Niedostatek prawdy

 Kto trzęsie drzewem prawdy, na tego spadają obelgi i nienawiść.
(Konfucjusz)

Pojęcie prawdy jest kategorią filozoficzną z długą historią i piśmiennictwem. Jest to jedno z centralnych zagadnień filozofii.
Istnieje wiele definicji prawdy – w powiązaniu z rozwojem myśli ludzkiej i na użytek różnych dziedzin wiedzy.

Modne jest stwierdzenie „że prawda nie istnieje”. Można zażartować, że jeśli to miałoby być prawdziwe, to także i to samo stwierdzenie nie jest prawdziwe. To, czy prawda istnieje, czy nie, jest kolejnym zagadnieniem filozofii.

W tym popularnym dziś podejściu do  zagadnienia chodzi głównie o relatywizm prawdy. Może to być słuszne w odniesieniu do codziennych spraw i w aspekcie psychologicznym, ale nie o tym będę pisał. I nie będę się tym zajmował tak teoretycznie – znajdziesz odpowiednie prace i dyskusje w książkach i w sieci.

Interesują mnie obecne zjawiska o zasięgu społecznym, chociaż ich przyczyny sięgają przeszłości.
Uważam, że plagą współczesnego świata jest kłamstwo, którym posługują się politycy, wszelkiego rodzaju manipulatorzy, media, a nawet naukowcy. Pisałem o tym wielokrotnie w różnych kontekstach, więc poniekąd się powtarzam. Jednak ten temat tak mnie uwiera, że będę to powtarzał, tym bardziej, że może to da większą szansę by te myśli przebiły się bardziej do blogosfery.
Wybacz więc, drogi Czytelniku, że wplotę tutaj taką rekapitulację wybranych odnośnych wpisów – jak niżej  Niektóre inne przywołam jeszcze dalej w  tekście obecnej refleksji.
I tak, zobacz proszę:

Kłamstwo

Manipulacja

Od klasycznej manipulacji po mind control

Spiski

Tę refleksję rozwijam we wpisie-artykule  Może nie musimy chwytać się brzytwy?

Jeszcze w kontekście politycznym Czas na polityczne otrzeźwienie

oraz polityczno-medycznym Przed wyborami – jeszcze o szczepieniach oraz Porzekadła – życie i zdrowie

 Był też wpis dający nadzieję Nowa Opowieść Wigilijna.

Jednak słowo kłamstwo jest pewnym zawężeniem zagadnienia. Stąd tytuł wpisu.

Nie zawsze to samo kłamstwo wprowadza brak prawdy.
Możliwe są przynajmniej np. takie przypadki:

  • Wiadomo, że nasza biologiczna percepcja jest bardzo ograniczona, stąd i nasze sądy o rzeczywistości.
  • Aktualny stan wiedzy, nawet przy staraniach naukowców, może być niewystarczający
    (Profesor Aleksander Wolszczan – polski znany astrofizyk, na pytanie dziennikarza „Jak pan ocenia procentowo, ile wiemy na temat wszechświata? Tak intuicyjne.”  odpowiedział: „Zero procent”.)
    Panuje rozsądne przekonanie, że wobec „nieskończonej” wielkości i złożoności wszechświata (cudzysłów użyty w sensie dosłownym lub w przenośni), do „prawdy absolutnej” o nim nigdy nie dojdziemy, chociaż możemy się do tej prawdy asymptotycznie zbliżać.
  • Można znać część prawdy, o której myślimy, że to cała prawda.
  • Wiąże się  z tym nieświadomość tego, że czegoś nie wiemy (na tyle dostatecznie, by wydawać osąd), czyli „nie wiemy, czego nie wiemy”.
  • Także w indywidualnych przypadkach człowiek często wypiera z umysłu prawdy dla siebie niewygodne lub hołduje jakimś wyobrażeniom, nieprawdziwym przekonaniom lub uprzedzeniom.
  • Przejawem tego jest uporczywe trzymanie się swego stanowiska, mimo kontrdowodów leżących „przed nosem”.
    Tę sytuację naszkicowałem we wpisie Arogancja a ignorancja, w którym pokazuję jak te dwie postawy nawzajem się wzmacniają.
  • Bywa że samo przemilczenie jakichś faktów jest kłamstwem lub tytułowym niedostatkiem prawdy.

Jednak najbardziej bulwersuje celowe manipulowanie wiedzą, ukrywanie jej elementów, przeinaczanie faktów, sztuczki erystyczne, krótko mówiąc – cały arsenał manipulacji.
Szczególnie obrzydliwe jest kłamliwe oskarżanie innych osób w imię swych partykularnych niskich pobudek. (Pamiętasz 8. przykazanie?)

Powstało pojęcie Postprawda (ang. post-truth).  Opisuje ono pewne realia kultury politycznej, w której fakty są mniej ważne w kształtowaniu opinii publicznej niż odwoływanie się do emocji i osobistych przekonań. W szczególności liczy się tylko to, co przyczyni się do zdobycia elektoratu lub innego rodzaju zwolenników lub klientów.

Widzimy to w polityce, biznesie, nawet w religiach.
Czasem są to wielowarstwowe i przemyślane konstrukcje ideologiczne i medialne. Zwodnicze przez długofalowe urabianie świadomości społeczeństw lub ich grup.
Są i były w tym zakresie najróżniejsze spiski, pisanie historii po swojemu, ukrywanie faktów, matactwa, niszczenie dowodów/ dokumentów, manipulowanie umysłem – zarówno dawno znanymi środkami propagandzistów jak i nowymi środkami technicznymi. Niektóre techniki są jednak dobrze znane od dawna, np. te, które opisał N. Chomsky  jako 10 sposobów oszukiwania społeczeństwa przez media.

Oparcie państw i struktur międzynarodowych na zakłamaniu ma przeważnie taki sam cel – drenowanie społeczeństw z pieniędzy i sprawowanie władzy, która to umożliwia.

Widoczna jest metoda „jednej słusznej prawdy”, co szczególnie spotyka się np. w hasłach wikipedii – każda zmiana artykułu przez kogoś „obcego” – gdy jest nie po myśli redaktorów-cerberów, jest od razu usuwana, bo często mogłoby to zagrozić czyjemuś interesowi.

Wyraźnie widać to w zakresie medycyny, gdzie broni się monopolu biznesowego. Jeden z wielu przykładów (medycyna interesuje mnie szczególnie) widać na przykładzie postępowania z niewygodnymi odkrywcami, np. J. Humble lub w sprawie szczepień – np. Wiarygodność prac naukowych (i linki).

Powszechna jest odmiana „jedynej słusznej prawdy” zwana  poprawnością polityczną, która tak ogłupiła społeczeństwa – zwłaszcza zachodniej Europy, ale i Zachodu w ogóle. Oczywiście doktryny w państwach autorytarnych wywołują podobne następstwa.

Jednak nawet na tym tle, co przebieglejsi manipulatorzy wiedzą, że to zbyt toporna metoda, więc wprowadzają inną – metodę dwóch prawd lub celowe mieszanie elementów prawdy z kłamstwami, by uwiarygodnić kłamstwa jako prawdę.

Niezadługo wspomnę o tej metodzie w planowanym wpisie Co się dzieje? Metoda ta wprowadza, z jednej strony, zupełną dezorientację ludzi (obie ‚prawdy” wydają się równie prawdopodobne), a z drugiej umożliwia manipulatorom skłócanie dwóch obozów i wykorzystywanie tego do swych celów.

Do czego prowadzi to zakłamanie pokazuje np. w swych książkach Igor Witkowski. Omówiłem to wstępnie we wpisie na innym blogu http://nextboox.blogspot.com/2018/11/igor-witkowski-i-jego-ksiazki.html i też do tego jeszcze powrócę w przyszłych wpisach.

Wobec tych wszystkich technik i zawikłań powstaje pytanie:
Jak zatem odróżnić kłamstwo od prawdy?

Mamy co najmniej kilka pomocnych „narzędzi”.

Po pierwsze  – szersze otwarcie umysłu, szersze spojrzenie. Kiedyś napisałem przypowiastkę, która to ilustruje Perspektywa.

Rozwijam tę myśl bardziej konkretnie w  Na kłopoty perspektywa,  O ograniczeniach z perspektywy , Perspektywa to także synteza  a w kontekście politycznym szerzej w  Źródła kryzysu z szerszej perspektywy (i cz. 2).

Po drugie, i jako element kroku pierwszego, generalnie pomocne będzie pozbycie się lenistwa umysłowego i postaranie się, by wiedzieć więcej – nie tylko z jednego źródła lub grupy konformistycznie wspierających się źródeł informacji.

Dalej mamy parę praktycznych probierzy prawdy.

Pierwsze to  proste kryterium praktyki „Komu to służy?
Trzeba poznać rodowód poglądu lub ludzi, a czasem wystarczy zastosować metodę „idź za pieniędzmi”, bo to najczęstszy trop.

Drugie podobne: Jakie są owoce danych działań? („po owocach poznacie ich„).

Na nic górnolotne teorie jeśli przez długie lata czy nawet wieki nie przyniosły dobrych rezultatów. Albo zmieniły się uwarunkowania albo u samych podstaw te teorie i stare praktyki były chybione.

