dlaczego schematyzm uważam za niebezpieczny?

Wspomniałem już o tym, ale powtórzę, że jednostronne patrzenie bywa powiązane z kłamstwem, a kłamstwo określiłem jako jedno z podstawowych zagrożeń jakie prześladuje nas od wieków, jest źródłem najróżniejszych patologii i zniewolenia.

Wspomniałem o nauce, która nie jest już nauką, gdy działa wg schematu dogmatycznego, de facto wprowadza przez to cenzurę oraz blokuje badania (skoro już coś „ostatecznie udowodniono”, to po co badać?). Tak jak powiedział Charles H. Duell w  XIX w.: Wszystko, co można było wynaleźć, już zostało wynalezione lub jak profesor fizyki Philipp von Jolly w 1874 r. odradzał młodemu Maxowi Planckowi studiowanie fizyki, ponieważ w tej dziedzinie już prawie wszystko zostało zbadane… Albo jak głosi się ex cathedra, że np. dana choroba jest „nieuleczalna”, co powoduje że studentom czy nowemu pokoleniu tak wyedukowanych naukowców nie przychodzi do głowy, żeby jednak spróbować ją wyleczyć. A już tym bardziej nie są już zdolni zaakceptować informacji że jednak ktoś tę chorobę wylecza.
W tym medycznym (ale nie tylko) przykładzie można znaleźć niebezpieczeństwa dosłowne – fizyczne, np. gdy promuje się lek, który raczej szkodzi niż pomaga.

Przy okazji warto przypomnieć jak wiele wynalazków i odkryć zawdzięczamy nonkonformistom, nawet pojedynczym ludziom, którzy szli pod prąd dominujących schematów, czy to w nauce, czy wobec władzy.
Zatem takie podejście degraduje naukę a przy okazji robi krzywdę ludziom pozbawiając ich zdobyczy rozwoju.
Ogólniej, to zatrzymuje rozwój cywilizacji w ogóle.

Świat potrzebuje teraz takich indywidualności i sygnalistów (whistleblowers) by wyrwać ludzi z uśpienia.

Schematyzm często ideologizuje to, co nie powinno być ideologiczne.
Stąd biorą się groźne społecznie podziały między ludźmi.
Jest to groźne zwłaszcza gdy ludzi krzywdzi, co i współcześnie nader często obserwujemy w postaci wykluczenia, szykan, hejtu, do zagrożenia życia włącznie.

Schematyzm ogranicza umysłowo, krępuje myślenie, jest ograniczeniem wolności. To brak szerszej perspektywy, otwartej głowy.

Obserwuję często opinie i wypowiedzi, z których wynika wyraźnie że „lemingi” (z różnych opcji politycznych i światopoglądowych) czytają/słuchają  chyba tylko swoje media i to raczej jakieś tendencyjne briefy, a może i nagłówki tabloidów – goniące za tanią sensacją, pełne kłamstw i w ogóle nie będące rzetelnym dziennikarstwem.
Powstaje z tego coś, co nazywam wiedzą ujemną. Najpierw trzeba odkłamać te fałsze by mieć poziom zerowy i dopiero budować wiedzę prawdziwą.

Jeśli już stosować jakiś schematyzm, to taki w którym stale: wątpimy i sprawdzamy u niezależnego źródła, kierujemy się rezultatami praktyki, dbamy o wolność i bezpieczeństwo jednostek, zadajemy pytania.
Jest dobre powiedzenie: Kto pyta, jest głupcem przez pięć minut; kto nie pyta, pozostaje nim do końca.

Są jeszcze inne aspekty potencjalnych niebezpieczeństw, co pokażę już w szczegółach  w ramach artykułów.

Wiedza stale się dezaktualizuje, pojawiają się nowe dowody za i przeciw, nowe odkrycia…

Zatem, i może tym bardziej nie wierz i mnie. Część moich dywagacji wzięła się z dyskusji z Czytelnikami. Jak zobaczysz staram się być wyważonym – biorę informacje z różnych stron, także od swych adwersarzy. Biorę od nich (gdy jest to możliwe)  to, co logiczne i uczciwe oraz poparte jeszcze innymi źródłami. Zachęcam do takiej postawy. Te dyskusje prowadzę z paroma osobami już od dość dawna na parę tematów. Zauważam u niektórych stałą tendencję, do zawierzaniu temu, co lansują środowiska naukowe, ich media i wtórniki prasowe. Teoretycznie słusznie, ale … te środowiska zbyt wpadają w optymizm i usypiają czujność.
Chciałbym być optymistą i jestem, ale na inny sposób – wierząc, że kłamstwo ustąpi miejsca prawdzie.

Jak powiedział Ryszard Kapuściński „Miło jest słuchać optymistów, ale to pesymiści są wiarygodni„.

Zgoda – nie jest to proste odróżnić co jest prawdą.
W tej sytuacji, wolę się mylić w imię ostrożności niż przyklaskiwać w imię naiwności.

