Pożegnanie lata

… Kiedyś ockniesz się nagle: życie minęło,
a szczęście … bywało tak blisko.
L. Korolkiewicz

Matala
Jaskinie Matali

Powrót z Matali na Krecie zbiegł się z kalendarzowym końcem lata i z faktyczną zmianą klimatu po wylądowaniu w Warszawie.

Było pięknie. Uciekłem z miasta na podobieństwo tego, który „ściskając w ręku kamień zielony wsiadał do pociągu byle jakiego”…

Nie był to byle jaki pociąg ale cel wybrany podwójnie znacząco. Sentymentalnie jako wspomnienie beztroskiej podróży do Stanów na początku lat 70., gdy z hippisowskimi włosami, w cut-offs przemierzałem ówczesną krainę marzeń.  Cat Stevens śpiewał wtedy o Matala Bay,  gdzie ściągali hippie ze świata. Te ich jaskinie trwają nadal, jak tysiące lat przedtem, a chociaż są wieczorami sprawdzane, czy ktoś tam nie koczuje, to widziałem w górach „tajne” ziemianki i jaskinie w których ktoś mieszka nadal. Zaglądam do jednej – akurat pusta, ale widać dość przyzwoite wyposażenie, książki, radio, kociołki – nadal ktoś szuka tutaj wolności…

Sporo lat później był trzyletni epizod afrykański, gdy swą wolność czułem penetrując głębiny ciepłych wód. Jakże później tęskniłem za tym odczuciem…
Co się stało z moim życiem, że przez tyle lat tam mnie nie było? Może przez to, że parokrotny pobyt w Grecji kontynentalnej w latach osiemdziesiątych zraził żonę gorącem i surowością wypalonej ziemi?
Owszem, szukałem namiastki, owszem zdarzało mi się  znaleźć szczęście i nad Bałtykiem, który też kocham. Pisałem kiedyś o tym w innej refleksji http://www.lepszezdrowie.info/wakacyjna_transcendencja.htm.

I oto jestem w miejscach, które prawdziwie odświeżają moje piękne wspomnienia i mają magiczną moc odmłodzenia.
Znów pogrążam się w toń, znów ten  dreszczyk emocji przeplatany odczuciem spokoju i ciszy. Niedaleko piękna miejscowość Agia Galini, czyli święty spokój. Tak, tego było mi potrzeba.
Wybieram ustronne dzikie plaże, chociaż dostać się tam nie jest łatwo. Totalne oderwanie od trosk, jakie trapiły mnie jeszcze tydzień temu.

Leżę na gorącej plaży. Ściskam w ręku kamień – niekoniecznie zielony…

Kamień gładki, gładki kamień

głaszczę,

jakże gładki kamień,

piękny kamień plaży,

kamień piękny w ręku,

milion lat w ręku, miliard może,

nad morzem z kamieniem spotkanie…

Czysty, ręką ludzką nie dotknięty,

mój od zarania,

cały, nie pęknięty,

mój, mój, piękny

kamień.

Wokół mnie błękity, jakie błękity!

Przypomina się piosenka Andrzeja Sikorowskiego

Jest taki kraj na południu, gdzie wyspy toną w błękitach
Gdzie Bóg zapomniał o grudniu
I zawsze dźwięczy muzyka…

Połowa września, a piasek tak parzy stopy, że często uciekam do wody. Wracam i pogrążam się w nirwanie. Ma dłoń ściska garść piasku z której sączy się strużka ziarenek – jak w klepsydrze. Zaciskam pięść jeszcze bardziej – czas stanął.

Widziałem w mym hotelu ludzi, którym czas pobytu tutaj się dłuży.

Mój inny wierszyk sprzed lat:

Mieszkasz gdzieś lata, a ulic nie znasz sąsiednich,

śpisz i w karty grasz,

gdyś przyjechał nad Adriatyk

– przedziwny życia lunatyk.

Zawstydź się i przebudź

– choć ci wolno wszystko.

Kiedyś ockniesz się nagle: życie minęło,

a szczęście … bywało tak blisko.

 

Kreta to nie tylko plaże, to urok wiosek, egzotyczna roślinność, świetne jedzenie, serdeczni ludzie, dumna historia, zabytki, uczucie wolności…

Żona przekonała się (tym razem) do Grecji. Może tu kiedyś osiądziemy?

 

Nie czas żałować róż…

…gdy płoną lasy.

