Głowa

Zacznij od głowy…

głowa

Głowa jest najważniejsza, zacznij od głowy, rusz głową, głowa do interesów, psuje się od głowy, itd., itd.
Jasne. Bo głowa rzeczywiście jest czymś niezwykłym, po prostu … anatomicznie i fizjologicznie.
W tej stosunkowo małej części ciała ludzi i zwierząt mieszczą się: MÓZG, który zawiaduje ciałem i psychiką (chociaż nie wyłącznie), myślimy głową, prawdopodobnie tu rezyduje świadomość i sen, tu znajdują się „czujniki” co najmniej 5 zmysłów (wzrok, słuch, węch, smak, równowaga plus ciepłoty i dotyku), stąd zaczyna się przewód pokarmowy i trawienie, tu jest wlot układu oddechowego, stąd emitujemy mowę, tu wyraża się mimika i inne symptomy emocji i uczuć…

Nie w tym rzecz by to wszystko wymieniać (to banał), to tylko dla przypomnienia, że głowa jest ważna.

Sprowokowała mnie dzisiejsza obserwacja rowerzystów w mieście  – zdecydowanie w większości bez kasków, a zdarzali się i tacy użytkownicy skuterów.

Pod tym względem nie byłem święty – też kiedyś tak jeździłem, ale wtedy ruch był mniejszy a ponadto nigdy nie pchałem się na ulice (> Ambiwalentnie o nowych przepisach rowerowych).

Drugi asumpt do tematu to dzisiejsza walka Tomka Adamka z W. Kliczką, a właściwie boks w ogóle. Widowiskowe, ale jakże boks nie liczy się z tym, co mamy najcenniejszego, jak jest w tym względzie prymitywnym sportem. Ileż okrutnych ciosów Adamek przyjął na swą biedną głowę! Granica kalectwa była bliska, a być może skrycie przekroczona.

Dbajmy też aby nie zaśmiecać sobie głowy głupstwami i nie dać by robiono nam w niej „wodę z mózgu”. A od strony jej funkcjonowania fizycznego – dbajmy zdrowotnie.

Ale o głowie można nieskończenie w różnych aspektach (dziwi, że na aczni wyszukiwarka wyrzuca zero, gdy wpisze się słowo „głowa”!)  i skorzystam by przy okazji wspomnieć parę wypowiedzi o głowie, jej zmysłach i niezwykłych możliwościach mózgu na paru moich stronach:

[ późniejszy dopisek: niestety strona l-earn.net tu powoływana jest w trakcie rekonstrukcji i może nie działać gdy to czytasz]

„Głowa przede wszystkim”  http://l-earn.net/index.php?id=161

Twarz  http://l-earn.net/index.php?id=383

Po co nam oczy  http://l-earn.net/index.php?id=383

Czy mózg jest Ci w ogóle potrzebny? http://l-earn.net/index.php?id=551

—-

OczyM marzą oczy? http://lepszezdrowie.info/oczy.htm

Itd.

Niestety, wspomniane tam niezwykłe możliwości regeneracji i zdolności paranormalne są wyjątkiem, więc – dbajmy o swoją głowę!

Na koniec – przewrotnie:
„Byłoby szczęściem móc uszy i inne zmysły zamykać jak oczy”  – Georg Christoph Lichtenberg.

Bieszczady

W górach jest wszystko, co kocham…
z piosenki Elżbiety Adamiak

Bieszczady

Przypomniał mi się mój wiersz o Bieszczadach, pisany bodajże w 1980 r.
Ciągnie mnie do gór…

Bieszczady wiosną

W Bieszczadach, po urokach jesieni

odkrywam piękno wiosny;

wczesnym rankiem w góry wyszedłem

jakby młodszy, radosny.

Pnę się szybko – dni mam tylko parę,

plecak wcale nie ciąży,

Połoniny błyskają w dali,

wszystko zobaczyć, dotknąć – zdążyć.

Mgły w dole zginęły,

cieplej się robi – jestem już wysoko,

w dal patrzę chciwie

– zieleń – jak sięga oko.

Jestem ptakiem i lecę!

ręce-skrzydła wyciągam ku szczytom,

widzę wszystko – daleko i blisko;

ślę pozdrowienia lasom, kwiatom,

                               strumykom.

Wiatr już zatyka i widok –

majestat to w słońcu, to w chmurze,

na dumnym gnieździe zasiadam

– oto jestem na górze.

I czuję się lepszy, bez grzechu:

Jestem tu, jestem! – krzyczę,

pieśń słyszę w echu:

„dalekie miasta są niczym”…

Dawne rajdy wspominam,

szczęście w zmęczonych nogach,

była kiedyś dziewczyna…

Wstaję. Dalsza czeka mnie droga.

Na drugą stronę szczytu przechodzę

i – nagle jestem w raju:

Kamieniami wśród starych traw brodzę

w dół, do doliny – białogaju.

——

Skoro tak poetycko, to posłuchaj:

Kocham góry i wiążę z nimi pewne plany

 

Dlaczego góry

Wszystkie nasze marzenia mogą stać się rzeczywistością
– jeśli mamy odwagę je realizować.
Walt Disney

Bieszczady

(z perspektywy Warszawiaka, pisane 3 lata temu – temat ożył po kolejnej wizycie w Bieszczadach).

Dlaczego marzą mi się góry na miejsce zamieszkania?

Kocham góry. Wiele razy tam bywałem, tam stawiałem swoje pierwsze kroki jako dziecko, tam poznałem żonę. Góry są piękne.

Niziny bywają piękne, ale trochę monotonne i widokowo nie mogą się równać z widokami górskimi.

Góry dają dalekie perspektywy nie tylko dosłownie – gdy stanie się na którymś ze szczytów, ale i w szerszym sensie.

Dają poczucie siły, spojrzenia na wiele spraw właśnie „z góry”. Tam najłatwiej znaleźć spokój i prywatność. Z drugiej strony – współcześnie dobre zaopatrzenie dociera prawie wszędzie, a gdy chcemy – przez TV, Internet, telefony – mamy natychmiastowy kontakt z całym światem.

Tam mamy dwa-trzy-cztery atrakcyjne sezony– dla siebie i dla gości (turystycznie – większa dochodowość w przypadku wynajmu pokoi lub innych usług).
Piękne lato, kolory jesieni i przepiękna zima. Słoneczna wiosna jeszcze z topniejącymi śniegami też urzeka. Przyroda zachwyca nie tylko widokami – to mnogość roślin, form skalnych, szmer strumieni i wodospadów, słońce na połoninach i orzeźwiający cień lasów i ich magiczny majestat.

Kto lubi górskie wędrówki, zdrowy wysiłek – ma pole do popisu.

Góry zapewniają więcej ruchu – dla zdrowia (kondycja, dobre powietrze). Tereny górskie na ogół ekologicznie są czystsze – tam nie ma przemysłu, w szczególności czysta woda górska, a bywa że wody są lecznicze/mineralne.

Las to nie tylko  rekreacja i zdrowie, to opał, budulec, wszelkie inne dary lasu.

Staje się realne uprawianie narciarstwa nie tylko akcyjnie raz w roku, w tym biegowego i snowboardu lub saneczek.