Wreszcie, co zabrzmi dla wielu mniej wiarygodnie i nawet irracjonalnie – są pewne testy prawdy.
Nie mówię o wariografie czy czytaniu z mowy ciała, i podobnych technikach, co bywa przydatne, ale nie dla każdego dostępne oraz mało przystające do zagadnień społecznych.
Mam na myśli osoby, które do perfekcji opanowały poznawanie prawdy intuicyjnie, pewnymi środkami spoza tego, co potocznie racjonalne. To osobny ciekawy temat, ale są takie osoby, które pod tym względem (prawie) się nie  mylą, mają jakiś głębszy wgląd.
Na pograniczu z wiedzą racjonalną znane są takie metody detekcji prawdy jak test kinezjologiczny (wg Davida Hawkinsa i podobnych popularyzatorów). Poczytaj o tym szerzej w artykule Test mięśniowy (kinezjologiczny). Są jeszcze inne o których kiedyś wspomnę.
Podobnie prawdę potrafią wykrywać niektórzy ekstrasensi swoimi metodami.

Na koniec przypomnę starszą refleksję z któregoś z wpisów:

Może – tak jak w chrześcijaństwie (i nie tylko), gdzie szatan to ‚ojciec kłamstwa’ – odejście od prawdy leży u podstaw całego ludzkiego nieszczęścia? Ale – abstrahując od religii – dlaczego tak się stało?
Tropiąc ciąg przyczynowo-skutkowy znów znajdujemy parę poglądów. Przyjmuję dziś, że wcześniejszą przyczyną może być brak … miłości do innych ludzi (i prawdziwie do siebie), nawet zwykłego szacunku. Ten brak pozwala na wszelkie niegodziwości.
Ale skąd brak miłości? Bo … nie wiemy Kim Jesteśmy.
Że stanowimy Jedno. Że wszystko jest powiązane. Że szkodząc komuś w ostatecznym rozrachunku a nawet od razu – szkodzimy sobie.
A skąd brak tej wiedzy o Jedności?
Bo nam ją zabrano, ukryto przed nami – przez lata, wieki … kłamstwem jakim się nas karmi. Ukrywającego zasadniczą prawdę: że wszyscy na równi jesteśmy emanacją jednego Źródła.
By nas podzielić i zniewolić, zastraszyć i wykorzystywać.

I tak – wracamy do kłamstwa jako przyczyny zła

Ja, Ty i My, czyli…

 …jeszcze krótko o innej trójcy oraz współpracy i synergii.

W starych dywagacjach o trójce pisałem o tym, że dwójka jest zaczątkiem mnogości i dualności, a trójka pokazuje pierwsze potencjały tej mnogości. Jednak już dwójka daje trzecią „relację” – oprócz indywidualnych składowych 1 + 1 jest nią właśnie 2. Odnosząc to do np. osób, mamy: ja, ty i My jako połączenie ty i ja. Nie musi być to połączenie fizyczne, ani bliskie – raczej chodzi o wytworzoną relację  – rzeczywistą lub potencjalną.

Dualność jest kosmiczną zasadą tworzącą różnorodność i ruch.
Jedną z hipotez kosmogenicznych i religijnych jest, że Bóg, będąc samotnym duchem w nieskończoności,  ‚poczuł się’ samotny i stworzył energię sobie podobną (w chrześcijaństwie – zrodził Syna).
Nie mnie rozstrzygać czy Duch Święty to właśnie połączenie tych dwóch istnień (było o tym trochę w powołanym wpisie).
Jednak oczywistym jest, że złożenia bywają czymś więcej niż sumą jednostek. Często mówi się o synergii – większych i nowych możliwościach, jakie się wtedy tworzą. W chemii opisujemy wręcz zupełnie nową substancję z dwóch czynników, jak np. woda – niepodobną do tlenu i wodoru.
To, co prawda, nie podpada pod potoczne rozumienie synergii, ale pokazuje jej potencjał.
Synergię rozważa się głównie jako czynnik pozytywny, twórczy. Ale podobnie jak katalizator może być pożyteczny lub nie, tak i synergia może być negatywna. Np. wzajemne oddziaływanie (interakcje) leków na siebie może mieć fatalne skutki. Podobnie – do szczepionek podaje się tzw. adiuwanty – substancje pobudzające reakcję organizmu na szczepionkę, traktowane jako stymulator/katalizator, ale … mające silne właściwości toksyczne, zwłaszcza na mózg.

W działaniach ludzi współpraca bywa synergią, ale także wzmocnieniem możliwości w realizacji jakiegoś celu.
I odwrotnie – brak współpracy rozprasza siły albo nawet je znosi, a nawet wywołuje szkody wewnątrz i poza układem dwóch podmiotów – w przypadku konfliktu.
Zatem, „współpraca buduje”.
W filozofii wschodniej, chociaż nie tylko, mówi się o zasadniczej roli harmonii. Polega ona na równowadze przeciwności. Czyli, jeśli nie jest to konflikt destrukcyjny, równoważenie jest szczególnym przypadkiem współpracy, który jest korzystny dla systemu 1+1= 2.
Przeciwności, jak wspomniano, są zasadą dualności.
Vadim Zeland w swej serii książek o transerfingu (zobacz wprowadzenie we fragmencie artykułu Wyższa perspektywa) często wspomina o równoważeniu tzw. wahadeł – jak określił działające na nas myślokształty.  Ale przecież nie trzeba przeciwności by harmonijnie współpracować w zespole – np. przez podział pracy i jej koordynację.  W przypadku dwóch osób/podmiotów (ja i ty) koordynacja może być okresowo wykonywana przez narady my.
Pary biologiczne – oprócz współpracy, tworzą potomstwo. W świecie roślin i niektórych zwierząt daje to olbrzymi ilościowo potencjał rozwojowy. U ludzi – oprócz my – rodzice, owo my rozszerza się na rodzinę. Ona – poprzez możliwą różnorodność talentów i zainteresowań, tworzy synergię i spotęgowane możliwości współpracy.

Piszę o oczywistościach, ale może warto przypominać wartość współpracy, zgody, twórczej dyskusji oraz roli rodziny. A zagadnienie dwójki można jeszcze filozoficznie rozwijać …

Nadzieje spełnią się?

Nadzieja umiera ostatnia.

możliwe!

Żyjemy w czasach „wielkiego ucisku” – by użyć sformułowania biblijnego. W tym samym duchu wypowiadano się wielokrotnie, że żyjemy w „dniach ostatnich”, że nadchodzi apokalipsa. Chociaż profetyka religijna wywoływała różne strachy a nawet histeryczne działania, to przypomnę, że Apokalipsa  oznacza (wg źródłosłowu), nie zagładę, lecz odsłonięcie, zdarcie zasłony.
Chodzi o ujawnienie Prawdy, (tej , co nas wyzwoli), prawdopodobnie jakichś ważnych tajemnic o naszym pochodzeniu, losie i przyszłości. To powinno w konsekwencji stworzyć nową rzeczywistość.

Kryzys finansowy (horrendalne zadłużenie narodów), wzrost podatków, wyzysk, coraz większe rozwarstwienie majątkowe, władza i fetysz pieniądza, załamanie skuteczności medycyny i nowe choroby, terroryzm, wojny, brutalność, rządy psychopatów, afery polityczne, opresja „poprawności politycznej”, cenzura i dezinformacja, ukrywanie ważnych dla ludzkości wynalazków, korupcja, upadek moralności, pedofilia i handel ludźmi, niszczenie rodziny, depopulacja w różnych formach, zmiana klimatu, katastrofy naturalne, zatrucie ziemi, powietrza i wody, niszczenie rolnictwa naturalnego, wymieranie gatunków i podobne zjawiska skłaniają ludzi do mówienia o beznadziejności takiego świata i życia. Chociaż jest to potoczny epitet, to wyraża też to, że ludzie faktycznie nie widzą nadziei na poprawę, na jakieś realne rozwiązanie.
Ale ponieważ nadzieja umiera ostatnia, warto się jej trzymać, tym bardziej, że gdy tak istotna dla naszego istnienia sprawa staje się już skrajnie brzemienna. Chociaż podejrzewam USA o większość zła na świecie (sprawczo), to właśnie tam pojawił się główny ruch oporu.  Gniew ludzi ma wielka siłę, ale wymaga zorganizowania, tym bardziej, że „siły zła” są tak silne, że czujemy się bezradni. Dlatego – ku zaskoczeniu – ów ruch oporu pojawił się odgórnie, co w połączeniu z działaniem mas stwarza po raz pierwszy (?) nową szansę. A przynajmniej – w imię nadziei – uznaję to w dobrej wierze.

Tak więc także na tych wyższych szczeblach pojawiły się głosy „dość!!!” i plan oczyszczenia „stajni Augiasza”.

Przez lata dyskretnie, co jakiś czas, tutaj, na www.LepszeZdrowie.info, ostatnio trochę na Moc Wiedzy, dawniej obszernie na www.L-earn.net i w paru innych miejscach sygnalizowałem Wam ZMIANĘ, która się szykuje. Zawsze miałem dystans do narracji głównego nurtu, dużo czytałem źródeł alternatywnych, a ostatnio inspirowało mnie wielu (Igor Witkowski, Janusz Zagórski, Alex  Berdowicz, …, a  w zakresie zdrowia Jerzy Zięba, Jerzy Jaśkowski, Hubert Czerniak, … i wielu gości w programach wyżej wymienionych osób. Przede wszystkim były to jednak głosy zza granicy – niezależnych portali i blow-whistlerów. Okazuje się, że te przeczucia i ujawnienia miały podstawy.

