Tematy, tematy…

co o tym myślisz

Kolejna porcyjka tematów do szerszego opracowania w wolnej chwili (jestem obecnie zajęty), a może ktoś zechce coś z tego wziąć? (Cz. 1 – Refleksje z wakacji)

1. Jak jeździmy (Polacy)?

Bądźmy szczerzy – gdy wyjedzie się na drogę szybkiego ruchu (a nawet nie tylko) nader często widzi się auta pędzące co najmniej 180 km/h. Niebezpieczne, zwłaszcza gdy dotyczy to samochodów niższej klasy, dla których owe 180 czy 
nawet 160 to limit prędkości. O wypadek nietrudno, szczególnie gdy wyzwala się współzawodnictwo – kto szybszy, albo „ja ci pokażę”. Mógłbym pokazać swoje 240 km/h (i to nie nominalne katalogowo), ale na szczęście powstrzymuję się – 
nie chcę brać udziału w tym szaleństwie. Jeszcze bardziej niebezpieczne jest niekontrolowane (bo tam nie ma policji) pędzenie szosami leśnymi. Niektóre z tych dróg są nowe i mają dobrą nawierzchnię, co dodatkowo prowokuje niektórych. Obserwuję to często. 
Niebezpieczeństwo wynika co najmniej z czterech powodów: drzewa i rowy przydrożne, liczne zakręty bez widoczności co jest za nimi, dzika zwierzyna, grzybiarze i inni przechodzący w poprzek czy wzdłuż szosy.Mój głos – nie pierwszy raz: Zwolnij! – jest głosem na puszczy?

2. Zagadka do wyjaśnienia.

W swym leśnym domku wakacyjnym prawie nie odbieram telewizji. Badałem to pod kątem technicznym – chyba wszystkie opcje zostały rozważone, praktycznie sprawdzone – poprawa jest minimalna i jakby przypadkowa. To problem sam w sobie, ale zastanawia mnie co innego. Była „wyspa” bardzo dobrego odbioru przez cały tydzień podczas zeszłorocznych Dni Młodzieży w Krakowie. W tym roku parę razy gdy były ważniejsze wydarzenia polityczne, zwłaszcza przemówienia prezydenta, pani premier itp. z dobrym odbiorem. Nasuwa się podejrzenie, że TVP (mówię tylko o telewizji publicznej, bo innych kanałów prawie nigdy nie udało się złapać) centralnie zarządza wzmocnienie sygnału przy takich okazjach. Czy to możliwe?

3. A propos TVP.

Jest sporo zastrzeżeń – wiadomo. Osobiście nie wiem jak zdefiniowano „telewizję narodową”. Jako upolitycznioną? 
Ramówka jest uboga- dużo powtórek, zanikły kabarety satyryczne, unikanie polityki (takie kabarety przeszły do 
kanałów nie państwowych), a te które są – są albo śmieszne tylko bardzo plebejsko, albo w ogóle nie śmieszne.
Nie 
widzę podniesienia poziomu. Nadal kontredukacyjny (a nawet szkodliwy) prime time z filmami akcji, kryminałami, 
przemocą lub martyrologią. Jeśli coś wartościowszego, to bardzo późno. Jestem też wyczulony na głupawe reklamy, a wkurzony na kłamstwa wielu reklam medycznych. W Wiadomościach często na pierwszym miejscu jakieś wiadomości sportowe, jakby nie było osobnego bloku sportowego i jakby to było najważniejsze. W ogóle chełpienie się, że TVP daje więcej sportu, to (jak dla mnie!) zarówno przykrywka na „zapchaj dziury”, jak sprawa trzeciorzędnej rangi oraz schlebianie niższym potrzebom. Temat zapewne kontrowersyjny, ale mam nadzieję, że wiele osób wie o co mi chodzi – emocje na bazie „nasza drużyna dokopała innej”, „jesteśmy najlepsi” itp., to niska energia.

4. Inna zagadka.

Przeciętna temperatura ciała to 36,6 st. C. Temperatura otoczenia rzadko przekracza tę wartość, co oznacza że ciało bezustannie oddaje ciepło do otoczenia. Jakie to nieekonomiczne! Bo oznacza, że bardzo dużo energii tracimy bez wyraźnego celu, a to z kolei oznacza że musimy więcej jeść niż wymaga tego podtrzymanie organizmu, wydatek energii  na ruch, procesy w mózgu itd. Skąd się wziął taki błąd? Pewnie czegoś nie wiem… A może kiedyś otoczenie było dużo cieplejsze i wtedy miało to sens? (jak w przypadku zwierząt okresu kambru i podobnych ciepłych er).

5. Jestem z pokolenia,

…które doczekało się długiego pokoju w Europie, okresu gdy zakończyła się zimna wojna, gdy upadł blok sowiecki i wydawało się, że wkroczyliśmy w erę lepszej przyszłości. Wiele krajów wybiło się na niepodległość. Postępowało stopniowe rozbrojenie i optymistycznie raczej nikt nie myślał o możliwości kolejnej wojny na skalę światową. Owszem były i są konflikty lokalne, ale to jakby nas nie dotyczyło. Jakże inaczej wygląda sytuacja dziś. Nie wnikam w wiele przyczyn, o których obszernie się dyskutuje. Zdumiewa mnie tylko regres jaki zachodzi. To, że na zbrojenia ponownie wydaje się biliony dolarów i znów stawia się na siłę. Że w tym układzie stosunków i my – Polacy uwikłaliśmy się w zbrojenia i wielkie koszty, które mogą pójść na coś, co nigdy nie będzie ani potrzebne ani pozytywnie twórcze. Mam nadzieję jednak że jednocześnie szykuje się oddolnie nowy paradygmat, który pokaże ślepą uliczkę takiej polityki i takiej cywilizacji…

6. Przy okazji – temat-pytanie osobiste.

Chociaż mamy wspomniany leśny domek, ale jest on przystosowany tylko do pobytu letniego – nie ocieplony, bez 
ogrzewania. Marzy nam się eksperyment (jak na mieszczuchów) – przeżyć w lesie cały rok, doświadczyć tego. Mam na myśli samodzielny pobyt w domu prywatnym lub jakiejś leśniczówce. Szczegóły do ustalenia – teraz rozsyłam wstępne wici w sprawie takiej możliwości na zasadzie wynajmu po możliwie niskich kosztach lub w zamian za przypilnowanie/jakąś usługę.