W pobliżu zalewów i jezior – rekreacja wodna, żeglarstwo, bojery, wędkarstwo, itp. – dodatkowy atut dla turystów, także widokowy. Wtedy także łatwiej o ryby (także pstrągi z hodowli – dla zdrowia!).

Popularna staje się turystyka konna – jest już sporo dostosowanych szlaków.

Morze jest OK., ale ogranicza cię z jednej strony; natomiast góry (nie za duże) dają punkt wypadowy na 4 strony świata. Ponieważ znajdują się na południu Polski, to jest bliżej Europy „cywilizowanej” – Czech, Niemiec, itd. Bliżej do ciepłych mórz i atrakcji turystycznych południa – granice przecież nie istnieją, a drogi są dobre! (np. z Kotliny Kłodzkiej do Chorwacji Płn. lub Triestu niecałe 600 km, a do Świnoujścia 400, z Bieszczad nad Adriatyk 750 km, a do Zalewu Wiślanego 600 km, a do Świnoujścia nawet 850 km –wszystkie odległości teoretyczne – w linii prostej).
Z kolei, do naszej kulturalnej stolicy – Krakowa też bliżej niż z Warszawy (lub do Wrocławia oraz wielu uroczych, zabytkowych miasteczek pogórza). Ew. bliskość granicy umożliwia(ła) dokonywanie zakupów niektórych produktów po niższych niż u nas cenach, a może nawet jakiś handel transgraniczny? Chociaż jest to trochę kłopotliwe, to niektórzy mieszkańcy Bieszczad zaopatrują się w benzynę i inne produkty na Ukrainie sporo zyskując.
A w ogóle życie w tych miejscowościach górskich, które poznałem, jest tańsze niż w Warszawie – porównując ceny produktów. Jeśli ktoś umie i chce – może mieć też większą samowystarczalność na bazie ogródka, sadu lub hodowli.
Marzy mi się np. sytuacja, gdy kiedyś Ukraina będzie w Unii E. lub złagodzi obostrzenia graniczne – wtedy dostęp z Bieszczad do pięknego Lwowa z jego bogatą ofertą kulturalną i tanim dla nas życiem byłby gratką i fajnym przerywnikiem dla wsiowego życia.

Drogi w Bieszczadach (i nie tylko) są dobre (miejscami b. dobre – zwłaszcza w porównaniu z ukraińskimi).

Dla mieszczucha możliwy jest i taki wariant: mieszkanko np. w uroczym Przemyślu z pełnym dostępem do walorów sporego miasta plus chata górska z dojazdem w godzinę lub mniej – na weekendowe wypady lub na dłuższy pobyt w przypadku emerytów lub wolnych zawodów.

Przy budowie domu w górach możliwe są dodatkowe oszczędności, bo naturalne materiały budowlane (kamień, drewno, żwir,…) są łatwiej dostępne, a siła robocza w przystępnej cenie (górale znani są z tego, wynajmuje się ich w całej Polsce).

To budowanie na skale – dosłownie i w przenośni (po sprawdzeniu usuwisk). Miejscami istnieje możliwość wykorzystania źródeł termalnych do ogrzewania domu lub kąpieli.

W górach realna jest także naturalna energetyka wodna i wiatrowa (na małą skalę – potrzeby domowe) oraz słoneczna – zwłaszcza w przypadku stoku południowego. W takim położeniu istnieje też możliwość uprawy winorośli. Widziałem niejednokrotnie  jak tam wszystko ładnie rośnie. Coraz modniejsze i opłacalne stają się uprawy ekologiczne.

Dla patrzących dalekowzrocznie – wobec przepowiedni zalania terenów nadmorskich w zw z przewidywanym ociepleniem klimatu – w górach będzie  bezpieczniej, bezpieczniej może być też wobec kataklizmów przez osłonięcie i w przypadkach ekstremalnych (sic!) – przez ew. bliskość jaskiń w niektórych rejonach. Mówiąc poważniej – może być bezpieczniej na co dzień – można w sposób naturalny utrudnić dostęp intruzom, mieć teren pod wzrokowym nadzorem. Ale – jak widzę w Bieszczadach – większość domostw jest nie ogrodzonych, bo właściciele czują się bezpiecznie. Bo i ludzie są życzliwsi – nie tylko w tym że mówią sobie „dzień dobry” na szlaku.

Tu żyje się spokojniej niż w mieście, czas jakby płynął wolniej.

Także aklimatyzacja społeczna w Bieszczadach (gdzie indziej sytuacja będzie inna) jest względnie łatwa – tutejsza ludność jest w większości napływowa, a ostatnio budujący się to dobrowolna, pasjonacka emigracja miejska. Myślę, że są to ludzie z którymi nadaję i odbieram na jednych, typowo górskich „falach”. 🙂 Góry kształtują charaktery, i mieszkańców i turystów – tu spotkałem zawarłem wartościowe znajomości, tu jest inna „publiczność” – nie leniwa (leżeć bykiem na plaży) i zabawowa (bary i dyskoteki) lecz szukająca piękna i refleksji…

Działki w górach nie są jeszcze relatywnie drogie. Nawet jeśli pomysł zamieszkania w górach nie ziści się, to warto rozważyć inwestycję właśnie tam – do odsprzedania za jakiś czas (a tymczasem można by tam dla siebie postawić jakiś wakacyjny baraczek?) lub/i na wynajem.

Także mieszkania w miasteczkach górskich są tańsze niż w Warszawie czy innych większych miastach.

Cytuję wypowiedzi agentów nieruchomości, na przykładzie Bieszczadów (sprzed 3 lat):

„…Ale Bieszczady i tak są skazane na sukces, analitycy wróżą im karierę w ciągu najbliższych kilku lat.

– Stygnie rynek nieruchomości w dużych miastach, a rozpoczyna się gorący czas dla miejscowości turystycznych. Czas na Bieszczady dopiero nadejdzie. Myślę, że w ciągu pięciu lat – prognozuje Jaromir Rajzer.”

„Już teraz Bieszczady odkryło wielu bogatych Polaków. Jak zdradzają podkarpaccy pośrednicy nieruchomości, coraz więcej rośnie w Bieszczadach ekskluzywnych letniskowych chat wartych po około miliona złotych każda. – Są całe enklawy oddalone od drogi, np. w okolicach Rajskiego, gdzie stoją takie chaty…. to osoby ze świata kultury – piosenkarze, aktorzy, są też biznesmeni, znani architekci.”

Oczywiście, trzeba znaleźć odpowiednie miejsce – spełniające szereg wymienionych warunków, w tym ze względnie dobrym dojazdem i mediami.

Dlaczego Góry?

Oto parę wypowiedzi pod którymi się podpisuję:

Nie tylko dla pięknych widoków ze szczytu – głównie dla/dzięki ludziom, z którymi się w górach spotkałem, ludziom – z którymi nadaję na jednych, typowo górskich falach.