Dopisek ex post:
poniżej podany kanał na YouTube został zablokowany i dlatego przez autora usunięty. Zatem podaję linki tylko dla identyfikacji z ew. zapisami i publikacjami w innym miejscu (gdy to piszę jeszcze o nim nie słyszałem).

Pojawił się (kolejny) polski whistler (kanał PrawdaNieMaKoloru na YT o ambicjach integrowania informacji o wspomnianej nowej akcji) i cykl relacji o tajemniczym Q (raczej grupa kompetentnych i wtajemniczonych specjalistów niż pojedyncza osoba) zaczynający się od  https://youtu.be/cSfyAA0agDA, potem dalsze odcinki.
Pod nagraniami wiele ciekawych linków – specyficznych dla odcinka i zbiorczych.
(O Q-anon wspominałem kiedyś na podstawie https://youtu.be/2J1m0bO7rGQ , ale wtedy informacje były jeszcze częściowe i przez to sceptyczne. Potem okazało się, że nastąpiły lawinowe aresztowania wśród polityków i bossów firm w USA (? – sprzeczne doniesienia, niektóre mówią o 40 000 aresztowaniach na początku 2018 roku w Stanach Zjednoczonych i 80 000 przygotowywanych przez sądy wnioskach o aresztowanie), co może potwierdzać niektóre tezy Q – oby… – chociaż byłbym jeszcze wstrzemięźliwy w definitywnej opinii, ponieważ podlegamy bardzo wielu manipulacjom i „fałszywym flagom” – patrz uwagi w 3).

Podsumowując tę serię nazwaną Q-anon dla początkujących:
cz. 1 https://youtu.be/cSfyAA0agDA
cz. 2 https://youtu.be/R4FS4hbeGKg
cz. 3 https://youtu.be/kc0Xfcm47nY
cz. 4 https://youtu.be/PslFrpFd1cY .
Na kanale YT autora jest jednak już więcej materiałów i przybywa. Będą i w innych miejscach w sieci. Wstęp o kanale – https://youtu.be/mzsx6V7ywuY.
Przykładowa dalsza wypowiedź Budzenie się z iluzji tej rzeczywistości – matrix się rozpada na naszych oczach, cz. 1
https://youtu.be/v7CnMr2Qw2M.

Inny cykl zatytułowany ThinQ traktuje o aktualnościach (krótkie sygnały) – zwłaszcza wokół wydarzeń w USA, zagrożeń, przebudzenia świadomości ludzi i o samym Q, od cz. 1 – https://youtu.be/oQAsHk6xp3g
(dla ułatwienia podaję linki do kolejnych – jak dotąd – odcinków: 2, 3, 4, 5, 6, …).
Są też filmiki spoza ww. serii.

To, o czym mówi autor, oprócz podanych przez niego potwierdzających linków zagranicznych, nie jest głosem odosobnionym i u nas, patrz np. „Kosmiczne ujawnienie – masowe aresztowania na szczytach władzy.

https://www.youtube.com/watch?v=86BORMVwE1M

https://play.google.com/store/books/details?id=9fs2BgAAQBAJ&source=gbs_api%EF%BB%BF  

Omawiane zjawisko być może jest szersze niż się wydaje – nie wykluczone, że jest to projekt międzynarodowy.
Nie byłbym sobą gdybym nie upatrywał w tym przemian wynikających z działania nawet sił ponadnaturalnych, kosmicznych i duchowych. Bo by skuteczna zmiana nastąpiła, potrzebna jest i zmiana mentalności ludzi, „odnowa w duchu”.

Wierzę, że nadszedł czas by z jednej strony uspokoić obawy i emocje ponieważ scenariusz jest już realizowany, a z drugiej strony przygotować siebie i innych na pewien (dla wielu duży) szok, bo nie obejdzie się bez kulturowych, świadomościowych, religijnych i politycznych sensacji. Nie obejdzie się bez wściekłego oporu na rzecz status-quo i fali hejtu oraz ośmieszania powstałego ruchu. Trzeba będzie przez to przejść – dla lepszej przyszłości. Sądzę, że warto śledzić temat, a nawet się zaangażować, jak zachęca nasz whistler – jeśli możesz i chcesz.
Że apokalipsa (w podanym sensie) ma nastąpić – wiadomo od dawna, a że tak dłużej być nie może – przeczuwamy głęboko, zatem – jest nadzieja.
To że Polska może być miejscem szczególnym – też się o tym mówi – O ILE nie damy się wrobić w zakusy żydowskie by nas ograbić i podporządkować. Na tym polu pozostaje być świadomym i czujnym. To raczej osobny temat, który też komunikowałem, ale przecież tylko z 2. i 3. ręki – śledź S. Michalkiewicza, M. Rolę i jego gości na wRealu24, G. Browna itp.

Dopisek 2

Temat częściowo porusza Ewa Pawela w nagraniu Walka dobra ze złem w Ameryce?   https://youtu.be/4had3ubL0nU 

Ale znów, nie ma gwarancji że kanał nie zostanie zablokowany, więc podaję jeszcze inne umieszczone przez E. Pawelę ‚linki pomocnicze:’

https://www.youtube.com/watch?v=it4vmTlOkdw 
http://romannacht.blogspot.com/2016/01/niemieckie-diaby-i-loza-dvd.html 
https://www.youtube.com/watch?v=Vy8TvtOgEBU .
https://www.youtube.com/watch?v=JNtzOHKr14U 
https://www.youtube.com/watch?v=GOCrs3oN91U 

Dopisek 3

Wątek patriotów amerykańskich, Qanon, opresji Obcych, „gadów” itp. sprawy polityczne, o których prawie się nie mówi, porusza wielokrotnie Hanna Kazahari w swych audycjach na YT, jedna z ostatnich (gdy to piszę) –  Najnowsze doniesienia z frontu walki Patriotów z syjonistycznymi Gadami .
Wspomnianiane zamknięcie ambasad izraelskich było potwierdzone wielokrotnie, np. https://tvn24bis.pl/ze-swiata,75/ambasady-i-konsulaty-izraela-zamkniete,981595.html,  ale nie wiem co będzie dalej.

Apendyks (1) do rzeczywistości

Niechęć i nienawiść ograniczają obserwatora i czynią go powierzchownym;
miłość i życzliwość umożliwiają mu przeniknąć tajemnice świata i człowieka.
Johann Wolfgang Goethe

Parę dni temu napisałem krótką refleksję na temat katastrofy smoleńskiej pt. Tajemnica smoleńska.
Pokazałem ją w paru miejscach w sieci. Wracam do tematu, ponieważ był odzew.

Nadal nie mamy raportu „Komisji Macierewicza” (raportu technicznego, cząstkowego), więc nie będę szerzej zajmował się tym tematem zanim nie dowiemy się czegoś więcej. Pozostaje aspekt, „kto i dlaczego”. Jak wspominają członkowie komisji  – na wyjaśnienie tej kwestii poczekamy jeszcze dość długo. Osobiście mam podejrzenie, że możemy się nie doczekać pełnego wyjaśnienia. Jak wskazywałem poprzednio (zobacz Tajemnica smoleńska), to może być niewygodne – nawet przy posiadaniu dowodów.
W tym kontekście 
chcę odnieść się do komentarzy, które niespodziewanie (?) dotknęły punktu 4., gdy wymieniałem ewentualny wpływ na katastrofę tajemniczych „sił wyższych”. Dla mnie to podejrzenie uprawnione jak inne „egzotyczne” podejrzenia i hipotezy, ale dla niektórych – nie do przyjęcia. Mniejsza o epitety jakie widziałem, ale chyba chodzi o to, że nie wszyscy rozumieją, że to przykład sytuacji, która wymyka się utartym schematom.

Przecież mógłbym wymienić więcej podobnych możliwości jak znane działania „fałszywej flagi” czy zdalne sterowanie umysłem (mind control), które czynią z człowieka bezwolnym wykonawcą (co testowano w celach wojskowych i terrorystycznych) lub zdalne sterowanie urządzeniami via ukryte oprogramowanie.

Zatem, może warto poświęcić trochę miejsca by przybliżyć niedowiarkom takie tajemnicze rejony – stąd tytuł tego wpisu.

Nie twierdzę przecież, że „obcy” spowodowali wypadek, ale już trudno mi zgodzić się z tym, że takowe istoty w ogóle nie istnieją.
To szeroki temat, ale wkładany celowo do szufladki „fantazje”.
Nawet odważę się powiedzieć, że to jeden z lepiej zbadanych naukowo obszarów, tyle tylko, że ściśle tajny i zawarowany dla służb i specjalnych jednostek wojskowych.

Nie miejsce tutaj na rozwinięcie tematu (setki opasłych książek robią to mniej lub bardziej szeroko), ale chcę pobudzić wyobraźnię Czytelnika czymś obrazowym i być może  – przełomowym.

Odkrycie mumii z Nazca w 2017 r. odbiło się szerokim echem na świecie, ale… raczej w kręgach osób zainteresowanych takimi tematami, które można w skrócie nazwać Zakazaną archeologią (za tytułem znanej książki M. A. Cremo i R. L. Thompsona; oczywiście podobnych książek jest multum).
To że historia i archeologia są zakłamywane – to pewnik, przynajmniej dla mnie.