Na tym blogu poruszam najróżniejsze tematy, ale pewne z nich bardziej pasują do innych miejsc.  Zatem znajdą się np. na blogu o książkach, na Facebooku (np. tutaj: https://www.facebook.com/MocWiedzy ) lub na stronie LepszeZdrowie.info.
To ostatnie miejsce wskażę przede wszystkim, ponieważ głównie właśnie zdrowiem się interesuję. Chociaż wydaje się że to dość wąska dziedzina, ale zahacza ona o sprawy nauki, polityki, spraw społecznych, stylu życia  – współcześnie wielu stref naszego świata.

Tropię zwłaszcza schematyzm medyczny – bezmyślne i bezduszne procedury sformułowane i egzekwowane przez urzędników na ogół bez rozpatrywania indywidualnych cech pacjenta, jego historii, wieku, wagi i stanu (wywiad).
Odbywa się to już powszechnie wg wzorca: „jednostka chorobowa” > lek > dawka. Prymat rutyny nad myśleniem.
A przy okazji niezrozumienie, że schemat „jednostka chorobowa” > lek na ogół nie działa, w tym sensie, że rzadko pojedynczy lek jest „na coś”. Trzeba zająć się nie tym „czymś” objawowym, lecz przyczynami choroby oraz ogólną odpornością organizmu. To ona przede wszystkim leczy poprzez sprawny system odpornościowy. W tym zakresie trzeba mu dostarczyć odpowiednich składników naturalnych i usunąć toksyny.

Nawiązując do wiedzy medycznej, to jestem zdania, że człowiek jest z jednej strony tak skomplikowaną holistyczną strukturą, a z drugiej tak doskonałą, że proste schematy nie pozwoliły nauce jeszcze odpowiedzieć na wiele pytań.
Zauważam, że szereg popularnych czasopism, które nominalnie, wg tytułów, deklarują to szersze spojrzenie, też nie ułatwią  rozeznania prawdy.
Przykładowo, „Holistic Heath”, „O Czym Lekarze Ci Nie Powiedzą”, „Lecz się Dietą” – chociaż pochodzą od jednego wydawcy i mają wspólnych redaktorów, to publikują często materiały wzajemnie sprzeczne. Z jednej strony korzystam, z drugiej obawiam się że czasem przemycany jest „koń trojański”, co jest jedną z form powszechnej manipulacji – trochę prawdy uwiarygodniającej nowe podejście, trochę informacji podtrzymującej status quo.
Albo jest to świadectwo, że redaktorzy sami nie są przekonani co prawdy. Pewną pomocą w takich przypadkach jest ustalenie kto jest właścicielem pisma lub przez kogo jest sponsorowane.

Tu przechodzę do konkretnych tematów. W nawiasach [   ] wskazuję przyczynki, które chciałbym jeszcze rozwijać. Najczęściej są to materiały napisane sporo wcześniej. Niektóre tematy jeszcze czekają, dojdą też nowe.

Wstępnie przewiduję pokazanie schematyzmu i jego aspektów w zakresie:

Technologia 5G – 5 Głównych uwag (uwaga – długie, mimo opuszczenia nowszych materiałów)

Bezwzględne dowierzanie oficjalnej medycynie, szczególnie w ujęciu czasopism medycznych i tzw. Evidence Based Medicine (EBM). [przyczynki]

Które książki mówią prawdę [przyczynek, głównie w zakresie medycyny]

Traktowanie konopi indyjskich na podstawie hasła marihuana [przyczynek z 2015 r.]

Zmiany klimatyczne [przyczynek, cdn., ale jest to na tyle duży temat, że przewiduję jeszcze co najmniej 2-3 odcinki +  zebrałem wiele materiałów do dalszego opracowania]

Pochopna ocena (długie, pokłosie dyskusji pokazujących schematyzm poprzez pochopne/powierzchowne oceny)

Uproszczenie Prawica-Lewica

Podsumowując – w tych omówionych obszarach przebija się napór ideologów postępu, przy czym o zabarwieniu lewicowym. Postęp, wg mnie, powinien służyć rozwojowi, dobru ludzi. Nieograniczony rozwój produkcji,  konsumpcji i eksploatacji planety niesie wiele zagrożeń.
Czy jestem więc ślepym przeciwnikiem postępu? Nie. Jestem przeciwnikiem ślepego postępu, który tych zagrożeń nie widzi lub bagatelizuje w imię doraźnych korzyści.

———-

*Lapidarnie, czyli krótko, to określenie względne. Temat, którego omówienie zasługuje na 100 stron, opisany na 20 stronach można potraktować jako ujęty lapidarnie, chociaż dla kogoś to już elaborat…

O blogowaniu i …

Dawniej pamiętnik skrzętnie się chowało, by nikt go nie zobaczył.
Dziś bijemy się o to,  by w postaci bloga był widziany przez jak najwięcej ludzi.
(zasłyszane)

