Marnotrawstwo

Świat zamienia się w śmietnik, co jest pochodną śmietnika w głowie.
L. Korolkiewicz

marnotrawstwo żywności

Tytułowy temat zasługuje na sporą książkę, ale tutaj lapidarnie (podobnie jak kiedyś o marnowaniu pieniędzy) i wywoławczo poruszę czubek góry lodowej…

Poruszyła mnie wiadomość w TV że w Polsce rocznie na śmietnik trafia 9 milionów ton żywności. Ma to dla nie nie tylko wydźwięk gospodarczy ale moralny i humanitarny – mówi się przecież o szerokich strefach niedożywienia – nie w przysłowiowej Afryce, ale … w Polsce.
Czyżbyśmy byli tak bogaci aby tyle wyrzucać? Na pewno nie. W Europie jako całości wyrzuca się 90 milionów ton, mamy w tym 9 mil. a pozostałe to prawdopodobnie „osiągnięcie”  krajów najbogatszych, które na to być może stać … gospodarczo.

Dotykamy przy okazji sprawy ekologii i recyklingu. Recykling sprzyja zamożności narodów, pokazuje racjonalną gospodarkę, świadomość społeczną.
Wg  http://www.administrator24.info/artykul/id2904,500-kg-odpadow-komunalnych-na-mieszkanca-w-ue-315-kg-w-polsce
(tam sporo statystyk), Polska  co prawda produkuje mniej odpadów komunalnych (zapewne dzikie wysypiska nie są tu uwzględniane) niż średnia europejska, ale także w przetwarzaniu odpadów komunalnych plasuje się znacznie poniżej unijnej średniej – ze wskaźnikami odpowiednio 315 kg i 263 kg na osobę. Aż 73% przetworzonych odpadów trafiło na składowiska, tylko 1% do spalarni, 18% do recyklingu, a 8% wykorzystano na kompost.
Na statystycznego mieszkańca Unii Europejskiej przypadło w 2010 roku 502 kg wytworzonych odpadów komunalnych. – podał Eurostat (unijny urząd statystyczny). Z tego do przetworzenia trafiło 486 kg:  Na składowiska wywieziono 38%, do spalarni 22%, do recyklingu 25%, a do kompostowni – 15%.

Zatem u nas 73% śmieci po prostu wyrzucono wobec 38% w Unii.
Warto zaznaczyć, że Unia E. nie jest jakimś wzorcem do naśladowania – dużo lepszym byłaby Japonia…
Z innych źródeł wynika, że przy wywózce śmieci robi się kokosy pobierając od nas parokrotnie więcej niż wynosi koszt składowania, ale to inny temat – co prawda charakterystyczny dla naszej szemranej gospodarki.
Mało się  utylizuje  substancje szkodliwe, np. zawarte w bateriach, świetlówkach, itp.
Wrócę do tego kiedyś w ramach artykułów o ekologii.

Kondycja i sylwetka

Sport, ale jaki i po co?

Migawka z dzisiejszego (niedziela 6.01.2013) Biegu Noworocznego
w Parku Skaryszewskim  Warszawa.

Jestem za bieganiem po elastycznym gruncie, ze względu na stawy asfalt jest problematyczny.
Tutaj bieg był we względnie czystym środowisku, gorzej jeśli urządzany jest na ulicach miasta, gdzie często obok występuje ruch uliczny i spaliny.

Preferuję/polecam raczej  dla schudnięcia i budowania sylwetki trening siłowy:

http://www.menshealth.pl/fitness/Trening-Spartakusa-cwicz-krocej-zyskaj-wiecej,4073,1

(autorzy mylą się co prawda, że nie było odpowiednich badań potwierdzających ich metodę), a zwłaszcza w wygodnym, tanim i fachowym rozwiązaniu 7-minutowego treningu.

Oczywiście wszystko zależy od celu – wtedy można się spierać; zobacz porównanie:

http://www.menshealth.pl/fitness/Silownia-czy-bieganie,3425,1

Jak dla mnie – ćwiczenia bez specjalnych przyrządów W DOMU,  w dowolnym czasie I DO 30 MINUT (z wewnętrznymi przerwami) i co 2 dni, to sama wygoda, oszczędność czasu, zbędnego wysiłku i … przyjemność.

A zamiast biegów przeszedłem na nordic walking a zimą na biegówki ZA MIASTEM  – bardziej odpowiednie dla starszego pana 🙂

PS. zobacz moje wcześniejsze wpisy na temat „7 minut” .

Uzupełnienie do 7 minut

Napisałem wprowadzenie do systemu ćwiczeń 7 minut na http://lepszezdrowie.info/skutecznyfitness.htm

a na podstronie http://lepszezdrowie.info/zyczeniagru2012.htm parę nowinek w duchu „po końcu STAREGO świata” w życzeniami abyśmy się wkrótce doczekali tego lepszego.

Kto nie zna strony LepszeZdrowie.info – tego zapraszam do nowości grudniowych http://lepszezdrowie.info/news12.12.htm oraz artykułów archiwalnych.