—-

W górach gdy się potknę i wywrócę, nikt nie spojrzy podejrzliwie że może pijana jestem, za to wyciągną się do mnie życzliwe, pomocne dłonie, za to spotkam się z pełnym troski pytaniem czy nie potrzebuję pomocy. Nikogo nie obchodzi w co jestem ubrana. No, może czasem jaki bardziej doświadczony turysta (poznaję ich po znoszonych butach) łagodnie zasugeruje, że klapki to nienajlepsze obuwie na Giewont, a na Zawrat lepiej wziąć coś ciepłego…Byłam świadkiem scen gdy ludzie dzielili się z obcą , przygodnie poznaną osobą kanapką i piciem, gdy na trudniejszym przejściu podawali sobie rękę, lub cierpliwie czekali na wąskim przejściu na osobę słabszą. Góry uwalniają tolerancję.
… Na ogół – panuje powszechna życzliwość i tolerancja. Dlaczego jeszcze ? Dlatego, że by dostać nagrodę w postaci pięknego widoku, najpierw trzeba się zmęczyć, pokonać własną słabość, często lęk wysokości.

Dalekie miasta są niczym” – jak mówi rajdowa piosenka, ale przecież można dość szybko do nich się dostać, gdy trzeba.

Co o tym wszystkim sądzicie? Może ktoś ma jakieś doświadczenia i takie plany przeniesienia się z  interioru Polski w góry?

Wszystko jest falą?

Nieskończona ilość i różnorodność przenikających się fal…

fala

Ciekawie jest być naukowcem, poznawać tajemnice przyrody.
Pewnie dlatego poświęciłem formalnie nauce ćwierć wieku, chociaż nie było to aż takie górnolotne i głębokie badanie tajemnic jak by się marzyło.
Dziś żałuję, że odpuściłem i dalsze lata zajęła mi dużo bardziej banalna praca „na chleb”.
Gdybym dziś zaczynał  od nowa lub doradzał młodemu adeptowi nauki jakiś kierunek lub temat, to mam pewną ideę fix (chociaż nie jedyną).
Chociaż dualizm korpuskularno-falowy jest znany od dawna, to fizycy coraz bardziej dostrzegają, że wszechświat to energia i to w postaci falowej (upraszczając).
Fala tworzy, fala rządzi. W zjawiskach falowych, być może, kryją się wszystkie tajemnice istnienia.
To nie tylko fizyka, bo zjawiska falowe to obszerna dziedzina w matematyce.
Było już wielu i naukowców i pasjonatów z ambicją stworzenia teorii wszystkiego, objaśnienia świata prostą, pierwotną formułą.
Nie sądzę aby takowa istniała, ale do „prawdy” możemy się zbliżać.
Kolejne spotkanie z taką teorią to publikacje (wiele książek i artykułów) Bruce L. Cathe, który od lat sukcesywnie drąży m.in. falowy obraz świata.
W szczególności opracował falową wersję słynnego równania
E=mc2, tzw. równania harmoniczne.

Badania te objaśniają (jak sądzi autor) powiązania między grawitacją, elektromagnetyzmem oraz materią i antymaterią.
Chociaż nie wgryzłem się na tyle aby to zrozumieć, to lektura jest frapująca!
Tak więc – tym bym się zajął, gdybym zaczynał.
Pole popisu dla ambitnych i z otwartym umysłem!

O falach, wibracjach, częstotliwościach mówią też inne dziedziny wiedzy oprócz fizyki. Zatem zakres tematu jest szeroki.

PS. Bruce Cathie ma też zasługi na polu badania UFO, co dla niektórych osłabia jego naukowy status, ale inne jego osiągnięcia wzięły od tego początek…
Kojarzy mi się to z przypadkiem prof. Jana Pająka.

Parę linków:
http://en.wikipedia.org/wiki/Bruce_Cathie  (niedopracowane)
http://www.amazon.com/Harmonic-Conquest-Space-Bruce-Cathie/dp/0646216791   !

About Us

Trójca – moje trzy (!) grosze

Początek, środek, koniec

3

Fascynują mnie liczby, zwłaszcza te naturalne, bo widzę w nich ponadczasowy i uniwersalny dla wszechświata element i język.
Stąd też bierze początek tzw. święta geometria, symbolika, harmonia i matematyka.

Natomiast nie chodzi mi o symbolikę jaką uprawia numerologia, czego daję wyraz (wątpliwości a nawet dezaprobaty) np. w artykule O wątpieniu i numerologii

W szczególności fascynująca jest liczba 3, uważana za liczbę doskonałą już przez wielu starożytnych. Pitagorejczycy wierzyli w istnienie trzech światów – Niższego, Wyższego, Najwyższego, a uczniowie Sokratesa i Platona wyznawali trzy wielkie zasady: Materię, Ideę, Boga.
Tak jak jedynka jest symbolem jedności i jedyności, dwójka jest zaczątkiem i symbolem mnogości oraz podstawą dychotomii i biegunowości, tak trójka uważana była za liczbę doskonałą z powodu obejmowania całokształtu rzeczy w wyniku tego, że jest sumą cyfr 1 oraz 2. Znane jest łacińskie przysłowie: „Wszystko, co złożone z trzech, jest doskonałe„.

To skłaniało do doszukiwania się i tworzenia trójpodziałów w najróżniejszych dziedzinach, a szczególnie w mitach, magii, grach, życzeniach.

W potocznym odczuciu troistość jest mocno zakorzeniona.

Przykładowo:

  • przestrzeń to obszar trójwymiarowy
  • przeszłość, teraźniejszość i przyszłość
  • trzy stany podstawowe materii – stały, płynny i gazowy
  • coś, co może stać, musi mieć przynajmniej 3 nogi (punkty podparcia)
  • początek, środek, koniec
  • wzrost, rozwój, owocowanie
  • niebo, ziemia, piekło
  • 1+2: dziecko i rodzice
  • cnoty: wiara, nadzieja, miłość
  • alchemia: siarka, sól, rtęć – podstawowe zasady
  • reakcje chemiczne: składnik 1 + składnik 2 daje produkt 3.

Te skojarzenia można by mnożyć.

Tzw. boskie trójce

  • chrześcijańska: (Trójca Święta) Bóg-Ojciec, Syn i Duch Święty
  • hinduistyczna: (Trimurti) Brahma-stwórca, Wisznu-życie, Siwa-śmierć
  • egipska: Ozyrys, Izyda, Horus
  • babilońska: Ea, Marduk, Gibil
  • hinduistyczna: Brahma-stwórca (Trimurti) , Wisznu-życie, Siwa-śmierć;
  • grecka: Zeus z potrójną błyskawicą, Pluton (Hades) z trzygłowym psem Cerberem, Posejdon z trójzębem

Są też takie skojarzenia/stwierdzenia jak:

  • trzecie oko
  • trzy medale/stopnie podium
  • trzej królowie/mędrcy
  • trzy składniki (kodony) nici DNA

Przysłowia i frazy:

„gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta”

„pleść trzy po trzy”

„trzy wróżki”

„do trzech razy sztuka”

„raz, dwa, trzy – start!”

… (trzykropek!)

Trzy to podstawa pojęcia trójkąta – najprostszej figury płaskiej, ale też źródło trygonometrii, funkcji trygonometrycznych o bardzo dużej liczbie zastosowań.

Jest to też pierwsza liczba Fermata.

Trójka wprowadza nas w świat złożonych relacji (dwójka jeszcze nie).

