Ciężko i niewygodnie czy prosto i komfortowo?

Przeczytałem ostatnio artykuł znajomego i pozwolę sobie go częściowo zaadoptować pod kątem zagadnienia jak w tytule.

W ostatni piątek mieliśmy wielki strajk na kolei, co dopiekło wielu osobom.
Ale uciążliwości dojazdów są powszechne (rozmontowywanie naszej kolei, to temat na osobny alarmowy artykuł).
Jeśli jeździsz transportem miejskim to na pewno nie obce jest Ci marznięcie na przystanku lub peronie (szczególnie w porze zimowej), spóźnienia autobusu lub pociągu i w konsekwencji również spóźnienia do pracy czy swojej firmy (oczywiście nie licząc nerwów i wczesnego wstawania do pracy, czy grypy o którą w takich warunkach nie trudno).
Jeśli jeździsz swoim autem to masz więcej szczęścia, ale i tak tracisz czas na dojazdy do pracy, paliwo i musisz odśnieżać auto.

Zastanawiam się więc dlaczego, większość osób wybiera udrękę w życiu
( marznięcie, tracenie czasu na dojazdy itp.) zamiast komfort.
Nie zrozum mnie źle – nie zamierzam tu nikogo oceniać – każdy przecież w życiu robi to, co uważa za stosowne.
Wolimy stać w korkach, marznąć czy denerwować się zamiast wstawać o dogodnej porze, tracić czas na dojazdy do pracy zamiast wykorzystać go na ciekawsze zajęcia np. przeczytanie ciekawej książki…

Mam ten komfort, że mogę wstawać kiedy chcę, nie tracę czasu na dojazdy do pracy, nie marznę na przystanku, mam czas na lekturę ciekawej książki czy własne hobby czy wreszcie mogę w każdej chwili  przebywać w dowolnym miejscu  (tam gdzie jest zasięg telefoniczny lub internetu :-))  nie tłumacząc się nikomu.
To tak jakby istniały dwa światy – jeden świat ludzi zagonionych nie mających czasu ( i często pieniędzy ) a drugi ludzi którzy mają czas na wszystko i mają pieniądze na to aby ten czas wypełnić.
Komfort przebywania w tym drugim świecie daje uczestnictwo biznesie sieciowym (MLM).
… a teraz nawiażę jeszcze konkretnie do programu „7 minut
(część reklamowa – [już nie jestem w tym programie, więc nie wiem co się dzieje…]).

Po analizie wskaźnika EPP (zarobek na jedną osobę w strukturze) i okazuje się, że w tym programie jest to  ponad 17 złotych od osoby co miesiąc!
A wszystko to … bez produktu fizycznego, bez wysokich miesięcznych kosztów, z bardzo lukratywnym planem wynagrodzeń (wiem, wszyscy to mówią, ale za chwilę przekonam Cię, że jest to bodajże najlepszy plan na rynku).

W tym projekcie proponowana jest m.in.:
Najwyższa w branży 50% prowizja rezydualna z każdej poleconej osoby do nieograniczonego poziomu NA ZAWSZE (tak długo, jak długo ta osoba korzysta z produktu, którego cena wynosi 1 zł na dzień) + 50% z każdej wypłaty każdej bezpośrednio poleconej osoby!
2 x 50% na zawsze, co miesiąc, bez żadnego ograniczenia.

… więc jeśli jesteś zainteresowany, to opis produktu masz np. tutaj http://lepszezdrowie.info/skutecznyfitness.htm
[to pozostawiam, bo sama metoda ćwiczeń jest rewelacyjna]

Błękit oceanu kontra morze krwi

Biznes bez „blood, sweat and tears”.

Na początek zacytuję moje ulubione powiedzenie Edwarda de Bono:

Na pokładzie, mostku i w maszynowni wszystko jest w najlepszym porządku.
Tylko statek płynie w niewłaściwym kierunku.

Ów porządek na pokładzie (firmy) jest często okupiony wielkim „blood, sweat and tears”, czyli krwią, potem i łzami, zwłaszcza w walce z konkurencją, ale i to nie gwarantuje sukcesu – wiele firm upada.
Przyczyną jest nie tylko wewnętrzne „wykrwawienie”, ale prawdopodobnie zła strategia, zły kierunek – przynajmniej na dany czas i miejsce.

Już w 1995 r. W. Ch. Kim oraz R. Mauborgne w swojej książce „Strategia Błękitnego Oceanu” (MT BIZNES, ISBN 83-88970-36-4) pokazali inną drogę, analizując 30 branż i 150 posunięć strategicznych z lat 1880-2000.
Na podstawie tej analizy stworzyli koncepcję Strategii Błękitnego Oceanu.

Rynek, na którym trwa zaciekła walka konkurencyjna to „czerwony ocean”. Zadaniem firmy jest uciec od tradycyjnej logiki konkurencyjnej i wypłynąć na „błękitny ocean” dynamicznego wzrostu.
To Strategia Błękitnego Oceanu (SBO) pozwala firmom na dynamiczny wzrost i oderwanie się od konkurencji.
Trzeba sięgnąć po „innowację wartości” (value innovation).
Nasza wartość musi uczynić konkurencję nieistotną – musi być inna od wartości oferowanej przez konkurencję.

Innowacja wartości to nie koniecznie pionierstwo. Ma niewiele wspólnego z proponowaniem zaawansowanych technologicznie produktów bądź usług, których mało kto potrzebuje. Koncepcja sprzeciwia się też częstemu wyobrażeniu, iż wysoka wartość dla klienta musi oznaczać wysokie koszty dla firmy. Innowacja wartości to zwiększenie użyteczności, przy jednoczesnym obniżeniu kosztów. Pozwala na dotarcie do osób, które dotychczas nie były klientami naszej branży, wykreowanie popytu i stworzenie wolnej przestrzeni rynkowej.
Tutaj warto zauważyć, że nie-klienci mogą dostarczyć znacznie więcej wskazówek, jak stworzyć błękitny ocean, niż obecni klienci!

Inne rozwiązanie, to dawanie ludziom nie tyle tego, czego chcą, ponieważ często ludzie nie wiedzą czego chcą, ale pokazanie im czegoś lepszego, czegoś czego nawet nie potrafili sobie na początku wyobrazić. Ta drogą poszła firma Apple.

Chociaż Strategia Błękitnego Oceanu może i powinna być stosowana przy tworzeniu nowych biznesów, tu odniosę się do jednego przykładu, w którym ta strategia już została zastosowana, chociaż prawdopodobnie nie całkiem świadomie. Ale ważny jest rezultat, który możemy wykorzystać.