To stare przysłowie daje mi ostatnio wiele do myślenia, a właściwie odzwierciedla moje troski  i wątpliwości, które nurtują mnie od dłuższego czasu.
Stroniczka (szkicowa) „Spełnij marzenia” jest przykładem jaśniejszej strony mojego myślenia – pełnego optymizmu, zapału i wiary. Świat jednak „uparcie” jest coraz gorszy. Nie chowam głowy w piasek – widzę to.

Sporo też czytam – są to dość hermetyczne a jednocześnie przerażające teksty ujawniające ciemne strony historii i współczesności, spiskową naturę naszej rzeczywistości. Co prawda spotkałem się z tym już wiele lat temu, ale nasilenie negatywnych zjawisk oraz wzrost świadomości pewnych mechanizmów obudziły mnie ponownie. Pewne aspekty tego stanu rzeczy poruszałem na http://www.LepszeZdrowie.info w dziale ANTY.
Chociaż rok 2012 jest raczej hasłem, to nie wykluczone że świat mniej więcej w tym czasie może stoczyć się na granicę przepaści. New Age’owi orędownicy wróżą pozytywną przemianę – wierzę że coś jest „na rzeczy”, ale przecież ta pozytywna przemiana nie obejmie wszystkich, raczej mniejszość. „Prawo przyciągania”, pozytywne myślenie itp. są przydatne, ale nie są zasadniczym środkiem ratunku.

Co robić?
Nawet jeśli możesz niewiele – zrób co możesz – dla lepszego świata, dla świadomości zagrożeń i szans.

Jeśli na moich stronach ostatnio mniej się dzieje, to właśnie dlatego, że bardziej angażują mnie wspomniane lektury, rozmowy w sieci, rozważania i próby działań. Chyba lasy zaczęły się już palić…

Nowy serwis

Wpis całkowicie nieaktualny – dla pokazania mych dawnych działań i zainteresowań, z których książki pozostają nadal, co później pokazywałem tutaj (te są aktualne):

https://www.facebook.com/futurebooks

http://www.nextboox.blogspot.com

www.StefanGarczynski.pl

a co do kursów – https://www.facebook.com/KursyInternetowe/

————-

1.02.09 debiutuję z testową wersją zapowiadanego serwisu www.KursyInternetowe.com.pl

Oprócz kursów zamieściłem  trochę propozycji w postaci e-booków i audiobooków o charakterze szkoleniowym. Oczywiście każdy poradnik można wpisać tak szeroką kategorię; tutaj jest tylko wybór. Pełniejsza oferta publikacji elektronicznych znajduje się na naszych stronach:

www.kiosk.eboox.info – głównie poradnikowe z różnych dziedzin

www.self.zixo.pl – publikacje głównie pod kątem rozwoju osobistego

www.LepszaFirma.klubzixo.pl – publikacje przydatne zwłaszcza firmom i biznesowi

Serwis jeszcze w ogóle nie jest rozpropagowany – będę zatem wdzięczny Czytelnikom za jego wsparcie poleceniem, zapisaniem się na biuletyn, „wykopanie” w serwisie Wykop.pl oraz za uwagai krytyczne.
Proszę jednak o wyrozumiałość – to są początki i wersja testowa. Niektóre pod-strony są dopiero w budowie, nie wszystkie mechanizmy działają… Lepiej jednak zacząć z pewnymi niedoskonałościami niż zwlekać w nieskończoność 🙂

Ilość polecanych pozycji będzie rosła.

Zapraszamy do współpracy – chętnie nieodpłatnie umieścimy tu anonse dalszych kursów, jesteśmy zainteresowani programami partnerskimi i umieszczeniem artykułów na temat zdalnego nauczania.

Zmiany

Sami musimy stać się tą zmianą, do której dążymy w świecie.
Gandhi

Pisałem w poprzednim biuletynie L-earNews:

„Nasz serwis w znacznej mierze nawiązuje do rozwoju osobistego, którego atrybutem jest zmiana.

Potrzeba zmiany nie jest tutaj postulatem tylko teoretycznym – odczuwam ją często osobiście i realizuję na różnych „odcinkach”. Dotyczy to także właśnie L-earn.net. Powstał już dawno, gdy zarówno moja wiedza o tworzeniu stron WWW była stosunkowo niewielka, jak i zastosowane metody techniczne były prymitywniejsze od stosowanych dziś. Przez ten fakt serwis odstaje wyglądem i funkcjonalnością od tych tworzonych w sieci niedawno.