Ta platforma, na której piszę (wordpress.com), jak wskazuje sama nazwa w domenie home.blog, służy blogowaniu. Tak została prawdopodobnie kiedyś pomyślana. Zatem – bloguję. Kiedyś tutejsze treści były na blox.pl – też platformie blogowej – do czasu gdy ją zlikwidowano.
Blogowanie zaś było pomyślane jako pisanie czegoś na kształt osobistego pamiętnika.
Tak było i u mnie na początku. Z czasem wordpress (w obu wersjach) przekształcił się w narzędzie, dzięki któremu wiele osób i firm tworzy strony internetowe, które służą nie tyle osobistemu blogowaniu, co różnym funkcjom typowym dla stron www.
W zasadzie chciałbym pozostać przy tej osobistej formule. Stąd tyle w moich wpisach prywatnych opinii, odczuć, refleksji.
Jednak czasem ulegam możliwościom napisania dłuższego artykułu, który ma ambicje „ponadczasowe”, tj. nie jest związany ze sprawami bieżącymi ani prywatnymi.
Podobnie dzieje się i na innym moim blogu poświęconemu książkom – http://nextboox.blogspot.com, gdzie np. ostatnio popełniłem dłuższy artykuł Które książki mówią prawdę?
Mimo dość uniwersalnego tematu – rozważaniu o książkach, które mają w zamiarze mówić prawdę lub obnażać fałsz i czy to w ogóle działa, to znów – są to osobiste refleksje, które nie każdy musi przecież podzielać.

Z kolei trzeci blog (już na wordpress.org) jest raczej klasyczną stroną internetową. Mam na myśli www.StefanGarczynski.pl – swoisty trybut pamięci dla pisarza (strona obecnie nieco zaniedbana w oczekiwaniu na dalsze opracowania książek jakie mam w planie przedstawić).

Wracając jednak do idei blogowania, to nadal poszukuję jakiegoś programu, który pozwoliłby mi prowadzić osobisty pamiętnik z dnia na dzień, ale nie publiczny i nie on-line, ale posiadający takie cechy jak: automatyczne datowanie, tagowanie, wyszukiwanie po tagach i datach, formatowania.

Co więc chciałbym przedstawić z bieżących spraw?

Jak zwykle z końcem miesiąca – krótkie resume nowości ze strony Lepsze Zdrowietutaj.
W skrócie:  Komunikat o zmianach, artykuły o tłuszczach nasyconych i smażeniu, o istocie i zagrożeniach od 5G, postulaty wyborcze, kim jest Neo, wybrane nowości z Facebooka, zapowiedź dalszych materiałów.

Wspomniałem też o zamiarze ograniczenia tamtejszej aktywności. Muszę się zająć dokończeniem rozpoczętych książek (zarówno pisanych jak i do przeczytania) i innymi sprawami. Ale … będę musiał się mocno dyscyplinować – codziennie rano wstępuje we mnie jakiś demon pisania – jest tyle tematów do poruszenia i skomentowania… Często noc przynosi dziesiątki myśli i pomysłów. Niektóre notuję, idą w większości „do szuflady”.  Są i inne ogólniejsze sprawy w nurcie coraz szybszych zmian na świecie – zajrzyj do poprzedniego wpisu Czas ujawnień?

Zbliżają się wybory parlamentarne. Sformułowałem wybrane postulaty jakie proponuję (znów osobiście) kandydatom, które mogą zdecydować o moim poparciu – wpis Czego oczekuje od polityków?
Czy widzisz te sprawy podobnie? Na ile się zgadzasz i z czym z przedstawionej listy?
Wiele z tych postulatów odnosi się do spraw zdrowia.

Na zakończenie – piszę to w czasie Międzynarodowego Dnia Kawy (29.09.19).
Celebruję dobrą kawą – życie jest za krótkie na picie tych marnych…
Zapraszam na Spotkania Przy Kawie (vel Kawa Na Zdrowie).

Smacznego i pięknej jesieni!

Błąd strategiczny Polski?

Główna narracja związana z właśnie podpisanym porozumieniem z USA pełna jest pochwalnych pień – nie tylko ze strony zwolenników obecnej polityki rządu ale także i ze strony wielu ludzi z opozycji. Być może słusznie – nie mam wglądu do tajników obecnej dyplomacji ani szczegółów porozumienia, ale czy na pewno i bezwzględnie?

Czy nie ma w tym ryzyka? Oto moje prywatne spojrzenie – szersze.

Może być nim zbytnie poleganie na sojuszu z USA. Przynależymy do Europy, której USA nie lubią (i której dyktują sankcje ekonomiczne), zresztą wzajemnie. W tej europejskiej rodzinie stajemy się pod tym względem prawie wrogiem wewnętrznym, podobnie jak z punktu widzenia Rosji. Wiążemy się z prymitywną kulturą (w porównaniu z europejską) i cywilizacją akcentującą siłę oraz przewroty i spiskowanie jako główne narzędzie polityki. USA praktycznie są rządzone przede wszystkim przez mafie bankierów i celebrytów żydowskich, którzy wspierają siły nieprzyjazne Polsce.
Chociaż UE nie jest doskonała, to gdybyśmy umiejętną polityką zmienili ją bardziej w federację niezależnych państw oraz utrzymując poprawne, ale nie wasalne związki z USA – wyszlibyśmy na tym lepiej. Mając wątpliwości czy Rosja faktycznie nam zagraża w aspekcie militarnym (Europa generalnie nie wykazuje takich obaw), sądzę że wydatkowanie olbrzymich kwot na uzbrojenie może być tylko zaspokojeniem amerykańskiego biznesu zbrojeniowego przy jednoczesnej małej użyteczności obronnej. 
Mam na myśli to, że gdyby  Rosja tylko rzeczywiście tego chciała, to dawno i łatwo by militarnie nas podbiła (ale nigdy o tym nie było nawet sygnałów) oraz że obecnie wojnę prowadzi się skuteczniej innymi środkami. A co do uzbrojenia to Rosjanie mają  w naszej okolicy środki skuteczniejsze niż Amerykanie, w tym na tyle tajne i nowatorskie, że wyprzedzają cały świat (?). W tym kontekście uzbrojenie konwencjonalne to pewnego rodzaju atrapa, użyteczna w lokalnych konfliktach i raczej jako straszak.