Refleksje z wakacji

Marzenia to odpoczynek od słów.
Hugo Victor

slonce

Oddaję się wakacyjnemu lenistwu, także marzeniom, co jednak nie oznacza że czasem nie chciałbym coś napisać – wbrew tutejszemu mottu. Jest sporo przemyśleń, ale dziś wrzucę tylko parę tych gorętszych aktualnie – w formie krótkich, czasem kontrowersyjnych, inspiracji – niekoniecznie dla siebie, bo pewne tematy może zainspirują kogoś innego do pełniejszego zajęcia się daną sprawą lub komentarza – zanim się do nich (ewentualnie) zabiorę. Proszę bardzo… I uwaga – piszę przy słabym dostępie do sieci, co chwila mi się zrywa – nie wiem czy to wyjdzie i jak będzie z formatowaniem tekstu…

1) Głośno jest o nieuprawnionych reprywatyzacjach. Dużo ludzi zostało pokrzywdzonych i słusznie należy im się zadośćuczynienie. Na fali tych słusznych sytuacji widzę też jak doczepiają się do nich ludzie, którzy pozyskali nieruchomości za PRL prawem Kaduka. Bywały częste przypadki, że prawowity właściciel był rugowany z mieszkania  przez władze na rzecz kogoś, kto tej władzy sprzyjał. Niektórzy z nich są bardzo głośni. Jakaś pani: „Ja po wojnie tu sama wstawałam okna!” itp.
I co z tego? Wiele tak uwłaszczonych domów, a nawet zabytkowych dworów czy mieszkań kwaterunkowych  to obecnie ruina – „właściciele” nie dbali o nie. W takiej sytuacji skłaniam się do uznania, że lepsze od tej dewastacji jest przejmowanie zgodnie z prawem nieruchomości przez osoby, które chociaż nie są historycznie właścicielami, to gwarantują ich rewaloryzację i utrzymanie w dobrym stanie. W ten sposób – prywatnym sumptem – już wiele domów, kamienic i zabytków ocalało i obecnie jest ozdobą miast i wsi zamiast ostatecznie popaść w ruinę lub być nieustannym kosztem i kłopotem gminy.
Przy okazji – gdy to piszę, miały miejsce obchody rocznicy Powstania Warszawskiego. Ktoś na twitterze tak skwitował wystąpienie HGW:
Złodziejka która przyczyniła się do wyrzucenia z mieszkań 40 tys. mieszkańców Warszawy wzywa do „obrony wartości„.
Oczywiście nie o takie metody i wartości chodzi… W danym przypadku uderzała też konfrontacja słów HGW podczas wiecu z obecnością prawowitego spadkobiercy kamienicy na ul. Noakowskiego, który tego słuchał.
Co prawda, nie wiem czy rzeczywiście 40 000 i czy dosłownie wyrzuciła, ale wszyscy ci ludzie – mimo, że nie są/byli właścicielami (są różne przypadki prawne), powinni także mieć zadośćuczynienie – czy to od władz czy od nowych nabywców lokali.

2. A propos Powstania. Psychologicznie ten zryw był zrozumiały, politycznie w tamtych określonych warunkach był nieodpowiedzialny. Jak to nazwał w swej książce R. Ziemkiewicz – „Jakie piękne samobójstwo” . Żołnierze myśleli, że zakończą swą bitwę w parę dni, a przywódcy, znający realia podtrzymywali ich w tej wierze. Posłano do walki nawet dzieci, nie było uzbrojenia. Są i inne wątpliwości, ale tu nie miejsce na to.
Oprócz strasznej ceny w ludziach wielką cenę poniosło i miasto – po Powstaniu całe dzielnice zrównano z ziemią.
A Warszawa był pięknym miastem – gdyby nie Powstanie nie byłoby tak wielu późniejszych problemów infrastrukturalnych, mieszkaniowych, tak wielkich kosztów odbudowy  i rewaloryzacji miasta. Wiem, że to czynnik niewspółmierny z ofiarami w ludziach, ale tym bardziej porusza mnie fakt że przywódcy nie ponieśli konsekwencji za swoją lekkomyślność i posłanie na śmierć tak wielu młodych. Wielu z nich żyło sobie we względnym spokoju na emigracji do końca swych dni.
Przy okazji – bardzo porusza barbarzyństwo Niemców, gdy już wiedzieli, że wojnę przegrali – zarówno w ich zemście na mieszkańcach Warszawy jak i w jej systematycznym i gorliwym burzeniu – bez żadnej dla siebie korzyści, a nawet ze stratami.

3. Obecne władze oddają cześć bohaterom i postponowanym a także zapomnianym żołnierzom oraz niepodległościowcom.
To im się należy, to może już ostatni moment kiedy można to uczynić za życia tych niewielu, którzy dożyli. Mam wrażenie jednak, że w swej politycznej narracji tworzą też kolejne „mity założycielskie”. Chociażby właśnie takie eksponowanie roli Powstania.
Przy całym szacunku do ofiar i intencji upamiętniających, w niektórych działaniach ociera się to – PRZEPRASZAM że tak porównam, o … nekrofilię. To jest hołubienie wszelkich szczątków, powstrzymywanie różnych inwestycji z tego powodu, ciągłe celebracje. A przecież groby żołnierzy, a zwłaszcza powstańców, były niemal na każdym podwórku. Czy to oznacza że byli gorsi, bo ich tak nie wykopywano i nie mieli asysty honorowej jak robi się teraz? Zachowajmy miarę jaką daje czas. Powiedziałbym za poetą „z żywymi trzeba naprzód iść…”.

4. Oprócz afer sądowych i nieruchomościowej w Warszawie (głównie o tym głośno, a przecież podobne dzieją się w innych miastach) wielkim problemem jest mafia (użyję tego mocnego sformułowania, chociaż nie uogólniam) spółdzielcza – mam na myśli patologie w spółdzielniach mieszkaniowych i spółdzielniach „pracowniczych ogródków działkowych”. Oba te obszary rządzą się autorytarnie poprzez swych prezesów różnych szczebli na wzór PRL-u, skąd wzięły swój początek.
Nie wnikając w wiele przekrętów, dramatów i niesprawiedliwości (czubek góry lodowej był poruszony np. w programie telewizyjnym „Teraz Polska” , ale od tematu odstąpiono – czyżby przez uwikłanie nawet obecnej klasy politycznej?), zatrzymam się krótko znów przy sprawie działek w Warszawie. Ponieważ  obserwuję od lat rynek inwestycji mieszkaniowych, widzę, że buduje się domy w miejscach nawet zupełnie do tego się nie nadających – na terenach zalewowych, w miejscach bardzo uciążliwych komunikacyjnie, zaburzających układ urbanistyczny lub blokujących przewietrzanie, tam gdzie nie ma szans na parkowanie samochodów, wciskanie bloków na siłę w ciasne miejsca itp. Z drugiej strony jest szereg pięknych i obszernych terenów zajętych przez ogródki działkowe. Część działek to miejsce  „bida-domków’, albo miejsca zdziczałe i opuszczone. Marzy mi się miasto-ogród, w którym część tych terenów byłaby mądrze zagospodarowana na kameralne osiedla z ogrodami na bazie istniejącej i rewaloryzowanej zieleni.
Już dawno pokazano taką możliwość na „Sadach Żoliborskich”, ale dziś można by zrobić to znacznie lepiej. Może rozwiązało by to znaczną część problemów z gruntami pod budowę, jednocześnie satysfakcjonując cześć działkowiczów, którzy mogliby mieć preferencje w pozyskaniu mieszkania?