Jeśli mamy 3 elementy A, B i C, to mamy 6 permutacji oraz następujące relacje wzajemne elementów (tu bez znaczenia kierunków):

A-B, A-C, B-C (pary); A-B-C (wszystkie razem); A,B,C (brak relacji = każdy osobno).

Tutaj (zaskakująco?) chcę powrócić do konotacji z Trójcą Św.

Chociaż od wieków trwa spór miedzy jej zwolennikami a antytrynitarianami, to ciekawa jest myśl Ryszarda od św. Wiktora, który twierdził tak:

Dla Boga, jako nieskończenie doskonałego, nie jest konieczne istnienie innych bytów, poza Nim samym, ale jednocześnie posiada On Miłość w stopniu nieskończenie doskonałym i, skoro tak, to nie może być ona egoizmem.. Z tego wynika, że Bóg istnieje przynajmniej w dwóch Osobach. Każda z Osób może dokonać nieskończenie doskonałego obdarowania z Miłości względem drugiej pełnią Siebie, a druga Osoba jest w pełni zdolna takie obdarowanie przyjąć. Ponieważ w rezultacie całkowitego obdarowania żadna z tych Osób nie przestaje istnieć (bo przeczyłoby to Miłości Osoby przyjmującej względem Osoby obdarowującej), to wyłania się konieczność zaistnienia trzeciej Osoby, będącej (ze względu na charakter tego aktu) podmiotem wzajemnego obdarowania się dwu pozostałych Osób. Istnienie większej ilości Osób nie jest konieczne, a skoro Bóg jest nieskończenie doskonały, to nie ma w Nim też niczego zbędnego…

Chociaż to trochę zawiłe, to oddaje myśl, że miłość bez obdarowywania nie ma sensu. Mam wątpliwość, czy symetria dawania i brania zaprzecza podmiotowości dawcy i biorcy, ale są jeszcze inne przesłanki za trójcą (i nie mówię o dogmatach, w ogóle wolałbym się nie wypowiadać o  teologii, bo nie jestem specjalistą!).

Moja (?) myśl o Trójcy, a właściwie o trójce:

Najważniejsze we wszechświecie są Życie, Miłość, Wolność.

Dlaczego?

W myśli ezoterycznej utożsamia się  często Boga z życiem ale i z miłością. Nie ma miłości bez życia (szeroko pojętego), a nawet jest teza, że wszelki byt (nawet „nieożywiony”) istnieje dzięki miłości.

Bóg – przynajmniej w ujęciu chrześcijańskim, chociaż to co powiem nie jest powszechnie dostrzegane czy uznane – jako pierwszą zasadę i darem dla stworzenia uczynił wolność (wolną wolę), przez co dał dowód bezgranicznej miłości: bądź i czuj się wolny, stwarzaj siebie i swoje otoczenie wg swych pragnień (ale to pociąga odpowiedzialność).

Współbrzmi to częściowo z niektórymi przekazami duchowymi, np. Neale D. Walscha w jego książkach z cyklu „Rozmowy z Bogiem”.
Właśnie  tam podane są bardzo nieortodoksyjne interpretacje Trójcy, i tak: przypomina o troistości naszej natury – umysł, ciało, dusza, co można odnieść do istnienia na planie fizycznym, nie-fizycznym i meta-fizycznym.

Odpowiadają temu znane ze współczesnej psychologii pojęcia świadomość, podświadomość i (ezoterycznie) – nadświadomość.

Autor idzie dalej – przypominam fragmenty z księgi 1.

(ulegam też pokusie by dodać dalsze akapity wykraczające już poza tytułowy temat, ale to daje szerszą perspektywę).

Wiedza to boski stan, ale największa radość płynie z bycia. Bycie osiąga się jednak przez doświadczenie. Ewolucja przebiega w sposób następujący: wiedza, doświadczenie, bycie. Oto Święta Trójca – która jest Bogiem.

Bóg Ojciec to wiedza – sprawca wszelkiego rozumienia, źródło wszelkiego doświadczenia, gdyż nie sposób doświadczyć czegoś, czego się nie wie.

Bóg Syn to doświadczenie – ucieleśnienie, odegranie w czasie tego wszystkiego, co Ojciec o sobie wie, gdyż nie możesz być tym, czego nie doświadczyłeś.

Bóg Duch Święty to bycie – odcieleśnienie tego wszystkiego, czego doświadczył o sobie Syn; proste, wyśmienite „jestestwo” możliwe tylko dzięki wspomnieniu wiedzy i doświadczenia.

To proste bycie stanowi błogostan. To Bogo-stan, następujący po Boskiej samowiedzy i samodoświadczeniu.

Po dodaniu trzeciego członu Trójcy otrzymujemy relacje:
To z którego powstaje / To które powstaje / To które jest.

Ta Troista Rzeczywistość to Boska pieczęć. To Boski wzór. Występuje on powszechnie w wyższym wymiarze. Nie sposób nie dostrzec go w kwestiach związanych z czasem i przestrzenią, Bogiem i świadomością czy którejkolwiek wzniosłej relacji. Natomiast nie spotyka się tej Troistej Prawdy w przyziemnych relacjach życia.

Rozpoznać można ten wzorzec w wyższych relacjach życia.
W ujęciu religijnym staje się on Trójcą Ojca, Syna i Ducha Świętego. W pewnych szkołach psychiatrii mówi się o nadświadomości, świadomości i podświadomości. Nauki duchowe wymieniają ciało, umysł i ducha. Niektórzy uczeni głoszą istnienie energii, materii i eteru.
Filozofowie powiadają, że nie można uznać czegoś za prawdę, jeśli nie jest prawdą w myśli, mowie i uczynku. Mówiąc o czasie, wyróżniamy tylko trzy czasy: przeszły, teraźniejszy i przyszły. Podobnie w postrzeganiu istnieją trzy chwile – przedtem, teraz i potem.
W kategoriach przestrzennych, czy mówimy o punktach we wszechświecie czy miejscach w swym pokoju, zawsze uznajemy tutaj, tam i przestrzeń pomiędzy.

Sprawy przyziemne nie dopuszczają żadnego „pomiędzy”. To dlatego, że relacje niższe występują w postaci diad, podczas gdy relacje wyższe niezmiennie występują jako triady. Stąd biorą się lewo-prawo, góra-dół, wolno-szybko, zimno-ciepło i największa ze wszystkich diad, męski-żeński. Nie ma tam miejsca na żadne pomiędzy i każda rzecz jest jednym albo drugim, lub mniejszym czy większym stopniem jednego czy drugiego bieguna.

W obrębie relacji przyziemnych nie można pomyśleć o niczym bez koncepcji jego przeciwieństwa. Osadzona jest w tej rzeczywistości większa część naszych codziennych doświadczeń.

W obrębie relacji wyższych nie istnieje nic, co miałoby swoje przeciwieństwo. Wszystko jest Jednym i każda rzecz przechodzi od pierwszego do drugiego zataczając niekończący się krąg.

Czas to subtelna dziedzina, w której wyróżniane przeszłość, teraźniejszość i przyszłość istnieją współzależnie. Nie ma między nimi przeciwieństwa: to elementy jednej całości, etapy rozwojowe tej samej idei, cykle tej samej energii, aspekty tej samej niezmiennej Prawdy. Jeśli wyciągniesz stąd wniosek, że przeszłość, teraźniejszość i przyszłość istnieją jednocześnie, będziesz miał rację.