Chętnie zrobiłbym mu „lifting” ale … nie jest to proste technicznie i organizacyjnie przy obecnej objętości. Zaangażowałem się w szereg innych projektów, co nie pozwala mi się dostatecznie zająć sprawą”.

W czasie wakacji byłem daleko fizycznie i psychicznie od „tutejszych” spraw a i teraz dzieje się w moim życiu wiele rzeczy ważnych, których nie mogę zaniedbać.

W końcu podjąłem się tego liftingu … i, niestety, straciłem prawie dwa miesiące na próby z pewną nową technologią, i musiałem się poddać (tym razem?). Zwłaszcza położyłem się na ręcznym linkowaniu wewnętrznym (ponad tysiąc linków). Skoro postuluję efektywność, to nie mogę brnąć w tak nieefektywne działania…
Dodatkowo, zarówno stary prowajder popsuł się znacznie jak i nowy nie spełnił moich oczekiwań.
Przy okazji straciłem parę ważnych stron i będę je musiał odtworzyć z pamięci.

Powróciłem do starej formy, chociaż sukcesywnie usuwam drobne błędy, zwłaszcza w formatowaniu (przy zmianach dodatkowo trochę napsułem L ). To nie koniec perypetii, ale już nie będę tego wywlekał…

Przepraszam, że przez to serwis dłuższy czas po prostu nie był czynny a teraz jest okresowo wyłączany.

Z drugiej strony – także merytorycznie nie jestem zadowolony; coraz mniej czasu na własne artykuły, a szereg tych, które wprowadzam – mimo wartości szczegółowych,  wydaje mi się dość miałkich… 

Stare powiedzenie mówi, że jednym z lepszych sposobów uczenia się jest uczyć innych. Chociaż nigdy nie było moją intencją pouczać innych, to jednak sporo artykułów naszego serwisu, własnych i obcych, przekazuje pewną  wiedzę edukacyjną. Sam z tego korzystałem. Jednak większą rolę spełniły dla mnie osobiste lektury i kontakty, które w zwłaszcza ostatnio  sporo wybiegają poza to, co było w serwisie przedstawiane.

Rozwój osobisty jest sprawą  … osobistą. W zasadzie nie można nikogo ukształtować z zewnątrz – każdy musi przejść swoją ścieżkę. Prawdopodobnie zawarte tu materiały pomogły szeregowi osób chociaż na nią wejść, znaleźć przydatne informacje, uświadomić sobie inne/nowe sprawy… Ale więcej zrobić jest trudno. Można powiedzieć, że założona misja tego serwisu się wypełniła.

Z drugiej strony – w ciągu tych czterech lat powstało dużo serwisów internetowych o sporo większym ładunku informacji, z zapleczem doskonałych specjalistów (mam na myśli zwłaszcza witryny firm szkoleniowych) i ze sporym … budżetem.

Nasza nie firmowa strona, mająca bardziej profil hobbystyczny niż profesjonalny, nie ma większych szans by konkurować z takimi serwisami.

Zresztą, nigdy nie miała takiego celu. Wraz z jej rozwojem i ja sam się rozwijałem, więc – chociaż nie była dla profitów, to odebrałem niematerialną nagrodę,  i dała start do nowych zadań. Dzieje się na świecie tyle ciekawego i ważnego, że jeszcze bardziej powinniśmy cenić swój czas, podążać za hasłem osobistej efektywności.

Zajmę się bardzo osobistym wyznaniem. Tak już jest, że czasem osobiste przemyślenia i poglądy wyprzedzają to, co można spokojnie głosić publicznie – po prostu są to często hipotezy i próby na własne ryzyko. Było by niestosowne i może nieodpowiedzialne wygłaszać opinie, co do których samemu jeszcze nie ma się dostatecznych dowodów, chociaż ma się już wewnętrzne-subiektywne do nich przekonanie i kusi chęć podzielenia się tą „wiedzą”.

Przykładową ilustracją jest nowy serwis(ik) www.SpelnijMarzenia.pl.tl , gdzie pokazuję pewną technikę(?) osiągania celów, która zda się magią z pewnego poziomu, a z innego jest czymś oczywistym. Tak czy inaczej jest to temat kontrowersyjny.
Podobnie, wbrew raczej powszechnemu zachwytowi nad samochodami, kontestuję je na nowej stroniczce
www.BezSamochodu.pl.tl .
Oba są na prowizorycznych szablonach – na razie zająłem się treścią.