Także zależność ekonomiczna od USA (nie mówię o normalnym handlu) nie jest dla nas korzystna. Między innymi to inne normy jakości – przykładowo dla żywności gorsze niż nasze. To większa globalizacja a zatem uzależnienie. Sprowadzane gazu LNG ma bardziej wymowę propagandową niż jest realnym czynnikiem dywersyfikacji dostaw paliw. To mały procent potrzeb. Długoterminowe kontrakty na LNG mogłyby być absurdem, bo w realnym czasie jesteśmy w stanie opanować ekonomiczną technologię podziemnego zgazowywania węgla, co przy polskich olbrzymich głębinowych  zasobach uczyniłoby nas całkowicie niezależnym energetycznie państwem a nawet eksporterem gazu.

A propos pytanie: czy i ile gazu USA importują skoro są jego eksporterem?

Zatem refleksja: czy USA prowadzą wojnę na bliskim wschodzie ze względu na ropę i gaz, jak się często stereotypowo sądzi? Myślę, że nie przede wszystkim – chodzi o polityczne wpływy w regionie oraz wspieranie interesów żydowskich. Zauważmy przy okazji, że o ile my mamy płacić za amerykańskie uzbrojenie i utrzymanie baz, to Izrael otrzymuje od USA corocznie miliardy dolarów na zbrojenia. Wymowne.

A co do energetyki  – bardzo niepokoi mnie kontrakt na elektrownię atomową.
O absurdalności tego kierunku pisałem kiedyś np. w ramach artykułu Co z tą energetyką?  Tamże o energetyce rozproszonej, na którą powinniśmy postawić.

Podobnie jak porozumienie co do współpracy w zakresie służby zdrowia. Kto czyta moje teksty to wie, że  jestem szczególnie ‘cięty’ w tym zakresie. USA – pomimo największych na świecie nakładów na zdrowie jest najbardziej schorowanym społeczeństwem. Ich miliardowy program walki z rakiem poniósł fiasko. Wzorowanie się na amerykańskich rozwiązaniach zdrowotnych często prowadzi donikąd a kosztuje bardzo słono. To ich kolejna szansa na  biznes, wcale nie jednoznaczny z polepszeniem naszego zdrowia, i korumpowanie naszych decydentów okruchami z tego biznesu.

Wracając do stosunków między Polską a USA, to nie należy się zbytnio łudzić „przyjaźnią”, bo w polityce ważą interesy. A nasza przyjaźń ma probierz w postaci ciągłego wymogu wiz do USA (bodajże jedyny przypadek Europie). Mówi się o kryterium wskaźnika odrzuceń wizowych, który musi przedtem spaść poniżej pewnego poziomu. Zachodzi jednak pytanie: dlaczego ten wskaźnik jest duży? Podejrzewam że nie o zachowanie Polaków chodzi, ale o antypolskie nastroje w USA, a przynajmniej wśród tamtejszej administracji.

Podobnie takim negatywnym testem przyjaźni jest wspieranie przez USA roszczeń za mienie bezspadkowe … Zachowanie ambasador G. Mosbacher pokazuje jak Polska jest instrumentalnie traktowana.

Ogólnie nasze usilne zabieganie o … niesuwerenność nie licuje z silną pozycją Polski.  Bo jak inaczej nazwać dopraszanie się o stacjonowanie obcych wojsk? Może być użyte jako narzędzie polityki amerykańskiej, nawet w charakterze szantażu. A do tego jeszcze mamy za to płacić, gdy raczej za użyczenie terenów, mediów i aprowizacji powinniśmy wymagać kompensaty.

Wydatki te powinny pójść na większe nasze dozbrojenie i rozwój WP, a nie uzależnienie od obcej siły. Zauważmy, że nawet zakup bardzo drogich myśliwców F-35 (konstrukcja z 2006 r. z dalszymi modernizacjami, które nie stanowią podstawowej potrzeby obronnej polskiej armii i wciąż odnotowują niesprawności oraz będą dostarczone dopiero za parę lat) poprzez kody źródłowe awioniki i uzbrojenia będą tak czy inaczej kontrolowane z USA, z możliwością blokowania włącznie.  Może nie koniecznie te samoloty są w pełni amerykańskie, bo wiele podzespołów jest produkowanych przez Chińczyków. Jeśli Chińczycy produkują, to mogą tam umieszczać swoje czipy (?) a informacjami dzielić się z Rosją.  Nadto –  to broń ofensywna dalekiego zasięgu  (1700 do 2220 km) – kogo będziemy atakować? 
Podobnie rakiety. Gdy wspomniałem o tajnych broniach rosyjskich miałem na myśli także środki elektroniczne, które potrafią sparaliżować całą tę wysublimowaną technikę.
Już te parę czynników daje do myślenia czy to trafiona inwestycja, czy nie lepiej byłoby rozwijać naziemną broń przeciwlotniczą?