Błękit oceanu kontra morze krwi

Biznes bez „blood, sweat and tears”.

Na początek zacytuję moje ulubione powiedzenie Edwarda de Bono:

Na pokładzie, mostku i w maszynowni wszystko jest w najlepszym porządku.
Tylko statek płynie w niewłaściwym kierunku.

Ów porządek na pokładzie (firmy) jest często okupiony wielkim „blood, sweat and tears”, czyli krwią, potem i łzami, zwłaszcza w walce z konkurencją, ale i to nie gwarantuje sukcesu – wiele firm upada.
Przyczyną jest nie tylko wewnętrzne „wykrwawienie”, ale prawdopodobnie zła strategia, zły kierunek – przynajmniej na dany czas i miejsce.

Już w 1995 r. W. Ch. Kim oraz R. Mauborgne w swojej książce „Strategia Błękitnego Oceanu” (MT BIZNES, ISBN 83-88970-36-4) pokazali inną drogę, analizując 30 branż i 150 posunięć strategicznych z lat 1880-2000.
Na podstawie tej analizy stworzyli koncepcję Strategii Błękitnego Oceanu.

Rynek, na którym trwa zaciekła walka konkurencyjna to „czerwony ocean”. Zadaniem firmy jest uciec od tradycyjnej logiki konkurencyjnej i wypłynąć na „błękitny ocean” dynamicznego wzrostu.
To Strategia Błękitnego Oceanu (SBO) pozwala firmom na dynamiczny wzrost i oderwanie się od konkurencji.
Trzeba sięgnąć po „innowację wartości” (value innovation).
Nasza wartość musi uczynić konkurencję nieistotną – musi być inna od wartości oferowanej przez konkurencję.

Innowacja wartości to nie koniecznie pionierstwo. Ma niewiele wspólnego z proponowaniem zaawansowanych technologicznie produktów bądź usług, których mało kto potrzebuje. Koncepcja sprzeciwia się też częstemu wyobrażeniu, iż wysoka wartość dla klienta musi oznaczać wysokie koszty dla firmy. Innowacja wartości to zwiększenie użyteczności, przy jednoczesnym obniżeniu kosztów. Pozwala na dotarcie do osób, które dotychczas nie były klientami naszej branży, wykreowanie popytu i stworzenie wolnej przestrzeni rynkowej.
Tutaj warto zauważyć, że nie-klienci mogą dostarczyć znacznie więcej wskazówek, jak stworzyć błękitny ocean, niż obecni klienci!

Inne rozwiązanie, to dawanie ludziom nie tyle tego, czego chcą, ponieważ często ludzie nie wiedzą czego chcą, ale pokazanie im czegoś lepszego, czegoś czego nawet nie potrafili sobie na początku wyobrazić. Ta drogą poszła firma Apple.

Chociaż Strategia Błękitnego Oceanu może i powinna być stosowana przy tworzeniu nowych biznesów, tu odniosę się do jednego przykładu, w którym ta strategia już została zastosowana, chociaż prawdopodobnie nie całkiem świadomie. Ale ważny jest rezultat, który możemy wykorzystać.

Przede wszystkim jest to gotowy biznes, więc tutaj nie musimy przechodzić przez procedurę tworzenia SBO opisaną w książce.
Jest to rodzaj franszyzy. Przykładem franszyzy, która powstała wykorzystując SBO były kluby fitness dla kobiet (od ok. 1995r., 2500 klubów do 2004 roku).
Było to połączenie zalet klubu i ćwiczenia w domu z eliminacją wad obu: tanio (tanie lokalizacje blisko domu, małe powierzchnie, przyrządy dla kobiet, brak luster i mężczyzn, ćwiczenie w kole, przedziały czasowe, …) oraz relatywnie niskie nakłady ze strony franczyzanta (25 tys $).
Projekt 7 minute workout wymyślony i wdrożony przez Joela Theriena i Chrisa Reida – kanadyjskich sportowców a potem uznanych biznesmenów, poszedł znacznie dalej i zrobił już karierę, mimo że istnieje od połowy 2011 r.
Przyjęto koncepcję, że ćwiczenia można uprawiać całkowicie w domu (chociaż – jak ktoś chce i może także w siłowni), co znacznie redukuje koszt i oszczędza czas.

Program ćwiczeń opracowano w szczegółach w postaci zestawów dobranych do możliwości i celów ćwiczącego i udostępniono w postaci serii krótkich wideo do ściągania z Internetu. Czas ćwiczeń adept dostosowuje do swych dziennych preferencji – duża wygoda.
Mamy tu do czynienia z osobistym WIRTUALNYM trenerem; koszt takiego trenera jest co najmniej o rząd wielkości mniejszy niż koszt trenera w klubie/siłowni.
Te dwie zalety, aczkolwiek bardzo istotne, wpisują się jednak raczej w klasyczny schemat konkurowania ceną.