Wybieram ten przykład z Nazca ponieważ mamy prawdopodobnie największe z ujawnionych odkryć nieznanych humanoidów, być może spoza Ziemi. Piszę ujawnionych, ponieważ takie odkrycia i badania były nie raz dokonywane, ale … prowadzone w tajemnicy przez wojsko.
Tę część wpisu potraktuj całkiem w oderwaniu od sprawy smoleńskiej, nawet jako ciekawostkę, ale potem zobaczysz pewne wspólne mechanizmy…

Znalezisko z rejonu słynnych piktogramów z pustyni Nazca w Peru zwróciło uwagę międzynarodowego zespołu naukowców z różnych branż, którzy przeprowadzili dość szczegółowe badania mumii.
Bodajże pierwszy raport-komunikat ukazał się w postaci krótkiego wideo pt. Unearhing Nazca. Potem ukazały sie kolejne aktualizacje tworzące serię https://www.gaia.com/series/unearthing-nazca. Wśród nich jest pierwsza  dwugodzinna konferencja prasowa.

Osoby mające kłopot z językiem angielskim i hiszpańskim mogą sięgnąć do artykułu polskiego z 2017 r. – https://www.nautilus.org.pl/artykuly,3428,mumie-obcych-istot-z-nazca–ekspertyzy-potwierdzaja-prawdziwosc.html lub omówień, np. http://argonauta.pl/mumie-z-nazca-czy-ludzkosc-zaakceptuje-prawde-zakazanej-archeologii-czesc-iv/.
Jest też artykuł w dwumiesięczniku Nexus ze stycznia-lutego 2018 r.

Ze wspomnianej konferencji i sfilmowanych badań wynika duża troska i staranność by wykluczyć ewentualne oszustwa.

Oczywiście równolegle i potem pojawiło się mnóstwo materiałów wtórnych, część z nich w zrozumiałej, z punktu widzenia mediów, formie sensacji. Część z nich po raz kolejny, jak w przypadku UFO, szkieletów gigantów, megalitów wykonywanych niedostępnymi dziś technologiami, itp. próbuje sprawę wyśmiać, pomijać milczeniem lub oskarża o oszustwo.
Jednak badania były przeprowadzane zgodnie ze sztuką, przez parę ośrodków naukowych w rożnych krajach i wykazały, że mamy do czynienia z prawdziwymi ciałami biologicznymi, które dzięki specjalnej technice mumifikacji przetrwały przynajmniej przez 1600 lat a może znacznie dłużej. Także liczne późniejsze komentarze (np. https://youtu.be/68sSYiK2oz8 , https://amp.reddit.com/r/aliens/comments/73g3k6/unearthing_nazca_dna_results_and_thoughts/ ) wskazują na autentyczność mumii i rzetelność badań.

Sednem sprawy jest, że to dwa „gatunki” przedtem nigdy przez oficjalną naukę nie opisane, z grubsza o humanolidalnej budowie lecz z wieloma zasadniczymi różnicami. Późniejsze badania DNA pokazują jednak na podobieństwo genetyczne do ludzi (23 chromosomy). Otwartą sprawą jest zatem, czy to stworzenia pochodzenia ziemskiego czy nie.
Na pozaziemskie wskazuje cała mitologia peruwiańska (inkaska i nie tylko) mówiąca o takim pochodzeniu bogów, którym oddawali cześć i których podobizny sporządzali. Te podobizny są podobne do odnalezionych ciał.

Dlaczego snuję hipotetyczną nić powiązania tych istot z katastrofami na Ziemi? Jeśli są to reptylinianie (inteligentne, wysoko rozwinięte gady/smoki), to literatura przedmiotu wskazuje na ich wrogie nastawienie do ludzi, odwieczne nas wykorzystywanie i skłócanie.
Pozostawiam jednak ten wątek na boku, bo – przypominam – nie o to powiązanie mi chodzi…

Wspomniana konferencja prasowa pokazała jak silny jest dysonans poznawczy reprezentowany przez niektóre uniwersytety i państwowych oficjeli – władze peruwiańskie na tym pierwszym etapie (co działo się później nie wiem) nie chciały współpracować z naukowcami i wykazywały wobec odkrycia wymowny dystans.

Podobnie dzieje się w stosunku do innych odkryć. Wspomniałem o ujawnionych a nieznanych dotąd przodkach człowieka. Jest nim także tzw. człowiek denisowy. Opowiada (wzmiankowo) o nim Agnieszka Zell w tym nagraniu.
Ogólnie chodzi mi o wskazanie, że jeszcze mało wiemy o słynnym „brakującym ogniwie” w ewolucji człowieka, o prawdziwej naszej historii i pochodzeniu, o dawnych cywilizacjach. Oficjalna nauka i władze podchodzą do tego wręcz wrogo.

Tu dochodzimy do części wspólnej ze sprawą smoleńską i w ogóle tematami o zabarwieniu politycznym i ideowym.

Pewne sprawy są wypierane ze świadomości (ów dysonans poznawczy oraz zakorzenione uprzedzenia i poglądy), często celowo nie chce się ich poruszać dla świętego spokoju, bieżącej korzyści, dla zachowania swego status quo. Tak było w przypadku śledztwa smoleńskego za czasów PO. Tak może być i obecnie ze strony PiS, gdy sprawa dotyka polityki i religii.
Idzie za tym ostracyzm i antypropaganda doprowadzająca nawet do nienawiści wobec tych, którzy widzą zakłamanie. Tworzą się przynajmniej dwa obozy, ale w każdym jakieś tematy są tępione a nawet zakazane.

A wracając na ziemię, w tym polską  – oto ostatni wywiad z prof. Wiesławem Biniendą na temat tego, co może być w zapowiedzianym raporcie technicznym. Konkluzja podstawowa – wybuch był. Podobnie sprawę widzi Antoni Macierewicz, który wypowiedział się o tym 8.04.18 w programie „Warto rozmawiać”. 

Na ilustracji obraz tysięcy szczątków samolotu w dużym rozproszeniu wokół miejsca wypadku.


Musimy się przyzwyczaić do tego, że rzeczywistość bywa nie zawsze po myśli, która się już mocno zakorzeniła.

 

 

Zaproszenie na stronę MOC WIEDZY

„…niedostateczna wiedza bywa groźniejsza od braku wiedzy.”
Dan Brown

Właśnie otrzymałem status ko-redaktora strony (fanpage) MOC WIEDZY (https://www.facebook.com/MocWiedzy).

W związku z dużym obciążeniem innym projektem i brakiem czasu na redagowanie strony dotychczasowy administrator (znajomy na FB) prosił mnie o wsparcie. Jak dotąd niewiele się tam działo i z dużymi odstępami czasowymi. 
Mam w dużym zakresie swobodę publikowania w uzgodnionym zakresie treści.

Prawdopodobnie nasze wpisy będą się przeplatać – jako redaktorów, chociaż dotychczasowy będzie pisał dużo rzadziej..

Oryginalne przesłanie strony brzmi:

Wiedza ma moc. Żyjemy już w epoce informacji.

Chociaż informacja ma cenę i służy do uzyskiwania przewagi, zwłaszcza politycznej i handlowej, to chcę się tutaj zająć informacją która da Ci przewagę innego typu. Chodzi bardziej o WIEDZĘ, a ta może dać mądrość, która pomoże Ci żyć i przeżyć. Przede wszystkim trzeba wiedzieć jak dużo wiedzy jest przed nami ukrywanej. Jak jesteśmy nieświadomi pewnych mechanizmów, swojej istoty i roli. Zatem, będzie sporo „wiedzy alternatywnej”. Jest jej dużo i nie trzeba wynajdywać prochu. Będę raczej zbierać to, co napisali inni (agregacja). Może kiedyś nagromadzi się tutaj tyle tej wiedzy, że tytułowa „moc” będzie miała też wymiar ilościowy.
Ale nie o ilość tu chodzi…

Strona jest poświęcona najróżniejszym kategoriom wpisów.

Sam nie mam też za wiele czasu, ale postaram się ją uzupełniać o wpisy dotyczące wiedzy/nauki, będą też wątki polityczne oraz interesujące mnie specjalnie tematy medyczne.

Zapraszam na Moc Wiedzy i proszę o polubienia, polecanie, komentowanie i dzielenie się wpisami!

Wesołych, zdrowych Świąt!

Powracamy do zdrowia głównie dzięki miłości.
Paracelsus

Życzenia od www.LepszeZdrowie.info
oraz ode mnie osobiście.

Nietrafione slogany

Prawda nie jest przez to bardziej prawdziwa,
że wierzy w nią więcej niż jeden człowiek.
Oscar Wilde

(il. z serwisu Chcenawczoraj.pl)

Istnieje mnóstwo sloganów i przysłów  czy nawet prawie archetypowych memów, które nie odpowiadają  prawdzie a nawet prowadzą nas na manowce.

Tutejsze Lapidaria pokazywały już niektóre  takie mity, a na http://www.LepszeZdrowie.info pokazuję mity i przekłamania w dziedzinie zdrowia.

Dam tylko parę przykładów by pokazać o co mi chodzi.