Nie wydłużając tego wpisu, bo można by jeszcze sporo dodać – mam szereg wątpliwości czy ślepe poleganie na Ameryce nie jest naiwnością  naszych polityków.

Opinie jak wyżej są głupio komentowane jako prorosyjskie. Nie mam nic wspólnego z Rosją podobnie jak bardzo wielu komentatorów, którzy mają podobne zastrzeżenia.

Obym się mylił, bo Polsce potrzebny jest dobry sojusz.

[publikowane z opóźnieniem ze względu na brak dostępu do Internetu z wakacji, co może skutkować także kłopotem z przesłaniem całości…]

Lepsza polska energetyka

Bez wiary potykamy się o źdźbło słomy, z wiarą przenosimy góry.
Soren Aabye Kierkegaard

geoteria - mapa
Złoża gorących wód są prawie pod całą Polską (kolor pomarańczowy)

Tytułowy temat „dręczy” mnie coraz bardziej wobec „jakiejś” monstrualnej indolencji kolejnych rządów w Polsce gdy planuje się naszą gospodarkę. Wziąłem w cudzysłów „jakiejś”,  bo domyśłam się przyczyn, o czym dalej.

Temat jest szeroki – dotyczy zasobów naturalnych, dyrektyw unijnych co do OZE (Odnawialne Źródła Energetyczne) oraz krajowych działań w tym zakresie, polskiego górnictwa i skandali z tym związanych, mitologii CO2 jako głównego czynnika zmian klimatu, nagonki na wiatraki, polityki antysmogowej, elektromobilności itd.
Dziś nie poruszę wszystkich tych tematów – wskażę głównie na geotermię.

Oprócz innych miejsc (np. Energetyka rozproszona, głupcze!) o energetyce pisałem już i tutaj – znajdziesz po tagu energetyka.

Przypomnę np. że ostatnio we wpisie Świat Polskich Odkrywców pisałem o ciekawych rozwiązaniach efektywnego spalania – zarówno paliw jak i odpadów. Osiąga się sprawność (wg  konstruktorów)  do 97%! i bardzo małą emisję pyłów, CO2  i szkodliwych substancji.
W Lapidaria listopadowe było o COP24, a we wpisie Koniec lata o naszych zasobach surowcowych, w tym energetycznych, gdzie powołałem materiał
Wybudźmy się z letargu medialnego: bogactwo albo pauperyzacja – skala zagrożeń bezpieczeństwa energetycznego

Tam Krzysztof Tytko ujawnia  prawdę i przekręty w sektorze energetyki i zasobów naturalnych.
Podobnie tutaj Komisja śledcza za grabież polskich złóż.
A z narady środowisk niezależnych – Wrocław – 29.X.2017 (Obywatelski Komitet Obrony Polskich Zasobów Naturalnych) – Marek Adamczyk, Krzysztof Tytko, Zbigniew Martyniak – https://youtu.be/IgtYSkvOlTk.

Jest zatem wiele materiałów – nie wymieniam wszystkich, bo teraz przechodzę do tematu bieżącego – geotermii.
Chociaż, przepraszam – „bieżącego”  … od dziesięcioleci.
Oto przykładowo audycja w TVP2 z 2009 r. podczas której Jan Pospieszalski dyskutuje ze specjalistami:
prof. Mariusz Orion Jędrysek, prof. Jacek Zimny, prof. Ryszard Kozłowski, Witold Maziarz –
https://vod.tvp.pl/video/warto-rozmawiac,przyszlosc-polskiej-energetyki-29012009,287898
(niestety trzeba przebrnąć przez długie reklamy i nie zrażać się ew. komunikatem o niedostępności).
Linki przy nazwiskach kierują do stron dyskutantów lub innych miejsc w sieci, gdzie znajdziemy dużo ciekawych materiałów o tych osobach, ich pracach i poruszanych tu zagadnieniach).

Telegraficznie:
Polska stoi na bogatych  złożach wód termalnych – wg ocen pokrywających z nawiązką (do 150 razy) krajowe potrzeby. Jest wykonanych ponad 30 000 odwiertów. Ich wykorzystanie (choćby częściowe) dla ciepłownictwa uwolniło by obciążenie istniejącej energetyki od potrzeb importu ropy i gazu, a dodawszy nasze  duże pokłady tych surowców oraz podziemną gazyfikację węgla (na wodór i inne gazy palne – dla energetyki o większych mocach) spowodowałoby że stalibyśmy się docelowo eksporterem na większą skalę niż Kuwejt.
Mowa jest też o energetyce rozproszonej (odpada przesył i uzależnienie od molochów energetycznych), o balneologii, o ośrodkach SPA, które mogłyby zarabiać na turystach, służyć zdrowiu, itd.