Nawet jeśli kogoś to zaskoczy czy zgorszy jako nie biblijne nie personalistyczne itp., to – jak widać – temat może być głębszy niż się potocznie widzi, a przecież jeszcze nawet nie sięgnąłem do poważniejszych rozważań filozofów i teologów …
Przytaczam tutaj głównie w kontekście związków z trójką. Nawet jeśli pominiemy aspekt religijny (dyskusyjny), to pozostaje wgląd w powszechność tych związków.

Dopisek

Później napisałem jeszcze o szerszym, społecznym aspekcie tematu – wpis „Ja, Ty, My


Ambiwalentnie o nowych przepisach rowerowych

Życie jest podobne do jazdy na rowerze.
Nie można utrzymać równowagi stojąc w miejscu.
Linda Brakeall

Weszła w życie nowelizacja przepisów ruchu drogowego w odniesieniu do rowerzystów.
Chwali się ją jako krok ku Europie.
Ja tylko częściowo podzielam ogólny entuzjazm. Dlaczego?

Najpierw zdeklaruję się jako entuzjasta rowerów w opozycji do samochodów, czemu wielokrotnie dawałem wyraz na mej (starej!) stroniczce http://www.BezSamochodu.pl.tl

Jestem jednocześnie też kierowcą (nie wszystko da się zrobić tylko przy pomocy roweru) i znam nasze realia drogowe.

Otóż sądzę, że daleko nam do Europy nie tyle z powodu przepisów, co za przyczyną infrastruktury i … kultury.

Mamy jeszcze stanowczo za mało ścieżek rowerowych (a ich jakość budzi często wątpliwości), stojaków na rowery, oznakowań.

Co do kultury, to ze strony rowerzystów mało kto używa kasków, wiele rowerów nie ma oświetlenia – zwłaszcza na prowincji, gdzie dodatkowo widzi się rowerzystów nietrzeźwych. Widzę też, że niektórzy, w poczuciu swojej wyższości (skądinąd słusznej jeśli się uwzględni przewagi roweru nad samochodem w mieście ) ostentacyjnie zajmują cały pas na jezdni, spowalniając ruch. Chociaż niektórzy rowerzyści mkną aż nadto szybko jak na swoje bezpieczeństwo, to i tak przecież nie mogą równać się z samochodami.
Ze strony kierowców – wiadomo – kultura jazdy jest u nas jeszcze niska, a w przypadku gdy przed kierowcą jedzie rowerzysta, prowokuje to dodatkową agresję.

W sumie – niepokoję się i nawet jestem pewien, że znacznie wzrośnie ilość wypadków.

Nie zawsze musi to być wina kierowcy – po prostu rower jest bardziej wywrotny, podatny nawet na nieduże nierówności naszych fatalnych dróg, nie ma przecież poduszek powietrznych ani żadnych osłon czy pasów bezpieczeństwa, mało kto używa lusterek wstecznych, …
I głównie ze względu na te poważne zagrożenia uważam wprowadzenie wspomnianej zmiany przepisów za przedwczesne.
Innym aspektem sprawy jest zdrowie rowerzystów. Osobiście nigdy nie pcham się rowerem pomiędzy samochody także ze względu na spaliny. Oddech rowerzysty jest przyspieszony i pochłanianie szkodliwych wyziewów jest wzmożone. Chociaż niektórzy dowodzą, że tak nie jest, to oceniam to zjawisko z autopsji (w mieście).

Zamieszania wokół geoinżynierii ciąg dalszy

Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu.
William Shakespeare

chemtrails

We Wrocławiu w dn. 30 stycznia 2011 odbyło się pierwsza polska konferencja nt.
chemtrails(ów) czyli chemicznych smug na niebie.

Nagrania z tej imprezy można było znaleźć na http://niezaleznatelewizja.pl/

Także miesięcznik „Czwarty wymiar” nr 4/2011 opublikował reportaż
(„Chemtrails – dlaczego zabieracie nam niebo„) krótko podsumowujący
wystąpienia prelegentów.

O ile z tych informacji wynika, że bezsprzecznie zjawisko takie ma miejsce i to
globalnie (osobiście też jestem o tym przekonany, bo wciąż robię zdjęcia
zjawiska, niektóre publikowane np. na facebooku), to jego cel i mocodawcy
stanowią nadal tajemnicę. Prelegenci podali wiele możliwych scenariuszy, co
daje nam szerszą wiedzę, ale pozostawia problem otwarty.

W „Polityce” nr 47 z 2010 pojawił się artykuł „Leczenie klimatu aspiryną
( http://www.polityka.pl/nauka/ekologia/1510470,1,ryzykowna-geoinzynieria.read ) pośrednio sugerujący, że powstają projekty i  próby schładzania Ziemi przez rozpylanie różnych substancji w atmosferze.

Podzielam niepokój niektórych naukowców i autora, że jest to igranie z puszką Pandory, zwłaszcza gdy czytam, że tą substancją może być np. siarka.

To kojarzy się od razu z kwaśnymi deszczami, ale siarka w aerozolu to zapewne nic korzystnego dla ekosystemów. Przyjmijmy, że część naukowców ma dobre intencje i dostateczną wiedzę, aby rzeczywiście ochronić Ziemię przed jakąś dramatyczną zmianą klimatu. Skoro tak, to dlaczego nie informuje się o tym społeczeństwa?
Przypuszczam, że po pierwsze nic nie jest pewne, w tym wpływ CO2 na zmianę
klimatu, a nawet że intencje wcale nie muszą być tak szczytne. Jedną z
obserwacji, które przeczą wpływowi CO2 na ocieplenie  klimatu Ziemi jest odnotowywane ocieplenie … Marsa, co sugeruje wpływ Słońca.

To zamieszanie powiększa ciekawa informacja jaka ukazała się w nr 3/2011  „Nieznanego Świata” w artykule „Potrzebujemy więcej dwutlenku węgla!„.
Czytamy m.in. o tym, że już w 1960 roku CIA zajmowała się wpływem CO2 na ludzką świadomość i wg niedawno ujawnionych dokumentów, ustalono że większa zawartość dwutlenku węgla w powietrzu wpływa na podniesienie … ludzkiej świadomości a także pozwala redukować stres, napięcie i lęki. Ludzie wolni od strachu, z przebudzoną świadomością są o wiele trudniejszym obiektem manipulacji. A może to właśnie komuś się nie podoba? I stąd cała awantura zamaskowana pod szyldem ekologii?
Ta właściwość CO2 jest kontrowersyjna, ale koresponduje z zaskakującą informacją  z różnych źródeł (np.  I.Nieumywakin „Woda utleniona dla zdrowia„) że to nie nadmiar ale pewien niedosyt dwutlenku węgla powoduje złe dotlenienie organizmu (na poziomie komórkowym). A to niedotlenienie jest powodem większości chorób i naszej złej kondycji…
Pisałem już o tym wszystkim i do tematu będę jeszcze powracał. Ponieważ nie ufam w ciemno …

Jak poprawić zdrowie za darmo

JeDZ ostrożnie. Z plakatu konkursowego.

Dziś zacytuję artykuł mojego znajomego – Krzysztofa Abramka, któremu wiele zawdzięczam jeśli chodzi o zdrowie.