„Nie zabierzesz ze sobą niczego na drugą stronę”

To niewątpliwie jest słuszne w odniesieniu do rzeczy materialnych – nie zabierze się ich do grobu. Dla ateistów, którzy są często i materialistami, to ważne memento, tym bardziej że dla nich – skoro nic już nie ma po śmierci – trudno mówić o zabieraniu czegokolwiek na tę drugą stronę. Jednak dla ludzi wierzących w życie pozagrobowe (mówi o tym bodajże większość religii), sprawa nie jest tak jednoznaczna. Bo podobno zabiera się doświadczenie i wspomnienia, a życie może być ocenione w zaświecie nie na podstawie majątku czy nawet pozycji społecznej, ale wg serca i dobrych uczynków.
Tutaj zarówno wierzący i ateiści zdają sobie sprawę, że ważne jest też to, co się zostawia po sobie na tym świecie: owe dobre uczynki, owoce społeczne i rodzinne swego życia, spuściznę intelektualną, i wcale nie mniej znaczącą spuściznę materialną. Majątek i wiedza posłuży rodzinie a często i społeczeństwu.

„Każdy ma 24 godziny na dobę”

Podobnie drażni mnie powielanie sloganu „KAŻDY z nas ma tyle samo czasu – 24h na dobę” (pisałem o tym na tym blogu w 2010 r. w kontekście efektywności).

Nie jest to prawda – w tym sensie, że są osoby, które mają dużo czasu nie przez swoją efektywność, ale dlatego, że ich życie jest puste, bo nie mają ambitniejszych celów ani zainteresowań.

Weźmy przykładowo samotnego (bez rodziny), mało ambitnego pracownika fizycznego, który kończy swoją zmianę w pracy o 14.00 i potem raczej głowi się co zrobić z czasem: często spędza długie godziny wędkując nad stawem, pójdzie z kolegami na piwo, a potem zabija czas przed telewizorem lub śpi, bo nic ponadto go nie interesuje.
Albo sparaliżowany leżący od lat w łóżku, żeby sięgnąć do bardziej drastycznego przykładu.
Porównajmy go z facetem, który prowadzi jednoosobową (lub małą) działalność gospodarczą, który ma cały biznes na swojej głowie – praktycznie nie ma chwili aby się przy nim nie krzątał lub rozmyślał nad nim, a dodatkowo ma żonę i troje dzieci, którym też poświęca czas. Do tego wie, że aby wyjść z „wyścigu szczurów” musi się kształcić. Ma też sporo zainteresowań. Żadnej z tych spraw nie chce i nie może zaniedbać jeśli chce się rozwijać oraz wypełniać swe rodzinne powinności.
Albo przepuśćmy, że ktoś podjął się jakiejś pracy do wykonania w tydzień, która nawet przy ostrym zaangażowaniu wymaga 140 roboczogodzin, to nawet gdyby nic innego nie robił, pozostanie mu tylko po 4 godzin snu. Takie sytuacje dotyczą zwłaszcza twórców pracujących na terminowe zamówienie, gdy trudno wyręczyć się kim innym.

Trudno powiedzieć, że obie te grupy osób mają tyle samo czasu!

Także inna jest sytuacja kogoś kto ma 70 lat i nagle postanawia, że zwiedzi ‘cały świat’ (czy zdąży, czy starczy mu sił?),  a inna młodego człowieka, który ma życie przed sobą.

„Oddychaj głęboko”

Tak mówi się o oddychaniu dosłownie i metaforycznie – na podstawie przekonania, że głębokie oddychanie jest zdrowe. To jedno z najbardziej zakorzenionych przekonań.

Jednak, wcale tak nie jest. Głębokie oddychanie, a zwłaszcza intensywne i przez usta powoduje, że pozbawiamy się tej ilości dwutlenku węgla, która jest odpowiedzialna fizjologicznie za transfer tlenu z krwi do komórek. Zatem, zamiast w ten sposób rzekomo lepiej się dotlenić, pozbawiamy się tlenu na poziomie komórkowym, a to właśnie jest ważne. Udowodnił to m.in. Konstantin Butejko (np. http://lepszezdrowie.info/oddychanie_a_zdrowie.htm) , jest to też zgodne z opisanym tam tzw.  Efektem Bohra.

Podobnie, różni guru od oddychania wmawiają nam, że nie umiemy oddychać. Czy sądzisz że natura myli się w tak podstawowej funkcji?

Itd. Itd.

Lemingi

Kłam­stwo nie sta­je się prawdą tyl­ko dla­tego,
że wie­rzy w nie więcej osób.
Oscar Wilde

3 małpy

Określenie lemingi przyjęło się w przenośnym znaczeniu do tej grupy ludzi, którzy ślepo ufają władzy i jej mediom, a zwłaszcza przylgnęło to do osób identyfikujących się z poglądami centrowymi reprezentowanymi przez partię PO oraz telewizji TVN, Gazety Wyborczej, portalu Onet.pl. [potem i z innymi].
W szerszym ujęciu – osoby, którym wygodniej jest żyć bezkrytycznie.

Nazwa lemingi pochodzi od gryzoni, które według „miejskiej legendy” masowo popełniały samobójstwo podczas migracji przez rzucanie się tysiącami ze skały lub próby przepłynięcia morza. Nie jest dziś istotne na ile to prawda, chociaż odnotowywano, że podczas migracji przebywają rzeki lub skaczą do morza, płyną przed siebie, ale nie potrafią ocenić odległości od lądu i po dystansie większym niż 200 m – masowo toną.

W języku polskim funkcjonuje podobne określenie owczego pędu lub zachowania stadnego. Na ogół ma to pejoratywne znaczenie, podobnie jak konformizm, który – chociaż nie przybiera formy pędu, to służy jakiejś grupie osób dla wygody lub ochrony partykularnych interesów. Zjawisko to występuje w wielu dziedzinach życia, nawet w nauce.

Podnoszę ten wątek, ponieważ to, co obserwujemy w związku z postawami i decyzjami Komisji Europejskiej a także niektórych liberalnych rządów w stosunku do masowego napływu emigrantów, pasuje do wspomnianego określenia. Podobne postawy uległości występują też i w innych obszarach naszego obecnego życia.
Przez rodzaj zaślepienia i wiarę w nieżyciowe tezy równości – bez poszanowania interesów własnych narodów, Europę może czekać trudne do zrozumienia lecz już realizujące się samobójstwo.
Przynajmniej kulturowo-tożsamościowe, ale także nabrzmiewają problemy ekonomiczne i społeczne, dla których władze nie potrafią znaleźć rozwiązania. Tak jakby na podobieństwo lemingów nie potrafiły ocenić gdzie jest brzeg i że w ogóle jest niebezpiecznie.

Brak instynktu narodowego to jeszcze pół biedy, ale pozbycie się instynktu samozachowawczego to już niebezpieczne. „Kultura śmierci” wdarła się do Europy, co prawda, już wcześniej (wojny, eutanazja, degradacja rodziny a zatem pogłębiający się kryzys demograficzny, nihilistyczne prądy w kulturze, itp.) ale teraz jakby podążamy za wzorcem tych odłamów islamu, w których życie nie ma wartości.
Może to być cena wieloletniej propagandy postaw ‚lemingowych’, a ta może nie jest tylko wewnętrzna. Może przewodnik stada manipuluje nim z dala i skrycie?

Ale to już inna historia…

Lapidarnie czyli skrótowo

„Każdego dnia przeżywaj tylko ten dzień”
– to odmiana hasła: dziel i rządź. (?)

M.R. Kopmeyer

było, jest, będzie

Dziś parę myśli lapidarnych – zgodnie w pierwotną intencją tego bloga (w tym parę powtórzeń z poprzednich wpisów)

„Tu i teraz” jest ważne, ale … czy nie zubaża nas o całe doświadczenie i planowanie?
Czy nie o to chodzi naszym ciemiężcom?

——–

Obserwuję parę przychodni, gdzie się leczę oraz członkowie mojej rodziny. Wszystkie przeszły ostatnio remonty – przyznam imponujące – na „wielki błysk”.
Ale wolelibyśmy leczyć się nawet w namiocie, aby dobrze i być traktowanym po ludzku – co niestety nie ma miejsca.
——–
(Allāhu) Akbar jest islamistycznym zawołaniem „Bóg jest wielki„.
Rzeczywiście, Bóg jest wielki, z tym że 10 do potęgi tysiąc bardziej niż się owym islamistom i  innym religiom wydaje. A wydaje się im, że Bóg osądza, mści się, czegoś od człowieka oczekuje, jakby czegoś Mu brakowało, że jakiś czyn człowieka może dodać Mu chwały lub obrazić itd. A zwłaszcza, że człowiek ma zasługę u Boga za uśmiercenie „niewiernego”. To absurd, a z punktu widzenia ludzkiego – zbrodnia. Kiedy – jeśli w ogóle – ta świadomość dotrze do fundamentalistów?
——–
Geometria. Cztery punkty (chociaż nie zawsze) ‚wyznaczają’ przestrzeń 3-wymiarową.
Trzy punkty (chociaż nie zawsze) wyznaczają płaszczyznę.
Dwa punkty wyznaczają prostą, a dokładniej odcinek, a ten jest podstawową miarą/metryką – odległością.
Jeden punkt wyznacza … co? Punkt jest sam z siebie niczym….
Chociaż… Nassim Haramein uważa, że wprost odwrotnie…
——–

Po latach wróciłem do lektury „Ukrytego władcy” Iana Wilsona.
Możliwości człowieka są niesamowite. Jeśli komuś coś niezwykłego się udaje, to dlaczego nie innym? Wydaje się, że potencjał mamy wszyscy podobny, tylko, ze niektórzy znaleźli specyficzne „furtki”… Polecam tę lekturę z 1990 r.  Dziś podobnych informacji o człowieku jest zapewne dużo więcej.
——–