Przede wszystkim jest to gotowy biznes, więc tutaj nie musimy przechodzić przez procedurę tworzenia SBO opisaną w książce.
Jest to rodzaj franszyzy. Przykładem franszyzy, która powstała wykorzystując SBO były kluby fitness dla kobiet (od ok. 1995r., 2500 klubów do 2004 roku).
Było to połączenie zalet klubu i ćwiczenia w domu z eliminacją wad obu: tanio (tanie lokalizacje blisko domu, małe powierzchnie, przyrządy dla kobiet, brak luster i mężczyzn, ćwiczenie w kole, przedziały czasowe, …) oraz relatywnie niskie nakłady ze strony franczyzanta (25 tys $).
Projekt 7 minute workout wymyślony i wdrożony przez Joela Theriena i Chrisa Reida – kanadyjskich sportowców a potem uznanych biznesmenów, poszedł znacznie dalej i zrobił już karierę, mimo że istnieje od połowy 2011 r.
Przyjęto koncepcję, że ćwiczenia można uprawiać całkowicie w domu (chociaż – jak ktoś chce i może także w siłowni), co znacznie redukuje koszt i oszczędza czas.

Program ćwiczeń opracowano w szczegółach w postaci zestawów dobranych do możliwości i celów ćwiczącego i udostępniono w postaci serii krótkich wideo do ściągania z Internetu. Czas ćwiczeń adept dostosowuje do swych dziennych preferencji – duża wygoda.
Mamy tu do czynienia z osobistym WIRTUALNYM trenerem; koszt takiego trenera jest co najmniej o rząd wielkości mniejszy niż koszt trenera w klubie/siłowni.
Te dwie zalety, aczkolwiek bardzo istotne, wpisują się jednak raczej w klasyczny schemat konkurowania ceną.

Istotna innowacyjność (innowacja wartości) polega na czymś, co w klasycznych metodach treningu było niezauważone: do uzyskania efektu przyrostu mięśni i trwałego efektu odchudzania wystarczy ćwiczyć co drugi dzień TYLKO po 7 minut! (a nawet nie powinny trwać dłużej).
Ta rewelacja wynika z pewnej obserwacji fizjologicznej (potwierdzonej naukowo) i sposobu wykonywania ćwiczenia. Nie wchodzę tutaj w tę kwestię, którą można poznać z materiałów programu oraz na webinarach zarówno polskich jak i angielskich).
Rewelacją jest zatem wielka oszczędność czasu i wysiłku. Są i inne zalety, które krótko opisałem w artykuliku http://befirst.co/gvo/dobra-kondycja-biznesu-i-twoja/ .

Z punktu widzenia biznesu zaś, produkt, tj. wirtualny trener, otwiera drogę do poprawy kondycji, sylwetki i zdrowia milionom ludzi, którym dotąd ta poprawa nie była dostępna drogą ćwiczeń – przez ich koszt i uciążliwość.
Konkurencja na TAKIM rynku jest znikoma (przynajmniej w Polsce), a zapotrzebowanie – jedno z większych, jakie można sobie pomyśleć.
Wreszcie, sam model biznesu – prowizje afiliacyjne (wielopoziomowy program partnerski) wpisuje się w przyszłościowy i coraz bardziej uznawany sposób na dochód (dodatkowy lub podstawowy) dla KAŻDEGO. Może być zastosowany globalnie dzięki Internetowi, ponieważ ma rynek anglojęzyczny i w przygotowaniu wersje narodowe.

Obecnie wszedł do Polski, co stwarza nam dodatkowe wyjątkowe możliwości w stylu Niebieskiego Oceanu.

Dobra kondycja biznesu i … twoja

.. czyli biznes w branży wellness.

Wystartował w pre-launchu publicznie nowy i potencjalnie bardzo duży (niektórzy mówią: największy w 2012 w Polsce) projekt biznesowy w Internecie.
Był on od dłuższego czasu przygotowywany przez grupę ponad 20 znanych marketerów z Polski i zagranicy.
Będzie to przełom w programach partnerskich w Polsce pod kątem zasięgu.
Okazało się to już na webinarze inauguracyjnym – padł krajowy rekord – 1540 osób.
Gdy pomyślimy o idealnym biznesie, to niewątpliwie jest nim ten, który oferuje coś, co jest powszechnie poszukiwane, a trudno dostępne, bo rzadkie, bo nie ma dosyć oferentów. Innymi słowy, gdy dla przedsiębiorcy nie ma konkurencji.
O tym, czego ludzie szukają łatwo się przekonać sprawdzając najbardziej popularne hasła w Google.
Okazuje się, że „odchudzanie” to drugie co do ilości wyszukiwań słowo
w Google, a „ćwiczenia” wpisywane jest w Polsce blisko 2 miliony razy w miesiącu!!! Widzisz ten potencjał, prawda?
Współgra to z modą na wellness i fitness – te dwa słowa już dość dawno się u nas przyjęły. Ale, o ile jest to olbrzymi biznes na świecie, to u nas jeszcze dopiero rozwijający się. Ponadto, jak to bywa na początku życia produktów, ceny oferowanych produktów i usług są dość zaporowe – typowe „spijanie śmietanki” przy wybuchu mody na coś. Ale to dobra moda, to zdrowy trend dosłownie i w przenośni.
Jak dla mnie – preferuję biznesy, które są zdrowe i etycznie. Między innymi takie, które oferują wartość przeciętnemu człowiekowi po przystępnej cenie oraz nie są oszustwem marketingowym.
Czy istnieją takie produkty?
W bardzo interesującej książce Chrisa Andersona „Za darmo” dyskutuje się kwestię już coraz szerzej wdrażanego modelu biznesowego, w którym rzeczywiście oferuje się sporo za darmo (nota bene – w USA tę książkę w wersji elektronicznej udostępniano właśnie za darmo).
Nie rozszerzając tutaj tego tematu, zauważmy że i w marketingu internetowym dość powszechnie stosuje się tworzenie relacji biznes-klient oferując mu najpierw wiele za darmo zanim przechodzi się do oferty lub tzw. up-sale.
O książce tej wspominam także ze względu na ciekawy wykres tam podany, który można prosto opisać. Na jednej osi układu prostokątnego mamy DOSTĘPNOŚĆ, na drugiej JAKOŚĆ.
To, co znajduje się blisko początku współrzędnych jest złym wyborem biznesowym – tam nie ma klientów. Obie współrzędne rywalizują między sobą, a wręcz utopijnym ideałem jest punkt (biznes) jednocześnie daleko na jednej i drugiej osi.
Ale czy jest to nierealne?
W sukurs przychodzi Internet i tu leży też odpowiedź na pytanie: co ten temat ma wspólnego z e-biznesem?
Zacznę od innego prowokacyjnego pytania:

Twój kwalifikowany osobisty trener fitness – nie za 1000zł/miesiąc, ale taki, który ci jeszcze … zapłaci za twój trening

Jak to możliwe?
I jeszcze bardziej prowokacyjne hasło:

Osiągniesz najlepszą sylwetkę jaką kiedykolwiek miałeś (aś) ćwicząc TYLKO po 7 minut przez 3 dni w tygodniu!
Co za herezje?
A jednak…
Wszystko opiera się na odkryciach dotyczących fizjologii oraz na długoletniej praktyce paru sportowców, którzy dzięki temu uzyskali wyżyny w swych dyscyplinach. Czyli chodzi o SPRAWDZONY i naukowo uzasadniony system prozdrowotny.
Pozwolisz, że przytrzymam cię w niedosycie informacji merytorycznej, bo o tym potem – teraz rozważamy modele biznesu.
Niska cena (= przystępność) wynika z formuły wirtualnego trenera, czyli serii dokładnie przygotowanych ćwiczeń, z instrukcjami wideo, tajmingiem, zaleceniami, wariacjami wg indywidualnych potrzeb i możliwości, z monitoringiem postępów i z grupą wsparcia. Jest jeszcze wiele innych przyjaznych dla studenta opcji, ale przede wszystkim – ćwiczenia można wykonywać w domu (lub na siłowni – jeśli ktoś chce i ma czas i pieniądze), a wszelkie instrukcje pobierane są przez Internet.
Stąd – przy sprawdzonym w USA fakcie wielkiego popytu – niska cena.
Natomiast jakość to: prostota ćwiczeń, ich udokumentowana skuteczność, efekty odchudzające bez wyrzeczeń, olbrzymia oszczędność czasu oraz zadowolenie – w przeciwieństwie do mocno eksploatujących ćwiczeń na siłowni wg starych schematów, co często prowadzi do kontuzji, permanentnej obolałości, gorszych wyników oraz wielu przypadków zupełnego zniechęcenia: tyle wysiłku, ból i żadnych wyników!
Tutaj efekt jest odwrotny – adept dobrej sylwetki jest uskrzydlony wynikami i przyrostem energii, nabiera nawyku przyjemnej aktywności ruchowej.
Produkt ma 30 dni gwarancji satysfakcji. Więc jeśli się nie spodoba, to oferowany jest pełny zwrot pieniędzy (a metodę już opanowałeś na własny użytek).
No dobrze, ale jaki to biznes dla mnie oprócz samej oszczędności? I co z tym rzekomym płaceniem MI za ćwiczenia?
Prosta sprawa. Jest tutaj system referencyjny. Otrzymuje się prowizje i to całkiem dobre (a teoretycznie po odpowiednim czasie nieograniczone) za polecanie produktu innym. A produkt jest abonamentowy, więc przychody są systematyczne. Cena zawsze wygrywa lub jak reklamuje się firma CCC – Cena Czyni Cuda. Tylko ok. 30 zł miesięcznie, dzięki czemu powstaje duży obrót globalny przy masowej dostępności.

Osobiście ten biznes bardzo mi się spodobał – i pod względem modelu i pod względem tematyki, ponieważ lepsze zdrowie jest jednym z moich dawnych koników – patrz np. serwis http://LepszeZdrowie.info
Jest od pewnego czasu zaniedbany, ale ma szansę odżyć za sprawą właśnie tego tematu, który mnie mobilizuje by wrócić do redagowania strony, zwłaszcza, że mam jeszcze sporo różnych ciekawych materiałów.
Co do opisywanego tu projektu (skrót 7MW) – zarówno od strony merytorycznej jak i biznesowej chciałbym odesłać Czytelnika do strony http://bit.ly/7MINUT oraz naszych webinarów > http://bit.ly/7MWPkonferencja, [obecnie już chyba tylko na amerykńskiej platformie:  https://nowlifestyle.com/live/ ], które odbywają się prawie codziennie (rozkład na wspomnianej pierwszej stronie lub ustalany doraźnie).
Obecnie budowana jest sieć partnerska liderów, natomiast sam produkt dla klientów będzie dostępny w okolicy Świąt Bożego Narodzenia (2012) – trwają intensywne prace nad opracowaniem polskich wersji materiałów, a jest ich bardzo dużo.
Jak zwykle – najwięcej biznesowo zyskają pierwsi partnerzy, ponieważ poznają produkt i biznes przed innymi, zbiorą osobiste doświadczenia (już są – dzięki także polskim testerom), staną się naturalnym liderami.

Warto dołączyć już teraz! Sukces murowany!

Najlepsze lekarstwa

Co nas leczy?

Poniższe zabrzmi  może żartobliwie, ale to pozór.

Nie tyle konkretne leki czy terapie – przynajmniej na pierwszym etapie…

Najlepsze lekarstwa to Miłość, Wiedza i Pieniądze.

 

Jak powiedział Paracelsus:

Powracamy do zdrowia głównie dzięki miłości.

 

Miłość jest najpotężniejszą siłą we Wszechświecie (tak uważam, ale nie tylko ja).
Wiele chorób, dramatów, zbrodni, bierze się z braku miłości, z niezaspokojenia tej podstawowej potrzeby.
Myślę, że nie muszę rozwijać tego tematu, bo trudno się z tym nie zgodzić.
Miłość powinna obejmować i nas samych, przekładając się na dbanie o siebie, na profilaktykę.
Miłość buduje naszą pewność siebie, wewnętrzną siłę i odporność na stres, ponieważ wiemy ile jesteśmy warci.

 

Wiedza pozwala nam często nie wpuścić się w ślepe uliczki farmacji i błądzącej

medycyny, ale i w puste obietnice szarlatanów lub marketerów, daje nam podstawy zdrowego trybu życia, pozwala zadbać o profilaktykę.

Chroni nas przed zagrożeniami, bo wiemy co jest szkodliwe lub jak się ratować.

 

Pieniądze zaś otwierają multum możliwości w zakresie zdrowia – wartościowe suplementy (bywają drogie), zdrowe odżywianie, terapie naturalne i specjalistyczne, sanatoria, SPA, ucieczka od stresu, odpoczynek, urządzenia do uzdatniania wody, magnetostymulacji, itd. itd.

 

Zauważmy że ta „trójca” pomoże nam nie tylko w zachowaniu zdrowia ale bodajże na każdym polu naszego życia  🙂

 

Na koniec przemycę parę swoich sugestii, gdzie szukać owych ‚lekarstw’.

 

Miłości – w sobie i w obcowaniu z ludźmi. Tymi którzy myślą pozytywnie i emanują życzliwością. By być kochanym – kochaj. By pokazać swoje pozytywne uczucia – pomagaj innym. Np. poprzez Nasze serca (nowa stroniczka na facebooku).
Prosta zasada: dajesz – odbierasz zwielokrotnione.