Jak poprawić zdrowie za darmo, czyli 20 zasad jedzenia poprawiających zdrowie. Zebrane i usystematyzowane zalecenia lekarzy medycyny naturalnej i holistycznej, oparte na wiedzy i doświadczeniu.

Zastosuj poniższe zasady, a z pewnością nie tylko unikniesz problemów gastrycznych, lecz także w miarę stałego ich zachowywania możesz liczyć na istotne zmniejszenie zatruwania swojego organizmu, a więc lepsze funkcjonowanie nie tylko przewodu pokarmowego, lecz także całego organizmu.
Jelita nie bez powodu są nazywana „drugim mózgiem”, w szczególności
odpowiadając za system immunologiczny (odpornościowy).

1) Węglowodany spożywamy jako pierwsze, następnie warzywa, a następnie białka (np. ziemniaki, surówka, kotlet).

Węglowodany to głównie: chleb, bułki, ryż, makaron, kasze, ziemniaki i wszystko co jest głównie z mąki. Trawią się one 1-3 godzin.

Warzywa trawią się ok. 2 godzin, natomiast surowe do 4 godzin. Ze względu na stan jelit nie wszyscy mogą jadać surowe warzywa.

Białka to głównie: mięso, ryby, soja, fasola, orzechy, sery, jajka, owoce morza

2) Nie spożywaj jednocześnie jedzenia tłustego i o smaku kwaśnym.

Zupełnie inne enzymy zajmują się rozkładem tłuszczy, a całkiem inne PH ma substancja kwaśna i w układzie trawiennym jedne drugim wchodzą w paradę, przez co pokarm przechodzi dalej źle strawiony, powodując rozliczne problemy.

3) Staraj się nie jeść owoców na deser, ani żadnych łakoci, szczególnie zawierających cukier. Najlepszy deser to … spacer.

4) Nie należy łączyć w jednym posiłku mięsa i nabiału, a więc przykładowo kotletów (burgerów) i sera, czy kiełbasy z jajkiem.

Różne  enzymy zajmują się trawieniem różnych białek.

5) Jeśli po posiłku zawierającym mięso i węglowodany wysokoskrobiowe (typu: ryż, kasza, ziemniaki) czujesz się najedzony /-a/ przez długi okres czasu, to staraj się jeść najpierw węglowodany, co najmniej 15 min. wcześniej niż mięso.

6) Nie popijaj posiłków! Z tym jest wręcz tragicznie, szczególnie u dzieci. Popijanie powoduje „płukankę” enzymów – nie mogą one dobrze strawić, gdyż zostaną w znacznym stopniu spłukane w głąb układu pokarmowego. Ponadto, znajdujący się w żołądku kwas solny zostanie rozcieńczony, przez co drobnoustroje trafiające tam z jedzeniem nie będą w wystarczającym stopniu zabite.

Popijanie pozwala na szybsze jedzenie, czyli przełykanie większych kęsów, często dokonywane przez jedzących w pośpiechu, co jest kolejną przyczyną złego funkcjonowania układu pokarmowego.

Należy pić nie później niż 30 minut przed jedzeniem i nie wcześniej niż 2 godziny po jedzeniu (dzieci 1,5 godz).

7) Po ciepłym posiłku nigdy nie pij zimnych płynów. Jest to szczególnie ważne w przypadku gdy spożywane były tłuszcze.

8) Nie objadaj się – staraj się wstawać od stołu nieco wcześniej niż zwykle. Nie znaczy  to, że masz się głodzić.

9) Staraj się spożywać warzywa gotowane, a szczególnie blanszowane (obgotowywane krótko, przez ok. 3-5 minut). Te surowe powinny stanowić około połowy wszystkich spożywanych warzyw. Te surowe należy dokładnie przeżuwać.

10) Nie pojadaj między posiłkami. To min. niepotrzebne drażnienie trzustki  koniecznością uwalniania insuliny.

11) Nie łącz owoców z mlekiem i jego przetworami.

12) Odmawiaj jedzenia posiłków które ci nie służą, źle się po nich czujesz.

13) Staraj się jeść jak najwięcej ciepłych posiłków – a w szczególności takie powinno być śniadanie.

14) Staraj się nie spożywać owoców południowych, szczególnie zimą, gdyż wychładzają organizm.

15) Używaj przypraw, dobierając je w zależności od potrzeby i rodzaju twojego posiłku.

16) Nie można ustalić diety na raz na całe życie. Żaden sposób odżywiania nie jest pozbawiony wad.

17) Odstaw wszelkie produkty, które mogą być modyfikowane genetycznie, są homogenizowane (podwyższają poziom zabójczej homocysteiny), typu UHT, utwardzone tłuszcze (min. margaryny) i mleko w proszku.

18) Trzymaj się z daleka od potraw przygotowywanych w kuchenkach mikrofalowych. Jest ono modyfikowane falami na poziomie komórkowym.

19) Zminimalizuj, a wręcz kategorycznie unikaj węglowodanów prostych, o wysokim indeksie glikemicznym.

20) Nie jedz jeśli nie jesteś głodny/-a, oraz po godzinie 19-20, 2-3 godziny przed snem.

Znam wiele przypadków poprawy samopoczucia, zdrowia, czy też chudnięcia, poprawy sylwetki tylko w wyniku zastosowania zasad, o których mowa powyżej. Często przynosi to o wiele lepsze efekty zdrowotne, niż stosowanie jakichś preparatów.

Natomiast w połączeniu z selektywną suplementacją, czyli dostosowaną do indywidualnych potrzeb organizmu, potrafi zdziałać zadziwiająco dużo w nawet w przypadku chronicznych chorób, czy też uznawanych za nieuleczalne, bądź takie, w których ponoć można tylko hamować ich postęp.

Strona autora http://www.PostawNaZdrowie.pl

Krzysztof jest autorem paru książek o tematyce zdrowotnej,
np.: Witaminy, minerały i suplementyZdrowy sukces – przez żołądek do sukcesu. …

Co jest najważniejsze w życiu?

ważne alarmy

Co jest najważniejsze w życiu?
………………………………………………………………

Oddychanie!
Już widzę rozczarowanie Czytelnika, który spodziewał się jakiejś „głębszej prawdy filozoficznej”…

Daj mi chwilę, a dojdziemy i do tego.

Prawdą jest, że nic nam po filozofii, jeśli po prostu nie będziemy żyć.
By żyć, musimy się odżywiać, ale bez jedzenia człowiek może przetrwać i powyżej 30 dni.
Potrzebujemy pić, ale można bez wody przetrwać do 7 dni.
Natomiast bez powietrza nie przeżyjemy nawet 5 minut.

Potrzebujemy tlenu dla procesów energetycznych ciała, ale oddychanie jest też odpowiedzialne w 70-80% za wydalanie produktów przemiany materii, w tym toksyn.
W ostatnich dziesięcioleciach dużo się mówiło o sposobach oddychania i jego jakości. Napisano mnóstwo książek i artykułów.