5. Jestem na wakacjach na swej „daczy”, o której parokrotnie tu pisałem. Kiedyś (wczesne lata 90.) napisałem też spory esej umieszczony w odcinkach w lokalnej gazecie na temat uroków działki kontra pewne niepokojące zjawiska. Po latach pojawiły się nowe – już nie tyle od strony sąsiadów, ale od strony władz gminy. Chodzi zwłaszcza o postępujący od lat wyrąb drzew w parku krajobrazowym, który odebrał nam piękne otoczenie i nasilający się fiskalizm.
Być może wyrąb też jest obliczem pogoni za zyskiem. Zatrzymam się chwilę przy postawie gminy: drenować działkowiczów gdzie się tylko da. Przykładowo – chociaż przebywamy tutaj okresowo, tylko latem i produkujemy mało śmieci (resztę kompostujemy), to obciążono nas obowiązkowym ryczałtem w wysokości takiej jak w Warszawie, gdzie śmieci wytwarzamy wielokrotnie więcej, a śmieciarka przyjeżdża 4-5 razy w tygodniu. Na działkach raz w tygodniu, poza sezonem 2 razy w miesiącu. Prąd tutaj też jest droższy. Mimo to wszystko lato „na wsi” to jednak coś, co daje „prąd życiowy” warty dużej ceny 🙂

Z lżejszych tematów wakacyjnych:

6. Obcujemy na co dzień z kotami.
Które to już pokolenie? W każdym razie liczone w dziesięciolecia, a każdy rok to nowy miot. Pewne koty pamiętamy, inne gdzieś przepadły, czasem pojawi się nieznany gość z innego rewiru. Widać różne hierarchie, animozje lub tolerancje. Są to koty półdzikie, przy czym nowe kotki dość szybko się oswajają. Potem część przetrwa zimę, chociaż wtedy już muszą liczyć tylko na siebie, bo w zimie nikt tu nie mieszka na stałe. Ciekawe zwierzęta. Rozkoszne w zabawie, okrutne w polowaniach, mające swoje charaktery, humory. Obecna matka kotków jest bardzo nieufna, syczy gdy się do niej zbliżyć – nawet z jedzeniem, a dostają go od nas sporo i wydawało by się, że to powinno ją obłaskawić. Jakieś złe doświadczenia z ludźmi? Jest, zwłaszcza w starszych kotach, jakieś dostojeństwo – chadzają powoli, z godnością. Oczywiście – swoimi drogami. Ale tyle o tym napisano, że nie będę się wysilał na coś nowego. Po powrocie do Warszawy może wrzucę jakiś filmik z kotami, bo stąd mam za słaby zasięg i transfer na takie próby.

7. Sporo czytam. Skwituję to na dziś tak: swoista chwała pewnym szalonym ludziom! To oni zmieniają świat, porywając się na to, co „niemożliwe”. Lub doświadczają na sobie rzeczy, na które nikt „normalny” by się nie odważył albo o nich nie pomyślał, a przez to odkrywają nowe tereny poznania, wrażeń lub nowe oblicza piękna. Wiadomo też, że wiele wynalazków (większość?) powstało nie z planowanych deliberacji, ale z przypadku niezwykłego doświadczenia, z ciekawości, z podszeptu intuicji, nawet iluminacji.
O tym kiedyś napiszę, bo to mnie fascynuje.

Chociaż niektóre moje wpisy mogą wydać się nieco szalone czy dziwne, to jeszcze mi daleko to owych przykładów. Szkoda…
W każdym razie – pozwól sobie na nieco szaleństwa – lato i wolny czas, to dobra pora.

PS. Jak co miesiąc – podsumowałem lipiec w zakresie spraw zdrowia widzianych z szerszej perspektywy,  tutaj: www.LepszeZdrowie.info/news7.17.htm

Z wakacji – twórczo, inaczej

blogostanLZ

Jestem na długich wakacjach letnich na swojej ‚daczy’, z ograniczoną aktywnością w sieci, ale sporą aktywnością co do lektur i pisania.
Obłożony książkami wracam jak syn marnotrawny do pewnych idei, które tu właśnie kiełkowały od  około 1994 r., a później w wirze życia jakoś się rozmyły. Może po części zmarnowałem ten czas?
Ilustracja w nagłówku pokazuje w metaforze o co chodziło. Dziś, po przekroczeniu 70 lat skupiam się głównie na zdrowiu – nie tyle z powodu że jest złe, ale z wiary, że mogłoby być dużo lepsze. Także w wymiarze powszechnym, bo jest wiele świadectw, że choroby przewlekłe stają się jeszcze bardziej przewlekłe, dotykają już dzieci a w ogóle służba zdrowia goni w piętkę.

Jak zwykle z końcem miesiąca podsumowuję tematy jakie przewijały sie na www.LepszeZdrowie.info (LZ) oraz na https://www.facebook.com/Zdrowie.i.Fitness/.

Od dłuższego czasu zbieram się by ukierunkować LZ na to, co osobiście uważam za najbardziej przyszłościowy kierunek w uzdrawianiu.
Zanim do tego przejdę – co to jest uzdrawianie i czym się różni od leczenia?

Ujmę to tak: Leczenie to przyniesienie ulgi w doznawanych objawach, wyleczenie to pokonanie choroby, uzdrowienie obejmuje całą osobę. Prawdziwe uzdrowienie wymaga bowiem szerszego wymiaru, obejmującego fizyczne, mentalne i duchowe aspekty, z odpowiednim uwzględnieniem historii danej osoby i wrodzonych ludzkich ograniczeń.
Właśnie tak rozumiane uzdrawianie było pierwszą myślą jaka pojawiła się gdy ponad 10 lat temu pisałem o celu strony LZ.
Chociaż ten kierunek przewijał się często, zwłaszcza gdy wspominaliśmy o medycynie holistycznej, to został trochę przytłumiony przez inne wpisy, zwłaszcza te kontestacyjne. Czułem się nie gotów by zająć się tylko tym, nie powiem też bym był całkiem gotów dziś, ale chcę bardziej to uwydatnić.
Odtąd jednak gros wpisów będzie o metodach bardziej duchowych niż ‚fizykalnych’. Pewnie w sumie będzie ich zatem mniej, bo i odnośnych materiałów jest mniej. Zatem obieram kurs jeszcze mocniej na wewnętrzne, w tym mentalne moce człowieka dla poprawy jego błogostanu.

Dlaczego właśnie ten kierunek? 
Wyjaśniam to właśnie w nowościach czerwcowych i wskazanych tam artykułach – nie będę tego tu powtarzał, natomiast zapraszam do ‚źródła’.

Planowane przekierunkowanie treści może wydać się zaskakujące, dla niektórych odjechane, ale – doprawdy – wynika z mego przeświadczenia, że taki jest kierunek zmian jeśli mamy pójść do przodu.
Nie negując tego, co było dobre w przeszłości, otwórzmy się na nowe. A co będzie – „po owocach poznacie ich”.

A na koniec – życzę pięknego lata – jeśli nawet aura płata figle, to przynajmniej jako przerywnika w kieracie zajęć i czasu spotkań z naturą.


 

Niewymierność rzeczywistości

Najpiękniejszą rzeczą jest możliwość doświadczania tajemnicy.
Jest ona źródłem całej prawdziwej sztuki i nauki.
Albert Einstein

Obraz może zawierać: tekst

Czasem opanowuje mnie żyłka filozoficzna, która dziś przybierze wymiar … tajemnic matematyki.