 

Wiedzy – teraz to bardzo ułatwione dzięki Internetowi. Zapraszam np. na https://www.facebook.com/KursyInternetowe/ 

a w zakresie samego zdrowia na www.LepszeZdrowie.info

 

Pieniędzy – też ułatwione dzięki sieci – możesz w niej zarabiać/dorabiać.
Zapraszam na jeszcze dopiero tworzoną stroniczkę www.InteligencjaFinansowa.i-dlaCiebie.pl – będą tam pojawiać się odpowiednie wskazówki. Bardziej konkretnie – np. https://www.facebook.com/eBiznes24x365/ i  strony o różnych MLM i programach partnerskich.

 

Jak poprawić zdrowie za darmo

JeDZ ostrożnie. Z plakatu konkursowego.

Dziś zacytuję artykuł mojego znajomego – Krzysztofa Abramka, któremu wiele zawdzięczam jeśli chodzi o zdrowie.

Jak poprawić zdrowie za darmo, czyli 20 zasad jedzenia poprawiających zdrowie. Zebrane i usystematyzowane zalecenia lekarzy medycyny naturalnej i holistycznej, oparte na wiedzy i doświadczeniu.

Zastosuj poniższe zasady, a z pewnością nie tylko unikniesz problemów gastrycznych, lecz także w miarę stałego ich zachowywania możesz liczyć na istotne zmniejszenie zatruwania swojego organizmu, a więc lepsze funkcjonowanie nie tylko przewodu pokarmowego, lecz także całego organizmu.
Jelita nie bez powodu są nazywana „drugim mózgiem”, w szczególności
odpowiadając za system immunologiczny (odpornościowy).

1) Węglowodany spożywamy jako pierwsze, następnie warzywa, a następnie białka (np. ziemniaki, surówka, kotlet).

Węglowodany to głównie: chleb, bułki, ryż, makaron, kasze, ziemniaki i wszystko co jest głównie z mąki. Trawią się one 1-3 godzin.

Warzywa trawią się ok. 2 godzin, natomiast surowe do 4 godzin. Ze względu na stan jelit nie wszyscy mogą jadać surowe warzywa.

Białka to głównie: mięso, ryby, soja, fasola, orzechy, sery, jajka, owoce morza

2) Nie spożywaj jednocześnie jedzenia tłustego i o smaku kwaśnym.

Zupełnie inne enzymy zajmują się rozkładem tłuszczy, a całkiem inne PH ma substancja kwaśna i w układzie trawiennym jedne drugim wchodzą w paradę, przez co pokarm przechodzi dalej źle strawiony, powodując rozliczne problemy.

3) Staraj się nie jeść owoców na deser, ani żadnych łakoci, szczególnie zawierających cukier. Najlepszy deser to … spacer.

4) Nie należy łączyć w jednym posiłku mięsa i nabiału, a więc przykładowo kotletów (burgerów) i sera, czy kiełbasy z jajkiem.

Różne  enzymy zajmują się trawieniem różnych białek.

5) Jeśli po posiłku zawierającym mięso i węglowodany wysokoskrobiowe (typu: ryż, kasza, ziemniaki) czujesz się najedzony /-a/ przez długi okres czasu, to staraj się jeść najpierw węglowodany, co najmniej 15 min. wcześniej niż mięso.

6) Nie popijaj posiłków! Z tym jest wręcz tragicznie, szczególnie u dzieci. Popijanie powoduje „płukankę” enzymów – nie mogą one dobrze strawić, gdyż zostaną w znacznym stopniu spłukane w głąb układu pokarmowego. Ponadto, znajdujący się w żołądku kwas solny zostanie rozcieńczony, przez co drobnoustroje trafiające tam z jedzeniem nie będą w wystarczającym stopniu zabite.

Popijanie pozwala na szybsze jedzenie, czyli przełykanie większych kęsów, często dokonywane przez jedzących w pośpiechu, co jest kolejną przyczyną złego funkcjonowania układu pokarmowego.

Należy pić nie później niż 30 minut przed jedzeniem i nie wcześniej niż 2 godziny po jedzeniu (dzieci 1,5 godz).

7) Po ciepłym posiłku nigdy nie pij zimnych płynów. Jest to szczególnie ważne w przypadku gdy spożywane były tłuszcze.

8) Nie objadaj się – staraj się wstawać od stołu nieco wcześniej niż zwykle. Nie znaczy  to, że masz się głodzić.

9) Staraj się spożywać warzywa gotowane, a szczególnie blanszowane (obgotowywane krótko, przez ok. 3-5 minut). Te surowe powinny stanowić około połowy wszystkich spożywanych warzyw. Te surowe należy dokładnie przeżuwać.

10) Nie pojadaj między posiłkami. To min. niepotrzebne drażnienie trzustki  koniecznością uwalniania insuliny.

11) Nie łącz owoców z mlekiem i jego przetworami.

12) Odmawiaj jedzenia posiłków które ci nie służą, źle się po nich czujesz.

13) Staraj się jeść jak najwięcej ciepłych posiłków – a w szczególności takie powinno być śniadanie.

14) Staraj się nie spożywać owoców południowych, szczególnie zimą, gdyż wychładzają organizm.

15) Używaj przypraw, dobierając je w zależności od potrzeby i rodzaju twojego posiłku.

16) Nie można ustalić diety na raz na całe życie. Żaden sposób odżywiania nie jest pozbawiony wad.

17) Odstaw wszelkie produkty, które mogą być modyfikowane genetycznie, są homogenizowane (podwyższają poziom zabójczej homocysteiny), typu UHT, utwardzone tłuszcze (min. margaryny) i mleko w proszku.

18) Trzymaj się z daleka od potraw przygotowywanych w kuchenkach mikrofalowych. Jest ono modyfikowane falami na poziomie komórkowym.

19) Zminimalizuj, a wręcz kategorycznie unikaj węglowodanów prostych, o wysokim indeksie glikemicznym.

20) Nie jedz jeśli nie jesteś głodny/-a, oraz po godzinie 19-20, 2-3 godziny przed snem.

Znam wiele przypadków poprawy samopoczucia, zdrowia, czy też chudnięcia, poprawy sylwetki tylko w wyniku zastosowania zasad, o których mowa powyżej. Często przynosi to o wiele lepsze efekty zdrowotne, niż stosowanie jakichś preparatów.

Natomiast w połączeniu z selektywną suplementacją, czyli dostosowaną do indywidualnych potrzeb organizmu, potrafi zdziałać zadziwiająco dużo w nawet w przypadku chronicznych chorób, czy też uznawanych za nieuleczalne, bądź takie, w których ponoć można tylko hamować ich postęp.