Istnieje dyskurs na temat istoty wiedzy. Jeśli zakładamy rozwój, to dotyczy on i wiedzy. Nie tylko co do jej „zakresu objętościowego”, ale istnieją pewne jej poziomy czy klasy. Mam na myśli także skokowe przyrosty, pewne przekształcenia czy to ilości w jakość, czy poziomu naszej świadomości. By to zagadnienie rozważać w sposób jaki ja je widzę, trzeba być otwartym na elementy transcendentne, wykraczające poza obecnie królujące paradygmaty. Zresztą, to nic nowego – fizyka kwantowa jest przykładem takiego skoku w pojmowaniu świata. Podobnie odkrycia z zakresu genetyki molekularnej stawiają nas w obliczu nowych wyzwań i poglądów na życie. Słowo ”odkrycia” chciałbym zaakcentować, ponieważ istnieje mocna teza, że cała możliwa wiedza istnieje od zawsze – jest sumą tego co było i będzie, a naprawdę JEST w „umyśle Boga” lub w „Kronice Akaszy” – by użyć języka bardziej ezoterycznego. My tylko odkrywamy, to co JEST. To co jest, jest PRAWDĄ.
Poznawanie prawdy, przybliżanie się do niej,  jest słynnym ewangelicznym środkiem wyzwolenia. Nasze braki, niemożności, błędy, nieszczęścia, biorą się z niedostatku wiedzy.
Jak dawałem nie raz temu wyraz, skłaniam się ku poglądowi, że osnową wszystkiego jest duch. W sferze duchowej jesteśmy w stanie osiągnąć  dużo więcej, niż raczkując materialnymi ścieżkami. Paru naszych autorów otwarcie deklaruje swój cel jako Oświecenie. Ja też nie miałbym nic przeciwko, chociaż brzmi to pretensjonalnie. Ku oświeceniu każdy z nas podąża swoją drogą, bo jest to droga indywidualna, wewnętrzna. Podążam taką drogą i dlatego … trudniej mi, zwłaszcza w popularnym serwisie, przedstawiać to, co mało przedstawiane..I nie chodzi tylko o wiedzę, ale raczej o  wewnętrzne doświadczenia. Idąc w tym kierunku potrzebuję wewnętrznego zanurzenia i spokoju.

Jest to jeden z powodów, dla których także trudniej mi się zajmować mymi serwisami. Stają się mniej ważne. Wiem, że są przydatne Czytelnikom w konkretnych sprawach, a może i spełniają rolę poszerzającą horyzonty (oby…). Chętnie przestawiłbym je jednak na „automatycznego pilota”, a sam zajął się w większym wymiarze czasowym swoim rozwojem, co – być może – za jakiś czas zaprocentowało by lepszą jakością nowych serwisów…

Wybaczcie tę szczerość, ale po wielu dylematach (już wcześniej sygnalizowanych) postanawiam stopniowo „wygaszać” serwis L-earn.net. 

Po czterech latach, ma ponad 550 artykułów, które nadal będą „żyły” , uzupełniane od czasu do czasu nowymi.

Zaprzestaję wysyłek biuletynu „Dobry Tydzień”. W zamian cotygodniowych sentencji powstanie serwis-kalendarium z pozytywnymi myślami i z elementami społecznościowymi (ćwiczę w WordPress, ale nie wiem czy to się uda…).

Nadal można zapisywać się na L-earNews, chociaż będzie on bardziej biuletynem/komunikatorem wiadomości niż omawianiem artykułów. Będzie traktował o mych serwisach, różnych szkoleniach, publikacjach. Warto być poinformowanym o ciekawych wydarzeniach.

Przepraszam jeszcze raz, zwłaszcza nowych abonentów. O rozwoju osobistym i efektywności powstało ostatnio tyle serwisów, że każdy znajdzie coś dla siebie.

Jak wcześniej pisałem w tym blogu  – mam nadzieję dokończyć  jeszcze inne strony, dla których nie miałem dotąd dość czasu. Potem będę je tylko podtrzymywał, natomiast już nie chcę (na dziś?) tworzyć nowych projektów, bo przy pracy zawodowej  – nie jest to możliwe ani sensowne.

A więc, do roboty!

Z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia

życzę Wam radości tych chwil, ale i aby Dobra Nowina odmieniała Wasz świat każdego dnia

Leszek

Po wakacjach

Wybieram rower, ale rozsądnie

Wróciłem z wakacji – fizycznie i mentalnie. Mentalnie „odpuściłem” prawie zupełnie zajmowanie się swoimi stronami, na korzyść kilku tysięcy stron lektur, wglądu w siebie, w inne kultury i dla odpoczynku. To dużo mi dało.
Tak więc, tym razem nic o nowościach (trochę w przygotowaniu  na początek października), aczkolwiek już ujawnię jeszcze jeden nowy serwis, bo jutro (22 września) mamy  Międzynarodowy Dzień bez samochodu.