Bardzo szeroki temat uprawiany przez wieki.
Biorę fragmencik dotyczący liczb niewymiernych, ale w ujęciu przystępnym chyba dla każdego. Sam też nie uprawiam matematyki jako profesji, więc może popełnię jakiś błąd w poniższych dywagacjach. Dalej będzie o sprawach znanych i dość banalnych, jednak … wciąż filozoficznie zastanawiających.
Może dlatego, że dalej omawiane okręgi, trójkąty, liczby to twory abstrakcyjne, co stwarza naszemu umysłowi sporo trudności…
Dla wielu to także abstrakcyjne życiowo i poniekąd mają rację – idealne okręgi, kule, różne figury itp. twory we Wszechświecie nie istnieją fizycznie, są to pewne modele matematyczne.
Zakładam tylko, że pamiętasz jak się definiuje liczbę niewymierną: nie da się jej wyrazić ilorazem dwóch liczb naturalnych.
Nazwa ilustruje fakt, że długości wyrażonej liczbą niewymierną nie da się zmierzyć tą samą miarą co „długości wymiernej”. A mierzenie to w zasadzie właśnie dzielenie – ile razy jakaś jednostka miary mieści się w mierzonej wielkości.
Taki iloraz w przypadku niewymierności wyraża się nieskończonym i nieperiodycznym ułamkiem dziesiętnym. Prawdopodobnie i przy każdej innej podstawie i we wszystkich systemach pozycyjnych liczenia (?). Zresztą, częściowo tę własność mają i niektóre liczby wymierne (np. 1/3). Na podstawie tego przykładu – to ciekawe, że nie wszystko da się podzielić dokładnie (w wymienionym sensie) na trzy…

Jest takie domniemanie, że rzeczy doskonałe i piękne są proste. Wygląda na to, że nie zawsze tak jest albo nieco trzeba zmodyfikować pojęcie doskonałości i prostoty.

Kula jest przykładem doskonałości. Bryła „bez końca”, o największej pojemności przy danej powierzchni, model wg których kształtują się planety, krople i inne twory fizyczne.
Właśnie, jaka jest pojemność kuli o danym promieniu?  Otóż nie wiemy – w tym sensie, że nie potrafimy określić tej wartości w kategoriach które kojarzą się nam z doskonałością. Zaskoczonym wyjaśniam że chodzi mi o dokładną wartość, bez przybliżeń. Wszystko za sprawą liczby π (pi) we wzorze, która jest właśnie liczbą niewymierną.  Można twierdzić, że to jest jak najbardziej określona wartość, ale przecież nie tak jak wiemy że powierzchnia kwadratu o boku a  wynosi dokładnie a*a.  Czyli nie chodzi o niedokładność metrologiczną ale o zasadniczą nieokreśloność, a raczej niedokładność. Oczywiście w praktyce możemy określić tę wartość z dowolną potrzebną dokładnością, ale tutaj mówimy o sprawach filozoficznych, o teoriach.

Na marginesie – jest grupka osób, które wierzą w płaskość Ziemi. Czasem podpierają się dziwacznym argumentem, że w Biblii nie ma mowy o tym, że Ziemia jest kulą. Nie ma w niej o wielu innych rzeczach, ale jeśli już angażujemy Boga do takich rozważań – zapewne  nie stworzyłby Ziemi ani planet w tak niedoskonałej formie, przeciwnie – właśnie w formie kuli (która ze względów dynamiki stała się geoidą).

Prostszym tworem od kuli jest okrąg, ale tutaj sytuacja jest identyczna, przejdźmy zatem do najprostszej płaskiej figury geometrycznej – trójkąta. Czy potrafimy dokładnie wyznaczyć jego boki?
Tylko w szczególnych przypadkach jak np. trójkąt równoboczny lub prostokątne trójkąty pitagorejskie, w których boki mają wartości całkowite. 
Wspomniany kwadrat też zalicza się do najprostszych figur, ale nie potrafimy dokładnie wyznaczyć  liczbowo wartości jego przekątnej – jest liczbą niewymierną. To odkrycie było to szokiem dla pitagorejczyków i znacznie rozszerzyło matematykę.
Odtąd teoria liczb poszła w kierunku większych abstrakcji, jeśli się nie mylę to później i dała początek teorii zbiorów.
Matematyka zajęła się też elementami „których nie ma” jak zero (=nic), liczby ujemne, urojone…

Jako przykład doskonałości przytacza się złoty podział występujący w bardzo dużej ilości form natury i dzieł ludzkich, np. w architekturze.  Rządzi nim liczba φ (fi) – także niewymierna.
Jest wiele innych liczb niewymiernych o dużej roli w matematyce.

Ciekawostką jest że działania na liczbach niewymiernych mogą dawać wyniki wymierne, np. (3+sqrt(5)*(3-sqrt(5)) = 4. (pomijając przypadki jeszcze bardziej banalne jak wprost mnożenie przez siebie pierwiastków o wartości niewymiernej).
Jeszcze większe zdziwienie a nawet zachwyt wzbudza równanie Eulera – jak na czele tego wpisu. Równanie pochodzi z 1748 roku. Można odnaleźć w nim podstawowe liczby matematyki: 0, 1, π, e, i,  w tym dwie niewymierne, co daje wynik całkowity,
oraz powiązanie funkcji trygonometrycznych (w wyprowadzeniu) z zespoloną funkcją wykładniczą.

Liczb niewymiernych jest więcej niż wymiernych podobnie jak przestępnych, ale nie wchodząc w te zawiłości, widać że rzeczywistość jest bardziej niewymierna i nieliniowa niż nam się wydaje.

W szczególności te proste przykłady pokazują nam zaskakującą dla niektórych naturę świata. Jego nieliniowość, porządki wyłaniające się z chaosu, fraktalność… Bogactwo ukryte w nieskończoności. To kolejny ciekawy i obszerny temat. Zobacz w ujęciu popularnym – „Fraktalny Wszechświat lub szerzej i nieco magicznie – „Fraktalny świat czyli filozofia natury.

Wbrew pozorowi, że doskonałe jest to co stałe, sztywne, określone, do ludzkiego wyobrażenia, okazuje się, że jest raczej odwrotnie. Tak jak płaszczyzna stwarza nieskończenie więcej możliwości niż linia prosta, chociaż obie formy mają nieskończoną ilość punktów. Ale inną liczbę kardynalną – jeśli nie pamiętasz co to jest – sprawdź np. w wikipedii. A przestrzeń 3-wymiarowa nieskończenie więcej możliwości niż płaszczyzna itd. Podobnie dynamika od statyki. 
Zawsze urzeka  mnie tak elementarna funkcja jak sinus lub cosinus – tym, że obie mają nieskończoną ilość pochodnych (z pojęć matematyki). Innymi słowy sinusoida wyraża zjawisko nieskończenie zagłębionej zmienności. Stąd i nieskończone „możliwości” fal np. w sensie ich harmonicznych, interferencji… . Mówi się nawet – wszystko jest falą.
Nie ogarniam tego w wewnętrznej potencji zjawiska i nie mam zamiaru, natomiast od czasu do czasu lubię pobawić się liczbami, zobacz np. jak kiedyś robiłem to z trójką – Trójca – moje trzy grosze albo liczbami pierwszymi (zwłaszcza w hipotezach Petera Plichty – zobacz w książce „Tajemnicza formuła Boga. Kod liczb pierwszych kluczem do rozwiązania zagadki wszechświata„, w której autor próbuje wykazać, że liczby nie mają charakteru przypadkowego, że nie są abstrakcyjnym wymysłem lecz są wyznacznikiem podstaw budowy materii. Punktem wyjścia całej teorii jest ‘krzyż liczb pierwszych’).