Minęło 10 lat, były raporty i plany_rozwoju – np. http://bit.ly/EnergPL i co mamy dziś?
Nawet gdyby, zważywszy pewne trudności techniczne, wykorzystać tylko część tych możliwości – moglibyśmy być przynajmniej samowystarczalni a docelowo europejskim potentatem energetycznym.

Energetyka ma dla nas znaczenie strategiczne nie tylko w świetle aktualnego „bezpieczeństwa energetycznego” ale w budowie naszej siły gospodarczej a zatem i politycznej. .

Co do złóż i technologii oczywiście należy  uwzględnić koszty dotarcia, które w niektórych rejonach będą duże, a w innych złoża są już na wyciągnięcie ręki – to kwestia odpowiedniej polityki energetycznej i ew. pomocy państwowej. Podobnie z technologią – tu moglibyśmy stać się pionierem i trendsetterem. I zarabiać na tym dodatkowo, uruchomić komplementarne innowacje, uwolnić się od obciążeń z powodu opłat emisyjnych.
Decydowałby rachunek ekonomiczny w szerszym kontekście, ale jeśli możemy zyskać np. teoretycznie 10 razy więcej niż mamy, to nawet osiągnięcie 2 razy więcej byłoby świetnym osiągnięciem. Potrzeba tylko determinacji, odwagi, wiary …
Niestety rządy jak dotąd bagatelizowały/sabotowały (?) ten olbrzymi potencjał.

Ech, polityka

Chyba kluczem jest dewiza „Nie pytaj jak i komu możesz pomóc, ale komu zaszkodzisz” – tak +/- działali u nas politycy. Oportunizm. Ale opportunity znaczy też szansa. Jest zdradą stanu/Narodu nie skorzystanie z tak wielkiej.
Domyślam się że chodzi o interesy obecnych potentatów energetycznych, zwłaszcza tych którzy są powiązani z zagranicą. Także interesy zagranicznych koncesjonariuszy naszych złóż, którzy mają nadzieję sami je eksploatować albo je unieruchomić by nie stanowiły  konkurencji.
Mam nadzieję, że ten zgubny i niemądry kierunek w polityce będzie odwrócony. Chyba że już za późno? W każdym razie dotychczasowa krótkowzroczna a prawdopodobnie i korupcyjna polityka już poczyniła wielkie szkody w naszym majątku i zabrała nam lata rozwoju. Im dalej będziemy brnęli w głupotę i dalsze nietrafione pomysły strategiczne, tym będzie trudniej i drożej.

Wśród polskich aktualnych polityków znam niewielu, którzy się o tym wszystkim wypowiadają. Oprócz posła Jarosława Sachajko zwrócę uwagę na Jacka Wilka (obecnie w ramach Konfederacji).

Z ostatnich dni – poseł Wilk był gościem na jednym z „wieców” wyborczych Roberta Biedronia  na Śląsku, gdzie ku zaskoczeniu prowadzącego zyskał zainteresowanie a nawet aprobatę dla tezy o wartości węgla dla naszej gospodarki – przy wykorzystaniu jego gazyfikacji. To był przykład jak świadomość tego rozwiązania jest mała i należy to zmieniać. Nagranie: https://www.facebook.com/JacekWilkPL/videos/811423522590263/

Powtarzam – jesteśmy bardzo bogaci w surowce i moglibyśmy się stać jednym z liderów energetycznych i w powiązanych technologiach.

Patriotyzm

W całym życiu szanuj prawdę tak,
by twoje słowa były bardziej wiarygodne od przyrzeczeń innych.
Sokrates

Trzy święta 1-3 maja w połączeniu z rocznicami unijnymi i NATOwskimi to szerokie tło do dyskusji o patriotyzmie. Postaram się być zwięzły (nome-omen – lapidarny), chociaż już zasugerowałem szerokość tematu.

Manifestacje charakteryzują się hasłami, na sztandarach i transparentach zobaczymy ich wiele. Dla jednych Unia to zło, bo zabrała nam suwerenność i traktuje nas z góry, dla innych to nobilitacja i nasze naturalne miejsce. NATO dla jednych to gwarancja bezpieczeństwa, dla innych źródło napięć z Rosją, itd.
Każdy ma część racji, a spojrzenia z różnych stron są korzystne, zwłaszcza gdy wszystko próbuje się stawiać na jedną kartę, co nie jest dobre w polityce, która musi rozpatrywać różne scenariusze.