Jest to  szkicowa na razie stroniczka Bez samochodu. Zbliżający się ów dzień przynaglił mnie aby z bogatego materiału jaki zbierałem do strony Eko-logicznie.info (nie wiem czy będzie) wyodrębnić to, co dotyczy skutków motoryzacji i jej alternatyw. Że motoryzacja truje, szkodzi zdrowiu, męczy nas hałasem i korkami, że ma wiele innych negatywnych skutków, to na ogół wiemy. Ale co w zamian? Myślę, że to interesujące, chociaż czasem kontrowersyjne.

Zapraszam!

Zmiany w serwisach

[ ten stary wpis oprócz LepszeZdrowie.info jest nieaktualny i jak wiele innych wpisów z 2007 i 2008 powinien być usunięty, ale zostawiam go dla siebie – by pamiętać co kiedy się działo…]


W  serwisie www.L-earn.net   rekomendowałem nie raz postawę zmiany. Jedną z nich było wydzielenie problematyki zdrowia do www.LepszeZdrowie.info .

Najprawdopodobniej od nowego roku ulegnie zmianie koncepcja biuletynu L-earNews.

Biuletyny będą chudsze, ale częstsze i przez to bardziej odzwierciedlające aktualny stan strony.  Biuletyn świąteczny będzie miał formę „przejściową”.

Być może ulegnie trochę zmianie profil strony. Ponieważ o rozwoju osobistym powstało już wiele serwisów, to rozważam zawężenie mego profilu bardziej w kierunku  współpracy z tymi serwisami (moja idea „.net”), pod kontem promocji konkretnych działań: kursów, seminariów i warsztatów, publikacji. Zapowiadam także wprowadzenie serwisu  z informacjami o szeregu polskich (zwłaszcza) programach partnerskich, które pozwalają na osiągnięcie dochodu pasywnego. Jest to swoista telepraca, przy czym formuła większości z tych programów nie wymaga prowadzenia własnej działalności gospodarczej.

Z powyższych względów planuję do poniedziałkowych biuletyników Dobry TYdzień dodawać po jednej linijce reklam tych działań.

A propos Dobry TYdzień. Od października wznowiliśmy go powakacyjnie (jak co roku).  Przypominam, że zawiera on krótkie zestawy  pozytywnych i inspirujących myśli. (Zapraszam do archiwum starszych wydań) . Z jego wysyłką były ostatnio pewne kłopoty – przepraszam za ew. zdublowania, przypominam także że otrzymują go nie tylko abonenci L-earNews, ale też osoby, którym został on przesłany okazowo przez Was lub od nas.

Co o tym wszystkim sądzicie?

Nowy L-earNews – ok. 20 listopada.

Pozdrawiam

Leszek

Nowe otwarcie

[wpis archiwalny]


Kiedyś stworzyłem szkielet serwisu www.eboox.info do promowania i sprzedaży e-booków (e-książek) i innych publikacji elektronicznych. [później http://www.nextboox.blogspot.com  i https://www.facebook.com/futurebooks/ ]

Serwisu tego jednak nie dokończyłem, bo oferta e-booków była jeszcze niewielka, głównie ograniczała się do publikacji Złotych Myśli, których książki są promowane przez tyle innych stron, że wycofałem się z tworzenia jeszcze jednego podobnego serwisu.

Ten temat ma jednak dużą przyszłość, co opisywałem już w pewnym artykule z 2004 r. Istnieją  argumenty biznesowe i praktyczne, do których można dodać względy poznawcze i kulturalne.

Wygląda na to, że jednak wkrótce reaktywuję ten projekt (stopniowo – w miarę wolnego czasu), ponieważ zmieniły się warunki dla e-booków i dla biznesów z nimi związanych.

Zarówno same Złote Myśli wzrosły w siłę i  ofertę, jak i inne wydawnictwa elektroniczne, np. Escape, Dobry Ebook,  i wreszcie, w ślad za Zachodem,  jesteśmy w Polsce świadkami jednego z najbardziej rewolucyjnych przedsięwzięć w handlu internetowym ostatnich lat, wyposażonego w innowacyjne narzędzia do sprzedaży w Internecie.