Strona autora http://www.PostawNaZdrowie.pl

Krzysztof jest autorem paru książek o tematyce zdrowotnej,
np.: Witaminy, minerały i suplementyZdrowy sukces – przez żołądek do sukcesu. …

Bogactwo prostoty

                        Największe pomysły cechuje prostota.
– William Golding

w-prostocie-tkwi-piekno-madrosc-i-sila-prostota

Bogactwo prostoty – ta fraza powraca w mych myślach coraz częściej.

Sama w sobie zawiera bogactwo innych myśli i przykładów. Dzisiaj chcę wskazać zaledwie fragment owego bogactwa.

Zanim do tego – zwracam uwagę na frazę odwróconą „prostota bogactwa”.

Chociaż bogactwo można osiągnąć na bardzo wiele sposobów, to wiele z nich jest całkiem prostych. Np. „wystarczy” bardzo chcieć i pracować nad tym.

Chcieć i pracować to proste pojęcia, ale na tym przykładzie widać, że prostota to nie zawsze łatwość. Nawet konsekwentnie i bardzo chcieć, to nie takie łatwe…

Inna myśl z tej dziedziny to „dawaj a będzie ci dane” lub podobna „daj ludziom czego potrzebują, a zapłacą ci godziwie i staniesz się bogaty”. Też proste, ale też niekoniecznie łatwe.

Można takie stwierdzenia uważać za truizm i zbytnie uproszczenie, w duchu znanego powiedzenia Alberta Einsteina „Wyjaśnienia powinny być tak proste jak jest to możliwe, ale nie prostsze„, więc oczywiście trzeba uważać …

Jest tu podobieństwo do innego powiedzenia – „małe jest piękne”.

Dzisiejszy wątek – zdrowie.

W artykuliku na stronie http://lepszezdrowie.info/news11.10.htm  podałem parę przykładów
hipotez ale i praktyk, które wskazują  jak osiągnąć zdrowie w sposób prosty, bezpośredni.

W zasadzie większość z nich bazuje na PROSTYM twierdzeniu, że organizm potrafi wyleczyć się sam, trzeba tylko mu w tym pomóc, a przede wszystkim nie szkodzić.

Do wspomnianej tam listy środków dodam wachlarz technik, głównie mentalnych,  wymienionych w ostatnio przeczytanej książce „Natychmiastowe uzdrawianie” autorstwa Serge Kahili Kinga. To podsumowanie kilkudziesięciu lat podróży, badań i praktyki autora w uzdrawianiu,
z położeniem nacisku na elementy medycyny (?) ludowej, szamanizm i nauki huny.
Proste, zaskakujące a skuteczne metody.

Przypomniała mi się też prosta polska metoda samoleczenia BSM (biostymulacji mózgu)  www.samoleczeniebsm.pl, którą może stosować każdy. Nie trzeba w nią wierzyć ani mieć specjalnych właściwość. Trzeba tylko wiedzieć gdzie i jak trzymać dłonie na głowie…

Powrócę tutaj jeszcze do mego tutejszego wpisu „Co jest najważniejsze w życiu?” z 14 stycznia 2011, gdzie wspomniałem o tak prostych czynnikach zdrowia jak oddychanie i dotlenienie komórkowe poprzez wolny tlen.

Zadziwia jak taka prosta i tania substancja jak woda utleniona czyli H2O2 (odpowiednio stosowana!) może być skuteczna na multum dolegliwości. Przypominając książkę  Iwana P. Nieumywakina  „Woda utleniona na straży zdrowia” (ostatnie polskie wydanie wydawnictwa
Hartigrama, 2008) wskażę jeszcze na inną polską pozycję wspomnianą przeze mnie w
artykule Uwaga woda! –  http://lepszezdrowie.info/uwaga_woda.htm

Chodzi o „Aktywny tlen w praktyce. Skuteczne kuracje”  Romana Nowaka dostępną w formie e-booka z ciekawej witryny  www.vibronika.eu .

We wspomnianym artykule o wodzie wykazuje się jak kapitalne znaczenie ma dla naszego życia i zdrowia właśnie woda. To kolejny przykład prostego środka. A sama woda? Prosta cząsteczka, a kryje w sobie tyle odmian-struktur, tyle tajemnic…

Nie przesądzając w jakim stopniu wszystkie ww metody są skuteczne, mamy obraz tego, że dla wielu takie były i są, nawet gdy środki konwencjonalne zawiodły. W  „najgorszym” przypadku – jeśli któryś jest po prostu placebo, to czy nie jest to proste rozwiązanie? Do tego tańsze i budujące poczucie siły przez poleganie na sobie…

Nasze czasy to wejście w erę cywilizacji informacji – z jednej strony jej zalew i szum, z drugiej niebywałe środki do pozyskiwania i przekazywania informacji.

Dzięki Internetowi poznałem wielu mądrych i odważnych ludzi. Co prawda, i przed Internetem miałem tę możliwość dzięki np. książkom i artykułom, ale była to przeważnie relacja jednokierunkowa. Odwagą i mądrością jest samodzielne, nie dogmatyczne myślenie, opozycja wobec monopolom władzy i „jedynej słusznej prawdy”, opozycja polityczna w imię wartości, wskazywanie na zagrożenia dla naszego życia i zdrowia, nawet z narażaniem się potentatom władzy i biznesu .
Jednym z przejawów takiej postawy jest działalność paru ostatnio poznanych osób, które wytrwale i z zaangażowaniem wskazują na konieczność wzięcia zdrowia w swoje ręce, pokazują jak można to zrobić  dość prostymi środkami a nie ulegać monopolowi farmacji i biznesowi
medycznemu.
Nie będę wymieniał nazwisk, ale chcę Im tutaj podziękować za wiedzę i pomoc.

Mówiąc o prostocie nie chcę być źle zrozumiany,  jak to powiedział Hermann Hesse (w „Wilk stepowy”):

Jesteś dla tego prostego, wygodnego dzisiejszego świata,
zadowalającego się byle czym, za bardzo wymagający i za głodny – on cię
wypluwa, masz dla niego o jeden wymiar za dużo.

Pośpiech a zdrowie

Tak więc gdy inni nieszczęśnicy oddają się nienasyconej
pogoni
za ambicjami i krótką chwilą władzy,
ja wyciągam się w cieniu i śpiewam.

Fray Luis de Leon, ok. 1527-91

pośpiech
(Shutterstock)

Badania pokazują jak zgubny dla naszego zdrowia jest stres, często pochodzący z pośpiechu, codziennej gonitwy i frustracji z powodu iż czegoś nie zrobiliśmy
albo że będziemy sankcjonowani za to, że zrobiliśmy to źle.