Istotna innowacyjność (innowacja wartości) polega na czymś, co w klasycznych metodach treningu było niezauważone: do uzyskania efektu przyrostu mięśni i trwałego efektu odchudzania wystarczy ćwiczyć co drugi dzień TYLKO po 7 minut! (a nawet nie powinny trwać dłużej).
Ta rewelacja wynika z pewnej obserwacji fizjologicznej (potwierdzonej naukowo) i sposobu wykonywania ćwiczenia. Nie wchodzę tutaj w tę kwestię, którą można poznać z materiałów programu oraz na webinarach zarówno polskich jak i angielskich).
Rewelacją jest zatem wielka oszczędność czasu i wysiłku. Są i inne zalety, które krótko opisałem w artykuliku http://befirst.co/gvo/dobra-kondycja-biznesu-i-twoja/ .

Z punktu widzenia biznesu zaś, produkt, tj. wirtualny trener, otwiera drogę do poprawy kondycji, sylwetki i zdrowia milionom ludzi, którym dotąd ta poprawa nie była dostępna drogą ćwiczeń – przez ich koszt i uciążliwość.
Konkurencja na TAKIM rynku jest znikoma (przynajmniej w Polsce), a zapotrzebowanie – jedno z większych, jakie można sobie pomyśleć.
Wreszcie, sam model biznesu – prowizje afiliacyjne (wielopoziomowy program partnerski) wpisuje się w przyszłościowy i coraz bardziej uznawany sposób na dochód (dodatkowy lub podstawowy) dla KAŻDEGO. Może być zastosowany globalnie dzięki Internetowi, ponieważ ma rynek anglojęzyczny i w przygotowaniu wersje narodowe.

Obecnie wszedł do Polski, co stwarza nam dodatkowe wyjątkowe możliwości w stylu Niebieskiego Oceanu.

Dobra kondycja biznesu i … twoja

.. czyli biznes w branży wellness.

Wystartował w pre-launchu publicznie nowy i potencjalnie bardzo duży (niektórzy mówią: największy w 2012 w Polsce) projekt biznesowy w Internecie.
Był on od dłuższego czasu przygotowywany przez grupę ponad 20 znanych marketerów z Polski i zagranicy.
Będzie to przełom w programach partnerskich w Polsce pod kątem zasięgu.
Okazało się to już na webinarze inauguracyjnym – padł krajowy rekord – 1540 osób.
Gdy pomyślimy o idealnym biznesie, to niewątpliwie jest nim ten, który oferuje coś, co jest powszechnie poszukiwane, a trudno dostępne, bo rzadkie, bo nie ma dosyć oferentów. Innymi słowy, gdy dla przedsiębiorcy nie ma konkurencji.
O tym, czego ludzie szukają łatwo się przekonać sprawdzając najbardziej popularne hasła w Google.
Okazuje się, że „odchudzanie” to drugie co do ilości wyszukiwań słowo
w Google, a „ćwiczenia” wpisywane jest w Polsce blisko 2 miliony razy w miesiącu!!! Widzisz ten potencjał, prawda?
Współgra to z modą na wellness i fitness – te dwa słowa już dość dawno się u nas przyjęły. Ale, o ile jest to olbrzymi biznes na świecie, to u nas jeszcze dopiero rozwijający się. Ponadto, jak to bywa na początku życia produktów, ceny oferowanych produktów i usług są dość zaporowe – typowe „spijanie śmietanki” przy wybuchu mody na coś. Ale to dobra moda, to zdrowy trend dosłownie i w przenośni.
Jak dla mnie – preferuję biznesy, które są zdrowe i etycznie. Między innymi takie, które oferują wartość przeciętnemu człowiekowi po przystępnej cenie oraz nie są oszustwem marketingowym.
Czy istnieją takie produkty?
W bardzo interesującej książce Chrisa Andersona „Za darmo” dyskutuje się kwestię już coraz szerzej wdrażanego modelu biznesowego, w którym rzeczywiście oferuje się sporo za darmo (nota bene – w USA tę książkę w wersji elektronicznej udostępniano właśnie za darmo).
Nie rozszerzając tutaj tego tematu, zauważmy że i w marketingu internetowym dość powszechnie stosuje się tworzenie relacji biznes-klient oferując mu najpierw wiele za darmo zanim przechodzi się do oferty lub tzw. up-sale.
O książce tej wspominam także ze względu na ciekawy wykres tam podany, który można prosto opisać. Na jednej osi układu prostokątnego mamy DOSTĘPNOŚĆ, na drugiej JAKOŚĆ.
To, co znajduje się blisko początku współrzędnych jest złym wyborem biznesowym – tam nie ma klientów. Obie współrzędne rywalizują między sobą, a wręcz utopijnym ideałem jest punkt (biznes) jednocześnie daleko na jednej i drugiej osi.
Ale czy jest to nierealne?
W sukurs przychodzi Internet i tu leży też odpowiedź na pytanie: co ten temat ma wspólnego z e-biznesem?
Zacznę od innego prowokacyjnego pytania:

Twój kwalifikowany osobisty trener fitness – nie za 1000zł/miesiąc, ale taki, który ci jeszcze … zapłaci za twój trening

Jak to możliwe?
I jeszcze bardziej prowokacyjne hasło:

Osiągniesz najlepszą sylwetkę jaką kiedykolwiek miałeś (aś) ćwicząc TYLKO po 7 minut przez 3 dni w tygodniu!
Co za herezje?
A jednak…
Wszystko opiera się na odkryciach dotyczących fizjologii oraz na długoletniej praktyce paru sportowców, którzy dzięki temu uzyskali wyżyny w swych dyscyplinach. Czyli chodzi o SPRAWDZONY i naukowo uzasadniony system prozdrowotny.
Pozwolisz, że przytrzymam cię w niedosycie informacji merytorycznej, bo o tym potem – teraz rozważamy modele biznesu.
Niska cena (= przystępność) wynika z formuły wirtualnego trenera, czyli serii dokładnie przygotowanych ćwiczeń, z instrukcjami wideo, tajmingiem, zaleceniami, wariacjami wg indywidualnych potrzeb i możliwości, z monitoringiem postępów i z grupą wsparcia. Jest jeszcze wiele innych przyjaznych dla studenta opcji, ale przede wszystkim – ćwiczenia można wykonywać w domu (lub na siłowni – jeśli ktoś chce i ma czas i pieniądze), a wszelkie instrukcje pobierane są przez Internet.
Stąd – przy sprawdzonym w USA fakcie wielkiego popytu – niska cena.
Natomiast jakość to: prostota ćwiczeń, ich udokumentowana skuteczność, efekty odchudzające bez wyrzeczeń, olbrzymia oszczędność czasu oraz zadowolenie – w przeciwieństwie do mocno eksploatujących ćwiczeń na siłowni wg starych schematów, co często prowadzi do kontuzji, permanentnej obolałości, gorszych wyników oraz wielu przypadków zupełnego zniechęcenia: tyle wysiłku, ból i żadnych wyników!
Tutaj efekt jest odwrotny – adept dobrej sylwetki jest uskrzydlony wynikami i przyrostem energii, nabiera nawyku przyjemnej aktywności ruchowej.
Produkt ma 30 dni gwarancji satysfakcji. Więc jeśli się nie spodoba, to oferowany jest pełny zwrot pieniędzy (a metodę już opanowałeś na własny użytek).
No dobrze, ale jaki to biznes dla mnie oprócz samej oszczędności? I co z tym rzekomym płaceniem MI za ćwiczenia?
Prosta sprawa. Jest tutaj system referencyjny. Otrzymuje się prowizje i to całkiem dobre (a teoretycznie po odpowiednim czasie nieograniczone) za polecanie produktu innym. A produkt jest abonamentowy, więc przychody są systematyczne. Cena zawsze wygrywa lub jak reklamuje się firma CCC – Cena Czyni Cuda. Tylko ok. 30 zł miesięcznie, dzięki czemu powstaje duży obrót globalny przy masowej dostępności.

Osobiście ten biznes bardzo mi się spodobał – i pod względem modelu i pod względem tematyki, ponieważ lepsze zdrowie jest jednym z moich dawnych koników – patrz np. serwis http://LepszeZdrowie.info
Jest od pewnego czasu zaniedbany, ale ma szansę odżyć za sprawą właśnie tego tematu, który mnie mobilizuje by wrócić do redagowania strony, zwłaszcza, że mam jeszcze sporo różnych ciekawych materiałów.
Co do opisywanego tu projektu (skrót 7MW) – zarówno od strony merytorycznej jak i biznesowej chciałbym odesłać Czytelnika do strony http://bit.ly/7MINUT oraz naszych webinarów > http://bit.ly/7MWPkonferencja, [obecnie już chyba tylko na amerykńskiej platformie:  https://nowlifestyle.com/live/ ], które odbywają się prawie codziennie (rozkład na wspomnianej pierwszej stronie lub ustalany doraźnie).
Obecnie budowana jest sieć partnerska liderów, natomiast sam produkt dla klientów będzie dostępny w okolicy Świąt Bożego Narodzenia (2012) – trwają intensywne prace nad opracowaniem polskich wersji materiałów, a jest ich bardzo dużo.
Jak zwykle – najwięcej biznesowo zyskają pierwsi partnerzy, ponieważ poznają produkt i biznes przed innymi, zbiorą osobiste doświadczenia (już są – dzięki także polskim testerom), staną się naturalnym liderami.

Warto dołączyć już teraz! Sukces murowany!

Chemtrails – alert

…patrząc, nie widzą, a słuchając, nie słyszą ani nie pojmują…
Mt 13,13-15

chemtrails

Uzupełnienie poprzednich postów o smugach chemicznych:

Chemtrails – moje przyczynki dowodowe

(zawiera liczne linki; UWAGA – przy braku połączenia wpisz w wyszukiwarce:
http://www.facebook.com/notes/leszek-korolkiewicz/chemtrails-moje-przyczynki-dowodowe/252884591416013 )

… i wstrząsający, poważny film (który to już z rzędu?)