Doświadczenie boleśnie pokazuje, że hasła nader często są tylko hasłami, których się nie realizuje. Nabieram(y) nieufności do każdej propagandy. Mało jest takiej, która mówi całą prawdę i tylko prawdę.
Podobnie do pewnych gestów i pseudodziałań jak słynne już protestowanie przeciw przemocy przez kokardki, malowanie chodników czy twarzy.
I tym razem będą kotyliony, chorągiewki, baloniki, dekoracje. To ma swoje miejsce i zawsze uświetniało święta, ale nie to jest najważniejsze.
Patriotyzm widzę głównie w realnych działaniach, bardziej u podstaw a nie fasadowych, będących grą pozorów.
Rację mają ci, którzy kładą nacisk na naszą siłę gospodarczą. Ale droga realizacji tego postulatu powinna być mądra i wykorzystująca nasze potencjalne możliwości, które się przemilcza. Pisałem o tym wielokrotnie, tutaj np. we wpisie Olbrzymie bogactwa Polski.
Działanie przeciwne nie jest patriotyczne, jest wręcz zdradą.
Tak jak korupcja, nepotyzm, rózne patologie, które służą tylko politykom i oligarchom a nie krajowi i Narodowi. Uczciwy stosunek rządu do obywateli, do przedsiębiorczości, własnego przemysłu i zasobów, to probierz patriotyzmu.

Z drugiej strony politycznej – postulat szybkiego przyjęcia euro też nie świadczy o patriotyzmie, ponieważ pozbawi nas możliwości przynajmniej częściowej  niezależności od globalnej finansjery, zlikwiduje nasz bank emisyjny i obniży stopę życiową.
Nie podzielam prounijnego entuzjazmu, zwłaszcza widząc dokąd UE dryfuje, chociaż z pragmatycznego punktu widzenia trzeba w niej budować naszą pozycję i korzystać z praw.

Przy okazji przypomnę fragment z art. Dziewczyna i uśmiercanie kultury, by podnieść wątek naszego dziedzictwa i miejsca w kulturze europejskiej.

Tutaj może zaskoczę poniektórych salonowych chwalców Gombrowicza i  euroentuzjastów.
Oto co pisarz sądził o naszym miejscu i roli w Europie:

„Nie będziemy narodem prawdziwie europejskim, póki nie wyodrębnimy się z Europy – gdyż europejskość nie polega na zlaniu się z Europą, lecz na tym, aby być jej częścią składową – specyficzną i nie dającą się niczym zastąpić, […] tylko przeciwstawienie się Europie, która nas stworzyła, może sprawić, że staniemy się w końcu kimś… o własnym życiu”.

„… Uderzcie raczej w sztukę europejską, bądźcie tymi, którzy demaskują, zamiast podciągać się do cudzej dojrzałości, spróbujcie raczej ujawnić niedojrzałość Europy. Postarajcie się zorganizować wasze prawdziwe odczuwanie, aby uzyskało byt obiektywny w świecie, znajdźcie teorię zgodną z waszą praktyką, stwórzcie krytykę sztuki z waszego punktu widzenia, stwórzcie obraz świata, człowieka kultury, który by był zgodny z wami.”

Bardzo niepokoi też jeden sztywny (naiwny?) wektor polityki zagranicznej, która – jak mówi wielu krytyków – prowadzona jest „z pozycji klęcznika” i  może sprowadzić na nas takie uzależnienie, że o żadnym patriotyzmie już nie będzie mowy.
Także stawianie na kulturę judeo-chrześcijańską jest antypatriotycznym nieporozumieniem, bo nie istnieje takie zwierzę (przeciwstawny kanon moralny i odwieczny konflikt).
Wiąże się to z wciąż istniejącą antypatriotyczną polityką historyczną, która niby się zmienia, ale raczej fasadowo, w daleko niewystarczającym stopniu.

Wreszcie o patriotyzmie świadczy też nasze szkolnictwo (obecnie słusznie wraca akcent na historię, niestety za dużo tematów i prawd nadal jest przemilczanych lub opisywanych pod bieżącą ideologię), kultura współżycia społecznego (tworzenie więzi sprzyja sile Narodu i państwa) oraz po prostu języka  – spójrz na artykuł Patriotyzm a język.
Można by jeszcze sporo o tym wszystkim,  ale już te parę myśli skłania do dalszych … przemyśleń.
Kocham Polskę i leży mi na sercu by nie było sytuacji jak w sarkazmie
S. Garczyńskiego: Uniesiony patriotyzmem opuścił kraj.

Obnażenie

Marne jest życie ludzi, którzy kłamstwo stawiają wyżej od prawdy.
Ezop z Frygii

𝙋𝙄𝙇𝙉𝙀❗ Jerzy Zięba punktuje kłamstwa i manipulacje mediów, niekompetencje „naukowców” oraz nadużycia i głupotę organów państwowych w ziązku z zamknięciem firmy Visanto. Będą procesy wobec winnych („ekspertów”, Rzecznika Praw Pacjenta,…). Sprawa rozwojowa.
Pan Jerzy ma niesamowite wsparcie społeczne. Przy okazji wychodzą niepokojące aspekty polityczne. Wysłuchaj do końca. Gruba sprawa.
Podaj dalej.

(alternatywnie tutaj)

Banana Story

Głupota nie jest zabroniona, ale żeby nią epatować?

Krótka refleksja na temat obecnych wydarzeń wokół wystawy w Muzeum Narodowym, ale nie tylko.