W odniesieniu do zdrowia bezpośredni skutek może wynikać i z tego,  że przez pośpiech zaniedbaliśmy prawidłowej diety, wskazań co do przyjmowania leków, nie robimy gimnastyki itd.

Kiedyś obiecałem sobie przestrzegać pewnego zdrowego „reżimu” porannego, w
którym po przebudzeniu piję szklankę wody (ew. z pewnymi dodatkami
leczniczymi), biorę lekarstwo „przed jedzeniem”, odczekuję do pół godziny, robię gimnastykę i dopiero jem śniadanie – bez popijania i zgodnie z zaleceniem – z wolnym, dokładnym przeżuwaniem. Potem mycie zębów, płukanie nosa  itd.

Niby proste, ale trudne przez to, że często brakowało na to czasu, bo już trzeba było wyjść do pracy, albo pojawiły się ekstra okoliczności. Podobnie, w czasie dnia inne „procedury zdrowotne” rozbijały się o barierę ograniczonego czasu.

Dlatego też (ale nie tylko dlatego!) tak bardzo chwalę sobie obecną sytuację, gdy
jestem już (prawie) niezależny i mogę sobie układać dzień po swojemu. Tym bardziej, że stać mnie na większe porcje odpoczynku, rekreacji i sportu.

Dzięki większej ilości czasu mogę też lepiej i dokładniej zapoznawać się z odkryciami w zakresie zdrowia i samouzdrawiania i próbuje to wdrażać we własnym życiu.

Więcej na ten temat pisałem, a zwłaszcza będę pisał na http://www.LepszeZdrowie.info .

Temat zdrowia jest osadzony w szerszym kontekście, który wymaga bliższego zaznajomienia się z celowymi działaniami przeciwko zdrowiu, z manipulacjami
społecznymi i politycznymi, z NWO, z próbami ograniczania wolności itp., co też wymaga więcej czasu na głębsze lektury, wyszukiwanie informacji i nawiązywania kontaktów. Zmuszanie do pośpiechu jest rodzajem zniewolenia, w którym człowiek coraz bardziej oddala się od siebie i innych i wpada w maszynerię systemu.

Myślę, że zwolnienie tempa, „powrót do natury”, która się nie spieszy, ma kapitalne znaczenie i dla naszego zdrowia i dla naszej efektywności – tu odwołam się do mojego już bardzo dawnego tekstu „Szybko-wolno” .

Warto nad tym wszystkim … pomedytować, a to wymaga też czasu i spokoju 🙂

Co jest najważniejsze w życiu?

ważne alarmy

Co jest najważniejsze w życiu?
………………………………………………………………

Oddychanie!
Już widzę rozczarowanie Czytelnika, który spodziewał się jakiejś „głębszej prawdy filozoficznej”…

Daj mi chwilę, a dojdziemy i do tego.

Prawdą jest, że nic nam po filozofii, jeśli po prostu nie będziemy żyć.
By żyć, musimy się odżywiać, ale bez jedzenia człowiek może przetrwać i powyżej 30 dni.
Potrzebujemy pić, ale można bez wody przetrwać do 7 dni.
Natomiast bez powietrza nie przeżyjemy nawet 5 minut.

Potrzebujemy tlenu dla procesów energetycznych ciała, ale oddychanie jest też odpowiedzialne w 70-80% za wydalanie produktów przemiany materii, w tym toksyn.
W ostatnich dziesięcioleciach dużo się mówiło o sposobach oddychania i jego jakości. Napisano mnóstwo książek i artykułów.

[uwaga: ex post dodałem ważna aktualizację – patrz na końcu]

Dla mnie bodajże pierwsze zetknięcie z tematem to były lektury Leonarda Orra z lat 70/80, gdy zainteresowałem się rebirthingiem.
W miarę zapoznawania się z tematem, zaczęła mnie zastanawiać duża liczba technik, z których każda mieniła się tą najlepszą, chociaż każda była inna. Dawałem wiarę raczej tym starożytnym, ponieważ świadoma praca z oddechem była przez tysiąclecia częścią jogi, tai-chi oraz innych duchowych szkół na Wschodzie.
Ale i tu istnieje duża różnorodność – wystarczy zapoznać się z kolejnymi naukami różnych wschodnich guru, jacy na przestrzeni 100 lat przenosili swe przesłania na Zachód. Powstają też różne kompilacje, z których jedną z ostatnich jest system Eiriu-Eolashttp://eiriu-eolas.org/about/ .
Obecnie w terapiach stosuje się też tzw. Integrację Oddechem. Technikę tę opracowała Australijka, nauczycielka jogi Nemi Nath.
Tematom tym poświęciłem kiedyś na L-earn.net (potem – po deaktywacji tego serwisu na LepszeZdrowie) parę artykułów:

Świadome oddychanie wg Leonarda Orra

Po co ci ta cała Integracja Oddechem?

Co dała mi Integracja Oddechem?

Różnorodność bierze się i stąd, że są oddechy oczyszczające, uspakajające (relaksujące), wyciszające, a także pobudzające i energetyzujące. Ważne jest, by wykorzystywać bardziej oddech brzuszny, nazywany przeponowym. Jest on najbardziej naturalny i zbliżony do sposobu, w jaki oddychaliśmy jako dzieci. Ma na celu wykorzystanie całych płuc, zwłaszcza ich dolnych płatów, które z wiekiem, gdy nasze ciało robi się coraz bardziej spięte, są powoli wyłączane.
Nie jest jednak teraz moim zamiarem rozwijanie tematu oddechu w tej „linii” i dlatego zakończę wątek podaniem przykładowych polskich lektur wprowadzających:

  • Ewa Foley – Świadome oddychanie (kaseta z seminarium)
  • Colin P. Sisson – Niezwykła moc świadomego oddychania (książka)
  • Leonard Orr – Świadomy oddech.

Chciałbym teraz zwrócić uwagę na naukowe podstawy ważkości oddychania a właściwie na jego mniej znane właściwości.
Kierując się swym poszukiwaniem źródeł chorób i prostym zasadom ich profilaktyki (patrz http://lepszezdrowie.info/news11.10.htm ) chcę zakomunikować, że natrafiłem na nowe … rewelacje.
Tematem tym zajmę się kiedyś na www.LepszeZdrowie.info  – gdy zbiorę więcej materiału i własnych doświadczeń, ponieważ mam jeszcze mieszane uczucia – temat jest kontrowersyjny.

Otóż, prawdopodobnie jedną z podstawowych przyczyn chorób jest niedotlenienie komórkowe.