Podnieśmy głowy!
Co mam na myśli – pod koniec tekstu.

Spiski?

Kto nie umie daleko spoglądać, ten blisko ma kłopoty.
Konfucjusz

zlotyspisek

Jeden z setek spisków na przykładzie złota (książka)

Wielu śmieje się z „teorii spiskowych”. Ja raczej śmiałbym się z tych, którzy zupełnie nie widzą takich zjawisk i zaprzeczają ewidentnym spiskom, bynajmniej nie teoretycznym. Chociaż trudno dyskutować ze ślepym o kolorach – spróbuję.
A raczej – ponieważ nie kieruję poniższych słów do nikogo konkretnego, dam parę przesłanek mojego stanowiska.

Zacznę może od powołania swej tutejszej niedawnej notatki „Tajemnica?„, w której wskazuję na zależność stanowiska w tej sprawie od „poziomu wtajemniczenia”, co nie zawsze jest zbieżne z wiedzą w sensie naukowym.
Bo spisek wiąże się z tajemnicą.

Na początek próba zdefiniowania pojęć.

W słowniku języka polskiego PWN czytamy, że spisek to „Tajne porozumienie grupy osób dla wspólnego osiągnięcia jakiegoś celu; sprzysiężenie; zmowa”.

Jest to definicja szeroka, bo w ten sposób każde działanie np. rady nadzorczej dowolnego przedsiębiorstwa, ba… wspólników spółki, kierownictwa itd.  można nazwać spiskiem.

Chodzi mi raczej o działania negatywne o dużej skali, o dużym negatywnym skutku społecznym. Np. zamach na człowieka stanu jest natury spiskowej (o ile nie popełniony przez pojedynczego szaleńca).
Tak więc raczej powiedziałbym:

Teoria spiskowa – twierdzenie, według którego w utajnieniu ktoś działa na szkodę innych osób lub na własną korzyść ze szkodą dla innych.

Jest to bliższe pojęciom knucie, intryga,…

Dlaczego w ogóle poruszam ten temat?

Otóż świat pogrąża się w kolejnych kryzysach: gospodarczo-finansowym, ekologicznym, moralno-duchowym, w konfliktach politycznych i zbrojnych.
Ludzie pytają: dlaczego i nie znajdują odpowiedzi – bo są manipulowani okrągłymi tłumaczeniami polityków i władz.
Nie ma dymu bez ognia, ale wiele prawdziwych przyczyn tego fatalnego stanu rzeczy jest przed społeczeństwem ukrywanych. Można to właśnie nazwać teorią spiskową.
Oczywiście potrzebne jest odróżnienie prawdziwych spisków od plotek, sensacji z tabloidów i paronoidalnych  czy innych urojeń. Z drugiej strony ci sami, którzy nie znajdują odpowiedzi na przyczyny zła, nie chcą przyjąć do wiadomości że takie spiskowe działania istnieją.

To jest naiwne.

Właściwie tyle już napisano na tytułowy temat, że nie muszę się zbytnio trudzić – wystarczy sięgnąć po jakiś podzbiór tych wypowiedzi, czym się dalej parę razy się posłużę.

Zaprzeczający teoriom spiskowym widzą świat tak jak w tym prześmiewczym  wpisie z  http://www.paranormalne.pl/topic/22559-definicja-spisku/ ,

„Jedynym elementem kojarzącym się nam ze słowem „spisek” jest zazwyczaj słowo „teoria”. Praktyczny spisek nie istnieje. Na całym świecie nigdzie nie zawiera się tajnych porozumień dla wspólnego osiągnięcia jakiegoś celu (definicja ze słownika języka polskiego PWN), wszystko jest jawne i na dodatek upublicznione. Myśl zabroniona jaką jest „spisek” może istnieć tylko w teorii – najlepiej gdyby była nią „spiskowa teoria dziejów”. Świat składa się z ludzi, którzy jeśli chodzi o wymianę informacji, są wzajemnie bardzo otwarci. Nikt w historii tego świata nigdy nie spiskował – każda wojna była wojną fairplay. Każdy wywiad każdego państwa na świecie zawsze kieruje się dobrymi zasadami współżycia społecznego, zaś podsłuchy, nasi tajni agenci na wysokich stanowiskach u naszego przeciwnika są tylko czystą teorią, grą przypadku wynikającą z losowości rzeczywistości. Tak zbudowany jest świat – czy tak wygląda Twój świat?”

Tamże:

„Pomimo faktu, że spisek towarzyszy ludzkości chyba od jej zarania, czyli od czasów skrytych przewrotów we wspólnotach pierwotnych, zwolennicy teorii spiskowych są wyśmiewani. Zawsze w historii ludzkości istniały tajne i najczęściej nielegalne zmowy grup ludzi mające wspólny cel.