[uwaga: ex post dodałem ważna aktualizację – patrz na końcu]

Dla mnie bodajże pierwsze zetknięcie z tematem to były lektury Leonarda Orra z lat 70/80, gdy zainteresowałem się rebirthingiem.
W miarę zapoznawania się z tematem, zaczęła mnie zastanawiać duża liczba technik, z których każda mieniła się tą najlepszą, chociaż każda była inna. Dawałem wiarę raczej tym starożytnym, ponieważ świadoma praca z oddechem była przez tysiąclecia częścią jogi, tai-chi oraz innych duchowych szkół na Wschodzie.
Ale i tu istnieje duża różnorodność – wystarczy zapoznać się z kolejnymi naukami różnych wschodnich guru, jacy na przestrzeni 100 lat przenosili swe przesłania na Zachód. Powstają też różne kompilacje, z których jedną z ostatnich jest system Eiriu-Eolashttp://eiriu-eolas.org/about/ .
Obecnie w terapiach stosuje się też tzw. Integrację Oddechem. Technikę tę opracowała Australijka, nauczycielka jogi Nemi Nath.
Tematom tym poświęciłem kiedyś na L-earn.net (potem – po deaktywacji tego serwisu na LepszeZdrowie) parę artykułów:

Świadome oddychanie wg Leonarda Orra

Po co ci ta cała Integracja Oddechem?

Co dała mi Integracja Oddechem?

Różnorodność bierze się i stąd, że są oddechy oczyszczające, uspakajające (relaksujące), wyciszające, a także pobudzające i energetyzujące. Ważne jest, by wykorzystywać bardziej oddech brzuszny, nazywany przeponowym. Jest on najbardziej naturalny i zbliżony do sposobu, w jaki oddychaliśmy jako dzieci. Ma na celu wykorzystanie całych płuc, zwłaszcza ich dolnych płatów, które z wiekiem, gdy nasze ciało robi się coraz bardziej spięte, są powoli wyłączane.
Nie jest jednak teraz moim zamiarem rozwijanie tematu oddechu w tej „linii” i dlatego zakończę wątek podaniem przykładowych polskich lektur wprowadzających:

  • Ewa Foley – Świadome oddychanie (kaseta z seminarium)
  • Colin P. Sisson – Niezwykła moc świadomego oddychania (książka)
  • Leonard Orr – Świadomy oddech.

Chciałbym teraz zwrócić uwagę na naukowe podstawy ważkości oddychania a właściwie na jego mniej znane właściwości.
Kierując się swym poszukiwaniem źródeł chorób i prostym zasadom ich profilaktyki (patrz http://lepszezdrowie.info/news11.10.htm ) chcę zakomunikować, że natrafiłem na nowe … rewelacje.
Tematem tym zajmę się kiedyś na www.LepszeZdrowie.info  – gdy zbiorę więcej materiału i własnych doświadczeń, ponieważ mam jeszcze mieszane uczucia – temat jest kontrowersyjny.

Otóż, prawdopodobnie jedną z podstawowych przyczyn chorób jest niedotlenienie komórkowe.

Temat ten został poruszony szerzej bodajże najpierw przez Amerykanina W. Douglasa w książce „Uzdrawiające właściwości nadtlenku wodoru” a nieco później przez Iwana P. Nieumywakina w jego książce „Woda utleniona na straży zdrowia” (polskie wydanie wydawnictwa Hartigrama, 2008).
Jak widać z tytułów, chodzi o zastosowania wewnętrzne H2O2.
W USA ostatnio to zastosowanie jest „reklamowane” (w cudzysłowie, bo chodzi nie o reklamę leku w stylu koncernów farmaceutycznych, ale o raczej misyjne propagowanie alternatywnych tanich metod dostępnych dla każdego) na stronie http://www.oneminutecure.com/   i w książce autorstwa Madison Cavanaugh o tymże tytule.
Autorka posuwa się do twierdzenia, że odpowiednio dawkowana wewnętrznie woda utleniona jest panaceum na niemal wszystkie choroby.

Ponieważ jednak w Polsce dostępna jest raczej tylko książka Nieumywakina, to parę słów o niej.
Książka zawiera dużo informacji o tym, jak w praktyce stosować nadtlenek wodoru, zawiera relacje o odczuciach pacjentów i wyniki kuracji. Wyjaśnia również rolę H2O2, którego produkcja (odbywająca się w organizmie z udziałem wyspecjalizowanych komórek układu odpornościowego) jest jednym z mechanizmów usuwania patogennej mikroflory – grzybów, bakterii i wirusów.
Przystępnie, lecz zarazem fachowo wyjaśniono w niej związane z gospodarką tlenową mechanizmy fizjologiczne organizmu, wysoce negatywne skutki niedotlenienia tkanek, a także destrukcyjną rolę wolnych rodników.
Autor podaje również mnóstwo informacji o roli wody (już tej normalnej) w organizmie, o roli soli kuchennej (uważa jej niewielkie dawki za niezbędne dla organizmu).

Iwan Pawłowicz Nieumywakin zajmuje się tematem leczenia i uzdrawiania ludzi od ponad 40 lat. To osoba znana w Rosji zarówno dyplomowanym lekarzom, jak i ludziom zajmującym się medycyną naturalną. Jest doktorem nauk medycznych, profesorem, członkiem Rosyjskiej Akademii Nauk Przyrodniczych, autorem ponad 200 prac naukowych. Mimo znakomitego wykształcenia zyskał sobie przydomek „Głównego Uzdrowiciela Ludowego Rosji”.
Przez ok. 30 lat związany był z rosyjskim projektem „Kosmicznego Szpitala” – metod udzielania pomocy medycznej kosmonautom i zdalnego monitorowania ich funkcji życiowych w trudnych warunkach przestrzeni okołoziemskiej.

Skoro H2O2 ma takie rewelacyjne właściwości, to dlaczego jego zastosowanie wewnętrzne jest tak mało znane?
Cóż, wszystko co proste, tanie i na czym nie da się zarobić jest śmiertelnym zagrożeniem przemysłu farmaceutycznego i medycyny będącej coraz bardziej na jej pasku (subsydiowanie). Alopatyczna medycyna specjalizacji koncentruje się na szybkim eliminowaniu OBJAWÓW i tak rozumianym „leczeniu”, a nie na WYLECZENIU – poprzez sięganiu do źródeł chorób. Straciłaby bowiem rację bytu… Stąd zatajanie, zwalczanie, pomawianie o szarlatanerię, gdy temat H2O2 jest podnoszony.
Jednak, wg One Minute Cure, mimo wszystko:

„…over 6,100 articles in European scientific literature have attested to the effectiveness of this simple therapy
in not only killing diseased cells but also simultaneously revitalizing and rejuvenating healthy cells, thereby creating vibrant energy and well-being…

this safe, inexpensive and powerful healing modality has been administered by an estimated 15,000 European doctors, naturopaths and homeopaths to more than 10 million patients in the past 70 years to successfully treat practically every known disease”.