Zaszczepiłem w tobie trochę ciekawości?

Znów lapidarnie – na parę tematów

Od lat z nikim w kraju nie zgadzam się – czy nie urodziłem się tu przez omyłkę?
Stefan Garczyński

Jak wspomniałem w poprzednim wpisie – pracuję nad nową wersją strony www.StefanGarczynski.pl.

Poszukuję zatem materiałów o pisarzu Stefanie Garczyńskim (1920-1993). Chodzi mi zwłaszcza o to, co trudno znaleźć w Internecie (materiały nieindeksowane publicznie lub nigdy nie udostępnione), głównie o osobiste refleksje o lekturach, swoje i obce recenzje oraz opinie, wspomnienia, artykuły prasowe (skany, zdjęcia), zdjęcia Autora, pamiątki, dane biograficzne itp. Z góry bardzo dziękuję i proszę o kontakt tutaj lub lepiej na admin(at)stefangarczynski.pl
I zapraszam do odwiedzin oraz komentowania wpisów i artykułów.

Głośno teraz o sprawach ekologii

Zaczęło się od smogu. Są opinie, że to jakaś akcja, nawet polityczna, bo smog bywał i wcześniej. Faktem jest, że tegoroczna zima była mniej łagodna od poprzedniej i ludzie palą w piecach. To bodajże główny czynnik. Można temu zaradzić. Samochody podobno mają w tym udział rzędu 16%. Jednak popieram gorąco plany elektromobilności – jako fan samochodów elektrycznych (patrz np. wpis o Elonie Musku).

Wielu płacze nad smogiem, a śmiało się z Jana Szyszko gdy interpelował w sprawie chemtrails. Wg mnie to nawet większy problem. Ale ten się śmieje, kto śmieje się ostatni, a płakał wśród pierwszych, jak ja nad naszym niebem (Chemtrails alert, Smugi na niebie, …)

chemtrails

(fotka z lutego, Warszawa, objąłem tylko skrawek nieba, które było pokratowane i w innych polach widzenia)

Ostatnio zaś o wycince drzew. Zawsze mnie to bolało (np. fragmenty tutaj lub tutaj), co jednak nie oznacza że dołączam do różnych kłamców, którzy wykorzystują to by dopiec rządowi. Ustawa dotyczy liberalizacji wycinki na terenach prywatnych, natomiast wycinka w miastach to sprawa samorządów, które – jak dowodzi wiele spraw – poczynają sobie wedle swych partykularnych interesów, często dając się skorumpować przez deweloperów.
Bliżej mi do wyważonej postawy Rafała Ziemkiewicza, który pokazuje manipulacje „ekologów” i wiewiórkową zadymę.

W ogóle, z tymi ekologami jest coś nie tak. Pisałem o tym parokrotnie (np. Ekologiczne?, Co z energetyką?, …). 

Animalsi tworzą lemingową religię w duchu superpoprawności politycznej. Dochodzi do tego, że ważniejsze jest życie jakiegoś skrzata leśnego niż życie dziecka. Aborcja – tak, strzelanie do dzików nie. Rozlewa się nienawiść do ludzi, a jednocześnie litowanie nad zwierzętami, nawet bez zastanowienia czy w wielu przypadkach słusznie.

dziki zbuchtowały park

A dziki wchodzą do miast, pod sam nos i robią wiele szkód. Zamiast się za to sensownie wziąć – akcje liczenia zwierza, kosztowne i nieskuteczne obławy i wywożenie poza miasto, a po jakimś czasie znów mamy je z powrotem. A wilki podchodzą już pod Kraków.
Gawrony i inne większe ptactwo rozmnożyło się niepomiernie, trzebią ptactwo mniejsze, rozwlekają śmieci z koszy, zanieczyszczają ulice.

robota bobrów

Podobnie nieskutecznie (jeśli w ogóle) działa się z bobrami, które dewastują tereny nadwiślańskie. Niedługo już brzegi będą bez drzew. Są i zagrożenia dla instalacji melioracyjnych i zagrożenia podtopieniami wywoływanymi przez żeremia.

Wreszcie, jeszcze poniekąd też z pogranicza ekologii.
Widzę sąsiadów, którzy kupują duże plastikowe worki na śmieci, w których potrafią je zbierać w domu ponad tydzień. Mówię o odpadach kuchennych. Dopiero po tym czasie wyrzucają, bo pewnie smród nie jest już do wytrzymania. Tyle że w windzie czuję go jeszcze przez pół dnia. W rodzinie w ogóle nie kupujemy takich worów, bo mamy sporo małych, jakie i tak pozostają po zakupach. Po uzbieraniu odpowiednio małej porcji odpadów od razu wyrzucamy do śmietnika. Nie ma smrodu, jest spacerek  🙂
I mam podejrzenie, że w tych worach (czasem dwóch) jest sporo „odpadów nadmiarowych” (zobacz, co mam na myśli).

Ostatnio zajmuję się głównie sprawami zdrowia, zatem zapraszam do odnośnych nowości z lutego – http://lepszezdrowie.info/news2.17.htm
oraz do bardziej bieżących informacji na https://www.facebook.com/Zdrowie.i.Fitness/ 
Jednocześnie wycofuję się z „biznesów internetowych” na rzecz działań edukacyjnych. Zresztą nie miałbym czasu na biznesy, bo pracuję nad sporą książką. Wbrew początkowym imaginacjom, zajmie mi to chyba z rok. Także projekt Garczyński też jest dość ambitny – docelowo wydanie paru jego książek w wersji ebooków, a może i drukowanych…

Stąd i rzadsze bywanie tutaj. Chyba że dla takich jak te, okresowych i lapidarnych wrzutek.

Lektura i natura

Zdrowie to stan, o którym medycyna nie ma nic do powiedzenia.
W.H. Auden

na biegówkach

Motto prowokuje swym humorem, ale prawdą jest że medycyna zajmuje się przede wszystkim chorobami a nie zdrowiem. Znajduję je np. w naturze.

O naturze pisałem tu wielokrotnie, zwłaszcza wspominając swoje wyjazdy i pobyty działkowe.
Zima bez śniegu ostatnio nie usposabiała do zachwytów nad przyrodą, zatem pogrążyłem się raczej w lekturach.
To spowodowało, że postanowiłem założyć nowy blog o książkach, zwłaszcza elektronicznych (ebooki). Nazwałem go Next Boox.

Na bazie tego bloga chciałbym po trosze reaktywować swój stary koncept i wówczas (2005 r.) istniejącą stronę eboox.pl – w miarę dostępnego czasu.