Kiedyś stworzyłem stronę o Stefanie Garczyńskim – pisarzu i moim nauczycielu – http://www.StefanGarczynski.pl
Wciąż ja utrzymuję, chociaż pechowo – nie mogę nic w niej zmienić ani dodać – autorska aplikacja CMS praktycznie nie działa, a ftp nie potrafi tego ugryźć (struktura jest zaszyta w sposób niezrozumiały).
Natomiast można komentować i dodawać w ten sposób przyczynki – chociaż tyle, jeśli mogę prosić …[już rozwiązałem to przez przeniesienie na wordpress].
——–

Pytania jakie zadałem w paru miejscach, a na które wciąż nie mam odpowiedzi:

1) Jakiego programu używać do blogowania off-line (bez opcji aktualizacji on-line, a więc niezależnie od platformy zewnętrznej). Takie kalendarium, ale z otwieraniem się na dzisiejszej dacie i z możliwością sięgania wstecz zarówno po dacie jak i po tagach.
2) Jak zrobić efektywnie backup bloxa
3) Dlaczego na blox można mieć do wszystkich wpisów tylko 300 tagów; to spowodowało że nie mogę już dodawać nowych do nowych wpisów 😦
4) Jak komunikować się z administratorami facebooka?
5) Kopia strony www utrzymywana na bezpłatnym serwerze (najlepiej „wiecznym” – chmura?/google/dropbox/ itp. ?) z aktualizacją pobieraną nie z własnego komputera, ale z serwera u prowajdera gdzie  aktualnie serwis jest hostowany (odpłatnie). Chodzi o kopię nie tyle plików, co o pełną funkcjonalność strony (mirror).
——–
Refleksja ponurego dnia:
Niektórzy zatracają się w biznesie. Czy to jest najważniejsze?
Co ci przyjdzie z pieniędzy gdy drastycznie stracą wartość?
Jeśli rozchorujesz się i nie będziesz mógł ani doglądać swego biznesu ani się cieszyć jego wynikami?
A może w ogóle zatracisz umiejętność cieszenia się życiem, albo po latach zmagań już nie będziesz miał na to siły?
Czy nie zaniedbujesz rodziny, która w efekcie cię opuści (małżonek) a dzieci będą nieszczęśliwe?
Co będzie jak twe zyski zjedzą dalsze podatki albo opresje rządowe uczynią biznes zmorą.
A jeśli wybuchnie wojna? Albo sabotażyści lub służby zniszczą Internet?
Wszystko jest bardziej kruche niż się wydaje, także życie. Czy masz czas na Życie?
——–
Ostatnio zaangażowałem się mocno na rzecz lepszego zdrowia. W serwisie o nazwie – nomen-omen www.LepszeZdrowie.info zobacz, proszę, jedną z ważniejszych obecnych akcji pod adresem http://lepszezdrowie.info/O%20reforme%20sluzby%20zdrowia.htm

Dołączysz?
cdn.

Dziewczyna i uśmiercanie kultury?

Subkultura bez kultury…
LK

zasępiony

Ostatnie incydenty związane z teatrami, zwłaszcza tym we Wrocławiu i sztuką „Śmierć i dziewczyna”, znowu sprowokowały dyskusje o kulturze.  Słusznie, bo to ważne.
Tytuł artykułu, przyznaję, ma przyciągnąć uwagę, ale oprócz skojarzenia z nazwą sztuki, nie zapowiada tematu  dziewczyny…

Mam w głowie bardzo obszerny materiał, ale w tym wpisie poruszę tylko kilka związanych z tym wątków – więcej nie zmieszczę ani nie byłoby to ‘strawne’.
Pisałem o kulturze tutaj na blogu wielokrotnie, więc odwołam się dalej do paru takich miejsc, ale zacznę od już ‘słynnej’ potyczki profesora Piotra Glińskiego z Karoliną Lewicką w trakcie wywiadu w TVP.
Chociaż to mały fragment zagadnienia, to zatrzymam się nad nim na chwilę.

Emocje podniosły się nie tylko w czasie audycji, ale zwłaszcza potem w różnych mediach.
Od razu powiem,  że o ile na ogół u mnie jest odwrotnie, to tu bardziej kibicuję ministrowi niż dziennikarce – mimo że minister nie ustrzegł się niepotrzebnych emocji.
W moim rozumieniu – może staroświeckim – gość ma zawsze szczególne prawa, zwłaszcza jeśli się go zaprasza by mógł się wypowiedzieć. Z przykrością zauważam, że większość dyskusji telewizyjnych, abstrahując od częstej marnej jakości merytorycznej, to wzajemne przekrzykiwanie się. Bywa i tak, że jakiś gość prawie w ogóle nie jest dopuszczony do głosu. To po co go zapraszać? Takie audycje są dla widzów, a nie na potrzeby dziennikarza albo stacji. Tak być powinno przynajmniej w telewizji publicznej. Ciekawie jest słuchać dyskusji a nie przesłuchań po linii z góry przyjętej tezy. Niestety nasze dziennikarstwo zeszło na psy – w sensie sztuki dyskusji, rozróżniania faktów od opinii, a także coraz bardziej służąc propagandzie (na FB istnieje grupa o wymownej nazwie – Kłamstwa i manipulacje – degrengolada polskich mediów).
Co do propagandy, to sytuacja jest asymetryczna: dziennikarz – mimo że ma poglądy – zawodowo nie powinien jej stosować, natomiast gość nie jest dziennikarzem, reprezentuje jakąś opcję polityczną lub światopoglądową i wolno mu ją przedstawić.

W danym przypadku profesor P. Gliński chciał przede wszystkim sprostować to, co przekłamywały media manipulujące wycinkami wypowiedzi. To było merytoryczne. Jako minister,  Gliński miał nie tylko prawo ale i obowiązek zaniepokoić się owym spektaklem – chodzi zarówno o kulturę jak o wydatkowanie środków publicznych.
Jednak jestem przeciwko ręcznemu sterowaniu kulturą, zwłaszcza na takim ‘poziomie szczegółowości’. Minister powinien co najwyżej polecić zbadanie sprawy na miejscu wojewodzie lub innej odpowiedniej władzy; myślę, że przesadził polecając bodajże zablokowanie spektaklu. O tym jeszcze za chwilę.
Dziennikarka, ciągle przerywając, zachowywała się niegrzecznie a nawet napastliwie. Gliński, sprowokowany, też niepotrzebnie podniósł głos, ale to może raczej sprawa charakteru – w odróżnieniu od  totalnie wrogiego od początku  nastawienia dziennikarki – bez uprzedniej prowokacji ze strony gościa.

Co do prowokacji – spektakl „Śmierć i dziewczyna” został prawdopodobnie wykorzystany właśnie w tym celu.
Pisarz Antoni Libera na antenie Telewizji Republika powiedział, że cała sytuacja wokół spektaklu we wrocławskim Teatrze Polskim to „akcja, która była przygotowywana bardzo długo”.

Cytuję jeszcze dalej wypowiedź prasową na ten temat:

„Scenariusz był bardzo jasny. Chodziło o to, by powiedzieć, że w spektaklu będą sceny pornograficzne. Ja przewidziałem, że tych scen nie będzie. Miało to zrobić szum i aferę, co podbiło zyski artystyczne – wyjaśniał Libera.

Sztuka zaczęła być komentowana, w momencie kiedy premier Gliński mówił, że nie będzie wydawał pieniędzy na coś, co mieści się w granicach artykułu karnego – zauważył Marek Markiewicz. Zdaniem byłego szefa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji minister Gliński „powiedział to, co każdy dysponent pieniędzy publicznych powiedzieć powinien”.

– Przedmiotem naszej rozmowy mogłaby być odpowiedź dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu, który jest zarazem stroną walki politycznej – dopowiedział Antoni Libera. Zdaniem pisarza chodziło o wywołanie skandalu, a przesadne reakcje są wykorzystywane jako element walki politycznej. – Tu się używa przesady jako środka walki politycznej – zauważył.”
Przykładem takiej przesady jest wypowiedź  Piotra Rudzkiego, kierownika literackiego Teatru Polskiego dla  brytyjskiej gazety „Guardian”: „To ciemne dni dla Polski, przypominające nazistowski i sowiecki ucisk” (sic!).
Skoro było jasno powiedziane, że w sztuce wystąpią „aktorzy” porno, którzy będą uprawiać seks na oczach widowni, to dlaczego dyrektor teatru czuje się zbulwersowany protestami? Odkąd porno zalicza się do wysokiej sztuki, godnej wystawiania w teatrze noszącym nazwę „Polski”?
I odkąd to dyrektor teatru uważa siebie za tak ważną personę, że w chwili różnicy zdań może rzucać wyzwanie ministrowi i domagać się (bardzo stanowczo) jego dymisji?

Za prowokacją przemawia i to, że akt seksualny był tylko na próbie, a podobno w samym spektaklu już nie (lub ukryty). Prawdę powiedziawszy, dziwię się, że ta prowokacja lub chwyt marketingowy spowodował aż taki run na bilety – pornografia jest u nas łatwo dostępna na wiele różnych sposobów.
A co do dyskusji ogólnie, to mamy – Polacy indywidualnie – jakieś wyjątkowe skłonności by mieć rację, nawet „po trupach”, aby tylko „moje było na wierzchu”.

Ludzie często nie mogą pojąć, że prawda może być po trosze po obu stronach barykady i że trzeba się wznieść wyżej, ponad swoje uprzedzenia by to dostrzec i dojść do jakiejś syntezy.
To też kultura.