Nawet jeśli tezy o cudownych własnościach H2O2 są przesadzone, to ciekawe i cenne mogą być uwagi Nieumywakina o samym oddychaniu, a w szczególności jego zalecenie o tzw. fizjologicznym, naturalnym oddychaniu.
Jak by nie było, zagadnienia oddychania są jego główną specjalizacja zawodow
ą.
Otóż – wbrew obiegowym opiniom – zbyt głębokie i intensywne oddychanie wywołuje odwrotny skutek, powodując zmniejszenie zaopatrzenie organizmu w tlen, ponieważ zakłócona zostaje równowaga w składzie mieszanki tlenu z dwutlenkiem węgla, który to drugi gaz służy udrażnianiu tlenowi dostępu do komórek (w uproszczeniu). Stąd wskazane jest owo naturalne i wolniejsze oddychanie, z akcentem na dłuższy wydech i nawet umiarkowane zatrzymywanie oddechu.

Dość rewelacyjne – nie komentuję dalej, zanim nie poznam tematu głębiej i go nie wypraktykuję. Coś w tym jest – gdy np. biegnę, oddycham intensywniej – to właśnie wtedy mnie „zatyka”. Ale to może niewłaściwy przykład…

Na koniec wracam do metaforycznej strony oddychania. Zdrowie, któremu ma służyć dobre oddychanie i ww. terapie, to wielka wartość.
Gdy mówimy „weź oddech”, to mamy na myśli aspekt odpoczynku, spojrzenia szerzej na sprawy, uspokojenia umysłu, wolność. Czyż to też nie jest ważne?

Szczególnie oddech jako synonim swobody i wolności, to olbrzymia wartość, bodajże największa.
Gdy gonimy za bogactwem, to dla samego bogactwa?
Nie – to tylko środek do … wolności różnego rodzaju.
Nawet zdrowie to element wolności – od trosk i bólu złej kondycji, a ku powabom życia, ku jego wydłużeniu.
Wolność to samorealizacja.
W pewnym sensie kółko się zamyka – miejmy wolność w wyborze metod leczenia, wychodźmy poza zniewalające schematy i dyktaty.

—-

Dopisek.
Później poznałem nowsze prace, w szczególności Konstantina Butejko, który udowodnił, że sposobem na zdrowie i uzdrawianie z wielu chorób, a także na dłuższe życie, wcale nie jest oddychanie głębokie a takie, które zachowuje więcej dwutlenku węgla we krwi.
Dokładniej o tym:

Oddychanie wg Butejki

Oddychanie a zdrowie

Wiedza – potrzebna na każdym kroku

Po pierwsze nie szkodzić.
Hipokrates

karmnik-ptaki

Wielu z nas poruszonych ciężkim losem ptaków, które w tak trudnych warunkach zimy muszą szukać pożywienia, zaczyna dokarmiać je na własną rękę, czy to w ogrodzie, czy na balkonie czy też w parku. Jednak nie każdy z nas jest chyba w pełni świadomy faktu, iż takie dokarmianie niewłaściwie prowadzone może stanowić wręcz zagrożenie dla życia tych małych i jakże wrażliwych organizmów.


Dlatego zanim zabierzemy się za tak godne uznania uczynki powinniśmy zapoznać się z podstawowymi zasadami dokarmiania ptaków, które ochronią je przed komplikacjami zdrowotnymi, a nawet śmiercią.


Ważne jest by przestrzegać tych zasad podczas całego cyklu karmienia, regularnie i z odpowiednią do warunków otoczenia częstotliwością.
Jeżeli czujemy, że nie potrafimy sprostać tym wymaganiom – nie podejmujmy się tego wyzwania. OCHRONIMY TYM SAMYM PTAKI przed takimi konsekwencjami nieodpowiedzialnego karmienia jak choroby układu pokarmowego tj. kwasica i biegunka w przypadku zbyt dużej ilości pieczywa w pokarmie, osłabienie odporności wskutek niedoborów składników pokarmowych w mało zróżnicowanej diecie, pasożyty i inne choroby poprzez spożywanie karmy zabrudzonej odchodami innych ptaków, a także śmierci w przypadku dostarczenia im solonego pokarmu lub zwyczajnie w przypadku zaprzestania ich dokarmiania.

 

6 NAJWAŻNIEJSZYCH ZASAD – czyli o tym, czym powinniśmy się kierować przy zakładaniu i prowadzeniu ptasiej stołówki:

 

1.      Sezonowość – Nie dokarmiajmy przez cały rok. Rozpocznijmy dokarmianie, gdy warunki pogodowe takie jak niskie temperatury, pokrywa śnieżna, marznący deszcz mogą stanowić poważne utrudnienie w odnalezieniu przez nie pokarmu (w zależności od roku to może być październik lub listopad), a zakończmy na wiosnę (tj. w marcu, na początku kwietnia). W cieplejszych okresach zimy dokarmianie powinno być mniej intensywne niż podczas mrozu.

 

2.      Systematyczność – Ptaki przyzwyczajają się do miejsca zdobywania pożywienia, dlatego tak ważne jest ich regularne dokarmianie w całym niesprzyjającym pogodowo okresie. Jeżeli zaprzestamy nagle dokarmiania, umrą czekając na pożywienie w miejscu, które kojarzy im się z łatwo dostępną bazą pokarmową.

 

3.      Różnorodność – Bogate, wieloskładnikowe menu pozwoli wybrać ptakom najodpowiedniejszą dla potrzeb ich organizmu karmę, zwiększając tym ich odporność. Pamiętajmy, by nie podawać ptakom pokarmów solonych ani nie stosować pieczywa jako karmy podstawowej!

 

4.      Higiena – Dbajmy o higienę pokarmu jak i miejsca jego spożywania. Zarówno woda jak i karma powinny być świeże. Regularnie oczyszczajmy karmniki z resztek pokarmu oraz odchodów. Mogą stanowić one źródło wielorakiego rodzaju chorób zakaźnych.

 

5.      Ochrona przed wilgocią – Konstrukcja karmnika powinna zapobiegać zawilgoceniu karmy, która łatwo ulega zamarzaniu w sprzyjających okolicznościach, stanowiąc zagrożenie dla przełyków ptaków, jak również mocno wyziębiając ich organizm.
W przypadku niczym nie zabezpieczonych karmników, jak wiszące siatki należy wieszać je w miejscu osłoniętym np. na ganku, pod okapem itp.

 

6.      Ochrona przed drapieżnikami – Wybierając miejsce lokalizacji, sytuujmy je w miejscu pozostającym poza zasięgiem kotów i innych drapieżników.

 

ODPOWIEDNIE MENU – czyli jak skomponować menu by przyciągnąć do siebie grupę potencjalnych klientów.

– nasiona oleiste np. słonecznika (dla sikor, wróbli, gilów, zięb)

– nie solona słonina, łój lub smalec (dla sikor, dzięciołów, kowalików)

– nasiona zbóż np. owsa, prosa (dla trznadli)

– orzechy (dla sikor, dzięciołów, kowalików)

– mieszanki tłuszczowo – nasienne np. kule z łoju oraz nasion słonecznika, lnu, prosa

– owoce np. jabłka, jarzębina, rodzynki (dla kosów, kwiczołów)

– drobne kawałki pieczywa, nie spleśniałe (i tylko jako niewielki dodatek do karmy).

– nie dawać ryżu – ten pęcznieje w żołądku  i może stanowić zagrożenie.

—-

Na podstawie (głównie) artykułu w magazynie Targówek, nr 9/2010: JAK ZORGANIZOWAĆ 5- GWIAZDKOWĄ PTASIĄ STOŁÓWKĘ.