Temat ten został poruszony szerzej bodajże najpierw przez Amerykanina W. Douglasa w książce „Uzdrawiające właściwości nadtlenku wodoru” a nieco później przez Iwana P. Nieumywakina w jego książce „Woda utleniona na straży zdrowia” (polskie wydanie wydawnictwa Hartigrama, 2008).
Jak widać z tytułów, chodzi o zastosowania wewnętrzne H2O2.
W USA ostatnio to zastosowanie jest „reklamowane” (w cudzysłowie, bo chodzi nie o reklamę leku w stylu koncernów farmaceutycznych, ale o raczej misyjne propagowanie alternatywnych tanich metod dostępnych dla każdego) na stronie http://www.oneminutecure.com/   i w książce autorstwa Madison Cavanaugh o tymże tytule.
Autorka posuwa się do twierdzenia, że odpowiednio dawkowana wewnętrznie woda utleniona jest panaceum na niemal wszystkie choroby.

Ponieważ jednak w Polsce dostępna jest raczej tylko książka Nieumywakina, to parę słów o niej.
Książka zawiera dużo informacji o tym, jak w praktyce stosować nadtlenek wodoru, zawiera relacje o odczuciach pacjentów i wyniki kuracji. Wyjaśnia również rolę H2O2, którego produkcja (odbywająca się w organizmie z udziałem wyspecjalizowanych komórek układu odpornościowego) jest jednym z mechanizmów usuwania patogennej mikroflory – grzybów, bakterii i wirusów.
Przystępnie, lecz zarazem fachowo wyjaśniono w niej związane z gospodarką tlenową mechanizmy fizjologiczne organizmu, wysoce negatywne skutki niedotlenienia tkanek, a także destrukcyjną rolę wolnych rodników.
Autor podaje również mnóstwo informacji o roli wody (już tej normalnej) w organizmie, o roli soli kuchennej (uważa jej niewielkie dawki za niezbędne dla organizmu).

Iwan Pawłowicz Nieumywakin zajmuje się tematem leczenia i uzdrawiania ludzi od ponad 40 lat. To osoba znana w Rosji zarówno dyplomowanym lekarzom, jak i ludziom zajmującym się medycyną naturalną. Jest doktorem nauk medycznych, profesorem, członkiem Rosyjskiej Akademii Nauk Przyrodniczych, autorem ponad 200 prac naukowych. Mimo znakomitego wykształcenia zyskał sobie przydomek „Głównego Uzdrowiciela Ludowego Rosji”.
Przez ok. 30 lat związany był z rosyjskim projektem „Kosmicznego Szpitala” – metod udzielania pomocy medycznej kosmonautom i zdalnego monitorowania ich funkcji życiowych w trudnych warunkach przestrzeni okołoziemskiej.

Skoro H2O2 ma takie rewelacyjne właściwości, to dlaczego jego zastosowanie wewnętrzne jest tak mało znane?
Cóż, wszystko co proste, tanie i na czym nie da się zarobić jest śmiertelnym zagrożeniem przemysłu farmaceutycznego i medycyny będącej coraz bardziej na jej pasku (subsydiowanie). Alopatyczna medycyna specjalizacji koncentruje się na szybkim eliminowaniu OBJAWÓW i tak rozumianym „leczeniu”, a nie na WYLECZENIU – poprzez sięganiu do źródeł chorób. Straciłaby bowiem rację bytu… Stąd zatajanie, zwalczanie, pomawianie o szarlatanerię, gdy temat H2O2 jest podnoszony.
Jednak, wg One Minute Cure, mimo wszystko:

„…over 6,100 articles in European scientific literature have attested to the effectiveness of this simple therapy
in not only killing diseased cells but also simultaneously revitalizing and rejuvenating healthy cells, thereby creating vibrant energy and well-being…

this safe, inexpensive and powerful healing modality has been administered by an estimated 15,000 European doctors, naturopaths and homeopaths to more than 10 million patients in the past 70 years to successfully treat practically every known disease”.

Nawet jeśli tezy o cudownych własnościach H2O2 są przesadzone, to ciekawe i cenne mogą być uwagi Nieumywakina o samym oddychaniu, a w szczególności jego zalecenie o tzw. fizjologicznym, naturalnym oddychaniu.
Jak by nie było, zagadnienia oddychania są jego główną specjalizacja zawodow
ą.
Otóż – wbrew obiegowym opiniom – zbyt głębokie i intensywne oddychanie wywołuje odwrotny skutek, powodując zmniejszenie zaopatrzenie organizmu w tlen, ponieważ zakłócona zostaje równowaga w składzie mieszanki tlenu z dwutlenkiem węgla, który to drugi gaz służy udrażnianiu tlenowi dostępu do komórek (w uproszczeniu). Stąd wskazane jest owo naturalne i wolniejsze oddychanie, z akcentem na dłuższy wydech i nawet umiarkowane zatrzymywanie oddechu.

Dość rewelacyjne – nie komentuję dalej, zanim nie poznam tematu głębiej i go nie wypraktykuję. Coś w tym jest – gdy np. biegnę, oddycham intensywniej – to właśnie wtedy mnie „zatyka”. Ale to może niewłaściwy przykład…

Na koniec wracam do metaforycznej strony oddychania. Zdrowie, któremu ma służyć dobre oddychanie i ww. terapie, to wielka wartość.
Gdy mówimy „weź oddech”, to mamy na myśli aspekt odpoczynku, spojrzenia szerzej na sprawy, uspokojenia umysłu, wolność. Czyż to też nie jest ważne?

Szczególnie oddech jako synonim swobody i wolności, to olbrzymia wartość, bodajże największa.
Gdy gonimy za bogactwem, to dla samego bogactwa?
Nie – to tylko środek do … wolności różnego rodzaju.
Nawet zdrowie to element wolności – od trosk i bólu złej kondycji, a ku powabom życia, ku jego wydłużeniu.
Wolność to samorealizacja.
W pewnym sensie kółko się zamyka – miejmy wolność w wyborze metod leczenia, wychodźmy poza zniewalające schematy i dyktaty.

—-

Dopisek.
Później poznałem nowsze prace, w szczególności Konstantina Butejko, który udowodnił, że sposobem na zdrowie i uzdrawianie z wielu chorób, a także na dłuższe życie, wcale nie jest oddychanie głębokie a takie, które zachowuje więcej dwutlenku węgla we krwi.
Dokładniej o tym:

Oddychanie wg Butejki

Oddychanie a zdrowie

Zimowa refleksja

Nie ma sprawiedliwości nawet nie z czyjejś winy – po prostu z geopołożenia.
L. Korolkiewicz

Lubię zimę dla widoków lub zimowych sportów, ale tegoroczna zima dopiekła (raczej: domroziła) nam mocno. Przywaleni śniegiem, zziębnięci, z niedosytem słońca, mniej mobilni – mamy na co narzekać.