Ale przejdźmy do meritum – w szerszym ujęciu.

Kultura ma większą wartość niż na co dzień się wydaje. Tak jak piękno, duchowość, zadowolenie, ekspresja. Powinna nas podnosić, budzić, zastanawiać, uczyć. Czyni nas istotami ponad stan zwierzęcy.
Reakcja ministra – sądzę – wychodziła z tej pobudki.
Sztuka może bulwersować lub wzbudzać gniew – też ku nauce lub otrzeźwieniu.
Bo jest  wiele tematów wołających o nasze otrzeźwienie lub refleksję (polityka, niesprawiedliwość, przemoc, niektóre obyczaje, mody, rynek, zanik duchowości, dogmaty i stereotypy, …)
Natomiast sztuka powinna (moim zdaniem) kształtować „dobry smak”, a nie schlebiać nihilizmowi, niskim instynktom lub brzydocie.

Od wielu lat obserwujemy bowiem jak wszystko w kulturze jest psute.
Skracając – odwołam się do fragmentów mego wpisu Brigitte Bardot Bardzo

„…czasem odwiedzam Muzeum Sztuki Współczesnej w Warszawie i prawie zawsze wychodzę mocno zdegustowany.

Jakieś obsceniczne instalacje, trywialność, wulgarność, bazgroły, bylejakość rzemieślnicza, nieudolność, epatowanie brzydotą, sadzenie się na oryginalność która nie służy żadnemu uczuciu oprócz żachnięcia się lub obojętności…”.
To dzieje się właśnie w placówkach dotowanych z podatków.
Olbrzymia sala, pośrodku jakaś jedna pseudorzeźba lub coś rozsypanego na podłodze, kilka pilnujących strażniczek muzealnych (ze zdziwieniem w oczach, że ludzie przychodzą to oglądać) – czy to dobrze zagospodarowane środki na kulturę?

Płacić bilet za takie zniesmaczenie? Odtąd korzystam raczej z darmowych czwartkowych wstępów. Podobnie do Zachęty, która też coraz mniej … zachęca.

Zauważam, że tam gdzie odwołujemy się do przeszłości, do autentycznych wartości, gdy sztuka wymagała jeszcze kunsztu i staranności,  udaje się połączyć piękno z nowoczesnością.  Np. Muzeum Chopina, muzea zamkowe,  czy np. ostatnio odwiedzone Muzeum Historii Żydów Polskich. Chodzi mi nie tylko o sztukę, ale o kulturę materialną, w której przekaz edukacyjny ma swoją ważną rolę.

Dużo lepsze wrażenia odbieram także w prywatnych galeriach i sklepach ze sztuką. Pomijając kicze (są i takie miejsca), prawdopodobnie właściciele dobrze wyczuwają i kalkulują, że nikt by takich partackich lub pseudoawangardowych dzieł nie kupił.
Zatem różne artystyczne miernoty muszą podpierać się państwowym hojnym sponsoringiem.

Jeszcze parę urywków ze wspomnianego postu poświęconego książce Bardot.

„Bardot rozprawia się z wieloma takimi patologiami, zwłaszcza w bliskiej sobie domenie sztuki wizualnej, z tymi wszystkimi idiotele

Karmią nas przemocą, pornografią, szmirą i reklamą piorącą mózgi. Nie będę powtarzał mocnych słów autorki. Tak jak i ją, boli mnie że w imię ‘nowoczesności’ promuje się szkodników zachwalających zwykłą brzydotę, różnych beznadziejnych konformistów, a usuwa się w cień i krytykuje artystów, którzy w swe dzieła wkładają serce, pracę, często iskrę boskiego geniuszu.”

Tak, mnie też bulwersuje między innymi epatowanie brutalnością poprzez codzienne telewizyjne ‘strzelanki’ – filmy lub kroniki kryminalne i to już w godzinach gdy oglądać może to młodzież a nawet dzieci. A potem dziwimy się, że mamy przemoc i przestępstwa w rodzinach, na ulicy i w praktyce politycznej.

Podobnie jak ogłupiające seriale, promowanie sensacji i strachu w tabloidach, coraz większą ekspansję nie dających nic wartościowego magazynów i serwisów plotkarskich.

… „W tej książce Brigitte Bardot szeroko i wielotematycznie piętnuje społeczeństwo, jego tchórzostwo oraz nikczemność, obojętność wobec bezprawia, upadek tradycji i wartości dawnej Francji. Ostro, ‘z jajami’, wyraża bunt przeciwko ograniczaniu wolności, uważa, że wolność dzisiaj została zamknięta w klatce, niczym wolność zwierząt, których obronie poświęca z pasją cały swój czas. …. jest niezwykłym orędziem zdrowego rozsądku o wolność wypowiedzi i konieczność powrotu podstawowych wartości człowieka: zaufania, nadziei, współczucia, szacunku, harmonii życia i miłości.”

… „Obecnie coraz bardziej nabrzmiewa problem islamizacji Europy i napływu imigrantów.
Bardot już kilkanaście lat temu celnie wskazywała zagrożenia. Zanim my przystąpiliśmy do UE, obnażała (nie po raz pierwszy) fatalne skutki brukselskiej politycznej poprawności i tamtejszego biurokratycznego dyktatu. Ten coraz bardziej drobiazgowy, totalitarny dyktat  który ‘przedstawia sobą obraz nienawiści, który zwalczają wytrwale, tej nietolerancji, którą piętnują’.
A Francja stała się zakładnikiem ślepego (i niekorygowanego do wymogów czasu) swego trwania przy hasłach egalitaryzmu i braterstwa. Teraz zbiera owoce zbytniego liberalizmu. Było by dobrze gdybyśmy umieli wyciągnąć z tego wnioski – póki jeszcze czas.”

… „I jakbym czytał Waldemara Łysiaka – podobne obrzydzenie do tak pojmowanej sztuki, poprawności politycznej prowadzącej do zidiocenia i absurdów, niesuwerennej polityki podporządkowanej mondialistom i mafiosom rządzących światem.”

Mój osąd jest faktycznie nieco ukierunkowany właśnie przez wpływ takich autorów jak W. Łysiak, który zarówno z wykształcenia jak i z powodu różnorodnej bogatej twórczości o kulturze, może być uważany za autorytet, ale taki nieortodoksyjny i niezależny. Jest znany z ciętego i punktującego języka, zwłaszcza w krytyce poprawności politycznej, której fatalne obecne skutki przewidział już bardzo dawno.

Tak jak on muszę dotknąć trochę i spraw politycznych, bo kultura jest jednym z narzędzi wpływania na masy.

Wiadomo o sile mediów. Ostatnio były zawładnięte przez jedną opcję polityczną. Przez strukturę właścicielską media w Polsce są zawoalowaną tubą niemiecką i unijną – oba te zaplecza nie są przyjazne Polsce.

Zarówno wątki patriotyczne jak i negatywne wobec Zachodu opinie podlegają tłumieniu w imię poprawności politycznej oraz (auto)cenzurze.
Krytyczne poczucie humoru w mainstramie jest na cenzurowanym. Nawet swego czasu   Szymon Majewski, który dowalał głównie PIS-owi, gdy wychylił się parę razy przeciw tuskolandowi, stracił swą audycję w TVN.  I wielu innych, jak Jan Pietrzak, który od dłuższego czasu nie ma miejsca w telewizji.
Jeśli chodzi o kabarety, to ich poziom jest coraz słabszy – niewybredne plebejskie żarty, unikanie polityki i czegokolwiek ambitniejszego, nawet brak znośnego wyrazu artystycznego.
Media znane są też z eskalowania mowy nienawiści, co rozkręciło reakcje oburzonych oponentów. W sumie – znów upośledzenie kultury.

Szczególnie atakowane są niezależne wydawnictwa i kanały, które bronią wartości, a które trudno oddzielić od polskiej tradycji i Kościoła – patriotyzm, rodzina, moralność.

Nie jestem klerykałem ani dewotem, więc mogę zrozumieć uprzedzenia zarówno ateistów, lewicy jak i innych środowisk liberalnych, ale poziom wielu ataków jest wykładnią poziomu ich autorów. I ich naiwności jeśli chodzi o intencje mocodawców.

Kłania się też polityka historyczna. Ma teraz szansę na swoje miejsce, na przywrócenie naszej dobrze pojętej pozycji i dumy. Wyrugowanie nauczania historii ze szkół to duży błąd. Można się spierać o zakres programowy, ale nie można oderwać kultury od historii. Warto skończyć z ‘pedagogiką wstydu’ i kompleksów. Inna sprawa, że kultura powinna być ‘przemodelowana’ jeśli nasza cywilizacja (globalnie) ma pójść do przodu – w tym sensie, że zbyt wiele w niej dogmatów i niekorzystnych mitologii, które hamują rozwój. Może to być bolesne, ale prawdopodobnie konieczne w świetle nowych wyzwań.

Tutaj może zaskoczę poniektórych salonowych chwalców Gombrowicza i ‘lemingowych euroentuzjastów’.
Oto co pisarz sądził o naszym miejscu i roli w Europie:

Nie będziemy narodem prawdziwie europejskim, póki nie wyodrębnimy się z Europy – gdyż europejskość nie polega na zlaniu się z Europą, lecz na tym, aby być jej częścią składową – specyficzną i nie dającą się niczym zastąpić, […] tylko przeciwstawienie się Europie, która nas stworzyła, może sprawić, że staniemy się w końcu kimś… o własnym życiu”.