Będzie to miejsce, w którym będzie można kupić w formie cyfrowej niezliczoną ilość książek, czasopism, książek audio…
Przedsięwzięciu temu towarzyszy już program partnerski – w którym będziesz mógł zarabiać na polecaniu serwisu i wydawnictw.

Czy jesteś na to otwarta/y?
Sądzę, że szansa naprawdę jest niepowtarzalna, a czym szybciej zaczniesz działać, tym więcej możesz zyskać.

A więc Otwieramy!

J.- moja miłość

Nasza dusza rozkwita w pewnych środowiskach
geograficzno-przyrodniczych czy w krajobrazach określonego typu,
a w innych – więdnie i zamiera,
a przynajmniej jest bardzo nieszczęśliwa.
Richard N. Bolles

(skrót moich refleksji [działkowicza] opublikowanych kiedyś w lokalnej gazetce)

 Czytelnicy, zwłaszcza stali mieszkańcy J. i pobliskiego miasteczka, prawdopodobnie mogą nie doceniać walorów, jakie ma działka poza miastem dla mieszkańca Warszawy.

Tu, do letniska J., uciekamy od wielkomiejskiego zgiełku i spalin, tu – w prawie każdy wolny weekend i w czasie wakacji odnajdujemy spokój, odzyskujemy siły, cieszymy się życiem. I choć to 80 km od domu, a benzyna wciąż drożeje – nie żałujemy na to. Jesteśmy oczarowani okolicą, lubimy nasze osiedle, działkę i domek. Lubimy bardzo obserwować ptaki, które licznie wokół się osiedliły i są częścią naszego otoczenia. Okoliczny las darzy nas urozmaicona florą, jagodami, borówkami, jeżynami i grzybami.  Mamy dobry dojazd lokalny, zaopatrzenie we wsi i w pobliskim miasteczku, który ostatnio bardzo się ucywilizował i oferuje wszystko, co potrzebne. Nasz domek działkowy jest skromny, ale mamy w nim wszystkie wygody i jest całkowicie wystarczający dla mnie, żony i syna – bo nie jest dla nas jakimś celem w sobie, a raczej punktem wypadowym do realizacji naszego aktywnego stylu życia. Wielu sąsiadów hołubi bardzo swe domy i działki, spędzają na nich cały czas i – jak podejrzewam – nie znają nawet okolic. Nasz styl jest inny – połowę czasu spędzamy na wycieczkach – pieszych i rowerowych, na amatorskich zajęciach sportowych lub po prostu w lesie. Mało w nim ludzi, dużo do zobaczenia, teren jest urozmaicony górkami wydmowymi, niedaleko jest rzeka ze swoimi starorzeczami i pięknymi łąkami zalewowymi. Zachwycamy się okolicznymi małymi osadami o walorach turystycznych. Tu przeżyliśmy wiele pięknych chwil swego życia i darzymy te okolice wielkim sentymentem. Jeśli chodzi o rower, to ze względu na wiek i siły nie aspirujemy do wyczynów ani nie włączamy się w jakieś zorganizowane formy wycieczkowe, nasze zwiedzanie okolic lub powracanie do ulubionych miejsc ma charakter mniej sportowy a bardziej rekreacyjny. Cieszą nas wyznaczone szlaki rowerowe, ale jest też trochę powodów do zmartwień.

Pamiętamy czas, gdy większość dróg i ścieżek w lesie była przejezdna, dostatecznie twarda. Od paru lat jednak pogarsza się ze względu na niepokojące ogólne wysuszenie lasu (obniżenie wód gruntowych, mniej opadów), prace drwali, a nawet ruch samochodowy.

Na przestrzeni ostatnich 3 lat spotykaliśmy także wzmożony ruch jeźdźców na koniach, które niestety rozryły wiele naszych ścieżek rowerowych czyniąc  je trudno przejezdnymi. Bulwersujące były „tranzytowe szarże” (co najmniej kłus) przez osiedle działkowe, zagrażające bezpieczeństwu i niszczące nasz trud utwardzenia piaszczystych z natury uliczek. Nie mam nic przeciwko tej formie rekreacji, ale nie w formie nie liczącej się z innymi. Należy więc cieszyć się z ucywilizowania sprawy poprzez wyznaczenie szlaków dla jazdy konnej. Inna sprawa, widzę, że nie zawsze to jest przestrzegane.

Działkowiczów w J. niepokoi jednak jeszcze parę innych zjawisk.