Sporną wystawę widziałem już kiedyś w Centrum Sztuki Współczesnej (Zamek Ujazdowski). Myślę, że było to odpowiedniejsze miejsce
dla takiej ekspozycji niż Muzeum Narodowe.
Chociaż „dzieło” (jak teraz się to określa) było kontrowersyjne, to na tle innych podobnych z CSW nie wyróżniało się tak bardzo swoją wymową. Ilekroć tam bywałem, ekspozycje wzbudzały niesmak i estetyczny protest.

Skomentowałem to kiedyś we wpisie Dziewczyna i uśmiercanie kultury?
gdzie pisałem:

„…czasem odwiedzam Muzeum Sztuki Współczesnej w Warszawie i prawie zawsze wychodzę mocno zdegustowany.
Jakieś obsceniczne instalacje, trywialność, wulgarność, bazgroły, bylejakość rzemieślnicza, nieudolność, epatowanie brzydotą, sadzenie się na oryginalność która nie służy żadnemu uczuciu oprócz żachnięcia się lub obojętności…”.
To dzieje się właśnie w placówkach dotowanych z podatków.
Olbrzymia sala, pośrodku jakaś jedna pseudorzeźba lub coś rozsypanego na podłodze, kilka pilnujących strażniczek muzealnych (ze zdziwieniem w oczach, że ludzie przychodzą to oglądać) – czy to dobrze zagospodarowane środki na kulturę?

Jest to tylko fragment szerszej wypowiedzi o kulturze a tytuł wpisu nawiązywał do skandalu w związku z głośnym spektaklem Śmierć i dziewczyna w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Odwołuje się tam jeszcze do wpisu Brigitte Bardot Bardzo… – też traktującego o upadku kultury. Polecam oba artykuły aby tutaj się nie powtarzać.
——

Zresztą nie tylko CSW tak zniesmaczało. Odwiedzając Zachętę miałem podobne wrażenia i nie była to zachęta do sztuki.
Co do Zachęty i CSW nadmienię, że gdy byłem tam ok. dwa tygodnie temu, już nie odniosłem tak negatywnego wrażenia – widać dużo zależy od kuratorów i dyrektorów tych instytucji.
Historia ekspozycji Natalii LL jest długa i ma swoje miejsce w dziejach sztuki współczesnej. Tutaj dla mnie jest to pretekst do refleksji ogólniejszej. Obecne wydarzenia układają się w serię prowokacji, przy czym wychodzą one poza schemat prowokacji czysto artystycznej. Wśród nich bodajże najgłośniej było ze sztuką Klątwa w Teatrze Powszechnym w Warszawie.
Widać, że w każdym przypadku występowało liczne angażowanie się celebrytów, (pseudo)artystów i polityków.
Celebryci mieli okazję do pokazania się, niektórzy artyści być na afiszu i podtrzymać problematyczną wartość podobnej swojej sztuki, politycy wykorzystywali sytuację by dowalić swojej opozycji. Jest zadyma – warto się podłączyć. A może raczej ukartowana akcja?
Nie chcę tu wchodzić w politykę, bardziej uderza mnie degrengolada w ramach samej kultury. Podnosi się sprawę wolności artystycznej, co jest słuszne, ale nie widzi się zasadniczego aspektu estetyki i smaku. Zamiast tego często mruganie okiem w kierunku ludycznych i najniższych gustów, skojarzeń nie zawsze zamierzonych.

I jeszcze inna niepokojąca obserwacja dotycząca … kobiet. Generalnie szanuję, ale coraz częściej widzę, że pracują na odmienne uczucie. Pewnie podpadnę za adres i dosadność, lecz trudno nie widzieć faktów. Jedzenie i ssanie banana, wypluwanie płynu na podobieństwo spermy kojarzy się dość jednoznacznie. Kto demonstruje pozy z bananami w ramach solidarności z artystką? Głównie kobiety. Czyżby tak bardzo im się TO podobało…?
Niedawno mieliśmy spektakl żenujących poziomem spektakli artystyczno-dydaktycznych (?) w trakcie strajku nauczycieli. Kto tam głównie się popisywał?
Nauczycielki.
Czy to nie głupota? Przecież młodzież zapamięta te wygłupy i szacunek do nauczycieli jeszcze bardziej zmaleje, a ekscesy jednych nauczycieli względem drugich wywołały podobne wrażenie, także na rodzicach.
Jest też w szkołach napór genderyzmu i wzorców LGBT, co dopełnia niewesoły obraz.
Na ogół te same środowiska, obecnie opozycyjne, afirmują „ubogacanie kulturowe” ze strony południowych nachodźców, a nawet widzimy różne panie z transparentami „zapraszamy”.
Wracając do instytucji – państwowe muzea, teatry i szkoły to miejsca publiczne, utrzymywane w znacznej mierze z pieniędzy podatników, mające też misję wychowawczą.
Nie jestem za usztywnianiem postaw prawicowych i purytańską przesadą, ale widać jak przez seksualizację życia, zwłaszcza wśród dzieci, przez obniżenie poziomu sztuki, dyskusji i zachowań – idea Gramsciego, by uderzyć w kulturę dla zdemoralizowania i rozbijania społeczeństwa ma się wciąż dobrze. A nawet przybiera na sile.
Niepokojące.