Dlaczego więc ludzie mający tego świadomość są wyśmiewani?

Najpierw należało by zadać pytanie przez kogo są wyśmiewani i dlaczego?

Czemu to wyśmiewanie ma służyć?

Wyśmiewanie służy zdyskredytowaniu rozmówcy i przybiera bardzo różne formy. Najczęściej wiąże się z podważeniem wiarygodności. Formy bywają bardzo różne. Od prostackiego sugerowania choroby psychicznej, poprzez różnorodne formy sugestii, że mamy do czynienia z mało wiarygodnym rozmówcą, lub źródła na które się powołuje rozmówca są mało wiarygodne (czyli zdyskredytowanie źródeł).

Odpowiedź na pytanie kto wyśmiewa i dlaczego, jest o wiele bardziej skomplikowana.

Natura spisku ma to do siebie, że informacje na jego temat muszą być tajne przed, w trakcie i długo po samym spisku. Dlatego w interesie spiskujących jest ukrywanie spisku wszelkimi dostępnymi metodami.

Nie wyobrażam sobie mocarstwa, które po fakcie przyznaje – Tak to prawda, w kraju Xyz były niesprzyjające nam rządy, dlatego musieliśmy sfinansować tamtejszy ruch oporu. Kraj Xyz ma strategiczne położenie z naszej perspektywy interesów. Kiedy były tam rządy pana Zxy kraj nie był stabilny z naszej perspektywy. Mieliśmy do wyboru, albo prowadzić otwartą wojnę, albo za pomocą tajnych służb dokonać tam przewrotu. Dokonanie przewrotu i wprowadzenie „demokracji” w marionetkowym rządzie jest o wiele tańsze niż prowadzenie otwartej wojny. Poza tym do wojny trzeba by przekonać obywateli, a to komplikuje sprawę, wymusza prowokacje i powoduje konieczność uśmiercenia jakiejś liczby, w końcu naszych obywateli. Więc prostszym rozwiązaniem było przeprowadzenie spisku”.

„Spiskowa teoria dziejów” – tym stwierdzeniem-hasłem jakim posługują się „racjonaliści”, sceptycy z obozu oficjalnych mediów, można zabić poglądy prawie każdego. Generalizacja towarzysząca temu określeniu zabija każdą myśl odbiegającą chociaż trochę w bok od wersji oficjalnej.

Parę przykładów.

Polityka.

Każde planowanie, które ma podłoże polityczne o charakterze zbrodni jest spiskiem, chociaż czasem nie musi być aż tak tajne.

Spiski znane każdemu z  programu szkolnego:  spisek związany z zamordowaniem Cara Mikołaja II, spiski mające na celu mordowanie cesarzy rzymskich (Juliusz Cezar), spisek związany z aresztowaniem Templariuszy, spalenie Reichstagu, próba zabójstwa Papieża,  zabicie J.F.K., itp.

Istnieje mnóstwo przykładów, wspomnę o ostatnio przeczytanym.  Chociaż wiadomo o tym z różnych źródeł, to spektakularnie o spiskach mówi Z. Brzeziński w jednej ze swoich książek.
W szczególności o  Al-Kaidzie i talibach – jawnie przyznaje, że USA wykreowała podwaliny obydwu aby wzmacniając radykalizm islamski zdestabilizować ZSRR i jego sfery wpływów, co się zresztą udało, głównie przez wciągnięcie Sowietów w wojnę afganistańską.

Skłaniam się by przyznać rację wypowiedzi na pewnym blogu: „… wierzę w ŚWIADOME i wyrachowane działanie określonych grup, które nie liczą się z nikim i z niczym, sięgających po wszystkie możliwe środki, żeby osiągnąć taką czy inną korzyść. Ponieważ dysponują środkami nieosiągalnymi dla większości ludzi, czasem nawet niewyobrażalnymi, nie muszą w tym celu spiskować. Po prostu stawiają sobie cel i go osiągają. Choćby po trupach. Nie mają dla nich znaczenia ani środki, ani koszty, ani skutki (uboczne), tylko cel.”

Istnieje teza, że aby przeprowadzić tego typu działanie, robi się je w sposób tak bezwzględny, nieludzki i bezczelny, że normalnie nie mieści się on w głowie, ale właśnie o to chodzi – zakłada się że nikt nie uwierzy, że było to działanie z premedytacją.

Pod tę kategorię niektórzy podpisują zamach WTC 11/09 2001 (gdy podejrzenie kieruje się na czynniki w samych USA) lub domniemany zamach na samolot prezydencki pod Smoleńskiem.
Ale to tylko  przykład możliwości takiej kategorii spisków – nie twierdzę, że tak było.

Dodajmy jeszcze do tej kategorii mafie, tajne koneksje, nepotyzm, ukryty lobbing…

Historia – ściśle powiązana z polityką.