Nie mniej od koni irytujący jest wzmożony ruch samochodowy przez nasze osiedle w kierunku W. Należy przypomnieć, że drogi osiedlowe są drogami prywatnymi (przynależą do działek). Samochody przejeżdżają często dość szybko, wzbijając kurz i hałasując, a motocykle i „maluchy” dodatkowo rozsiewając smrodliwe spaliny. Ruch wzmaga się z gorące dni, gdy oprócz wędkarzy nad rzekę ciągną liczni amatorzy kąpieli. Istnieje parę innych dróg przez las oraz droga asfaltowa przez B. – czy tamtędy nie lepiej?

Faktem jest, że asfalt na lewym odcinku drogi do B. jest sfatygowany – czy ze względu na ruch autobusowy nie przydałoby się temu odcinkowi nadać priorytet w gminnych inwestycjach drogowych?

Gdy zakładaliśmy nasze osiedle, jego największym walorem, który przyciągnął większość działkowiczów, było jego leśne otoczenie. Teraz okolica zmieniła się nie do poznania. Pomimo, że to strefa Parku Krajobrazowego, las systematycznie jest wycinany i to bodajże najbardziej właśnie w okolicy naszej polany, chociaż przecież w obszernych okolicznych lasach nie brakuje miejsc, gdzie wyrąb nie ingerowałby w krajobraz terenu rekreacji. Szokiem było dla nas, gdy po zimie zastaliśmy naszą ulubioną górkę nad osiedlem całkowicie ogołoconą z drzew. Teraz wycina się drzewa wzdłuż ścieżki nad rzeczką. To, że ścieżka ta jest rozryta przez transport drewna, to można przyjąć za pewną konieczność, ale żal patrzeć jak wnętrze lasu jest jeszcze bardziej rozryte – „jak popadanie” – bez zachowania jakichś ścieżek wyciągania drzew. Zostały naruszone też walory odcinków oznakowanych szlaków turystycznych. Nie jestem kompetentny, by oceniać metody pozyskiwania drewna z lasu, ale nie wydaje mi się w porządku, gdy przy tej okazji powalonych i połamanych jest setki jałowców, siewek dębów, zniszczone runo jagodnika, mech, wrzosy, mrowiska, pokaleczona jest kora drzew, które jeszcze zachowano. Kiedyś, gdy syn był mały, uczyłem go w tym lesie szacunku do przyrody, dziś wydaje się to naiwnym i śmiesznym mentorstwem, gdy widzimy jak podchodzi do tego … leśnictwo.

Przy okazji przestały istnieć niektóre powszechnie uczęszczane i urokliwe ścieżki leśne na skraju lasu, które mogłyby pozostać, gdyby strefę wyrębu cofnąć dosłownie o 2 metry (i to nie wszędzie). Niewykluczone, że te wyręby mają też wpływ na wspomniane wysuszanie terenu.

Kolejna sprawa to śmieci. Cieszyliśmy się przez lata tym, że w odróżnieniu do zaśmieconych lasów blisko Warszawy, „nasze” lasy były prawie idealnie czyste. Mieliśmy w tym swój drobny wkład – w czasie swych wycieczek, gdy spotkaliśmy jakąś butelkę, papier itp. zabieraliśmy takie śmieci ze sobą, mając satysfakcję, że przyczyniamy się do piękna okolicy i dając przykład synowi w okresie jego wychowania, co później przyczyniło się do jego wrażliwości na sprawy ekologiczne i kulturę w ogóle.

Od kiedy w okolicy zlikwidowano kontenery na śmieci, obserwujemy wzrost zaśmiecenia i porzucone worki ze śmieciami – zwłaszcza przy drogach. Stwarza to także kłopot, gdy działkowicze mają jakieś większe rzeczy do usunięcia. Można przypuszczać że ci, którzy nigdy nie byli wrażliwi na czystość lasu, zaczną wkrótce te rzeczy do niego wywozić. Popieramy akcje selekcji odpadów, w danym przypadku przez wyspecjalizowane worki, ale oferty 85 zł za wywóz śmieci w workach foliowych  przyjęliśmy jako wygórowaną, ponieważ sami „generujemy” bardzo mało śmieci – odpadki organiczne kompostujemy lub palimy, a plastiki i szkło konsekwentnie selekcjonujemy i wywozimy do kontenerów przy naszym domu w Warszawie.

Wydaje mi się, że w tym przypadku gmina postawiła na wyciągnięcie pieniędzy od mieszkańców, w tym od działkowiczów.