Nazwa Rozwiązania na Kryzys, która pojawia się przy profilu tego bloga, bierze się z pewnej zaszłości na bloggerze – zostawiłem także ze względu, że faktycznie jesteśmy w czasie wielu kryzysów: politycznych, finansowych, gospodarczych, kulturowych, dot. bezrobocia itd.
Książki, które będę przedstawiał, w sporej mierze będą wskazywały rozwiązania…

Pozwala mi to wrócić także do stroniczki na facebooku – też przez lata prawie nieczynnej – https://www.facebook.com/futurebooks/
Na razie niewiele jeszcze tam wpisów, więc tymczasem wpraw się ‚nastrój książkowy’ także tutaj.

By powiązać wątek natury i książek zacytuję poniżej jeden z ostatnich wpisów na Next Boox:

Dziś kolejny świetny dzień rekreacji ruchowej na biegówkach.
Ponieważ w Warszawie powietrze jest zanieczyszczone  – jak podaje monitoring (pewnie są jakieś i dla innych miast) – to śmigam za miasto.

Lasy wciąż w pięknej zimowej pierzynce. Sporo narciarzy,
a podwarszawskie przyleśne wypożyczalnie cieszą się powodzeniem.
Ja polegam na swych wysłużonych, ale wciąż sprawnych atomicach.
Dziś podniosłem poprzeczkę – dość ciężki plecak i górki 🙂
Dodam, że biegi narciarskie to świetne ćwiczenie nie tylko na nogi,
ale i na ręce oraz serce i sposób na zrzucenie kilogramów. Biegówki sprawiają mi wielką przyjemność, podobnie jak nordic walking.
Uprawiam od lat, chociaż ostatnio miałem przerwę z braku śniegu w okolicach Warszawy oraz z powodu kontuzji kręgosłupa w 2015.
Intensywna rehabilitacja i ‚zabiegi mentalne’ wyprowadziły mnie na prostą
– przynajmniej na tyle aby te 5-10 km bez większego zmęczenia zaliczać
pomimo, że wiek już ogólnie osłabił…
Widzę na szlakach i starszych i młodszych – zaobserwowałem ‚wysyp’
zainteresowanych po sukcesach Justyny Kowalczyk.
Intrygująco o jej karierze i w ogóle o tym sporcie pisze Daniel Ludwiński  w swej obszernej książce „Droga do Justyny Kowalczyk. Historia biegów narciarskich”
(książka do szybkiego pobrania).

Obserwując podmiejskich biegaczy nieskromnie dodam, że niektórzy biegają nieco nieudolnie – zbyt drobiony krok, za małe wykorzystanie kijków/siły rąk dla większej posuwistości. Ale może to pierwszy krok dla wielu?

W rejonach mających naturalnie więcej śniegu i w górach zapewne jest więcej szkółek i dobrych przykładów.
Piszę z perspektywy mieszczucha i amatora. Jeśli chodzi o warszawskie
i podwarszawskie wypożyczalnie i  szkółki, to znajdziesz łatwo w google.
Oczywiście jest też na facebooku dużo stron i grup biegówkowych.
Powodzenia!

—————-
Komunikacik:
Mój komunikator internetowy to obecnie WowApp 

Ekologicznie na Świeta

PrzEKOnałem się, że wiele przEKOnań
przeszkadza człowiEKOwi być EKO.
L. Korolkiewicz

choinka

Już prawie święta Bożego Narodzenia, więc kupujemy i przystrajamy choinki.
Sąsiad wtaszczył  do windy drzewko, które było tak duże, że wbiło się czubkiem w ażur oświetlenia, posypały się igły.
Jeszcze cały dzień te igły się walały w windzie i na korytarzu – nie posprzątał. Ale zapach – przyjemny.
Inni kupują choinki „ekologiczne” – z tworzyw. Są praktyczniejsze i służą przez lata i w rezultacie są tańsze.
Jakie więc kupować/mieć?

Mamy takie możliwości:

1. Żywa w ogrodzie
Jak ktoś ma ogródek, a w nim choinkę, to może ją tam przystroić na święta i cieszyć oko swoje i sąsiadów. Potem – już bez ozdób – czeka na następny sezon.

2. Żywa w donicy. Mam na myśli taką z korzeniami, w odróżnieniu od patyka, który podlewany zachowa może dłużej zieleń gałązek, ale w końcu uschnie i nadaje się do wyrzucenia.
Choinka zakorzeniona, podlewana, zachowa się nie tylko na dane święta ale i następne, można ją też przesadzić do ogródka lub trzymać na tarasie.

3. Naturalna, cięta – jak wyżej o „patyku” – jednosezonowa.
Podobnie choinki wiązane z gałązek lub stroiki z gałązek.

Te wszystkie choinki naturalne mogą pochodzić albo z nadleśnictwa, gdzie robi się planowe przerzedzenia, albo z plantacji o przeznaczeniu handlowym.

W tych przypadkach mamy do czynienia z choinkami ekologicznymi, bo:

  • absorbują one dwutlenek węgla (ok. 25 kg w ciągu 10 lat)
  • po spełnieniu swej misji świątecznej drzewko może być skompostowane, spalone w kominku lub piecu, albo oddane jako biomasa do punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych
  • choinka rozkłada się w parę lat bez negatywnych skutków dla przyrody.

Niestety, niektóre choinki pochodzą z dzikiej wycinki, która można porównać do kłusownictwa.

Inna sprawa, że żal mi tych choinek, które ścięte w dużych ilościach, pozostają niesprzedane i zalegają na placach i innych miejscach handlowych jeszcze długo po świętach. Oprócz straty sprzedawcy chodzi głównie o stratę dla przyrody. Zwłaszcza, że – jak widziałem – pozostają zwłaszcza te duże okazałe egzemplarze.

4. Choinki sztuczne – wykonywane najczęściej z tworzyw sztucznych, przede wszystkim z polietylenu (PE) i PCV. Pierwsze są stosunkowo proste w przetworzeniu w recyklingu, ale droższe. Dlatego ludzie kupują głównie te z PCV.

Jedne i drugie nie są ekologiczne (mimo, że tak się je czasem nazywa), ponieważ:

  • tworzywa sztuczne wymagają przy produkcji wiele energii i wody, generują szkodliwe odpady
  • choinki w trakcie recyklingu także wymagają energii i mogą zatruwać środowisko
  • w ziemi nie ulegają biodegradacji przez długie lata, zatruwają ziemię, wodę i powietrze. Zwłaszcza te z PCV.
  • także w domu choinka sztuczna nie tylko że nie pachnie lasem, ale wydziela niekorzystne opary, zbiera kurz (elektryzacja).Tak więc – jeśli chcesz mieć choinkę w domu – sugeruję tę naturalną.

Ta sprawa przypomina mi szersze zagadnienie ekologiczności futer, butów, ogólnie odzieży wykonywanej z materiałów sztucznych. Patrz starszy wpis Ekologicznie?
(Przemysł i handel często robią ludziom przysłowiową wodę w mózgu).