Jak powiedział Napoleon Bonaparte: „Historia to uzgodniony zestaw kłamstw„.
Mieliśmy za komuny dobry przykład takiego przekłamywania, ale zjawisko jest stare jak świat, po dzień dzisiejszy. Władza chwali siebie, państwa tworzą swoje legendy.

Jeszcze nie znamy wielu faktów nawet z nowszej historii, szereg akt jest utajnionych, bo … są rzeczy do ukrycia. To są sprawy znane i oczywiste, więc nie trzeba się nad tym rozwodzić. Ale przy okazji warto przeczytać Douglasa J. Kenyona „Zakazana historia”  (tu i dalej odsyłam do literatury popularnej, w której nie ze wszystkim można się zgodzić, ale ten rodzaj lektury na początek jest łatwiejszy od pozycji bardziej naukowych).

Gospodarka

Obecnie podłoże wielu spisków jest bardziej komercyjne niż polityczne. Światem rządzi kasa, a polityka jest tylko środkiem. Najpotężniejsi nie są politykami i są w cieniu, najczęściej albo nieznani, albo mało znani opinii publicznej.

To jest wpis na blogu a nie długi referat, więc przelecę tylko po paru hasłach:

zmowy cenowe np. w ramach „big oil”, zmowy bankowe, wstrzymywanie wynalazków zagrażających status quo, zwłaszcza w zakresie energetyki, motoryzacji, leków.

Nauka

Nawet tutaj spiskuje się przeciw prawdzie. Pewne odkrycia są niewygodne dla establishmentów, dla władzy, dla karier namaszczonych naukowców. Mogłyby zburzyć spokój społeczny lub interes sponsorujących daną dziedzinę korporacji, nie są zgodne z paradygmatem…

Odsyłam do klasycznej  pozycji „Zakazana nauka” (J. Douglas Kenyon) i „Zakazana archeologia” (Michael A. Cremo i Richard L. Thompson) oraz wspomnianej „Zakazanej historii„.

Naukowcy śmieją się z dywagacji o UFO, trywializują sprawę żartując o zielonych ludzikach i mówią że nie ma dowodów (sic!). A faktem jest, że mało która dziedzina jest tak dobrze udokumentowana jak właśnie obserwacje UFO (w szerokim sensie). Być może sytuacja w zakresie ujawnienia pewnych informacji polepszy się za sprawa programu  „Ujawnienie” i nacisku wielu innych organizacji, aczkolwiek niektóre z nich stanowią przykrywkę do wprowadzania celowego zamętu wokół UFO.

Albo geoinżynieria, tajne bronie, chemtrails itp. Mało o tym wiemy – prawda?

Czy świadome kłamstwo wymierzone w interesy/dobro ludzi nie jest spiskiem?

Czy zatajanie jakiegoś remedium na istotną chorobę/brak  nie jest spiskiem?

Jeśli poruszony tu temat jest dla kogoś nowy, to wspomnę że istnieje wiele portali o niewyjaśnionych sprawach naszego świata i  spiskach, więc nie będę się dalej wymądrzał. Także na facebooku są skoncentrowane na tym strony i grupy, np. Fanklub Wiedzy i Historii Wszechświata – http://www.facebook.com/groups/fanklubwiedzy/?ref=notif&notif_t=group_activity, …

Istnieją też czasopisma o podobnej tematyce, zwłaszcza „Nexus” (także wersja polska), „Atlantis Rising”, „Nieznany Świat”,…

No i niezliczona ilość książek!

To ciekawa lektura, nawet jeśli traktuje od czasu do czasu o fantazjach.

Tego nie ucza w szkole!

Paradoksem jest że szkoła, liceum ogólnokształcące a nawet uczelnie wyższe w ramach swych kierunków  nie uczą wielu rzeczy, które można uważać za bardzo ważne w życiu.
Nie szeregując wg jakiegoś kryterium wymieniłbym:

  • Inteligencja finansowa (to termin może wydumany), czyli o istocie i roli pieniądza, jak nim gospodarować, jak inwestować, itp. – to czego uczy np. Robert Kiyosaki, w tym nowe możliwości jakie daje era informacyjna
  • Planowanie swego życia, wytyczanie celów długofalowych i cząstkowych,
  • Sprawdzone metody planowania i motywowania się do realizacji planów.
  • Efektywność, prakseologia, organizacja pracy
  • Rozwój osobisty uwzględniający powyższe oraz rolę pozytywnego i kreatywnego myślenia
  • Zasady poprawnego myślenia, wnioskowania i kreatywności
  • Wiedza o zdrowiu, profilaktyce i zagrożeniach obecnej doby, powiązanie z ekologią i metodami naturalnymi
  • Poszerzanie horyzontów uwzględniające inne kultury, systemy wartości i religie

W sumie – szkoła nie uczy życia, spraw praktycznych.
Przydałoby się gdyby kierowała uczniów w kierunku mądrości, czyli wiedzy właśnie stosowanej w praktyce.