Gminy narzekają na wydrenowanie budżetów przez wydatki na odśnieżanie.

Zima jest droga. Rozważmy to na bardziej indywidualnym poziomie. Mieszkanie w naszej strefie klimatycznej, w odróżnieniu od krajów z ciepłym klimatem, wymusza/powoduje/wymaga:

  • Posiadanie zimowych strojów i butów (co jest droższe niż stroje letnie), można powiedzieć, że dokładamy dużo więcej niż dwukrotnie wydatków
  • Przechowywanie tych zimowych rzeczy, co wymaga dodatkowych powierzchni
  • Konieczność przebierania się do wyjścia, co zabiera czas
  • Odżywiania się bardziej kalorycznego (droższego i często mniej zdrowego)
  • Mniejszą naturalną ruchliwość, co także nie sprzyja zdrowiu
  • Większą podatność na przeziębienia i niektóre inne choroby (koszty leczenia i absencji/nieaktywności)
  • Mniejszą ekspozycję na słońce, które wytwarza na skórze życiodajną witaminę D
  • Więcej depresji i gorszego humoru
  • Ogrzewania pomieszczeń – olbrzymie koszty!
  • Budowy domów o grubszych murach, szczelniejszych oknach
  • Odśnieżanie dróg, placów, chodników (koszty)
  • Uszkodzenia dróg, awarie wodociągów, trakcji elektrycznych (> tegoroczne doświadczenia)
    Zwiększenie kosztów komunikacji – większe wydatki paliwa, zimowe opony w samochodach, s także wyłączenia komunikacji
  • Większą wypadkowość na drogach
  • Krótszą wegetacja roślin – mniejsze plony, rzadsze owocowanie/dojrzewanie, koszty magazynowania płodów na okres zimowy
  • Itd..
    Do tego dochodzą mniejszy kontakt z przyrodą, mniejszy komfort życia.

Osobiście wiem, że ciepły klimat lepiej mi służy.

I dlatego marzy mi się Ameryka Południowa, a może południowa Francja?

W wielu ciepłych krajach, a zwłaszcza tych mniej zurbanizowanych, życie jest naprawdę znacznie tańsze i może być przyjemniejsze.

… Coraz częściej zaglądam na http://www.internationalliving.com i zastanawiam się: kiedy i gdzie 🙂

Syndrom weekendu

Weekend jest wyczekiwany z utęsknieniem, ponieważ w ciągu tygodnia praca zawodowa, z której wracam po 17-tej, zabiera mi tyle sił i czasu, że już niewiele energii starcza na zajęcie się sprawami, które mnie naprawdę interesują. Niemniej codziennie spędzam w domu wiele godzin nad swymi sprawami, ale to nie wystarcza by je zrealizować, a jednocześnie podkopuje zdrowie i  wyłącza znacznie z życia rodzinnego. Źle się dzieje…

Weekend to okres który wreszcie mogę poświęcić dla rodziny, kultury i koniecznej rekreacji – przynajmniej częściowo.  W ciągu tygodnia zbiera się wiele rzeczy odkładanych właśnie na weekend: nie przeczytane gazety i czasopisma, setki (już po wstępnym odsianiu) e-maili i ich załączników, e-booki i zwykłe książki, sprawy „na mieście” na które nie starczyło czasu, porządki i inne prace i reperacje domowe, praca nad własnymi projektami, itd.

Marzę o tym żeby spotykać się z ludźmi, brać udział w seminariach i podobnych imprezach edukacyjnych – czasami udaje mi się to właśnie w weekend, ale generalnie nie lubię gdy jestem przez to zmuszany do kolejnych godzin spędzonych w zamkniętym, dusznym pomieszczeniu, na siedząco, właśnie np. w niedzielę.

Mam często żal do organizatorów, że jakby nie rozumieją że dla wielu osób jest to czas odpoczynku, który zabierają. A już paradoksalnie dla mnie brzmią propozycje sobotnio-niedzielnych nasiadówek na temat zdrowego trybu życia 🙂

Chociaż bardzo konsekwentnie przestrzegam by mieć w soboty i w niedziele zajęcia fizyczne, to niestety, i w weekend wiele mych zajęć sprowadza się znów do siedzenia przed komputerem. Jest to wreszcie okazja by znów zajrzeć na platformy społecznościowe, zobaczyć co u wirtualnych znajomych, wrzucić coś do twittera.

Problemem jest więc czas, a może efektywność. Co do efektywności, to nie mogę powiedzieć, że nie znam metod i że ich nie stosuję. Cały serwis http://www.L-earn.net jest w dużym stopniu poświęcony efektywności osobistej.

Zapewne wiele problemów by odpadło, gdybym nie musiał pracować, był niezależny finansowo. Idę małymi krokami (za małymi!) w tym kierunku – napiszę wkrótce o tym osobno. Powiem teraz tylko tyle, że jestem wręcz bombardowany różnymi propozycjami (90% z zagranicy), jednak ich rozpoznanie i weryfikacja  zabiera sporo dodatkowego czasu – często okazuje się, że są albo nie do zastosowania w Polsce, albo podejrzane, albo ryzykowne itd.

Sporo daje mi teraz internetowy kurs „Optymalizacji życia” , chociaż niektóre lekcje znane mi są od dawna i  odnośne zalecenia stosuję. Ideą, która rozpala moją wyobraźnię jest zwłaszcza tzw. semiretirement.

Wracam jednak do „syndromu weekendowego”.  Otóż zauważyłem od wielu tygodni, że weekend – zamiast przynosić odprężenie, powoduje jednak u mnie dodatkowe napięcie. Notes jest przepełniony setką spraw do zrobienia i nigdy nie udaje się ich w całości wykonać – lista więc narasta.

W dni robocze, zwłaszcza teraz późną jesienią, ranne wstawanie jest trudne i przykre – może to także podświadoma niechęć do mało lubianej pracy.  Nadto, ponieważ kładę się zawsze po 12, a wstaję przed 7, to czuję się niewyspany. „Odeśpię w weekend” – niestety w sobotę budzę się nawet jeszcze wcześniej niż normalnie i już nie mogę zasnąć. I w ogóle źle wtedy śpię. W głowie setki myśli i planów na dany dzień…

Dodatkowo, zbliża się koniec roku i konfrontuję się z rocznymi planami – czy zdążę je zrealizować i czy w ogóle…

Ciekawe, czy też tak macie? A może to początek choroby zwanej pracoholizmem?
Trzeba chyba zmienić strategię swego życia…