Ostatnio zakończyła się wielka międzynarodowa konferencja ekologiczna w Paryżu (COP21). Zrobiono postęp w kierunku wycofywania paliw kopalnych w wydobyciu i ich stosowaniu. Nie znam końcowego protokołu, ale w naszych mediach mówiło się głównie o redukcji CO2 i dekarbonizacji.
O ile sprawa CO2 w ogóle jest kontrowersyjna, to wiadomo, że  tworzywa sztuczne są wytwarzane głównie na bazie produktów ropopochodnych. Jestem ciekaw, czy wielka chemia też nałoży na siebie ograniczenia, o jakich mówi się w przypadku spalania węgla i ropy.

 

Z notatnika letnika – sierpień

Chociaż podróżujemy po świecie by znaleźć piękno,
to musimy je nosić w sobie, w przeciwnym razie
nie znajdziemy go w świecie.
Ralph Waldo Emerson

Od czasu do czasu nachodzi mnie wewnętrzna potrzeba podzielenia się migawkami z mego prywatnego życia,  które latem koncentruje się na przyrodzie, wyjazdach, pobycie na swej daczy (w tym roku – jak dotąd-  łącznie prawie dwa miesiące), przeżyciach „artystycznych” itp.

Ponieważ prawdopodobnie niewiele osób to może zainteresować,  to tym razem tylko parę kolejnych ciekawostek z owego leśnego refugium plus trochę zdjęć.

Tak się złożyło, że przez inne zajęcia i wyjazdy minęła nas pora zbioru śliwek (głównie renklod). Jechaliśmy z nadzieją, że jednak coś się da uzbierać. Jakie było nasze zdziwienie, gdy zobaczyliśmy że ostatnimi owocami właśnie zajmowały się … wiewiórki. Nigdy bym tego nie podejrzewał, bo wiewiórki – owszem czasem bywały, ale później – by buszować w leszczynach. Na ziemi zaś leżało wiele śliwek nadgryzionych i niestety już gnijących. Inne były nadgryzione przez osy i inne owady.
Natomiast mirabelki, jakie mamy na części ogrodzenia, mimo trzebienia, znów zasypały nas taką obfitością, że przegniłe spady zbieraliśmy wiadrami, żeby oczyścić przynajmniej te rejony, gdzie się chodzi.
Tak to jest, to co dzikie – rodzi bez opamiętania, a to co hołubione, nie zawsze jest szczodre (renkloda przez ostatnie lata prawie nie rodziła). Podobnie było z czereśnią, w tym roku urodzaj, ale prawie wszystko zjadły ptaki, bo drzewa są już tak wysokie że nijak jest ochronić jakoś koronę.

Wszystko bardzo wyrosło od dawnych czasów, gdy zagospodarowywaliśmy plac. Stąd rada dla działkowiczów – planując bierzcie pod uwagę co może być za 20-30 lat i eliminujcie zawczasu niepożądane rozrosty. Coraz więcej cienia i … roboty aby to wszystko jakoś ogarnąć. Zacząłem wielkie cięcie, nie czekając nawet jesieni, czy wiosny. Wielki sterty gałęzi, bierwion na których nawet piła mechaniczna się zacina…

Wieczory sierpniowe są już często chłodne, więc palimy ogniska by spalić takie masy chrustu i szczap, ale także ku uciesze i … harcerskim wspominkom.

Kolejna ciekawostka. Ognisko zagaszone późnym wieczorem paroma kubełkami wody, popiół udeptany. Rano widzę znad paleniska unosi się jeszcze dymek. A niech się dotli. Po blisko 20 godzinach odkryłem, że w głębi wciąż jest bardzo gorąco i … upiekłem jeszcze kartofle!
To jednocześnie przestroga – dobrze zagaszajcie ogniska, bo gdyby był wiatr, to przy takiej suszy – pożar nie wykluczony.

W lesie jak na razie u nas brak grzybów. Mimo tej suszy, wokół nas – jeszcze dżungla. Parę zdjęć  pokazuje co zaczyna się już parę metrów od ogrodzenia.

Oczywiście, inaczej to wygląda od frontów działek  – cieszą oczy jeszcze liczne kwiaty i owoce.

A to nasza piękna aleja akacjowa prowadząca do siedlisk;  akacje zawsze zazieleniają się stosunkowo późno ale i późno tracą liście. To bardzo stare drzewa. Przed ponad 20 laty wyglądały podobnie.
Z tych czasów pamiętam wspaniały dąb, po którym dziś pozostała … oryginalna „donica” dla brzózki.

A kto z młodszego pokolenia pamięta, a nawet wie, co to były wieże triangulacyjne? Dziś pozostały z nich gdzieniegdzie takie resztki, w innych miejscach już nic nie pozostało.

Wieże stawiano na szczytach pagórków, w naszej okolicy to wysokie mazowieckie wydmy (ponad 100 m npm).

Niektóre drogi przekopano w poprzek tych wydm, które stopniowo obsypują się.

W lesie i na polanach zakwitły wrzosy.

Nadchodzi jesień i pora na ukochane góry, a potem jakieś ciepłe kraje – na przedłużenie lata…

Olbrzymie bogactwa Polski

Wiedza wyściela drogi do bogactwa
– pod warunkiem, że wiesz na jaką drogę wkroczyć.
Napoleon Hill

przykład jednego z zasobów energetycznych

Około miesiąc temu zostałem sprowokowany przez kogoś na facebooku, kto twierdził, że taki już nasz los, że musimy być uzależnieni od importu surowców i energii,  do przypomnienia informacji jak na ilustracji
(Z Geotermalna Asocjacja).

Już po napisaniu komentarza na FB znalazłem dopisek objaśniający ilustrację:

Dane te są znane instytucjom państwowym, partyjkom oraz wszystkim rządom od co najmniej 1985 r. Zostały nam udostępnione przez naukowców z AGH i Politechniki Krakowskiej, Politechniki Łódzkiej i innych takich jak np. profesorowie: Jacek Zimny, Ryszard Kozłowski, Marek Kazimierczak. Szacunki na temat gazu łupkowego to także materiały z Agencji Informacji Energetycznej USA.

Naukowcy zrzeszeni wokół PGA wraz ze zmarłym już prof. geologii Julianem Sokołowskim, który te dane opracował, przekazali te informacje w ekspertyzie z 2005 r. na potrzeby rządów i sejmu RP. Dane te zostały opracowane na podstawie ponad 36 tyś. odwiertów w tym 6 tyś. głębokich wykonanych w kraju od końca wojny.
I do tej pory o tym cisza !!!
Jednostka PJ to petadżul czyli dżul do 15 potęgi. 1PJ = 1,0×10 do 15 potęgi.

—————–

To temat dla nowego rządu – probierz wiedzy, uczciwości … patriotyzmu.
I nadzieja, oby nie naiwna. (Bo czy jesteśmy na tyle suwerenni?)

Podaję wybór informacji:

(wykład prof. zw. dr hab. inż. RYSZARDA HENRYKA KOZŁOWSKIEGO) i jego starsze wystąpienia np,:

… https://www.youtube.com/watch?v=sRDI-5ZwaKQ

Podobnie „Zasoby geologiczne w Polsce” – prof. Mariusz Jędrysek-Orion – 21.10.2015

O geotermii szczególnie – https://www.facebook.com/PolskaGeotermalnaAsocjacja/posts/1041095665908846

– https://www.youtube.com/watch?v=hxw-VoXvZFI

Mapka surowcowa, ocena złóż i kontekst polityczny – duży materiał:
http://pressmix.eu/2015/05/06/polska-jest-najbogatszym-krajem-swiata-o-te-zloza-toczy-sie-iii-wojna-swiatowa/

https://www.youtube.com/watch?v=70FttzxIlAU  + załączniki

Patriotyczna wizja energetycznego uniezależnienia się Polski, przedstawiona była przez profesora Juliana Sokołowskiego m.in. w książce “Polska XXI wieku” (Warszawa 2005 r., II wydanie Warszawa 2008 r.)