Nasza społeczność działkowa jest bodajże liczniejsza od rdzennie miejscowej, płacimy podatki i wszelkie inne opłaty, ale czy mamy lokalnie prawo głosu?

Tak oto z refleksji o życiu działkowym przeszedłem miejscami do spraw gminnych, ale – myślę – to bardziej zainteresuje Czytelników, niż prywatne preferencje nietypowego piewcy przyrody.

W przyszłości rozważamy przeniesienie się w te okolice na stałe, więc lokalne sprawy stają się nam coraz bliższe.

 

Lapidarnie o efektywności

Zawsze wybieraj drogę najkrótszą,
albowiem krótka droga jest naturalna.
Marek Aureliusz

Lapidaria – tytuł mego bloga, to słowo nawiązuje do Lapidarium – tytułu używanego przez Ryszarda Kapuścińskiego dla jego krótkich (lapidarnych) zapisków, które publikował na długo zanim powstało zjawisko blogowania.

Chciałby oddać hołd niedawno zmarłemu Pisarzowi.

Pisał: „Żeby pisać, muszę odczuwać wewnętrzne, płynące gdzieś z głębi mnie ciśnienie słów i obrazów domagających się zanotowania. Bez tego nacisku siedzę jałowy, bezczynny, nie mogę nic napisać”.

Skromny jest Pan Ryszard. Napisał tak wiele i pewnie pisałby jeszcze i jeszcze  – tyle widział i przeżył! Szkoda.

Ja napisałem w życiu na tyle mało, że owo ciśnienie odczuwam na co dzień – problem polega raczej na czasie i celu. Nie chciałbym pisać tylko do szuflady, widzę wiele pożyteczniejszych rzeczy do zrobienia. Staram się być efektywny – zgodnie z mottem swego L-earn.net. *

„Sprzedam” jeden ze swych sposobów na efektywność (w małej skali).

Otóż, wiadomo, by być efektywnym, należy wydzielić czas na regenerację sił. Ja często, po wielu godzinach za biurkiem, odczuwam zarówno ból pleców jak i  oczu.

Robię więc tak: kładę się na 15-20 minut (odpoczynek kręgosłupa i szyi – wykorzystuję poduszkę gryczaną), na oczy kładę sobie kompres ze świetlika lub rumianku. W tym czasie słucham jakiegoś audiobooka lub lekcji języka, a ręce angażuję w jedną z ulubionych mudr.
Trzeba uważać by się nie zdrzemnąć, chociaż w pewnych przypadkach nie byłoby to złe.

Próbuję czasem jeszcze w tym czasie wykonywać ćwiczenia oddechowe, np. 20 połączonych oddechów, lub jakieś inne statyczne i nie męczące ćwiczenia rąk, nóg lub brzucha, aczkolwiek trochę mnie to rozprasza i jeszcze się tego dobrze nie nauczyłem.
Tak czy inaczej – w tym samym czasie 4-5 pożytków!

Oczywiście, można, i przy innych okazjach to stosuję, tworzyć inne kombinacje, np.:

– Oglądanie telewizji i ćwiczenia fizyczne

– Odpoczynek na leżąco, medytacja i ćwiczenia oddechowe

– Jazda samochodem i słuchanie płyt językowych lub audioksiążek

– Jazda komunikacją, słuchanie jw. + mudry lub proste ćwiczenia statyczne rąk, itp., itd.

Kto się z tego śmieje, niech się śmieje (na zdrowie), ale powyższe rozwija też samodyscyplinę i w pewnym stopniu podzielność uwagi – ja jestem zadowolony…

* Dopisek po latach. L-earn.net już nie działa, podobnie jak szereg innych serwisów. Może będzie kiedyś odtworzony pod innym adresem po przywróceniu ok.  600 artykułów. To spora praca…

 

Zwracam uwagę …

Najlepszym uniwersytetem ze wszystkich jest kolekcja książek.
Tomas Carlyle

W nielicznych wolnych chwilach zajmuję się teraz prawie wyłącznie serwisem LepszeZdrowie.info
Chciałbym aby z nikłych początków nabrał pewnej „masy krytycznej”, która zasłuży na zainteresowanie czytelników. Mniej ważne wydają mi się teraz mechanizmy i wygląd strony, to trochę poczeka…

Zwracam uwagę na dział Ściągnij sobie, w którym przybyło sporo darmowych e-booków. Są to przeważnie fragmenty większych całości – dla wstępnego zapoznania z danym tematem.

Zapraszam!