„… Uderzcie raczej w sztukę europejską, bądźcie tymi, którzy demaskują, zamiast podciągać się do cudzej dojrzałości, spróbujcie raczej ujawnić niedojrzałość Europy. Postarajcie się zorganizować wasze prawdziwe odczuwanie, aby uzyskało byt obiektywny w świecie, znajdźcie teorię zgodną z waszą praktyką, stwórzcie krytykę sztuki z waszego punktu widzenia, stwórzcie obraz świata, człowieka kultury, który by był zgodny z wami.”

Każda sprawa powinna być naświetlana nie tylko z jednego (np. POprawnego) punktu widzenia i chwała za to, że jest ktoś, kto rzuca to inne światło. Tym bardziej, że często to inne spojrzenie nacechowane jest autentyczną troską o polskie dobro, o nasze bezpieczeństwo i suwerenność. Pożyteczny pluralizm.

Obecnie jeszcze bardziej widać, że toczy się wojna kulturowa –  jeśli tak dalej pójdzie, to cywilizacja europejska upadnie. Są siły geostrategiczne, bardzo partykularne, którym na tym zależy i które tę naszą słabość prokurują i rozgrywają.

Tu na chwilę wrócę do pornografii. Oprócz swej natury poniżającej człowieka i niechlubnej komercji,  zaprzęgana jest w politykę, tę od podszewki, która włącza się w inne metody osłabiania narodów w imię partykularnych korzyści.

Wiadomo z historii, że upadek każdej cywilizacji poprzedzony był upadkiem moralności i gorszącym rozpuszczeniem seksualnym.  Już mistrz Sun Tsu (ten od „Sztuki Wojny”) wiedział, że aby podbić jakiś kraj należy jego naród zdemoralizować seksualnie.
Z drugiej strony – nikt pornografii nie zabroni dorosłym ludziom, którzy ją wybierają jako doznanie. Dzieją się rzeczy gorsze i to za przyzwoleniem władz, w tym nawet od kultury i edukacji.
Przykładowo – seksualizacja dzieci od przedszkola, przedstawianie miłości tylko/głównie jako techniki, pedofilia, przemoc wobec dzieci i kobiet itp.

U nas demoralizacja w szerokim sensie szła od góry – w różnych wymiarach – korupcyjnym, moralnym, materialistycznym (nakraść się, marnotrawstwo, zaprzedanie majątku narodowego), w tłumieniu opozycji i pobłażaniu układom mafijnym.

Pokazali ją ostatnio politycy PO ze swoją kamarylą. Abstrahując od merytorycznych skandali, poraża ujawniony w znanych podsłuchach język. I nie chodzi tylko o wulgaryzmy ale o ogólny poziom tych ludzi.

Wiele się ostatnio mówi po obu stronach podziałów politycznych
o patriotyzmie.  Patriotyzm, wśród wielu atrybutów, to też dbałość o język ojczysty.
Oprócz ww. kazusów ze strony „elit” (tfu!) reaguję też na blogi i fora, zaprenumerowane biuletyny i … często „ręce mi opadają”. Niechlujność, byki, literówki, nowomowa, zdania bez sensu, często wulgaryzmy. Oczywiście mikroblog (np. twitter) lub forum internetowe to formy bardzo skrótowe, spontaniczne, coś w rodzaju luźnej rozmowy – można wybaczyć pewną ilość omyłek.
Gdy jednak coś pisze się publicznie, wydaje biuletyn dla subskrybentów, redaguje stronę www, to powinno się okazać więcej dbałości i szacunku dla swoich czytelników. I dla siebie – coś, co umieszczamy w Internecie – staje się w dużej mierze „nieśmiertelne”.
Spotykam sporo wypowiedzi i artykułów krytycznych; myślę że zwłaszcza tam i tym bardziej należało by uważać – by samemu nie narazić się na krytykę. 🙂

Obecnie „pisać każdy może” – stąd zarówno korzystna możliwość wypowiedzenia się przez masy (np. blogi), jak i zalew na ogół marnych a nawet grafomańskich powieści, autobiografii, poradników i książek kucharskich, które zaistniały raczej tylko z tej racji, że autor to jakiś celebryta. Nadzieja w tym, że może w tej masówce kilka procent ‘dzieł’, może faktycznie coś wniesie w kulturę – chociażby z samej statystyki zjawiska.
Podobnie poruszają mnie błędy w mowie, zwłaszcza polityków i innych osób publicznych. Zwłaszcza gdy znany aktor mówi ‘wziąść’, ‘proszę panią’ (gdy jest to zwrot grzecznościowy a nie prośba), nie rozróżnia przypadków (tą, tę), jeśli nie tylko politycy z selekcji negatywnej ale nawet dziennikarze z czołówek mówią ‘ludzią’ zamiast ludziom, ‘niosom’, ‘robiom’ itp.

Chociaż nie jestem orędownikiem PiSu – nie widzę tam (w wystąpieniach publicznych, do jakich mam dostęp) takiego języka i niskiej wartości narracji.

Tu mógłbym spiąć klamrą ten wpis nawiązując do pozytywnej oceny nowego ministra kultury jak na wstępie, ale … dając mu kredyt zaufania nie mówię jeszcze ‘hop’.
Druga klamra to skojarzenie dziewczyny (pani Karolina) ze śmiercią – kultury dziennikarskiej…

Jednak chciałbym jeszcze tylko krótko zwrócić uwagę na szereg innych zagadnień – zwłaszcza dotyczących tzw. kultury masowej.

Np. dbanie o swoje otoczenie. Wspomniałem o tym np. tutaj – Śmierdząca sprawa.

Podobnie można wytknąć śmiecenie w lasach, zalepianie chodników gumami do żucia, graficiarstwo na (czystych) ścianach itd.

Albo kierowanie uwagi społecznej na sprawy błahe – vide zawartość serwisów informacyjnych omijających to, co istotnie ważne, a także rozładowywanie napięć metodą „chleba i igrzysk”. Teraz pewnie podpadnę wielkiej ilości facetów. Chociaż kibice piłkarscy wykazują trzeźwe postawy i krytyczny osąd polityków, to kiedyś (może przesadnie i sarkastycznie) kulturę stadionową i Euro 2102 skomentowałem tak: Skopana piłka.
Podobnie jak to ujął kiedyś D. Passent:
„… Chamstwo na boiskach jest już powszechnie akceptowane.
Dla mnie dzisiejsza piłka nożna (nie tylko w Polsce, nie mówię też o sporcie amatorskim) ociera się o jakiś obłęd, to nie tylko szkoła niskich instynktów, ale zjawisko głęboko zanurzone w brudną politykę. Futbol to sprawa wagi państwowej, a nawet – państwo w państwie, ponadpaństwowa organizacja o symptomach mafijnych.
A politycy przypochlebiają się via futbol masom…”.

Może starczy, więc na koniec

Ktoś powie: wymądrza się, kim jest autor tego wpisu na niwie kultury? Czy w ogóle  zna się na tym?

Cóż, chociaż nie jestem w niej osadzony profesjonalnie, to uważam, że oddolny głos też coś znaczy – bo to my – obywatele, jesteśmy właśnie ‘odbiorcami kultury’ dla jej twórców i promotorów.
Przyznam też, że na sztuce teatralnej znam się najmniej, podobnie jak na muzyce. chociaż ja uwielbiam. Myślę, że nie trzeba się znać profesjonalnie na wszystkich zakamarkach i tajnikach sztuki, by umieć ją odczuwać i mieć swoje zdanie.

Pochodzę z ‘rodziny artystycznej’ – Mama i 3 ciotki były malarkami po akademii, a w domu zawsze wśród mnogości książek było miejsce na albumy dotyczące malarstwa i sztuki w ogóle. Reszta rodziny to humaniści – zwłaszcza po studiach historycznych i polonistycznych.

Oczywiście, z racji Ich i mojego wieku, były to zainteresowania bardziej kulturą wyższą niż obecną popkulturą.

W takim środowisku wyrastałem i przebywam.

Dużo czytaliśmy i czytamy. Żona konkuruje ze ś. p. Mamą co do ilości przeczytanych książek i czasopism – średnia to przynajmniej jedna książka na dwa dni J.
Jesteśmy nimi stale obłożeni, przy czym ja coraz więcej informacji zdobywam z Internetu, ale też dobierając je wg swych zainteresowań i wagi. Całe życie coś pisałem – opowiadania, felietony, pamiętniki, wiersze, przy czym większość tej aktywności przypadło na okres przedcyfrowy i uległo albo zniszczeniu albo czeka na ew. redakcję, chociaż nie wiem czy do tego dojdzie, bo są ważniejsze sprawy bieżące.

Wspomnę tylko,  że z nastaniem ‘ery cyfrowej’ poczyniłem wówczas jeszcze nieudolną technicznie próbę pokazania światu jednego z moich mistrzów – Stefana Garczyńskiego poprzez stronę http://www.StefanGarczynski.pl oraz digitalizację i opracowanie czterech jego książek. Obecnie już sprawniej i częściej wypowiadam się w Internecie na tematy społeczne, w tym dotyczące szeroko pojętej kultury.
To środowisko, aktywność i przyzwyczajenia czynią nas nie tylko odbiorcami ale i podmiotami kultury.
Zatem – sądzę,

Leszek Korolkiewicz