I jeszcze- złoto w polskiej ziemi – http://parezja.pl/posiadamy-najwieksze-zloza-zlota-europie-rzad-oddal-je-za-bezcen/
… itd. itd.

NAWET JEŚLI tylko część tych danych i w mniejszych szacunkach ilościowych są prawdziwe, to jak to wszystko świadczy o naszych politykach, rządzie, większości naukowców, mediach? Zwłaszcza, że pomimo konferencji, publikacji i wystąpień w Sejmie

– https://www.youtube.com/watch?v=SiYL66AKnGw 

– brak reakcji i rezultatów…
Jak dla mnie – zgroza. Jak tu nie myśleć o … spiskach?
Ale wnioski wyciągnij sam… i/lub podaj dalej…

PS. Ale to nie koniec historii jeśli chodzi o energię. Bo istnieje coś jeszcze dużo lepszego (i nie chodzi o atomową!!), ale o tym-potem…

Minął miesiąc, więc mogę trochę wrzucić późniejszy przyczynek do owej nowej energetyki.
Chociaż o wolnej energii i wynalazkach a la Tesla napisano już wiele, to ostatnio odżył temat jak w tej notatce

Ciekawe jak to się potoczy… (nie tyle co do Keshe, bo to mocno dyskusyjne, ale na ile damy się podporządkować obcym siłom, które boją się naszej surowcowej potęgi, a raczej chciałyby ją przejąć…)

[potem pojawiły sie dalsze materiały pokazujące jeszcze większa skalę zasobów oraz skalę zaniedbań (?) naszych rządów].

 

 

Zdumiewający Kosmos

Nie sposób nie oniemieć z zachwytu,
gdy kontempluje się tajemnice wieczności, życia,
czy też wspaniałej struktury rzeczywistości. … 
Nigdy nie wolno utracić tej świętej ciekawości.
Albert Einstein

Kosmos jest zdumiewający. Zwłaszcza jeśli przyłoży się do niego znaną nam fizykę, co zapewne jest dużym ograniczeniem.
Abstrahuję tutaj od osobnego tematu jakim jest definiowanie kosmosu i wszechświata – są różne na to poglądy (np. że Kosmos to wszystko co przejawione i nieprzejawione i że zawiera w sobie wszechświat(y) jako przejawienia, a nawet przenikające się wszechświaty równoległe itp.).

Przede wszystkim poraża swym ogromem. Kiedyś komentowałem na FB zdjęcia NASA galaktyki Andromedy, np. to

(koniecznie zobacz).
Te miliardy gwiazd… A takich galaktyk są … miliardy – wg szacunków tego, co widzimy.
Ale czy widzimy wszystko? No, nie – nasze narzędzia obserwacyjne nie są na tyle doskonałe. Są i inne ograniczenia, o których często nie pamiętamy.

Mówi się, że widzialny/odkryty wszechświat (nasz wszechświat) ma kilkanaście miliardów lat (w hipotezie z pierwotnym ‚wielkim wybuchem’). Przy dość powszechnie przyjętym i obowiązującym fizyków założeniu, że nie ma prędkości większej od prędkości światła (c), to, co widzimy z najdalszych otchłani przestrzeni, odbyło się np. 14 miliardów lat temu – wyobrażając sobie czas też „fizycznie” i licząc go liniowo. Ale są i inne hipotezy dotyczące czasu i owej liniowości/nieliniowości (np. wpływ mas, efekty relatywistyczne, że czas nie istnieje, jest subiektywny, dyskretny, zapętlony, …).

Ale ciągnę wątek klasyczny.
Załóżmy, że ludzkość istnieje rozumnie 80 000 lat – mam na myśli ten okres gdy człowiek nie tylko obserwował niebo, ale i miał w związku z tym jakieś wyobrażenie wszechświata.
Jakże to mało do owych miliardów lat.
Z faktu, że niebo badamy naukowo, rejestrujemy gwiazdy, robimy zdjęcia itp. stosunkowo niedawno (pomijając starożytnych a nawet Kopernika), wynika, że nasza wiedza o tym, co się dzieje we wszechświecie sięga obiektów, którym daleko nawet do przeciwnej strony galaktyki, podobnie jej centrum (odpowiednio średnica ok. 100 00 lat świetlnych i 28 000 lat). Znajdujemy się bowiem na uboczu galaktyki, w jednym z jej ramion. „Się dzieje” to określenie nawiązujące do tych wypowiedzi, które pretendują do tego, by opisać wszechświat jaki JEST.
Faktycznie nasza wiedza o tym „co JEST” zależy od odległości obiektów od nas – pobliże śledzimy „względnie” na bieżąco, dla dalszych to tylko sięganie daleko wstecz czasu.
Wynika z tego, że tak naprawdę nie wiemy jak wygląda nawet całkiem bliski nam rejon galaktyki – czy pewne gwiazdy, ich skupiska … w ogóle jeszcze istnieją w postaci jakie je dziś widzimy z Ziemi. Tym bardziej nie wiemy czy jeszcze istnieją i gdzie ew. znajdują się dalekie galaktyki. Dodajmy do tego jeszcze fakt, że wszystko jest w ruchu (wirowania gwiazd wokół centrum galaktyk, wirowanie galaktyk w ich gromadach itd). A gwiazdy ewoluują. Wg nie do końca pewnej teorii wszechświat rozszerza się. To wszystko powoduje że jeszcze bardziej nie jesteśmy pewni tego co ‚widzimy’.

Zatem wnioskowanie o budowie i rozwoju wszechświata bazuje raczej na ekstrapolacjach i uogólnieniach z obserwacji jego historii. Powstają przez to dość arbitralne teorie wszechświata stacjonarnego, Wielkiego Wybuchu, kosmosu elektrycznego itp.

Czy to przykład na niepoznawalność rzeczywistości?
Prawdopodobnie czeka nas zmiana paradygmatu naukowego, uwolnienie od modeli mechanistycznych i limitu prędkości c na rzecz takich, które uwzględnią wszechświat kwantowy, z tzw. oddziaływaniami splątanymi, fraktalnością lub/i holograficzną naturą i dopuszczeniem nawet nieograniczonych podróży w czasie i przestrzeni, nie koniecznie fizycznie, ale z udziałem świadomości.
Bajki? Niezupełnie – tak myśli już spora ilość fizyków, którzy czują, że ich domena naukowa ‚oparła się o ścianę’. Wtedy jeszcze bardziej określimy kosmos jako ZDUMIEWAJĄCY.

To doświadczenie uczy nas perspektywy także w mniejszych rzeczach…

L.K. (pierwotnie opublikowane na facebooku)