Kiedyś wziąłem się za te tematy na swoich stronach internetowych, co spowodowało że także swoje życie wziąłem bardziej w swoje ręce.

PS. komunikat: „za dużo tagów przypisanych do bloga”  nie pozwolił mi otagować tego wpisu i … spowodował, że dodam jeszcze jeden temat, którego szkoła chyba nie uczy „nie stwarzajmy sobie głupich ograniczeń”.

Ambiwalentnie o nowych przepisach rowerowych

Życie jest podobne do jazdy na rowerze.
Nie można utrzymać równowagi stojąc w miejscu.
Linda Brakeall

Weszła w życie nowelizacja przepisów ruchu drogowego w odniesieniu do rowerzystów.
Chwali się ją jako krok ku Europie.
Ja tylko częściowo podzielam ogólny entuzjazm. Dlaczego?

Najpierw zdeklaruję się jako entuzjasta rowerów w opozycji do samochodów, czemu wielokrotnie dawałem wyraz na mej (starej!) stroniczce http://www.BezSamochodu.pl.tl

Jestem jednocześnie też kierowcą (nie wszystko da się zrobić tylko przy pomocy roweru) i znam nasze realia drogowe.

Otóż sądzę, że daleko nam do Europy nie tyle z powodu przepisów, co za przyczyną infrastruktury i … kultury.

Mamy jeszcze stanowczo za mało ścieżek rowerowych (a ich jakość budzi często wątpliwości), stojaków na rowery, oznakowań.

Co do kultury, to ze strony rowerzystów mało kto używa kasków, wiele rowerów nie ma oświetlenia – zwłaszcza na prowincji, gdzie dodatkowo widzi się rowerzystów nietrzeźwych. Widzę też, że niektórzy, w poczuciu swojej wyższości (skądinąd słusznej jeśli się uwzględni przewagi roweru nad samochodem w mieście ) ostentacyjnie zajmują cały pas na jezdni, spowalniając ruch. Chociaż niektórzy rowerzyści mkną aż nadto szybko jak na swoje bezpieczeństwo, to i tak przecież nie mogą równać się z samochodami.
Ze strony kierowców – wiadomo – kultura jazdy jest u nas jeszcze niska, a w przypadku gdy przed kierowcą jedzie rowerzysta, prowokuje to dodatkową agresję.

W sumie – niepokoję się i nawet jestem pewien, że znacznie wzrośnie ilość wypadków.

Nie zawsze musi to być wina kierowcy – po prostu rower jest bardziej wywrotny, podatny nawet na nieduże nierówności naszych fatalnych dróg, nie ma przecież poduszek powietrznych ani żadnych osłon czy pasów bezpieczeństwa, mało kto używa lusterek wstecznych, …
I głównie ze względu na te poważne zagrożenia uważam wprowadzenie wspomnianej zmiany przepisów za przedwczesne.
Innym aspektem sprawy jest zdrowie rowerzystów. Osobiście nigdy nie pcham się rowerem pomiędzy samochody także ze względu na spaliny. Oddech rowerzysty jest przyspieszony i pochłanianie szkodliwych wyziewów jest wzmożone. Chociaż niektórzy dowodzą, że tak nie jest, to oceniam to zjawisko z autopsji (w mieście).

Na chandrę

Lekarstwem na smutek jest ruch. Receptą na siłę – działanie.
Elbert Hubbard

Bywa, że czuję się zdołowany, bo ktoś mnie zawiódł, bo coś się nie udało, bo źle się czuję itd., itd.
To może być stres a nawet chandra.
Sporo napisano na temat jak sobie z tym radzić (np. dobre krótkie rady na http://lepszezdrowie.info/12sposobow.htm), więc nie będę pisał elaboratu.

Dodam tylko 2 obserwacje.

Nastroje są zmienne. Tak jak ból (oprócz ciężkich chorób, ale i te można zwalczać likwidując stres) nie trwa wiecznie, tak i nastrój może nagle się zmienić, zwłaszcza jeśli temu pomożemy. Czasem jednak nawet nie wiem jak się to dzieje – nic nie robiąc, po paru godzinach odkrywam, że smutek lub zmartwienie mijają same.

Wykorzystuję więc psychologiczną „kotwicę” – „to minie, jak już bywało”.

Po drugie i niejako strategicznie: pozytywne/optymistyczne myślenie i postawa.
Chociażbyś oceniał to jako naiwny slogan. Oczywiście, to nie załatwia wszystkiego, ale pomaga.
Bo martwienie się w niczym nie pomaga i drenuje nasze siły. Mówiąc językiem duchowym (wg J. i E. Hicks) – bezsilność i depresja mają najniższą wibrację ze wszystkich emocji.

Czasami wystarczy spojrzeć na daną sprawę „z góry”, nabrać dystansu, wyluzować…

Bo martwienie się w niczym nie pomaga i drenuje nasze siły. Mówiąc językiem duchowym (wg J. i E. Hicks) – bezsilność i depresja mają najniższą wibrację ze wszystkich emocji.